piątek, 28 kwietnia 2017

“We do whatever we enjoy doing. Whether is happens to be judged good or evil is a matter for others to decide”


Cash Paul Knowles
Właściciel Puddin N'Pie
- "38 lat" - W Fabletown od prawie dwóch lat - Niewielkie mieszkanie na obrzeżach dzielnicy i kilka kupionych pofabrycznych pomieszczeń  - Po godzinach "dystrybutor filmowy" i administrator pewnego forum - Bardzo uważnie pilnuje interesów -
NARZECZONA MORDERCY
Baśń | Powiązania | Muzyka | Głos | Opowiadania | Galeria Osobliwości


"We're gonna have a great time together, Cheryl..."

Ucieczka do Fabletown wydawała się najlepszym pomysłem dla zbrodniarza i więźnia szukającego azylu, gdzie mógłby się zaszyć po zdradzie ukochanej i przemyśleć dalsze kroki. Naznaczone bliznami plecy przypominały mu o wielu tygodniach tortur, które sam nie wiedział jakim cudem wytrzymał.

Wszystko to za zbrodnie, bo nie chciał błagać o litość i przebaczenie. Jak krzyczeć o łaskę, kiedy nie chcesz wyrzec się tego kim naprawdę jesteś? Czy jakby zadał pytanie innym Baśniowcom "pozwoliłbyś wyrwać kawałek swojej duszy, by zmienić ją dla czyjegoś widzimisię?" pewnie wielu odpowiedziałoby przecząco. Jego bracia i siostry by spełnić swoje potrzeby korzystali z brutalnego podstępu, ataku znienacka i gwałtu... On po prostu prosił i wykorzystywał charyzmę, urok oraz perswazję. Szli za nim dobrowolnie, bez przymuszenia. I za to miał przepraszać Boga? Za czyjąś lekkomyślność, a czasem nawet zwykłą głupotę?

Odkąd pojawił się w Fabletown stara się utrzymywać niski profil własnych działań oraz w miarę czyste ręce. Nie wszystko, co stare i zakorzenione przez lata opuściło jego umysł, ale czasy i realia zmieniły się znacząco. Na straży stał szeryf, który pilnował by w mieście był spokój i żaden Baśniowiec nie złamał panującego prawa.
Morderca nie chciał znowu kajać się pod czyimś batem - zmądrzał i stał się ostrożniejszy, może nawet ułagodzony, kto wie.
Niemniej jednak najciemniej pod latarnią, czyż nie?


Przejął imię Cash Paul Knowles, by zmieszać się z obecną tutaj masą. Uczył się świata tak zwanych Doczesnych, bo widział w tym szansę na zwiększenie całego szeregu atutów, które mogły się przydać na przyszłość. Zainteresował się klubem Puddin N'Pie, które cierpiało z powodu braku właściciela, a kryło w sobie całkiem ciekawy potencjał. Wiedział jak zdobyć finanse i kontakty, musiał się tylko bardzo mocno postarać i niejednokrotnie przepłacić za własne partackie błędy wynikające z początkowej nieznajomości współczesnych czasów.
Zbudował kolejną osobowość, którą mógł wykorzystywać by omamić innych Baśniowców.

Patrząc na niego z boku można powiedzieć, że największym jego grzechem to paranie się interesem opartym na tanim alkoholu i zwierzęcej rozrywce wykorzystującej chętne, piękne kobiety. Sam też przyznaje, że kilku rzeczy nie ma zamiaru się dotknąć, choć go niepomiernie fascynują.

Czy jednak sąsiedzi po ataku psychopaty w swoim otoczeniu najczęściej nie mówią: a taki był z niego spokojny, poukładany człowiek?

Jakim naprawdę człowiekiem jest Cash?
I jakie kryje tajemnice w zakamarkach umysłu?


_________________
RESET KARTY
"I think you would look really cute with a bruised eye and a split lip" *klik*

56 komentarzy:

  1. [Dobry szefie! Pytanko mam...nie żebym męczył swym jestestwem i tak dalej...ale mam pytanie. Czy chcesz kontynuować wątek z Ivanem? Oraz czy w ogóle masz ochotę na jakikolwiek wątek? ;)]

    Ivan

    OdpowiedzUsuń
  2. [Heh, czy z kimś innym. W sumie, jeśli Cash chciałby kogoś kiedyś sprzątnąć, nie brudząc sobie rąk, to mógłby uśmiechnąć się do Erwina ;)
    Może to taki nauczyciel historii, ale uwierz mi, że strzelać potrafi :D
    Więc jeśli byłaby chęć na wątek z nim, to ja z chęcią. Nawet coś wymyślę, a co!]

    Erwin

    OdpowiedzUsuń
  3. [Zgadzam się co do tego, że ich spotkanie mogłoby być szalenie ciekawe :D Można uznać, że Keira wybierze się ze znajomymi do Puddin N'Pie, a Cash - orientując się w sytuacji w mieście - skojarzy ją jako tą wścibską dziennikarkę i pomyśli, że węszy ona w jego klubie. Mogłoby się to nawet ciekawie rozwinąć. Jak myslisz?]

    Keira Tyler

    OdpowiedzUsuń
  4. [Słabość do snajperów, to chyba w niektórych przypadkach cecha wrodzona...odkąd pamiętam to chciałem być swego czasu snajperem na froncie xD Ale chciałem tez być tramwajem, prawnikiem, Indianą Jonesem...i chyba nawet przez chwilę księdzem, bo wydawało mi się, że taki ksiądz to ma fajne życie skoro pracuje raz w tygodniu xD Dobra koniec tej nudne jak flaki z olejem dygresji z życia Boćka...
    Przejdźmy do konkretnych konkretów, bo ja jestem konkretny człowiek ;)

    Erwin chyba jeszcze nie zdążyłby sobie w przeciągu roku/ponad roku/około roku (niepotrzebne skreślić) zrobić z Casha wroga. Erwin raczej też nie zdążyłby się zadłużyć u twojego pana...ale powiedzmy, co ty na to aby w PnP doszło do nieoczekiwanego morderstwa? Ale takiego bardzo nieoczekiwanego?
    Powiedzmy, że pewien gościu, którego Erwin ma "usunąć z gry zwanej życiem", pójdzie sobie do PnP. Niekoniecznie stały klient owego przybytku rozkoszy i rozpusty...ale wiadomo, że spędza tam trochę czasu i pozostawi po sobie (albo i nie) sporo piniądza. Klienta nazwijmy roboczo John.
    John się pojawia, i może nie dalej jak jakieś pięć-dziesięć minut później pojawia się za nim jakiś ziomeczek, który niczym się nie wyróżnia. Zamawia jakiegoś taniego drinka i wypija go, nie patrzy na dziewczyny, tylko idzie sobie...gdzieś...
    Po powiedzmy kwadransie ów człowieczek się znowu pojawia w zasięgu wzroku i znika. Następnie do Casha przychodzi jedna z dziewcząt i mówi, że John nie żyje, że ktoś go zabił. Dziewczyna może być strasznie przerażona, może mówić to spokojnie...whatever.
    Twojego pana to właściwie może nie zdziwić, bo wszystko widział na kamerach. Może sobie ustalić prywatne śledztwo, aby dowiedzieć się kto godzi w jego interesy, a może też po prostu przypuszczać, kto w taki sposób pozbył się tego biednego Johna. Może też nawet i słyszeć o pewnym snajperze, który wykona jakąś "ekstra robotę", za odpowiednie wynagrodzenie. Cash mógłby pomyśleć, że to König stoi za tym tajemniczym zgonem Johna, albo może zechcieć go wynająć ażeby dowiedział się kto to zrobił i kropnął tego killera (tutaj wedle uznania).
    I teraz od ciebie zależy, czy Cash pojawi się w mieszkaniu Erwina i kulturalne zapuka i porozmawia z nim jak cywilizowany człowiek, czy może urządzi mu wjazd na chatę, pomacha spluwą przed twarzą Niemca i zacznie nawijać o co mu chodzi.
    Przypuszczam, że pokręciłem to bardziej niż przeciętny polityk nową ustawę...ale no cóż....chyba tak mam ;)
    Gdyby coś było niejasne, pokręcone, czy jakieś zupełnie inne, to jeszcze raz to dogłębniej przedstawię :D
    O ile coś takiego w stylu: morderstwo z szukaniem winnych i wjazdem na chatę "biednego" nauczyciela historii ci pasuje.]

    Erwin


    [Ps. Tym killerem będzie Erwin ;) #człowiekspojler xD]

    OdpowiedzUsuń
  5. [Taki stalking to czysta przyjemność... bez względu na to, jak bardzo dziwnie to brzmi :D
    I ponownie (tak jak z tym "mokrym" :D) przyznaję Ci rację - Verity wcale nie jest tak niewinna, jak może się niektórym zdawać. Wciąż prowadzi różne niezbyt etyczne i moralne interesy, także wszystko jeszcze może się zdarzyć ;) Tak naprawdę, to myślę, że Verity uspokoi się, gdy w końcu odnajdzie się jej ukochany, Jefferson.
    Chęci i miejsce na wątek jak najbardziej są - miałabyś już jakiś pomysł na nasze postacie? :)]

    Verity Coeur

    OdpowiedzUsuń
  6. Chwalę kartę za treść,
    Aż chciałoby się ją zjeść!
    Tekst miły i dla oka przyjazny,
    Może wymyślimy naszym panom jakieś jazdy?
    Chodź! Ulepmy dziś bałwana...
    ...na podwórku wuja Sama!

    Lucek wieszcz 'fablowy' wszczynający takie oto przemowy
    [Popełniłem to dla odznaczenia!]

