wtorek, 6 grudnia 2016

Po ogniu zawsze przychodzi śnieg, nawet smoki nie mogą żyć wiecznie


Dovahkiin, Dovahkiin,
naal ok zin los vahriin,
Wah dein vokul mahfaeraak ahst vaal!
Ahrk fin norok paal graan
fod nust hon zindro zaan,
Dovahkiin, fah hin kogaan mu draal!

W oczach - wielkości bardzo dużych oczu i barwy przyćmionej czerwieni - błyszczała inteligencja nie mającą nic wspólnego z ludzkimi istotami. Przede wszystkim była o wiele starsza. Ta inteligencja od dawna smażyła się w przebiegłości i marynowała w sprycie w czasach, kiedy grupa prawie małp zastanawiała się jeszcze, czy pozycja dwunożna jest obiecującym pomysłem. Taka inteligencja nie uznawała, a nawet nie rozumiała sztuki dyplomacji. Smok nie bawił się z człowiekiem i nie stawiał zagadek. Pojmował za to doskonale arogancję, siłę i okrucieństwo. Gdyby tylko mógł, spaliłby człowieka na popiół. Bo to lubił. (...) "Macie czelność się skarżyć, a przecież my byliśmy smokami. Smoki powinny być okrutne, chytre, nieczułe i straszne. Ale coś ci powiem małpo… Smoki nigdy nie paliły na stosie, nie torturowały, nie rozpruwały na kawałki i nie nazywały tego moralnością."

Terry Pratchett
Dawno, dawno temu, całe wieki przed powstaniem najstarszych królestw, smoki miały swoją złotą erę. Były prawdziwymi władcami starego, zapomnianego już świata. Najpotężniejszymi z żyjących istot. Silnymi, mądrymi i obdarzonymi niezwykłymi zdolnościami. Nawet jeśli budziły grozę, wzbudzały też równie wielki szacunek i podziw. Potem nastała era ludzi. Czasy rycerzy i smokobójców, dla których zabicie smoka stanowiło upragniony cel. Czasy magów i czarowników, którzy dla magicznych klejnotów zwanych draconce, zdobiących smocze głowy, gotowi byli zniszczyć niemal całą rasę. I wreszcie czasy zwykłych ludzi, dla których życie w sąsiedztwie smoczego leża stanowiło najgorszy koszmar. Era smoków dobiegła końca, zapomniano o całej ich wiedzy, o mądrości i magicznych zdolnościach. Z czasem każdy żywy smok stał się prawdziwą rzadkością, wręcz żyjącą legendą czy reliktem niesamowitej przeszłości...
On sam stał się właśnie takim reliktem. Przyszedł na świat w czasach, gdy smoki wciąż jeszcze były liczne i potężne. Poznał wiele starożytnych sekretów, przekazywanych przez przodków. I chociaż w tamtych czasach nie dokonał niczego szczególnego, nie wsławił się walecznością czy posiadaniem wyjątkowego skarbu, to ostatecznie zrobił coś o wiele ważniejszego. Przetrwał. Zachował całą wiedzę i mądrość swej rasy, nie pozwalając jej zginąć. Przeżył kolejne stulecia zachowując rozwagę i unikając niepotrzebnego rozlewu krwi, wciąż żywiąc nadzieję, że pewnego dnia wrócą dawne piękne czasy. Wciąż o tym marzy, nawet jeśli rozsądek podpowiada mu co innego.
Opuścił baśniowy świat jako jeden z pierwszych. Zawarł sojusz z władzami nowopowstałego azylu dla Baśniowców, zwanego Fabletown. Zaoferował całą swoją wiekową wiedzę i smoczą magię w zamian za schronienie i gwarancję bezpieczeństwa w nowej krainie. Po raz pierwszy od wielu wieków skorzystał z magii pozwalającej smokom przybrać kształt ludzki. Co prawda dłuższe utrzymanie ludzkiej formy okazało się dość kłopotliwe. Na szczęście jednak zarówno skarbiec w Woodlands, jak i jego leże są na tyle olbrzymie, by pomieścić smoka. Podobno całe podziemia wybudowano z myślą o tym, by stanowiły wygodne schronienie dla smoka.


Smok (Paarthurnax) || Strażnik Skarbca
zainteresowanie ludźmi || tęsknota za lataniem || miłośnik przestrzeni
wiek bliżej nieokreślony - prawdopodobnie nawet kilka tysięcy lat
Smoki! Smoki są skąpe, chciwe, zdradzieckie, bezli­tosne i pozbawione skrupułów. Ale czy są złe? Kim jestem, aby sądzić czyny smoków? Są mądrzejsze od ludzi. Z ni­mi jest jak ze snami. My ludzie śnimy sny, czyni­my magię - robimy dobrze, robimy źle. Smoki nie śnią. One są snami. One nie czynią magii - to jest ich substan­cja, ich istota. One nie działają - one są.
Ursula K. Le Guin
Nawet jeśli zamieszkuje Fabletown dłużej, niż większość mieszkańców - niezwykle rzadko opuszcza podziemia Woodlands. W końcu ulice miasta roją się od dawnych dzielnych rycerzy, odważnych smokobójców i przebiegłych czarodziei. Mimo układu z władzami, ma wrażenie, że większość mieszkańców, gdyby tylko wiedziała kim jest - próbowałaby go zabić, czy to dla magicznych właściwości smoczej krwi, smoczego serca, czy dla zdobiących jego głowę klejnotów - draconce, za które każdy bogaty czarodziej byłby gotów zapłacić prawdziwą fortunę. Poza tym wciąż nie przystosował się do nowego świata. Życie w skórze człowieka jest wyjątkowo trudne i skomplikowane, zwłaszcza gdy trzeba pamiętać o wszystkich ludzkich ograniczeniach. Zbyt często ma chęć spopielić wszystko dookoła, tylko dlatego, że czuje się zirytowany. O wiele bardziej woli swoje podziemne mieszkanie, czy raczej leże, wypełnione masą mniej lub bardziej cennych, i rzecz jasna błyszczących, skarbów z różnych światów. Lubi też swoją pracę, zwłaszcza że wiąże się ona niemal wyłącznie z leżeniem na stercie złota i innych kosztowności, stanowiących majątki mieszkańców. W końcu nie ma lepszych strażników złota niż smoki...
Uchodzi za samotnika, choć w rzeczywistości wcale tak nie jest. Po prostu przyjaźń wymaga wiele czasu, jeszcze więcej cierpliwości, no i rzecz jasna zaufania. Ale choć trudna, jest to przyjaźń na śmierć i życie, przyjaźń ponad wszelkie granice. Nie obdarza nikogo pochopnie zaufaniem. Ma swoje wady i trudny charakter, choć jak na smoka jest wyjątkowo spokojny i rozważny. Zapewne, dlatego że zawsze o wiele bardziej interesowało go zdobywanie wiedzy, niż walka. Chętnie dzieli się wiedzą, o ile nie są to sekrety smoków, zwłaszcza uwielbia opowiadać historie i legendy z dawnych czasów. Inteligentny, doświadczony, nieco enigmatyczny, ze specyficznym poczuciem humoru. Biegle włada językiem ludzi, choć z naśladowaniem ich zwyczajów radzi sobie nieco gorzej. Zdecydowanie bardziej woli posługiwać się, niemal już zapomnianym, smoczym językiem. Wciąż żyje nadzieją, że nie jest ostatnim ze swej rasy...
Mały remont po ponad roku z Panem Smokiem na blogu. ;)  NIE MAM NIC DO UKRYCIA!
Buźka i klata - Taylor Kitsch, w karcie i postaci niepodzielnie króluje Skyrim, a w roli gadziny najcudowniejszy Paarthurnax (plus jeden gif z "Władców ognia", bo ładnie pasował). Imię i nazwisko ma pochodzenie nordyckie i znaczy: Drake - smok, Branson - syn ognia. Zdjęcia się zmieniają. Zapraszam serdecznie na wątki i powiązania. 
Kontakt w Administracji, no i gg - 61602561, jakby ktoś bardzo chciał.
Pozdrowienia i uściski dla kochanego braciszka Alduinka! <3


116 komentarzy:

  1. [Cześć i czołem!
    Kolega smok wyszedł świetny, taki uroczo spokojny. Podoba mi się potwornie i sam pomysł, i wykonanie... i przeraża mnie jakie te moje komplementy kulawe, no ale co poradzę, smoczy urok mnie rozbił. :D
    Jakby Drake miał ochotę na wątek z dalekim kuzynem, to ja zapraszam do siebie. :)]

    Bazil Valesky

    OdpowiedzUsuń
  2. [podgladalam sobie, nie bij bo nie moglam sie oprzec ;)
    Smoczysko wyszlo przednie ^^ Buziaki dla ciebie]

    Eliza

    OdpowiedzUsuń
  3. [widzialam i mialam mega ubaw xD ale to sie wytnie hehe
    Badz mym straznikiem. Tudziez starszym bratem *drapie za uszami* Dla ciebie upchne jeszcze jeden watek ^^ acz mam tyle, ze juz nie wrabiam gdzie z kim, i po co i kiedy xD ale ciii ^^]

    Eliza

    OdpowiedzUsuń
  4. [w realu? ^__^ taa jest(esmy) xD *patrzy w sufit* w tym wieku jeszcze nie miala okazji na zwiazki takie na stale oczywiscie hehe
    No musi byc ;) Cos na spontana czy relacje kombinujemy? ]

    Eliza (ma ubaw xD)

    OdpowiedzUsuń
  5. [w sumie nie wiem czy bym chciala xD
    >.< chce mnie zjesc a ja tak lubie smoki.
    Porwanie... moze odbicie przez smoka? hehe okolicznosci bylyby jednak do dyskusji ;)]

    Eliza

    OdpowiedzUsuń
  6. [Witaj po długiej nieobecności! :D
    Smoczek jak najbardziej cudny i wszystko pięknie pasuje, więc nie masz czym się przejmować (a propos wpisu w Administracji) :D Sam Skarbiec od razu skojarzył mi się z podziemną komnatą pod Woodlands, więc mamy takie nawiązanie do Smaugusia <3 Postać wpisana jako mityczny/legendarny stwór ;)
    Życzę odnalezienia księżniczki! xD

    Oh, taki sentyment:
    https://media.giphy.com/media/14s9hHnwswoQgg/giphy.gif]


    Administracja
    Lucy

    OdpowiedzUsuń
  7. [lo matulu. Jakie mam atrakcje tu ostatnio. Zre sie z Faustem/ Lucek zabiera mnie do piekla a teraz smoczatko potrzebuje ratunku. Wpadnij zatem ranny do hotelu gdzie pracuje, zrob jakas zadymke , postrasz a ja wszystkim sie zajme xD
    nowoczesnym typu: do czego uzywa sie kluczykow od samochodu? <.< *smiech*]

    Eliza

    OdpowiedzUsuń
  8. [Cześć. Witam cię smoku serdecznie :D mam nadzieję, ze będziesz sie dobrze bawić :) Muszę przyznać że smok oraz karta wyszły ci świetnie. Podoba mi sie to wszystko :)
    Weny, weny oraz weny życzę.]

    Lucyfer Borta

    OdpowiedzUsuń
  9. [Witam serdecznie smoka. Wspaniała postać, ma w sobie to coś - z jednej strony stara dusza, a z drugiej ten słodki urok. Przepiękny pomysł. :)
    Życzę wielu ciekawych wątków, co prawda Oberon smoków nie lubi, ale i tak zapraszam do siebie.]

