czwartek, 27 kwietnia 2017

A gdybym miał sobie podciąć żyły, to tylko kolcem róży

Feliks Domagacki
◌ Lat dwadzieścia osiem ◌ Urodzony dnia trzynastego września. W piątek 
◌ Dociekliwy i ciekawski jak cholera Doczesny 
◌ Zapalony, lecz niespełniony fotograf i dziennikarz, marnujący się jako kelner w Restauracji "Bella Notte"
◌ Miłośnik herbaty, indierocka, suszonych kwiatów ◌

Nie uważasz, że odrobinę przesadzasz? Stajesz się fanatyczny, groźny. Ludzie uciekają, nie widzisz tego? Nie widzisz, że ich ranisz? 

Codziennie ta sama herbata. Taka jaką lubisz, zielona z cukrem. Stukasz opuszkami o blat. Chciałbyś powiedzieć, że jest drewniany, ale wiesz, że nie zasługuje on nawet na miano taniej sklejki. Wpatrując się w białą boazerię zanurzasz się w myślach i krytyce innych. Przecież i tak nie masz niczego innego do roboty. Nie wiesz po co ci telefon, po co ci konta społecznościowe, po co chcesz zaistnieć. Jesteś...

Jesteś tylko szaleńcem.

A gdy nerwowo uderzasz w klawisze laptopa, przesuwasz bolącymi już oczami po rozmazanych, miniaturowych literkach, gdy zapominasz o bożym świecie, uśmiechasz się najszczerszym uśmiechem. Lubisz to robić. Lubisz pisać o tych dziwnych stworzeniach żyjących z tobą w jednej dzielnicy. Lubisz je śledzić, doszukiwać się, wierzyć w coś, czego inni nie dostrzegają. Dolewasz oliwy do ognia, to twoje hobby. Czekasz, aż kubek, który trzymasz za cienkie ucho i napełniasz wodą nie wytrzyma i spadnie, tłukąc się w drobny mak. Zbierasz go i tak już pokaleczonymi dłońmi i kończysz jego żywot zanurzeniem w czarnej, foliowej torbie. Następnie, z ogromną satysfakcją sięgasz po kolejny, nawet nie bandażując wcześniej ran. Nie znasz umiaru.
Wertujesz strony książki z baśniami, które poprzedzielane są zasuszonymi kwiatkami. Nie masz czasu kupić nowego notatnika, który posłużyć miał ci jako zielnik, więc upychasz zerwane podczas poprzedniego spaceru płatki tam, gdzie tylko ci się uda. Encyklopedie, słowniki, bajki. Są wszędzie. Niepoukładane jak wszystko w jego życiu. Jak skarpetki nie do pary, jak krzesło służące za szafę, jak rozwichrzone włosy w odcieniu ciemnego blondu.
_____________________________________________________________

Roses are red

And
Violets are blue

_____________________________________________________________
Wizerunku użyczył jakże cudowny i jedyny w swoim rodzaju Dane DeHaan.
Witam serdecznie, mam nadzieję, że mój Feliks się spodobał i szybko się zaaklimatyzuje (ja też bym tego potrzebowała) ;u;
Jestem zielona w sprawie takich blogów, więc każda rada, krytyka, instruktaż miło widziany :) 
Karta jak widać nieco skromna, może coś jeszcze kiedyś do niej dokleję i popracuję nad stroną estetyczną, bo html u mnie kuleje i to bardzo ;u;

23 komentarze:

  1. [W końcu! U nas na pewno nie będziesz narzekać na brak dobrej zabawy, ale i tak życzę wielu ciekawych wątków, interesujących powiązań, no i zostań z nami jak najdłużej. <3]

    Terrence Burton & Sygurd Fafnesbane

    OdpowiedzUsuń
  2. [Jeju! Ale mi się podoba ten twój Feliks! Mam taką ochotę mu trochę namieszać z Valerie, więc jeśli jesteście chętni na wątek to zapraszam do siebie. :) Życzę miłej zabawy, dużo weny i mam nadzieję, że zostaniesz z nami na długo. <3]

    Valerie Rabinow

    OdpowiedzUsuń
  3. [Miło mi widzieć, że ktoś postanowił porwać się na Doczesnego. Nie wiem czy mieliśmy już kogoś takiego na blogu, ale zawsze to jakaś miła odmiana. :D
    Gorzej, że może być z pomysłami ciężko, bo moje dwie panny chodziłyby obok takiego właśnie pana niemal na paluszkach, żeby się nie wydać. :D Chociaż Felice to jeszcze pół biedy, gorzej z Miyuki, gdy zapomni naszyjnika... :D
    No hej, generalnie. Jakbyś była chętna na wątek, to zapraszam, aczkolwiek nie rzucam żadnymi konkretami, bo w zasadzie ich na razie nie mam. :D
    Mnóstwa weny, porywających wątków!]

