piątek, 21 kwietnia 2017

close your eyes



                                 I'm scared that I'm not myself and                                        I'm scared that I am
Amara Celeste


 — była pogodynka — obecnie właścicielka kawiarni "Na rogu klątwa zapomnienia, która wymazała jej haniebny czyn — mistyczny potwór o srebrnej grzywie — skomplikowana miłość — odsłonięta mroczna przeszłość — historia




Przez wieki wielu stworzyło o mnie historie, które przechodziły na kolejne pokolenia. By ujrzeć me oblicze wywabiali mnie bezbronnymi dziewicami. Uważali mnie za potwora, podczas gdy sami grywali w pokera z diabłem. Przypisywali mi magiczne zdolności, których pragnęli tak bardzo. Jednak ich śmiertelne dusze nie miały szans w starciu ze mną. Uciekałam, by nie zranić tych, którzy tak pragnęli mej śmierci. Nauczyłam się, że nie wolno wierzyć we wszystko, co mówią ludzie. Moja historia została splamiona krwią. Choć tego nie chciałam, sprawiło mi to nieznane mi wcześniej poczucie satysfakcji. Czekając na dosłownym skraju tęczy, gdzie ptaki śpiewają, kwiaty piękne tańczą, samotnie śpię pośród nich.

NIE MAM NIC DO UKRYCIA
NIE LICZĄC TEGO ZDJĘCIA

49 komentarzy:

  1. [Kocham, biorę, W KOŃCU RUSZYŁAŚ TYŁEK I JĄ OPUBLIKOWAŁAŚ.]

    kochający Burton

    OdpowiedzUsuń
  2. [Amara wróciła. Jak miło :D Trochę mniej miło, że siedzi w pace, ale wydaje mi się, że szybko z tego pudła wyjdzie ;)
    Tak nawiasem mówiąc to weny, wątków i czego będziesz chciała :)]

    Lucek
    Will
    Ivan

    OdpowiedzUsuń
  3. [ Ty nie gryziesz?! Akurat, uważaj bo uwierzę, bestyjko. No i cieszę się, że wróciłaś, bo mojemu Hakusiowi już brakowało kogoś z kim można by się tak podroczyć.
    No i tak jak ostatnio stworzyłaś cudną kartę *o* Jak ty to robisz, że to graficznie tak pięknie wygląda? ( treściowo oczywiście też! ).
    No ale to chyba już za dużo cukru jak dla kogoś, kto chce mojego pirata w króliczka przemienić XD <3 Witaj z powrotem. ]

    Huck

    OdpowiedzUsuń
  4. Wracanie do świata żywych jest naprawdę skomplikowane, a Terrence dobrze o tym wiedział. W końcu jeszcze nie tak dawno temu, bo zaledwie kilka tygodni wcześniej, postanowił zakończyć swój nędzny żywot. Złamał dwoje serc, w tym swoje własne, i nie był w stanie z tym żyć. Budzenie się każdego kolejnego ranka sprawiało, że miał ochotę znowu odpłynąć do krainy marzeń, do miejsc stworzonych przez własną wyobraźnię i pozbawionych bólu. Miejsc, w których znowu był z nią. Leżeli pod rozgwieżdżonym niebem, wpatrywali się w siebie zupełnie tak jak dawniej, na polanie, z tym samym uczuciem, będącym w stanie poruszyć ziemię i przenosić góry. Naprawdę ją kochał, podpowiadało tym nie tylko poharatane serce, ale też rozum. Jego dusza, przywrócona do ciała przez wiedźmy, należała do niej. ON do niej należał. Tak szczerze i bezgranicznie. Mieli coś, czego inne pary mogły im tylko pozazdrościć. Byli nierozłączni, jak dwa pasujące do siebie kawałki układanki. Tak bardzo różni, ale mimo to dopełniali się wręcz idealnie. I postronny obserwator mógł odnieść wrażenie, że nic nigdy ich nie rozłączy. Że będą jedną z tych parę, które szczęśliwie doczekują swojego szczęśliwego zakończenia: biorą ślub, wprowadzają się do wspólnego mieszkania, mają dzieci i starzeją się wspólnie, a potem umierają. Nierozłączni zarówno za życia, jak i po śmierci, bo zapewne ich dusze gdzieś tam się odnajdują i wspólnie wędrują do lepszego świata. Terrence też liczył na dotarcie tam w momencie, w którym przekraczał granicę dachu i stawiał ten ostateczny krok. Chciał znaleźć się w miejscu pozbawionym bólu i tęsknoty, nawet jeśli to on to zakończył i zabił jedyną rzecz, która przynosiła mu prawdziwe szczęście. Miało być lepiej.
    Los zadecydował jednak inaczej. Będące grzechem samobójstwo zadecydowało o tym, dokąd pójdzie jego dusza — do piekła, prosto w gościnne ramiona samego Lucyfera. Burton nie pomyślał o tym w chwili stawiania tego ostatecznego kroku, który doprowadził do upadku na ulicę i całkowitego połamania ciała. Nie był gotowy na smażenie się w kotle, jednakże wiedział, że będzie to nieuniknione. W końcu pewnego dnia w lokalnym barze porządnie obił pysk Władcy Piekieł. Męska duma Boruty zapewne nie pozwoliłaby mu przepuścić tego płazem. Okazało się jednak, że diabeł nie jest wcale taki straszny, jak go malują. Dostrzegł rozpacz Jeźdźca, tęsknotę za pozostawioną ukochaną, okazał coś bardzo rzadko spotykanego, czyli litość. Pomógł duszy wrócić tam, gdzie być powinna, poskładał ciało i wyrzucił je na jakimś pustkowiu, kilometry od Fabletown. To jednak nie powstrzymało Terrence'a od powrotu do miejsca, w którym wszystko zaczęło się od nowa. Do miasta, w którym udało im się ponownie połączyć i odnaleźć. Im, dwójce przeklętych kochanków.
    Siedział na zimnym, stalowym krześle i wpatrywał się w grubą szybę, znajdującą się tuż przed jego twarzą. Jedyną rzeczą oddzielającą go od ukochanej, którą już za parę chwil ujrzy. Nie będą mogli się dotknąć, przytulić, jedynie porozmawiać, ale to musiało im wystarczyć dopóki jakoś jej nie wyciągnie. A zrobi to na pewno. Dowiedział się, co zrobiła, ale jej za to nie winił. Rozumiał targające Amarą ból i cierpienie po jego podwójnej stracie. Nie miał jej za złe tego, co zrobiła, chociaż inni uznaliby ją za potwora. W jego oczach była tą samą dziewczyną, której dziwna energia powaliła go na ziemię wieki temu, którą pokochał bezgranicznie i bezwarunkowo.
    Drzwi po drugiej stronie szyby otworzyły się. Wstał, chociaż nie musiał. Stała tam, skuta kajdankami i mocno trzymana przez postawnego strażnika. Nie chciał, żeby informowali ją o jego wizycie, więc malujący się na jej twarzy szok był czymś naturalnym.
    — Cześć. — rzucił krótko i dość niewyraźnie, a w gardle pojawiła się dziwna klucha. Z jednej strony chciał się rozpłakać, rozbić szybę i przeciągnąć ją na swoją stronę, chwycić w ramiona, a z drugiej po prostu cieszył się, że ją widzi.
    Znowu.

    kochający i cudowny mąż

    OdpowiedzUsuń
  5. [Myśmy miały mieć wątek, prawda? Zapraszam więc, chętnie porwę. :D
    Intryguje mnie ta wersja Amary. I to, jak cudownie poradziliście sobie z rozstaniem i (rzekomą) śmiercią Burtona.
    Ja chętnie zaproszę na wątek, jak już wspomniałam. Chociaż w tym wypadku - chyba jednak z Felice coś prędzej ustalimy, hm? :D]

    Felice Fletcher / Miyuki Fuyuhime

    OdpowiedzUsuń
  6. [Moja ukochana wspólniczka od dziewiczego interesu <333
    Witam Cię ponownie Amarko kochana. Powrót rzecz jasna w wielkim stylu i z przepiękną historią. No jak tu Cię nie kochać? :)
    Miłego pobytu, wielu wątków i dużo miłości z pewnym jeźdźcem!]

    Kochający Smok
    i Duncan.

