piątek, 21 kwietnia 2017

close your eyes



                                 I'm scared that I'm not myself and                                        I'm scared that I am
Amara Celeste
 — była pogodynka — aktualnie zajmuje celę w The Golden Boughs Retirement Village — mistyczny potwór o srebrnej grzywie — utracona miłość — odsłonięta mroczna przeszłość — więcej
And I'm dyin inside And nobody knows it but me


 Zastanawiałeś się kiedyś, co się stanie gdy w czymś dobrym pojawi się zalążek zła? Spytaj dziecka, a jednorożca nazwie różowym konikiem z magicznym rogiem i mnóstwem brokatu i tęczy. Spytaj dorosłego, a nazwie cię pomyleńcem. Spytaj mnie, a powiem ci, że wymarły. Nie skłamię mówiąc, że tego ostatniego pochłonął mrok. Czemu? Dlaczego? Czy to ważne? Kto może decydować o tym, czy to co czynimy jest słuszne. Co jeśli robimy to wszystko w imieniu większego dobra? Czy jeśli straciliśmy kogoś bliskiego, to zasługujemy na potępienie? Nie odpowiadasz. Ty tylko zasłaniasz oczy dziecku, by nie musiało spoglądać na tego uroczego jednorożca przez więzienne kraty. 
To ja. Jednak istnieję, ale cząstka mnie umarła wraz z nim.
Powracamy i chętnie bym powiedziała, że nie gryziemy, ale ktoś nas nie dokarmiał w ostatnim czasie. Wszystkim którzy już znają Amarcie i mieli z nią wątek przepraszamy za zniknięcie. Kocham Was mocno i nie pozbędziecie się mnie łatwo. Na chwilę obecną siedzi w celi, ale bierzcie ją wszyscy. Nie dosłownie oczywiście! 
NIE MAM NIC DO UKRYCIA 

14 komentarzy:

  1. [Kocham, biorę, W KOŃCU RUSZYŁAŚ TYŁEK I JĄ OPUBLIKOWAŁAŚ.]

    kochający Burton

    OdpowiedzUsuń
  2. [Amara wróciła. Jak miło :D Trochę mniej miło, że siedzi w pace, ale wydaje mi się, że szybko z tego pudła wyjdzie ;)
    Tak nawiasem mówiąc to weny, wątków i czego będziesz chciała :)]

    Lucek
    Will
    Ivan

    OdpowiedzUsuń
  3. [ Ty nie gryziesz?! Akurat, uważaj bo uwierzę, bestyjko. No i cieszę się, że wróciłaś, bo mojemu Hakusiowi już brakowało kogoś z kim można by się tak podroczyć.
    No i tak jak ostatnio stworzyłaś cudną kartę *o* Jak ty to robisz, że to graficznie tak pięknie wygląda? ( treściowo oczywiście też! ).
    No ale to chyba już za dużo cukru jak dla kogoś, kto chce mojego pirata w króliczka przemienić XD <3 Witaj z powrotem. ]

