poniedziałek, 23 stycznia 2017

Oh darlin', darlin', what have you done?

Margaret Rivera
Królewna Śnieżka                 zastępca burmistrza                używająca życia rozwódka


Opiewał ją mrok. Kojarzyła mi się z pechem, który tylko czeka, aby się komuś przytrafić. Stary! Na takiego pecha mógłbym czekać całe życie. Skrajnie nieprzyzwoita i roznegliżowana urabiała spojrzeniem, z bezczelnością prostytutki siejąc spustoszenie pośród pewnych zasad moralnych. Ponoć oblizuje warg, gdy obiera śliskie myśli, tak powiedział mi kumpel, ponoć miał okazję testować jej gibkość. Ponoć gryzie.
Wtedy miałem ją przed sobą. Urodą wpisywała się w klasyczne kanony piękna, ale wiedziała jak okręcić bioder przed mężczyzną. Źrenice jej obleczone w zwodniczą okowę tęczówek hipnotyzowały głębią, usta płonęły zwierzęcym uśmiechem. Przesuwała okiem za moim sygnetem lubieżnie przegięta przez alkoholowe ramię nieprzystojnego tancerza. Na powierzchni skóry pośmiertnym ruchem pełzał frostowy dym... Mieszał się z dębowym zapachem jej ulubionej whisky, wspomnieniem potu. Wszystko unosiło się pod duszącym śladem lotnych, drogich perfum. Przewinęła się w krokodylim piruecie wychodzącym z pijackiej łapy. Nie przejmowała inicjatywy, oddawała się muzyce, bit wlewał się w jej ciało. Czułem ją, była blisko, czułem że wszystko wokół rozmywa się i traci na ostrości, wszystko z wyjątkiem tej długonogiej zjawy.
Partner nieroztropnie zostawił ją, by osuszyć kolejny kielich, zupełnie jakby nie bał się, że ktoś zaraz zwinie mu ją sprzed nosa. I, jak matkę kocham, chciałem być tym kimś. Na moment straciłem ją z pola widzenia, a gdy nabrałem dzikiej ochoty, by jeszcze raz przewlec głodnym okiem po jej ciele, mój wzrok napotkał ją u wyjścia z lokalu. Zmierzyłem uważnie jej rewers, zwłaszcza zwieńczenie smukłych pleców, gdzie niczym druga skóra przylegała czarna kiecka, uwydatniając miękkie linie jej powalającej figury. Wyglądała jak wykuta dłutem samego Apolla. Gdyby podczas tańca nie otarła się dłonią o moje udo, byłbym pomyślał, że jest tylko i wyłącznie jedną z moich fantazji.
Po chwili zniknęła mi z oczu. Ostatnie co pamiętam, to jej jasna skóra brutalnie odcinająca od kreacji, talia osy, i krągłe biodra przesuwające się z uwodzicielską nonszalancją, kiedy rozmywała się w ciemności za rogiem. No jasne, mogłem się domyślić. Kobiety jak ona nie mają w zwyczaju zagrzewać tak obleśnych ramion.

***
Okrągły rok. Dokładnie na tyle opuściłaś Fabletown, by zregenerować siły. Trzymanie ich wszystkich w ryzach zaczęło naciągać Twoje, zdawałoby się, stalowe nerwy do tego stopnia, że pod wpływem nagromadzonych emocji dopuszczałaś się rzeczy karalnych. W końcu ile można żyć w cieniu Króla Cole'a, maskując jego nieudolność, korygując błędy? Mało kto zdaje sobie sprawę z faktu, że to Ty dzierżysz w dłoniach rzeczywistą władzę, co powinno wprawiać Cię w zadowolenie, ba! Nawet dumę. Pewnie byłabyś spełniona, gdyby Twoja płaca wymiernie pokrywała się z ilością pełnionych przez Ciebie obowiązków. Ciążyły Ci na barkach tak cholernie, że musiałaś je wreszcie rzucić i uciec.
Burmistrz, choć niechętnie, zgodził się posłać Cię na bezpłatny urlop, który wyniósł aż dwanaście miesięcy. Nie to, żeby był tak łaskawy, zwyczajnie było mu to na rękę. Liczył, że tym razem to jemu uda się zamaskować Twoje błędy, że Baśniowcy o nich zapomną. Zapomną, jak stopniowo kruszyła się Twoja kamienna fasada nienaruszalności i jak podczas jednego z przesłuchań przestrzeliłaś podejrzanemu jedną dłoń, by następnie odciąć mu palce drugiej. Jednak Ty wiesz, że przeszłość nie zapomina. Nigdy, nikomu. 