    OdpowiedzUsuń
  7. [Panie, dla mordercy zawsze znajdzie się miejsce! :D jak już tak sobie komplementujemy to powiem ci, że choć sama nic nie komentowałam, to zawsze mnie intrygowała postać Casha, także dobra robota, dekoracje przednie, kocham za Freddy'ego <3
    Nie ukrywam, że ostatnio bywam trochę w kratkę (udało mi się miesiąc odpisywać na jeden wątek xd), ale jak ukręcimy coś chwytliwego to czas się zawsze znajdzie :D Jeśli Jaga będzie miała jakiś interes w tej pomocy to myślę, że z wielką chęcią ;>]

    Jaga

    OdpowiedzUsuń
  8. — Eee…nie? – zapytał ironicznie odnośnie dziwek. Naprawdę nie obchodziło go to. Miał żonę i próbował być jej wierny…przynajmniej przez jakiś czas. Bo to, że miał kilka skoków w bok, to już zupełnie inna historia, która nie powinna ujrzeć światła dziennego. Chociaż i tak przypuszczał, że jego żona wie o jakiś zdradach, a nie porusza tego tematu, bo po prostu woli uniknąć kłótni.
    Zaciągnął się papierosem, chwilę „potrzyma” dym w płucach i wypuścił go. Może i faktycznie z Ivana byłby dobry konkurent, ale prawdę powiedziawszy…był diabłem trochę „starej daty”, do tego wychowanym w pewnym sensie innym świecie i branża porno go naprawdę nie kręciła. Uważał to za coś poniżej swojej godności. Chociaż i takie ściąganie dłużników, też wydawało mu się „poniżej”, no ale jak wiedział, każdy w tym świecie podporządkowany jest pewnej hierarchii i nie było od tego ucieczki. Nawet i w kraju Rad była określona hierarchia i może nawet bardziej widoczna niż w reszcie krajów.
    — Czy wyglądam jakbym żartował? – zapytał zupełnie poważnym głosem. Zmarszczył brwi, kiedy usłyszał co mówi Knowles. – Nie powinniście tego mówić Knowles…nie powinniście – pokiwał głową z widoczną dezaprobatą.
    Właściwie to i pan „L4” jak i Cash powinni się modlić o to aby Ivan nie dorwał gościa w swoje ręce, bo wtedy to Cash mógłby ubijać tylko i wyłącznie interesy z trupem, o ile znalazłby zwłoki. Zwonariew wiedział, ze raczej ciężko jest znaleźć zwłoki spalonego ciała, że o rozmowie z takim trupem nie wspomni. To była dopiero wyższa szkoła jazdy!
    — Wiecie…wam też powinno zależeć na wyegzekwowaniu długu. Może się okazać tak, że pewnego dnia…abonent na wieki wieków stanie się niedostępny – powiedział z tajemniczym uśmieszkiem i zaciągnął się papierosem. – No chyba, że wasz brat…albo wy znacie się na wywoływaniu duchów…no albo znacie jakąś wiedźmę, która z wielką chęcią by wam pomogła i uprzejmie nie powiedziała władzom Fabletown, że próbujecie się skontaktować z duchem jednego z baśniowców, bo to oznaczałoby, że wiecie, bądź przypuszczacie co się z nim stało – nachylił się w kierunku właściciela PnP i dodał – …a nie chcecie, żeby szeryf, albo jego „pani zastępca” zaczęli tutaj węszyć – wyprostował się. To nie była żadna groźba w jego wykonaniu. Zwonariew nazwałby to raczej „przepowiednią”, która może się spełnić, ale nie musi. Wszystko zależało tylko i wyłącznie od Casha i tego jak się zachowa.
    — I żeby była jasność…nie grożę wam. Co to, to nie. Po prostu, powiedzmy, że jest to przykładowy scenariusz, jaki może się wydarzyć, ale nie musi – wygodniej się rozsiadł w fotelu i zaciągnął się papierosem, po raz kolejny.
    Przez chwilę milczał, analizując to co mówi do niego Knowles. Zgasił papierosa i zapalił kolejnego. Trzeciego już podczas tej rozmowy. Bardzo szybko i dużo palił, doskonale o tym wiedział, poza tym rak mu jest niestraszny, bo nie może go żądna choroba zabić. Skoro jest już tak właściwie w pewnym sensie martwy…no i jest odrębnym bytem. Taki trochę inny gatunek.
    — Dobrze myślicie Knowles…powiedziałbym, że nawet bardzo dobrze. Tylko tak szczerze…naprostujmy kilka rzeczy – powiedział spoglądając na telefon. Z nim tak właściwie to nie chciał rozmawiać, ale wiedział, że Lucyfer nie da tak łatwo za wygraną i nie zakończy się na jednym telefonie. Nie z tym diabłem. – Przepraszam na moment – powiedział równocześnie odbierając telefon.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. — Halloooo??? Ivaannn? – bardziej by się zdziwił, gdyby usłyszał trzeźwego Lucyfera. No cóż, urlopik w piekle mu najwidoczniej służył.
      — Mów i nie zawracaj mi głowy. Sprężaj się Lucynko – westchnął. Mówił szybko. Chciał załatwić to wszystko i tyle.
      — Bo…sprawa jezt. Eeeeemmm… Miałbyś może pożyczyć dwieście ojro? – zapytał zapijaczonym głosem. – Bo…promocja świąteczna jest na Steamie…no i ten… No i nowy Wolf wyszedł i AC…no i jeszcze po drodze się coś znjdzie – dokończył.
      — Lucjan, jesteś pijany. Oddzwoń do mnie jak wytrzeźwiejesz…albo będziesz w stanie bliskim trzeźwości.
      — Ni jestem pijany! Poza tym…to że do Bogdana zadzwoniłem, nie jest wyznacznikiem, że jestem pijany! – krzyknął, aż Ivan odsunął słuchawkę. – W ogóle…to…ty mnie wypominasz to co ja robię?
      — Lucjan…pomówimy później ty idioto. Jutro jak będziesz w stanie ustać na nogach. Bo teraz to pewno leżysz na podłodze i wgapiasz się w sufit.
      — Nje. Leżę na suficie…a właściwie to się przywiązałem do sufitu…nie wiem jak, bo to ta…
      Ivan rozłączył się. Nie miał ochoty na dalszą rozmowę z Lucjanem. Na trzeźwo był irytujący, a co dopiero kiedy był pijany. Chociaż tak właściwie to Lucek, prawie nigdy nie był w stu procentach trzeźwy.
      — Przepraszam, za tego idiotę, ale przynajmniej załatwiłem nam spokojną rozmowę, bez telefonów od tego imbecyla – bardzo pięknie się wyrażał o swoim kuzynie. Bardzo ładnie. Chociaż o tyle dobrze, że Lucek jakoś się nie obchodził z tym, że Ivan jest jego kuzynem i na odwrót. No ale w piekle to wszystkie demony i diabły są ze sobą w jakiś sposób spokrewnione.
      — Powiedzmy, tak czysto hipotetycznie, że zostanę i poczekam. Wiadomo, ryzyko jest zawsze…ale wątpię w to aby się pojawił na tym spotkaniu. Ot, taki szósty zmysł – zaciągnął się. – Może to czysty idiotyzm. Ale proponuję współpracę zważywszy na to… że… - przerwał. Chyba coś z tymi telefonami było nie tak. – Proszę odebrać – powiedział do Knowlesa i zaciągnął się papierosem. Wiedział, że różnie to w życiu bywa, a lepiej żeby odebrał ten telefon, przypuszczał, kto to dzwonił.

      Ivan

      [To teraz czas żeby coś zrobić, ze i Cashowi zacznie zależeć na złapaniu pana "L4" xD
      No i mam nadzieję, że krótki fragment z Lucjanem przypadnie ci do gustu xD]

      Usuń
  9. [A, można coś wykombinować! W końcu Cash to właściciel klubu, a Mary lubi pić i tańczyć. Tylko pytanie kto kogo zauważy? ;)]

    Mary & Jack

    OdpowiedzUsuń
  10. — Na wieki wieków, amen – powiedział jakby potwierdzając swoje słowa. No cóż, może to trochę naprowadzi pana Knowlesa na to z kim konkretnie ma do czynienia. Bo jeszcze się nie zdążył przedstawić, ale to i lepiej. Znaczy się zdążył powiedzieć jak nazywa się tutaj w Fabletown, ale nie wspominał...kim był przed…albo kim wciąż jest, bo przecież diabłem jest się do końca.
    — Dokładnie…czysta hipoteza – powiedział wydmuchując dym papierosowy. Zwonariew byłby w stanie założyć się, że gdyby tutaj był Lucyfer po słowie „czysta” zacząłby się śmiać jak głupi, a „hipotezę” pomyliłby z „hipoteką”. Lucjan sprawiał wrażenie takiego idioty, ale w gruncie rzeczy to był inteligentny.
    — Wódka… - stwierdził biorąc pierwszy łyk. Nie dało się go otruć ani zabić w żaden konwencjonalny sposób. Wypił ją niemalże jak wodę, ale cóż, do Lucka to mu brakowało i o tym doskonale wiedział. Lucjan to jakby się do butelki przyssał, to nie byłoby co zbierać.
    Uśmiechnął się lekko. Dolał sobie bez skrępowania wódki, strzepnął popiół do popielniczki i zaciągnął się raz jeszcze papierosem.
    — Nie… Przemoc mnie brzydzi – skłamał. Jednak nie wyglądał na takiego jakby w tej chwili kłamał. – Przemoc niezmiernie rzadko kiedy do czegoś prowadzi. A ja sam…naprawdę brzydzę się przemocą – pokiwał głową jakby chciał pozbyć się widoku osoby pobitej. Prawda była taka, że żadna forma przemocy nie była mu straszna i nie przerażała go w żaden sposób. Sam widział różne rzeczy podczas wojen, wiedział do czego zdolna była Czeka, NKWD, GRU oraz takie „kapitalistyczne” instytucje jak CIA albo FBI, że o Gestapo i SS nie wspomni.
    —Możecie, możecie – powiedział z lekkim uśmiechem. – Wasz brat może przejąć na chwilę pałeczkę, mam rację? A jeśli nie on to z pewnością menadżer waszego klubu. Heller, mam rację? – zapytał. Może trochę żałował, że nie miał teraz za drzwiami panów w mundurach koloru khaki, oraz że on sam miał na sobie kurtkę ze skóry a nie mundur. Że zamiast oficerek ma adidasy, a na stole obok wódki nie leży jego oficerska czapka z niebieskim otokiem.
    Chociaz powątpiewał aby będąc oficerem NKWD rozmawiałby z Knowlesem tak przyjemnie. Raczej nie, wszedłby, powiedział swoim ludziom żeby zawieźli go w odpowiednie miejsce i rozmowa toczyłaby się w pachnącej wilgocią sali przesłuchań.
    Nie byłoby wódki, nie byłoby papierosów. Byłyby krzyki i dźwięki uderzeń. Byliby jeszcze świadkowie rozmowy. Byłoby zupełnie inaczej.
    — Dobra…krótka piłka Knowles. Cierpliwość nie należy do moich cnót, więc zapytam krótko, pomożecie, czy nie? – nachylił się w kierunku Casha i spojrzał mu w oczy. Chciał już coś robić, musiał jak najszybciej odzyskać pieniądze. Poza tym nie ukrywał, że pan L4 od jakiegoś czasu go irytował. A zastanawiał się, czy baśniowiec potrafi spędzić pod wodą kilka godzin bez uszczerbku na zdrowiu. No i też ciekawiło go to, czy betonowe buty faktycznie ciężko zdjąć pod wodą. I czy faktycznie, człowiek łamał sobie nogi w takich bucikach.
    Jeszcze nie próbował takiego rozwiązania. No ale kiedyś musi być ten pierwszy raz, prawda? A przypuszczał że i Knowles, nie będzie narzekać na taką rozrywkę. Przecież topienie, po wcześniejszych przesłuchaniach, to była dopiero rozrywka! Tego nic nie mogło zastąpić!
    A Ivan jako oficer kilku formacji wojskowych wiedział jak przesłuchiwać. Jakie zadawać pytania, gdzie bić, czy zamiast łamania kończyn nie zastosować łamania kręgosłupa moralnego.
    Zwonariew wiedział kogo trzeba bić, a kogo tylko zastraszyć. Na kim stosować taktykę „tandemu”, a kogo od razu rozwalić…albo po prostu wedrzeć się do jego umysłu i siłą wydobyć informację, niejednokrotnie powodując obłęd u ofiary. Ale nie dbał o takie błahostki, przecież cel uświęcał środki. No i to wszystko powodowało, że ludzie bali się go. Nie tylko dlatego że spotkanie go wiązało się z wycieczką w jedną stronę do piekła…był bardzo ludzki. Ludzie wierzyli, że jest jednym z nich, bali się go jako człowieka, a to nie był jakiś mały wyczyn.

