niedziela, 22 marca 2015

I want my hapilly ever after and blood of eternal boy

~ The ocean is everything I want to be. Beautiful, mysterious, wilde and free.


  Huckelberry Jones

~ pirat ~ pianista w Trip Trap ~ parę setek lat na karku ~ skarby pod pokładem
~ pustka i brak celu ~ hak zamiast dłoni, ale to dobrze ~ trochę śpiewa i gra
~ niedoszły samobójca ~ magiczny statek domem ~ narcyz jakich mało
~ miłość do morza i jej błękitnych oczu ~ a także do zemsty ~

Kapitan Hak
 Kamraci  / Historia 

 Notki: 


To tylko ja. Ten czarny charakter, którego tak nienawidzą dzieci. Mordowałem, grabiłem, gwałciłem, oszukiwałem, kłamałem. Wszystko to jest prawdą, której przeczyć nie będę. Zresztą mój opór nic by nie dał, bo takim jak ja się nie wierzy. Zabawne, bo nie ma takich jak ja. Jestem tylko ja. Chociaż nikogo to nie obchodzi. Zresztą nie ma się co dziwić, kiedy radość znajdowało się w łamaniu wszelkich praw, odrzucaniu moralności i wszelkich wyższych ideałów. Bo tylko tę część historii większość chce znać. To jest ta ciekawa część, upewniająca ich w przekonaniu, że jest na świecie ktoś gorszy od nich samych. Potwór, na którego można zrzucić całą winę. Proszę bardzo, po to żyję. To tylko ja.
Nie mniej jednak jest jeszcze reszta tej bajeczki. Niewiele znaczące fragmenty odpowiadające na proste pytanie. Dlaczego? Tak, tak, wiem. Nic nie jest dostatecznym usprawiedliwieniem dla moich niecnych występków. Rozumiem. Nie zmienia to jednak faktu, że ja też spotkałem w życiu potwory. Nie byłem jednym z nich od urodzenia. Spróbujcie sobie wyobrazić, choć to niesamowicie trudne, że ja też byłem małym chłopcem. Miałem marzenia, ganiałem za młodymi pannicami, postanowiłem sobie być dobrym. Ba! Chciałem być rycerzem, który ocali jakąś piękną księżniczkę i tak zdobędzie jej dozgonną miłość. Tylko że zamiast na białym rumaku miałem podróżować na przepięknym okręcie. Dokładnie tak było. Nie widziałem siebie w roli pirata mordującego nie tylko mężczyzn, ale też kobiety, dzieci i starców.
Zrobiło się trochę ciekawiej, co? Teraz już nasuwa się wam to pytanie. Dlaczego? Jak? Co się stało? No właśnie stało się wiele. Wiele okropności, którym musiałem stawić czoło w pojedynkę. Tak, to samotność była mi wiernym towarzyszem. Inni przychodzili, zabierali kawałek mojego serca i znikali we mgle. Byłem zdradzany, poniewierany, traktowany jak przedmiot i gorzej. Ot zabaweczka innych. Nieumiejący obronić się dzieciak. Usłyszałem niedawno od kogoś mądrego, że złoczyńcy to tak naprawdę ofiary, których historii nikt nie opowiedział. Nie wiem czy jest na świecie istota, która lepiej ode mnie rozumiałaby te słowa. To właśnie cały ja. Ofiara, którą wszyscy nazywają czarnym charakterem.
Nikt nie chce mnie znać, nikt nie chce się ze mną zadawać, nikt nie chce wysłuchać mojej historii. Tak bardzo przywykłem do samotności i skrywania w sobie prawdy, że już nie wiem, czy byłbym w stanie opowiedzieć moje dzieje i usprawiedliwić tego, kim się stałem. Los za długo ze mną igrał, życie mnie nie oszczędzało. Nawet jeśli znajdowałem już szczęście, gdy zaczynałem wierzyć w moje happily ever after, to przychodził czas na kolejną katastrofę, która zabierała mi wszystko.
Nie ma już we mnie zaufania. Nie ma już chęci do życia. Po raz tysięczny na przestrzeni wieków zostałem sam i chyba ostatecznie przyszła pora na złożenie broni. Przyznaję się wszem i wobec, że jestem słaby. Nie udźwignąłbym już kolejnego ciosu, tylko padłbym na ziemię i błagał o litość, gdy moja ciemna krew rozlewałaby się po chodniku. Lecz to błaganie pozostałoby bez odzewu. Bo kogóż obchodzi los złoczyńcy?

Sam. Stary. Skończony.


------------------------------------------------------------------------------------------------------
Ahoy szczurki lądowe.
Kapitan na pokładzie :D 
Kartę sponsoruje cudowny Colin O'Donoghue <3 
A tu stare karty w kolejności chronologicznej : 4, 3, 2, 1. 
GG:  51314478 


Nie mam nic do ukrycia... 
Chyba...

91 komentarzy:

  1. [Jej, pierwsza!!! <3 Znowu coś wygrałam? xD
    Hahaha, zapamiętam to! xD
    Albo będzie miała czym go szantażować i powie, że wszystko nagrała xDD Wtedy Lucy też się przeżegna xD
    113 stron wątku <3333]

    Lucy ocknęła się nerwowo, a przez jej ciało przeszedł dreszcz. Zadrżała mimowolnie. Zupełnie straciła poczucie miejsca i czasu, więc z lekka oszołomiona pokręciła głową starając się zorientować, gdzie jest i co właściwie się dzieje. Zaledwie ułamek sekundy później przypomniała sobie o całym wczorajszym dniu, a jej niespokojny dotąd wzrok spoczął na wciąż tlącym się kominku. Odetchnęła z ulgą. Wciąż było jej ciepło, miękko i przyjemne, mimo że całą noc właściwie spędziła na siedząco, nieruchomo.
    W pomieszczeniu panował półmrok, a jedynym źródłem światła były przygaszone choinkowe lampki i delikatny płomień języków ognia. Lucy zastanawiała się, która może być godzina, nie potrafiąc uzmysłowić sobie, czy spała godzinę, dwie, czy może jest już ranek – o tej porze roku słońce wstawało przecież o wiele później niż latem.
    Dopiero po chwili uświadomiła sobie skąd wzięło się tak niespokojne przebudzenie. Miała dziwny sen. Właściwie zbiór kilku niezrozumiałych dla niej scen, wyrwanych z jakiegoś kontekstu, które o dziwo nawet dobrze zapamiętała. Niezwykle realne jak na zwykłą nocną marę, a te przecież najczęściej mają mało wspólnego rzeczywistością. Teraz błądziła w myślach po każdej ze scen. Zaciemniona sala, śmiech, krzyki, smak alkoholu, a potem zaułek późną nocą i dziwny kolorowy świecący napis na chodniku. Do tego uczucie niepewności, nawet strachu i ciemna sylwetka gdzieś przed nią. Tu sen się urwał. Lucy zagłębiła się na chwilę w zamyśleniach z dziwacznym niepokojem.
    Jej dłonie wciąć spoczywały przy głowie pirata. Huck spał spokojnie oddychając wolno, co od razu przyprawiło ją o dobry nastrój. Świadomość, że choć w taki sposób może przynieść mu ulgę wywołała u niej radość. Każdego wieczoru mogłaby tulić go do snu i nigdy by jej się to nie znudziło. Delikatnie pogłaskała go po włosach i westchnęła cicho. Najchętniej w ogóle by nie wstawała i przyglądała mu się tak długo, aż się obudzi. Miała jednak w głowie ułożony plan, więc delikatnie przeciągnęła z postanowieniem, że czas zacząć działać. A miała wiele do zrobienia.
    Ostrożnie wysunęła się spod jego głowy, pod którą sprawnym ruchem wetknęła poduszkę. Odetchnęła – nie obudził się. Poprawiła koc mocniej otulając nim Hucka i na palcach skierowała się do wyjścia. Ubrała się, założyła kurtkę i ruszył korytarzem ku wyjściu na pokład. Rozejrzała się nieco zbita z tropu, była pewna, że wyjście jest dużo dalej, a tymczasem już po kilkunastu krokach znalazła się na pokładzie.
    Na zewnątrz było jeszcze zupełnie ciemno, choć w oddalonych od portu oknach nowojorskich wieżowców już paliły się światła. Dziewczyna uznała, że musi być wczesny poranek, co potwierdziła godzina wyświetlona na jej telefonie. Była szósta dwadzieścia. Lucy zrobiła pierwsze kilka kroków na ośnieżonym pokładzie. Biały puch sięgał jej ponad kostki, więc z pewnością padało całą noc, bo zakryło nawet ich ślady z poprzedniego dnia. Mróz wciąż nie odpuszczał, więc naciągnęła czapkę, na szalikiem zakryła brodę i usta. Rozejrzała się dookoła. Rozwieszone lampki oświetlały wszystko delikatnym blaskiem, przez co poczuła się jak na scenie. Najchętniej zaśpiewałaby i zatańczyła, bo humor dopisywał jej jak nigdy. I tak nikt jej nie widział, mogła robić na co tylko miała ochotę. Jednak uśmiechnęła się tylko i dużymi krokami skierowała się ku zejściu na pomost portu. Nie mogła marnować czasu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie zaplanowała sobie drogę i to, co musi załatwić w jak najkrótszym czasie. Na wszelki wypadek podliczyła jeszcze pieniądze ufając, że na wszystko wystarczy. Zaszła do kilku sklepów, które na szczęście były już otwarte o tej porze. W rezultacie, obładowała kilkoma siatkami ruszyła w drogę powrotną na Jolly Rogera. Opuszczając ostatnią już ulicę tuż przy zejściu do portu, zatrzymała się pod jedną ze sklepowych wystaw. Coś wpadło jej w oko i od razu znała, że bez tego nie wróci. Idealny prezent dla Hucka, tylko czy było ją na to stać? Sięgnęła po portfel i przeliczyła. Ostatnie dolary jakie miała, ale czy w pierwszy dzień Świąt mogłaby wydać je na coś innego? Weszła do sklepu.
      Kilka minut później kroczyła już przez pokład okrętu. Słońce leniwie wschodziło pomiędzy drapaczami chmur, cudownie odbijając się od tafli wody, mieniąc się ciepłymi barwami. Lucy przystanęła na moment przy barierce. Dlaczego nigdy wcześniej nie zachwycała się tym widokiem w Fabletown? Nie wstawała rano tylko po to, by docenić coś tak pięknego? Wschód w Nowym Jorku nie mógł równać się ze wschodem nad Renem, jednak w równym stopniu mógł wspaniale zaczynać każdy jej dzień. Na chwilę przeniosła wzrok na kapitańską kajutę i uśmiechnęła się do siebie. Zastanawiała się, czy coś wewnątrz się zmieniło od czasu, gdy była tam po raz ostatni. Ah, jak ją kusiło, by wejść do środka i posiedzieć tam choć przez chwilę. Powspominać. Obejść ją wkoło i sprawdzić, czy stary dębowy stół wciąż stoi na swoim miejscu, zakryty tymi samymi mapami co kiedyś. Czy stare deski podłogi trzeszczą równie melodyjnie. Czy poczuje ten sam słodki zapach rumu.
      Nie, nie miała teraz na to czasu.
      Zabrała siatki i wróciła do kajuty, w której nocowali. Odłożyła kurtkę, sweter i buty, i wśliznęła się do środka. Było tu tak ciepło, że spokojnie mogła przebywać w samej podkoszulce. Cichutko podeszła do kanapy upewniając się, że Huck wciąż śpi. Nie pomyliła się. Przekręcił się na bok, jednak wciąż leżał pogrążony we śnie. Znów poprawiła koc, który go okrywał i zaniosła siatki na mały drewniany blat znajdujący się przy oknie. Dojrzała go już poprzedniego dnia i uznała, że idealnie pasuje do jej niecnego planu. Dodatkowo, widziała stąd ten przepiękny wschód słońca. Sięgnęła też po szklaną kulę i postawiła ją na parapecie tuż obok. Skupiła myśli, a śnieg w kuli sam zawirował. Miała kontrolę nawet nad wodą wewnątrz jej. Wypakowała zakupy, a prezent dla Jonesa chwilowo umieściła pod blatem, w niewidocznym miejscu. Chwilę zajęło jej zorganizowanie się, na szczęście znalazła wszystko, co było jej potrzebne. Do małego, metalowego czajniczka nalazła wody i zawiesiła tuż nad ogniem. Podobnie zrobiła z blachą, którą umieściła w kominku, by już zaczęła się nagrzewać. Na bok odłożyła rzeczy, które kupiła na śniadanie – zaczekają, aż Huck się obudzi, a tymczasem rozłożyła produkty, które za moment połączy w piernikowe ciasto. Blat posypała mąką, kilka jajek, cukier, proszek do pieczenia i przyprawy. Po chwili powstała masa, którą rozwałkowała i z pomocą noża zaczęła wycinać najróżniejsze kształty. Przygotowała lukier i polewę z czekolady, wszystko musiało być idealne.

      Usuń
    2. Mogłaby spędzić tak całe życie. Ona, Huckelberry i Jolly Roger. Wstawaliby rankiem, jedli śniadanie i wpadali na głupie pomysły wypłynięcia gdzieś daleko, na kilka miesięcy zostawiając Fabletown za rufą. Wracaliby na trochę i znów znikali za horyzontem. Pewnie wpadaliby w tarapaty, tacy przecież byli. Ale od czego byłby Smee? Bo przecież w końcu się odnajdzie, on i reszta załogi. Lucy wybiłaby im z głowy przesąd, że kobieta na pokładzie przynosi pecha. Ona, ze swoimi mocami mogłaby tylko wszystko ułatwić. Przechodziliby przez sztormy bez szwanku, omijali rafy koralowe i ukryte pod powierzchnia wody skały. Potrafiła przecież nurkować bez ograniczeń, więc kto lepiej znajdowałby zatopione skarby? Huck tyle jej o nich opowiadał, o skrzyniach pełnych kosztowności, o perłach, rubinach i szmaragdach, o złocie, które wciąż na nich czekały.
      Westchnęła, tonąć w tak cudownych marzeniach.

      [Zaszalałam z długością xD]


      Lucy cukiernik

      Usuń
  2. - Wie że tu jestem, że miałem się tu pojawić. Dobrze wiedzieć, że już mi tu robi kartotekę... będę unikał policji. Tak na wszelki wypadek. Przyjechałem z drugiego końca kraju. Tu jeszcze nie zaczęli mnie szukać. - wykrzywił wargi w kolejnym ze swoich uśmiechów. Wyciągnął z kieszeni zmiętą paczkę papierosów. Nie nosił ich w tych tekturowych kartonikach. Drażniło go to, że rogi wbijają mu się w ciało, podczas jazdy. Miał też papierośnicę. Ale była ciężka i wciąż tkwiła w niej kula. Miał wielkie szczęście, że właśnie tego dnia w tej konkretnej chwili, wsadził papierośnicę do kieszeni na piersi a nie jak zawsze do dolnej po prawej stronie. Pocisk, przeznaczony dla jego serducha utknął w mosiądzu i tkwił tam do tej pory.
    - Chyba trzeba by się dowiedzieć co planuje. Może uda mi się w końcu go przyszyć na stałe... Przestanie robić problemy.
    Wydobył z kieszeni papierosy. Wybrał jednego i odpalił. Zaciągnął się raz i pozwolił by cienka stróżka dymu unosiła się w przestrzeń. Zaczął się zastanawiać dlaczego ma ochotę opowiedzieć temu obcemu człowiekowi historię swojego życia. Podejrzewał, że to mogło mieć związek z dziwną atmosferą tego miejsca.
    -Słuchaj... Emmm... Hak. Mam tak do ciebie mówić, czy masz jakieś imię? Nie miałeś przypadkiem takiego... no wiesz... gayfrienda? Starszy taki...
    Wciągnął dym do płuc. Bardzo wcześnie zaczął palić. Uspokajało go to. Jakaś myśl zaczynała błyszczeć pod warstwą czarnej mgły wewnątrz umysłu. Coś wciąż było ukryte. Nie był pewien czy sam chciał to wszystko zapomnieć czy może stało się to za sprawą kogoś lub czegoś silniejszego niż on.

    Trochę bezczelny, ale zawsze synek :D

    OdpowiedzUsuń
  3. [Nawet nie zauważyłem. Nie przejmuj się, ja też coś ostatnio walczę dość intensywnie z kryzysem. :)
    Hahaha, no ja nie wiem czy Mordred dobry do "obrony" przed Oberonem. Prędzej by stwierdził coś w stylu "Hak ogarnij się i przestań się bać", o ile rzecz jasna by go to aż na tyle obchodziło. No chyba że... Gdyby zrobić z nich przyjaciół (chociaż u Mordreda to trochę za mocne słowo) to pewnie Mordred by się trochę stawiał bratu, bo odbierałby niechęć Oberona do Haka, jako próbę kontrolowania. Chociaż bardziej mi do niego - i do jakiejś normalnej znajomości - pasuje opcja, w której by go nie obchodziło co Oberon myśli o Haku i na odwrót. Z drugiej strony widzę, że też masz relację z Tytanią, z którą Mordred jest bardzo blisko i to też by można było jakoś ciekawie wykorzystać.]

    Mordred Deschain

    OdpowiedzUsuń
  4. [Wybacz zapłon!
    Ja tam och chętnie potulę, zwłaszcza, że Leslie to taka niewinna istotka bez zahamować. W sumie, niby drugi pomysł z gwiazdami i księżycem jest banalniejszy, ale z drugiej strony... gdyby Leslie go zobaczyła i zorientowałaby się, że podziwia gwiazdy pewnie zaczęłaby niewinnie rozpowiadać o pięknie nocnego nieba, a potem po prostu by go przytuliła, pieprząc jakieś typowe dla siebie farmazony]
    Leslie

    OdpowiedzUsuń
  5. - To może zostańmy przy Haku.
    Miał ochotę rzucić jakiś kąśliwy komentarz, dotyczący mienia swego współtwórcy, ale się powstrzymał. Przez lata zdążył się nauczyć w porę milknąć. Na początku swojej kariery, narobił sobie wielu wrogów i przeciwników, którzy za wszelką enę chcieli go upokorzyć i się odegrać.
    Nawet nie drgnął kiedy papieros został mu wyrwany z ust i rozdeptany na deskach. Zmarszczył nieco brwi i zerknął na ojca.
    - Taaa... dogadałbyś się z Susem... Miał podobne podejście do mojego wychowania. "Nie pal bo nie urośnie ci fiut i będziesz tylko dziunie straszył". - zacytował ulubiony tekst przybranego papy, który słyszał kilka razy dziennie.
    Zerknął tylko w stronę cygar. Jakoś nie miał na to ochoty. Choć zapewne jeśli rozmowa się rozwinie to będzie musiał zapalić i pewnie się napić czegoś wysoko procentowego.
    - No dobra... Prawdę mówiąc, nie wiem po co tu jestem. Nigdy nie zależało mu na odnalezieniu prawdziwych rodziców. Nie potrzebowałem tego do szczęścia. Nie podobają mi się te zbiegi okoliczności, które sie ostatnio pojawiły. A kiedy wiedźma mi powiedziała, ze jest tu mój ojciec... Miałem ochotę wsiąść na motor i spieprzyć gdzieś daleko. Nie lubię kiedy ktoś lub coś próbuje mną rządzić. Ale zatarłem sobie silnik i muszę to naprawić... Chociaż może to dobrze, że tu jestem. może złapię w końcu sukinsyna.
    Telefon znów zabrzęczał mu w kieszeni. Wydobył go i zerknął na wyświetlacz. Znów te małe babeczki. Wolałby nie odebrać, ale wtedy zwykle wpadają w panikę i zaczynają odprawiać te swoje czary.
    - Co znowu? - mruknął do aparatu.
    - Irma miała wizję! - zapiszczała jedna z wróżek. - Mówiła, że widziała cie na wodzie. A potem pojawił się cień i kogoś zabrał.
    - Kogo?
    - Nie wiem...
    - To widziała że kogoś zabrał a nie wie kogo? To bez sensu... Znów wciskacie mi kit bym wrócił bo się boicie spać same w nowym miejscu?
    - Nie, nie! - żachnęła się inna wróżka. - No może trochę...
    - Cicho! - uciszyła poprzedniczkę kolejna. - Irma mówi, że to była kobieta. Kobieta z wody...
    - Syrena? - spytał, bo nic innego nie przychodziło mu do głowy.
    - Nie, zwykła kobieta tylko że z wody.
    Peter przetarł twarz wolną dłonią. Jakże on nie potrafił z nimi rozmawiać. Za każdym razem kiedy Irma miała wizję, bombardowały go informacjami, których nie do końca rozumiał a potem, kiedy działo się już to co wróżka widziała, wszystkie cmokały "a nie mówiłam?".
    - Więc, ja sobie pływam w wodzie a Cień porywa kobietę z tej wody ale bez ogona, tak? - upewnił się, by móc sobie to w miarę ułożyć w głowie.
    - Nie! Pływasz na wodzie, a Cień porywa kobietę z wody! Nie z tej samej wody, tylko z innej.
    - A co ze świniami? Latały nisko czy wysoko?
    - Bardzo śmieszne... - fuknęła wróżka, jak rozpoznał po głosie Cornelia.
    - No dobra, pomyślę nad tym. Teraz jestem zajęty. Idźcie spać. Niedługo wrócę.
    Rozłączył się i schował telefon. Swoimi intensywnie błękitnymi oczami spojrzał na Haka.
    - Ta twoja... kobieta... nie jest przypadkiem... nimfą?