A mimo to wracasz, jakbyś nigdy nie uciekła na drugi koniec doczesnego świata.

12 komentarzy:

  1. [Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa <3
    Cześć, piękna.
    Ja i moja rana w tyle głowy, z którą każesz mi wstać chcemy wątek :D
    Śnieżka jest cudowna <3
    Bigby się zatroszczy. Oczywiście, gdy już przestaną skakać sobie do gardeł :D
    Koooooooocham <3]
    Bigby

    OdpowiedzUsuń
  2. [Śnieżka! Nie żebym robił jakąkolwiek konkurencję naszemu szeryfowi. Ale chciałbym jakiś wątek z panią Śnieżką mieć! Bo w twoim wykonaniu wyszła bardzo obłędna. A wydaje mi się, że pewnie wątek z Lucyferem albo Willem byłby ciekawy :D
    Jednak tobie pozostawiam wybór, czy chcesz mieć wątek z którymś panem :)
    Tak poza tym to weny, weny oraz weny i samych wspaniałych wątków :)]

    Lucyfer
    Will

    OdpowiedzUsuń
  3. [Z samym diabłem mówisz? Dobrze, niech więc będzie i sam diabeł xD
    Właściwie to mam pomysł, czy też może raczej zarys zarysów. Ale pomyślałem o tym, że Lucyfer raczej do grzecznych osób nie należy, ciężko go nazwać dobrym obywatelem... Może dowiedział się w jakiś sposób, że Śnieżka wróciła do miasta? A że mógł też nieco z boku obserwować jej urlop, to wiedziałby jak się zmieniła?
    Lucyfer mógłby wejść do gabinetu Śnieżki, na jakieś kilkanaście minut przed nią, podmieniłby kilka rzeczy i kiedy ta weszłaby, to Lucyfer siedziałby za biurkiem z szyderczym uśmiechem na ustach a w ręku dzierżyłby flaszkę w końcu "należy oblać powrót Śnieżki". Kiedy byłaby już nieco wypita, ten powiedziałby, że on został nowym zastępcą burmistrza, a później spróbowałby ją ogólnie upić tylko i wyłącznie po to, żeby móc ją zamknąć w gabinecie. Zamknąłby ją tylko i wyłącznie po to, bo nie miał innego pomysłu.
    (wiem, głupie i bez sensu...ale chyba była to i tak najlepsza opcja)
    Co ty na to?]

    Lucyfer

    OdpowiedzUsuń
  4. [Śnieżka pierwsza klasa! Oby ten wilczek ukochał ją mocno i wyszedł Wam cudowny wątek <3 Pomyślałam, ze jeśli nie wyjdzie nam z relacja Kapturek - Jednorożec, możemy nawiązać jakaś relację z tymi paniami. Nie ukrywam, że dla swojej pani szukam przyjaciółki w Fable, bo czymże byłoby życie bez przyjaciół! Powodzenia w prowadzeniu dwóch postaci. Mam nadzieję, że pojawi się wiele ofert wątków, coby się tej Śnieżce nie nudziło :D]

    Amara

    OdpowiedzUsuń
  5. [Nigdy nie lubiłem śnieżki. Taka typowa dama do ratowania i jeszcze głupia, bo kto bierze jedzenie od nieznajomych? I nie myje jabłek, one są woskowane :P I na koniec ten dziwny książę co trupy całuje... Nie, nie nie, nie moja bajka absolutnie.
    Ale widzę, że jednak i śnieżka z wiekiem robi się niczym wino - coraz lepsza. Karta napisana bardzo... hmmm... Kusząco. Całkowicie zienia obraz znanej mi śnieżni na twardą i silną kobietę, a na pewno na starającą sie taką grać. Karta przecudna.
    Weny, czasu, masę wątków i dużo dobrej zabawy.]

