poniedziałek, 1 stycznia 1990

Da mi moc i ukoi serce z wilka

Henry Baskerville 

WILKOŁAK, NIEŚWIADOMY SWOJEGO STANU • OSTATNI Z BASKERVILLE'ÓW •
35 LAT • ARYSTOKRATA • DŻENTELMEN • WŁAŚCICIEL SKLEPU Z BRONIĄ


Większość swego życia spędził w otoczeniu tajemnic i rodzinnych sekretów, w miejscu gdzie mroczne legendy przenikały się z rzeczywistością, w wiekowym i potężnym Baskerville Hall, leżącym samotnie pośród tonących we mgle wrzosowisk i mokradeł Dartomoor. Podobno już na pierwszy rzut oka widać, że płynie w nim krew Baskerville'ów. Oprócz podobieństwa do przodków, odziedziczył też po nich wyjątkowo silny, ale i wybuchowy charakter, niebezpieczne połączenie odwagi, uporu i zuchwałości. Gdzieś w głębi duszy jest również romantykiem, z tendencją do zakochiwania się w najmniej odpowiednich kobietach. Kiedyś - nawet pomimo spotkania piekielnego psa - uważał się za racjonalistę, nie wierzącego w nadprzyrodzone moce i trzeźwo podchodzącego do legend o rodowej klątwie Baskerville'ów. Z czasem, w miarę odkrywania rodzinnych sekretów, całkowicie zmienił zdanie. Wiele lat poświęcił na poszukiwania swojej przyrodniej siostry - Charlotte, o której istnieniu wcześniej nie miał pojęcia. Często wbrew rozsądkowi zapuszczał się na wrzosowiska i mokradła, ilekroć słyszał pogłoski o piekielnym psie błąkającym się po okolicy. Do dziś pamięta tamtą jesienną noc i spotkanie z tajemniczą, przypominającą wilka bestią. To właśnie od tamtego czasu zaczęły się jego problemy - budzenie się w dziwnych miejscach i regularne luki w pamięci. Podświadomie podejrzewa, że być może i jego dosięgła w końcu rodzinna klątwa...

W Fabletown od pięciu lat. Tęskni za ciszą i spokojem Baskerville Hall. Nowy Jork jest dla niego zbyt przytłaczający - tłoczny, pełen bodźców, zapachów i nieznośnego hałasu. Zapewne już dawno by stąd wyjechał, gdyby nie szczerze fascynujący go świat baśniowych istot, żywcem wyjętych z legend. Chociaż nie narzeka na brak pieniędzy, mieszka nieco na uboczu, jest właścicielem kamienicy i znajdującego się na jej parterze sklepu z bronią.


HISTORIA | POWIĄZANIA


                                •● Odautorsko ●•                               
Tak, jestem głupia i biorę sobie na głowę drugą postać. Niestety jestem też niereformowalna i nie umiem sobie tego wybić z głowy. Mam nadzieję, że jakoś sobie poradzę. :) Henry Baskerville rzecz jasna z "Psa Baskerville'ów" w połączeniu z klasycznym "Wilkołakiem" Siodmaka. Wątki i powiązania - im bardziej dziwne i pokręcone tym lepiej. Wizerunku użyczył cudowny Daniel Day-Lewis <3 W tytule równie cudowny Hunter. Zakładki będą uzupełniane! :) Gadulec: 48404604

30 komentarzy:

  1. [Jak Alicja dopadnie... ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    Niech Henry uważa, Skipper! xD]

    Jack & Alice

    OdpowiedzUsuń
  2. [ O mój Boże, chodź na wątek. :D ]

    Scarlet

    OdpowiedzUsuń
  3. [A Jack zmieni orientację (kazirodztwo!)]