    Felice Fletcher & Miyuki Fuyuhime

    OdpowiedzUsuń
  4. [ Serdecznie witam Susłonie :D
    Masz tak cudowny nick, że ciężko mi się nie uśmiechnać :)
    Życzę wielu ciekawych watków i weny :D ]

    Alexander Heller

    OdpowiedzUsuń
  5. [Ale fajnie doczesny się u nas zjawił :D Weny, wielu wątków oraz tego żebyście zostali z nami jak najdłużej ;) W razie jakiś chęci to zapraszam do siebie, może coś się wymyśli ciekawego?]

    Lucyfer Boruta
    Willard Scarlet
    Ivan Zwonariew

    OdpowiedzUsuń
  6. [Wybacz, że dopiero dziś wpadam z powitaniem ;)
    Widzisz, chyba nie jest u nas aż tak strasznie? :D Karta piękna, postać fajnie wymyślona, więc trzymam kciuki, żebyś została z nami na dłużej :D Poza tym, Feliks jest pierwszym Doczesnym od bardzo, bardzo dawna, więc wielkie brawa z taka postać :D
    Życzę ci samych ciekawych wątków!]

    Administracja & Lucy

    OdpowiedzUsuń
  7. [Spokojnie, spokojnie, pokierujemy. :D Właściwie miałam pomysł na naszą dwójkę od dłuższego czasu. Myślałam, żeby ktoś zaczepił Val w ciemnym zaułku, Feliks by to zauważył i chciał zainterweniować. Valerie oczywiście zostałaby wtedy kompletnie wyprowadzona z równowagi i tak zaatakowałaby swojego napastnika pod swoją drugą postacią. Nie wiem jak zareagowałby na to Feliks, ale ostatecznie moja dziewczynka pewnie zaczęłaby go strasznie przepraszać i panikować bo w końcu zobaczył ją doczesny. Pewnie zaprosiłaby go na herbatkę, albo na drinka do Trip Trap. Nie wiem, coś takiego chodzi mi po głowie, ale jeśli masz coś lepszego to chętnie wysłucham. :)]

    Val

    OdpowiedzUsuń
  8. [Doczesny! Jak miło, że ktoś się w końcu odważył na taką postać. Feliks jest świetny. Coś czuję, że jego dociekliwość wpędzi go w jakieś kłopoty. Życzę dobrej zabawy i jakby co zapraszam do siebie. :)]

    Nuada

    OdpowiedzUsuń
  9. [Oj, bardzo chcę pisać z tym upierdkiem! Tylko teraz pytanie, kto zaczyna? Mi to tam wszystko obojętnie, więc daj znać jak wolisz. c:]