    OdpowiedzUsuń
  7. [ Dziękuję za powitanie :)
    Nikomu nie robię konkurencji XD
    Jeśli masz jakiś pomysł na wątek, to chętnie coś z tobą napiszę :) ]

    Alexander

    OdpowiedzUsuń
  8. [Tak cię wczoraj powitałam, że w końcu nie powitałam... xD
    Cieszę się, że wróciłaś <3 Biedna Amarka :< Lucy dobrze wie, co to znaczy siedzieć w Golden Boughs :D
    Wciąż ciężko u mnie z czasem, a wątków wciąż rośnie, ale co tam! Jeśli masz chęci, to wpadaj. Odświeżymy stare powiązanie lub może wykombinujemy coś nowego? :D]

    Lucy

    OdpowiedzUsuń
  9. Do Fabletown dotarł stopem. Nie był w stanie przypomnieć sobie nawet twarzy tego dobrego osobnika, który zatrzymał się na poboczu i wpuścił do środka „człowieka”, wyglądającego jakby parę chwil wcześniej rozjechało go coś gabarytowo przypominającego autobus wypełniony miłośnikami śmieciowego żarcia. Wory pod oczami, blada skóra, zapadnięte policzki, w tym jeden porządnie rozcięty przez niezidentyfikowany przedmiot. Żywy trup, który jakimś cudem znowu znalazł się pośrodku cywilizacji. Wracanie do życia zdecydowanie było skomplikowane. A najgorsze w tym wszystkim było to, że Lucyfer ponownie zabrał mu coś, co stracił już wieku wcześniej, gdy został wciągnięty do Dzikiego Gonu — duszę. Oddał tylko po to, żeby przywrócić go do życia, po czym zabrał. Ponownie był widmowym jeźdźcem, pustą skorupą. Potworem skazanym na wieczne męczarnie w piekle. Pocieszające było jedynie to, że znowu mógł to odwlec, znowu mógł egzystować. Odzyskać to, czego tak bardzo mu brakowało.
    Nigdy wcześniej nie był w Golden Boughs Retirement Community. Mało tego, nawet tamtędy nie przejeżdżał. Słyszał jedynie, że jest to więzienie dla Baśniowców, tych najgorszych z najgorszych, a tamtejsi strażnicy wcale nie są lepsi i dopuszczają się takich czynów, że sami powinni siedzieć w celach, a nie sprawować opiekę nad więźniami. Nie chciał nawet myśleć o tym, przez co Amara musi tam przechodzić. Piekło gorsze niż to prawdziwe, w którym sam był. I przede wszystkim nigdy nie chciał, żeby tam trafiła. W momencie, w którym postanowił ze sobą skończyć, nie przypuszczał, że będzie to miało aż tak duży wpływ na jej zachowanie. W końcu ją zostawił, porzucił, zranił. Powinna po prostu o nim zapomnieć i spróbować ruszyć na przód, a nie wymierzać sprawiedliwość tym, którzy pomogli mu przekreślić wszystko jednym, szybkim krokiem. Nie powinna poświęcać dla niego całego swojego życia, nie w taki sposób.
    O jej zatrzymaniu dowiedział się z lokalnej gazety, którą kupił tuż po ponownym przybyciu do miasta. Chciał dowiedzieć się, co go ominęło, ale zdecydowanie nie spodziewał się nagłówka już z pierwszej strony: „Potrójne brutalne morderstwo”. Rozpoznał ją na zdjęciu i od razu wiedział o co chodziło, kto padł ofiarą. Wiedźmy, które przywróciły mu duszę. W jakiś sposób się dowiedziała, wytropiła wszystkich zamieszanych w tę sprawę, po czym dała im to, na co w jej odczuciu zasługiwali: śmierć, cierpienie.
    Musiał ją zobaczyć i to wszystko naprawić. A przede wszystkim znaleźć sposób na uwolnienie kobiety, którą kochał od tak dawna.
    Obserwował ją przez grubą szybę, a w oczach nagromadziły się łzy. Głęboki oddech, żeby jeszcze na chwilę je zatrzymać. U boku Amary stał postawny strażnik, w środku znajdowało się jeszcze kilku. Niedbale popchnął ją na krzesło, co sprawiło, że Burton zagotował się w środku. Nie życzył sobie, żeby ktoś w ten sposób znieważał jego miłość, nawet jeśli dopuściła się okrutnych czynów. W końcu wciąż była kimś, kto czuł, miał uczucia, a nie przedmiotem i popychadłem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dopiero po chwili zaczął zwracać uwagę na szczegóły, które mogłyby umknąć innej osobie: bledsza niż zwykle skóra, jakby nieco poszarzała, włosy, które straciły dawną srebrzystość i nie wyglądały już na tak delikatne, podkrążone oczy, podpowiadające, że najwidoczniej nie spała dobrze już od jakiegoś czasu. Chude nadgarstki, oplecione przez metalowe kajdanki. A pod nimi ledwo widoczne, ale wciąż dające się dostrzec siniaki. No i oczy — pociemniałe, pozbawione jakichkolwiek emocji i uczuć, zdystansowane, chłodne. Zdecydowanie nie wyglądała jak osoba, która chciałaby go teraz oglądać, ale miała ku temu swoje powodu. To jeszcze bardziej utwierdziło go w przekonaniu, że musi znaleźć sposób na wyciągnięcie jej. Wtedy będą mogli przynajmniej porozmawiać, bo teraz nie zanosiło się na to, że Amara podniesie słuchawkę.
      Odwiesił swoją. Jeśli chciał cokolwiek jej powiedzieć, musiał zrobić to bez użycia słów. Strażnicy patrzyli przed siebie, nie na nich,a le nadstawiali uszu, więc każde wypowiedziane słowo zostałoby przez nich wyłapane. Co innego, jeśli chodzi o gesty. Skoro spoglądali gdzieś indziej, to był to jedyny sposób komunikacji.
      Usta bezgłośnie wypowiedziały te dwa, krótkie słowa: „kocham cię”. Nie liczył na odpowiedź, chciał po prostu jej to przypomnieć. Blady palec dotknął chłodnej szyby i pospiesznie coś na niej „narysował”. Błyskawicę.
      Liczył, że zrozumie.

      kochający mąż z planem

      Usuń
  10. [Jeśli nie będziesz miała nic przeciwko nieco wolniejszym odpisom, to ja obiecuję wziąć się w garść xD <3 Haha, już widzę komitet powitalny pod więzieniem, gdy Amara jakimś cudem wyjdzie wcześniej xD
    W takim razie, zahaczamy o poprzednie powiązanie, czy myślimy nad czymś nowym? Na rozruszanie proponuję wykombinować coś nowego i nieźle odjechanego :D Niech nabroją w przeszłości, coś ukradną i ktoś okrzyknie je groźnymi wiedźmami xDD A sam wątek możemy zrobić już w Fabletown i znów wplątać je w coś podobnego ;)
    Fajnie wyszłoby, gdyby razem siedziały w Golden Boughs, ale w czasie nam to nie pasuje :)
    Oh, dzięki bardzo <3 Mam nadzieję, że niedługo z Burtonkiem też coś napiszecie :D]

    Lucy

    OdpowiedzUsuń
  11. Miał ochotę wstać i rozwalić tą wkurwiającą szybę, oddzielającą go od jedynej osoby, której tak naprawdę pragnął. Ale nie mógł. Gdyby tylko spróbował, to od razu wylądowałby w celi, a wtedy szanse wydostania jej z więzienia spadłyby do zera. Na szczęście obmyślił już plan, który po prostu musiał zadziałać, nie było nawet innej opcji. Z resztą, nie zdarzyło się jeszcze, żeby ta opcja zakończyła się niepowodzeniem, a ta myśl była bardzo pocieszająca. Nie chciał zostawiać jej w tym miejscu na jeszcze jeden dzień dłużej, pragnął działać od razu, ale niestety musiał.
    Skinął głową, ostatni raz spoglądając jej prosto w oczy. Teraz dostrzegł w nich to cierpienie i miłość, które wcześniej przykryła warstwą obojętności i chłodu. Wiedział, że dzieje się tu z nią coś złego. Wskazywał na to nie tylko wygląd, ale też zachowanie, niepewne gesty. Obserwował, jak strażnik podciąga ją do góry zaborczym gestem. Nie podobało mu się. Czuł się tak cholernie bezsilny. Podniósł się w momencie. Znowu miał ochotę rozwalić tę cholerną szybę i pewnie by to zrobił, gdyby funkcjonariusz po tej stronie nie złapał go za ramię i nie pociągnął w stronę wyjścia. Amara zniknęła za drzwiami, a on został wywleczony na korytarz. Cały smutek minął, a przynajmniej na te parę chwil. Pozostały jedynie determinacja i chęć ocalenia jej.
    Poszedł prosto do domu. Nie musiał zbytnio się przygotowywać. Wystarczyło, żeby cała nagromadzona złość wydostała się na zewnątrz wraz z uderzeniem pierwszego pioruna. Wystarczyło, że całkowicie podda się swojej prawdziwej naturze. Zrobi coś, czego nie robił już od bardzo dawna. Przemieni się.
    Siedział wyprostowany na kanapie i obserwował nocne niebo, na którym nie było ani jednej gwiazdy. Dookoła było cicho, zupełnie jak przed burzą. Blade dłonie spoczywały na kolanach. Normalny obserwator mógłby pomyśleć, że Terrence wpadł w obłęd, pogrążył się w jakimś dziwnym otępieniu. On jednak był dokładnie świadomy wszystkiego, co się dzieje. Bez pozostałych Jeźdźców było to ciężkie, ale głęboko wierzył, że da radę. Wszystkie mięśnie były napięte, skupiał się z całej siły. I w końcu się udało. Pierwsza błyskawica rozświetliła niebo. Wezwał ich.
    Wstał. Oczy zrobiły się całkowicie ciemne, prawie że czarne. Z daleka dobiegał już słyszalny tylko dla niego tętent kopyt. Terrence podniósł się z kanapy i powolnym krokiem wyszedł na balkon. Spojrzał w górę. Pędzili po niebie: niezliczone ilości ciemnych sylwetek na upiornych koniach. Jeden rumak nie posiadał jeźdźca, zupełnie jakby czekał na niego. Czuł ich, a oni czuli jego. Wystarczyło tylko zamknąć oczy...
    W zimnych dłoniach ściskał lejce. Skupiał się jedynie na tym, co było przed nim: droga wiodąca prosto do więzienia. Do upragnionego celu, którego musiał dosięgnąć. Nie czuł nic. Znowu był tą samą zjawą co wtedy, jednym z członków Dzikiego Gonu, polującą na ludzi bestią. Z tą tylko różnicą, że tym razem nie chciał kolejnej duszy do kolekcji. Pragnął jedynie odzyskać ukochaną. I wiedział, że nic nie będzie w stanie zatrzymać orszaku. Nawet kolczaste druty i grube ściany budynku. W końcu tak naprawdę nie byli ludźmi, nie dotyczyły ich zasady rządzące światem śmiertelników. W każdej chwili mogli po prostu zmaterializować się w środku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak też zrobił.
      Przemierzał ciemny korytarz. Strażnicy gdzieś się pochowali, ale nie obchodziło go to zbytnio. Więźniowie kulili się w kątach swoich ciasnych cel, udając, że ich nie ma. Postanowił zostawić ich reszcie swoich kompanów, od których oddzielił się po raz kolejny i wyruszył na własne poszukiwania. Nie potrzebował nawet przeszukiwać komputerów, aby dowiedzieć się, w której celi znajdzie ukochaną. W jakiś dziwny sposób po prostu ją wyczuwał. Czy czekała? Czy przestraszyła się w momencie, w którym w więzieniu pogasły światła a na niebie pojawiły się niezapowiedziane w pogodzie błyskawice? A może wiedziała i spodziewała się jago nadejścia?
      Zatrzymał się przed drzwiami oznaczonymi jako A-128. Wiedział, że jest w środku. Czuł to, a przez niewielkie okienko był w stanie dostrzec na łóżku jej sylwetkę. Chwycił za uchwyt w drzwiach, normalnie służący do przesuwania ich w bok, i po prostu pociągnął. Zawiasy puściły.
      Zrobił krok w głąb celi, licząc na to, że go rozpozna.