    Oberon

    OdpowiedzUsuń
  10. [ Witam ładnie i dość zawstydzenie na blogu :)
    Dobrej zabawy życzę
    A razie ochoty, zapraszam do wątku. ]

    Faust

    OdpowiedzUsuń
  11. [Cześć! A ja tak się martwiłam treścią karty, naprawdę XD Dziękuję za miłe słowa ;3 Skoro zapraszasz to jak najbardziej się skuszę! :) Nie wiem czemu, ale u jego boku widzę Chelsey w formie takiej małej pchełki xd
    Zwykle, gdy kogoś zakrywam, daje link do karty, który znika zaraz po tym, gdy mnie ktoś przykryje :3 Cieszę się, że jest Ci miło, gdyż nie każdy umiał to docenić ;c]

    Chelsey

    OdpowiedzUsuń
  12. [no wiec sama widzisz : TAAAKIE rzeczy mam ostatnio pod karta. xD
    A ja bym ciewidziała jako maskotke hotelu. Zmniejsz sie do malego rozmiaru. Takiego kieszonkowego, bymmogla postraszyc ludzi gdyby byli zbyt nachalni. Bede cie karmic i opiekowac. Nawet pozwole spac w jednym lozku. No to co ty na to? oczywiscie zarcik...
    No powiadam ci smok i obsluga kompa >.< widok epicki xD A tak serio? Robimy jakas zadyme? ;)]

    Eliza

    OdpowiedzUsuń
  13. [Ogólnie to byłabym za tym, aby już się znali, gdyż wątki od zera to nie moja bajka :D Mogli poznać się w pubie lub gdzieś na mieście, gdy to Chelsey pomyliła go z jakimś swoim znajomym i tak jakoś wyszło :D
    A może Drake chciałby dać w mordę pewnemu kolesiowi, który nie daje spokoju panience Lorens? Choć w sumie to takie oklepane...Sama nie wiem xd Albo! Albo mogą wypić o dużo za dużo w mieszkaniu Drake'a z okazji np urodzin Chelsey, obudzą się razem w łóżku i będą myśleć, że coś ten teges, ale jednak nie :D Opcji jest masaaa :D]

    Chelsey

    OdpowiedzUsuń
  14. [ nie do konca ^_____________^ pewnie i prywatne spa tylko dla niego xD
    W sumie moge sprawdzic jej oszczednosci "rodowe" - dawno nie sprawdzala - tylko mnie nie spopiel. Chce byc cala nim Valdka spotkam xD
    Czemu nie - bede mogla sie na nim przeleciec? *smiech*
    Moj umysl przestal wspolracowac po watku nr 7 xD Wiec narazie nic mi sie nie urodzilo.... zacznisz? <.< *oczka piekne, ladne i blyszczace ze shreka*]

    Eliza

    OdpowiedzUsuń
  15. [ Ja zawsze lubie zaczynac wątki z jakiejś przeszłości. Bo daje to później więcej możliwości :D
    Faust czasem dostanie różne zadania od Mefisto, w różnych czasach i miejscach. Może coś tą drogą? Mógłby szukać smoka tylko nie wiem cóż takiego mógłby od niego chcieć XD Albo może jakoś połączymy siły naszych panów w poszukiwaniach czegoś? Tak by baj mieli interes w tych poszukiwaniach. ]

    OdpowiedzUsuń
  16. [Dziękuję bardzo za miłe słowa. :)
    Haha, Do not talk to me of Dragon Fire xDD
    No w końcu smok ukradł mi mój skarb, więc jak tu lubić smoki? Jakieś pomysły? Powiązanie z przeszłości może? :)]

    Oberon

    OdpowiedzUsuń
  17. [Z Polakami to teraz nie mam problemów ;) Dostali 500+ i siedzą cicho...
    A tak na serio to ochotę na wątek mam tylko jakoś pomysłów mi brakuje... A też jak czytam to prawie wcale nie wychodzi z podziemi Woodlands...A Lucek raczej do podziemi nie ma wstępu...chociaż teoretycznie mógłby się tam znaleźć...
    Nie wiem...naprawdę nie wiem, nie mam pomysłu :/
    Ale jeśli ty masz jakiś pomysł to śmiało podziel się :)]

    Lucek

    OdpowiedzUsuń
  18. [O! Znalazłam gif smoczka! xD <3
    Tak się zastanawiam właśnie nad jakimś powiązaniem dotyczącym tematu skarbu, bo widzę, że Annabel już to poruszyła :D Smok ukradł skarb, Oberon wszystko odzyskał, by oddać Lorelei do pilnowania. A do tego, właściwie na 100% Tolkien zapożyczył postać Fafnira i stworzył sobie z niego Smauga, a u ciebie jest sporo nawiązań xD
    Nie wiem tylko, czy mogliby spotkać się jeszcze przed Fabletown? Rozumiem, że wcześniej nie miał możliwości przybrać ludzkiej postaci?]

    Lucy

    OdpowiedzUsuń
  19. [O tak, nic tak nie łączy jak wspólne narzekanie na ludzkie dziwactwa. :D
    A jakby tu można zacząć? Tak po prostu, któryś z nich, ten z dłuższym stażem, przyszedłby zobaczyć nowego gada stróżującego, czy raczej idziemy w coś bardziej wymyślnego? c:]

    Bazil Valesky

    OdpowiedzUsuń
  20. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  21. [Zakochałam się <333 Kocham, wielbię i ubóstwiam smoki, a Twój smok jest po prostu... esencją wszystkiego co najlepsze. Cudo! :D
    Wizerunek, cytaty, charakter, no i muzyka ze Skyrima! <3 Dovahkiin <3
    Zapraszam koniecznie na wątek!]

    Kainan

    OdpowiedzUsuń
  22. [prostym? raczej skromnym *drapie pieszczotliwie ucho* Do biednych nie nalezy acz sama nie jest w stanie powiedzieć ile kasy ma. taka ograniczona wiedza ;)
    No pewnie - zwlaszcza, ze bylaby jej pierwsza ;p Nie miała okazji wczesniej ^^. Nie bede zbyt "ciezka"?
    Mysle, ze tak. Wpierw przyjdzie do jego pracy a potem wyjdzie w praniu. Nie chce za duzo tu dawac szczegolow, bo jeszcze cos z tych planow legnie i tyle bedzie po nich. A ze tb juz sie miesza to swietny przyklad ;p]

    Eliza

    OdpowiedzUsuń
  23. [ Chyba połączenie tych dwóch byłoby najlepszym wyjściem :D Najpierw Faust do niego przyjdzie ze swoim problemem a potem w ramach zapłaty, pomoże mu w poszukiwaniach :)
    Zastanawiam się tylko co moze być tą sprawą, w której przyszedł Faust... Może tłumaczenie jakiegoś manuskryptu?
    Tylko mam jeszcze pytanie odnośnie ich możliwej relacji. Cóż... Faust bywa specyficzny i chcę wiedzieć czy może go podrywać czy nie bardzo xD ]

    OdpowiedzUsuń
  24. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  25. [Haha, damy radę :D U mnie z wolnym czasem jest problem, stąd mała ilość wątków, ale zaraz Święta, mam urlop, więc na pewno uda nam się coś w końcu stworzyć :D
    Nie, nie, źle mnie zrozumiałaś xD Samo nawiązanie do skarbu, skarbca + gify z Hobbita skojarzyły mi się ze Smaugiem/Fafnirem. Opis w karcie jak najbardziej "Ostatni Smok" <3
    Dokładnie tak, Tolkien wszystko sobie spisał i aż się dziwię, że (przynajmniej z tego co wiem) nikt mu nigdy żadnej sprawy nie wytoczył :D Kurcze, nawet w legendzie o Lorelei jest motyw fal, które przybierają kształty rumaków, więc coś czuję, że i to zgapił xD
    Dobra, spróbujmy wszystko ogarnąć po kolei. Jeśli chodzi o ich spotkanie, właściwie możemy poszaleć ;) Lucy większość czasu spędzała na swojej skale, ale często bywała też w krainie Oberona. I tu możemy właśnie pójść w kierunku ich spotkania na skale (jak pisałaś), nawiązując w jakiś sposób do sprawy skarbu - w tym przypadku raczej Drake musiałby wystąpić w ludzkiej formie. Jeśli jednak spotkali się w Leśnej Krainie, możemy całkowicie pominąć wątek skarbu, wykombinować im jakąś przygodę i całkowicie poszaleć z fabułą :D
    Oberon mógłby też chcieć jakoś dogadać się ze Smokiem (zależy też, czy ustalicie coś z autorką Oberona), zaprosi go do swojego pałacu, a Lorelei byłaby obecna przy tym wszystkim. Może Drake byłby spokrewniony z Fafnirem, przez co Oberon mógł się go obawiać? Jeśli pojawił się w okolicach skały Lorelei (a więc i skarbu), wszyscy zaczęliby panikować. Może przez jakiś czas z tego powodu ukrywał się pod ludzką postacią?
    Wybacz ten chaos powyżej, ale jestem wykończona :D]

    Lucy

    OdpowiedzUsuń
  26. [Dziękuję! Ja też tego nie rozumiem, przecież tacy rycerze są dużo fajniejsi niż bajkowi książęta. :)
    Zgadzam się, Heath był jedyny w swoim rodzaju i też strasznie mi go szkoda. Poza tym on mi tak idealnie pasuje na Percivala... :D
    Wątek ze smokiem muszę mieć koniecznie, więc z chęcią korzystam z zaproszenia. Jakieś pomysły? Powiązanie z przeszłości? Znajomość od podstaw?]

    Percy

    OdpowiedzUsuń
  27. [Z bardzo dużym opóźnieniem, ale dziękuję za powitanie. Muszę przyznać, że świetny pomysł zarówno na postać, jak i zawód, bo do smoka pasuje idealnie. Nie mam za bardzo pomysłu, jak ich połączyć, choć obaj pracują w Podziemiach. Można by też uznać, że Romulus miał coś cennego do przechowania i wyjść od tego z wątkiem. W każdym razie dobrej zabawy na blogu i wielu ciekawych wątków i powiązań.]

    Horace Norton

    OdpowiedzUsuń
  28. [ Ahoy, ahoy! Pamiętam naszego uroczego potworka. I przepraszam że nie przywitałam od razu. Niestety czasami kogoś z nowo opublikowanych przegapię i tak wychodzi x) Aż wstyd.
    I bardzo chętnie z tobą pokminię. Może wyjść coś ciekawego. No i mam nadzieję, że rzeczywiście tym razem będzie to coś więcej niż sam pomysł XD Kurde. Nie mogę się napatrzeć na ten słodki gifik z małym smoczkiem :3 ]

    Huck

    OdpowiedzUsuń
  29. [Hahah będzie wesoło i zdecydowanie będą mieli co wspominać :D Koniecznie chcesz zaczynać od momentu pierwszego spotkania? ;3]

    Chels

    OdpowiedzUsuń
  30. [ja byc prosta kobieta... nie narzekam na pomysly ani nie marudze ^_^. Wyjdzie w czasie ;)
    Poczekam spokojnie mysl ;)]

    Eliza

    OdpowiedzUsuń
  31. [To będzie takie piękne! xD
    Bazil jest w Fabletown tak około półtorej miesiąca, nie ogarnia i jest trochę bardzo przytłoczony, więc przyjaciel z dawnych czasów byłby dla niego wybawieniem. Zwłaszcza taki stary dobry łuskowaty kumpel, który zrozumie jego ból. Poza tym z takiego powiązania mogłoby wyjść coś naprawdę ciekawego. Nawet można by przenieść kiedyś akcję w czasie i wrócić na chwilę do "starych dobrych czasów". :D
    A co do ich spotkania - chyba najbardziej optymalny będzie motyw, że Drake idzie obejrzeć nową gadzinę. :)
    Co do wzroku, to cóż, podejrzewam, że Drake raczej nie musiałby się obawiać wzroku Bazila nawet za czasów jego świetności - no bo hej, to przecież smok. Wielki, potężny i na pewno nie taki durny jak przeciętny Homo sapiens, żeby patrzeć tak po prostu w oczy bazyliszka. Ewentualnie możemy sobie potem jakąś głębszą logikę do tego dobudować, jakaś dodatkowa para powiek u Bazila, które trzeba unieść, żeby wzrok działał, czy cuś... ;D]

    Bazil Valesky

    OdpowiedzUsuń
  32. [To postaram się nam zacząć, choć zaczęcia idą mi dość opornie xd]

    Chelsey

    OdpowiedzUsuń
  33. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  34. [Witam i dziękuję ślicznie za miłe słowa. Wciąż jestem w szoku z pozytywnego odbioru. :)
    Pewnie, że mam chęć. Uwielbiam smoki. Na dodatek zakochałam się w muzyce z Twojej karty. ;)
    Jakieś pomysły? :)]

    Saoirse MacCodrum

    OdpowiedzUsuń
  35. [Konflikt mi się jak najbardziej podoba. Pomysł też mi odpowiada. Nawet w sumie mogłoby nie chodzić tylko o jedną rzecz. Ogółem smok jest dość przydatny dla czarnoksiężnika. Może próbował stworzyć jakieś potężne zaklęcie, albo przełamać klątwę złota renu i potrzebowałby czegoś naprawdę niezwykłego - smoczego serca na przykład? Chociaż z drugiej strony taka konfrontacja mogłaby się nam źle skończyć, bo jeszcze by się pozabijali, albo któryś z nich by poważnie ucierpiał. I tu szczerze mówiąc trochę mi brakuje pomysłu jak to rozwiązać by potem przenieść akcję do Fabletown... bez rozlewu krwi. :)]

