czwartek, 21 kwietnia 2016

"I'd die to be where you are, I tried to be where you are..."


Cześć! Jestem Jack (proszę, nie mówcie do mnie Jackie)... Jack Frost i mam 18 lat (tak widnieje na wszelkich papierach). Słyszałem, że zwą mnie też Dziadkiem Mrozem (hahaha!). Skąd pochodzę? Sam nie wiem, już nawet tego nie pamiętam. Aczkolwiek teorii ludzi jest tak wiele, jak mam lat (więcej niż osiemnaście moi mili).  Co lubię? Zimę! Zabawę, bitwy na śnieżki, dokuczać innym, uśmiech i optymistów. Czego nie lubię? Lata (nienawidzę najbardziej w świecie, nie dojrzycie mnie na zewnątrz w lato, chyba, że w nocy), nauki, pesymistów (och, jak oni mnie denerwują) i gorącej coli. Fuj.
Hmmm..., co by wam jeszcze o mnie powiedzieć? Osiwiałem. *śmiech* I nigdy nie rozstaję się ze swoją laską.  Uwielbiam króliki, podróżować również, aaaale! Nie tak zwyczajnie, latam sobie dzięki mocy wiatru. Najczęściej towarzyszy mi przy tym śnieg więc jeżeli widzieliście podczas wiosny śnieg to przepraszam - moja wina, w lato też się zdarzyło... Ludzie zwykle mnie nie widzą..., bo po prostu we mnie nie wierzą, jedynie małe dzieci. Ale kto im wierzy? Nikt.

Do Fabletown dotarłem... już nie pamiętam kiedy, aczkolwiek dalej nie jestem jeszcze zapoznany z tym miastem więc sporo po nim chodzę i zwiedzam. A także się gubię. W końcu na co komu mapa? Dużo podróżuję i nigdzie nie zagrzewam miejsca na długo. Jak chcecie mój adres to najmuję pokoik u takiej staruszki, eee..., a nie, czekaj, nie znam adresu. To jednak go nie dostaniecie, przepraszam.

Ostatnio ktoś mnie pytał, czy szukam towarzystwa. Tak! Szukam przyjaciół do bitwy na śnieżki. Ale nie szukam miłości. Aczkolwiek... kobietę mogę rozważyć. Nigdy mi się nie podobało, że ludzie robili ze mnie homoseksualistę. Eh.. Nie do pojęcia jest ich wyobraźnia, naprawdę. Raz wpisałem swoje imię w przeglądarkę i gdyby nie to, że już jestem siwy, to bym w tamtej chwili całkowicie zbielał, serio!



Padło też pytanie..., czemu jestem dalej sobą? Postacią, jaką dzieciaki poznawały, jaką podziwiały. Chcę dalej być tym kim jestem, bo widzę, kim są ludzie tutaj. Trzeba im trochę utrzeć nosa, by rozweselić to ponure miejsce, prawda? W końcu kiedyś byliśmy dobrzy. No... większość z nas. Ale nie nam oceniać innych kto naprawdę był dobry, a kto naprawdę zły.




Jeżeli masz do mnie pytania - pytaj. Nie gwarantuję, że zawsze na nie odpowiem. Jestem ciekawski więc pytam.

* ~ Powiązania ~ * 

____
Nie mam nic do ukrycia!
Oto i moja pierwsza męska postać na jakimkolwiek blogu grupowym, liczę na wyrozumiałość ;p Nie gryzę, jedynie rzucam śniegiem~ Jacek Frost z bajki Strażnicy Marzeń, stwierdziłam, że tak będzie mi  chyba łatwiej anieżeli na podstawie całej baśni Dziadka Mroza.
Karta pewnie będzie uzupełniana, bo za pierwszym razem nie wiem co wpisać. Co chyba widać...
Liczę, że się dogadamy i polubicie rozrabiakę!
*W tytule Digital Daggers - Still Here*
edit. 19.10 (dodane gify w karcie)

132 komentarze:

  1. [Witamy serdecznie na blogu! ;)
    Fajny ten twój Jack, taki rozrabiaka :D Życzę samych ciekawych wątków i zapraszam do udziału w wątku grupowym (dział "Informacje").
    Ponawiam również prośbę w wyjustowanie tekstu - z pewnością będzie wyglądał estetyczniej ;)
    Dobrej zabawy!]

    Administracja

    OdpowiedzUsuń
  2. [Witam ten mroźny wulkan pozytywnej energii, życzę weny, udanego pisania i zapraszam do mojej Roszpunki!]

    Lambley Holly

    OdpowiedzUsuń
  3. [Dlaczego tu tak cicho? :(
    Uwielbiam Jacka, to jedna z moich ulubionych postaci bajkowych. Miałam kiedyś z jednym fajne powiązanie, ale na innej mojej postaci. Mimo to zapraszam, co prawda ostatnio ja i czas się nie dogadujemy, ale na pewno damy radę coś razem napisać ;)]

    Nadine

    OdpowiedzUsuń
  4. [No i witam. Może trochę późno, ale lepiej niż w ogóle! :D Na początek jeszcze dodam, że życzę udanej zabawy na blogu.
    Jack wyszedł ci ciekawie, nawet tak sobie go wyobrażałem. Mały biały chochlik który jak chce, to się pobawi w rzucaniem śnieżkami. ;) Trochę egoistyczny chłopaczek, ale i tak przez wszystkich kochany. Najlepiej to oddaje jego 'wywód' w karcie. :-]
    Co mi pozostało? Chyba tylko zaprosić na wątek. Masz do wyboru pesymistkę wendigo lub diabła z rozterkami emocjonalnymi. :x]

    Faith & Lucifer

    OdpowiedzUsuń
  5. [Myślę, że dobrym pomysłem może być "rozweselenie" Faith. Jack były jej ciekaw, pragnął, aby odepchnęła swój pesymizm. Jednak ona stało się wendigo, bo miała depresję...]

    Faith | Lucifer

    OdpowiedzUsuń
  6. [Ten pomysł brzmi nieźle, ale licz się z możliwością oberwania patelnią w łeb przez Jacka. Nie bez powodu moja długowłosa dba tak o swoje bezpieczeństwo w domu - paranoja na punkcie włamywaczy to nie chleb powszedni, więc używa też przeciw nim rozwiązań siłowych xD]

    Lambley Holly

    OdpowiedzUsuń
  7. [No i widzisz. Zycie toczy się tu swoim rytmem. Wpadam po takim czasie się przywitać. Ale to ze mnie taki paskudny autor. Mam nadzieję, że jednak znajdziesz kilka wątków, które ci się spodobają. Jak ja ;D Mimo że dużo osób się nie udziela, to wciąż gdzieś tam oddychamy. Spóźnione witaj w szeregach!]

    Jefferson

    OdpowiedzUsuń
  8. [Ja i mój refleks... ;) Witam Cię serdecznie z tym "małym" opóźnieniem i życzę dużo dobrej zabawy na blogu, no i rzecz jasna wątków, bo coś pusto tu u Ciebie (a taka sympatyczna postać!). Jeśli masz chęć (i cierpliwość) to zapraszam również do siebie. :)]

    Victor

    OdpowiedzUsuń
  9. Holly w ostatnim czasie przeżywała nerwowy okres w swoim życiu. Praca dostarczała jej niespodziewanie dużo stresu - ze względu na większe lub mniejsze napięcie w gronie pedagogicznym szkoły - a i życie prywatne nie pozostawało dłużne, bo biedna Długowłosa po raz kolejny pokłóciła się z Willem który nie chciał jej dać spokoju. Również informacja o przybyciu jej znienawidzonej macochy-wiedźmy do miasta nie poprawiała humoru Roszpunce, która mimo braku jakiejkolwiek konfrontacji z Gertrude żyła w ciągłym stresie przed możliwym spotkaniem. Sytuacja ta podkręciła więc jej paranoję dotyczącą bezpieczeństwa w mieszkaniu - kolejne minuty zmykały w miarę sprawdzania zamka nie sześć, a osiem razy. I wszystko miało się stopniowo uspokoić i powrócić do normalności, gdyby nie... No właśnie. Niespodziewany gość.
    Holly jak wryta obróciła się powoli na pięcie, słysząc głos za swoimi plecami. Widząc stojącą tam postać krzyknęła z zaskoczenia i zrobiła pierwszą rzecz, która przyszła jej do głowy - chwyciła patelnię stojącą na komodzie (to, dlaczego przedmiot ten znajdował się w tym a nie innym miejscu autorka zachowa już w sekrecie) i rzuciła naczyniem w stronę próbującego się przywitać Frosta.
    Głowa Roszpunki wykonała szybki rachunek i rozliczenie z tego, gdzie po ostatnim napadzie schowała broń w postaci najprostszego glocka - i choć mogło to być dość drastyczne rozwiązanie, to głowa Holly nie myślała teraz racjonalnie, przejęta paniką. W stresie jednak nie mogła przypomnieć sobie o miejscu ukrycia swojego arsenału więc chwyciła kolejną rzecz, którą miała pod ręką - długą parasolkę, którą drżącymi dłońmi podniosła do góry by mierzyć ostrym końcem w stronę Jacka. Przełknęła ślinę, w końcu odzywając się nerwowym tonem, który dawał do zrozumienia że kobieta nie bardzo zaufała stwierdzeniu o bezpieczeństwie:
    - Kim jesteś, co tu robisz i jak tutaj wlazłeś?! - zapytała głośno pełnym wyrzutu i niepewnym głosem, odsuwając się o krok do tyłu, by jej plecy napotkały się z zimną ścianą - Odpowiadaj bo zadzwonię po policję! - wykonać ten telefon miała zamiar i tak, bez względu na charakter odpowiedzi nieproszonego gościa. Już raz ktoś włamał jej się do mieszkania, i cóż... nie wyszedł z tego cały, zupełnie jak psychika Roszpunki.

    Roszpunka

    OdpowiedzUsuń
  10. - Tobie zaraz wypadną zęby i to nie za sprawą kwiatków - warknęła poważnym tonem, zaciskając długie palce na dzierżonej w dłoniach parasolce. Holly po chwili jednak westchnęła ciężko, odkładając "groźny" przedmiot z powrotem na jego miejsce i nerwowym ruchem przecierając oczy. Słysząc imię i nazwisko po części domyśliła się, z kim ma do czynienia - ledwie przed tygodniem, podczas pracy w szkole jedna z jej koleżanek z przybytku imienia Andersena żaliła się z idiotycznych figli, które spotkały ją w ostatnim czasie. I mimo, że Roszpunka nie dałaby sobie uciąć za to głowy to była prawie pewna, że podczas tamtej rozmowy padło właśnie nazwisko Frosta. Może i było to nieco lekkomyślne - i zupełnie niepodobne do jej zwyczajów - skreślanie zagrożenia jedynie po swoim domyśle - ale szczerze mówiąc jasnowłosa nie miała sił na wypędzanie nieproszonego gościa ze swojego mieszkania. Prędzej czy później i tak wyjdzie, a ona niezmiennie miała pracę do wykonania - dlatego też postanowiła, nie przejmując się zaistniałą sytuacją, usiąść przy niewielkim biurku zasypanym przez różnorakie papiery i otworzyć jedną z teczek, w której kryły się różnorakie, szkolne wnioski tylko czekające na ich wypełnienie i wysłanie.
    - Nie chcę być niemiła - zaczęła, ściągając buty ze stóp i wyciągając z kolorowego kubeczka jeden z najprostszych długopisów. Podniosła głowę, siląc się na miły, acz zmęczony wyraz twarzy - Ale chyba naprawdę nie mam czasu na te zabawy.

    Roszpunka

    OdpowiedzUsuń
  11. [Witaj drogi Jacku, też mam taką nadzieję. <3]

    Alice

    OdpowiedzUsuń
  12. [Wreszcie się powoli ogarniam, więc jeśli nadal jesteś chętna na wątek - to możemy coś kombinować. :)
    Jeśli masz jakiś pomysł - to dawaj śmiało.
    Jack i Victor to w sumie takie trochę przeciwieństwa, więc może być ciekawie i dość wesoło kiedy będą próbowali się dogadać. O ile rzecz jasna Jack wytrzyma skrajny pesymizm Victora... ;)]

    Victor

    OdpowiedzUsuń
  13. [To świetnie :)
    Zdecydowanie będzie wesoło. Skoro tak to można by w ten sposób zacząć. Victor niestety życia towarzyskiego (i w ogóle życia prywatnego) praktycznie nie ma, więc ciężko go spotkać poza pracą (i tajnym laboratorium). No chyba że ma gorszy dzień i postanawia się upić, wtedy można go spotkać w jakimś barze (najpewniej w Trip Trap). Ewentualnie poszedłby gdzieś porozmyślać nad sensem życia i akurat Jack przerwałby mu jego użalanie się nad sobą i tym jaki to cały świat jest zły. ;) To już jak wolisz. :)]

    Victor

    OdpowiedzUsuń
  14. [Ła. Jestem zła. Wybacz za spóźniony odpis.
    Dziękuję za przywitanie. <3 Miało mi, że Jim Ci się podoba [i gif]. :P
    A jeśli chodzi o wątek - chętnie! Twój Jack jest bardzo sympatyczny (i młodziutki), a to pewno to polepszy nasz wątek. Może masz jakiś pomysł?]

    Jim & Alice

    OdpowiedzUsuń
  15. [To Jack chodzi jeszcze do szkoły? :O W takim razie jasne, w porządku. Może jeszcze na dodatek, Jimowi Jack będzie przypominać Pinokia (którego zresztą nienawidzi?). :P]

    Jim

    OdpowiedzUsuń
  16. [W takim razie zgadzam się. :) Aktualnie jestem zajęta, więc byłoby mi to na rękę, abyś to Ty zaczęła wątek.]