      straszny mąż

      Usuń
  12. [Witam serdecznie. Twoją postać kojarzę jako tako z widzenia, więc raczej powinnam napisać witam ponownie. :) Życzę miłego powrotu, weny i wielu ciekawych wątków. A w razie chęci zapraszam również na jakiś wątek do siebie.]

    Owen / Percy

    OdpowiedzUsuń
  13. [Okej, tylko powiedz mi - jak Ty to wszystko rozplanowałaś w czasie, skoro Burton skakał z dachu dość niedawno temu, a Amara została skazana na 25 lat? ;)]

    Felice Fletcher

    OdpowiedzUsuń
  14. Na więziennych korytarzach panowała cisza. Jedynym zakłócającym ją odgłosem było echo jego korków, powolnych, pewnych. Wiedział dokładnie dokąd idzie, nie interesowali go inni, ale mimo to czuł ich strach: silny, dobiegający z każdego zakamarka, każdej celi po kolei. Wyostrzony słuch wyraźnie rejestrował przyspieszone oddechy, rozpaczliwie szybkie bicia setek serc. Każdy więzień modlił się, żeby to nie po niego przyszli. Nie mógł co prawda zagwarantować im bezgranicznego bezpieczeństwa, bo nie odpowiadał za czyny swoich towarzyszy, jednakże bezpośrednio z jego strony nic im nie groziło. No chyba, że któryś z tych kryminalistów zapragnąłby JĄ skrzywdzić. Wtedy Burton zapewne wysłałby jego duszę prosto w nicość, zapomnienie, bez jakichkolwiek wyrzutów sumienia.
    Blade palce owinęły się wokół uchwytu i pociągnęły go. Metalowe drzwi z okropnym hałasem wyrwały się z solidnych zawiasów, po czym upadły na betonową podłogę. Usunął je z drogi z taką łatwością, jakby nic nie ważyły, ale była to po prostu zasługa nadludzkiej siły jego widmowej wersji. Nie korzystał z niej co prawda zbyt często, lecz bywała przydatna. Szczególnie w tak ważnych sytuacjach.
    Omiótł wzrokiem spojrzenie. Ciasna klitka, obrzydliwa, niczym nie zasłonięta toaleta, kilka papierów na biurku i twarde łóżko, a na nim ona. Kobieta, dla której tu przybył, i na którą tak długo czekał. Siedziała odrobinę skulona, otulała się ramionami, jakby chcąc się osłonić przez zimnem, którymi Terrence wręcz emanował. Mrozem, który wypełnił całe więzienie w momencie, gdy przybyli do niego Jeźdźcy. Po prostu stał w progu i spoglądał na nią nieobecnym wzrokiem. Jako widmo nie był w stanie okazać jakichkolwiek uczuć, ale mimo to się cieszył, naprawdę się cieszył, że znowu ją widzi. Miał wrażenie, że ten ciężki głaz, przygniatający jego serce od momentu ich rozstania, po prostu się rozpłynął.
    Rzuciła mu się w ramiona, tak dosłownie. Po prostu w momencie poderwała się z miejsca i pobiegła w jego stronę. Spomiędzy jego szczelnie zwartych warg wydobyło się coś na kształt odetchnięcia w ulgą. Objął ją mocno w pasie i mógłby tak trzymać jeszcze godzinami, gdyby nie to, że musieli się spieszyć, jeśli planowali wydostać się stamtąd żywi. Musieli działać, na czułości przyjdzie czas potem. Przez chwilę popatrzył jej prosto w oczy, jakby wwiercając się w duszę, po czym wziął ją na ręce, pozwalając objąć się za szyję.
    Czarny, widmowy rumak już czekał na korytarzu. Pojawił się bezszelestnie, tak naprawdę znikąd. W końcu nie był istotą materialną. Burton dobrze pamiętał, co stało się ostatnim razem, kiedy próbował porwać Amarę, dlatego teraz wykazywał się wręcz zdwojoną ostrożnością. Usadził ją na grzbiecie, cały czas pozostając w pełnej gotowości, na wypadek gdyby coś znowu zechciało go od niej odrzucić. Nic takiego się jednak nie wydarzyło. Miał pewność, że teraz już nic ich nie zatrzyma. Wskoczył w siodło i obejrzał się do tyłu, po czym kiwnął lekko głowo, aby dać jej do zrozumienia, że powinna mocno się trzymać. Gdy tylko drobne ręce objęły go w pasie, stuknął butami w boki konia, a ten pognał przed siebie i już po paru chwilach oderwał się od ziemi. Nie wracali jednak do Fabletown. Było to zdecydowanie zbyt ryzykowne. Pognali na północ, w kierunku niewielkiej wioski, w której już zorganizował dla nich tymczasowe schronienie.
    Po raz kolejny odłączył się od Gonu, ale nie żałował. Teraz przynajmniej miał przy sobie kobietę, którą kochał z całej siły.

    mąż przeprasza za słaby odpis

    OdpowiedzUsuń
  15. [Właśnie widzę, że nie tylko ja tu zrobiłam mały powrót. ;)
    Oczywiście, że mam ochotę, bo podobał mi się nasz pomysł i chętnie go reaktywuję. Przydałoby się tylko trochę odświeżyć ustalenia, bo nie wszystko już dokładnie pamiętam. :)]

    Nuada

    OdpowiedzUsuń
  16. [Z pewnym opóźnieniem, ale jako jedyny strażnik wpadam przywitać jedyną osadzoną. :D Życzę dużo dobrej zabawy i jeśli znajdziesz chęć na wątek w więzieniu to koniecznie do mnie wpadnij, wymyślimy coś fajnego.]

