niedziela, 22 marca 2015

I want my hapilly ever after and blood of eternal boy.


muzyk od siedmiu boleści / pianista w Trip Trap / 34 lata na karku / pustka w sercu / brak celu / majątek ze statku w piwnicy / samotność jedynym towarzyszem / nadal hak zamiast dłoni i dobrze / trochę śpiewa, trochę gra na czym się da

Kapitan Hak zawsze dotrzymuje słowa. Powiedziałem, że nie ucierpi jeden włos na jego głowie. I proszę, oto ten jeden włos. Reszta jest moja.

Wszyscy chłopcy są identyczni. Przynajmniej do pewnego momentu. Pragną przygód, niebezpieczeństwa. Boją się dorosłości. Z nim nie było inaczej, choć całkowicie o tym zapomniał. Też był nieznośnym urwisem, którego tylko starszy brat potrafił postawić do pionu. Z roku na rok rósł, mężniał, choć w duchu wciąż pozostawał dzieckiem. Chciał być nim na zawsze i gdyby nie starszy Jones, to pewne jego historia potoczyłaby się zupełnie inaczej. Musiałby bowiem dorastać sam, bez rodziców, bez nikogo. Tak przynajmniej miał brata, który poprowadził go jeszcze kawałek. A potem zniknął, przepadł. Jak wszyscy na których zależało Hakowi. 

Młodzieńcy różnią się trochę od siebie, ale nieznacznie. Każdy jeden ugania się przecież za pannicami i dalej pragnie przygód. Różnica jest jedna i zasadnicza. Część z nich boi się sięgnąć po to, czego chce. Druga po prostu sięga. On należał zdecydowanie do tych drugich. W innym wypadku nie stałby się piratem i nie uciekałby przed prawem. Choć przez pozłacany zegarek, który dostał kiedyś od brata prawie został na lądzie. Prawie. Tak też zaczęła się jego historia.

Mężczyźni są różni. Nie sposób znaleźć dwóch podobnych charakterem. Hak pozostał jednak nadal chłopcem po przejściach i byłby nim pewnie aż po kres swych dni, gdyby nie wpadł na brata. Reszta poszła jak z płatka. Radość odnalezienia, wdzięczność za okazaną miłość, morze zazdrości i wreszcie nienawiść. Wszystko to przez jedną kobietę i jednego brata. Przez nich zniknął rozmarzony chłopiec, a pojawił się bezlitosny i łaknący zemsty pirat. To jego źrenice przybierały kolor czerwieni, gdy zabijał. To łzy z jego wściekłych wiecznie oczu były potężna trucizną. To także właśnie ten mężczyzna trafił po latach swej świetności do przeklętego miejsca zwanego Nibylandią.  


Resztę historii już znacie. Wielki Kapitan z hakiem zamiast dłoni, wieczny chłopiec, mała wróżka. Druga gwiazda na prawo i prosto aż do poranka. Czas stojący w miejscu. Niespodzianka dla was może być jednak, że ten pirat wcale nie był łamagą i ofermą. Był potworem, którego okiwał chłopiec. Tylko ten jeden wyjątkowy dzieciak, który był dokładnie taki, jak kiedyś Hak. Rzecz równie ważna to fakt, że krokodyla nie było w Nibylandii wbrew powszechnym mniemaniom. Został w normalnym świecie, gdzie została też ręką młodego Jonesa. Został pod postacią starszego braciszka, który zesłał Haka do Piekła, jakim była Nibylandia. 

Teraz jest o drobinę inaczej. Dawny pirat próbuje wrócić na ścieżkę prawości, napisać swą historię od nowa. Choć wygrał z rudowłosym bachorem, to w sercu nosi wcześniejsze klęski. Nie miał nic prócz zemsty, a gdy stracił i ją, została tylko piekąca pustka. Tej naprawić nie potrafią żadne dobre czy złe uczynki, a Huck próbował i tych i tych. Sam już nie wie jak żyć. Sam już nie wie kim być.

Bo i tak dopadną go szczęki krokodyla.
Bo i tak dopadnie go wspomnienie błękitnych oczu tej jednej kobiety.
Bo i tak dopadnie go tykanie zegarka. 


--------------------------------------
karta zmodyfikowana
tylko nie wiem, czy na lepsze
czy mówiłam już jak ubóstwiam
Colina O'Donoghue?
samego Haka zresztą też
górą piraci!


Do odważnych świat należy!

204 komentarze:

  1. [Hej, hej, w końcu przybyłam! <3
    Mam nadzieje, że postać wyszła w jako-tako ;) Jak ją pisałam, to strasznie skojarzyła mi się z Norringtonem z "Piratów" xD
    No dobra, co by tu wymyślić... Oczywiście w pierwszej chwili pewnie byliby wrogami, więc mozemy od tego zacząć ;) Hak może mieć u niej na pieńku już od dłuższego czasu. A jeśli uznamy, że maszyna do portali, ktorą Virginia naprawia w piwnicy mogłaby przenieść go do Nibylandii, mogliby się jakoś dogadać ;) Tak czy inaczej, powiązanie w stylu "nienawidzę piratów, ale tego zaczynam lubić, choć nigdy się do tego nie przyznam" byłoby ciekawe xD
    Może masz jakieś konkretne pomysły?]

    Pani Kapitan

    OdpowiedzUsuń
  2. [Chyba że Hak chciałby zabrać coś ważnego z Nibylandii, po czym wrócić do Fable :D
    Ale (tradycyjnie xD) możemy wszystko połączyć. Co sądzisz o tym, by poznali się długo przed Fabletown? I tu taka fabuła rodem z Karaibów :D
    Okręt kapitan Amelii (w poszukiwanie piratów) trafił przez portal właśnie do Nibylandii. Tam załoga trochę się porozglądała, po czym wpadli wprost na Wesołego Rogera. Pani kapitan szybko spostrzegła, z kim ma do czynienia i rozpoczęła się mała potyczka o głowę Haka. W rezultacie, Hak byłby jedynym piratem, któremu jak dotąd udało się przechytrzyć i pokonać Amelię. W międzyczasie mógłby zamknąć ją "za karę" w ładowni i splądrować RLS Legacy, czego ta nigdy mu nie wybaczy xD Hak mógłby nawet zabrać coś, co należało do niej, co miałby przy sobie w Fabletown. Coś w stylu „trofea po wygranej walce” :)
    Wracając do teraźniejszości, oczywiście oboje żyją w jednym mieście, nie wiedząc o sobie. Grupa zbirów, chcąc zemścić się na zbyt wścibskiej i zaangażowanej pani szeryf, postanawia ją porwać i wyciągnąć z niej informacje na temat miejsca, w który trzymane są skonfiskowane przez policję narkotyki. Porywają ją z ulicy i zabierają łódź. Jak się okazuje, Hak śpi w najlepsze pod jej pokładem, nie mając pojęcia o całym zajściu. Zbiry wrzucają ją właśnie pod pokład prostu na pirata. Dochodzi do konfrontacji xD Virginia rozpoznałaby go po haku i od razu wyszłaby z złożenia, że to wszystko jego sprawka. A dalej już coś wymyślimy :D
    Co o tym sądzisz?]

    Virginia

    OdpowiedzUsuń
  3. [Możemy odpuścić ten motyw zabranej pamiątki, chyba że coś nam potem do głowy przyjdzie :D
    A wiesz, chętnie zacznę, bo chyba nawet lepiej, gdyby historia rozpoczęła się od porwana pani szeryf ;) Jutro pojawi się wpis! <3]

    OdpowiedzUsuń
  4. Przez ostatnich kilka miesięcy, od kiedy zamieszkała w Fabletown, poznała tylko swoje najbliższe otoczenie. Butik, który na szczęście znajdował się przy jednej z bardziej ruchliwych ulic, drogę do swojego mieszkania, oraz do najbliższego sklepu. Nie zapuszczała się nigdzie dalej szczerze wierząc, że dzięki rutynie lepiej da sobie radę. I działało. Już pół roku żyła w dzielnicy, i nikt jej nie namierzył. Dlatego, gdy jej sprzedawczyni, z którą zdążyła się w jakiś sposób zaprzyjaźnić, zaproponowała jej wyjście do baru żeby uczcić jej urodziny, zgodziła się. Może nie była przekonana do tego pomysłu, ale co cię nie zabije to wzmocni, więc siedziała właśnie przy barze i popijała pepsi przez słomkę, rozglądając się uważnie po wnętrzu.
    Było przyjemnie, na tyle ile może być w barach, gdzie ludzie przychodzą się napić. Gardziła nimi, alkoholem, a wszystko przez jednego mężczyznę, który zniszczył jej życie. Nie chciała o nim myśleć, ale nie potrafiła tego nie robić. Wciąż go kochała, to było jej największą słabością, za którą siebie nienawidziła. Ale przyszła tu dzisiaj, żeby dobrze się bawić, dlatego odpędziła nieprzyjemne myśli i chociaż nie zamierzała wypić nic z procentami, zamówiła drinka dla koleżanki. Były jej urodziny, powinna się rozluźnić i dobrze poczuć. Nawet jeśli Ava była dosyć drętwym towarzystwem.
    Już jak weszła zauważyła piękne pianino, które zdobiło centralną część lokum. Poczuła się mile zaskoczona, taki instrument w takim miejscu, ale nie dała tego po sobie poznać. Niecierpliwie czekała teraz na muzyka, bo od dawna miała słabość do klawiszy, sama na nich grała, chociaż w ostatnim czasie nie miała okazji. Dlatego chciała chociaż posłuchać na żywo, płyty znała na pamięć, chociaż miała ich wiele, wszystkie dzieła swoich ulubionych kompozytorów. Uśmiechnęła się lekko, gdy pierwsze tony uderzeń do niej dotarły, i dyskretnie odwróciła się w stronę grającego. Dobrze mu szło, chociaż kilka zgrzytów się pojawiło, i chociaż starała się nie wtrącać, to nie potrafiła tego nie zrobić. Poczekała aż skończy, po czym przeprosiła koleżankę i podeszła na instrumentu. Położyła dłoń na lśniącym drewnie, pogładziła je, i spojrzała na mężczyznę.
    - Dobrze panu poszło - odpowiedziała na jego pytanie. - Jeśli jednak mogę... w niektórych momentach nieco się pan zagubił, na przykład przejście między wysokim A i G nie było tak płynne, jak być powinno. Długo pan gra?

    [Bardzo Cię przepraszam za tak długą zwłokę. Jak Ci pisałam na GG nie pojawiła się ona dlatego, że wątek mi się znudził, ale z innych powodów. I jak obiecałam, odpis się pojawił. Nie najlepszy, bo przyzwyczajam się z powrotem do Avy, ale jest, wreszcie.]

    Ava Zane

    OdpowiedzUsuń
  5. [W zębach kluczyki od samochodu, kawa w prawej dłoni, dokumenty w lewej… Tradycyjnie zabrakło tej „trzeciej ręki”, by wszystko poszło po jej myśli. Zatrzymała się w przedpokoju mieszkania, by odetchnąć. Ostatnie lata były prawdziwą bieganiną, choć Fabletown z początku wydawało jej się miłą i spokojną dzielnicą. Sądziła nawet, że stanowisko szeryfa będzie nudnym siedzeniem za biurkiem, choć nic lepszego wówczas nie znalazła. Już pierwsze dni pokazały, że te kilka ulic kryje więcej tajemnic, niż można przypuszczać. Ba! Więcej zbrodni, niż sądziła! Zabójstwo prostytutki, liczne kradzieże, włamania i bójki w barach. Do tego plotki o krążącym płatnym zabójcy i tajemnicze zaginięcie sekretarki burmistrza, o które wypytuje ją niemal każdy przechodzień.
    Wciąż ubolewała nad tym, że burmistrz nie przydzielił jej jeszcze żadnego współpracownika. Wszystko musiała załatwiać osobiście, na co nieraz brakowało jej czasu. Mimo to, była w swoim żywiole. Energia zawsze ją rozpierała, podobnie jak chęć do działania. Nie potrafiła długo usiedzieć w miejscu.
    Zerknęła jeszcze w lustro, po czym wyślizgnęła się z mieszkania i pośpiesznie zbiegła po schodach kamienicy. Kocia zwinność już nieraz ułatwiła jej życie w Fabletown, jak choćby teraz – mimo zajętych rąk, z gracją zjechała na nogach po poręczy schodów najniższego piętra. Podeszła do auta i ułożyła na przednim siedzeniu cały plik dokumentów, nad którymi pracowała wieczorem. Usłyszała kroki wielu stóp. Z początku zignorowała to, jednak naszły ją złe przeczucia. Ktoś zarzucił jej worek na głowę, ktoś coś krzyknął, kilka męskich głosów, których nie znała. Kilka uderzeń serca później, leżała już na czymś twardym, w ciemnym pomieszczeniu – jak się domyśliła, w tylnej części jakiegoś dużego auta. Wszystko trwało niezwykle szybko, a mimo to zażyła już podrapać któregoś z napastników, a pozostałych obrzucić wykwintnymi wyzwiskami.
    - A więc to porwanie, tak?! –wrzasnęła, gdy usłyszała włączony silnik i poczuła, jak samochód rusza z miejsca. – Świetnie – dodała już do siebie – Wspaniały początek dnia.]

    Virginia

    OdpowiedzUsuń
  6. [Również się ładnie witam :)
    Powiem szczerze, że Kapitan też niczego sobie *.*]
    Mercedes

    OdpowiedzUsuń
  7. [Powiem szczerze, że też dopiero to zobaczyłam xD
    Może byłaby ochota na jakiś wątek? :)]
    M. Jones

    OdpowiedzUsuń
  8. [Hahahaha, skąd ja to znam? xD
    Hmmm... Może Kapitam coś przeskrobie i będzie potrzebował pomocy, więc zgłosi się do Mercedes i coś tam, coś tam, bo póki co tylko tyle wymyśliłam xD ]
    Mercedes

    OdpowiedzUsuń
  9. [Mi pasuje :) To od razu zacznę :P]

    Nie dadzą człowiekowi wypełnić papierów. Muszą mnie wezwać do kolejnej sprawy. W ciągu pół godziny miałam pojawić się na posterunku policji. Jakiś koleś próbować coś ukraść a ja miałam go bronić. Mimo iż dzisiaj miałam mnóstwo papierkowej roboty rzuciłam wszystko i po dwudziestu minutach weszłam na posterunek poprawiając szybko czarne włosy.
    - Moje nazwisko Jones. Zostałam wezwana jako adwokat. - ponury policjant, który zdecydowanie źle spał zaprowadził mnie do pokoju z kratami w oknach. Na środku pokoju stał stół z dwoma krzesłami a na jednym z nich siedział przytojny brunet z dwudniowym zarostem w dość swobodnym stroju.
    - Mercedes Jones, będę pana obrońcą. - przestawiłam się i zajęłam miejsce na przeciwko mężczyzny. - Może mi pan wyjaśnić o co tak naprawdę chodzi? - spojrzałam na niego otwierając notatnik. Ukradkiem spojrzałam na policjanta stojącego przy drzwiach.
    - Mógłby pan nas zostawić? - mój ostry ton chyba go obudził, bo czym prędzej opuścił on pomieszczenie. Musiałam w końcu dowiedzieć się co tak naprawdę się stało a przy policji mężczyzna nie chciałby nic mówić.
    [Mam nadzieję, że nie jest źle xD ]
    Mercedes

    OdpowiedzUsuń
  10. [No właśnie, w końcu mogę odpisać z opóźnieniem, że bardzo miło mi to słyszeć. A "Mustang" to moja ulubiona animacja, która mi się nigdy nie znudzi. Nie mówiąc już o ścieżce dźwiękowej. Na dodatek chyba jestem w duchu Indianinem ;)
    To może jakiś wątek?]