    Oberon

    OdpowiedzUsuń
  36. [ Dobrze, pomyślmy.
    Ogółem wszystko, co wymyśliłaś jest sensowne i fajne :) Dlatego pomyślałabym nad połączeniem tego. Żeby im w przeszłości trochę namieszać i wtedy spotkanie na Farmie nie było by pierwszym, a kolejnym ;)
    Może rzeczywiście Hak otrzymał oszałamiającą ofertę za okradzenie twojego smoczka. Tylko wiadomo, Hak to pirat i nikomu wierny nie bywa, a poza tym ma dar słowa, że tak powiem XD Mógłby się ze smoczkiem dogadać. Albo przynajmniej próbować ( coś jak w „Hobbicie” XD ). Smoczek by go trochę postraszył i na nic się nie zgodził. Skończyło by się na tym, że oboje by nie ucierpieli, a Hak ewentualnie zwinął jakiś maleńki drobiazg przy okazji.
    Zamiast kończyć tutaj, ja wcisnęłabym im kolejne spotkanie jeszcze w świecie baśni. Tym razem Drake byłby człowiekiem i on poznał by Haka, ale pirat miałby go za przypadkowego faceta. Tu można pojechać z jakąś ciekawszą akcją, po której tym razem Drake wędziłby coś mojemu panu w ramach „zemsty”.
    No i wtedy spotkanie na Farmie byłoby trzecim z kolei, gdzie sporo między nimi by się wyjaśniło. Hak ogarnąłby, że Drake jest smokiem. Oboje by sobie wytknęli te drobne kradzieże, no a przy okazji oczywiście musieliby wymyślić sposób jak wrócić do cywilizacji XD
    To teraz ty łap mój chaos XD ]

    Huck

    OdpowiedzUsuń
  37. [ Tak chyba można by to zrobić. Tłumaczenie smoczej księgi w zamian za jakąś przysługę ze strony Fausta. choćby wlaśnie te podróż w czasie W jakieś ciekawe miejsce :D
    To mniej więcej to mamy.
    Pytanie tylko jak zaczynamy i kto tego dokona? ]

    Faust

    OdpowiedzUsuń
  38. [Dopadł mnie leń, dlatego jeszcze nie skrobnęłam nam zaczęcia ;c Brak weny dopada mnie ostatnio coraz częściej ;c]

    Chelsey

    OdpowiedzUsuń
  39. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  40. [Wena kopnęła mnie w dupsko i wyleciała do ciepłych krajów, ale postaram się nam na dniach zacząć ;3]

    Chelsey

    OdpowiedzUsuń
  41. [Chyba będę musiała poprosić Ciebie o rozpoczęcie, gdyż jak widać mnie marnie to idzie ;c]

    Chelsey

    OdpowiedzUsuń
  42. [Super, będę czekać z niecierpliwością. ^^
    Awww, HoMM III! Całe dzieciństwo w to przegrałam, uwielbiam tę grę. A o Loch się zawsze przepychaliśmy wszyscy, bo smoki. <3
    I tak, mnie również spaczyło w ten sposób, jeśli chodzi o smoki. Każde moje smocze OC swego czasu musiało być chociaż częściowo odporne na magię i już, bo tako rzeczą Hirołsy. :D
    W sumie ostatnio trochę nad tym posiedziałam i myślę, że opcja z dwiema parami powiek będzie najlepsza. I tłumaczy ładnie, dlaczego z Bazila taka była fujara i sam siebie zamienił w kamień. Ale Drake niech sobie i tak jest odporny, smokowi się nie odmawia. ;)]

    Bazil Valesky

    OdpowiedzUsuń
  43. [Przepraszam, że dopiero teraz Ci odpisuję, ale przyznaję się bez bicia, że przez te święta, nowy rok i w ogóle jakoś kompletnie mi blog wyleciał z głowy. No i pewnie, że Cię pamiętam! Q się nie zapomina! :D
    Miło mi bardzo, że mnie pamiętasz i wpadasz do mnie specjalnie. Na wątek rzecz jasna mam chęć (na wspólne spamowanie czatu również). Pomysły? Burza mózgów?]

    Zoltan

    OdpowiedzUsuń
  44. [Nigdzie się nie wybieram, zwłaszcza, gdy tyle gawiedzi chętnie mnie mizia :D. No i dzięki bardzo, cieszę się, że się tak przyjął <3.
    Słodki gif mnie urzekł. No i Urszula Le Guin <3.
    Chętnie zostaniemy przyjaciółmi... wiesz. Ty podpalasz wroga, ja w ramach uratowania Ci dupy gaszę go moim wiatrem :D.
    A tak serio, na wątek zawsze, trzeba by pewnie pójść do tego skarbca, w końcu jako Szeryf na pewno ma dostęp... tylko pytanie, co dalej...]
    Bigby

    OdpowiedzUsuń
  45. [Myślę, że pierwszy pomysł można najciekawiej rozwinąć, chociaż wszystkie są naprawdę mega.. gdybym ja na takie wpadała, to by było coś :D!
    Ewentualnie można by je lekko połączyć, tzn. przykładowo to pokręcone śledztwo mogłoby się tyczyć faktu, że ktoś próbuje zapolować na smoka, by zdobyć jakąś konkretną jego część (ale jakąś nietypową?), więc Bigby chciałby się przede wszystkim na początku dowiedzieć do czego ta cholerna część może posłużyć, bo nikt nie ma pojęcia :D]
    Bigby

    OdpowiedzUsuń
  46. [I vice versa! <33
    Oczywiście, Hirołsy były najlepszą zabawą. :DD
    O tak! Taka armia to było zło. :D Ja pamiętam że swego czasu zawsze sobie lubiłam mieć w armii wszystkie możliwe smoki. I ta radość, jak się odkryło te cztery dodatkowe z dodatku Armageddon's Blade! <3
    Pewnie, Hirołsy prawdę ci powiedzą. ;)
    Oke. ^^]

    Bazil Valesky

    OdpowiedzUsuń
  47. [Wydaje mi się, że może tutaj się coś wymyśli. Jakoś Lucek i Drake nie...Lucyfer i Duncan też niet, Will i Duncan, może mogłoby coś wyjść, ale nie mam pomysłu (ogólnie jakoś nie mam pomysłu). Natomiast Will i Drake, coś tak czuję, że mogłoby być ciekawie. W końcu x lat temu Will zechciał "pożyczyć" ze skarbca w Woodlands trochę pieniędzy, możemy pójść w tym kierunku. Przepraszam, ale coś nie idzie mi myślenie, nie potrafię nic konkretnego wymyślić. Może tym masz jakiś pomysł? Do jakiejkolwiek "kombinacji"?]

    Lucek
    Will

    OdpowiedzUsuń
  48. [Skoro jesteś taka chętna do zaczynania to ja jestem za! Będziesz pierwszą osobą, która zacznie mi wątek, bo wszystkie do tej pory zaczynałam ja :D. A co do fantazji... poleć po całości i zaskocz mnie :D.
    No i oczywiście, co do Leslie. Wątek mojej obłąkanej psychopatki obmyślamy z Duncanem, czy Smoczełkiem? :D]
    Bigby/Leslie

    OdpowiedzUsuń
  49. [Dobre. Właściwie to Will raczej cudzych mieszkań nie okrada... Przynajmniej na razie, bo wpierw musi swoich dawnych paserów na dane rzeczy znaleźć ;) Ale chyba na mieszkanie smoka by się pokusił, w końcu...trzeba jakoś podreperować budżet domowy xD
    Smocze kamienie pewnie i stanowiłby wyzwanie i może nawet poszedłby na to, ale po głębszym przemyśleniu odpadłby, bo jednak chyba nie chciałby być spalony żywcem xD
    To cóż, mam taką propozycję. Zaczniemy od tego momentu, w którym Will wybrał się "na zakupy" do domu smoka, skąd zabrał cenne kosztowności i zmył sie prawie nie zostawiając śladów (bo jednak brak rzeczy to też chyba jakiś ślad). Drake może wrócić do swojego mieszkania i może podejrzewać, kto to zrobił, albo wręcz przeciwnie.

    Jeśli o Duncana chodzi...to ciężko byłoby go odwieść, zważywszy na to, że jednak skarb poszedłby na Caritas i pewnie wybrałby się po niego zastęp wolontariuszy :D

    Zostańmy więc na razie przy smoku, może później coś się jeszcze wymyśli :)]

    Will

    OdpowiedzUsuń
  50. Trochę czasu minęło. Było sporo planowań, nieprzespanych nocy na niewygodnej pryczy i jeden cel. Jeden prosty cel, który należało szybko zrealizować. Cel nazywał się „zemsta”, czekał długo, może nawet bardzo długo bo pewnie będzie jakieś dziesięć lat, albo i nieco ponad te dziesięć lat. W każdym bądź razie emocje zdążyły opaść, potrawa ostygła i można zabrać się za jej konsumpcję. Przecież jak wszyscy dobrze wiedzą; zemsta najlepiej smakuje na zimno.
    Wieczorem Will wybrał się do mieszkania niejakiego smoka, który pilnował skarbca w Woodlands. Przecież nie może pilnować dwóch miejsc jednocześnie, prawda? A słyszał…ba! Nawet wiedział, że w tym swoim „mieszkaniu”, które na jego gust bardziej przypomniało spore leże było sporo skarbów. Skarbów, które dosyć szybko zmienią właścicieli. Nie zamierzał ich zatrzymywać…to byłoby idiotyczne, najlepiej jest takie coś posprzedawać jak najszybciej i zapomnieć o całej sprawie.
    Odziany w czerń przemierzał mieszkanie i zgarniał co ciekawsze fanty. Nie mógł zabrać wszystkiego, więc postanowił, że zgarnie to co jest możliwie najcenniejsze pod wieloma względami. Może być cenne materialnie, albo i sentymentalnie, chociaż wątpił w to, że smok jest istotą sentymentalną. Tak więc do worka lądowały coraz to nowe rzeczy. Jakieś klejnoty, jakieś jeszcze inne klejnoty i świecidełka. Sporo tego było, zgarniał jak leciało…nie było mowy aby były to jakieś marne podróbki, tego mógł być pewny.
    Spędził w mieszkaniu długie pełne napięcia dwadzieścia minut. Ale opłacało się. Sporo rzeczy udało mu się zgarnąć i nie zostawił śladów świadczących o włamaniu. W końcu profesjonalista był przy pracy i nikt nie mógł na pierwszy rzut oka stwierdzić, że było włamanie.
    Włożył worek z fantami do bagażnika samochodu, a sam po chwili zasiadł za kierownicą i pojechał poza miasto. Musiał spotkać się z kimś, kto pewnie z największą przyjemnością odkupi te rzeczy. Można powiedzieć, że to taki stary znajomy.

    Will, który skrobnął parę zdań na początek

    OdpowiedzUsuń
  51. [Dziękuję za powitanie, miło mi, że pomysł na postać się podoba.
    Chętnie zaproponuję wątek i w pierwszej kolejności do Drake'a, bo miejsce pracy, niby Meera siedzi w tym archiwum, ale w tym skarbcu w podziemiach są w końcu też artefakty, które ona wykonała, a do nich ma sentyment i to większy, niż do ludzi.]

    Meera

    OdpowiedzUsuń
  52. [Ale wtedy już na pewno go nie dostanę, gdzie tu sens? xDD
    O taaak, pamiętam jak się Wrotami jarałam. A potem okazało się że kompletnie nie potrafię nimi grać i mam uraz do dzisiaj po tym sromotnych klęskach. x'D
    Nie, niestety nigdy nie miałam okazji. Ale w tym roku czekają mnie najdłuższe wakacje w życiu, więc zamierzam nadrobić zaległości we wszystkim. ;)
    Arantir był świetny! Jest jedną z moich ulubionych postaci z tej gry, jeśli chodzi o piątkę to w moim osobistym rankingu stał nad nim tylko Zehir. <3
    Ale jeśli chodzi o hirołsowe gwiazdy nekropolii, osobiście najbardziej kupił mnie Gauldoth Półmartwy z czwórki. Boru, ile ja razy robiłam tę jego kampanię. <33]

    Bazil

    OdpowiedzUsuń
  53. [Mnie zaczynanie raczej też nie przeszkadza, chociaż tutaj wolę raczej z Twojej strony, żeby się w tym wszystkim nie pogubić. Zwłaszcza, że poczekam, bo się przywiązałam i nigdzie nie ucieknę. ;)
    Co do wątku Leslie to właśnie myślę, że z Drake'em można by coś ciekawszego zlepić, bo obie postacie tak samo nie ogarniają... no ale tu nie wiem, czy prowadzenie dwóch wątków z jedną postacią nie będzie problematyczne :/]

    OdpowiedzUsuń
  54. [Kocham smoki, to może jakoś połączymy te postacie? Nie mam konkretnego pomysłu :(]

    ~Czaruś~

    OdpowiedzUsuń
  55. [Trochę minęło do Twojej propozycji, ale mam nadzieję, że nadal jest aktualna. :)
    Chociaż obaj Twoi panowie są fascynujący, mam wrażenie, że Miyuki znacznie lepiej dogada się ze smokiem niż z rycerzem. :D
    Chciałabym też przyjść z czymś konkretnym, ale do tej pory nic nie przychodzi mi do głowy, więc... jakaś burza mózgów? Albo potrzebujesz kogoś bardzo do powiązania? ;)]

    Miyuki Fuyuhime

    OdpowiedzUsuń
  56. [Yes, yes. Szeryf nadal na posterunku. Nie udzielam się tak często jakbym chciała, ale wilk będzie i nigdzie się nie wybierze!]