    Jack i Alice

    OdpowiedzUsuń
  4. [Jeszcze chwila, bo gapię się na zdjęcie...
    Ok, już skończyłam xD Henry wyszedł cudny, warto było czekać na takiego braciszka <3 Chyba musisz do mnie wpaść xD]

    Siostra

    OdpowiedzUsuń
  5. Scarlet uwielbiała odwiedzać cichą, klimatyczną kawiarnię, która znajdowała się w równie urokliwym miejscu. Było tutaj tanio i nikt nie miał uprzedzeń do prostytutek - a jeśli nawet, to obsługa i klientela dobrze to ukrywali. W dodatku można było sobie tutaj posiedzieć w ciszy i spokoju. Dlatego też starała się bywać tutaj tak często, jak tylko było to możliwe.
    Przekroczyła próg kawiarni, ściągając przy tym beżowy szalik. Przywitała się z delikatnym uśmiechem, na co odpowiedziała stojąca za kontuarem młoda dziewczyna i kilka innych osób. Scarlet podeszła do baristki w celu zamówienia kawy i sernika, który był naprawdę przepyszny. Rudowłosa nie sądziła, by gdziekolwiek w Fabletown serwowano lepszy. Chwilę po złożeniu zamówienia udała się do wciśniętego w kąt i zacienionego stolika, który był już jej stałym miejscem. Zdjęła z siebie szary płaszcz, odsłaniając biały sweter, i czarną czapkę. Usiadła na wygodnym krześle, wyciągnęła z torby Małego Księcia i pogrążyła się w lekturze.
    Po pewnym czasie usłyszała skrzypnięcie drzwi wejściowych i poczuła przeszywający chłód, który wpadł do kawiarni z zewnątrz. Uniosła głowę, by zobaczyć, kto też przybył. Był to raczej odruch, niż przejaw ciekawości.
    Jakież było jej zdumienie, gdy zobaczyła w progu Henry'ego Baskerville! Otworzyła szerzej oczy, odkładając na stolik białą filiżankę, z której miała zamiar upić kolejny łyk kawy. Wstała, położyła książkę na blacie i podeszła do mężczyzny.
    - Sir - przywitała się z lekkim, chociaż szczerym uśmiechem.
    Lubiła Henry'ego, naprawdę. Nie miała żadnych złych wspomnień, których byłby źródłem... miała tylko nadzieję, że ją rozpozna. W końcu kiedyś była blondynką.

    Scar

    OdpowiedzUsuń
  6. [Tak, lecimy chyba od początku, czyli od przywiezienia go do szpitala :D Charlotte mogłaby go obserwować, gdy ten jeszcze leżał w szpitalnej sali. A potem cała sesja itp, czyli jak ustalałyśmy. A w razie czego będziemy szczegóły ustalać na bieżąco :D
    Daj znać, czy masz chwilkę, by zacząć :D Jak nie, to ja coś naskrobię <3]

    Siostrzyczka

    OdpowiedzUsuń
  7. [Hej. Dziękuję bardzo, sama kocham Nortona. Za to ja jestem pod wrażeniem wizerunku Henrego. Daniel ma na tym zdjęciu przecudowne oczy. :)
    Tak, miałam Latającego Holendra i chyba nawet wątek miałyśmy. Jak masz znów chęć na wątek to wpadnij.]

    Roy

    OdpowiedzUsuń
  8. [Zaczynam, bo przeraża mnie ten zastój]

    Praca w Pudding'n'Pie może nie należała do najprzyjemniejszych, ale na pewno była wygodną przykrywką. Nie, nie chodziło tu bynajmniej o przykrywkę dla jej drugiej, czy też właściwej pracy. Bardziej chodziło tu o to, dlaczego taka młoda, jakby nie patrzeć silna, niezależna i bez kota kobieta nosi przy sobie broń. Zawsze i wszędzie. A to składany nóż w kieszeni marynarki, a to mały, poręczny rewolwer, czasami znalazłby się przy niej nawet kastet. Oczywiście, że posiadała pozwolenie na posiadanie broni. Z resztą... Czy ktokolwiek by ją sprawdził? W tak zwanym legalnym świecie nikt by jej nie podejrzewał o jakieś mordercze (dosłownie) zapędy, a w tym drugim świecie nikt by nawet nie pomyślał, żeby przejmować się takimi głupotami.
    Przez parę lat pracy zdążyła zebrać całkiem ładną kolekcję różnych broni. Dalej preferowała walkę mieczem, w starym, dobrym stylu, a jej katana zajmowała honorowe miejsce, ale nie ukrywajmy, w dzisiejszym świecie brakuje miejsca dla wspaniałych chińskich wojowników, a Mulan, czy też jak kto woli, Sakamae, musiała iść z duchem czasu. Dlatego też, jak praktycznie co miesiąc, przekroczyła próg sklepu z bronią, strzepując śnieg z włosów.
    - Witam właściciela- nie mogła powstrzymać uśmiechu, kiedy zobaczyła znaną twarz mężczyzny. Nie ważne, że widziała tyle, że jest właścicielem tego przybytku, jest całkiem przystojny i nazywa się Baskerville. Lubiła go.