    OdpowiedzUsuń
  6. [My się już znamy, hej! :D Mam dwie sprawy. Po pierwsze: baaardzo dziękuję za miłe słowa pod notką i niedosyt postaram się w najbliższym czasie zaspokoić kontynuacją. :) A po drugie, to napiszmy coś! Bo ostatnia wersja Burtona niestety zniknęła.]

    Gareth Burton

    OdpowiedzUsuń
  7. [Niestety, został przeze mnie brutalnie uśmiercony, no ale może jeszcze kiedyś zawita na Fable, dzięki Skipperowi mam zapisaną kartę, więc różnie może wyjść. :D
    Może by jakoś wykorzystać grzeszki Haka i fakt, że dawniej Burton takich pożerał?]

    Gareth Burton

    OdpowiedzUsuń
  8. [Ja jestem na etapie czwartej, czyli Garetha, chociaż jak tak sobie myślę, to trochę brakuje mi tego poprzedniego Burtona. Może go faktycznie przywrócę latem, ale pod innym nazwiskiem, bo rodziną z tym zdecydowanie nie jest. XD
    Im więcej grzechów, tym lepiej smakuje, więc Hak mógłby wręcz stać się dla niego synonimem prawdziwej uczty. :D Wcale nie wygląda naciąganie, bo mi się podoba. Wygłodniały Ammit w ludzkiej formie mógłby nawet sam stawić się na progu Haka, mimo wszystko upominając się o jego serduszko. :D]

    Burton

    OdpowiedzUsuń
  9. [Awwww <3 Hm, zacznę przygotowywać listę xDD
    Pięknie wszystko wyszło <3 Niech mają, należy im się po tym wszystkim, co im zafundowałyśmy xD <33]

    Starała się zachowywać najciszej, jak tylko potrafiła. Niech Huck jeszcze sobie pośpi, należało mu się przez ten katar. Teraz ona miała zamiar trochę się wykazać. Ciasto jednak wcale nie chciało współpracować, a mąka rozniosła się po całym parapecie, który chwilowo służył jej za stołowy blat. Mimo to uśmiechała się do siebie rozpływając się we wciąż widocznym wschodzie słońca. Miała zbyt cudownych planów na ten dzień, by zamartwiać się takimi drobnostkami.
    Po kilku minutach zalała herbatę i postanowiła ładnie obudzić pirata. Może śniadanie, które za chwilę przygotuje nie było iście świąteczne, ale nie to było najważniejsze. Dziś czuła się jak nowonarodzona i chyba nic nie było w stanie tego zepsuć. Ba! Czy ten poranek mogłaby wyobrazić sobie jeszcze wspanialej?
    Wówczas usłyszała, że Huck się obudził. Dobiegł ją jego cichy szept, więc z wesołą miną przetarła czoło nadgarstkiem i odwróciła się. Miała nadzieję, że nie oberwie jej się za cały ten nieporządek, jaki zapanował w tej części ich bożonarodzeniowej kajuty. Jakoś go przekona, że ta mąka za moment zniknie i wszystko wróci do normy, bo robi to wszystko dla niego. Zrobiła kilka kroków w jego kierunku uznając szybko, że chyba czuje się już lepiej, kiedy ten zerwał się na równe nogi. Stanął tuż przed nią, najbliżej jak tylko się dało, jakby chciał zatarasować jej drogę. Powiedział kilka słów i wbił w nią ten wzrok, który znała aż za dobrze. To był rodzaj spojrzenia, który nie potrzebował wyjaśnień i działał na nią niezwykle rozbrajająco. Wolno wypuściła powietrze, które wstrzymała na kilka długich sekund i znów nabrała go w płuca oddychając coraz wolniej. Przez krótki moment siłowali się na spojrzenia, zupełnie jakby grali, kto najdłużej zdoła utrzymać powagę. Bo w ich przypadku to zawsze była gra i chyba to on przegrywał najczęściej. Również teraz. Dłoń pirata powędrowała na jej wyprostowane jak strzała plecy, a usta musnęły jej nos.
    Wszystko popsuł. Cały jej misternie ułożony plan legł właśnie w gruzach. Po prostu obudził się, wstał i postanowił zrobić to, na co miał ochotę, nie pytając jej o zdanie. Przykleił się do niej bezczelnie, w tym swoim słodkim stylu i nie miał zamiaru odpuścić. Śniadanie czekało na nich od godziny, woda dawno już ostygła, pierniczki czekały na upieczenie. A przecież po jedzeniu miała zamiar zaciągnąć go do kapitańskiej kajuty i jak najdłużej grać zaciekawioną tym, co też zmieniło się wewnątrz. Przecież tam czekało jego kapitańskie łoże. Ich kapitańskie łoże…
    Tyle pracy na marne. Tyle planowania spełzło na niczym. Oh, jak ona to uwielbiała. Kochała to, jak wspaniale potrafił zrujnować jej idealnie obmyślony dzień, jak jednym słowem i jednym gestem zdołał zmienić jej życie. Przecież już to kiedyś zrobił.
    Chciała myśleć, że niemal zapomniała, czym była dla niej jego bliskość w tak cudownym znaczeniu. Ale wcale nie zapomniała. Tęskniła za nim dzień i noc, nawet przez moment nie myśląc o żadnym innym mężczyźnie tak, jak o jej Hucku. Wydała z siebie ciche westchnienie, znów nabierając sporą porcję powietrza. Nie miała wątpliwości, jak zakończy się ten poranek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. - Herbata wystygnie – szepnęła z lekkim uśmiechem choć trochę udając zmartwioną. Jej słowa zawisły jednak w powietrzu, bo wtedy właśnie postanowił przerwać jej cudownym, namiętnym pocałunkiem. Objął ją tak mocno, że niemal straciła oddech i oboje zatonęli w nim na kilka kolejnych sekund. Wystarczył krok w tył, może dwa, by oparła się plecami o parapet, przy którym pracowała od rana. Na ziemię spadło kilka sztućców, chłodny już napar rozlał się po podłodze, a Lucy wciąż trzymała ręce uniesione ku górze, niemal w geście poddania, a tak naprawdę jakoś tak odruchowo nie chcąc go ubrudzić mąką.
      - Nie jesteś za stary na takie zabawy? – rzuciła wyzywająco swoim cichym, melodyjnym głosem, co z pewnością sprowokowało go jeszcze bardziej. W końcu pozwoliła sobie na taki ton, nie potrafiąc już myśleć o czymkolwiek innym.

      [Eh, wszystko przez ciebie <3]


      Lucy, która wyjątkowo nie ma nic więcej do powiedzenia

      Usuń
  10. Usmiechnela sie z wysilku.
    - prosze cie - machnela na to reka - jeszcze troche a trafimy do ksiegi z mnofoscia przeprosin. Wiesz, w sumie to jestesmy kwita. Tys mnie uratowal a ja ciebie troche polatalam - mamy remis, prawda. przykro mi, ze musze cie wyprosic ale musze sie tym zajac. A bluza... ? Nie trzeba w sumie. - dodala odprowadzajac go do drzwi. - pamietaj bys zachaczyl przy okazji do lekarza z ta rana. - puscila oko - bede spokojniejsza a i jednoczesnie bede wiedziala, gdzie sie zwrocic gdyby nagle cos podobnego sie zdazylo. Ciesze sie, ze moglam pomoc w taki czy inny sposob. Zatem do dobaczenia przy najblizszej okazji. - pomachala na pozegnanie i potem zamknela drzwi zastanawiajac sie czy aby nie lepiej byloby kiedys go zaprosic na kawe lub w tym guscie. No ale chyba bylo na to za szybko.
    Westchnela glucho zabierajac sie do pracy. Ponownie chwycila za telefon.

    Minelo kilka dni. Sprawa stala w miejscu. Mnozyla sie i troila. W pracy tez ciezko czasem bylo i nawet nie miala chwili dla siebie. Prawie przestała sypiac. Wlewala w siebie litry kawy, ale wcale nie czuła pozytywnej energii, bylo wrecz przeciwnie. Prawie, ze zamienila sie w zombie i chodzila jak automat.
    Gdy po pracy wchodzila do domu to od razu kladla sie do lozka w tym czym byla. Potem przyjaciolka probowala ja wypchnac z domu, by sie troche rozerwala. Tak dlugo jej trula, ze z niechecia wyszykowala sie i wyszla z nia do baru modlac sie by nie zasnela.
    - podwojnego burbona poprosze - rzucila barmanowi, gdy usiadla przy ladzie. Znudzona przygladala sie reszcie gosci podczas czekania na napitek.

    [po wielu trudach] Eliza

    OdpowiedzUsuń
  11. [Kiedyś byłam Margaery czyli Śnieżką i mieliśmy fajny wątek. Nie wiem czy pamiętasz i nie wiem czy chcesz coś ze mną napisać, ale ja z Tobą bardzo. W razie chęci zapraszam do Śpiącej Królewny.]

    Aurora Llorist

    OdpowiedzUsuń
  12. [ Jakoś to przeżyję XD ]

    Uniósł brew, przyglądając się mężczyźnie który miał być jego ojcem. Starał sie nie ostrzegać licznych podobieństw miedzy nimi, które od pierwszej chwili rzuciły mu się w oczy. Jeszcze się może okaże, że lubią podobne potrawy i alkohole...
    Spiął wszystkie mięśnie, gdy kapitan zbliżył się nagle i tak bez słowa naruszył jego osobistą przestrzeń. Chyba miał ochotę sie wyrwać, uciec na drugi koniec kajuty i syczeć jak kopnięty kocur. Ale to szybko minęło.
    - Nie wiem. Moja... koleżanka, ma czasem takie jakby wizje. Ale one nie sa konkretne ani pewne. Wszystko zależy od interpretacji. Nie znam tej twojej Lucy... ale znam swojego braciszka. I wiem, ze kiedy on się gdzieś pojawia, to znak że coś zaczyna się dziać.
    Jednak kiedy nazwał go synem, nie wytrzymał i parsknął śmiechem. Pokręcił głową. Cóż to za ciekawy człowiek?! Widzą się po raz pierwszy w życiu, a przynajmniej Pete widzi go po raz pierwszy, a tu się nagle takie emocje ukazują. Dawno nic podobnego go nie spotkało. Na początku, był tylko małym chłopcem w wielkim świecie, który nie rozumiał zbyt wiele. Nie pamiętał, skąd się wziął. Po prostu przyszedł. Nie zastanawiał się też, skąd u niego wzięło się pięć wróżek. A potem spotkał swoją dziwną rodzinę. Stado rosłych chłopów na motorach, a wśród nich Susa, z którym chciał się bić i mimo że był od niego dwa razy niższy, był pewien że wygra. Teraz znów był sam. Chociaż może nie tak do końca…
    - Słuchaj...Hak. Nie wiem zbytnio o co tak na prawdę ci chodzi. Gdybyś wiedział o moim istnieniu, to co? Trzymałbyś mnie tu jako swoją małpkę pokładową? Nie miałem jakiegoś złego życia czy coś. Przynajmniej coś się działo... Miałem swoich kumpli, swoje przygody i niczego nie żałuje. No... prawie niczego. Więc te swoje nagłe, niewiadomego pochodzenia, przypływy ojcowskich uczuć możesz wypłacić mi w whisky i zlotych dukatach. - parsknął śmiechem. - Zawsze miło wiedzieć, że komuś znów rozwalam w miarę poukładane życie. Ale nie szukam papcia, który będzie mi wiązał buty i pilnował bym włożył czapkę. Ale jak chcesz mozemy zostać kumplami. Bo chyba przyda mi się twoja pomoc. Muszę go w końcu złapać. – odwrócił się, wskazując na ścianę, na której wciąż majaczył tylko jeden ruchomy cień. Odsunął się od Haka. Sprawdził czy nóż jest na miejscu. Mógłby zadzwonić do tych pięciu dziuń z którymi ma „zaszczyt” mieszkać i powiedzieć by się spotkali gdzieś w mieście. Jednak to mogłoby być niebezpieczne dla wróżek. Nie znał planu Cienia.
    -Musimy jechać do tej twojej… Lucy. Jeśli on tam jest to może się wystawi.

    OdpowiedzUsuń
  13. [Nie masz za co przepraszać. Też tak czasem mam, więc nie pozostaje mi nic tylko życzyć dużo weny. :)
    Z pomysłami to u mnie różnie bywa i w sumie wszystko zależy w jaką stronę byśmy szli. Bo np. nie bardzo widzę Mordreda zaangażowanego w rodzinne sprawy. Niby z kundelkiem też myślimy nad fajną relacją Mordreda i Lucy, to wątpię czy z tego powodu by np. interesował się Hakiem. Chyba bardziej bym widział go w wątkach dość mocno zdystansowanych od rodzinnych konfliktów, sympatii czy antypatii. Chociaż to też zależy czy wolimy myśleć nad jakimś powiązaniem czy iść w coś bardziej zwyczajnego, a ewentualne powiązania wyszłyby w trakcie wątku. No i w stronę jakich relacji? Bo z jednej strony ze względu na podobieństwa, mogliby się jakoś ze sobą dogadać, ale ze względu na różnice - pozabijać. :) Przyznaję, że równie mocno przydałby mi się dla Mordreda jakiś dobry kumpel, z którym mógłby napić się, pogadać i ponarzekać, jak i wróg, do którego można pałać nienawiścią. Patrząc na Haka to nie widzę go w sumie ani w jednej, ani w drugiej roli - bo zbyt by Mordreda irytowała depresyjna postawa Haka, ale też - za bardzo by rozumiał jego problemy, by go nie lubić. Czyli może coś pośredniego?]

    Mordred Deschain

    OdpowiedzUsuń
  14. [Awww, to super. <3
    Ogólnie myślałam sobie o czymś podobnym, ale nie wiem jak Ty to widzisz...]

    Aurora

    OdpowiedzUsuń
  15. [O, w takim razie bardzo się cieszę! :3
    Ogólnie myślałam o takim czymś, że Aurora jakimś cudem trafiłaby na statek na ktorym znajdowałby się Hakus i gdzieś tam z nimi popłynęła. Mogłoby być to zanim zapadła w śpiączkę, załóżmy miałaby z 17 lat XD No i początkowo by się nie polubili (załóżmy że musieliby spędzić ze soba miesiąc) ale Aurora z czasem zaczęłaby mu się podobać i pewnego dnia gdy mieliby zatrzymać się w jakimś porcie to moja księżniczka jakimś cudem upiłaby się w tawernie i Hak by ją ratował <3 Co Ty na to?]

    Aurora

    OdpowiedzUsuń
  16. [Ja też tak mam, zazwyczaj nagła wena, a potem długo nic.:)
    Paplanina świetna i w sumie trochę pomysłów już mam. Ale to tak po kolei.
    U niego to bardziej działa na zasadzie, że on wciąż uważa za swoją rodzinę Lota, Morgause i ich synów, a z Oberonem wciąż ma relacje skomplikowane i nie do końca ogarnięte, więc taka trochę czarna owca w rodzinie. Jak to z kundelkiem ładnie podsumowaliśmy we wstępnych ustaleniach Mordred i Lucy są do siebie podobni - niezbyt pasują do rodziny, mieli trudne życie, ciągle ktoś za nich decydował, ciągle chcieli się zerwać z tej przysłowiowej smyczy i z tego wszystkiego mają tendencje do zachowań destrukcyjnych (głównie autodestrukcyjnych). Czyli tu jeśli brać pod uwagę relacje rodzinne to z Oberonem relacja jest trudna, z Tytanią bardzo taka ciepła i łagodna, no i teraz dopiero w Fabletown nagle się okazuje, że ta irytująca Mordreda przez lata nimfa to jego bratanica i mają ze sobą więcej wspólnego niż by się spodziewali. Czyli o ile by się nie interesował Hakiem z powodu antypatii Oberona, to mógłby się zainteresować widząc, że Tytania ma do niego słabość, a już najpewniej jakby Lucy zależało na tym by poznał "tego pirata o którym mu opowiadała". :) W sumie jeśli kundelek nie miałaby nic przeciwko, to możemy sobie nawet sprawę ułatwić, że panowie spotkają się pierwszy raz dzięki Lucy, która będzie chciała poznać wujka ze swoim ukochanym na jakimś drętwym obiedzie czy wspólnej kolacji. Tutaj tak jak mówisz można wplątać by obaj mieli na początku trochę zniekształcony obraz tego drugiego. Huck mógłby negatywnie postrzegać Mordreda, bo w końcu brat Oberona (a jakby jeszcze jakieś doczesne historyjki do tego dodać, gdzie Mordred to samo zło, to już w ogóle), a z Mordredem ciężko powiedzieć jak to by było, bo to też zależy z jakich powodów Oberon Haka nie lubi (generalnie Mordred i Oberon mają zupełnie inne podejścia do życia i do ludzi).
    Wiesz możemy w sumie dla przeciwwagi dać im przeciwną relację niż ma Hak z Oberonem. Kto wie w jakim kierunku to nam wątek pójdzie, może jakoś się z czasem bardziej dogadają i zakumplują, choć u Mordreda ciężko o takie relacje. Najbardziej bym ich widział w relacji raczej pozytywnej, choć zdystansowanej - mają swoje problemy, Hak jest bardzo emocjonalny, Mordred od emocji ucieka, dość mocno łączy ich Lucy, więc tutaj można nawet trochę zrobić relację trochę stylizowaną na teścia i zięcia (czasem by mogli porozmawiać bardziej poważnie o Lucy, czasem o Oberonie itp.), no a czasem niechby sobie nawet i skoczyli do gardeł, a potem najwyżej jakoś znów dogadali przy flaszce.
    No i właśnie raczej by potrzebowali pretekstu lub jakiś okoliczności, które by ich skłoniły do wspólnego towarzystwa. Pomysł z przedmiotem - bomba! Można to trochę nawet bardziej urozmaicić, Mordred teraz ma "małą" fazę na magiczne przedmioty z Avalonu. A Hak może mieć coś takiego wśród pamiątek na statku lub w skarbie z piwnicy. Skoro klątwy i przeznaczenia... W powiązaniach widzę, że Hak oberwał trochę klątwą Oberona, a ja mam w planach z Annabel by w przyszłości Oberon uleczył Mordreda dzięki mocy swego pierścienia i troszkę też to Mordredowi zaszkodzi. Może Hak i Mordred by sobie na własną rękę chcieli poszukać rozwiązania, bo z tego co widzę i jednemu i drugiemu jest nie na rękę polegać na wielkoduszności Oberona. Jak chcesz namieszać z przeznaczeniem i wykorzystać, że łączy ich to samo miejsce tylko w innym czasie. To co Ty na to by zrobić z Haka dalekiego potomka jednego z przybranych braci Mordreda? I nagle się okazuje, że Hak jest w posiadaniu rodzinnej pamiątki, przekazywanej z pokolenia na pokolenie. Dodać do tego fakt, że może to być jakiś przedmiot magiczny (bo adopcyjna matka Mordreda też była czarownicą). Chociaż nie wiem czy to nie byłoby już zbyt wielkim zbiegiem okoliczności. Jak myślisz?
    Wspólna sprawa lub wspólny wróg - jestem za. W razie czego można ich też razem wysłać do świata baśni, skoro mi tu już i tak Mordred szaleje z portalami.]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [Wspólna sprawa lub wspólny wróg - jestem za. W razie czego można ich też razem wysłać do świata baśni, skoro mi tu już i tak Mordred szaleje z portalami. Wrogów Mordred ma pod dostatkiem (z Arturem i Lancelotem na czele), chociaż wspólny wróg z Hakiem musiałby być już z Fabletown, ewentualnie Hak zadarł w Fabletown ze starym wrogiem Mordreda. Wspólna sprawa. Nie wiem czemu, ale mam uparcie dwa pomysły - jeden z poszukiwaniem skarbu, drugi ze zbrodnią do zatuszowania. W pierwszym może chodzić o jakiś magiczny artefakt ukryty na jakiejś wyspie w świecie baśni. Mordred uprze się go zdobyć, rzecz jasna bez wiedzy Oberona. DO świata baśni jeszcze się dostanie, ale na żeglowaniu się nie zna, tamtego świata też nie zna, więc przydałby mu się zaufany pirat. Mógłby namówić na wyprawę Haka, tylko nie wiem czym by go przekonał. W sumie Mordred też czarownik (choć bardziej taki druid), więc może długowieczność by mógł żyć długo (bardzo długo) i szczęśliwie z Lucy, nie prosząc o to Oberona? Opcja druga ze zbrodnią do zatuszowania. Hakuś zrobi coś złego, np. zabije jakiegoś swojego wroga (nawet w obronie własnej), a Mordred mu pomoże, bo nie chciałby żeby Lucy cierpiała jeśli Hak trafi za kratki. W dalszej perspektywie można skomplikować sprawę tym, by Hak czuł się dłużnikiem Mordreda i chciał za wszelką cenę jakoś spłacić ten dług. I wtedy trzymając się mroczniejszych klimatów dać sprawę z wrogiem Mordreda na przykład.
      No i jak? W razie czego mogę myśleć dalej - wystarczy, że mi kierunek podrzucisz. Tylko patrząc na to jak się rozpisałem to jakaś masakra. :)]

      Mordred Deschain

      Usuń
  17. [Jest cudownie <3 Bardzo mi się to podoba i z tym, że ją niby porwał to też :D Uhuhu, Hakuś uratuje ją a ona jego przed strąceniem. <3
    I oczywiście chce zacząć od początku! Będzie więcej zabawy :3 Poza tym marzy mi się wątek w którym Aurora będzie jeszcze delikatna, naiwna i romantyczna. Na początku może się bronić przed tym uczuciem ale pozniej wpadnie :D
    Co z początkiem? Chciałabyś nam zacząć? <3]