    Jim

    OdpowiedzUsuń
  17. [Dziękuję za powitanie i miłe słowa! Jak najbardziej mam chęć na wątek, Wendy przyda się jakiś przyjaciel, z którym będzie mogła się rzucać się śnieżkami! Ogółem może czasami zamęczać Jacka rozmowami na temat jej przyszłości w apartentowcu Woodlands i jaka to ona znana nie będzie, bo przyda jej się taki ktoś. O ile Jack nie ma nic przeciwko. :)
    I wpakowałabym ich w jakieś tarapaty. Może zadarliby z jakąś wiedźmą i musieli przed nią uciekać? :)]

    Wendy

    OdpowiedzUsuń
  18. [Ja bym założyła, że znają się już od jakiegoś czasu, mogli się poznać nawet w szkole, bo Wendy jest zaledwie o rok starsza. I jakoś tak trzymaliby się ze sobą, Wendy pewnie dlatego, że Jack pod pewnymi względami przypomina jej Piotrusia. (Tak, wiem, że to paskudne z jej strony). A że w Nibylandii wiele się działo, zapewne nie miałaby nic przeciwko robieniu kawałów różnym, mniej lub bardziej niebezpiecznym osobom. Wiedźma należałaby do bardziej niebezpiecznych. ;)]

    Wendy

    OdpowiedzUsuń
  19. [Byłabym wdzięczna, gdybyś Ty zaczęła. :)]

    Wendy

    OdpowiedzUsuń
  20. Już na początku ich znajomości Wendy dostrzegła, że Jack Frost przypominał Piotrusia Pana: obaj uwielbiali się bawić i latać. Głównie z tego względu postanowiła się z nim zaprzyjaźnić, co przyznawała z trudem, ponieważ bardzo polubiła Jacka. Był pozytywny, zabawny i zawsze wiedział, jak wywołać uśmiech na jej ustach. On też ją polubił, chociaż Wendy nie była do końca pewna za co. Na pewno nie za jej umiejętności walki na miecze.
    Praca sprzątaczki nigdy nie należała do jej wymarzonych i bardzo ją męczyła, ale Wendy wiedziała, że musi jakoś zarobić na swoje utrzymanie. Kiedy w końcu skończyła sprzątać ostatni pokój, z ulgą przebrała się w swoje ubrania i wyszła z budynku z silnym postanowieniem, że znajdzie sobie nową, lepszą pracę.
    Widok Jacka zwisającego z drzewa nie zdziwił jej ani trochę: chłopak już kilka razy tak na nią czekał, zdążyła się przyzwyczaić do jego dziwnych i nietypowych nawyków. Na jego widok uśmiechnęła się szeroko.
    - Cześć, Jack - zawołała wesoło i podbiegła do niego. - Długo już tu czekasz?

    Wendy

    OdpowiedzUsuń
  21. Przepraszam, że z takim opóźnieniem odpisuję, ale mnie nie było. A potem myślałam, że blog padł. Ale jestem i dziękuję ślicznie za miłe powitanie.
    Na wątek chętnie wpadnę - ogień i śnieg... to się zapowiada wesoło. :D

    Arman

    OdpowiedzUsuń
  22. [Nadrabiam blogowe zaległości, więc witam serdecznie i jeśli masz chęć, to zapraszam serdecznie Twojego psotnika na wątek. :)]

    Joe Black

    OdpowiedzUsuń
  23. [Szalenie mi przyjemnie, że Jack postanowił nas powitać. I ciekawe, że pozostał sobą, nawet tutaj, w świecie, gdzie wszystko się zmienia. Z tego, co pamiętam, Calineczka nie znosiła zimy, była przekonana, że zima wiąże się tylko ze śmiercią, głodem i zimnem. Nawet zaśpiewała o tym piosenkę staremu kretowi! https://www.youtube.com/watch?v=ixygixD28ns Myślę, że taka konfrontacja byłaby ciekawa, Jack mógłby udowodnić, że śnieżki nie są takie złe!]

    Cedrica Pebble

    OdpowiedzUsuń
  24. [Dzięki za powitanie :) Uwielbiam Jacka z bajki, dlatego ciesze się bardzo, że "w całości" przeniosłaś go do świata rzeczywistego.
    Rebel, jest raczej złośliwa i nie potrafi się dobrze bawić. A nawet jak już się komuś uda ją rozruszać, to udaje, że tak nie jest. Mimo to chętnie bym ją zapoznała z Jackiem. Byłby jak promyczek światła, w jej ponurym życiu;) Co myślisz?]

    Rebel Harper

    OdpowiedzUsuń
  25. A to jest bardzo fajny, zabawny pomysł. Nawet nie musiał tego robić celowo, po prostu działał by w ten sposób na otoczenie, co by go niezmiernie irytowało. A co za tym idzie pewnie byłby dość zły na Jacka za tą jego zabawę, więc generalnie jestem za! :D Tylko jak by się w takim razie spotkali? Arman by jakoś wyśledził Twojego psotnika i postanowił się z nim rozmówić, czy to raczej Jack by się przesadnie interesował?

    Arman

    OdpowiedzUsuń
  26. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  27. [Hm... Może ty zarzuć jakimś pomysłem, bo mi jedyne, co przyszło do głowy, to że mogłaby przejechać się na tyłku na zrobionym przez Jacka lodzi ^^; hehe]

    Rebel

    OdpowiedzUsuń
  28. [Jestem ZA!:) To, co może zaczniesz?]

    Rebel

    OdpowiedzUsuń
  29. Wiatr niósł ze sobą ukojenie. Ciemność schronienie. Cisza wolność. W uszach słyszała szum morskich fal i śpiew morskich stworzeń. Gdy zamykała oczy przez krótki moment mogła udawać, że nadal jest na dnie oceanu, mimo, że zamiast morskich prądów, to wiatr długimi palcami przeczesywał jej srebrne włosy. W tej krótkiej chwili, zawieszonej gdzieś na krawędzi nocy i dnia, mogła się odprężyć i odnaleźć spokój.
    Życie na powierzchni, w tym nowym, dziwnym świecie wprowadzało wiele zmian, na które nie była gotowa. Bardzo szybko miała dość swojego małego mieszkanka, na które powoli przestawało ją stać. Głośnych sąsiadów, tłocznych ulic. Pragnęła przestrzeni nieograniczonej żadnym budynkiem. Pragnęła przemierzać kilometry, nie obawiając się, że na kogoś wejdzie, albo że któryś z tych kolorowych pojazdów ją staranuje. Chciała pływać! Unosić się na wodzie! Pozwolić, żeby fale ją pochłonęły, objęły czule i poniosły ze sobą. Nie miała już jednak ogona, tylko parę nóg. Nie mogła już żyć podwodą i pływać w bezkresnym oceanie, biegała więc. Tylko dzięki porannym przebieżką, gdy ulice były wyludnione, była wstanie zdzierżyć cały dzień w czerech ścianach. Delektowała się uczuciem wolności, pędem tętniącym w żyłach, kiedy nagle straciła grunt pod nogami. Gdy ścięło ją z nóg ogarnęło ją obrzydliwe uczucie bezwładności. Zanim jednak jej tyłek gruchnął o ulicę podtrzymały ją i postawiły do pionu silne, męskie dłonie. Mężczyzna, chłopiec, czy duch, nie była pewna, kogo ma przed oczami.
    – Cześć... ? – Wyciągnęła słuchawki z uszu i odpowiedziała niepewnie na jego entuzjastyczne powitanie. Chciała podziękować za ratunek, pochwalić za wyczucie czasu, ale w porę dodała dwa do dwóch. – Chwileczkę! Jakie dziękuje! Ja, wcale nie dziękuje, wręcz przeciwnie domagam się przeprosin. Czy to nie ty – zamachała dłońmi szukając odpowiedniego określenia – wytworzyłeś ten ló... !!! – Znowu prawie fiknęła do tyłu, żeby się ratować złapała kurczowo ramię unoszącego się przed nią chłopaka. Chłopaka, którego przecież przed chwilą beształa. Gdy sobie to uświadomiła od razu go uwolniła odskakując do tylu i w tej samej sekundzie ponowie straciła równowagę, i ponownie uczepiła się przybysza, tym razem obejmując go mocno za szyję. – Zabierz mnie stąd – warknęła próbując ukryć zażenowanie.
    Rebel

    [No to pierwsze koty za płoty ^^]

    OdpowiedzUsuń
  30. Śmiał się z niej! Nie mogła w to uwierzyć. Gdyby nadal była wiedźmą, gdyby miała swoją moc, to by jednym skinieniem palca zamieniła go w konika morskiego! A tak, mogła go jedynie zmrozić wzrokiem, ale widać albo tego nie zauważył, albo całkowicie zignorował. Skłonił się przed nią teatralnie, co utwierdziło ją w przekonaniu, że się z niej naśmiewa.
    – Nie lubię tłumów. – Wyjaśniła oschle. – A ty, mroźny chłopcze, często nad ranem latasz po ulicach miasta, szykując dla niczego nieświadomych przechodniów śmiertelne pułapki?
    Powietrze dookoła Frosta było tak zimne, że ich oddechy zmieniły się w srebrne obłoki. Pomimo że temperatura obniżyła się o kilkanaście stopni, nie odsunęła się od niego, żeby go nie urazić.
    Rebel

    OdpowiedzUsuń
  31. [Dziękuję bardzo za miłe powitanie mojej drugiej postaci. :)
    Co do wątku - to mamy już bardzo fajny i zabawny pomysł na wątek z moją drugą postacią, więc myślę, że nie ma co kombinować na dwa wątki.
    Co do początku - myślę, że skoro historia wychodzi jakby od Armana, to zacznę ja. Aczkolwiek początek podeślę w poniedziałek, bo jutro mnie nie będzie. Mam nadzieję, że może być? :)]

    Shiva & Arman

    OdpowiedzUsuń
  32. Rozbawienie, jakie wywołała jego odpowiedź ulotniło się natychmiast, kiedy zapytał o jej tożsamość. Chwilę wcześniej ledwo powstrzymywała się od uśmiechu, rozbrajała ją jego szczerość i zakłopotanie, teraz wypełniał ją chłód jak w tedy, kiedy mieszkała na dnie oceanu.
    – Nie dziwie się, że mnie nie kojarzysz – zaśmiała się gorzko. – Docześni niezbyt pochlebnie mnie przedstawiają. Obecnie Rebel Harper – wyciągnęła do niego dłoń. – W krainie Baśniowców znana jako Morska Wiedźma.
    Mimo że jej twarz pozostała niewzruszona czekała na jego odpowiedź z bijącym sercem.
    Niesamowite jaki wpływał na nią miał ten świat. Była tutaj dopiero do niedawna, a już stawała się bardziej "ludzka". Budziły się w niej uczucia, których wcześniej nigdy nie odczuwała. A może nie pozawalało sobie ich odczuwać? Przerażało ją z jak niezwykłą łatwością przenikały przez jej pancerz.
    Rebel

    OdpowiedzUsuń
  33. Lepiej że jej nie kojarzył. I tak nie była sobą, odkąd pozbawili ją mocy - jedynej rzeczy, która ją definiowała. W sloganach reklamujących Fabletow mówiono, że to miejsce, gdzie można zacząć od nowa, niezależnie kim wcześniej się było. Nie była w mieście zbyt długo, ale już wiedziała, że to wierutne bzdury. Równość i brak uprzedzeń można było wsadzić między bajki. Heh. Ci, którzy mieli przydatne umiejętności bogacili się szybko, reszta egzystowała życiem Doczesnych.
    Podobało jej się, że Jack zachował swoje zdolności. Ktoś taki, kto łączyłby ją z dawnym życiem, z krainą Baśniowców wydał jej się przydatny, tym bardziej, że nowe życie niezwykle szybko ją zmieniało. Postanowiła się do niego zbliżyć. Niestety nie była w tym zbyt dobra. Spojrzała mu prosto w oczy i spróbowała się uśmiechnąć. Kąciki jej warg lekko się uniosły, jak dawno nieoliwiony zamek. Wyszczerzyła zęby i powiedziała najbardziej przyjaźnie, jak potrafiła:
    – Stary? Mogłabym nazwać cię różnie, ale na pewno nie powiedziałabym, że jesteś stary – zaskrzeczała.
    Rebel

    OdpowiedzUsuń
  34. – A są tu smoki? – Spytała pozwalając mu się poprowadzić przez zdradziecki teren.
    Nigdy nie widziała prawdziwego smoka. Nawet w ich dawnym świecie były prawie na wymarciu. Wszystko przez tępych rycerzy, próbujących zyskać sławę, lub popisać się przed głupiutkimi księżniczkami. Kto wyznaczał, która postać w opowieści była zła? Dlaczego ci którzy polowali i uśmiercali niewinne stworzenia, byli nazywani bohaterami, podczas gdy tacy jak ona czarnymi charakterami? Czym tamci byli od niej lepsi? Bo zasłaniali się czymś takim jak powinność i honor czyniąc zło?
    Poczuła gniew, ale szybko przepędziła nieprzyjemne myśli. Nie chciała odstraszać nowego znajomego.
    – Czy to możliwe, że do krainy Doczesnych przedostał się jakiś? Widziałeś kiedyś smoka? – Była podekscytowana taką możliwością. Sama raz tylko widziała smoka. I nie tyle jego, co jego dostojny przelatujący kształt na tle jaśniejącego księżyca.
    Rebel

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [Haha^^; Właśnie to zauważyłam:"Nigdy nie widziała prawdziwego smoka" i "Sama tylko raz widziała smoka". Sorki *zażenowana* ]

      Usuń
  35. [Hej ;) A co chcesz być faworyzowany? Biorąc pod uwagę sympatię Oberona względem psotnika Pucka, to byłoby to bardzo prawdopodobne. :D
    Ukłony bardzo wskazane, więc dziękuję!]