    [Krótko i nieskładnie, ale obiecuję się poprawić:)]

    Mulan

    OdpowiedzUsuń
  9. [Ślę Ci dużo miłości za Daniela, śliczny Henry! I przychodzę też przywitać Twojego nowego pana, odkąd mi napisałaś, że będziesz mieć nową postać, wprost nie mogłam się doczekać. Nawet nie wiem, która postać podoba mi się bardziej, ach!]

    Rebecca Rolf
    Pocahontas

    OdpowiedzUsuń
  10. [Wszystkie komplementy należą Ci się w stu procentach! Skoro masz chwilowo większą wenę na Henrego, to niech będzie Henry ;) Hmm. A coś Ci się już w głowie jawi?]

    Pocahontas

    OdpowiedzUsuń
  11. [Hej! Świetny wizerunek i ciekawa karta - taka tajemnicza, pozostawiająca niedosyt. Co powiesz na wątek? Tak sobie myślę... W notce fabularnej miałam wzmiankę, że Dymitr kupił broń u znajomego sprzedawcy. Potem kogoś tą bronią zabił. Autora, który prowadził poprzedniego właściciela sklepu z bronią nie ma już na blogu, więc może mogłybyśmy założyć, że Henry przejął/wykupił biznes nie wiedząc o tamtej sprawie. Tyle, że policja miałaby go na oku, chcieliby go co jakiś czas o coś wypytać, generalnie sądziliby, że Henry jednak coś wie. W końcu mógłby albo chcieć pomóc stróżom prawa, albo po prostu by się wkurzył i zaczął sam badać sprawę, żeby się od niego odczepili. Strzępki informacji doprowadziłyby go w końcu do Dymitra. Może chciałby go wybadać albo coś. Tyle, że w najmniej oczekiwanym momencie, na przykład podczas tego spotkania, mógłby się przemienić.
    To tylko taka luźna wizja, żeby nie przychodzić z pustymi rękami. Jeżeli masz inny pomysł, to śmiało, wszelkie propozycje mile widziane ;)]

    Dimitrij Iljanow

    OdpowiedzUsuń
  12. [Rodzinka mnie obskoczyła, ale w sumie można się było tego spodziewać. Syn marnotrawny powraca. :D
    Jejuuu, wszyscy mnie tak chwalą, może powinnam częściej chorować skoro mi takie perełki wychodzą. XDD
    A wątek z wujkiem bardzo chętnie. Szczególnie że pan na zdjęciu mnie urzekł. <3]

    Adaś

    OdpowiedzUsuń
  13. [Powiązanie z Charlotte i Victorem jak najbardziej nie stanowi przeszkody, bo o ile z tatusiem adamowe kontakty są gorsze niż tragiczne, o tyle z tą pierwszą Potwór zawsze dogadywał się całkiem nieźle. Co prawda pożarli się mocno przy ostatnim spotkaniu, ale Adam będzie próbował odnowić znajomość. Więc nawet jeśli nie poznają się z Henrym wcześniej, to zawsze zostaje opcja kontaktu poprzez Charlotte.
    Ale pomysł z Henrym-wilkołakiem i Adamem Herosem Dnia Powszedniego mi się w sumie podoba. Potwór mógłby się na niego natknąć późnym wieczorem wracając z pracy czy coś i pobawić się w bohatera, jak na wrażliwego na ludzkie cierpienie potwora przystało. Pewnie by się przy okazji wzajemnie trochę pokiereszowali. c:]

    Adaś

    OdpowiedzUsuń
  14. [Kurczę, w życiu bym nie powiedziała, że nie wiedziałaś, co pisać :D W ogóle tego nie widać.
    Pomysł notatką na mój gust świetny. W takim razie pozostaje mi zapytać, kto zaczyna?]