    Huck

    OdpowiedzUsuń
  4. Wracanie do świata żywych jest naprawdę skomplikowane, a Terrence dobrze o tym wiedział. W końcu jeszcze nie tak dawno temu, bo zaledwie kilka tygodni wcześniej, postanowił zakończyć swój nędzny żywot. Złamał dwoje serc, w tym swoje własne, i nie był w stanie z tym żyć. Budzenie się każdego kolejnego ranka sprawiało, że miał ochotę znowu odpłynąć do krainy marzeń, do miejsc stworzonych przez własną wyobraźnię i pozbawionych bólu. Miejsc, w których znowu był z nią. Leżeli pod rozgwieżdżonym niebem, wpatrywali się w siebie zupełnie tak jak dawniej, na polanie, z tym samym uczuciem, będącym w stanie poruszyć ziemię i przenosić góry. Naprawdę ją kochał, podpowiadało tym nie tylko poharatane serce, ale też rozum. Jego dusza, przywrócona do ciała przez wiedźmy, należała do niej. ON do niej należał. Tak szczerze i bezgranicznie. Mieli coś, czego inne pary mogły im tylko pozazdrościć. Byli nierozłączni, jak dwa pasujące do siebie kawałki układanki. Tak bardzo różni, ale mimo to dopełniali się wręcz idealnie. I postronny obserwator mógł odnieść wrażenie, że nic nigdy ich nie rozłączy. Że będą jedną z tych parę, które szczęśliwie doczekują swojego szczęśliwego zakończenia: biorą ślub, wprowadzają się do wspólnego mieszkania, mają dzieci i starzeją się wspólnie, a potem umierają. Nierozłączni zarówno za życia, jak i po śmierci, bo zapewne ich dusze gdzieś tam się odnajdują i wspólnie wędrują do lepszego świata. Terrence też liczył na dotarcie tam w momencie, w którym przekraczał granicę dachu i stawiał ten ostateczny krok. Chciał znaleźć się w miejscu pozbawionym bólu i tęsknoty, nawet jeśli to on to zakończył i zabił jedyną rzecz, która przynosiła mu prawdziwe szczęście. Miało być lepiej.
    Los zadecydował jednak inaczej. Będące grzechem samobójstwo zadecydowało o tym, dokąd pójdzie jego dusza — do piekła, prosto w gościnne ramiona samego Lucyfera. Burton nie pomyślał o tym w chwili stawiania tego ostatecznego kroku, który doprowadził do upadku na ulicę i całkowitego połamania ciała. Nie był gotowy na smażenie się w kotle, jednakże wiedział, że będzie to nieuniknione. W końcu pewnego dnia w lokalnym barze porządnie obił pysk Władcy Piekieł. Męska duma Boruty zapewne nie pozwoliłaby mu przepuścić tego płazem. Okazało się jednak, że diabeł nie jest wcale taki straszny, jak go malują. Dostrzegł rozpacz Jeźdźca, tęsknotę za pozostawioną ukochaną, okazał coś bardzo rzadko spotykanego, czyli litość. Pomógł duszy wrócić tam, gdzie być powinna, poskładał ciało i wyrzucił je na jakimś pustkowiu, kilometry od Fabletown. To jednak nie powstrzymało Terrence'a od powrotu do miejsca, w którym wszystko zaczęło się od nowa. Do miasta, w którym udało im się ponownie połączyć i odnaleźć. Im, dwójce przeklętych kochanków.
    Siedział na zimnym, stalowym krześle i wpatrywał się w grubą szybę, znajdującą się tuż przed jego twarzą. Jedyną rzeczą oddzielającą go od ukochanej, którą już za parę chwil ujrzy. Nie będą mogli się dotknąć, przytulić, jedynie porozmawiać, ale to musiało im wystarczyć dopóki jakoś jej nie wyciągnie. A zrobi to na pewno. Dowiedział się, co zrobiła, ale jej za to nie winił. Rozumiał targające Amarą ból i cierpienie po jego podwójnej stracie. Nie miał jej za złe tego, co zrobiła, chociaż inni uznaliby ją za potwora. W jego oczach była tą samą dziewczyną, której dziwna energia powaliła go na ziemię wieki temu, którą pokochał bezgranicznie i bezwarunkowo.
    Drzwi po drugiej stronie szyby otworzyły się. Wstał, chociaż nie musiał. Stała tam, skuta kajdankami i mocno trzymana przez postawnego strażnika. Nie chciał, żeby informowali ją o jego wizycie, więc malujący się na jej twarzy szok był czymś naturalnym.
    — Cześć. — rzucił krótko i dość niewyraźnie, a w gardle pojawiła się dziwna klucha. Z jednej strony chciał się rozpłakać, rozbić szybę i przeciągnąć ją na swoją stronę, chwycić w ramiona, a z drugiej po prostu cieszył się, że ją widzi.
    Znowu.

    kochający i cudowny mąż

    OdpowiedzUsuń
  5. [Myśmy miały mieć wątek, prawda? Zapraszam więc, chętnie porwę. :D
    Intryguje mnie ta wersja Amary. I to, jak cudownie poradziliście sobie z rozstaniem i (rzekomą) śmiercią Burtona.
    Ja chętnie zaproszę na wątek, jak już wspomniałam. Chociaż w tym wypadku - chyba jednak z Felice coś prędzej ustalimy, hm? :D]

    Felice Fletcher / Miyuki Fuyuhime

    OdpowiedzUsuń
  6. [Moja ukochana wspólniczka od dziewiczego interesu <333
    Witam Cię ponownie Amarko kochana. Powrót rzecz jasna w wielkim stylu i z przepiękną historią. No jak tu Cię nie kochać? :)
    Miłego pobytu, wielu wątków i dużo miłości z pewnym jeźdźcem!]