    Wartki Potok

    OdpowiedzUsuń
  11. [Obowiązkowo wątek z Hakiem musi być, Jas go uwielbia wręcz :) Jakieś pomysły na wątek? ;>]
    Jasmine

    OdpowiedzUsuń
  12. [Cześć, Kochanie!
    Uwielbiam wizerunek Haka z Once Upon a Time :3]

    Bella

    OdpowiedzUsuń
  13. [Ja też się cieszę, że trafiłam na jakąś znajomą mordkę. I owszem, Colin jest genialny; jedna z moich największych miłości. Jakbym takiego faceta kiedyś spotkała, to chyba gwałtem bym brała :D Pokusimy się o jakiś wątek?]

    Bella

    OdpowiedzUsuń
  14. [ Tyle się zastanawiałam nad wizerunkiem i w końcu ten gif przeważył xD
    Ja wątku z Hakiem też za nic w świecie nie odpuszczę! Jakieś pomysły? Czy kombinujemy razem? ]

    Henry Drake

    OdpowiedzUsuń
  15. [Jeżeli chodzi o wątek, to coś wymyślę i postaram się niedługo zacząć. Jeżeli chodzi o jakieś dalsze powiązania - to tutaj możemy dać ponieść się fantazji :D]

    Bella

    OdpowiedzUsuń
  16. Istniały drzwi, przez które przejście było niebezpieczne, lecz przynosiło upragnione ukojenie i spokój duszy; trzeba było jednak ponieść konsekwencje tego błogiego stanu, którym był ból głowy i fakt, że zbyt szybko można się uzależnić, co nie przynosiło nic dobrego. Jednak to uczucie, kiedy odchodzą wszelkie problemy, nadchodzi radość, a świat w zabawny sposób zaczyna wirować było nie do opisania. Owe drzwi nosiły niepozorną nazwę: alkohol. On właśnie sprawiał, że Bella zaczynała czuć się lepiej, pozwalał zapomnieć o przeszłości i wmawiał, że przyszłość będzie lepsza. Starała się nie sięgać po niego codziennie, jednak było to ciężkie, gdyż wołał i wręcz błagał, aby go skosztowała. I tak też było dnia, w którym musiała zostać dłużej w pracy, bo przyszła dostawa i trzeba było wszystko sprawdzić. Nie rozumiała, dlaczego mieszkańcy Fabletown uważali broń za ostateczną deskę ratunku, nie rozumiała także, dlaczego pracuje w sklepie z bronią, przecież jej zamiłowanie do książek powinno umieścić ja w jakiejś obskurnej bibliotece. Ale było to jedyne miejsce, w którym ją chcieli, jedyne, w którym czuła się bezpiecznie i wiedziała, że nikt jej tutaj nie trzyma na siłę. A tego własnie teraz było jej trzeba: wolności. Alkohol też ją dawał, dlatego późnym wieczorem udała się do baru Trip Trap, zamówiła butelkę whiskey i usiadła przy najbardziej oddalonym stoliku wsłuchując się w dźwięk pięknej muzyki, ignorując wszelkie głosy w głowie. Uświadomiła sobie, że sama też kiedyś grała i zastanawiała, dlaczego do tego nigdy nie wróciła.
    Magiczny, ognisty płyn co raz szybciej ubywał, dlatego też musiała zakupić kolejną butelkę, jednak tym razem poprosiła o dodatkową szklankę. Do połowy ją napełniła, po czym powoli, nieco już chwiejnym krokiem podeszła do pianisty i postawiła ową szklankę tuż przed nim.
    - Tylko smutni ludzie grają tak pięknie - wyszeptała, kiedy palce mężczyzny na chwilę oderwały się od klawiszy instrumentu. Wówczas też zauważyła hak. Chyba wiedziała, kim był, nie miała jednak całkowitej pewności. Ojciec niegdyś opowiadał jej historie o piratach, nigdy jednak nie wiedziała czy były prawdziwe, czy też może były kolejnym wytworem jej wyobraźni. Ojciec nigdy normalny nie był.
    Uniosła delikatnie kąciki ust w uśmiechu, kiedy ciemnowłosy skierował na nią swoje spojrzenie.
    - Proszę, to dla Ciebie - wskazała na szklankę.

    [Jestem dobrą kobietą i zaczynam wątki. Teraz myślmy nad powiązaniami, chyba, że idziemy na żywioł :D]

    Bella

    OdpowiedzUsuń
  17. [Chyba myślimy podobnie, połączmy wszystko! Najpierw ich upijmy (tak, tak, w wątku, który zaczęłam Bella już daje Hakowi alkohol, niegrzeczna), a potem zróbmy z nich tak zwanych przyjaciół z korzyściami. Czyli połączenie przyjemnego z pożytecznym, a żadne chociaż nie będzie płakało, że ma złamane serce i zostało wykorzystane fizycznie :D]

    Bella

    OdpowiedzUsuń
  18. -Tak, wyjątkowa zbieżność. - mruknęłam cicho i kiedy zaczął mówić zrobiłam mimowolnie wielkie oczy, ale szybko przywołałam się do porządku.
    - Cóż... Rozumiem, że miał pan na pieńku z tym, jak go pan nazwał, rudowłosym bachorem? Jeśli mam być szczera to możemy walczyć o wyrok w zawieszeniu lub grzywnę. O ile przed sądem również się pan przyzna. - zrobiłam szybkie notatki w zeszycie i spojrzałam na mężczyznę. W jego oczach można było dostrzec cień strachu przed pójściem za kratki, ale widać było również, że za wszelką cenę nie chce tego po sobie pokazać. Pochyliłam się delikatnie w jego stronę.
    - Jeśli się pan nie przyzna, panie Jones, pójdzie pan siedzieć. A chyba tego pan nie chce? - przechyliłam delikatnie głowę przyglądając mu się uważnie.

    [Nie znam się na prawie, więc napisałam co mi przyszło do głowy xD ]
    Mercedes

    OdpowiedzUsuń
  19. Moje usta mimowolnie wygięły się w lekkim uśmiechu.
    - Gwarantuję panu, że skończy się na grzywnie, nie musi się pan o to martwić. - powiedziałam uśmiechając się słodko. - Wystarczy, że się pan przyzna i okaże choć odrobinę skruchy a obiecuję, że sąd spojrzy na to inaczej. - zamknęłam notatnik i schowałam go do torby.
    - O haku porozmawiam z policją, ale niczego nie gwarantuję. Jest coś jeszcze co chciałby mi pan powiedzieć przed tym jak spotkamy się na sali sądowej? - założyłam nogę na nogę i założyłam pasmo włosów, które opadło mi na oczy za ucho.
    [ Nie ma to jak rozwalić sobie dłoń o karton -.- Brawo ja xD ]
    Mercedes

    OdpowiedzUsuń
  20. Mimowolnie wymknął się cichy śmiech, który szybko zdusiłam.
    -Przepraszam. - zagryzałam wargę starając się powstrzymać. - Powiedzmy, że po znajomości- puściłam mu oczko- Stówa i będziemy kwita. - westchnęłam cicho.
    - Jeśli powie pan, bardzo przekonująco, że żałuje pan tego co zrobił będzie dobrze. Oczywiście wezmą pod uwagę, że nie był to obraz Piccassa czy kogoś równie znanego, więc w tym ma pan szczęście. - powiedziałam i skrzywiłam się lekko czując narastający ból głowy. Cudownie, kolejny wieczór wyjęty z życia z powodu migreny.
    Mercedes

    OdpowiedzUsuń
  21. Dość powoli podeszła, po czym usiadła tuż przy nim, zerkając na klawisze pianina. Wciąż pamiętała to uczucie, kiedy opuszki palców delikatnie je muskały, a za ich sprawą wydobywały się dźwięki niesamowicie piękne, kojące, przepełnione uczuciami, które w chwili obecnej odczuwała. Pamiętała także, kiedy ojciec mawiał, że nie ma nic piękniejszego niż jej gra i ona sama. Grywała także dla Bestii, a potem... po prostu przestała. Kiedy ojciec uwięził ją kilka lat temu, niejednokrotnie prosił, by zagrała. Nigdy się jednak nie zgadzała, gdyż uważała, że mimo bycia więzioną przez własnego rodziciela, nie spadnie do poziomu jego niewolnicy.
    - Isabella Flame... ale mówią mi Bella - delikatnie musnęła dłonią jego hak - I wybaczam. Mam nadzieję, że lubisz whiskey.
    Zamknęła oczy, kładąc dłonie na klawiszach, próbując tym samym przypomnieć sobie jakiekolwiek akordy, których niegdyś się nauczyła. Mimowolnie kilka dość czystych dźwięków jej wyszło. Zadowolona z siebie odwróciła się twarzą w stronę mężczyzny i zauważyła, że znalazła się dość blisko niego. Wyraźnie czuła jego oddech na swoich policzkach, wargach i nosie; i musiała przyznać, że było to całkiem przyjemne uczucie. Zerknęła na szklankę, która była już pusta, więc dolała do niej ognistej cieczy.
    - Ojciec niegdyś opowiadał mi o piratach. Większość ludzi uważało was za szkodniki, które należało wytępić, jednak nikt nie miał na tyle odwagi ani siły, by to zrobić. Byliście niezwyciężona potęgą - cicho westchnęła, pozwalając sobie oprzeć zmęczoną głowę o jego ramię, jakby był to najzwyczajniejszy odruch w stosunku do nieznajomego - Zapewne dalej potraficie być niezwyciężeni, ale... chyba nie ma sensu, żebym zaczęła rozpamiętywać dawne czasy, skoro żadnego z was wówczas nie znałam - tak, tak, Belli wystarczyła niewielka ilość alkoholu, by rozgadać się na dobre, mogłabym mówić godzinami, nawet sama do siebie, ale nie an to teraz był czas - Graj, proszę. Nie słyszałam jeszcze nikogo, kto grałby pięknej od Ciebie - uśmiechnęła się do mężczyzny, wciąż opierając głowę o jego ramię, tym razem jednak spoglądając mu w twarz, nie na instrument, który nie należał do niej i nawet nie wiedziała czy mogła go wcześniej dotknąć.
    Teraz jednak znaczenie miało tylko to, aby odciąć się od pozostałej części klientów baru i móc słuchać pięknej muzyki. I dowiedzieć się czegoś więcej o tym przystojnym, ciemnowłosym mężczyźnie siedzącym tuż obok, który nie wydał się Belli niezwykle intrygujący z nieznanego jej powodu.

    [Staram się :D]
    Bella

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [Im później w nocy, tym więcej błędów robię, ech. Ostatnie zdanie: który wydał się Belli (...). ]

      Usuń
  22. [ Jedna z najlepszych. A oryginalna z Bryanem Adamsem to już w ogóle bomba. :)
    Z pomysłami krucho, bo lato to dla mnie istny kataklizm. Ale coś się wykombinuje. Wolisz by się jako tako znali czy zaczynamy od zera? ]

    Wartki Potok

    OdpowiedzUsuń
  23. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  24. [Przepraszam, że mnie tyle nie było, ale trochę mi się namotało w życiu. Ale już jestem! I odpisuję, bo wszystko pamiętam]

    Byłą przyzwyczajona do tego, że stawia warunki. W końcu pochodziła z królewskiej rodziny. Nie ważne, że nie pamiętała wszystkiego, a raczej nie chciała pamiętać. Minęło zbyt dużo czasu. Dlatego ciężko jej było odnaleźć się w sytuacji, kiedy spotkała się z oporem i to całkiem, jak się okazało, uzasadnionym. Z nieukrywanym zdziwieniem patrzyła na bójkę przy pianinie w której uczestniczył jej rozmówca a jeszcze bardzo zaskoczyła ją reakcja reszty istot, które znajdowały się w barze.
    - Właściwie to...Nie masz ochoty na spacer?- spojrzała na mężczyznę i uśmiechnęła się łobuzersko. Zamarzyła jej się butelka wina w parku, albo i dwie. Albo nie w parku, tylko w jakiejś bramie, żeby poczuć choć lekki dreszczyk emocji. A bar powoli zaczynał się wyludniać, o ile tak to można ująć, bo po bójce część poszkodowanych po prostu wynosili inni. I chyba nie chciało jej się za bardzo ryzykować swojej godności dla pianina. Choć trzeba przyznać, że Huck bardzo ciekawie zmieniał się na twarzy z każdym jej wcześniejszym słowem. Jak wyprowadzić mężczyznę z równowagi część pierwsza. A było ich jeszcze trochę. Może właśnie to doprowadziło ją i jej kraj do zguby? Pycha i wiara we własną mądrość? Byli długowieczni i zaawansowani technicznie, ale czy to upoważniało ich do tego, by się tak wywyższać? A może to wynurzenie Atlantydy ich zgubiło? Potrząsnęła głową, pozwalając białym włosom rozsypać się po plecach. Musiała przestać o tym co chwila wspominać. Przecież to już nie wróci. Wino. Tylko to mogło jej teraz pomóc. Albo alkohol ogólnie. I może jakieś inne przyziemne sprawy.
    - Poczęstowałbyś mnie papierosem?- zapytała jeszcze. To był jej kolejny sposób na zapomnienie.

    Amelia

    OdpowiedzUsuń
  25. Pokręciłam lekko głową i wyciągnęłam wizytówkę. - Gdyby jeszcze chciał pan pogadać przed rozprawą - powiedziałam i powoli podniosłam się z krzesła kładąc wizytówkę na stole. - Jestem do pana dyspozycji, ale nie w godzinach nocnych. Adwokaci też muszą spać - uśmiechnęłam się lekko, ale przyjaźnie. W końcu nie chciałam mieć w tym mieście wrogów.
    - W każdym razie do zobaczenia za kilka dni. - powiedziałam i już miałam wyjść, ale odwróciłam się jeszcze na moment. - Zobaczę co da się zrobić z hakiem. - wyszłam i zamknęłam za sobą drzwi.
    - Panie władzo, oddajcie mu hak, nie lubi się z nim rozstawać a inaczej będzie sprawiał kłopoty. - uśmiechnęłam się wrednie i kiedy wychodziłam z komisariatu zobaczyłam jak jeden z policjantów niesie hak do pokoju, w którym przed chwilą byłam.
    Mercedes

    OdpowiedzUsuń
  26. [ To tak jak u mnie. Ta pogoda mnie wykańcza. ;p
    Cóż zakładam, że Huck dobrze wie z kim ma do czynienia (w końcu marynarze tacy przesądni ;)), może nawet kiedyś spotkał Latającego Holendra i właśnie po tym spotkaniu trafił do Nibylandii i tam utknął? Teraz tylko pytanie czy wolisz by w Fabletown się jako tako znali i dogadywali skoro Henry jest stałym gościem w Trip Trap, czy raczej wychodzimy z założenia, że Huck się woli trzymać z daleka, bo jest przesądny i nie chce kłopotów? ;) ]

    Henry Drake

    OdpowiedzUsuń
  27. [Już jestem :* Odpiszę jutro, bo dzisiaj padam z nóg! xD]

    Dzyń, dzyń, dzyń

    OdpowiedzUsuń
  28. [ Wróciłam :) W trochę nowej formie, ale kurcze Hak, kapitan Amelia, Latający Holender... normalnie tyle cudnych postaci, że brak słów. No i musiałam zaklepać sobie kochanego Davy'ego Jonesa. (Wybaczysz zbieżność nazwisk, prawda? :)).
    No to co? Proponuję wątek i nowe powiązanie! :) ]

    Dawna Urszula, obecny Davy Jones. ;)

    OdpowiedzUsuń
  29. [ Przystojne wilki morskie to jest to. ;)
    Tez się cieszę z powrotu i że mój ulubiony kapitan nadal tu jest.
    Wiesz zniknęłam, bo pies mi umarł i nie mogłam się pozbierać. Teraz strasznie potrzebuję czegoś pozytywnego by się jakoś trzymać w kupie, więc tym bardziej się cieszę z powrotu do fajnych ludzi. :)

