wtorek, 2 maja 2017

Bo z rodziną to tylko na zdjęciu

Ostrzeżenie. Czytelniku drogi, chcę cię poinformować, że podrożały pierogi w związku z tym pojawia się notka, która jest pozbawiona sensu, ładu oraz składu, co raczej nikogo nie powinno dziwić ponieważ Bociek nie wie co czyni. Oto wyczekiwana (pewno Burton czekał najbardziej na moje wypociny) notka z Lucjanem w roli głównej! Standardowo proszę skonsultować się z lekarzem gdyż ta notka może wywołać uszczerbek na twoim zdrowiu. Uszczerbek psychiczny (po przeczytaniu) oraz fizyczny (kiedy po raz któryś będziesz walić głową o ścianę, albo biurko).
Bociek, który nie zna umiaru
***

Obudziło go niezbyt delikatne szturchanie za ramię. Był zmęczony całonocnym spaniem i chciał odpoczywać a tutaj jakaś wredna istota nie pozwala na to. Co za bezczel! Poza tym…no dobrze może nie znowuż tak całonocnym spaniem, bo nie do końca przez cała noc przespał. Ale jak się wraca pijanym około północy, a później przez prawie dwie godziny siedzi się na Steamie w poszukiwaniu promocji, to nie ma się co dziwić, że człowiek spać chce. No jeszcze wypadałoby dopowiedzieć, że około trzeciej w nocy/nad ranem, jaśniepan i władca tego pokoju stwierdził, że w sumie to by się umył, bo śmierdzi gorzej niż murzyńska chata przed wietrzeniem, a po kąpieli to fajnie byłoby coś zjeść, bo jednak od czegoś to jedzenie w lodówce jest. I o ile pamiętał prysznic, tak jedzenia wcale. Coś chyba mu umknęło…
— Lucjan wstawaj – budzący nie dawał za wygraną. W końcu musiał obudzić swojego brata, który spał wystarczająco długo… A przynajmniej wystarczająco aby wytrzeźwieć.
— Buba. Daj spać – mruknął Lucjan i naciągnął na swoja głowę poduszkę. Po tym powiedział coś co brzmiało jak „Pathapalpatykam”, albo jakby mówił z pełnymi ustami w jakimś tylko sobie znanym języku, który nie do końca ma rację bytu. Chociaż w wydaniu Lucjanowym możliwe było, że właśnie zaczął mówić Mickiewiczowską „Inwokację”.
— Nie. Wstajesz Lucek! – krzyknął i zrzucił swojego brata. – Umyj się, ubierz i ogólnie doprowadź do ładu. Za dwie godziny wujek przyjeżdża – spojrzał na Lucka, którego mina wyrażała pełne zdziwienie, które można by opisać przy pomocy jednego, ale jakże wymownego „eeee…”, które to jawiło się na twarzy Lucjana.
— Wujek? – zapytał, przy okazji starał się łączyć wszystkie wątki. – Wujek Boguś? – spojrzał na Bubę – Trafiłem? – widząc jak brat kiwa głową na potwierdzenie uśmiechnął się. – Na siebie proszę.
— Ale co?
— Kolejne pytanie – odpowiedział wstając powoli z podłogi. Przeszedł kilka kroków do szafy i wyciągnął z niej ubrania, które sobie przygotował wczoraj rano. Zupełnie tak jakby przypuszczał, że może nie być w stanie wybrać czegoś odpowiedniego – Kuba…szerzej znany jako Buba, ty wiesz co? Może bym sobie nad łóżkiem tęczę z jednorożcem bym sobie walnął? – zapytał pół przytomnie. – Ale to później. Najpierw się wezmę się ogarnę się.
Na całe szczęście Lucjan nie zabił się po drodze do łazienki, ani też nie stracił życia pod prysznicem, chociaż pewnie w tej chwili to każdy by wolał aby Lucek zniknął na czas spotkania rodzinnego. I wcale nie chodziło o to, że był pijany…znaczy się trzeźwiejący, nawet nie rozbijało się o to, że był jakiś niezrównoważony. Po prostu nie należał do osób, które myślą nad tym co wypada a co nie. Taki trochę diabeł w ludzkiej skórze, który cierpi na defekt życiowy zwany „najpierw mówię/robię później myślę”, chociaż dosyć często myślenie omijał szerokim łukiem. A przynajmniej takie sprawiał wrażenie.
