piątek, 21 października 2016

Sen

Z dedykacją dla:
Annabel – za niezwykle inspirujące rozważania na temat seksualności elfów,
Kundelka – za to, że namawiając mnie do zuego - reanimowała moją wenę,
Zuzajs – za to, że pisze takie piękne, smutne notki i ja też tak chcę,
Wirtualne przytulasy dla was! :)


Ostrzeżenie
Nie odpowiadam za wasze dwuznaczne skojarzenia, w opowiadaniu wcale nie ma seksów! ;)
Pisane bardzo spontanicznie, przy TEJ muzyczce.

* * *

To był jeden z tych snów. Tych, które kończą się nagle, po których nie można złapać tchu, ani opanować drżenia całego ciała czy przyśpieszonego bicia serca, a mimo to jedyną myślą po przebudzeniu nie jest wcale uczucie ulgi, lecz pragnienie by wrócić do snu i śnić dalej. Tak było i tym razem... Obudziła się, niemalże czując jak krzyk uwiązł jej w gardle. Z trudem łapała powietrze, jakby dopiero co wynurzyła się z wody. Leżała bezwładnie na trawie, w cieniu rozłożystego drzewa, w samym sercu zamkowego ogrodu. Było ciepłe, majowe popołudnie, ale mimo to czuła chłód, a całym jej ciałem wstrząsały dreszcze. Niedaleko niej leżała książka, którą czytała zanim zmorzył ją sen. Najpiękniejszy i zarazem najbardziej przerażający sen w jej życiu. Usiadła powoli, czując jak kręci jej się w głowie. Chciała wstać, lecz nie była w stanie utrzymać się na nogach. Oparła się więc o drzewo i przymknęła powieki, starając się zapanować nad swoim ciałem. Ledwie jednak zamknęła oczy, powróciły obrazy ze snu. Tak piękne, baśniowe, pochodzące z innego świata... I on, najcudowniejszy mężczyzna jakiego widziała. Uznałaby go za samego anioła, gdyby nie potworny strach jaki czuła spoglądając w jego piękne oczy, przepełnione najgłębszym, najstraszliwszym mrokiem...
Gwałtownie otworzyła oczy nie mogąc znieść spokojnie nawet wspomnienia tego snu. Wiedziała o kim śniła i była przerażona. W jednej chwili przypomniały jej się wszystkie mroczne opowieści jakie słyszała w dzieciństwie od swojej opiekunki. Pamiętała jak staruszka mawiała: „Kiedy wybije twoja godzina, moje dziecko, przybędzie po ciebie elfi król. Będziesz wiedziała kiedy tylko go zobaczysz. Jeśli objawi ci się w gniewie, wiedz że czeka cię śmierć w cierpieniu. Lecz jeśli zjawi się łagodny, wtedy nie bój się, bo twoja śmierć również będzie spokojna”. Na krótką chwilę zapomniała o nowej wierze. Stare zwyczaje, stara wiara przytłoczyła ją swoją prawdziwością i mocą. W tej chwili myślała tylko o jednym. Z trudem powstrzymywała łzy, spowodowane tą jedną, jedyną myślą – „ja umrę...”

* * *

Był środek nocy. Nie spała. Nie mogła zmrużyć oka. Choć z jednej strony pragnęła znów śnić o królu elfów, z drugiej bała się tych snów i tego co zwiastowały. Nie chciała w to wierzyć, nie chciała umierać. Była jeszcze zbyt młoda, dopiero zaczynała życie. Miała tak wiele pragnień. Niedawno poślubiła mężczyznę, którego kochała. Pragnęła mieć z nim dzieci, patrzeć jak dorastają, doczekać wnuków. Zestarzeć się wśród rodziny, u boku męża. Nie mogła teraz umrzeć...
– Jeszcze nie śpisz? – usłyszała zatroskany głos Aldriana.
– Nie mogę zasnąć – odpowiedziała spoglądając na męża. Musiała mieć łzy w oczach, bo spojrzał na nią z niepokojem.
– Coś się stało? – w jego głosie słyszała wyraźną troskę.
Spojrzała na niego z czułością. Za to właśnie go kochała. Dla świata był potężnym królem Ulmerugiów, ale dla niej był łagodnym i kochającym mężem. Troszczył się o nią, przejmował każdym jej smutkiem, gotowy by w każdej chwili ją pocieszyć.
– Nie, wszystko dobrze, nie martw się o mnie... – powiedziała przytuliwszy się do niego. W jego ramionach zawsze czuła się tak dobrze i bezpiecznie – Kocham cię, nawet nie wiesz jak bardzo cię kocham. Nie przejmuj się i śpij. – ucałowała go czule, mając nadzieję, że nie było to pożegnanie.

