sobota, 29 kwietnia 2017

The Great and Powerful

Oz: Wielki i Potężny Oz wie, dlaczego przybywacie. Zbliż się… Blaszany Drwalu! Ośmielasz się przychodzić do mnie po Serce? Ty brzęcząca, szczękająca, klekocząca… kupo złomu!
Blaszany drwal: Tak, panie. Wasza Wysokość. Otóż niedawno szliśmy żółtą ceglaną drogą…
Oz: Cisza! A ty, Strachu na Wróble masz czelność prosić o Rozum? Ty bałwaniasta belo krowiej paszy!
Strach na wróble: Tak, Ekscelencjo? A raczej Wasza Czarnoksięskość!
Oz: Wystarczy! I ty, Lwie!
Dorotka: Wstyd! Straszy go pan, gdy on przychodzi do pana po pomoc!
Oz: Cicho… bezczelna smarkulo! Wspaniałomyślny Oz ma zamiar spełnić wasze prośby.
OZ
oficjalnie
czyli
Dorotka: Jesteś złym człowiekiem! 
Oz: Nie, kochanie. Jestem dobrym człowiekiem. Ale bardzo złym Czarnoksiężnikiem.

W dzisiejszych czasach ikoną mędrca jest Gandalf. Opcjonalnie Dumbledore, ale to u młodszych osób. Od czasów Merlina starzec z brodą wszystkim kojarzył się z potężnym magiem. I chociaż brody nie ma, ani nie jest starcem, już nie, w jakiś sposób zdobył zaufanie ludzi. Być może to przez wiek, w końcu siedemset lat robi wrażenie przy takim wyglądzie. Ktoś taki musi się znać na swoim fachu. Innym razem lat będzie miał tylko trzysta, ale dla Doczesnych to i tak sporo. Nigdy jednak nie ma ich mniej niż dwieście, i nigdy nie pamięta co komu w tej kwestii powiedział, więc już nie raz zdarzyło się że jednej osobie przedstawił się jako tysiącletni stary wyjadacz, a przy kolejnym spotkaniu liczba ta się różniła. Dopóki ma pieniądze nie przejmuje się tym, że jeden z wielu klientów odejdzie z błahego powodu jakim jest jego wiek. Na jego miejsce przyjdzie dziesięciu innych. Okazuje się bowiem, że najbardziej dla Doczesnych (i nie tylko) liczy się wygląd. Drobne poprawki ingerujące w urodę, większe zaklęcia dla Baśniowców uwięzionych w zwierzęcych ciałach. Jest tańszy niż oficjalne wiedźmy, dlatego w jego apartamencie na Brooklynie między zwykłymi klientami przeplatają się ci bardzo niezwykli. Częściej jednak to on sam fatyguje się do Fabletown, przynajmniej kilka razy w tygodniu, żeby zobaczyć co w trawie piszczy. I jak nikt inny rozumie chęć dobrego wyglądu, sam od lat utrzymuje swoje ciało ciągle przed trzydziestką, w wieku który daje mu najwięcej możliwości. Nie rozumie za to chęci kontaktu ze zmarłymi, a o to Docześni proszą równie często. Zwykle nie chce mu się odwalać całej szopki z przywoływaniem ducha i po prostu wyłapuje myśli klienta o zmarłym, żeby sprzedać mu jakąś bajeczkę. Działa to tak dobrze, że kilka razy był gościem w telewizji śniadaniowej i prezentował swoje umiejętności na żywo. Zaproszeniu do programu nigdy nie odmówi, zawsze liczy się to z przypływem gotówki, a Oscar, jak każdy na tym świecie, marzy o bogactwie. Tych życzeń jednak nie spełnia, ale jeśli klient wpadnie mu w oko, dorzuci mu ekstra kilka lat życia. W końcu im dłużej żyjemy tym więcej zarabiamy, prawda?

Dorotka: Bał się pan? 
Oz: Jestem człowiekiem, który śmiał się w twarz śmierci. Drwił z losu i kpił z katastrof. Byłem przerażony.

historia - powiązania



Cześć i czołem, kluski z rosołem! A tak na serio to zjadłabym taki rosołek, mniam. Nie ma nic lepszego. Mordki użycza cudowny Godfrey Gao, który stał się główną przyczyną powstania tej oto postaci. Reszta to wytwór mojej chorej wyobraźni, która zainspirowała się kilkoma rzeczami. Kto znajdzie wszystkie nawiązania dostanie super wątek w prezencie, a co! A propo wątków, chwilowo muszę ograniczyć ich ilość, myślę że tak do 6 a potem się zobaczy. Także kto pierwszy ten lepszy, a sam Oscar szuka kogoś do kochania, kto się nim zaopiekuje, płeć nie gra większej roli. Zapraszam wszystkich, im bardziej pokićkany wątek tym lepiej (pot i łzy moi drodzy, pot i łzy, i dużo dramy!). Gif w karcie to prezent dla Kundelka <3 Cytaty pochodzą z oryginalnego filmu z 1939 roku. 
No i nie mam nic do ukrycia, chyba.
Wątki: 5/6
Valerie,
Margot,
Amara,
Lola,
Nimue,

47 komentarzy:

  1. [Cześć! Trochę mi się tu umarło, ale powoli ożywam. Mega ma kubek i jeszcze fajnego kota!:D A poza tym sama kreacja postaci również bardzo mi się podoba. Jeżeli moja panna do jakiegoś ciekawego powiązania by się nadawała to zapraszam do siebie, a tymczasem życzę dobrej zabawy. :) ]

    Kenna Pierce

    OdpowiedzUsuń
  2. [Nie umiem szukać nawiązań, ale widzę Pottera i LoTR, czy to kwalifikuje się na jakiś super wątek? :D I jeszcze wielki plus za Gao, którego sam kiedyś gdzieś używałem. Zapraszam do siebie, jeśli będą chęci, ale chyba bardziej do Burtona niż Siggy'ego, bo ten drugi ma zastój. :) A jeśli nie, to po prostu życzę wielu super wątków!]

    Terrence Burton & Sygurd Fafnesbane

    OdpowiedzUsuń
  3. [Cześć :) Bardzo fajna postać i genialne zdjęcie! :D Podoba mi się ten pomysł z medium i już widzę te miny Doczesnych xD Hahaha, dodaj kiedyś jego zdjęcie z wyglądem bez użycia czarów xD
    Dostaniesz tą nagrodę za największa ilość postaci na blogu ever xD
    I dziękuję za gif na dole <3 :D]

    Lucy

    OdpowiedzUsuń
  4. [Hejo, hej! Witam bardzo serdecznie na blogu! Kocham za kubek i wzmianki o HP oraz LoTR. Fajoski ci ten Oz wyszedł, szczególnie pochwała za pomysł z medium. Mam nadzieję, że będziesz się tu świetnie bawić i jeśli są chęci to zapraszam na wątek! :)]

    Valerie Rabinow

    OdpowiedzUsuń
  5. [Świetny pomysł i mega pozytywna karta. Zwłaszcza motyw z telewizją śniadaniową perfekcyjnie pasuje do tej postaci (i mnie szczerze rozbroił). Miłej zabawy, a w razie jakiegoś fajnego pomysłu - zapraszam do siebie.]

    Nuada

    OdpowiedzUsuń
  6. [Dżon Łejn niedługo awansuje chyba na miano klasyka. :D W takim razie wysilę mózgownicę i pojawię się znowu, jak tylko zaświta mi głowie coś sensownego!]