    Cian

    OdpowiedzUsuń
  17. [ Ja nigdy nie przesadzam XD O nie! Hak nie chce być króliczkiem wielkanocnym :C To przecież groźny pirat! Taki arrr... No nie? XD <3
    To jak? Kombinujemy coś, ciągniemy tamto nasze stare coś, czy jak? :3 ]

    twój króliczek wielkanocny

    OdpowiedzUsuń
  18. [Cześć, dziękuję za miłe słowa :)
    Pomysł mi się bardzo podoba, a przyjaciółka mu się przyda, więc czemu nie? Chociaż pewnie za dużo na tej transakcji nie zarobił, a wiadomo że jedyne co się liczy to zielone ;) Musiałaby być bardzo przekonująca.
    Swoją drogą, a propo Ostatniego Jednorożca, w dzieciństwie bałam się tej bajki. Znaczy nie historii, bo książki nie czytałam (chyba taka jest), ale animacji. Była przerażająca. Też tak miałaś?
    Studio Accantus to moja miłość, chociaż Sylwię Banasik bym wywaliła, wkurza mnie to że pojawia się w 99% utworów, no ale. Reszta jest cacy <3]

    Oscar Wielki i Potężny

    OdpowiedzUsuń
  19. [ Ja kocham zmieniać karty XD
    No właśnie wątek w teraźniejszości miałyśmy oparty na osobie Piotrusia mocno, więc rzeczywiście możemy pomyśleć o pójściu w innym kierunku. Grunt, że przeszłość zostaje, bo jest genialna <3 Nie ma to jak wpadać na siebie co kilka lat, dekad, wieków i próbować się zabić XD <3 Też mi naszego droczenia brakuje bardzo :3
    Hahaha XD Jasne. Wszyscy myślą, że hasała po łące :> Jak uroczo.
    Dobra, to pozostaje nam wykminić, co nasze duszyczki będą robić w teraźniejszości. Kurczaczki... Trzeba ich w jakieś kłopoty wpakować, żeby było ciekawie XD
    Może Amarka potrzebowałaby się gdzieś wybrać statkiem i Jonesa by poszantażowała żeby ej pomógł? Albo możemy pokminić coś bardziej w "przeznaczenie" XD Żeby wpadli na siebie przypadkiem i musieli współpracować. Tylko wtedy by trzeba im albo wspólnego wroga tu w Fabletown dać, albo oboje zgubić w podobnym miejscu,a albo wspólny cel im dać. Kurczaczki, mam w głowie pustkę.
    Może jakoś cię tą paplaniną natchnęłam? XD <3 ]

    (nie)groźny pirat

    OdpowiedzUsuń
  20. [Mam nadzieję, że to zaklęcie zapomnienia było naprawdę silne i podziałało również na Felice, bo znając jej upór, znalazłaby Amarę nawet na drugim końcu świata (gdyby mogła). Trzy niewinne żywoty ludzkie to jednak nie jest dla niej żadne nic. :D
    No dobra, to co w takim razie możemy wymyślić między byłą więźniarką, o której Fel nie pamięta (i która musiała też jakimś sposobem z akt policyjnych)? :D Jakieś pomysły? :D]

    Felice Fletcher

    OdpowiedzUsuń
  21. Właścicielem chaty był mężczyzna w podeszłym wieku, nieco już zmęczony życiem na wsi, z dala od miasta, w konflikcie z pozostałymi mieszkańcami wioski. Kilka lat temu wyrzekł się własnego syna i od tamtego czasu pozostali nie darzyli go sympatią, a wręcz starali się na każdym kroku uprzykrzyć mu resztę życia. Umieścił więc ogłoszenie o wynajmie domu, a najlepiej tymczasowej wymianie na mieszkanie. Burton był pierwszą, jeżeli nie jedyną osobą, która odpowiedziała. Jego plan wymagał zmiany lokum. Nie mogli zostać w Fabletown, ryzyko było za duże, a policja w każdej chwili mogła zapukać do drzwi i zaciągnąć do więzienia ich oboje. Nie byli bezpieczni. Taka zamiana była konieczna. Terrence nie dał mu jednak kluczy do siebie. Na szybko wynajął jakąś klitkę. Dla samotnego starca powinna być wystarczająca. W ten oto sposób doszło do tymczasowej zmiany miejsca zamieszkania, o której nie poinformował nikogo. Przeniósł do chaty najpotrzebniejsze rzeczy zarówno z jej mieszkania, jak i ze swojego. Jak dostał się do tego pierwszego, skoro Amara siedziała w więzieniu? Cóż, wystarczyło rozpracować zamek w drzwiach. Dobrze, że nikt z sąsiadów nie zawiadomił policji.
    Gdy tylko dotarli na miejsce, Burton jeszcze w biegu zeskoczył z wierzchowca, wciąż trzymając lejce w dłoni, żeby ten nie uciekł. Dookoła było ciemno. Chata znajdowała się na obrzeżach wsi, otoczona gęstym lasem z trzech stron. Szanse, że ktokolwiek ich tutaj znajdzie, były naprawdę małe. Na dodatek przybyli pod osłoną nocy, a zrobione przez niego zapasy jedzenia sprawiały, że przez jakiś czas nie będzie musiał się pokazywać okolicznym mieszkańcom na oczy.
    Lekkim szarpnięciem zatrzymał konia, po czym ściągnął z jego grzbiety nieco drżącą z zimna Amarę. Jego ludzka postać wróciła. Nie był już przerażającym widmem, lecz sobą — mężczyzną, którego pamiętała, i który kochał ją bezgranicznie. Przez chwilę po prostu na nią spoglądał, przewiercał wzrokiem na wylot, obserwował. Chciał coś powiedzieć, ale głos ugrzązł w gardle, więc po prostu opatulił jej drobne ciało swoimi ramionami i przyciągnął ją bliżej. Nawet nie zauważył, kiedy widmowy rumak rozpłynął się w powietrzu. Zostali całkowicie sami, co sprawiło, że na krótki moment zatracił się w tej cudownej chwili ponownego złączenia dwójki kochanków.
    Dopiero po chwili przypomniał sobie, dlaczego znaleźli się na takim odludziu.
    — Porozmawiamy w środku. — rzucił nieco ciszej niż normalnie, po czym delikatnie pociągnął ją za ramię w stronę drzwi, rozglądając się przy tym dookoła. Wyostrzony zmysł wzroku pozwoliłby mu dostrzec nawet najmniejszy ruch i w porę zareagować w przypadku niebezpieczeństwa.
    Po chwili znaleźli się w środku. Postanowił zrobić użytek z metalowej zasuwy i zaryglował drzwi od środka. Dla pewności. Dopiero po uczynieniu tego mógł odetchnąć z ulgą, no i przede wszystkim w końcu ujrzeć ją w całej okazałości.
    Była tak samo piękna jak w dniu, w którym się rozstali.

    nie jedz

    OdpowiedzUsuń
  22. [Ja do tej pory nie rozumiem jak moja mum mogła tę bajkę mi i siostrom pokazywać... Zwłaszcza że ja byłam najstarsza i mam uraz, co dopiero młode :D
    Moim faworytem jest Adrian Wiśniewski, a Sznurki władzy to majstersztyk. A propo, moja dobra koleżanka wysłała zgłoszenie do studia, trzymaj kciuki :3 Być może się uda, bo śpiewa genialnie, i wkrótce nowa osoba dołączy do obsady. Kto wie ;)
    Skarbie, wygrałaś super najlepszy wątek! Magnus, po przeczytaniu Kronik po raz setny, został głównym winowajcą do stworzenia tej postaci! Nie rozumiem dlaczego nikt tego nie zauważył, skoro nawet użyłam jego filmowego wizerunku... W każdym razie, obiecany piękny wątek jest Twój, jej! Bądź moim tęczowym przyjacielem, zrobię wszystko dla Ciebie! I nawet bez żadnej nagrody Oscar da jej nogi, a co!]

    Oscar Wielki i Potężny

    OdpowiedzUsuń
  23. Na ułamek sekundy oparł się wilgotnym z nerwów czołem o drewniane drzwi. Ich chłód sprawił, że w końcu był w stanie odetchnąć i zebrać myśli do kupy, nawet jeśli w podświadomości wciąż czaiła się myśl, że w każdej chwili mogą zostać nakryci i wydani, chociażby przez sąsiadów. Co prawda najbliższy dom znajdował się kawałek dalej, z ich nowej posesji był niewidoczny i zresztą z wzajemnością, ale nie zmieniało to faktu, że jakaś zbłąkana dusza mogła pojawić się pod płotem i jakimś cudem dostrzec znaną z telewizji i gazet twarz kobiety, morderczyni, bądź też jej widmowego wybawcy, który jeszcze nie tak dawno temu figurował na liście zmarłych mieszkańców Fabletown.
    Odepchnął się dłońmi od drzwi i odwrócił. W końcu stanęli twarzą w twarz, tak naprawdę. Mógł w pełni przyjrzeć się jej twarzy. Tej, którą tak dobrze pamiętał, i która niejednokrotnie nawiedzała go w snach od czasu rozstania: srebrzyste włosy, cera wciąż blada, ale już nie w ten niezdrowy sposób co jeszcze parę chwil wcześniej w celi, więzienny uniform przypominający bardziej worek, zdecydowanie za duży na drobną Amarę. Przez chwilę chciał coś powiedzieć, jednakże głos ugrzązł mu w gardle, więc ostatecznie po prostu stał i mierzył ją wzrokiem, starając się dostrzec jakieś ślady, mogące świadczyć o tym, że w trakcie pobytu w „pudle” była źle traktowana. Nic takiego jednak nie rzuciło się w oczy. No może oprócz wystających bardziej niż zazwyczaj kości policzkowych i sińców pod oczami, ale to były raczej skutki długotrwałego braku snu i wygłodzenia.
    O obie te rzeczy trzeba było więc zadbać.
    — Pewnie. — rzucił krótko, po chwili ciszy przemawiając jednak ponownie. — W łazience czekają na ciebie czyste rzeczy. Pomyślałem, że mogą nam być potrzebne.
    Dziwnym zbiegiem okoliczności okazało się jednak, że zamiast rzeczy przyniesionych z jej domu znalazły się tam ubrania należące do jednej z kobiet dawniej zamieszkujących ich nowy dom, zapewne wnuczki staruszka lub kogoś innego. Z roztargnienia zapomniał rozpakować walizkę Amary, wyjąć z niej należące do kobiety ubrania. Te, które zastanie, powinny jednak na nią pasować.
    Jego ukochana zniknęła w łazience, zamykając za sobą drzwi. Nie wiedział zbytnio co ze sobą zrobić, więc postanowił pójść po najmniejszej linii oporu i po prostu przygotować kolację. Co prawda jego umiejętności kulinarne nie były dobre, nie były nawet niezłe, ale płatki z mlekiem umiał zrobić, chyba.
    Był właśnie w trakcie wlewania mleka do miski, gdy usłyszał za sobą ruch. Odwrócił się prawie natychmiastowo i ujrzał stojącą w progu kuchni Amarę, ubraną już w przygotowane przez niego ubrania, ale wyglądającą tak samo marnie jak przed udaniem się pod prysznic.
    — Prawdę? — pytająco uniósł brwi. — Jaką prawdę?
    Nie był w stanie domyślić się o co jej chodzi. Przecież znowu byli razem.