    Bigby

    OdpowiedzUsuń
  57. [Jestem chciwa - biorę wszystko. :D
    Miyuki na pewno od początku istnienia Fabletown nie jest, ale to nie szkodzi. Nie czytałam komiksów (znaczy - mam za sobą pierwszy tom. I grę. Liczy się? :D), więc nie wiem czy mieszkańcy Woodlands mogą sobie tak swobodnie chodzić po prawie każdym zakątku apartamentowca... Jeśli tak - mogłaby się natknąć kiedyś całkiem przypadkiem na Drake'a.
    Lub. Musiała być kiedyś też uczennicą czarownic - może wtedy spotkała go w jakichś księgach magicznych? Z tym, że była dość niesforna, bo swoim dotykiem zamrażała prawie wszystkie książki, które próbowała dotknąć.
    Zauroczony widokiem klnącej pod nosem, uroczej azjatki władającej lodem, mógł się nad nią zlitować i... pomóc jej razem przeczytać jakąś książkę. Po czym poradził też, aby zamknęła swoją moc w czymś, żeby już tak nie mroziła wszystkiego co popadnie (swoją drogą - ciekawe jak wtedy wyglądało jej mieszkanie :D)
    Tak więc razem wykombinowaliby cudowny naszyjnik, który pieczętuje moc Miyuki. To już chyba wystarczające argumenty, aby być wdzięcznym do końca życia. :D
    Dlaczego mógłby jej pomóc - głównie z ciekawości. Na pewno by tego nie pożałował. Jakkolwiek chłodna jest, potrafi okazywać ciepłe uczucia. Inna sprawa, że nikt nigdy nie potrafił tych uczuć odpowiednio przyjąć, co ją zawsze krzywdziło. :D
    Już jako dobrzy znajomi, może przyjaciele, poprosiłaby go o towarzystwo w drodze na farmę (może nawet by mu tworzyła tańszy glamour? można tak? :D), gdzie... no właśnie, stałoby się to tajemnicze coś. Bunt brzmi kusząco, pytanie tylko czy chcemy powtarzać coś, co było w komiksach. :D]

    Miyuki Fuyuhime

    OdpowiedzUsuń
  58. Znasz to uczucie, kiedy tracisz coś cennego? Tą jedną, jedyną rzecz, która od bardzo dawna była z tobą, obecna w twoim życiu. Umilała ci każdą chwilę. Mogłeś jej dotknąć, poczuć pod palcami lekką szorstkość, ale też swego rodzaju delikatność. Byliście nierozłączni. Razem od lat i miało tak zostać już na zawsze. Nic nie miało prawa was rozdzielić. Znasz to uczucie, prawda? Bo Terrence je zna.
    Stracił w życiu wiele: duszę, którą ukradli mu Jeźdźcy Dzikiego Gonu, rodzinę, której nigdy nie miał szansy poznać, której nawet nie pamiętał, miłość swojego życia, którą porzucił, bo jak debil uważał, że tak będzie lepiej, że w ten sposób, bez niego, będzie szczęśliwsza. Dawniej miał, wszystko, teraz PRAWIE nic. Prawie, bo była ta jedna, cenna rzecz, która pozwalała mu przebrnąć przez każdy dzień z uśmiechem na ustach. Dla innych mało istotny przedmiot, a dla niego chyba największy skarb. Coś, co stracił już jakiś czas temu i czego brakowało mu w momencie, gdy Lucyfer zabrał go do piekła i wepchnął do ciasnego, gorącego kotła razem z innymi spoconymi grzesznikami. Co prawda byli nadzy, ale pomogłaby mu sama świadomość, że ta rzecz była gdzieś blisko, że jeśli szczęście dopisze, to w każdej chwili będzie mógł ją odzyskać. I za każdym razem, gdy o tym rozmyślał, dochodził do tych samych wniosków i przypominał sobie pewien fakt — już dawno oddał to coś, ktoś inny był tego właścicielem. A mimo to wciąż tęsknił, serce wciąż rozdzierały niesamowity ból i tęsknota.
    Spodnie. Jasne, idealnie dopasowane jeansy, w których kieszeni schowane było raczej niestosowne zdjęcie Amary. Po cichu liczył na to, że nowy właściciel go nie znalazł, nawet jeśli tak naprawdę nie było na nim nic widać. Musiał, po prostu musiał odzyskać te dwie rzeczy, nie było nawet innej opcji. Bez nich czuł okropną pustkę, a już szczególnie bez spodni. Zdjęcie zawsze można było zrobić od nowa. A biedny, cierpiący na brak dziewic smok na pewno się ucieszy, jeśli dojrzy kawałek gołych pleców. Doda to jego życiu jakiegoś smaczku.
    Załomotał do drzwi. Chłodny wiatr owiewał jego gołe nogi. Przyszedł w samych bokserkach i koszuli, bo nie mógł znieść myśli ubrania czegoś innego niż te jedne, konkretne spodnie.
    — Oddawaj gacie. — warknął, gdy tylko w progu ukazała się zaspana twarz smoka.
    Był gotowy nawet się bić, bo w końcu jak się coś kocha, to trzeba o to walczyć.

    ukochany Burton

    OdpowiedzUsuń
  59. [ Dziękuję bardzo za powitanie :D
    Tu widzę wszędzie jakieś rodzinne konszachty XD
    Zawsze miałem problemy z podejmowaniem decyzji, ale chyba zdecyduje się na pana smoka do wątku. Chyba że masz jakiś ukryty głęboko pomysł na Duncana, to się pisze na to ;)
    Zatem... Chciałabyś coś ze mną napisać bardziej... szalonego? ]

    Alexander

    OdpowiedzUsuń
  60. [ Jasne, ze kojarzę.
    To w sumie dobry pomysł. Moglibyśmy uznać, że mógłby zjeść smoczą duszę i właśnie dlatego, ze jest taka niezwykła, ciągle odbijałaby mu się i wskazywała różne rzeczy.
    Jeszcze tylko tak, wątek pisany w przeszłości czy współcześnie w Fabletown? Od czego i kto zaczyna? ]

    Alexander

    OdpowiedzUsuń
  61. [Cześć! Dziękuję za powitanie i przepraszam, że tak późno przychodzę. Niestety trochę tu umarłam, ale wracam już do żywych. Z chęcią damy się porwać, o ile nie znalazła się na to miejsce inna księżniczka. c: ]

    Kenna

    OdpowiedzUsuń
  62. [Okej, to podsumujmy. Mamy już historię - czyli jak się poznali, to, że Miyuki jest Smokowi wdzięczna i go toleruje we własnym otoczeniu. :D
    Proponuję, żeby pojechali na Farmę mniej interesownie - to znaczy jeszcze nie wiedzą, że odwalają się tam cyrki. Dowiadują się tego tak w zasadzie na miejscu i po jakimś czasie. :D
    A co do celu podróży - może odnalezienie jakiegoś magicznego stworzenia, które okazuje się dość istotne dla czarownic i sprowadzenie go do Woodlands? I Drake w roli bodygruarda? :D]

    Miyuki

    OdpowiedzUsuń
  63. [ Ja też już dokładnie wszystkiego nie pamiętam, więc żadnych przekrętów nie widzę XD Także ten, no. Miłego czytania XD ]

    Prace społeczne! Cholerne prace społeczne! W dodatku na Farmie. I to jeszcze za jakiś marny występek, którego się dopuścił nie wiadomo jak dawno. Huck byłby w stanie wszystko zrozumieć, ale tylko wtedy gdyby dostał karę za jeden ze swoich prawdziwie niecnych uczynków i to najlepiej za jeden z tych najświeższych. Trochę tego było, bo w końcu grzecznym chłopcem to on nie był. Może czasem próbował, ale zazwyczaj wychodziło mu to na opak. No bo jak tu się oprzeć pokusie, gdy ludzie zostawiają cenne przedmioty niestrzeżone i to jeszcze na widoku? Natura pirata każe zbierać takie łupy, nawet jeśli ten pirat złota i diamentów ma do oporu i wykorzystać ich nie potrafi. No albo te całe napaści... Szkoda gadać. Gdy ktoś go obraża, to przecież nie będzie stał spokojnie. Nie i już. Bywają też sytuacje, nie zdarzają się one bardzo często, ale jednak, gdy to komuś innemu grozi niebezpieczeństwo. Jones zawsze był wstanie zrozumieć bijatyki, sam je wprost uwielbiał. Jednakże jakoś nie potrafił się powstrzymać od ingerencji, gdy widział niesprawiedliwy rozkład sił. W pięciu na jednego? Trzech na kobietę? Bohaterem to on zdecydowanie nie był, ale miał przecież tę odrobinę honoru. Mocno przez czas wystrzępioną i prawie zapomnianą, ale jednak. No i za to mu się oberwało. Za ten cholerny honor, a nie za pirackie zapędy.
    Wyglądało to tak, że banda tępaków, która późnym wieczorem chciała napaść na bezbronną kobietę, miała to nieszczęście, że Jones przechodził nieopodal. Reszty można się było domyślić. Chociaż Huckleberry nie spodziewał się, że jego przeciwnicy pójdą się poskarżyć na policję. Okazuje się, że słowo byle szui jest bardziej wiarygodne od słowa kapitana Haka. Ciekawe czemu?
    Muchołap czekał już ze swoim pikapem. Prędko przejął od Jonesa jego torbę i odłożył ją na przyczepę. Piratowi pozostało tylko usadowienie się obok czekającego już na pace mężczyzny. Uczynił to czym prędzej i westchnąwszy smętnie, zapatrzył się w przestrzeń. Ta cała sytuacja niezwykle go zirytowała. Choć tu w Fabletown niewiele było potrzeba, by wyprowadzić go z równowagi. Ten świat, ten kraj, to miasto, ta dzielnica. To wszystko źle na niego wpływało i z groźnego pirata robiło jęczącego, nieprzyjemnego dziwoląga. Zaczynał się zachowywać jak wredny dziadek, którym w gruncie rzeczy, przynajmniej wiekowo, od dawna był. Długowieczność też mu się jakoś nie przysłużyła. Same kłopoty.
    Wyraźnie czuł na sobie spojrzenie drugiego pasażera. Nic jednak nie powiedział i tylko rozsiadł się wygodniej, a na koniec potarł jeszcze swój hak. Bardzo lubił to robić, to go uspokajało, a jego metalowa proteza zaczynała dzięki temu błyszczeć. Jego znak rozpoznawczy. Choćby pozbycie się go miało mu ułatwić stosunki z ludźmi, to Jones nigdy by tego nie zrobił. Ten głupi sentymentalizm mu na to nie pozwalał. Hak Jones miał hak zamiast ręki i teraz pozostał tylko ten hak, a imię się zmieniło. Zresztą nie tylko imię, a pirat nie potrafił zdecydować, czy to dobrze, czy też nie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wtedy właśnie jego towarzysz przemówił. Zwrócił się do niego per kapitan i jeszcze dodał jego nazwisko! To była dopiero niespodzianka, której Jones nie mógł zlekceważyć. Odwrócił się więc gwałtownie w stronę mężczyzny i wbił w niego badawcze spojrzenie. Tymczasem pikap ruszył. Huck nie odrywał spojrzenia od swojego towarzysza, pilnie wyszukując w pamięci jego twarz. Musieli się już kiedyś spotkać, to akurat było pewne, ale kiedy, jak i gdzie... Na te pytania Huckleberry nie znał odpowiedzi. W swoim życiu spotkał zbyt wielu ludzi i nieludzi zresztą też. Tyle twarzy przewinęło się przed jego oczyma, że nie potrafił ich spamiętać. Jego własna załoga zmieniała się tek często... ginęli. Czy to od ran czy ze starości, a on po jakimś czasie przestał się kłopotać zapamiętywaniem imion. Wiec jak do lich miał przypomnieć sobie tego człowieka?!
      Kilka odpowiedzi padło prost z ust rozmówcy. Ocalony podróżny, który zdradził mu sekret wyspy z ukrytym skarbem. Tak... To już zdecydowanie było coś. Niewiele, ale zawsze coś. Jones zmusił swoje szare komórki do pracy i wnet w jego głowie zapaliła się jakaś mała żaróweczka. Może nie pamiętał dokładnie całej sytuacji, ani tego człowieka, ale coś mu się kojarzyło. Nieuczciwa walka... Niesprawiedliwy rozkład sił. Przypomnienie, że kiedyś honorowe wstawienie się za potrzebującym zaowocowało skarbem, a nie pracami społecznymi na Farmie. Ironia losu.
      - Aye... - odpowiedział wreszcie, a jego twarz rozjaśnił delikatny uśmiech. Może z początku wizja jazdy w towarzystwie niezbyt przypadł mu do gustu, ale z drugiej strony lepsze to było od kolejnych rozmyślań nad własnym, nędznym losem. - Coś tam kojarzę. I za ów sekret jestem niezmiernie wdzięczny - dodał ze skinięciem głowy, a w jego oczach coś jakby błysnęło. Wystarczyło ledwie wspomnienie dawnych przygód, by odżyła w nim dusza wilka morskiego. Och jakże on kochał pogoń za niebezpieczeństwem, wszelkie zmagania z losem i to ciągłe gnanie przed siebie. Wszystko w oprawie błękitnych fal i soli na języku. To były rozkoszne wspomnienia. - Wybacz jednak, ale ja twojego imienia, czy nazwiska, nie pamiętam.

