niedziela, 2 kwietnia 2017

Dream a little dream of me



ANTHONY MILLER
24 lata z wyglądu znacznie młodszy - apartament woodlands - bogaty - utrzymanek i pan do towarzystwa dla innych panów, którzy bez pamięci tracą dla niego głowę, a później lądują z niczym ogołoceni z majątków - złodziej, oszust, krętacz i znawca sztuki - poznał sekret wiecznej młodości i prawdopodobnie przehandlował swoją duszę z diabłem


Jasnowłosy młodzieniec może wyglądać niepozornie, lecz bez wątpienia jest jedną z najbogatszych osób w Fabletown. Majątku swojego nie zdobył jednak w uczciwy sposób ciężką pracą, ale dzięki wykorzystywaniu i oszukiwaniu innych. Zaczynał prosto, jako drobny kieszonkowiec, który wykradał ludziom pieniądze. Nie zdobywał wtedy dużo, ale wystarczało mu na przeżycie. Jego sytuacja znacznie się poprawiła, gdy pomocną dłoń wyciągnął do niego mężczyzna, z którym nikt normalny nie chciałby mieć do czynienia, a jego skusił obietnicą bogactwa i dogodnego życia w zamian za przysługę. 

Dorian Gray słynął ze swoich zdolności mamienia ludzi i pozbawiania ich szczęścia. Młodzieniec, który raz zakosztował hedonistycznego stylu życia pragnął już nigdy nie przestać czerpać przyjemności ze wszystkiego. Bez trudu potrafił owinąć sobie ludzi wokół palca i naprawdę niewielu było mu się w stanie oprzeć, a on to wykorzystywał. Od tamtego czasu niewiele się zmieniło. Gdy trafił do Fabletown pod nowymi personaliami nie zrezygnował ze swojego dawnego życia. Bawił się i czerpał z życia to co najlepsze, mając nadzieję, że napisze swoją historię na nowo. Okazało się jednak, że nie wszystko było takie proste jak dawniej. Niemniej jednak pomocna dłoń niebezpiecznego człowieka sprawiła, że życie po raz kolejny stało się bajką, której na przeszkodzie stoi jedynie cholerny obraz, ukryty gdzieś pod podłogą. 


Anthony to przyjemna postać, której charakter rozwinę w wątkach. Szukamy romansów, klientów i człowieka, dzięki któremu chłopak stał się tym kim jest obecnie. Męsko-męskie idą nam najlepiej, ale proszę się nie zrażać. Możemy pokusić się o jakąś erotykę.

47 komentarzy:

  1. [Cześć, ptero, w końcu!
    Fajny Ci ten Dorian wyszedł, serio. Życzę ciekawych wątków, dużo powiązań, no i wpadaj do mnie, gdybyś chciał, a może damy radę coś wykombinować.]

    Indrid Cold

    OdpowiedzUsuń
  2. [Witam, witam w naszych skromnych progach :)
    Bardzo fajny pan ci wyszedł. Jeśli pojawi się ochota na wątek to zapraszam do siebie. Myślę że pewnie coś się fajnego wymyśli :D]

    Lucyfer
    Will

    OdpowiedzUsuń
  3. [Im dłużej się wpatruję w to zdjęcie tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że to jest J. Bieber, ale pewności nie mam. Takie pół na pół. Ale no nie ważne! Bardzo ciekawa ta postać i fajna, mi osobiście przypadła do gustu. Dobrej zabawy życzę i w razie chęci, gdybym zainteresowała to zapraszam do siebie. :) ]

    Kenna Pierce

    OdpowiedzUsuń
  4. [Cześć! Robię z Feli okropnego strażnika Teksasu, ale... bardzo chętnie by sobie porozmawiała z Anthonym na temat bezinteresownej miłości, szczerości i niezależności finansowej. O ile dowiedziałaby się o jego przekrętach, rzecz jasna. :D
    Powodzenia z Twoim panem, mnóstwa fascynujących wątków. I zapraszam do nas, jeśli znajdzie się ochota. ;)]

    Felice Fletcher & Miyuki Fuyuhime

    OdpowiedzUsuń
  5. [A masz ochotę na coś bardzo pojebanego czy tak tylko trochę?]

    Indrid Cold

    OdpowiedzUsuń
  6. [Hm, dobra.
    Widzi mi się coś takiego, że Anthony (ale chyba będę go ostatecznie nazywać Dorian, bo się poplątam), mógł kiedyś ukraść Indridowi coś cennego. To w sumie taki trochę dziwak, bo rzeczy Doczesnych uważa za dziwne i skomplikowane, więc je kolekcjonuje. Miksery, telewizory itp. Twój Pan mógłby ukraść mu jedną z tych rzeczy, bo w gruncie rzeczy są nieistotne, ale dla Indrida bardzo istotne. Cold zaplanowałby zemstę. Przykładowo, mógłby go porwać do swojej prywatnej rzeźni, czyli po prostu magazynu, w którym na hakach zamiast zwierząt wiszą ludzie.]

    Indrid

    OdpowiedzUsuń
  7. [Może Will kilka lat temu nauczył Anthonego złodziejskiego fachu (albo przynajmniej podszkolił go)? A teraz po iluś tam latach proponuje mu jakiś napad na bank, albo jakiś spory przekręt?]

    Will

    OdpowiedzUsuń
  8. [To może tak — Indrid ma zdolność nawiedzania ludzi w nocy i zmieniania ich snów, więc często z tego korzysta i uprzykrza im życie na wszelkie możliwe sposoby. Co Ty na to, żeby tak właśnie zrobił z Anthonym? Mógłby zesłać na niego kilka napraaaawdę nieprzyjemnych snów. W jednym z nim mogłaby być właśnie ta rzeźnia i nie wiem, Anothony udałby się tam myśląc, że właśnie tam znajduje się źródło tych conocnych koszmarów?]

    Indrid

    OdpowiedzUsuń
  9. [Ja się dziwię, że mieszkańcom Fabletown zostało jeszcze coś do rozkradnięcia, skoro populacja złodziei zwiększa się w tak zastraszającym tempie :D Dzień dobry!]

    Harley Fletcher

    OdpowiedzUsuń
  10. [ Witam na blogu :D Ciekawy i podstępy młodzienic... lubię takich.
    Może jakaś mała współpraca z moim Peterem? Coś mi się wydaje że się nieźle dogadają :D
    Miłego pisania życzę :D ]

    Pan Peter

    OdpowiedzUsuń
  11. [ Mój Peter nie został przeze mnie określony, jeśli chodzi o orientacje więc nie widzę problemu by stworzyć między nimi jakiś romansik.
    Co powiesz na coś takiego, że twój pan robiąc to co robi, po prostu wpadł w oko komuś nieodpowiedniemu lub też naraził się komuś dla kogo skopanie do nieprzytomności człowieka to nic nadzwyczajnego. Możemy uznać, że Peter w jakiś sposób wstawiłby się za Anthonym a przez to zawiązaliby pewną współpracę. Peterowi przydadzą się pieniądze i towarzystwo, a Anthonemu zapewne przyda się pewnego rodzaju ochroniarz, wspólnik i ktoś kto zawsze będzie na miejscu.
    Co ty na to?]

    Pan Peter

    OdpowiedzUsuń
  12. [Skoro byłaby to zemsta za kradzież, to zwabiłby go tam po to, żeby zmusić Doriana (chociażby torturami) do oddania "cennego" przedmiotu, którym mógłby być chociażby mikser.]