    ten odpis mógł być lepszy, wybacz

    OdpowiedzUsuń
  24. Musiał przyznać, że wciąż wyglądała zniewalająco i były w niej wszystkie te rzeczy, które dawniej po pociągały, nawet jeśli teraz była wychodzona i bledsza niż zwykle, a nowe ubrania wciąż były nieco za duże i zniekształcały jej figurę.
    Amara w milczeniu usiadła przy drewnianym stole i przyciągnęła bliżej siebie miskę z płatkami. Po chwili stania i gapienia się na nią, Burton zrobił to samo. Co prawda nie był ani trochę głodny, jedzenie przygotowane było głównie dla niej, ale musiał zapchać czymś usta, żeby panująca w kuchni cisza nie była aż tak dziwna i przepełniona rosnącym pomiędzy nimi napięciem, spowodowanym raczej długą rozłąką i milionami niewyjaśnionych spraw, niejasności, niewypowiedzianych słów.
    Posiłek, będący jednocześnie kolacją, pochłonął dość szybko. Planował wstać i zabrać obie puste już miski, jednakże Amara go uprzedziła. Nie protestował. Po prostu oparł ręce o blat i spoglądał na nią, gdy powolnym krokiem przemieszczała się w stronę zlewu. W jej ruchach wciąż widoczna była gracja, jednakże plecy kobiety były niego przygarbione, jakby przygniatał ją jakiś niewidoczny ciężar lub jakby po prostu się czegoś bała. Nie miał pojęcia o co mogło chodzić, ale jako istota nadnaturalna mógł zdecydowanie wyczuć emanujący od niej niepokój, swego rodzaju niepewność. I wiedział, że musi coś z tym zrobić: w jakiś sposób uspokoić ją i sprawić, że w jego towarzystwie znowu będzie czuła się dobrze.
    Gdy tylko siadła mu na kolanach, jego ręce w sekundzie owinęły się wokół jej talii. Objął ją mocno, przyciągnął bliżej. Chciał czuć emanujące od niej ciepło. Dopiero jej pytanie sprawiło, że zmarszczył odrobinę brwi. Nie był chyba jeszcze gotowy na opowiadanie tej historii, ale wiedział, że musiał się przemóc i to zrobić.
    — Myślałem, że już cię nie zobaczę. — spuścił wzrok.
    Jego głos był cichy, lecz momentami nieco drżał i sprawiał, że słowa stawały się odrobinę niewyraźne.
    — Poszedłem do wiedźm. Ubłagałem je, żeby posłużyły się czarną magią i przywróciły mi duszę. Oczywiście tylko po to, żebym potem mógł ją stracić po skoku. I właśnie tak umarłem. — wzruszył lekko ramionami. — Zapomniałem tylko, że magia ma swoją cenę. Błąkałem się w dziwnym wymiarze, dopóki Lucyfer mnie nie znalazł i nie ściągnął do piekła.
    Westchnął cicho i przestał mówić. Nie chciał mówić o tym, co działo się dalej i jak wielką męczarnią było przebywanie w otchłani. Z resztą, nawet nie musiał nic więcej mówić. Jej palce przesuwające po jego wardze rozproszyły go na tyle, że zgubił tok myślenia, ale nawet nie próbował na niego wrócić. Po prostu przymknął oczy i wpił się ustami w jej usta.

    Twój najlepszy mąż

    OdpowiedzUsuń
  25. Przy niej znowu poczuł ulgę, bezpieczeństwo, którego brakowało mu od chwili ich rozstania. Mógł trzymać w ramionach jej drobne ciało, czuć emanujące od niej ciepło, wdychać świeży zapach srebrzystych włosów. Serce, które już dawno powinno być martwe i przez chwilę w sumie było, znowu zaczynało bić jak szalone na sam dźwięk jej melodyjnego głosu. Po raz kolejny wszystko było na swoim miejscu. Tak, jak powinno być zawsze.
    Bliskość Amary i jej uspokajające gesty kierowane wobec niego sprawiły, że opowiadanie traumatycznej i ciężkiej historii było odrobinę łatwiejsze, niż gdyby na miejscu kobiety był ktoś inny. Chociaż pewnie komuś innemu nie byłby w stanie opowiedzieć o tym wszystkim, przez co przeszedł od momentu, w którym się rozstali. Słowa co jakiś czas przestawały opuszczać jego wyschnięte wargi, ale jakoś wypowiedział tę parę zdań i mniej więcej streścił to, co się z nim działo przez kilka ostatnich tygodni — był człowiekiem, samobójcą, zbłąkaną duszą, mieszkańcem piekła, poddanym Lucyfera, a ostatecznie na powrót stał się tym, kim był już od paru stuleci, czyli jeźdźcem widmo, do szaleństwa zakochanym w swojej kobiecie.
    — Nie chcę już uciekać. — powiedział cicho i spuścił wzrok.
    Dopiero wtedy zdał sobie sprawę z tego, że tym właśnie było prawie całe jego życie — nieustanną podróżą, ucieczką, przemieszczaniem się z miejsca na miejsce. Początkowo robił to tylko po to, żeby zobaczyć coś nowego i poznać ciekawych ludzi. Potem pragnienie przemierzenia całego świata zostało zastąpione przez chęć osiedlenia się gdzieś na stałe, znalezienia swojego miejsca na tym padole łez. I gdy to się stało, gdy ponownie Ją odnalazł, wiedział już, że nigdy w życiu nie chce przed niczym uciekać, bo było mu dobrze tam, gdzie był.
    A gdy tylko ich usta złączyły się w pełnym pasji i tęsknoty pocałunku, tylko utwierdził się w przekonaniu, że jego miejsce jest właśnie przy niej.
    — Ja też cię kocham. — odparł, przymykając oczy i obejmując ją nieco mocniej.
    Nigdy nie chciał puszczać.

    okropny typ

    OdpowiedzUsuń
  26. [Przepraszam, że odpisuję dopiero teraz, ale trochę mnie życie realne dopadło. ;)
    Jeśli nadal masz chęć na wątek, to chętnie skorzystam z zaproszenia i wpadnę z pomysłami. Zwłaszcza na powiązanie z przeszłości, bo uwielbiam wplatać retrospekcje w wątki. :)]

    Owen

    OdpowiedzUsuń
  27. [ Ale ja jestem słaba i uzależniona od blogowania ;-;
    Cześć! Prześliczna kp, zarówno zewnętrznie jak i wewnętrznie. Kocham za nazwisko, ale to przez pewną grę od której się ostatnio uzależniłam. Chciałabym wątek, ale nie wiem jak się za to ładnie zabrać...Szukasz może jakiejś ciekawej relacji? ]

    Hansel

    OdpowiedzUsuń
  28. [Jakoś tak nie powitałam Cię oficjalnie, więc nadrabiam to i cieszę się bardzo z powrotu Amary. No i życzę dużo dobrej zabawy i samych ciekawych wątków. Poprzednio kombinowałyśmy wątek, więc jeśli miałabyś chęć znów coś popisać to zapraszam. :)]

    - Administracja
    (Nimue & Hagen)

    OdpowiedzUsuń
  29. [Witam i dziękuję za powitanie. Cieszę się też niezwykle, że tak to zadziałało. Moje Pałsztajny mi mówiły, że tu wszyscy spoko, więc nie mogłam dodać tego gifu. Uwielbiam Travoltę w tym filmie. ;D
    Mam nadzieję, że coś tutaj będzie się działo. A na pomysł bardzo chętnie i zapraszam do siebie na GG w takim razie. Bo już czuję, że jest potencjał na fabułę. ;)]

    Asherah.