* * *

Ledwie zamknęła oczy, a sen wrócił. Znów była w innym, baśniowym świecie. Wiedziała dokąd zmierza i co zaraz się wydarzy. Jakaś jej cząstka pragnęła tego, chciała biec na spotkanie nieznanemu, podczas gdy inna część marzyła by się obudzić. Wyrwać z tego snu, czy też koszmaru.
Nie... Nie chcę... Nie chcę umierać... Nie chcę umierać!
– Nie chcę umierać! – obudziła się gwałtownie, zdawało jej się, że krzyczy, choć w rzeczywistości z jej ust wydobywał się jedynie cichy szept – Nie chcę umierać...
I wtedy dostrzegła jego. Swego anioła... Albo demona. Elfiego króla. Był tak blisko, że mogła jedynie wyciągnąć rękę, by móc go dotknąć.
Chciała powiedzieć tak wiele. Spytać dlaczego, błagać go o litość, o życie. Ale nie była w stanie wypowiedzieć ani słowa. Nie potrafiła nawet się ruszyć. Mogła jedynie wyciągnąć do niego ręce. Nagle uświadomiła sobie, że niczego bardziej w tej chwili nie pragnęła niż go dotknąć. Być przy nim, znaleźć się w jego ramionach i pozwolić mu by zabrał ją dokąd tylko zapragnie.
Kiedy wreszcie poczuła jego dotyk, wydawał jej się tak realny, zupełnie jakby to nie był sen, lecz rzeczywistość. On... Był tak niezwykły, tak inny niż jakikolwiek mężczyzna. W jego ramionach zapomniała o całym świecie, zapomniała nawet o Aldrianie i całej miłości do niego. Teraz liczył się tylko król elfów. To, że był tak blisko. Jego dotyk przyprawiał ją o dreszcze, a zapach upajał. Chciała pozostać już tak na zawsze, wtulona w niego. Nawet jeśli nie było w nim ani odrobiny rodzinnego ciepła, a w jego ramionach wcale nie czuła się bezpiecznie to i tak nie chciała być teraz nigdzie indziej, ani z nikim innym.
Czy to znaczy, że umrę szczęśliwa?
Nie, to nie mogło zwiastować śmierci. On był jak życie...

* * *

Świat nie był już taki sam. Co noc wpatrywała się w rozgwieżdżone niebo, tęskniąc za innym światem. Za tym by znów znaleźć się w jego ramionach i już nigdy nie wrócić do swojego świata. Widziała zatroskany wzrok Aldriana, który zamartwiał się o nią, ale to już nie miało znaczenia. Nic już nie miało znaczenia, nie liczył się nikt prócz króla elfów nawiedzającego ją w snach.
– Chce tylko ciebie. Przyjdź do mnie, zabierz mnie ze sobą... – błagała wpatrując się w mroczne, rozgwieżdżone niebo, które tak bardzo przypominało jego oczy.
Już się nie bała. Wiedziała, że nie zwiastował śmierci. Wręcz przeciwnie był dla niej jak powietrze, bez niego czuła, że się dusi. Każda chwila z dala od niego była jak powolne umieranie z tęsknoty. Im bardziej pragnęła znów go ujrzeć, tym rzadziej się zjawiał.
Myślała, że zwariuje. Czuła się słaba i zmęczona, pozbawiona życia... do czasu gdy wszystko zrozumiała.

* * *

– Jestem przy nadziei. – oznajmiła uśmiechając się blado
Aldrian zdawał się promienieć szczęściem, gotów z radości nosić żonę na rekach. Oto miał zostać ojcem, Rugia miała nareszcie doczekać się dziedzica tronu.
– A więc ten smutek, koszmary i złe samopoczucie, chodziło po prostu o twój stan?
Skinęła głową, choć myślami była daleko. Nie chciała wierzyć, że to wszystko było jedynie fantazjami, zmiennymi emocjami, że nie było w tym żadnej magii... Nie było jego...
Wiedziała, że powinna być szczęśliwa. W końcu zawsze marzyła o takiej przyszłości. A jednak czuła, że nie tego pragnie.
Nigdy nie odważyła się wypowiedzieć swych życzeń na głos. Gdyby ktokolwiek je usłyszał, posądziłby ją o zaprzedanie duszy demonowi. Choć ten, któremu oddała całą swą duszę wcale nie był demonem...
W końcu znów pojawił się w jej śnie. Po raz pierwszy od tak dawna.
– Nawet nie wiesz jak tęskniłam – wyszeptała – Nie zostawiaj mnie, chce być twoja i tylko twoja.
Znów mogła wpatrywać się w jego nieprzeniknione oczy, znów mogła skryć się w jego ramionach. A kiedy położył dłoń na jej łonie, w którym teraz rosło nowe życie, zrozumiała, że nie pragnie już niczego więcej.