Buba podobnie jak większość rodziny obawiał się o to co przyjdzie Luckowi do głowy. W końcu teraz wpadł na pomysł aby wymalować sobie nad łóżkiem jednorożca na tęczy…co byłoby naprawdę idiotyczne i zaburzyłoby ład oraz harmonię panującą w pokoju… Poza tym to tylko przykład z dzisiaj, tłumaczył to tym, ze dopiero co wstał, że jeszcze zaspany chłopak jest i mógł nie jarzyć wszystkich wątków. Jednak jak sobie przypomniał komunię ich kuzyna, gdzie Lucek był z całą pewnością trzeźwy oraz wyspany… warto napomknąć o tym, ze komunia ich kuzyna była z jakieś dwa albo i trzy lata temu. Na całe szczęście w potoku innych „przypałowych” akcji Lucjana, większość zapomniała o tym incydencie.
                O dziwo Lucek nie przeszkadzał do samego przyjazdu rodziny. Ba! Nawet ogarnął się do tego stopnia, że nie było (aż tak)widać, że jest po dzisiejszym wczorajszym… Może jeśli się nie odezwie to spotkanie przebiegnie bez jakiś większych komplikacji? Może nie będzie tak źle i wszyscy rozejdą się w jako takiej zgodzie, oraz nie dostarczą nowych plotek dla reszty rodziny? Teraz to nie pozostawało nic innego jak tylko mieć nadzieję, że Lucjan nie wpadnie na jakiś głupi pomysł i nie zechce go zrealizować.
Obiekt wszelakich rodzinnych obaw, oraz idealny twórca rodzinnych plotek usiadł obok Kuby. Miał z tego miejsca dobry widok na to wszystko…na cały stół i cała rodzinę. Oczywiście w razie czegoś to też miał dosyć blisko wyjścia. To tak gdyby przyszło mu uciekać przed kimś z rodzinki.
I oto są, oto wszyscy są… przyjaciele moi z wielu stron.
Wujek Bogdan – biznesmen, który niby jest tą lepszą częścią rodziny, człowiek, który Biblię to chyba zna na pamięć. Jego żona Maria, która oprócz zajmowania się domem, udzielaniem się w akcjach charytatywnych i łożeniem na PCK i Caritas nie robi nic ciekawego…bo przecież nie można powiedzieć, ze wychowanie tej zgrai dzieci było czymś ciekawym (przynajmniej w mniemaniu Lucka). Przybyli też ich synowie. Michał – wojskowy, świeżo pieczony upieczony oficer wojsk lądowych. Gabriel – przyszły pracownik telewizji, najprawdopodobniej dziennikarz na miarę Kamila Durczoka, albo Maxa Kolonko. Rafał – początkujący lekarz, chirurg, istota od której ciekawsze jest wszystko, nawet flaki z olejem. No i jeszcze zjawiła się (bo jakżeby inaczej) ich córka Magda, młodsza o rok od Lucjana dumna uczennica biol-chema, duma narodu rodziny…
Po drugiej stronie najbliższa rodzina Lucjana. W mniemaniu chłopaka to ta „fajniejsza” część i zdecydowanie mniej nudna połowa rodziny.
Samuel – ojciec, prokurator okręgowy, młodszy brat Bogdana, z którym to chyba tylko geny dzieli, bo nazwisko w końcu zmienił (i na całe szczęście, bo kto chciałby się nazywać Aniołek?). Lilia – matka Lucjana, kobieta, której nie należy wchodzić w paradę kiedy się denerwuje (kiedy jest spokojna też nie należy tego czynić), przedstawicielka handlowa, która każdego może zagiąć. Kuba – starszy brat, na którego wszyscy wołają „Buba”, student elitarnego kierunku zwanego ekonomią. No i oczywiście jest też najstarszy brat, Amadeusz… Amadeusz właściciel kasyna, do tego podrywacz jakich mało.
Brakowało tylko kuzyna Ivana, z którym najfajniej się rozmawiało i najfajniej śpiewało hymn ZSRR, albo Rosji. Jednak tylko Lucek śpiewał z Ivanem, w sumie to chyba nawet nikt nie wie dlaczego, bo słynny kuzyn nie śpiewał najgorzej. Lucek też nie fałszował…może po prostu repertuar nie odpowiadał?
W sumie to wypadałoby wspomnieć też o najmłodszym synie Bogdana. Równolatku Lucjana, ale jednak pan L. jest nieco starszy (dokładniej o 7 dni 5 godzin i 21 minut). Pan doskonały, który nawet z kuzynkiem na imprezę nie wyjdzie, raz tylko będący na weselu kogoś z rodziny Jesus Navas, który i tak większą część imprezy przesiedział przy stole przy butelce wody mineralnej (gdzie zamiast wody było białe wino, bo Lucek nie mógł patrzeć na to jak jego kuzyn marnuje swoje życie).