    Indrid

    OdpowiedzUsuń
  13. [ To w sumie zależy też od ciebie :) Chociaż możemy spróbować ten ich romans potraktować poważnie. Albo może stać się poważny z czasem :)
    Możnaby zacząć od ich pierwszego spotkania, może w jakimś przydrożnym motelu albo barze, do którego twój Anthony wcale by nie pasował, dlatego zwróciłby na siebie uwagę. Albo w jakimś klubie bądź na tyłach tego klubu? Jak wolisz?]

    Pan Peter

    OdpowiedzUsuń
  14. [Zawsze można przerobić Anthony'ego na mielonkę. XD]

    głodny Indrid

    OdpowiedzUsuń
  15. [Obawiam się, że mógłby odebrać to jako coś seksualnego. XD]

    Indrid

    OdpowiedzUsuń
  16. [Ta postać nie ogarnia chyba niczego oprócz wypruwania flaków. XD]

    Indrid

    OdpowiedzUsuń
  17. [Gdyby mu oddał ten głupi mikser, mogliby razem kraść. XD]

    Indrid<

    OdpowiedzUsuń
  18. Wpatrywał się w drogę przed sobą. Przesuwające się rytmicznie białe pasy, oddzielające strony jezdni były wręcz hipnotyzujące. Zaczął napadać zmrok. Miał już zdrętwiałe nogi a prostowanie ich już przestawało pomagać. Musiał się zatrzymać, chwilę pochodzić a potem położyć się spać. Był w trasie, przerywanej na tankowanie, jakiś posiłek i toaletę, już prawie dziewięć godzin. Warkot silnika zaczynał mu się wwiercać w czaszkę.
    Reklama motelu wyłoniła się zza zakrętu jakby za sprawą magii. Tego właśnie potrzebował. Tani motel z barem i kto wie, może z jakimiś dziewczynkami na godziny. Przyda mu się relaks.
    Zatrzymał się na parkingu dla gości, wybierając najmniej widoczne z drogi miejsce. Wątpił by szukali go na drugim krańcu kraju. Żaden normalny człowiek nie przebyłby takiej odległości, poruszając się po ziemi, w kilka godzin. Całe szczęście, że on nie był taki jak każdy. Mógłby wybrać inną część kraj, albo nawet inny kraj, nawet taki za oceanem. Jednak lubił Stany i ten specyficzny, panujący tu klimat.
    Przerzucił przez ramię wojskową torbę. Odczepił od maszyny nieduży kuferek i wkroczył do motelu. Dzwonek zaweszony nad drzwiami, obowiązkowy w takich miejscach, oznajmił przybycie gościa.
    Recepcjonistka, pomarszczona ciemnoskóra kobieta, oderwała wzrok od robionej na drutach skarpetki i wbiła je w mężczyznę.
    Peter zbliżył się do biurka, z dużym napisem recepcja, wymalowanym czarną farbę na desce. Uśmiechnął się w sposób, jaki tylko on potrafił. Ludzie chyba podświadomie wczuwali w nim niebezpieczeństwo i dopiero ten przyjemny uśmiech ich nieco uspokajał. Kobieta przestała kurczowo ściskać drut i zmrużyła oczy.
    - Dobry wieczór. - przywitał się. - Chciałem pokój na jedną albo dwie noce.
    - Wieczór dobry, ciepły. - odparła zachrypniętym głosem. - No to na jedną czy dwie? Mamy tu spory ruch...
    Pete rozejrzał się po korytarzu. Poza nim i recepcjonistką nie było widać nikogo. A na parkingu stało ledwie kilka aut i motocykli, przy czym prawie wszystkie w bliskości wejścia do baru.
    - Dobrze, więc na dwie.
    - Jednoosobowy?
    Mężczyzna poszerzył nieco swój uśmiech. Wyglądało na to, że przyprowadzenie poderwanych panienek na numerek do hotelu było dodatkowo płatne.
    - Więc dwuosobowy.
    Przesunęła po nim podejrzliwym spojrzeniem. Otworzyła kalendarz, leżący przed nią i przejrzała listę.
    - Płatne z góry. Jakiś dokument poproszę...
    - A jak zapłacę za trzy noce i powiem, że nazywam się Derek Wick, to to wystarczy?
    W podejrzliwych oczach starej recepcjonistki, która widziała i słyszała już wiele, rozbłysła chciwa zgoda. Za to właśnie lubił takie małe motele przy drodze. Można było pozostać anonimowym.

    Rozgościł się w swoim pokoiku. Łóżko było nawet wygodne a pościel dziwnie świeża. Pewnie ktoś tu zmarł i byli zmuszeni zmienić na nową. Otworzył kuferek i zajrzał do środka. Kuferek sam w sobie był większy w śordku niż na zewnątrz. Wyglądało na to, że dziewczynki śpią. Postawił więc uchylony na parapecie okna. Wziął prysznic, przebrał się, powalczył chwilę z hotelową pralką na monety, postawioną w korytarzu. Poczekał aż pranie i suszenie się skończy. Jeszcze rozwiesił ubrania na skrzydłach drzwi szafy. Pochował to co trzeba było pochować, wziął kilka banknotów i udał się do baru.
    - Fireball. - zamówił, siadając przy barze. Barmanka spojrzał na niego unosząc brew.
    - Poważnie?
    - Jasne. Mój ulubiony. - obdarzył kobietę swoim magicznym umiechem. nie dziwił się jej. Nawet w jego gangu krzywili się gdy pił tego drinka. Nie każdy odważyłby się wypić drinka z tabasco, cynamonu i wódki.
    Odwrócił głowę, przyglądając sie pozostałym gościom. Nie było ich wiele. Większość zgromadziłą się wokół dwóch stołów bilardowych, organizując jakieś zakłady. Peter pociągnął spory łyk ze szklanki. Możliwe że spodziewałby się zobaczyć tu żywego albo martwego Elvisa, niż mężczyznę, który właśnie wszedł. Wydawał się całkowicie nie pasować do tego miejsca. Jakby znalazł sie tu przez przypadek. Przyglądał mu się z zaciekawieniem, które trudno było ukryć.

    OdpowiedzUsuń
  19. [Wybacz późny odpis, ale tworzyłem zakładkę.
    Hm, to może jak już znajdą się w tej rzeźni i trochę pobawią w kota i myszkę, Indrid zaproponuje mu zarobek w zamian za oddanie miksera?]

    Indrid

    OdpowiedzUsuń
  20. - Szczerze wątpie. - odparł, gdy nieznajomy się odezwał. - Zabłądziłeś? - była to pierwsza rzecz jaka mu wpadła do głowy. Ludzie, którzy tak wyglądali od których wręcz zionęło pieniędzmi, dumą i pewnego rodzaju pychą, nie zapuszczali się w miejsca takie jak to bez konkretnego powodu. Zwykle było nim właśnie zbłądzenie.
    wychylił połowę zawartości swojej szklaneczki. Był ciekaw kiedy tubylcy zwrócą na obcego uwagę i zechcą by się z nimi podzielił tym co ma. Było to nieuniknione, czy tego chciał czy nie. Ludzie nie zwykli przepuszczać takich dobrych okazji.
    - Zastanawiam się jeszcze czy lubisz adrenaline... - dodał. Po ubiorze Petera można był od razu wywnioskować, że jet motocyklistą i to nie z gatunku tych, którzy wydają setki tysięcy na specjalnie wzmacniane ubrania i aerodynamiczny plecaczek by móc sobie przewieźć gatki na zmianę.
    Nie czekał długo na pierwszą reakcję. Ktoś odwrócił się i dostrzegł obcego. Szturchnął kolegę, ten następnego aż w końcu wszyscy, łącznie z dziewczętami zerkali w kierunku obcego. Gdy Peter wszedł do środka niemal nikt nie uraczył go spojrzeniem, poza dziewczynkami. A ten tu, zwrócił uwagę nawet barmana i gościa który od godziny grał w tę samą grę na automacie, licząc w końcu na wygraną.
    - Zgubiłeś się człowieku? - rzucił jedna z mężczyzn, opierając na ramieniu kij do bilarda. powtórzył wczesniejsze pytanie Petera, co potwierdzało tylko wyalienowanie gościa.