      Twój Czkawek

      Usuń
  64. [ nudzilo mi sie ;p A mowilas cos wczesniej? <.< Ja nic nie wiem.
    Tym razem bardzo biedna. Nawet o kochanku moge zapomniec ;p ale o tym juz wiesz ]

    twoj kwiatuszek

    OdpowiedzUsuń
  65. [no jak? powiedz mi ... on gdzies po zaswiatach smiga >.< a ja biedna tu zostac samiutenka jak palec]

    OdpowiedzUsuń
  66. [ TO możemy zrobić tak jak w ostatniej opcji.
    Ja zaraz zaczynam ostatnią w swoim zyciu sesję, więc zdarza się że mnie nie ma, zatem się nie przejmuj czasem :) Jak czujesz się na siłach do zaczęcia to zaczynaj a jak nie, to ja to zrobić :D ]

    Lex

    OdpowiedzUsuń
  67. [Dziękuję za ciepłe słówka, miód na moje serce ;)
    A ja czekam na adopta, mam nadzieję <3]

    Oscar Wielki i Potężny

    OdpowiedzUsuń
  68. Mogłaby zapytać – dlaczego to właśnie ją wysyłają na Farmę, nie kogoś innego. Ale pewnie spotkałaby się ze spojrzeniem pełnym politowania i śmiechem. Bo kto lepiej nadawał się do tego zadania jak nie Miyuki, demon z dalekiego wschodu?
    Pocieszał ją jedynie fakt, że nie będzie musiała Farmy odwiedzać sama. Do zadania został oddelegowany również – o dziwo – Drake, którego miała okazję poznać już dobre kilka lat temu, gdy jeszcze nie była w stanie panować nad własnymi mocami i nie wiedziała, że wystarczy kilka starożytnych zaklęć, jedna ładna błyskotka, aby problem został rozwiązany.
    Inna sprawa, że naszyjnik zamykał całą jej magię – i musiała go zdejmować albo zrywać z szyi. W sytuacjach podbramkowych traciła cenne sekundy na obronę i liczyć mogła tylko na własne szczęście. Ewentualnie na działanie – czy też właśnie brak działania – używanego przez nią glamour i przerażenie potencjalnego agresora.
    Bo kto chciałby spojrzeć w czarne jak noc oczodoły upiornie bladej kobiety? O ile w filmie czy grze komputerowej może nie zrobić to na nikim wrażenia, tak tutaj…

    Musiała się pożegnać dzisiaj ze szpilkami, które, zdawałoby się, przyrosły już do jej stóp, na rzecz o wiele wygodniejszych tenisówek. To miała być jej pierwsza podróż na Farmę i nie wiedziała, czego mogła się tam spodziewać. Liczyła, że przynajmniej Drake będzie odrobinę bardziej zorientowany. W zasadzie sądziła, że głównie po to z nią tam jedzie – aby nie zginęła na dzień dobry.
    Zjechała windą na parter, w dłoni dzierżąc dość pojemną torbę. Nie jechała tam na wakacje, więc zabrała jedynie to, co zdawało się jej najbardziej potrzebne.
    Poprawiła dość śmieszny kowbojski kapelusz na głowie, mający za zadanie chronić ją przed słońcem. Próbowała sobie przypomnieć, skąd ona go w ogóle ma, ale nie potrafiła. Znalazła go dosłowne wczoraj w najciemniejszym zakamarku swojej bardziej europejskiej szafy.
    Krótki dźwięk windy poinformował ją, że zjechała na odpowiednie piętro. Wysiadając, rozejrzała się jeszcze na obie strony w poszukiwaniu towarzysza podróży. Nie było go jeszcze. Zerknęła na ochroniarza, który, tradycyjnie, postanowił uciąć sobie drzemkę. Nie było sensu do niego podchodzić. Zapewne nie miał pojęcia co się tutaj dzieje od samego rana. Przydałby się za to wszystkowidzący Muchołap… którego również nie było.
    Westchnęła jedynie z poirytowaniem i wyszła na zewnątrz. Postanowiła zaczekać na niego tutaj, na widoku.
    Być może poszedł skombinować jakiś samochód…? Oszczędziliby wtedy na taryfie…
    Nie, żeby była na niego zła. Bardziej roznosiło ją z nerwów i niepewności – co może zastać na Farmie. I jak, u licha, wśród całej masy zwierzęcych Baśniowców znajdzie tego konkretnego. Seiryū czy też, jak kto woli, Qing Long, nie należał do malutkich stworzeń. Jego odnalezienie – a następnie przewiezienie w bardziej ludzkiej postaci – miało dać szansę wiedźmom na poszerzenie horyzontów swojej magii. Bo chociaż Miyuki wywodziła się ze wschodu, skupiała się głównie na lodzie, śniegu i mrozie. To niezbyt imponujący repertuar.
    Błękitny Smok, opiekun wschodu, Słońca, płodności i deszczu miał dać im szansę na poznanie starożytnych, i w dodatku tak egzotycznych, zagadnień magicznych. O ile okazałby się przydatny – wiedźmy z całą pewnością by mu się odwdzięczyły. Gorzej, jeśli nie zechce współpracować…
    Rozejrzała się raz jeszcze po okolicy. Ich aktualny smoczy nabytek mógłby zechcieć ujawnić swoją obecność. Zerknęła na wyświetlacz komórki. Postanowiła dać mu jeszcze pięć minut. Później zacznie atakować go połączeniami.

    Miyuki Fuyuhime

    OdpowiedzUsuń
  69. [Dziękuję Ci bardzo. :) Hati był w ogóle moim pierwszym pomysłem, do którego teraz wróciłem.
    Z zaproszenia korzystam. Obie postacie masz w sumie związane z nordyckimi klimatami, ale chyba jakoś ciekawiej by mogło być ze smokiem. Chociaż to zależy od Ciebie. :)]

    Hati

    OdpowiedzUsuń
  70. [A ja czekam na adopta, bo musimy napisać śliczny rodzinny wątek, najlepiej o wkurzaniu Dejwida! :D]

    Ukochana mamuśka

    OdpowiedzUsuń
  71. [Od drugiego gifa w karcie nie mogę oderwać wzroku... :D
    Cześć, bardzo dziękuję za miłe powitanie! Chętnie wpadnę na wątek, gorzej z pomysłami, chociaż to pewnie wina późnej godziny...]

    Elphaba Harding

    OdpowiedzUsuń
  72. [Hahah, o takim rozwiązaniu nawet nie pomyślałam, dzięki za radę. ;p
    Bardzo chętnie, dzięki. Będę miała czym się pobawić, bo obecnie próbuję przejść kampanie w siódemce i jakoś opornie mi to idzie. ;)
    O, relacja z Ornellą <3 Gra mi potem po raz kolejny serce złamała, bo w tej dodatkowej kampanii trzeba było biednego Arantira ubić. Dobrze że chociaż Zehir sobie żyje. :D
    Gelu <33 I ci jego strzelcy robiący grę xD
    Ja wciąż chętna. :)]

    Bazil

    OdpowiedzUsuń
  73. [Ja bardzo chętnie do pana smoka zawitam. c:
    I wybacz opóźnienie, życie mnie przygniata.]

    Elphaba Harding

    OdpowiedzUsuń
  74. [Cześć smoczku. <3 Jak wrócisz z urlopu, przybywaj na wątek z Morganą. ^^]

    Asherah Connor & Morgana Le Fay

    OdpowiedzUsuń
  75. [Żona za to nie może się doczekać aż zostanie rozpoznana i porwana do swojego cudownego męża (z jeszcze cudowniejszymi oczętami i powalającym głosem <3)
    Czekam na obiecany początek! :D]

    kochająca

    OdpowiedzUsuń
  76. -------- 06. 12. 2017 --------
    -------- REAKTYWACJA! --------

    OdpowiedzUsuń
  77. [hmm no nie wiem, jeszcze ci sie w zeby utknie i co to bedzie a drobiu nie polecam - smoczysko nawet nie poczuje tej przekaski i sie nawet zdziwi xDD
    to chodz polatamy (straszymy) nad Fable - jak za dawnych starch lat gdy smoki straszyly xD]

    ciezkostrawny ptaszek ^_^

    OdpowiedzUsuń
  78. [Smoczku! :3 Jak miło widzieć reaktywację. Cieszę się bardzo! Aż Ci pozwolę zająć się Aithusą... ale błagam, nie każ jej jeść ludzi. Ona jest grzeczna i ułożona! Nie psuj mojej smoczej przyjaciółki. Przy okazji naucz ją mówić. :D
    I oczywiście, obowiązkowo wątek! :D]

    Morgana

    OdpowiedzUsuń
  79. (O, czeeeeść! Jak miło widzieć u siebie smoczka. <3 Według polecenia jestem u Drakusia, bo jak mogłabym sobie odmówić nutki szaleństwa? Co prawda ostatnio u mnie z pomysłami trochę cienko, ale jeśli masz coś, wal śmiało, a jak nie... Zrobimy burzę mózgów :D)

    Krwawa Mary

    OdpowiedzUsuń
  80. [Po prostu wiesz co dobre i tyle. A ja i tak najbardziej lubię Rycerzy Ni. xD No nie wiem... Percy raczej niejadalny. Poza tym po co się męczyć z taką konserwą. Prawie jakby jeść homara czy innego skorupiaka. ;)]

    Percy

    OdpowiedzUsuń
  81. [ Jestem jak najbardziej za mój Szczerbatku kochany <3 ]

    Twój Czkawek

    OdpowiedzUsuń
  82. [Dobra, dawaj wącisz w kościele! Niech sie uchlają, niech pilnują bimbru i niech dokopią się w piwnicach kościoła do samych Chin! Bo dlaczego by nie? :D Z Luckiem normalnie być nie może!]