    Val

    OdpowiedzUsuń
  10. Ciemność całkowicie pokryła już wszystkie zakątki Fabletown, wkradając się w najciaśniejsze uliczki, prześmierdnięte od śmieci rogi. Nieraz zdarzało jej się podróżować przez nocne ulice ich małej dzielnicy. Zawsze z kapturem na głowie, jakby bała się że ktoś rozpozna jej bladą, wystraszoną twarz. Duże, zielone oczy mierzące z ciekawością każdego przechodnia. Dłonie jak zwykle chowała w kieszeniach zielonej kurtki, aby od mrozu wschodniego wybrzeża Stanów Zjednoczonych, skóra nie zbladła jeszcze bardziej. Chociaż godzina była późna, a światła w sklepowych witrynach powoli gasły, masy ludzi wciąż prowadziły się po ulicach The Bronx pędząc w jedną i drugą stronę. Jej czas nie był przeciwnikiem. Chociaż nie raz musiała się z nim zmierzyć w nierównej walce, doskonale wiedziała, że jest on siłą z którą nie miała żadnych szans. Dlatego nauczyła się żyć z nim w zgodzie i harmonii, jak dwa nie mogące bez siebie funkcjonować czynniki. Coś się kończy, coś się zaczyna. Zawsze tak było i zawsze tak będzie.
    Od kiedy tylko pamiętała, ludzie i wszelkie znajomości potrafiły doszczętnie zniszczyć jej dotychczasowe życie. Ludzie w jej wiosce nigdy nie potrafili pogodzić się z jej egzystencją. Zymna Voda wręcz kipiała nienawiścią kierowaną w stronę Valerie. Chociaż nie ciężyła na niej żadna klątwa, chociaż żadna przydrożna czarownica nie nazwała jej dzieckiem, które sprowadzi na tę wioskę zagładę, oni mieli własne zdanie. Widziała przepełnione wściekłością spojrzenia, gdy szła nazbierać ziół na polach, wytykane w jej stronę palce za każdym razem, gdy kolejne bydło padło z braku wody. Nie miała nikogo, komu mogłaby zaufać. Chociaż jej rodzice próbowali odrzucać od siebie opinie innych, nie bronili jej przed nienawiścią reszty mieszkańców. Jedynie Luba wiedział jak bardzo było jej ciężko. A przynajmniej tak jej się wydawało.
    Powinna była się domyślić, że jego uczucia nie są prawdziwe. Była zrozpaczona. W tej jednej chwili potrzebowała pomocy, uwierzyła że jest on w stanie zapewnić jej godne i szczęśliwe życie, z dala od wszystkich umysłów pragnących jej wygnania lub śmierci. Do dzisiaj śniła o chwilach, które z nim spędziła. Pamiętała jego ciepły dotyk rozgrzewający skórę, oczy pełne podziwu i prawdziwej miłości, które kryły za kurtyną taką samą złość jak cała reszta wioski. On potrafił obronić ją przed nieprawdziwymi oskarżeniami reszty mieszkańców, otulić i stworzyć bezpieczną przestrzeń gdy płakała samotnie w kącie pokoju. Głaskał, całował, pocieszał. Na marne. Wystarczyła jedna chwila aby poznała jego prawdziwe oblicze. Wciąż czuła palący ból w udach, materiał sznura ocierający się o chudą szyję. Blizny na nogach codziennie przypominały jej przez co przeszła, dlaczego powinna nauczyć nie ufać tak szybko ludziom.
    Widziała przed oczami jego wystraszony wzrok gdy przykładała zardzewiałą kosę do szyi, jak wpatrywała się w jego twarz martwymi, białymi oczami. Wciąż zastanawiała się czy ją rozpoznał. Czy wiedział, że to ona – jego dawna ukochana, ta która wierzyła że coś może między nimi zaistnieć, ta która teraz wreszcie doczekała się tak długo wyczekiwanej zemsty. Zabiła go. Krew pryskająca z tętnicy opryskała jej i tak brudną suknię ślubną, gdy jego ciało powoli zsuwało się na podłogę. Jeszcze przez chwilę próbował zatrzymać rozlew krwi, jego dłonie kolorowały się na czerwono, oblane gęstą i wciąż gorącą substancją. Życie z niego uleciało, lecz ona ciągle