    Ha! To by było boskie wręcz! :)
    I tłumaczyłoby czemu Hak miał takiego farta w swojej pirackiej karierze... Mam napad pomysłów, więc dawaj - zróbmy z nich jakiś braci czy kuzynów chociaż. <3 Już nawet mam wizję czemu Hak utknął na tak długo w Nibylandii i w ogóle. ]

    Davy Jones

    OdpowiedzUsuń
  30. Nie miała zamiaru dać za wygraną. W głowie miała tysiące myśli na temat całego, zupełnie zaskakującego zdarzenia. Po kilkunastu minutach krzyków i kopania w co tylko się dało, wzięła kilka głębokich oddechów i skupiła myśli. Samochód jechał dość równą drogą i często skręcał – tyle udało się jej wydedukować. Prócz tego nasłuchiwała i starała się wyczuć jakiś konkretny zapach, jednak tym razem zmysły ją zawiodły.
    „Jak mogłam dać się tak podejść?!”, myślała wściekła głównie na samą siebie. To nie było w jej stylu. Nigdy nie dała się nikomu aż tak podejść - była ostrożna jak nikt inny. Przyzwyczaiła się do kontrolowania sytuacji w jakich się znajdowała, zarówno w swoim świecie, jak i w Fabletown. Wiedziała, że musi zachować zimną krew i nie dać się sprowokować, jak uczono ją w szkole oficerskiej. Zawsze musi być krok przez złoczyńcą. „Tylko jak, skoro mam worek na głowie???”
    Mijały kolejne minuty, a samochód nawet nie zwolnił. Virginia próbowała oswobodzić się z więzów, wciąż nasłuchując z nadzieją, że chociaż uda jej się określić okolicę, w której są. Eureka! Krzyki mew obwieściły, iż przyjechali do portu. Innej możliwości nie było.
    Auto zatrzymało się. Z przodu wysiadło kilka osób, a drzwi dużego bagażnika otworzyły się z łoskotem. Ktoś ją podniósł, wyprowadził na zewnątrz i zaczął prowadzić wzdłuż utwardzonej drogi. Jutowy worek całkowicie przysłaniał jej widok, więc musiała kierować się słuchem, węchem i dotykiem, które były znacznie bardziej wyczulone, niż u innych. Próbowała uciekać, wyrwać się z mocnego uścisku porywacza, a nawet powalić go na ziemię, jednak najwyraźniej miała do czynienia z mistrzami wagi ciężkiej lub sobowtórami Arnolda Schwarzeneggera – jej umiejętności były przy nich niczym.
    - O co tu właściwie chodzi, hm? – zapytała po raz kolejny. Strach powoli minął, a jego miejsce zastąpiła irytacja i poczucie bezsilności. Choć sama niewiedza była chyba najgorsza.
    - Chodzi o prace, tak? Podpadliście mi kiedyś?
    - Zamknij się wreszcie! – uciszył ją gburowaty głos mężczyzny idącego gdzieś z tyłu – Wszystkiego się dowiesz w odpowiednim czasie.
    - Jasne – burknęła. Wiedziała chociaż, że ma do czynienia z kimś, kto potrafi sklecić logiczne zdanie.
    Po chwili znalazła się na kołyszącej się, gładkiej powierzchni – bez wątpienia żaglówce lub jachcie. Po kilku krokach poczuła mocne pchnięcie i straciła równowagę. Jednak jej upadek trwał dłużej niż się spodziewała – wepchnięto ją do jakiegoś pomieszczenia poniżej pokładu.
    - Przyjdziemy później, pani szeryf! – zarechotały męskie głosy gdzieś wysoko nad nią. Stęknęła z bólu po uderzeniu o coś twardego, ale mimo skrępowanych rąk udało jej się usiąść. Wciąż nie widziała zupełni nic, a na dodatek pomieszczenie pachniało alkoholem.
    - Niech to szlak… - fuknęła do siebie.

    Virginia

    OdpowiedzUsuń
  31. [ Dzięki. Najgorsze za mną, teraz potrzebuję dużo pozytywnej energii by za dużo nie myśleć o tym co nie trzeba.

    Mieć takiego braciszka jak Hak <333 No dobra... W sumie wśród legend o Davym Jonesie jest jedna lokalna wersja z pirackimi motywami, o kapitanie piratów Davidzie Jonesie. Można by to połączyć - David byłby sporo starszym bratem Huck'a, podczas jednego z rejsów by zniknął i w sumie nie wiadomo co się stało (a co się stało to się wymyśli). Później młodszy braciszek też by został piratem, przez przypadek by się spotkali i Davy wspierałby brata. Można nawet dać wątek, że Huck dostał od niego Jolly Rogera, który był np. jednym z zatopionych okrętów (coś jak z Davym i Jackiem xD) i powiedzmy przez to statek Hucka byłby taki niezwykły i wręcz lekko magiczny. Potem mogliby się np. o coś pokłócić i Davy na złość bratu wysłałby go do Nibylandii. W sumie do dzisiaj może nie rozumieć o co Huck ma żal w związku z Nibylandią, bo w mniemaniu Davy'ego było to całkiem zabawne (zwłaszcza problemy Hucka z Piotrusiem). W sumie można pójść krok dalej i połączyć postać Krokodyla z Davym, hehe. ^^
    W sumie w Fabletown mieliby dużo do wyjaśniania. I w sumie skoro Hak się zmienia i chce być dobry to można zrobić jak z Ulcią, że braciszek będzie miał zły wpływ. I jak? :D
    Brakuje tylko wizji początku... ]

    Davy Jones

    OdpowiedzUsuń
  32. [ Mam dziś napad chaotycznej weny :D
    Jej! Tak, tak, tak! W sumie od tego może się im zacząć konflikt! Dojdzie między nimi do jakiegoś konfliktu (dobrze by było wymyślić jakiego) w wyniku którego Huck straci rękę i gotowe na całą resztę! Akcja z zegarkiem idealna, w sumie to może być jeszcze prezent z czasów jak Davy był normalnym człowiekiem, dał Huckowi przed wyprawą z której nie wrócił... :D
    No właśnie tu mi się napad weny wyczerpał, ale Twój pomysł na spotkanie brzmi super! Ale będzie genialny wątek, jej <3 ]

    Davy Jones

    OdpowiedzUsuń
  33. [ Też właśnie się zastanawiałam nad tym by się pokłócili o kobietę (i dlatego biedny Haczek taki wiecznie nieszczęśliwy? ;)) Albo nad tym by Hak się dał wciągnąć w jakiś interes przeciw bratu, co ten by uznał za zdradę.
    A jak wolisz. Ja też już raczej nie dzisiaj, bo jutro mam pobudkę o 5 rano i wypadałoby niedługo się szykować do spania.]

    Davy Jones

    OdpowiedzUsuń
  34. [ Idealnie :D Normalnie my razem mamy genialne pomysły.
    Byłoby super. Ja to w sumie zaraz uciekam, a jutro będę dopiero najwcześniej późnym popołudniem.
    Wątek cudny, normalnie jak ja się cieszę, że wróciłam. <3 ]

    Davy Jones

    OdpowiedzUsuń
  35. [Nie ma to jak wrócić do domu w nocy i brać się za odpisy XD]

    Te kilka dni miedzy wizytą na komisariacie a rozprawą minęło mi równie pracowicie co zawsze. Nic niezwyklego. Praca, psy, praca, praca. W dzień rozprawy przyjechała do sądu pół godziny przed czasem ubrana jak zwykle elegancko, ale teraz zamiast spodni miałam spódnicę. Czekałam cierpliwie przed salą przeglądając jeszcze raz zeznania. Powinien zostać potraktowany lagodnie. Kiedy na horyzoncie pojawił się pan Jones wstalam szybko.
    -Witam panie Jones. - wyciagnelam w jego kierunku dłoń z lekkim uśmiechem.
    Mercedes

    OdpowiedzUsuń
  36. [ No i świetnie :) Pomysł na wspólne picie i zwinięcie łódeczki moim zdaniem bomba. A dodać do tego pecha Holendra i łódka im się popsuje na środku wody, albo gdzieś rozbije i będą musieli potem jakoś wrócić do Fabletown... Co sądzisz? ;) ]

    Henry Drake

    OdpowiedzUsuń
  37. [ Boskie <333 Po prostu genialny początek! Mam nadzieję, że mój odpis może być. Jeszcze się po przerwie nie czuję zbyt pewnie w wątkach. ;) ]

    Tego dnia w Woodlands panował spory ruch. Większość przychodziła tu po obowiązkowy glamour, choć od czasu do czasu zdarzały się też nietypowe prośby. Te akurat lubił najbardziej i chociaż sporo z nich było sprzecznych z zasadami panującymi w Fabletown, i tak zazwyczaj zgadzał się je spełniać. Najwyraźniej to właśnie dlatego miał o wiele ciekawszych klientów niż inne "wiedźmy" z Woodlands.
    Kiedy do gabinetu wszedł kolejny klient, Davy chciał odruchowo spytać o co chodzi, jednak widok znajomej twarzy na chwilę zbił go z tropu. Huck? W pierwszej chwili nie mógł uwierzyć w to co widzi. Znał jednak swojego brata zbyt dobrze by móc się pomylić...
    Chciał coś powiedzieć, ale nie był pewny co. W końcu minęło dobre pięć lat od ich ostatniego spotkania w Nibylandii, a Huck sprawiał wtedy wrażenie jakby do reszty oszalał. I wszystko z powodu tego głupiego dzieciaka? Do dziś Davy nie potrafił powstrzymać rozbawienia na wspomnienie wielkiego kapitana piratów, który nie potrafił poradzić sobie z bandą przygłupich dzieci. Nigdy od chwili przybycia do Fabletown nawet nie próbował szukać brata. Najpewniej dlatego, że nie zniósłby jego ciągłych pretensji i żali. Ile można roztrząsać sprawę tamtej dziewczyny? Nie mówiąc już o kwestii haka, na którego najzupełniej sobie zasłużył...
    Wszystkie te myśli, które odsuwał od siebie przez ostatnie lata, zalały go teraz ze zdwojoną siłą.
    Bez chwili namysłu wstał od biurka i wypadł z gabinetu w ślad za bratem. Co Huck sobie w ogóle myślał? Że może ot tak zjawić się u niego i wyjść sobie bez słowa?
    Davy popędził w stronę klatki schodowej. Wychylił się przez barierkę i dostrzegł Hucka. Szybko ruszył w ślad za nim.
    - Huck! Stój albo cię do tego zmuszę! - zawołał ze złością. Był zdecydowany, że nie pozwoli mu opuścić Woodlands bez wyjaśnień.

    - Davy Jones

    OdpowiedzUsuń
  38. [Hahahaha, a jak xD Dobrze, że nie piłam, bo byłoby gorzej :P]

    Westchnęłam cicho słysząc ton jego głosu.
    - Zależy jak będzie się pan zachowywał. - powiedziałam z krzywym uśmieszkiem. On nie był miły dla mnie, więc proszę bardzo.
    - Rozprawa się zaraz rozpocznie, proszę wejść na salę. - usłyszeliśmy kobiecy głos. Poprawiłam marynarkę i wzięłam głęboki oddech po czym pocałowałam wisiorek na szyi jak zwykle przed rozprawą i weszłam na salę. Zajęłam miejsce przy naszym stole i wyciągnęłam papiery.
    Mercedes

    OdpowiedzUsuń
  39. [Cześć! Wiem, ze zawaliłam tym moim milczeniem i jest mi z tego powodu bardzo głupio. Dlatego postanowiłam się pożegnać w odpowiedni sposób. Na swoje usprawiedliwienie mogę mieć jedynie to, ze dopiero dzisiaj obroniłam licencjat i wcześniej zwyczajnie nie dawałam rady. Okazało się jednak, że przestałam czuć Annie i Hectora, więc tym czasem muszę się pożegnać z realiami FT. Naprawdę przepraszam i było mi bardzo miło z Tobą wątkować. Życzę powodzenia w prowadzeniu wspaniałego Haka i mam nadzieję, że jeszcze kiedyś uda nam się spisać. : D]

    ANNIE, będąca kiedyś FIFFY oraz zły HECTOR

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [ Już Cię nie ma i nie wiem,czy przeczytasz, ale mi też było miło i też mam nadzieję na ponowne spisanie się jeszcze kiedyś. Nie mniej rozumiem, bo sama czasami nie wyrabiam, a potem przestaje czuć postać. To wszystko normalne, więc... Powodzenia! ]

      Usuń
    2. [A widzisz: przeczytałam! Dzięki za zrozumienie. : D Trzymaj się ciepło! ;]

      Anka, Fifka i Skaza

      Usuń
  40. [Poproszę wątek z Kapitanem. :)]

    Alicja

    OdpowiedzUsuń
  41. [To co, pomyślimy nad czymś? W końcu Kapitan i Alicja pracują razem. :D]

    Alicja

    OdpowiedzUsuń
  42. [Tak. Wystraszona uciekłaby z barku i wróciła do domu. Tam Hak zobaczyłby oprócz prac jej listy, napisane do siebie. Jak myślisz?]

    Alicja

    OdpowiedzUsuń
  43. [Zacząłbym, zaczął.
    Okej, zabieram się do pisania.]

    Alice

    OdpowiedzUsuń
  44. Alice lubiła tutaj pracować. Nawet więcej, wolała być tutaj niż w tej głupiej spelunie. Jednak co z tego? Nie miała pieniędzy na wynajęcie mieszkania w Woodlands. Tam miałby miejsce na malowanie obrazów… wszystko stałoby się lepsze, inne. Co z tego? Wstyd zabierał wszystko. Ten świat też.
    Nikogo nie było w lokalu. Jasmine nie przyszła do pracy, za to Huck uciął sobie przerwę w graniu. Klientów jeszcze nie zastała. Uśmiechnęła się. Alice poczuła się pewniej, lubiła być sama. Wtedy może ze sobą porozmawiać.
    Wśród innych nie przystoi tak robić - myślała.
    Wtem wzięła w dłoń szmatkę i pokierowała się to stolików, jakie chciała wyczyścić.
    - Muszę się napisać, nachlać i strzelić sobie w łeb - pierwsze słowa wymamrotała pod nosem. Oczywiście, żartem, jak to miała zazwyczaj mówić o takich uczynkach.
    Zrobiła niezadowoloną minę, przewróciła oczami i westchnęła. Nagle coś w niej pękło, jakaś osobowość zawładnęła jej ciałem…
    - Przestań tak ględzić! – krzyknęła i rzuciła szmatką o podłogę. Otarła twarzą dłonie. – Nie możesz…
    - Ależ mogę – wycedziła spokojniej, poprawiając swoją koszulkę. Położyła dłonie na biodrach. – Co mam do stracenia? Nic już nie mam… - zamilkła, następnie kontynuowała, jednocześnie zamykając oczy - …oprócz szaleństwa.
    Gwałtownie poczuła, że jest jej lepiej. Uśmiechnęła się, a z oczu poleciały lekkie łzy.
    - Kocham cię.
    - Ja ciebie też – ale czy te słowa były szczere? Czy naprawdę kochała samą siebie?
    Głos chrząknięcia za Alice wybudził ją. Przestraszyła się, odwróciła się i zamarła.
    - Nie…

    Alice

    OdpowiedzUsuń
  45. [Morgana nie mogła chodzić na różowo, z kwiatami we włosach i rozdawać dzieciom lizaki. Po prostu nie! :D Twój Hak jest bardzo fajny. I dzięki za przywitanie.]