    Lucek

    OdpowiedzUsuń
  83. [Leci. Coś tam nabazgrałam. Może przebrniesz

    Przybywając do Fabletown, niewiele… a nawet praktycznie nic nie wiedziała o współczesnym świecie. Długo nie mogła znaleźć dla siebie miejsca, czy przywyknąć do nowych zwyczajów, zachowań i zajęć. Tu nie liczyło się pochodzenie. Nawet jako członkini królewskiej rodziny, zmuszona była znaleźć źródło dochodu, by móc w miarę normalnie funkcjonować w nowej rzeczywistości. Stopniowo integrując się z mieszkańcami dostrzegła, że dotyczyło to wszystkich. Królowe i księżniczki musiały zapomnieć o zamkach i górach kosztowności; królowie zmuszeni byli porzucić swoje korony, a różne stworzenia przyodziać ludzkie powłoki poprzez Glamour, jeśli nie chciały skończyć na źle osławionej Farmie. Dla każdego stare życie było już przeszłością, odległym wspomnieniem. W tym zwyczajnym świecie żyli jako zupełnie inne osoby. Pod zmienionymi nazwiskami, pracując w przeróżnych zawodach, niczym docześni - jak określano wszystkich, którzy nie zaliczali się do grona Baśniowców.
    Morgana nie znała niczego poza magią, toteż ten sposób zarobku wybrała. Na trzynastym piętrze zrobiła duże wrażenie pod względem swoich umiejętności. Cóż, może to nie były jej czasy, lecz potęga pozostała. Jako najwyższa kapłanka władała mocą zbliżoną do samej Bogini, tej samej, która przez współczesny świat była pewnie zapomniana… jak minione czasy. Patrząc z boku na postawę Morgany, sposób ubioru czy zachowania, mogło się mieć wrażenie, iż czarownica żyła nadal poprzednim życiem. W każdym bądź razie, nikomu to nie wadziło. Była po prostu inna. Roztaczała wokół siebie specyficzną aurę,jak na kapłankę Starej Religii przystało, jednocześnie zbyt bardzo nie wyróżniając się z tłumu. Pomijając stroje z dawnej epoki, czy niechęć do najnowszych osiągnięć technologicznych. Jednakowoż, doskonale sprawdzała się na nowej posadzie i tylko to się liczyło.
    Jeszcze tego samego dnia została oprowadzona po apartamentowcu. Zwiedziła go od najwyższych pięter, po piwnicę, w której znajdował się skarbiec i inne, ważne rzeczy dla obecnej społeczności. Oraz smok… od razu pomyślała o Aithusie. Była zbyt duża, by mieszkać w mieszkaniu Morgany, ale i nie zamierzała oddawać jej na Farmę. Do tej pory Aithusa nocowała w znalezionej jamie, w lesie nieopodal sklepu Nimue. Było to najbardziej odpowiednie, a zarazem jedno ze spokojniejszych miejsc. Niemniej, jeśli nadarzyła się taka okazja, czemu miałaby nie spróbować? Zarówno Morgana, jak i jej smocza przyjaciółka mogły na tym skorzystać, prawda?
    Każdego dnia, zaraz po pracy udawała się do kryjówki Aithusy. Częste podróże w końcu mogły przykuć czyjąś uwagę, a odesłanie smoczycy do starego świata nie wchodziło w grę. Zbyt wiele dla niej znaczyła. Właściwie, dzięki jej pomocy żyła nadal. Gdyby przeprowadziła z powrotem Aithusę przez portal, zapewne ta długo nie przeżyłaby w krainie pogrążonej w chaosie. Lata świetności Albionu minęły; grabieże, mordy i destrukcja stanowiły teraz przykrą codzienność...
    (...)
    Mając już pierwszy miesciąc pracy za sobą, była gotowa zrealizować swój cel. Zeszła do podziemi, przemieszczając się po słabo oświetlonych korytarzach. Jakiś kamienny krąg, korytarze oraz studnia, w której to podobno zginęło wielu Baśniowców za swoje przewinienia. Morgana wolała nie wdawać się w takie szczegóły i nie pytała. Wiedziała czego nie robić, by nie mieć problemów.
    – Aithusa, chodź… – zawołała smoka, który przemierzał z trudem korytarz podziemia. Wygięta szyja i nieco skręcony tułów nie były jedynymi pozostałościami po ciężkiej przeszłości. Utykała na jedną łapę, przez chodzenie sprawiało jej spory problem. Biała smoczyca wiele przeszła, lecz najgorszym doświadczeniem było spędzenie dwóch długich lat w zamknięciu. W ciasnej jamie, która uniemożliwiała jej normalny i poprawny wzrost.
    – Chcę Ci kogoś przedstawić. – odezwała się, gdy smok zainteresował się tym, kto zakłóca spokój. Była pewna, że ją zapamiętał. Słyszała od innych wiedźm, że nie często mają chętnych na posadę na trzynastym piętrze. Inne czarownice zdecydowanie wolały pracę w innych zawodach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co się dziwić? W nowym świecie przeważnie każdy wolał odciąć się od przeszłości, a nic nie pomagało w tym bardziej, jak zmiana wszystkiego, co znało się przedtem. – Ostatnim razem gdy tu byłam przedstawiłeś się, jako ostatni ze swojego rodzaju. Nie do końca tak jest. – wskazała na białą smoczycę, która nie chcąc dłużej męczyć się chłodzeniem, przeleciała pod sklepieniem piwnicy i wylądowała na środku pomieszczenia. – Nie mogę jej trzymać w domu, a tam gdzie mieszkała dotychczas, też nie jest miejscem na stałe. Odesłanie jej do mojego świata nie wchodzi w grę. Więc przychodzę z prośbą, byś zajął się ostatnią z waszego rodzaju. – sprawnie przedstawiła z czym przyszła i zerknęła na przyjaźnie wyglądającą mordkę Aithusy, której widocznie podziemia Woodlands przypadły do gustu.
      Spokojnie czekała na odpowiedź smoka. Cóż, zapewne było to ryzyko. Zarówno dla Drake’a, jak i dla niej gdyby coś poszło nie tak. Oficjalne pozwolenie miała, ale pod warunkiem, że smok nie będzie sprawiał problemów. Sama smoczyca pewnie jako takich konsekwencji by nie poniosła… w najlepszym wyjściu, zmuszona byłaby przyjąć Glamour i żyć w ludzkiej postaci; w najgorszym wylądowałaby na Farmie. Zwłaszcza, że nie potrafiła się porozumieć.
      Natychmiast spojrzała na swojego rozmówcę i uśmiechnęła się lekko, co zdradzało, że wpadła na kolejny pomysł.
      – Jeśli Ci się uda, spróbuj nauczyć ją mówić. Wiem, że to sporo i z pewnością będzie miało swoją cenę. Nie prosiłabym, gdyby nie było ważne i, gdybym nie zamierzała się za to odpłacić. – zapewniła na koniec, przechylając lekko głowę na bok.

      Morgana

      Usuń
  84. [Tylu potencjalnych tatusiów... Aż jestem wzruszona <3 Dziękuję za cudowne powitanie i nieskromnie się przyznam, że sama się nim zachwycam mocno moim Mordziem <3
    Jestem. Jakieś pomysły? :)]

    Mordred

    OdpowiedzUsuń
  85. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [dziękujem za powitanie :3
      od tych wszystkich cudnych i słodkich mi się Bazyl rumieni, bo w końcu w życiu nikt jej tak nie określał. Co innego taki na przykład Krwiożerczy Potwór, albo Plugawa Gadzina xD
      Oczywiście, przychodzę też po wątek z Panem Smokiem, można by nawet powiedzieć, że sąsiadem z Podziemi :D Jeśli Smok ma w sobie tyle cierpliwości to mógłby wyjaśnić bazyliszkowej jak ten dziwny świat działa i dlaczego nie można zjadać kogoś, kto jej nie pasuje :D]

      Moryena

      Usuń
  86. [zapomnialam - to mala byc dziczyzna a nie drob acz to ptak i to ptak ^_^
    Doobra ale i tak nawet sie nia nie naje *smiech* baa to nawet nii przekasa ;p
    To co? Podniebna znajomosc? ale jaka mila i miala by z kim latac <.< w koncu smok i tak wyczuje magie... czy tego smoka w miniaturze mozna gdzies dostac?]

    Nieoskubane ptaszatko

    OdpowiedzUsuń
  87. [Jak żyć Panie Smoku, jak żyć?:D bierę co dają, więc Podziemia i nauka przez duże N. zaczynasz, czy ja zaczynam?xD]

    Plugawa Gadzina

    OdpowiedzUsuń
  88. [yhmm *patrzy powatpiewajaco* ty cos tam knujesz... ja to wiem ^____+
    to teraz naszla mnie "gra w przestworzach" hehe jak nie shrek, to brzydkie kaczatko.
    prawie same basnie.
    A chodzi ci cos juz konkretnego? <.<]

    usmiechajaca sie slodko ptaszynka - wiesz co ? niedlugo zalozymy zoo na blogu hehe

    OdpowiedzUsuń
  89. [Smoku drogi, zgłaszaj się po dziewice, a wszystko dalej wyjdzie w praniu ;)]

    Lucek

    OdpowiedzUsuń
  90. [Hej! Śnieżka bardzo dziękuje za życzenia urodzinowe :D
    Przychodzę tutaj, bo przekonał mnie ten mega uroczy gif! Masz rację, smoki są cudowne. To dzięki nim zaczęłam oglądać Grę o tron, he he he :D
    Snow bardzo tęskni za księżniczkowatością, ale jest przecież silną i niezależną kobietą, więc nigdy się do tego nie przyzna. Skoro oboje są jedynymi z pierwszych mieszkańców Fable, a Drake ma układy z władzami, to myślę, że nawet powinni się znać.
    I tak sobie myślę, że gdyby łączyły ich jakieś przyjazne relacje, to Snow mogłaby przychodzić do niego, aby posłuchać różnych opowieści. A, jakby były bardziej niż przyjazne, to czasami mogłaby się pytać go o jakąś poradę, skoro taki mądry i w ogóle :D]

    Snow White

    OdpowiedzUsuń
  91. Tam na górze, na piętrach wolnych od potworów mówili, że nie jest jedynym strażnikiem w podziemiach. Że jest tu ktoś jeszcze. Ktoś o wiele większy i starszy. Ktoś, kto ewentualnie w swej wspaniałomyślności mógłby jej pomóc ogarnąć co tu się tak właściwie wyrabia i po co to wszystko, albo po prostu zjeść biednego bazyliszka. Mimo tej wiedzy, nie ośmieliła się wyjść poza teren który oddano jej pod opiekę. Nie czuła się zbyt dobrze w obecnej postaci, a problemy ze wzrokiem niczego nie ułatwiały. Ktoś większy i ogólnie lepsiejszy - to nie brzmiało zbyt zachęcająco. Pozbawiony głównych mocy i atutów bazyliszek nie miał zamiaru pojawiać się w skarbcu głównym, chyba że jakaś miła wiedźma postanowi oddać to, co w bazyliszkach najlepsze. Łuski. Formę gigantycznego węża i zabójcze spojrzenie. Tak uzbrojona mogłaby iść i się dowiadywać cóż to za stwór jest od niej lepszy, z kim to nawet nie ma co się mierzyć. A tak? Tak to lepiej było wybić to sobie z głowy, zapomnieć i zająć się łapaniem szczurów, o.
    W miarę upływu czasu do bazyliszkowych problemów dołączyła postępująca w szybkim tempie ślepota. Brutalnie wywołane zatracenie umiejętności petryfikacji zbierało swe żniwo, pogrążając Moryenę w coraz to głębszej ciemności. Poirytowana i zła, kumulowała w sobie negatywne uczucia, które to pchały ją prosto w ramiona obłędu i prowadziły tylko do wybudzenia sadystycznych i zarazem naturalnych dla jej gatunku zachowań. Agresja była zazwyczaj wyładowywana na ścianach, w które mogła do woli tłuc bez obawy, że coś się zniszczy, że ktoś będzie niezadowolony, a i tak mało kto wierzył w jej skuteczność. Raz, jeden raz ktoś zwędził spod jej nosa artefakt Morgany, ale to też był pieprzony mag z którym nie miała szans. Nie dość, że ślepa, to jeszcze ograniczona. Ale nic to, nikt nie zwracał na to zbytnio uwagi. W końcu co taka drobna, niewielka kobietka mogła zrobić?
    - Co za bagno - skiwtowała sama do siebie ponurym głosem. Często rozmawiała sama ze sobą by utrzymać swoje szaleństwo w ryzach. Początkowo rozmawiała ze szczurami, ale te albo pouciekały, albo zostały zjedzone, więc jedynym żyjącym rozmówcą była ona sama. Czasami zdarzało jej się mówić do regałów, albo śpiewać artefaktom kołysanki żeby dobrze spały, ale to była rzadkość. No, powiedzmy że raz na tydzień.
    chrupchruptuptuptupchrup, dziwny dźwięk potoczył się echem po wielkiej komnacie, dezorientując bazyliszka, który to zastygł w bezruchu nasłuchując. Co to za jakieś hałasy? Co u licha się znowu dzieje? Coś się wali? Sufit zaraz spadnie jej na głowę? Ktoś znowu robi remont?
    tuptupTUPRTUPTUPTUPTUP, początkowe lekkie dudnienie zmieniło się w prawdziwe napierdalanie po bębenkach usznych, szczególnie dla kogoś kto ma tak czuły słuch jak Moryena. Z piskiem zatkała sobie uszy dłońmi i uciekła za pobliski regał z gadającymi książkami, w duchu prosząc by huk ustał. Nikt jednak bazylkowych modłów nie słuchał, bogowie grali w karty, a okoliczni kaznodzieje raczej nie mieli w zwyczaju do niej zaglądać.
    TUPTUPTUP JEB JEB JEB JEB, potworne dudnienie echem odbijało jej się w czaszce, w uszach dzwoniło, a ona sama miała wrażenie, że to jej własny mózg tak głośno obija się o ścianki czaszki. Zirytowana wyjrzała zza regału, w kierunku potwornego hałasu i zaraz schowała się z powrotem, zbierając z podłogi metaforyczną szczękę. Mimo zaawansowanej ślepoty potrafiła jeszcze odróżnić coś cholernie wielkiego i błyszczącego od takiego regału, czy prymitywnego stosu artefaktów. Dla pewności jeszcze raz wyjrzała, ale najwidoczniej wzrok nie płatał jej figli i nawiedził ją intruz. W tym samym momencie echem usłyszała słowa z początków swojej kariery.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ktoś większy i lepsiejszy. Mądrzejszy. Starszy. I na pewno nie jedzący szczurów zza regałów
      - Bazyliszek nie przyszedł do skarbca, to skarbiec przyszedł po bazyliszka - mruknęła sama do siebie, jeszcze raz, kolejny, wychylając się zza regału. Zmrużyła oczy, usiłując określić czym właściwie jest strażnik skarbca. Bo to, że był wielki i błyszczący to jedno, ale kim właściwie był to była kompletnie inna sprawa, wymagająca natychmiastowej interwencji i to najlepiej u prezydenta, króla, albo innego boga.
      Wielkie coś najwidoczniej usiłowało ją zlokalizować, bo zaczęło się kręcić, oglądać i zaglądać za regały, dmuchać i chuchać. W komnacie zwykle chłodnej zrobiło się nieznośnie gorąco jak na bazyliszkowe standardy. Huk towarzyszący wejściu intruza powtórzył się, kiedy zmieniał pozycję i przypadkiem trącił jeden z regałów. Artefakty poleciały w dół, tłukąc się i obijając, a Moryena dostała przysłowiowego ataku szału.
      - TY... TY POTWORZE! - ryknęła, wyskakując zza swojego regału, gotowa rzucić się wielkiemu wrogowi do gardła i je rozszarpać - CAŁY TYDZIEŃ JE UKŁADAŁAM! - jednak jej wrzaski nie zrobiły na stworze wrażenia. Albo ją ignorował, albo nie słyszał. Albo był złośliwym gadem.
      - HALO!!! - kolejny krzyk na nic, a biedne gardło odpowiedziało przykrym pieczeniem. Zedrze sobie struny głosowe jak się będzie dalej tak drzeć. Dysząc ze złości rozejrzała się wokół, ale nie dostrzegła nic, co nadałoby się jako broń przeciw gadowi, więc w przypływie bohaterskości ściągnęła z nogi długiego kozaka i cisnęła nim w gadzi (chyba) łeb. Żałosny, miniaturkowy wręcz bucik uderzył w pokryty łuską nos i spadł zaraz na podłogę, nie wyrządzając - co teraz dostrzegła - smokowi większej szkody. Gad nadal zdawał się ją ignorować, więc w ruch poszedł drugi but, którym trafiła w ścianę gdzieś obok. Zaklęła bardzo brzydko i głośno, zła na samą siebie i własną nieudolność. Gdyby tylko miała swoją wężową formę...
      - Halo, proszę pana - znów spróbowała, tym razem już bez zbędnego darcia się i rzucania butami - Halo, proszę smoka. Czy smok może mi wyjaśnić, co tu do cholery robi? - wyglądało na to, że albo w końcu ją zauważył, albo uznał, że ignorowanie jej krzyków nie jest już aż tak zabawne jak na początku, bo zniżył nieco łeb, a ona dostrzegła tylko wielką, czerwoną tęczówkę i kusiło ją by za to wszystko, za cały ten burdel, wsadzić mu po chamsku paluch w oko.
      I nim aniołowie w niebie zdążyli krzyknąć "nie!", nim diabły w piekle zatarły rączki, nim wróżki dostrzegły w kulach przykrą przyszłość Moryeny i przede wszystkim - nim pomyślała o skutkach tego wyczynu - dźgnęła smoka paluchem w oko.

