czwartek, 2 lutego 2017

Olimpiada w piciu

Oto on. Nadszedł ten dzień, dzień w którym zatrzymała się ziemia. Dzień w którym odbędą się pierwsze igrzyska w piciu. W tym roku (oraz pewnie i w następnych latach), igrzyska te odbędą się wyjątkowo w piekle. To widowisko organizowane będzie wyjątkowo przez pana i władcę tego przybytku – Lucyfera.
Tak to ten pan na dzień dzisiejszy zbiera najwięcej oklasków. Jako główny organizator (oraz de facto jedyny) na jego barkach ciąży spora odpowiedzialność o przebieg całej imprezy. Chociaż jak to on powiedział? „To nie odpowiedzialność. To po prostu czysta przyjemność.” – chyba właśnie tak powiedział, ale jedno jest pewne, w jego wypowiedzi było słowo „czysta”. Czyżby Lucyfer zdradzał też swoje upodobania? A z resztą…mniejsza o większe.
— Lucyferze! Lucyferze! – krzyknął jakiś demon z małymi czerwonymi rogami. Był zdyszany i nieco zaczerwieniony na twarzy. W mniemaniu Lucjana wyglądał co najmniej komicznie. Sprawy nie poprawiało też to, że włosy zdyszanego demona były rozwiane na wszystkie strony i wyglądał jakby co najmniej został porażony prądem, albo czymkolwiek innym o podobnych właściwościach.
— Co? Nie widzisz, że pracuję? – zapytał ironicznie i spojrzał na niego znad wyświetlacza telefonu. Po chwili jednak odłożył telefon, a raczej schował urządzenie do kieszeni spodni. Należało schować swoje narzędzie pracy, w końcu w dobie ogólnej komputeryzacji nie powinno to nikogo dziwić. Miał nadzieję, że demon miał dobry powód aby zjawiać się tutaj i przeszkadzać. Przecież „Pierwsze doroczno-coroczne olimpiady w piciu odbywające co roku wyjątkowo w piekle”, same się nie zorganizują!
— Wódki braknie – powiedział na wstępie. Lucyfer spojrzał z niedowierzaniem na tego pana. – Rosjanie i Polacy powiedzieli, że braknie. Powiedzieli, że te baniaki co to są, to będzie mało. Co robić Lucyferze?
— Ale jak to „mało”? Jak „mało”? – zapytał zbulwersowany, jednakże starający się zachować mimo wszystko spokój Lucyfer. M- Przecież w tych baniakach/cysternach/zbiornikach retentencyjnych… czy co to tam konkretnie jest, jest tyle wódki, że spokojnie można jezioro Bajkał wypełnić – powiedział. Spojrzał na notatki prowadzone w telefonie i cicho westchnął. Za dużo roboty z tym wszystkim, najpierw wyciągnąć telefon z kieszeni, później włączyć, znaleźć odpowiednie rzeczy…zmęczyć się przecież można! – Przepraszam…chodziło mi o jakieś jezioro Bańcza. Ale nie wiem, gdzie to jest. No co? Każdemu się może pomylić! To na „ch” i to na „ch” – wzruszył ramionami. Przecież to tylko drobna pomyłka, która każdemu się może zdarzyć. Chyba nawet cieszył się z tego, że przez panujący półmrok niedowidzi dokładnie twarzy demona . Całe szczęście, że istota, która przybyła i zakłóciła spokój wewnętrzno-zewnętrzny Lucyfera odsunęła się zawczasu. Pewnie diabeł zabiłby widząc jak przybyły się śmieje z jego słów. – Coś jeszcze?
— Tak – odpowiedział i na wszelki wypadek jeszcze bardziej odsunął się od Lucyfera. – Nagrody im się nie podobają. Powiedzieli, że za taki wyczyn czajnik to zdecydowanie za mało.
