sobota, 8 kwietnia 2017

Jam jest Kukłą, Jam strachem bez twarzy


Ivan Zwonariew
nazywany "Hrabią" || hrabia Manteufel || były oficer Armii Carskiej || były oficer NKWD || były oficer GRU || kiedyś zastępca szeryfa w Fabletown || zwolniony ze stanowiska po pół roku urzędowania || szemrane interesy || oficjalnie biznesmen || silny rosyjski akcent || czarne ubrania || głównie garnitury || posiadacz kilku ziem baśniowców odkupionych za bezcen || nałogowy palacz || żonaty z Białą Damą prawie dwieście lat ||  kiedyś jeździł czarną Wołgą (ale nie tą konkretną) || obecnie BMW (ale bez trzech szóstek w rejestracji) || powrócił do Fabletown pod koniec 2016 po dziesięciu latach nieobecności || apartamentowiec Woodlands

Jam twym odbiciem
I wspomnień malarzem
Czarnym aniołem bez skazy

Za czasów jednego z królów elekcyjnych Polski - Augusta II Mocnego, krążyły legendy jakoby po okolicach Miechowa grasował człowiek poruszający się w czarnej karecie, do której zostało zaprzęgniętych sześć czarnych koni. Człowiek ów rzekomo był ubrany w czarny kontusz, opasany jedwabnym pasem i w narzucony płomienisty żupan. Zawsze pojawiał się w towarzystwie służby, która również była ubrana na czarno. Ludzie obawiali się tego jegomościa, gdyż spotkanie z nim wiązało się z wycieczką w jedną stronę do piekła. Hrabia Manteufel...
Gdzie przebywał nim trafił do Fabletown? W Rosji głównie. Trochę w Polsce, gdzie ożenił się z Białą Damą...
Jego, żona to ma cierpliwość! W końcu która z pań wytrzymałaby ciągłe rozłąki ze swoim mężem! Ma się wrażenie jednak, że kochają się na zabój...ale czy to nie są tylko pozory? W końcu jednak to diabeł jest. Diabeł, który już nie porywa do piekła, on urządza piekło na ziemi.
O tym doskonale wiedzą ci, których przesłuchiwał jako oficer Armii Carskiej, jako oficer NKWD, czy też i baśniowcy, którzy mieli wątpliwą przyjemność z nim obcować sam na sam podczas gdy hrabia piastował urząd zastępcy szeryfa.
Czasami zastanawiają się ludzie co jego żona w nim widzi. Owszem jest bogaty, ale i jego małżonka do biednych nie należała. Do tego hrabia znika często i nie pojawia się czasami przez kilkanaście lat! Do tego jego szemrane interesy, poglądy diametralnie różniące się od tych, które ma Król Cole, zdrady których dopuszcza się bardzo często. Ktoś kiedyś nawet niby słyszał jakoby po jakiejś najzwyklejszej kłótni jego małżonka płakała przez cała noc, a następnego dnia wyszła z mieszkania w okularach przeciwsłonecznych i w mocnym makijażu, który chociażby trochę przykrył wydarzenia, które miały miejsce poprzedniej nocy.
A przecież jego żona to dobra kobieta, która prowadzi fundację dla baśniowców, którym trochę w życiu nie wyszło. Kobieta nad wyraz spokojna o anielskiej cierpliwości. Odwiedzająca często farmę i pomagająca tamtejszym mieszkańcom.
Gdyby Zwonariew kandydował na burmistrza to pewnie wybrano by jego żonę... Chociaż jeśli biorąc pod uwagę wiek XX to i radykalni politycy mają poparcie... Ale może i nawet lepiej, że Ivan nie zamierza oficjalnie bawić się w politykę. Wystarczy mu raz na jakiś czas "sypnąć groszem" na cele dobroczynne i tyle (chociaż to tak właściwie jego żona "sypie groszem")... Ale to nie ważne jest w tej chwili...

Jam kusicielem
I królem czartów
Jestem natchnieniem
Bezwzględnym grabarzem

=======
Cóż i jest... Trzecia postać, pan z legend polskich. Mam nadzieję, że jakoś się przyjmie. Tytuł oraz te piękne kawałki wklejone w kartę pochodzą z TEJ strony. Twarzy użycza Grzegorz Damięcki. Nie wiem co mną kierowało tworząc tą postać. Karta pewnie ulegnie zmianie wcześniej bądź później.
NIE MAM NIC DO UKRYCIA!
Żonę bym oddał w ręce dobre i czułe.
Bawmy się :D Ivan nie jest taki zUy
Błagam przykryj ktoś tą kartę i to szybko

35 komentarzy:

  1. [Wow! Bardzo ciekawa postać! :D Widzę tu sporo różnych motywów, które zawsze można wykorzystać w wątkach, a do tego cały przekrój przez historię Polski. Super! :D
    I widzę małą inspirację "Czasem Honoru" xD btw. Zwonariew to chyba najlepszy czarny charakter z całego serialu (jeśli dobrze pamiętam, miał nawet pseudonim "Bocian" xD) :D
    Trzymam kciuki za pojawianie się Białej Damy ;)]

    Lucy

    OdpowiedzUsuń
  2. [no i kolejna postac ;) Baw sie z nia dobrze i dluuugo ;)
    Duuzo watkow. ]

    Eliza

    OdpowiedzUsuń
  3. [Świetny jest, cudowna postać. Ogólnie lubię wszystkie Twoje postaci, które do tej pory miałem okazję zobaczyć. Powodzenia w prowadzeniu kolejnej c:]

    Anthony Miller

    OdpowiedzUsuń
  4. ["Belfra" widziałam niestety tylko dwa odcinki, więc muszę koniecznie nadrobić :D
    Pewnie, chętnie coś napiszę! Zastanawiam się, czy nasi bohaterowie mogliby w jakiś sposób spotkać się jeszcze w przeszłości. I w jakich okolicznościach. Możemy też pokombinować z jakimś ciekawym pierwszym spotkaniem już w Fabletown. Masz może jakieś pomysły? ;) Lubię robić burze mózgów, więc jeśli tylko coś podrzucisz postaram się rozwinąć jakiś pomysł :D]

    Lucy

    OdpowiedzUsuń
  5. [ja sie dobrze bawie, gdy mam z kim a tak to wieje nuda xD]

    Eli.