    OdpowiedzUsuń
  21. Peter wzruszył ramionami. Cóż mógł go obchodzić jakiś facet, który z własnej woli ładował się w takie bagno? Może był wariatem? A może gliną?
    Zerknął znów na obcego. Nie wyglądał na policjanta. Był zbyt porządny. Znał wielu gliniarzy chociaż nie w tej części Ameryki. Jednak mógł się mylić.
    - Ja chyba znam na to wiele określeń. - mruknął, mając na myśli tę specyficzną mieszankę głupoty z naiwnością. Dokończył swojego drinka, odstawił szklankę i czekał na dalszy rozwój wypadów. Musiał przyznać, że w nieznajomym było coś niezwykłego. Nie należał do tego świata. A przebywał z nim z dużą swobodą.
    - Twoi przyjaciele? - parsknął mężczyzna. - Też takie księżniczki jak ty? To poczekamy na nich. Nam się nie spieszy.
    Teraz Peter już był pewien, że cała sytuacja nie skończy się miło ani przyjemnie. Mogliby odpuścić. Jednak nie zrobili tego z jednego waznego powodu... Obcy był zbyt przystojny. Dziewczynkom się spodobał.
    Nie było dla takich ludzi jak ci tutaj nic gorszego niż nadziany, przystojny mężczyzna i to do tego tak bezczelnie pewny siebie.
    - Może z nami zagrasz, co?
    Pete zamknął na chwilę oczu. No tak... Będzie burda, przyjedzie policja a on będzie musiał w popłochu uciekać. A był taki zmęczony... Do szczęścia brakowało mu tylko ze dwóch drinków i kogoś kto postawi mu laskę za kilka gorszy.

    OdpowiedzUsuń
  22. [Hmmm brzmi ciekawie :D A co miałoby być tą cenną rzeczą? I czy byłaby to rzecz cenna dla Anthony'ego, czy może cenna tak w ogóle? No i mam pytanie za milion pięćset sto dziewięćset punktów...gdzie rozpoczynamy wątek?
    Według mnie przypadkowe spotkanie na ulicy albo w barze to takie oklepane to jest. Moze Will złoży po prostu wizytę w domu Millera? Przyjdzie, powie co proponuje i może popyta o kilka rzeczy i sobie po tym wszystkim pójdzie xD]

    Will

    OdpowiedzUsuń
  23. [Dobra.
    Wydaje mi się, że Will traktowałby Anthony'ego jak dobrego znajomego/przyjaciela, ewentualnie jak młodszego brata, któremu od czasu do czasu należy wskazać drogę ;)
    tyle byłoby odnośnie tego jak ja widziałbym ich przeszłość i relacje :D
    Pasuje ci takie coś? Czy może wolałbyś pójść w innym kierunku?]

    Will

    OdpowiedzUsuń
  24. Szybko przemierzał ulice Fable. Po zmroku było tutaj zdecydowanie ciekawiej niż za dnia, ale niestety musiał zadowolić się wieczorną rutyną mieszkających tutaj Baśniowców. A także przechodzącymi od czasu do czasu zwykłych Mundies, którzy szczerze powiedziawszy to średnio go obchodzili. Bardziej interesował się zawartością ich portfeli…ale o tym cii…
    Poprawił poły skórzanej, nieco już znoszonej, kurtki. Podciągnął rękawy tak, żeby widać było jego przedramiona. Miał zamiar spotkać się z kimś. Kimś kogo dawno nie widział i był dla Willa na swój sposób bliską osobą. Naprawdę zastanawiał się jak to będzie po tylu latach nieobecności znowu się spotkać i usłyszeć swój głos.
    Sprawdził godzinę na telefonie i uśmiechnął się pod nosem. Zastanawiał się czy nadal trudni się tym czego go nauczył. Młodego chłopaka kiedyś może nie tyle co nauczył złodziejskiego fachu, co pokazał mu jak ma się zachowywać, na co ma popatrzeć…nakierował go na „właściwe” tory. Sam Will wiedział, że bardzo ciężko jest się pozbyć starych przyzwyczajeń, które gdzieś tam siedzą w głowie i dają o sobie znać w najmniej oczekiwanych momentach.
    Wszedł spokojnym krokiem do apartamentowca Woodlands, gdzie mieszkał jego przyjaciel. Szkarłatny minął sprzątającego podłogę Muchołapa, śpiącego (jak zwykle) strażnika. Wszystko było takie jak zawsze…z pozoru zwyczajne i nie rzucające się w oczy. Doświadczony jednak zdoła zauważyć więcej. Zobaczy też różnice, które na pierwszy rzut oka są niewidoczne.
    Wszedł do windy i wcisnął odpowiedni numer piętra. Uśmiechnął się pod nosem widząc jak pozłacane wrota windy się zamykają. Niby przyzwyczaił się do tego, ale jakoś chyba nigdy nie przestanie go to bawić.
    Wyszedł po krótkiej chwili z windy i przemierzył, wydawać by się mogło, niekończący się korytarz. Zatrzymał się przed drzwiami do jednego z mieszkań i zadzwonił dzwonkiem. Przez chwilę czekał aż ktoś łaskawie mu otworzy drzwi. Kiedy usłyszał szczęk przekręcanego zamka wypalił nie przerywając obserwacji podłogi:
    — Tęskniłeś? – uśmiechnął się pod nosem i podniósł nieco głowę. – Tylko nie mów, że zapomniałeś o mnie. O Willu Szkarłatnym się nie zapomina – dodał po chwili.

    Will

    OdpowiedzUsuń
  25. – Nie, jestem tutaj tylko przejazdem. Odpoczywam po długiej podróży – powiedział, przedrzeźniając mężczyznę. Uśmiechnął sie przy tym łobuzersko. Wyciągnął z tylnej kieszeni spodniparę rękawić w których jeździł. Miały odpowiednio wstawione stalowe płytki. Miał zbyt duże doświadczenie w barowych burdach by się do tego nie przygotować. Ostentacyjnie położył je na blacie obok siebie. Tylko po co? Miał się nie mieszać... Co go obchodzi jakiś obcy facecik?
    Znów spojrzał na swojego dziwnego towarzysza. Za kogoś takiego ma się dać oklepać? Chociaż może i warto? Był miły dla oka. I najwyraźniej zdawal sobie ztego sprawę. Westchnął głęboko, wkładając rękawiczki.
    - A wy nie jesteście parą? - rzucił ten sam, który najwyraźniej lubi wymachiwać kijem, stając tuż za mężczyznami. Peter odwrócił się energicznie. Zdzielił faceta w brzuch, a potem wyprowadził silny lewy prosty, rozwalając mu nos. Trysnęła krew, brudząc podłogę. Odizwo agresor utrzymał się na nogach. Ale po kopniaku w krocze ciężkim buciorem, padł na ziemię kwiląc cicho.
    - No dobra. Ktoś jeszcze? Nie mam ochoty się zabawiać. Jak ktoś chce jeszcze w pierdol to zapraszam.
    Bez swojego przywódcy nie byli już tacy chętni, ale Peter podejrzewał, że zaraz się któryś ruszy a za nim cała reszta. Wsunął dłoń pod poł kurtki. Wszyscy spieli się, czekając na broń którą wyciągnie. Jednak zamiast gnara ujrzeli w jego dłoni mały woreczek z umieszczoną w środku dziwną tutką. Peter wyciągnł ją, nabrał głęboki wdech i dmuchnął w tutkę. Srebrzysty proszek rozpylony został w stronę tubylców. Wtedy Peter odwrócił się, złapał nowego za łokieć i wyprowadził. Ledwo zamknął drzwi a z baru doszły ich krzyki przerażenia.
    Peter schował tutkę z powrotem do woreczka. To był jego własny patent. Proszek który wytwarzała Will, wciągnięty przez nos wywoływał straszliwe wizje. Im mniej proszku tym krótsze wizje. Ta ilość którą w rozproszonej formie wciągnęli goście baru powinna dać im może minutę albo trzy minuty prawdziwej grozy. To zwykle wystarczało by całkowicie obezwładnić przeciwnika. Swego czasu wypróbował to na grupie motocyklistów z wrogiego gangu. Nieziemsko skuteczne.
    - No dobra panie ładny. Czekaj tu sobie na tych swoich wyimaginowanych przyjaciół. A do środka nie wchodz jeszcze przez jakieś dziesięć minut. Chyba że lubisz się bać.