    OdpowiedzUsuń
  15. [Tak, Adaś na początku też miał to w planach. XD
    Hm, szczerze mówiąc jakoś tak nie widzę w tym przypadku powiązania z przeszłości. Chyba wolałabym zacząć z czystą kartą, szczególnie że wrogiem numer jeden Potwora był jednak tatuś. Charlotte robiła raczej za dobrą znajomą i jedyną podporę, przynajmniej dopóki nie postanowiła powstrzymać Adama od zemsty, ale nawet wtedy nie miał jakiejś większej ochoty jej krzywdzić. Chciała dobrze.
    Cóż, moja wena też ostatnio zdycha, więc myślenie może nam trochę zająć. Ale myślę, że akcja z wilkołakiem będzie w porządku, chyba że prześpimy się z tym pomysłem i zdecydujemy jutro. Może coś nowego nam przez noc wpadnie? ;3]

    Adaś

    OdpowiedzUsuń
  16. [Szczerze mówiąc ja też. Victor był okropnym ojcem. XD
    Więc tym bardziej musimy nad czymś pomyśleć. I tak właściwie to już widzę to zaskoczenie Adama kiedy okaże się, że ten pan z którym właśnie chyba połączyła go cieniutka nić porozumienia na linii potwór-potwór jest bratem jedynej osoby, która kiedykolwiek okazała mu trochę serca.]

    Adaś

    OdpowiedzUsuń
  17. [To ja postaram się zacząć, najwyżej nie będę od razu łączyć losów naszych postaci, tylko wprowadzę jakichś pobocznych, nawiążę do Henrego i dopiero potem dam fragment o Dymitrze :)
    Początek pewnie pójdzie w sobotę, bo teraz już nie mam siły.]

    OdpowiedzUsuń
  18. W życiu każdego człowieka nadchodzi czas, w którym musi zwyczajnie zatrzasnąć drzwi domu i wyjść do baru, najlepiej klubu nocnego. To tam ugościć go może drinkiem barman. Lekką dawką słodyczy zachęci striptizerka. Nim się obejrzy, straci wszelakie pieniądze. Skażony psychicznym brudem wróci tam skąd przyszedł i próbując zapomnieć, zacznie żyć jakby nigdy nic się nie wydarzyło. Umysły tych nieco mniej ludzkich pracują na trochę innej zasadzie. Przynajmniej tak wydawało się Satoru. Czasami trudno zrozumieć świat czy instynkty. Boisz się czegoś, ale i tak chcesz stawić temu czoło. Robisz coś wbrew sobie, ale nie powstrzymujesz się. Wszystko to da się wyczytać z serca. Dla Satorich przed laty to nie było nic trudnego, zwykły błąkający się górski pracownik, potrafił dostarczyć wielu informacji, dość nieświadomie. Z czasem ludzie głupieją, przestają myśleć, idą wpatrując się w krajobraz. Miejskie życie nie jest zbyt ciekawe, mimo wielu bezpańskich myśli, ludzie nie są warci poznania. Tego dnia nie było inaczej. Kilka godzin spędzonych w klubie, wydawanie drinków, wódki, po prostu alkoholu, codzienne podziwianie znanych ciał striptizerek. Z czasem potrafi się to znudzić. Nigdy nie myślał o tych kobietach w taki sposób, że mają głębokie wartości, iż mogłyby posiadać o wiele lepszy, godny podziwiań zawód. Nie współczuł im. Świat się zmienia, a kto nie robi tego z nim, musi radzić sobie inaczej. To niełatwe jak się okazuje. Społeczne gnaty pochowane w przeszłości, zapomniane i pogrzebane, wraki – przecież tak można określić niektóre baśnie, sprzedające siebie i swoje ciało, w głębi wciąż tęskniące. Po niektórych tak łatwo to dostrzec, po innych przeciwnie. Takim wierzeniem można okrzyknąć Satoru, który nie zdradza żadnych pozorów tęsknoty, gdzieś w środku niezrozumianego bólu. Jeszcze nie raz chciałby zobaczyć swój dom, piękne ośnieżone góry z drzewami u podnóża, błądzących i czystego nocnego księżyca. Co takiego zrobił, iż pozbawiono go tego? Dusza na wygnaniu. Więziony pod urokiem. Spętany nakazem. Sprawiał jedynie, że ludzie czuli się mniej pewni siebie, zawstydzeni, zdziwieni. Popełniał mniejszy grzech niż inni. Niesprawiedliwość losu dotknęła i jego. Co się stało, to się nie odstanie, a więc na to nie miał zbyt dużego wpływu.