    Ivan

    OdpowiedzUsuń
  11. [Może być jakaś rozróba. Coś typu: jakiś koleś się do Mary przystawia, ona tego nie lubi, także odpowie najpierw groźbami, a potem może dojść do rękoczynów. To wiedźma, może rzucić też jakieś zaklęcie (lub chcieć), ale Cash na przykład wkroczyć do akcji i ich rozdzieli? A później, jak już ochłonie mogą pogadać, dajmy na to: on obserwował jak tańczy i coś zaproponuje jej? Co o tym myślisz?]


    Mary

    OdpowiedzUsuń
  12. [A no wiesz, dwudziesty pierwszy wiek, kobieta wyzwolona itp, to czemu ma nie patrzeć, haha. A tak na serio, to podoba mi się Twój pomysł. Dalej to można pociągnąć różnie, mogą ruszyć na poszukiwania tej dwójki, bo dla Keiry to świetna okazja do jakiegoś materiału na artykuł (poza tym podobno jest dobrą dziewczynką, więc chciałaby pomóc biednej kobiecie w potrzebie), a Cash wolałby raczej mieć oko na poczynania dziennikarki. Albo coś kompletnie innego, jak wolisz.]

    Keira Tyler

    OdpowiedzUsuń
  13. [Myślałam i myślałam co ona może chcieć i nie wymyśliłam xD Możemy rozegrać to jakoś tak, że po prostu ta przysługa będzie wisiała i czekała kiedy Jaga wymyśli w jaki sposób może jej się przydać, a żeby było ciekawiej to może będzie miała jakiegoś haka na Casha (nie mam pojęcia jakiego) i będzie wykorzystywać go do różnych rzeczy? Po jakimś czasie sytuacja mogłaby się odwrócić, czy coś :D]

    Jaga

    OdpowiedzUsuń
  14. [Dziękuję pięknie za powitanie! Strasznie miło mi słyszeć, że Lily się podoba. :)
    Za to Cash jest przerażający. Fascynujący w tej całej swojej brutalności, ale przerażający. Za nic nie chciałabym spotkać go samotnie, nawet w środku dnia. :D Całe szczęście, że Lily nie jest tchórzliwa i chętnie się z nim skonfrontuje. A trochę stresu jeszcze nikomu nie zaszkodziło. :)
    Problemy administracyjo-baśniowo-organizatorskie bardzo chętnie wplączę, w końcu raz się żyje! Możemy nawet zacząć ich pierwsze spotkanie od właśnie urzędowej Lily, która wynalazła lukę w papierach dotyczących Puddin N'Pie i chciałaby rozwiązać ten problem. Chyba że wolisz nieco więcej akcji, to zawsze możemy wywołać pożar w całym Fabletown, w którym magicznie spłoną wszystkie wiadomości na temat Casha posiadanie przez burmistrza i szeryfa, i biedna Lily będzie musiała zająć się tym bałaganem (czytaj odkryć, co takiego chciał ukryć podpalacz i czy tym podpalaczem nie był przypadkiem sam Cash).
    Nie wiem, czy cokolwiek z tego nadaje się do recyklingu, ale tak rzucam ideami, może uda nam się coś z nich stworzyć. :D]

    Lily

    OdpowiedzUsuń
  15. [ No nie wiem co mam ze sobą zrobić z tego szczęścia XD
    A w ogóle, nie masz ochoty czegoś napisać o Star Warsach?]

    OdpowiedzUsuń
  16. [Ok, ogarniam się w końcu z powrotem do życia i przybywam po obiecany wątek. ;)
    Chwilowo zostałam tylko z Nimue i doskonale się składa, bo ona mi najlepiej pasuje do wątku z Cashem (Davy był zbyt psychiczny, a Hagen zbyt rycerski). Za to z Nimcią możemy pójść w bardzo różne klimaty - od czegoś inspirowanego horrorami, przez kryminał, po jakieś skomplikowane i pokręcone historie, więc do wyboru do koloru. Wpadaj na burzę mózgów. ;)]

    - Nimue

    OdpowiedzUsuń
  17. [Hm, w sumie to myślę, że ogólny zarys wątku już mamy, reszta może wyjdzie w praniu :D Mogłabym nam zacząć, ale nie jestem pewna, kiedy dokładnie udałoby mi się znaleźć na to czas, mam więc wielką prośbę - mogłabyś nam coś naskrobać? Byłabym bardzo wdzięczna!]

    Keira Tyler

    OdpowiedzUsuń
  18. [Moja Bella to jak nadarzy się potrzeba, to i nos połamie :D Dziękuję za powitanie i zawsze świeża dawka wrażeń się przyda, dlatego też chętnie skuszę się na wątek :D]

    Chelsey

    OdpowiedzUsuń
  19. [A dziękuję, bo skracałam jak mogłam by was nie zamęczyć. ;)
    Powiem Ci, że o dziwo motyw z mordowaniem dzieci, Mordredem jako dobrym królem, jak i nawet ten cytat o tym, że za Artura wojny, a za Mordreda wszystko pięknie to nic innego jak Malory i najsłynniejsza wersja legend arturiańskich. W starszych wersjach to są tak mega chore wątki, że aż niszczą dzieciństwo. ;) Z legendami arturiańskimi jest trochę jak z Grimmami i Disneyem.
    A chętnie wpadnie, to by mogło być całkiem ciekawe. Zwłaszcza, że Cash jest naprawdę świetną postacią (mam słabość do Grimmów i pokręconych kryminałów). Tak sobie myślę nad jakimś punktem zaczepienia innym niż jednorazowe spotkanie... I jest w legendach arturiańskich jeden motyw z kanibalizmem w tle, więc Cashowe klimaty, tyle że nie wiem czy chcemy lecieć po całości i szukać punktu zaczepienia w tym miejscu, czy może lepiej zacząć od czegoś bardziej normalnego i powiedzmy stopniowo przejść w bardziej mroczne i pokręcone klimaty. Co myślisz?]

    Mordred

    OdpowiedzUsuń
  20. [Wiesz, w podziemiach szpitala dzieją się różne dziwne rzeczy, między innymi nielegalne eksperymenty. Czasami też zdarzy się, że zniknie ktoś, kto był dla Verity niewygodny.
    A tak w ogóle, to przepraszam Cię za tyle milczenia, ale przez ostatnie tygodnie nie miałam siły, żebym nawet sprawdzać, co się tu dzieje :/]

    Verity

    OdpowiedzUsuń
  21. [Ty mi tak nie mów, bo jak zacznę ględzić to potem mnie zatrzymać nie można. ;)
    Generalnie to dość znana historia i może nawet się spotkałaś, bo w wielu zbiorkach arturiańskich jest opisywana (choć pewnie bardziej łagodnie). Generalnie pewnego dnia Król Artur dostał dramatyczną prośbę o pomoc w pokonaniu żyjącego nieopodal pewnej góry człowieka (choć z racji jego wysokiego wzrostu, czasem bywał też nazywany olbrzymem), który miał terroryzować okolicę, uprowadzać kobiety i dzieci, które znikały bez śladu. Podobnie znikali również wszyscy dzielni rycerze, którzy próbowali rozprawić się z problemem. Rycerzy znikało co raz więcej, za to ów kłopotliwy bandzior paradował w coraz dłuższym płaszczu uszytym z ludzkich włosów swoich ofiar (oczywiście inne ludzkie resztki wykorzystywał też na inne sposoby, pamiętam, że coś jeszcze było z piciem z czaszek jak z kielichów). Artur wraz z Kayem i jeszcze jednym zaufanym rycerzem (w większości wersji jest to Bedivere) udał się na miejsce i w epickiej walce pokonał kanibala, wbijając mu Exvalibur w oko i przebijając czaszkę na wylot.
    No i tak mi tu chodzi po głowie jak to wykorzystać z Mordredem, którego tutaj historia raczej nie uwzględnia. O ile w wypadku Artura to Mordred raczej życzyłby kanibalowi smacznego, to myślę, że przejmowałby się raczej kwestią tego, że giną niewinni ludzie. Może nawet sam byłby jednym z rycerzy, który próbował zabić zwyrodnialca, a kiedy mu się nie udało wykorzystał sytuacje i namówił kanibala do walki z Arturem (w nadziei, że może Arturowi coś się stanie?). Trochę by się pewnie w międzyczasie trochę wbrew własnej woli napatrzył na różne "miłe sytuacje" (jak narzeczona Casha na jego wybryki), co koniec końców możemy jakoś wykorzystać. Aczkolwiek tu Ci powiem, że zielonego pojęcia nie mam jak Mordred by na to wszystko zareagował (i wcześniej i teraz).
    Dlatego daj znać jak tam u Ciebie z pomysłami. ;)]

    Mordred

    OdpowiedzUsuń
  22. [czesc i dzieki ;)
    Milo mi to slyszec acz mi sie ta historia kojarzy z inna, ale to i tak jest niezla, wiec ja wzielam, bo taka to smutna ta historia. No ostroznosc przede wszystkim.
    To tylko przykladowe powiazania acz lubie wyzwania. Potrzeby to ona ma ale czy mroczne? W sumie to siedzi tak posrodku.
    Przydalby sie jakis pomysl ;) albo spontan albo bylby swiadkiem jej zamiany nocna pora, bo wtedy sie zmienia]

    Fiona

    OdpowiedzUsuń
  23. [Mysle, że mogłaby mieć z kims na pieńku, zwłaszcza ze Piękna stała się dość pyskata i nie przebiera w słowach i może zaskoczyć mimo iż wydaje się być taka niepozorna. Możliwe, ze nadeślą kiedyś komuś na odcisk bez skrupułów wsypując go do kogoś, co teraz mogłoby się na niej odbić :D]