    OdpowiedzUsuń
  26. [Witaj w Fabletown! :D Trochę spóźnione, ale mam ostatnio sporo na głowie ;')
    Bardzo urocze zdjęcie w karcie, idealnie dobrane do postaci :D Chyba tak właśnie wyobrażałabym sobie współczesnego Doriana.
    Życzę samych ciekawych wątków; zostań z nami jak najdłużej! W razie chęci zapraszam do siebie, może uda nam się wymyślić coś ciekawego.]

    Administracja & Lucy

    OdpowiedzUsuń
  27. [Witam serdecznie. :) Dorian wyszedł bardzo klasycznie, więc naprawdę udane i ciekawe uwspółcześnienie postaci. Życzę samych ciekawych wątków, a w razie chęci zapraszam również do siebie.]

    Mordred Deschain

    OdpowiedzUsuń
  28. Uśmiechnął się nieco i wszedł do mieszkania. Włożył ręce do kieszeni, przeszedł się po salonie należącym do Anthony’ego i rozejrzał się po nim uważnie. Nie pytając o jakiekolwiek przyzwolenie usiadł w fotelu i spojrzał na swojego przyjaciela. Czy też może i dawnego znajomego…
    — Uprzejmy jak zawsze – powiedział, można było wyczuć w wypowiedzi złodzieja nutkę ironii oraz sarkazmu. Jednak chyba nie powinno to dziwić w końcu to Will od dłuższego czasu unikał ludzi i nie spotykał się (raczej z przyzwyczajenia) ze swoimi byłymi współpracownikami, albo z kimkolwiek z kim spotykał się zanim trafił do pierdla. – Interesy Anthony. Interesy, które powinny cię zainteresować – uniósł prawy kącik ust.
    Rozejrzał się dokładniej po mieszkaniu. Apartamentowiec Woodlands nie był miejscem dla biednych baśniowców. Tutaj mieszkała ta słynna „elita”. Król Cole, Śnieżka, ukochany szeryf a także kilku innych. Will niby miał wystarczająco wiele funduszy na to aby zamieszkać w jednym z apartamentów w tym budynku, jednak wzbraniał się przed tym. Wolał mieszkać możliwie najdalej od najważniejszego budynku w Fable. Ze względów bezpieczeństwa…gdyby mieszkał tutaj nie mógłby „normalnie pracować”… znaczy się musiałby zacząć pracować uczciwie, co z jego kartoteką byłoby trudnym zadaniem. Bardzo trudnym. Bo kto zechciałby przyjąć złodzieja do swojej firmy?
    Poza tym uczciwa praca nie była dla Willa. Całe życie spędził na kradnięciu, zabieraniu i pożyczaniu na wieczne nieoddanie.
    — Ładnie się urządziłeś – powiedział z niejakim podziwem. Wydawało się, że Will chce możliwie najdłużej odciągnąć moment w którym powie o co konkretnie chodzi. Z jakim „interesem” przychodzi do Millera. Szkarłatny wyglądał zupełnie tak jakby w myślach wyceniał ile co jest warte i po ile mógłby to wszystko opchnąć…
    Znaczy się przez chwilę przemknęło mu to gdzieś przez myśl, ale jednak miał zasady. Dosyć okrojone, ale miał. I jedna z mnich mówiła o tym, że kolegów, znajomych, starych i biednych się nie okrada… Znaczy się jeśli ktoś był stary ale i bogaty to robił wyjątki. W końcu jeśli jakiś staruszek miał paręset tysięcy na koncie to wypadałoby sobie to wszystko pożyczyć, bo przecież emeryt nie wykorzysta tego, a jemu bardziej się przydadzą te pieniądze (albo ich część).
    — Powiedz jednak co to u ciebie słychać… Bo widzę, ze nie było mnie przez jakiś czas i wygląda na to, ze nie próżnowałeś – spojrzał na niego z lekkim uśmiechem, który chyba miał jakoś nakłonić Anthony’ego do zwierzeń.

    Will

    OdpowiedzUsuń
  29. [Wpadło mi do głowy to, że właściwie zajmowali się niemal tym samym. Lucy, tuż po przybyciu do Fabletown uwodziła mężczyzn i okradała, bądź po prostu żyła z tego, czym ją obdarowywali. Może nie do końca była utrzymanką, ale działała na podobnej zasadzie co Anthony :D Z pewnością nie raz na siebie wpadali i wchodzili sobie w paradę. Widzę nawet sytuację, w której oboje zasadzają się na jednego faceta xD Mogli się znać z widzenia lub nieco lepiej i może traktowaliby się jako konkurencja? Dałabym im wówczas dość zabawną relację, w której na swój widok przewracaliby oczami z myślą "to znowu on/ona" :D Co o tym sądzisz? ;)
    Co do samego wątku - zależy właściwie od tego, czy takie powiązanie, o którym napisałam by ci pasowały ;) Możemy ich w coś wplątać, w jakiś morderstwo jednego z "klientów"... Mamy właściwie sporo możliwości. Daj znać :D]

    Lucy

    OdpowiedzUsuń
  30. Zaśmiał się cicho słysząc Anthony’ego. Naprawdę był to na swój sposób niezły żart.
    — Nie przesadzaj. Noc, czy nie nigdy nie wiesz kiedy coś stanie się – opowiedział. – Poza tym to nie jest noc… Druga to nie noc, to ranek prawie, podobnie jak czwarta czy trzecia. Dwudziesta druga to późny wieczór, podobnie jak dwudziesta trzecia… Noc to w sumie dwunasta/dwudziesta czwarta/północ… niepotrzebne skreślić – wzruszył ramionami. Tłumaczenia Willa zawsze były…na swój sposób inne, oryginalne. Ale zazwyczaj szło je łatwo zapamiętać oraz wziąć sobie to wszystko do serca. Wbrew pozorom Will nie mówił głupio, nie był głupi.
    Niektórzy co prawda sądzili inaczej. Bo pewnie gdyby był odrobinę mądry/inteligentny/wykształcony, to z cała pewnością nie byłby złodziejem. Co z tego, że udało mu się obejść najróżniejsze zabezpieczenia, że potrafi dostać się tam gdzie nikt inny nie potrafi…dla niektórych wciąż będzie tylko głupim złodziejem bez jakiejś szkoły.
    Niby szkołę kiedyś skończył… i nie tylko podstawową, bo był swego czasu na studiach i nie była to uczelnia gdzie zdobywało się wyższe wykształcenie w robieniu hałasu.
    Po prostu o swoich edukacyjnych przygodach nie mówił nic. Nie chwalił się bo i tak nikt by mu nie uwierzył. A po co mówić o tym innym? Nie musieli wiedzieć, niech żyli w nieświadomości i nadal sądzili, że Will Szkarłatny jest głupim złodziejem, bez jakiegokolwiek wykształcenia.
    — Niby tak…ale wiesz…ktoś mógłby mnie wtedy okraść, co nie? – puścił mu oczko. Miał jakiś dystans do siebie oraz do swojego fachu.
    Pokiwał głową. Znał, pamiętał…on sam nie miał jakiegoś takiego zmysłu estetycznego. Po prostu w niektórych momentach nauczył się kiedy coś można połączyć ze sobą, a kiedy nie należy. Chyba nawet wolałby zapłacić trochę za jakiegoś projektanta wnętrz; aby ktoś inny urządził mu mieszkanie. Mieszkanie, które nie było tak okazałe jak to należące do Anthony’ego. Wbrew pozorom lepiej było mieć jakiś niczym nie wyróżniający się domek i po prostu zginąć w tłumie.
    —Wiesz, ze ja nie potępiam. Jeśli coś przynosi efekt to dobrze – odpowiedział. – Chyba, że za przeproszeniem „wytarłeś sobie dupę” moimi „zasadami”, czyli oszukałeś biednych i zabrałeś im resztę forsy, czy też okradłeś starze osoby to wtedy to potępię. Bo w tym fachu tez należy mieć zasady – odpowiedział Will. – I owszem, mam pewne informacje…ale chyba bardziej mnie ciekawi co u ciebie. Jak ty powiesz, to wtedy przyjdzie czas na mnie – wskazał Millerowi miejsce. – Na co czekasz? Siadaj chłopie i opowiadaj.