    Kochający Smok
    i Duncan.

    OdpowiedzUsuń
  7. [ Dziękuję za powitanie :)
    Nikomu nie robię konkurencji XD
    Jeśli masz jakiś pomysł na wątek, to chętnie coś z tobą napiszę :) ]

    Alexander

    OdpowiedzUsuń
  8. [Tak cię wczoraj powitałam, że w końcu nie powitałam... xD
    Cieszę się, że wróciłaś <3 Biedna Amarka :< Lucy dobrze wie, co to znaczy siedzieć w Golden Boughs :D
    Wciąż ciężko u mnie z czasem, a wątków wciąż rośnie, ale co tam! Jeśli masz chęci, to wpadaj. Odświeżymy stare powiązanie lub może wykombinujemy coś nowego? :D]

    Lucy

    OdpowiedzUsuń
  9. Do Fabletown dotarł stopem. Nie był w stanie przypomnieć sobie nawet twarzy tego dobrego osobnika, który zatrzymał się na poboczu i wpuścił do środka „człowieka”, wyglądającego jakby parę chwil wcześniej rozjechało go coś gabarytowo przypominającego autobus wypełniony miłośnikami śmieciowego żarcia. Wory pod oczami, blada skóra, zapadnięte policzki, w tym jeden porządnie rozcięty przez niezidentyfikowany przedmiot. Żywy trup, który jakimś cudem znowu znalazł się pośrodku cywilizacji. Wracanie do życia zdecydowanie było skomplikowane. A najgorsze w tym wszystkim było to, że Lucyfer ponownie zabrał mu coś, co stracił już wieku wcześniej, gdy został wciągnięty do Dzikiego Gonu — duszę. Oddał tylko po to, żeby przywrócić go do życia, po czym zabrał. Ponownie był widmowym jeźdźcem, pustą skorupą. Potworem skazanym na wieczne męczarnie w piekle. Pocieszające było jedynie to, że znowu mógł to odwlec, znowu mógł egzystować. Odzyskać to, czego tak bardzo mu brakowało.
    Nigdy wcześniej nie był w Golden Boughs Retirement Community. Mało tego, nawet tamtędy nie przejeżdżał. Słyszał jedynie, że jest to więzienie dla Baśniowców, tych najgorszych z najgorszych, a tamtejsi strażnicy wcale nie są lepsi i dopuszczają się takich czynów, że sami powinni siedzieć w celach, a nie sprawować opiekę nad więźniami. Nie chciał nawet myśleć o tym, przez co Amara musi tam przechodzić. Piekło gorsze niż to prawdziwe, w którym sam był. I przede wszystkim nigdy nie chciał, żeby tam trafiła. W momencie, w którym postanowił ze sobą skończyć, nie przypuszczał, że będzie to miało aż tak duży wpływ na jej zachowanie. W końcu ją zostawił, porzucił, zranił. Powinna po prostu o nim zapomnieć i spróbować ruszyć na przód, a nie wymierzać sprawiedliwość tym, którzy pomogli mu przekreślić wszystko jednym, szybkim krokiem. Nie powinna poświęcać dla niego całego swojego życia, nie w taki sposób.
    O jej zatrzymaniu dowiedział się z lokalnej gazety, którą kupił tuż po ponownym przybyciu do miasta. Chciał dowiedzieć się, co go ominęło, ale zdecydowanie nie spodziewał się nagłówka już z pierwszej strony: „Potrójne brutalne morderstwo”. Rozpoznał ją na zdjęciu i od razu wiedział o co chodziło, kto padł ofiarą. Wiedźmy, które przywróciły mu duszę. W jakiś sposób się dowiedziała, wytropiła wszystkich zamieszanych w tę sprawę, po czym dała im to, na co w jej odczuciu zasługiwali: śmierć, cierpienie.
    Musiał ją zobaczyć i to wszystko naprawić. A przede wszystkim znaleźć sposób na uwolnienie kobiety, którą kochał od tak dawna.
    Obserwował ją przez grubą szybę, a w oczach nagromadziły się łzy. Głęboki oddech, żeby jeszcze na chwilę je zatrzymać. U boku Amary stał postawny strażnik, w środku znajdowało się jeszcze kilku. Niedbale popchnął ją na krzesło, co sprawiło, że Burton zagotował się w środku. Nie życzył sobie, żeby ktoś w ten sposób znieważał jego miłość, nawet jeśli dopuściła się okrutnych czynów. W końcu wciąż była kimś, kto czuł, miał uczucia, a nie przedmiotem i popychadłem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dopiero po chwili zaczął zwracać uwagę na szczegóły, które mogłyby umknąć innej osobie: bledsza niż zwykle skóra, jakby nieco poszarzała, włosy, które straciły dawną srebrzystość i nie wyglądały już na tak delikatne, podkrążone oczy, podpowiadające, że najwidoczniej nie spała dobrze już od jakiegoś czasu. Chude nadgarstki, oplecione przez metalowe kajdanki. A pod nimi ledwo widoczne, ale wciąż dające się dostrzec siniaki. No i oczy — pociemniałe, pozbawione jakichkolwiek emocji i uczuć, zdystansowane, chłodne. Zdecydowanie nie wyglądała jak osoba, która chciałaby go teraz oglądać, ale miała ku temu swoje powodu. To jeszcze bardziej utwierdziło go w przekonaniu, że musi znaleźć sposób na wyciągnięcie jej. Wtedy będą mogli przynajmniej porozmawiać, bo teraz nie zanosiło się na to, że Amara podniesie słuchawkę.
      Odwiesił swoją. Jeśli chciał cokolwiek jej powiedzieć, musiał zrobić to bez użycia słów. Strażnicy patrzyli przed siebie, nie na nich,a le nadstawiali uszu, więc każde wypowiedziane słowo zostałoby przez nich wyłapane. Co innego, jeśli chodzi o gesty. Skoro spoglądali gdzieś indziej, to był to jedyny sposób komunikacji.
      Usta bezgłośnie wypowiedziały te dwa, krótkie słowa: „kocham cię”. Nie liczył na odpowiedź, chciał po prostu jej to przypomnieć. Blady palec dotknął chłodnej szyby i pospiesznie coś na niej „narysował”. Błyskawicę.
      Liczył, że zrozumie.