tam stała. Pilnowała aby nikt nie przyszedł po jego ciało, aby zgnił w samotności tak samo jak ona gniła teraz na samym dnie studni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skracając drogę do swojego mieszkania na Seasame Street, skręciła zaraz obok w ciemną uliczkę, mając cichą nadzieję, że jak najszybciej znajdzie się pośród swoich czterech ścian. Kałuże wypełniające dziury w betonie śmierdziały alkoholem i szczynami, dym tytoniowy unoszący się nad ciasnymi ścianami drażnił jej nozdrza, a szczury przebiegające zaraz pod jej nogami chowały się wreszcie wśród porozrzucanych wokół śmieci. Rozglądała się wokół czytając tym samym wypisane na ceglanej ścianie hasła, głoszące śmierć ich przywódcom, niesprawiedliwość pełnionych rządów. Pokręciła głową i znów odwróciła wzrok na swoje czarne trampki, unikając spojrzenia innych chowających się po kątach ludzi.
      Nagle poczuła na swoim ramieniu silny uścisk. Odwróciła głowę, mając nadzieję zobaczyć tego kto zdecydował się na zaczepienie jej w takim nieprawidłowym dla siebie momencie. Chociaż wokół nich panowała kompletna ciemność, szybko zauważyła odbijające się od łysiny neony, złośliwy uśmiech kierowany w jej stronę i oddech śmierdzący różnego typu używkami. Zmierzyła mężczyznę wściekłym spojrzeniem, dokładnie skanując każdy milimetr jego ciała. Był dobrze zbudowany. Nawet zbyt dobrze jak na chowającego się w ciemnych uliczkach mieszczanina. Nie miała żadnych szans aby wyrwać swoje wątłe ciało z jego silnego, wręcz parzącego uścisku. Rozejrzała się dookoła szukając jakiejkolwiek drogi ucieczki, lecz jego szerokie barki i wysoki wzrost kompletnie jej to uniemożliwiał. Była w pułapce i nie miała jak się z niej wydostać.
      - Czego chcesz? – spytała szeptem, jakby bała się że zza jego pleców zaraz wyłonią się podobni do niego koledzy.
      Mężczyzna szybkim ruchem popchnął ją w stronę brudnej, ciemnej ściany z całej siły przygniatając ją do twardej powierzchni. Syknęła z bólu, czując jak jej żebra odbijają się od pomarańczowych cegieł. Napastnik wciąż uśmiechał się w jej stronę. Dokładnie mierzył całe jej ciało, zatrzymując wzrok w nieodpowiednich miejscach. Próbowała się uwolnić. Wydostać z jego silnych rąk, dać mu do zrozumienia że jego zachowanie wcale ją nie bawi. Nic to nie dawało. Była zbyt słaba by stąd uciec, a on zbyt napalony by dać jej się wydostać. Próbowała przekazać mu wzrokiem jak bardzo go w tej chwili nienawidzi. Jak bardzo ma nadzieję, że kiedyś odpłaci za swoje nieodpowiednie zachowanie, zdechnie w tak samo ciemnej uliczce jak ta. Ale on nie zwracał na to uwagi. Był za bardzo zajęty dokładnym obserwowaniem jej ruchów.
      - Przestań się tak szarpać, przecież nic złego ci się nie stanie – wymamrotał prosto w jej sine usta.
      - Ty chuju! – wykrzyknęła, jednak zaraz zamilkła czując ból na prawym policzku.
      Mężczyzna w jednej chwili zamachnął się wolną ręką, tym samym uderzając ją z całej siły w twarz. Zacisnęła zęby z bólu i rozluźniła ciało, czując że powoli opada z sił. Musiała się stąd wydostać. Uciec jak najdalej. Chciała znaleźć się już w swoim domu, w bezpiecznym mieszkaniu gdzie nikt nie mógł jej zagrozić. W tej jednej chwili poczuła na swoim ciele kolejną parę wpatrujących się w nią oczu. Spojrzała w swoją prawą stronę. Ujrzała tylko czarną posturę stojąca w wejściu do ciemnego zaułku. Skierowała w jego stronę błagający o pomoc wzrok. Ale był jej wybawcą, czy może kolejnym przeciwnikiem?

