poniedziałek, 1 maja 2017

Anioł nigdy nie upada, diabeł upada tak nisko, że nigdy się nie podniesie, człowiek upada i powstaje


Lolito, światło mego życia, płomieniu mych lędźwi. Mój grzechu, moja duszo. Lo-li-ta: czubek języka schodzący w trzech stąpnięciach wzdłuż podniebienia, aby na trzy trącić o zęby. Lo. Li. Ta. (…) W rubryczkach Lola. W szkole nazywała się Dolly. Na wykropkowanej linii do wypełnienia Dolores. A w moich ramionach zawsze Lolita.

LOLA MIKKALSEN
właść. Dolores Athena Mikkalsen
w swej baśni znana jako Czerwony Kapturek

Kiedyś była inna. Delikatna, krucha i niewinna. 
Niczym piękna, porcelanowa lalka kurząca się na starej szafce, którą z łatwością można stłuc. Pełna młodzieńczej naiwności, gotowa uwierzyć w każde wypowiedziane słowo; gotowa zaufać każdemu. Naiwna do bóluNa litość Boską, zaufała wilkowi, który chciał ją pożreć! Jej dobre i życzliwe serce nie dopuszczało myśli, że ktokolwiek mógł skrzywdzić ją czy jej ukochaną babcię. Pamiętała przestrogi ukochanej matki, jednak nie miała pojęcia, że zło naprawdę istnieje. A jednak, żyło i dopadło ją szybciej niż myślała. Urocza dziewczynka straciła swoją niezachwianą jak dotąd wiarę w ludzi w momencie, kiedy zły wilk przebrany za staruszkę ją pożarł. Gdyby nie leśniczy i jego odwaga, karmelowe oczy Dolores nigdy by już niczego nie ujrzały. W tamtym momencie z dziecka narodziła się kobieta. Każdego dnia po ów wydarzeniu uczyła się jak być silną kobietą. Odnalazła w głębi siebie coś o czym wcześniej nie miała pojęcia i kiedy jej życie zostało zaburzone, a ona pojawiła się w Fabletown została niemalże całkowicie pozbawiona niewinności za którą w dniu dzisiejszym się przeklina. Z infantylnego dziecka o uroczej, pełnej słodyczy buźki zmieniła się w kobiecą i pewną siebie Dolores Mikkalsen. Stała się stanowcza a ogromne ciepło, które w sobie nosiła zastąpiła dystansem i dla nieznajomych ogromem chłodu. Nauczyła się determinacji i sięgania po to co ci się należy bez głupiutkiego pytania innych o zgodę. Dowiedziała się jak może boleć tęsknota i doświadczyła egzystencjalnego bólu - ale w końcu, stała się silna. Dziś wie jak to jest być czyjąś opoką, wsparciem i jak to jest się nie bać. Nie trzeba jej pomocnej dłoni, która poprowadzi ją przez wyboje życia; ani tym bardziej męskiego, silnego ramienia na którym w gorszych momentach mogłaby się wesprzeć. Ona jesteś ramieniem o które mogą oprzeć się inni. Jest samowystarczalna i samodzielna. Ignoruje własne rozterki życiowe, bardziej zajmując się problemami bliskich osób - dla których gotowa byłaby poświęcić bardzo wiele. Dorosła. Choć ten świat jest przesiąknięty brutalnością i przekłamaniem to ona pozostała sprawiedliwa. Nadal jestaniołem ze złotym sercem; tylko znacznie rozważniejszym i cholernie dumnym. Godność jest dla niej najważniejsza, bo przecież wiesz że w krytycznych momentach pozostaje tylko ona... 
A więc: zmieniła się. Nie jest już biedną maleńką dziewczyną. Nie jest Czerwonym Kapturkiem. Teraz nazywa się Dolores Mikkalsen i jest piękną, dojrzałą kobietą. Od początku swojego życia w Nowym Yorku, w Fabletown napotkała wiele wyboi na drodze, niedogodności które miały ją złamać. Ale hej, trzyma się; z każdym dniem silniejsza i pewniejsza. Ze znamionami, bliznami na ciele jak i duszy, z przeżyciami które chowa głęboko w sobie i uczuciami z którymi nie wie co ma zrobić. Choć energiczna i pełna zapału to jest tak cholernie skryta i zamknięta w sobie, niechętnie dzieli się swoimi myślami, a sekrety i mroczne tajemnice ukryła na samym dnie swojego serca. Nikt nie wie, że miewa nocne koszmary i spokojnie umie zasnąć tylko przy jednym mężczyźnie, którego powinna całym sercem nienawidzić a jednak jej odczucia są przeciwne. Czy ktoś mógłby się domyślić co tak naprawdę czuje? Niekoniecznie, skoro non stop jest na nogach, działa na najwyższych obrotach i dyryguje każdym. Głośno wyraża swoje opinie, momentami pozwala sobie na delikatne okrucieństwo, a kiedy wpada w złość... Lepiej wtedy być jak najdalej. Nie potrzebuje szponów by kogoś rozerwać, czasami wystarczy jej zimny wzrok, wprawiający innych osobników w drżenie i paraliżujący strach. Powoli uzależnia się od pracy, cienkich papierosów i mocnej, czarnej kawy. Żyje, biorąc od życia wszystko co najlepsze i najdroższe. Zawsze stawia na swoim i zawsze ma racje, nieważne jak wielu osobom się to nie podoba. Z zahukanej, przemiłej dziewuszki, którą kiedyś pożarł wilk zmieniła się w prawdziwą wilczycę. Ale czy to dobra zmiana?