    Aurorka

    OdpowiedzUsuń
  18. I gdzie ona sie znowu podziala? - zapytala samej siebie podirytowana. Miala wykjsc tylko zadzwonic a nie bylo jej uz z godzine lub dwie. Znajoma po prostu zapomniala o niej.
    - swiat jest do bani - mruknela saczac swego drinka. Po tym jak ja wystawila do wiatru miala zamiar wrocic do domu, aby wrocic nie do lozka tylko do pracy. No ale jak tu juz byla to i zostala mimo sennosci i strasznego bolu glowy.
    - poprosze o jeszcze jednego - skinela na barmana. Po krotkiej chwili dostala dolewke. W miedzy czasie zauwazyla zwalniajacy sie stolik i chciała do niego podejsc. Wstawała ze stolka z kieliszkiem w reku nie zauwazajac, ze nie tylko ona sie ruszyła w tym samym momencie i... chlust. Alkohol poplamil oboje "poszkodowanych". Miała juz przygotowana cieta riposte i byla w nastroju klotliwym, gdy zauwazyła znajoma twarz.
    - Huck? - zamrugała odstawiajac szklaneczke na blat, aby wyjac chustke i sie wysuszyc chociaz troche - nie slysze co mowisz - powiedziała glosniej. bo muzyka walila na caly regulator. Wskazała na drzwi, by dac znak ze w cichszym miejscu lepiej sie uslysza. Z ulga odetchnela gdy poziom halasu sie zmniejszyl. - od razu lepiej. Wszystko gra? - zapytała.. w sumie zapytali jednoczesnie.
    Zamilkla.
    - moze ty pierwszy? - usmiechnela sie kacikami ust. Uniosła brew do gory.

    zaklopotana Eliza

    OdpowiedzUsuń
  19. [Eh, dziś mam słaby dzień na jakiekolwiek skupienie, ale mam nadzieję, że coś z tego wyszło :D (zły kundelek, który zamiast pracować pisze odpisy pod nieobecność szefa xD)]


    Dobrze wiedziała, jak zareaguje na te słowa. Pod tym względem znała go aż za dobrze, więc zadowolona z siebie tylko czekała na odzew, który skwitowała przeciągłym mruknięciem.
    - Takiej odpowiedzi się spodziewałam – szepnęła słodko nie mogąc powstrzymać uśmiechu, całkowicie poddając się jego czułym pocałunkom. Dłoń pirata szybko znalazła się pod jej koszulką, a ciepły oddech, który czuła na szyi i ramieniu przyprawiał ją o gęsią skórkę. Dobrze wiedział, co robić, by równie szybko zapałała do niego tym samym uczuciem, tą samą chęcią zbliżenia. Z każdą kolejną chwilą pragnęła go coraz bardziej. Przez napięte ciało przechodziły przyjemne dreszcze za każdym razem, gdy jego usta dotykały jej skóry. To było jak zabawa, wymienianie się zadziornymi odpowiedziami i delikatnymi pocałunkami.
    Posłusznie robiła wszystko to, czego oczekiwał, więc oplotła nogi wokół jego bioder. Podniósł ją do góry trzymając tak mocno, jakby obawiał się, że za moment wyrwie się z jego objęć i więcej jej nie zobaczy. Znów zatonęli w cudownym pocałunku, a atmosfera podniecenia zaczęła brać nad nimi górę.
    Serce zabiło mocnej słysząc te kilka cichych słów, które wydobyły się z jego ust. Uśmiech powoli zszedł z jej twarzy, ustępując miejsce całkowicie zaskakującemu wzruszeniu.
    - Jesteś cały mój, Hak... - westchnęła, a jej oczy zaszkliły się na moment. Dopadł ją potworny smutek, jakieś cholerne wyrzuty, że doprowadziła go do najgorszego. A on tak po prostu nadal ją chce, wciąż kocha i pragnie. Skończony wariat.
    - Hak… – powtórzyła jeszcze ciszej mając w myślach jego prawdziwe imię, te które poznała w innym świecie. Bo w tym momencie poczuła, że wrócił jej kapitan. Tamten, którego pokochała, który cieszył się życiem i tym szczęściem potrafił zarazić i ją. Ten pirat, któremu nie potrafiła odmówić, dla którego jej śpiące, pełne pustki serce przebudziło się i zaczęło bić jak oszalałe. W tym momencie ściskała Haka Jonesa, nie samotnego samobójcę z brudnego miasta.
    Ułożyła ramiona na jego barkach nie przejmując się już, że zaraz oboje będą cali w białej jak śnieg mące. Rękami oplotła jego kark i głowę, palcami delikatnie przeczesując włosy Jonesa. Złożyła kilka czułych pocałunków na jego czole i skroni, a ciepła łza spłynęła z jej oka wprost na jego nos.
    - Witaj w domu, kochanie.
    Na moment oparła swoje czoło o jego i westchnęła głęboko. Mógł ją porywać, kiedy tylko zechciał. Mógł krzyczeć, mógł powtarzać, że zrujnowała mu życie. Mógł wytykać jej wszystkie błędy twierdząc, że wcale jej nie potrzebuje. Obwiniać ją za wszelkie grzechy, jakie kiedykolwiek popełnił. Mógł robić wszystko, na co tylko miał ochotę, a ona nadal kochałaby go całym swoim sercem. Jedyny mężczyzna na świecie, który potrafił podporządkować sobie wielką nimfę Lorelei.
    Pozwoliła zanieść się na kanapę. Huck usadził ją na miękkim siedzisku i puścił ostrożnie klękając tuż obok, więc Lucy wykorzystała ten moment odnajdując guziki koszuli pirata, które niezdarnie próbowała odpiąć, jeden po drugim. Z małą pomocą już po chwili wylądowała na podłodze. Miała teraz tuż przy sobie to pięknie umięśnione ciało, wytęsknione i cudownie ciepłe. Jej palce podążały po zarysie mięśni klatki piersiowej, badając każdą bliznę, której do tej pory nie znała. To zajęcie na moment całkowicie pochłonęło jej uwagę, aż westchnęła głośno i spojrzała mu prosto w oczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wzrok, na który natrafiła wyrażał wszystko to, o czym sama teraz myślała. Lekko przymrużone, bystre błękitne oczy, które spoglądały na nią nieco z góry przepełnione były emocjami, tańczyły w nich dzikie iskierki. Przyglądał się bacznie jej twarzy, kilkukrotnie przenosząc wzrok z oczu na usta. Pozwolili sobie na kolejny czuły pocałunek, tym razem spokojny i opanowany. Drżące dłonie Lucy badały teraz jego twarz, bardzo delikatnie ujmując podbródek pokryty gęstym zarostem. Coraz bardziej pragnęła poczuć na sobie jego ciało, poddać się całkowicie choćby na jedną krótką chwilę, przypomnieć sobie te wszystkie wspólne noce na kołyszącym się okręcie.
      Odkleiła się tylko na moment, by energicznie skrzyżować ramiona i chwycić swoją podkoszulkę, którą z łatwością zdjęła i odrzuciła na bok.
      - Oh, chodź tu do mnie - mruknęła. Przyciągnęła pirata jeszcze bliżej siebie za wisiorek, który miał na szyi, znów celnie trafiając wargami w jego lekko rozchylone usta. Pod jego naciskiem obaliła się na plecy tuląc go mocno do siebie.

      [Biedna kanapa, czego to ona nie zniesie… xD <3]


      Lucy, która chętnie się tych ubrań pozbędzie

      Usuń
  20. - Ależ oczywiście że jestem niezwykły! - żachnął się Peter. Skrzyżował ramina na piersi i przyglądał się meżczyźnie, który miał byc jego ojcem. Im dłużej na niego patrzył tym więcej wspólnych cech widział. Zastanawiał się nawet, czy mają podobny gust. Korciło go by spytać o ulubione danie. Chciał poznać tego mężczyznę, chociaż nie powinien. Przecież nie chciał się z nim spotykać. Miał zamiar udawać, że wciąż nie wie niczego o swoim pochodzeniu.
    - Gdybyś był mi ojcem, pewnie wszystko byłoby inaczej. Ale co z tego? Gdybanie nie pomoże teraz ani tobie ani mnie. Nie obraź się... ale ja nigdy nie szukałem swoich prawdziwych rodziców. Nigdy nie chciałem wiedzieć czy mnie porzucili czy po prostu zginęli, umarli albo wyparowali, zostawiając mnie samego. Uznałem, ze gdybanie i roztrząsanie przeszłości tylko osłabia. Człowiek zatraca się we własnych myślach i marzeniach zamiast żyć tym co trwa.
    Uśmiechnął się do niego, na prawdę szczerze i pogodnie. Już go polubił. Nie był pewien dlaczego, ale obiecał sobie i jemu, że będzie go chronił przed swoim Cieniem.
    - No wiesz? Byłem takim uroczym dzieckiem. - prychnął, udając urażonego. Jednak skrzywił się gdy przypomniał sobie siebie z czasów które jeszcze pamiętał. Uparty, pewny siebie, wredny i taki... całkowicie przekonany o tym, że to wszystko jest snem.
    Peter wyciągnął z kieszeni złoty zegarek na łańcuszku i sprawdził godzinę. Miał go przy sobie od lat. Gdy dorósł i wciąż nie pamiętał, skąd go ma, uznał że należał do jego ojca i tego się trzymał. Miał swój łącznik z normalnością, który sam sobie stworzył.
    - W drogę.
    Gdy znalazł się znów na pokładzie i schodził na ląd, przez chwilę czuł smutek. Zupełnie jakby opuszczał swój dom, kogoś mu bardzo bliskoego. Prychnął. Chyba jednak zaczynało mu odbijać.
    Z tylnej kieszeni spodni wyciągnął rękawiczki i nasunął je na dłonie.
    - Jechałeś kiedyś motorem? - spytał, uśmiechając się łobuzersko do swojego staruszka. - Najwyższy czas zacząć.
    Wsiadł pierwszy, odpalając potężny silnik jednym kopnięciem. Poklepał miejsce za sobą.
    - To jak z jazdą na rowerze. Równowaga i spokojne, nie energiczne ruchy.

    Kochany synuś, czekający na te alimenty :D

    OdpowiedzUsuń
  21. [Ok, odgrzebałam nasz pomysł, ale jeśli coś pokręciłam to daj znać. Indżoj! XD]

    Drake usadowił się wygodnie na pace niezbyt dużego i zdecydowanie wysłużonego pikapa. Jedyne miejsce obok kierowcy zajął rzecz jasna niesforny uciekinier z Farmy, którego Muchołap musiał mieć stale na oku, w obawie by delikwent nie wykorzystał pierwszej możliwej okazji do ponownej ucieczki. Drake obserwował przygotowania do drogi z iście stoickim spokojem. Nie narzekał ani na oryginalny sposób transportu, ani na kolejne opóźnienia. W gruncie rzeczy był nawet zadowolony. Ciasne przestrzenie, takie jak wnętrze auta, doprowadzały go do szału. Już samo przebywanie w ludzkim ciele nie było zbyt komfortowym uczuciem, a zamykanie się w tych koszmarnych, maleńkich przestrzeniach było wręcz nie do zniesienia. Samochody, windy, mieszkanka, wszelkiego rodzaju budki porozstawiane na ulicach, autobusy, metro... No może metro nie było aż takie złe, podziemne tunele wydawały się nawet dość interesujące. Niemniej cała reszta była nadto przytłaczająca i wręcz klaustrofobiczna. Przez chwilę zastanawiał się czy na Farmie będzie miał okazję choć na chwilę rozprostować skrzydła. Co prawda większość czasu w podziemiach spędzał w swoim prawdziwym ciele, ale nie pamiętał już ile lat minęło odkąd po raz ostatni miał okazję wzbić się w powietrze, zostawić za sobą cały ten maleńki świat, maleńkich ludzików i po prostu szybować wśród chmur. Spojrzał w niebo, z nostalgią myśląc o dawnych czasach. Tak bardzo brakowało mu minionej swobody, niczym nieograniczonej przestrzeni, wolności... W tej chwili bardziej tęsknił jedynie za towarzystwem drugiej istoty ze swojego gatunku. Miał nadzieję, że plotki o smoku przebywającym na Farmie okażą się prawdziwe i naprawdę gdzieś tam znajdował się inny przedstawiciel tego gatunku. Drake wystarczająco wiele lat próbował pogodzić się ze świadomością, że być może jest ostatnim żyjącym smokiem. Jak dotąd wszystkie poszukiwania smoków kończyły się odnalezieniem jakiejś gadziny, niewątpliwie poniekąd dalekiego krewnego, jednak to nie było to samo. Miał nadzieję, że tym razem nie skończy się jedynie na nadziei, a domniemany smok nie okaże się kolejnym wiwernem.
    – Będziemy mieć jeszcze jednego pasażera – oznajmił Muchołap, dokładając na przyczepę kolejną torbę podróżną – No dobra... Wskakuj Jones, za pięć minut wyjeżdżamy.
    Drake z uwagą przyjrzał się niespodziewanemu pasażerowi. Człowiek. Tak, bez wątpienia człowiek, nawet najlepszy glamour nie potrafił stworzyć woni człowieka. Znał go. Wiedział to jeszcze zanim dostrzegł jego twarz.
    Smoki nigdy nie zapominają. Z jednej strony można było uznać to za niesamowitą zaletę, z drugiej za prawdziwe przekleństwo. Pamiętał każdy szczegół swojego życia, każdy dzień i każdą najdrobniejszą chwilę. Było to cudowne pod względem zdobywania wiedzy i poznawania fascynujących tajemnic, ale... Równie szczegółowo co treść każdej księgi, słowa zaklęcia czy starożytne pieśni, pamiętał również każdą twarz. Przyjaciół, którzy odeszli tysiące lat temu, wszystkich bliskich, którzy przenieśli się do świata niebios. W tym wszystkim czuł ulgę, że nigdy nikogo nie pokochał. Tak wiele razy słyszał smutne opowieści o miłości smoków i bólu straty, który nie mija przez całe tysiąclecia. Póki nie nadejdzie wybawienie w śmierci. Zdecydowanie czasem zazdrościł ludziom ich zawodnej i tak bardzo niedoskonałej pamięci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tego człowieka też pamiętał. Nie spuszczał wzroku z bruneta, który zręcznie wdrapał się na przyczepę pikapa i właśnie próbował znaleźć sobie wygodne miejsce obok bagaży. Nie zmienił się zbytnio, co jak na człowieka, było dość zaskakujące. Zmieniło się tylko jego spojrzenie. Żył długo. Większość ludzi była jak jętki latające nad jeziorem. To co dla smoków było jednym dniem, dla ludzi było całym, długim żywotem. Czasem jednak zdarzały się jednostki, które wyłamywały się z tego schematu. Tacy zwykle byli dość prości do rozpoznania. Ich oczy odbijały w sobie ciężar przebytych lat, którego nigdy nie widział w oczach istot długowiecznych. Tacy ludzie byli już nie jak jętki, a bardziej jak motyle. Z jednej strony wyróżniający się, piękni i młodzi, a z drugiej niewiarygodnie słabi. Drake zawsze uważał, że ludzie nie byli stworzeni do długowieczności, byli na to po prostu zbyt słabi. Ale może to i lepiej, gdyby te wszystkie agresywne szkodniki cieszyli się długim życiem, najpewniej zniszczyli by doszczętnie cały świat.
      Drake przez chwilę przyglądał się Jonesowi. Podczas ich ostatniego, i zarazem jedynego spotkania, miał jeszcze obie dłonie. Teraz jedną z nich zastępował metalowy hak, który nieszczególnie przypadł Drake'owi do gustu. Zmienił się też strój, na zdecydowanie mniej strojny i o wiele bardziej ciemny. Chociaż smok nie był zachwycony towarzystwem, niespodziewany współpasażer na Farmę nie był wcale taki zły. Jak na człowieka... Drake z pewnym rozbawieniem wspomniał ich spotkanie w świecie baśni. To było w dość dziwnej, wyspiarskiej krainie. Morze potworów? Chyba tak ludzie nazywali tamtejsze rejony, z powodu licznych stworzeń zamieszkujących rozsiane na morzu wyspy. Na jednej z takich wysepek mieszkał nawet samotny smok. Ciekawe co się z nim stało... Drake podróżował wtedy w ludzkim ciele, pragnąc uniknąć zbytniego ryzyka wywołania paniki wśród ludzi lub rozpętania kolejnego szalonego polowania na smoka, co pewnie odbiłoby się na krewniaku z wyspy. Spotkał wtedy grupkę dość nierozsądnych rzezimieszków, no i rzecz jasna Jonesa, którzy wzięli go za zwykłego podróżnego. Ci pierwsi widzieli w całej sytuacji dobrą okazję do łatwego zarobku, a ten drugi... kto wie co sobie myślał. Z pewnym rozbawieniem Drake przypomniał sobie całą sytuację i honorową postawę człowieka, twierdzącego że nie godzi się atakować jednego, mając znaczącą przewagę liczebną. Nawet jeśli Drake był nieco innego zdania odnośnie tego kto właściwie miał przewagę, to i tak docenił postawę człowieka. Ludzie mieli niewiele zalet. Zdarzali się jednak czasem tacy, którzy znali honor, a honor zasługiwał na szacunek. W ramach podziękowania Drake nawet podzielił się informacją o ukrytym na jednej z wysp skarbie, którego Jones podobno poszukiwał.
      – Witaj ponownie kapitanie Jones – odezwał się w końcu, decydując się samemu zrobić pierwszy krok, niż liczyć na zawodną ludzką pamięć. Zresztą skoro już mieli spędzić w swoim towarzystwie kilka godzin jazdy na Farmę, to czemu nie mieliby porozmawiać.
      Muchołap wreszcie wrócił do samochodu i odpalił silnik. Pikap ruszył bez zbytniego pośpiechu.
      – Spotkaliśmy się kiedyś w świecie baśni. – kontynuował Drake – Pamiętasz może tego podróżnego, za którym się wstawiłeś? Tego samego, który potem zdradził ci sekret wysypy z ukrytym skarbem?
      Wolał nie przyznawać się do tego, że był kimś więcej niż zwykłym podróżnym, zwykłym człowiekiem. Za nic w świecie nie zamierzał wyjawiać swojego sekretu. Im mniej osób w Fabletown wiedziało o smoku z Woodlands tym lepiej.

      Szczerbatek

      Usuń
  22. [Bez przesady piracie :D Upiekło Ci się z tym królikiem, ale miej się na baczności! Amara jak tylko wyjdzie, to nadal będzie różowo i puszyście. Kolejna Wielkanoc będzie z Hakiem w roli głównej xD]

    twoja kobyła

    OdpowiedzUsuń
  23. [Biedactwo :* Ja zawsze czekam cierpliwie <3 xD
    Hakuś dostanie tyle miłości, ile tylko będzie chciał i ty też xD <3
    OOOH! Gif wygrywa! xD http://i.imgur.com/4UIdb7M.gif]

    W takich momentach miała za nic pouczenia Oberona, jego wywody na temat ludzi i ich marnej egzystencji. I w takich właśnie momentach żałowała, że nie była tylko marnym człowiekiem, który przeżyje swój krótki żywot w szczęściu, u boku ukochanego. Czym było samotne życie po kres świata w porównaniu z kilkudziesięcioma latami pełnymi najcudowniejszych chwil i poczuciem, że nie zmarnowało się danego im czasu. Chwytając każdy dzień i nie chcąc go przegapić.
    Ta myśl sprawiła, że oplotła ramionami jego kark jeszcze mocnej i pogłębiła cudowny pocałunek. Jeśli miałaby kiedykolwiek umrzeć, to tylko razem z Huckiem, gdy przyjdzie na niego czas, o czym nie chciała teraz rozmyślać. Nie dziś, nie w takim momencie.
    Wówczas to on zupełnie niespodziewanie przerwał pocałunek i przez kilka kolejnych sekund wpatrywał się w nią z wyrazem twarzy, którego nie potrafiła rozszyfrować. Mieszanina strachu i zaskoczenia, która nijak nie pasowała do sytuacji. Zupełnie jakby nagle przypomniał sobie o czymś bardzo ważnym. Lucy zmarszczyła brwi posyłając mu krótkie pytające spojrzenie, nie zdążyła jednak zareagować, bo już po chwili na jego usta powrócił ten nieznośny uśmiech. Ten, którego nie potrafiła nie odwzajemnić, i który całkowicie ją rozbrajał.
    Zrozumiała wszystko aż nad to. Zacisnęła uda na jego biodrach tylko po to, by skierować całą siłę na przewrócenie go na plecy. Roześmiała się cicho, widząc jego, mimo wszystko, zaskoczoną minę. Teraz to ona mogła spojrzeć na Hucka z góry, siedząc okrakiem na jego podbrzuszu. Dobrze wiedziała, że każdy jej ruch sprawi mu przyjemność, a ona mogła przeciągać tą cudowną chwilę i trochę go podenerwować.
    - Chyba właśnie ostatecznie stracił pan władzę na okręcie, panie kapitanie - rzuciła szczerząc się w uśmiechu. Wyraz twarzy Hucka był bezcenny i nie mogła oderwać od niego wzroku. Wciąż była w nim równie zakochana, zupełnie jakby wcale nie minęły setki lat i jakby wcale się nie rozstali. Miała wrażenie, że minęło zaledwie kilka dni i właśnie się powoli poznają. A to miał być ich pierwszy raz.
    Zmrużyła oczy i posłała mu niezwykle wymowne spojrzenie. Jej tęczówki błysnęły błękitną poświatą, pożerając go wzrokiem. Lubił to, nawet bardzo. Kiedyś wystarczyło jedno jej spojrzenie - dla niej całkowicie normalne i nieraz zupełnie przypadkowe, ale jego doprowadzało do szaleństwa. Jej dłonie znów spoczęły na jego klatce piersiowej, delikatnie wodząc palcami po skórze, czując jak szybko oddycha i w jak zawrotnym tempie bije jego serce. Przez tą chwilę to ona miała władzę i mogła się z nim podroczyć tak długo, jak tylko miała na to ochotę. Nachyliła się powoli, składając krótki pocałunek na jego ustach, potem na policzku i brodzie. Uśmiech nie schodził z jej twarzy i gdy tylko mogła spoglądała mu głęboko w oczy. Jeszcze kilka delikatnych pocałunków na piersi i brzuchu. Zapragnęła go tak bardzo, że nic nie mogło już zburzyć tej atmosfery i napięcia, które między nimi zapanowały. Miała teraz przed oczyma te wszystkie wspólne noce, niemal czuła jego dotyk z tamtych dni i mogłaby przysiąc, że słyszy dochodzący z pokładu ciszy śpiew załogi. Jolly Roger wciąż kołysał się na falach, a jej serce ścisnęła jakaś niewymowna tęsknota.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. - Teraz już jesteś mój - zamruczała swoim melodyjnym głosikiem, podsyłają piratowi kolejne znaczące spojrzenie. Dobrze wiedziała, co teraz chce zrobić. Podniosła się tylko na chwilę, a Huck mógł obserwować, jak z gracją pozbywa się wszystkich ubrań, które miała na sobie. Skoro ją chce, dostanie ją. Ale powoli. Rozpięła jego spodnie i już po chwili poczuła go w sobie. Westchnęła głośno, bo wtedy właśnie po jej nagim ciele przeszedł przyjemny dreszcz. Zacisnęła dłonie na jego ramionach, nie przypuszczając nawet jak mocno i poruszyła się bardzo wolno, ostrożnie, niepewnie. Tylko troszeczkę, by nieco się z nim podroczyć i znów móc spojrzeć mu bezczelnie w oczy. Mimo to, oddech momentalnie jej przyspieszył, a usta rozchyliły wypuszczając powietrze. Odpływała, z każdą kolejną sekundą coraz bardziej dając się ponieść i nie potrafią już grać ta pewniej siebie. Poczuła na udzie jego ciepłą dłoń. Już samo to sprawiło, że westchnęła ciężko i przymknęła powieki.

