poniedziałek, 1 stycznia 1990

THE NORMAL, THEY MAKE ME AFRAID



5 lat w zamknięciu
28 dni na wolności
więzień
lat chyba 26
jefferson hatter
amnezja
kapelusznik
Powiązania

1 komentarz:

  1. Pierwszy raz był tak szczęśliwy odkąd… Od bardzo, bardzo dawna. Nie potrafił sobie przypomnieć kiedy dokładnie czuł coś podobnego. Z perspektywy kolorowej Nibylandii Fabletow wydawało się jeszcze bardziej szarym i ponurym miejscem. Tam nic się nie działo, tam wszyscy byli tacy sami. Tam stare rany otwierały się na nowo, tam był nikim. Tutaj się liczył, tutaj wzbudzał strach. O jakże on kochał to uczucie, zapach strachu unoszący się w powietrzu. Nic mu jakoś nie robił fakt, że to on i Jefferson byli tu więźniami, których zamierzano czym prędzej stracić. Szalonego Kapelusznika nawet wcześniej niż później.
    Jak się okazało nie było już starego wodza, a jeśli był, to za stary by mieć w wiosce jeszcze posłuch. To Tygrysia Lilia wydawał rozkazy, rozstawiając Indian po kątach. Nie wiedzieć czemu wszystko to straszliwie go bawiło. Nawet, gdy jego towarzysza zabrano na skałę ofiar, by poświęcić go jakiemuś bożkowi, Hak uśmiechał się głupkowato, a jego oczy iskrzyły z radości. Mógł praktycznie ciskać z nich piorunami, tyle w nich było energii i czystej radości. Jakby znów był dzieckiem. Na siedem mórz, jakże dawno to było. Setki lat temu, gdy jeszcze miał brata u boku, a pijany ojciec obijał mu tyłek co wieczór. Tak, dawne brzegi jego Anglii. Nie pamiętał tego dobrze, po tylu latach można zapomnieć
    - Tygrysia Lilo! – odezwał się pewnym siebie, dudniącym głosem, przekrzykując grzechotanie laski staruchy i krzyki młodzieńców.
    Indianka odwróciła się do niego i spojrzała my głęboko w oczy. Dostrzegał w niej coś nienaturalnego, ale nie potrafił tego określić i mało go to obchodziło. Liczyła się zabawa.
    - Chyba nie poświęcisz biedaka swoim bogom, co? Taki nic nieznaczący dzieciak ich nie zadowoli. Chociaż – wykrzywił się, marszcząc brwi i robiąc obojętną minę – Mi to wszystko jedno. Skoro wolicie zabić mojego pomocnika, a nie mnie, to co ja się będę pchał na stos.
    Twarz Tygrysiej Lili wykrzywił gniew. Hakowi bardzo się to spodobało.
    - No co, Tygrysku. Nie pamiętasz już kto wywiózł cię w łódce do jaskini Czaszki i kazał tam utopić? Nie pamiętasz kto prawie zgładzi Pana tyle razy? Ten ktoś ma się teraz ciebie lękać?! Jesteś tylko dzieckiem. Nie przestraszysz mnie zabijając mego druha.
    Jego słowa wyraźnie na nią podziałały, bo gestem dłoni powstrzymała niosących Jeffersona Indian. Hak wiedział, że przyszła kolej na niego. Tak jak być powinno. Będą chcieli go zabić w widowiskowy sposób, a on im to wszystko uniemożliwi i wróci na swój okręt, a potem splądruje z chłopcami wioskę. Zapowiadało się cudowne życie.

    [ Wiem, całe wakacje czekałaś. Przepraszam. Nie byłam w stanie się zebrać. Teraz wróciło trochę zapału x) Choć tylko trochę jak widać, bo odpis niedługi. Mam nadzieję, ze też nie najgorszy. ]
    HAK

    OdpowiedzUsuń

Szablon wykonała Night Tear. Źródło: WallPaper. Obsługiwane przez usługę Blogger.