    Will

    [Przy okazji dziękuję za miłe słowa :D / Ivan]

    OdpowiedzUsuń
  31. Peter przesunął spojrzeniem po sylwetce swego rozmówcy. Skąd ten koleś się w ogóle urwał, nie rozumiał. Wydawał się zywcem wyciągnięty z jakiegoś bogatego domu na przedmieściach. Podejrzewal, ze gdyby wyjrzał na karking bez problemu wskazałby pojazd, którym ów czlowiek przyjechał.
    - To nie zabawki dla dzieci. - odparł z całkowitą powagą wypisaną na twarzy. - Po co ci to? Lubisz się bać? Do niczego innego nie służy.
    Jakby na potwierdzenie tych słów, zza drzwi dobiegły ich znów opentańcze krzyki. Peter zerknął na zegarek na swoim nadgarstku. Niedawno wziął go jako spłatę długu. ale wtedy miał jeszcze swój gang, swoją rodzinkę. Teraz był sam i musiał bardzo uważac.
    Minęły już dwie minuty. Pyłek zaraz powinien przestać działać. Pete uchylił drzwi, wstrzymując na chwilę powietrze w płucach. Standardowo, ludzie nagle ockneli się, nie będąc do końca pewni gdzie się znajdują. Zupełnie jakby przed chwilą obudzili się z ciężkiego i nieprzyjemnego snu.
    Zamknął drzwi i ruszył w stronę recepcji. Wątpił by ktoś chciał się na nim zemścić za to co zrobił. Zwłaszcza, ze nie można było tego całkowicie wyjaśnić.
    Stanął przed ladą. Mimo że kobieta siedziała na swoim miejscu nawet nie podniosła spojrzenia gdy podszedł. Więc Peter wcisnął staromodny dzwoneczek, by zwrócić na siebie uwagę.
    - Można zamówić zimne piwo do pokoju? Tu jakiś burdel na dole się zrobił.
    - Moża, kochaneczku...
    - To propozycja? - rzucił Pete, unosząc brew uśmiechając się szelmowsko. - Cztery butelki poproszę.

    [ Ja też nieczęsto ostatnio jestem... Praca mnie wykończy w końcu. ]

    OdpowiedzUsuń
  32. Zaśmiał się nieco szyderczo. Chyba tylko tak potrafił się śmiać Will Szkarłatny – szyderczo. Od dawna z jego gardła nie wydobył się szczery śmiech, czy chociażby ten nieco histeryczny. Tylko ta wyuczona szyderczość, która towarzyszyła mu od zawsze, która być może urosła nawet do rangi przyjaciółki, albo nawet i kochanki.
    — A ile bierzesz od starych znajomych za godzinę przy kawie? – wypalił. Kącik jego ust nieco drgnął, zupełnie jak przy jakimś tiku nerwowym. Nie powiedział tego tylko dlatego, że Anthony uraził jego ego, które może było zbyt wysokie, ale nie aż tak wysokie jakie miał taki Lucyfer, czy każdy inny diabeł, tudzież wysłannik z piekła. Oni to zawsze mieli zbyt wybujałe mniemanie o sobie. Co innego takie aniołki i inne stworzenia niebiańskie, które były niemalże skromne i dobre aż do bólu…to irytowało chyba każdego, kiedy ktoś był miły i przyjazny i zastanawiał się dlaczego, ludzie odtrącają albo i wyśmiewają takie osoby. Niestety anioły tego chyba nie rozumiały do końca.
    — Pamiętasz co ci mówiłem kilka lat temu? – zapytał. – Nigdy nie chwal się ile zarobiłeś i co ukradłeś, nawet wrogom….a już zwłaszcza przyjaciołom i znajomym – jedna z mądrości życiowych, które pielęgnował Will. Prawdopodobnie dlatego Szkarłatny nie mieszka w jakiejś willi, albo innym pałacu. Nie potrzebuje… nigdy tego nie potrzebował. Paradoksalnie dążył do bogactwa i innych wygód, ale nie potrzebował żadnego pałacu z tuzinem łazienek, z dwudziestoma sypialniami i innymi zbędnymi bajerami. Wystarczało mu dosyć mały apartament na skraju dzielnicy. Nie potrzebował jeszcze większego rozgłosu wokół siebie.
    — Nie patrz się tak na mnie. I nie zamierzam ciebie okraść, nigdy nie zamierzałem – westchnął. – Ale to nie zmienia faktu, że nie powinno się mówić o takich rzeczach. Ale cóż…skoro jesteśmy przy tym temacie, to mam coś, co powinno ciebie zainteresować – powiedział wyciągając z kieszeni kurtki zdjęcie pewnego naszyjnika. Właściwie kolii wysadzanej diamentami. Will nie interesował się takimi błyskotkami, interesowały go zielone. Ale skoro pewien mężczyzna płacił w wielu zielonych, to nie zamierzał odmawiać.
    — Ładne prawda? – zapytał jednak nie oczekiwał odpowiedzi. – Z cała pewnością drogie, cenne w… sam wiesz w co – machnął ręką. – Ma ją w posiadaniu pewien mężczyzna, trzyma zamkniętą w sejfie. Mężczyzna wyprawia przyjęcie w tym miesiącu, cóż… niestety nie dostałem zaproszenia i najprawdopodobniej nie dostanę, a muszę to mieć… Pomyślałem, że ty prędzej się wkręcisz na bankiet tudzież przyjęcie. Co mnie interesuje… Muszę się dostać do tego mieszkania. Do tej jebanej willi z basenem. A ty mi w tym pomożesz, jasne? – zapytał. – Podzielimy się… fifty-fifty. Myślę, że to uczciwa cena.