    Burton

    OdpowiedzUsuń
  7. [Hahaha, znęcam się nad ludźmi swoimi wypocinami. xD Powodzenia w takim razie życzę - jak przebrniesz to Ci chyba przyznam jakąś nagrodę. ;)]

    Nuada

    OdpowiedzUsuń
  8. [Tak sobie myślałam, że Valerie mogłaby skorzystać tutaj z usług twojego pana. Dziewczyna ma pewne problemy z przemianą, bo nie ma nad nią żadnej kontroli. Po prostu zmienia swoją postać, kiedy ktoś doprowadzi ją na skraj całkowitej złości. Także mogłaby się tam pojawić, poprosić o jakiś czar, miksturkę czy coś tam innego. To raczej byłaby dla niej nowość, bo trzyma się z daleka od wszelkich wykroczeń. To idziemy w tę stronę, czy może coś innego? :)]

    Val

    OdpowiedzUsuń
  9. [Bardzo powoli wracam do życia, bo nie chcę, znowu (byłby to bodajże trzeci raz) uciekać z tego bloga. :) Kubek naprawdę genialny. :D
    W takim razie idziemy na spontan. Też od czasu do czasu lubię iść na żywioł, niż z góry ustalać każdy krok wątku. :) Pomysł również jak najbardziej mi się podoba. Dodałabym trochę daramatyzmu, zupełnie niepotrzebnego, ze strony Kenny. ;D To ja w takim razie najpewniej jutro nam zacznę, albo i dziś się postaram. :) ]

    Kenna

    OdpowiedzUsuń
  10. [Z propozycji wątku chętnie skorzystam, bo takowych z ciekawymi postaciami nigdy za wiele :D A Pan na górze z całą pewnością do grona takich właśnie postaci należy. W sumie może być zabawnie, bo na pierwszy rzut oka są od siebie całkowicie różni, chociaż Gabe przechodzi obecnie swoiste zachwianie systemu wartości, więc kto ją tam wie.

    Co do płci aniołków: ogólnie to były bezcielesne byty bez typowo ludzkich cech (nawet na obrazach przedstawia się je jako np. osoby z ciałem faceta, ale już kobiecą twarzą, o :D) Więc pozwoliłam sobie zaszaleć, a co tam. Raz się żyje, mam nadzieję, że nikogo tym nie urażę. xD]

    Gabe

    OdpowiedzUsuń
  11. [Hehe, Queen. <3 Siemka!, dzięki wielkie za powitanie i miłe słowa. (: Bardzo się martwiłam, czy nie przesadziłam z Bells – z jej bólem egzystencjalnym i weltschmerzem wyrażanym epistolarnie, ale jeśli nie, to tym bardziej się cieszę. Cóż, nie ulega wątpliwościom, że FT to jeden z tych blogów, na które chętnie się wraca. Jeśli zaś chodzi o Emmę, to nie należy ona do aktorek wysokich lotów, ale moim zdaniem jako ładna, śpiewająca dziewczyna, zakochana w książkach, sprawdziła się idealnie. ; D Niemniej, jeszcze raz dziękuję i chwalę bardzo kartę Oscara. Ciekawy pomysł na postać, bardzo mi się podoba, a do tego super dobrany wizerunek. (; I oczywiście, Gaston przydałby się, szczególnie właśnie tak wykreowany, jak zrobił to Evans (chociaż Stevens też dał radę!) – również za to trzymam kciuki; jestem zresztą pewna, ze chętnie skorzystałby z usług Oza. XD]

    słodka i urocza do porzygu BELLA CHEVALIER

    OdpowiedzUsuń
  12. [Hahaha, ale pomysł bomba! Rozwiń koniecznie :D I właśnie jeszcze bardziej pod Mentalistę... btw. jeszcze się okaże, że z tego wszystkiego wizerunek zmienisz na Bakera xD Ale Baśniowcy też pewnie chętnie do medium by chodzili, więc pomysł piękny :D
    Albo nekromantę z niego zrób, to już totalny odlot :D]

    Lucy

    OdpowiedzUsuń
  13. ["Kind of magic" z Nieśmiertelnego mnie kupiło. Postać też :) Wpadam powitać bratnią duszyczkę od muzyczki Queen w karcie i życzyć wszystkiego dobrego i fajnych wątków. Jak masz chęć pomóc Cianowi trochę z glamourem i tym by nie straszył ludzi na ulicy to zapraszam. :)]

    Cian

    OdpowiedzUsuń
  14. [Dziękuję pięknie za powitanie. :D Mnie też od jakiegoś czasu intrygują czarne charaktery i ich spojrzenie na daną sytuację. W końcu punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. :D
    Filmowa historia Diaboliny mnie niezbyt przekonała, może dlatego, że twórcy obcięli jej "rogi", za które kochało ją tyle osób. :D
    A wydaje mi się, że Gothel nie jest też i tak ciekawą i złą postacią, żeby robić historię od jej strony. Chociaż... może kiedyś ktoś się porwie. :D
    Tak więc - raz jeszcze dziękuję za powitanie. I życzę Ci powodzenia z Ozem, bo chyba nie miałam przyjemności go jeszcze powitać.
    Z Gretel nam trochę nie wyszło, głównie z mojej winy i zawalenia całej sprawy (chyba mailowe ustalanki mi nie idą najlepiej :c), ale jakbyś była chętna nadal na wątek, to jestem też otwarta na propozycje. ;)]

    Margot Werner & spółka

    OdpowiedzUsuń
  15. [Hahaha, a po co czekać?! Trzeba go porwać, trochę potrzymać w piwnicy, żeby się przyzwyczaił i jest twój! xD Albo jeszcze ogłuszyć, może straci pamięć, a wtedy to już w ogóle bez problemów xD
    To jeśli w Fabletown pojawią się zombie, od razu będzie wiadomo, kto za tym stoi xD
    Hahaha, piękny gif <3]

    Lucy

    OdpowiedzUsuń
  16. [Trochę spóźniona, ale jestem i to w dodatku zachwycona tą postacią! Jest taka wielka i potężna! :D Jeśli nie masz nic przeciwko, to ja bym tej naszej dwójce dała cudowne powiązanie! Myślałam nad tym, by to właśnie on dał jej ludzką postać, by biedna nie musiała wiecznie stukać podkowami. W zamian mogłaby mu w czymś pomóc, albo potowarzyszyć przez jakiś czas. Przyjaźń to jest magia :D
    Ps. Nawiązania i Studio Accantus skradły nasze jednoroże serduszko.]