      ta która najwidoczniej wpakowała się w niezłe gówno

      Usuń
  11. [Bardzo dziękuję za cieplutkie powitanie! :D (cholera, chyba nie powinnam być tak miła dla straszliwego Doczesnego xD)
    Wątek mógłby być ciekawy, więc może Feliks da się zaprosić na płatki? xD]

    Vanessa vel Żółwik

    OdpowiedzUsuń
  12. [Zielona herbata <3 Też ją lubię. I cześć, dziękuję za miłe słowa! :) Sama chciałam zrobić początkowo Doczesną, ale zmieniłam plany. W każdym razie tobie też życzę dobrej zabawy. I może napiszemy wspólnie jakiś wątek? ;)]

    ANALISE

    OdpowiedzUsuń
  13. [Hmm, czy Feliks zagląda czasami do Pudding n'Pie? Pomyślałam sobie, że jako ciekawski Doczesny, mógłby wepchnąć nos w sprawy jakiegoś klienta i przez to wpadłby w jakieś kłopoty, z których wyciągnęłaby go Lise widząc w nim tylko nieszkodliwego człowieka :)]

    ANALISE

    OdpowiedzUsuń
  14. [Lise zdecydowanie jest dobrą duszyczką, o ile ktoś jej nie podpadnie, wtedy potrafi być mściwą suką :D Ustalamy coś jeszcze czy przechodzimy od razu do wątku? I kto zaczyna?]