Dwudziestoczteroletnia asystentka Lucasa Neuvica w Kasynie "Gwiazda Zaranna" ––– Zawsze elegancka, sumienna i punktualna; nietolerująca spóźnień i roztargnienia ––– Ta, dzięki której kasyno tak dobrze prosperuje i która wie wszystko o wszystkich; w szczególności jej współpracownikach ––– Silna osobowość; twardo stąpająca po ziemi ––– Realistka która wyzbyła się naiwnego marzycielstwa ––– Głos rozsądku i cholernie mocny kręgosłup moralny ––– Mieszkanka Fabletown od siedmiu lat 

kącik autorski:

29 komentarzy:

  1. [No hej! Wizerunek bardzo lolitowy, Lolita na pełnej prędkości w karcie - sama kiedyś lubiłam tę książkę, choć później przerzuciłam się na dzieła bardziej post-apokaliptyczne :)
    Mam nadzieję, że będziesz się super bawić na blogu i pomimo młodego wieku Dolores nadal będzie brylować w Gwieździe Zarannej. No i męcz Wilka bo z tego może wyjść niezła zabawa :)
    W razie potencjalnego wspólnego biznesu dwóch "miejsc rozrywki" w Fabletown zapraszam do swojej postaci - wygląda na to, że Dolores trzyma kasyno i dzięki niej "tak dobrze prosperuje" więc wspólny byznes może wyjść na plus :)
    Raz jeszcze weny i powodzenia]

    Cash

    OdpowiedzUsuń
  2. [No witam koleżankę z Burnley! Tak kurczę patrzę na ten nick, mówię no znam i nagle przypomniały mi się nasze flirty Josette z Normanem. XD No hejo hej! Cieszę się, że tutaj wpadłaś. :) Niezła kobitka z tego kapturka wyrosła, nie ma co. Jakoś nigdy nie myślałam o tej małej dziewczynce w takiej wersji, ale cholibka strasznie mi się podoba. No także trzymaj się tutaj, życzę miłej zabawy i dużo weny. Cho no coś napiszemy! :D]

    Valerie Rabinow

    OdpowiedzUsuń
  3. [Rosyjski, zimny urok Dimy dodaje każdemu skurkowańcowi aury - tak uważam i wielbię go również za przystojność :D
    Kurczę Lola jest w Fabletown dość długo, więc wiąże mi to trochę ręce jeśli chodzi o pomysły. A co masz na myśli mówiąc "chciałaby dodać lokalowi elegancji" - w sensie chciałaby dodać Gwieździe czy PN'P?
    Pomyślałam sobie też, że Bestii mogłoby chwilowo nie być na parceli (wyjazdy zagraniczne, problemy z Bellą lub próby ustatkowania się w relacjach z nią), a Lola miałaby problemy z kilkoma dłużnikami którzy sprawiają coraz więcej kłopotów. Nie wiem na ile Gwiazda lubi sobie brudzić ręce, ale dla ludzi z PN'P to chleb powszedni. Co powiesz by ustawić się i spróbować omówić wykupienie "usług sprzątających" najwyższej jakości? (prawie jak pan Wolf z Pulp Fiction :D)]

    Cash

    OdpowiedzUsuń
  4. [Nareszcie mam pewność, że „Gwiazda Zaranna” nie upadnie! :D Cześć, wspaniale Was widzieć na blogu, zwłaszcza z tak cudownym wcieleniem Czerwonego Kapturka (cholera, na jej miejscu to bym chyba nie chciała dać się wyciągnąć z łap takiego wilka…). Ogromnie mnie cieszy, że Luke i jego interes są w dobrych rękach – że chociaż prowadzi firmę, to jego chwilowe rozproszenia nie sprawią, że cokolwiek się posypie, bo Lola czuwa. :) Nie rób jednak z Lucasa aż tak nieudolnego – żebyśmy się dobrze zrozumiały, to on tam nadal rządzi i wcale nie jest z nim tak źle (w końcu to on doprowadził kasyno do takiej świetności, ej!). :D Poważniejąc jednak: bawcie się dobrze na blogu i miejcie dużo ciekawych wątków! :) Jakiś nasz własny ustali się jakoś po drodze. :D]

    Luke Neuvic

    OdpowiedzUsuń
  5. [Witam ciepło Czerwonego Kapturka :D Przyznam się że czekałem z niecierpliwością na pojawienie się twojej postaci :)
    Kartę przeczytałem szybko, na jednym tchu, bardzo ładnie napisana :) Obyś została z nami na długo i żeby Lola dobrze bawiła się w Fable, oraz żeby nieco przystopowała z pracą w kasynie, bo może w pracoholizm popaść, a to nie byłoby zbyt dobre ;)
    Weny, wielu wątków oraz przedniej zabawy w naszym gronie :D]

    Lucyfer Boruta
    Willard Scarlet
    Ivan Zwonariew

    OdpowiedzUsuń
  6. [Jeśli chodzi o naukę htmla to zajęło mi to tylko dobre parę dni, więc nie wiem czy jest się czym zachwycać. XD Ale chętnie nauczę! Pomysł z myśliwym też bardzo mi się podoba, tym bardziej że kocham Kita z całego serduszka, więc będę to miała na uwadze. ;) Mogłoby coś śmiesznego z tego wyjść, wreszcie Lola taka samowystarczalna kobieta, a nagle pojawia się na takiej terapii. Nie zdziwiłabym się gdyby po jakimś czasie była lekko zażenowana tym co Valerie każe jej tam robić. XD]