    Amara, czyli ten koń z rogiem

    OdpowiedzUsuń
  17. [Księgi Dżungli nie widziałam (i w sumie nie ciągnie mnie do tego, bajka zdecydowanie nie w moich klimatach), ale z tych dwóch zdecydowanie lepsza była dla mnie Piękna i Bestia. Nawet jeśli film próbował wyjaśnić zachowania bohaterów i nie zawsze (w szczególności w przypadku Gastona) mu się to udawało. Ale nadal - lepszy niż Kopciuszek, według mnie. :D
    Okej, to może... Poszukujesz szczególnie jakiegoś powiązania? Bo w sumie ja jestem w stanie całkowicie skomplikować w miarę ułożone życie mojej Gothel. ;)
    Pomyślałam też, że możemy zrobić między nimi też i jakiś układ - Oz mógłby o urodę i wdzięk niektórych jej tancerek/piosenkarek/ogółem dziewcząt, a w zamian... Nie wiem, co by chciał otrzymać w zamian, oprócz pieniędzy. :D
    Teoretycznie Gothel też jest czarownicą, ale ona raczej nie bawiła się w magiczne operacje plastyczne, w świecie baśni było jej zdecydowanie wszystko jedno, jak wyglądała. ;)]

    Margot Werner

    OdpowiedzUsuń
  18. [Zgodzę się z tym, że postać Gastona była najlepiej odegraną, Luke Evans to był zdecydowanie najlepszy casting (z tym, że nadal podtrzymuję, że niektóre zachowania dla mnie były nielogiczne), Besta zyskała naprawdę wiele człowieczeństwa dzięki temu filmowi (w końcu to był rozkapryszony arystokrata, jednak człowiek wykształcony, nie gadający zwierzak), ale Bella... Sama Watson mi niekoniecznie pasowała do tej roli. Ale z drugiej strony nie umiałabym też znaleźć innej aktorki, która pasowałaby na to miejsce. :D
    No i tak, zapomniałam o Robbie Starku jako Księciu. Podobał mi się, strasznie. <3
    Co do wątku - w sumie Gothel zawsze odsuwała jakiekolwiek uczucia na bok, na przodzie stawiając sobie przede wszystkim pracę, karierę i kasę. Możemy spróbować zrobić wyjątek, chociaż myślę, że związek z tego może wyjść dość trudny, bo ona nie za bardzo umie w miłości, a i charaktery tej dwójki są dość ciężkie. :D
    Ale dla mnie te trudniejsze miłości są zdecydowanie ciekawsze niż cukierkowe i prościutkie. ;)]

    Margot Werner

    OdpowiedzUsuń
  19. [Cześć i czołem, a nawet i kolanem! :D Dziękuję za miłe słowa, cieszę się bardzo, że Lise się podoba :)
    Jakoś nigdy nie czytałam ani nie oglądałam Czarnoksiężnika z Krainy Oz, kojarzy mi się to jedynie z Supernatural xD Niemniej pan ciekawy. Co prawda Liese raczej jego klientką (na razie) nie jest, także musimy pomyśleć nad czymś innym, bo wątek chce zdecydowanie :) Kombinujemy nad tym skąd się znają i dlaczego czy po prostu uznajemy, że jeszcze nie mieli okazji się poznać i wrzucamy ich w jakieś spotkanie?]

    ANALISE

    OdpowiedzUsuń
  20. [Wyguglowałam sobie ją - racja, pasowałaby do roli Belli. :D
    No Gothel by sobie na pewno nie pozwoliła na brzydką manipulację swoją osobą - a z całą pewnością nie usiadłaby i nie szlochała w poduszkę nad swoim losem, a szukała każdej możliwej sposobności, aby pan Oz za nią zapłakał. A przynajmniej pożałował swojej zuchwałości. :D
    Okej! No to pasowałoby ułożyć nam jakiś plan działania - od spotkania do rozwijającego się uczucia. :D
    Czy Twój Oz był tylko w Fable? Czy można było go gdzieś na świecie jeszcze spotkać? Mówię o świecie Doczesnych, rzecz jasna. ;)]

    Margot

    OdpowiedzUsuń
  21. [Lise jak najbardziej mogłaby być panią do towarzystwa Oscara (klientów nigdy za wiele xD), a skoro twój pan jest taki samotny, może z czasem stałaby się jego przyjaciółką i powierniczką różnych sekretów? To jedno powiązanie bardziej opiera się na fizyczności, zaś relacja naszej dwójki mogłaby się teraz opierać bardziej na długich rozmowach i wzajemnej pomocy, seks zaś mógłby być po prostu miłym dodatkiem :D Nie byłaby to oczywiście długoletnia przyjaźń, gdyż Lise nie pracuje jako prostytutka zbyt długo, ale zdecydowanie by się dogadywali.]

    ANALISE

    OdpowiedzUsuń
  22. [Czyli poznać ich możemy jakieś 3 lata temu, bo wtedy Margot skończyła podróżować sobie po świecie i zbierać hajsy. 2 lata temu wykupiła klub jazzowy i przerobiła go na burleskę.
    Margot dostała warunki od dawnego właściciela - że dostane lokal za trochę niższą cenę, bo jemu zależy na czasie, ale zależy mu też na ludziach. Obiecała, że nikogo nie zwolni, o ile ten ktoś naprawdę będzie przykładał się do pracy.
    Wśród pracowników Margot zrobiła sobie casting i wybrała ludzi do baru, do śpiewania, do instrumentów i tańczenia, niezależne od urody - i tu właśnie byłby pies pogrzebany. Amerykańska burleska ubogacała występy artystyczne o nagość, skąpe stroje i podteksty seksualne - a do tego dziewczyny muszą być ładne, żeby przyciągały klientów, którzy mają ochotę na urocze i utalentowane damy.
    Rzecz jasna, gdyby zwróciła się do wiedźm z 13. piętra, wydałaby majątek, a każdy przedsiębiorca patrzy, żeby tylko zapłacić mniej.
    Margot bawiła się też trochę w pokrętne i niezbyt legalne interesy. Mogłaby pociągnąć za parę sznurków - i tak znalazłaby się u Oscara. Mogłaby go wtedy przyprowadzić do klubu, aby sobie popatrzył na chłopców i dziewczęta (ale miał wtedy dobrze!) i ocenił, co u kogo trzeba poprawić. A potem żeby podał cenę. Gdy się okazało, że jest dobry w te klocki i z kasą też nie przegina, stali się partnerami biznesowymi - i tak, jak mówisz, czasem może wpaść do burleski, jeśli ma jakąś sprawę do ogarnięcia czy potrzebuje pomocy.
    No i dostał też pewnie zlecenie na opracowanie jakiegoś czaru, żeby nie wymagało noszenia tego wielkiego pudełeczka od glamour. Bo jak dziewczyny mają tańczyć w skąpych strojach, gdzie to trzymać. :D
    Co Ty na to? ;)]

    Margot

    OdpowiedzUsuń
  23. [Ja bym postawiła jednak na coś od teraz, bo ich pierwsze, czyli zerowe w zasadzie, spotkanie polegało głównie na gadaniu o stawkach i negocjacjach.
    Chyba że chcesz zacząć od momentu, w którym przyprowadziła go 2 lata temu do jeszcze nieotworzonej burleski, na próbę tancerek, żeby ocenił i wycenił poprawki. Tu już paść może coś więcej niż same pytania czy w ogóle by się tego podjął. :)]

    Margot

    OdpowiedzUsuń
  24. [Fabularnie chyba byłoby zdrowiej, gdybyś Ty zaczęła, już od razu od wejścia Oscara do lokalu. :) Margot na pewno powiedziała ludziom, że się kogoś spodziewają, więc by go spokojnie wpuścili. ;)]

    Margot

    OdpowiedzUsuń
  25. [Nie, żebym się zrzekała czy coś - też mam trochę do zrobienia do wtorku. Więc może zróbmy tak - że komu się uda pierwszemu zacząć, temu się uda. ;) Jak Ty będziesz miała chwilę wolnego pierwsza, Ty napiszesz zaczęcie. Jeśli ja znajdę tą chwilę prędzej - ja Ci coś podrzucę. ;)]

    Margot

    OdpowiedzUsuń
  26. [O, kurczę. Muszę Cię ukochać za tak przemiłe słowa, albo chociaż dać jakiś super porywający i wciągający wątek. ;D
    Uważam, że zdjęcie jest bardzo ważne i powinno odzwierciedlać postać; tzn pasować do niej. Nie wiem czy każdy tak ma, ale ja zawsze staram się mieć dopracowane karty. (;
    Tak w ogóle - dobry wieczór, cześć, hej. Bo się nawet nie przywitałam, zachwycona słowami które u siebie przeczytałam! Tak czy inaczej, bardzo chcę wątek, bo Twój Pan mi się podoba. (Ach, ten wizerunek... ;D)
    Tylko nie mam absolutnie żadnego pomysłu, zarysu, n i c. Chciałabym winę zrzucić na późną porę i deszcz łopoczący o moje okna, to przejdzie? ;D Daj mi chociaż jakieś zaczepienie, w jakiej relacji byś widziała naszą dwójeczkę a razem to rozbudujemy!]