    Oberon

    OdpowiedzUsuń
  36. [I to bardzo chętnie ^^
    Myślę, że może powstać coś interesującego, bo jak przeczytałam Jack ma niespożyte zasoby energii, a moja kotka jest raczej opanowaną osóbką (co nie znaczy, że nie potrafi się dobrze bawić 8) ).
    Jakieś pomysły? C:]
    Mao

    OdpowiedzUsuń
  37. [Ba, nawet +100 do lansu. xD
    Myślę, że możemy sobie ułatwić by nasi panowie już się znali. Jack ma korzenie w angielskim folklorze, ja się opieram na celtyckich legendach, więc de facto również angielskich, więc akurat. Może jeszcze w świecie baśni, Jack czasem bywał w królestwie (albo i na dworze) Oberona. Mogli by się znać, ale na przykład dość formalnie na zasadzie gospodarz - gość. A teraz w Fabletown można by w wątku ich zapoznać trochę nieformalnie. Tylko tu zależy czy masz ochotę na wątek bardziej poważny, może nawet trochę mroczny, czy w bardziej lekkich i wesołych klimatach (bo wbrew pozorom Oberon ma poczucie humoru i to dość dziwaczne ;)). To już do wyboru do koloru. :)]

    Oberon

    OdpowiedzUsuń
  38. [O tak! Hahaha, ja to chcę zobaczyć! xD
    No to ja proponuję coś takiego. Znajomość z czasów baśni tak jak ustalałyśmy na zasadzie gospodarz - gość, a w Fabletown dałabym im pierwsze spotkanie (w końcu Jack jest podróżnikiem, a Oberon tu jest od stosunkowo niedawna). Czyli nie będą musieli się poznawać, bo w gruncie rzeczy oficjalnie się znają, ale prywatnie będą mieli okazję dopiero się poznać. Takie dwa w jednym. Co Ty na to?
    Zostaje tylko pomysł na pierwsze spotkanie. Oberona świat ludzi nie interesuje i raczej traktuje Fabletown jak zło konieczne niż ciekawe miejsce. Z drugiej strony nie wiem czy Jack miałby nagłą chęć wpaść w gości ot tak bez zapowiedzi. Myślę, że można byłoby ich najpierw jakoś przypadkowo spotkać, a potem coś w stylu "Jack w świecie baśni byłeś często moim gościem, więc jesteś u mnie tak samo mile widziany jak wszyscy moi poddani i tak dalej" w domyśle "wpadaj kiedy masz ochotę". ;)
    Brakuje mi chyba tylko pomysły na miejsce i okoliczności pierwszego spotkania, może Ty coś masz? :)]

    Oberon

    OdpowiedzUsuń
  39. Rebel odkąd tu przybyła nie zamieniła z nikim, aż tylu słów. Mimo, że znaleźli się na bezpiecznym gruncie, z dala od lodowej pułapki, którą nazywał zabawą, Jack nadal "szedł" obok niej, uśmiechnięty i zrelaksowany, jakby czerpał przyjemność z jej towarzystwa, choć - dobrze o tym wiedziała - marny był z niej kompan. Nie przyznałaby się do tego przed nikim, ale jego urok powoli zaczynał na nią działać. Nie mogła powstrzymać cisnącego się na usta uśmiechu. Jak na "kogoś od lodu" Jack skutecznie potrafił roztapiać mury w okół innych.
    – W sumie, ja jestem tą od wody... – próbowała zażartować. – Wiesz, od wody do lodu niedaleko.
    Rebel

    OdpowiedzUsuń
  40. [Całkiem fajny pomysł, który można ciekawie rozwinąć :D
    A co gdyby Jack poślizgając się na lodzie zrobił sobie krzywdę np. skręcił sobie kostkę? A Mao jaka pechowy i zagubiony kotek moglaby jeszcze bardziej się zdenerwować, i zabrać Jacka do swojego mieszkania, gdzie próbowałaby się dodzwonić (bezskutecznie) do lekarza?]
    Mao

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [Bardzo chętnie :)
      Tylko jedno pytanko: wolisz, abym pisała w pierwszej czy trzeciej osobie?]
      Mao

      Usuń
    2. [No problem! Niedługo się pojawi ^^]
      Mao

      Usuń
  41. [Można tak zrobić. Całkiem fajna myśl i może być wesoło. :)
    To w sumie chyba już z grubsza mamy ustalone co trzeba. Jeszcze coś kombinujemy czy lecimy z wątkiem? I kto zaczyna?]

    Oberon

    OdpowiedzUsuń
  42. – Hahaha...! Nie. – Odpowiedziała krótko nagle urywając śmiech. Wytrąciła śnieżną kule z jego dłoni. – Jak mam się mierzyć z kimś kto lata, włada zima, a na dodatek myślą jedynie jest w stanie sprawić że w jego dłoni pojawi się idealnie ukształtowana śnieżka? – Wyjaśniła bez żadnej złośliwości. Nie mogła się z nim równać, szczególnie teraz kiedy była tylko człowiekiem. – Może gdybym miała swoje moce... – Westchnęła ciężko, a z jej ust wydobył się kolejny obłoczek. Milczała chwilę pogrążona we wspomnieniach życia, które zostało jej zabrane.
    – Lodowisko! – niespodziewanie obróciła się stając twarzą w twarz z sunącym za nią Jackiem. – Następnym razem zabierz mnie na lodowisko! Widziałam kiedyś jak ludzie suną po tafli zamarzniętego jeziora na tych.... Jak one się nazywają? Łyżwach. Wydawało mi się w tedy że pływają. – W jej ciemnych jak morze podczas sztormu oczach pojawiły się iskierki podniecenia. Uśmiechała się, co rzadko jej się zszarzało.

    Rebel ^^

    OdpowiedzUsuń
  43. Obwiązała pasiastym szalikiem szyję po raz kolejny, zasłaniając przy tym zaczerwienione policzki. Była jesień, ale nie podejrzewała, że na dworze jest aż tak zimno. Oczywiście znowu zapomniała wziąć rękawiczek ze stołu, przez co starała się ochronić swoje palce, chowając je w głębokich kieszeniach żółtego płaszcza. Brakowało tylko, by zaczęło padać - w końcu parasola też nie miała przy sobie. A wyszła tylko po kawę. Potrzebna jej była tylko paczka najzwyczajniejszej na świecie kawy. Nawet nie zorientowała się, gdy wszystkie zakupy ledwo spakowała do trzech siatek. W końcu nigdy nie wiadomo, kiedy zabraknie cukru wanilinowego lub czekolady do kolejnych muffinek.
    I ten dzień nie byłby wcale taki zły jak zawsze, gdyby nie to, że po potrąceniu dziewczyny przez przypadkowego chłopaka, plastikowe siatki nie utrzymały ciężaru składników do wypieków kotki. Zresztą winowajca też nie wyszedł na tym najlepiej. Mao usłyszała za sobą cichy jęk. Od razu odwróciła się w kierunku tajemniczej osoby i rzuciła się na nią ze szczerymi przeprosinami.

    [Wybacz mi za to, że tak długo musiałaś czekać, ale zostałam zawalona obowiązkami :')]
    Mao

    OdpowiedzUsuń
  44. [Ta Eleonora mnie rozwaliła :) skojarzyła mi się z ropuchą Nawila.]
    – Kiedy w planach masz zamrożenie jeziora? Podaj datę, a się dostosuję. Nie mam żadnych znajomych w mieście. W sumie odkąd się przeprowadziłam rozmawiałam tylko z właścicielem lokalu, internetowym konsultantem, dostawcą pizzy i tobą. – Zmierzyła go wzrokiem, zatrzymując spojrzenie na jego jowialnej twarzy. Poczuła ciepło w piersi, położyła dłoń w tamtym miejscu i powiedziała, co właśnie sobie uświadomiła: – Myślę, że jesteś moim pierwszym przyjacielem ...tutaj.
    A może w ogóle, dodała w myślach uśmiechając się pod nosem.
    Dobrze się czuła w jego towarzystwie. Spacerowi już dobrą chwilę, a jeszcze ani razu, od chwili jej niedoszłego upadku, nie chciała zrobić mu krzywdy. Ba! Od dawna tyle nie gadała, i na dodatek czuła zadowolenie, z samej sposobności rozmowy. Niebywałe.
    – Co ty na to? – wyciągnęła do niego dłoń gotowa naprawdę się z nim zaprzyjaźnić.
    Była wiedźmą morską, samotnikiem, tą ZŁĄ. Miała już dość grania roli, która została jej przydzielona. Bo, czy naprawdę istnieje ktoś całkowicie zły, albo nieskazitelnie dobry?

    Rebel

    OdpowiedzUsuń
  45. [Pewnie, zawsze w trakcie wpadają dodatkowe pomysły. :)
    Jasne, postaram się coś niedługo podesłać.]

    Oberon

    OdpowiedzUsuń
  46. [Oczywiście, że się znamy. :D Witam ponownie, masz jeszcze chęć na wątek po mojej zmienionej wersji Świerszcza? ;)]

    Świerszcz&Ala

    OdpowiedzUsuń
  47. [Tylko pozostaje pytanie, co by Jacka zaintrygowało w Jimie? ;)]

    Jim&Alice

    OdpowiedzUsuń
  48. [Haha, podglądał przez okno, gdy Jim zdenerwowany chodzi z papierosem w buzi w te i z powrotem? :D Najlepiej w swoim gabinecie, haha, może być zabawnie. ;)]

    jim&alice

    OdpowiedzUsuń
  49. [ O rany, jakie urocze powitanie! <3 Strasznie mi miło, że tak przyjęłam Cię historią mojej Scarlet, to naprawdę duży komplement. A sama Scarlet na pewno chętnie przytulasa przyjmie! :)
    Jack to taki promyczek słońca, chociaż to może nie najszczęśliwsze porównanie, więc wątek z nim na pewno będzie świetny. :D Masz może jakiś pomysł? ]

    Scarlet

    OdpowiedzUsuń
  50. [JACK FROST!
    Dziękuję bardzo za przekochane powitanie i koniecznie piszę się na wątek, jeśli oczywiście masz na to ochotę :D Bo Jack to taka kochana postać, nie chcę przepuścić okazji. Tylko, hm, nie bardzo wiem jak by ich powiązać.]

    Tiana

    OdpowiedzUsuń
  51. [Cześć!
    Z jakimś Jackiem pisałam, ale to dawno było i nieprawda, więc zapewne faktycznie nie miałyśmy sposobności. Trzeba to nadrobić :)]

    Esmeralda

    OdpowiedzUsuń
  52. – Jasne, czemu nie.
    Spodziewała się innego terminu niż teraz, ale może to i lepiej, gdyby dotarła do domu i zaczęła myśleć, szybko później, zmieniłoby się w nigdy. A tak nie miała wyjścia musiała iść na żywioł. No, bo czemu nie? Jeżeli miała ochotę, mogła bladym świtem włóczyć się po mieście w towarzystwie latającego gostka w rajtuzach, który jednym gestem zamieniał ulice w lodową pułapkę śmierci i cały czas uśmiechał się od ucha do ucha, jakby przedawkował antydepresant!
    – TAK!! – Dodawała sobie animuszu. – To prowadź, przyjacielu! – klepnęła go w plecy.
    [ I tutaj nie wiem, czy jej dłoń powinna przez niego przeniknąć jak przez ducha, czy natrafić na zlodowaciałe ciało?]
    rozochocona Rebel

    OdpowiedzUsuń
  53. [Hej, nie miałabyś nic przeciwko temu, gdybym Ci odpisała na wątek w weekend? Mam do zrobienia jeszcze dwie karty (zresztą to widać).
    Mam nadzieję, że mnie zrozumiesz]

    Jim&Alice

    OdpowiedzUsuń
  54. [Był. Mył u mojej Anci okna, bo go wrobiła :D
    Jak tylko coś wymyślisz to chętnie. Ja jednak niestety w wymyślaniu zawsze byłam słaba, dlatego o wiele bardziej wolę coś zacząć jak podrzucisz pomysł ;)]

    Esmeralda

    OdpowiedzUsuń
  55. [Cześć, cześć! :)
    Drużyna pierścienia czeka... znaczy się, chciałam powiedzieć, że wątek bardzo chętnie. Pomysły? :)]

    - Hagen

    OdpowiedzUsuń
  56. Pisnęła głośno, gdy poczuła, jak białowłosy wypuszcza jej smukłe palce ze swojego uścisku.
    - O boże, o boże - Zakryła dłońmi usta. - Skręciłaś ją? Czekaj pomogę ci wstać.
    Spróbowała go podnieść, wsuwając ręce pod jego pachy, jednak chwilę później zorientowała się, że jest on dla niej za ciężki, a przy okazji może zrobić mu jeszcze gorszą krzywdę. Nagle upuściła chłopaka na twardy chodnik, najpewniej przysparzając mu jeszcze więcej bólu.
    - Przepraszam! - krzyknęła, orientując się, co przed chwilą zrobiła. - O boże przepraszam, jak zawsze wszystko przeze mnie... Jeszcze raz najmocniej przepraszam.
    Wzięła kilka głębokich oddechów i policzyła do dziesięciu. Spojrzała na swoje zakupy załamana, a następnie przeniosła wzrok na chłopaka. Czynność tą powtórzyła kilka razy, a po krótkim namyśle oświadczyła:
    - Moje mieszkanie jest niedaleko. Jeżeli chcesz, mogę cię tam zaprowadzić i zadzwonić po lekarza. Pozwól tylko, że pozbieram zakupy - Uśmiechnęła się zakłopotana.
    Zaczęła ratować to, co jeszcze nadawało się do użycia. Ze smutkiem popatrzyła na rozbite jajka. Nie wiedziała, czy dalej znajdują się one w lodówce, a nie chciała znowu biegać do sklepu po kolejne. Doświadczyła już zdecydowanie za dużo pecha jak na jeden dzień. Po chwili znowu miała siatki wypełnione zakupami.
    - Już - oznajmiła, dalej uśmiechając się przepraszająco. - Teraz tylko musimy postawić ciebie na nogi.
    Mao

    OdpowiedzUsuń
  57. [ Opcja druga jest świetna! <3 Już sobie wyobrażam, jak Scarlet zostaje "zaciągnięta" do zabawy z dzieciakami oraz Jackiem. :D Zacznę, kiedy tylko znajdę chwilkę czasu! ]

    Scarlet

    OdpowiedzUsuń
  58. [Przepraszam, że tyle czekałaś, ale chciałam najpierw skończyć wprowadzanie wszystkich ważniejszych zmian w KP nim wezmę się za pisanie wątków. Wiesz mam taki ambitny plan by rozbudowywać zakładki wraz z wątkami. Chciałam tylko najpierw mieć w pełni ukończoną bazę. Tak więc przepraszam za zwłokę i mam nadzieję, że początek może być. Nie wiedziałam czy wolisz krótsze czy dłuższe, więc się nie rozpisywałam. :)]