    Chelsey

    OdpowiedzUsuń
  24. — O widzę, że ktoś tutaj oglądał „Stawkę…” – mruknął cicho. Były to słowa skierowane bardziej do niego, niż do rozmówcy. Gdzieś tam mimo wszystko powątpiewał, w to aby Knowles oglądał taki hit PRL jakim była „Stawka większa niż życie”. A Ivan jako diabeł, który przebywał przez większość swojej egzystencji, na terenach komunistycznych, obejrzał kilka takich produkcji. Wspomnianą Stawkę oglądał kilkanaście razy i do tej pory lubi do niej wrócić. Siedemnaście mgnień wiosny też lubił. Było bardzo przyjemne.
    — Zgodzę się z tym. Nie mogę patrzeć na bitego, kiedy bije ktoś inny – potwierdził. Chociaż on sam oprócz bicia preferował inne metody. Według niego, dużo bardziej „wyrachowane”, bo co to za przyjemność, kiedy można okładać kogoś tylko po twarzy, kiedy ten i tak milczy? Różne rzeczy rozwiązują języki. Ofiara cierpiała, ale nie umierała. No i też robił to co robiła większość diabłów. Po prostu przenikał do umysłu ofiary.
    Spojrzał na Knowlesa. Nieznacznie przekrzywił głowę, to oczywiste, że nie od razu pozbędą się faceta. Najpierw będą musieli zająć się tym wszystkim. Wydobędą informacje, być może i szanowny pan L4 dostarczy im niejakiej rozrywki? Przecież nie ma nic ciekawszego niż krzyki ofiary. Te błagania o litość, no i myśli kłębiące się w głowie, że może jednak wyjdzie z Łubian…
    Nie ma już żadnej Łubianki Ivan. Nie ma nic z twojego dawnego życia… No prawie nic - skarcił się w myślach. Właściwie nie mógł sobie zabronić tego aby wracać z myślami do czasów, które były dla niego najprzyjemniejsze. Przecież wtedy budził grozę! Był kimś! Nawet i pewnie niektórzy z elity komunistycznej obawiali się go. Zwykłego majora Armii Czerwonej… Faktycznie, było coś w panu Zwonariewie, że ludzie nie czuli się komfortowo w jego obecności.
    — Dobrze. Ale zanim go wykończcie, to sam chciałbym, trochę…hmmm… porozmawiać z nim. Naprawdę, niewiele do szczęścia potrzebuję, a to przecież baśniowiec! Baśniowcy to wytrzymałe skurwesyny – powiedział z jakimś takim dziwnym uśmiechem.
    Zwykłego człowieka, było zdecydowanie prościej zabić. No ale nie chodziło im przecież od razu o morderstwo.
    Powoli wstał, poprawił swoją kurtkę ze skóry i wyszedł jako pierwszy z gabinetu.
    — Manhattan – powtórzył cicho. Znał całkiem dobrze to miejsce. W ogóle dobrze znał Nowy Jork, ale Ivan to diabeł, a diabły znają każde zwykłe miejsce. To nie jest nic niezwykłego. – W moim towarzystwie na cuda bym nie liczył. No ale skoro chcecie, to nawet i pomodlić się możecie, a nuż wysłucha? – wymownie spojrzał do góry. Miał niejaką przyjemność aby spotkać Boga, czy któregoś z jego pierzastych przyjaciół. No ale to można powiedzieć, że miał wpisane w swój diabelski rodowód. To nikogo nie powinno dziwić, że czasem gościł u tego na górze, albo że kłócił się z tymi pierzastymi.
    Nie zdziwił się, że nadal padało na zewnątrz. Nie było to nic nadzwyczajnego. Może tylko trochę zelżyło z tym deszczem. Przynajmniej tyle.
    Skinął na Casha i podszedł do swojego samochodu. Bardzo przyjemnego dla oka, modelu wykonanego przez bawarską firmę. W sumie to nawet i lepiej, że Ivan nie miał żadnej Zondy, albo Lamborghini, bo za bardzo by się wyróżniał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Diabeł usiadł za kierownicą i odgarnął mokre włosy z czoła. Z jednej strony diabeł, który budzi grozę, z drugiej zaś wydawać by się mogło, zwykły człowiek. Do tego taki może i nieco ciapowaty. Z pewnością na pierwszy rzut oka nie wyróżniał się niczym konkretnym. Ani nie był piekielnie przystojny, ani nie był obdarzony ponadprzeciętną muskulaturą, za wysoki też nie, bardzo niski też. Przeciętny człowiek do bólu.
      — Mówicie Manhattan – odezwał się kiedy w końcu ruszyli. Wyruszył spokojnie spod klubu, nie było co się wygłupiać. Policja, deszcz i w ogóle wszystko po kolei, skutecznie mogło człowieka zdenerwować, a co dopiero diabła! – Nie przypuszczałem, że jakaś dziewczyna od was się tam kreci. Nu, kak człowieka może to wszystko zaskoczyć. Mam rację Knowles? – zapytał. – Myśleliście, że papierki was czekają, a tu proszę. Taka niespodzianka. Przyszedł sobie taki jeden i tyle z papierów – uśmiechnął się pod nosem i skręcił w lewo. Wyprzedził kilka samochodów, żaden wyczyn.
      Zastanawiał się, czy cokolwiek mógłby jeszcze dodać. O coś się zapytać, czy może byłoby lepiej po prostu zamilknąć na czas jazdy.
      — Swoją drogą… te magazyny… duże są? –zapytał z ciekawości. – I co tam macie? – spojrzał dosłownie na moment na Casha. – Chyba nie myśleliście, że nie zapytam o to? A widzicie, zapytałem. To jak? Odpowiecie, czy każecie się domyślać?

      [W ogóle to mam pytanie. Czy pojawi się w dalszej części Falk? Byłoby fajnie gdyby się pojawił i gdyby zechciał uszkodzić Ivana, a diabeł jakoś by "uspokoił" starszego z braci (czyt. dałby mu w mordę) :D Wtedy...Cash mógłby zobaczyć z kim tak właściwie ma do czynienia (bo chyba jeszcze nie wie, z tego co mi się wydaje) ;)]

      Ivan

      Usuń
  25. [Zdecydowanie :D
    Myślę, że to bardzo dobry pomysł. Verity nie zmarnuje okazji do coraz nowszych eksperymentów, więc z chęcią rozpocznie współpracę z Cashem, gdy się już przekona, że nie dość, że nie Twoja postać nie zgłosi jej działalności szeryfowi, to jeszcze pomoże jej. :)]

    Verity

    OdpowiedzUsuń
  26. [Z opóźnieniem, ale jednak. :)
    Dania z mięsa zawsze mile widziane, pytanie tylko czy Cash ma pod ręką jakieś dziewice. Bo widzisz... z dziewicami jest jak z kanapkami - jedząc kanapkę chcesz wiedzieć, że nikt jej wcześniej nie przeleciał. ;)
    A na poważnie to z jednego smoka koniec końców powstały dwa, bo nie mogłam pogodzić dwóch sprzecznych charakterów. Zatem jeśli masz chęć na wątek spokojniejszy i poważniejszy - zapraszam do Erika. A jeśli masz chęć na coś szalonego i w ogóle pokręconego to Drake jest do usług (i chętnie wpadnie na obiad). ;)]

    Smok Drake & Smok Erik

    OdpowiedzUsuń
  27. (Dzień dobry! Owszem, debiutuje tu, ale mam cichutką nadzieję, że zabawię tu bardzo długo. Nawet nie wiesz jak się cieszę, że zaproponowałaś taki a nie inny wątek, szczerze przyznam że te lekkie mnie nudzą :D I jak mogłaby odmówić? No po prostu nie mogę! Tyle, może zamiast przypadkowej ofiary, wybiorą sobie kogoś bardziej... znajomego? Kogoś, kto podpadł albo Cashowi, albo Mary. Ona nie do końca zawiesiła swoje eksperymenty, po prostu jest bardziej ostrożna, zaczęła polować i wybierać sobie takie osoby, które mają dużo grzeszków na sumieniu. No ale z pomysłem trafiłaś w dziesiątkę. Zacznę nam, chyba, że chcesz dodać coś jeszcze? :D)

    Krwawa Mary

    OdpowiedzUsuń
  28. (Podsyłam rozpoczęcie. Założyłam, że znali się przed tym jak była w więzieniu, że właśnie poznali się na takiej zamkniętej imprezie i doszło do nich do czegoś więcej... kilkukrotnie. Jeśli masz jakieś zastrzeżenia, to mów śmiało, ale mam cichą nadzieję, że niczego nie popsułam!)

    Po odsiadce kilkuletniego wyroku w Golden Boughs Retirement Community aktywność Mary znacznie osłabła, dziewczyna była znacznie bardziej ostrożna, uważała na to co robi. Liczba jej wrogów jednak nie malała, a po zamachu na jej życie wciąż nie pozbyła się mężczyzny, który był za to odpowiedzialny. Dziś był dzień w którym miała wyrównać rachunki, a winny miał zapłacić wysoką cenę. Ubrana w czerwony płaszcz, pod którym miała małą czarną, przekroczyła próg klubu Puddin N'Pie, a jej czerwone, niebotycznie wysokie szpilki stukały o podłogę z charakterystycznym dźwiękiem, który jednak znacząco cichł w porównaniu do głośnej muzyki wypełniającej lokal. Ciemne tęczówki dziewczyny uważnie lustrowały otoczenie, z niewielkim zainteresowaniem obserwowała striptizerki i u boku jednej z nich przyuważyła mężczyznę, który ją interesował. Erick Johnson, jeden z doczesnych; mężczyzna zamieszany w brudne interesy, w tym handel narkotykami jak i żywym towarem. Pomijając to co zrobił właśnie jej, z pewnością zasługiwał za los, który miała mu zgotować czarownica. Uśmiechnęła się leniwie do własnych myśli, do tego co sobie wyobrażała. Jednocześnie jej tęczówki skierowały się na bar, skąd miała dobry widok na Irlandczyka. Właśnie tam dostrzegła postać mężczyzny, który był jej dobrze znany. Cash Paul Knowles, właściciel lokalu. Nie poznała go jednak w tym klubie, a na jednej z zamkniętej imprez dla ludzi ze ściśle określonymi upodobaniami. A tak się akurat składało, że upodobania Cash’a i Mary były wręcz identyczne, byli do siebie wyjątkowo podobni. Podeszła do niego od tyłu, opierając delikatnie brodę na jego karku.
    - Witaj, stary przyjacielu. Dużo masz dziś obowiązków? Pomyślałam, że mógłbyś pomóc mi w moich. Łączę je z przyjemnością. – mruknęła do jego ucha na tyle głośno by móc przebić się przez muzykę.
    Jej wargi musnęły lekko jego szyję, a ona zostawiła czerwień swojej szminki na jego karku. Usiadła zgrabnie naprzeciwko niego, na wysokim barowym krześle. Rozpięła płaszcz i założyła zgrabnie nogę na nogę.
    - Poproszę Krwawą Mary. – uśmiechnęła się czarująco do kelnera, a już po chwili miała swojego ulubionego drinka. Zaskakujące, że wymyślili go specjalnie na jej cześć. Uśmiechnęła się sama do siebie i ponownie przewróciła swoje czekoladowe tęczówki na mężczyznę.
    - Jak się miewasz, Cash? Było mi trochę przykro, że nie odwiedziłeś mnie w więzieniu. – przesunęła powoli językiem wzdłuż dolnej wargi, nie spuszczając z niego przenikliwego spojrzenia. – U mnie dużo się działo przez te kilka lat.. – mruknęła ciszej, jakby sama do siebie. Obróciła się na krześle i spojrzeniem wróciła do Ericka. Właśnie wsuwał banknot pomiędzy cienką bieliznę striptizerki. Oczy Mary uważnie śledziły każdy ruch mężczyzny. Cierpliwie wyczekiwała momentu w którym wyjdzie, a ona będzie mogła podążyć zaraz za nim.