    ANALISE

    OdpowiedzUsuń
  15. [W sumie chyba lepiej będzie jak zaczniesz ty, bo to Feliks ma nadepnąć na czyiś odcisk i kogoś wkurzyć, a Lise wkracza do akcji później :D Także będę bardzo wdzięczna za zaczęcie <3]

    ANALISE

    OdpowiedzUsuń
  16. Widziała tylko jak czarna postać pewnym krokiem zbliża się w ich stronę, wpatruje prosto w stojącą pod ścianą dwójkę. Tak bardzo chciała się stąd wydostać. Miotała z całej siły, próbowała odepchnąć od siebie szerokie ręce nieznajomego, kopnąć w brzuch, zrobić cokolwiek co pomoże jej stąd teraz zniknąć. Dyszała zmęczona od jakichkolwiek starań, jego bezczelny uśmiech coraz bardziej doprowadzał ją do szału. Tajemnicze głosy w głowie, rozsądek który próbował przebić się przez warstwę złości szeptał jej cicho do ucha. Gdybyś nie była taka samotna, nie musiałoby się to wydarzyć. Nieprawda, potrafię sama sobie radzić! Czy aby na pewno? Nie wygląda na to, żebyś sobie radziła. Zamknij się, to może mi się uda! Gdyby Luba tu był, nie dopuściłby do tego. To on mnie zabił!
    Śmierć mogła spotkać ją jeszcze wcześniej. Codziennie ktoś śledził jej kroczącą przez wioskę chudą sylwetkę, wpatrywali się w nią tym morderczym wzrokiem, przepełnionym pogardą. Już dawno nauczyła się nie zwracać na to uwagi. Na to jak zachowują się ludzie w jej najbliższym otoczeniu, jak milkną wszelkie rozmowy tylko wtedy jak ona przejdzie obok, jak ludzie przerywają swoją codzienną pracę bo widzą że nadchodzi. Gdy była mała, miała może pięć lat, jeden z pracujących przy koniach wieśniaków, zauważając jak przechodzi obok jego stajni, wsadził w jej rękę widły, wbijając dwa, zardzewiałe kolce w siną skórę, krzycząc jej w twarz że nie powinna tu być. Później jeden z myśliwych zaczął strzelać w jej stronę, gdy zauważył jak zbiera rosnące pomiędzy drzewami zioła. Z niektórych miejsc, mieszkańcy przeganiali ją pochodniami, w innych grozili że utopią w pobliskiej rzece. Dopiero gdy w jej życiu pojawił się Luba, miała kogoś kto za nią walczył. Za każdym razem gdy któryś z rolników miał do niej pretensje, kiedy kolejne plony zgniły od zbyt dużej wilgoci, kiedy wytykano ją palcami, on stawał przed nią. Zasłaniał ją całym ciałem, odgradzał od gradu gróźb i słów nienawiści. Wtedy była mu wdzięczna, ale teraz zdała sobie sprawę z tego, że robił to tylko po to aby później wykończyć ją samodzielnie.
    Przyjrzała się mężczyźnie, który podbiegł zaraz do nich. Chociaż wyglądał na młodego, nie wiedziała czy jego wiek rzeczywiście zgadza się z wyglądem. Widząc chudą posturę, od razu zdała sobie sprawę z tego, że nie ma żadnych szans przeciwko olbrzymowi, który właśnie przygniatał ją do pomarańczowych cegieł. Nieznajomy zatrzymał się zaraz przy nich, stojąc w miejscu i nie robiąc nic co mogłoby jakkolwiek jej pomóc. Zmierzyła go wściekłym wzrokiem, gdy ten wystraszony wpatrywał się w ich dwójkę. Znów zaczęła się wiercić, jakby miała nadzieję że tym samym zmęczy swojego przeciwnika. Czy on naprawdę nie zamierzał jej pomóc? Będzie tam stał, wpatrywał się czekając na wynik całej sytuacji? Jeśli wcześnie oczywiście sam nie dostanie grubą pięścią alkoholika, którego nieznajoma obecność mogła bardzo zdenerwować.
    Przecież razem mogli sobie poradzić. Ich było dwóch, a on był jeden – jeśli w ciemnym kącie uliczki nie chowali się jego barowi koledzy. Nie dorównywali mu wzrostem i zdecydowanie nie dorównywali mu siłą. Ona była tylko wścibską, wątłą redaktorką, która potrafiła się bronić jedynie ciętymi ripostami i niedojrzałymi przezwiskami. On był… Nie miała pojęcia kim był, ale widząc jego prawie kościstą sylwetkę, nie był wstanie sam powalić na ziemię stojącego zaraz obok olbrzyma. Była jednak prawie pewna, że razem daliby sobie radę. W końcu ich połączony współczynnik siły, musiał przewyższać ten stojącego przed nią mężczyzny, prawda?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dopiero teraz zaczęła się zastanawiać jak potoczyłyby się dalsze losy jej nielicznych najbliższych gdyby nie wróciła dzisiaj do domu. Jej czarny, złośliwy kocur pewnie czekałby jeszcze parę kolejnych dni na swoją panią. Siedział przy pustych miskach, czekając aż ktoś naleje mu wody, nasypie jedzenia. Po około tygodniu, zdałby sobie sprawę, że czarnowłosa wcale nie ma zamiaru wracać do swojego domu i uciekłby przez nie załataną dziurę w jej drzwiach. Co pomyślałaby sobie jej jedyna przyjaciółka, Belle? Że specjalnie ją opuściła? W tak wielkiej potrzebie, gdy wszystko co przez lata budowała znów zaczęło się burzyć. Czy żałowałaby losu Valerie, czy by w ogóle o niej pamiętała?
      Po jej zniknięciu podczas nocy ślubnej, nikt nie płakał. Przez pierwsze dni, jej rodzice próbowali dowiedzieć się co spotkało ich córkę. Co wieczór jej ojciec pukał do drewnianych drzwi ich przyszłej chaty, gdzie zaszył się Luba. Krzyczał do okien, kopał drewniane ściany. Ale nikt nie wychodził mu na spotkanie. Tchórz chowający się za czterema ścianami, nie miał nawet odwagi żeby spojrzeć w oczy jej ojca i powiedzieć mu co stało się z jego małą córeczką. Co jej zrobił, jakie zbrodnie popełnił. Po paru dniach odpuścili – kiedy już wiedzieli, że nic z nikogo nie wyciągną, że ich córka przepadła na zawsze. Cała reszta wioski, dalej żyła własnym życiem. Wydawało się jakby nikt nie zwrócił uwagi na to, że kruczowłosa dziewczyna zniknęła. Ich życie wreszcie stało się normalne, kiedy ona zniknęła z ich pola widzenia. A tak przynajmniej im się wydawało.
      Czuła jak napięcie w niej rośnie. Jak nabiera coraz szybciej powietrza, serce przyspiesza pompując jeszcze szybciej krew. Świadomość podpowiadała jej aby się poddała. Budzącej się w niej złości, wściekłości która powoli rozlewała się po całym ciele. Nakrywała bladą skórę niczym ciepła, bezpieczna pościel, oddzielała od niebezpieczeństwa świata. Chciała zacząć wreszcie walczyć, wygrać tę potyczkę. Wiedziała jednak co to oznaczało. Broniła się, stawiała w myślach niewidzialne mury, czekając na przypływ tej złej siły układała powoli cegły, stawiając jedną ścianę za drugą. I wtedy zaczęła na nią napinać – to poczucie nienawiści, negatywna moc napełniająca jej skorupę. Nie miała żadnych szans na wygraną. To był jej koniec.