    Val

    OdpowiedzUsuń
  7. [Ojacię, witaj koleżanko! Czeeeść, jak dobrze widzieć, że Czerwony Kapturek trafił w dobre ręce. <3 Fajnie ją opisałaś, pięknie rozbudowałaś zakładki i super, że jest taką twardą babeczką, której Belle może ufać i na której (mam nadzieję ; D) może polegać (również w kwestii Lucasa, bo ten chyba umarłby bez Loli obok…). Co prawda – „Lolity” nie znoszę i uważam za uzewnętrznienie pragnień mało rozgarniętego pedofila i nie widzę w tym głębi ani intelektualnej, ani artystycznej. Owszem, kiedyś się zachwycałam, ale chyba z tego wyrosłam i mnie Nabokow (zastanawia mnie angielska forma pisania jego imienia i nazwiska, przez „v” i bez „ł”, w większości publikacji, mimo że w Polsce piszemy na przykład Fiodor Dostojewski, a nie „Fyodor Dostoyevsky”) ni to ziębi, ni to grzeje. Na pewno jednak w latach pięćdziesiątych był obrazoburczy, czy to rodzinnym ZSRR, czy w kołtunerskim USA, gdzie przecież wówczas tworzył. W ogóle ja chyba wolę Nabokowa po rosyjsku, a nie angielsku. : D Ale, co będę nudzić – chodź do mnie koniecznie, twórzmy (kolejny!) super-wątek. Tymczasem zaś baw się dobrze, miej dużo weny i oby Dolores i Hugh… znaczy wilczek, się spiknęli. Ach!, no i dzięki za umieszczenie mnie w zakładce. <3]

    urocza BELLE CHEVALIER i jej zachwycająca się ałtoreczka

    OdpowiedzUsuń
  8. [Cześć, witam na blogu :)
    Zakochałam się w Loli od zdjęcia. Potem przeczytałam kartę. Zakochałam się ponownie. Po prostu Czerwony Kapturek wykreowany idealnie, i nie zostało mi nic tylko się zachwycać. Co chwilę od nowa, zwłaszcza patrząc na zdjęcie. Nie wiem jak sama uważasz, ale dla mnie dobrze dobrane do postaci zdjęcie, to już wielki sukces. Aż chce się taką kartę przeczytać i odkryć kto się pod tym wizerunkiem skrywa. No i jeszcze Nabokov, którego bardzo lubię, aczkolwiek samej Lolity nigdy nie dokończyłam. Muszę kiedyś to nadrobić.
    Życzę dobrej zabawy i samych udanych wątków, zwłaszcza tych z Wilczkiem, bo bardzo podoba mi się pomysł Kapturka czującego do Bigby'ego miętę. Będę za to trzymać kciuki. A jeśli masz chęć zapraszam do mojego niepoprawnego pana, na pewno uda nam się coś stworzyć ;)]

    Oscar Wielki i Potężny

    OdpowiedzUsuń
  9. [Cześć, witaj na blogu!
    Bardzo ładna, dopracowana karta i jeszcze tyle dodatkowych zakładek! :D Ciekawa wizja Kapturka, nawet dobrze dopasowana do realiów Fabletown, które zmienia nawet najczystsze księżniczki ;D
    Baw się z nami dobrze i zostań tu jak najdłużej!]

    Administracja & Lucy

    OdpowiedzUsuń
  10. [Cześć i dziękuję! :)
    Hej, Lise jest grzeczna, ona tylko wykonuje swoje obowiązki ^^ Jak znajdzie jej lepszego klienta to może będzie w stanie Lucasa sobie odpuścić xD Ale jak będzie jej rzucać kłody pod nogi to się pewnie zdenerwuje, bo faktycznie, niech jej niewinny wygląd nikogo nie zmyli :D Ah, dramy, lubię dramy. W takim razie wymyślmy coś! Może Lise wpadnie do kasyna, bo Luke do niej zadzwonił, ale zamiast niego spotka na swojej drodze Lolę?]

    ANALISE

    OdpowiedzUsuń
  11. [Szarpanie się nie jest w stylu Analise, raczej pogrożą sobie i porzucają ciętymi ripostami czy coś :D Coś się wymyśli w trakcie! Hmm, kto zaczyna w takim razie? ;)]

    ANALISE

    OdpowiedzUsuń
  12. [Fanka Gry o Tron i jakichś innych 10 serialu, więc jestem tym typem człowieka, który nie ma życia. XD Zaraz zgłoszę się na gmaila, bo jak się bawić to się bawić, nie ma co, mam nadzieję że dramy gwarantowane. Rzeczywiście Kapturek nam sobie na oko wziął Wolfa, a Valerie raczej najlepszych wspomnień miłosnych nie ma (nie zdziwiłabym się więc gdyby moja Val zaczęła rzucać w Lole radami typu: nie rób sobie nadziei). + Też czekam aż ktoś przygarnie jej zmartwychwstałego mężusia, więc jak nagle znowu pojawi się w jej życiu, to moja dziewczynka chyba będzie jeszcze bardziej wykończona tematami miłosnymi. A więc możemy zrobić, że Lola przyjdzie na terapię do księgarni Dr du Savoir, bo tam przeważnie Valerie przesiaduje, no i będzie chyba musiała się mojej pani wygadać, żebyśmy jakkolwiek jej pomogły. ;)]

    Val

    OdpowiedzUsuń
  13. [Trochę czasu minęło, przepraszam, byłam pewna że Ci odpisałam. A jednak nie, eh.
    Całkowicie popieram Twoje zdanie co do karty - jak widzi się coś dopracowanego i estetycznego od razu chętniej się taką kartę przeczyta. No, przynajmniej ja tak mam i naprawdę doceniam tę stronę każdej karty, która jest przecież wizytówką autora.
    Pomysłu na relację nie ma, ale! Wiem jak mogliby się spotkać. Skoro Lola często odwiedza szeryfa, mogłaby u niego wpaść na Oscara. Podejrzewam że Bigby nie jest fanem jego działań, więc Oz często przesiaduje w jego biurze starając się go udobruchać. Może nawet lekko przekupić? Pewnie szeryf się nie daje, ale zawsze można spróbować. W takiej sytuacji mogliby się spotkać, a co dalej... Pustka. Totalna, zupełna pustka. Wymyślanie nie jest moją mocną stroną :(]

    Oscar Wielki i Potężny

    OdpowiedzUsuń
  14. [Lolita ;) Bardzo ciekawy pomysł na Kapturka. Życzę powodzenia, bo coś postacie z Czerwonego Kapturka mają u nas pecha i szybko znikają. Oby Tobie udało się zostać na dłużej. ;) W razie czego zapraszam do siebie.]