    Morgan Myers

    OdpowiedzUsuń
  46. Ten pianista musiał akurat wejść?! – pomyślała, ściskając ręce w pięść, które zaczęły natychmiast drgać. Pobladła, ze denerwowania niekontrolowanie jej zęby zgrzytały.
    Przecież udawało jej się to ukrywać, aż do tej pory. Rozmawianie do siebie było tym, co lubiła w sobie najbardziej, jednak istoty z dzielnicy były różne. Nie każdy potrafił zaakceptować to, że niepozorna Alice z Krainy Czarów, potrafi pleść o rzeczach niedorzecznych. Nie tylko takich, ohydnych, takich, które nie każdy wytrzymałby…
    A Huck był pierwszą osobą, jaka musiała tego doświadczyć? Dlaczego akurat on? Alice czuła do mężczyzny wielką sympatię. Nigdy jej nie wyśmiał z powodu głupot i zachowani, jakie w sobie praktykowała. Akceptował ją, a Alice wszystko zepsuła… wszystko się wyda… wróci tam…
    - Nie! – wykrzyczała i szybko wybiegła z lokalu, chwytając jednocześnie za swoją torbę.
    Pobiegła do swojej obskurnej nory. Ale cóż to wypadło jej z torebki? Dziennik z jej listami…?

    Alice

    OdpowiedzUsuń
  47. Widziała, że źle postępuje. Alice miała tego pełną świadomość. Nie umiała jednak zaufać drugiej osobie, która oferuje „pomoc”. Zazwyczaj takie ofiarowania dobroci, nie kończyły się dobrze dla kobiety. Wyciąganie różnorakich zdań lub zachowani z kontekstu, wystawianie diagnoz sprzecznych z prawdą… nie… tego już za dużo było. Dość bycia w zamknięciu! Dość bycia szarą istotą!
    A pirat wciąż biegł za nią. Cóż za uparta cholera! - pomyślała Alice, potykając się o własne nogi. Krzyki jej imienia rozchodziły się w powietrzu. Ta nie zwalniała, raczej dostawała coraz większego kopa, aby nie dać się.
    Nagle ta rzecz zdawała się być najśmieszniejszą, jaką kiedykolwiek się wydarzyła po powrocie z Krainy Czarów. Ktoś się nią przejął! Zauważył! I to jeszcze pirat z hakiem zamiast ręki… Poczuła się inaczej. Śmiała się pod nosem, lecz gwałtownie przeszła w stan głośniejszy.
    Zobaczyła budynek, w którym mieszkała. Pobiegła tam, rozglądając się za siebie, czy pianista przypadkiem dał sobie spokój. Nie zobaczyła go na horyzoncie. Wzruszyła ramiona, a po chwili stanęła przed swoim lokalem. Szybko znalazła klucz w torbie i otworzyła drzwi. Wparowała tam, tracąc równowagę. Upadła na podłogę, wtem wydała z siebie dźwięk bólu. Obolała zamknęła drzwi od środka. Czekała.

    Alice

    OdpowiedzUsuń
  48. [ Na dobry wątek warto poczekać. No i jej ale mam radość z wątku z Tobą i z Amelią <33 ]

    Na ostatnim półpiętrze zatrzymał się. Teraz gdy miał pewność, że Huck mu nie ucieknie, nie musiał się śpieszyć. Zamiast tego wolał cieszyć się kolejną chwilą triumfu i bezsilną wściekłością brata.
    - Mówiłem, że cię zmuszę. - odpowiedział chłodno, bez pośpiechu schodząc na klatkę schodową.
    Nie zastanawiał się wcześniej jak będzie wyglądać ich ponowne spotkanie, ale to jak najbardziej go satysfakcjonowało. Znów miał przewagę, znów był na wygranej pozycji, więc lepiej być nie mogło.
    Jedynie cichy dźwięk zegarka działał irytująco.
    Tik - tak. Tik - tak. Tik - tak...
    Davy dostrzegł kawałek łańcuszka wystający z kieszeni brata. Po co Huck w ogóle trzymał ten śmieć? Wielokrotnie chciał namówić brata by się tego pozbył. Bez skutku. Nie znosił tego sentymentalnego uporu.
    Starał się zignorować ten drażniący dźwięk.
    Może dlatego nie potrafili się porozumieć? Huck był zbyt sentymentalny, wciąż chciał w nim widzieć tamtego Davyego. Co prawda na początku wszystko układało się świetnie. Znowu byli braćmi, przyjaciółmi. Być może nadal by tak było gdyby Huck umiał pogodzić się z porażką jak prawdziwy mężczyzna. Chociaż zastanawianie się nad tym i tak niczego nie zmieni.
    Przez chwilę Davy wpatrywał się w lśniący hak, tkwiący w miejscu dłoni brata. Szybko jednak otrząsnął się ze wspomnień.
    Rzucił bratu wyzywające spojrzenie.
    - Po co tu przyszedłeś? - spytał chłodno. Z trudem powstrzymał się przed pytaniem po jaką cholerę nadal trzyma ten zegarek...
    Tik - tak. Tik - tak...
    Ten dźwięk doprowadzał go do szału. Najpierw jednak zdecydowany był się dowiedzieć czego brat potrzebował od wiedźm. Mimo woli gnębiła go myśl, że Huck może chcieć się zemścić.

    - Davy Jones

    OdpowiedzUsuń
  49. [Ale to nie tak trudno... tak myślę. Bo nawet imienia nie zmieniłam :D No dobra, w Polsce je przetłumaczyli, nie wiem po co, ale no nie zmieniałam.

    Wątku też chcę, to może ustalimy na gadu, żeby nie śmiecić sobie niepotrzebnie?]

    Gretel

    OdpowiedzUsuń
  50. [Wrócę do Ciebie, obiecuję <3 Trochę mnie nie było, straciłam wenę, lekkie problemy musiałam ogarnąć, ale wątek będzie. Czekaj cierpliwie! <3]
    Jasmine

    OdpowiedzUsuń
  51. Siedzieli w tym pięć lat. Od samego początku, gdy tylko przybyli w to miejsce, bo z czegoś musieli żyć. Inni chodzili do szkoły, dopasowywali się, szukali pracy, ale nie oni. Tam, skąd pochodzili, nie było szkół, nie odczuwali więc takiej potrzeby. Bywało różnie, zaczynali spokojnie, od najdalszej części miasta, i dopiero gdy zdobyli wprawę przenieśli się również na tereny Fabletown. Bo wyprowadzać się nie mieli zamiaru... No, Gretel nie miała. Hansen uważał, że obojętnie gdzie, byleby miał konsolę. Pokochał to od razu, jak chyba każdy facet. Ale ona nie chciała opuszczać tego miejsca, bo tu byli bezpieczni. I jej brat też o tym wiedział, dlatego nie narzekał, puki miał jedzenie i gry było dobrze. A żeby to mieć, tak samo jak inne rzeczy, ciągle robili to, na co wpadli razem po obejrzeniu jakiegoś filmu. Czemu by nie spróbować? To w końcu niewinne napaście, nie żadne morderstwo. Chociaż i to się zdarzało, czy to tam czy tu, ale wszystko po to, żeby przeżyć.
    Dlatego zniknęli. Od prawie dwóch miesięcy Gretel nudziła się niemiłosiernie, i tylko siedziała w garderobie przeczesując peruki. Byli na wakacjach, tym razem wybrała Las Vegas, i tak, z dala od Nowego Jorku, zaczaili się na kogoś kilka razy. Ale tutaj, w domu, chwilowo panowała cisza. Która wczoraj została przerwana, bo trzeba o siebie dbać, a hajs się musi zgadzać. Raz na jakiś czas mogli pozwolić sobie na przerwę, nie mogła ona jednak trwać za długo. Od tygodnia zaczęła znowu pojawiać się w Trip Trap, na rozgrzewkę po takim zastoju wybierając najbezpieczniejsze miejsce do wkroczenia w to z powrotem. I wczoraj w nocy wszystko szło idealnie, do czasu. Zauważyła go gdy już zdjęła perukę, tym razem była blondynką o włosach aż do pasa, i właśnie pozbywała się wszystkich wsuwek ze swoich włosów, żeby przy ucieczce nikt ich przypadkiem z tą sprawą nie powiązał. Przestraszyła się, ale Hansel już ciągnął ją w drogą stronę, bo ofiara zaczęła się wybudzać.
    * * *
    Nic dziwnego, że w nocy nie mogła spać, a jak już wstała z łóżka chodziła jak na szpilkach, co chwilę oglądając się za siebie. Musiała się tym zająć, wolała, jak na razie, nie mówić nic bratu. Ostatnim razem... Trochę go poniosło. Jasne, dobrze wiedziała co czeka tę biedną dziewczynę, jednak Hansel... Nie musiał aż tak tego załatwiać. Teraz więc, dopóki mogła, wolała działać sama. Przygotowała się, do torebki włożyła pistolet, tym razem nabity a nie jak na zwykłe napady, oraz plik banknotów wzięty z jej prywatnych zasobów. Długo zastanawiała się jak dzisiaj wyglądać, ale skoro ją widział w blondzie... Nie powinna tego robić. Wczoraj była w tych samych włosach w tym samym miejscu, ale po dłuższej chwili zaczęła chować swoje włosy pod perukę. Upięła wszystko, jasne kosmyki związała w długi kucyk, ubrała się. Powiedziała, że wychodzi się rozejrzeć, co było normalne o tej godzinie. Środek dnia, ona sama, a brat nic nie wiedział.
    O tej godzinie w barze było dosyć pusto, co było całkiem zrozumiałe. Ludzie pracowali, byli na obiedzie, lub spędzali czas z bliskimi. Bary napełniały się wieczorami, a w nocy tak pełne, że przysłowiowej szpilki nie było gdzie wcisnąć. Ale ona szukała jednej, konkretnej osoby, która była tu zawsze, odkąd tylko zaczynali. Najpierw jednak... Według tutejszego, dziwnego prawa, nie mogła jeszcze pić alkoholu. To dla niej jednak nie było problemem, nigdy. Miała całą szufladę pełną dowodów, a na każdym zdjęcie w innym kolorze włosów. I na każdym miała już dwadzieścia jeden lat, a brakowało jej do tych urodzin jeszcze dziesięć miesięcy. Podała kawałek plastiku chłopakowi za barem, usiadła i zza przeciwsłonecznych okularów rozejrzała się po wnętrzu. Siedział tam gdzie zawsze. Myślała i myślała, ale nie wpadła na żaden powód, dla którego wczoraj pojawił się gdzieś, gdzie nikogo nie powinno być. Po dłuższej chwili, gdy wysączyła powoli drinka, wiedziała że nie może już zwlekać. Zsunęła się ze stołka, poprawiła bluzkę i ruszyła w jego kierunku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musiała przyznać, że pięknie grał, jego muzyka spodobała się jej od pierwszej wizyty tutaj, ale nie mogła teraz o tym myśleć. Położyła rękę na pianinie, drugą zsunęła okulary niżej na nos, spoglądając na niego. Nie bała się, chociaż ten hak robił wrażenie. Musiałby jednak blisko podejść, a ona, jakby coś poszło źle, mogła załatwić go na odległość. Nie było się czego bać. Chyba że... Już był u szeryfa. Który miał na nich oko od jakiegoś czasu. Odetchnęła głęboko, stukając palcami w instrument.
      - Możemy porozmawiać? Na osobności? - zapytała, przeszywając go wzrokiem.

      Gretel

      Usuń
  52. Kapitan został dodany do powiązań Alicji.

    Alice

    OdpowiedzUsuń
  53. [Nie przejmuj się, ja też ciągle jestem czymś zajęta, a podobno to koniec roku ;D O tak, kocham słowo „projekt” xD
    Mam taki pomysł (bo chyba wcześniej nie omawialiśmy, co będzie dalej), że po serii kłótni i sarkastycznych uwag xD dojdą do wniosku, że jednak warto by wspólnymi siłami przejąć stery, tym bardziej, że jacht najwyraźniej zaczął oddalać się od przystani :D A po pokonaniu porywaczy, znów się zacznie… Bo przecież ktoś musi być tu szefem, a kapitanów na pokładzie jest dwoje ;) Co o tym sądzisz? Będzie zabawnie! :D]

    Choć worek, który nałożono jej na głowę przepuszczał powietrze, po zdjęciu go poczuła niesamowitą ulgę. Od razu wzięła kilka głębokich wdechów. Przeczucie jej nie myliło – znajdowała się pod pokładem jakiegoś starego, trzeszczącego jachtu, jednak nie o tym miała zamiar teraz rozmyślać. Tuż przed sobą ujrzała mężczyznę, który właśnie ją oswobodził. Wolno podniosła się i usiadła, przecierając twarz.
    - Tak, pani szeryf we własnej osobie – rzuciła krótko w odpowiedzi i dopiero teraz poczuła nieznośny ból głowy, bez wątpienia spowodowany upadkiem. Syknęła, wciąż nie mogąc pozbierać myśli. Skoro ten ją rozpoznał, musiała mieć z nim do czynienia. Choć z drugiej strony, znała ją przecież prawie cała dzielnica. I w tym momencie dotarło do niej, że jego intencje są zagadką. Głos wydawał się znajomy, choć rysy twarzy wciąż były nieco zamazane i ukryte w cieniu. Postanowiła zachować spokój i w końcu zacząć trzeźwo myśleć.
    - A więc, o co tu chodzi, hm? – mruknęła, rozglądając się po pomieszczeniu. Zamknięto ich razem, więc mógł być w tej samej sytuacji, co ona. – To porwanie?
    Było dość ciemno, a mimo to w dłoni jej towarzysza dojrzała coś lśniącego.
    „Nóż, no tak…”, pomyślała. „Przecież czymś musiał przeciąć więzy”.
    Obserwowała go uważniej. Ostrze mignęło po raz drugi i trzeci. Coś było nie tak. To nie nóż, było zbyt zaokrąglone. I nie trzymał go w dłoni. W ogóle nie było palców... Otworzyła szeroko usta.
    - To hak?! – wrzasnęła, teraz już dokładnie widząc zakrzywione ostrze tkwiące na ręku wybawiciela. Cofnęła się, zupełnie zaskoczona i przerażona. Wróciły wspomnienia z wymiaru, o którym pragnęła zapomnieć. „Nibylandia” – tak nazywał go nieznośny pirat, o którym śniła tylko w koszmarach. Który jako jedyny pokonał ją i jej załogę. Który splądrował jej ukochany okręt. Z hakiem zamiast dłoni.
    - Hak! To niemożliwe! Kazałeś… mnie porwać?!

    [Chyba wyszło trochę chaotycznie, ale poprawię się ;)]


    Virginia

    OdpowiedzUsuń
  54. [ Ja też <3 Jej i ten cudny gif. Też się dzisiaj wezmę za powiązania jak tylko na wątki odpiszę. :) Hehe, pojechałam tekstem Rumpla xD ]

    W milczeniu słuchał kolejnych słów brata. Chyba naprawdę moc miała na niego zbyt duży wpływ, skoro podejrzewał Hucka o chęć zemsty, Przecież zbyt dobrze znał brata, od początku mógł się domyślić o co chodziło. Wyobraź sobie, że nadal jestem tym samym człowiekiem. Miał rację, nie zmienił się wcale. Nawet po tym wszystkim, nadal był taki jak kiedyś... Ale on nie musiał radzić sobie z magią, nie musiał dostosowywać się do zupełnie nowej sytuacji. Davy pamiętał doskonale początek, kiedy nawet nie był pewien która z twarzy jest teraz jego prawdziwą, kiedy nie radził sobie z szumem tysięcy głosów rozbrzmiewających w jego głowie... Musiał się dostosować, opanować moc, nauczyć się całkiem nowego życia. I Huck miał jeszcze czelność zarzucać mu, że się zmienił? Nieraz miał chęć powiedzieć to wszystko bratu, chociaż zawsze miał wrażenie, że Huck i tak by nie zrozumiał.
    Davy obserwował brata przez dłuższą chwilę. Nie wiedział co powinien byl mu powiedzieć. Na dodatek ciężko mu było zebrać myśli przez ten irytujący dźwięk.
    - W przeciwieństwie do ciebie, ja nie miałem wyboru i musiałem się zmienić. Każda magia ma swoją cenę. Ty chyba powinieneś to wiedzieć najlepiej. - odpowiedział ostro, choć wcale nie miał zamiaru podejmować tego tematu, ani wdawać się w kolejną niepotrzebną rozmowę. Nie miał pojęcia czy to wszystko przez irytację z powodu tego piekielnego zegarka, czy przez samego Hucka.
    Tik - tak. Tik - tak.
    - I czemu w końcu się tego nie pozbędziesz? - spytał nagle z nieukrywaną irytacją.