    Lola

    OdpowiedzUsuń
  27. [Oj, nie ma za co przepraszać. <3]

    Sama do końca nie wiedziała co tutaj tak właściwie robi. Nie powinna tu przychodzić, zadzierać z takimi osobami jak on. Zawsze była przeciwko jakimkolwiek nielegalnym handlom i wykroczeniom. Chociaż sama należała do niższej części społeczeństwa, jej zdanie nieraz zgadzało się z tym co reprezentują sobą w Woodlands. Tak samo było zresztą z nielegalnymi czarami. Chociaż dla niektórych nielegalni czarodzieje jak on mogli być wybawieniem, jej zdaniem wszystko zawsze ostatecznie miało zadanie przynieść im większy zarobek. Naprawdę chcieli pomagać tym biedniejszym, zaoferować im zwykłe życie w Fabletown zamiast mieszkania na Farmie? Nie wierzyła w to. Tym bardziej teraz, gdy mierzyła siedzącego przed nią mężczyznę wzrokiem, dokładnie rozglądała się po bogato zdobionym mieszkaniu. Widziała w jego oczach te pewność siebie, nonszalancki uśmiech kierowany w jej stronę. Chociaż nie zgadzała się z tym co robi i w jaki sposób zarabia na życie, on ostatecznie okazał się jej jedynym wybawieniem. Cholernie potrzebowała tego zaklęcia.
    Od pewnego czasu wszystko zaczęło się sypać. Znowu. Psychiatra do którego uczęszczała nie wystarczał, samotność doprowadzała ją do obłędu, lecz kiedy tylko znajdowała się pośród większej grupy osób wpadała w kompletny szał, którego nie potrafiła powstrzymać. Sama nie pamiętała już dokładnie przed iloma Baśniowcami udało jej się przybrać prawdziwą formę, kiedy tylko jeden z nich zwrócił jej uwagę. Przed Doczesnymi potrafiła się bardziej powstrzymywać. Świadomość tego jakie skutki może nieść za sobą przemiana w towarzystwie nic nieświadomego człowieka sprawiała, że utrzymywała swoje emocje na smyczy. Jednak przed resztą sobie podobnych nie hamowała się w ogóle, a plotki o krążącej po Fabletown południcy, która niszczy wszystko co stanie jej na drodze, rozchodziły się w coraz szybszym tempie. Musiała to powstrzymać zanim, ktoś jej bliższy czy siedzący nad nią szefowie w pracy dowiedzą się co wyrabia po godzinach.
    Usiadła na jasnym fotelu, który wskazał jej Diggs. Krzyżując ręce na piersi, wciąż rozglądała się po całym apartamencie, jak zwykle to robiła kiedy znajdowała się w nowym miejscu. O sławnym Oscarze nie wiedziała nic, prócz plotek które krążą na jego temat. Chociaż była redaktorką i dogłębne szukanie informacje to jej konik, ów czarodziej albo naprawdę postarał się aby dużo o nim nie mówiono, albo ona po prostu szukała w złych miejscach. Wiedziała jedynie tyle, na czym polegają jego usługi. Docześni szukają u niego wiecznej młodości i urody, zaspokajają swoje potrzeby zobaczenia jeszcze raz nie żyjących już bliskich, a Baśniowcy dzięki jednemu, nielegalnemu Glamour potrafią utrzymać swoje zwykłe życie w Fabletown. Ona potrzebowała za to czegoś kompletnie innego. Nie była do końca pewna, czy czarodziej będzie w stanie jej pomóc, ale była zdesperowana. Najprawdopodobniej właśnie dlatego się tu znalazła.
    Odwróciła wzrok w stronę mężczyzny, który siadał właśnie na kanapie. Ułożył na małym stoliczku dwa kubki z kawą, przesuwając jeden z nich w jej stronę. Przesuwała wzrok z kubka, na niego jakby bała się że mógł jej dolać do napoju jedną ze swoich miksturek. Chociaż miała cholerną ochotę na kolejną już dzisiaj kawę, nie sięgnęła ręką po kubek lecz wciąż dokładnie obserwowała każdy jego ruch. Zanim mu zaufa, musiała go poznać. Tak to już u niej działało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. - Potrzebuję czegoś niecodziennego – zaczęła, jednak szybko ugryzła się w język słysząc co wygaduje. – Nie potrafię kontrolować własnej przemiany, w przeciwieństwie do innych Baśniowców. Nie zmieniam się wtedy kiedy chcę, wręcz przeciwnie, zmieniam się wtedy kiedy bardzo tego nie chcę. Wątpię, żeby wiedźmy z 13 piętra coś na to poradziły, więc zjawiłam się tutaj…
      Skończyła i spojrzała jeszcze raz na siedzącego niedaleko mężczyznę. Nie była do końca pewna czy czarodziej da radę jej pomóc. Czy w ogóle jest taka szansa, aby raz na zawsze pożegnała się ze swoim dawnym wcieleniem lub aby chociaż miała nad nim większą kontrolę. Miała już dosyć ranienia setek ludzi, tylko dlatego że głęboko skryta w niej druga połówka – siedzący w środku potwór, demon czyhający tylko na odpowiedni moment aby zaatakować – znów próbowała zawładnąć nad jej ciałem. Błagała go wzrokiem, mając tylko cichą nadzieję, że niezastąpiony pan Diggs zdoła jej jakkolwiek pomóc.

      Valerie

      Usuń
  28. [To była straszna bajka, nie przeczę! Ten Minotaur później śnił mi się po nocach! A w studiu nic mi nie przeszkadza póki jest Kuba Jurzyk. Twój Oskarek troszkę przypomina mi czarownika Magnusa, ale mogę się mylić więc mnie nie zjadaj! Ona mu wszystko wynagrodzi, proszę się nie martwić. Odda w naturze xD]

    Amara, już nie tak wielka i potężna

    OdpowiedzUsuń
  29. [Dzięki ;) To i tak niewiele zważywszy na to, jak długo tu jestem z tą postacią xD
    Z wizą może być problem, za dużo czekania, więc ja bym proponowała jakieś nielegalne przekroczenie granicy i równie nielegalnie wywiezienie Bakera z USA xD No, chyba, że wolałabyś tam z nim zostać, wziąć ślub i zdobyć obywatelstwo :D A nie ma na fejsie „to skomplikowane”, czy coś takiego? xD
    Z czasem u mnie kiepsko, wątków przybywa, ale kurcze, trzeba coś napisać :D Ostatnio chyba pisałyśmy coś z Nadine, a przynajmniej miałyśmy takie plany :D Więc, jeśli nie będzie przeszkadzało ci nieco rzadsze odpisywanie, to chętnie coś stworzę z tobą ;) Jakieś pomysły? Widzę, że kombinujecie coś z Margot, czyli szefową Lucy, więc możemy zahaczyć o Moonriver. Może Oscar pojawiał się tam od czasu do czasu? Może nawet planował jakieś magiczne występy ? :D]