    D&D czyli Duncan&Drake

    OdpowiedzUsuń
  15. [Wybuch złości może wyjść ciekawie. I na pewno zainteresuje Oscara, on ma wielką słabość do płci pięknej, w ogóle do pięknych osób, więc być może postanowi jej pomóc. I będzie chciał wiedzieć co się stało. A potem pójdzie zmyć Wilczkowi głowę, bo jak tak można doprowadzać piękną dziewoję do takiego stanu? Kobiety należy szanować, całować ziemię po której stąpają, a nie wkurzać :D A co potem się rozwinie zobaczymy ;)]

    Oscar Wielki i Potężny

    OdpowiedzUsuń
  16. [Bardzo będziesz zła jak zrzucę zaczęcie na Ciebie? Mam trochę problemów prywatnych, muszę na gwałt znaleźć nową pracę, i mam przez to sporo zmartwień na głowie ;( A nie chcę do końca brać urlopu, bo zawsze mi się z nich ciężko wraca. Chciałabym odpisywać, odpisywanie idzie mi łatwiej niż zaczynanie od zera, zwłaszcza jak myśli zaprząta mi coś innego.]

    Oscar Wielki i Potężny

    OdpowiedzUsuń
  17. Ten dzień zdecydowanie nie był dniem dobrym dla Lucasa Neuvica.
    Zaczął się marnie: od kolejnego kaca-giganta, przez którego nie potrafił zwlec się z łóżka i ostatecznie z niego zleciał prosto na piekielnie twardą – mógłby przysiąc, że tego dnia szczególnie, jakby uparła się, że zrobi mu krzywdę – podłogę, a potem wstać, o wejściu pod prysznic nie mówiąc, bo był to już w jego przypadku wyczyn godny medalu. Potem zaczęły się zaś problemy: tu coś nie grało w kasynie, tam trzeba było pogonić kogoś z dostawą, a jeszcze jego interesy na boku nie do końca szły po jego myśli – ogarnianie tego z bólem głowy naprawdę nie należało do przyjemności i nawet dla takiego masochisty jak on, były czymś ponad jego siły. Jakby więc było mu mało, kiedy poszedł po południu – zwyczajowo, bo przecież uwielbiał się katować – do „Dr du Savoir” do swojej ukochanej – nieuchwytnej Pięknej, którą stracił z powodu własnej głupoty i cały czas powtarzał sobie, że na nią nie zasługuje, a jednocześnie nie dawał ani jej spokoju, ani sobie – na miejscu zastał zakochanego w niej po uszy faceta, który już kompletnie wybił go z równowagi. To jednak śmiech Belle przeznaczony dla Christiana, a nie dla niego, okazał się gwoździem do jego trumny.
    Nic więc dziwnego, że jak na kretyna bez mózgu przystało, od razu chwycił telefon i umówił sobie spotkanie z jedną ze swoich nocnych towarzyszek – tych kompletnie nieznaczących dziewczyn, którym płacił za spełnianie swoich fantazji i za to, żeby odciągały jego myśli od byłej żony. Później napisał wiadomość swojej asystentce, chcąc aby wpisała to w kalendarz – wiadomym wówczas było, że wieczorem jest zajęty i jedynie płonące kasyno mogło być powodem, dla którego ktoś mógł mu przeszkodzić. No, płonące kasyno i jakakolwiek krzywda Belle gwoli ścisłości, ale o tym nie mówił głośno. Przecież nie miał do tego prawa.
    — Kurwa mać – syknął, uświadomiwszy to sobie i zapalił kolejnego, milionowego już chyba tego dnia papierosa, bo zupełnie stracił rachubę i jakąkolwiek nad tym kontrolę. Wspominanie nigdy nie wychodziło mu na dobre.
    Zamiast więc sobie na to pozwolić, Luke zrobił to, co zawsze: rzucił się w wir pracy, mającej mu zająć czas do momentu, w którym jego towarzyszka nadejdzie. Upewniał się więc skrupulatnie, czy wszystko w „Tour de Plaisir” jest w porządku, rozmawiał z menedżerką i barmanami, po raz setny sprawdzał przygotowanie ochroniarzy – naprawdę wolał uniknąć jakichś kłopotów i zależało mu na bezpieczeństwie swoich gości – a wreszcie omawiał z Dolores, swoją asystentką, plany na kolejne dni. Wówczas wydawało mu się, że wszystko jest w porządku – rozmawiali bowiem normalnie i nic nie wskazywało na to, że coś się kroi.
    Panna Mikkalsen była zresztą najsolidniejszym pracownikiem, jakiego kiedykolwiek spotkał. Nie dziwiło więc jakoś szczególnie to, że szybko zyskała jego zaufanie i stała się tak właściwie nie tylko jego prawą ręką, bez której by sobie nie poradził – cóż, nie ukrywał, że nie znosił babrania się z papierkami, z telefonami i w ogóle z całym tym bajzlem, jaki trzeba było ogarniać z terminarzem – szczególnie w chwilach, w których nie było z nim dobrze po całonocnej libacji, ale i dobrą przyjaciółką. Owszem, nie zawsze się ze sobą zgadzali, co najlepiej było widać w sprawie Annabelle, której Dolores zaciekle broniła i nie pozwalała mu robić głupstw, a czasami kłócili się naprawdę okropnie mocno, ale generalnie świetnie im się współpracowało.
    Bywały jednak chwile, w których miał ochotę ją rozszarpać na strzępy i taki moment przyszedł właśnie teraz, gdy wymknąwszy się od obowiązków na umówione spotkanie, odkrył, że został wystawiony. Najpierw, rzecz jasna, wkurzył się na dziewczynę – wystarczył jednak jeden telefon, aby się dowiedział, że przecież sam odwołał, dzwonił ktoś z jego biura. Wówczas złudzenia co do tego, co się stało, wyparowały, a on przeklął w myślach Lolę na wszelkie sposoby.
    Kilka minut później wparował do kasyna i jak burza wpadł do ich gabinetów: trzeba było przejść przez jej, aby się dostać do jego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. — Możesz mi, kurwa, wyjaśnić, co ty sobie, do cholery jasnej, myślałaś?! – Wrzasnął, wpadając do środka i nie przejmując się tym, czy jej w czymś przeszkadza. – Jak śmiesz odwoływać moje – nacisnął, dźgając się dla efektu palcem w pierś – spotkania, kiedy ci się podoba, bez mojej wiedzy?! Jak, kurwa, śmiesz?! – Dyszał ze złości.