    OdpowiedzUsuń
  19. Mógł przywyknąć, bądź cierpieć. Wybrał to pierwsze, wszystko skrywając. To nie jest zły wybór, wbrew pozorom. Po godzinach pracy zarzuciwszy swój jedyny czarny płaszcz, gdy jeszcze niebo spowijał mrok, a ludzi powoli przechadzali się w drodze do sklepów, miejsc pracy – on szedł ulicą wychodząc z Puding N’ Pie. Mijając nieco zaspanych ludzi, prychał cicho pod nosem. Jaka zabawa byłaby z wykrzyczenia myśli dotyczącej kupna bułek w okolicy? Żałosne. Z czasem zaczął jednak natrafiać na ludzi, których trapiły problemy. Ich serca przepełnione żalem i strachem, wydały mu się interesujące. Dlatego mijając młodą kobietę, zaśmiał się w jej w twarz. Blondynka o długich lokach, z czapką na głowie, torbą w dłoni, schowała usta w szal otulający jej szyję. Być może przestraszyła się. Nieznajomy mężczyzna, o psychicznym śmiechu, który kieruje w twoją twarz, nie bałbyś się? Kiedy tylko ją minął, obróciwszy się na pięcie ruszył za nią z rękoma w kieszeniach.
    - Samotna matka, która po godzinach sprzątania wciela się w rolę prostytutki! Już dłużej tak nie mogę! Boże zlituj się nade mną! – znikąd zaczął krzyczeć za nią, przesłania prosto z jej wnętrza.
    Nieznajoma nagle zatrzymując się, upuściła torbę. Kiedy jednak się obejrzała, za nią nie było już nikogo. Satoru uciekł bezmyślnie, nie było go na widoku, w jej polu widzenia pozostały jedynie auta stojące przy chodniku, kilka taksówek i kamienice oraz sklepy na dolnych piętrach. Czarnowłosy nie był jakoś na domiar zmęczony, nie chciał iść do domu, po co mu to było? Śnić mógł krótko, zazwyczaj wysypiał się. Przechadzał się więc dalej ulicami, miasto wciąż jeszcze spało. Wciąż nie potrafił znaleźć zajęcia. Wciąż, wciąż, wciąż… W pewnym momencie z daleka dobiegł go cichy głos, pełny niepokoju, zawahania i pytań. Należał do mężczyzny.
    - Dlaczego się tu znajduję? Nie pamiętam. – rzucił idąc za nim.
    Dostojny, przeciętny, choć przyciągający czymś do siebie. O nieco dłuższych włosach niż zazwyczaj noszą mężczyźni. To nie był zwyczajny człowiek, coś w nim tkwiło. Z drugiej strony trudno było pojąć co.

    [Wybacz, jeśli nie przypadnie ci do gustu.]

    Satoru.

    OdpowiedzUsuń
  20. [ Za wszelkie podpowiedzi dziękuje, są naprawdę mile widziane. Mam nadzieję, że jednak wszystko szybko ogarnę.]

    Wiarus

    OdpowiedzUsuń
  21. [Początek składa się tak jakby z dwóch części – pierwsza dotyczy zamieszania wokół Henry’ego, ostatnia – mojej postaci. Możesz odnieść się albo od razu do całości, albo możemy najpierw dokończyć scenę z początku i dopiero po paru komentarzach przenieść się do Dymitra – jak wolisz ;)]

    Część 1:

    Starsza aspirant Jonna Marlow zaciągnęła się papierosem. Dym zasnuł wnętrze cywilnego auta, którym posługiwali się od jakiegoś czasu na potrzeby śledztwa. Jej wspólnik, niedźwiedziowaty, trzydziestoletni metys imieniem Steve, demonstracyjnie zmarszczył nos. Jonna udała, że tego nie widzi. Bezwiednie założyła za ucho irytujący kosmyk rudych, prostych włosów, wymykający się z ciasno opinającego jej czaszkę kucyka. Odkąd na jej biurko trafiła sprawa morderstwa sprzed tygodnia, paliła jak smok. Tydzień temu… mniej więcej tydzień, poprawiła się w myślach, ktoś wszedł do kamienicy. Znał kod, bo na drzwiach nie było śladów włamania. Ewentualnie ktoś go wpuścił. Morderca dotarł nieniepokojony przez nikogo na drugie piętro, wszedł do mieszkania – sam otworzył, albo zapukał i mu otworzono – tego nie zdołali ustalić - i zabił. Nie wiedzieli ani kim był sprawca, ani jakim motywem się kierował. Z oględzin częściowo zakonserwowanego trupa udało im się wydedukować, że zabójca najprawdopodobniej nie miał doświadczenia w brudnej robocie. Strzelił co najmniej cztery razy, zgon nastąpił po trzecim. Zrobili dokładną sekcję zwłok. Po wyciągniętych z gnijącej od środka tkanki nabojach zidentyfikowali rodzaj broni. Potem ona i Steve przeszli się po wszystkich sklepach z bronią w Fabletown i Brooklynie. Po dokładnej selekcji danych, pozostał jeden, prowadzony przez człowieka nazwiskiem Baskerville. Policjantka przygryzła wąską wargę. Ona i Steve był tu już kilka razy. Była przekonana, że właściciel coś wie.
    -… to już czwarty.
    - C-co? – Jonna drgnęła, wytrącona z rozmyślań.
    - To już czwarty papieros. Miałem ci powiedzieć, kiedy po niego sięgniesz.
    - Racja – westchnęła, gasząc szluga. Od roku bezskutecznie rzucała nałóg. – Nie daje mi spokoju nasz ptaszek – mruknęła.
    - Ten arystokrata? – metys roześmiał się, na wspomnienie właściciela sklepu. – Niewinny jak niemowlęcy tyłek, na mój gust.
    - Chce go przycisnąć jeszcze raz. On musi coś wiedzieć, Steve. Pamiętasz to jego rozbiegane spojrzenie, kiedy zapytałam o nazwisko? Powiedziałam tylko, że to jakże ciekawy zbieg okoliczności, mieszkać w Fabletown i nazywać się Baskerville, jak potwór z legend, a on się spłoszył.
    Steve westchnął ciężko. Marlow była zwykłym człowiekiem, takim, jakich baśniowcy nazywali „mundies”. Nie znała sekretu tej dzielnicy.
    - To fałszywy trop, Jonna – nawet nie łudził się, że go posłucha. Prędzej czy później niewiedza tej kobiety ją zabije. Natknie się na uciekiniera z Farmy, albo kogoś, kto nie utracił magicznych zdolności… Dlaczego Bigby Wolf w ogóle zgodził się, by pracowała na tym terenie? Przez jej nieustępliwość w czasie dochodzeń?
    ***
    Kilka minut później zaparkowali pod sklepem z bronią. Jonna wydawała się pewna swego jak zwykle.
    - Zostań na zewnątrz. Mogę potrzebować wsparcia. – Kiwnął tylko głową. Włączył krótkofalówkę, by w razie potrzeby mogła się z nim skontaktować. Kobieta upewniła się, że jej kabura bronią jest na swoim miejscu i wsiadła z samochodu. Sprawdziła otoczenie. Czysto. Siląc się na spokój, weszła do sklepu, stukając obcasami szpilek. Ubrana była jak typowa pracownica korporacji: wąska, czarna spódnica, biała koszula, marynarka na tyle luźna, by nie dało się zauważyć ukrytej pod nią broni. Na to elegancka, rozpięta jesionka. Paznokcie pociągnięte perłowym lakierem, wokół zielonych oczu prawie niezauważalny cień do powiek.
    - Dzień dobry – uśmiechnęła się, podchodząc do lady. – Pan Baskerville, jak mniemam, obecny?
    Sprzedawca (a może tylko pomocnik?) wskazał jej drogę na zaplecze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ***
      Cześć 2:

      Godzinę później.
      Dimitrij Iljanow siedział w opustoszałej sali lekcyjnej. Zebranie z rodzicami dobiegło końca. Tradycyjnie musiał odczekać jeszcze godzinę, na wypadek, gdyby opiekunowie któregoś z uczniów chcieli z nim porozmawiać. Czysta formalność… Nie spodziewał się nikogo. Rodzice jego wychowanków mogli do niego przyjść dowolnego dnia i dowiadywać się wszystkiego na bieżąco. Uważał, że tak jest lepiej. Bardziej po ludzku.
      Zapatrzył się w mrok za oknem. Dochodziła dziewiętnasta. Wczoraj o tej porze sączył drinka w Trip-trap. Przedwczoraj też. Przymknął oczy. Odkąd zabił Kruza, jego życie stało się jedną wielką rutyną.
      No, prawie.
      Gdzieś tam, pośród wąskich zaułków Fabletown, powoli toczyło się śledztwo w jego sprawie. Co zrobi, kiedy po niego przyjdą?
      Drzwi za jego plecami, dotąd przymknięte, uchyliły się z cichym szmerem. Wstał od biurka. Odwrócił się, unosząc brwi ze zdziwienia. Nie kojarzył tego człowieka.

      Usuń
  22. [Cześć! Dziękuję bardzo. Myślałem już, że tej karty nie napiszę i naprawdę się dziwię, że tyle osób ją chwali.
    Na wątek bardzo chętnie wpadam. Kombinuję wątek z siostrą Henrego, więc zgłaszam się tutaj. Zwłaszcza, że Henry jest świetny. U Charlotte proponowałem coś takiego by rodziny Usherów i Baskervillów mieszkały jakoś w okolicy i znały się dość dobrze od lat. Młodzi Usherowie mogli często bywać w Baskerville Hall i tak dalej - taka przyjaźń z dzieciństwa. Była też taka propozycja, że rodziny mogły chcieć wyswatać ze sobą dzieci itd. Generalnie taka wieloletnia znajomość, która mogłaby się ciągnąć potem również w Fabletown. Zastanawiam się tylko nad tym, że Henry nie wiedział wcześniej o tym, że ma siostrę - jak to jest? Daj znać co myślisz i czy masz jakieś pomysły.]

    Roderick

    OdpowiedzUsuń
  23. [Dziękuję bardzo. Strasznie się cieszę, że Leszy tak się wszystkim podoba. :)
    Obie postacie masz ciekawe, więc ciężko się zdecydować. Henry mógłby się nauczyć dzięki Leszemu jak opanować swoją naturę i przy okazji korzystać z mocy wilkołaków. Z drugiej strony Davy jest dość podobny do Leszego, więc pewnie by się dogadali. To już jak wolisz. :)]

    Wilczan (Wilkomir)

    OdpowiedzUsuń
  24. [Wołga chętnie Heńka dopadnie! :D]

    Wołga

    OdpowiedzUsuń
  25. [Nie ma problemu, chętnie zacznę. :)
    Mogę trochę posterować Twoją postacią w początku?

    Raven

    OdpowiedzUsuń
  26. [Oj masz rację, dwóch takich debili to świat nie widział :D
    Przyszłam tu, bo Kundel Baskerville'ów to moja najulubieńsza opowieść Sherlocka, o. A poza tym, tamtymi mamy cudny wątek, więc tu lepiej.]

    Twoja foczka

    OdpowiedzUsuń
  27. [Dzięki wielkie! Drugiego wątku Ci na razie nie proponuje, bo nie wiem czy się w ogóle wyrobię z dwiema postaciami. ;)]

    Wartki Potok & twój własny Kraken ;)

    OdpowiedzUsuń
  28. [Witam również! :) Miło mi to słyszeć. Sama jestem w tym filmie zakochana, oglądałam go z 10 razy i nadal mi się nie nudzi. Dla mnie to jest najlepsza ekranizacja Beowulfa, nawet jeśli bardzo niekonwencjonalna. :) Nie mówiąc już, że Jim Caviezel w tej roli to dla mnie ideał Beowulfa. <3 W każdym razie dziękuję bardzo za miłe powitanie. Chętnie wpadnę... i chyba jednak do pana wilkołaka, bo może być ciekawiej. :)]

    Kainan

    OdpowiedzUsuń
  29. [Dziękuję, bawić się na 100% będę świetnie, bo mam same dobre wspomnienia :D
    A co do wątku: jestem bardzo chętna! Zwłaszcza, że podejście Mao do psów jest... bardzo kocie, z czego może wyniknąć ciekawa historia C:]
    Mao

    OdpowiedzUsuń

Szablon wykonała Night Tear. Źródło: WallPaper. Obsługiwane przez usługę Blogger.