    - Davy Jones

    OdpowiedzUsuń
  55. [ Wcale nie przykry. Chętnie zacznę. Najpierw tylko nadrobię zaległości, więc jak się nie wyrobię dzisiaj to jutro bym coś podrzuciła. Pasuje? :)
    Swoją drogą zarezerwowałam sobie w końcu jakąś pracę dla Henrego i teraz będę twoim szefem. ;D ]

    Henry

    OdpowiedzUsuń
  56. [ Hehe, tak się kończy moje szukanie fotek do powiązań...
    https://www.youtube.com/watch?v=H71zM_Eujdc
    Ale filmik jest mistrzowski :D ]

    - Davy Jones

    OdpowiedzUsuń
  57. W przeciwieństwie do większości mieszkańców Fabletown, Hendrik od początku był wyjątkowo zadowolony z nowej sytuacji. Co prawda często tęsknił za morzem, jednak z dwojga złego wolał już nigdy nie pożeglować niż ponownie trafić na pokład Latającego Holendra i przez kolejne cztery wieki żyć bez tych wszystkich drobnych przyjemności, które tutaj miał na wyciągnięcie ręki.
    Niedzielny wieczór postanowił spędzić w towarzystwie rumu, w jednym z mniejszych portów nad Zatoką Nowojorską. O tej porze mało kto się tu kręcił, większość ludzi spędzała czas w okolicznych knajpkach lub w domach. Poza tym z tego miejsca nie było widać przeklętego Latającego Holendra, który zwykł pojawiać się za każdym razem gdy jego kapitan zdecydował się odwiedzić któryś z portów. I dobrze, chociaż nie będzie kolejnych wypadków. Jeszcze tego by brakowało, by władze Fabletown miały uprzykrzyć mu jego, prawie idealne, życie w Woodlands.
    Z zadowoleniem otworzył kolejną butelkę rumu, powoli delektując się smakiem trunku. Miał wrażenie, że po tych wszystkich latach, nigdy nie będzie w stanie w pełni nacieszyć się takimi przyjemnościami, jak choćby wyborny smak ulubionego trunku. Jego spokojną, jednoosobową pijatykę zakłóciło pojawienie się jakiegoś człowieka. Na szczęście niezadowolenie z pojawienia się intruza szybko minęło, kiedy Hendrik dostrzegł połyskujący hak zamiast dłoni.
    - Hak! - zawołał go - Zapraszam na łyk rumu! - zachęcająco wskazał sąsiednią skrzynię i stojące obok butelki ulubionego trunku.
    Co prawda nie planował towarzystwa, ale picie w towarzystwie zawsze jest o wiele weselsze. Poza tym lubił Haka. Był prawdziwym wilkiem morskim starej daty. No i piratem. Od zawsze darzył sympatią piratów. Sam czasem wolał złupić parę wrogich okrętów niż bawić się w uczciwy handel.
    Była też inna kwestia. Hak, tak samo jak i on, był w rzeczywistości o wiele starszy niż na to wyglądał. Również utknął poza czasem na dziesiątki lat, może nie aż na kilka wieków, ale wystarczająco by rozumieć jak to jest. Za to również go lubił.
    - Też tęsknisz za morzem, co? - spytał przyjaźnie podając mu jedną z butelek.

    Henry

    [Mówiłam, że jutro. :) Mam nadzieję, że początek może być?]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [A tak przy okazji... Widzę, że masz genialne powiązanie z Davy Jonesem, więc tak sobie myślę żeby trochę zmienić historię w naszym wątku. Też kombinuję wątek z Jonesem, w którym to on jest przyczyną klątwy Holendra. Więc może zamiast spotkania Haka z Holendrem przed Nibylandią, dać im przeszłość z Nibylandii? Skoro Holender jest widmem to mógł się zjawić też w innym świecie, może chciał się z Hakiem dogadać i namówić go na pomoc w pozbyciu się klątwy? Nie wiem, ale w każdym razie zabiłyście mnie tym waszym powiązaniem. Bomba jest. :D]

      Usuń
  58. Rozprawa się zaczęła i szybko skończyła. Świadków było kilkoro, oskarżony się przyznał, okazała skruchę, więc sąd zdecydował się na karę grzywny. Kiedy usłyszałam wyrok odetchnęłam cicho z ulgą i uśmiechnęłam się lekko do pana Jonesa. Kiedy sędzia opuścił pomieszczenie zaczęłam pakować papiery.
    Mercedes

    OdpowiedzUsuń
  59. - Piracie, ty to masz zawsze masz jakiegoś haka w ręce! – odparła Alice z żartem.
    Ten, cały czas pukał… i pukał… aż w końcu przekręciła kluczyk, ściskając mocno swoją broń w drugiej dłoni. Nie miała zamiaru jej puszczać. Bezpieczeństwa.
    Dlaczego ten mężczyzna biegł za nią? Zawzięty, tak bardzo nie odpuści. Musiała te listy zgubić po drodze? Wtedy mógł odpuścić sobie te bieganie, ale miała nadzieje, że tak nie stałoby się.
    Urocze! Doprawdy czula się taka wyróżniona, ze jakiś pirat się za nią ugania. Nie w taki sposób, jacy wszyscy znają ten uczynek. Dosłowność w tym przypadku dobijała.
    Wszyscy w Fabletown znają ją jaką szaloną, niekrzesaną barmankę z Trip Trap. Teraz wyjdzie jej kolejna twarz. Desperatki. Czekać tylko na poczynania. Może muzyk nic nie powie… a raczej zerwie dotychczasową strunę. Przerwie ją i nie będzie tak jak wcześniej.
    Pogódź się z tym, Ali – pomyślała i lekko potrząsnęła głową.
    - Przymknij się, świadomość – odparła pod nosem. To coś w środku się kiedyś zamknie?
    Alice próbując iść do przodu, potknęła się i runęła swoim marnym ciałem do przodu. Upuściła swoją broń z dłoni.
    [Nic nie szkodzi, a tak przy okazji, fajnie spędziłaś ten czas na imprezie? ;)]
    Alice

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. P.S Ten uroczy podpis w powiązaniach Haka. ^_^

      Usuń
  60. [Dziękuję za powitane! :)]

    Leslie T.

    OdpowiedzUsuń
  61. Usmiechnelam sie lekko.
    - Zazwyczaj, ale czasami jest ciezko. Zalezy od sprawy - zamknelam teczke i wyciagnelam dlon w kierunku Jonesa.
    - Milo bylo pan bronic - powiedzialam z zawodowym usmiechem czekajac az uscisnie mi dlon.
    Mercedes

    OdpowiedzUsuń
  62. [Cieszę się, że się cieszysz ;) Co powiesz na wątek? Mogę coś pomyśleć nad jakimś powiązaniem dla tych naszych dwóch pokrzywdzonych.]

    Celine

    OdpowiedzUsuń
  63. Wiecznie coś nie tak, wiecznie – pomyślała Alice. Chyba nigdy nie czuła takiego wstydu jak wtedy, gdy jakiś mężczyzna musiał sprowadzać ją do porządku. I to nie byle jaki! Współpracownik… Czuła że się czerwieni. Ciągle zakręcona, ciągle mające w swej głowie chaotyczne myśli i zachowania. Gdzie znajduję się granica między zdrowym rozsądkiem a szaleństwem?
    Alice wykrzywiła usta w grymas bólu.
    - Głupie nogi, głupie nogi… - mówiła pod nosem, poprawiając swe ubranie. Czuła na sobie wzrok Hucka, który przyglądał się jej. Była skrępowana tym faktem, a jednocześnie rozbawiona. Cała sytuacja, jaka w tamtym momencie zaistniała, emanowała od siebie żałością, a głównym tego powodem była Alice. Nie chciała tak. Naprawdę, nie robiła tego specjalnie, tylko ona… była taka. Żałosna?
    Ostatnie słowa jakie wypowiedział pirat sprawiły, że Alice się oburzyła. Popatrzyła na pianistę swoim mrożącym krew w oczach wzrokiem. Czyżby wątpił w nią? Wątpił w to, że potrafi zabić drugiego człowieka bez żadnego wzdrygnięcia? Oj, jak bardzo pozory mogą mylić.
    Położyła dłonie na biodrach i odrzekła z dumą:
    - Po pierwsze – pokazała jeden palec prze mężczyzną. – Dziękuję. Po drugie – uniosła drugi palec i uniosła ręce w znak bezradności. – Ja nie dałabym rady z tobą, Huck? Proszę cię! – parsknęła, lekko uchylając głowę do tyłu. – Nie wiesz co potrafię – zaczęła, wykrzywiając usta w złośliwy uśmiech – kochanieńki…
    Jakże lubiła się droczyć! Było to doprawdym uroczym zabiegiem, sama Czerwona Królowa nie powstydziłaby się takich zagrywek.
    Śmiała się.
    - Tak naprawdę ta broń nie jest na ciebie. To, to co jest moje bezpieczeństwo – spojrzała na zarzucone przedmioty w kącie pokoju. Wróciła do rozmowy w twarzą w twarz i uniosła brodę. – Nie chciałbyś być wyrzucanym do śmietnika, jak jakiś zużyty przedmiot, co?
    Tamten zapach wrócił niespodziewanie. Te ohydne przedmioty wokół niej… lament samej Ali, kilka spędzonych godzin pod prysznicem. Ohydne poczucie winny. Samopoczucia, które nigdy nie przywróci się na dobry tor. Co z tą Alice?
    Kupiła te bronie do obrony, do lepszego początku, do czegoś, co może być lepsze. Miała z tego dobrą satysfakcje, już nikt jej nie podskoczył, nie, kiedy wyciągała broń i celowała w czoło potencjalnemu winowajcy.

    [Of! Wreszcie zrobione. :)]
    Alice

    OdpowiedzUsuń
  64. Owszem, często lekceważyłam bezczelność innych, ale kiedy to robiłam zbijałam ich z tropu a to było czasami śmieszne. Kiedy Jones odszedł uśmiechnęłam się lekko i z teczką w dłoni wyszłam z sali rozpraw i skierowałam się do głównego wyjścia. Zdecydowanie należała mi się kawa.
    [I co dalej? :D]
    Mercedes

    OdpowiedzUsuń
  65. Chciała załatwić to szybko. Dowiedzieć się, czy ma zamiar komuś o tym powiedzieć, jeśli tak zaproponować pieniądze, jeśli nie... I tak to zrobić, dla upewnienia się, że jego zamiary pozostaną niezmienione. Nie potrzebowali problemów, nie teraz, kiedy wreszcie byli szczęśliwi. Owszem, na ich szczęście przypadało mnóstwo osób, którym zaszkodzili, ale czy to było takie ważne? Każdy radził sobie jak tylko mógł, mogła upaść o wiele niżej. A wcale niewiele brakowało, żeby była jedną z tych dziewczyn, które sprzedają siebie, żeby cokolwiek na życie mieć. Ta opcja, chociaż rzeczywiście kiedyś przyszła jej na myśl, wydawała się jednak tak gorsząca, że szybko zrezygnowała nawet z zastanawiania się nad tym. Radziła sobie, miała wszystko czego chciała, nie potrzebowała dodatkowych problemów.
    Nie odrywając od mężczyzny wzroku zgodziła się milcząco na jego warunek. Co za różnica, nie zrobi jej nic wśród innych ludzi, prawda? Bez słowa odwróciła się i ruszyła w kierunku pomieszczeń pracowniczych, ignorując wywieszoną na drzwiach tabliczkę Tylko dla pracowników. On do nich należał, a nigdzie nie było napisane, że zatrudnieni w barze nie mogą wprowadzać tam osób trzecich. Odetchnęła z ulgą, gdy drzwi się za nimi zamknęły, bo mimo że powinna się bać, teraz była z nim całkiem sama, to cieszyła się, że nikt inny nie będzie dłużej jej obserwował. Zdecydowanie, gdy wyjaśnią to sobie z pianistą będą musieli przez dłuższy czas nie zapuszczać się do Trip Trapu, choćby ze względu na niego. W końcu mógłby ulec, ktoś mógłby dać mu więcej, nic nie było już pewne. Nic oprócz śmierci, w końcu dwoje zachowuje sekret wtedy, kiedy jedno z nich jest martwe. Prosta kalkulacja, która sprawdzała się idealnie w życiu.
    Spojrzała na niego, plecami opierając się o jakąś szafkę i krzyżując ręce na piersiach. Z tego co zauważyła nie był zdenerwowany, a to świadczyło o dwóch rzeczach: albo niepotrzebnie się martwiła, albo wręcz przeciwnie. Liczyła na pierwszą opcję, i dla niego i dla niej będzie tak najlepiej. Trudno było niestety z niego czytać, dlatego po dłuższej chwili milczenia westchnęła i zdjęła okulary. Przyglądała mu się jeszcze jakiś czas, ale nie wyglądało na to, że pierwszy postanowił przerwać wszechobecną ciszę. Wspaniale.
    - Dobra, nie przeciągając tego... - zaczęła, wbijając w niego spojrzenie zielonych oczu. - Doskonale wiem, dlaczego tu jestem, tak samo jak wiesz to ty. Teraz chodzi tylko o to, co z tą wiedzą zrobisz. Więc? Jakieś propozycje?
    Nie zamierzała pozwolić mu na przejęcie kontroli nad sytuacją. Chociaż obserwator stojący z boku mógłby z góry ocenić szanse, jej w starciu nie dając żadnych, to była tak zdeterminowana i wcale nie tak bezbronna, że w tym momencie naprawdę nikt nie wiedział na co było ją stać. Za to on... Wysoki, od razu wiedziała też, że silniejszy, na dodatek z tym hakiem. Gdyby zaatakował znienacka nie miałaby tej chwili, w której mogłaby sięgnąć po broń. Musiałaby zaatakować, i chociaż podstawy samoobrony znała... Nie przedstawiało się to kolorowo. Zachowanie spokoju, o to chodziło, i miała wrażenie, że emanuje tym spokojem na tyle, żeby i on nie dał ponieść się innym emocjom.