      [Jest ok :D W sumie to nawet taki rozstrzelony tekst wizualnie czyta się lepiej xD
      Wybacz, jeśli wyszły tam jakieś dziwne zdania i miliony powtórzeń jednego słowa, ale nie ogarniam dziś życia :D]


      Lucy, nowy kapitan Jolly Rogera <3

      Usuń
  24. Aurora miała zdecydowanie dość ciągłego przebywania w zamku, tego jak każdy na nią chuchał i dmuchał, pilnując aby nie miała styczności z wrzecionami. Każdy doskonale znał treść klątwy, którą rzuciła zła czarownica, lecz młoda księżniczka ilekroć to słyszała, zawsze wybuchała radosnym, pełnym niewiary w ową, śmieszną dla niej przepowiednie śmiechem. Nie wierzyła w nią, mimo że jej rodzice trzęśli się ze strachu, gdy nie mieli jej na oku. Była tym faktem nieźle podirytowana, ale dzisiejszego dnia miał nastąpić przełom! Udało jej się wymknąć do miasta. Z zachwytem oglądała jarmark, który miał dziś miejsce, zajadała się cudownymi słodkościami i oglądała konie, aż w końcu zmierzyła do portu, zachwycona widokiem lazurowego morza, które miało zupełnie taki sam kolor jak jej oczy. W pobliżu dostrzegła jeden ze statków i nie myśląc za długo, wkradła się na pokład. Cudem udało jej się ominąć wartownika i podekscytowana zaczęła oglądać kajuty aż doszła do tej, która była największa i z pewnością należała do kapitana statku.
    Jak zaczarowana chłonęła oczami wszystko co miała przed oczami, zachwycona tym widokiem. Ze słodkim, wręcz miodowym uśmiechem obserwowała wszystko to co było dla niej nowe, zupełnie inne niż w zamku. Nie miała nawet świadomości, że znajduje się na pirackim statku, na którym kotwica już uniosła się w górę, a statek ruszył. Nie usłyszała nawet kroków zbliżających się mężczyzn, bawiąc się jednym z modeli statku. Kiedy dwójka mężczyzn weszła do środka, błękitne niczym ocean tęczówki księżniczki skupiły się na tym przystojniejszym, kapitanie a jej piękne oczy iskrzyły się radośnie.
    — Dzieeeeeń dobry! — zawołała melodyjnym i dźwięcznym głosem, uroczo przeciągając słówka. — Ach, w samą porę. Jestem spragniona. Przygotuje mi pan coś do picia? — zapytała ze słodkim uśmiechem, zupełnie jakby sądziła, że mogła rościć sobie prawa do czegokolwiek. Nie miała pojęcia w jak wielkim niebezpieczeństwie mogła się znajdować i jak nierozważne mogło być jej zachowanie. Była pewna, że uśmiech wszystko załatwią, a mężczyźni będą na każde jej zawołanie.
    Odgarnęła burzę blond włosów na plecy, odsłaniając szczupłe ramiona i smukłą, łabędzią szyję. Odetchnęła głęboko, poprawiając materiał pudrowo-różowej sukni, której falbany sięgały aż do jej kostek.


    [Jest dobrze. <3 I wybacz, że tak późno, następne odpisy będą już regularne :D]


    urocza choć rozpieszczona księżniczka Aurora

    OdpowiedzUsuń
  25. - Oczywiście, ze tak brzmi. I tak brzmieć ma...
    Bardzo liczył na to, że Hak nie wbije mu swojego haka w nerkę, gdy tylko podskoczą na jakimś wyboju.
    Silnik zawarczał gdy zmusił go do pracy. Nie wystartował zbyt rajdowo, jak miał to w zwyczaju. Jednak myśl o tym, że ów hak jest na pewno ostry i niebezpieczny, skutecznie odwodziła go od szaleństwa. Jednak po kilku minutach przyspieszył znacznie.
    Dodatkowy pasażer, do tego nie ogarniający do końca jak powinen się na takiej maszynie zachować, był nieco uciążliwy na zakrętach. Na szczęście poznał tę dzienicę na tyle, by bez większych problemów trafić do szpitala.
    Momentalnie wyczuł to lekke, nieco dziwne przechodzące przez całe ciało prądy. Był tu. Wiedział o tym dobrze. Zatrzymał motor jak najbliżej wejścia.
    - Jest tu. - mruknął. Teraz bardzo żałował, że nie miał przy sobie broni. Nożem krzywdy mu nie mógł zrobić. Chyba, ze jakoś by udało się podgrzać ostrze.
    Weszli do środka. Peter podszedł do pielęgniarki siedzącej za oświetloną ladą z dużym napisem "Recepcja". Kobieta pochyliła głowę by móc na niego spojrzeć zza szkieł okularów do czytania.
    - Byłem tu przed chwilą. Wie gdzie poszedłem? - spytał. Zadawał to pytanie dość często. I wiedział że nie brzmiało logicznie.
    Kobieta zmarszczyła brwi. Widocznie uznała go za psychicznie chorego. A z takimi lepiej nie dyskutować.
    - Tam. Szybko się pan przebrał... - wskazała kierunek. Peter machnął do Haka i obaj biegiem udali się we wskazanym kierunku.
    Siedział sam na jednym z krzesełek, ustawionych w rzędzie pod ścianą. Miał na sobie granatowy garnitur. Uderzał miarowo kwiatem czerwonej róży o dłoń, pozwalając by płatki powoli sypały się na podłogę.
    - Cóż to? Sojusz z naszym największym wrogiem? - spytał Cień. Głos miał podobny do Petera, ale mniej zachrypnięty i ostry.
    - W końcu przede mną nie uciekasz. - odparł Peter, ignorując jego słowa. Wiedział, że Cień potrafił mieszać w głowie. Samymi słowami mógł skłonić czlowieka do zrobienia czegoś, czego sam z własnej woli by nie dokonał. Nie mówiąc już o tym, że zwykłą manipulacją wsadzał swoje słowa w usta innych. Pan znał jego sztuczki. Nie należało grać w jego grę. nie odpowiadac na pytania. Nie zastanawiać się nad ich głębszym sensem. Ale przede wszystkim nie można było pozwlić mu mówić zbyt wiele i robić wszystko byleby nie pozwolić jego słowom dotrzeć zbyt głęboko.
    - Kiedyś trzeba stanąć twarzą w twarz. - westchnął. Wyrzucił różę i wstał. Wyglądali identycznie. Wzrost, sylwetka, twarz... tylko kolor włosów był trochę inny. Cienia można było właściwie nazwać szatynem.
    - Byłbym go już zabił... Ale nawet ja czasem nie trafiam.
    - Daj spokój. Wróć do mnie. Będzie tak jak dawniej... - tekst brzmiał tak jakby był żywcem wyciągnięty w durnej romantycznej komedii.
    - Ale dlaczego? tak jest ciekawiej. Mogę robić różne rzeczy, a ty żyjesz sobie spokojnie w swoim małym burdelu.
    - Odwal się od tej... - zapomniał imienia tej dziewczyny Haka. - Od tej nimfy. - wyszedł w miarę z twarzą. - I od Haka. Co właściwie chcesz osiągnąć?
    - Nie mogę sie tak po prostu odczepić. To byłoby nudne... Ja chce po prostu wykonać swój plan. Jeśli będziecie stawać mi na drodze, będę musiał was usunąć.
    - Daj sie po prostu przyszyć na stałe!
    - Ale po co? Byś mógł się zabić? Znów będziesz sie wieszał? Wiesz jakie to było żałosne gdy musiałem cie odcinać? Dobrze wiesz, że nie możesz umrzeć dopóki nie jestesmy razem. A ja nie chce umierać. Ja uwielbiam żyć.
    Pater uśmiechnął się lekko. Znów zaczynał mieszać mu w głowie. chciał obudzić poczucie winy i to szaleństwo w jakie wpadł jakiś czas temu.
    - Ja rozkładam już swoje pionki na szachownicy. Do zobaczenia.
    Jarzeniówki zaczęły mrugać, burcząc przy tym upierdliwie. Jedno mgnienie oka i mężczyzny już nie było. Peter rozejrzał się po korytarzu. Mógł sie założyć że jest gdzieś blisko.

    OdpowiedzUsuń
  26. [Margot serdecznie zaprasza na lekcje życia, aczkolwiek nie gwarantuje ojojana i głaskania po główce. xD Jeśli Hak byłby wstanie znieść tak chłodną wiedźmę, to my zapraszamy. <3
    No może nie tak chłodną. Margot ceni sobie artystów i ludzi utalentowanych. Masz +25 do zajebistości i -30 do chłodu :D
    I, for God's sake, to już ostatnia postać. Musiałam ją wziąć <3]

    Margot Werner

    OdpowiedzUsuń
  27. [Nie wiedziałam, że nie lubisz galaretki... xDD <3]

    OdpowiedzUsuń
  28. [Jasne! Specjalnie dla ciebie cały dzień robiłam! <3 xD]

    OdpowiedzUsuń
  29. [A Hak nie chce zmienić pracy? Bo szukamy pianisty!
    Ewentualnie tancerza. Dogadamy się. :D
    Jestem za, chociaż na pewno Hak i Miyuki jeszcze będą mieli przyjemność, zważywszy, że to prawie-rodzina. :D :D
    Okej, to od czego możemy zacząć wątek wrednej Gothel z tańczącym na stole piratem? :D]

    Margot Werner

    OdpowiedzUsuń
  30. [Pf, błagam Was, Gothel nie ma swojej reputacji mrocznej, wrednej wiedźmy bez powodu. xD Jak zaczniecie rozrabiać za bardzo to pójdziecie na karnego jeżyka i się skończy. :D
    Ewentualne pójdzie cięcie po premii. Ale to już w ostateczności. :D

    W sumie podsunęłaś mi pomysł - Gothel mogła wpaść do Trip Trapu już po zamknięciu, na przykład. :D Nie musi przecież cały czas siedzieć w burlesce, od czegoś ma menadżera. Którego nie ma. xD
    Tam Hakuś mógłby tańczyć, śpiewać i pląsać ze szczotką, a potem, taki trochę zażenowany, próbować wyrzucić z lokalu Margot, bo przecie zamknięte już, a ona się tutaj z butami pcha. Wtedy może zaproponować mu posadkę. :D
    Tylko nie wiem czy akurat tancerza. Lucy mogłaby być zazdrosna xDDD

    Co do poznania w baśniowym świecie - w sumie przyszło mi coś na myśl. Gothel dbała o swoją słodziutką Roszpunkę, a jej rozkapryszona córeczka mogła sobie zażyczyć czegoś z dalekiej krainy... A podczas podróży Gothel wpadłaby w ręce piratów. :D
    Miałyśmy kiedyś wątek (który bardzo lubiłam i nie wybaczę Ci, że go porzuciłaś! :c), że pan kapitan postanowił ocalić na jeden dzień jakąś dziewczynę - mógłby to samo zrobić z Gothel, która pewnie by na niego powarczała w kajucie, ale potem jakoś udałoby się jej uciec. :D Albo nawet i Hak by jej pomógł. :D]

    Margot Werner

    OdpowiedzUsuń
  31. [W sumie możemy od razu pojechać z teraźniejszością, a przeszłość najwyżej dogadamy między sobą, jakby to było. :D
    No właśnie z sytuacji wynika, że to ja powinnam zacząć, więc... mogę dopisać Cię do listy oczekujących. :D]

    Margot

    OdpowiedzUsuń
  32. [Hahaha, będziemy tak długo pisać, aż nie będziemy mogły już na ten blog patrzeć… xD Pobijemy wszelkie rekordy długości jednego wątku ever xD <3]

    Poczuła, jak jedyna dłoń Hucka zaciska się na jej biodrze. Tak niewinny gest, a rozbudził ją jeszcze bardziej, sprowokował kolejne mimowolne, głośnie westchnienie. Ciepłe palce delikatnie ściskały jej skórę, zupełnie jakby chciał przyciągnąć ją do siebie i już nie puścić. Tak żałowała, że była tam tylko jedna dłoń. Nie miała do tej pory pojęcia, że do tego stopnia będzie jej tego brakowało. Najwyraźniej wszystko przyjdzie z czasem, wyjdą wszelkie braki, których do tej pory w sobie nie znali, i nie miała na myśli tylko fizyczności. Minęło tak wiele czasu spędzonego z dala od siebie.
    Teraz oparła dłonie na jego torsie. Poruszała się powoli, z gracją i delikatnością pragnąc, by ta chwila trwała jak najdłużej. Powoli, ale równie wspaniale. Nie musieli się spieszyć, ten dzień należał do nich i nic ani nikt tego nie popsuje. Zaczynała wszystko odczuwać dużo intensywniej. Już dawno nie było jej tak dobrze, nie doświadczała tak wielkiej przyjemności. Przymknęła oczy, a jej usta rozchylały się, zupełnie jakby próbowała złapać nieco powietrza. Myliła się, to on tu rządził. Zawsze i wszędzie, miał nad nią całkowitą władzę. Tylko dla Huckelberry’ego stawała się tak ludzka, jak nigdy wcześniej. Pragnęła zasłużyć na niego będąc dobrą dziewczyną, tak samo kiedyś, jak i teraz, i nie potrzebowała do tego żadnych magicznych sztuczek.
    Wiedziała tylko, że chce mu to wszystko wynagrodzić. Stracone lata, podczas których cierpiał z jej powodu i te wszystkie kłótnie, które poróżniły ich tu, w Fabletown. Wciąż była zła, że nie udało jej się go odnaleźć i tak tragicznie potoczyły się ich losy. Gdyby tylko zdołała otrząsnąć się z magicznego uroku Davy’ego odrobinę wcześniej. Gdyby tylko Hak zabrał ją wtedy siłą. Gdyby Oberon nie odesłał jej do Fabletown. Ktoś jednak czuwał, dając im drugą szansę na szczęście. Obiecała sobie, że nikomu już nie pozwoli go skrzywdzić. Będzie walczyć o Hucka, o każdy wspólny dzień i o to, by nigdy już nie musieli przeżywać czegoś podobnego. Był jej kochanym piratem, równie delikatnym i uczuciowym, co groźnym i nieokiełznanym, za to właśnie tak go wielbiła. Potrafił się nią zająć i obronić, gdy tylko była potrzeba, przy nikim nie czuła się tak bezpiecznie.
    Nachyliła się ku niemu, nie gubiąc przy tym rytmu. Dłonie powoli przesuwały się po ciele pirata, raz zaledwie muskając jego skórę opuszkami, by po chwili zacisnąć się nieco mocniej, aż zatrzymały się na poduszce, na której spoczywała jego głowa. Teraz ich ciała niemal znów się stykały, wciąż poruszając się równo i zgodnie. Czuła jego ciepło na brzuchu i piersiach, czuła jego niespokojny, głęboki oddech, jego napięte mięśnie. Był cały jej i ta myśl była jedną z najcudowniejszych. Tak bardzo z nim tęskniła, że nie potrafiła się powstrzymać, a widząc wyraz jego twarzy wiedziała, że czuje to samo, co ona.
    Ta poza wywołała u niej jeszcze więcej przyjemnych dreszczy. Tak obezwładniających, jakby jakaś moc przejęła nad jej ciałem całkowitą kontrolę, a każdy jej kolejny ruch stawał się automatyczny, zupełnie dziki.
    - Oh, kocham cię – szepnęła mu prostu w twarz, odpowiadając jednocześnie na jego wcześniejsze zapewnienie. I to były jej ostatnie słowa, nie była w stanie wypowiedzieć nic więcej. Zacisnęła dłonie na miękkiej poduszce, przyciskając jednocześnie twarz do policzka Jonesa. Jej ciche do tej pory westchnienia stały się głośniejsze, całkowicie niekontrolowane i niespodziewane. Była już jego, całkowicie poddana i uległa, owładnięta tym cudownym uczuciem.

    Lucy, która jednak odda stery <3

    OdpowiedzUsuń
  33. [Ciągle zmieniasz te karty, a ja nadal się nimi zachwycam. Może nie tak, jak tymi notkami, ale jednak :D Szczerze, to nie pamiętam co mieliśmy ustalone, nie licząc tego, ze zamknął ją w klatce na swoim statku xD Raczej nie uda się nam ten pomysł z Piotrusiem, bo nie udało mi się dogadać z autorem. Możemy więc pozostać w przeszłości + wymyślić im coś super hiper tęczowego w teraźniejszości! Ps. Celuje w czesie, gdy już rzucona została klątwa zapomnienia i nikt nie pamięta o jej pobycie w więzieniu xD Niech zamiast tego myślą, że hasała sobie dziewczyna po łące i wąchała kwiatki xD Strasznie brakuje mi tego naszego droczenia :c]

    Amara

    OdpowiedzUsuń
  34. - Nie da się go tak łatwo złapać. Można go uwięzić w ciemności albo w kręgu światła, otoczonego ciemnością. Cienie nie istnieją bez światła. To jedyny sposób na unieruchomienie go, na tyle długo bym mógł go do siebie przyszyć.
    Udał się za Kapitanem do jednego z pokoi. Leżąca na łóżku jasnowłosa kobieta spała. Przyjrzał się jej uwaznie. Całkiem ładna. Wydawała się spokojna. Rozejrzał się po pomieszczeniu, tak na wszelki wypadek. Odsłonił zasłony, by wyjrzeć przez okno. Było spokojnie.
    - Widocznie zmienił plany. - mruknął pod nosem. Jego wróżki zawsze potrafiły ich odróżnić. Z resztą Cień się ich chyba obawiał. Nigdy nie pojawił się, gdy był z nimi. To również go zastanawiało. Możliwe, ze obawia się tego, że mogą zmusić go do opuszczenia tego świata. Czy one mogły kogoś odesłać do tej krainy, Nibylandii o której mówił Hak?
    Musiał raz jeszcze przemyśleć tę całą sytuację. Ścigała go policja. Był poszukiwany. Zbytnie zwracanie na siebie uwagi mogło mu poważnie zaszkodzić. Wiedział, ze nie wytrzymałby długo w odosobnieniu. Musiał widzieć niebo nad sobą, czuć przestrzeń, drogę i wolność. Nie znosił samotności. A połączenie samotności i uwięzienia w zamkniętym budynku, małej celi z kratami w oknach, było największym koszmarem jaki mógł sobie wyobrazić. Właśnie dlatego pierwszą reakcją, nie do końca zamierzoną, była ucieczka w chwili gdy policja wdarła się do bazy głównej jego gangu. Długo nie mógł się zatrzymać.
    A Cień o tym wiedział. Musiał o tym wiedzieć. Czy to dlatego pakował go w kłopoty? Tylko dlaczego potem ostrzegał?
    Peter pokręcił głową. Jeśli uda mu się złapać Cienia i go przytwierdzić do siebie, będzie mógł uciec tak na prawdę i zaszyć się w jakimś miłym miejscu.
    - Opowiesz mi więcej o tej Nibylandii? Nie chcę być nie w temacie... Trochę też swoje koleżaneczki przepytam. One tylko głupie udają. - powiedział, odwracając sie przodem do Kapitana. Miał ochotę zapalić i się napić. - Pub?