Ale też i wypadałoby wspomnieć o tym słynnym Lucjanie. Osobie, którą pieszczotliwie nazywa się zakałą rodziny. Nie wiedzieć czemu przylgnął do niego piękny pseudonim artystyczny „Lucyfer”, albo po prostu „Diabeł”. Nierób internetowy, szerzej znany jako YouTuber oraz bloger. Uczeń dumnego kierunku zwanego potocznie „humanem”. Osiemnastolatek, którego jedyną perspektywą jest to, że otrzyma jakiś spadek albo coś…
— Lucek. A ty już wiesz kim chcesz być w życiu? – zapytała Magda. Przecież nie ma to jak cudowna rozmowa przy zupie. Do tego było to takie pytanie, które zadawała nader często, jakby chciała sobie jakoś samoocenę podwyższyć…czy coś.
Lucek spojrzał na swoją kuzynkę, w tym czasie Buba, Amadeusz oraz Samuel przezornie odłożyli łyżki i szybko przełknęli zupę. Czego jak czego, ale nie zamierzali jakoś poplamić obrusu, albo nie chcieli przypadkiem popluć się zupą.
— Jak tak na ciebie patrzę to chyba gejem – odpowiedział poważnym tonem głosu, po czym jak gdyby nigdy nic  wrócił do jedzenia zupy. Cóż większość starała się zachować powagę, ale nie wszyscy dali radę. Lucek zauważył nawet kątem oka jak matka szturcha ojca aby ten się uspokoił i przestał śmiać się pod nosem.
Być może na jakieś kilka minut będzie spokój. Bo jednak odpowiedział (byle jak bo byle jak, ale jednak). Każdy miał świadomość tego, że Lucek był tutaj, no i może odpowiedzieć/powiedzieć, coś co może kogoś urazić. Albo istniało też ryzyko tego, że udzieli tak inteligentnej odpowiedzi, że buty spadną i pójdą powiesić się na własnych sznurówkach.
                Bogdan był w trakcie opowiadania pasjonującej, oraz w pierwotnych założeniach śmiesznej historii o tym jak to podpisywał kontrakt z jakąś firmą, kiedy…
— I ja wtedy mówię: „To…”
„Wiedz, że coś się dzieje” – odezwał się telefon Lucjana. Najprawdopodobniej był to jeden jedyny śmieszny moment tej opowieści, chociaż nie należał do tej historyjki. Taka śmieszna sytuacja z doskoku.
— Sorry. Ziomek do mnie napisał – powiedział. Spojrzał na wiadomość i zaczął się śmiać, przy okazji pokazując swoim braciom wysłanego MMSa.
— Ło luju – powiedziała cała trójka. Wiadomość była po prostu świetna no i musieli przyznać, ze kolega ich młodszego brata z cała pewnością świetnie radził sobie w „fotoszopie” i miał poczucie humoru zbliżone do ich własnego.
— No widzę, ze poczucie humoru…jest u was dziedziczne. Macie takie plebejskie. Wystarczy powiedzieć, albo i pokazać byle co a wy się smiejecie – odezwał się Michał.
— Może śmiejemy się z byle gówna – przerwał na chwilę Amadeusz, bo Lucek i Buba zaczęli się jeszcze głośniej śmiać – ale jesteśmy lepsi, bo korzystamy z życia. A ty Michał? A wy ogółem co robiliście ciekawego? – zapytał. Na całe szczęście odpowiedział przed Luckiem, na całe szczęście powiedział też coś co spowodowało, że Lucek się zaśmiał, czyli być może młodszy brat nie powie niczego, bo będzie się śmiał (przynajmniej przez jakiś czas).
— Byłem na Karaibach… - zaczął Michał.
— No ja też! Na gogle street view jest wszystko! – wtrącił Lucek, który w zastraszająco szybkim tempie skończył się śmiać. Oczywiście to wtrącenie okraszone było szyderczym uśmieszkiem. W końcu każda okazja jest dobra aby napsuć krwi rodzince.
— A ty Lucek? – zapytał Rafał. – Co takiego ciekawego robiłeś? – w duchu już śmiał się, podobnie jak jego dwaj bracia i siostra. Bo przecież co Lucek może powiedzieć? Nic ciekawego bo to debil i idiota jest.
— A to wam tata wasz nie mówił? – zapytał szczerze zaskoczony. – Boguś…no jak to im nie mówiłeś? Przecież co weekend dzwonię i się chwalę!
— Jesteś wtedy pijany – odpowiedział ze spokojem wujek. Miał w tym sporo racji, bo Lucek często gęsto naprawdę był wtedy pijany, zawsze kiedy stężenie procentowe alkoholu w jego organizmie rosło to dzwonił do Bogdana. Do nikogo innego, tylko do Bogdana.