    Will

    OdpowiedzUsuń
  33. [ Ja jestem w trakcie pisania magisterki i mam wszędzie opóźnienia.
    Mam pomysł taki...
    Panowie mogliby sie poznać jeszcze zanim Dorian dostał swój portret albo zaraz po tym. Mógłby pożreć duszę kogoś, kto byłby w Dorianie w jakiś sposób zakochany albo zauroczony. I przez to właśnie ta duszyczka ciągle podpowiadała i szeptała, by chociaż spojrzał na Doriana z daleka.
    W czasie mogliby się spotkać kilkukrotnie, a potem już w Fabletown wpadliby na siebie przypadkiem. Lex zapewne miałby jakieś zlecenie "z góry" i mógłby sobie szukać towarzystwa :) ]

    Lex

    OdpowiedzUsuń
  34. Świat przyspieszył. Odkąd człowiek opanował parę i elektryczność, świat pędził rozpędzając się coraz bardziej. Dla Alexa był to dobry znak. Im więcej się działo, tym było ciekawiej.
    Czekał na lorda Corwella, z którego wiedzy chciał skorzystać. Był to człowiek odpowiedzialny za zabezpieczenie wystawy królewskich klejnotów. Alexandrowi nie zależało na wszystkich małych i dużych dziełach sztuki jubilerskiej i rzemieślniczej, które były wystawiane przez miesiąc w muzeum narodowym. Chodziło o dwie konkretne rzeczy, jednak mimo wszystko niełatwo byo się dostać do środka.
    Zbliżył się powoli do mężczyzny. Wsunął między wargi papierosa. Obszukał kieszenie, udając że szuka ognia.
    - Przepraszam. – zwróci się do lorda. – Ma pan może zapałki?
    Uśmiechnął się do mężczyzny. Jego demoniczna natura działała na wszystkich, czy tego chcieli czy nie. Ludzi zawsze przyciągały istotny nadzwyczajne, nadnaturalne.
    - Mam, oczywiście. – powiedział mężczyzna, wyciągając z kieszonki kamizelki pudełko zapałek. Gdy tylko się zbliżył, Lex ujął jego twarz w dłonie i przycisnął wargi do ust mężczyzny. Przez chwilę był w szoku, ale nim jego dusza przeszła do ciała demona, Lex poczuł jak mężczyzna oddaje pocałunek. Takie rzeczy się raczej nie zdarzają… Przynajmniej nie u mężczyzn. Przytrzymał bezwładne ciało, nim upadło na ziemię.
    Już po sekundzie usyszał w głowie przerażone wołanie mężczyzny. Zaczął przeglądać jego wspomnienia. Wyciągnął z jego kiszeni pęk kluczy i umieścił w swojej. Zaciągnął ciało w zaułek. Zabrał wszystko co mogło w jakiś sposób zidentyfikować ciało i podpalił, prostym zaklęciem.
    Przeszukiwał umysł lorda szukając czegoś co może mu pomóc. I znalazł. Idealny moment, to ledwie kilka minut między zmianami wart ochrony.
    Ale potem, w umysle lorda pojawił się inny obraz.
    Przystojny młodzieniec o jasnych włosach i uwodzicielskim uśmiechu. Widział jak siedzi na fotelu z wysokim oparciem a lord podchodzi niepewnie by choćby pocałować młodzieńca w dłoń. Poczul jak ogarnia go fala gorącego uczucia, którym Corwell darzył tego mężczyznę. Widział jak całował go i dotykał. Jak pragnął i wielbił jego młode piękne ciało. Chciał jego uwagi i całego jego na wyłączność.
    Alexander otrząsnął się. Dziwne uczucie… Jednak chyba musiał zobaczyć tego młodzieńca swoimi oczami.
    Odszukał we wspomnieniach Corwella wszelkie informacje o swoim oblubieńcu. Obdarowywał go wieloma podarkami. Bardzo drogimi. Kupował mu nawet kwiaty. A dziś było jakieś przyjęcie. Corewll właśnie szedł do jubilera by odebrać spinki do mankietów, które dla tego młodzieńca zamówił. Lex przejrzał zawartość portfela nieboszczyka i udał się do jubilera by odebrać prezent w imieniu denata, a potem przekazać go młodzieńcowi ze snów.

    [ Nie przejmuj się XD Ja wciąż udaję, że pisze magisterkę XD ]

    OdpowiedzUsuń
  35. Zaśmiał się. Wiedział co działa na Anthony’ego. Błyskotki działały z pewnością na kobiety oraz na tego pana. Will zdążył się przyzwyczaić do tego, zazwyczaj dzielili się tak, że Miller brał jakieś błyskotki, al. Szkarłatny zabierał ze sobą mamonę, albo drogie samochody, które i tak wcześniej czy też i później znikały tak nagle jak się pojawiały. Jedyne do czego Scarlet miał słabość to były zegarki, im droższy tym lepszy. Poza tym czasomierze były o tyle dobre, że ich cena z wiekiem nie spadała tak bardzo i były to wielokrotnie dobre inwestycje.
    Jednak naszyjniki, kolczyki i kolie to nie była jego broszka. Mógł ukraść i dostać za to pieniądze, jednak w życiu nie przywłaszczał dla siebie takich błyskotek. Wadziłyby mu w domu, poza tym byłoby to dosyć podejrzane, że taki „przeciętniak” posiada coś co jest warte pół miliona. Coś co przewyższa wartość jego mieszkania… Czego jak czego ale więzienia to nie lubi. Wylądował raz i powiedzmy, że to mu naprawdę wystarczy.
    — Sporo młody. Z całą pewnością więcej niż możesz przypuszczać. Nie kosztuje dziesięciu milionów, ale też i nie kosztuje dziesięciu tysięcy – odpowiedział. Pewnie to nie zadowoli Anthony’ego, ale miał to gdzieś. Wpierw interesy później ceny i podziały. Najpierw rzeczy ważne i ważniejsze.
    — Kto chce go kupić to już nie twój problem. Zasada pierwsza, nie pytamy o nazwiska im mniej zleceniodawca wie o nas tym lepiej, na odwrót nie zawsze się to sprawdza, ale z cała pewnością brak nazwisk jest kluczową sprawą no i najważniejszą – wzruszył ramionami. Uśmiechnął się delikatnie do chłopaka. Wbrew pozorom nie czuł się skrępowany tym, że Anthony woli panów. Czasami to nawet sobie żartował, że nie boi się kiedy ma chłopaka za plecami. Może było to wredne z jego strony, ale no cóż…bywało.
    Uśmiechnął się pod nosem widząc adres. Idealnie, po prostu idealnie. Świetnie, na razie wszystko idzie jak po maśle i nie będzie musiał przebierać się za jakiegoś kelnera, albo kogokolwiek innego.
    — To ten adres – powiedział po chwili. – Czyżbyś mi coś proponował? – uniósł brew i uśmiechnął się pod nosem. Jeśli od tego miało zależeć powodzenie akcji to mógł się nawet przebrać za Conchite Wurst. Byleby się tam dostać i zabrać „to co jego”. Może był to z jego strony akt desperacji, ale jednak…zależało mu na wykonaniu roboty.

    Will

    OdpowiedzUsuń
  36. Uniósł brew. Odwócił się powoli by spojrzeć na tego ciekawego mężczyznę.
    Otaksował go spojrzeniem od góry do domu. Właściwie takie podejście było dość logiczne. Peter nie wyglądał na chemika, który potrafi tworzyć takie cudowne proszki.
    - Myślisz, że musiałem kogoś załatwiać? Mnie dają za darmo... - odparł dwuznacznie. - Coś taki ciekawski? Nie wiesz że to bywa niebezpieczne?
    Był ciekaw co zrobi. Nie wydawał się być człowiekiem szalonym, chociaż pozory czasem mogły mylić.
    Dla Petera ostatnio nie było rzeczy prostych. We wszystkim znajdował jakąś pokrętną logikę, jakieś niebezpieczeństwo. Bał się odosobnienia. Nie znosił samotności. Właśnie dlatego, pierwszą myślą jaką miał po wtargnięciu policji do dawnego lunaparku, głównej siedziby gangu była ucieczka. Nie wytrzymałby długo w więzieniu. POtrzebował nieba nad sobą, drogi i świeżego powietrza.
    Właśnie dlatego nie chciał zwracać na siebie uwagi. Ale to nie nie udało. Po co wyciągał tego faceta z baru? Mógł to gam zostawić by przeżył swoje koszmary razem z resztą. A teraz co miał z nim zrobić? Jeszcze by tego brakowało by zadzwonił po policje.