    OdpowiedzUsuń
  6. [wiele rzeczy mowie a potem slysze przez osoby trzecie, ze ktos sie skarzy *smiech* to nawet urocze i nawet z przymruzeniem oka bo sama marudze i narzekam. Baa nawet niektorym o tym mowilam ^^

    Tylko co? W Lucku na dluzsza mete nie dokonczylimy. Will przypomina mi troche Lucka a o Ivanie za bardzo sie nie wypowiem, bo jakos koncepcji na niego nie mam *wzdycha* Ponadto z jednym autorem pisuje tylko z jedna postacia bo im wiecej ma osoba druga tym bardziej sie gubie. Wiec sama nie wiem >.<]

    OdpowiedzUsuń
  7. [Twoja trzecia postać, no i zaraz po Lucku moja ulubiona. :D Powodzenia, Boćku, owocnych wątków!]

    Sygurd Fafnesbane
    Indrid Cold

    OdpowiedzUsuń
  8. [Można Ivana jakoś właśnie wkręcić z tą sprawę z przeszłości, choć już z Night Tear będziemy coś takiego pisać i z jej panią szeryf :D Ale jeśli prowadziłby tą sprawę, można pokombinować z jakimś nawiązaniem i wykorzystać coś w teraźniejszości - a więc w samym wątku. Eh, mi też chwilowo pomysłów brakuje, ale jak w końcu wykuruję się z kataru i coś wpadnie mi do głowy, to dam znać :D]

    Lucy

    OdpowiedzUsuń
  9. [NIESPODZIANKA! :D Proszę cię, Glukhovsky to mój bae - uwielbiam tego człowieka i nie mogłam się powstrzymać, choć mam dziwne uczucie kiedy robię z niego psychopatę :)
    Napisałam do pierwszego Pana na jakiego wpadłam, ale może masz takiego ulubionego a niewykorzystanego do którego mogłabym pomóc z jakimś pomysłem? :)]

    Cash

    OdpowiedzUsuń
  10. [Ivan mi pasuje bardzo, to taki człowiek "w białym kołnierzyku" :)
    Hmm, krwawa akcja powiadasz. Ok, jak bardzo chcesz wejść w ranienie losowego npca i obdzieranie go ze wszelkiej godności? My z Cashem możemy dużo, mam mnóstwo pomysłów tylko musisz mi powiedzieć co cię ciekawi :) Latanie z kałachem to raczej nie nasza broszka niestety - tu jesteśmy bardziej nastawieni na "kontakt" z drugą osobą niż losowe strzelanie.
    Wspólny przeciwnik jednak daje dużo możliwości. Może facet byłby dłużnikiem u obu stron - zarówno u Ivana jak i u Casha. Informatorzy twojego szatana mogliby przekazać mu, że gościu ostatni raz widziany był właśnie w Puddin N'Pie. To czy Ivan będzie chciał wpaść tam z całą bandą czy porozmawiać najpierw z Cashem i przekonać go by "oddał grzecznie" gościa zależy od Ciebie :) Intryga mogłaby się nam rozwinąć do gościa który stałby wyżej w hierarchii niż im się początkowo wydawało.
    Co ty na to?]

    Cash

    OdpowiedzUsuń
  11. [Hohoho taki z niego kozak? No to zapraszamy z Cashem z otwartymi ramionami w skromne progi PN'P :D
    Może... Nie dokładajmy sobie problemów w postaci Bigby'ego i Felice na karku podczas tej "rozpierduchy"? :D Ale fajny pomysł z rozrastaniem się sprawy, może też zahaczyć o "środowisko" Casha ale tylko lekko je musnąć. Możemy wykorzystać Rasputina? Jakby nie patrzeć był postacią w pełni historyczną :D Ale kogoś z całą pewnością wymyślimy po drodze, jakiegoś pakera. Może kogoś na miarę Bluebearda lub Crooked Mana?
    Hahaha nie wiem czy Cash pasuje mi do roli bohatera, to nie jest mężczyzna z dobrą aurą, a po drugie "sława" w pozytywnym świetle utrudnia bycie "low-profile", ale możemy z gościa zrobić szaszłyk... W subtelny i opłacalny na dłuższą metę sposób, mam nawet ciekawy, dość ohydny w swym zezwierzęceniu pomysł :)
    Nah nie jest zawiłe, jest ok. To ustalamy coś jeszcze czy jedziemy z koksem?

    P.S. Dziękuję za odpis u Basiora - nie wiem jak ty to robisz, że piszesz tak szybko :D]

    Cash

    OdpowiedzUsuń
  12. [Oj tak, zgadzam się w stu procentach. :)
    Dziękuję bardzo, miło mi, no i mam nadzieję, że życzenia się spełnią, bo jak to mówią - do trzech razy sztuka. ;)
    Cała trójka jest kapitalna, ale wpadam do Ivana, bo my Słowienie powinniśmy trzymać się razem. No i jeszcze te rosyjskie nawiązania, moglibyśmy nawet sobie wymyślić jakieś ciekawe powiązanie z przeszłości i czasu pobytu Ivana w Rosji. :)]

    Kostia

    OdpowiedzUsuń
  13. [Lucjan jest świetny, ale jednak słowiańska solidarność mnie przyciągnęła do Ivana. I nie mam pojęcia czemu ma niedobór wątków, bo postać jest genialna.
    A wiesz, że ten pomysł kojarzy mi się właśnie z powieścią, z której mam cytat. Tam właśnie akcja działa się w czasie rewolucji październikowej i świetnie były połączone realia historyczne z baśniowymi. Właśnie w baśniowym świecie w tym samym czasie też były walki (głównie konflikt Kościeja i Wija) i nawet też bajkowe postacie były zaangażowane w rewolucję. Czyli kupuję ten pomysł w stu procentach, bo szalenie mi się coś takiego podoba. Pytanie tylko czy wolisz coś bardziej związanego z wydarzeniami historycznymi, czy raczej bardziej fantastycznego z rewolucją w tle. Bo w obu wypadkach można fajnie coś sklecić. ;)
    Obecnie można w sumie i to i to. Dobrze im się w przeszłości współpracowało, a do tego właśnie obaj jako czarne charaktery się mogli dobrze dogadywać, więc obecna relacja b była właśnie na zasadzie - tu jakaś popijawa, tu sprawa, tu interesy. Może nawet stała współpraca, skoro Ivan w szemranych interesach siedzi. Czasem trzeba dorwać jakiegoś dłużnika, który nie spłacił długu, czasem zatuszować jakiś "nieszczęśliwy wypadek", albo w ogóle przydaliby się od czasu do czasu "nieznani sprawcy". I wtedy właśnie jak mówisz - możemy zacząć od akcji - "Ivan, jest sprawa" :) A jak chcemy bardziej namieszać to można w ogóle połączyć obecną akcję z wątkiem z przeszłości. Powiedzmy z jakąś niedokończoną sprawą z czasów rewolucji, która teraz nagle daje o sobie znać po latach. Co Ty na to?]