      Luke Neuvic

      Usuń
  18. [No. To jestem. I chętnie od razu przejdę do spotkania tej dwójki. A żeby nie przedłużać... zaczniesz, czy zacząć? :)]

    Bigby Wolf

    OdpowiedzUsuń
  19. Karta na kartę. Stos papierów na kolejny stos papierów. Minuta za minutą, okręcanie się wokół trzystu sześćdziesięciu stopni na biurowym krześle – tak właśnie wyglądał każdy dzień Myśliwego w nowej pracy, którą wszyscy nazywali posterunkowym w biurze szeryfa. Chociaż sama nazwa na to nie wskazuje, bycie posterunkowym nie należało do najciekawszych, nawet jeśli mogłoby się wydawać inaczej. Petyr nienawidził spędzanych tutaj godzin. Każda kolejna zlewała się z poprzednią, słońce za oknem wciąż wydawało się stać w jednym i tym samym miejscu. Tutaj nikt nie liczył czasu. Oprócz niego. On liczył, może nawet zbyt dobrze. Jako jedyny w biurze zawsze wiedział, która dokładnie jest godzina. Co kilka minut sprawdzał skórzany zegarek znajdujący się na jego lewym, chudym nadgarstku odliczając godziny do końca zmiany. Felice, która raz po raz przechodziła obok jego biurka pytając się która godzina, nie musiała długo czekać na odpowiedź. W końcu nawet przestała się odzywać – wiedziała, że Petyr sam jej odpowie.
    Dzisiejszy dzień wcale nie należał do lepszych. Bigby zamknął się w swoim gabinecie, rozmawiając z kolejnym klientem, który prosił Wilka aby ten znalazł jego syna, który dwadzieścia lat temu uciekł z całym majątkiem. Felice już dawno zniknęła z budynku, pracując w terenie nad własną sprawą. Tylko on jeden został tutaj bez jakiegokolwiek zajęcia. Siedział w miejscu, patrząc cały czas na zegar wiszący na przeciwległej ścianie. Dokładnie wpatrywał się w kroczące powoli wskazówki, odliczał pod nosem sekundy nie ściągając z nich wzroku.
    Gdyby jeszcze niedawno ktoś powiedział mu, że za kilka miesięcy będzie musiał uciekać przed inwazją Adwersarza prosto pod samo ramię Groźnego Wilka, którego każdego dnia zabijał strzelając mu prosto w czarny łeb ze przestarzałej dubeltówki, najprawdopodobniej uznałby go za niezbyt stabilnego psychicznie. Dni po zniknięciu Wilka stały się kompletnie inne. Chociaż na początku brak obecności swojego największego wroga wcale mu nie przeszkadzał, wreszcie poczuł jakby jakaś cząstka jego życia odeszła. A czy właśnie tak nie było? Jego istnienie składało się z jednego dnia, odgrywanego w kółko tak samo. Całym sobą czuł zapadający w lesie spokój. Ptaki zdawały się śpiewać wyraźniej, liczne gryzonie powychodziły z wykopanych nor aby wreszcie ujrzeć promienie słońca przebijające się przez zielone igły świerków.
    W końcu zniknęła też ona – jego jedyna pociecha, miłość która wypełniała go za każdym razem gdy ją widział. Dolores przestała wreszcie przychodzić do własnej babci. Droga, którą codziennie przechodziła zamilkła. Las bez jej obecności znów zamarł, jakby zniknął jedyny czynnik trzymający go przy życiu. Wtedy nie zostało mu już nic, jak wraz ze starą Genevievie czekać na ich powrót. Bajka bez Czerwonego Kapturka i Groźnego Wilka nie istniała. Dokładnie wtedy cały ich świat zaczął rozsypywać się na drobne kawałki.
    Wreszcie usłyszał ciche pukanie do biurowych drzwi. Odwrócił głowę w stronę wejścia, zdejmując wzrok z przestarzałych wskazówek. Wyprostował się na krześle, szybko poprawił za dużą, kraciastą koszulę. Pewnym głosem zaprosił możliwego klienta do środka. Nie ściągał spojrzenia z drzwi, aż w końcu nie ujrzał kto taki próbuje dostać się do gabinetu Wilka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W jednej chwili poczuł silny ucisk na dnie serca, jakby ktoś próbował wyrwać mu z piersi niezbędny do życia narząd. Płuca przestały poprawnie pracować, uniemożliwiając mu wzięcie poprawnego oddechu. Od razu rozpoznał wchodzącą do środka kobietę. Jej piękne, ciemne niczym czekolada włosy, spływające kaskadą po jej ramionach. Orzechowymi oczami rozglądała się dookoła, dokładnie mierząc każdy kąt pomieszczenia. Jak zwykle wyglądała pięknie. Makijaż, chociaż mocny, dodawał jej tylko uroku i pewności siebie. Ciemne szpilki odbijały się echem od drewnianego parkietu, kiedy on nie potrafił spuścić z niej swego wzroku.
      Kobieta stanęła wreszcie wzrokiem na zdziwionej twarzy mężczyzny i uśmiechnęła się czuło w jego stronę. Wziął głęboki wdech, widząc jak najpiękniejsza kobieta jaką kiedykolwiek spotkał, kieruje w jego stronę tak uroczy wyraz twarzy. Wreszcie opanował targające nim emocje i odwdzięczył się tym samym. Wstał z krzesła jakby chciał jej pokazać jak wielki ma dla niej szacunek.
      - Lola… - zaczął, podciągając rękawy koszuli. – Co cię tutaj sprowadza?

