sobota, 22 kwietnia 2017

On musi zniknąć...

Ostrzeżenie. Czytanie tej notki spowoduje chęć popełnienia samobójstwa, przed zabraniem się do czytania prosimy zapoznać się z farmaceutą/lekarzem/weterynarzem lub innym murarzem, gdyż czytanie może poważnie zaszkodzić twojemu życiu lub zdrowiu.
W dalszej części tego dzieUa znajdują się słowa, które słownik PWN oraz nieomylna Wikipedia uważają za wulgarne, osoby o słabych nerwach proszone są o konsultację lekarską
Autor (nieudolnie)dbający o wasze zdrowie aka Bociek

***
                Nerwowo zastukał palcami w blat biurka. Od kilku minut wpatrywał się w monitor komputera. Dwudziestopięcio calowy ekran LCD  świecił się jasnym światłem, które drażniło oczy. Oczy, które powoli w miarę upływu czasu same się zamykały z niejakiego zmęczenia. Wiedział jednak, że nie może zasnąć. Nie teraz.
Cofnął filmik o kilka sekund. W słuchawkach rozległ się rozpaczliwy krzyk; wołanie o pomoc. Młoda kobieta spoglądała na niego jakby błagalnie, czuł się okropnie chociaż wiedział, że nie może nic zrobić, bo dzieli ich kilkanaście godzin i ciekłokrystaliczny ekran. Przewinął filmik nieco do przodu, w tle było słychać śmiechy, później znowu krzyki kobiety. Zatrzymał to. Ściągnął słuchawki, położył je na biurko, oparł się o krzesło i cicho westchnął. Wpatrywał się w ekran, w nieruchomą scenę, która była jakby żywcem wyjęta z obrazu Muncha o nazwie „Krzyk”. Upłynęło kilka długich sekund nim zdecydował się wyłączyć urządzenie.
Przeszedł do sypialni i położył się na łóżku; pustym oraz zimnym. Przez krótką chwilę zastanawiał się gdzie jest jego żona. Dopiero migająca na zielono dioda od telefonu przypomniała mu że jest w delegacji za granicą i pewnie jakiś czas temu, dwie może trzy godziny temu wysłała mu SMS’a, w którym napisała że jest w hotelu, no może ewentualnie po prostu pożyczyła mu dobrej nocy.
Przewrócił się na bok zrzucając przy tym satynową pościel na podłogę. Było strasznie gorąco, a włączony wiatrak nie polepszał sytuacji, robił tylko lekki może nawet nieco drażniący szum w sypialni. Wydawać by się mogło, że nawet otwarte okno nie za wiele pomaga. Przewrócił się na brzuch i zamknął oczy. Chciał, tak bardzo tego pragnął żeby sen już przyszedł, nie chciał na niego czekać. Jednak zamiast zbawiennego snu, w głowie wciąż kłębiły się myśli; gdzieś tam jeszcze pobrzmiewał echem krzyk kobiety, czy też i raczej młodej dziewczyny…która błagalnie spoglądała w kamerę, jakby przypuszczała, że tam po drugiej stronie będzie ktoś kto chce jej pomóc.
Otworzył oczy i wstał. Przeszedł do kuchni. Wyciągnął z lodówki  butelkę wody mineralnej, nie zamykał jednak drzwiczek pozwalając by lampka oświetlała trochę pomieszczenie. Pociągnął kilka łyków przyjemnie zimnej wody, która nieco go pobudziła. Chociaż średnio podobała mu się wizja bezsennej nocy; tak chyba musiał pogodzić się z takim stanem rzeczy. Schował butelkę z powrotem do lodówki, zamknął drzwiczki i wrócił do sypialni.
Usiadł na łóżku, chwycił telefon podpięty do ładowarki i odczytał godzinę. Sporo po północy, prawie pierwsza. Pokiwał głową z niejakim niedowierzaniem i odłożył sprzęt na szafkę nocną. Powinien naprawdę pójść spać, położył się więc i próbował zasnąć. Ledwo zamknął oczy a telefon zadzwonił.
Natychmiast podniósł się do siadu i odebrał telefon nie patrząc kto wydzwania o takiej porze. Jednego był pewny – to było coś ważnego.
— Mów – powiedział szybko przy okazji ocierając czoło wierzchem dłoni. – Masz coś? Powiedz, że…
— I tak i nie – odpowiedział dzwoniący. – Po pierwsze stary chce ciebie widzieć możliwie jak najszybciej. Po drugie mam coś…ale nie jest to rozmowa na telefon. Tak w ogóle to przepraszam że obudziłem…
— Nie obudziłeś Paweł. Nie spałem – westchnął jakby ze zniechęceniem. – Będę za godzinę – powiedział po czym rozłączył się dając do zrozumienia, że nie chce teraz słuchać wywodu przyjaciela o tym, że powinien teraz spać, o tym, że musi chociaż trochę odpoczywać.