— Wiecznie problemy – westchnął. Podrapał się po brodzie i spojrzał na demona z lekkim uśmiechem.  – Zrobimy tak. Zmienimy w zupełności nagrodę. Dajmy im zupełnie coś innego. Myślę, że kocioł wódki, kutaczan, kepucz z Biedry oraz dwie zimówki do Żuka załatwią sprawę. A jeśli nie, to mówi się trudno, to jest moje ostatnie zdanie – powiedział z uporem maniaka. Demon tylko kiwnął głową i po chwili już zniknął.
Po jakiś trzech godzinach od tego wydarzenia, czyli o godzinie siódmej, zaczęły się zawody. Oczywiście wśród zawodników w trzyosobowych składach nie mogło zabraknąć najważniejszej drużyny. Wcale nie chodzi o Polaków, czy też o Rusków. I piekło wystawiło swoją jednoosobową drużynę w postaci…Lucyfera. I wtedy się zaczęło…
                Obudził się z nieziemskim kacem. Kacem mordercą uściślić należy. Kacem mordercom, który serca nie ma, który ciała nie ma, który… A chyba wszyscy załapali o co chodzi.
Wstał powoli, z największą ostrożnością. Wydawało mu się, że piekło przez noc…dzień…czy przez tą cała olimpiadę, zamieniło się w jakiś okręt piracki, w takiego Jolly Rogera na przykład. Jednak Lucyfer pod wpływem „fal” zbyt długi nie postał. Zmuszony był usiąść, przy delikatniej pomocy Belzebuba, który zjawił się chwilę po przebudzeniu się Lucyfera. Nieoczekiwana pomoc, chyba miała niezły ubaw z możliwości obserwowania pijanego cherubina, który kiedyś się zbuntował i „upadł”. Widok opierającego się o zimną ścianę Lucyfera i mamroczącego pod nosem coś w stylu: „Ale rzuca na tym statku”, przyprawiał o samoistny uśmiech na twarzy. Cóż, proces trzeźwienia Lucyfera był długi i nieco złożony. Właściwie to Belzebub dziwił się, że Lucjan jest w stanie wstać, usiąść i wybełkotać coś zrozumiałego. Jeśli miał być szczery to po dzisiejszym…po tym pokazie urządzonym przez księcia piekieł nie miał jakichkolwiek wątpliwości. To właśnie „jego brat” powinien wygrać tą całą olimpiadę. Fakty jednak mówią same za siebie. Była przecież niezależna komisja sędziowska, reprezentacje narodowe, oraz pijany w trzy dupy organizator. Jednym słowem było wszystko co być powinno na takiej imprezie, na tak wyśmienicie zorganizowanym sportowym widowisku.
— Lucjan, spójrz na mnie – powiedział Belzebub i stanął naprzeciwko pijanego. Kucnął obok i wyciągnął dłoń w kierunku siedzącego i zgiął dwa palce. – Lucek ile ty palców widzisz?
Spojrzał niemrawo na Belzebuba. Zamrugał dosyć szybko, co i tak w jego stanie było czynem niemalże nadludzkim. Przez dobrą chwilę przyglądał się dłoni, mrużąc przy tym oczy. Jak to mówił w takich chwilach? Chyba jakoś tak: „Ja tylko ostrość łapię!”
— U której dłoni? – zapytał w końcu. – I dlaczego tak tuptasz? Nie tuptaj tak. Łeb mnie boli – jęknął. Postronnego słuchacza pewnie zdziwiłby fakt, że Lucyfer poprosił Belzebuba aby ten tak nie tuptał. Nasuwa się pytanie „Jak Belzebub ma tuptać skoro kuca przy Lucyferze?”, albo „Kto tak tupta?”. Odpowiedź nasuwa się sama, nikt nie tupta. Może i Belzebub potrafi wiele, ale nie opanował sztuki tuptania podczas kucania. Tym „tuptaniem” najprawdopodobniej było bicie serca…tylko którego?