    Peter

    OdpowiedzUsuń
  37. Dotarł na miejsce spotkania trochę zbyt wcześnie. Usiadł całkowicie z boku by nie zwracać na siebie uwagi. Zamówił jakąś kawę i chyba ciasto. Czuł dziwne podniecenie oczekiwanka. Wiedział, ze to nie jego uczucie. Corewll jeszcze nie wie że jest martwy. To zawsze był największy problem z jakim się spotykał. Dopiero gdy udowadniało się duszom, że nie są już w swoim ciele i że umarli, można mieć nad nimi pełną władze.
    W końcu przyszedł. Lord chyba nie rozumiał dlaczego się do niego nie przysiadł, bo puścił cienką wiązkę cierpierpienia, która zabarwiała się w umyśle Lexa na żółto. Ale potem pojawiło się znów to uczucie. Demon zaczynał odczuwać satysfakcję z czerpania z emocji i uczuć lorda. Był prawdziwie zakochany. Nie zdarzało się to zbyt często. Siedział spokojnie,przyglądając się młodzieńcowi, a Corwell wyrzucał z siebie błękitno czerwone pasma uczuć i obrazy, które były wspomnieniami i wyobrażeniami.
    W końcu skapitulował. Skoro i tak odebrał spinki od jubilera, a Corwell trwał w przedorgzmicznym stanie gdzieś głęboko w jego umyśle, mógł się zapoznać osobiście z tym młodzieńcem.
    Wstał i podszedł do stolika młodzieńca.
    - Dzień dobry. - przywitał się. Znów dostrzegł rozbłysk błękitu i czerwieni, którymi co chwilę częstował go lord. Teraz barwy wydawały się otaczać młodzieńca. To zawsze tak działało, gdy był blisko kogoś konkretnego, ważnego dla pożartej duszy.
    - Przysłał mnie lord Corwell. On... niedomaga i kazał bardzo serdecznie przeprosć, ale nie będzie wstanie dziś dotrzeć. Ale kazał mi to przekazać.
    Wyciągnął z kieszeni marynarki pudełko i położył je na stoliku przed młodzieńcem.

    OdpowiedzUsuń
  38. Zaśmiał się. Czyżby jego przyjaciel go nie doceniał? Jego Willa Szkarłatnego? No to go zaskoczy, pytanie tylko, czy teraz, czy może za kilka dni, na tym całym bankiecie.
    Fakt, może nie wyglądał na kogoś kto zna się na modzie, albo na kogoś, kto zawsze musi mieć nową linię odzieżową jakiejś marki. Nie ubiera też bielizny od Kleina, bo zwyczajnie nie uważa aby był to jakikolwiek wyznacznik.
    W jego „zawodzie” najważniejsze było żeby ubierać się tak aby nic nie krępowało ruchów, a także żeby nie wyróżniać się oraz odstawać od większości. Z cała pewnością na koncert rockowy nie przyszedłby w garniturze, do jakiejś speluny nie zjawiłby się w stroju kąpielowym, a na przyjęcie, gdzie będą same szychy tego miasta nie przyszedłby w skórzanej kurtce i jeansach. Miał pojęcie o istnieniu czegoś takiego jak dress code. I nawet starał się do tego stosować, oczywiście w miarę możliwości.
    — Spokojnie. Przecież nie zjawię się tam w byle czym – powiedział. Chociaż nie przypuszczał aby uspokoił Anthony’ego. Spojrzał na niego, na swojego…przyjaciela. – Spokojnie, czy kiedykolwiek zawiodłem? Nie, powiedziałem, że załatwię to załatwię. Aha…mam takie pytanie. Czy mam przyjechać pod ten apartamentowiec swoją limuzyną? – zapytał. Może nie wyglądał na takiego, ale posiadał znajomości w odpowiednich kręgach. Mógł przyjechać nawet na koniu z piekła. Naprawdę, wystarczyłoby że zapytałby się pewnego diabła czy pożyczyłby mu tego stworka.
    Wstał z miejsca. Przekrzywił głowę tak, że kręgi w jego szyi nieprzyjemnie trzasnęły. Poruszył ramionami i uśmiechnął się po raz ostatni do Anthony’ego.
    — Powiedz w takim razie o której mam się zjawić pod twoim mieszkaniem – włożył ręce do kieszeni. Był pewny siebie oraz swoich możliwości. Możliwe, że nie obawiał się aż tak bardzo samej wpadki, bardziej przerażała go wizja więzienia. Oraz jednego strażnika.
    Nie chciał tam wracać, po prostu nie miał zamiaru znowu obserwować świata zza krat. Życie na powietrzu było zbyt przyjemne, żeby się z nim żegnać. Chociaż zawsze istniała opcja, że zniknąłby na jakiś czas z miasta, poczekał aż wszystko przycichnie i dopiero wtedy by wrócił.
    — Wiesz co, może zrobimy tak, że w razie czegoś to zadzwonię do ciebie, albo ty do mnie – na wszelki wypadek napisał na kawałku kartki, którą wyrwał z notesu, swój numer telefonu. – Zadzwonisz, kiedy mam przyjechać. A teraz do widzenia panu – po tych słowach wyszedł. Zamknął za sobą drzwi, przeszedł do windy, nacisnął przycisk i czekał chwilę aż przyjedzie. Miał nadzieję, że Anthony się nie rozmyśli odnośnie całej akcji.

    Will

    OdpowiedzUsuń
  39. W pierwszym odruchu, chciał odpowiedzieć "najprawdopodobniej nigdy", co było niejako zgodne z prawdą ale powstrzymał się. Po co tego młodzieńca denerwować? Chociaż... nie obchodziło go to, jak mężczyzna się poczuje. Zatem dlaczego się tym przejął? Westchnął głęboko. Chyba powinien popościć przez kilka dni albo tygodni, by znów nauczyć się trzymać dusze i ich obleśne uczucia i sumienia, z dala od siebie i swoich myśli.
    - Alexander Heller. - odparł bez namysłu. Takie imię i nazwisko przyjął już dawno temu. Prawdopodobnie powinien je zmienić, gdyż zaczęło występować zbyt często i za bardzo kojarzyło się z jego twarzą.
    Wolał pominąć odpowiedź na pierwsze pytanie. Zapewne jutro znajdą zwęglone szczątki lorda. Zacznie się śledztwo. Zaczną się babrać w sekretach i tajemnicach Corwella. Potem wyjdzie na jaw związek lorda z tym młodzieńcem. Człowiek, którego duszę w sobie posiadał był typem nieuleczalnego romantyka, ukształtowanego przez ociekające bólem, platońską miłością i szczęściem peany, wiersze, dramaty i wszelką możliwą literaturę, skutecznie pomijając erotyki.
    Wyciągnął z kieszonki w kamizelce zegarek kieszonkowy i sprawdził godzinę. Zgodnie z tym co wiedział Corwell, a przecież wiedział wszystko o wystawie którą nadzorował, strażnicy wystawy zmieniali się o godzinie trzeciej. Wtedy też będzie miał właściwie jedyną możliwość wejścia i zabrania tego czego potrzebował.
    - Lord Corwell, zaproponował bym towarzyszył panu na tym charytatywnym balu.
    Dostanie się na ten bal ułatwiłoby sprawę. O trzeciej większość gości będzie nawalona. Będą kopulować gdzieś w kątach albo w pokojach na piętrze. Ludzie zawsze tak robią. A on będzie mógł niepostrzeżenie wykraść łupy.