— Nie jestem pijany! Wówczas, gdy dzwonię do ciebie znajduję się w stanie, któremu daleko do trzeźwości, jednak nie jestem pijany. Powiedziałbym, że po prostu znajduję się w stanie „Nirvany”, oraz łączę się z duchem wybitnego muzyka Kurta Cobaina. Ewentualnie jestem na spotkaniu dyplomatyczno-politycznym z Aleksandrem Kwaśniewskim – wyjaśnił. Teraz można się założyć o butelkę wódki, czy Lucjan wiedział co powiedział. – A ty wiesz wujek, że Magda to chłopaka ma? Chyba, że już nie ma – dodał złośliwie. Pamiętając o tym, że Magda to taka córeczka tatusia.
— Masz na myśli Marka? – zapytała – Zerwaliśmy ze sobą.
— No tak. Ja też bym z tobą nie wytrzymał – odpowiedział szybko. – Ale i tak go podziwiam. Tyle czasu, nawet gdyby mi płacili za godzinę z tobą to bym nie wziął. A on to charytatywnie.
— Lucjan – jęknęła Lilia. Bogdan i Maria tylko się uśmiechnęli uspokajająco. Przyzwyczaili się do złośliwości Lucka. Momentami to był nawet zabawny.
— teraz to spotykam się z synem pewnego posła. Z Andrzejem… - jednak wypowiedź pełna wyniosłości nie została dokończona, gdyż w zdanie weszło jej trio braci.
— Ty będziesz Duda. Tak na pewno Duda. Szalony Duda… - zaczęli śpiewać niczym chór gospodyń wiejskich. Przy tym jeszcze tak zabawnie kiwali głowami niczym kurczaki (oczywiście w rytm refrenu). Jedynie co, to można im pozazdrościć synchronizacji, oraz talentu aktorsko-wokalnego. Z cała pewnością to mogliby pojechać na eurowizję i ją jeszcze wygrać.
— Brawo. Piękna synchronizacja panowie – powiedział Gabriel z nieukrywanym podziwem.
— Bo my kuzynku drogi… - zaczął Amadeusz.
—…jesteśmy jak bliźniaki… - dodał Buba i szturchnął przy okazji ostatniego z braci.
—…birmańskie – dokończył Lucek, uśmiechając się przy tym. Po tych właśnie słowach większość o mało nie uderzyła czołem o blat stołu. Można zaryzykować stwierdzeniem, że słowa Lucjana powaliły ich na kolana…albo na blat stołu.
— Lucek, czy ty taki głupi jesteś, czy tylko udajesz? – zapytała Magda uśmiechając się przy tym słodko. Najmłodszy z gospodarzy tylko uśmiechnął się nikle.
— Czy ona mnie w tej chwili obraziła? – zapytał cicho Amadeusza, a ten tylko skinął głową w potwierdzeniu. Lucek przygryzł wargę. Tak być nie będzie! Nikt nie będzie obrażać JEGO —LUCJANA BORUTY! Oczywiście będącego ze szlachetnego rodu tych konkretnych Borutów. Zemści się za tą zniewagę. Ma jeszcze…wystarczająco dużo czasu, akurat tyle żeby skończyły się reklamy w Polsacie.
Buba szturchnął Lucjana, mimo wszelkich stwarzanych pozorów pytanie nie należało do tych retorycznych. A też chyba sam bardzo chciał co zechce odpowiedzieć jego młodszy brat. W końcu Lucek miewał przebłyski, może i teraz taki przebłysk nastąpi?
— Pozwól iż nie udzielę odpowiedzi na postawione pytanie. Wydaje mi się, że osoba „intelygientna” nie zapytałaby o coś takiego, ponieważ sama znałaby odpowiedź na pytanie – westchnął i przewrócił teatralnie oczami. – Przepraszam państwa na moment – powiedział wstając. Odszedł od stołu, wyszedł z jadalni, przeszedł schodami do łazienki. Musiał w spokoju pomyśleć nad planem zemsty.
Zamknął drzwi, zaświecił światło i dopiero po tym zasiadł na dosyć specyficznym krześle przeznaczonym do myślenia. Założył nogę na nogę, głowę oparł o rękę, która to była oparta o kolano. Krótko mówiąc przyjął postawę myśliciela.
Zemsta musiała być błyskotliwa, genialna, cudowna wręcz. W końcu to była JEGO zemsta. Był Lucjanem „Lucyferem”/„Diabłem” Borutą, pochodził od TYCH Borutów, a to zobowiązywało do wszystkiego. Przecież wiedział, że wie, że umie, że potrafi. W końcu Polak potrafi, prawda?
Przecież niby nie był głupi…tak bardzo. Przynajmniej wiele osób mu to powiedziało. Poza tym miał już kiedyś wielką ochotę na to aby utrzeć jej nosa. Och jak on jej nie trawił. Chyba nawet wolał swojego do bólu dobrego i miłego kuzyna, którego imię zaczynało się na „J”. I to imię wcale nie brzmi „Jarek”.