    Krwawa Mary

    OdpowiedzUsuń
  29. [coz... moje biedne kaczatko chcesz wpakowac w klopoty? dooobra, biore. Moze byc zabawnie, gdy pod wieczor sie zmieni xD Tyle, ze zmienilabym tu jednak pore dnia bo zmiany trwaja od zachodu do wschodu slonca, zatem jak juz to podwozke dalabym wczesnym rankiem.
    Zatem brzmi zwariowanie ;> z kogos tu moga zrobic doslowne szaszlyki *smiech* (komu drob na obiad? ^_^)
    zatem chyba to ja tu zaczynam?]

    Fiona

    OdpowiedzUsuń
  30. [w ultraszybkim tempie odpowiadam... xd
    Hmm, pozbyć, albo może postraszyć. Ulubionym zajęciem Jagi jest znęcanie się nad Małgosią, za wepchnięcie jej pomarszczonego dupska do pieca, więc aby nam się wszystko kleiło, może Gosia znajdzie sobie jakiegoś "obrońcę", którego Jaga chciałaby się pozbyć, bo będzie jej przeszkadzał w zatruwaniu tamtej życia. A żeby było jeszcze ciekawiej, Jadze może chodzić o nastraszenie go, czy coś w ten deseń, a Cash źle zrozumie i go zatłucze, a potem wyjdzie z tego jakaś bardziej skomplikowana jazda, co ty na to? :D]

    Jaga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [A, zapomniałam dodać, CV obejrzane, kandydat przyjęty!]

      Usuń
  31. [bo blogger jest glodny to dlatego xD a ja i tak spr ze dwa razy czy kom sie "wgral" hehe
    o ile wczesniej przezyje szok xDD
    jak ja nie lubie zaczynec, no ale doobrze poswiece sie dla wyzszego dobra ;>]


    Wbrew pozorom lubiła latac. Mimo, ze tyle czasu uplynelo i w sercu zostala niewygojona do konca rana, to w sumie nie chciala sie zamienic na bycie normalna. Mimo ograniczen.
    Zmiany wplywaly na psychike ograniczajac kontakty do minimum, bo jakze by mogla wyjasnic osoba trzecim, ze nie moze dluzej siedziec w pracy czy tez wychodzic gdzies na wieczorki, bo gdy zapada noc jest czyms innym? To trudne a marzyly jej sie blizsze relacje. Randki czy seks to nie wszystko i nie jest to moze najistotniejsze dla innych, ale nie miala pod tym wzgledem "doswiadczenia" a bardzo chciala sie przekonac jak to jest. Niestety czula sie jak jakas zakonnica co doprowadzalo ja do frustracji i co gorsza... nie potrafila wstrzymywac przemian tak dlugo jak sie dalo. Nastepowaly one szybciej i bolesniej.
    - Fiona, za 5 minut koniec przerwy - uslyszala pukanie i kogos za drzwiami. - za moment wieczorne wiadomosci.
    - dzieki.
    Oderwała sie od okna wpatrujac w niebo. Moze nie powinna wracac i opuszczac rodzenstwa? Moze... - samotna lza opuscila kacik oka. Tam tez bylo dobrze - wisiec na niebosklonie i przez wieki wpatrywac sie w zmieniajacy sie krajobraz. Tyle, ze rodzila sie kolejna watpliwosc. Była tylko widzem i niczym wiecej.
    Przez glosnik uslyszala naglace wezwanie. O rany... Ide, ide juz... mruczala pod nosem zabierajac sie z socjala by po drodze zerknac na notaki i w studio zasiasc na krzesle przybierajac usmiechniety wyraz twarzy, ktory utrzymywala przez cala pogode a potem rodosnie go "zdjela.
    Spojrzała na zegarek. Ajc... robilo sie poznoa jej juz swedziala skora od wzrastajacego mrowienia.
    Czas sie spieszyc. Narzucila na siebie szybko plaszcz, zgarnela torebke i szybko opuscila budynek udajac sie na parking. Samochodem szybko z niego wyjechala i w miare politycznie wolno udala sie w strone lasow polozonych poza miastem. Nachodzace czerwone plamy zaczely nachodzic na siebie podczas jazdy utrudniajac ja, ale jakos zdazyla wyjechac i zatrzymac sie na oddalonym parkingu na bezludziu.
    Upewnila sie jeszcze czy jest "bezpieczna", by moc sie zmienic. W sumie prawie zawsze wymuszalo sie samo. I bolalo koszmarnie. Otrzasnela sie z ubran aby dziobem je wrzucic na siedzenie i przytrzasnac drzwi. Chwile trwalo nim mrowienie ustalo, ale potem nim o tym pomyslala byla juz w locie.
    Cudowne uczucie wiatru w lotkach sprawialo, ze az sie chcialo zostac tak na zawsze, ale nie wymawiala tego na glos bo jeszcze by ktos uslyszal a magii to miala juz po dziurki w nosie na cale nie-zycie.
    Pol nocy minelo nim w koncu wyladowala przy najblizeszej rzece i osuszyła pragnienie. Baa nawet zrobila toalete, zjadla a potem zaczela sie zbierac do powrotu. Przy samochodzie wyladowala przed czasem siadajac na masce i czekala az noc ustapi. Musiała przysnac bo obudzilo ja przenikajce, nagie cialo, zimno.
    Brrr ... Ciepelko, ciepelko - myslala gramolac sie do wnetrza i ubierajac sie pospiesznie. Chciala odjechac, ale silnik nie odpalil. Przypomniala sobie, po czasie ze nie kupila wczesniej benzyny. Cholera no... Nie bardzo wiedziala gdzie byla. Az chciala sobie grzmotnac dlonia w czolo. Fiona ty to masz glowe no. Chcac nie chcac musiala poszukac gdzies skads pomocy, dlatego tez wyszla na ulice zamykajac auto na klucz i wypatrywala. Dlugo, bo chyba byla malo uczeszczana. Byla juz zdenerowana i wytracona z rownowagi, gdy postanowila w koncu przejsc sie ulica i zlapac stopa - przynajmniej miala nadzieje kogos zlapac.

    Fiona

    OdpowiedzUsuń
  32. [dżem dobry. dziękuję za powitanie.
    a tam, od razu szkoda. Miało być ciężko, a ja lubię się znęcać nad swoimi postaciami xD podejrzewam, że zjeść mięsko nadal chce, w końcu dzika bestia nie wychodzi z człowieka ot ta, za sprawą jednego zaklęcia. No i cierpię na nadmiar weny, który usiłuję spożytkować, więc biorę wszystkie wątki i mniejsze i większe i usiłuję nie powyrywać sobie włosów z głowy czekając na odpowiedzi xD więc jeśli zgarnę jeszcze wątek z Tobą to będzie bardzo miło i w ogóle obsypię żelkami, dolarami i czekoladowymi euro w złotku.]

    Mor.

    OdpowiedzUsuń
  33. [O, hej!
    Również się cieszę, że spotykam kogoś znajomego :D. A jeszcze bardziej, że takie wydanie Śnieżki przypadło do gustu. Mam jedynie nadzieję, że uda mi się ją taką utrzymać.
    A z zaproszenia skorzystam bardzo chętnie! Masz na myśli coś konkretnego, pisząc o tych społeczno-administracyjnych sprawach, czy robimy burzę mózgów :) ]

    Snow White

    OdpowiedzUsuń
  34. [Mogę zacząć, tylko tak rozmyślam w jaki sposób ma dojść do tego zapytania o blizny, Cash wiedziałby o niej, że się zna czy raczej przez przypadek ma wyjść temat w stylu "-A ja lubię rozwiązywać krzyżówki i leczyć blizny za pomocą ziół i zaklęć. -O, a wyleczysz moje?" xD