    Odys i niebawem Samanta

    OdpowiedzUsuń
  6. [Witam oficjalnie Śnieżkę. I w sumie podpisuję się pod przedmówcą, też nie lubię za bardzo Śnieżki, ani tej bajkowej, ani tym bardziej tej komiksowej, ale Twoja Śnieżka ma charakterek i urok, więc jest super! :D
    Jak masz chęć to zapraszam na wątek.]

    Duncan & Drake (D&D ^^)

    OdpowiedzUsuń
  7. [A szkoda, że nie upiłby jej...wielka szkoda...
    W sumie to możemy tak zrobić, że wypije jeden kieliszek (a że kieliszek będzie mieć wielkość szklanki... xD) To w takim wypadku może Lucek zjawiłby się wtedy, kiedy Śnieżka kończyłaby swoją pracę? Wtedy zamknąłby ją na kilka godzin :D (chociaż ciągle nie wiem po co, bo i tak nie będzie miał zamiaru sie do niej dobierać... aha już wiem, po prostu aby uprzykrzyć komuś życie). Albo może być też pseudo-libacja na początku dniówki...i chyba tak będzie najlepiej, bo Śnieżka wchodzi do biura a tam sobie siedzi Lucek a obok stoi flaszka i dwa kieliszki.
    A dalej? Po tym zamknięciu (i po tym otwarciu drzwi przez kogoś)? Jakaś zemsta ze strony Śnieżki? Czy może stwierdzenie, że szkoda mścić się na Lucyferze?]