Za piętnaście druga był w „firmie”, o dziwo wcale nie było widać (aż tak bardzo), że nie spał tej nocy. Najwyżej odeśpi to wszystko w dzień. Na korytarzu, przed stróżem nocnym czekał na niego Paweł, który dzisiaj postanowił „dla dobra śledztwa” zostać na nocną zmianę. Może to nawet lepiej, że teraz pracuje właśnie Paweł, a nie Monika. Z tej dwójki informatyków zdecydowanie wolał tego pana, on przynajmniej się do niego nie zalecał.
— Już myślałem, że szanowny pan komisarz Ivan Zwonariew zasnął za kierownicą i wpieprzył się w jakieś drzewo – powiedział ironicznie Paweł. Miał poważne przesłanki aby tak twierdzić, w końcu komisarz nie spał, no i ostatnio nie wypoczywa najlepiej. Już nie raz zasnął nad papierami. Więc przed kierownicą też mógł zasnąć.
— Daruj sobie – burknął. – Powiedz lepiej co to za sprawa „nie na telefon”. I czy stary w ogóle jeszcze jest przytomny.
— Na twoje nieszczęście Zwonariew jestem przytomny – odezwał się przełożony, nazywany „Starym”. Człowiek ten miał więcej siwych włosów, niż czarnych więc ciężko było powiedzieć że jest całkowicie siwy, albo że jest szpakowaty. Na twarzy jawiło się kilka zmarszczek. Zza cienkich oprawek spoglądał na dwóch śledczych, swoimi niebieskimi oczami. – Zapraszam do mojego gabinetu – wskazał gestem drzwi znajdujące się kilka metrów za nim, po lewej stronie. Chcąc nie chcąc weszli do gabinetu. Nie czekając na pozwolenie obaj usiedli przy biurku szefa. Ivan wyciągnął paczkę papierosów, chciał poczęstować resztę, ale Paweł nie palił a szef najwidoczniej chciał ograniczyć. Mówi się trudno, sam zapali, nie potrzebuje towarzystwa.
Zaciągnął się i po chwili wypuścił z ust szary obłok dymu, spojrzał wyczekująco na szefa. Coś mówiło Zwonariewowi, że jego szef jest jakoś przypięty do muru, bo przecież sam z własnej woli nie zostawałby tyle po godzinach. Dałby pracować innym, no i nie chciałby go widzieć w środku nocy. Ale przecież reszta zespołu śledczego też była przypięta do muru; cały zespól badający tą sprawę.
— Panowie nie zamierzam ukrywać, ze jest źle – zaczął ostrożnie. – Znika syn ministra pod nosem BOR-u a kilka godzin później znajdujemy jego zwłoki. Teraz co? Zaginięcie córki jednego z najbogatszych ludzi w Polsce. Znika w biały dzień, w drodze na uczelnię, porywacze odzywają się dopiero następnego dnia z samego rana, wysyłając paczkę z filmikiem komisarzowi Zwonariewowi. Możecie mi coś powiedzieć?
— Zapomniał pan o samobójstwie prokuratora – powiedział Ivan, po czym zaciągnął się papierosem – Nie wierzę w przypadki tej…czarnej serii. To nie są przypadkowe osoby i według mnie tutaj nie chodzi wcale o okup. To wszystko jest ze sobą ściśle powiązane.
— Sprawdziłem to nagranie. Nic szczególnego, ognisko na jakiejś polanie w pobliżu lasu, na paczce nie ma żadnych odcisków palców, głosy oprawców…zostały najprawdopodobniej tak wprawnie usunięte, albo po prostu nic nie mówili. Jednym słowem nic. Nie ma na nośniku też żadnego trojana… Najzwyklejsze nagranie panowie – westchnął Paweł. Tyle roboty, żeby stwierdzić, ze nie ma nic. Chyba każdy z obecnych liczył, ze jednak praca informatyka nie pójdzie na marne i to coś da.
— Jesteśmy w ciemnej dupie panowie! – krzyknął szef. Inspektor Roman Karaś. Informatyk wzdrygnął się, a Zwonariew w spokoju zaciągnął się papierosem, ten krzyk nie zrobił na nim żadnego wrażenia. Przyzwyczaił się do wściekłych ludzi…nawet o takiej porze.
— Powiedziałbym, ze jesteśmy w Warszawie, inspektorze Karaś – oznajmił ze spokojem Zwonariew. Po chwili wypuścił resztki dymu, który był w płucach. – Poza tym… oglądałem ten „słynny” filmik kilka razy – skłamał, oglądał kilkanaście, tak że chyba poznał go na pamięć. – Musiał zostać nagrany około północy, w tle widać słaby zarys świątyni…cerkwi najprawdopodobniej. Poza tym jest za cicho jak na Warszawę, bądź jej okolice. Możliwe, że ten filmik powstał w innym województwie, co tłumaczyłoby dlaczego porywacze odzywają się tak późno. Jednak nie mam całkowitej pewności – strzepnął popiół do popielniczki. – Dziewczyna jeszcze żyje…pytanie jak długo ten stan rzeczy potrwa. Oraz pytanie, dlaczego syn ministra został zabity kilka godzin po uprowadzeniu? Czego nie dał im minister? Nad czym zastanawia się pan Tomasz Kopytko? Bo nad czymś musi się zastanawiać skoro jego córka jeszcze żyje.