Belzebub tylko pokręcił głową i pozostawił Lucyfera samego sobie, co było najprawdopodobniej jedyną słuszną decyzją. Przetrzeźwieje, zmarznie to wróci do domu. Lucyfer był takim kotem, tylko w nieco diabelskiej wersji i takiej może nieco bardziej „hardcore”. Jednego jednak można było być pewnym! Lucek w tym stanie nie ucieknie za daleko…o ile gdziekolwiek ucieknie. Zresztą…pewnie i tak pan i władca całego piekła i okolic zaraz zaśnie, a kiedy się obudzi, powie swoje stare powiedzonko, które brzmi następująco: „Więcej z nimi nie piję”. Oczywiście będzie to kłamstwo, ponieważ nikt…ale to nikt nie uchronił się przed polskim systemem „ISO”. Jeszcze nie znalazł się taki, który uciekłby sprawiedliwości systemowi.
Nawet nie należało zbyt długo czekać, aby Lucyfer będący pod wpływem minionych wydarzeń zasnął. Chociaż niekoniecznie były pod wpływem „wydarzeń”. Ale na pewno wciąż był pod jakimś wpływem. Pozostawiono więc Lucyfera sobie samemu i nie przejmowano się nim. W końcu nikt ani nic nie zrobi mu krzywdy. I sam musiał dojść do siebie, a sen może mu pomoże.
Po kilku godzinach (względnie) spokojnego snu władca piekła ocknął się i jak gdyby nigdy nic wstał i przeszedł parę kroków. Nagle zatrzymał się i rozejrzał po okolicy. Nie było żadnej potępionej duszy, która pałętała się po tej piekielnej ziemi. Nic, kompletna cisza, która nie przypadła w Lucjanowe gusta. Przecież zawsze, ale to zawsze po takich różnych imprezach, głęboko zakrapianych zresztą, pałętały się jakieś trzeźwiejące istoty i gratulowały Lucyferowi wyśmienitego pomysłu. Przynajmniej on jako jeden z niewielu dbał o rozrywkę w tym całym piekle.
Jakim sposobem Lucyfer dotarł do swojego domu w piekle, pozostanie najprawdopodobniej jego tajemnicą. Ale jednak…było to dziwne. Niby nie pierwszy raz tak balował, że zasypiał gdzieś po drodze, niby nie pierwszy raz jest pijany…nie pierwszy raz też jest na kacu…chociaż w tym przypadku nie można powiedzieć w jakim stanie aktualnie znajduje się diabeł. Była to rzecz na pograniczu cudu i niemożliwego. Nic dziwnego więc, że większość widząc Lucyfera była w szoku, że jest on w pewnym sensie żywy, chociaż de facto martwy.
— Kawyyy…. – jęknął idąc korytarzami. Dziwne. Zawsze wydawało mu się, że podłoga była względnie równa i że korytarze były raczej proste. – Wódkiii… - z daleka wyglądał niczym jakiś żywy trup. Blady, z workami pod jego pustymi czarnymi oczami, ledwo powłóczący nogami oraz z jakimś takim dziwnym głosem, który bardziej przypominał charczenie. Żywy trup, wersja z piekła rodem. Prawdopodobnie w celu uniknięcia czyjejś zagłady, jakaś „dobra” istota dała Lucyferowi trochę wódki i filiżankę kawy. Pewnie to jakiś Polak był, bo wódka w szklance była. Właściwie to Rosjanin pewnie też dałby wódki w szklance, ale ta była czysta, więc pewnie to był Polak, który nie dość, że dbał o diabła to jeszcze o estetykę. Ale czemu się dziwić? Skoro to Polak to pewnie i on sam nie raz, nie dwa razy miał kaca i wiedział co to za ból. Pewnie też wiedział, że to nie jest nic miłego pić wódkę z brudnej szklanki.