    Gretel

    OdpowiedzUsuń
  66. [Hahaha, jak tak mówisz to się czuję jakbym z moją przyszywaną siostrą gadała. My tak mamy na fazie. ^^ Rumpelek to mistrzu. Ten jego śmiech mnie tak rozwala!
    Ja jestem wielką fanką CaptainFloor i uważam, że to jedyna słuszna para w tym serialu. W ogóle wywalić Emmę – miłością życia Hooka jest podłoga. <333]

    Jakaś część jego podpowiadała mu, że popełnił błąd. Zamiast odebrać wtedy bratu dłoń, powinien był odebrać mu życie i raz na zawsze zakończyć tą bezcelową wojnę. Co prawda z całych sił próbował odsunąć od siebie tę myśl, ale w takich chwilach jak ta było to wyjątkowo trudne. Zwłaszcza, że tak naprawdę wcale tego wszystkiego nie chciał. Ani mocy, ani krzywdy brata...
    – Widać nie miałem racji, nie zawsze jest jakikolwiek wybór. – odpowiedział chłodno – I tak nigdy tego nie pojmiesz. Jesteś zbyt zapatrzony w przeszłość i swoje problemy, by móc cokolwiek zrozumieć. Liczy się tylko to, że ty cierpisz i jesteś nieszczęśliwy. – dodał kpiąco.
    Nie miał pojęcia po co to ciągnął. Chciał uciąć całą tą dyskusję, zakończyć to zanim znów zrobi coś, czego nie da się już naprawić. Tak jak wtedy. Ostatnio skończyło się na tym, że uciął bratu dłoń. Wolał nie wiedzieć co zrobiłby tym razem. Zapewne byłby w stanie go zabić, nawet jeśli później nie byłby w stanie z tym żyć. Huck miał rację nazywając go potworem. Był potworem.
    - Wyrzuć to. Twój brat umarł dawno temu. Najlepiej zapomnijmy o swoim istnieniu. Jestem potworem i jeśli się kiedykolwiek zmienię to tylko na gorsze. Powinieneś trzymać się z daleka. - odparł cedząc każde słowo.
    Z całych sił starał się zapanować nad sobą...
    Nie miał pojęcia po co w ogóle zatrzymywał brata. Kolejny głupi, nieprzemyślany impuls. Od początku było jasne, że może być tylko gorzej. Po co znów było to wszystko? Może podświadomie nadal mu zależało? Może dlatego starał się teraz by nie zrobić nic głupiego?
    Podszedł do drzwi i otworzył je jednym szarpnięciem.
    - Jeśli chodzi o Jolly Rogera... - odezwał się nagle, sam nie wiedząc czemu teraz do tego wraca. - Jeśli jesteś pewien, że chcesz go odzyskać, to mogę to zrobić. Po prostu przyjdź wieczorem. - powiedział z wyższością, zupełnie jakby to była kolejna sprawa jakimi zajmował się w Woodlands.

    - Davy Jones

    OdpowiedzUsuń
  67. [Jestem, w końcu się ogarniam! :D
    Jak ty to robisz, że tak ciekawie piszesz? xD Od razu mi humor poprawiasz <3]

    Dobrze pamiętała wszystkie wydarzenia z Nibylandii, a zwłaszcza samego kapitana – podstępnego i niemiłosiernie gadatliwego, co wówczas doprowadzało ją do szału. To właśnie przez tą pomysłowość udało mu się ją przechytrzyć, czego nigdy nie mogła sobie wybaczyć.
    - Ah, i mam uwierzyć, że to przypadek? – warknęła – Wielki i sławny pirat dał się zamknąć pod pokładem jakiejś rozpadającej się łajby i…
    Westchnęła. Dotarło do niej, że opis jaki właśnie mu przedstawiała, poniekąd pasuje też do niej samej. W Fabletown każdy stracił cząstkę siebie. W jej przypadku była to chyba ostrożność. W swoim świecie nigdy nie dałaby się tak podejść, a przestrzeń wokół zawsze miała „na oku” [jakie rymy xD].
    - No dobra… – fuknęła, pozbawiona wszelkich sił i chęci na jakiekolwiek kłótnie – Tak czy inaczej, trzymaj się jakeś, hmmm, 2 metry ode mnie. Po czasie spędzonym na twoim koszmarnym okręcie, mam dość piratów i wszystkiego, co z nimi związane. I owszem, jestem pamiętliwa.
    Cała sytuacja wydała jej się absurdalna. Zamknięta na cztery spusty z jedyną osobą, która aż tak zalazła jej za skórę. Jeśli to miałaby być jakaś próba – ktoś tam na górze ma niezłe poczucie humoru. Wstała i wyprostowała się, po czym nie zważając na nic podeszła do klapy prowadzącej na pokład. Pchnęła ją lekko, i trochę mocnej, jednak kawał zimnej blachy nawet nie drgnął. Utknęli. W dodatku wciąż nie była do końca pewna, czego porywacze od niej chcą. Zrezygnowana odwróciła się do Jonesa i skrzyżowała ręce na piersiach.
    - Jakieś pomysły, kapitanie?
    W tym samym momencie usłyszeli hałas i warkot silnika. Jacht ruszył z miejsca z dziwacznym podskokiem, który sprawił, że Virginia straciła równowagę. Przewróciła się wprost na Haka i właśnie sama naruszyła granicę 2 metrów.

    Virginia

    OdpowiedzUsuń

  68. Alice nie chciała pomocy, miała wrażenie, że wszystko było w porządku. Że tak powinno być, lecz dlaczego kolejny atak myśli powodował zmianę postanowień. Przekonań? Wszystko wywróciło się do góry nogami.
    Musiała z kimś porozmawiać, bo w końcu nie zyska wewnętrznego spokoju. Pragnęła zawsze tego, być tamtą Alice z Krainy Czarów. Tą uczynną, kulturalną i żyjącą bez żadnych obaw.
    Huck był dobrym przykładem na słuchacza, jego brakowało w życiu Ali. Był niczym Kot z Cheshire, połączony z wyrachowanym Szalonym Kapelusznikiem. Lubiła się śmiać z tych myśli, jakze niedorzecznych, aż wstydziła się ich wyznać na głos.
    Widziała, że był samotny. Żyjący w swoim świcie. Alice lubiła go obserwować, jaki i innych współpracowników i ludzi wokół niej. Jednak pianista był inny. Taki pusty w swym sercu. Cichy w Trip Trap, zakochany w swej grze. Swą sztuką, jaką jest zahipnotyzowany. Idący przed siebie bez żadnego celu. Dlatego nigdy jej nie irytował tak jak reszta, ruchem, czy też słowem. Ciekawy był z niego przypadek.
    Ty tego potrzebujesz, zwykłej rozmowy, a będzie lepiej – pomyślała, co też słabo się uśmiechnęła.
    - Dobrze – powiedziała, skrzyżowała ręce na piersi i odwróciła się pospieszne. – Pogadamy, a ja zrobię herbaty.

    ***

    [Przepraszam, że tak długo, ale jakoś powolnie szło.
    To teraz Huck odkryje obrazy Ali, gdy ona będzie robiła w kuchni herbatę?]

    Alice

    OdpowiedzUsuń
  69. Czas na herbatkę! Czas na herbatkę z ładną zastawą!
    Kobieta uśmiechała się pod nosem, tak dawno nie przyrządzała herbatki dla kogoś z „dobrym zamiarem”. Zazwyczaj wykazywała się sprytem, aby dążyć do upragnionego celu, a przy pomocy herbaty i narkotyku… uzyskiwała to, czego chciała. Zemstę, lecz także rzeczy materialne. W tamtym momencie nie było takiej potrzeby. Alice wypełniało nowe uczucie. To ciekawe, miłe, że zyskiwała przyjaciela.
    Zalewając herbatę, Ali usłyszała kroki mężczyzny, otwierające się drzwi, aż w końcu głos. Głos dobiegał jej pracowni!
    Postawiła czajnik z powrotem na miejsce, wybiegając potem na pomieszczenia. Huck stał tam stojąc jak słup soli u progu pokoju, wpatrując się w dzieła Alice.
    Złość wypełniała ją. Złość, której dawno nie czuła. Gniew, że jej manie ktoś odkrył. Podobrazia, na których wiele z nich jest umieszczona Kraina Czarów. Miejsca mroczne, dziwne istoty, portrety z elementami szaleństwa…
    Bała się wyśmiania. Bała się tego, ze znów przez takie coś może tam trafić…
    - Panie wielkoludzie! Czy pozwoliłam panu zajrzeć do mojej krainy?

    Alice

    OdpowiedzUsuń
  70. Prychnęła cicho, przyłapując go na obniżeniu spojrzenia. No proszę, pan muzyk doceniał coś więcej niż tylko czubek własnego nosa. Co bardzo ułatwiało jej zadanie. Jako dziewczyna, i to taka, która zajmuje się uwodzeniem na co dzień, mogła w każdej chwili zacząć robić to z nim tu i teraz. W tej chwili jednak nie miała ochoty na podrywanie go, a zresztą... Chyba nawet nie musiała. To on obłapiał ją wzrokiem, nie ona jego, chociaż wcale nie starała się przyciągnąć jego uwagi. Jedyne, o co jej chodziło, to wydobycie z niego prawdy i kupienie jej w zamian za milczenie.
    Prychnęła ponownie, mrużąc oczy i posyłając mu mordercze spojrzenie. Może i się bała, nie była jednak bezbronna, a to robiło różnicę. Potrafiła pokazać pazurki, w razie czego nawet więcej niż tylko pazurki, a zresztą - jeśli coś by się jej stało, to Hansel by go odnalazł. A był... Nieco nadopiekuńczy w stosunku do niej i nie wiadomo co mógłby zrobić komuś, kto skrzywdził jego małą siostrzyczkę. Mimo to nie miała zamiaru pozwolić przejąć mu kontroli nad sytuacją, powinna działaś krótko i konkretnie, po czym zniknąć, żeby przez dłuższy czas nie pojawić się już w tym barze. Nie wtedy, kiedy on ciągle tu był.
    - Nie boję się ciebie. Nie wiesz na co mnie stać, nie wiesz co już robiłam i do czego jestem zdolna. Właściwie to nic o mnie nie wiesz poza tym, co udało ci się zobaczyć. A jeśli chcesz mnie poznać nie będę ci tego ułatwiać, bo nawet jeśli coś już z tym zrobiłeś, komuś powiedziałeś... - wzruszyła ramionami, niby obojętnie, zachowując wciąż ten sam wyraz twarzy. - Nie masz nic więcej poza tym, jak wyglądam. Wątpię żebyś wyszedł z posterunku sam nie zostawszy zatrzymamy pod zarzutem, chociażby podejrzanego wyglądu. - uśmiechnęła się zadziornie, dopiero po chwili uświadamiając sobie bardzo ciekawą rzecz. - Pięć lat temu? Czyli nie...
    Powstrzymała się od dokończenia. Oczywistym było, że skoro wspomniał o tym, co robił przed tymi magicznymi latami, był taki sam jak ona. Wcześniej poznała kilka osób tak samo w tajemniczy sposób przeniesionych tutaj, może było ich więcej, w to nie wnikała, ale za każdym razem wolała zachować obojętność niż zdradzając, że też nie jest stąd. Tamto życie, chociaż jeszcze nie aż tak odległe, skończyło się dla niej raz na zawsze.
    Kącik ust drgnął jej lekko, starała się jednak powstrzymać śmiech. Niestety nieskutecznie. Zaśmiewała się głośno, trzymając się za brzuch, i nie zwracała uwagi na jego zaskoczoną minę. Dopiero po dłuższej chwili otarła oczy, z których aż popłynęły jej łzy, i spojrzała na niego, wciąż z rozbawieniem wymalowanym na twarzy.
    - Huck, dobrze, pasuje ci, wyjątkowo ci pasuje, naprawdę - mówiąc to wciąż uśmiechała się szeroko, i chociaż wiedziała, że zachowała się wyjątkowo głupio, to nagle odzyskała pewność siebie, sama nie wiedziała dlaczego. - Huck... sam to wymyśliłeś, czy koledzy zaczęli cię tak nazywać gdy to się stało? - mówiąc to wskazała ruchem głowy na jego hak. - A mnie możesz nazywać Mary. Albo Kate. Lisa też jest ładnie. Wybierz sobie jakieś.

    Gretel

    OdpowiedzUsuń
  71. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  72. Słysząc te słowa skrzywiła się. Nie zarabiała tego wszystkiego na tych obrazach żadnych pieniędzy. Zbyt bała się reakcji ludzi na jej wyobraźnie, kreatywność i to, co trzymała w swej głowie przez połowę życia. Lecz była lekko zdziwiona postawą Hucka, tego, jak ładnie mówił o jej talencie oraz obrazach. Nigdy nie usłyszała takich słów od nikogo z jej bliskich, było raczej to wyśmianie to, co potrafi stworzyć. Jednym światełkiem była siostra Alice, jaka akceptowała to, co tworzyła.
    Odwróciła się w stronę obrazu, patrząc się w obraz Kota z Cheshire, skrzyżowała ramiona na piersi, na co wesołym tonem odrzekła z dumą:
    - Skrócić się o głowę to za ma mało, panie gorzki… - jednakże po tym cicho kontynuowała. - Ja… ja ich nie sprzedaje– niczym skulony pies spuściła głowę w dół.
    Czyżby dostanie reprymendę?

    Alice

    OdpowiedzUsuń
  73. [Możemy zrobić z nich na przykład wieczorowych pijaczków w Pudding'n'Pie, którzy po pracy Małej i po litrach alkoholu próbują siebie nawzajem naprowadzić na drogę prawości i rozsądku z miernym skutkiem. Taka trochę zabawa w kotka i myszkę, gdy jedno coś przeskrobie, drugie robi mu wykład na temat praworządności i vice versa. Na przykład jakiś klient mógłby probować namówić Małą na coś więcej niż striptiz, a ona ze względu na finanse mogłaby to rozważać i powiedzieć o tym Huckowi, który pacnąłby ją w łeb. Chyba, że masz w zanadrzu coś lepszego, albo chcesz zmodyfikować moje idee to proszę bardzo! :)]

    Celine

    OdpowiedzUsuń
  74. - Hej, panie podrywaczu! – zakrzyknęła Alice podburzona. Nie lubiła takich zachowani, nikt nie miał prawa być takim bezczelnym.
    Wyrwała się z uścisku Hucka, poprawiła swoje włosy, jak i nie spuszczając wzorku z winowajcy.
    Nie była tą z tych, które głupie poprawianie włosków na głowie grało na emocjach. Nie ta liga, panie Huck!
    - Potem, drogi panie, będę na ciebie krzyczeć po wsze czasy. Teraz porozmawiamy o obrazach, tylko – powyższa ton po chwili. – Tylko przy herbatce. Marsz do salonu, panie z hakiem!

    Alice
    [Krótko, ale ciekawie. :P]

    OdpowiedzUsuń

  75. Słysząc tę słowa zatrzymała się. Zamknęła oczy, po czym wzięła głęboki oddech.
    Nie chciała takich sytuacji na sobie doświadczać, gardziła czymś takim, jak mężczyzną jest niezdecydowany. Gra, gra i zakłada jakąś maskę.
    Była zdziwiona zachowaniem Hucka, czyżby nie spodziewała się po nim tego? Można tak powiedzieć, a on sam był zaskoczony reakcją Alice. Łatwa? Nie tym razem.
    - Nienawidzę czegoś takiego – zaczęła w swym poważnym tonie. – Nie lubię, jak ktoś tak traktuję drugą osobę, Huck.
    Obróciła się napięcie, rozkładając ręce.
    - Albo wóż, albo przewóz! A teraz proszę, o obraz będziemy rozmawiać tylko w innym pomieszczeniu niż ten.
    Przyznała, zostawiając samego pirata w pracowni.

    Alice

    OdpowiedzUsuń
  76. ***
    Schowała twarz w dłoniach. Skuliła się, czuła, że wszystko jest przeciwko niej. Że nikt. Nikt nie potrafi zrozumieć czynów, jakie postanawia.
    - Huck! Nie każda kobieta lubi być dotykana… - zagryzała się w wewnętrzną część policzka, aż w końcu poczuła smak krwi.
    Uspokojona już wstała, odsłaniając swą twarz z lekko widocznymi czerwonymi policzkami. Wyjawiła słowa, jakie gryzły ją przez kilka lat:
    - Brzydzę się dotykiem drugiego mężczyzny. Brzydzę się tym.
    Nie widziała jak to ma powiedzieć. Nie...