    Cisza i spokój lasu działała przyjemnie kojąco. Nawet jeśli ten las nie przypominał prawdziwego lasu, a jedynie smutne zbiorowisko drzew. Oberon rzadko opuszczał swój bezpieczny azyl w Woodlands. Głównie dlatego, że betonowy świat Doczesnych wydawał mu się dziwny, obcy i drażniący. Tym razem potrzebował chwili samotności z dala od domu. I od małżonki...
    Ostatnimi czasy nie dogadywali się najlepiej, a prawie każda rozmowa kończyła się dość ostrą wymianą zdań i kolejnymi nieporozumieniami. Oboje najwyraźniej potrzebowali chwili samotności, nawet jeśli nie było to łatwe. Spacer wśród drzew zawsze był dobrym wyjściem. Wpatrując się w jesienny, kolorowy krajobraz, Oberon od razu czuł się nieco lepiej. Chociaż tym bardziej tęsknił teraz za swoim baśniowym domem, gdzie niemal cały rok panowała piękna i kolorowa jesień, gdzie w szumie drzew słyszał szepty lasu, gdzie wszyscy jego poddani żyli spokojnie i szczęśliwie, nie walcząc o przetrwanie tak jak tutaj. Wolał jednak tą wypełnioną miłymi wspomnieniami nostalgię, od rozmyślania o obecnej sytuacji.
    Z zamyślenia wyrwał go widok wirujących w powietrzu płatków śniegu. Biorąc pod uwagę swój nastrój, Oberon spodziewał się raczej deszczu, albo nawet i burzy, ale nie śniegu. W jego krainie śnieg zawsze padał tylko w chwilach, gdy król elfów pogrążony był w głębokim smutku. A jednak... Z każdym kolejnym krokiem w głąb lasu, płatków śniegu przybywało. Robiło się też wyraźnie chłodniej, a rośliny dookoła były coraz bardziej pokryte szronem. Nie było w tym jednak smutku. Śnieg wesoło wirował w powietrzu, a szron pokrywający rośliny zdawał się tworzyć piękne wzory. Król uśmiechnął się sam do siebie uświadamiając sobie skąd to nagłe zamieszanie pogodowe w środku października i kto był jego przyczyną.
    – Ładnie to tak, panie Frost, nawet się nie przywitać? – odezwał się w przestrzeń, idąc w kierunku, gdzie śnieg padał intensywniej, a zdobiący rośliny szron, zdążył już ustąpić miejsca warstwie śnieżnego puchu. Oberon nie spodziewał się towarzystwa, ale jakoś niespecjalnie przeszkadzało mu spotkanie akurat Jacka Frosta. Nie znał go co prawda zbyt dobrze, ale i tak lubił tego psotnika i jego wizyty na królewskim dworze. Dzięki niemu zima nie kojarzyła się jego poddanym jedynie ze smutkiem. Jack Frost z każdą swoją wizytą przynosił zimę piękną i radosną – pełną wesołych zabaw i cudownych wzorów malowanych mrozem.

    Oberon

    OdpowiedzUsuń
  59. W miejscu, gdzie jego stopy dotknęły wody, z sykiem zmieniała się ona w mlecznobiały lód, który rozrastał się dookoła niego, wzbijając do góry nagle utworzoną w ten sposób mgłę. Moc, kryształowo czysta jak lód, który w migotliwym blasku tworzył się pod stopami Jacka, pulsowała w powietrzu. Mroźny wzór rozrastał się, zapętlał, jakby tafla jęziora była wielką szybą, po której dziadek mróz malował, aż nakładane na siebie pętle zapełniły całą powierzchnie. Rebel zaparło dech w piersi. Miała wrażenie, że z każdy wdechem pochłania uwolnioną energię, a w jej ciele jak płynne złoto gromadzi się magia. Opuszki jej długich palców mrowiły delikatnie.
    Zimny wiatr musnął jej jasne policzki, sprawiając że wykwitły na nich rumieńce, przeczesał srebrzyste włosy dziewczyny. Czuła się znowu potężna i władcza, kiedy więc Jack zapraszająco wyciągnął w jej stronę dłoń bez wahania, z wysoko uniesioną głową, wkroczyła na specjalnie dla niej przygotowane lodowisko. Miała wrażenie, że popłynie po tafli, jak zawodowa łyżwiarka, tymczasem ledwie postawiła długi krok już leżała na plecach, czując nie tylko ból kości ogonowej, która została mocno stłuczona, ale i zażenowanie.
    – Jasna cholera – zaklęła, kiedy próba wstania zakończyła się kolejnym upadkiem. Czerwona i spocona, dysząc ciężko w końcu w kutykularnej pozie stanęła na lekko ugiętych nogach. Z całych sił próbowała powstrzymać rozjeżdżające się na boki nogi. – Musiałeś się aż tak bardzo przykładać. – Bąknęła w stronę Jaka obwiniając idealnie wypolerowany lód o swój upadek. – Ani mi się waż śmiać! – wrzasnęła dostrzegając lekki ruch jego warg.

    Rebel

    OdpowiedzUsuń
  60. [No w sumie nawet jeśli Jack byłby aż tak stary, to i tak Hagen wtedy raczej z tatusiem miał relację raczej dość koszmarną. Za to jeśli Jack potem bywał na dworze mojego tatusia to w sumie można to wykorzystać. Generalnie Hagen został ożywiony jeszcze w świecie baśni, więc jak najbardziej mogli się wtedy poznać. Hagen wtedy co prawda zbyt towarzyski nie był, bardziej taki zbity pieseł po przejściach, więc do śmiechu mu nie było. Chociaż Jack mógł się starać jakoś mu humor poprawić i tak dalej. Z jakim skutkiem to już w sumie wedle uznania, zależy co im w Fabletown wykombinujemy. ;)]

    - Hagen

    OdpowiedzUsuń
  61. Zmarszczyła brwi, nie wiedząc o co chodzi. Po chwili podążyła za wzrokiem chłopaka. Zerknęła na laskę, która spokojnie leżała sobie na boku.
    - Ah! - Zorientowała się kobieta po krótkim rozmyślaniu. - Już ci ją podaję.
    Odłożyła siatki z zakupami i ruszyła w kierunku długiego kawałka drewna. Chwyciła za kostur chłopaka, czując przy tym jak nie nie najprzyjemniejszy chłód rozchodzi się powoli na jej skórze. Zacisnęła jednak mocno zęby i podniosła ją do góry. Podeszła do chłopaka z szerokim uśmiechem na twarzy.
    - Nie codziennie spotyka się białowłosych chłopaków na ulicy... - mruknęła cicho, podając mu laskę.
    Wyciągnęła w jego kierunku dłoń, spoglądając tęsknie na składniki do swoich słodkości.
    - No dobra, trzeba ciebie podnieść z tej ziemi.

    [No nie potrafię wziąć sobie urlopu, no :D]
    Mao

    OdpowiedzUsuń
  62. [Hej, hej! :) Dziękuję i cieszę się bardzo, bo miało być bardzo halloweenowo. :)
    Dziękuję bardzo i również mam nadzieję, że zagrzeję tu miejsce. Postacie mamy praktycznie z jednego kręgu kulturowego, bo u Ciebie Anglia, u mnie Irlandia, więc możemy coś pokombinować. :)
    Tak sobie myślę... Etain pesymistką nie jest (gif świetny!), aczkolwiek dość mroczna jest, więc nie wiem co na to Jack. Chociaż z drugiej strony mimo całej mroczności i upiorności Banshee nie są złe i raczej mają wielkie, tylko złamane, serduszka.
    Skoro Jack chce rozweselać Fabletown to będzie miał problem z wiecznie płaczącą Banshee... :D
    A tak bardziej poważnie. Tak przez chwilę nawet myślałam, że to u niej Jack mógłby wynajmować pokój, ale raczej odpada skoro Etain jest nielegalną wiedźmą. Za to może potrzebowałby jakiegoś zaklęcia, albo małej pomocy w magicznym naprawieniu jakiejś szkody? Do legalnej wiedźmy nie pójdzie, żeby szeryf (i władze) się nie dowiedział, więc zostaje ta nielegalna?]

    Etain

    OdpowiedzUsuń
  63. [Znalazłam i miałam z nich niezły ubaw. :D
    Ojej, jak mi miło, że pomysł Ci się spodobał. A masz może pomysł co takiego mógł przeskrobać? Ona raczej nie jest taką typową czarownicą, co pójdzie zaczaruje i tak dalej. Bardziej by się sprawdziła w jakiś miksturach. Może trzeba by było usunąć pamięć jakimś Doczesnym, którzy byli świadkami wybryku Jacka? Albo jeszcze z innej beczki - Jack narozrabiał, szeryf skonfiskował mu jego laskę i jak tu teraz żyć... By ją odzyskać (czytaj wykraść) mógłby potrzebować w ramach małego oszustwa glamour, który upodobni go do kogoś innego. Albo jeszcze coś innego, choć chyba nie wiem co. :)]

    Etain

    OdpowiedzUsuń
  64. [Dokładnie. I wtedy albo Hagen by jakoś docenił dobre chęci, albo by nie był zachwycony, bo woli samotność niż towarzystwo, zwłaszcza wesołe. Albo nawet można to połączyć. Za towarzystwem nie przepada i raczej by nie był zachwycony wysiłkami Jacka, ale z drugiej strony doceniałby jego dobre chęci. To już jak wolisz. No właśnie na Fabletown jakoś nie bardzo mam pomysł i tu by mi się przydała jakaś inspiracja... :)]

    - Hagen

    OdpowiedzUsuń
  65. Nienawidziła go, za to że tak dobrze sobie radził, mimo że wspierała się na nim całym ciężarem ciała. Ona ledwie nadążała zmieniać nogi, a Jack sunął po lodowisku jakby to był jego naturalny sposób przemieszczania się. Nie chodzenie, nawet nie latanie, ale ślizganie się.
    Zakreślał na lodzie zgrabne ósemki, a w jego oczach czaił się uśmiech.
    Jeżeli pierwsze syreny zostały zrodzone z pieniących się morskich fal, to Jack musiał zrodzić się z beztroskiej radości i śmiechów podczas śnieżnej zabawy, pomyślała.
    Musiał wyczuć, że mu się przyglądała bo odwrócił ku niej twarz i uśmiechnął się szeroko. Szczera radość wyzierająca z jego wejrzenia zaskoczyła ją. Jack był jak mały szczeniak, który rozpływał się ze szczęścia mogąc spędzić z nią trochę czasu. Bycie mile widzianą, to była przyjemna odmiana.
    Odkaszlnęła, bo jeszcze trochę i sama by się uśmiechnęła.
    – Popisujesz się – bąknęła lekko zadzierając do góry mały nosek. – Żadna to nauka. Gdybyś mnie puścił nie utrzymałabym się nawet chwili na lodzie.

    Rebel

    OdpowiedzUsuń
  66. [O, to bardzo mi miło, że udało mi się trafić z pomysłem. :) W takim razie możemy tak zrobić. Tylko co potem? Przydałoby się wymyślić coś jeszcze, żeby na samym interesie się nie skończyło. Jakieś pomysły? ;)]

    Etain

    OdpowiedzUsuń
  67. [Hahaha, brzmi zabawnie, więc czemu nie? Może być fajnie i wesoło :D]

    - Hagen

    OdpowiedzUsuń
  68. [Cześć, dzięki za powitanie :D I tak, tamten cytat to analogia do którejś z wersji "Nieba" Neo-nówki xD (o czym już doskonale wiesz xD)
    Nie wiem jak stoisz z wątkami i czy byłabyś w stanie powątkować z Luckiem :D O ile masz ochotę...ja tam nikogo do niczego nie zmuszam. Tak więc...jeśli masz ochotę to zapraszam do siebie :D]

    Lucyfer

    OdpowiedzUsuń
  69. [Hmmm...tak sobie myślę...właściwie to Lucek to taka złośliwa istota....Mam!
    Może Jack wygłupiałby się i śmieszkował ze znajomymi (a co za tym idzie mógłby rzucać się śnieżkami xD), a Lucek z istnym uporem maniaka "znikałby" im śnieżki mając przy tym naprawdę niezły ubaw.
    Kurcze no...sam nie mam jakiegoś pomysłu...
    Ewentualnie narąbany w trzy dupy Lucek mógłby zaczepić Jacka i namówić na wspólne picie...a że Lucek jest pod każdym względem inny i pierdzielnięty, oraz lubi sobie korzystać z życia pełnymi garściami mógłby się nieco przystawiać do Jacka (jakieś czułe słówka, coś w tym stylu...nic poważnego). Oczywiście chłopak może mu dać za to w mordę :D I odejść obrażony oraz wściekły ;)

    Może być coś z tego? Czy mam może myśleć dalej?]

    Lucek

    OdpowiedzUsuń
  70. [Właściwie to wydaje mi się, że chyba nie trzeba nic więcej ustalać xD
    Byłbym wdzięczny za zaczęcie :)]

    Lucek

    OdpowiedzUsuń
  71. [No i witam po przerwie. :D Wróciłam po długiej przerwie (nieszczęścia w domu :/), mama nadzieję, że wciąż jesteś chętna na ten wątek. ;)]

    Każdy z nich… taki sam… wciąż pieprzyli te same bzdety.
    Baśniowiec czy doczesny - niczym się nie różnią między sobą. Jedni myślą, że górują nad drugimi ze względu na swoje pochodzenie.
    Ale czy to tak naprawdę prawda? Co jeśli ci, którzy czekali na łaskawe przybycie swojego wybawienia, pozostał wyłącznie egoizm z chwilami niewdzięczności? Jim doskonale widział co kryje się w pustych sercach takich ludzi.
    Chodząc podenerwowany po pokoju, zapalił kolejnego z rzędu papierosa. Powoli się uspokajał po swoich nagłych rozmyślaniach, gdy nie wiadomo co i skąd, uderzyło w szybkę jego gabinetu.
    Trzymając wciąż papieros w ustach, podszedł do źródła hałasu, gdzie z wielkim zdenerwowaniem otworzył średniej wielkości okno.
    Rozejrzał się po podwórku, a gdy już to zrobił, całą złość z rana przybyła do niego z podwójną siłą.
    - CO DO CHUJA? – wykrzykując z siebie resztki frustracji, papieros wyślizgnął się z zakrwawionych ust Jima.
    Lodując wśród brudnego śniegu.