    Kostia

    OdpowiedzUsuń
  14. Dzisiejszy dzień, smętny, ponury i deszczowy, był idealną porą na załatwianie tak trywialnych rzeczy jak papierki. Pomimo tego, że PN'P nie było idealnym z definicji "miejscem pracy" podlegającym pod wiele praw oraz obowiązków takowej miejscówki nadal należało zajmować się biurokracją jeśli chciało się utrzymać je w jednym kawałku. Oficjalnie działali jako zwykły klub nocny, z odrobinę inną "boczną" działalnością rozszerzającą się i zataczającą coraz szersze, przyjemne w zyskach kręgi.
    Niemniej jednak, tym bardziej Cash jako właściciel tego miejsca musiał się starać, by chociaż w dokumentach wszystko wyglądało w porządku. Odkąd była narzeczona, Felice Fletcher, dowiedziała się o jego pobycie w Fabletown to wiedział, że nieustannie patrzy mu na ręce. Ha, spodziewał się po niej, że nie siedzi bezczynnie i aktywnie monitoruje, co tu się dzieje przez wzgląd na ich "dawne dzieje". Nawet po kryjomu liczył na to, bo z czystego serca chciał trochę napsuć jej krwi i przypomnieć o tym jak mogło być, a co tak niepoważnie zniszczyła własnymi oskarżeniami.
    Cóż, nie żeby nie były prawdziwe...
    Cash spojrzał na zegarek. Za trzy godziny powinni pojawić się pierwsi stali bywalcy klubu. Przed tym wypadałoby zajrzeć do dziewczyn na standardową pogadankę. Dzisiaj w gruncie rzeczy lśniła tylko jedna z nich, bo jej występ był ogłaszany jakiś czas temu i wielu na niego czekało. Morze chętnych by zapłacić później za czas z jednym z najpiękniejszych klejnotów PN'P. Po przeliczeniu zysków oraz strat, związanych między innymi z masowym uzupełnianiem potencjalnych braków alkoholowych, i tak wychodził na plus, co go osobiście bardzo cieszyło.
    Przeciągnąwszy się miękko, zrzucił ciemną bluzę z barków zasłoniętych rękawami czarnej koszulki, upił łyk kawy i chciał wracać do przerwanej czynności, gdy rozdzwoniła się komórka.
    Na wyświetlaczu zauważył tylko krótkie "Falk".
    Hmm... Tym razem nie "brat w potrzebie" jak zawsze.
    Interesy.
    - Tak? - mruknął rozpierając się wygodnie na krześle i bawiąc długopisem.
    - Cash, jak z tą rezerwacją? Mam jechać ją potwierdzić? Z zaliczką?
    - Słuchaj, zarezerwowałem nam trzy pokoje na ten wypad w góry. W tym samym hotelu, co zawsze.
    - Ok, coś więcej?
    - Dwa standardy tysiąc osiemset i jeden ultra premium z wszelkimi bajerami, cztery czterysta.
    - Cholera, który z nas będzie tam rezydował?
    - Z racji tego, że jesteś mi bliski pozostawiam te przyjemności dla ciebie - Knowles uśmiechnął się do siebie szeroko. Żaden nie mógł oprzeć się takim atrakcjom, a Falk był najlepszym by z nich w pełni oraz efektywnie skorzystać.
    Jeśli dopełni wszystkich swoich obietnic.
    W głosie mężczyzny po drugiej stronie dało się wyczuć wyraźną ekscytację, jakby ktoś właśnie podarowano mu najlepszy prezent w jego życiu. Dyszenie w słuchawce przerywało się co chwila i Cash wiedział, że jego brat już obmyśla co z robi z tym "pokojem".
    Zresztą bawiły go te ich podchody oraz rozmowy. Nic nie znaczące na zewnątrz, a mające w tobie tyle podtekstów dla osób, które znają prawdziwą naturę rzeczy. To nie był serial kryminalny, gdzie podsłuchy znajdowały się wszędzie, ale... Przezorny zawsze ubezpieczony, a miał szczerą nadzieję, że po ostatniej akcji Felice mile go pod tym względem zaskoczy. Była cudownie przebiegła.
    - Kurwa... Ja... Muszę się zastanowić i...
    - Omówimy to później. Na razie jedź tam, przegadaj to w recepcji. I zachowuj się! - podkreślił mężczyzna, kładąc mocny nacisk na to jedno tylko polecenie. Znał Falka i wiedział, że ten czasem lubił popłynąć i bywał bardzo, ale to bardzo gwałtowny. Nie potrzebowali teraz kłopotów z jego brakiem opanowania - Nawet jeśli będzie tam świetna dziewczyna, nie spuszczaj gaci w dół. Nie możemy sobie na to pozwolić.
    - Jasne, Cash i jeszcze jedno...
    Knowles gwałtowniej obrócił głowę, gdy drzwi otwarły się na oścież, a do środka wparował jakiś facet. Mimowolnie sięgnął pod biurko po pistolet, ale powstrzymał się widząc jak osoba bez żadnych ceregieli siada naprzeciwko niego. I nie celuje z żadnej spluwy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otoczony dymem papierosowym jakiejś drogiej marki, na pierwszy rzut oka jednak nie wyglądał na typowego przedstawiciela "tych wyżej od Casha". Kiedy pierwsza adrenalina opadła dopiero go poznał - Ivan Zwonariew. Wiedział kto to i znał też jego żonę. Informacje zawsze stały na pierwszym miejscu, ponad terytorium oraz pieniędzmi. W dzisiejszych czasach znajomość potencjalnego zagrożenia była fundamentem skutecznej obrony, nawet bez wywoływania bezpośredniego konfliktu.
      Ten jednak wyglądał na mocno wyprowadzonego z równowagi i gotowego dotkliwie pogryźć jeśli coś pójdzie nie po jego myśli.
      Czy to jednak miała być groźba i znak, kto tu rządzi?
      Zaśmiał się w duchu.
      - Cash, co do kurwy się tam dzieje!?
      - Nic szczególnego. Zgadamy się później.
      Cash uniósł brew, gdy Rosjanin, jak wnioskował po akcencie oraz imieniu, oznajmił, że mają do pogadania.
      - Mamy? - zapytał, rzucając telefon na stos papierów i sięgając po paczkę papierosów. Odpalił jednego z nich, gotowy wysłuchać co to za interes. Po szybkich, wypowiedzianych niemalże w krótkim oraz żołnierskim stylu, komunikatach Cash patrzył na Iwana ze zdziwieniem.
      Po chwili roześmiał się chrapliwie, strzepując popiół do popielnicy i podsuwając ją "gościowi". Czy naprawdę, wydawało mu się dotychczas, że rozsądny i ogarnięty, gościu wpada do niego i pyta o jakiegoś typka po prostu z imienia, bez żadnych większych danych, wierząc, że w ułamku sekundy Cash mu go znajdzie lub, na co pewnie liczył, wyda?
      Równie dobrze mógłby pytać przechodniów na ulicy, czy znają jakiegoś "Johna", który lubi czasem chodzić na panienki. A i tak byłoby to prostsze śledztwo niż w Puddin N'Pie.
      - Proszę, obsłuż się śmiało - mruknął wskazując na popielnicę, znowu zaciągając się dymem i gestem dłoni zapraszając mężczyznę by usiadł - Nie wiem, czy kojarzysz, ale dzisiaj w Puddin' występuje Aurora Llorist i Johnów znajdziesz pod dostatkiem. Jeśli się nie mylę wielu też lubi jak nazywa się ich "Paul". Zresztą jak każdej nocy, całe dziesiątki Johnów przychodzą tu, biorą dziewczyny i wychodzą. Może gdzieś tam jest twój kochaś.
      Podrapał się po brodzie, opierając skroń na palcach i nadal kiwając głową z rozbawienia. Sam nie wiedział, czego Zwonariew mógł od niego chcieć. Nie kojarzył by mieszali się razem w jakieś interesy. Ten biznesmen raczej słynął z wykupywania ziem Baśniowców niż zaspokajania potrzeb fetyszystów jak Cash. Żaden inwestor jednak nie ma w pełni czystych rąk więc może chodziło o coś więcej, zgrabnie ocierającego się o margines społeczeństwa. Nadal jednak Knowles nie przywoływał w swojej pamięci, by cokolwiek i ktokolwiek łączył go z Iwanem.
      - Przykre, że uciekają ci dłużnicy, ale póki mi płacą inne ich pożyczki mnie nie obchodzą - spojrzał na niego przenikliwie, a z ust nie schodził mu tajemniczy uśmiech - Żarty jednak na bok... To jak, wyjdziesz tak jak zamierzałeś i popytasz na ulicy o "Johna" czy okażesz się jednak sprytniejszy i powiesz mi o nim coś więcej?