    Lucy

    OdpowiedzUsuń
  30. [Wiem i dlatego od razu przybywam po nasz niepoprawny czarodziejski wątek, bo wąteczku z Tobą przecież nie odpuszczę. :D
    Pomysły? ;)]

    - Nimue (ta od Merlina xDD)

    OdpowiedzUsuń
  31. Wyremontowanie lokalu pochłonęło znaczną część jej pieniędzy. Nie, żeby nie liczyła się z tym – i nie, żeby stary klub jazzowy był w aż tak złym stanie, sama go w końcu oglądała i wiedziała, co bierze. Po prostu… nie tak łatwo jest zrobić z baru miejsce sztuki. Kontrowersyjnej sztuki, którą niektórzy obdzierają z artyzmu sposobem swojego myślenia.
    Burleska nie była klubem ze striptizem. Była bardziej… kabaretem. W bardziej skąpych strojach lecz nadal – kabaretem, często ośmieszającym codzienne sytuacje. Lub też w zabawny sposób zauważająca niektóre fakty. Nikt nie rozbierał się tutaj dla samej zwierzęcej wręcz potrzeby – jeśli faktycznie występ zakładał zdejmowanie z siebie garderoby, było to w imię wyższe.
    Tak przynajmniej widziała burleskę Margot – i miała nadzieję, że jej zdanie podzielają również tancerki występujące z nią na scenie. Tak – z nią. Pod skorupą chłodnej kobiety biznesu, która chciała widzieć tylko zysk, kryła się też inna. Tajemnicza. Trochę niewyjaśniona… I w większej części nieodkryta przez samą Margot.
    Lecz nie dzisiaj. Dzisiaj była właścicielką lokalu szykującego się otwarcia. Znaczna większość rzeczy – i osób – była już na swoim miejscu. Scena, kulisy, jej gabinet, a przede wszystkim – sala dla gości. Kelnerki i barmani przesuwali jeszcze stoliki i meble na swoje miejsce. Za barem pojawiał się coraz większy wybór trunków. Kuchnia załatwiała świeże dostawy – w które Margot za moment znów będzie musiała zerknąć.
    Ale nie dzisiaj. Dzisiaj zająć się miała tancerkami, które cały czas ćwiczyły pod jej bacznym okiem na scenie. Musiała z dumą przyznać, że dziewczyny były coraz lepsze – a i tak wybrała najlepsze z tych, które się zgłosiły.
    Gdyby tylko jeszcze dodać im odrobinę magii…
    — Margot – usłyszała za sobą głos swojej asystentki. Ciemnowłosa odwróciła głowę w jej stronę, choć nadal stała przodem zwrócona do sceny. Próba wciąż trwała. – Przyszedł pan Diggs.
    Wargi starej wiedźmy nieznacznie drgnęły.
    — Wpuść go. – Asystentka skinęła głową i natychmiast odeszła. Ona natomiast rzuciła w stronę sceny krótkie: - Ćwiczcie dalej. – I odeszła, aby powitać specjalnego gościa.
    Oscar Diggs był jej nadzieją. Może nie ostatnią, Margot nie należała do desperatek i zawsze szukała rozwiązań tak długo, aż była z nich zadowolona. Ale z pewnością wniósłby swoimi usługami do lokalu bardzo wiele. A po ich pierwszym spotkaniu miała wrażenie, że jednak będzie mogła nazywać tego właśnie mężczyznę partnerem biznesowym.
    Uśmiechnęła się lekko, gdy wyłonił się zza kotary w towarzystwie swojej asystentki. Skinęła mu głową na powitanie i dłonią skinęła w stronę strony. Oboje doskonale wiedzieli, dlaczego się tutaj znalazł.
    Tylko oni. Nie chciała wywołać żadnych skandali i fochów wśród ekipy artystek. Tancerki i tak bywały już wystarczająco kapryśne.
    — Witam w krainie czarów, panie Diggs – odezwała się nareszcie, na powitanie. – Napije się pan czegoś?
    Grzechem niewybaczalnym byłoby, gdyby gospodarz nie ugościł odpowiednio gościa, którego sam zaprosił. Nawet – a może szczególnie – gdy przychodzi w interesach.

    [Wybacz za przeciętność, mogę się zasłaniać co najwyżej swoim wyczerpaniem po zatruciu, z którym walczę... Ale zaczęcie jest, jak obiecałam. :3]
    Margot Werner

    OdpowiedzUsuń
  32. [Trzymam kciuki i nie puszczam, a moze powinnam powiedzieć kopyta? :D Przyznam się bez bicia, że rzeczywiście go nie poznałam, choć film wpadł na mój komputer jakiś czas temu. Najbardziej fabulous czarownik ever! Osobiście czytałam tylko Dary Anioła i to tylko trzy pierwsze części, ale to chyba było wieki temu :D Cóż jako, że dajesz nam w prezencie nogi, to postaramy sie niedługo skrobnąć rozpoczęcie!]

    tęczowy przyjaciel

    OdpowiedzUsuń
  33. [W takim razie może Kapturek pewnego dnia wychodziłby z gabinetu wilka chcąc zakończyć tą znajomość, dziewczyna byłaby na niego wściekła i tak natknęła się na Oscara. Mogłaby wyładować na nim swoją złość, nie wiem rzucić się na niego, cokolwiek takiego. XD On oczywiście byłby w szoku i nie rozumiałby co takiego zrobił... Ale jak dalej pociągnąć ich znajomość, nie mam pojęcia. Kuuuurczę. A chciałabym coś fajnego dla nich bo bardzo mi się Oscar podoba! (; Może Tobie coś świta? Podoba Ci się w ogóle taki pomysł z wybuchem złości Loli? Bo ona zazwyczaj jest tak spokojna że wręcz zimna, a to wszystko wina Wilka który wyprowadza ją z równowagi!]

    Lola

    OdpowiedzUsuń
  34. [Ok, on mnie całkowicie rozwala. Tak jak i notka o nim. Normalnie konkurencja dla Oberona się nam tworzy. :) Wątku Ci nie proponuję, bo czekam na Nadine, a co. xD]