    OdpowiedzUsuń
  72. [Fajny ten rozrabiaka, więc jak najbardziej na wątek się skuszę :D]

    Chelsey

    OdpowiedzUsuń
  73. [Mogła wynosić śmieci do konttenera za pubem i tak sobie jakoś podśpiewywała i ją usłyszał :D Ogólnie to nie lubię znajomości od zera, więc dobrze by było gdyby się już znali ;3]

    Chelsey

    OdpowiedzUsuń
  74. [Może Jack znalazł jej kota? Zobaczył wcześniej ogłoszenie o zgubie, oddał pupila i tak jakoś się zaczęło :D]

    Chelsey

    OdpowiedzUsuń
  75. [Byłabym wdzięczna za zaczęcie! :D]

    Chelsey

    OdpowiedzUsuń
  76. [ Tak siedze i myślę... skąd cie znam... A potem sobie przypomniałem, że no przecież z AIC! :D
    I tak sobie myślę, że chyba nieźle nam się pisało i pytanie mam, czy może znów chcesz spróbować coś popisać :D ]

    Faust

    OdpowiedzUsuń
  77. Śpiew był jej swoistym schronieniem, do którego uciekała zawsze, gdy czuła się przytłoczona , zagubiona lub najnormalniej w świecie szukała rozrywki. Miała na swoim koncie wiele piosenek, których melodię wraz z tekstem, skrywały, jedynie cztery ściany, jej niewielkiego pokoju, w którym było więcej muzycznej magii, niż w nie jednej baśni. Dzisiaj nie było zbyt wielkiego ruchu w pubie, więc Chelsey mogła sobie pozwolić na małe przerwy. Choć zmiana nie była męcząca, to czuła się zupełnie wyprana z energii, a jej od rana pusty żołądek stale upominał się o coś do jedzenia. Niestety zmuszona była po drodze do domu wstąpić na zakupy, czego szczerze powiedziawszy bardzo nie lubiła. W kieszeni skrywała zmiętą serwetkę, na której naskrobała parę linijek nowej piosenki, podczas sterczenia za barem. Tego typu napady weny, występowały u blondynki dość często, toteż chwytała, to co znajdowało się pod ręką i zaczynała pisać.
    Lorens wreszcie odetchnęła z ulgą, gdy kasa została policzona, a bar posprzątany. Stale nuciła pod nosem tekst ulubionej piosenki. Dopiero wynosząc śmieci pozwoliła sobie na nieco głośniejszy śpiew. Wrzuciwszy czarny worek, który ledwie zawiązała od nadmiaru śmieci, aż podskoczyła widząc i słysząc niezapowiedzianego przybysza. Wyraźnie się zarumieniła. Nie lubiła śpiewać przy kimś, a gdyby wiedziała, że Jack tutaj jest, nie pisnęłaby ani jednym słówkiem.
    - Uhm…dzięki – rzuciła zmuszając się na delikatny uśmiech. Skrzyżowała ręce na piersi, uważnie obserwując chłopaka. Czuła się delikatnie zażenowana. – Nie ma się czym chwalić, głos jak każdy inny – dodała szybko. Spojrzała na zegarek i cicho westchnęła. Marzyła o gorącej kąpieli i śnie, nie pomijając oczywiście kolacji.
    - W zasadzie to skończyłam już pracę i miałam plan udać się na zakupy, by zrobić u siebie kolację. Skusisz się?

    Chelsey

    OdpowiedzUsuń
  78. Nigdy nie należał do tych grzecznych…no dobra może kiedyś…kiedy jeszcze nie otrzymał wolnej woli. Ale wtedy…ten czas, kiedy był marionetką i wypełniał cudze polecenia był w jego mniemaniu istnym okresem wegetatywnym. Ani śmiercią ani życiem. Był marionetką.
    A teraz? Teraz ma wolną wolę, może robić co chce, po raz kolejny zszedł na ziemię, po raz kolejny uprzykrza ludziom życie.
    Był już nieco wstawiony, kiedy zauważył że do baru przyszedł ktoś nowy. Naprawdę miał pamięć do twarzy i mógłby nawet przysiąc, że pierwszy raz widzi chłopaka na oczy. Wstał ze swojego wcześniej zajmowanego miejsca i przysiadł się do chłopaka.
    - Cześć.- powiedział i nieco się uśmiechnął. W końcu należy zrobić całkiem dobre pierwsze wrażenie.- Co masz taką smutną minę?- zapytał z udawaną troską w głosie. Poprawił nieco swoje włosy i przyjrzał się chłopakowi. W pierwszym momencie nie dałby mu więcej niż osiemnaście lat. Ale wiedział, że w tym mieście wszystko jest możliwe i chłopak w rzeczywistości może mieć nawet sto lat albo i więcej.
    - Jestem Lucjan. A ty?- zapytał. Umyślnie nie przedstawił się jako „Lucyfer”. Poza tym „Lucjan” to też bardzo fajne imię, które mu się cholernie podobało. Czasami kiedy po pijaku dzwonił do Boga to ten właśnie do niego tak mówił. W sumie i jego „ojciec” też tak na niego wołał. Był więc przyzwyczajony.

    Lucyfer

    OdpowiedzUsuń
  79. [ Jak to się mówi... dobrze żarło i zdechło. Też żałują, bo przeciez pare dobrych lat tam spędziłem.
    Pomysłu konkretnego nie mam. Jedyne co mi przychodzi na myśl to ustalenie jakiejś misji, którą Mefisto zleci Faustowi w której może zechcieliby współpracować. Albo może coś w ten deseń ze Jackowi uszkodziłaby się laska (sama oczywiście, nie że niby on uszkodził... bo to zawsze dzieje się samo XD) i odnalazł Fausta i zechciał by Faust ją naprawił. Mogliby wyruszyć w poszkiwaniu jakiegoś elementu niezbędnego do naprawy ]

    OdpowiedzUsuń
  80. Radziła sobie świetnie!
    Uśmiechnęła się lekko przyśpieszając. Wyglądało na to, że Jack nie tylko był władcą lodu i śnieżycy, ale też doskonałym nauczycielem. Puścił ją i pozwolił żeby sama jechała dalej. Nie przewróciła się, przynajmniej nie od razu. Udało jej się przejechać dobre kilka metrów nim odwróciła się w stronę chłopaka cała szczęśliwa i dumna z siebie, w tejże chwili straciła równowagę i padała na lód. Nie wstawała. Leżała na wznak patrząc na błękitne niebo, z którego prószyły delikatne płatki śniegu i delikatnie nieśmiało uśmiechnęła się. Zachichotała cichutko, a kiedy nad nią pojawiła się zmartwiona twarz Jacka nie mogła się powstrzymać i wybuchła perlistym śmiechem.
    – Nic mi nie jest. – Uspokoiła Jacka, który wyglądał na skołowanego. – Nie oszalałam. Jestem szczęśliwa. Udało mi się ujechać. Widziałeś? Jechał chyba z pięć minut!

    [Wracam po nieobecności. przepraszam, ze tak długo mnie nie było :) ]

    Rebel Harper

    OdpowiedzUsuń
  81. [Haha, miło mi to słyszeć. <3]

    Rozglądał się jeszcze przez kilka sekund... do póki nie zauważył latającego gówniarza.
    - HEJ! - krzyknął po raz kolejny, ale tym razem nie tak głośno jak wcześniej. - Tak, do ciebie mówię. - Wyciągnął swoją prawą dłoń za okno, pokazując na nieznajomego dzieciaka palcem. Poczuł po chwili otaczające go zimno.- Czego tu szukasz, smarkaczu, myślisz, że te twoje zabawy mnie śmieszą?

    jim

    OdpowiedzUsuń
  82. [Teraz mam niestety przymusowy urlop zdrowotny, więc jeśli możesz to byłabym wdzięczna za zaczęcie. :)]

    - Hagen

    OdpowiedzUsuń
  83. Lucek pokiwał głową. Szczerze powiedziawszy to Jack mógł do niego nawet „panie” wołać. Albo „diable”, „szatanie”, „antychryście”…miał wiele imion.
    - Może być. Przyzwyczajony jestem do zdrabniania mojego imienia.- powiedział z niejakim tajemniczym uśmiechem. Chłopak nieco mu się spodobał. Był…inny niż większość. Zabawny, być może nawet całkiem nieświadomie znalazł sobie kompana, do różnych głupich rzeczy?- Ale pozwól, że ja twojego imienia nie będę zdrabniał. Bo nie podobają mi się zdrobnienia od twojego imienia.
    Lekko uśmiechał się do chłopaka.
    - A powiedz no Jack, jakie rozrywki lubisz najbardziej?- zapytał. Ciekawiło go to, być może uda mu się rozpoznać w nim jakiegoś baśniowca i wytypować bajkę bądź legendę z której pochodził. Byłoby to dosyć ciekawe doświadczenie.

    Lucek

    OdpowiedzUsuń
  84. [Jejku przepraszam Cię! Dopiero teraz się zorientowałam, że odpis Ci napisałam, ale nie wysłałam. Muszę chyba jakoś lepiej sobie zorganizować pliki z odpisami. Przepraszam raz jeszcze i mam nadzieję, że nadal masz chęć na wątek. :)]

    Spojrzał w górę, w stronę korony jednego z drzew, gdzie na jednej z gałęzi wesoło wisiał Frost. Uśmiechnął się nieznacznie, nieco rozbawiony niecodziennym ukłonem w powietrzu. Absolutnie nie miał również za złe mniej formalnemu przywitaniu i przyjacielskiemu pytaniu Jacka. Może dlatego, że rola króla elfów była całkowicie inna od roli królów w ludzkich krainach. Nawet jeśli Jack był tylko gościem w jego królestwie, Oberon i tak miał do niego podobne podejście jak do swoich poddanych, a nie jak do obcych.
    Przez chwilę zawahał się nad odpowiedzią. Często słyszał to pytanie między ludźmi i nie do końca rozumiał jego sens. Bo też co konkretnego mógł powiedzieć?
    – Dość sporo się wydarzyło. – przyznał w końcu równie ogólnie i niejasno, bo faktycznie musiałby poświęcić sporo czasu na opowieść o wszystkim. Zamiast tego podchwycił raczej kolejny temat.
    – Trochę czasu minęło. – przytaknął, chociaż miał wrażenie, że w gruncie rzeczy wcale nie było to znowu tak dawno. Ledwie kilka, no może kilkanaście krótkich lat. – Co robiłeś przez ten cały czas Jack? Nie sądzę, byś kilka lat przesiedział spokojnie w Fabletown... – dodał nieco przekornie, znając niespokojną i energiczną naturę zimowego psotnika.

    Oberon

    OdpowiedzUsuń
  85. - Ja?- zapytał nieco zdziwiony Lucek.- Lubię spełniać życzenia innych.- uśmiechnął się tajemniczo i pstryknął palcami. Obaj panowie znaleźli się na jednym z Alpejskich szczytów. Było zimno, śniegu po pas i ciemne niebo, na którym było tylko kilka jaśniejszych gwiazd oraz jasna tarcza księżyca. Po chwili jednak Lucyfer znowu pstryknął palcami i znaleźli się w barze.- Jestem takim dżinem z paczki chipsów.- wyjaśnił.
    Właściwie to do dżina sporo mu brakowało…ale fakt dysponował sporą mocą. W końcu władca piekieł…i tak dalej… poza tym też uwielbiał się popisywać o czym większość doskonale wiedziała…lubił też robić wiele nie do końca miłych i przyjemnych rzeczy (dla innych). Ale nie zamierzał się chwalić tym na pierwszym spotkaniu.
    - Dziś jest twój szczęśliwym dzień.- powiedział.- Spełnię twoje dwa życzenia…no a jak ładnie poprosisz to może na trzecie też się załapiesz.- puścił do niego oczko i dopił swojego drinka.

    Lucek

    OdpowiedzUsuń
  86. Nie spodziewał się gości, zwłaszcza o tej porze. Dopijał butelkę wina, niezłego czerwonego wina z Mołdawii. Wolał je od tych Greckich, które w jego mniemaniu były albo zbyt słodkie albo zbyt cierpkie. Pukanie do drzwi, trochę wytrąciło go z zadumy. Siedział sam w pustym, cichym domu niz zastanawiał sie, co teraz powinien z tym wszystkim począć. Odstawił kieliszek i się podniósł.
    Otworzył drzwi, nie sprawdzając nawet uprzednio kto też się dobijał.
    Uniósł brew, przyglądając się obcemu młodziakowi. Jakiś dziwny był.
    - Słucham?
    Miał nadzieje, że smark się pomylił i nie jego szukał. Nie był dziś zbyt rozmowny. Znów trafiła go ta melancholia bo sobie przypomniał, że nie może mieć dzieci a co gorsze że nie ma z kim ich mieć i ze nie chce mu się takiej osoby poszukać. Bo w sumie po co szukać skoro i tak nie może dzieci miec?
    I koło się zamykało.
    - Ochronka dla bezdomnych jest dalej. - mruknął, mając nadzieję, ze młodziak się obrazi i sobie pójdzie.

    OdpowiedzUsuń
  87. Pokręcił z niedowierzaniem głową.
    - Wsadź sobie w dupę tą fajkę. - Jim próbował się uspokoił, lecz nie dał rady. Ostatnimi czasy jego znerwicowanie sięgało zenitu, a najmniejszy zgrzyt w jego otoczeniu powodował że dostawał szału, zmieszaną z dozą paniki. - Nie wiesz, że nie robi się takich rzeczy ludziom?
    Otarł dłońmi twarz. Jeszcze tyle brakowało mu do tego zjebanego dnia.

    jim&set

    OdpowiedzUsuń
  88. Zaśmiała się i pokręciła z niedowierzaniem głową. Że też on miał na tyle siły, by wiecznie być tak szczęśliwym oraz uśmiechniętym. Choć Chelsea należała, do naprawdę optymistycznych osób, to niestety bywały chwile, że nawet ten najmniejszy uśmiech przychodził jej z trudem. Gdy ponownie wspomniał o jej głosie, odwróciła się w jego stronę, a następnie złapała jego usta w dwa palce i delikatnie ścisnęła.
    — Zdecydowanie za dużo mówisz — stwierdziła żartobliwie, a następnie obdarzyła go wesołym uśmiechem. Droga do domu oraz same zakupy nie zajęły im zbyt wiele czasu. Na wejściu powitał ich ukochany kot Chelsey - Figa. Podrapała pupila za uchem, a następnie postawiła zakupy na stole, które od razu zaczęły z jej pomocą odnajdywać swoje miejsca w szafkach. Nie miała jeszcze konkretnego pomysłu co mogłaby ugotować. Podała mu szklankę z sokiem, a następnie oparła się na moment o szafkę.
    — Siedź sobie, a ja się wszystkim zajmę – zapewniła go, a następnie zabrała się za robienie najbardziej wypasionych tostów z jajkiem, bekonem, serem oraz szynką. Nikt nigdy nimi nie pogardził, a sądziła, że Jackie nie miał jeszcze okazji jeść tak bujnego zestawienia składników. Może i nie było to mistrzowskie danie, ale zdecydowanie była to smakowa bomba, której Chelsey nigdy sobie nie odmawiała, nie obawiając się o swoją sylwetkę, której mogło jej pozazdrościć, naprawdę wiele kobiet.