      Petyr

      Usuń
  20. Poczuł przepełniające go ciepło, kiedy młoda kobieta wtuliła się w jego pierś. Na początku nie wiedział co zrobić. Chociaż może cztery miesiące życia w Fabletown powinny nauczyć go podstawowych, ludzkich zachowań wcale tak nie było. Ludzie podawali mu dłonie, krzyczeli w jego stronę dzień dobry i do widzenia, ale jeszcze nikt nie wpadł na niego z taką radością. Podobało mu się to. Jak przekazywała mu swoje ciepło, jak komfortowo czuł się kiedy wtulała twarz w jego kraciastą koszulę. Wreszcie sam objął ją silnymi ramionami, ofiarując jej w zamian dokładnie to samo. Lubił kiedy znajdowała się blisko niego. Dopiero wtedy wiedział, że jest bezpieczna, że przy jego boku nic jej nie grozi. Chociaż doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że Czerwony Kapturek nie jest już tą małą dziewczynką co kiedyś, wciąż czuł potrzebę ciągłego chronienia jej — nawet jeśli ostatnimi czasy to ona więcej opiekowała się nim, niż na odwrót.
    Wreszcie dziewczyna odsunęła się od niego i oparła o blat starego biurka, zasypanego stertą nierównych papierów. Obserwował dokładnie jej ruchy, kiedy wzrokiem przejeżdżała po leżących zaraz obok dokumentach jakby zastanawiała się, jakim cudem prosty posterunkowy miałby do załatwiania tak wielkie sterty prawie nic nieznaczących papierów.
    Westchnął słysząc jej słowa. Oczywiście, że nie przyszła tu dla niego. Nigdy nie przychodziła dla niego. Za każdym razem kiedy zjawiała się w biurze miała do załatwienia kolejną pilną sprawę z szeryfem Fabletown. Nie obwiniał jej za to, chociaż jakaś cząstka niego próbowała mu wmówić, że nic dla niej nie znaczy, że powinien całkowicie sobie odpuścić. Jednak każdego dnia zawzięcie walczył z tą myślą, nie dając jej nawet dojść w pobliże mety i podium. On sam znał prawdę lepiej niż ktokolwiek inny. Była jego przyjaciółką, ostoją w tak nowym dla niego świecie. Nawet jeśli nie darzyła go tym samym uczuciem, wiedział że Lola go kocha — na swój własny, inny sposób.
    Skierował wzrok w stronę podłogi, słysząc jej pytanie. Wzruszył ramionami.
    — Jest… Nudniej niż myślałem — zaśmiał się sam do siebie.
    Chociaż mogłoby się wydawać, że teraz próbuje jedynie ją rozśmieszyć, wcale tak nie było. Praca pod ciężką ręką wilka wcale nie była tak ekscytująca jak większość myślała. Dla Myśliwego każdy dzień wyglądał dokładnie tak samo. Przeglądanie kolejnego stosu papierów, które Bigby postawił mu na biurku, gra w pasjansa której nauczył się w przeciągu pięciu minut, zapraszanie i wyrzucanie przeróżnych klientów za drzwi, wsłuchiwanie się w żywe dyskusje prowadzone w gabinecie Wolfa. A marzyło mu się uganianie za najgorszymi zbirami Fabletown.
    Uśmiechnął się najszczerzej jak potrafił, gdy usłyszał kolejne jej słowa. Chociaż praca posterunkowego nie należała do najciekawszych, nie widział siebie w roli samego szeryfa. Nawet jeśli Lola przy każdym ich spotkaniu próbowała mu wmówić, że zdecydowanie lepiej sprawowałby się na tym stanowisku.
    Szorstki głos Bigby’ego wybudził ich z przyjaznej rozmowy, zmuszając dwójkę aby odwrócili wzrok w stronę stojącego w drzwiach Wilka. Petyr pokręcił oczami, aby zaraz potem zmarszczyć czoło i złowieszczym spojrzeniem mierzyć każdy kolejny ruch swojego przeciwnika. Nie spuszczając z nich wzroku, Wilk skrzyżował ręce na piersi wpatrując się swoimi złocistymi, dzikimi ślepiami. Petyr niemal natychmiast odwrócił spojrzenie, widząc z jaką frustracją w oczach, Bigby obserwuje ich poczynania.
    Zanim Lola ruszyła za Wilkiem do jego gabinetu, uśmiechnął się do niej ciepło i kiwnął głową na potwierdzenie.
    — Jasne… — wyszeptał cicho, mając nadzieję że tylko ich dwójka będzie wstanie to usłyszeć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Drzwi do gabinetu szeryfa zamknęły się z hukiem. Posterunkowy już miał usiąść na swoim niewygodnym, drewnianym krześle, kiedy nagle zmierzył wzrokiem wejście do biura Bigby’ego, słysząc dochodzące stamtąd warknięcia i krzyki. Rozejrzał się dookoła jakby chciał się upewnić, że w pomieszczeniu nie ma nikogo prócz jego samego. Wolnym krokiem, próbując nie wytwarzać żadnych zbędnych dźwięków podszedł do drzwi, mając nadzieję że bezszelestnie i bez przeciągania jakiejkolwiek, zbędnej uwagi uda mu się podsłuchać rozmowę Loli i Wilka. Syknął słysząc po drugiej stronie chrapliwy głos Wolfa.
      — Cholera jasna, Petyr! Daj sobie spokój!