      kochający mąż z planem

      Usuń
  10. [Jeśli nie będziesz miała nic przeciwko nieco wolniejszym odpisom, to ja obiecuję wziąć się w garść xD <3 Haha, już widzę komitet powitalny pod więzieniem, gdy Amara jakimś cudem wyjdzie wcześniej xD
    W takim razie, zahaczamy o poprzednie powiązanie, czy myślimy nad czymś nowym? Na rozruszanie proponuję wykombinować coś nowego i nieźle odjechanego :D Niech nabroją w przeszłości, coś ukradną i ktoś okrzyknie je groźnymi wiedźmami xDD A sam wątek możemy zrobić już w Fabletown i znów wplątać je w coś podobnego ;)
    Fajnie wyszłoby, gdyby razem siedziały w Golden Boughs, ale w czasie nam to nie pasuje :)
    Oh, dzięki bardzo <3 Mam nadzieję, że niedługo z Burtonkiem też coś napiszecie :D]

    Lucy

    OdpowiedzUsuń
  11. Miał ochotę wstać i rozwalić tą wkurwiającą szybę, oddzielającą go od jedynej osoby, której tak naprawdę pragnął. Ale nie mógł. Gdyby tylko spróbował, to od razu wylądowałby w celi, a wtedy szanse wydostania jej z więzienia spadłyby do zera. Na szczęście obmyślił już plan, który po prostu musiał zadziałać, nie było nawet innej opcji. Z resztą, nie zdarzyło się jeszcze, żeby ta opcja zakończyła się niepowodzeniem, a ta myśl była bardzo pocieszająca. Nie chciał zostawiać jej w tym miejscu na jeszcze jeden dzień dłużej, pragnął działać od razu, ale niestety musiał.
    Skinął głową, ostatni raz spoglądając jej prosto w oczy. Teraz dostrzegł w nich to cierpienie i miłość, które wcześniej przykryła warstwą obojętności i chłodu. Wiedział, że dzieje się tu z nią coś złego. Wskazywał na to nie tylko wygląd, ale też zachowanie, niepewne gesty. Obserwował, jak strażnik podciąga ją do góry zaborczym gestem. Nie podobało mu się. Czuł się tak cholernie bezsilny. Podniósł się w momencie. Znowu miał ochotę rozwalić tę cholerną szybę i pewnie by to zrobił, gdyby funkcjonariusz po tej stronie nie złapał go za ramię i nie pociągnął w stronę wyjścia. Amara zniknęła za drzwiami, a on został wywleczony na korytarz. Cały smutek minął, a przynajmniej na te parę chwil. Pozostały jedynie determinacja i chęć ocalenia jej.
    Poszedł prosto do domu. Nie musiał zbytnio się przygotowywać. Wystarczyło, żeby cała nagromadzona złość wydostała się na zewnątrz wraz z uderzeniem pierwszego pioruna. Wystarczyło, że całkowicie podda się swojej prawdziwej naturze. Zrobi coś, czego nie robił już od bardzo dawna. Przemieni się.
    Siedział wyprostowany na kanapie i obserwował nocne niebo, na którym nie było ani jednej gwiazdy. Dookoła było cicho, zupełnie jak przed burzą. Blade dłonie spoczywały na kolanach. Normalny obserwator mógłby pomyśleć, że Terrence wpadł w obłęd, pogrążył się w jakimś dziwnym otępieniu. On jednak był dokładnie świadomy wszystkiego, co się dzieje. Bez pozostałych Jeźdźców było to ciężkie, ale głęboko wierzył, że da radę. Wszystkie mięśnie były napięte, skupiał się z całej siły. I w końcu się udało. Pierwsza błyskawica rozświetliła niebo. Wezwał ich.