    Jaga

    OdpowiedzUsuń
  35. — Możliwe. Czasem i tak się zdarza, że człowiek innego obraza – powiedział mimowolnie Ivan. Niby nie wyczuł żadnej obrazy majestatu, ale mógł się mylić. Niby chodził już lat przeszło ponad dwieście po tym padole, obcował z ludźmi dłużej lub krócej, dysponował większą wiedzą niż oni, ale jednak wciąż nie do końca ich rozumiał. Nie do końca wyłapywał wszystkie ich emocje. Chociaż i tak czuł się na wygranej pozycji w stosunku do pierzastych kuzynków. Tamci to dopiero byli oderwani od rzeczywistości, aż czasem miło było popatrzeć jacy są nieporadni.
    — Przypomnę tylko, że ten niecierpliwiec chodzi nieco dłużej po tym świecie i nie przychodziłby, gdyby nie wiedział, że właściciel PnP jest, dość…ekscentrycznym człowiekiem – powiedział z tajemniczym uśmieszkiem. Przecież był diabłem, był na wygranej pozycji. Wystarczył jeden telefon na niebieską linię i tyle. Rzadko kiedy rozmawiał z Bogdanem, częściej robił to pijany Lucyfer, no ale Ivan może się poświęcić i raz zadzwonić do Boga.
    Zwonariew zauważył wszystko. To jak Cash spogląda na zegarek. Każdy jego gest.
    — Jestem wbrew pozorom cierpliwy – powiedział. Mógł śmiało powiedzieć, że była to taka półprawda. Bo cierpliwością w zasadzie nie grzeszył, ale kiedy sytuacja wymagała to potrafił czekać na rezultat godzinami, a nawet i tygodniami.
    Spojrzał na zdjęcia i pokiwał głową. Może Łubianki to w żadnym calu nie przypominało. Właściwie to wydawało się Ivanowi, że człowieka zdecydowanie bardziej przeraza to czego nie widzi. Czego nie może dostrzec. Gestapo na Szucha z tego co słyszał i pamiętał miało taką niewielką gablotkę w celach przesłuchań, gdzie to trzymali sprzęt do kaźni. To potrafiło przerazić, te wszystkie pałki. Ale zdecydowanie bardziej potrafiła przerazić finezja przesłuchujących. Nie tylko bezmyślne bicie.
    — Za przespanie się podziękuję – powiedział zupełnie poważnie. Niby nie można było diabła zabić, ale nie ufał im. No i szczerze powiedziawszy…nie chciał w razie czegoś przez swoją głupotę paść ofiarą czyjegoś debilnego pomysłu. Albo i zachcianek. – Ale z wielką chęcią pooglądam, albo pozwiedzam – powiedział już nieco mniej sceptycznie. Tak, z wielką przyjemnością pozwiedza i zobaczy co ma ciekawego. Może nawet i czegoś się nauczy? Albo znajdzie nowe zastosowanie dla jakiegoś sprzętu?
    — Nic z tych rzeczy. Gdybym chciał was sprzedać, to już dawno bym to zrobił – powiedział. – A takie hangary mnie nie rajcują. Szczerze powiedziawszy to tylko czekam na kolejną wojnę. Na utworzenie się nowego państwa totalitarnego, albo autorytarnego i pojawię się tam na kilka lat – wyjaśnił. – Wtedy będę mieć tam istny plac zabaw o powierzchni tysięcy kilometrów kwadratowych. No i w pewnym sensie będę LEGALNIE dawać upust swoim… jak to ładnie określiłeś…zainteresowaniom – wyjawił zupełnie spokojnie. W jego głosie nie rozbrzmiewały żadne emocje. Zupełnie tak jakby Ivan był maszyną, która wyłączyła program o nazwie „emocjonalność”.
    Skręcił we wskazaną przez Casha uliczkę.
    Uśmiechnął się niemrawo. Cash jeszcze nie zdążył usłyszeć jak to Ivan narzeka. Ale jak tak, naprawdę narzeka.
    — Jedyna choroba zakaźna jaką znam, to Życie, które jest przenoszone drogą płciową i w zasadzie to prowadzi do śmierci – mruknął.
    Zaparkował. Zgasił silnik i otworzył drzwi. Wszedł z samochodu, poczekał aż zrobi to jego towarzysz, po czym zamknął samochód i przy okazji zapalił też papierosa.
    — Jaki plan? – zapytał. – Powie wszystko, czy może kobietka charakterna, która lubi pograć swojemu szefowi na nerwach? – on osobiście wolałby pierwszą opcję. Nie chciał odsłaniać wszystkich swoich kart, już przy pierwszym „zadaniu”. Nie o to chodziło w tej całej zabawie.
    — Swoją drogą… - zaczął wydmuchując dym z papierosa. – Jak to jest, kiedy oskarżają cię o coś. Jak mówią, że jesteś pomiotem diabła i kiedy twoja narzeczona cię wydaje? A ty wiesz, że ci ludzie tylko tak mówią, bo nie znają innego wyjaśnienia i tak jest dla nich wygodniej? – zapytał z szerokim uśmiechem. Ciekawiło go to niesamowicie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wreszcie dotarli do celu. Ivan zdążył wypalić do końca papierosa. Cisnął niedopałek na chodnik, po czym przydeptał go. Przeszedł jako pierwszy przez oszklone drzwi prowadzące do środka. Spojrzał na Knowlesa i oczekiwał co też on teraz zrobi. Ludzie intrygowali go, a on w szczególności wydawał się być ciekawą personą. Znaczy się…z pewnością był, o tym świadczył jego życiorys, „bajeczka” z której pochodził.
      Zwonariew zastanawiał się, czy Cash zechce się go pozbyć w jakiś sposób. Na przykład „zabije” w apartamencie, albo w windzie. Byłoby to bardzo głupie ze strony Casha, bo diabły potrafią się mścić, a ten polsko-radziecki relikt w szczególności.

      Ivan, który myslał, że napisał więcej

      Usuń
  36. Diabeł uśmiechnął się pod nosem, kiedy Knowles puścił nagranie. Spodziewał się tego po takim człowieku jakim był Cash. On sam postąpiłby pewnie tak samo, w razie gdyby coś poszłoby nie po jego myśli, to wtedy odtworzyłby nagranie i mógłby ewentualnie zaszantażować. Tylko po co? Po co miałby szantażować kogokolwiek, jakimkolwiek nagraniem? Był diabłem, cholernym diabłem, który dba o swoje interesy. Znał dużo lepsze metody niż szantaż nagraniem.
    Co jednak nie oznacza, że nie pochwalał zachowania Casha.
    Gdyby wciąż był w NKWD albo GRU, to poklepałby tego człowieka po ramieniu i powiedziałby niemalże z ojcowską dumą: Dobrze, bardzo dobrze. Szybko się uczycie, a to ważne w tej robocie.
    — Oczywiście. Gdybym powiedział, że jestem cierpliwy, to raczej szybko bym tego nie załatwił, prawda? – zapytał retorycznie. – A i wy nie chcielibyście współpracować…
    Czasem należało kłamać. Kłamstwo było dobre, nawet i bardzo dobre. Kim byłby biznesmen, który mówi, że nie wie czy jego biznes odniesie sukces, albo polityk, który na wiecu mówi, że w sumie to nie wie czy ta reforma coś zmieni a rządy jego partii poprawia sytuację.
    Może i jak na diabła był gadatliwy, ale prawda była taka, że ludzie mówiący sporo budzili zaufanie. Jeszcze kiedy posiłkowali się najnowszymi badaniami, albo w jakikolwiek sposób odwoływali się do ludzkich uczuć. Kim byłby Hitler gdyby nie potrafił mówić? Nie dość, że nie byłby malarzem, to nie byłby też przywódcą Trzeciej Rzeszy. A Lenin? Człowiek, który z diabelską pomocą rozpętał rewolucję? Czy gdyby nie fakt, że dobrze mówił, diabelskie wsparcie byłoby w jakikolwiek sposób przydatne? Pewnie nie.
    Sytuacja polityczna zmieniała się jak w kalejdoskopie. Ivan i jemu podobni doskonale wiedzieli gdzie uderzyć, gdzie coś strącić aby cała misterna budowla o nazwie „światowy pokój” runęła niczym lichy domek z kart. Jednak jeszcze nie był to czas na kolejny wielki konflikt. Należało jeszcze trochę poczekać na kolejny konflikt światowy, który pochłonie tysiące…nie! Miliony istnień! Miliony dusz, które powędrują do piekła!
    Wtedy po prostu ją uderz
    Ivan uśmiechnął się. Nie musiał dwa razy powtarzać. Czym było uderzenie kobiety dla diabła? Czym było uderzenie kogokolwiek dla byłego oficera politycznego jednego z najbardziej zbrodniczych reżimów? Zwonariew miał więcej osób na sumieniu niż Cash zjadł. A szczerze powiedziawszy nie wiedział diabeł ilu ludzi zjadł Cash. Przypuszczał, że więcej niż tysiąc to nie było.
    Właściwie to przy tysięcznej osobie przestałem liczyć… Właściwie to ja nigdy nie prowadziłem żadnego kajeciku ze statystykami - pomyślał. Jednego był pewny, było tego sporo.
    — Ciekawe porównanie – powiedział cicho. Przygryzł wargę i pokiwał głową.
    Nie spodziewał się jakiejś szczególnej wylewności, ale myślał że Knowles powie coś więcej. Takie trochę rozczarowanie spotkało diabła. No ale może kiedyś, przy wódce, albo i piwie będzie bardziej rozmowny? Samogon Lucyfera dla niewprawionych potrafił być bardzo mocnym alkoholem i niekiedy kilka kieliszków wystarczało aby kogoś upić.
    Pokiwał głową. No tak, myśli. Ale o czym taki człowiek myśli? Na Łubiance czasem, kiedy miał chęci i czas to odczytywał myśli więźniów. Żaden nie myślał jak uciekać, albo nie przypominał sobie najpiękniejszych chwil ze swojego życia. Zastanawiali się, jak długo będą ich przesłuchiwać zanim rozstrzelają, albo czy tym razem użyją metalowej pałki zamiast tej rumowej. Czy wyrwą paznokcie, czy będą dawkować prąd? Myśleli o rodzinie, najbliższych. Co się z nimi stanie, czy oni wylądują w GUŁAGu? A może lepiej się przyznać i liczyć na to, że trafi się do GUŁAGU i wyjdzie po piętnastu albo i dziesięciu latach. Ivan nie nazwałby tego ucieczką.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. — Nic nie czuję. Przyzwyczaiłem się. Robota jak robota – odpowiedział zupełnie szczerze. Miał poczucie swoistej nietykalności. Myślał, że szeryf nic mu nie zrobi, bo jeśli zajdzie taka potrzeba to pojawi się w piekle, albo i na drugim końcu półkuli, gdzie szeryf nic mu nie zrobi. Poza tym…ciężko było nie czuć od diabła zapachu siarki, i krwi…czy też i takiego dziwnego zapachu, którego nie można było w żaden sposób określić. Był to zapach potępionych dusz.
      No i oczywiście Ivan śmierdział papierosami. Ale drogimi papierosami!
      Rozejrzał się po korytarzu. Był to taki Ivanowy nawyk, że rozglądał się pobieżnie po okolicy. Czasem należało za kimś pogonić, czasem samemu należało spadać. A niekiedy pojawiały się pierzaste istoty, które były z innej rzeczywistości i były właściwie obce. Anioły były w mniemaniu Ivana dziwne, nieprzystosowane do życia wśród ludzi. Może to nawet i lepiej, że są na górze i rzadko kiedy schodzą.
      Nie spodziewał się, że kobieta usłyszy jak otwierają drzwi. Wątpił też w to, że słyszała ich kiedy byli na korytarzu. Szli cicho, nic nie mówili, Cash też względnie cicho wyciągnął klucze. Nie było bata żeby usłyszała.
      Spojrzał na syrenę. Wzrok Ivana był zimny i badawczy. Jednak nie skupiał się na ciele kobiety, nie skupiał się na jej skąpym stroju. Bardziej zainteresowało go pomieszczenie.
      Burżuj…Nowobogacki styl - przemknęło mu przez myśl.
      Wszystko urządzone ze smakiem i stylem. Gdzie nowoczesność przeplatała się z antykiem. Jedyne co drażniło Ivana to ten jasny kolor ścian. Nie przepadał za jasnymi kolorami, chyba jak większość diabłów najlepiej czuł się mając w okolicy ciemne barwy.
      Zwonariew nie siadał, stał w tym salonie i między palcami raz po raz pojawiała się zapalniczka. Po chwili wyciągnął papierosa i zapalił jednego, nikogo nie częstując. Dym papierosowy uniósł się po pokoju. Ivan przeszedł kilka kroków w kierunku okna i spojrzał w dół. Nie zakręciło mu się w głowie, ani nic. Czuł się…normalnie.
      Uśmiechnął się pod nosem słysząc słowa syrenki.
      Był diabłem, był mordercom i prawdopodobnie jednym z najgorszych zwyrodnialców. Ale swojej żony by nie zdradził.
      — Ale to nie zdrada – powiedział dobrotliwie Ivan. Włożył papierosa do ust i zaciągnął się. Podchodząc do siedzącej kobiety wypuścił dym. – Po prostu pomożesz nam w pewnej sprawie. No a…wydaje mi się, że znasz swojego szefa na tyle dobrze, że wiesz czego możesz się po nim spodziewać – kontynuował. Przeniósł spojrzenie na Casha.
      Kobieta przytaknęła nie wiedząc za bardzo do czego mężczyzna zmierza.
      — Powiem tak…facet o długim nazwisku, które po przetłumaczeniu na nasze brzmi „L4” – przerwał zaciągając się raz jeszcze papierosem. – Zaginął w trakcie akcji. Wiemy, że właściwie to byłaś ostatnią osobą, która miała z nim jakikolwiek kontakt – uśmiechnął się delikatnie, po czym dmuchnął jej w twarz.