    D&D czyli Duncan&Drake

    OdpowiedzUsuń
  35. Zrodzona z gwiazd, przemierzająca samotnie drogę mleczną aż w końcu dotarła na Ziemię. I choć planeta ta nie imponowała rozmiarem, to emanowała dziwnym rodzajem magii. Była magnesem dla istot takich jak ona. Jednak to nie magia zafascynowała ja najbardziej. Istoty, które tam spotkała były zadziwiające. Zgłębiając tajniki natury, zrozumiała, że wszystko odgrywa tutaj ważna rolę. Stworzenia koegzystują ze sobą i tworzą pewną harmonię, w którą przy odrobinie szczęścia można odnaleźć siebie. Wszystkie kolory, dźwięki i zapachy były natłokiem wszystkich zawartych w nim tajemnic. I z biegiem czasu udało się jej zrozumieć istotę tego wszystkiego. Jedno wynikało z drugiego, tworząc coś trzeciego, co z kolei miało wpływ na czwarte. Ten ciąg nie miał końca, bo na końcu zataczał wielkie koło. Krąg życia.
    I wtedy zobaczyła ich. Dwunożne stwory, które z pozoru przypominały małpy. Były inteligentniejsze niż inne istoty, ale było w nich zdecydowanie więcej zła. Postanowili dominować nad innymi - czuli się niezniszczalni. Ona zdecydowała, że nie będzie ingerować. Wierzyła, że przyroda jest wystarczająco silna, by ochronić się sama. Jeśli jednak będzie potrzebować magii jednorożca, otrzyma ją. Czekała długimi latami na znak do działania, ale w odpowiedzi dostała tylko ciszę. Ludzie niszczyli wszystko, co kiedyś było piękne. Dziewicze tereny były wykorzystywane pod budowę nowych wiosek. Inne istoty chowały się w lasach lub uparcie walczyły o swoje. Nie miały jednak szans w starciu z tak potężnym przeciwnikiem. Nie potrafiła przyglądać się temu wszystkiemu z założonymi rękami. Musiała działać, nawet jeśli nikt ją o to nie prosił. Zaatakowała jedną z wiosek ludzi, którzy nawet nie zorientowali się, z czym mają do czynienia. Z pewnością pomylili ją z inną bestią, którą straszyli dzieci przed pójściem spać. Jej biała sierść splamiona była ich czerwoną krwią. Przyroda była bezpieczna, nawet kosztem jej niewinności. I wtedy stało się coś, czego nigdy się nie spodziewała. Otrzymała odpowiedź. Drzewa przechyliły swoje konary w dół, jakby opłakując los zabitych. Czy ceniła ich bardziej niż jedno ze swych magicznych stworzeń? Zasmucona opuściła dotąd znane ziemie i udała się w miejsce, gdzie ktoś ją zrozumie.
    Galopem przemierzała kolejne kontynenty, by trafić na miasteczko położone niedaleko ogromnego zamku. O dziwo nikogo nie zdziwił widok konia z ostrym rogiem pośrodku głowy. Ba! Po ulicach przemieszczały się stwory, które były równie zaskakujące. Dziewczynka w towarzystwie lwa, blaszanego drwala i stracha na wróble? Coś tu było naprawdę nie tak.
    — Myślisz, że zrobi ze mnie piękność? Ostatni adorator uciekł zanim w ogóle otworzyłam usta. — słowa kobiety były niewyraźnie więc, podeszła odrobinę bliżej.
    — Mówiłam ci, ze randki w ciemno powinny odbywać się w ciemnościach. Myślisz, że skąd ta nazwa? — Rozmowa dwóch mieszczanek nie była zbytnio interesująca. Wylewały swoje żale i narzekały na swoje życie. Coś jednak nie dało jej spokoju. Kto miał zrobić z niej piękność? Czy chodzi o czarownika? Jeszcze nigdy żadnego nie spotkała, ale w wiosce, którą zaatakowała palili kiedyś pewną wiedźmę na stosie za uprawianie magii. Tylko on byłby w stanie jej pomóc. Nie musiałaby być nadal wyrzutkiem. Stałaby się człowiekiem i naprawiła wady tej rasy od środka. Zapoczątkowałaby nową erę, w której nie byłoby już tyle nienawiści. Odpokutowałaby swoje winy i przyroda znów przyjęła ją do swego kręgu. Potrzebowała tego, więc nic dziwnego, że wyruszyła porankiem następnego dnia.
    Czarowniku, nadchodzę.

    [Zaczęcia nigdy nie były moją najlepszą stroną, ale o to jestem z lekkim opóźnieniem :D]

    Amara

    OdpowiedzUsuń
  36. Margot poznała bardzo wiele rodzajów magii. Eliksiry, zaklęcia, magiczne składniki, klątwy. Gdy jeszcze się nią parała w baśniowym świecie, i wyklinana była od najgorszych, znała je doskonale. Z czasem jednak dostrzegła, że i zwykli, nieobdarzeni nadnaturalnymi umiejętnościami ludzie byli w stanie dotknąć – i użyć – magii.
    Bo czymże jest magia jak nie słowem. Czymże jest magia jak nie gestem, uśmiechem, grymasem? Czymże jest magia jak nie zachowaniem? Czymże jest magia, jak nie uczuciem? I nareszcie… czymże jest magia, jak nie wizerunkiem?
    Margot nie poznała jej od razu. Nie przykładała do niej zbyt wielkiej wagi jeszcze jako czarownica opiekująca się Roszpunką. Roztrzepane, poplątane, zakręcone, miejscami nawet sklejone włosy zakrywające część często przybrudzonej twarzy, w połączeniu z wyniosłym, bezczelnym czasem grymasem dały właśnie to, co dały. Ludzie straszyli nią własne dzieci, gdy te były nieposłuszne.
    Nie przeszkadzało jej to wtedy, więc nie wyszła z tego przeżycia z wielkim urazem do ludzkości i pretensjami do Najwyższego, dlaczego tak, dlaczego ona, czymże zawiniła.
    Świat Doczesnych był inny. Tutaj zmuszona była do przebywania wśród ludzi. Wysłana dosłownie z niczym w świat, musiała nauczyć się funkcjonować w społeczeństwie. A jakże zrobić to inaczej, jak nie przez… obserwację.
    Ta właśnie obserwacja nauczyła ją, że dla ludzi nie liczy się Twój charakter. Nie liczy się nawet i Twój zawód. Liczy się tylko i wyłącznie to, jak wyglądasz, jak się prezentujesz – jak się ubierasz. Jeśli wyjdziesz na środek centrum handlowego w zwykłym podkoszulku i zaczniesz opowiadać o tym, że udało się skontaktować z obcą cywilizacją, wezmą Cię za wariata. A spróbuj to samo powiedzieć, nosząc na sobie garnitur, w dłoni dzierżąc mikrofon, gdy za Twoimi plecami stoi kamerzysta.
    Nie liczy się, kim jesteś. Liczy się to, jak wyglądasz.
    I dlatego właśnie postanowiła zasięgnąć porady u pana Diggsa.
    — Dla mnie szklanka wody z cytryną – rzuciła dziewczynie, która speszyła właśnie do baru, aby zrealizować zachciankę przełożonej i jej gościa.
    Uśmiechnęła się kącikiem ust, obserwując, jak ten szarmancko sięga po jej dłoń, by musnąć ją swoimi wargami. Nie tylko ona rozumiała, jak ważna jest prezencja, nie tylko w życiu codziennym, ale również w interesach. Zwłaszcza w interesach. Oscar też miał pełną – a może nawet i większą – świadomość tego faktu.
    I mogła śmiało powiedzieć, że takie sztuczki, stare zagrania, skrywane za garniturem i szarmanckim uśmiechem, już na nią nie działają.
    Ale wtedy by skłamała.
    — I naszą owocną współpracę – dorzuciła, unosząc lekko szklankę z wodą, by za moment upić kilka łyków. – A skoro już o niej mowa, Oscarze… szanuję czas swój, jak i swoich partnerów w biznesie, więc może przejdźmy od razu do sedna sprawy – dodała, płynnym ruchem nadgarstka wskazując na scenę. – Dziewczęta ćwiczą właśnie grupowy układ, wszystkie tancerki znajdują się obecnie na scenie. Oddaję je więc pod twoją… specjalistyczną… opiekę. Będę ci towarzyszyć podczas oceny, jeśli nie będziesz miał nic przeciwko.