    Peter

    OdpowiedzUsuń
  35. [NIESPODZIANKA! <3333]

    Był duszny, męczący dzień. Jeden z tych, kiedy miasto przytłaczało go bardziej niż zwykle, a jakaś siła o wiele mocnej niż zwykle wzywała go do morza. Nie walczył z tym, każdy pretekst do kilku dni urlopu i wyrwania się z tego lądowego więzienia był równie dobry. W końcu jednak musiał wrócić do rzeczywistości i do samego Fabletown. Z miejsca powitał go portier przekazując mu wiadomości – od klientów, innych wiedźm, cholernych urzędasów z Woodlands, no i cały plik listów i przesyłek. Nie był zbytnio zainteresowany ani tym co się tu działo, ani tym bardziej pocztą. Gdy tylko wszedł do mieszkania, rzucił plik listów gdzieś na bok z zamiarem przejrzenia ich później. Dopiero następnego dnia postanowił wrócić do niewielkiej sterty papierów i zrobić z nią porządek. Wtedy pomiędzy rachunkami, oficjalną korespondencją i bzdurnymi reklamówkami dostrzegł jedną inną kopertę. Zwykły prywatny list. Poznał charakter pisma jeszcze zanim nawet spojrzał na nadawcę. Huck.
    Davy niemal mechanicznie odłożył pozostałe listy. Przez krótką chwilę wahał się czy powinien w ogóle otworzyć ten list. Nie był pewien czy w ogóle chce to przeczytać. Chociaż minęły niemal dwa lata, od ich ostatniego spotkania, wciąż miał wrażenie jakby było to ledwie wczoraj. Aż nazbyt dobrze pamiętał ostatnie słowa jakie ze sobą wymienili, to co powiedział wtedy Huck. Nie zmienimy przeszłości, więc dajmy temu spokój, ale nie wmawiaj mi, że lepiej by dla mnie było, gdybyś i teraz odszedł... Odchodząc chyba zmarnował pierwszą od lat, i być może jedyną, okazję do pogodzenia się z bratem. Z drugiej strony nie mógł zostać. To nie skończyłoby się zbyt dobrze. Czas zawsze był ich największym wrogiem. Może kilka wieków temu mieliby jeszcze szansę być braćmi, jak dawniej. Dziś było już za późno. Lepiej nie rozdrapywać starych ran, nie trzymać się kurczowo czegoś co niebawem całkiem przepadnie, nie kazać bratu cierpieć zmuszając go do oglądania tego jak coraz bardziej się zmienia i oddala od dawnego ja. Tak było lepiej dla wszystkich. Dla Hucka...
    Mimo wahania otworzył list. Miał nadzieję, że Huckowi znów nie strzeliło do głowy nic głupiego i że nie postanowił nagle ze sobą skończyć. W tym wypadku chyba by sobie nie darował, że tak późno odebrał ten list. Wiadomość była długa. Chaotyczna. Ale jej treść przyniosła Davyemu pewną ulgę. Lucy i Huck... Lorelei i Huck. Historia zatoczyła koło. Po tak wielu trudach, po całych wiekach trudności wszystko znów wróciło do punktu wyjścia. Ta dwójka znów się odnalazła, Huck znów planował ślub i, o zgrozo, znów popełniał ten sam błąd. Davy ze złością pogniótł list. Oczywiście Huck, masz moje błogosławieństwo! I dlatego nie powinno mnie przy Tobie być... pomyślał wyrzucając pomięty kawałek papieru do kosza.
    Wszystko zaczęło się od początku. Huck znalazł swoją miłość, planował oświadczyny i szczęśliwe życie z ukochaną. Nie mógł zniszczyć bratu tej drugiej szansy... Szansy na to by wszystko potoczyło się tak jak powinno. Gdyby wtedy, wiele wieków temu postanowił się nie wtrącać w życie brata nigdy nie wydarzyłoby się to wszystko. Ucięta dłoń, Nibylandia, nienawiść i niszczenie siebie nawzajem. A wszystko przez jeden głupi błąd. Davy nie mógł powiedzieć, że żałował. Wyrzuty sumienia wydawały mu się obecnie czymś abstrakcyjnym i kompletnie oderwanym od rzeczywistości. Obecnie sam już nie był pewien dlaczego stało się właśnie tak. Czy to dlatego, że nie panował nad sobą i swoją mocą? A może po prostu nowe życie tak bardzo oderwało go od człowieczeństwa, że nie widział w swoich czynach nic złego? Ot zawsze dostawał to czego chciał, spełniał każdy swój kaprys, bo przecież po co innego miałby mieć całą tę moc? A że trafiło akurat na przeklętą Lucy... To był przypadek. Prawdopodobnie zwykły przypadek, w końcu celowo nie skrzywdziłby brata.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zastanowił się czy powinien również napisać list. Wyjaśnić swoją decyzję o zniknięciu z życia Hucka oraz wytłumaczyć, że ma jego pełne błogosławieństwo i dlatego tym bardziej nie powinien już nigdy pojawiać się ponownie w jego życiu? Z drugiej strony czemu nie mógł powiedzieć tego Hakowi osobiście? Przecież zwykła rozmowa wcale nie musiałaby skończyć się źle... Ostatnim razem nawet spotkanie wyszło w pewnym sensie na dobre. Co prawda wiele się od tamtego czasu zmieniło, ale... Zaklął i sięgnął po płaszcz. Jedna spokojna rozmowa. Pogratuluje bratu, życzy mu szczęścia i wytłumaczy, że czas zamknąć pewien rozdział życia. Wszystko skończy się dobrze, tak jak od początku powinno. Zanim wyszedł z domu wyjął jeszcze z kosza pognieciony list i starannie go rozprostował. Może pora na choć odrobinę sentymentów i zachowanie tej małej pamiątki?
      Znał adres brata. Zdobył go zaraz po ich pierwszym spotkaniu, chociaż nigdy wcześniej nie planował wizyty. Po prostu chciał wiedzieć co działo się z Huckiem. Czy wszystko z nim dobrze i czy nie wpakował się w jakieś kłopoty. Zadzwonił dzwonkiem, ale ten chyba był zepsuty. Postanowił zapukać. Miał tylko nadzieję, że zastanie brata...

      - Twój zły braciszek

      Usuń
  36. [Z czymś się tu pojawię na dniach, eluwa. :D]

    podkradacz smoków

    OdpowiedzUsuń
  37. Obejrzał się słysząc głos brata, który właśnie wracał do mieszkania. Zaskakujący zbieg okoliczności. Kolejny. Zbyt wiele było w ich życiu mniej lub bardziej szczęśliwych zbiegów okoliczności. Przez myśl przemknęło mu, że świat, nawet ten baśniowy, nie działa w ten sposób i nie jest pełen aż tylu przypadków. Przez chwilę przyglądał się bratu, zupełnie jakby nie widział go wiele czasu, chociaż w rzeczywistości minęły zaledwie dwa lata. Na dodatek reakcja Hucka nieco go zaskoczyła. Spodziewał się wszystkiego, ale nie... radości? W końcu nie rozstali się w najlepszych okolicznościach, prawdę mówiąc nawet się ze sobą nie pożegnali. Davy po prostu zostawił brata w szpitalu i już nigdy więcej po tym się nie odezwał.
    Najwyraźniej obaj myśleli podobnie. Zdobyli swoje adresy, ale i tak żaden z nich nie chciał wykonać pierwszego kroku. A przynajmniej nie osobiście.
    – Gratuluje spostrzegawczości – odparł słysząc słowa brata. Nie wiedział co właściwie powinien odpowiedzieć Huckowi na to dziwne powitanie. Chyba młody nie oczekiwał, że padną sobie w ramiona wylewając przy tym z siebie żale i zapewniając się nawzajem o braterskiej miłości?
    Na chwilę zapadła niezręczna cisza. Najwyraźniej wbrew zamiarom zabrzmiał zbyt nieprzyjemnie. Postanowił przerwać tą sytuację i przejść od razu do sedna sprawy i celu swojej wizyty. Nie chciał tego niepotrzebnie przedłużać. Prawdę mówiąc w tej chwili marzył o tym by jak najszybciej znaleźć się z dala od brata. Od tych wszystkich przytłaczających emocji jakimi emanował młodszy Jones, a których Davy zdawał się nie pojmować. Z drugiej strony starszy z braci Jones doskonale wiedział, że jeśli do tej pory przetrwały w nim jeszcze jakiekolwiek ludzie odruchy czy resztki uczuć, to były one związane właśnie z Huckiem. Nawet wspomnienia z dawnego życia w większości wydawały się Davyemu obce, jakby należące do kogoś innego. Jedynie te wspomnienia, w których pojawiał się Huck były bardziej żywe i realne od innych. Do tego stopnia, że czasem sam miał już tego dość. Zupełnie jakby jakaś część jego umysłu próbowała uwolnić się od tej ostatniej więzi z dawno minionym życiem.
    – Dostałem od ciebie list. – powiedział w końcu unikając wzroku Hucka. Nie znosił tego spojrzenia. Tych pełnych smutku oczu, niczym u zbitego psa proszącego o chwilę uwagi i uczuć. I jeszcze tego błysku nadziei, które teraz tak wyraźnie widział w oczach swojego brata. Co gorsza Davy nie wiedział czy bardziej przeszkadza mu myśl, że będzie musiał odebrać mu tą nadzieję, czy też bał się tego, że mógłby dać się złamać i spróbować ponownie naprawić tą dawno zniszczoną więź. A to na pewno skończyłoby się jeszcze gorzej niż ostatnio.
    – Chyba musimy w końcu porozmawiać i wyjaśnić sobie pewne sprawy – powiedział, w myślach dodając jednak raz na zawsze.

    - wcale nie kochjący braciszek

    OdpowiedzUsuń
  38. [Ja teraz tylko czekam na ślubny rysunek <3 xD
    123 strony wątku :3]

    Jego dłoń zaczęła wolno wędrować po jej plecach, dokładnie po linii kręgosłupa. Czuła to bardzo wyraźnie i wiedziała, gdzie się zatrzyma. Przyjemnie ciepła dłoń spoczęła na jej pośladkach, przyciągając ją do siebie, z każdą chwilą coraz zachłanniej. Nie potrafił nawet ukryć, że chce więcej, że pragnie jej tak mocno, że nic mu w tym nie przeszkodzi. Wiedziała, czuła, że Huck jest szczęśliwy. Wracał do kapitana Haka Jonesa każdym swoim ruchem, każdym słowem i gestem. Miał w oczach te same iskierki, które błyszczały coraz jaśniej z każdą kolejną chwilą. Nie był tym samym biedakiem, któremu siłą ściągnęła pętlę z szyi. Nie przypominał już chłopaka, który nie potrafił na nią spojrzeć lub jej dotknąć. Nie było już nawet Huckelberry’ego, który rumienił się zabawnie, gdy rozsiadła się w kuchni ubrana tylko w koszulę.
    Wystarczyło, że nagle poruszył biodrami, by z jej ust wydobył się głośny jęk, niemal krzyk. Znów wtuliła twarz w jego policzek i westchnęła po raz kolejny, już niezliczony. To było dla niej zbyt wiele, nie panowała nad własnym ciałem, a dłonie wciąż nieświadomie zaciskały się z całych sił na poduszce. Chciała, by zrobił to raz jeszcze, tak bardzo go teraz pragnęła. I jeszcze wiele razy, o wiele szybciej. By robił to tak długo, aż oboje całkowicie opadną z sił. Jak kiedyś, na tym samym cudownym okręcie, gdy kochali się niemal całą noc, tak zmysłowo i namiętnie, dopóki nie zasnęli w swoich ramionach.
    Z trudem łapała oddech. Była już na tyle pobudzona, że każdy, nawet najmniejszy ruch Hucka sprawiał, że dawała za wygraną i mogła tylko poddać się tej miłości. Ile by dała, by móc spędzać z nim każdy wieczór, każdą noc i każdy poranek. Czy to możliwe, że teraz będzie już tylko lepiej, że przetrwali najgorsze i doczekali tych lepszych dni? Oh, z jak wielką chęcią po prostu zostałaby tu już na zawsze, na Jolly Rogerze, razem z Jonesem.
    Powiedz mi jak bardzo mnie pragniesz. Jak powietrza, jak wody, jak słońca. Jak nikogo innego. Nie skłamałaby mówiąc, że nikogo i niczego nie pragnęła i nie pragnie tak, jak jego. Nigdy, o nikim innym nie myślała w ten sposób. Dobrze wiedziała, że ją prowokuje i tak samo dobrze wiedziała, że nie pozostawi tego bez odpowiedzi.
    - Bardzo… - szepnęła z trudem, składając delikatne pocałunki na jego brodzie i policzku – Chcę tylko ciebie. Bardzo, bardzo chcę. A ty spełnisz tą prośbę, prawda?
    Zaśmiała się cichutko, ustami muskając skórę jego szyi.
    - Jeśli zechcesz… - zamruczała jeszcze - …mogę budzić cię tak każdego ranka.
    Tym razem zebrała resztki sił i poruszyła się szybciej, dużo szybciej. Dłoń pirata zacisnęła się na jej ciele z niebywałą siła, a z jego rozchylonych usta wydobywały się kolejne, cudowne dźwięki. Teraz, przez kilka sekund widziała w jego oczach to szaleństwo, dopóki jego powieki nie zacisnęły się na kolejne chwile.
    - Albo jeszcze wspanialej... kapitanie. – dodała na końcu, intonując ostatnio słowo. Oh, mogłaby tak droczyć się z nim przez cały czas.

    (napisałabym coś o maszcie i stawianiu żagli, ale… xD)

    OdpowiedzUsuń
  39. Dzień był bardzo burzliwy. Praca z artystami nigdy nie była łatwa. Każda z dziewczyn myślała, że jest wyjątkowa. Nie, żeby żadna nie była – ale z całą pewnością żadna nie była królową, na którą trzeba czekać. Która może notorycznie się spóźniać, wbiegać z pośpiechem, niemal w bezdechu zrzucać z siebie po drodze płaszcz, żeby za moment wskoczyć na scenę i… nie wydusić z siebie nic. Bo nie da się śpiewać, gdy jest się zmęczonym. Kolejne minuty stracone.
    Dzień był burzliwy – ale noc miała przynieść odpoczynek. Gdy w końcu wszystkie artystki się rozśpiewały, a muzycy nastroili instrumenty, gdy próba nareszcie się skończyła, a oni mogli wpuszczać gości do lokalu – miało być już tylko spokojniej.
    Na jakiś czas mogła zniknąć w gabinecie za kulisami, poświęcając się zaległym papierkom. A przy tym zgubiła całkowicie rachubę czasu – gdy spojrzała w okno, na dworze było już ciemno. Mogła być dwudziesta, mogła być też dwudziesta trzecia. A Margot nawet przez myśl nie przeszło, aby spojrzeć na zegarek.
    Wirującej między pustymi krzesłami za kulisami pani menadżer powiedziała jedynie, że wychodzi na jakiś czas i jakby ktoś jej szukał – niech przekaże, że właścicielka wyszła na papierosa.
    Bo, w istocie, gdy tylko wyszła na świeże powietrze, za moment wyciągnęła tytoń z paczki. Powinna tam zostać, przy tylnych drzwiach lokalu, przez które wchodzili jedynie pracownicy. Ale poczuła, że powinna się przejść.
    Od lat poświęcała się jedynie pracy. Dom, praca, dom, praca. Zawsze pieniądze były numerem jeden w jej życiu – i tylko pieniądze były jej towarzyszem, nie licząc słodkich artystek wybitnych barmanów, którzy u niej zarabiali na życie. W domu nie miała nawet leniwego kota, jak by przystało na stereotypową starą pannę. Jedyne, co ją mogło przywitać, to lampka słodkiego, czerwonego wina wyciągnięta z barku i szum włączonego telewizora. Nie było żadnych ciepłych ramion, które by ją każdej nocy otulały. Zasypiała sama, przy jakimś serialu.
    Nie przeszkadzało jej to. A przynajmniej tak właśnie chciała myśleć. Czasem jedynie popadała w monotonię. Miała wrażenie, że jej życie… Jej życie zatrzymało się na pewnym punkcie – i nie jest w stanie drgnąć dalej.
    Pchnęła drzwi Trip Trapu bez namysłu. Do głowy jej nawet nie przyszło, że ktoś o tej godzinie może już zamykać lokal i zbierać się do domu. Wątpliwości przyszły dopiero z chwilą, w której nie zobaczyła dosłownie nikogo oprócz… mężczyzny.
    Mężczyzny, który właśnie śpiewał i tańczył na stole.
    Powinna natychmiast przeprosić i wycofać się, jak grzeczna dziewczynka. Ale czarownica Gothel nigdy nie była grzeczną dziewczynką. Toteż stanęła przy drzwiach, oparła się o framugę, skrzyżowała ramiona pod biustem – i patrzyła. Nie przerywała występu. Może gdyby tańczył i śpiewał źle, zdecydowałaby się na to, ale tak…
    Może zaprezentuje jej jeszcze coś więcej?

    [Jakieś takie to przeciętne, musisz mi wybaczyć. :c]
    Margot Werner

    OdpowiedzUsuń
  40. [Haha, zaraz znowu nadrobimy tak, że zrobi się nagle 200 stron xD
    btw., o tym też trzeba pomyśleć:
    https://s-media-cache-ak0.pinimg.com/originals/7f/63/d9/7f63d95c213b8fac544258fe9869fab6.jpg
    https://img1.etsystatic.com/134/0/7613481/il_fullxfull.995742467_1e15.jpg
    xDDD <3]

    Każdy poranek…. To cudownie stwierdzenie utkwiło jej w myślach tak mocno, że jej usta same powtórzyły to kilkukrotnie, choć całkowicie bezgłośnie. Każdy poranek z Huckiem, każdy poranek na Jolly Rogerze. W jego objęciach, na kołyszącym się okręcie. Nagle pojęła znaczenie tego stwierdzenia. Wciąż jeszcze nie docierało do niej, że ich wspólne życie tak właśnie mogło wyglądać. Bo były to raptem marzenia. W końcu Huckelberry zaprosił ją tylko na Święta, a oni byli zaledwie o maleńki kroczek tuż za startem… związku? Czegoś… wspólnego? Tak, tego była pewna. Cokolwiek miałoby to być, z pewnością przejdą przez to ramię w ramię. Może kiedyś zostanie Panią Jones. Ta myśl, choć niezwykle odległa i na tę chwilę abstrakcyjna, wywołała uśmiech na jej twarzy. Lucy Jones, czy to nie brzmi wprost idealnie?
    Może dlatego, że dziś wszystko było idealne. On był idealny, w każdym calu. Lucy wystarczył tylko jego uśmiech i spojrzenie pełne uczucia, a tym czasem dostała go całego i tylko dla siebie. Nareszcie, po tylu długich, zimnych nocach. Obejmował ją tak mocno, że rozpływała się w cieple jego ciała. Cała drżała, czując narastające, przyjemne uderzenia gorąca. A Huck wciąż przyspieszał, przyciągając ją do siebie, całkowicie przejmując nad nią kontrolę. Tego właśnie chciała, poczuć go w sobie jeszcze intensywniej. Niech wie, że może robić to, na co tylko ma ochotę i spełniać nie tylko jej zachcianki.
    Zacisnęła mocno powieki. Ramiona powędrowały na oślep, gdzieś ponad głowę Haka tak, że niemal ją teraz okrywała. Twarz Lucy znów spoczęła tuż przy jego, a jej niespokojny oddech musiał czuć bardzo wyraźnie na swoim czole. Usta rozchylały się i zamykały, łapczywie łapiąc powietrze pomiędzy kolejnymi głośnymi jękami. Było jej tak dobrze, tak wspaniale. Wiedziała, że Huck był równie zadowolony, czuła to na całej sobie. Przy każdym jego kolejnym ruchu była coraz bliższa obłędu, każdy jej mięsień stawał się coraz bardziej napięty, plecy delikatnie wygięły się w koci grzbiet.
    Uważaj, co mówisz, kochanieńka. Te słowa sprawiły, że zaśmiała się cichutko i jeszcze na moment poddała pocałunkom składanym na jej szyi. W odpowiedzi wpiła się zachłannie w jego usta, a jej jasne włosy spłynęły wprost na twarz Jonesa. I równie szybko przerwała, znów szukając powietrza, znów wzdychając głośno, znów zaciskając powieki. Spełniał słodką groźbę, którą ujął w tych kilku słowach, a Lucy zatraciła się w tym tańcu. Dobrze wiedział, co robić, jak z nią pogrywać. Pod tym względem znał ją najlepiej, dobrze o to zadbał już dawno temu.
    A Lucy wiedziała coś o nim.
    Wyprostowała się powoli, aż do siadu, jednocześnie zmuszając Hucka, bo przystopował. Przez moment wpatrywała się w niego, dysząc ciężko. Była rozpalona, jak w gorączce i nie potrafiła tego ukryć. Oblizała wargi.
    - Tylko na tyle cię stać? – zakpiła z wymownym uśmieszkiem i uniosła brew dokładnie w taki sposób, jak robi to Jones. Nigdy nie odpuszczała.