    Alice

    OdpowiedzUsuń
  77. Uśmiechnęła się tracąc resztki gniewu, jaki w niej panował. Dobrze się zachował. Wszystkie negatywne emocje dały upust, pozostała tylko radość.
    Miało było, że ktoś wreszcie ją wysłuchał. Była wdzięczna. Choć facet, jaki stał naprzeciwko niej, potrzebował tego samego to i tak uświadomiła sobie jedno: musiała się zrekompensować. I to szybko.
    - Nie jest to łatwe, Huck. Tam, gdzie spędziłam połowę życia, mężczyźni… Nie potrafię tego określić. To nie czas na to. – wykrzywiła twarz w mały pozytywny grymas.
    Nie chciała mówić wszystkiego, zbytnio nie wypadało tego robić. Lecz bardzo tego pragnęła.
    Zobaczyła z tematu. Podskakując.
    - Może mi pożyczyć za to hak jako grzebienia do włosów – odpowiedziała, zaczynając się śmiać.
    Pierwszy raz od kilku lat, był to szczery napad śmiechu.

    Alice

    OdpowiedzUsuń
  78. Pięć lat temu wszystko było inne, gorsze, i Gretel wręcz wysławiała ten dzień, w którym tamto życie dobiegło końca. Teraz przyglądała mu się z zaciekawieniem, zastanawiając się, co też dzieje się w jego głowie. Bo jej myśli pędziły, było ich milion na minutę, a każda inna. Chciała zrobić tyle rzeczy, jednak miała ograniczone pole manewru, a i nie doprowadziła jeszcze sprawy do końca. Co, patrząc na jego zachowanie, nie wydawało się jej już tak banalnie proste jak na początku. Zmarszczyła brwi, odsuwając się od niego, chociaż, niestety, w ciasnej komórce nic to nie dało. Dobrze, skoro chciał się bawić w osaczanie, nic nie stało na przeszkodzie... Dopóki nie zamierzał posunąć się dalej. Bo chyba nie użyje tego haku na niej, prawda?
    - Może postawmy sprawę jasno. Nie jestem twoim kochaniem,maleństwem, słoneczkiem czy jak tam jeszcze chcesz mnie nazwać. Nie jestem z tych dziewczyn, które po usłyszeniu kilku miłych słów zrobią wszystko. Szczerze mówiąc, nie jesteś nawet w moim typie, trochę dziadek z ciebie, więc... - uśmiechnęła się szeroko, niewinnie, mrugając przy tym oczami.
    Skoro już nie miała pola manewru, mogła przynajmniej prowadzić z nim tę jego słowną gierkę, która zaczęła się jej nawet podobać. Widać było, że nie jest to dla niego pierwszy raz, mało tego, chyba nawet dobrze się bawił. A utrzymanie go w rozbawieniu mogło być zbawienne w skutkach, wtedy może prędzej wyciągnie to, o co jej cały czas chodziło. I nie zmieniał tego nawet fakt, że przed chwilą skłamała, i to bardzo, miała jednak nadzieję, że nie potrafi tak dobrze czytać z ludzi żeby to zauważyć.
    - Ja... Cóż, dziękuję za komplement, ale jak mówiłam, wybij sobie z głowy wszystkie mega słodkie określenia, które tylko przychodzą ci do głowy. Mówiłam, możesz nazywać mnie jak chcesz, jednak na pewno nie tak. Lisa jest ładnie, zostańmy przy tym - zmierzyła go uważnym spojrzeniem, bo musiała przyznać, że coraz bardziej ją intrygował. - Różne rzeczy. Dobrze, powiedzmy, że ci wierzę... Dobra, wierzę ci, patrząc na twoje narzędzie tortur, ale nie jestem na tyle głupia, żeby podawać ci wszystko na tacy. Nie myśl, że mnie masz, nie dam ci tej satysfakcji, nie pozwolę żebyś... - urwała, wpatrując się w niego uważnie.
    Musiała przyznać, że z uśmiechem było mu do twarzy, dlatego na jej ustach mimowolnie też się on pojawił, i chociaż jego obecność ją przytłaczała, to było już lepiej. Przynajmniej nie miała zamiaru wydłubać mu oczu, już nie, skoro właśnie przyznał się, że nikt jeszcze nic nie wie. Ulżyło jej, odetchnęła głęboko, i wreszcie się rozluźniła. Będzie dobrze, nie ma się co martwić, brat nie musi o niczym wiedzieć, a ten mężczyzna, kimkolwiek nie był, chwilowo im nie zagrażał. Miała ochotę śpiewać z radości, co jednak było złym pomysłem, więc się powstrzymała.

    [Jest mraśny, jak już mówiłam, tak bardzo mraśny <3 Wybacz, trochę krótko wyszło.]

    Gretel

    OdpowiedzUsuń
  79. Ten wieczór nie należał do najdłuższych i właściwie cieszyła się, że może wyjść wcześniej. Chciała napić się z Huckiem czegoś, posiedzieć, pogadać. Właściwie to bardzo chciała mu coś powiedzieć, a jeszcze konkretniej, oczekiwała pomocy w podjęciu decyzji. Biorąc pod uwagę postawę Hucka wobec niej, a właściwie wobec kręcących się wokół niej mężczyzn, odpowiedź była do przewidzenia. A jednak czuła, że jego towarzystwo, uśmiech i przyjazne ramię jakoś pomogą jej się zdecydować.
    Jeszcze wczoraj podszedł do niej mężczyzna, który wbrew pozorom nie wzbudził u niej obrzydzenia od pierwszej chwili. Spytał, czy nie chciałaby wypić z nim drinka po pracy, jeśli nie spieszy się do domu. Wydał jej się kulturalny, a ona i tak miała zamienić dwa słowa z barmanem. Rozmowa potoczyła się zaskakująco dobrze, a facet zaproponował… stałą współpracę, zaznaczając, że oczywiście do niczego nie będzie zmuszał (w co Małej oczywiście nie chciało się wierzyć).
    Miała zatem ogromny dylemat. Mężczyzna sprawiał wrażenie jednocześnie kulturalnego, ale też szalenie stanowczego i Celine miała po prostu dylemat. Czekając na Hucka, nie wiedziała jeszcze, czy zostaną tutaj, czy może pójdą w jakieś mniej zaludnione miejsce, dlatego przebrała się, a właściwie założyła na siebie po prostu więcej ciuchów i wyszła na salę, by usiąść przy barze.
    -Hej Will – rzuciła do barmana, automatycznie kiwając głową na znak, że owszem, chce kieliszeczek ginu z tonikiem.
    -I jak poszła wczorajsza rozmowa? Przebranżowisz się Mała? – puścił do niej oczko, na co ona tylko przewróciła oczami i uśmiechnęła się pod nosem. Nie zamierzała się dzielić swoimi planami akurat z nim, choć był w gronie osób tolerowanych.
    -Nie twoja sprawa Will – mruknęła z sympatycznym wyrazem twarzy. Tak najbardziej lubiła spławiać natrętów – z sympatycznym uśmiechem mówiła komuś, żeby spadał. I to w taki sposób, że nawet już cieszy się na swą podróż.

    Celine

    OdpowiedzUsuń
  80. Nie była jego zabawką, dlatego nie zamierzała się godzić na coś, co się jej nie podobało. Mógł sobie tak mówić do każdej, droga wolna, ale nie do niej. Ona miała imię, i jeśli cokolwiek chciał wskórać, powinien właśnie nim się do niej zwracać. Wzruszyła ramionami, znowu, ciągle ją do tego zmuszał. Nie żeby narzekała.
    - Na chybi trafił? Muszę cię rozczarować. Tak się nazywam... Teraz. Pokazałabym ci dowód, gdybym tylko mogła się ruszyć. Niestety, blokujesz mi to. W każdym razie, dzisiaj mam na imię Lisa. Zapamiętaj to. I nie zwracaj się tak do mnie następnym razem, o ile do niego dojdzie. Wtedy zapewne będę Margaret, też ładnie, prawda?
    Drgnęła lekko czując ostrze zimnego haku na nosie, ale nie oderwała od niego wzroku, aż do momentu, w którym go opuścił, wpatrywała się w metalowe zakończenie jego ręki. Była ciekawa co się stało, nie zamierzała jednak o to pytać. Wtedy musiałaby tu zostać jeszcze jakiś czas, a i tak jej obecność w jego towarzystwie trwała już niebezpiecznie długo. Uśmiechnęła się, wbiła oczy w jego spojrzenie i kiwnęła lekko głową. Nie zamierzała zaprzeczać, jednak zdziwiła się, że zapamiętał aż takie szczegóły.
    - Wtedy nazywałam się inaczej. Wtedy i tylko wtedy, skoro już to widziałeś, to możesz równie dobrze wiedzieć, że brązowe włosy oznaczają, że to jestem ja. I... - zaśmiała się głośno, i wciąż z uśmiechem kontynuowała patrzenie mu prosto w oczy, zastanawiając się, kto pierwszy to przerwie. - Muszę cię rozczarować. To była sukienka. Czyżbym jednak przesadziła z długością? Wydawało mi się, że była idealna, w końcu ledwo co zakryła mi tyłek, ale następnym razem mogę założyć coś do kolan, jeśli pan z hakiem będzie dalej chciał mnie tak uważnie obserwować. Oczywiście, jeśli będzie jakiś następny raz - położyła na te słowa akcent, równocześnie próbując przesunąć się nieco w stronę drzwi.
    Bezskutecznie. Oh nie, nie chciała uciec, ależ skąd. Uważała po prostu, że rozmowa dobiegła końca, nie miała więc już żadnego sensownego powodu, dla którego wciąż powinna tu był. Może on uważał inaczej, bo zdrową ręką wciąż torował jej przejście, pewnie nieświadomie, trzymał ją na tej półce od początku rozmowy. I już otwierała usta, żeby mu to uświadomić, kiedy ją wyprzedził.
    - Honorowy pirat, twierdzisz? Dobrze, niech ci będzie, nigdy wcześniej nie znałam żadnego pirata, więc co ja tam wiem o ich honorze. Ale teraz, panie kapitanie piracie pełnym honoru i pięknym hakiem zamiast dłoni, czy zabierzesz w końcu tę rękę, żebym mogła przejść i przejrzeć moją garderobę poszukując czegoś o długości do samej ziemi? Chociaż... nie, nie posiadam takich ubrań, no trudno, pójdę na zakupy.

    [W takim razie bardzo się ciesze, bo i mi strasznie dobrze się go pisze :3]

    Gretel

    OdpowiedzUsuń
  81. Miała dość tej całej rozmowy, przebywania w jego towarzystwie i udawania, że nic jej nie rusza. To nie było w jej stylu, sama już nie wiedziała po co szła tam sama, mogła wysłać brata, a ona spędziłaby cudownie leniwy dzień przed telewizorem, z zapartym tchem śledząc kolejne losy bohaterów jednego ze swoich ulubionych seriali. Wszystko byłoby lepsze od tego bezczelnego pirata. Honor, ta jasne, a jej pod okiem jechał wielki fioletowy czołg. Westchnęła, odwróciła się i wyciągnęła rękę po dowody. Nie chciała już rozmawiać, zabrał to zabrał, możliwe że coś poczuła, ale nie miała już siły. Zrozumiała, że go nie przegada, więc najlepiej było się wycofać i zapomnieć o wszystkim i od czasu do czasu wpaść na chwilę do baru, żeby zobaczyć czy wciąż nie ma zamiaru ich wsypać. Bez słowa włożyła skradzione rzeczy z powrotem do torebki, zaszczycając go jeszcze jednym spojrzeniem.
    - Chyba tak. A te wszystkie twoje kochania naprawdę mnie irytują, więc jakbyś mógł zostać przy Gretel byłoby fajnie. Chociaż to pewnie i tak bez różnicy, zakładam że to nasza ostatnia rozmowa, Huck - uśmiechnęła się lekko, skinęła mu lekko głową i już jej nie było.
    Najważniejsze, że załatwiła co miała załatwić, nawet jeśli kosztowało ją to tyle nerwów i czasu. Ale mogła wrócić do domu, odprężyć się, przestać się bać. I planować kolejną wyprawę, tym razem może gdzieś w okolicach Manhattanu, w końcu tam najłatwiej było o jakiegoś nadzianego mężczyznę. Tylu ludzi nie było w żadnej innej dzielnicy, dlatego prawdopodobieństwo przyłapania też było znikome, bo łatwo było zgubić się w tłumie. Oddalając się od baru nie odwróciła się ani razu, chociaż miała ochotę sprawdzić czy nie jest obserwowana. Wolała jednak nie dawać mu tej satysfakcji gdyby rzeczywiście śledził ją wzrokiem. Przy nim czuła się dziwnie, pewnie dlatego, że nie mogli swobodnie porozmawiać, miała cel, którego osiągnięcie odpychała na boczny tor wszystko inne.
    Resztę dnia spędziła spokojnie, relaksując się najpierw w gorącej kąpieli, a potem, chociaż próbowała tego uniknąć, przeszukała internet w poszukiwaniu czymś o tym autorze, którego wymienił. Znalazła jedną książkę i uśmiechnęła się szeroko, gdy w grafice odnalazła wiele odzwierciedleń pirata z hakiem. Wiedziała już, że kiedyś kupi sobie tę pozycję, gdy przypadkiem będzie w księgarni. Teraz miała ochotę na dużą pizzę, więc wróciła do salonu, gdzie na kanapę rzuciła torebkę i odkąd wróciła do domu nie ruszała jej w ogóle. Pogrzebała chwilę w środku, zmarszczyła brwi, złapała za spód i wyrzuciła całą jej zawartość na dywan. Dziwne.
    - Hansel? Mogę pożyczyć telefon? - wślizgnęła się do pokoju brata, i złapała za smartphonea nawet nie czekając na odpowiedź.
    Wybrała swój numer, w myślach błagając tego kogoś, kto znalazł na ulicy czyjś telefon, żeby odebrał. Bo to, że go zgubiła, było już oczywiste, gorzej z tym, że nie wiedziała gdzie i kiedy.


    Gretel

    OdpowiedzUsuń
  82. Odbierz. Odbierz. Odbierz. Gretel powtarzała to jedno słowo w myślach jak mantrę, krążąc po salonie z telefonem przy uchu. Nawet nie chodziło o to, że chciała odzyskać sprzęt, w każdej chwili mogła kupić nowy, ale karta pamięci była bezcenna, tak samo jak spis kontaktów, i wszystkie wiadomości, które na tym konkretnym telefonie właśnie miała. Ktokolwiek go znalazł powinien mieć na tyle przyzwoitości, żeby odebrać i rozważyć przyjęcie gotówki w zamian za zwrócenie telefonu. A przynajmniej miała taką nadzieję. Początkowo bała się, że karta już leży złamana w śmietniku, ale potem pojawił się sygnał, a ona odetchnęła, powracając do swojej litanii. No odbierz wresz...
    - Dzięki Bogu, proszę się nie rozłączać, bardzo pro... - przerwała, marszcząc brwi, a gdy skojarzyła znajomy głos z nazwiskiem, zaklęła głośno. - HUCK TY IDIOTO! Zakosiłeś mi telefon?! Jak... - wywróciła oczami i palnęła się w czoło, uświadamiając sobie jaką była idiotką. - Nie wierzę, że to zrobiłeś! Po co ci on, co? No... chyba że płacą ci tak marnie, że na swój własny nie byłoby cię stać.
    Uśmiechnęła się szeroko sama do siebie, przełączyła głośnik na głośnomówiący i z westchnieniem zaczęła grzebać w szafie. A tak się cieszyła na święty spokój do samego rana. Ale nie, dlaczego miała wrażenie, że odkąd go spotkała jej życie obróciło się o trzysta osiemdziesiąt stopni? Musiała się ubierać, znowu, bo wciąż miała na sobie ręcznik po kąpieli i drugi na wilgotnych ciągle włosach, od nowa robić makijaż... Niech diabli wezmą tego pirata!
    - Jesteś największym palantem jakiego miałam nieszczęście w życiu spotkać - mruknęła, wyciągając pierwszą lepszą sukienkę. - Naprawdę, nie mam pojęcia jak sam możesz ze sobą wytrzymać, ale... Będę tam za godzinę, tylko nie wywal mojego telefonu, kapitanie Hak.
    Rozłączyła się, rzucając spojrzenie na trzymany w rękach ciuch. Skrzywiła się, chociaż był tak bardzo w jej typie, i odwiesiła wieszak z powrotem na miejsce. Po dłuższej chwili grzebania wśród wielu króciutkich sukienek i spódniczek, wyjęła w końcu dłuższą, ale nie bez przesady. Sięgała nieco przed kolana, i Gretel doszła do wniosku, że jest idealna. Skoro musi się znowu z nim zobaczyć, przynajmniej ubierze się tak, jak obiecała. Szybko wysuszyła włosy, które wyglądały teraz jak amazoński busz, dlatego zwykle starała się unikać sztucznego suszenia.
    - Wszystko przez tego kretyna - mamrotała, zaplatając je w gruby warkocz.
    Teraz przynajmniej nie stały, jakby piorun trafił ja prosto w szubek głowy. Założyła sukienkę, szybko zrobiła makijaż, krzyknęła do brata że wychodzi, i już jej nie było. A po kilkunastu minutach marszu stała już drugi raz w ciągu dzisiejszego dnia pod drzwiami Trip Trap. Nie no, ona go zabije. Własnoręcznie. Popchnęła drzwi i weszła do środka, od razu odnajdując go wzrokiem i posyłając mu mordercze spojrzenie.