      Martwe Bazylkę

      Usuń
  92. [Ze smokiem to Burton nawet i na koniec świata pójdzie. <3]

    BURTONEŁ

    OdpowiedzUsuń
  93. [ Ja też nie pamiętam gdzie skończyliśmy, wiec chyba nie zostaje nam nic innego jak od początku pojechać XD ]

    Czkawek

    OdpowiedzUsuń
  94. [To ja odpowiem na zaproszenie prawie miesiąc po jego zamieszczeniu! xD A co!
    I od razu powiem, że chyba wolę Drake'a, bo przystojniejszy od Erika. I jeśli ci jakiegoś wątku brakuje lub wyjątkowo się nudzisz, to możemy nad czymś wspólnie pomyśleć. Daj znać ;)]

    Lucy

    OdpowiedzUsuń
  95. [Tamten komentarz był taki zły, ale za twój należy ci się srebrny banan xD Jeśli chodzi o tęczozę, to myślę, ze mi nie grozi. Znacznie bardziej niebezpieczny jest smok, który w karcie ma "niechęć do bohaterów". Za masło orzechowe przychodzę z pomysłem na wątek, o! Artur ze swymi rycerzami szukają Graala, ale maja kilka nieudanych prób - w tym skarbiec smoka? W zamian zażądasz dziewic, ale po osłoną nocy przyjdzie Arcio i zawrze układ, ale jakoś nie będzie okazji i będzie musiał go dopełnić w Fable. Co ty na to? :)]

    ARCIO

    OdpowiedzUsuń
  96. [Och, Szarlotka nie robi krzywdy smokom, ale tylko jeśli grzecznie chodzą w niedzielę do kościoła :D
    Dziękuję za powitanie, w ogóle byłam tu u ciebie raz dawno temu i dopiero teraz widzę jakie ładne zmiany nastały :D]

    Charlotte

    OdpowiedzUsuń
  97. ((dla mojego dobra psychicznego nie wspominamy o buchananku : ()
    proszę przekazać mi trochę siły, żeby tyle wytrzymać z jedną postacią, jak ja czasami siebie mam dość po jakimś czasie
    Zabawy nie przewiduję, my to się bawić nie umiemy raczej, ale ej, po to tu chyba jestem, bo czasami lubię się uczyć. Jakbym tym razem wpadł na coś lepszego niż kiedyś (albo w ogóle lepszego niż zazwyczaj, mówię serio, moich pomysłów lepiej nie znać, Andraste broń), to może tym razem wyjdzie??? I nie umiem przyjmować komplementów, a to pierwszy komentarz, chyba nie dam rady tak przez wszystkie)

    —noah

    OdpowiedzUsuń
  98. Ogromne spoiwo stalowego łańcucha zabrzęczało żałośnie uderzając o podłogę, jednocześnie czyniąc niewyobrażalny hałas, który potoczył się echem po podziemiach, dokładnie informując wszystkich tutejszych mieszkańców o tym, że Alduin się nudzi, tudzież nie zgadza z byciem na łańcuchu. Ograniczony dość ciasną jak dla niego przestrzenią, metalową obrożą i magicznym łańcuchem, miał strzec przejścia do studni i w razie czego zjadać debili, którzy odważą się tu zejść wbrew zakazom. Za pierwszym razem brzmiało to nawet całkiem sensownie. Problem polegał jednak na tym, że nikt tu nie schodził. N i k t.
    Po dwóch dniach przestał nawet liczyć na odwiedziny wiedźm i czarodziei z góry, którzy szczerze interesowali się jego pochodzeniem, jak i tym, czy rzeczywiście jest tak strasznie negatywnie nastawiony do ludzi. Alduin nie rozumiał ich zdziwionych min kiedy ryczał wściekle, albo kłapał zębami niezdolny zaatakować, czy chociażby machnąć potężnym ogonem by delikwentów odstraszyć. Mimo nagłej zmiany środowiska, on sam nadal pozostawał taki sam. Rozgoryczony i przesiąknięty swego rodzaju złem, które pochłaniało jego duszę kawałek po kawałku, wpędzając go w coraz większy mrok z którego mogła go uratować - według Alduina - jedynie zagłada ludzkiego gatunku, winnemu wszystkich szkód poczynionych smokom.
    Pozostawiony sam sobie spędzał dnie na rozmyślaniach o tym jak cudowne potrafi być chłodne, zimowe powietrze w okolicach Zimowej Twierdzy i jak dobrze poluje się na ludzi z tamtych okolic. Wspominał dawne bitwy i towarzyszy, którzy nie dotrwali, powaleni ludzką ręką bądź za sprawą magii i wzdychał, szczerze znudzony siedzeniem w tej ciemnej dziurze. Raz lub dwa wydawało mu się, że słyszy jak ktoś się panoszy w pobliskich salach, ale niezaznajomiony z układem budynku i mieszkańcami, nie miał zielonego pojęcia kim jest sąsiad. Wiedział jedynie tyle, że nie był tutaj sam, co już stanowiło pewną formę pocieszenia. Bo w końcu drugi więziony w podziemiach stwór na pewno nie był człowiekiem - takiego by tu nie wsadzili - a skoro nie był człowiekiem, to już miał u smoka plusa. A nawet dwa.
    Wspomnienia dawnego życia zawsze wpędzały go w lekką melancholię, która nakłaniała do refleksji i myśli o bracie. Czasami łapał się nawet na tym, że mu za białym smokiem tęskno, że zasięgnąłby jego rady, albo po prostu był tuż obok, jak za starych dobrych czasów. Jak wtedy, gdy rzeczywiście uważał go za brata, a nie zdradziecką, zmutowaną wiwernę tylko smoka udającą. Z melancholii i myśli o Paarthurnaxie znów nakręcał się na agresję i zniszczenie całego świata, znów walił ogonem po ziemi, ryczał i targał łańcuchem, przysięgając sobie w duchu, że rozerwie na strzępy każdego kogo spotka, a cały ten budynek i miasto zrówna z ziemią. I bogowie świadkiem, był w stanie to zrobić bez nawet najmniejszych wątpliwości czy skrupułów. Sumienie Alduina już dawno przestało istnieć, umarło razem z jaśniejszą stroną jego duszy wiele wieków temu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. - Krii daar joorre* - pomruk potoczył się po sali, kiedy smok odezwał się sam do siebie, kierując życzenie śmierci w eter, do kogokolwiek kto pojmuje starożytny smoczy język i go usłyszy. Wciąż zły, przekręcił się nieco na drugi bok, zmieniając pozycję do leżenia. Czy oni musieli go trzymać w takiej klitce? Nie mogli tej sali magicznie powiększyć? A może to specjalnie?
      - Drem, ko tiid zu'u filok** - zapewnił sam siebie, opierając łeb na paru solidnych blokach kamienia, które jakiś czas temu wyrwał ze ściany w akcie buntu. Nie pozostawało mu nic innego jak czekać i ćwiczyć cierpliwość.
      Spokojne leżenie i długie drzemki popłaciły. Czas minął szybko, a on sam czuł się spokojniejszy, jak zawsze po krótkim śnie. Odkąd go tu zamknęli sen był jego jedyna atrakcją jeśli nie liczyć demolowania otoczenia. Rozleniwiony, przekręcił się znów na bok, w stronę wielkich drzwi, by móc obserwować nieruchome przejście i jakież było jego zaskoczenie, kiedy zauważył niewielką postać tuż przy wejściu. Alduin zmrużył ślepia, starając się rozpoznać intruza.
      - Gruth*** - warknął w stronę brata, który ośmielił się tu pokazać po tym wszystkim co zaszło. Nie dość, że go zdradził, nie dość, że pomógł ludziom okiełznać jego siłę i uratował ich od jego gniewu w tamtej bibliotece... To jeszcze się tu pokazywał. Starszy smok poderwał się do góry, gotów zaraz brata zeżreć i zapomnieć o bólu i samotności - Feim**** - odezwał się raz jeszcze, wydając z siebie głuchy warkoto-pomruk.
      _______
      *- zabijmy tych śmiertelników
      **- cierpliwości, niebawem zniknę
      ***- zdradzający
      ****-odejdź/zniknij