— No Lucek! – powiedział, czy też raczej prawie że krzyknął Samael. Dla biednego upadłego wszystko było słyszalne z podwójną siłą…jeśli nie z potrójną. – Świetny pomysł miałeś! Całe piekło cię chwali!
— Co? Całe piekło ze mnie wali? – zapytał pół przytomnie. Najwidoczniej musi minąć jeszcze sporo czasu zanim dojdzie do siebie. Chociaż i tak jest spory progres. W końcu wstał i doszedł do domu. – A tak w ogóle to powiedz mi, dlaczego…dlaczego ja się tak dziwnie czuję?
Samael się tylko zaśmiał. Dopiero po dosyć dłuższej chwili oczekiwania, zdecydował się opowiedzieć Lucyferowi wszystko. Cały przebieg olimpiady ze wszystkimi szczegółami. Usłyszawszy to wszystko organizator w momencie wytrzeźwiał. Wstał jak oparzony, a krzesło na którym siedział pod wpływem tej gwałtowności upadło z głuchym łoskotem na podłogę. W drodze do salonu potknął się o dywan i zaliczył dosyć bolesny upadek. Biorąc pod uwagę zerowy wiatr, dobre warunki pogodowe oraz punkty za styl w skali od 1 do 10 dostałby od sędziów -20 punktów. Normalnie po takiej wywrotce to pewnie wstałby i poszedł dalej, ale że podłamał się ewentualnymi notami od sędziów, tylko został na tym miejscu i wyciągnął z kieszeni telefon.
— Halo? Bogu? – zapytał. – Bogu, normalnie z nieba mi spadłeś. Kutaczanu potrzebuję.
— Czego? – pewnie gdyby Lucyfer posiadał moc widzenia twarzy Boga, albo byliby na wideo konferencji, zobaczyłby zdziwienie na jego twarzy wywołane tym jednym słowem…czy też raczej zdaniem.
— Ku-ta-cza-nu. Kutaczanu. – powiedział pół przytomnie Lucjan. – Bogu… Bogusiu… Bogusiusiuniu…
— Lucjan. Nie dzwoń do mnie w takim stanie – pewnie próbował zachować powagę, ale w końcu Lucyfer był diabłem innym niż wszystkie. Był po prostu oryginalny przez swoją oryginalność. Zresztą…on też jako jedyny dzwonił do Boga, kiedy był pijany, wtedy jakoś go zbierało na rozmawianie z nim.
— To kolegów się wstydzisz? – zapytał oburzony. – Bogu, a ty wiesz…pewnie wiesz…ale jak nie wiesz, to to się dowiesz. Olimpiadę w piciu urządziłem. Co tam się działo, to głowa mała. Normalnie, nie uwierzysz jak ci powiem. O ósmej, albo siódmej…no może o szóstej, zaczęła się cała impreza. Mówię ci, każdy kraj, kontynent, nacja, racja, czy co to tam jeszcze może być, wystawiły swoje reprezentacje narodowe. No i zaczynają o tej godzinie, o której zaczęli… Po jakiś trzydziestu minutach odpadły obie Ameryki, po godzinie Afryka i część Azji. Tak właściwie to koło południa wykrystalizowała się dwójka liderów. Polacy i Ruscy. I mówię ci Bogu jak oni równo jechali… Normalnie szklanka za szklanką, szklanka za szklanką. Pewnie to wszystko trwałoby dłużej, ale o dwudziestej drugiej Polacy mówią: „Stop. Pass. Oni nie mogą bo się umówili na picie.” – przerwał na chwilę, swoją opowieść. Nie słysząc jednak po drugiej stronie nikogo, zapytał – Bogu? Jesteś ty tam?
— Jestem, jestem – słychać było, że „Bogu” walczy sam ze sobą, aby nie parsknąć śmiechem. W końcu należy zachować swój poważny image; nawet podczas rozmowy z Lucyferem.