      Usuń
    2. — Nie wiem gdzie on jest. To tylko klient – powiedziała, jednak Ivan jakoś jej nie wierzył.
      W jednej chwili zgasił papierosa na jej skórze. Miejsce nie było przypadkowe, bo przygasił peta na jej szyi. Diabeł nie uśmiechał się. Nie wyglądał jak dobrotliwy facet w średnim wieku. Jego twarz nie zdradzała żadnych emocji, tylko profesjonalizm. Odcięcie się od wszystkiego.
      Wiedział, że kobieta ma takie zboczenie. Zrobił to tylko i wyłącznie dlatego aby pokazać, że prawdopodobnie po kilkunastu minutach spędzonych z nim na „rozmowie”, kobieta zmieni swoje erotyczne upodobania.
      — A ja myślę sobie, że ty słońce doskonale wiesz, gdzie on jest – o ile było to możliwe, to w ustach Ivana słowo „słońce” zabrzmiało niczym najgorsza obelga. – Powiem ci tak, nie powiesz po dobroci, to sam z ciebie to wyduszę. Masz wybór – wzruszył ramionami. – Nie wszyscy mają tyle szczęścia co ty.
      — Powiedzmy, że wiem gdzie on jest. Co z tego dostanę? – Ivan zauważył jak kobieta delikatnie rozchyla jedną nogę. Zupełnie jakby myślała, że diabeł ją przeleci i zaspokoi jej chuć.
      — Źle. Źle. Źle – powiedział i pokiwał głową. – Źle formułujecie pytania. Pytanie powinno brzmieć: Czego nie dostaniesz - poprawił. – Nie dostaniesz kalectwa oraz innego ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Z pewnością też nie dostaniesz jakiegokolwiek powodu aby zacząć się bać o własne życie. No i… - Zwonariew w zupełności ignorował kusicielskie pozy kobiety. – I ciągle będziesz żwawa, rybko.
      Ivan widział jak kobieta spogląda na Knowlesa. Jak później utkwiła wzrok w jednym z obrazów i po chwili zwiesiła głowę.
      — Mówił, że musi zniknąć. Wspominał coś, że na chwilę musi wyjechać – Zwonariew ciągle słuchając kobiety podszedł do obrazu, który ściągnął i obejrzał na wszystkie strony. Coś musiało w nim być, skoro kobieta spojrzała na niego.
      Zobaczył niewielki kawałek kartki przylepiony do rogu ramy. Ostrożnie odkleił to i spojrzał na litery. Nie było to żadne znane mu słowo. Nie był to żaden znany mu adres. Wyglądało to jakby ktoś zapisał kilka wybranych liter i przykleił.
      — Skończyliśmy Cash – powiedział chowając kartkę do kieszeni. Obraz oparł o ścianę i spojrzał obojętnym wzrokiem na kobietę, o bardzo pięknych kształtach. – Mamy to czego chcieliśmy – dodał po chwili.
      Lata pracy w NKWD nauczyły go kilku rzeczy. Włącznie z tym, że wiedział gdzie szukać rzeczy w cudzym mieszkaniu. No i jak należy odczytywać niektóre zapiski.


      [Mam nadzieję, ze nie zanudziłem tym odpisem ;)]

      Ivan

      Usuń
    3. [Ps. Jako iż mam słaby zapłon to dotarło do mnie jaki idiotyczny zrobiłem skrót myślowy w odpisie. Miało być że "swojej żony z prostytutką by nie zdradził" (bo właściwie to seks za pieniądze jakoś Ivana nie kręci).
      Jestem idiotą, który nie sprawdził co napisał. Wybacz mi...]

      Usuń
  37. [Ciiii, mój nieogar jest zaraźliwy i dopadł również Ciebie. <3
    Nimcia od a do zet jest dość dziwna. Pomijając jej zapał do ogrodnictwa to z takich ciekawszych bardziej Cashowych dziwactw... ma pewne zapędy do bycia Jigsawem i chyba jest mizoginką, bo (kanonicznie!) parę damulek doprowadziła do samobójstwa. A w czym mógłby jej Cash się przysłużyć... Hmm, najpewniej w dorwaniu kogoś kto jej jakoś podpadł, albo w udostępnieniu jej jakiegoś obiektu (żywego) do zaklęcia lub rytuału. Mógłby też skorzystać z jej usług jeśli z jakiegoś powodu potrzebowałby nielegalnej wiedźmy.
    Można też wykorzystać jeszcze co innego... Nimcia w legendach arturiańskich trochę między wierszami jest przestawiana jako Śmierć. Nawet na sam koniec jak pojawiają się cztery wielkie królowe, Nimue zajmuje wśród nich miejsce śmierci. Do tego jest w pewnych kwestiach dość podobna do Casha - choćby w tym, że za nic w świecie nie chciała dać się zmienić, ani komukolwiek podporządkować, że nagminnie wykorzystywała charyzmę i urok i że uważała sporo ludzi za głupich i naiwnych. Jeśli nie masz tego elementu historii obmyślonego to nawet ona mogła Cashowi pomóc w odzyskaniu wolności jeszcze w świecie baśni. Bo jej się spodobał w swoim uporze i byciu tym kim jest. No i bo mógłby się kiedyś przydać.
    Albo jeszcze korci mnie coś w hannibalowym stylu, bo ubóstwiam książki Harrisa, zwłaszcza "Czerwonego Smoka" (swego czasu prowadziłam nawet Clarice). Może ich wrzucić w jakąś kryminalną sprawę? Na przykład serii dziwnych morderstw, które zagrażają bezpieczeństwu interesów Casha i Nimci... i warto by było się nimi zająć i wspólnie rozwikłać?]

    - Nimcia

    OdpowiedzUsuń
  38. Że tak powiem.
    Dziękuję za powitanie! I ta drama brzmi kusząco, tylko jak ją zrobić, żeby nikt nie trafił do worka na zwłoki :D]

    Harley Fletcher

    OdpowiedzUsuń
  39. [Myślę, że aż tak hardcorowo skrzywdzić jej nie chcę :D Można to rozegrac inaczej. Mogą mieć wspólnego wroga, ewentualnie Chelsey mogłaby wiedzieć coś, co pomogłoby w odnalezieniu kogoś istotnego dla Twojego pana i w zamian za parę pomocnych słów, on sprzątnąłby kogoś kto nagminnie uprzykrza życie Lorens.]

    Chelsey

    OdpowiedzUsuń
  40. [Powracam po przemyśleniach i konsultacjach społecznych :D To tak - Harley nie przyszedłby do Casha właściwie w żadnym celu, ani dać mu w mordę, ani pytać o cashowe poczynania. Ale najlepsza jedna trzecia Fletcherów podsunęła pomysł, który oparty jest mniej więcej na zasadzie "nie przyszła góra do Mahometa, Mahomet musi przyjść do góry". Mianowicie, możemy zrobić tak, że utrzymujemy ten motyw z dziwnymi przesyłkami, prezentami i innymi niespodziankami, których pomysłodawcą nie jest tym razem Cash, ale wszyscy zainteresowani (w liczbie dwóch) mają przekonanie graniczące z pewnością, że to właśnie on je przysyła/podrzuca. Cash tymczasem ma przemiłe spotkanie z jakimś konkurencyjnym złolem (w końcu w Fable ich nie brakuje :D), co kończy się SORem u Frankensteina. I w ten sposób panowie się spotykają. Nikt nikomu się do gardła nie rzuca, ale temat mimowolnie wypływa. No i tu zaczyna się robić interesująco :D Co Ty na to?]

    Harley Fletcher

    OdpowiedzUsuń
  41. (Hej, to ja. Niestety. Wciąż pamiętam i wciąż nie mogę się zabrać za ogarnięcie samej historii, dlatego przychodzę z czystą kartą, jakbym tym nieszczęsnym Noahem serio był, bo tak, bo mogę. Formalnie to w P&Pie mieliśmy się znaleźć, gdyby to jednak Doczesny nie wyszedł, noo ale dobra, jednak skończyliśmy właśnie tak. Może na sam (super) początek (bardzo super) opowiesz mi o ewentualnym zainteresowaniu $$$ dalszym zabijaniem/zjadaniem osób (moim zdaniem fajne hobby, a ja kłamałem, skoro jednak baśń przeczytałem i żałuję że nie zrobiłem tego wcześnie), how about that)

    —noah

    OdpowiedzUsuń
  42. [Przyznam, że była pewną inspiracją w tworzeniu postaci i jak fajnie, że ktoś to zauważył! :D
    Na siebie... to brzmi bardzo intrygująco. I w sumie od tego mogłybyśmy zacząć! Tylko nie wiem do czego mogłaby prowadzić nienawiść na początku relacji :D Tak sobie myślę, że może Cash przeszkodziłby jej w jakimś zleceniu i szukałaby sposobu zemsty? To mógłby być początek ich burzliwej znajomości. Co Ty na to? (:]

    Syanna

    OdpowiedzUsuń
  43. [Witam i dziękuję za powitanie. ;)
    Cytując klasyka - Don't fear the Reaper.
    Również życzę miłej zabawy!]