      Cash

      [Twój początek był bombeczka! Me gusta po całości <3]

      Usuń
  15. [Dziękuję bardzo. c:]

    Elphaba Harding

    OdpowiedzUsuń
  16. [Zdjęcie Ci wychodzi z karty, chyba ma dość takiego życia!
    Chodź, napiszmy coś destrukcyjnego]

    Shhh, close your eyes

    OdpowiedzUsuń
  17. [Dziękuję za miłe słowa :)
    Limity są dla słabych, ale żeby nie pogubić się w odpisywaniu i życiu (które chwilowo nie jest kolorowe) limity to rzecz niezbędna.
    Jeśli uda się nam jakoś połączyć nasze postaci to na wątek jak najbardziej jestem chętna. Przyszłam do tego pana bo widzę że jakoś pusto u niego w porównaniu do reszty. Myślisz że się coś tu uda czy jednak z inną Twoją postacią będzie lepiej?]

    Nadine

    OdpowiedzUsuń
  18. [Idealnie się składa, bo "wątkowe marzenie", jak i sam pomysł mi się bardzo podobają.
    Oba wstępy są bardzo fajne i aż ciężko mi się zdecydować czy fajniej iść w stronę oszustwa czy morderstwa. Mi każda z tych wersji pasuje perfekcyjnie.
    Zaś co do motywów, to raczej głębszej ideologii by Hati nie miał. Wystarczą dobre pieniądze. Nawet można zakombinować, bo jeśli się okaże, że Ivan jako biznesmen może zaproponować panu detektywowi lepszą ofertę, to Hati pewnie chętnie zmieni stronę. :)]

    Hati

    OdpowiedzUsuń
  19. [Cześć. (:
    Cóż, pierwotny pomysł był inny, ale nie doczytałam wszystkich zakładek, zatem przerzuciłam się na Andersena. Jakoś nie przepadam za mocną fantastyką.
    Właśnie u mnie też z pomysłami kiepsko, myślenie mi ostatnio nie idzie, zatem na razie po prostu podziękuję za przywitanie i może uda nam się kiedyś spisać. (:]

    Gerda Frank

    OdpowiedzUsuń
  20. [Może Twój pan zdejmowałby jakiś dług, a Shadow nagle zmaterializowałby się z wiatru z popcornem i popatrzył jak jego ciało się kurczy? A potem zaproponowałby pomoc, bo jakoś ludzie są mniej podatni na samobójstwa i chętnie spróbuje sztampowego zdejmowania długów xD]

    Shadow

    OdpowiedzUsuń
  21. [Przysięgam, poryczałam się jak to zobaczyłam. XDDDDDDd
    Kocham Cię. Nie wiem, co bierzesz, ale też to chcę. To dziecko chyba nie chce mieć dwóch ojców. Tak myślę. Boże, ten wątek będzie piękny, ja nie wierzę, że to się dzieje XDDD
    Ten pomysł jest tak pojebany, że aż cudowny, ja się na to piszę. Niańczmy smarka :D]