    Lucek

    OdpowiedzUsuń
  8. Ten dłużący się dzień zapowiadał się naprawdę ciekawie. Poranek był spokojny, pełen przewracania kolejnych stron i paprania się w nudnych aktach. A potem nadeszło południe — większy orzech do zgryzienia. Kolejne, type zlecenie, któremu musiał podołać. Burda, a raczej totalna awantura na obrzeżach dzielnicy. No co miał zrobić... udał się tam, naprawdę nie mając ochoty na kolejne napierdalanie się po mordach. Ale był szeryfem. Tłumienie takich bzdur leżało w jego obowiązkach i nie mógł pozostawić sprawy nierozwiązanej. Nawet gdyby chciał...
    Oczywiście, dzień nie mógł być przyjemny. Walczących było więcej niż przypuszczał i walka nie należała do przyjemnych. Ba! Nie mógł zmienić się w wilka, bo tak stanowił jego protokół; miał rządzić Fabletown jako ludzki szeryf i starać się za wszelką cenę unikać zmiany kształtu. Cóż... i teraz zobaczyć można było następstwa tego zakazu. Podbite oko, jarzące się soczystym fioletem, kłykcie zerwane do końca i zabezpieczone zakrzepłą krwią. O dziwo, uniknął złamań otwartych, więc nie musiał sam sobie nastawiać kości... znowu. Czuł się też na tyle dobrze, by uniknąć konsultacji z doktorem Swineheart, co w gruncie rzeczy i tak powinien zrobić. Ale nie zrobił. Był zbyt dumnym wilkiem.
    Oczywiście, jego skórę można śliwą zdobiły też miliony zadrapań. Wyglądał wręcz okropnie. Jak siedem nieszczęść.
    Po kochanym stłumieniu burdy (hej, przynajmniej ją stłumił!) zyskał czas na.... półgodzinny fajrant, który spędził na krótkiej drzemce we własnym, cuchnącym starym papierem biurze. Cudownie.
    Miał ochotę spać dłużej; od trzech dni nie zmrużył oka. Ale czym był sen wobec szeryfa? Był wilkiem. Wilki nie potrzebowały regeneracji. A przynajmniej tak sobie wmawiał.
    Gdy myślał już, ze ten dzień nie może obfitować w gorsze ekscesy, natrafił na pismo. Pismo, które wymagało od niego konsultacji z burmistrzem Cole'em. Cóż, cudownie. Uwielbiał tego starego typa...
    Musiał więc zebrać manatki i udając, że nie wie, jak bardzo źle wygląda udać się na dywanik. Ludzie, których mijał patrzyli na niego... z przerażeniem. O kurwa, był tylko trochę poobijanym stróżem prawa. Wielka rzecz...
    Nie pokusił się o zapukanie. Nawet jeśli ktoś był w środku, nie obchodziło go to. Był Bigby'm Wolfem, szeryfem tej całej kupy gówna i wolno mu było pozwalać sobie na taką zuchwałość. Wszedł do biura, naburmuszony jak zawsze, prawie wyrywając drzwi z zawiasów. Nie miał ochoty na formalności, chciał załatwić ten jebany formularz i móc wrócić do swojej samotni. Nie czuł się dzisiaj na siłach.
    Zatrzymał się jednak wpół kroku, dostrzegając, że Cole ma towarzystwo. Przy biurku kuliła się zgrabna kobieta, pozostawiając mu idealny wgląd na własne pośladki.
    Trochę poprawił mu się humor, choć raptem kilka sekund podziwiał jej walory. Nie mógł się nadziwić własnej fascynacji; jeszcze kilkaset lat temu nawet nie spojrzałby na ludzką kobietę. Ale czasy się zmieniły. On się zmienił. Wszystko się zmieniło...
    Nerwowo, nie tłumiąc odruchów podrapał się po karku, a jego przygaszone złotem oczy obserwowały.... bądźmy szczerzy. Krągłe pośladki rozmówczyni burmistrza. Jej ołówkowa spódnica idealnie opinała ich pełne kształty, budząc zachwyt na niejednej męskiej twarzy. Tak... chyba naprawdę był mężczyzną. Prymitywnym mężczyzną, pełnym prymitywnych żądzy.
    Wszystko jednak odmieniło się, gdy dostrzegł kim piękna panna jest w istocie.
    Kurwa, gdyby nie nauczył się trzymać swoich emocji w ryzach pewnie zszedłby tam na zawał, a nie tylko mrugnął zaskoczony.
    Kurwa mać! Śnieżko, co ty tu robisz do diabła pierdolonego kurwa mać?!
    Gdy skinęła na niego głową poczuł się... nieswojo. Nie widział jej okrągły rok, a teraz nagle jest tutaj! Stoi przed nim, kusząc go swoimi wdziękami. Chyba musi usiąść...
    Nie powiedział tego na głos ani też nie usiadł. Przybrał maskę obojętności. No tak. Czas wrócić do prowadzenia zimnej gry.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czas wrócić do lodowatych słów, formalnych gestów i... udawania, że to całe bagno miłości, jakie rozrasta się w jego głowie już dawno wyschło. Oczywiście... niech chociaż ona tak myśli. Nie da jej satysfakcji. Kiedyś i ją kochał, ale teraz... odrzuciła go. Dlaczego miałby walczyć o coś, czego nigdy nie zdobędzie?
      Kochał swoją samotnię. Taa...
      — Witaj... Snow. — mimo że miała imię nigdy nie oduczył się nazywania jej w ten sposób. I nie miał zamiaru tego zrobić, wiedząc, że to wręcz niegrzeczne; przynajmniej w taki wyszukany sposób mógł dać sobie trochę satysfakcji. Jaasne... — Na cholerny szmat czasu przepadłaś — dodał ochrypniętym tonem, przypominając sobie, że wygląda jak gówno. Gdy burmistrz otwierał usta, by zapytać... Bigby uciszył go uniesieniem dłoni. — Praca. I tyle... i tyle.
      Poturbowany Bigby w/1

      Usuń
  9. [Witam naszą nową panią wiceburmistrz i życzę dużo ciekawych wątków, weny i sił w zarządzaniu baśniową społecznością. No i rzecz jasna jeśli znajdzie się chęć - zapraszam również do siebie. :)]

    Oberon

    OdpowiedzUsuń
  10. [Z ex-żoną musimy coś napisać!]

    ~Prince Charming~

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [Żyjemy, czy trafiło sie kolejne zatrute jabłuszko? :D]

      Usuń

Szablon wykonała Night Tear. Źródło: WallPaper. Obsługiwane przez usługę Blogger.