Po może pięciu minutach intensywnego myślenia wreszcie wymyślił. Wpadł na coś lepszego niż mąka w suszarce, albo „ajs buket czelyndż”, który był autorstwa Lucjana. To…ten pomysł na który przed chwilą wpadł przebije nawet wysłanie jej żółwia do Brazylii, kraju Silvy i Neymara, bez których reprezentacja daleko nie dochodzi…
Wyszedł z łazienki z uśmiechem na ustach, przeszedł do  swojego pokoju. Podszedł do szafy, z której wyciągnął przepocone skarpetki, torbę sportową, której to wolał nie otwierać, kiedy nie miał przy sobie maski przeciwgazowej. No i w pomieszczeniu było to mimo wszystko wysoce niewskazane.
Pewnie Rosja zapłaciłaby majątek za taką broń biologiczną – pomyślał, a w głowie już układał plan jak sprzedać Ruskim torbę. W końcu wujek Putni ucieszy się z tego. Będzie skakał z radości bo oto w tej torbie zamknięta jest najpotężniejsza z najpotężniejszych broni, powszechnie znana jako przepocone nieprane ubranie z siłowni + ręcznik, buty i skarpetki.
— Ciekawe czy zgniło? – zapytał sam siebie. Może nie była to w tej chwili najważniejsza rzecz pod słońcem, ale jednak na swój pokręcony sposób było to intrygujące.
                Jak gdyby nigdy nic, wyciągnął kij od baseballa, butelkę ze sztuczną krwią, ubrudzony i do tego potargany stary mundur, maskę przeciwgazową, która przeżyła wystarczająco wiele. Ta zemsta będzie słodka i przejdzie do historii (przynajmniej w mniemaniu Lucjana). Musiał tylko jeszcze po pożegnaniu z nimi ugrać sobie jakieś pięć minut. Ale w końcu od czego ma się dwóch braci? No i ojciec z cała pewnością też pomoże.
Wyszedł  z pokoju zostawiając na środku rozgardiasz. Drzwi od pomieszczenia zamknął na klucz i wrócił do rodziny. Przy okazji wysłał też braciom SMSa w którym objaśnia co i jak, oczywiście z prośbą aby i tamci ugrali mu pięć minut. Chociaż im więcej tym lepiej.
Nie do końca wiadomo jakim cudem wysiedział te dwie godziny. Zachowywał się tak jak zawsze. Przecież musiał stwarzać jakieś pozory z tym wszystkim. Pożegnał się jako pierwszy ze wszystkimi, po czym poszedł do pokoju. Szybko przebrał się w potargany mundur, który miejscami poplamił jeszcze krwią. Stworzył szybki makijaż taki aby przypominał zombie. Chwycił kij oraz butelkę z krwią i wyszedł przez okno. Na szczęście miał obcykane wszystko, już nie raz nie dwa uciekał przez okno; było wystarczająco ciemno, aby reszta nie widziała dokładnie wszystkiego.
Ukrył się za krzakami, trochę krwi polał po rękach i po kiju, dopieścił jeszcze swój strój, założył maskę na twarz i kiedy Magda wyszła był już gotowy. Na całe szczęście wychodziła jako ostatnia. Przeszedł za nią kilka może kilkanaście kroków, szurał kijem po betonie. Po chwili też zaczął jęczeć niczym rasowy zombie z horrorów.
Minę swojej kuzynki zapamięta do końca życia, to przerażenie…zupełnie jakby zobaczyła Grubego z Outlasta! Jakby zobaczyła co najmniej pijanego ziomka, na którego wszyscy w okolicy wołali "Burton"! To było piękne! 
Wyciągnął ku niej rękę, przekrzywił głowę i zacharczał.
Pisk z cała pewnością wywabił z domów wszystkich sąsiadów. Nawet nie zamierzał jej gonić kiedy uciekała i wybiegła przez bramę. Ściągnął tylko maskę i zaśmiał się odwracając się twarzą do rodziny.
— Cóż, może ta zemsta dupy nie urywa, ale co się namyśliłem to moje – powiedział zadowolony Lucek. – Tak w ogóle to byłby z tego fajny prank – zaśmiał się cicho.
— Czy ja wiem… pokrzyczała sobie, pobiegała, schudnie nieco – zaśmiał się Buba. – Dobra, młody wracaj lepiej do domu i szybko do pokoju, bo jak matka cię zobaczy to na zawał zejdzie.
— Spokojnie synku…złego diabli nie biorą – powiedział cicho ojciec.