    OdpowiedzUsuń
  30. [ Spoczi, przecież nie zmuszam XD
    Cóż, Lex może właściwie wszystko. Dostaje zadania z nieba albo z piekła. I zdarza mu się przez to wpadać w kłopoty, gdyż wszystko zależy od tego jakie dusze pochłonie. Mogą się nawet spotkać w przeszłości :)]

    Alex

    OdpowiedzUsuń
  31. [Baardzo dziękujemy za miłe słowa :) Również uważam, że Sophie idealnie do tej roli się nadaje.
    Rajciu, faktycznie nigdy nie było nam dane :< Nadrobimy? ♥]

    Dorothy

    OdpowiedzUsuń
  32. [Wybacz, wena ostatnio nieco odpuszcza, a dodając do tego brak czasu - wyszedł mi urlop xD Postaram się powoli ogarniać ze wszystkim.
    Zmieniamy coś z powiązaniem? Miałyśmy wcześniej obgadane, że Lorelei uratowała Amarę, gdy ktoś chciał napaść na nią, gdy ta była pod postacią jednorożca. Potem miały sobie jeszcze pomagać (tu niestety pamięć mnie zawodzi), ale możemy uznać, że po prostu poznały się w przeszłości. Teraz, w Fabletown znałyby się już długo, może tworzyliby taką paczkę znajomych (podoba mi się, jak Zuzajs to ładnie w notce zaręczynowej pokazała - każdy każdego zna xD). Jak sadzisz? Takie dość luźne powiązanie, chyba że chciałabyś jeszcze coś konkretniejszego dać im w przeszłości? ;)
    Niech będą przyjaciółkami <3 Amara marudziłaby jej na Hucka, mogą właśnie razem coś planować na ślub :D Hahaha, co do sukienki, to obawiam się, że Oberon wszystkim będzie chciał się zająć i nie odpuści xD Nie wiem, nie mam niestety konkretnego pomysłu, ciężko mi się ostatnio myśli :<]

    Lucy

    OdpowiedzUsuń
  33. [ Ale jaka drama? XD
    Tragedia, pełna przeżyć i cierpień czy jakiś dramatyczny romans?
    Moja wyobraźnia jest niemal nieograniczona :D ]

    Alex

    OdpowiedzUsuń
  34. [W karcie mam gadu i maila to pisaj jak już będziesz wolniejsza, zrobimy burzę ;*]

    psychoDoris

    OdpowiedzUsuń
  35. [ Och! <3 Pomysł jest genialny. Jestem jak najbardziej za. A powstrzymać ich może najzwyklejszy, albo jeszcze lepiej magiczny sztorm XD <3 Będzie ciekawie jak we dwójkę wylądują na odludnej wyspie :3 To będzie przeurocze, już słyszę jak się wyzywają i zwalają winę na siebie nawzajem. A tak jeszcze do tego, co ich wyrzuci na wyspę ( bo trza ich jakoś odciąć od statku, bo inaczej nie będzie problemu xD ) to może właśnie taki magiczny sztorm, który otworzyłby coś w rodzaju portalu. I to całkiem niedaleko od brzegu, by Rogerek się na morzu nie zgubił XD ]

    ten wariat bez ręki aka Piętaszek

    OdpowiedzUsuń
  36. [Dziękuję za te miłe słowa :)
    Na razie niestety nie mam pomysłu na wspólny wątek, ale jestem jak najbardziej otwarta na propozycje :)]

    Verity

    OdpowiedzUsuń
  37. [ Nie ma sprawy :)
    Romans może być XD Tylko w wykonaniu Lexa może nie być taki tęczowy jakby się wydawało xD
    A może wyszłoby na to, że inny pożeracz dusz, na przykład siostra Lexa, bardzo chciałby duszy jednorożca? Mogłoby się okazać że dusza jednorożca jest do czegoś tam niezbędna i sam Lex musiałby stanąć przed dylematem co zrobić.]

    Alexander

    OdpowiedzUsuń
  38. [W końcu jestem, mam nadzieję, że tego maila i konta na bloggerze nie stracę, bo chyba by mnie to nerwowo wykończyło. Kontynuujemy historię tam, gdzie zostawiliśmy, czy posuwamy czas troszkę do przodu?]

    wiesz kto

    OdpowiedzUsuń
  39. Pamiętał wszystko. Każdy delikatny dotyk, każdy pocałunek, każdą wspólnie dzieloną chwilę. Pamiętał. Pamiętał widok jej srebrzystych włosów rozrzuconych na poduszce, bo to je jako pierwsze widział za każdym razem, gdy rano budził się u jej boku lub w nocy, kiedy dręczony koszmarami nie mógł spać i po prostu obserwował ją tak, jakby była najpiękniejszą i najcenniejszą rzeczą, a raczej osobą na świecie. I w gruncie rzeczy taka była prawda — właśnie w ten sposób ją postrzegał. Tak było od zawsze i najprawdopodobniej miało już tak zostać. Pewne rzeczy nigdy się nie zmieniają. Nawet jego miłość do niej potrafiła przetrwać każdy kryzys, każdą rozłąkę, każdą mniejszą i większą kłótnię. Dzięki temu wiedział, że to uczucie jest prawdziwe i nie minie nigdy. W końcu ani na chwilę nie zniknęło, ani na sekundę. Nigdy.
    Ona nigdy nie zniknęła z jego serca, umysłu. Wspomnienia o Amarze zawsze nosił przy sobie i pielęgnował w każdej możliwej chwili, jakby były na wagę złota. I mimo że od jakiegoś czasu było między nimi inaczej, że nie spotykali się i nie rozmawiali, Terrence wciąż miał nadzieję, że coś się zmieni i wszystko wróci do normy. Znów będą przy sobie na dobre i na złe, jak dawniej. Nie sądził jednak, że nastąpi to prędko. Gdyby ktoś go zapytał, ile według niego minie czasu, zanim znów się do siebie zbliżą, zapewne odparłby, że parę kolejnych tygodni lub nawet miesięcy, chociaż ta druga wersja odpowiedzi była zarazem tą mniej optymistyczną. W każdym razie nie spodziewał się, że nastąpi to w najbliższej przyszłości.
    Tak bardzo się mylił.
    Poprawił kołnierz czarnej, przylegającej koszuli i pchnął drzwi. Wieczorny spacer po Fabletown, który od jakiegoś czasu był jego codziennym zwyczajem, postanowił zakończyć w nowym przybytku. Nigdy wcześniej o nim nie słyszał — najprawdopodobniej dlatego, że od jakiegoś czasu nie oglądał telewizji ani nie śledził lokalnych newsów w żaden inny sposób, nie miał też przyjaciół, z którymi mógłby o tym miejscy porozmawiać — lecz mimo to postanowił spróbować. Ostatecznie nie miał do stracenia nic oprócz czasu.
    Zapach świeżo zmielonej kawy od razu uderzył go w nozdrza, przyjemnie przy tym drażniąc.
    ... 'cause I adored you
    I just wanted things to be the same
    You said to meet me out there tomorrow
    But tomorrow never came...

    Lana del Rey cicho zawodziła z głośników, gdy Burton powolnym krokiem zmierzał w stronę lady, po drodze analizując wzrokiem każdy możliwy kawałek jasnego wnętrza. Nie były to jego klimaty, lecz mimo to było w tym miejscu coś, co sprawiało, że czuł się dobrze. Nawet nie spróbował jeszcze serwowanych tu rzeczy, a już miał wrażenie, że mógłby wrócić. I to więcej niż jeden raz.
    — Jedno espresso. — rzucił w stronę uwijającego się po drugiej stronie blatu baristy.
    Dawniej pewnie dodałby jeszcze „proszę”, jednakże od jakiegoś czasu nawet nie chciało mu się wymuszać uprzejmości. W pewnym stopniu zatracił dawnego siebie.
    Oparł się łokciami o ladę i, w oczekiwaniu na kawę, zaczął lustrować wzrokiem czarną tablicę na przeciwległej ścianie, gdzie wypisane zostały wszystkie specjały.