      Usuń
    2. Zacisnęła mocno zęby, wpatrując się prosto w oczy swojego przeciwnika. W jednej chwili poczuła jak jej skóra zaczyna niemiłosiernie swędzić, jak wypala kawałki jej ciała. Blade nakrycie zaczęło schodzić z jej kości odsłaniając mięśnie i kości. Zaczerwienienia w jednej chwili pojawiły się na jej ciele, skóra zbladła jeszcze bardziej przybierając koloru zielonego. Czarne włosy garściami opadały jej na ramiona, zostawiając na głowie jedynie pojedyncze, ciemne niteczki. Oczy straciły kolor, rosnąca w nich biała mgła zakryła tęczówki i źrenice. Jej ciało chudło, przyklejało się do kości jakby nie jadła nic od tygodni, szpony urosły w jednym momencie. I wtedy, kiedy stojący przed nią mężczyźni myśleli, że to koniec dolna część szczęki oderwała się od twarzy ukazując języki i kulając się po betonie w ślepy kąt uliczki.
      Szybkim ruchem ręki uwolniła się z uścisku nieznajomego i złapała go dwoma rękoma za szyję. Widziała w jego oczach ten strach, zaskoczenie. Nie wiedział co się właśnie stało. Czy to co widzi to tylko zły koszmar czy może omamy. Lubiła ten stan. Kiedy widziała w ich oczach przerażenie. Powoli jej się oddawali, wysysała z nich siły, z każdym kolejnym uściskiem odbierała im to co najważniejsze – życie. Każda jej kolejna ofiara w wiosce sprawiała, że stawała się silniejsza. Czerpała z tego przyjemność, ze stosowanej przez siebie zemsty. Miała poprzestać po pozbyciu się swojego największego wroga, tego który sprawił że stała się prawdziwym potworem. Kiedy wydał z siebie ostatni wdech, miała umrzeć razem z nim. Spełniona południca, kładąca się do wiecznego spoczynku przy swoim ukochanym. Ale ona dalej stała, gdy jego ciało wystygło, gdy zastygł przyklejony do ściany, wykrzykując jej imię. I ruszyła dalej, w stronę łąk i lasów, pracujących na polach wieśniaków. Jej przeznaczeniem zawsze było zabijanie i tego już zawsze miała się trzymać.
      - Nie powinieneś tego robić! – zatrzeszczała zgniłymi strunami głosowymi. Stary głos wydobył się z jej ciała mimo tego, że brakowało jej dolnej szczęki. – Jesteś taki sam jak cała reszta! Szary robaku…
      Rzuciła nim o ścianę jedną ręką. Nie spuszczała z niego wzroku, jej spojrzenie sprawiało, że nie mógł się unieść, kompletnie uległ. Podeszła do niego i złapała za obie ręce, czekając na ostateczny akt pożegnania. Ale właśnie wtedy zdała sobie sprawę z tego, że nie są tu sami. Że zapomniała o kimś, przy kim nie powinna tego robić. Odwróciła zamglone oczy w stronę nieznajomego chłopaka.