Jednak chyba coś w tym wszystkim musi być, że z rodziną to tylko na zdjęciu można – pomyślał Lucek. I chyba miał w tym wszystkim sporo racji, prawda?

______
I oto wyczekiwana notka z Luckiem. Pozdrawiam wszystkich, mam nadzieję, że nie jest aż tak tragicznie. Jak ktoś chce to może to przykryć swoją notką, albo jakąś KP. Nie pogniewam się.
Mam nadzieję, że ktokolwiek wytrwał do końca i nie popełnił samobójstwa.

11 komentarzy:

  1. Czekałem, czekałem (wcale Cię nie poganiałem, a jak ktoś twierdzi inaczej, to w ryj) i się doczekałem! :D Uwielbiam Twoje notki, bo zawsze trakcie czytania krztuszę się ze śmiechu. Dlatego teraz pamiętałem, żeby z jedzeniem i piciem poczekać do zakończenia. Bardzo dziękuję za piękną wzmiankę o Burtonie, idealnie oddaje jego osobę. :D A te biblijne nawiązania mnie wręcz rozwaliły (z tego miejsca pozdrawiam wujka Bogdana aka Bogusia, spoko z niego ziomek), do tego Twoje jak zawsze epickie porównania... Nic tylko chwalić, piękna robota!
    To teraz mogę lecieć do monopolowego, może po drodze uda mi się Magdę złapać!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na ciebie Burtonie to zawsze można liczyć :D
      Ale nie przesadzaj, że do moich notek to bez jedzenia i picia trzeba zasiadać ;) Poza tym wujek Boguś pozdrawia :D

      Usuń
  2. Burżuj, promocje na Steamie w środku maja!? :D Przecież wiadomo, że wszyscy cisną na święta i lato :D Może jednak znajdzie się jakaś Sakura Spirit dla Lucka w schowku Gabena hihi

    "Gabriel – przyszły pracownik telewizji, najprawdopodobniej dziennikarz na miarę Kamila Durczoka" - czyli też będzie krzyczał, że stół upierduczony RUURKU!? :D

    "Nierób internetowy, szerzej znany jako YouTuber oraz bloger" - o matko mam nadzieję, że nie należy do tej grupy jutuberełów "rakełów" D:

    "Och jak on jej nie trawił. Chyba nawet wolał swojego do bólu dobrego i miłego kuzyna, którego imię zaczynało się na „J”" - Jack Nicholson?