    Shadow

    OdpowiedzUsuń
  22. [Zaczęłam na MC. Tu Twoja kolej XD Chyba że wolisz poczekać, bo teraz lecę spać. Muszę wstać o 5.50 i mam dwa niemieckie na początek XD]

    Shadow

    OdpowiedzUsuń
  23. Shadow, jako czart, rzadko miewał szczególnie wyszukane zajęcia. Mało baśniowców chętnie zadawało się z diabłami jego pokroju, a on, nieco stroniąc od ludzi, wcale się tym nie martwił. Hołdował spokojnemu życiu samotnego fuj człowieka o nieco niepokojącym uśmiechu i jasnych oczach, w których dało odnaleźć się bezdenną otchłań.
    Często więc pojawiał się znikąd, niesiony podmuchem pierwotnego wiatru i obserwował świat, ucząc się nowych rzeczy, starając zapamiętać ludzkie zachowania i po prostu zwiedzając, chłonąc każdy element szczegółowo zaprojektowanego świata. Wcześniej, w swej niehumaidalnej formie nie zwracał uwagi na kreację wszechświata; wtedy istniała dla niego tylko śmierć, ból i otaczający świat smutek, który starał się wzbudzić w każdym, wzrastającym w rozpaczy ludziku. Samobójstwo było tym, do czego chętnie popychał, szepcząc zbereźne kłamstwa na uszy słabych istot; śmierć wcale nie była taka straszna, choć Shadow w swej nieśmiertelności na pewno widział rzeczy o wiele mniej przerażająco niż w istocie były. Żył wiecznie. Więc co mogło mu zagrozić? Baba cmentarna? Syrenka? A może człowiek z pistoletem? Nieśmiertelność nie była jednak jedynym, co stawiało go w położeniu bezdusznego czarta. Chodziło właśnie o to, że był bezduszny. Bezduszny w teorii i praktyce. Trudno było poskładać jego obraz do kupy. Nie działał według schematu, rzadko wychylał się zza zasłony niewidzialności i raczej patrzył, stawiąc przykład prawdziwego obserwatora, karmiącego się informacjami.
    Już dawno nauczył się, że ludzki strach tnie najgłębiej. Lecz bojaźń, jaka wprawiała ludzi w drżenie nie była już tym, co starał się chłonąć; nie był już potworem, a diabłem w ludzkiej, paskudnej formie. Ograniczonej i nie tak skoordynowanej, lecz wciąż pozbawionej skrupułów i wahań.
    Lubił jednak udawać, że ma coś z człowieka, a materialne ciało nie jest tylko powierzchowną formą. Tego typu gra czasami mogła wydać się zabawna.
    Dlatego i tym razem postanowił odwiedzić jednego z pobratymców. Padło na Ivana, którego z popcornem w rękach obserwował, osadzony na czerwono-białej markizie. Patrzył jak wyciąga informacje, perswaduje i milczy, by w ostatecznym rozrachunku pozbawić ofiarę życia.
    Dostrzegł jeszcze jak zapala papierosa, a potem Hrabia wyczuł jego obecność. Czy raczej postanowił zwrócić na niego uwagę, bo nawet sam Shadow, z umiejętnościami maskowania, nie kwapił się, że diabeł nie wyczuje jego obecności. Było to oczywiste. Zbyt oczywiste.
    — Och, zawsze miło mnie widzieć — skwitował z charakterystycznym uśmieszkiem, zeskakując na ziemię i cmokając z dezaprobatą. — Wyglądam przecież tak przystojnie w tej ślicznej, człowieczej formie, prawda? Nie? Tak myślałem — splunął, podchodząc do trupa i przyjrzał się mu uważnie, karcąco kręcąc głową. — Słabo, przyjacielu. Paskudny strzał. Patrz, nie trafiłeś w środek czoła, zjechałeś na prawo. Mózg nie rozbryzgał się równomiernie — odwrócił się w jego kierunku i odruchowo rozpostarł ręce, udając witanie starego przyjaciela. Potem jednak zaprzestał, uśmiechając się do diabła szarmancko. — Paskudny ma odcień krwi. Ciemny. Widać była uboga w tlen... zrobiłeś mu przysługę — kopnął bezwładne ciało. — U kogo teraz rozkręcamy taniec śmierci, hm?

    Shadow

    OdpowiedzUsuń
  24. Shadow miał brzydką tendencję do pojawiania się tam, gdzie akurat miał ochotę. Nieważne, czy było to krematorium, łazienka kąpiącej się dziewki, czy szpital. Po prostu postępował tylko według własnych, wewnętrznych reguł, ignorując narzucane przez społeczeństwo normy. Porzucił wprawdzie los buntownika i już tak chętnie nie wpędzał ludzi do grobu; dzisiejszy świat był tak rozbudowany, że każde samobójstwo wyglądało tak samo. Albo skok z wieżowca, albo przedawkowanie leków... albo strzelenie sobie w łeb. Mortem tęsknił za dyndającymi szubienicami, na których wisieli ludzie; za ptakami, powoli objadającymi ich kości i słońcem, ciepłymi promieniami liżącym ich omszałe ścięgna.
    Realia wysoko rozwiniętego świata stawiały go w jednak w sytuacji, gdy ludzie sięgali po nudne, pozbawione klimatu metody. Shadow więc sukcesywnie wycofywał się z branży, nie chcąc marnować czasu na tak nieopłacalny satysfakcjonująco biznes. Wprawdzie nie znalazł jeszcze równie interesującego hobby zastępczego... lecz lubił obserwować, nawiedzać ludzi i udawać, że ma pojęcie o wszystkim, co działo się w baśniowej części Nowego Jorku.
    Ivan był wyjątkowo irytującym typem diabła, choć Shadow rzadko zdradzał swoje emocje. Nie dzielił się opiniami i nie okazywał uczuć, zamknięty w wykalkulowanej skorupie brzydkiego, nudnego człowieczka. Jako czart zapewne nie posiadał zbyt wielu uczuć — lub nie potrafił się z nimi pogodzić — nie ulegało wątpliwościom jednak, że stanowił swego rodzaju ewenement we wszystkim, czego łapał się, aby... się łapać.
    Tak naprawdę, zupełnie nie drgnął, gdy Hrabia zaprzeczył słowom, które wypadły z cienistych ust. Podświadomie wiedział jak zareaguje i oczekiwał tego, sycąc się tą przewidywalnością. Przymknął jasne oczy i jeszcze raz spojrzał na trupa, wpatrując się w bladą, zakrwawioną twarz o oczach, skierowanych ku górze. Białka zdążyły już lekko sczernieć..? A ciało zesztywniało na amen, co Shadow obserwował ze swego rodzaju fascynacją.
    Chociaż, chociaż może mi się przydasz — powtórzył za nim, nadając głosowi gruby, niski ton, naśladujący wysoko postawionego szefa jakiegoś głupiego biura. — Wybacz, przyjacielu. Jestem czartem, a nie prostytutką. Przed nikim nie odpowiadam równie mocno co Ty — uśmiechnął się paskudnie, nie stroniąc od kontaktu wzrokowego. — Nie słucham nikogo i nie robię za chłopca na posyłki. Nigdy — cmoknął z dezaprobatą, odsłaniając białe kły, które czasem ujawniały się w chwilach takich jak ta. — Jeśli proponuję Ci pomoc, robię to z nudy, a nie podziwu. Nie potrzebujesz mnie, a ja nie potrzebuję Ciebie. Możemy jednak, udając przyjaciół, spróbować zamknąć cudze oczy wspólnie. — wzruszył ramionami. — ... i jestem słowiańskim demonem, брат. Rosyjski nie jest mi obcy w żadnym aspekcie.