    Chelsey

    OdpowiedzUsuń
  89. [Dzień dobry :)
    Jako że mam bardzo napięty plan, lenia i mało czasu, powiem wprost - mam zamiar jak najbardziej ograniczyć liczbę wątków. I pisać tylko te, które naprawdę będą zacne. Więc jeśli masz jakiś super pomysł - mów, chętnie coś napiszę. Ale niestety jeśli nic nie wymyślimy, będę musiała spasować, właśnie ze względu na czas ;(]

    Gretel

    OdpowiedzUsuń
  90. Zaśmiał się cicho. Rozbawił go…większość to też miała podobne miny, ale kiedy przedstawiał się kim jest, to raczej uciekali gdzie pieprz rośnie. A to tak go bawiło…chociaż i znaleźli się tacy, co to zapragnęli oddać mu dusze w zamian za bogactwa. Tak to wszystko ciekawie wyglądało.
    — Tak to. Mam dobry humor to spełnię twoje dwa życzenia – powiedział i wzruszył ramionami. Czy był jakiś haczyk? Możliwe, możliwe że był i nic z tym nie zrobi. W końcu to wszystko tak jakoś wyglądało, że on nie należał do takich co robią coś z dobroci serca. O nie, zdecydowanie nie. Ale teraz to jakoś nie przychodziło mu nic do głowy…chociaż…może. Ale to nie będzie o tym teraz mówił. Nie ma to większego sensu.
    — Nie ma żadnego haczyka. No może właściwie to…nie, nie ma…chociaż kto wie, może kiedyś będę potrzebował jakiejś pomocy, czy coś – wzruszył ramionami z lekkim uśmiechem. Nieco poprawił się na krześle i spojrzał na chłopaka. – To jakie są te twoje życzenia?

    Lucek

    OdpowiedzUsuń
  91. [Dziękuję pięknie za powitanie. :) Jack jest takim promyczkiem w Fabletown - i dobrze, bo takich tutaj brakuje!
    Racja, między Jackiem a Miyuki jest przepaść i to ogromna, ale hej - przyszedł mi do głowy pomysł. Jack kocha dzieciaki, prawda? Z nimi dogaduje się najlepiej, bo sam się poniekąd zachowuje jak one. :D
    Miyuki ma słabość do dzieciaków, również. Zapewne z zupełnie innych pobudek - ale Jack mógłby się wkraść w jej łaski właśnie przez swoje często niesforne zachowanie. Pewnie odrobinę matkowanie Miyuki by mu przeszkadzało, ale dlaczego by nie spróbować ich dogadać i tak? ;)]

    Miyuki Fuyuhime

    OdpowiedzUsuń
  92. [Ja za to mam wielką słabość do Jacka... Tak, dorosła kobieta, która ma słabość do postaci z bajki, ale no cóż. Różne są zboczenia :D Dlatego sama o czymś pomyślę, jutro idę do roboty, 12 godzin to sporo czasu na myślenie, i się odezwę. Najwyżej jeśli nic super nie wpadnie mi do głowy, zredukuję to do zwykłego wątku, z którego być może narodzi się coś osom :3 Bo jak już pisałam, mam słabość do tej postaci, a jeden lżejszy wątek się każdemu przyda ;)]

    Gretel

    OdpowiedzUsuń
  93. [Tak w sumie to można by zrobić tutaj drobny mix w światach - z Rosji do Japonii w końcu zbyt daleko nie mamy. ;)
    Wcale bym się nie zdziwiła, gdyby ich znajomość zaczęła się od obrzucania Yuki Onna śnieżkami przez Jacka, albo przez zauważenie, jak Yuki Onna spycha człowieka w przepaść i wyrzutów, dlaczego, po co...
    A potem jakoś odnaleźliby się w Fabletown - to ustalimy, tylko najpierw ten aspekt poznania. :D Co myślisz?]

    Miyuki Fuyuhime

    OdpowiedzUsuń
  94. [Myślę, że Miyuki nie zwróciłaby mu uwagi, ale mogłaby się w sumie przyglądać, gdyby faktycznie coś zwróciło jej uwagę. ;)
    Z tym, że na początku Miyuki nie byłaby przyjemna i uśmiechnięta, jest jakby trochę wycofana w kontaktach z mężczyznami (jakimikolwiek), pozostaje mieć tylko nadzieję, że Jack się nie zrazi. ;)]

    Miyuki

    OdpowiedzUsuń
  95. Uśmiechnął się delikatnie, ale ten uśmiech dosyć szybko zniknął. W końcu co za dużo to nie zdrowo, prawda? Nalał sobie nieco wódki do kieliszka i akurat zdecydował się na wypicie tego wszystkiego w momencie kiedy Jack powiedział o tym, żeby się zakumplowali.
    — Nie wiem czy to najlepszy pomysł…nie jestem cudotwórcą – powiedział. To w końcu Lucyfer był i raczej niechętnie kolegował się z kimś. Owszem na początku potrafił być w jakimś sensie miły a później wychodziła jego prawdziwa natura. Czasami z początku też nie kreował się na kogoś miłego… - Ale cóż, może jako jeden z nielicznych wytrzymasz ze mną – puścił mu oczko. Zaraz też pstryknął palcami i przed Jackiem pojawił się kieliszek, do którego nalał wódki. – Napij się Jack i powiedz, co chciałbyś zrobić? Wybrać się na nocną przejażdżkę samochodem po mieście? A może zrobić coś zupełnie innego? Taki skok ze spadochronem na przykład. Albo takie coś pokroju wspinaczki po oblodzonym wieżowcu? Wybór należy do ciebie.
    Może da radę jakoś to wszystko ogarnąć. Byłoby bardzo fajnie, gdyby spędzili nieco czasu ze sobą. Może wyszłoby z tej relacji coś ciekawego? Chociaż Lucek powątpiewał w to, że chłopak miałby ochotę na spędzenie z nim całkiem przyjemnej nocy.

    Lucek

    OdpowiedzUsuń
  96. [Trochę mi to zajęło, ale w końcu jestem. Niestety bez żadnego pomysłu. Aczkolwiek Jack może mieszkać po sąsiedzku od mojej panny, i podczas jej nieobecności w mieście podlewał u niej kwiatki. W sumie ona teraz taka trochę przybita jest, więc mogła nawet zapomnieć do niego wstąpić i poinformować, że wróciła. Także Jack sobie wpada do jej mieszkanka, a tam Gretel rozwalona na podłodze i sprząta. Trochę jej w końcu nie było, i trzeba to ogarnąć. Nic lepszego nie wymyślę :(]

    Gretel

    OdpowiedzUsuń
  97. [A mogę to zrzucić na Ciebie? :D]

    Miyuki

    OdpowiedzUsuń
  98. Chelsey uśmiechnęła się, po czym podsunęła mu talerzy pod nos, aby od razu zabrał się za jedzenie. Chwilę później dolała mu również soku. – Jedz, Jack, zimne jest niedobre. Smacznego – rzuciła z delikatnym uśmiechem, zabierając się za swoją porcję. Musiała pochwalić samą siebie, gdyż jedzenie wyszło jej naprawdę dobrze.
    - Weź talerz i chodź, lepiej będzie nam przed telewizorem – odezwała się po paru minutach, wstając ze swojego miejsca. Udali się do niewielkiego salonu, gdzie Chels rozłożyła się wygodnie na kanapie, opierając stopy na szklanym stoliczku. Akurat trafili na komedię, lecącą na jednym z telewizyjnych kanałów. Odwróciła na moment głowę w stronę chłopaka.
    - Jeśli chcesz to mogę zrobić Ci dokładkę – zaproponowała z uśmiechem, widząc jak bardzo mu smakuje. – Mam jeszcze kakaowe ciasteczka, sama robiłam, ale to potem. Wszystko po kolei. A może masz ochotę na herbatę?

    Chelsey

    OdpowiedzUsuń
  99. — Nie. Musze ciebie rozczarować, ale nie jestem – wzruszył niedbale ramionami. Nie robił cudów…przynajmniej on swoich poczynań cudami nie nazywał. Co innego taki Jezus, który to czego się nie dotknął to okrzyknięto to cudem. Ale to już chyba taka rola Lucyfera.
    — Jak chcesz. Zawsze możemy się wybrać na skok ze spadochronem razem z nartami. Wiesz lecisz sobie kilkaset metrów w dół wprost na stok, po chwili otwierasz spadochron, lądujesz i zjeżdżasz, bo narty już masz na nogach. Albo zawsze narty mogą czekać na ciebie na lądowisku. Wybór należy do ciebie – oparł się i przyjrzał się chłopakowi. Szczerze powiedziawszy to jemu było bez jakiejś większej różnicy, co zamierzali zrobić. Naprawdę było mu to strasznie obojętne.

    Lucek

    OdpowiedzUsuń
  100. [Czeeeeeść :3 Chęci zawsze są! Gorzej z pomysłami :c Wpadniemy na coś razem, czy może masz coś konkretnego? :D]

    Pocahontas, czyli Millie Salome.

    OdpowiedzUsuń
  101. Skinęła głową z delikatnym uśmiechem, po czym zabierając od niego pusty talerz, wróciła się do kuchni, gdzie zabrała się za robienie nowej porcji tostów, tym razem zdecydowanie większej, aby starczyło im na dłużej, przez co do salonu wróciła dopiero po dłuższej chwili.
    — Uważaj, gorące — ostrzegła, podając mu najpierw kubek herbaty z miodem, a chwilę później ostrożnie położyła talerz z nadal ciepłymi tostami na kolanach. Przeczesała pieszczotliwie placami jego jasne kosmyki włosów.
    — Smacznego — rzuciła, po czym okręciła się kocem i zaczęła dokańczać swoją porcję, choć już dawno zapomniała o towarzyszącym jej głodzie. Lubiła się troszczyć o innych, dlatego też bardziej skupiła się na swoim towarzyszu, niżeli na samej sobie. Chwyciwszy pilota, przeskoczyła parę kanałów do przodu, trafiając na dość ciekawą komedię.
    — Wciśniesz jeszcze coś słodkiego? — zapytała widząc jak sprawnie chłopakowi idzie wcinanie tostów, co udowadniało, że były naprawdę niezłe, a to bardzo Piękną cieszyło, gdyż rzadko może podzielić się z kimś swoimi umiejętnościami kulinarnymi. — Pij herbatę póki gorąca, a na moją szarlotkę, każdy najdzie miejsce — oznajmiła i ponownie wstała, by wynieść talerz, a w zamian na jego miejsce przynieść mniejsze naczynie z kawałkiem ciasta oraz łyżeczką. — Mam nadzieję, że nie będzie przeszkadzać Ci większa ilość cynamonu.
    Nie byłaby sobą, gdyby nie podzieliła się z nim również swoim kocem, przez co pozwoliła sobie oprzeć głowę nieco na jego ramieniu. Przymknęła powieki robiąc się odrobinę senną. Dzisiejszy dzień dał jej w kość.


    Chelsey

    OdpowiedzUsuń
  102. [Cześć!
    Wiem, że późno piszę i przepraszam, ale matura w końcu mnie dopadła. Niemniej jeszcze mamy dwa tygodnie, na pewno damy radę. :)
    Chyba wygodniej będzie pisać na mailu, także się nie krępuj: boromir.is.my.boyfriend@gmail.com
    Sama oczywiście zrobiłabym jakąś mniej lub bardziej szkodliwą rozrubę. Mogłoby się zacząć dość niewinnie, nawet od takiej drobnostki, jak inna kobieta z tą samą sukienką co Wendy, a skończyć z królem i królową balu umoczonymi ponczem i śledziem, czy czymś równie przyjemnym. Mam kilka pomysłów, ale wygodniej będzie mi to wszystko opisać na mailu. :)]

    Wendy

    OdpowiedzUsuń
  103. [HEJO! Jak mi miło za Twój komentarz! Dziękuję Ci bardzo. Masz ochotę na wątek z Alice po wątku z Jimem? <3]
    Alice&Jim

    OdpowiedzUsuń
  104. Hej,
    Ponieważ wpisałaś się na Listę Obecności i zgłosiłaś do zabawy, a od ponad dwóch miesięcy nie udzielasz się zbytnio na blogu, choć nie brałaś urlopu, ślicznie prosiłabym Cię o kontakt ze mną na mailu lub gg do 13 maja.
    Pozdrawiam,
    Administracja

    OdpowiedzUsuń
  105. [Cześć :) Wątek zawsze bardzo chętnie :) A co masz do zaproponowania? :D Jakby co to możemy razem coś obmyślić ;)]

    OdpowiedzUsuń
  106. [Ok :) Myślę, że mogę już zaczynać ;)]