— Zwonariew! – krzyknięci inspektora towarzyszyło uderzenie w blat mocnego dębowego biurka. – Wy się chyba zapominacie! Ma…
— Potrzebuję nakazu od prokuratury. Konkretniej trzech – wszedł inspektorowi w słowo – Chcę przeszukać mieszkanie świętej pamięci prokuratora Jesiołka, mieszkanie pana ministra, oraz mieszkanie Tomasza Kopytko – zaciągnął się po raz ostatni, zgasił papierosa wypuszczając dym z ust. – Dobrze inspektor słyszał. Mieszkanie Tomasza Kopytko a nie jego córki. I uprzedzając pańskie kolejne pytanie, potrzebuję tego na wczoraj. Nie mam niepodważalnych dowodów, mam tylko przeczucie…
— Przeczucie Zwonariew. Przeczucie. Moje mówi, że prokuratura nie da wszystkich nakazów. I co z tym zrobimy? – zapytał. – Komisarzu, tutaj nie ma miejsca na samowolkę i działanie niezgodnie z prawem. Chyba nie muszę panu o tym mówić, prawda? Śledztwo trwa już kilka dni, więc spokojne. Na wszystko przyjdzie czas.
Kilka godzin później…
Po raz kolejny wyprał numer do pewnego „szpeca” komputerowego, który powinien mu pomóc. Znali się w końcu od dawna, no i człowiek ten miał dług wdzięczności w stosunku do Ivana. Komisarz, kiedyś mu pomógł, nawet bardzo pomógł.
— Bartek, mam się na ciebie wkurwić teraz, czy może za kilka godzin? – warknął Ivan idąc schodami w dół. – No pytam się.
— Pozwól, że nie odpowiem. Dlaczego obudziłeś mnie? Ledwie dwunasta jest – jęknął „szpec” o imieniu Bartek. Jednak czy był to Bartosz, czy może Bartłomiej to tego nawet najprawdopodobniej sam stwórca nie wie.
— Teraz milcz i słuchaj z pełnym skupieniem. Jest pewna sprawa. Musisz mi ustalić właściciela, pewnego komputera, wysłałem ci w SMSie IP sprzętu. Zobacz ostatnie logowanie telefonu o numerze 659-966-522, oraz żeby ci się nie nudziło to ustal do kogo należy samochód o blachach WX0967. NA wczoraj – spojrzał na gmach prokuratury. Tylko jeden nakaz…nawet nie to że dostał ten nakaz, on go po prostu wysępił, wyżebrał niczym król Żul pierwszy spod Żabki, dwa złote na browca.
— A może frytki do tego? Po co ci to? – zapytał Bartek, potulnie włączając komputer. – Nie mogą tego sprawdzić twoi kumple? W końcu byłoby to całkiem legalnie, co nie? Dlaczego ja?
— Jest jeszcze jedna kwestia. Musimy się spotkać. Przy Złotych Tarasach, od strony alei Jana Pawła II – powiedział otwierając drzwi samochodu. – Trzy godziny ci wystarczą?
— Tak. Stary o co ci chodzi? Dlaczego…Halo?! Ivan! Halo?!
Zwonariew rozłączył się i natychmiast wybrał numer do Kuby. Człowieka, z którym prowadził to śledztwo. Jakub „tyczka” Tyczkowski, był swoistym przyjacielem Ivana, takim kumplem z czasów szkolnych. Był bardzo dobrym policjantem, no i co najważniejsze – miał nosa do tej roboty. W kilku prostych żołnierskich słowach wytłumaczył koledze co i jak. Za kilkanaście minut powinni się zjawić przed mieszkaniem biznesmena.
Ivan dotarł z nakazem po czterdziestu minutach. Zapalił jednego papierosa przed przyjazdem reszty ekipy śledczej. Dotarli pięć minut po nim, więc o tyle dobrze, że nie musiał zbyt długo czekać na nich. Od razu też wyjaśnił technikom czego konkretnie mają szukać. Miał poważne przypuszczenia, ze biznesmen jest w jakiś sposób związany ze śmiercią prokuratora. Może nawet nie tyle co bezpośrednio przyłożył do tego rękę…po prostu wiedział więcej niż przeciętny śmiertelnik.
***
W gabinecie inspektora Karasia trwała zażarta dyskusja… chociaż patrząc na rozmówców, to słowo „zażarta” było wysoce przesadzone. Nie zmieniało jednak to faktu, że miny dwóch rozmówców były dosyć zaborcze. Żaden nie chciał odpuścić, co stawiało inspektora w dosyć niewygodnym położeniu. Ale czy można się tym dwóm panom dziwić? W końcu to było ich być albo nie być. Musieli coś zrobić, musieli w jakiś sposób pozbyć się pewnego niewygodnego człowieka.