    Lucy, która nie wątpi w żeglarskie umiejętności pana Szekspira :3

    OdpowiedzUsuń
  41. [Ojacię, dziękuję za przemiłe słowa! Czeeeść, powiem szczerze, że miło wrócić i widzieć, że na FT nadal jest ta sama świetna, wytrwała ekipa, do której niewątpliwie należysz. Kurcze, nie pogardziłabym wątkiem – Bells zresztą też nie – z samym kapitanem Hakiem, ale totalnie nie mam pomysłu, jak ich powiązać. :c Poratujesz, proszę? <3]

    BELLE CHEVALIER

    OdpowiedzUsuń
  42. [Ahoy groźny piracie! ;)
    Hahaha Nimue i drewno <3 Najpiękniejsze podsumowanie i nic więcej dodawać nie trzeba. O boże, będziemy pisać na trzy wątki, jak my to ogarniemy? ;)
    p.s. hak i ruda kłoda xD]

    - Nimue

    OdpowiedzUsuń
  43. Przyglądał się chwilę ojcu a potem tej kobiecie. Nie znał nikogo kto tak zachowywałby się wobec kobiety. W jego otoczeniu, w jego małej rodzinie, nie było czułości i delikatności. Kobiety też były inne. Nigdy nie wymagały zbyt wiele. Dla niego to zawsze było obce.
    Wzruszył ramionami.
    - Wątpię by miał tu wrócić. Pokazał się już nam. Obaj wiemy, że może się tu pojawić w każdej chwili i zrobić co zechce. Dlatego już tu nie wróci... Przynajmniej ja bym tego nie zrobił...
    Wyszli przed szpital. Peter zdjął czwrwoną różę z kierownicy swojego motoru i wyrzucił ją do stojącego obok śmietnika. Nie potrzebował takich gierek.
    Wsiadł i odpalił silnik. Poczekał aż Hak usiądzie za nim. Nie pytał gdzie jechać. Wybrał pub najbliżej jego wynajmowanego mieszkania, by mógł się tam potem dotoczyć nawalony, jak to czasem czynił. Albo wróżki po niego wyjdą. Nie lubiły tego, ale już się przywyczaiły.

    W lokalu capiło alkoholem, dymem tytoniowym i czymś jeszcze, specyficznym zapaszkiem często uczęszczanych pubów. Peter zamówił sobie piwo i razem z Hakiem usiadł przy wolnym stoliku.
    - No dobra... Problem między mną a Cieniem jest taki, że bardzo podobnie myślimy. Potrafimy przewidzieć swoje ruchy, ale on wie więcej niż ja. Moją przewagą są moje wróżki... A teraz potrzebna mi wiedza. Więc bądź tak łaskaw i powiedz... Kim jestem?

    Peter

    OdpowiedzUsuń
  44. [Dejwida ogarnę jak tylko Skip ogarnie dupę i go odnowi ;)
    Cześć, nie mogę doczekać się aż znowu będziemy razem pisać! Od czego zaczynamy? Wątek z akcją teraz czy może ich poznanie się kilka lat temu? Osobiście uważam, że poznanie się mogłoby wyjść ciekawie, ale to jak wolisz.]

    Nadine

    OdpowiedzUsuń
  45. [MatkjeBoskje, „Bellci” to ja się nie spodziewałam. XD Oo, ten pierwszy pomysł podoba mi się tak bardzo, że ja bym go wykorzystała w rzeczywistości Fabletown. Czyli słowem poznali się w Rochefort en Terre, mogliby się tam polubić. Oczywiście, Belle później słyszała o wyczynach Haka, dlatego ich kolejne spotkanie w FT byłoby, hm, dość nieprzyjemne – oczywiście jednak ostatecznie znowu by się lubili. Co prawda, porwanie nie wchodzi w grę, no bo jednak Bestia to zły człowiek jest i zniszczył ich małżeństwo. ;< Ale, ale!, porwać ją może inny zły pirat, troszku później. (: Jeśli natomiast chodzi o daty, to ja nie wiem, co się stało, ale postaram się to ogarnąć, bo w moim planie wydarzeń wygląda to następująco: Annabella urodziła się 1745 roku, w 1762 poznała i poślubiła Lucasa, w 1764 była w ciąży i napadł na nich Adwersarz. : D]

    BELLE CHEVALIER

    OdpowiedzUsuń
  46. [słuchaj, słuchaj . Ja wcale o Tobie nie zapomniałam, tylko zbierałam pomysły na nasz super-hiper-extra wątek. xD Znając mnie, to nie licz na wiele, ale podobno liczą się chęci <3 No więc tak - chyba nie powinnam tak zaczynać zdania - wszystko odbędzie się początkowo w porcie. Amara przekona pirata, by wypłynęli w morze. I teraz uwaga! Wypłyną, by odszukać Dzwoneczka :D *aka jakaś pomniejsza wróżka, z którą oboje mają na karku* Amara będzie chciała zemsty, bo owa wróżka wykorzystała jej magię i rozpoczęła jakąś produkcję masową, bo opracowała tajny przepis itd, czy coś w tym guście :') Tylko, że nigdy do niej nie dopłyną, bo podczas rejsu za sprawą *proszę wypełnić pustą lukę*, trafią na odludną wyspę. Oboje się nienawidzą, on jest zaręczony, ona ma Ter'a. Mają tylko wspólny cel - wrócić do Fable, a kto wie co czai się na wyspie (klimaty niczym Robinson Crusoe). W końcu wymyślimy sposób, by ich stamtąd wyciągnąć, może w końcu się pogodzą, a narzeczony zdąży jeszcze przed "ślubem" - Nadal liczę na jakąś kartkę z zaproszeniem <3
    Mam nadzieję, że zrozumiesz coś z mojej paplaniny i ogólnie będzie to choć trochę zrozumiałe c:]

    Amara do swojego Piętaszka

    OdpowiedzUsuń
  47. [Podziwiam tak starannie rozwiniętą postać ♥ Huckelberry jest cudowny!
    Dziękujemy za miłe słowa. Bardzo mnie cieszy, że kreacja Dorotki się podoba, strasznie się tego bałam :)
    Och, i z ogromną ochotą przyjmiemy wątek z najbardziej uroczym piratem 4ever!]

    Dorothy

    OdpowiedzUsuń
  48. [Liczę na to, że z moją Doris będzie podobnie, mam na nią strasznie dużo planów :)
    Wolałam pozostałe epitety przemilczeć, Doris nikomu nie chce się narażać :D Ale jakby ktoś pytał i obiecał nie powtórzyć to tak, najprzystojniejszy i najgroźniejszy ;)
    Marzeń mamy co niemiara, ale wszystko jest jeszcze tak nowe i chaotyczne, że nawet ja tego nie ogarniam. Chciałabym coś, co pokaże jak bardzo niezrównoważona psychicznie jest. Albo coś, co pokaże że nie jest już małą dziewczynką, zwłaszcza komuś, kto za taką ją mą. I coś, żeby mogła wyzwolić swoje mordercze instynkty, stłumione przez jednego niedobrego autora (tfu, Burton, jak się tu zaplączesz to wiedz, że Cię potępiam!). I pewnie jeszcze dużo byśmy chciały, więc burza mózgów się nada :D]

    Dorothy

    OdpowiedzUsuń
  49. [Zdecydowanie jest :D
    Szczerze? Kocham krakena, bo to moja ulubiona postać ze wszystkich moich postaci (bo kocham Furlonga <3) i musiałam go reaktywować skoro Nadine i Davy wracają.
    Jak masz chęć na powolne pisanie dwóch wątków to prócz Szczerbatkowego możemy też krakenowy napisać. :)]

    Słodki Kraken

    OdpowiedzUsuń
  50. (zemdlała ze szczęścia widząc gif na dole <3 xD)

    OdpowiedzUsuń
  51. [Jak ja lubię takie paplaniny <3
    Każdy pomysł mi się podoba i w każdym widzę potencjał, ale opcja z przeszłością i zauroczeniem Doris jest najlepsza. Uwielbiam łamać jej małe serduszko. W Oz była jeszcze szczeniakiem, szesnaście lat miała, więc dużo z tego nie wyrzeźbimy, ale zakochać się mogła, Hakuś serduszko jej złamał robiąc ją w jakiś sposób w chvja i teraz sobie ubzdura, że musi się jakoś mu odpłacić. Spoiler alert! Standardowo jej się nie uda, bo okazało się, że jest tylko mocna w gębie i nadal jest małą dziewczynką, co też może jakoś uda nam się wykorzystać. I może cały ten plan zemsty mógł się gdzieś tam u psychologa narodzić, bo spędzała tam strasznie dużo czasu :> Co myślisz?]

    Doris

    OdpowiedzUsuń
  52. [Och, łamanie jej serduszka to dopiero początek ♥ Zrobiła się ze mnie straszna sadystka.
    Myślę, że przeplatanie obu wersji będzie najciekawsze. I w sumie dobrze byłoby zacząć jakoś od momentu jak już upłynie trochę czasu i się zastanowi w jaki sposób chce go skrzywdzić, w końcu plan musi być dopracowany, podstawienie mu nogi nie wystarczy. Mogliby się jakoś mijać w międzyczasie bez słowa, aż w końcu postanowiłaby zacząć działać. Może tak być? Nawet chyba byłabym skłonna zacząć, coś tam się rodzi w mojej chorej głowie, ale pewnie jakoś w weekend, okej? :)]

    Doris

    OdpowiedzUsuń
  53. [Hahaha, no dokładnie xD Suknie na wystawach w całym mieście już obczajone, więc… xD
    Ale bądźmy dobrej myśli, może kiedyś będą na to leki (oby nie…) xDD <3]

    Nie musiała długo czekać na odzew. Huckelberry podniósł się gwałtownie w ślad za nią, z tym błyskiem w oczach, który tak u niego uwielbiała. To był ten rodzaj spojrzenia, tak pewny siebie i szalony, dla którego była w stanie zrobić wszystko, z którego wyczytywała obietnicę przygody. Przeszywający ją na wylot, śniący jej się po nocach. Wzrok, któremu każda kobieta uległaby bez zastanowienia nad konsekwencjami.
    Tymczasem, ich ciała znów zbliżyły się do siebie. Lucy wyprostowała plecy i uśmiechnęła delikatnie. Oparła dłonie na torsie Jonesa, gdy tylko ten otoczył ją ramionami. Było jej teraz dużo wygodniej i tak przyjemnie, wręcz idealnie. Mimowolnie zacisnęła na nim uda, cały czas klęcząc na kanapie. Unosiła się i znów opadała, teraz znacznie szybciej, w rytm jego ruchów. A Huck przyspieszał jeszcze bardziej, nie dając jej szans. Zaczęła się gubić, znów tracą kontrolę, pozwalając przejąć ją piratowi. Musiał wygrać, on również nie odpuszczał.
    Był jej rycerzem w lśniącej zbroi. Przystojnym księciem, który ocalił ją przed życiem w kamiennej wieży, zawsze nim będzie. Mogła żyć bez Oberona, bez Tytanii, Hagena, Lirazel. Nie potrzebowała tej rodziny, w Fabletown doskonale radziła sobie bez nich. Owszem, kochała ich całym sercem i kiedyś miała tylko ich, ale nie była aż tak przywiązana do Alderów. Nie tak, jak do Huckelberry’ego. Wiedziała już pierwszego dnia, że wywróci jej życie do góry nogami. Pragnęła go całą sobą. Pragnęła do tego stopnia, że bez wahania opuściła tych, którzy byli dla niej rodziną, którym zawdzięczała wszystko. I zrobiłaby to po stokroć, nawet teraz, choćby jutro. Gdyby tylko ją o to poprosił, zechciał porwać, wyruszyć w dziką, tajemniczą podróż, znów porzuciłaby własnego ojca, matkę, brata. Huck miał wszystko to, czego potrzebowała. Przy nim czuła się bezpieczna i kochana, mimo swoich wad, mimo huśtawek emocji i niechlubnej przeszłości, która z pewnością jeszcze nieraz wróci. Była pewna, teraz już pewna, że jej nie zostawi. Wiedziała, że nawet po największej awanturze wpadną sobie w ramiona. Wiedziała, że kiedyś wybaczy jej tą tragiczną przeszłość i oboje o tym zapomną. Potrzebowała tego – zrozumienia, pocieszenia, bezwarunkowej miłości. Potrzebowała tego jak powietrza. Potrzebowała Hucka. Chciała, żeby przytulał ją do siebie jak najczęściej, całował na powitanie, patrzył w oczy. Chciała, by on chciał od niej tego samego.
    Przez cały czas patrzyła mu głęboko w oczy. Chciała je dobrze zapamiętać, na nowo wyryć sobie obraz każdej barwnej plamki w tych błękitnych tęczówkach. Gładziła dłońmi jego twarz i szyję, po czym oplotła ramionami jego kark, jednocześnie przylegając do jego ciała. Znów nie było między nimi wolnej przestrzeni.
    Stać mnie na wiele więcej, kochana.
    Słyszała w tych słowach kolejną cudowną groźbę, którą chętnie poczułaby na samej sobie. Już same te słowa i ton głosu pirata wprawiały jej ciało w przyjemne dreszcze. Lubiła, gdy taki był. Przejmował kontrolę, czasem trochę samolubnie, ale dając jej równie wiele przyjemności, co samemu sobie. Był przecież piratem, był mężczyzną, który uwielbiał się przechwalać, być panem sytuacji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oh, dobrze wiedziała, że stać go na wiele, wiele więcej. Nawet po tylu latach i po utracie dłoni - nie miała co do tego wątpliwości. Ale po co przyznawać rację, skoro mogła się z nim dalej droczyć? Grać dalej w tą słodką grę i wciągać w nią jego? Była już coraz bliżej obłędu, wiedziała, że on również, czuła to doskonale. Wszystko było dużo intensywniejsze, każdy dreszcze przechodzący po jej rozpalonym ciele, każdy kolejny ruch wydawał jej się tym na skraju spełnienia.
      - Huck… - westchnęła, odchylając głowę do tyłu i zaciskając powieki. Był wspaniały, cudowny, spełniający jej wszystkie marzenia i zachcianki. Był wszystkim tym, czego w tej chwili potrzebowała.
      - Huck… - powtórzyła głośniej, i jeszcze raz, i jeszcze. Czuła, że za moment zwariuje i nie była w stanie zrobić nic innego, niż wykrzyczeć jego imię.

      Łabądek na pokładzie <3

      Usuń
  54. [Si! Myślę, że można ustalić jakieś pobieżne tło ich relacji jeszcze z „bajkowego” świata (tu myślę, że warto, aby się lubili – może nawet Belle pomogła mu w znalezieniu jakiejś łajby; może nawet pomogła mu przed kimś uciec i załatwiła azyl), ale jednak skupić się właśnie na Fabletown – na porwaniu przez innego pirata (pirat pisze o piratach z piratem – incepcja piratowa, lol), albo właśnie na nieprzyjemnym spotkaniu po latach, chociaż to straszna sztampa, a ja bardzo chciałabym wątek z efektem „wow!” z tak super postacią, jak Hak. :c Hilfe?]

    BELLE

    OdpowiedzUsuń
  55. [Dziękuję za tak miłe słowa :3 Starałam się właśnie tak ją wykreować, cieszę się, że mi się udało :)
    Poruszyła mnie historia Haka. To naprawdę smutne, że zazwyczaj nie zauważa się, że "ci źli" tak naprawdę nie urodzili się tacy :/
    Myślę, że Hak i Verity mogliby się kiedyś spotkać chociażby przypadkiem w barze na szklaneczce czegoś mocniejszego ;)]

    Verity Coeur

    OdpowiedzUsuń
  56. [Myślę, że masz rację :D Podoba mi się pomysł z układem. Królowa mogłaby go skazać na ścięcie, a w ostatniej chwili albo on by zaproponował coś, co mógłby ofiarować w zamian za swoje życie... albo Verity doszłaby do wniosku, że jednak go potrzebuje. Miała wielu wrogów - zakładam, że nie każdy lubi żyć ze świadomością, że może za najmniejszą drobnostkę zostać ścięty :D Może ktoś próbowałby ją strącić z tronu, a ona zleciłaby Hakowi pozbycie się takiej osoby/grupy buntowników? :)
    Mogłoby się okazać, że całkiem dobrze im się współpracuje, a w Fabletown być może znowu by coś knuli... Co o tym sądzisz? :)]

    kolekcjonerka serc

    OdpowiedzUsuń
  57. [Taka "mała" współpraca będzie świetna :D Zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie im dłużny lub w jakiś inny sposób im podpadł :D Masz już na to jakiś konkretny pomysł, czy jeszcze myślimy/idziemy na żywioł? :D]

    Królowa Kier

    OdpowiedzUsuń
  58. [Ogromną radością napawają mnie te komplementy! Cieszę się ogromnie, że karta przypadła do gustu i kreacja bohaterki również. Zapewniam, że twarda z niej babka i mam nadzieję, że uda mi się to w wątkach pokazać.
    Ochotę na wspólną historia z tak ciekawą osobowością jak Hak mam, ale nauka do egzaminów odebrała mi wszelkie pokłady kreatywności. Postaram się jednak nad czymś pomyśleć i tu wrócić!]

    Blanche Snow

    OdpowiedzUsuń
  59. // Może obmyślimy sobie jakieś hejty, skoro żeśmy z Twoją narzeczoną, raczej, w przeszłości szli w jakieś tany? A jaką opinię Charmain ma w Fabletown, każdy wie.

    Prince

    OdpowiedzUsuń
  60. [Myślałam właśnie o tym, żeby zacząć właśnie w teraźniejszości :D I jak najbardziej mogę się podjąć, ale potrzebuję trochę czasu, tak do jutrzejszej nocy albo do czwartku - gorący okres na uczelni :(]

    Verity

    OdpowiedzUsuń
  61. Dzisiejszy dzień nie był dla niej zbyt łaskawy. Zupełnie tak, jakby wszystko i wszyscy sprzysięgli się przeciwko niej. Na samym początku tego feralnego dnia zaspała – po raz pierwszy w swoim życiu. Wiedziała, że nie powinna powierzać swojej pobudki temu dziwnemu ustrojstwu jakim był budzik. Tak właściwie spośród wszystkich wynalazków Doczesnych, to właśnie on budził w niej największe wątpliwości i niechęć. I oczywiście musiał zawieść ją w najgorszym możliwym momencie – w dniu, w którym miała podpisać bardzo korzystną dla szpitala umowę. Ale budzik nie zadzwonił, a ona nie obudziła się i zaspała na BARDZO. WAŻNE. SPOTKANIE. Tylko spokojnie, najważniejsze, to zachować ten cholerny spokój… Efekt był raczej łatwy do przewidzenia – inwestor stwierdził, że jednak nie jest do końca pewny, czy chce w to wejść. Potrzebuje czasu… jasne.
    Kolejnym, równie uroczym, elementem jej dnia był moment, w którym jakieś dziecko, biegnąc szpitalnym korytarzem, potknęło się. A upadając, wpadło na nią. Brudząc jej nową, białą, a przede wszystkim drogą sukienkę rozciapanymi wiśniami, które wcześniej trzymało w rączce. Jestem bardzo spokojna. Bardzo. Z uśmiechem zapewniła rodziców dzieciaka, że nic się nie stało, po czym udała się do łazienki, spróbować jakoś zmniejszyć szkody. Niestety. Jeżeli ktoś znajdował się wtedy w pobliżu toalety, niewątpliwie był zaskoczony tak bogatą wiązanką przekleństw, jaka wydobyła się z ust Verity.
    Następnie… nieważne, nie chcę już o tym myśleć. Po co to ja sobie robię?
    Usiadła wygodniej na krześle. Po tak ciężkim dniu zasługiwała na to, żeby utopić smutki w szklaneczce whisky. Ewentualnie dwóch. Albo i więcej. Nie przejmowała się, że ktoś zobaczy ją – dyrektor szpitala – w „takim” stanie. Tak właściwie to nic jej już w tamtym momencie nie obchodziło. Zaczynało już jej lekko szumieć w głowie, ale upiła kolejny łyk. Jutro miała wolne, może pić do woli. Gdzieś z daleka dobiegała do niej muzyka, uprzyjemniając jej picie. Do baru wstąpiła pod impulsem, wracając ze szpitala. Zazwyczaj nie pojawiała się w… takich miejscach, ale czy dzisiaj mogło pójść coś jeszcze gorzej niż do tej pory? Postanowiła się nieco rozerwać. Może nikt jej nie rozpozna. Dokładnie tak. Nikt nie spodziewa się mnie w tym barze, więc na pewno od razu uznają, że to nie ja. Z tą pozytywną myślą postanowiła wypić kolejny łyk
    Verity w pewnym momencie podniosła wzrok znad szklanki, decydując się rozejrzeć trochę – póki jeszcze jest w stanie cokolwiek zarejestrować. W barze tego wieczoru był spory tłum i przeszył ją lekki niepokój, czy nie dojdzie tu znowu do jakiejś bójki. Może i była w złym humorze i miała wszystkiego dość, jednak wciąż zależało jej na twarzy.
    Przeniosła wzrok w inną część baru i zamarła z szklanką w połowie drogi do ust. Czyżby to… Podniosła się i tak szybko, jak tylko pozwalał jej obecny stan, zbliżyła się do swojej ofiary. Nie zauważył jej chyba jeszcze, co działało na jej korzyść. Tak właściwie to nie wiedziała, po co do niego szła i czy to w ogóle na pewno był on. Wymijała podchmielonych gości, sama z trudem utrzymując pion – szpilki nie były jednak dobrym pomysłem – aż w końcu do niego dotarła.
    - Witaj, piracie – uśmiechnęła się szeroko, siadając obok mężczyzny.