      Valerie i Alachka, która nawet nie wie co napisała

      Usuń
  17. [Doczesny! Nareszcie mamy doczesnego! <3 Jaki on cudownie uroczy, aż by się chciało zjeść. ;) Chodź koniecznie na wątek, najlepiej do smoka, bo będzie się wtedy więcej działo.]

    D&D czyli Duncan&Drake

    OdpowiedzUsuń
  18. [Dawno już miałam Cię oficjalnie, administracyjnie powitać, jako naszego rodzynka. Bardzo się cieszę, że ktoś zdecydował się wcielić w Doczesnego. Na dodatek Feliks jest niesamowicie uroczą postacią. Życzę dużo dobrej zabawy i wątków, w których rozgryziesz nieco tajemnice Fabletown. :) No i w razie chęci zapraszam do siebie.]

    - Administracja
    (Nimue & Hagen)

    OdpowiedzUsuń
  19. Widziała jak zaczyna uciekać. Odwraca szybko przerażony wzrok, kieruje się w stronę rozświetlonej przez lampy ulicy. Nie mogła pozwolić mu tak po prostu stąd zniknąć. Wszystkie głosy w głowie, które machinalnie podpowiadały jej, że i on musi pozostać zgładzony, sterowały jej ciałem, kiedy prawdziwa Valerie krzyczała z najciemniejszego zakamarku umysłu, próbując uwolnić się z niewidzialnej klatki. Szybkim ruchem opuściła mężczyznę, którego jeszcze przed chwilą przypierała do ściany i pospiesznie podbiegła w stronę drugiego. Nie miał szans jej uciec. Chociaż mogłoby się wydawać, że coś tak zniszczonego jak ona nie będzie wstanie wykonać najprostszego ruchu bez rozlecenia się, u niej było inaczej. Zawsze wreszcie ich doganiała.
    Wielu próbowało uciekać. Kiedy widzieli jak zbliża się w ich stronę, krocząc wokół złocistej pszenicy, przemierza zielone łąki okryte makiem i chabrami. Chociaż każdy z nich doskonale wiedział, że w takiej chwili nic nie jest w stanie im pomóc, podświadomość kazała wreszcie coś zrobić – ten jeden ruch, który doprowadzi do kolejnych i kolejnych. Rzucali w bok widły, kiedy była coraz bliżej i wreszcie biorąc nogi za pas, kierowali się w stronę wioski, mając nadzieję że ukryją się pośród własnych czterech ścian. Ale ona zawsze ich znalazła. Niektórych pozbywała się na samym środku wyjeżdżonej przez konie drogi, gdzie ludność wpatrywała się z przerażeniem jak wysysa ze swoich ofiar życie. Inni umierali we własnych domach, na oczach rodziny która chowała się po kątach, milcząc i mając cichą nadzieję, że niczym nie rozwścieczą kroczącej obok nich Południcy. Niektórzy jednak umierali samotnie, trzymając w ręku łopatę, zbierając wyrośnięte plony – tak bardzo nieuważni.
    W jednej chwili znalazła się przed młodym chłopakiem, który pospiesznie próbował wydostać się z ciemnej uliczki. Poczuła jak nieznajomy odbija się od jej przegniłej twarzy, klatki piersiowej przykrytej zabrudzonymi ubraniami. Ale nic sobie z tego nie robiła. Cały czas się w niego wpatrywała, jak powoli przełyka ślinę, jak próbuje opanować strach, który powoli wypełniał jego ciało. A ona stała tam tylko, jakby zastanawiała się czy oszczędzić mu życie, czy zakończyć na dzisiaj swoje mordercze zabawy.
    W głębi podświadomości, wiedziała jednak że musi to przerwać. Cały ciąg wydarzeń, który uruchomiła – niczym domino pchnięte jej palcem. Powoli próbowała uspokoić własne ciało, emocje targające nią od środka. Złapała się za głowę, jakby dwie siedzące w niej siły walczyły między sobą, wybierając sobie na swoje pole bitwy jej własny umysł. Zadygotała zębami, ze zgniłych strun głosowych wydobył się trzeszczący pisk przypominający nawoływanie rannego zwierzęcia. Próbowała powstrzymać siedzącego w niej potwora, tę czarną cząstkę jej, która sprawiała, że za każdym razem gdy ktoś wyprowadzał ją z równowagami, stawała się tym czymś. Demonem, za którego wszyscy od dawna ją uważali. Wmawiała sobie, że potrafi nad tym panować. Nad siłą, którą zdobywa za każdym razem gdy jej ciało gnije, kiedy czuje że jest w niebezpieczeństwie. Ale to były tylko kłamstwa. Chore pocieszenie, które znikało za każdym razem kiedy próbowała wyplenić z siebie siedzącą w niej Południce.
    Wreszcie jej krzyk zamilkł, otaczając ciemną uliczkę całkowitą ciszą. Dyszała, kiedy jej skóra znów zaczęła przybierać różowawych barw, kiedy kruczoczarne włosy machinalnie pojawiły się na jej głowie, szczęka odrosła doczepiając się do reszty twarzy. Jedynie ubrania, wciąż brudne od kałuż i błota wskazywały na to, że jeszcze przed chwilą demon o zwierzęcych zmysłach próbował zabić dwójkę niewinnych osób.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Była przerażona. Tym czym przed chwilą się stała, co jeszcze parę chwil temu miała zamiar zrobić. Dłonie wciąż trzymała kurczowo włosów jakby bała się, że otrzepujący się przed nią chłopak zobaczy jej twarz, prawdziwe oblicze. Za każdym razem jej przemiana była tak samo straszna. Nienawidziła tego. Kiedy czuła, że jakaś dziwna siła odpycha ją w głąb ciała, odsuwa od sterów. Miała cichą nadzieję, że to się kiedyś skończy. Że wreszcie nauczy się panować nad rodzącym się w niej gniewem. Na razie jednak wszystko wskazywało na to, że musi pogodzić się z losem jaki ofiarowało jej Fabletown.
      Wreszcie odwróciła wzrok w stronę chłopaka, przypominając sobie że w całym tym zamieszaniu i on odegrał pewną rolę. Nie znała go. Chociaż w Fabletown powinna znać całą baśniową śmietankę, on był jej kompletnie obcy. Czy to oznaczało, że nie jest jednym z nich? Że jest tylko… zwykłym człowiekiem?
      - Nie! – krzyknęła jakby chciała go przed czymś ostrzec. – To ja przepraszam! To… To nigdy nie powinno się wydarzyć!
      Zacisnęła ręce w pięści, waląc w nimi we własne uda jak rozpieszczony bachor.
      - Jeśli w Woodlands dowiedzą się, że mnie widziałeś… Dosyć, że wymażą ci pamięć, to jeszcze ja trafię na miesiąc do odsiadki.
      Skarciła się w myślach.
      - Ugh! Dlaczego ja tak dużo gadam?!
      Znowu odwróciła wzrok w stronę Doczesnego. Wpatrywał się w nią jak na ostatniego wariata. Wreszcie rozluźniła ciało i wzięła głęboki wdech. Weź się w garść dziewczyno.
      - Wolisz herbatę czy piwo? – walnęła prosto z mostu, zanim zdążyła ugryźć się w język.

      Bardzo straszna i przepraszająca Południca

      Usuń

Szablon wykonała Night Tear. Źródło: WallPaper. Obsługiwane przez usługę Blogger.