    Śmierć

    OdpowiedzUsuń
  44. Czy wiedział, że Cash się tutaj nudzi? Możliwe. Czy cokolwiek go to obchodziło? Tyle co zeszłoroczny śnieg, albo bilans podatkowy sprzed stu lat. Może Ivan traktował Knowlesa, trochę jako takie ciche wsparcie, z którego nie zamierzał dzisiaj mimo wszystko korzystać. Znaczy się może i zamierzał, ale nie teraz. Gdzieś tam w głębi diabeł miał obawy, że właściciel PnP, raczej potraktuje pobłażliwie kobietę.
    On też nie pokazywał na co go stać. Na co TAK NAPRAWDĘ go stać. Bo jeśli ktokolwiek myślał, że to było wszystko i nagle pojawią się jakieś fajerwerki, to grubo się mylił. Ivan, był inteligentny…a przynajmniej starał się za takiego uchodzić; wiedział że nie wszystko można osiągnąć poprzez przemoc. Czasem należało porozmawiać, pomówić, podejść w jakiś sposób. Nie zawsze na takich krwawych przesłuchaniach mówili.
    Słysząc to co mówi Konowles, Ivan pokiwał głową. Jak…jak można było traktować w taki sposób zwykłą dziwkę? Osobę, która puszczała się za pieniądze. Niemałe, ale jednak. Tego do tej pory nie potrafił zrozumieć w ludziach, puszczanie się za pieniądze. Chociaż niby prostytucja to wymysł demona (Asmodeusza dokładniej), to Zwonariew jako diabeł z krwi i kości nie ogarniał tego. Zabawne, nieprawdaż?
    W windzie spojrzał na kartkę, którą przystawił do gładkiej i odbijającej powierzchni ścian windy. Lekko przygryzł wargę, kiedy okazało się, że to jednak nie jest to o czym myślał. Jednak nie było to lustrzane odbicie.
    — Mówiłem przecież że nie mogę patrzeć na bitego człowieka – mruknął na odczepkę, równocześnie oglądał kartkę pod każdym możliwym kątem. Przesuwał palcami po krawędziach, lekko dotykał nieco nierównego pisma oraz przestrzeni nad oraz pod pismem. Nic, kartka czysta, żadnych odcisków, żadnej pomocy.
    Chujnia z grzybnią
    — Myślę, że tak łatwo się mnie nie pozbędziesz – dodał, marszcząc przy tym nieco brwi. Wzrok ciągle miał wlepiony w kartkę, jednak kiedy drzwi windy się otworzyły schował kartkę z powrotem do kieszeni. Chyba nawet i coś go olśniło. Ale mógł się mylić.
    Ivan idąc za przykładem Casha odpalił kolejnego papierosa. Ten diabeł naprawdę palił jak smok! Gorzej. Jak koksownia, albo cokolwiek innego. Pewnie wytwarzał więcej smogu w dzień niż przeciętny palacz w tydzień.
    — Powiedzmy, że coś znalazłem – oznajmił wymijająco. Ruszył w kierunku, gdzie zostawili samochód. Nie oglądał się za Knowlesem, mogło go nawet i coś przejechać, byłoby szkoda…tego samochodu. Ale blachę zawsze można wyklepać przecież. Gorzej z kierowcą, który pewnie bardzo by się zdziwił, że facet jest tylko trochę potłuczony i jest gotów mu wpierdolić.
    Zwonariew wsiadł do samochodu i zapalił wewnętrzne lampki. Sięgnął do schowka po niewielki notesik z długopisem. Zatyczkę od niego chwycił między palce lewej ręki, otworzył notesik i wypisał po kolei wszystkie litery łacińskiego alfabetu, a pod nimi przyporządkował liczby. Każda liczba była literą alfabetu. Kartkę położył przed siebie i przepisał niżej cały zapis.
    Pod to podłożył liczby.
    Uzyskany wynik „wklepał” w telefon w wyszukiwarkę GPS.
    Uśmiechnął się niemrawo.
    — Mam cię suko! – powiedział po polsku i aż potarł ręce zadowolony. – Mam adres – powiedział do Knowlesa. – A właściwie to okolicę – zaraz się zreflektował. – Wsiadaj i nie pierdol.
    Papierosa rzucił na parking, notes zamknął i schował wraz z długopisem do schowka. To co zrobił było tak idiotycznym pomysłem, że aż musiał sprawdzić tą teorię, bo przecież gdyby był tutaj Lucyfer to powiedziałby, żeby sprawdził, bo po prostu jest to takie głupie, że może być prawdziwe. Jego kuzynek miałby wtedy rację.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poczekał na to aż Cash wsiądzie i zapnie pasy. Sam zamknął drzwi i ruszył przed siebie. Ściszył nieznacznie radio, które nie tyle co go irytowało ile, nie pasował mu repertuar. No i też przypuszczał, że albo Knowles o coś zapyta, albo on zaraz opowie wspólnikowi o co chodzi i jak do tego doszedł.
      — Kartka miała współrzędne geograficzne. I w tym miejscu albo znajdziemy kogoś, kto będzie cokolwiek wiedział, albo kolejną wskazówkę – powiedział krótko, później będzie tłumaczyć jak do tego wszystkiego doszedł. Zatrzymał samochód na światłach. – Stawiam na to pierwsze. Wyczuwam przednią zabawę – mówiąc to prawy kącik ust nieznacznie drgnął w uśmiechu.
      Czy cokolwiek przeczuwał? Może i to głupio zabrzmi, ale tak. Przeczuwał, że nie pójdzie tutaj tak łatwo, jak przy Adelli, chociaż w jej przypadku nie zaczynał swojej „zabawy”, był miły, nawet bardzo. Tutaj przypuszczał, że może sobie nieco pofolgować i darować wszelakie uprzejmości. A jeśli to jeszcze okaże się być baśniowiec, to zabawa będzie jeszcze ciekawsza i dłuższa, bo bajkowe postaci ciężej jest zabić.
      — Powiedz mi, czy w razie gdyby coś, to szybko biegasz? – zapytał zupełnie szczerze. On mógł w razie gdyby coś biec, ale okropnie tego nie lubił. Czasem jednak należało.
      Chociaż po co, skoro mógł strzelić w kolano, później w drugie i delikwent daleko już nie ucieknie. No i zawsze była to jakaś forma zadawania bólu. Czasem Ivan zastanawiał się, co myśli sobie o nim Cash. Co taki człowiek jak on mógł myśleć o „zwykłym” biznesmenie?
      Zwonariew po niecałym kwadransie jazdy dotarł na przedmieścia Nowego Jorku. Zatrzymał się przy pustostanach. Spojrzał na GPS’a w telefonie i pokiwał głową. To tutaj. To gdzieś tutaj.
      — Chujowa okolica – mruknął wysiadając. Rozpiął swoją kurtkę, poprawił nieco włosy, które nieco opadły mu na czoło. Pociągnął nieco nosem, spojrzał po raz ostatni na ekran telefonu po czym ruszył w kierunku jednego z pustostanów, który najmniej przypominał ruderę. Budynek przywodził na myśl Ivanowi, taki domek w Berlinie…po nalotach dywanowych, ale przed tym jak Rosjanie weszli do miasta.
      Pewnie większość osób wyciągnęłaby broń. Ciemno, cicho (nie licząc jakiegoś pomiałkiwania oraz poszczekiwania), podejrzana okolica. A oni tylko we dwóch. No cóż…Ivan był diabłem, teoretycznie nie znał strachu.
      Zatrzymał się przed drzwiami zwisającymi na jednym zawiasie. Zwonariw zatrzymał się przed nimi i uklęknął spoglądając mniej więcej na wysokość kostek i powoli włożył rękę w szczelinę pomiędzy drzwiami a ścianą. Powoli, ostrożnie jakby od tego miało zależeć ich życie zaczął opuszczać dłoń, do momentu, kiedy nie dotknął podłoża. Żadnej żyłki, żadnego potykacza ani nic w tym stylu.
      Może był przewrażliwiony?
      — Czysto – szepnął niezwykle cicho. Podniósł się z klęczek i ostrożnie otworzył drzwi. Wszedł jako pierwszy i już od przekroczenia progu, poczuł się cholernie dziwnie. Do jego nozdrzy dobiegł jakiś…dziwny zapach. Ale nie był to smród rozkładających się zwłok. To w ogóle nie był zapach jakby coś gniło. Nie była to też stęchlizna.
      To było coś dziwnego, coś czego Ivan nie potrafił określić. Słodki, jednocześnie nieprzyjemnie drażniący nozdrza i powodujący odruch wymiotny. Niby pachniało nieznacznie alkoholem, ale takim jakimś…dziwnym, jakby sztucznie uzyskanym zapachem, który przypominał połącznie mięty z cynamonem.
      — Jak tutaj jebie – powiedział równocześnie przyłożył do nosa rękaw kurtki, aby chociaż trochę załagodzić ten nieprzyjemny w mniemaniu diabła zapach.
      Rozejrzał się po pomieszczeniu pogrążonym w półmroku, gdzie jednak było doskonale widać to jak farba odchodzi wraz z tynkiem i obnaża w ten sposób ściany. Ściany z palonej cegły, stare budownictwo, które się sypie. To nic przyjemnego, przypomina to o tym, że coś…że wszystko przemija.

      Usuń
    2. Przystanął.
      Usłyszał szmer.
      Wyszarpnął zza paska pistolet i od razu go przeładował. Przeszedł w lewo, w kierunku skąd mu się wydawało dobiegł szmer. Pewnie gdyby były drzwi prowadzące do pomieszczenia, które kiedyś służyło pewnie za salon, to Ivan wyważyłby je jednym wprawnym kopniakiem, ale musiał zrezygnować z takiego wejścia smoka.
      Zamiast tego normalnie wkroczył do pomieszczenia i spojrzał w kierunku przestraszonego człowieczka w średnim wieku, który opierał się o ścianę. Uśmiechnął się nieznacznie, oto i pan uciekinier, który no cóż…próbował uciec przez pobliskie okno.
      Diabeł wycelował w kolano pana „L4”, mężczyzna jęknął z bólu i osunął się na podłogę.
      — To nie było mądre – powiedział na tyle głośno żeby usłyszał, po czym uderzył niedoszłego uciekiniera w głowę tak, aby ten stracił przytomność. – Pakujemy go do bagażnika i zawozimy do ciebie. Myślę, że mamy na kim wypróbować twoje zabaweczki – mówiąc to cmoknął w kierunku Casha.

      [To teraz możemy bawić sie w psycholi BUŁAHAHAHAHAHA! xDDD]

      Ivan

      Usuń
  45. [Ano, to prawda! Tak, pora zacząć rozróbę i jeśli jesteś chętna to zacznij! <3]


    Mary

    OdpowiedzUsuń
  46. [Witam i przepraszam, że odpisuję dopiero teraz, ale pośpieszyłem się z powrotem na bloga i nie wyszło. :)
    Jeśli szlachetna propozycja wsparcia nauki jest nadal aktualna to Victor bardzo chętnie z niej skorzysta. :)]

    Victor

    OdpowiedzUsuń
  47. Hej, dzięki za pozdrowienia. Miło spotkać tyle starych znajomych. ;)
    Baw się dobrze, mam nadzieję, że kiedyś jeszcze coś skrobniemy.
    Pozdrawiam raz jeszcze. ;)

    OdpowiedzUsuń

Szablon wykonany przez drama queen. Obsługiwane przez usługę Blogger.