    Verity "miałam ciężki dzień" Coeur

    OdpowiedzUsuń
  62. [Cieszę się, że się podobało :D A jak już mówimy o docinkach tego koniorożca, to niedługo pojawię się w końcu z naszym zaczęciem ;) Ostatnio trochę się rozleniwiłam, ale biorę swoje cztery kopyta i jeden róg w garść!]

    Amara bez króliczej łapki, jeszcze

    OdpowiedzUsuń
  63. [Trochę Ci się zmieniła karta od mojej ostatniej wizyty tutaj (zdjęcie + GIF na dole), ale bardzo mi się podoba, no i oczywiście dziękuję za miłe słowa. :D Ciekawe czy dla Brajana znajdzie się jakaś Karyna albo Dżesika... XD
    Jak będziesz mieć czas, to wpadaj na wątek, wtedy może odrdzewieję. :D]

    Brian O'Connor (i martwa spółka)

    OdpowiedzUsuń
  64. [ Tak, cóż, to byłaby bardzo miła odmiana, gdyby mojej Śnieżce udało się jednak zagrzać miejsce w Fabletown. Na pewno będę się starała utrzymać ją jak najdłużej, to mogę obiecać! ;)
    Dziękuję oczywiście za powitanie i również życzę wielu udanych, ciekawych wątków. I jasne, jestem jak najbardziej chętna na wątek. Niestety, jakoś nic konkretnego nie przychodzi mi do głowy odnośnie samego ich spotkania, aczkolwiek byłabym za jakąś bardziej pozytywną bądź neutralną relacją, bo Twój pan wydaje się bardzo fajny! Może za to Ty wpadłaś na to, jak mogliby na siebie wpaść? ]

    Śnieżka

    OdpowiedzUsuń
  65. [ Hm... Podczas czytania wszystkich tych propozycji, w głowie ukształtował mi się pewien pomysł. Owszem, mogliby się ze Śnieżką poznać jeszcze w dawnych czasach, kiedy oboje byli stosunkowo młodzi. Mógłby to być okres, kiedy Mare uciekała przed swoją macochą w poszukiwaniu schronienia... Zupełnie przypadkiem trafiłaby na pokład statku Jolly Roger, a Twój pan (oczywiście, za drobną opłatą) zgodziłby się ją przemycić do najbliższego portu; do jednej z odległych krain. W trakcie podróży Śnieżka i Huckelberry mogli się do siebie zbliżyć. Takie wiadomo, "młodzieńcze" podchody; może nawet mały romans, który skończyłby się dokładnie w momencie, w którym panna Blanchard dotarła do celu.
    Kolejny raz mogliby się faktycznie zetknąć ze sobą niedługo po jej ślubie, kiedy to Jones napadł na królestwo Księcia Uroczego. Co prawda, wtedy Huck parał się czymś więcej, niż tylko żeglugą, ale sentyment mógł pozostać i tylko dlatego Śnieżce udało się wynegocjować u morderczego kapitana odpowiednie warunki umowy, która satysfakcjonowałaby wszystkich: jej mąż zapłaci im odpowiednią sumę w złocie, by załoga nie wszczęła buntu, a oni odpłyną i już nigdy nie wrócą. Od tamtej pory mogli się z Huck'iem nie widzieć. Zobaczyliby się dopiero w Fabletown, kiedy to (jak na ironię) Twój pan poszukiwałby schronienia. Mare - pomimo dawnej urazy - powitałaby go z otartymi ramionami, ciesząc się, że kolejny Baśniowiec uszedł z życiem. Mogła się nim zaopiekować, wesprzeć go w tych pierwszych latach i... znów znaleźć w jego ramionach odrobinę pocieszenia. Nie była już w końcu tą radosną dziewczyną, którą poznał setki lat wcześniej (przeklinała jak niejeden stary wilk morski) i doskonale go rozumiała, bo koniec końców ona też przecież została zdradzona i wybrała zupełnie inną ścieżkę niż było jej na początku pisane. ;)
    Ich romans mógł trwać dość krótko jako, że Mare w końcu "sięgnęłaby po rozum do głowy" i uznała, że nie chce żyć w tak smutnym układzie. Nie zmieniałoby to jednak faktu, że wciąż widziałaby w Huck'u tego młodego kapitana, który wtedy w jakimś stopniu uratował jej życie i miałaby do niego pewnego rodzaju słabość, która ujawniałaby się przy ich jeszcze sporadycznych "przypadkowych" spotkaniach. ;D Do czasu aż Jones nie odnalazł ukochanej. Wtedy ten poziom znajomości mogli skończyć definitywnie, pozostając na stopie czysto przyjacielskiej.
    Co do samego wątku, to myślałam żeby zacząć od czegoś... spokojniejszego, żebyśmy mogły sprawdzić jak nam się będzie grało. Nie chciałabym jednak, aby było zbyt nudno. Co powiesz na to, że Huck byłby jej informatorem po tej "ciemnej stronie" miasteczka, hm? Na tym mogłybyśmy też oprzeć grę. Tylko nie mam jeszcze odnośnie tego żadnego konkretnego pomysłu.
    W każdym razie, czy to co wymyśliłam (chodzi mi tu o powiązanie i relacje) by ci odpowiadało? ]

    Śnieżka

    OdpowiedzUsuń
  66. [Wiesz, że nie musisz mnie przepraszać <3 Czekam i nigdzie się nie ruszam, kochanie moje xD]

    Westchnęła głośno. Było jej tak dobrze, marzyła o takiej chwili od bardzo dawna i naprawdę tęskniła za tym. Za jego ciepłem, dotykiem, za bliskością kogoś, kogo kochała całym sercem. Niezmiennie, od tylu lat i jak nikogo innego do tej pory. Przez jej ciało przypływały teraz cudownie przyjemne dreszcze, oddech przyspieszył, a z ust wydobywały się kolejne długie westchnienia.
    Razem wspaniale skończyli, wymieniając głębokie oddechy, oboje próbując uspokoić skołatane serca.
    Czy jesteś szczęśliwa?.
    Zupełnie nie spodziewała się takiego pytania, nie w tej chwili. Sądziła, że odpowiedź jest aż nazbyt oczywista, jednak skoro pytał... Musiał usłyszeć to od niej, chciał tego. Wyczuła drżenie w jego głosie, a z tych trzech słów wyczytała jakiś ledwo zauważalny smutek. Huck objął ją jeszcze mocnej i przytulił do siebie, wtulając twarz w jej ramię. Zupełnie jakby w ułamku sekundy opuściły go wszystkie siły, zniknęła ta pewność siebie, która objawiła się zaledwie chwilę temu. Jakby Huckelberry na chwilę pokonał Kapitana Haka. Westchnął ciężko, a po plecach Lucy przeszedł dreszcz.
    Emocje powoli opadały. Wrócił spokój i cisza, ale wcale jej to nie przeszkadzało. Potrzebowali wytchnienia po tym wszystkim, co do tej pory przeszli. Otoczyła więc Jonesa ramionami, oplatając je wokół jego karku i przylgnęła ustami do jego policzka.
    - Oczywiście, że jestem szczęśliwa - szepnęła mu do ucha i zamilkła na kolejną minutę, wciąż wtulając się w jego ciepłe ciało. Głaskała go pocieszająco po karku. Bała się o niego, naprawdę się bała, bo ta chwila przypomniała jej nagle o wtargnięciu do jego mieszkania i tym okropnym widoku, który wówczas zastała. O linie na jego szyi i o tym, jak spróbowała rozluźnić węzeł. Przytuliła go wówczas równie mocno jak teraz, a ton jego głosu, tak drżący i słaby przypominał tamten…
    Jak mogła doprowadzić go do takiego stanu. Gdyby tylko wiedziała, gdyby była choć odrobinę mądrzejsza... Wciąż miała wyrzuty sumienia, które zżerały ją od środka i w takich momentach bolało ją to najbardziej. Puściła go na chwilę tylko po to, by móc na niego spojrzeć i wyczytać wszystko, co teraz czuł z jego oczu. Ujęła jego twarz w dłonie.
    - To twoje szczęście jest najważniejsze - wyszeptała w końcu, spoglądając mu prosto w oczy. Mówiła szczerze i miała nadzieję, że o tym wiedział - Chcę, żebyś się uśmiechał i nie myślał już o tej złej przeszłości. Zaczniemy wszystko od nowa. Razem. Tak jak kiedyś, pamiętasz?
    Przełknęła głośno ślinę. Oparła czoło o jego czoło i przymknęła powieki.
    - ...A jeśli kiedyś zdołam przebudzić w tobie choć odrobinę tamtego Haka, będę najszczęśliwszą dziewczyną na świecie. Zaopiekuję się tobą. Obiecuję. - dodała cicho i pocałowała go w usta, najczulej jak tylko potrafiła. Pragnęła zawrzeć w tym pocałunku wszystko to, co teraz czuła. Przelać na niego całą miłość, jaką w sobie nosiła, pocieszyć, wesprzeć. Dodać mu siły, której sama nie miała zbyt wiele. Obiecać coś nowego, coś o czym razem marzyli już dawno, dawno temu.
    Pchnęła go delikatnie, by znów położył się na plecach. Sięgnęła ręką koc i szybko zajęła miejsce tuż przy nim, nakrywając ich niemal po uszy. Ułożyła się wygodnie, przytuliła do pirata składając głowę na jego piersi. Znów westchnęła głęboko. Nie chciała, by czymkolwiek się zamartwiał, nie dziś i nie w tym momencie. Wolała go uśmiechniętego, pragnęła odgonić od niego wszelki niepokój i rozweselić, choćby jakąś najzwyklejszą głupotą.
    - Jednak nie wyszedłeś z wprawy, staruszku – szepnęła wesoło, wodząc palcem do jednej w podłużnych blizn na jego klatce piersiowej.

    cieplutka Lucy <3

    OdpowiedzUsuń
  67. [Przecież wiadomo, że to zawsze twoja wina, więc... xD <333]

    - Wątpić w ciebie? Nigdy w życiu. - zaśmiała się cichutko, czując ciepły oddech na swoim uchu. Mogłaby spędzić tak cały dzień, tylko leżąc razem z nim pod ciepłym kocem i rozmawiać o zupełnie przyziemnych rzeczach. Tak, jak robią to inni. W tym momencie, w jej głowie zaświtała nawet cicha, dość zabawna nadzieja, że może kiedyś przyjdzie taki czas, by ich największym zmartwieniem był brak mleka w lodówce. Jak bardzo chciałaby mieć tylko takie problemy!
    Tym razem, jej dłoń spoczęła na wisiorku, który kapitan miał na szyi. Znała go bardzo dobrze, wciąż ten sam, srebrny łańcuszek z kilkoma ozdóbkami, z którym nigdy się nie rozstawał. Kolejny relikt przeszłości, którego z pewnością nie potrafił się pozbyć, jak innych przyzwyczajeń. Wciąż czuła od niego słaby zapach rumu, tak charakterystyczny, że nie pomyliłaby go z niczym innym. Do tej pory nie sądziła nawet, że w Nowym Jorku sprzedają takie rzeczy, a on jednak jakimś cudem wynalazł gdzieś pomiędzy sklepowymi półkami swój ukochany trunek.

    A może jednak dadzą sobie tu radę i odnajdą się w tym mieście? Może zdołają ułożyć sobie życie w tak innych czasach, wśród ludzi i zwyczajów, o których Lucy wciąż mało wiedziała? Może znajdą sobie jakąś lepszą pracę, może... Może. Jeśli nie, uciekną stąd, gdzieś daleko. Akurat na tym znała się aż za dobrze i Huck z pewnością również. Pewnie zrobią jeszcze jakąś głupotę, może wykradną Oberonowi jeden z portali, może okradną skarbiec z podziemi Woodlands, a na ścianie apartamentowca wyryją wielkie "Goodbye". Odejdą z hukiem. Może ona nie zasłynie w Fabletown jako idealna córka swojego znanego ojca, może nie poprawi się na lepsze i nie pozbędzie paskudnej reputacji. Może Jones wcale nie naprawi opinii na swój temat, nie zostanie bohaterem miasta i nie wyrzeknie piractwa. Ale przynajmniej skradną show.

    Przynajmniej skradniemy show.
    Ta myśl wywołała uśmieszek na jej twarzy. Taki w stylu Jonesa, bo chyba przejęła ten grymas właśnie od niego. Podniosła się nagle nieznacznie, chcąc tak od niechcenia opowiedzieć mu o swoim durnym planie, który zaświtał jej w głowie, usłyszeć, że jest wariatką i roześmiać się razem z nim. Spojrzała na pirata. I od razu odgadła, że uśmiech, który na chwilę zawitał na jego ustach był sztuczny. Tego nie dało się zakryć pd maską.

    - Huck, co się dzieje? - spytała w końcu, marszcząc brwi. Zmartwienie wcale jej nie opuściło i pirat z pewnością mógł odczytać to z jej twarzy. Przekręciła się delikatnie, by móc teraz ułożyć dłoń na jego piersi, a na niej oprzeć brodę. Spoglądała mu prosto w oczy. Wiedziała, że teraz jej nie okłamie, nie gdy wpatruje się w niego tak intensywnie. A jeśli spróbuje, od razu to wyczuje. Jej druga dłoń zaraz powędrowała na niepełne lewe przedramię Jonesa i zacisnęła się na nim.
    - Chcę ci pomóc, ale musisz mi powiedzieć, co cie trapi - dodała nieco ciszej, po czym westchnęła ciężko. Nie była zmęczona, na pewno nie nim. Miała na tyle siły, by trwać przy nim, cokolwiek miałoby się stać. To Huck był jej szczęściem i miłością - nie żadne miejsce, żadni inni ludzie. Oczywiście, byli Alderowie, ale to tylko echo z przeszłości, którą sama porzuciła, i do której nie pasowała. Było Moonriver, ale to tylko budynek, głośna muzyka i garstka osób, które widywała na codzień. Nic więcej. Gdyby Huckelberry tylko zechciał opuścić Nowy Jork, ona spakuje się jako pierwsza.

    zamartwiająca się Lucy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wybacz, teraz mi tekst rozstrzeliło xD

      Usuń
  68. Kiedy się odwrócił, i zobaczyła ten jego uśmiech, od razu poczuła, że jej dzień stał się piękniejszy. Wspomnienie cholernego budzika odeszło w niepamięć.
    - Cieszę się, że cię widzę… trochę czasu minęło od naszego ostatniego spotkania, czyż nie? - uśmiechnęła się, dopijając resztkę whisky.
    Doskonale pamiętała czasy, w których ich współpraca była wyjątkowo owocna. I mimo że nienawidziła się za wiele rzeczy, które zrobiła jako królowa, cieszyła się, że mogła poznać Hucka. To, że pomagał jej realizować plany, za które teraz się tak bardzo nienawidziła, nie miało większego znaczenia. Lubiła go. Był zawadiacki, czarujący i zawsze wiedział jak poprawić jej humor.
    - Ciężki dzień? - zapytała, uśmiechając się, gdy tuż przed nią stanęła kolejna szklanka whisky.
    Jakiś czas temu zaczęła się zastanawiać, czy nad tym dziwnym światem nie panuje przypadkiem jakaś wyjątkowo paskudna klątwa. Verity nie była w stanie przypomnieć sobie, czy spotkała tu chociaż jedną szczęśliwą osobę. U każdego coś było nie tak. Albo rozbita rodzina, albo kryzys ekonomiczny, albo coś jeszcze zupełnie innego. Tak, jakby ktoś bardzo nie chciał, żeby byli szczęśliwi. Jeżeli faktycznie tak było, to musiała przyznać, że ten ktoś odniósł sukces. Co prawda była dyrektorką w szpitalu, żyła na wysokim poziomie i każdy był gotowy na jej najmniejsze skinienie, jednak brakowało jej jego. Próbowała go odnaleźć wielokrotnie, jednak bez powodzenia. Również wielokrotnie w szpitalu słyszała historie różnych rodzin, którym nagle w Fabletown przestało się układać. A w tym dziwnym kwadratowym pudle także rodziny Doczesnych nie wyglądały na zbyt szczęśliwe. Może to jakaś choroba i się zaraziliśmy? Nie ważne. Skoro spotkała już Hucka, to wieczór mógł zrobić się znacznie ciekawszy. Niegdyś uwielbiała zlecać mu różne… zadania. A z czasem wspólnie zaczęli knuć. I podobało jej się to. Teraz moglibyśmy w sumie do tego wrócić... Byliby doskonałymi partnerami w zbrodni. Być może Verity osobiście nie musiała jeszcze ubrudzić sobie rąk cudzą krwią, jednak czuła, że byłaby do tego zdolna, gdyby zaszła taka potrzeba.
    Spojrzała na niego uważnie i zmrużyła oczy. Pytaniem pozostawało, czy on będzie wciąż chętny do współpracy. Wielu Baśniowców drastycznie zmieniło się od zamieszkania w Fabletown i nie mogła być pewna, czy nie doniesie na nią szeryfowi, gdy tylko zaproponuje udział w podejrzanych interesach. Nie… nie sądzę, żeby to zrobił. Przecież to Huck. Znamy się... Musiała jednak przyznać, że poznali się w niezbyt korzystnych dla niego okolicznościach. Ale z drugiej strony znała się na ludziach, a Huck nie wyglądał w jej oczach na kogoś, kto mógłby odmówić dobrej zabawy. Nielegalnej, ale przedniej.
    - Jak ci się żyje? Nie nudzi ci się przypadkiem? Być może… potrzebowałabym pewnej… rzeczy.
    Uśmiechnęła się do niego przebiegle.

    Verity - ten uśmiech zwiastuje kłopoty

    OdpowiedzUsuń
  69. [Nie przejmuj się, ważne że odpisujesz <3 W wakacje zawsze ciężko się na czymkolwiek skupić xD Chociaż u mnie pogoda jest totalnie beznadziejna, więc z nudów masz ode mnie ekspresowy odpis! :D
    Ja już lecę z przeskokiem w czasie i początkiem kłótni, w takim razie xD Zastanawiam się tylko, czy Lucy powie Hakowi o tych wizjach? Jak sądzisz? W sumie pewnie będzie chciała, ale jak już się pogodzą, to jej to wyleci z głowy i zapomni :D Może coś takiego?
    I zostajemy przy tym oblaniu map herbatą? xD Hucka szlak trafi, a Lucy wyskoczy z tym cudownym „Zależy ci na okręcie bardziej niż na mnie” xDD <3]

    Lucy uśmiechnęła się delikatnie w odpowiedzi, starając się zawrzeć w tym grymasie choć odrobinę wsparcia i wyrozumiałości. Wiedziała, czuła przecież od samego początku, że bardzo się zmienił. Błądził myślami po jakichś odległych wspomnieniach, w których tonął na chwilę lub dwie, zapominając jednocześnie o otaczającym go świecie. Ona przecież miewała dokładnie tak samo, więc nie mogła w żaden sposób się na niego gniewać. Było jej po prostu przykro. Smuciła się, gdy i on się smucił. Nie mogła się nie przejmować, zawsze będzie się o niego martwić.
    Objęła go ramionami i przytuliła się mocno. Nie musieli już nic mówić, wystarczyło, że w końcu byli razem, blisko siebie. To był zaledwie początek i jeszcze wszystko zmieni się na lepsze.