— No widzisz…. A niektórzy mówią, że cię nie ma – powiedział z lekkim uśmiechem. – No i tak to było Bogu. Ale mówię ci,, no wszystko było na tip top. Wszystko było co być powinno. Sprzęt sportowy, noclegi, catering, pijany organizator.
— Upiłeś się?
— Nie.
— A kto był organizatorem?
— No jak to kto? Ja – odpowiedział rezolutnie. – Bogu, Bogu…a powiedz no ty mnie co z nami będzie, gdy spotkamy się na zakręcie?
— Lucjan, nie mogę rozmawiać. No, bardzo chciałbym ci pomóc, ale nie mogę. Zajęty jestem…
— A tak słyszałem… Podobno twój syn urodziny robi. A dlaczego mnie nie zaprosił? Rodziny się wstydzi, czy jak? – Lucek przewrócił się na plecy. Miał teraz bardzo piękny widok na sufit. Ze zgrozą stwierdził, że będzie musiał to pomalować…takie jakieś brzydkie pęknięcia się porobiły. – A tak właściwie to po co dzwonisz?
— Lucjan, to ty dzwoniłeś – przypomniał. Kwestię „imprezy” pominął. Nie chciał się wdawać z Lucjanem w dyskusje na ten temat.
— A no tak. Kutaczanu potrzebuję. Masz może? – zapytał ponownie. Zdecydowanie myślenie w takim stanie jest dla Lucjana niewskazane. Jeszcze jego mózg się przegrzeje i wybuchnie.
— Nie mam. Niestety nie pomogę ci – powiedział z niejakim żalem.
— Aha… A bogu, skoro już dzwonisz, to się zapytam. Nie chciałbyś może zimówek do Żuka?
— Nie Lucjan. Nie chcę zimówek do Żuka. Lucjan, ja naprawdę muszę kończyć, bo przy bramie są jakieś burdy hałasy…ktoś w bramę kopie – po tych słowach rozłączył się.
Lucek tylko wyłączył telefon, przetarł dłonią twarz i cicho westchnął. Do tej pory nie wiedział po co Bóg do niego zadzwonił. Ale może kiedy już całkowicie wytrzeźwieje i wszystkie trybiki w mózgownicy ruszą.
— Ojciec! Coś tak czuję, że za chwilę znowu tutaj się zjawią Polacy! – krzyknął. Uśmiechnął się słabo, w końcu miał całkiem dobry pomysł z tym „500+”. Przynajmniej spokój z Polakami jest. Teoretycznie mógłby sprzedać ten patent niebu, ale chyba straciłby na tym procederze kilkanaście dusz. Poza tym Bogu i tak nie wprowadziłby tego.
— Lucyferze! Lucyferze! – nad wciąż leżącym Luckiem zmaterializował się ten sam demon, który zjawił się podczas przygotowań do Olimpiady. – Przybyli Polacy.
— Niech wejdą. Aha…i nie ma mnie dla nikogo. Powiedz, ze leczę zakwasy i nie mogę ich powitać – ledwo skończył to mówić, demon zniknął. Nawet nie musiało minąć pięciu minut, zanim Lucyfer zasnął, uprzednio ułożywszy się na dywanie, tuż obok Cerbera. Wydawało mu się, że to wszystko rozejdzie się całkiem sporym echem po zaświatach i być może po innych krainach. Zastanawiał się tylko przez chwilę kto wygrał, nikt mu tego nie powiedział. Ale i tak nie jest to w tej chwili ważne.

====
Nie mam zielonego pojęcia co mi wyszło z tego wszystkiego. Pragnę zaznaczyć, że wiele błędów w wypowiedziach Lucka jest zamierzonych, dużo Neo-Nówki. Pewnie też i dużo błędów interpunkcyjnych. Mam nadzieję, że komuś moje wypociny przypadną do gustu. Przepraszam że tym czymś zniszczyłem wam życie. Nie wiem co mną kierowało przy pisaniu tego czegoś... Niech ktoś mnie zabije i na wszelki wypadek wyperswaduje pomysły z pisaniem notek fabularnych solo.