    tona rdzy

    OdpowiedzUsuń
  40. Barista uwijał się tak szybko, jak tylko mógł i było to doskonale widoczne. Cóż, w gruncie rzeczy Terrence mu się nie dziwił — był jedynym i zapewne ostatnim tego dnia klientem. Co do tego ostatniego nie miał pewności, jako że kompletnie zapomniał sprawdzić wywieszone na drzwiach godziny otwarcia lokalu, do tego widoczne z zewnątrz rozświetlone wnętrze i otwarte drzwi utwierdziły go w przekonaniu, że zdąży się jeszcze czegoś napić. Czegokolwiek. Dlatego właśnie jego wybór padł na espresso. Nie był fanem kawy, zdecydowanie wolał herbatę, ale od jakiegoś czasu zaczął pić ją regularnie w celu pobudzenia się, zdobycia jakiejkolwiek energii do ruszenia się z domu.
    Na blat tuż przed nim wjechały niewielka filiżanka espresso i szklanka wody, postawione razem na drewnianej tacce. Dopiero wtedy Terrence oderwał się od swoich rozmyślań i wrócił do rzeczywistości. Z kieszeni spodni wyjął czarny, skórzany portfel, po czym niedbale rzucił banknot pięciodolarowy w kierunku obsługującego go mężczyzny i, po zabraniu z lady swojego zamówienia, ruszył w kierunku pierwszego lepszego stolika.
    Pierwszy, co zrobił po usadowieniu się na krześle, było pociągnięcie porządnego łyka przyjemnie chłodnej wody. Gdzieś kiedyś przeczytał, że to właśnie ją powinno się wypić pierwszą, jeszcze przed sięgnięciem po kawę, w celu oczyszczenia kubków smakowych i wydobycia pełnego smaku. Nigdy wcześniej tego nie próbował, jako że uważał to za zbędny rytuał mający na celu zabranie większej ilości czasu niż to konieczne, jednakże teraz, gdy miał go aż w nadmiarze, mógł pobawić się w takie rzeczy i udawać, że picie kawy to dla niego coś więcej niż tylko czynność mająca na celu pobudzenie się.
    Jego oczy błądziły po lokalu, gdy pociągał kolejne łyki. Analizował każdy detal jasnego wnętrza, włączając w to stojące po drugiej stronie lady sprzęty. Dopiero, kiedy ponownie skupił się na wyglądzie sali, dostrzegł ją siedzącą w koncie i dosłownie zamarł. Dłoń ze szklanką zatrzymała się w połowie drogi do ust mężczyzny, a on spoglądał na nią tak, jakby widzieli się po raz pierwszy w życiu.
    ...I will remember your face
    'Cause I am still in love with that place
    When the stars are the only things we share
    Will you be there?...

    Jej widok tak go pochłonął, że nawet nie zauważył, kiedy głos Lany został zastąpiony przez spokojne takty piosenki Benjamina Francisa Leftwicha. Mimo tego, że należała ona do jego ulubionych, teraz kompletnie zignorował jej istnienie.
    Ostrożnie odstawił na stół szklankę, z której ostatecznie nie upił kolejnego łyka, po czym nerwowo wyprostował się na krześle, jakby chcąc podkreślić fakt, że nie był świadomy tego, że lokal należy do kobiety, która wieki temu skradła jego serce.
    Dopiero po chwili zdał sobie sprawę, że przecież przez tyle czasu nie miał pojęcia, gdzie się podziewała, że tyle razy chciał w jakiś sposób ją znalazł, a teraz wpadli na siebie zupełnie przypadkowo. Byłby głupi, gdyby po tak długim okresie oczekiwania na kontakt z nią zmarnował tę daną przez los szansę.
    Powoli podniósł się z krzesła i ruszył w stronę Amary, po drodze nie odrywając od niej wzroku nawet na sekundę.

    atlas hands

    OdpowiedzUsuń
  41. Wyglądała dokładnie tak, jak to zapamiętał, jak każdej nocy w jego snach, a może nawet i lepiej. Światło lamp sprawiało, że jej srebrzyste włosy zdawały się błyszczeć, odrobinę blada cera idealnie z nimi współgrała, a do tego oczy, w które wciąż mógłby wpatrywać się godzinami. Wszystko było zupełnie takie samo jak podczas ostatniego razu, gdy się widzieli, gdy mógł z uwagą przestudiować wzrokiem i opuszkami palców każdy detal jej miękkiej skóry. Od czasu ich rozstania zastanawiał się, czy cokolwiek w jej wyglądzie się zmieniło, czy w ogóle potrzebowała jakiejkolwiek zmiany lub miała kaprys, aby zmodyfikować swój wygląd. To, co teraz miał przed oczami, utwierdziło go jednak w przekonaniu, że nie zmieniło się nic, a przynajmniej na pierwszy rzut oka, na zewnątrz. Nie mógł jeszcze mieć pewności co do wnętrza, jej obecnego sposobu bycia, jednak coś w sposobie w jaki na niego spoglądała podpowiadało mu, że jest jak dawniej, a przynajmniej prawie jak dawniej. Dopiero się przekona, jaka jest prawda.
    Swój krótki pochód od swojego stolika zatrzymał przy krześle stojącym naprzeciwko jej krzesła, dokładnie po drugiej stronie blatu. Pytanie Amary sprawiło, że bez chwili zastanowienia chwycił za oparcie i lekko za nie szarpnąć.
    — Chętnie.

    Dobiegające od ognia ciepło sprawiało, że całkowicie nie przeszkadzało mu przebywanie na dworze, nawet w odrobinę chłodny wieczór. Stał wyprostowany, nieznacznie wyciągając dłonie w stronę promieni, aby im również dostarczyć nieco ciepła.
    — Chętnie. — odparł w odpowiedzi na jej pytanie, a jego usta wykrzywiły się w lekkim uśmiechu.
    Gdy tylko spoczął na ziemi przy jej boku, od razu objął drobne ciało ramieniem i przyciągnął je do siebie, pozwalając Amarze oprzeć się głową o jego ramię. Nigdy nie był w stanie opisać szczęścia, które go wypełniało, gdy była tak blisko, gdy wyraźnie czuł bijące od niej ciepło, gdy wtulała się w niego tak, jak gdyby tylko on był w stanie ochronić ją przed całym złem tego świata. Szczerze powiedziawszy, nie miałby nic przeciwko zrobieniu tego, w końcu była dla niego najważniejsza i wiedział, że uczyniłby wszystko, o co tylko ona by poprosiła.
    Z zamyślenia wyrwało go krótkie muśnięcie delikatnych ust. Było to na tyle niespodziewane, że Terrence uniósł na chwilę brwi, jednakże ostatecznie to płynąca z tej prostej czynności przyjemność wygrała i uśmiech na jego twarzy stał się odrobinę większy. To ten jeden pocałunek sprawił, że nawiedziła go lawina wspomnień. Spacery na magiczną polanę, wspólne spożywanie posiłków, wiadro przewrócone w drodze do wanny, jabłko i nóż. Wszystkie te rzeczy, dla niektórych zapewne banalne i mało znaczące, dla niego były na wagę złota, bo to właśnie one sprawiły, że poczuł się przy niej dobrze, komfortowo, a co najważniejsze — jak człowiek.
    — Kocham Cię. — wymruczał do jej ucha, po czym musnął wargami czubek głowy wtulonej w niego kobiety.


    Wpatrywał się w Amarę jeszcze przez parę sekund po tym, jak usiadł naprzeciwko niej. Dopiero po krótkiej chwili, gdy splótł palce na blacie stolika, to one stały się punktem, na którym skupił uwagę, a przynajmniej pozornie, bowiem myślami wciąż ogarniał całą sytuację.
    „Tęskniłem”, chciał powiedzieć, jednakże ostatecznie postanowił zacząć rozmowę w najbanalniejszy i chyba możliwie najgorszy sposób.
    — Nie sądziłem, że Cię tu spotkam.

    julek robotnik

    OdpowiedzUsuń
  42. Miał wrażenie, że wypełniające pomieszczenie powietrze staje się ciężkie od powoli kiełkującego między nimi napięcia, spowodowanego tym, że tak długo się nie widzieli, że ta kolosalna siła naciska na jego klatkę piersiową, przygniata, niemal pozbawia tchu. I nawet jeśli nie było to prawdą, rzeczą materialną, nic na niego nie naciskało, to nerwy wywołane spotkaniem po tak długim czasie sprawiły, że jakaś jego część wierzyła w tą dziwaczną wizualizację napięcia.
    Nabrał powietrze w płuca, po czym odetchnął głęboko, próbując się rozluźnić. Dopiero wtedy zauważył, a raczej najpierw poczuł, jej ciepłe palce dotykające jego chłodnych. Mógł nawet przysiąc, że poczuł przeskakującą między nimi iskrę, ale ostatecznie wolał o tym nie myśleć, bo mógłby skończyć odruchowo chwytając jej dłonie, przyciągając ją do siebie, co zapewne wydałoby jej się nieodpowiednie. A przynajmniej tak myślał.
    — Przyznam szczerze, że kawiarnie to nie moje klimaty. Ale w tej było coś, co mnie przyciągnęło. — „I już wiem co to było”, powiedział do siebie w myślach.
    W jego gardle powstała jakaś dziwaczna gula, uciskająca struny głosowe i sprawiająca, że w ciągu tej krótkiej wypowiedzi dwukrotnie załamał mu się głos. Ze względu na to, że przed odzyskaniem duszy umiał panować nad swoimi nerwami, było to dla niego coś dość nowego, do czego jeszcze się nie przyzwyczaił — ta towarzysząca na każdym kroku, zbyt ludzka niepewność, brak umiejętności odnalezienia się w sytuacji.
    Jego brwi zbiegły się u nasady nosa, gdy obserwował jak kobieta wstaje i zmierza w stronę ściany, gdzie, jak się po chwili okazało, znajdował się najbliższy włącznik światła. Pomieszczenie ogarnęła ciemność i nawet dobiegający z ulicy blask latarni nie pomagał, dlatego oczy Terrence'a potrzebowały chwili na przystosowanie się do nowej sytuacji. Dopiero kiedy to się stało uniósł wzrok w górę, a to, co tam zobaczył, sprawiło że na krótką chwilę wstrzymał oddech. Nad jego głową rozpościerała się cała galaktyka, zupełnie jakby nie było tam dachu, tylko prawdziwe nocne niebo.
    Powoli podniósł się z miejsca, wciąż nie odrywając wzroku od gwiazd. Widok był na tyle niesamowity, że nawet nie chciał spoglądać w innym kierunku, jednakże już po paru chwilach jego uwagę ponownie przykuła Amara, wciąż stojąca pod ścianą.
    ... kiss me hard before you go
    Summertime sadness
    I just wanted you to know
    That, baby, you're the best...