      Petyr

      Usuń
  21. Zdawał sobie sprawę z tego, że Bigby wie o jego obecności pod drzwiami. Pojedyncze jednak zwrócenie uwagi, nie przejęło Petyra, który nie oddalając się od wejścia próbował usłyszeć rozmowę dwójki. Wciąż zastanawiało go jaką dokładnie relacje z Wilkiem ma Lola. Co dokładnie tak bardzo ją do niego przyciągało? Za każdym razem słyszał jedynie dochodzące z gabinetu szeryfa krzyki i kłótnie. Jakim więc sposobem mogła ona czuć do niego coś więcej? Coś czym nie mogła obdarować Myśliwego? Może po prostu za mało spędził czasu w Fabletown, nie wiedział jak dokładnie działają tutaj ludzkie relacje. Jednak to co działo się między Kapturkiem, a Wolfem zdecydowanie nie wyglądało na kolejny, przelotny romans.
    Zacisnął dłonie w pięści, wbijając się paznokciami w skórę, niemal tak mocno że mógł przebić się do krwi. Nie chcesz wypróbować mojego biurka? Znów przypomniał sobie o tym jak bardzo go nienawidzi. Jak bardzo nienawidzi cholernego, złego Wilka. Przypomniał sobie jak wielką przyjemność sprawiało mu strzelanie w łeb tej okropnej kreaturze, że na to zasługiwał, na każdą, chociażby najmniejszą cząsteczkę bólu. Ale nie dał się wyprowadzić z równowagi. Wiedział, że właśnie to było celem Bigby’ego. Aby zobaczyć jak rozwścieczony Myśliwy wparowuje do jego gabinetu, aby rozpocząć kolejny konflikt między największymi przeciwnikami w dawnej bajce. Nie chciał dać za wygraną.
    Potem były już jedynie wysokie krzyki kobiety. Słyszał w jej głosie jaka jest rozwścieczona, jak emocje targają całym jej ciałem. Tak bardzo chciał tam wejść — otulić ją silnym ramieniem, uspokoić szepcząc do ucha słodkie słówka, pokazać że póki on jest w pobliżu nic jej nie grozi. Jednak wciąż czekał. Niczym drapieżnik wyczekujący odpowiedniego momentu by zaatakować, kiedy wreszcie jego przeciwnik przekroczy wyznaczoną granicę. Następnie był huk. Nie wiedział, który z nich spowodował tak głośny upadek wszelakich teczek. Domyślał się jednak, że była to Dolores. Bigby, chociaż mogłoby się wydawać, że tak nie jest, w wielu sytuacjach potrafił wykazać się nadzwyczajnym opanowaniem.
    Jednak to co następnie usłyszał, nie wyglądało na to aby Wilk nie zrobił sobie nic z nastawienia kobiety. Potrzebował tylko tego. Głośnego, tak dobrze znanego warknięcia. Pospiesznie podniósł się z kolan i szybkim ruchem ręki otworzył drzwi do gabinetu szeryfa, rozglądając się dookoła i szukając dwie, znajome postacie. Dopiero po chwili udało mu się zauważyć stojącego w kącie Wilka. Widział jak w jednej chwili jako oczy zaczynają błyszczeć żółtym blaskiem, jak zębiska wydłużają się niebezpiecznie, a paznokcie wbijają w skórę stojącej przed nim kobiety. Bigby zauważając parę metrów przed sobą Myśliwego, rozluźnił uścisk na ramieniu Dolores, tym samym dając jej szansę na odsunięcie się od napastnika.
    Usłyszał jej cichy głosik, jak zwraca się do niego jąkając i próbując opanować myśli. Wciąż nie odwracał rozwścieczonego wzroku od Wilka, którego ślepia wciąż szkliły się tą niebezpieczną dzikością. Przez chwilę nie wiedział co powinien zrobić. Krew w jego żyłach wrzała, serce przyspieszyło tym samym sprawiając, że coraz trudniej mu było oddychać. Nie wiedział co powinien zrobić. Zastygł w bezruchu, wciąż mierząc swojego przeciwnika, jakby to właśnie od tego zależała jego wygrana. Jakby próbował odszukać w nim słabych punktów, tam gdzie najbardziej poczuje ból. Wziął głęboki wdech, szykując się do ataku.
    Zanim ruszył przed siebie, Lola zaczęła powoli kierować się w jego stronę, jednak pospiesznie ją ominął, idąc w stronę stojącego w kącie wilka. Nie zatrzymując się, wymierzył cios prosto w szczękę szeryfa. Wilk odsunął się dwa metry w tył, łapiąc się za buzię i warcząc ze wściekłości w stronę Petyra. Myśliwy dyszał ze złości.
    — Co ty sobie wyobrażasz?! — krzyknął, widząc jak Wilk próbuje podnieść się po jego ciosie. — Nie masz prawa jej tak traktować!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bigby wyprostował wreszcie nogi i rozkładając ręce w stronę Myśliwego, szykował się do ataku. Widział w jego oczach to co zawsze, kiedy dochodziło do ich wspólnego starcia. Złość przeszywająca złoty kolor jego tęczówek, dzikość która miała dodać mu jedynie siły i wystraszyć przeciwnika. Ale Petyr znał już jego sztuczki i ruchy. Tak samo jak Wilk znał jego.
      Kiedy szeryf miał z wyciągniętymi pazurami naskoczyć na posterunkowego, Lola szybkim krokiem postawiła się między nimi, próbując opanować sytuację. Krzyczała na ich oboje, jednak Wilk nie ściągał oczu z Huismana, który jeszcze przed chwilą wymierzył mu cios prosto w twardy policzek. Petyr również nie miał zamiaru tak szybko odpuścić.
      — Odsuń się do cholery! — warknął Wilk.
      Petyr, bojąc się że z całej tej złości może zrobić jej jakąkolwiek krzywdę, odsunął Lole delikatnie na bok, robiąc Wilkowi miejsce aby zaatakował. Kiedy dziewczyna była już wystarczająco daleko, Bigby pospiesznie ruszył na Myśliwego przygniatając go do ziemi. Petyr złapał za nadgarstki przeciwnika, próbując obronić się przed ostrymi pazurami bestii, lecz w ostatniej chwili poczuł jak coś ostrego rozrywa mu warstwę skóry na policzku. Wreszcie odepchnął Wilka od siebie i sam znów ruszył w jego stronę, obdarowując go kolejną serią uderzeń.