* * *

Wiedziała, że Aldrain się niepokoi. Całe królestwo niecierpliwie czekało na narodziny dziedzica, które powinny były nadejść wraz z końcem zimy. Tymczasem minęła cała wiosna i lato, rozpoczęła się jesień, a i król i całe królestwo wciąż czekało. Niektórzy z przestrachem szeptali, że królowa nosi w swym łonie odmieńca, dziecko z innego świata.
Słuchała tych plotek z uśmiechem, myślami będąc daleko. Nie obawiała się niczego, instynktownie wiedząc, że musi jeszcze trochę poczekać nim wreszcie weźmie w ramiona swoje upragnione dziecko. Jego dziecko...
Nie myślała o Aldrianie, który popadał w rozpacz powoli zdając sobie sprawę z tego, co się dzieje. Mimo to nigdy nie powiedział ani słowa. Był władcą starej daty, szanującym dawną wiarę i istoty z innego świata. Jeśli taka była wola bogów, gotów był się z nią pogodzić, nawet jeśli oznaczało to życie z hańbą. W końcu czyż nie tak właśnie rodzą się bohaterowie?
Gdy w końcu, w samym środku jesieni, królowa wydała na świat syna, nie było już wątpliwości z jakiego świata pochodziło dziecko...

Z miłością wzięła w ramiona swego nowonarodzonego syna. Był najpiękniejszym dzieckiem jakie widziała, piękniejszym niż mogła sobie wyobrazić. Był jak spełnienie wszystkich jej snów.
Z czułością ucałowała maleńką główkę noworodka.
– Kocham cię mój mały Hagenie...

6 komentarzy:

  1. Ooooooo <3 To było takie urocze. Takie słodkie i romantyczne. Z tą mgiełką tajemniczości, bo osobiście chwilę mi zajęło nim zrozumiałam o czym to wszytko mówi. Także stworzyłaś genialny klimat.

    I odwzajemniam wirtualnego przytulasa <3 Aż miło robi się na serduszku.

    Także - yay! Genialnie się czytało i aż chcę więcej, więcej, więcej Hagena. ^^

    Uściski, buziaczki i w ogóle <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! <3 Hahaha i bardzo dobrze, bo nie masz przynajmniej zboczonych skojarzeń. xD

      Awww, dziękuję raz jeszcze i szalenie się cieszę. <333

      Usuń
  2. Wow, świetne! <3 Naprawdę szalenie romantyczne i słodkie. Aż jestem w szoku, że takie wyrachowane draństwo, udało ci się przedstawić w sposób tak piękny, że zachwycamy się romantyzmem. Jeszcze raz wow... <3
    I kto to mi niedawno mówił, że nie umie artystycznie pisać? Przecież to jest piękne i szalenie klimatyczne! :) Jak dla mnie jest po prostu przepięknie.

    No i jakie te elfy zdolne w uwodzeniu. ^^

    Puściłam sobie piosenkę i świetnie mi się przy niej czytało. Zwłaszcza refren ma coś w sobie, co pasuje do klimatu. Lubię takie połączenia.

    No co ja mogę jeszcze powiedzieć - prześliczna noteczka i aż szkoda, że taka krótka, bo klimat jest boski. :)

    Dziękuję ślicznie za dedykację i przytualsy <3
    No i buziaczki również ode mnie ;**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! <3 Elfy są najlepsze we wszystkim jak widać w powyższej noci. :D
      Swoją drogą weź mi powiedz czy ktokolwiek by nie chciał być wykorzystany przez takiego cudownego króla? ;)

      Jeszcze raz dziękuję, tyle słodyczy w komciach <333

      Usuń
  3. Pięknie ci to wyszło! :D Smutne i takie baśniowe <3
    Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że namówiłam cię do tego zuego, bo powstała nam nowa piękna rodzinka! :D Przez ciebie sama mam teraz chęć coś napisać ;)
    Piosenka fajnie dobrana, a jak zobaczyłam kto ją śpiewa przypomniał mi się serial Supernatural xD

    Bardzo dziękuję za dedykację <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! <3
      Chwała Ci wielka za ten wyczyn, bo sama bezskutecznie próbowałam odzyskać wenę... A tu proszę :)

      Ciesze się straszliwie <333

      Usuń

Szablon wykonany przez drama queen. Obsługiwane przez usługę Blogger.