    Wstał. Oczy zrobiły się całkowicie ciemne, prawie że czarne. Z daleka dobiegał już słyszalny tylko dla niego tętent kopyt. Terrence podniósł się z kanapy i powolnym krokiem wyszedł na balkon. Spojrzał w górę. Pędzili po niebie: niezliczone ilości ciemnych sylwetek na upiornych koniach. Jeden rumak nie posiadał jeźdźca, zupełnie jakby czekał na niego. Czuł ich, a oni czuli jego. Wystarczyło tylko zamknąć oczy...
    W zimnych dłoniach ściskał lejce. Skupiał się jedynie na tym, co było przed nim: droga wiodąca prosto do więzienia. Do upragnionego celu, którego musiał dosięgnąć. Nie czuł nic. Znowu był tą samą zjawą co wtedy, jednym z członków Dzikiego Gonu, polującą na ludzi bestią. Z tą tylko różnicą, że tym razem nie chciał kolejnej duszy do kolekcji. Pragnął jedynie odzyskać ukochaną. I wiedział, że nic nie będzie w stanie zatrzymać orszaku. Nawet kolczaste druty i grube ściany budynku. W końcu tak naprawdę nie byli ludźmi, nie dotyczyły ich zasady rządzące światem śmiertelników. W każdej chwili mogli po prostu zmaterializować się w środku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak też zrobił.
      Przemierzał ciemny korytarz. Strażnicy gdzieś się pochowali, ale nie obchodziło go to zbytnio. Więźniowie kulili się w kątach swoich ciasnych cel, udając, że ich nie ma. Postanowił zostawić ich reszcie swoich kompanów, od których oddzielił się po raz kolejny i wyruszył na własne poszukiwania. Nie potrzebował nawet przeszukiwać komputerów, aby dowiedzieć się, w której celi znajdzie ukochaną. W jakiś dziwny sposób po prostu ją wyczuwał. Czy czekała? Czy przestraszyła się w momencie, w którym w więzieniu pogasły światła a na niebie pojawiły się niezapowiedziane w pogodzie błyskawice? A może wiedziała i spodziewała się jago nadejścia?
      Zatrzymał się przed drzwiami oznaczonymi jako A-128. Wiedział, że jest w środku. Czuł to, a przez niewielkie okienko był w stanie dostrzec na łóżku jej sylwetkę. Chwycił za uchwyt w drzwiach, normalnie służący do przesuwania ich w bok, i po prostu pociągnął. Zawiasy puściły.
      Zrobił krok w głąb celi, licząc na to, że go rozpozna.

      straszny mąż

      Usuń
  12. [Witam serdecznie. Twoją postać kojarzę jako tako z widzenia, więc raczej powinnam napisać witam ponownie. :) Życzę miłego powrotu, weny i wielu ciekawych wątków. A w razie chęci zapraszam również na jakiś wątek do siebie.]

    Owen / Percy

    OdpowiedzUsuń