    "zupełnie jakby zobaczyła Grubego z Outlasta" - wypraszam sobie, to jest Pan Świnka. "Gruby" to tak negatywnie brzmiące imię :D

    Ogółem notka nacechowana wariacko-radosnym tempem, mega szybko się ją czyta - zauważyłam tylko kilka drobnych powtórzeń ("Może bym sobie nad łóżkiem tęczę z jednorożcem bym sobie walnął?"), ale jeśli to było zamierzone to przepraszam :) Fajna notka, pozytywna i szalona.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście :D Ale proszę nie wymagać zbyt wiele od pijanego Lucjana, on wciąż myślał, że Nowy Rok jest i jeszcze promocje są obecne :D
      Gruby z Outlasta już na zawsze pozostanie grubym :) Niestety, ale Isamu się do tego przyczynił i chyba już tak pozostanie :D

      Wiele powtórzeń jest zamierzonych :) No cóż taki charakterek pisania notek dla Lucka, który ogólnie jest takim życiowym nie ogarem i no co tu dużo mówić... Lucek to Lucek i jego to nikt nie ogarnie :D (nawet sam autor)

      Dzięki za miłe słowa :D

      Usuń
  3. Jako wierny (przynajmniej póki gwarantujesz mi dziewice) wyznawca lucjanizmu przybywam skomplementować to piękne i tak bardzo wyczekiwane przez nas wszystkich (lucjanistów rzecz jasna) dzieło. <3
    Wujek Boguś, kuzyn Jezus z wodą mineralną będącą białym winem i w ogóle cała bsko-diabelska rodzinka, mnie zachwycili. :D Lucek jak zawsze wymiata i rozbraja na każdym kroku. Wszystko piękne i zabójczo śmieszne, bo w końcu Polak potrafi! :D
    Pragnę wyrazić moje największe uznanie dla geniuszu Lucka i humoru notki i zadedykować Ci tę oto pieśń...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, dziękuję bardzo :D Do momentu kiedy nie ukradniesz mi spodni będziesz moim ulubionym smokiem :D
      Za dedykację dziękuję, bo hymn ZSRR zawsze na propsie (podobnie jak hymn Rosji w wersji rockowej oraz piosenka Rasputin). Dzięki smoku za miłe słowa i oczywiście będę dostarczać ci dziewice oraz...emmm..."rozgrzeszenia" do tych dziewic...if you know what i mean ;)

      Usuń
    2. Spodni Ci nie ukradnę, ale wódkę to już owszem. ;)
      Zgadzam się w stu procentach! Dziękuję bardzo, już się czuję spełniony!

      Usuń
  4. Cóż ja mogę powiedzieć? Wesoło było XD Niech nikt nie śmie w to wątpić! No a sama rodzinka... Idealna. A Lucek to rzeczywiście Polak, co wszystko potrafi, nie ma się co z tym kłócić. Och jakże mi się podobały wszystkie postaci i wszelkie biblijne nawiązania XD Woda mineralna będąca białym winem podbiła moje serduszko <3 Ale tak to jest jak pirat czyta, że za alkoholem stanie murem ;)
    No a tak w ogóle Lucyfer jako YouTuber!!! <3 Genialne :3 No i wujek Boguś wygrywa wszystko. Facet jest genialny.
    No po prostu fajowa notka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Hakusiu :) Ale jednak przy tej twojej notce to mam wrażenie, że moje wypociny to wypadły co najmniej słabo...
      O kurde, wujek Boguś nie pojawiał się na jakoś bardzo długo w tej notce, a tu proszę! Widzę, że Boguś to chyba najbardziej przypadł do gustu :D
      Dzięki wielkie raz jeszcze :D

      Usuń
  5. Lucuś Ty wiesz, że ja kocham Twoje notki prawda? Wiesz. I wiesz pewnie, że jak zwykle jestem zachwycona i uśmiałam się przednie. :) Rodzinka wspaniała, aż nie wiem kto mnie rozbroił najbardziej, czy wujek Boguś, czy Magda czy Jezus ze swoją mineralną. xD
    Jeszcze ten hymn ZSRR. Śpiewałam go idąc na maturę, więc w tym hymnie jest moc! No i piękne Lucjanowe zombie i jednorożec na ścianie. <3
    Miszczostwo xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz to już wiem :D
      Skoro komentujesz i mówisz że fajnie, to tak być musi (bo admin to admin, jest prawie że jak Boguś...nieomylny)!
      Dziękuję za pochwałę, starałem się aby ta notka mi jakoś wyszła, chociaż...sam nie jestem przekonany odnośnie moich wypocin...ale jak już wyżej wspomniałem o adminie :D

      Ah...kolejna osoba, która chwali wujka Bogusia... Wy chcecie Luckowi konkurencję zrobić? xD

      Usuń

Szablon wykonała Night Tear. Źródło: WallPaper. Obsługiwane przez usługę Blogger.