    [Na ogół nie jestem wybredna co do długości, liczy się dla mnie głównie zaangażowanie autora. ;) Czy odpis się będzie składał z jednego komentarza, czy z czterech, to już kwestia weny. ;)
    Właśnie - mamy ustalony jedynie początek, a przydałoby się nam poustalać też coś do ciągu dalszego. Może więc przejdziemy na - trochę bezpieczniejszy niż mail - grunt, czyli GG? Trzymaj moje, jeśli byś chciała. ;) 47285578]
    Margot

    OdpowiedzUsuń
  37. [Cóż, ona mogłaby próbować go przed tym powstrzymać (tj. rozkazać żeby nie szedł do Wilczka) używając przy tym swoich kobiecych wdzięków i nieco flirtując. On mógłby być nią oczarowany i zaprosiłby ją gdzieś, a ona chcąc zrobić na złość Wilkowi; zgodziłaby się. Może być tak?
    Za zaczęcie Cię ozłocę, ukocham i co tam jeszcze chcesz. <3]

    Lola

    OdpowiedzUsuń
  38. [Ponieważ firefox mnie nie lubi, pomysł Ci podrzucę prywatnie. Proszę mi tylko zarezerwować miejsce na nasz niepoprawny wątek <3]

    - Niepoprawna i bardziej fejbjulus niż Oscar Nimue

    OdpowiedzUsuń
  39. [Tyle miłych słów, dziękuję. <3 Oz, poza tym, że Wielki i Potężny, jest również Wspaniały i Niesamowity, zatem na wątek jestem chętna jak najbardziej. Mam więc pytanie, od czego zaczynamy? c:]

    Elphaba Harding

    OdpowiedzUsuń
  40. [ Oz ♡♡♡

    Serio mnie pamiętasz? Miałyśmy wątek? Xd

    No cóż, nawet jak nie to ja bym coś skrobnęła, bo twój pan jest doprawdy niesamowity. Hansel mógłby być jego klientem czy coś, bo potrzebuje kogoś znaleźć, a potem ich relacja może by się jakoś fajnie rozwinęła c: ]

    Hansel

    OdpowiedzUsuń
  41. Może nawet lepiej, że nie padł komentarz odnośnie do wyboru jej napoju, chociaż kątem oka dostrzegła zdumienie wymalowane na twarzy swojego towarzysza. Margot faktycznie abstynentką nie była – ale nie piła również na umór. Kieliszek słodkiego wina wieczorem całkowicie jej wystarczał. Tym bardziej, że była osobą na tyle samotną, że po jej domu nie kręcił się nawet kot. Picie w samotności to już przecież pierwszy krok do alkoholizmu… na który ona nie mogła sobie pozwolić.
    A poza tym – przed nią było jeszcze mnóstwo pracy, w tym omawianie i podpisywanie umowy z Oscarem. Powinna zachować trzeźwość umysłu.
    Pokręciła głową. Nie chodziło o to, że wątpiła w swoje pracownice. Przeciwnie – sama przecież wybierała te, które mają pojawić się na scenie i mogą rozbierać się, tańczyć oraz zabawiać gości publicznie, niemal jak artystki. Wybrała najlepsze z chętnych – i nie śmiałaby podważać talentu swoich dziewcząt.
    Każda była też na swój sposób… inna. Wyjątkowa. Ale, chociaż zapewne bardzo chciała, nie mogła komplementować i doceniać tancerek za to, jakie są. To nie jest interes, który zachwyca się tym, co jest – i niczym więcej. To nie jest też interes, w którym liczy się wewnętrzne piękno.
    Do burleski będą przychodzić głównie mężczyźni, którzy chcą ujrzeć… no właśnie – co chcą ujrzeć? Idealną, perfekcyjną porcelanową laleczkę?
    Mężczyźni chcieli widzieć naturalność. I tylko kobiety rozumiały, że rzekoma naturalność z naturalnością nic wspólnego nie miała. Naturalność - to dla nich lekki makijaż, zero rozstępów czy skórki pomarańczowej. Mężczyźni chcieli wierzyć, że patrzą właśnie na boginię – we własnej postaci.
    Z tego wynika, że albo lubili być oszukiwani, albo żyją w sferze marzeń sennych przez całe życie.
    — Nie bądź śmieszny, Oscarze – odezwała się w końcu, obserwując każdy jego ruch, gdy obchodził scenę i bacznie przyglądał się wykonującym układ tancerkom. Widziała w ich spiętych mięśniach i niepewnych spojrzeniach, że czują się dziwnie, niekomfortowo.
    Musiały się przyzwyczaić. Już niebawem oceniane będą przez całą masę mężczyzn. Chociaż pewnie w innym sensie, niż robił to teraz Oscar.
    — Gdybym chciała trzymać na scenie armię klonów, kupiłabym kilka lalek i zabawiłabym się w słodką wróżkę ożywiającą Pinokia.
    I zapewne za jakiś czas w progu burleski pojawiłby się Bigby ze Śnieżką, bo nie może przecież używać czarów w środku dzielnicy. Nawet jeśli ta dzielnica należy do Baśniowców.
    — Chodzi o lekkie, kosmetyczne wręcz zmiany. Oczywiście, wiele da się ukryć pod ubraniem. Skórkę pomarańczową można zakryć kabaretkami. Do małych piersi można dołożyć push-up, albo dodać paski, aby optycznie biust wyglądał na większy. Cała zabawa zaczyna się dopiero w momencie, w którym tych ubrań brakuje.
    Chociaż bardzo chciała nazywać swoje przedstawienia jako wydarzenie artystyczne, czasem nie dało się po prostu dobrać inaczej słów – a na scenie pojawił się po prostu striptiz. Innego rodzaju niż w Pudding n’Pie, ale nadal było to publiczne obnażanie się. Może nie całkowicie do naga, ludzie lubili pewne niedomówienia, niedosyt – ale to wciąż było wystawianie swojego ciała na widok publiczny.
    Natura ludzka była bardzo przewrotna, tak samo jak zachodzące w ciele zmiany. I tak piękna blondynka mogła mieć wyjątkowo niezgrabne nogi. Po urodzeniu dziecka można było nabawić się okropnych rozstępów i ciężko było z nimi walczyć. Tak samo jak szycie chirurgiczne pozostawić po sobie mogło paskudną wręcz bliznę.
    — Podniesienie opadającej powieki, lekkie powiększenie ust, podniesienie odrobinę biustu, wygładzenie ciała… Ot, detale, ale niezwykle istotne dla zachowania efektu. Nie wszystko da się poprawić samą charakteryzacją.
    Chociaż Margot by bardzo chciała, aby było to możliwe. Zapewne zaoszczędziłaby pieniądze na czarach, na których się nie znała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. — Ostre światło sceniczne potrafi zdziałać naprawdę wiele. Niekoniecznie na korzyść artystki.
      Korzystając z chwili, w której Oscar zatrzymał się na moment, aby przyjrzeć się jednej z tancerek lepiej, podeszła do niego powoli, z ramionami skrzyżowanymi pod biustem i stanęła tuż za nim. Z delikatnym, nieco zaczepnym uśmiechem na ustach nachyliła się w jego stronę, oddechem przez moment łaskocząc skórę jego szyi.
      — Wierzę, że nie będzie to zbyt wiele z mojej strony… - zerknęła na jego twarz spod półprzymkniętych powiek i dodała przyciszonym głosem: - Prawda, Oscarze? Jesteś w stanie pomóc moim dziewczętom… i mi?