— Zwonariew… to Rosjanin? – zapytał jeden z rozmówców. Brunet w okularach. – On musi przestać zajmować się tą sprawą. Musisz go odsunąć od tego śledztwa. Nie ważne w jaki sposób, on musi zniknąć – niemalże krzyknął.
— Zwonariew? Nie to Polak, tylko urodził się w Kaliningradzie no i mieszkał tam przez jakiś czas. Jego ojciec to w połowie Rosjanin – odpowiedział Karaś. O dziwo ton jego głosu był spokojny. – Jak mam odsunąć go od śledztwa? Czy też raczej śledztw? Nienaganny przebieg służby, do tego nie robi nic złego… Będzie ciężko.
— Wymyśl coś człowieku – głos zabrał blondyn, który od dobrych kilku minut milczał. – Po to przecież tu jesteś – przygryzł wargę, jakby w lekkim zamyśleniu. – Wysłano mu ten filmik, prawda? To podrzuć mu jakieś jeszcze rzeczy i zamknij go jako podejrzanego. Podrzuć do jego samochodu kokainę, albo cokolwiek innego. Rób to co trzeba – wzruszył ramionami. Obojętny ton głosu blondyna przyprawiał Karasia o jakieś dziwne uczucie. Coś jakby niepokój? – Porwij jego żonę, dziecko, psa, skasuj konto na PornHubie. Nie obchodzi mnie to! Ma przestać węszyć!
— Oczywiście. Zwonariew nie będzie przeszkadzał – powiedział Karaś po chwili milczenia. – A ten palant Kopytko?
— No cóż… Kopytko póki co nie rzuca się. Jest zdecydowanie rozsądniejszy niż pan minister – blondyn uśmiechnął się do rozmówców. – Miejmy nadzieję, ze i komisarz Zwonariew należy do ludzi rozsądnych.
— Rozsądnych i upartych – powiedział cicho Karaś.
***
Przeszukali mieszkanie biznesmena i niestety ale nic nie znaleźli. Nie było tam zupełnie nic co pomogłoby im w dalszej pracy. Kuba nawet miał nieco za złe Ivanowi, że brał nakaz na przeszukanie mieszkania biznesmena. Chociaż Ivan odniósł niejakie wrażenie, że biznesmen był przygotowany na to że policja zjawi się u niego w mieszkaniu i zabrał kilka ciekawszych rzeczy. Nie mógł jednak tego wszystkiego potwierdzić, była to tylko jego intuicja oraz obserwacja zachowania ojca porwanej.
Musiał spotkać się z informatykiem. Napisał do niego już SMSa że się spóźni. Ale teraz musiał…musiał znowu odwlec to spotkanie. Albo i nawet z niego zrezygnować. Musiał pojechać w jeszcze jedno miejsce. Musiał zrobić to teraz, bo za godzinę może okazać się, ze jest za późno.
— Bartek jak to wszystko? – zapytał po wybraniu numeru do informatyka. Musiał to wiedzieć możliwie najszybciej. – Masz coś?
— No mam. Właścicielem samochodu jest niejaki Robert Adamiec; komputera Jan Kowalski… ale to mi strasznie śmierdzi. A jeśli chodzi o telefon, to ostatnie logowanie było jakąś godzinę temu.
— Dzięki. Spotkanie nieaktualne – powiedział. – Posłuchaj. Jeśli nie odezwę się do północy to w moim komputerze jest pewien plik o nazwie „666”. Skopiuj jego zawartość a później wyślij na komputer…na maila Tyczkowskiego. On będzie wiedział co ma z tym dalej robić – po tym rozłączył się. Rzucił telefon na siedzenie obok.
Zanim gdziekolwiek pojedzie, to musi wstąpić na chwilę do mieszkania. Potrzebuje kilku rzeczy, które niestety zostawił w domu.
Drzwi od mieszkania były uchylone, co mocno zdziwiło komisarza. Powoli wyciągnął z kabury pistolet, który przeładował oraz odbezpieczył. W końcu nie wiedział co go może czekać w środku mieszkania. Jednak po zrobieniu kilku kroków wszystko było jasne… na swój sposób.
— Co się tutaj za przeproszeniem odpierdala? – zapytał z pełną kulturą Zwonariew. W końcu chyba pierwszy raz w życiu zobaczył ekipę techników w jego własnym domu. Kolegów z pracy, którzy grzebią mu w rzeczach. Ktoś pokazał mu nakaz przeszukania. Już nawet miał brać się za czytanie, kiedy któryś z techników, krzyknął że coś znalazł.
Ivan usiadł na krześle i spojrzał na nakaz. Po chwili spojrzał na stojącego przed nim policjanta z paczką jakiegoś białego proszku.
— To nie moje. Ktoś mi to musiał podrzucić – powiedział, chociaż miał świadomość, że to nie było żadne tłumaczenie. Wiedział co za chwilę się stanie. Zakują go w kajdanki i wyprowadzą z mieszkania. Następnie wsiądzie do radiowozu i na tylnym siedzeniu dotrze do komisariatu, gdzie go przesłuchają i  najprawdopodobniej wsadzą do aresztu. Jego przyszłość prezentowała się w czarnych barwach.
Chyba, że zaryzykuje ucieczką z tego miejsca…