      Bardzo zdenerwowany Petyr

      Usuń
    2. [Btw, kocham nowe gify! ♥]

      Usuń
  22. Nie wiedział kiedy to wszystko tak szybko się rozegrało. Ich potyczka wydawała mu się jedynie chwilą, pstryknięciem palców. Zbierając w dłoniach wszystkie swoje siły, wymierzał kolejne uderzenia w twarz szeryfa, kiedy tamten ostrymi pazurami żerował nad jego skórą, jakby niczym dzika bestia chciał rozszarpać go na strzępy, a następnie pożywić się padliną. Nie spuszczał go z oczu ani na sekundę. Cały ten czas wpatrywał się w jego złote, świecące ślepia, jakby jednym spojrzeniem chciał mu powiedzieć, jak bardzo go nienawidzi. Jak bardzo chce się go pozbyć z życia Dolores i swojego. Każdy kolejny cios wywoływał jednak na twarzy Wilka coraz większą wściekłość, budził w nim tego samego potwora, którym był przecież od zawsze — Wielkiego, Złego Wilka.
    Chociaż wiedział, że igra z kimś zdecydowanie silniejszym i niebezpieczniejszym, nie chciał przestać. Odkąd Wilk nie pojawił się na polanie, wypytując Czerwonego Kapturka o drogę do domu babuni, Petyr tak bardzo chciał znowu się z nim zmierzyć. Jeszcze raz poczuć pulsującą w jego żyłach krew, adrenalinę wypełniającą ciało. Ale tu chodziło też o coś więcej. Od zawsze ich przeznaczeniem była wzajemna nienawiść i nieskończona walka. Tak już było zapisane w ich losie i nawet jeśli, któryś z nich chciałby to zmienić, Petyr doskonale wiedział, że nie ma jakichkolwiek szans aby kiedyś Myśliwy i Wilk byli wstanie usiąść razem w barze, wypić spokojnie piwo i popalając papierosy, rozmawiać niczym bliscy znajomi. Ich dzieliło rozwarte, ciemne pasmo wypełnione najeżonymi pułapkami i słowami niezgody. Żaden z nich nie był wstanie pokonać tak odległej granicy.
    W jednej chwili poczuł jak ktoś łapie go za koszulę. Nie był to Bigby, który wciąż próbował dobrać się do jego twarzy, ani Lola która nie byłaby wstanie z taką siłą odciągnąć go od przeciwnika. Coraz bardziej oddalał się od Wolfa i chociaż próbował wyrwać się nieznanej sile, nie miał żadnych szans znów powrócić do walki z szeryfem. Drugi funkcjonariusz złapał od tyłu Bigby’ego, który już chciał ruszyć w stronę Huismana i pospiesznie odepchnął go w kąt biura. Dopiero kiedy funkcjonariusz odciągnął mężczyznę na bezpieczną odległość, puścił go i odszedł w stronę własnego kolegi oraz Bigby’ego.
    Nie zauważył nawet kiedy Dolores pojawiła się zaraz przed nim. Zmartwiona wzięła jego twarz w obie dłonie i przyglądała mu się dokładnie, wypatrując każdej rany spowodowanej przez ostre pazury Wilka. Przejechała delikatnie palcami po bladych ze zmęczenia policzkach. Petyr syknął z bólu, czując jak kobieta rozmazuje krew na skórze, jednak ta dużo sobie nie robiąc z jego nastawienia, złapała go mocno za dłoń, jakby tym ciepłym uściskiem chciała go uspokoić. Ciągnąc posterunkowego za nadgarstek, wyciągnęła mężczyznę z biura szeryfa i popchnęła go w stronę krzesła.
    — Naprawdę myślisz, że Bigby myślałby o czymś takim jak apteczka? — zaśmiał się w jej stronę, jednak widząc śmiertelnie poważny wyraz twarzy, szybko spoważniał i odwrócił wzrok w stronę własnych dłoni. — Coś powinno być w dolnej szufladzie biurka.
    Dolores pospiesznym krokiem skierowała się gdzie wskazał jej przyjaciel, jednak zanim zdążyła zrobić jakikolwiek ruch, Petyr pospiesznie złapał ją za nadgarstek. Spojrzał prosto w jej orzechowe oczy, jakby oczekiwał od niej szczerej odpowiedzi. Taką też miał zamiar dostać.
    — Myślałem, że będziesz raczej wolała teraz pozszywać tego… — przerwał zanim zdołał wypowiedzieć kolejne wyzwisko kierowane w stronę szeryfa. — Dlaczego zostałaś ze mną?
    Puścił delikatnie jej dłoń, wciąż nie spuszczając wzroku z jej bladej, kamiennej twarzy.

    ten który zrąbał

    OdpowiedzUsuń
  23. [Ech, coś mnie wena opuściła na Bigby'ego. Jak wróci to zacznę, bo teraz mam pustkę w głowie.]

    Wilczek

    OdpowiedzUsuń
  24. [Hej-ho! Czy silna i niezależna Lola chciałaby się może zaprzyjaźnić z Jackiem Frostem? Mogłoby wyjść z tego coś ciekawego, także zapraszam!]


    Jack

    OdpowiedzUsuń

Szablon wykonała Night Tear. Źródło: WallPaper. Obsługiwane przez usługę Blogger.