    * * *

    Przebudziła się gwałtownie i niemal podskoczyła na łóżku, od razu prostując się do siadu. Serce biło jej w zawrotnym tempie, oddech był głęboki, niespokojny; niemal dusiła się nie mogąc złapać powietrza. Krople potu skrzyły się na jej czole, choć w zaciemnionej kajucie panował chłód poranka. Zadrżała mimowolnie, nie mogąc się uspokoić. Była przygnębiona i przerażona, a w jej zmęczonych oczach zaszkliły się łzy. Miała dość i za każdym razem, gdy widziała ten ogrom obrazów w głowie błagała, by to był już ostatni raz…
    Od dawna ten sen, ta okropna wizja nie była aż tak realistyczna, a ona już dawno nie była tak wystraszona. Znów widziała ten sam zaułek – dziwny, pełny kałuż, otoczony ceglanymi ścianami i zupełnie jej nieznany. Pamiętała tylko dziwny, neonowy napis na ziemi, który niezwykle ją nurtował , i którego nie była w stanie odczytać. Czuła chłód nocy oraz silny zapach alkoholu i tytoniu, choć było jej naprawdę ciepło i przyjemnie. Huckelberry był gdzieś obok niej, przytulał ją, coś szeptał, śmiał się. Wtedy, po środku wyjścia z uliczki pojawiała się dziwna postać, która wywoływała u Lucy irracjonalny strach, a sen zmieniał się w prawdziwy koszmar. Wszystko wokół powlekała ciemność, a lęk sprawiał, że nie potrafiła się poruszyć. Potem huk, strzał i dymiąca broń w dłoni nieznajomego. I krew. Rzeka krwi na mokrym betonie i na jej dłoniach. Klęczała obok martwego pirata, wpatrzona w dziurę po kuli w jego piersi. Ten widok sprawiał, że budziła się nerwowo za każdym i nie potrafiła uspokoić przez kolejne minuty.
    Spojrzała na Hucka i zawiesiła na nim wzrok na kilka chwil. Zawsze tak robiła, musiała się upewnić, że wciąż był obok niej, cały i zdrowy, a cały ten koszmar był zaledwie nocną marą. Kapitan i tym razem spał spokojnie wtulony w poduszkę, a mimo to w błękitnych oczach Lucy zaszkliły się łzy. Jones kilkukrotnie widział, jak dziewczyna budzi się z krzykiem. Zawsze jednak zasłaniała się krótką wymówką tłumacząc, że to tylko jakiś zły sen. Nieważny, nic nieznaczący.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Westchnęła głęboko, przesunęła się nieznacznie na łóżku i spuściła stopy na chłodną posadzkę. Była potwornie zmęczona. Ostatnie tygodnie były naprawdę ciężkie, choć bez wahania określiłaby je jako najcudowniejsze w jej życiu. Wszystko się zmieniło. Odnalazła Hucka, odnalazła rodzinę. Miała teraz wszystko to, o czym do tej pory marzyła. Jones po raz drugi przygarnął ją do siebie, dając dom na Jolly Rogerze i czuła się naprawdę kochana. Oberon oficjalnie uznał ją jako córkę, więc nie była już sama. Huckelberry, Oberon, Tytania, Hagen, Lirazel. Miała ich wszystkich. Kochała ich i czasem nienawidziła. Bo choć była szczęśliwa, z czasem nic nie układało się tak, jakby tego chciała. Kłótnie z Hakiem, ciągła kontrola ojca, zaborczość z obu stron… dochodziły do tego kłopoty w pracy i te tragiczne sny, przez które zaczynała bać się zasypiać. Była nerwowa, co odbijało się na wszystkich wokół.
      Znów westchnęła ciężko i spojrzała na pierścionek tkwiący na jej palcu. Piękny, srebrny, z błękitnym oczkiem. Nie mogłaby wymarzyć sobie cudowniejszego. Wciąż nie mogła uwierzyć, że pirat się oświadczył, że dał jej tą drugą szansę. Że wciąż kochał ją tak mocno i pragnął spędzić z nią resztę życia. Oparła łokcie na kolanach, chowając twarz w dłoniach. Była przygnębiona, choć nie powinna.


      przerażona i załamana Lucy

      Usuń
  70. [Mam nadzieję, że wybaczysz opóźnienie – rozpoczęłam pewien serial i nie mogłam się oderwać, aż skończyłam wszystkie sezony :/]

    Jej uśmiech zdecydowanie się poszerzył, gdy usłyszała jego odpowiedź.
    - Być może obiło mi się coś o uszy.
    Sięgnęła pamięcią do kilku spraw, które od dłuższego czasu wymagały rozwiązania.
    - Jest pewien biznesmen, Doczesny – rozpoczęła cicho, nachylając się aby tylko Huck ją usłyszał.
    Miała problem, który mogli wspólnie rozwiązać. Jak za dawnych czasów. Odkąd została dyrektorem w szpitalu musiała przystosować się do dziwacznych reguł, które rządziły kontaktami międzyludzkimi. W Krainie Czarów wszystko było prostsze, nie było potrzeby wymyślania i stosowania pokrętnych zasad. Do każdego należało odnosić się z szacunkiem, a z królową i królem najlepiej było się nie kontaktować. Zanim Verity została wybrana na królową, ani razu nie zbliżyła się nawet do królewskiego zamku. Nie dość, że otaczał go ogromny labirynt, w którym nie sposób było się nie zgubić, to jeszcze parę królewską z łatwością można było wyprowadzić z równowagi. A to zazwyczaj kończyło się źle dla całej rodziny delikwenta. Kiedy Verity objęła tron, zakłócanie jej spokoju kończyło się znacznie bardziej krwawo. Jednak bez względu na to, kto rządził Krainą Czarów, z wszystkimi sprawami należało w pierwszej kolejności kierować się do Waleta Kier. W świecie Doczesnych było zupełnie inaczej. Niby istniała jakaś hierarchia, ale i tak koniec końców najlepiej było się zwrócić do jak najwyżej postawionej osoby. Jeśli faktycznie chciało się coś załatwić i to w miarę szybko. Niestety, o ile z Baśniowcami była w stanie porozumieć się bez większych problemów, o tyle Docześni byli wyjątkowo uparci. Szczególnie ci, na których współpracy zależało jej najbardziej.
    - Jakiś czas temu mieliśmy podpisać umowę, mniejsza o szczegóły – kontynuowała. - Najważniejsze jest to, że prawie od razu pozwał szpital o oszustwa podatkowe. Oczywiście bezpodstawnie. Koniec końców sprawa została rozwiązana na korzyść szpitala, jednak nie zmienia to faktu, że ten mężczyzna napsuł mi krwi i zmarnował mój czas – ostatnie zdanie niemal wysyczała, ściskając szklankę. - A na dodatek wciąż węszy.
    Podniosła wzrok na Hucka. Złość na jej twarzy ustąpiła szerokiemu uśmiechowi.
    - Domyślasz się do czego zmierzam?
    Im dłużej rozmyślała o czasie, w którym była królową, tym bardziej była przekonana, że nienawidziła tego okresu głównie przez brak możliwości wyboru. Została zmuszona do robienia tych wszystkich rzeczy, gdy była królową. Teraz jednak mogła sama wybrać, czy chce obrać przestępczą ścieżkę, czy jednak woli wieść spokojne, zgodne z prawem życiem. I chyba wiedziała, co wybierze.
    - Musi zniknąć… dla dobra Baśniowców, oczywiście. W końcu może dotrzeć do prawdy o nas. A tego chyba nie chcemy, prawda? - zapytała cicho z uśmiechem na ustach.

    rządna zemsty Verity

    OdpowiedzUsuń
  71. Pssst! Pssst! Ktoś chyba plotkuje na twój temat! ;)

    OdpowiedzUsuń
  72. [Musisz sobie wybrać karę, w takim razie <3 xD
    Myślę nawet, że po tej kłótni Lucy mogłaby pobiec do Tytanii, właśnie w sprawie tego snu. Ale wyszłoby tak, że zaczęłyby rozmawiać np. o plusach i minusach małżeństwa i innych pierdołach; wróżka pewnie próbowałaby ją pocieszyć, więc ostatecznie Lucy poleciałaby przeprosić Haka do Trip Trapu, a Tytanii z tego wszystkiego zapomniałaby powiedzieć o wizji :D A jak już się nasze miśki pogodzą, to tym bardziej sprawa snu wyleci jej z głowy xD Mogłaby np. powiedzieć mu dopiero w szpitalu. Jak to widzisz?
    I jak robimy z Davy’m? Uznajemy, że jakoś się z Hakiem spotkał i pogodzili się w Fabletown? Bo to też może być kolejny powód do ich kłótni :D Lucy raczej by Davy’ego nie lubiła i wolała więcej nie spotkać. Może nawet trochę by się go bała, by znowu nie wywinął czegoś takiego, jak w przeszłości?]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odgarnęła jasne włosy z czoła i raz jeszcze spojrzała zmęczonym wzrokiem na pierścionek. Wolnym ruchem zdjęła go z palca i położyła na środku dłoni. Znała na pamięć każdy milimetr ozdóbki, każdą najmniejszą ryskę. Wpatrywała się w niego godzinami, zupełnie jakby jego widok pomagał w rozmyślaniach. Najczęściej przywoływał te dobre wspomnienia, wspólne chwile pełne szczęścia, wyznania miłości, moment oświadczyn. Ostatnio jednak skłonił ją do innej refleksji, która zaczynała ciążyć jej coraz bardziej. A jeśli Hak tego żałuje? Jeśli docierało do niego, że popełnił błąd? Czasem ta myśl wydawała jej się irracjonalna, a czasem podczas kłótni była niemal jej pewna. To wszystko działo się tak szybko i czasem odnosiła wrażenie, że trochę się pogubili. Zapomnieli o czymś ważnym, czymś pomiędzy, co powinna przejść każda para. O poznaniu się. O racjonalnym myśleniu. O rozumie, które czasem powinno wyjść o krok przed sercem.
      Dzieciaki, którym zachciało się pobawić w dom.
      Z zamyślenia wyrwał ją dotyk. Wzdrygnęła się nieznacznie, zupełnie zaskoczona. Nie słyszała nawet, że się obudził i zbliżył do niej. Pospiesznie nałożyła pierścionek z powrotem na palec z nadzieją, że tego nie widział.
      Dzień dobry, Łabądku. Jego głos brzmiał tak głęboko i aksamitnie, że na moment zupełnie się w nim zatraciła. Poczuła, jak ramiona pirata oplatają ją w pasie, a usta delikatnie muskają jej policzek. Przymknęła oczy. Dla takich chwil zapominała o wszystkim, co złe. Choćby na krótką chwilę ulatywały z niej te czarne myśli, wątpliwości, wspomnienia kłótni i nieporozumień. Oh, jak dobrze żyłoby im się, gdyby nigdy nie wychodzili z łóżka, nie musieli stawiać czoła codzienności i przejmować się błahostkami. Liczyłyby się tylko takie drobne gesty, pocałunki, bliskość. Jego ciepłe, umięśnione ciało, które przygarniało ją do siebie, zupełnie jak teraz.
      Wszystko gra? Westchnęła cichutko. Wystarczyło, że powie mu teraz, że wcale nie, że nic nie gra. Wystarczyło, że w kilku słowach wspomni mu o tym tragicznym śnie, który nękał ją od dawna. Ale nie powiedziała. Uparcie milczała przez kolejne sekundy, wysilając się na cień uśmiechu.
      - Dzień dobry, mój Szekspirze – szepnęła i na moment zacisnęła dłonie na jego przedramionach, którymi wciąż ją oplatał. Delikatnie przechyliła głowę na tyle, by móc odwzajemnić się pocałunkiem w policzek i na moment jeszcze zastygnąć w tym ciepłym uścisku. Zanim znów powróci ta okropna codzienność.
      Kochała Hucka, jak nikogo na świecie i to było niezaprzeczalne. Chciała spędzić z nim całe życie. Ale to nie była ta sama bajka, o której tak marzyli. Nie było przejrzystej wody po horyzont i podróży, o których tak często rozmawiali. Świat już nie stał przed nimi otworem – świat ich przytłaczał i codziennie przypominał, że są zaledwie nic nieznaczącymi trybikami w tej brudnej doczesnej machinie, a to kim w przeszłości byli nie miało tu żadnego znaczenia.
      - Tak – odpowiedziała w końcu – Po prostu nie wyspałam się. Mam nadzieję, że chociaż ty dobrze spałeś? – westchnęła.
      Podkuliła nogi i przekręciła się jeszcze odrobinę, chowając twarz pod jego podbródkiem i wtulając jeszcze mocniej. Opuszkami palców delikatnie pogłaskała go po policzku. Pierwsze promienie słońca tak cudownie błądziły po pościeli.
      Jeszcze tylko chwilę, jeszcze minutka.

      [Eh, planowałam, by Lucy była dla niego niemiła, zaraz zwiała z łóżka i go jeszcze ofukała, ale przez tą twoją notkę nie mogłam po prostu… xD <3]


      Zaspana i cieplutka Lucy

      Usuń
  73. [Oj, nie szkodzi :D Każdemu może się zdarzyć urwanie głowy, a sama nie wiem, jak ja ogarnę nieubłaganie zbliżający się kolejny rok akademicki ;-;]

    Od wielu, wielu lat walczyła ze wspomnieniami wydarzeń, do których doszło w Krainie Czarów. Od bardzo dawna próbowała udawać, że nic się nie stało, a z Królową Kier nie ma już nic wspólnego. No bo kto by chciał się przyznać, że gdzieś głęboko w nim siedziało silne pragnienie destrukcji? Na pewno nie Verity. Tak długo wmawiała nie tylko innym, ale i sobie, że jest jedynie ofiarą, że sama nie byłaby zdolna do tak bestialskich czynów, jakich się dopuściła pod władzą Czasu… Tak długo grała rolę przykładnej pani dyrektor, próbującej odkupić nieswoje winy, że niemal zapomniała, że przecież od zawsze gdzieś głęboko w niej było coś, co pchało ją do bezwzględności i okrucieństwa. Czas po prostu zobaczył to w niej, zanim ona sama dostrzegła. I tyle. Aż tyle. Kiedyś musiała to w końcu przyznać.
    A teraz siedziała w barze, tuż obok Hucka, w ręku trzymając kolejną na wpół opróżnioną szklankę. I planowali coś zdecydowanie niepoprawnego. Sama nie wiedziała do końca, jak się z tym czuje, jednak nie zamierzała się tym na razie zbytnio przejmować. Mieli kilka rzeczy do uzgodnienia.
    - Na to liczyłam – odpowiadała z uśmiechem.
    Miała już dosyć załatwiania wszystkich problemów żmudną, oficjalną drogą. I mimo iż nienawidziła Czasu za to, co jej zrobił, stęskniła się za okresem, gdy to ona była prawem. Gdy nikt nie odważył się wystąpić przeciwko niej. Owszem, było jej wstyd wielu rzeczy, których dopuściła się przy okazji, pchana pragnieniem coraz większej mocy i władzy, jednak akurat o nich nikt wiedzieć nie musiał. Pozostać to miało tylko między nią, a Czasem. Przynajmniej taką miała nadzieję.
    Rozważała wcześniej udanie się do szeryfa w związku z tym Doczesnym, który napsuł jej krwi, jednak sama też chciała trzymać rękę na pulsie, a Wolf nie pozwoliłby na to. A jej bardzo zależało na tym, żeby być zaangażowaną w śledztwo. Spotkanie Hucka jawiło jej się jako niezaprzeczalny znak od losu, że faktycznie słusznie postępowała.
    - Powiedz mi, mój drogi Huckelberry, co mogłabym uczynić dla ciebie w zamian?

    Verity - kobieta biznesu :D

    OdpowiedzUsuń
  74. [No halo, ja nadal mam cichą nadzieję na wątek z niedobrym Kapitanem Hakiem! :D Pisz śmiało, jak już znajdziesz czas :)]
    Wednesday Dark/Wendy Darling

    OdpowiedzUsuń
  75. [ Hej :)
    Mam taką sprawę. Rozmawiałem z Pendragon, która stworzyła Piotrusia. Z tego co wiem, bo trochę się znamy, jest zajęta w nowej pracy i nie ma czasu na pisanie. Uważam, ze to bardzo fajna postać i chciałbym ją przejąć. W sumie jeśli zrezygnuje z tego bloga to ja i tak stworzyłbym Piotrusia Pana, podobnego do tego jej, jednak wiem że macie powiązanie i ogólnie to nie chciałbym z niego rezygnować. Zatem chciałem zapytać czy masz coś przeciw bym Piotrusia przejął na siebie razem z waszym synowo-ojcowskim powiązaniem :) ]

    Lex

    OdpowiedzUsuń
  76. [Jedną karę już masz wyznaczoną, ale coś jeszcze wymyślę, hihihi <3 xDD
    O, ok, no to pięknie :D Nie zabraknie im tematów do kłótni xD]

    Nie chciała mu powiedzieć o tym potwornym śnie, choć dobrze wiedziała, że powinna. Powinna mówić mu o wszystkim, co leżało jej na sercu. Jednocześnie zdawała sobie sprawę z tego, że dzielenie się własnymi obawami przysporzy mu tylko kolejnych trosk, nakładając na jego barki kolejny ciężar – a tego nie chciała. Choć z każdym dniem było coraz gorzej, a wizja stawała się jeszcze bardziej realistyczna, Lucy milczała. Miała jakąś podświadomą obawę, że to coś więcej niż zwykły sen i powinna komuś o tym powiedzieć. Czasem chodziła zamyślona, jakby nieobecna. W głowie wciąż widziała jego śmierć powtarzając sobie, że to nigdy nie może się zdarzyć. Huck martwił się o nią, widziała to w jego oczach. Zawsze wyłapywał każdy grymas smutki na jej twarzy, dokładnie tak samo jako ona u niego. Bacznie go obserwowała, próbowała rozweselić, jak tylko potrafiła i cieszyła z każdej wspólnej, wesołej chwili. Nie mogli stracić żadnej z nich.
    Rozpromieniła się dopiero, gdy znalazł się tuż przed nią i ucałował obie jej dłonie. Tak bardzo się cieszyła, że go miała, choć nie zawsze potrafiła to okazać. Szczerze żałowała każdej kłótni, w której powiedziała zbyt wiele nieprzyjemnych słów. Żałowała każdej nieprzyjemnej sytuacji, za którą odpowiadała. Ale najbardziej, niezmiennie żałowała wydarzeń z przeszłości, które wciąż rzucały długie cienie na ich relację. Wciąż czuła te same wyrzuty sumienia. Czasem miała wrażenie, że Jones wciąż tym żyje, że nigdy nie zapomni i może nawet jej tego nie wybaczy, choć sam wielokrotnie powtarzał, że to zrobił. Bała się czasem, że była dla niego jedynie tym mniejszym złem, odrobinę lepszą perspektywą, niż samotne życie, jakie do tej pory wiódł w Fabletown.
    Przez te kilka wspólnych tygodni zdołali w końcu porozmawiać, szczerze i spokojnie. Ona powiedziała mu wszystko, co chciał wiedzieć, a Huck opowiadał o swoim dzieciństwie i o Nibylandii, co przygnębiało ją jeszcze bardziej. Nie miała pojęcia, że przeszedł tak wiele i tak bardzo się zmienił po ich rozstaniu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze pamiętała dzień, w którym ogłosiła dziewczynom z Moonriver swoje zaręczyny. Była taka szczęśliwa, jak nigdy do tej pory. Rozpierała ją duma, bo pojawił się ktoś, kto kochał ją całym sercem i pragnął spędzić z nią całe życie. Wtedy też, jedna z tancerek oświadczyła przy pozostałych, że wolałaby umrzeć, niż zostać żoną kogoś takiego. Kogoś, kto miał krew niewinnych na rękach. Kogoś, kto zabijał, kradł i gwałcił. Lucy długo płakała w garderobie po tych słowach. Nie mogła dojść do siebie i była wściekła, ale nie na Haka. Była zła na ten cholerny świat, który tak wszystko utrudniał i wydawał opinie, przyklejał etykietki. Wiedziała, co Jones kiedyś robił i nie oceniała go. To nie miało dla niej znaczenia, bo kochała go mimo wszystko. Przyszedł po nią tamtego wieczoru, zawsze przychodził gdy kończył pracę bardzo późno. I widział czerwone od płaczu oczy, więc nie mogła tego ukryć, nawet gdyby bardzo chciała. Przesiedzieli wtedy niemal całą noc na ławce nad rzeką, długo rozmawiając i podtrzymując się na duchu.
      Nawet Oberon nie pozwalał jej zapomnieć o tym, że małżeństwo z człowiekiem to błąd. Mimo, że ją kochał i dał swoje błogosławieństwo, wciąż nie akceptował Jonesa. Czuła to, choć ojciec nigdy przy niej nie wyraził tego wprost. Potrafiła jednak czytać między wierszami, szczególnie w przypadku kogoś, kogo znała tyle wieków. Widziała to w spojrzeniu króla, gdy tylko wspominała pirata w jego obecności.
      Miała wrażenie, że wszyscy są przeciwko nim. Nikt ich nie wspierał, nikt nie życzył długiego, szczęśliwego życia. Bo przecież jakim cudem miałoby im się udać? Największy kobieciarz, jaki pływał po wodach i nimfa-uwodzicielka, która zatopiła tysiące takich jak on. Nawet dla Fabletown, pełnego zbrodniarzy, morderców i zdrajców, było to coś tak nieprawdopodobnego.
      To wszystko niesamowicie ją przygnębiało.

      Mimo tych wszystkich smutnych myśli, zdołała uśmiechnąć się do pirata, nie spuszczając z niego wzroku nawet wtedy, gdy wstał i odwrócił się. Przecież jakoś dadzą sobie radę, wszystko jeszcze się ułoży. Podniosła się z łóżka i przeciągnęła, ziewając głośno. Trudno, że miała za sobą kolejną ciężką noc, może dzień okaże się odrobinę lepszy. Podskoczyła jeszcze, zanim Hak zdążył się oddalić, i zabawnie zmierzwiła jego i tak rozczochrane włosy.
      - Wykombinuj jakieś śniadanie, a ja zaparzę herbatę – rzuciła, siląc się na wesoły ton.


      [Eh, sama siebie przygnębiłam tym odpisem :”) Wybacz, jeśli wyszło chaotycznie x)]



      przygnębiona i nieogarnięta Lucy
      (oraz magiczne słowo zwiastujące katastrofę: „herbata” xD)

      Usuń
  77. [Dziękuję bardzo za powitanie i cieszę się, że Lily robi wrażenie! :D
    Muszę się przyznać, że opowiadań jeszcze wszystkich nie przeczytałam, ale z chęcią to zrobię w najbliższym czasie, bo masz bardzo przyjemny styl pisania, a i sama historia Kapitana Haka wydaje się niesamowicie ciekawa. Brat-krokodyl, złamane serce — serio, jestem pod ogromnym wrażeniem postaci i jestem pewna, że notki będą równie dobre.
    No to Lily może wraz z nim powspominać stare, dobre czasy. :D Aż na przekór całej historii chciałabym zrobić z nich przyjaciół, albo przynajmniej takich kumpli, co to razem się napiją i ponarzekają na życie. Nie wiem tylko, czy cię taka relacja interesuje, bo jeśli wolisz negatyw, to na to też się skuszę. :D]

    Lily

    OdpowiedzUsuń
  78. [Hakusiu kochany, wróciłam! <3
    Czekasz cierpliwie na reaktywację braciszka i szwagra (coś działam, ale bardzo bardzo powolutku)? Czy kombinujemy sobie teraz jakiś luźny wąteczek o Nim i kłodach? ;)]

    - Nimue

    OdpowiedzUsuń

Szablon wykonany przez drama queen. Obsługiwane przez usługę Blogger.