Aha...gify w internetowych odmętach znalezione.
Z dedykacją dla wszystkich...albo dla tych co chcą.
Proszę przykryć to coś możliwie najszybciej jak się to tylko da.

5 komentarzy:

  1. O Boże! Znaczy Bogu! xD
    Zakochałam się. I w ogóle popłakałam ze śmiechu. Tak bardzo epickie! <3 Lucyfer - miszczu, nawiązania do Neo-Nówki - cudowne, a sama narracja i te wtrącenia - zabójcze. Dawno się tak dobrze nie ubawiłam. No ja Cię po prostu kocham Lucuś! <3
    Oficjalnie przyznaje Twojej pierwszej notce fabularnej tytuł najbardziej epickiej notki na Fable! Chcemy więcej, zwłaszcza ciągu dalszego, w którym dowiemy się kto wygrał olimpiadę, jak rozwija się program 500+ i co się wydarzyło u Bogusia. :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak jak napisałam na czacie, mój komentarz jest jeden - to jest cholera piękne! Lucjan miażdży i w ogóle rozwala system, jak boga kocham! :)
    Genialne poczucie humoru, Neo-Nówka i nieogar Lucjana. No ja jestem fanką i mam nadzieję, że będą kolejne części, może nawet cały "serial" o przygodach Lucusia? ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Przeczytałam. Skomentuję to pewną anegdotką, bo podczas czytania miałam to ciągle przed oczami :D Nie wiem czy pamiętasz (być może nie, bo ja to stara jestem) kiedyś był, dalej w sumie jest, taki film Pianista. Bardzo dobry swoją drogą. No ale, do rzeczy. Jest tam taka pewna scena, i swojego czasu ta scena krążyła po internetach jako mem, z podpisem: Nigdy więcej nie piję z Polakami. A tak się złożyło, że mniej więcej w tym samym czasie oglądałam ten film z koleżanką. I kilka dni później, na chałupkach, całkiem porządnie się zlała. Jak to na koleżankę przystało, odprowadzam ją z bratem do domu, a koleżance się wzięło na wyzwania. Z których jedno brzmiało: Nigdy więcej nie piję z Żydami. Jak wytrzeźwiała nie miała pojęcia o co jej chodziło, nikt z nas Żydem nie był, ale po pijaku czasami coś odwala ;) I wyobrażając sobie piekło po tej zacnej imprezie, widzę właśnie przed oczami ten mem. Tak, mój komentarz nic nie wniósł, ale ile się uśmiałam podczas czytania to moje :3

    OdpowiedzUsuń
  4. XDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD
    KOCHAM CIĘ. XDDDDDDDDDDDD
    Jutro mam dwa egzaminy i wpadłam zobaczyć co się dzieje... Olimpiada w piciu? No przeczytam! HUMOR ZOSTAŁ NAPRAWIONY BARDZO. OH MY GO- LUCIFER XDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD
    Wygrałeś wszystko!
    D-Z-I-Ę-K-U-J-Ę! *próbuje się pozbierać, ale nie może* Mam nadzieję, że jutro na egzaminie nie parsknę śmiechem...
    10/10

    OdpowiedzUsuń
  5. Lucek jesteś od teraz moim nowym idolem!!!!! :D
    To jest PIEKIELNIE CUDOWNE! (Bo nie chcę mówić, że boskie... wiesz przecież... xD). Jak dzisiaj wrócę z prac to na Twoją cześć walnę sobie drinka. W czystej szklance jak prawdziwy Polak! :D
    I tak jak poprzednicy - KOCHAM CIĘ LUCUSIU TY MÓJ! <3333

    OdpowiedzUsuń

Szablon wykonała Night Tear. Źródło: WallPaper. Obsługiwane przez usługę Blogger.