    Trafiając do Fabletown na początku nie wiedziała jak mogłaby się tu w ogóle odnaleźć. Czekał tu na nią całkiem inny świat, choć większość problemów mimo upływającego czasu nie zmieniała się. Ludzie zawsze zajmowali się szemranymi interesami czy też innymi niegodziwościami i zawsze był też ktoś, kto chciał odkryć prawdę, może coś zmienić lub też przechytrzyć innych. Informacja nigdy nie straciła na swojej wartości. I to właśnie na informacjach zaczęła powoli dorabiać się Ayre. Przez stulecia ukrywała się przyglądając się ludziom, czając się na nich by przeważnie ukrócić ich doczesne męki przez odebranie życia. Kosiła ludzi z równą łatwością jak zboże. W pewnym momencie przestało jej to robić jakąkolwiek różnicę. Taką naturę w końcu miały Południce, choć Ayre z pewnością należała do tych bardziej krwawych. Poważnie się zagubiła, ale było jej wszystko jedno. Wiedziała, że została skazana na wieczne potępienie i nawet się z tym pogodziła, aż tu nagle przeniosła się do innego świata, gdzie mogła zacząć od nowa. Nikt jej tu nie znał i nie wiedział o szafie pełnej trupów. Miała szansę na zmianę, ale lata bycia Południcą zrobiły swoje. Spaczyły jej spojrzenie na świat i ludzi. Nie czuła już tego głodu by kogoś zabić, ale pewne odruchy nie minęły. Jednak starała się nie zrobić nikomu krzywdy. Z resztą nie miała już takiej mocy. Była teraz tylko słabym człowiekiem z lekko skrzywioną psychiką.
    Dostała kolejne zlecenie by śledzić Garego Cartera. Gary był mężczyzną średniego wzrostu ze sporą nadwagą. Jego skalp powoli zaczynał wyłaniać pośród zanikających włosów, które usilnie próbował zakryć zaczeską. Z marnym skutkiem. Mimo krępej budowy poruszał się nadzwyczaj zwinnie aż czasem miała problemy by za nim nadążyć. Jego rozbiegany wzrok świadczył o tym, że usilnie chciał być niezauważony, że coś ukrywał. Widocznie ukrywał coś za pazuchą. Coś zawinięte w szarawą torbę na zakupy. Nie mogła jednak dostrzec co to mogło być. Zrobiła mu kilka zdjęć i nie odstępowała go na krok. Miała nadzieję, że doprowadzi ją do jakiegoś istotnego miejsca. Na wstępie nie dostała o nim zbyt wielu informacji, jedynie te, że jest podejrzewany o zdradę swojego partnera w interesach. Nie wnikała jakie to były interesy. Domyślała się, że z legalnością nie miały zbyt wiele wspólnego. W między czasie wszystko wyszło na jaw. Gary na boku prał dodatkowe pieniądze, z których okradał wspólnika. Nie wróżyła mu zbyt długiej przyszłości, jednak sama nie chciała zająć się jego sprzątnięciem. Kiedy zniknął za drzwiami magazynu dostrzegła, że sama również była śledzona. Cały czas czuła na sobie czyjś wzrok, ale wiedziała, że musi się skupić na Garym. Teraz jednak mogła na chwilę zmienić obiekt zainteresowania.
    - Widzę cię srebrzystowłosy. – powiedziała podchodząc go od tyłu jednocześnie przykładając zimny nóż do jego gardła. – Dlaczego za mną chodzisz? Ktoś ci to zlecił? – spytała rozglądając się po okolicy by uniknąć ciekawskich spojrzeń. Pierwszy raz zdarzyło się jej coś takiego podczas akcji. Zawsze starała się nie wzbudzać niczyjego zainteresowania. Była w trakcie asymilowania się, co nie szło jej zbyt gładko i nie chciała narobić sobie problemów. Nie widziało się jej dlatego zabijanie tu jakiegoś dzieciaka, choć nie żeby miała coś do zabijania dzieci. Pod tym względem nie była wcale lepsza. Południce miały swoje zwyczaje by łapać w worki tych najmłodszych by później chociażby zakopać je żywcem. Każda kreatura miała jakieś swoje rozrywki.
    - Odpowiadaj. – dodała przez zaciśnięte zęby przyciskając mocniej nóż do jego szyi.

    OdpowiedzUsuń
  107. Zdziwiła się słysząc jego odpowiedzi. Sam radosny ton wypowiedzi był dla niej niejako szokującą nowością. Chłopak był tak dziwnie beztroski. Przypomniało jej to zamierzchłe czasy, kiedy jej myśli również nie zaprzątały jakiekolwiek problemy. Jednak to szybko minęło. Wszystko potrafi zmienić choćby jedna, niewłaściwa osoba.
    - Zdajesz sobie sprawę, że możesz za chwilę zginąć? – spytała by się upewnić, po czym powoli zaczęła odsuwać od niego ostrze. Coś jej mówiło, że faktycznie nie był groźny. Przyjrzała się mu uważnie. Musiał być jedną z tych do bólu pogodnych istot, która ratowała swój świat przed niegodziwcami. Jedną z tych, która miała swoje szczęśliwe zakończenie, w przeciwieństwie do niej samej.
    - Wybrałeś sobie złe miejsce i jeszcze gorszą osobę do zaspokajania ciekawości. – stwierdziła chowając nóż za pasem. Na dzisiaj skończyła z Garym. Wiedziała, że dopiero jutro rozpęta się tu piekło i po raz ostatni zobaczy oddychającego Garego. Teraz mogła już wracać. Musiała tylko wywołać i dostarczyć zdjęcia zleceniodawcy.
    - Odejdź stąd dla własnego bezpieczeństwa. – dodała uważnie rozglądając się po okolicy. Nie mogli tu teraz zostać. Obiekt miał być od południa patrolowany. Każdy kto by się tu kręcił mógłby zostać uznany za zagrożenie, a zwłaszcza ktoś taki jak ona, z aparatem pełnym zdjęć Cartera.
    - Zapomnij co widziałeś i nigdy więcej tu nie wracaj. – rzuciła zaczynając się ulatniać. Miała nadzieję, że chłopak nie zacznie węszyć na własną odpowiedzialność. Nie bardzo interesował jej jego los, ale widział ją i mógł coś sypnąć. Jego obecność w tych stronach była jej bardzo nie na rękę. Po krótkiej chwili wróciła po niego. Bez słowa dość silnie złapała go za nadgarstek i odciągnęła z niebezpiecznej strefy. Dopiero wtedy go puściła.
    - To nie jest zabawa ani miejsce dla dzieci. – powiedziała, choć dopiero po chwili zorientowała się, że mogło to zadziałać jak płachta na byka. – Kim jesteś? – spytała mając nadzieję na odciągnięcie go od sprawy przez chociażby rozmowę.

    OdpowiedzUsuń
  108. Zaśmiała się słysząc jego protesty przed nazywaniem go dzieckiem. Aż samo cisnęło jej się by zrobić to ponownie, ale się powstrzymała. Może i miał dużo więcej, ale nadal zachowywał się jak małolat. Prawdopodobnie taka już była jego natura i trochę mu tego zazdrościła, ale wiedziała, że u niej taka beztroskość nigdy już nie wróci. Zrobiła i widziała zbyt dużo, co na stałe odcisnęło się w jej psychice.
    - Gdybyś tylko wiedział ile mam na sumieniu przestałbyś ze mną rozmawiać. Bałbyś się nawet podejść i uciekałbyś gdzie pieprz rośnie. – stwierdziła. – I na spowiedź jest już dawno za późno, dla kogoś kto od dawna nie żyje. – dodała z lekkim uśmiechem, któremu towarzyszył wyraźny smutek w oczach. Odsunęła ruchem dłoni jego grążący palec, choć w jej sadystycznych zapędach miała ochotę go ukręcić albo odciąć. Wiedziała jednak, że musi się zachowywać. Postanowiła być trochę lepsza, mniej zabójcza, choć życie tutaj bardzo często wystawiało ją na niełatwe próby.
    - Jack Frost… - powtórzyła. Kompletnie nic jej to nie mówiło. Dopiero poznawała mieszkańców, chociaż rzadziej tak bezpośrednio. Przeważnie ich po prostu obserwowała stawiając na jak najmniejszy kontakt jaki się tylko dało.
    - Ayre Sewell. – odparła po chwili. Była pewna, że nawet o niej nie słyszał, co w zasadzie było jej na rękę.
    - Często śledzisz ludzi dla zabawy? – spytała chowając aparat do torby po czym zaczęła się mu przyglądać. Kojarzył się jej z zimą. Być może to przez jego srebrzyste włosy i blady odcień skóry.
    - Skąd jesteś? – zadała kolejne pytanie. Ciekawiło ją czy jej luźne przypuszczenia miały jakieś potwierdzenie w rzeczywistości.

    OdpowiedzUsuń
  109. Słuchała go z pobłażliwym uśmiechem. Na pierwszy rzut oka było widać, że nie ciągnęła się za nim żadna traumatyczna historia. Do tego nadal zachowywał się jak dzieciak. Zacząć od nowa i zapomnieć o swojej historii? To nie było takie proste, czasem wręcz niemożliwe i nie każdy chciał zapominać. Ayre należała do tych, którzy chcieli pamiętać, jakkolwiek by to mogło boleć.
    Widocznie nie spodobało się jej jak sobie z niej żartował. Coraz bardziej miała ochotę coś mu zrobić.
    - Nie lubię ciasteczek. – odpowiedziała krótko ciężko wzdychając. Nie miała ochoty tłumaczyć mu, że życie nie jest takie kolorowe i wesołe jak myśli. Poza tym uważała, że nie miałoby to sensu. Mówić o sobie też nie chciała. W końcu wszystko obracał w żart, ale pewne sprawy jej nie śmieszyły. Z resztą wątpiła, że śmiałby się będąc na jej miejscu.
    - Ja za to nie mam żadnej luki i doskonale pamiętam swoją historię. – powiedziała zakładając niesforny kosmyk włosów za ucho. – I raczej ci jej nie opowiem. – dodała unosząc brwi. – Nie jest zbyt zabawna i nie kończy się szczęśliwie, więc raczej cię nie zainteresuje. – stwierdziła wzruszając bezradnie ramionami. – A to co tu robię i po co to… to nie twoja sprawa. – rzuciła obracając się na pięcie by odejść. Może i nie była zbyt dobrze wychowana i przyjaźnie nastawiona, ale nie zależało jej na tym by ktoś ją polubił. Była raczej z tych „nie podchodź, bo ugryzę”. Nie potrafiła inaczej i nie czuła potrzeby by to zmienić, chociaż ludzka postać potrafiła czasem zamieszać jej w głowie, czemu usilnie starała się nie poddawać. Lubiła bezwzględność i brak empatii. Tak było prościej, ale teraz czasem sama nie wiedziała co się z nią działo.

    OdpowiedzUsuń
  110. [ Nie wiem dlaczego, pominąłem odpis dla ciebie o.o
    Wybacz...
    Dziękuję za powitanie i docenienie mojego Rasputina :D
    Jeśli chcesz coś napisać ze mną to zapraszam :) ]

    Cillian & Lex

    OdpowiedzUsuń
  111. [Dziękuję za powitanie :) Jeżeli masz na nas jakiś pomysł, to jak najbardziej zapraszam :)]

    Verity

    OdpowiedzUsuń
  112. [Myślę, że może być :) Mam zacząć?]

    Verity

    OdpowiedzUsuń
  113. [ Dobry pomysł :) Tylko pytanie czy przyszedł z własnej woli czy może został skierowany na terapię przymusową? Może przez jakiegoś stróża prawa, za jakieś przewinienia? ]

    Cillian

    OdpowiedzUsuń
  114. [Hej! Dziękuję pięknie za powitanie. :D No i w sumie skorzystam z zaproszenia, skoro staram się przestać zamulać postaciami...
    Tylko masz jakieś pomysły? ;)]

    Medea

    OdpowiedzUsuń
  115. [ Jeśli masz ochotę możesz zacząć :)
    Jeśli nie, ja mogę to zrobić :D ]

    Cillian

    OdpowiedzUsuń
  116. To było jedno z tych popołudni, kiedy Verity przechadzała się po Fabletown, zanurzona we własnych myślach. Nie miała na to zbyt wiele czasu, sama skutecznie zapełniała swój grafik po brzegi. Dlatego podczas swoich rzadkich spacerów czuła się odrobinę nieswojo. Być może po prostu przypominały jej się spacery po zakrwawionej posadzce zamku w Krainie Czarów. A być może jej złe samopoczucie związane było z nagłym porzuceniem nadmiaru obowiązków.
    Pogoda była dosyć przyjemna, słońce schowało się za chmurami, więc nie grzało tak, jak przez ostatnie dni. Pogoda idealna, gdyby ktoś zapytał się Verity.
    Wolno stawiała kroki, przemierzając chodnik z właściwą sobie dostojnością. Rozglądała się po twarzach mijających ją przechodniów, co pewien czas zawieszając na kimś wzrok na dłużej. Szukała pewnej twarzy, chociaż nie była pewna, czy na pewno chce tego spotkania. Pragnęła tego odkąd odzyskała serce, jednak czuła, że tego, co zrobiła, wybaczyć będzie trudno. O ile to w ogóle było jeszcze możliwe.
    Verity podczas swoich spacerów, oprócz obserwowania przechodniów, lubiła jeszcze przetwarzać wszystkie informacje, jakie do niej do tej pory dotarły. Leniwie wręcz przyglądała się zdarzeniom, odbytym rozmowom i starała się dostrzec, co można wywnioskować na ich podstawie.
    Poczuła, jak w torebce wibruje jej telefon ale zignorowała go. Nie było jej w tym momencie dla nikogo i jej pracownicy o tym wiedzieli. Nawet, jeżeli był to ktoś ze szpitala, mógł poczekać. W końcu była dyrektorem, a nie czynnym lekarzem.
    Gdzieś z oddali dobiegł do niej śmiech. Grupa nastolatków pochylała się nad komórką i przyglądała się czemuś na wyświetlaczu. Verity skrzywiła się nieznacznie. Ona sama już dawno się nie śmiała. Nie tak naprawdę. Te wszystkie maski, które nosiła… Nie, do szczerości było jej zdecydowanie daleko.
    Nagle poczuła szarpnięcie i niemal straciła grunt pod nogami. Przytrzymała się ściany jednej z kamienic, chroniąc się przed upadkiem. Kątem oka zauważyła jasną czuprynę osoby, na którą przed chwilą wpadła.