    Shadow

    OdpowiedzUsuń
  25. [Dziękuję za powitanie :) Mam nadzieję, że to wszystko się spełni i Królowa będzie mogła się tu rozwinąć :)]

    Verity

    OdpowiedzUsuń
  26. [To dawaj, zrobimy nagły zwrot akcji pod tytułem "lepsza oferta" i zmiana pracodawcy w samym środku zlecenia. :)
    O brzmi świetnie, jestem za taką akcją.
    Wątek raczej wychodzi ode mnie, więc może ja zacznę. Tylko trochę to potrwa, bo dopiero z urlopu wróciłem i muszę trochę ogarnąć życie.]

    Hati

    OdpowiedzUsuń
  27. [Wybacz, że dopiero teraz odpisuję, jednak Twój komentarz gdzieś mi zginął. Nadrabiam jednak! Przyszłam do Ivana, bo pomyślałam, iż ta dwójka ma szansę na najbardziej interesującą relację z racji wspólnej pracy w przeszłości, w tym samym budynku, biuro obok biura. Wyobrażam sobie, że tę ponad dekadę temu przez kilka nieprzespanych nocy nad papierami udało im się wspólnie zaliczyć. Hm, postawiłabym więc na coś neutralnego z nakierowaniem w pozytywną stronę może? Jeśli nie masz nic przeciwko. Bo chętnie bym jakiś wątek napisała.]

    Blanche

    OdpowiedzUsuń
  28. Shadow, jak na diabła, zdecydowanie grzeszył cierpliwością. I o tyle, o ile zdecydowana większość demonów i innych nieczystych sił po prostu grzeszyła, on miał ten ładny dodatek pozytywnej zalety, jaką była właśnie, prozaicznie, niepasująca jak cholera anielska cierpliwość, kontrastująca z całą jego ideą istnienia. Czarcia cierpliwość w końcu pewnie nie posiadała definicji, choć w jego przypadku zdecydowanie chyliła się ku tej anielskiej, już określonej w słowniku.
    Wbrew powszechnemu przekonaniu, nie był też idiotą. Nie miał aż tak nadmuchanego ego i poczucia wyższości; owszem, znał swoją wartość i wiedział w jaki sposób wykorzystać kłębiący się w małych sercach lęk, by zbudować z niego mur, dodatkowo odgradzający ludzi od jego jestestwa. Stanowiło to swego rodzaju ponadprogramowe zabezpieczenie, którego w gruncie rzeczy nie potrzebował; lubił jednak je w sobie odkrywać, stawiać tak po prostu, by jeszcze w gratisie zwiększyć swój autorytet. W przeciwieństwie do innych diabłów jednak, nie wzbudzał samym swoim pojawieniem zirytowania. Umiejętnie operował słowami i nie czerpał radości tylko z wyprowadzania kogoś z równowagi. Czasami, zdarzało mu się wręcz zaprzeczać idei własnego istnienia. Robił to jednak rzadko, bo z reguły ciął słowami jak sztyletem, powalając elokwencją proste, pozbawione horyzontów osoby. I to, jak na czarta, było zdecydowanie ogromnym ewenementem. Nawet nie wiedział kiedy, przez te wszystkie lata, zdołał zgromadzić tak pokaźny bank słów i korzystać z nich z wprawą; czasem bliżej było mu zdecydowanie do jakiegoś wyedukowanego biznesmena z przylizanymi włosami niż zwykłego, prymitywnego demona.
    Ale nie przejmował się tym, tylko korzystał, czerpiąc frywolnie z życia tak wiele, jak tylko martwy mógł dosięgnąć.
    Jego uśmiech natomiast był zawsze tak rubaszny, iż trudno było podać w wątpliwość jego naturę.
    — Dzień dobroci dla zwierząt, przyjacielu? — zapytał obscenicznie, kręcąc głową, a jego jasne oczy odbiły światło, przez chwilę sprawiając wrażenie pustych białek, ogarniających całe źrenice. — Nie podejrzewałbym Cię nigdy o zoofilię, naprawdę. Wiem, że paskudny ludzki świat zmusza do różnych patologii, ale zwierzęta? Jeszcze niedawno trudno było mi zrozumieć fizyczny pociąg do kobiet, a co dopiero psów, kotów... krów? — źrenice zwęziły mu się nieznacznie, a skóra jakby zbladła, by jeszcze mocniej stopić się z jego jasnymi oczami. — Nie dość, że upadłeś tak nisko, by uzależnić się od ludzkiego gówna, jeszcze kutasa moczysz nie tam, gdzie trzeba — pokręcił głową z dezaprobatą i wzruszył ramionami, by złożyć dłonie w gest modlitwy. — Chyba pierwszy raz w moim vanitatywnym  życiu, posunę się do złamania idei jestestwa i pomodlę się za Twoje odkupienie — mruknął już ciszej, choć jego ochrypły głos nadal nie zelżał, promieniując nutą pewności i całkowitą pogardą.
    — Jestem i tak martwy, więc nieważne, jak fatalnie idzie Ci jazda za kółkiem, co najwyżej kilka pieszych umrze... w moim przypadku natomiast, co jest martwe, nie może umrzeć ponownie — gwizdnął i ruszył w kierunku jego auta. Zatrzymał się.
    — No? Leziesz, czy nie? Próbuję udawać człowieka i chętnie wszedłbym do tego auta przez drzwi. Chętnie tez obrócę w proch jakąś zbłąkaną duszę, która nie umie czytać podpisanych cyrografów.