    Lex

    OdpowiedzUsuń
  40. Zatrzymał się w półkroku. Oparł dłonie na biodrach i odwrócił w jego kierunku. Otaksował sylwetę swego rozmówcy i pokręcił lekko głową.
    - Lubisz się bać? Ten proszek wywołuje koszmary... Wszystko czego kiedykolwiek się bałeś, pojawia się tuż przed tobą. Tego chcesz? Poznać sowje strachy?
    Zbliżył się. Okrążył go, oglądając z każdej strony.Miało to głównie ocenić, czy mógł posiadać jakąś broń albo czy w jakiś sposób mógł by być niebezpieczny.
    - Ja nie musiałem nic zrobić by to dostać. To dla mnie trzeba coś robić by móc posmakować tego co mam... A dla ciebie, mam coś ciekawszego niż straszaki. Chodź, jeśli sie odważysz. Ale się zastanów. Jak za mną pójdziesz, nie wypuszczę cie za darmo...
    Minął go i udał się do swojego pokoju. Jak się spodziewał, wróżki były zbyt zmęczone by wstać i się rozejrzć po nowym lokum. Zamknął kuferek i odstawił go na parapet. Byl ciekaw czy ten dzieciak był wystarczająco niwny by za nim pójść.
    Zdjął kurtkę. Wydobył z niej resztkę proszku i wrzucił do jednej z szuflad. Kurtkę powiesił na oparciu krzesła. Zapalił papierosa i czekał na to co się wydarzy.

    Peter

    OdpowiedzUsuń
  41. [Hej! Jeszcze zanim stworzyłam Setha, twój pan strasznie mi się spodobał, dlatego wpadam teraz po jakiś wątek jeśli jest chęć :)
    Jeżeli nadal nie został znaleziony człowiek, który pokazał Anthony'emu łatwą drogę do życia jak z bajki to w sumie może Seth mógłby być tą osobą? :D]

    OdpowiedzUsuń
  42. [Zdradź więcej szczegółów co do tego romantyzmu w tle, a może uda się dopasować do tego Setha :) bastardobasca@gmail.com ]

    OdpowiedzUsuń
  43. — Naprawdę, nie spodziewałem się że mamy mało czasu – zironizował. Doskonale o tym wiedział. Wiedział też, że Anthony był złodziejem perfekcjonistą…czyli chyba najgorszym możliwym połączeniem w złodziejskim fachu. On osobiście wolał mieć w planie, jakieś niewielkie luki, luki które pozwolą na dodanie czegoś od siebie, albo na ewentualną zmianę planu. Przecież zawsze mogło okazać się że coś pójdzie nie tak.
    — Przynajmniej jedną kwestię wyjaśniliśmy – powiedział. – A czego się po mnie tak właściwie to spodziewałeś? Mnie nie interesują notowania na giełdzie, nie ciekawią mnie obecne ceny ropy, nie jest mi potrzebne do szczęścia to że Armani wypuścił nową kolekcję garniaków za co najmniej dwadzieścia tysięcy – powiedział zupełnie szczerze. Może była pomiędzy nim oraz tymi ludźmi przepaść klasowa, ale za to znał się na kilku innych rzeczach. Bardziej potrzebnych w jego życiu oraz zawodzie. – Do fryzjera? – spojrzał na Anthony’ego. – Co ci się nie podoba w moich włosach? Poza tym, byłem niecałe dwa tygodnie temu u fryzjera – dodał, jakby to miało w czymś pomóc. Nie sądził żeby jego fryzura była jakoś okropna. No może nie miał jakiś pięknych włosów niczym modelka, ale sądził że te jakoś ujdą. Poza tym nie musiał od razu udawać jakiegoś poważnego biznesmena, zawsze mógł poudawać…aktora, reżysera, sportowca…modela, jakiegoś niespełnionego artystę. Każdego kto mógłby mieć inne włosy niż reszta.
    — Jeśli od tego zależy to czy weźmiesz mnie ze sobą i wprowadzisz do budynku to tak. Jeśli byłoby to konieczne to mógłbym nawet udawać twoją babcię, albo twojego ojca – powiedział bez ogródek. Will raczej należał do osób bezpośrednich i na swój sposób szczerych. Zazwyczaj mówił prosto z mostu o tym co leży mu na wątrobie.
    Spojrzał na Millera, miał rację. Mogliby więcej rzeczy zaplanować, mogliby dłużej siedzieć nad niektórymi sprawami. A poza tym w razie czegoś to zawsze „wiarygodniej” wyglądało ich wspólne mieszkanie. Najwyżej będą plotki o tym jakoby Will zapomniał zapłacić za czynsz, albo nie zrobił czegoś w tym stylu. Ewentualnie pojawią się ploty o tym, że przerzucił się na chłopców.
    — Mam tylko takie pytanie. Chciałbyś aby twój chłopak był kim z zawodu? – zapytał. Mówił teraz całkiem poważnie, jeśli będzie trzeba, to nawet będzie do niego mówił w miejscach publicznych „kotku”, „kochanie”, czy też „słońce”. Nawet oswoi się z tym, że Anthony tak do niego się zwraca.
    Miał szczerą nadzieję, że Miller nie powie że chce żeby był jakimś biznesmenem, albo projektantem mody…albo modelem. Naprawdę wolał uniknąć czegoś takiego, bo musiałby się katować jakimiś nazwiskami, nazwami. Nie, to zdecydowanie odpadało. Już chyba wolałby być jakimś aktorem, reżyserem, sportowcem. Znał się na wielu sportach, najbardziej na piłce nożnej, sportach motorowych. Na siatkówce i koszykówce też się znał…ale za koszykarza by nie uszedł. Na sportach walki też się trochę znał, ale za karatekę, czy boksera to raczej można by go od biedy uznać.

    [Spoko loko, nic się nie dzieje :D JA nigdzie nie uciekam, ani nie krzyczę jeśli odpisy sie nie pojawiają :D]

    Will

    OdpowiedzUsuń
  44. Lex zmrużył nieco oczy. Lourence, inteligentny człowiek jeden z inspektorów Scotland Yardu, podszeptywał, ze młodziak kręci. Widocznie nie chciał z nim isć. Ale dla Alexa to co ten młodzieniec chciał było nieistotne.
    - Nie będę panu przeszkadzał. - odparł z niewinnym uśmiechem. - W środku, dam panu pełną swobodę.
    Alex chciał tylko wejść do środka. A potem uda się do części z wystawą i zajmie się swoimi sprawami.
    - Przyjdę po pana o 19. Wiem gdzie pan mieszka.
    Skłonił się lekko i odszedł. Dopiero po kilku krokach dotarło do niego, ze zabrzmiało to bardziej to trochę jak groźba. Ale trudno. Nie iał czasu na zabawy.
    Lord opiewał urodę młodzieńca, co stawało się irytujące. Stojąc przed kawiarnią zapalił fajkę i zaciągnął się mocno dymem. Fajka zdecydowanie do niego nie pasowała. Ale ją lubił.
    Teraz musiał się przygotować do zbrodni.
    Włożył garnitur. Czarny, wyjściowy. Rękawiczki, jedną parę włożył na dłonie a drugą wsunął do kieszeni, podobnie jak piórnik z przyborami do otwierania zamków. Sprawdził w lustrze czy nie widać żadnych podejrzanych wypukłości.Rewolwer w kaburze na boku również był niewidoczny.
    O umówionej porze czekał na mężczyznę, paląc tym razem papierosa.

    Lex

    OdpowiedzUsuń

Szablon wykonała Night Tear. Źródło: WallPaper. Obsługiwane przez usługę Blogger.