      Margot

      Usuń
  42. [Oj, moje dziewczątko na pewno nie będzie chciało mu tak łatwo odpuścić, aczkolwiek aktywuje się u niej dzika satysfakcja z faktu, iż nie wszystko wyszło do końca tak, jak sobie to zaplanował. :D]

    Elphie Harding

    OdpowiedzUsuń
  43. [♥
    Miejmy nadzieję, że tylko to ma po tatusiu ;>
    Dajmy się Dor rozkręcić, psychoDoris pojawi się później ^^ Chociaż każdy pomysł, na jaki wpadnę prędzej czy później kończy się dramatem. Decyduj ;*]

    Dor-Dor

    OdpowiedzUsuń
  44. Zaśmiała się sama do siebie, słysząc słowa czarnoksiężnika. Oczywiście, że mu nie ufała. Nie ufała każdemu, kogo praca polegała na szemranych, nielegalnych interesach. Ilu Baśniowców ucierpiało przez takich jak on? Chociaż Diggs próbował pokazać się w jak najlepszym świetle, stawiając burmistrza i czarownice z trzynastego piętra w najciemniejszym kącie, bywali przecież tacy, którym nigdy nie chodziło o dobro innych. Udawali przyjaciół, aby kiedy wreszcie dostali pieniądze, zaśmiać się potrzebującemu prosto w twarz i uciec na drugi koniec miasta. Nienawidziła takich ludzi. Oszustów i kłamców. Właśnie takich skazywała swoimi artykułami na najgorsze z najgorszych. Samotność do końca życia, pogardę kierowaną w ich stronę za każdym razem gdy ktoś napotka dawnego złodzieja na ulicy. Po jej pracach nie mieli szans wyjść ze swoich zabaw i kłamstw. Musieli albo się do tego przyzwyczaić, albo jak najszybciej ze sobą skończyć.
    - Oczywiście, że ci nie ufam – oparła plecy o fotel, a ręce skrzyżowała pod biustem. – Przeszliśmy na ty, prawda? Mam nadzieję, że w żaden sposób cię nie uraziłam.
    Uśmiechnęła się do niego prawie drwiąco. Skarciła się w myślach i od razu twarz jej przybrała poważnego wyrazu. Przyszła tu aby jej pomógł. Chociaż cały czas wmawiała sobie, że nie powinna tu być, że mężczyzna który przed nią siedzi czeka tylko na to aby omamić ją własnym urokiem osobistym, potrzebowała go. Po ostatniej ciszy w gazecie nie mogła sobie pozwolić na odwiedziny u wiedź z trzynastego piętra. Właściwie nigdy nie miała środków aby do nich zajść, lecz też nie często potrzebowała ich usług. Miała szczęście, że nie musiała co parę miesięcy wykupywać ich Glamour tylko po to, aby nie płoszyć ludzi na ulicach. Chociaż w swoim prawdziwym domu wciąż była tylko kolejnym bezmyślnym demonem, los jakby chciał obdarować ją kolejną szansą, dokładnie kiedy przebiegła przez portal zmienił ją w tę dziewczynę, którą zawsze była, pozostawiając nieliczne pamiątki w postaci sińców i blizn.
    Ale jak zwykle tutaj nie mogły zakończyć się jej problemy. Wciąż pamięta ten wieczór, kiedy omal nie nadpisała swojego konto kolejną, śmiertelną ofiarą. Nie miała pojęcia, że tak potrafi – sadziła, że to już koniec, że już nigdy nie przeistoczy się w tę marionetkę człowieka, przegniłe ciało. A jednak; wystarczył jeden moment, jeden pijany dziad który kołysząc się na własnych nogach dosiadł się do jej stolika. Objął ciężkim ramieniem, chowając twarz w jej biuście. Odrzuciła go silnym ruchem, jednak mężczyzna nic sobie z tego nie robił. Złapał ją mocno za ramię, kiedy drugą jeździł po jej udzie. Drżała. Chociaż była w samym środku baru, pośród licznej klienteli, tutaj nikt nie zwracał na nich uwagi. Na to, że nietrzeźwy mężczyzna bezczelnie sobie z nią pogrywa. Kiedy poczuła jak ból rozpływała się po całej ręce, nie wytrzymała. Wściekłość buchała w niej ogniem, krew w żyłach zastąpiła lawa. I chociaż cała płonęła, jej serce zamarło. Sczerniało, twarde niczym lód, szare jak kamień. Jej skóra znowu pobladła, włosy machinalnie zaczęły spadać na stół i ciemny parkiet. Złapała mężczyznę za gardło, prawie wpychając go w siedzenie. Usiadła na nim rozkrokiem, a kiedy dłonie jeszcze bardziej zaciskały się na bladej skórze, dolna szczęka odpadła od twarzy prosto na jego klatkę piersiową. Gdyby nie barmanka, która w jednej chwili przybrała postać zielonego trolla i odrzuciła ją od pijaczyny, znów by to zrobiła. Zamordowała z zimną krwią.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po tym incydencie próbowała bardziej panować nad sobą, swoimi emocjami. Chociaż była w tym niezwykle dobra, czasem rosnąca w niej złość nie potrafiła zostać uchowana. Musiała się wydostać z tej ukrytej głęboko w świadomości klatki, przejąć władzę nad jej ciałem. Dla innych Baśniowców był to tylko odruch obronny. Coś dzięki czemu w trudnych chwilach mogła przeżyć, poradzić sobie na niebezpiecznych ulicach Fabletown. Ale ona miała już tego dosyć. Narażania innych na niebezpieczeństwo, skazywania bezpodstawnie na śmierć. W końcu zrozumiała, że musi to raz na zawsze powstrzymać. Jeśli chce zapomnieć o przeszłości, tym kim jest naprawdę, musiała się tutaj zjawić. Zaraz przed drzwiami do mieszkania Wielkiego i Potężnego Oscara.
      - Nie wiem jak to jeszcze wytłumaczyć… - zaczęła, odwracając wzrok od czarownika. – Nie potrafię kontrolować swojej przemiany. Kiedy coś mnie zdenerwuje… Po prostu nie potrafię nad tym zapanować. Właśnie wtedy znów zamieniam się w to coś. Tego okropnego demona, raniąc każdego kogo napotkam.
      Skierowała powoli dłoń w stronę szyi, palcami wyczuwając wyrytą w skórze linię od grubego sznura.
      - W domu nie byłam taka jak teraz. – powoli przyzwyczajała się do obecności mężczyzny. – Znaczy… Wcześniej tak. Ale po tym co on mi zrobił, powinnam być martwa. Tak się nie stało. Każdego popołudnia moje przegniłe ciało wydostawało się ze studni, aby zemścić się na wszystkich którzy kiedyś chociażby krzywo na mnie spojrzeli. Kiedy się tutaj znalazłam, myślałam że to już koniec. Że znowu będę taka jak dawniej. Ale… Kiedy coś mnie zdenerwuje, kiedy czuję że jestem w niebezpieczeństwie, ona znowu powraca. Znów się nią staję. I nie potrafię tego kontrolować, tego wszystkiego co robię pod jej postacią. Tak jakbym… Całkowicie straciła panowanie nad własnym ciałem, jakby jakaś inna siła więziła mnie w ciemnym kącie umysłu.
      Odwróciła zielone oczy w jego stronę, nie odrywając dłoni od własnej szyi.
      - Co jeszcze chcesz wiedzieć?

      Valerie i jej autorka, która bardzo przeprasza za treść oraz tak długi okres oczekiwania ;-;

      Usuń

Szablon wykonała Night Tear. Źródło: WallPaper. Obsługiwane przez usługę Blogger.