      Usuń
  99. Owszem, winni krzywdy Aithusy zapłacili za to życiem. Może nie tak, jak tego chciała Morgana, albowiem śmierć była zbyt szybka i zbyt mało bolesna. Zasługiwali na znacznie więcej bólu i cierpienia. Na okrutne męki. Takie same, bądź nawet znacznie gorsze od tych, które przecierpieć musiała smocza przyjaciółka wiedźmy. Ten, kto ją zamknął, na pewno nie zamierzał zrobić z Aithusy smoka domowego. Zamiary były inne i kapłanka znała je, ale wolała o tym zapomnieć.
    Patrząc na Aithusę, zawsze na myśl przychodziło jej wspomnienie chwili poznania zwierzęcia. Miało ono miejsce niedługo po przyjściu stworzenia na świat. Smoczyca sięgała jej wówczas może do kolan, bo na pewno nie była większa. Z wielkim zainteresowaniem spoglądała na dopiero co uzdrowioną Morganę. Podobnie jak wiedźma, która nie spodziewała się zobaczyć smoka. Mieszkając jeszcze w Camelocie słyszała o jednym, który trzymany był w podziemiach zamku. Podobno, bo nie widziała go nigdy na własne oczy, a poza tym, nie wiedziała dokładnie gdzie znajdowała się jego jaskinia. Chwilami wątpiła, czy to była prawda. Bo czy człowiek nie znający magii, mógłby tak łatwo poskromić magiczną istotę? Nie drążyła tego tematu i nie szukała. Może to był błąd?
    Smoczątko natomiast od początku było świadome swojej mocy. Nie odleciało też na długo, choć kobieta nie przypuszczała, że zwierzę zawróci. Aithusa oczekiwała pewnie, że wiedźma pójdzie za jej śladem, lecz ta była jeszcze zbyt słaba. Stworzenie wróciło, tym razem czekając już na kapłankę. Gdy Morgana wreszcie wstała, Aithusa poprowadziła ją wprost do jej leśnej chaty. Została z nią. Widziała jak rosła, próbowała nawet mówić, skąd poznała jej imię. Jedynie nie znała powodu przywiązania smoka do swojej osoby… została z własnej woli, czy może posłuszeństwa, bo Morgana była kapłanką?
    Ponownie spojrzała na białą mordkę smoczycy, która teraz bardziej interesowała się swoim krewnym. Wreszcie była wśród swoich, pomyślała Morgana.
    Przyglądała się także Drake’owi. Skąd znał jej imię? Aithusa nie umiała mówić, a sama nie zdążyła jeszcze mu go podać. Czy smoki miały swój jakiś tajemny język, którym porozumiewały się bez słów? Coś w rodzaju telepatii, która znana była druidom? Na twarzy kapłanki na pewno widoczne było lekkie zdziwienie, które zaraz ustąpiło miejsce smutkowi. Biały smok był jedną z nielicznych istot, wobec których Morgana żywiła pozytywne odczucia. Dlatego tak bardzo ją samą bolała krzywda, której doznała. Dlatego tak bardzo pragnęła jej pomóc. Gdyby tylko mogła sama wymierzyć sprawiedliwość… Ale nie było jej przy śmierci oprawców smoczątka.
    – Ci, którzy jej to zrobili, więcej nikogo nie skrzywdzą. – odezwała się wreszcie, choć głos Morgany nadal lekko drżał. Widziała bowiem, że Aithusa wyglądała na szczęśliwą. Może los wreszcie okaże się dla niej łaskawszy.
    Doznała kolejnego zdziwienia, gdy padło pytanie ze strony strażnika skarbca. Momentalnie napełniła ją złość. Skąd pomysł na to, że miałaby zabić Aithusę? Dlaczego miałaby chcieć jej mocy? I tak była potężną wiedźmą. Na chwilę odwróciła wzrok i milczała, starając się uspokoić. Nie mogła tego rozegrać jak zwykle. Nie mogła wrzasnąć, rzucić zaklęcia czy zrobić cokolwiek innego, dając upust negatywnym emocjom. Nie tym razem. Walczyła ze sobą dłuższą chwilę, nim była gotowa podać odpowiedź. Tu chodziło o dobro Aithusy i nie mogła zaprzepaścić tej szansy.
    – Zawdzięczam jej więcej, niż komukolwiek na tym świecie. A sama Aithusa jest ważniejsza, niż moc, którą mogłabym jej odebrać. – rzuciła, mierząc smoka wzrokiem. W porę jednak się opamiętała. – Prędzej to ja zabiłabym tego, kto zechciałby dokonać tego czynu, niż sama bym się do niego uciekła. – uniosła powoli głowę, wyjaśniając to już znacznie spokojniej. Powoli złość ustępowała. Wzięła głębszy oddech i dodała. – Kiedy tego potrzebowałam, pomogła mi. Przez wiele lat mogłam liczyć na jej wierność i oddanie. Teraz przyszedł czas, bym to ja zrobiła dla niej wszystko, co najlepsze. Przede wszystkim dlatego, że nie mogłam jej uchronić przed krzywdą jakiej doznała.

    Morganka

    OdpowiedzUsuń
  100. [Hejho! Jeszcze więcej smoków, jestem zachwycona. I porywam Cię na wątek, nawet nie przyjmuje odmowy. :D Myślę, że Drake bardzo by się spodobał Syannie. Mogłyby ich łączyć długie rozmowy przy odpowiednich trunkach o niechęci do bohaterów. Moja południca także chętnie posłuchałaby jego opowieści i uraczyła swoimi. W pakiecie mogę dodać gorące noce, dramy i zabójstwa. <3
    Mam nadzieję, że Cię zainteresował i napiszemy coś razem. :D
    Co do wizerunku to Jessica Chastain, niedawno do kin weszła Gra o wszystko z nią w roli głównej. Muszę na to iść. :D]

    Syanna Ilvesh

    OdpowiedzUsuń
  101. Brak wielkiego, zacienionego kształtu smoka sugerował przemianę. Słyszała o tym, że nie korzystał na stałe z zaklęcia zmiany postaci, że wolał bardziej swoją smoczą formę i szczerze zazdrościła mu tej umiejętności zmiany kształtu kiedy mu sie podoba. Gdyby tylko sama potrafiła takie rzeczy na pewno teraz widziałaby normalnie i nie byłaby traktowana jak gad gorszej kategorii. Unoszący się w powietrzu zapach potwierdzał to, co podejrzewała, a czego zobaczyć zbytnio nie mogła, mimo szczerych chęci i wytężania słabego wzroku.
    – Przepraszam za ten bałagan - chociaż tyle, pomyślała sobie, wciąż nieźle wkurzona na smoka, który tak ochoczo jej sie tutaj wtarabanił. Nie mógł wcześniej zmienić postaci? Jako starszy kolega z pracy powinien wiedzieć, że nie ma tu tyle miejsca by trzymać sobie smoka, regały i artefakty... No i jeszcze ją. Zła gadzina już miała wygłosić kazanie na ten temat i wytknąć mu ewidentny brak pomyślunku przy wchodzeniu, ale niestety i to nie było jej dane. No zagadał ją.
    – Przyszedłem tutaj w sprawie nowego strażnika skarbca. Wiesz coś o tym? – Moryena posłała mu chmurne spojrzenie, nadal zła za bałagan i niechętna do zdradzania swojej tożsamości. No bo w końcu nawet nie powiedział co tu robi, ani po co przylazł. Co było tak pilne, że wymagało wizyty smoka? A może jako trochę przełożony, bo starszy rangą, wiekiem, stopniem i w ogóle wszystkim, miał ją zwolnić i wrzucić do studni? A może coś jeszcze gorszego?
    Bazyliszek poczuł na plecach zimny pot, bo w końcu nikomu nie jest na rękę umieranie. Roztargniona i pełna wątpliwości co do zamiarów smoka, aż musiała się przejść po leżącego nieopodal buta - broń dalekiego zasięgu. W międzyczasie gorączkowo myślała nad wyjściem z sytuacji, rozważała możliwe opcje łącznie z rzuceniem w niego znowu butem i ucieczką, póki ma podrażnione oko. Może miała jakieś szanse? W końcu bazyliszki były zwinniejsze i szybsze od smoków... Przynajmniej na lądzie...
    Niestety wycieczka po buta i z powrotem nie dawała zbyt wiele czasu do namysłu. Jak na złość, w drodze powrotnej, już w butach, zaliczyła bliskie spotkanie z jakimś stojakiem z kolejnym artefaktem i oczywiście skończyło się na zderzeniu. Koszmarny hałas rozpadającego się metalowego stojaka potoczył sie echem po podziemiach, podobnie jak głuchy łoskot padającej na podłogę Moryeny, która w porę zdołała pochwycić upadający przedmiot i uratować przed potłuczeniem, o sobie jednak już zapominając.
    - Ja jestem strażnikiem sali artefaktów - przyznała się w końcu, leżąc sobie wygodnie na plecach i tuląc ocalały artefakt - I jak masz mnie zwolnić, albo zjeść to zrób to teraz, póki jeszcze szumi mi w głowie od upadku. I tak jestem ślepa i nie radze sobie w tej formie, więc marny ze mnie strażnik.

    Bazyl

    OdpowiedzUsuń
  102. [Ależ bardzo chętnie Smokełku, tylko brak mi pomysłów... chociaż czekaj, już widzę Szarlotkę jak zobaczyła smoczą formę smoka i z zachwytu zbiera szczękę z podłogi, ale nadal nie wiem co też ambitnego mogli by robić, chyba że lecimy w totalną bekę to i polować mogą xd]

    C

    OdpowiedzUsuń
  103. [Dobrze, że jestem odporna na wszystkie te rzeczy, dzięki temu przeżyłam i pierwszą część komentarza i być może przeżyję wątek xD Czy mi się wydaje, czy te zapowiedzi nie współgrają z opanowanym smokełem, który niszczy iPady i lubi w księgi z tajemną wiedzą? Albo po prostu robi dobre pierwsze wrażenie, a potem zaczyna się jazda... :D Pominę ten arcyśmieszny obraz, który pojawił się w mojej głowie i zawierał Clyde'a, który pobiera numerek do Biura Strażnika Skarbca i przychodzi wpłacić na baśniową lokatę pięć dolarów, bo tyle wynosi jego majątek. Tego nie było, to się nigdy nie wydarzyło. Wymyślamy jakieś śledztwo, które wymaga udziału smokeła? Czy to jako świadka, czy eksperta? To drugie zapewne zrobiłoby mu dobrze w ego :D]

    Clyde Nightlinger

    OdpowiedzUsuń
  104. [ No to ustalone, że trza się zgadać na gg i ustalić XD ]

    Czkawek

    OdpowiedzUsuń
  105. (kółka brzmią rozsądnie, już rozumiem, chociaż u mnie póki co nie bardzo działa
    i amen, z hejtem mi od razu lepiej, sam na siebie będę pisać niedługo żeby się dobrze czuć -____------- tfu warszawo
    stawiam na opcję z jedzeniem, brzmi najlepiej. W stalkera i tak już się bawimy, ale ewentualnie możemy Noaha bezpośrednio w to jakoś zaangażować, nie wiem, zechciałby uzupełnić swoje skąpe informacje o Smoku, tyle że to za mało, by ich jakkolwiek skonfrontować, skoro on preferuje raczej trzymanie się daleko od potencjalnych zagrożeń, okej. także proponuję ewentualnie wkopanie ich w wypadek z ofiarami, gdzie musieliby składać zeznania, jakiś taki kryminalny syf, ja się za dużo htgawm naoglądałem chyba, pomocy)

    —noah

    OdpowiedzUsuń
  106. [Myślę, że to jest świetny pomysł! Snow na pewno byłaby bardzo wściekła, że jakiś smok lata puszczony ze smyczy i w dodatku coś spalił i uproszenie zajmie Drakełowi trochę czasu :D Ogólnie kupuję ten pomysł i daję Złoty Przycisk, więc zacznę, jak tylko zdam ostatni egzamin, bo tak naprawdę, to mnie wcale nie powinno tutaj być :D]

    Snow White

    OdpowiedzUsuń
  107. [Mam nadzieję, że zarówno smok i Ty wybaczycie mi to spóźnienie i nie pożrecie nas żywcem! :D
    Pomysł jest bardzo ciekawy, tylko Syanna szczyci się pewną renomą i każde zlecenie musi być wykonane perfekcyjne. Więc gdyby nie udałby się jej zamach na życie Drake i gdyby zorientowała się, kim on naprawdę jest chciałaby zemścić się na zleceniodawcy. Pytanie czy smok by jej pomógł? :D]

    Syanna

    OdpowiedzUsuń
  108. [Miło mi bardzo! Ciebie to pamiętam jeszcze nawet z innych blogów, więc witaj ponownie :)
    Dobrze pamiętasz, były nawet dwa gify! Ten i jeszcze ten. Wszystko przez to, że poprzednio tu byłem w wigilię. :)
    Kocham za Pratchetta w KP, więc koniecznie się zgłaszam po wątek. ]

    Śmierć

    OdpowiedzUsuń
  109. [zróbmy wszystko, co będziemy oszczędzać! Smok polata (he he) z Szarlotką próbując poodkręcać to co tam braciszek nawywijał, umówią się z początku na jakąś przysługę w zamian, a jak Smok wypepla, że ma dostęp do tych fajnych cudeniek w podziemiach, to Charlotte zrodzi się w główce genialny plan, że to własnie tak może przysługę wykorzystać i tym oto sposobem wciśniemy tam Jagę, bo dla niej będzie chciała coś zwędzić z podziemi, żeby ta z kolei coś tam dla niej spreparowała, w zasadzie może z tego gówno wyjść ostatecznie, ale tym sposobem możemy wprowadzić wątek pieczonych Jasiów, a jak już palnik będzie rozpalony to i może jakieś niewierne dziewice się nawiną xD nie ograniczajmy się, zróbmy jeden wielki durny kocioł xD]

    Szarlotka

    OdpowiedzUsuń
  110. (nic nie pamiętam ale podobno żyję eloelo
    Ja w kryminałach to prędzej uczestniczę w roli ofiary, ale i to jakoś można chyba wykorzystać??? I to wcale nie tak że totalnie nie wiem jaki miałem pomysł na ten wątek, chalo, ja się tak nie zachowuję .
    Ale ej, potrzebuję w tym czegoś więcej, tak wiesz, żeby nie mogli od siebie uciec, bo jednak Noaha gady nie kręcą na tyle, by siedział w tym dłużej niż to konieczne. Najlepiej to wkręcić ich w coś poza komisariatem jednocześnie, nie wiem, ta spalona chata to kogoś, kto nie będzie z takiego obrotu spraw zadowolony, a w ogóle to purwaa, niech ktoś chce ich zabić i przez nieudany pożar próbuje to dokończyć, lubię morderstwa, świetny motyw itakdalej, proszę się ze mną zgodzić (jak się pisało)
    ps czy to groźba . zaraz nadrobimy te komentarze no worries : ))))))))))

    —znowutenwalsh

    OdpowiedzUsuń

Szablon wykonany przez drama queen. Obsługiwane przez usługę Blogger.