    Shadow

    OdpowiedzUsuń
  29. [ Jasne :D Mogę się skusić na dwa kolejne wątki z tobą XD
    Mów, coś wymyślił chłopcze :D ]

    OdpowiedzUsuń
  30. Shadow w gruncie rzeczy nie był taki zły, choć daleko mu było do altruisty; rzucony na głęboką wodę, wśród ludzi, których cierpienia pragnął, musiał nauczyć się wielu rzeczy, bo do reszty nie oszaleć w tym dziwacznym społeczeństwie. Nie był człowiekiem, a diabłem zamkniętym w jego skorupie; chciał jednak chociaż w małym stopniu spróbować nabrać ludzkich cech, by bez przeszkód egzystować swoim martwym cielskiem wśród tych dwunogich, wcale nie tak skomplikowanych psychicznie stworzeń. Był zdecydowanym indywidualistą z małą obsesję na punkcie obserwacji. Lubił czytać z ludzi, składać do kupy, wpasowywać w schematy; lubił siać zamęt, uśmiechać się, wprowadzać w szeregach popłoch i patrzeć na konsekwencje swoich działań. Czasami, zdarzyło mu się nauczyć czegoś nowego, dopaść nową umiejętność, przyswoić nowe słowo; był jednak osobą dość prostą, raczej niebawiącą się w skomplikowane aluzje, rozbudowane porównania, czy durne tajemnice i sekreciki. No, chyba że akurat miał humor na takie zabawy. Czart i człowiek, człowiek i czart. Trudno było oczekiwać konkretów, gdy dwie natury (w tym jedna narzucona i dopiero, powoli się kształtująca) spierały się ze sobą w morderczej walce o dominację; a wygrać mógł każdy, bo nic nie wskazywało na przewagę.
    — Czasami warto się pomodlić o zbawienie, może akurat ubędzie konkurencji? — wzruszył bezwolnie ramionami i spokojnie wsiadł do samochodu, wcale nie zwracając uwagi na zawrotną prędkość i dziwaczne manewry kierowcy; siedział w milczeniu, co jakiś czas wywracając oczami i śmiejąc cicho pod nosem, gdy Ivan uciekał przed służbami porządkowymi.
    — No, ładnie, ładnie — mruknął, gdy szarża dobiegła końca i zaklaskał z uznaniem, spoglądając w lusterko, a następnie wysiadając z zupełnie nieruszonego samochodu. — Jeździsz fatalnie, gdybym miał dzieci, w życiu bym ich z Tobą nie puścił — uśmiechnął się paskudnie i wzruszył ramionami, jasnymi oczami mierząc rozciągający się przed nimi horyzont. — Gdybym był przykładnym tatusiem, oczywiście. W moim przypadku pewnie, jak najbardziej chciałbym śmierci tych bachorów — westchnął i zadumał się na chwilę. Ciekawe, czy w ogóle mógł mieć dzieci? Mechanizmy ich tworzenia nie były wcale takie trudne, ale z drugiej strony... czy po transformacji zyskał możliwość reprodukcji? W jakimś tam stopniu był przecież nadal czartem... ale z drugiej strony, był Baśnią, a w Baśniach ponoć, wszystko bez wyjątku mogło wydarzyć się bez precedensów.
    — Pozwól, że pójdę przodem, tzn. pobiegnę przodem, siejąc zamęt moim puchatym brzuszkiem — mruknął neutralnym tonem, przemieniając się w małego czarnego kota z niebieskimi, jak toń morska wokół topielca, oczami. Lubił kocią formę, bo dawała mu zwinność, niewidoczność i... lizanie własnego tyłka nie stanowiło żadnej zalety. Ale przynajmniej jako kot zawsze był nienagannie ulizany i ładnie błyszczał w słońcu.
    Puścił się kocim, pełnym gracji biegiem, a gdy znalazł się pod właściwymi drzwiami, zwinął się w kłębek na wycieraczce. Czekał aż Ivan wreszcie się zjawi, a gdy w końcu ujrzał go na horyzoncie, wyciągnął grzbiet, zaparł się małymi łapkami i znowu przemienił, witając Zwonariewa uśmiechem.
    —Po kociemu jest szybciej — wzruszył ramionami.

    Shadow

    OdpowiedzUsuń
  31. [ Z Ivanem pomysł podoba mi się bardzo :D
    A jeśli chodzi o naszego pana snajpera to Cillian mógłby być po prostu jego terapeutą xD Na pewno takie wiekowy żołnierz ma wiele problemów psychicznych xD I dlatego Cill zgodziłby się go przenocować. Mogliby ich porwać i okazałoby się, że oni chcieli tylko Rasputina do jakichś niekromantycznych praktyk a Erwina wzięliby "przypadkiem" XD I musieliby niejako współpracować by się wydostać z tego więzienia. Co powiesz? ]