    Nie zastanawiał się długo nad tym, co robi. W paru wielkich krokach pokonał dzielącą ich odległość i już po chwili jego dłonie spoczywały na jej policzkach, a ich usta tańczyły razem w przepełnionym tęsknotą pocałunku.

    buzi buzi

    OdpowiedzUsuń
  43. W końcu mógł znowu trzymać ją w ramionach. Nie był już nawet w stanie określić, jak długo czekał na ten moment i jak bardzo go pragnął, jak często o tym myślał, szczególnie wieczorami, gdy leżał samotnie w łóżku i spoglądał na jego drugą, pustą stronę, która wcześniej wielokrotnie zajmowana była przez nią. Ta pustka za każdym razem doprowadzała go do czegoś w stylu szaleństwa i sprawiała, że nieustannie odtwarzał w głowie chwile, które wspólnie spędzili.
    Byli całkowicie sami, otoczeni jedynie przez ciemność i cichą muzykę, a pierwszy od tak dawna pocałunek pochłonął go do tego stopnia, że nawet nie zauważył, kiedy swoim masywnym ciałem przycisnął jej drobne do pobliskiej ściany. Jedną z dłoni przesunął z ciepłego policzka we włosy Amary, tym samym przytrzymując ją przy sobie odrobinę mocniej. Smak jej ust doprowadzał go na skraj wytrzymałości, szczególnie że teraz czuł się jak heroinista po odwyku, który pierwszy raz od bardzo dawna próbuje ukochanego narkotyku. Na ziemię sprowadziło go dopiero niespodziewane oderwanie, ona odsuwająca się od niego odrobinę, nabierająca oddechu.
    Powoli otworzył oczy, nie chcąc wracać do rzeczywistości.
    — Nie próbuję uwodzić. — teraz jego głos był lekko zachrypnięty, a powodem tego były wszystkie emocje, które targały nim od środka od chwili tego upragnionego pocałunku.
    Zatopił zęby w swojej dolnej wardze, a opuszką palca wskazującego przesunął powolnym ruchem po jej dolnej wardze, analizując przy tym wzrokiem detale jej twarzy, tak dobrze mu już zresztą znane od bardzo dawna.
    Kolejny pocałunek, tym razem rozpoczęty przez nią, sprawił że Terrence zaczął się zastanawiać, czy Amara nie umie przypadkiem czytać w jego myślach. Pragnął go od momentu zakończenia ostatniego, czyli tych krótkich sekund, ale zawsze coś. Tym razem to jednak on musiał go przerwać. Postanowił zrobić coś, co chodziło mu po głowie od dawna.
    — Chodźmy do mnie. — rzucił cicho, opierając się czołem o jej czoło i spoglądając w oczy ukochanej.

    niespodzianka nadchodzi

    OdpowiedzUsuń
  44. Z niecierpliwością czekał na jakąkolwiek reakcję z jej strony. Tuż po wypowiedzeniu tego zaproszenia zaczął się zastanawiać, czy przypadkiem nie posunął się za daleko, bo w końcu tak długo się nie widzieli, ale ostatecznie jakoś udało mu się odepchnąć te myśli na bok. W głowie usprawiedliwiał tę propozycję faktem, że przecież znali się od dawna i widzieli wzajemnie we wszelkiego rodzaju sytuacjach. Tak, tego postanowił się trzymać, żeby tylko nie rodzić w sobie kolejnych niepewności.
    — Cenię sobie nieprzewidywalność. — po wypowiedzeniu tych słów zaśmiał się cicho, dłonią przesuwając po jej policzku. — Nie zapomnij zamknąć tego gwiezdnego przybytku.
    Odsunął się od niej nieco bardziej, aby mogła spokojnie udać się na zaplecze po swoje rzeczy, po czym udał się na zewnątrz. Chłodne powietrze od razu uderzyło w jego rozgrzane ciało, sprawiając że zadrżał pod jego wpływem. Wsunął dłonie do kieszeni jeansów, aby chociaż one pozostały ciepłe, po czym oparł się plecami o ścianę budynku tuż przy drzwiach.
    Nie czekał na nią długo. Już po upływie paru minut Amara stała obok niego i majstrowała kluczem w zamku, zamykając drzwi. Przez chwilę miał ochotę przybić ją do nich całym swoim ciężarem, odłożyć na później to co spontanicznie zaplanował, ale ostatecznie chęć sprawienia niespodzianki wygrała. Objął ją ramieniem, aby w jakiś sposób mogła się o niego ogrzać, po czym ruszyli w drogę, w trakcie której nucił w głowie słowa pewnej piosenki.
    ... And when your fears subside
    And shadows still remain
    I know that you can love me
    When there's no one left to blame...

    Odłożył klucze na stojącą w korytarzu szafkę, po czym zamknął drzwi od środka. Odetchnął z ulgą na myśl, że znowu znajdują się w ciepłym pomieszczeniu i nie będzie już musiał marznąć. Nie znosił takiej pogody.
    — Poczekaj na mnie w salonie. — rzucił szybko w stronę ukochanej, zaraz po wypowiedzeniu tych słów składając szybko pocałunek na jej czole.
    Wiedział, że nie musi wskazywać drogi, w końcu nie była w jego mieszkaniu po raz pierwszy, a od czasu ich ostatniego spotkania tak naprawdę nic w wystroju się nie zmieniło. Gdy tylko zniknęła w pomieszczeniu, Terrence pospiesznie udał się do swojej sypialni.
    — Cholera. — mruknął do siebie, starając się przypomnieć sobie, gdzie schował przedmiot, który był powodem całego tego „zamieszania”.
    Lampka w głowie zapaliła się dopiero po paru długich sekundach spędzonych na staniu jak słup i wpatrywaniu się w jeden punkt, podczas których mózg mężczyzny pracował na najwyższych możliwych obrotach. Szuflada w szafce nocnej. Tam to schował. A przynajmniej tak mu się początkowo wydawało. W tym przekonaniu utwierdził się dopiero gdy mały przedmiot znalazł się w jego dłoni.
    „Powinienem zadbać o otoczkę”, przemknęło mu przez myśl, jednak ostatecznie i to odepchnął. Nie było na to czasu. Z resztą, robił to po raz pierwszy w życiu, więc nawet nie wiedziałby jak się za to prawidłowo zabrać, a z komputerem i wszelkiego rodzaju czynnościami związanymi z internetem był na opak. Szczerze powiedziawszy, nawet nie posiadał w mieszkaniu takiego urządzenia. Ale nigdy nie żałował.
    Powolnym krokiem wrócił do salonu, po drodze jak mantrę powtarzając w głowie to, co miał zamiar powiedzieć. Po wejściu do domu poczuł ciepło, ale teraz było mu wręcz gorąco – jak zwykle zasługa cholernych nerwów. Zatrzymał się w progu i spojrzał na stojącą tyłem do niego Amarę. Wyglądała za okno, zapewne wpatrując się w światła Nowego Jorku, tak dobrze widoczne z jego mieszkania, jako że znajdowało się ono dość wysoko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odetchnął głęboko.
      Mimo że dzieliło ich zaledwie parę metrów, miał wrażenie, że droga od progu do okna ciągnęła się w nieskończoność. Gdy znalazł się za kobietą, ujął ją delikatnie za ramię i odwrócił w swoją stronę, żeby mogła go dobrze widzieć.
      Poczuł spływająca po plecach strużkę potu.
      — Amaro... — powoli wypowiedział jej imię, jakby starając się zaakcentować każdą pojedynczą literę.
      I potem, w nagłym przypływie adrenaliny, zrobił to, za co zabierał się z takimi nerwami. Upadł przed nią na jedno kolano, rozluźniając pięść, z której wyłonił się niewielki srebrny pierścionek z małym diamentem.
      — Czy zechcesz spędzić ze mną resztę swojego życia?

      still falling for you

      Usuń
  45. [Amara! <3 Smok znalazł sobie żonę i będzie wreszcie mógł zadbać o ciągłość gatunku, oferta pracy dla Ciebie w roli niańki moich małych smoczątek nadal aktualna... ;>]

    Smokeł

    OdpowiedzUsuń
  46. [Nie ma to jak odpisywać po pół roku... ;)
    Ale żyję, mam się chyba dość dobrze i ogarniam się w końcu. Dziękuję za przemiły komentarz i zapraszam Cię do mnie na wątek, bo jak tu nie kochać naszej słodkiej Amary? <3]

    - Nimue

    OdpowiedzUsuń

Szablon wykonany przez drama queen. Obsługiwane przez usługę Blogger.