… Ucieczką, która może się nie powieść.

______
Pozdrawiam tych, którzy wytrzymali i przebrnęli przez tą cała notkę, która chyba mi nie wyszła. Chciałem dobrze ale wyszło jak wyszło...
Może jakoś notka z Lucjanem uratuje sprawę i poziom konkursu, który ta notka zaniżyła. Pozwalam to zakryć możliwie najszybciej jak to tylko możliwe.
Zaprawdę powiadam wam, Bociek nie wiedział co czynił pisząc to...coś.
Dziękuję państwu za uwagę. Koniec kazania na dzisiaj.


3 komentarze:

  1. Mówiłem już, że Cię uwielbiam? XD Bo jak nie, to teraz to mówię, a jak tak, to się powtórzę. Notka jest naprawdę super i szybko się ją czyta, do tego przyjemnie. I niby taka poważna - porwanie, policja, narkotyki, ale przyznam, że momentami płakałem ze śmiechu (PornHub i plik o nazwie "666"). Teraz pozostaje tylko czekać na Lucka! :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Boćku te Twoje opowiadania są świetne! Czyta się jej z przyjemnością i wielkim bananem na twarzy :D Jestem ciekawa, jak potoczą się dalsze losy więc liczę na kontynuację! #teamLucek
    Ps. Tekst na początku wygrywa wszystko <3

    OdpowiedzUsuń
  3. W końcu udało mi się zabrać za notki :D
    Pięknie ci to wyszło! Lubię takie klimaty, do tego dreszczyk emocji :D Podbijam opinie wyżej - bardzo lekko się czyta i naprawdę wciąga. Jeszcze te polskie akcenty! Od razu kojarzy mi się z twórczością Pilipiuka :D
    Super, oby tak dalej <3

    OdpowiedzUsuń

Szablon wykonała Night Tear. Źródło: WallPaper. Obsługiwane przez usługę Blogger.