    Cillian

    OdpowiedzUsuń
  32. Shadow w sumie nie orientował się w ludzkich kanonach piękna. Nie miał pojęcia w jakich granicach powinien uplasować własne ludzkie ciało, lecz nie przejmował się tym, bowiem nie było mu to ani trochę potrzebne; póki co rzekome męskie instynkty, które powinien był nabyć nijak się nie ujawniały, a on mógł spokojnie cieszyć się żywotem niezaangażowanego aseksualnego czarta, patrzącego na wszystko trzeźwym, pozbawionym hormonalnego zmącenia okiem. Doceniał estetykę i perfekcjonizm, widoczny w rzeczywistości; nie pałał jednak sympatią do rzeczy charakterystycznych dla płci, nie odczuwał pociągu i też nie zastanawiał się jakby to było zaciągnąć kogoś do łóżka — uważał to za niskich lotów zabawę, a obowiązek swego rodzaju wzajemności w takich czynach zupełnie mu nie pasował. Nie był arogantem, ale nie był też altruistą. Gwałt wydawał mu się pochłaniać zbyt wiele energii, zwłaszcza, że (na razie) nie umiał czerpać fizycznej przyjemności. A z kolei rzekoma zgoda obu stron była jego zdaniem zbyt dobroduszna i nie pasowała do jego czarciej natury. Jednymi czułościami, jakie na razie potrafił zaakceptować było mizianie jego kociego cielska i łaszenie się do ludzi. O tak, w kociej formie bardzo lubił być obdarzanym różnego rodzaju pieszczotami.
    Dlatego zbył wzruszeniem ramion wspomnienie Ivana. Nawet jeśli mógłby mieć dzieci, pewnie by ich nie chciał; ba, uważał te smarkacze za rozwydrzone i chętnie powoli pourywałby im rączki i nóżki. Z premedytacją. Nożykiem.
    Wodził wzrokiem po okolicy, udając, że grzebanie w zamku jest bardzo potrzebne i wcale nierobione na pokaz; oboje mogli użyć niematerialnych form, przeteleportować się, przeniknąć, a zamiast tego bawili się w ludzi. Cóż, Shadow musiał przyznać, że mimo wszystko właśnie tego chciał się nauczyć. Zachowywania wśród ludzi. Więc nie przyjął źle faktu, że właśnie to narzucił mu Ivan, poddając się tej nużącej, wcale nie tak długiej ludzkiej czynności.
    Wszedł powoli zanim, nawet nie udając zainteresowania i powiódł po pomieszczeniu, tłumiąc ziewnięcie. Dziwne, nigdy nie potrzebował snu, a jako mężczyzna zaczynał odczuwać potrzeby takie jak ta; choć musiał przyznać, że spożywanie posiłków było czasami bardzo ciekawe i przyjaźnie drażniło to, co nazywało się kubkami smakowymi. Jedzenie było miłą częścią ludzkiego żywota i choć jego forma nie zmieniała się pod jego wpływem, musiał przyznać, że naprawdę rozumiał, dlaczego ludzie lubili tego typu ekscesy.
    Nie drgnął, gdy Ivan podszedł do kanapy, wyciągając małego chłopca. Uniósł brew, widząc go i ledwo powstrzymał się od parsknięcia śmiechem.
    —O dzieciach Ci się zachciało, to masz dzieciaka — mruknął, kręcąc głową i zamknął na chwilę oczy, szukając aury obcego, dorosłego człowieka. Spojrzał jak diabeł nieudolnie sadza dzieciaka na kanapie w towarzystwie jego głośnego Au!, a rezolutny chłopiec wcale nie boi się w swojej dziecięcej, typowej naiwności. Shadow zasalutował i rozmył się w powietrzu, zmieniwszy w wiatr, by wybadać całe pomieszczenie. Po dosłownie kilkunastu sekundach zmaterializował obok Ivana, uśmiechając się brzydko swoim typowym, czarcim uśmiechem.
    — Czysto. Żadnych ukrytych ludzi, żadnego smrodu Glamour — mruknął, czochrając dzieciaka po głowie w akompaniamencie jego słodkiego prychnięcia. — Wygląda na to, przyjacielu, że zostałeś ojcem wcześniej niż myślałeś — dodał z kpiną, a zanim Ivan zareagował, zamienił się w kota i zwinął w kłębek obok małego chłopca.
    — Sam sobie mu ojcuj. Ja jestem tylko zwierzątkiem — wymruczał, unosząc łepek. — Mnie się tylko mizia.

    Shadow

    OdpowiedzUsuń
  33. Stał przy oknie, przyglądając się musztrze. Młodzi oficerowie, przyjmowanie do honorowej gwardii ochrony cesarza. Szukali przystojnych i postawnych młodzieńców w całym kraju. Kilku przywieziono tu wraz z rodzinami z odległego wschodu. Jednak było warto. Mimo wszystko, Rasputin lubił przystojnych mężczyzn... A zwłaszcza pięknych chłopców o jasnych oczach. Westchnął na samo wspomnienie, nowego chłopca który biegał po pałacu z liścikami.
    Zmarszczył brwi, gdy na placu pojawił się ON. Zwrócił uwagę na tego oficera już wcześniej, nim dowiedział się kim jest i jak bardzo może być irytujący. Chętnie pozbyłby sie go, jednak to nie było takie proste. Stal sie zbyt popularny...
    Jednak znajdzie sposób by go odsunąć i odebrać mu wpływy. To tylko kwestia czasu.
    Odwrócił się energicznie, zarzucając długim płaszczem i pomaszerował z powrotem do swojego laboratorium.

    Cillian

    OdpowiedzUsuń
  34. Właśnie przysiadł do pracy, gdy usłyszał kroki... Przylazł. Słyszał dobrze jak lezie. On był na tyle bezczelny by tupać tak głośno podkutymi buciorami. Westchnął głęboko.
    - Nie tęskniłem zbyt namiętnie. - odparł. - Skoro mnie widziałeś i ja widziałem ciebie, zatem powinieneś mieć już wystarczająco dużo kontaktu ze mną na cały najbliższy tydzień. - Podniósł spojrzenie z zapisanych stron swojego dziennika, którego każdą kartę zapełniał zgrabnymi znakami tylko sobie znanego szyfru.
    - Ta sztuczna troska o carewicza nie pasuje do ciebie.Ty powinieneś się raczej przejmować wszami łonowymi we własnym oddziale, to jest sprawa odpowiednia dla kogoś takiego jak ty. A zatem, przyszedłeś po coś konkretnego, czy tak po prostu nie masz zajęcia? Mogę zaraz jakieś znaleźć specjalnie dla tak zacnego oficera...

    Cillian

    [Chemia między nimi jest niemal tak duża jak w Czarnobylu XD ]

    OdpowiedzUsuń

Szablon wykonała Night Tear. Źródło: WallPaper. Obsługiwane przez usługę Blogger.