    Verity

    OdpowiedzUsuń
  117. [Cześć! Wpadam z zapytaniem, czy masz może ochotę na jakiś wątek z którymś z moich panów :)]

    Lucek
    Will
    Ivan
    Erwin

    OdpowiedzUsuń
  118. Od kilku dni wysypiał się wręcz znakomicie. Możliwe że była to zasługa małych białych pastylek, które połykał przed snem. Przeszłość zaczynała do niego wracać i pukać do jego umysłu, z natarczywością starej zirytowanej zakonnicy.
    Przyszedł do pracy przed południem. Pracę w gabinecie zaczynał dużo później niż reszta lekarzy, ponieważ jak sprawdziło się w praktyce, pacjenci nie mieli ochoty wstawać o 7 rano by przyjść na sesję. Późnym popołudniem zaczynał przyjmować już odpłatnie. Ale poranki były dla tych "wybranych".
    Sprawdził listę pacjentów, zostawioną mu na biurku. Jedno nowe nazwisko z literą N przy nazwisku. A zatem osóbka ze skierowania, nie z własnej woli. Takich lubił najbardziej. Zawsze przedstawiali jakaś ciekawą historię i udawali, ze wszystko jest z nimi w porządku. Byli wrodzy, agresywni, zbuntowani i zdeterminowani. Czyli wszystko co najlepsze...
    Ten utaj został dopisany do listy ledwie kilkanaście minut temu. Wyglądało na to, że któryś ze stróżów prawa stracił cierpliwość. Ale włąściwie czego się spodziewali? że wstrzyknie im wszystkim cudowny specyfik, który sprawi, ze staną się mniej agresywni? Albo że nagle staną się dobrymi rodzicami dla swoich maltretowanych dzieci? Właściwie mógłby to zrobić... Wiele lat badał różne aspekty ludzkiej psychiki i wynalazł wiele środków, które potrafiły wpłynąć na mózg ludzki.
    Spojrzał na zegarek. Już czas...
    Wstał i otwrzył drzwi. Wyjrzał na korytarz i napotkał spojrzenie jakiegoś chłystka.
    - Zapraszam.

    Cillian

    OdpowiedzUsuń
  119. [Heh nie wiem szczerze powiedziawszy :D Lucek to denerwuje innych swoim nieogarem, oraz ilością alkoholi i tego typu spraw ;)
    Will aktualnie to sobie czasami jakiś "wypadzik na zakupy" zrobi i rzeczy kogoś zmieniają właściciela.
    Ivan opierdziela się i nadzoruje swoją firmę ;)
    A Erwin to po prostu emerytowany snajper Wehrmachtu, który jest sobie nauczycielem ;)
    Tak więc z Luckiem może pójść na imprezę, z Willem na jakąś robotę (możemy założyć, że Will będzie potrzebował pomocy Jacka), z Ivanem to tak średnio mam pomysł, może jakiś bankiet na który wkręci sie Jack?. Z Erwinem to można by pokombinować z faktem tego że jest nauczycielem.]

    Lucek
    Will
    Ivan
    Erwin

    OdpowiedzUsuń
  120. Przez chwilę z niedowierzaniem wpatrywała się w stojącego przed nią młodzieńca. Szczerze mówiąc to szok na chwilę zatkał jej usta, aż nie była w stanie wypowiedzieć nawet słowa.
    - Wiesz, że musisz uważać? Co jeśli jakiś Doczesny akurat by przechodził i cię zauważył? - zapytała, zamiast odpowiedzieć.
    Zmarszczyła czoło. Nigdy wcześniej go nie widziała w Fabletown, jednak z pewnością był Baśniowcem. Doczesny nie użyłby magii.
    Nie wyglądał na niebezpiecznego. Wręcz przeciwnie. Verity nie miała najmniejszych problemów z uwierzeniem, że faktycznie się zgubił.
    - Cóż, jesteśmy tuż obok redakcji „Fabletown News” - odpowiedziała na zadane wcześniej pytanie, wskazując równocześnie na szyld.
    Z umiarkowanym zainteresowaniem przyglądała się reakcji nieznajomego. Rzadko wychodziła na spacery, a gdy już jej się udało, zdecydowanie bardziej wolała je odbywać w samotności. Tak jak kiedyś zdarzało się jej spacerować razem z Jeffersonem, teraz robiła to sama, jakby tylko on był godzien. A może po prostu lubiła być sama.
    A jednak stała teraz z tym nieznajomym i przyglądała mu się z odrobiną zmartwienia w oczach. Być może najzwyczajniej w świecie zawaliła już w swoim życiu tyle spraw, że postanowiła w końcu coś naprawić.
    - Jestem Verity, pomóc ci dokądś trafić?

    Verity

    OdpowiedzUsuń
  121. [To mam pomysł. Rzuć mi jakimiś hasłami, ja coś z tego ubiorę no i jeśli sie spodoba ci mój "modyfikejszyn", to nie pozostanie nam nic innego tylko zacząć wątek ;)]
    I chciałem jeszcze powiedzieć, że Erwin raczej jest cierpliwy (no bo snajper i czasem nawet i kilka godzin musiał siedzieć/leżeć i wyczekiwać), tak więc raczej Jack i jego totalny brak wiedzy nie wyprowadzi go z równowagi xD Chociaż może kto wie...jeśli będziesz chciała żeby się wściekł, to ja tam zawsze chętnie :D]

    Erwin

    OdpowiedzUsuń
  122. [Strzela jak Niemcy w '39 xD śmiechłem! Autentycznie śmiechłem :D Zawsze Erwin może powiedzieć do dzieciaków, które przegrały z Frostem podczas bitwy na śnieżki (bo śnieg jest super itepe xD), że młody spuścił im łomot niczym Ruscy Niemcom pod Stalingradem, albo że ich obrona trwała krócej niż obrona Francji w '40 roku. I spokojnie, może zarzucić jakąś ciekawą anegdotką odnośnie tego okresu, albo jakiegokolwiek innego :D Pozwól mi się tym zająć xD
    I satysfakcja jak najbardziej wchodzi w grę :D Zawsze jeśli Jack chce to może mu jakąś flaszkę w podzięce dać ;)
    Oczywiście relacje braterskie/przyjacielskie jak najbardziej wchodzą w grę :) Powiem więcej, w sumie to może ktoś taki byłby Erwinowi potrzebny. Nie wiem czy Jack to ten typ człowieka (czy też i raczej baśniowca), który potrafi ni z tego ni z owego zapukać w drzwi i powiedzieć, że zabiera go gdzieś tam i będzie fajnie.
    Aha no i mam pytanie...czy miałabyś coś przeciwko, gdyby Erwin coś tam, próbował z Frostem (ale nie nachalnie ani nic, powiedziałbym, że raczej subtelnie i to bardzo subtelnie)? Oczywiście jak Jack powie "nie", to spokojnie zrozumie. Erwin to nie ZSRR, które chce mieć wszystko ;) (ale kijowe porównanie, ale prawdziwe).
    Mam nadzieję, że ten bełkot jakoś wyszedł i nie jest jakimś strasznym bełkotem.]

    Erwin

    OdpowiedzUsuń
  123. [Ja nam zacznę, bo w sumie, why not? xD Mam nadzieje że ujdzie]

    Wyszedł z budynku szkoły imienia Andersena. Jak zwykle wyszedł jako jeden z ostatnich nauczycieli, ale chyba nikomu to nie przeszkadzało, prawda? Skoro robił to co do niego należało, to nikt nie powinien się czepiać. Zdziwił się widząc śnieg na początku września przed szkołą. Na szczęście nie cały plac był biały, tylko spory fragment, chociaż tyle dobrego.
    Zastanawial się kto jest winny temu wszystkiemu. Kto „wyczarował” śnieg, bo na najzwyklejszą naturalną anomalię pogodową, to było dziwne, no i też raczej nie byłby konkretny fragment cały w śniegu. Z ciekawości przystanął na schodach i zaczął obserwować „pole śnieżnej bitwy”. Skrzyżował ręce na piersi. Po jakiś pięciu minutach zaklaskał w dłonie.
    — Brawo panowie! Przegraliście z kretesem. Spuścili wam łomot niczym Ruskie Niemcom pod Stalingradem – powiedział nieco żartobliwie. Chociaż jemu samemu nie było do końca tak do śmiechu, bo mimo wszystko pamiętał jak to tam było w Stalingradzie. Nic przyjemnego.
    Dzieciaki natomiast to rozbawiło, największą radość mieli ci którzy wygrali. No cóż bywało i tak.
    — Widzę że śmiejecie się niczym Putin z embargo Unii Europejskiej – dodał. Tak, nauczyciel który orientuje się w polityce i historii to dobry nauczyciel od historii. Zszedł po schodach podszedł do pola bitwy, wziął trochę śniegu i ulepił śnieżkę. Wziął zamach i cisnął śniegową kulką w kierunku otwartego kosza na śmieci. Trafił bez pudła w otwartą i opartą o ścianę klapę. Chyba idealnie w środek.
    — Powtórzy ktoś? – zapytał z lekkim uśmiechem wycierając mokre od śniegu ręce o spodnie.

    Erwin

    OdpowiedzUsuń
  124. Zamknął za nimi drzwi.
    - Tutaj proszę. - wskazał Frostowi jeden z foteli, stojących przy oknie. Zwykle tam przyjmował petentów, by nikt z jego pacjentów nie czuł się poniżony i niepewny. Sam zajął drugi fotel.
    - Gdzie? Nazywam się Cillian Rasputin i jestem doktorem psychologii i psychiatrii. Jesteś tu, ponieważ skierował cie tu szeryf. Ale to nic strasznego ani złego. Porozmawiamy po prostu... Trochę się pobawimy może. Wszystko zależy od ciebie.
    Wyciągnął notatnik i otworzył go na pustej stronie. Zapisał datę i nazwisko pacjenta cyrylicą. Jego notatki dotyczące pacjentów zwykle pisał po rosyjsku, natomiast te które uważał za tajne, spisywał w tylko sobie znanym szyfrze.

    Cillian

    OdpowiedzUsuń
  125. Uśmiechnął się w kierunku Jacka. König nie znał go…nawet go nie kojarzył. Chociaż po głębszym namyśle to nie znał zbyt wielu osób z Fabletown. Może dlatego, że ciągle miał wrażenie, że nie pasuje do tej społeczności? A może dlatego, że po prostu wiecznie był zajęty i właściwie to po lekcjach nie miał ochoty na nic?
    Schylił się nabrał śniegu w ręce i zaczął powoli formować śnieżkę. Zupełnie tak jakby brał udział w konkursie na najładniejszą śniegową kulkę, albo jakby od tej kulki miało zależeć jego życie.
    — Wiecie, że kiedyś w bodajże w roku 1915 na froncie zachodnim podczas świąt bożego narodzenia żołnierze walczący na jednym z odcinków frontu na ziemi niczyjej zrobili sobie mecz piłkarski? – zapytał. Przez chwilę ważył śnieżkę w ręce. – Albo podczas drugiej wojny światowej, w oczekiwaniu na transport na front niemieccy żołnierze urządzili sobie na dworcu bitwę na śnieżki – lekko podrzucił śniegową kulką. Wycelował w kota, który bawił się kawałkiem czegoś. Rzucił w ruchomy cel i trafił w tyłek. Przygryzł nieco wargę. Źle obliczył, ale i tak lepsze trafienie kota w tyłek jak spudłowanie.
    — Powie pan jeszcze coś? – zapytał najniższy z całego zgromadzenia. Miał na imię John. To akurat udało się Erwinowi zapamiętać.
    Schylił się i znowu nabrał śniegu. Przez dobrą chwilę milczał. Zupełnie jakby napawał się tą niejaką ciszą, jakby napawał się tym wyczekiwaniem. Może po prostu był złośliwym nauczycielem, który to uwielbiał przeciągać w nieskończoność różne momenty?
    — Hmm… co by wam tu powiedzieć – zaczął się głośno zastanawiać. Niespodziewanie rzucił śnieżką w śmietnik, trafiając podobnie jak za pierwszym razem w klapę. – Pierwszy strajk robotników w Ameryce zrobili Polacy w wieku XIX – powiedział po chwili. – W Rosji odpowiednikiem świętego Mikołaja jest Dziadek Mróz – dodał i wzruszył ramionami. W swoje czerwone ręce wziął jeszcze trochę śniegu i rzucił (prawdopodobnie po raz ostatni) w śmietnik. A dokładniej w klapę śmietnika. – To na tyle z mojej strony jeśli chodzi o pokazy celności.

    Erwin

    OdpowiedzUsuń
  126. Uniosła brwi w zdziwieniu, słysząc, jak przekręca jej imię, jednak od razu wygięła usta w uśmiechu. W końcu dla obcych przynajmniej starała się być miła.
    - Miło mi cię poznać, Jack. Jednakże na imię mam Verity, a nie Variety – mrugnęła do niego.
    Nieco odetchnęła z ulgą, gdy usłyszała, że Docześni nie mogą go widzieć. To byłaby niezwykła katastrofa, gdyby musieli ponownie usunąć nieszczęsnego Doczesnego, tylko dlatego, że trafił w złe miejsce i o złym czasie. Niestety ostatnio coraz częściej dochodziło do takich sytuacji.
    - Niedaleko jest przytulna kawiarnia, w której podają bardzo smaczne ciastka do kawy. Myślę, że powinieneś ich spróbować, nigdy wcześniej nie jadłam lepszych. O, widzisz? Tam w oddali widać jej szyld.

    Verity

    OdpowiedzUsuń
  127. - Z tego co powiedzieli mi inni lekarze... Bo ogólnie szpital to jedno wielkie siedlisko plotek, to jesteś postacią bardzo barwną. - zaczął, odrywając długopis od stron notatnika. - Może opowiesz mi o swich zabawach? Wydają się interesujące... ale może domyślasz się dlaczego innym mieszkańcom Fabletown przeszkadzają?
    Rzadko wyrabiał sobie o kimś opinię przed pierwszym spotkaniem. Chciał być obiektywny. Poza tym szukanie informacji o pacjentach przed spotkaniem wymagało czasu a on ograniczał czas na pracę w gabinecie do minimum. Kruklik sam się w końcu nie złapie.

    Cillian

    OdpowiedzUsuń

Szablon wykonała Night Tear. Źródło: WallPaper. Obsługiwane przez usługę Blogger.