    Gretel

    OdpowiedzUsuń
  83. Ruszyła przez bar kierując się prosto do pianina. Nie dbała o to, czy nie potrąciła kogoś po drodze, nie było to w tym momencie istotne. Stanęła przy nim, zupełnie tak jak kilka godzin temu, i zdumiona stwierdziła, że chwilowo odebrało jej mowę. Tak bardzo chciała wyrzucić mu wszystko, co siedziało jej w głowie, ale... Naprawdę chciała robić przedstawienie wśród tylu ludzi? Trip Trap był pełny, jak zawsze o tej godzinie, a właściciela dobrze znała i wiedziała, że jeśli przez nią wyjdzie stąd jakikolwiek klient, nie mogła już dłużej liczyć na jego ciche przyzwolenie na okradanie tutaj ludzi. Ta chłodna kalkulacja uświadomiła jej, że niestety, piekło które pragnęła mu urządzić tu i teraz, musiało poczekać. Dlatego tylko wyciągnęła w jego kierunku dłoń, nie do przywitania się, tylko w oczekującym geście.
    - Telefon. No już, Huck, nie mam zamiaru cię prosić - powiedziała znudzonym tonem, jednak w jej oczach ciągle czaiły się niebezpieczne błyski.
    I to właśnie te oczy, żeby nie wpatrywać się w jego zwycięsko-szelmowską minę, zaczęły rozglądać się zniecierpliwione po barze. Tylko zabierze telefon i sobie idzie, może zdąży jeszcze na ostatnie minuty serialu, a jak nie to Hansel pewnie gra w coś fajnego, to się przyłączy. Wróciła spojrzeniem w jego stronę, przyjrzała się instrumentowi, i zatrzymała wzrok. Zamrugała kilka razy, szybko, a jej ręka opadła w dół bez telefonu, bo o nim już zapomniała.
    - Kupiłeś tę cholerną książkę? Ale... po co? To... - spojrzała na niego, chciała coś jeszcze powiedzieć, ale już czuła wzbierające pod powiekami łzy.
    Chciała się tylko stąd wydostać, nic nie było tak ważne jak to, dlatego tak samo jak zaledwie kilka minut temu, przepychała się przez tłum. Tym razem jednak nie patrzyła gdzie idzie, więc chyba tylko cudem znalazła się na zewnątrz. A stąd nogi poniosły ją samą, do uliczki, gdzie zwykle przyprowadzała swoje ofiary. Oparła się o kamienną ścianę, oddychając głęboko, i nie panując już nad łzami. Mała książeczka dla dzieci, niewinny tytuł i kolorowa okładka, to wystarczyło, żeby przywołać najgorsze chwile jej życia. Znowu była ośmioletnią dziewczynką, którą wiedźma wykorzystała do tuczenia ukochanego brata. Znowu musiała patrzeć, jak z każdym dniem zbliża się nieuniknione, jak starucha rozpala ogień w wielkim piecu, jak Hansel drży skuty w klatce. Znowu stała z zakrwawionym nożem, a czarownica wciąż żyła, bo dopiero gdy wepchała ją w ogień uświadomiła sobie, że tylko tak można ją zabić. Była w miejscu, o którym zapomniała, o którym nie chciała pamiętać, bo tutaj wszystko było lepsze. Osunęła się po ścianie na ziemię, usiadła podciągając kolana pod brodę, oparła o nie czoło. Nikt jej tu nie znajdzie, wypłacze się, wspomnienia odejdą, i wróci do domu, gdzie znowu zbudzi się w środku nocy z głową pełną koszmarów, i tylko brat będzie w stanie ją uspokoić, inaczej nie uwierzy, że są bezpieczni.

    Gretel

    OdpowiedzUsuń
  84. Drgnęła lekko, zaskoczona i uniosła szybko głowę. Ten facet ją prześladował, teraz wiedziała to już na pewno, co nie znaczy, że dzięki temu poprawił się jej humor. Nie chodziło tylko o książkę, ona była nieistotna, ich historia przedstawiana dzieciom w tym świecie była... Nie można się było jej bać. Rzeczywistość, która z takim uporem nawiedzała ją w snach, była całkiem inna. Odcięła się grubą linią od tego co było, a on nieświadomie zburzył tę pewność i szczęście, które od pięciu lat tak wytrwale budowała.
    - Zrobiłeś... Odkąd się pojawiłeś niszczysz mi życie - wyznała, pociągając nosem, a już po chwili okładała go drobnymi pięściami.
    I nie chodziło nawet o to, czy da radę go skrzywdzić, czy cokolwiek poczuje, ale musiała się na czymś wyżyć. Był pod ręką, gdyby nie przyszedł, skończyłaby pewnie kopiąc ze złością w ścianę, ale zjawił się, przez co z uporem małego dziecka uderzała go jeszcze przez jakiś czas, aż kompletnie opadła z sił. Otworzyła usta, chcąc coś powiedzieć, jednak płynące wciąż łzy uniemożliwiały jej to, i tylko złapała go za kurtkę, przykładając do jego klatki piersiowej głowę. Moczyła go łzami, nie zdając sobie z tego faktu sprawy, ale jak wcześniej, po prostu tu był. A ona potrzebowała kogoś, chciała poczuć, że nie jest sama. Zwykle w tej roli doskonale odnajdywał się jej brat, teraz go zabrakło, a Huck był obok.
    - Nie chodzi o książkę, kretynie... Jestem... - zaczęła głęboko wciągać powietrze, żeby nieco się uspokoić, i zawstydzona zorientowała się, że jest cały mokry. - Ta książka to bzdury. Jedyna prawda w niej to to, że rzeczywiście mówi o rodzeństwie, a nie o czymś innym. A cała reszta... Nie masz pojęcia jak tam było - ostatnie zdanie wyszeptała, unosząc wzrok i spoglądając na niego szeroko otwartymi, wciąż wilgotnymi oczami. - To było straszne. Całe życie tam, wszystko... A tutaj jest inaczej. Wreszcie jest dobrze i nie chcę, żebyś to zniszczył, żebyś mi cokolwiek przypominał, żebyś... - przełknęła głośno ślinę. - Bardzo bym chciała, żebyś nigdy nie pojawił się w moim życiu, więc mógłbyś go nie niszczyć? Znam cię od dzisiaj a tak wiele już się wydarzyło, wszystko przez ciebie, więc... Mógłbyś mnie puścić?
    Uspokoiła się na tyle, żeby to wszystko powiedzieć, a jednak wciąż zaciskała kurczowo palce na czarnej skórze, nieświadoma że mężczyzna wcale jej nie trzyma, tylko to ona uczepiła się jego już chwilę temu. Zmusiła się do krzywego uśmiechu, po czym ponownie oparła o niego głowę. Zamknęła oczy, wzdychając.
    - Nie rozumiesz? Nie będzie lepiej. Już jest dobrze, tak jak nigdy nie było. Tam... Tam skąd pochodzę było strasznie, moje dzieciństwo nie było najlepsze, a potem to się wydarzyło i nic nie było już takie samo, a mój brat... On ucierpiał najbardziej, dlatego musisz mi obiecać, że bez względu na wszystko nigdy nie tkniesz pieprzonej chatki z piernika. Bo te cholerne lukrowane słodycze... - pokręciła głową, niezdolna do dalszej rozmowy.

    Gretel

    OdpowiedzUsuń
  85. [Haha, no to bardzo mnie to cieszy <3 Ostatnio jestem kompletnie rozkojarzona i mam wrażenie, że dobieranie słów jakoś mi nie idzie ;)
    Właśnie widziałam w shout’cie, że masz jakieś kłopoty z kompem :< Ja kiedyś próbowałam odpisywać na telefonie, ale nie ma szans xD]

    - Błagam, tylko bez takich zagrywek! – fuknęła odsuwając się od niego. Sytuacja była żenująca, jednak dalsza wymiana bezsensownych docinków wcale nie ułatwiała im działania. Virginia dobrze o tym wiedziała, jednak wciąż nie potrafiła zaakceptować towarzysza niedoli.
    - I trzymaj hak z dala ode mnie – dodała i obiecała sobie, że to będzie ostatnia kąśliwa uwaga pod jego adresem. Teatralnie osunęła jego rękę od siebie, niczym coś odrażającego.
    - Nie wiem, może inne kobiety to pociąga… - dorzuciła z przekąsem, łamiąc własne postanowienie uchwalone przed kilkoma sekundami. Zerknęła na pirata ze zrezygnowaniem. Nie przypominał tamtego kapitana z Nibylandii. Odniosła nawet wrażenie, że to dwie różne osoby, i gdyby nie hak zamiast dłoni, nigdy by go nie rozpoznała. Gdzieś zniknął piękny kapelusz z piórem, peruka i czysty wymuskany strój. Najwyraźniej nie poszczęściło mu się w Fabletown. To miasto zmienia każdego, zazwyczaj na gorsze. Ona sama powoli zatracała się w tym dziwnym, nowoczesnym świecie, tracąc swoje najcenniejsze cechy.
    Nie był to jednak czas na przemyślenia. Jacht ruszył i z pewnością oddalał się od przystani, a oni wciąż do końca nie wiedzieli, co właściwie się dzieje. Virginia zdała sobie sprawę z tego, że prędzej, czy później przyjdą tu po nią.
    - Musimy się stąd wydostać – zaczęła już nieco spokojniej – Nie wiem jak ty, ale ja nie mam zamiaru dać się wywieść jakimś oprychom. Zaraz z pewnością tu przyjdą… Jesteś pewien, że nie wiedzą o twojej obecności?
    Włączył się jej policyjny zmysł, analizujący sytuację i wyszukujący wyjścia z sytuacji. Tylko dlaczego miała wrażenie, że Huck i tak zrobi wszystko po swojemu?

    Virginia

    OdpowiedzUsuń
  86. [Hahaha, piękne :D
    To ja się przy okazji pochwalę - http://2.bp.blogspot.com/-iVfUi_GOy5o/VYnA0WBuFrI/AAAAAAAAB08/hxVRtbqIEVk/s1600/1.png ;)]

    - Davy <3

    OdpowiedzUsuń
  87. [Prawda? ;) Ciągle się zabrać nie mogę za remont karty i zakładek. Mam wizję, ale jakoś od tej pogody nie mam siły. xD]

    - kochający braciszek <3

    OdpowiedzUsuń
  88. [No tak, jak mu zaczniesz wybijać to tylko wzmocnisz jego związek z podłogą. ^^ Czekam w końcu na jakiś super finał, w którym wielka, prawdziwa miłość między Hookiem a podłogą, doczeka się jakiejś epickiej roli. :)]

    Z trudem zmusił się do tego, by w żaden sposób nie zareagować na słowa brata. Chciał mieć ostatnie słowo? W porządku, niech ma. Davy nie mógł jedynie znieść bzdur jakie wygadywał jego brat. Pieprzony egoista! Huck jak zwykle miał najwięcej do powiedzenia, a sam pewnie nie wytrzymałby jednego dnia, gdyby to on znalazł się w tej sytuacji.
    Zaklął pod nosem, kiedy w końcu został sam. Miał dość. Wszystkiego.
    W tej chwili żałował, że nie jest na morzu, tam szybciej poradziłby sobie z cholerną, bezsilną wściekłością. Tutaj nawet nie mógł się upić jak normalny człowiek. Po co musiał proponować mu zwrot Jolly Rogera? Mógłby teraz coś zrobić zamiast tkwić w Woodlands i czekać na ponowne spotkanie z bratem... i zapewne na kolejną głupią kłótnię.
    *
    Zerknął na zegarek. Było już późno, a Huck się nie zjawił. Był w stanie zrezygnować z Jolly Rogera? Był na to zbyt sentymentalny, zbyt głupi... Coś musiało się wydarzyć. I dobrze! Cokolwiek się stało, zasłużył sobie. Dał mu szansę na odzyskanie statku, skoro jej nie wykorzystał, to jego problem. Nie zamierzał na niego czekać.
    Opuścił Woodlands i wsiadł do samochodu. Nie będzie teraz o tym myślał. Huck nie przyszedł – jego strata. Jest dorosły i niech robi co chce. Poza tym świat nie kręcił się wokół niego. Jeśli to miała być kolejna głupia zagrywka, to się przeliczył.
    Podirytowany opalił samochód. Skierował się w stronę portu. Po tym cholernym dniu należy mu się chwila wytchnienia. Może nawet znów zrobi sobie mały rejs i zniknie na parę tygodni. Jak najdalej od Fabletown i brata, o którym wciąż nie mógł przestać myśleć. Nie, nie zrezygnowałby sam z siebie. Co prawda zawsze istniała możliwość, że zalał się w trupa... ale też coś mogło się stać.
    Niech go szlag! Zawrócił. Nic się nie stanie jeśli pojedzie okrężną drogą. Nie wiedział po co to robi, po co w ogóle o tym myśli, ale to było silniejsze od niego. Może nie miał racji dziś rano i naprawdę zostało w nim jeszcze coś z jego dawnego „ja”?

    [Pomysł świetny! :)
    Hahaha, u nich charaktery są widać rodzinne xD]

    – Davy Jones

    OdpowiedzUsuń
  89. Może jej współczuł, może nie, ale wiedziała, że ostatnie słowa były zbyt stereotypowe. Wzięła do ręki hak i uśmiechnęła się złowieszczo do niego. Co znów ta Alice kombinuje?
    Wybiegła z pokoju, okrzykując wesoło za sobą do Hucka:
    - Zaraz wracam!
    Rzuciła się pędem do swojego pokoju, poszukując przepaski na oko, z jej dawnego przebrania na… nieważne. Założyła ją na oko, po chwili (jakże marnymi siłami), spróbowała przyczepić sobie hak do dłoni. Ledwie uczynek się udał, przybiegła z powrotem na miejsce, mówiąc:
    - Agrh!
    Przystawiła mu hak do szyi, zagryzając dolną wargę, próbując swych siłach w roli piratki. Jakże marnej tej parodii!
    Oddała mu po chwili hak i ściągnęła przepaskę, wciskając ją do kieszeni u spodni. Kontynuowała swym neutralnym tonem:
    - To tak na rozluźniacie, wracając do obrazów… wstydzę się. – wykrzywiała swą twarz w grymas bezradności.

    [Nie mogłem się powstrzymać od tego wygłupu Alice. xD
    Gniewasz się?]
    Alice


    OdpowiedzUsuń
  90. [Bo to taka prawdziwa miłość xD]

    To było jak rejs we mgle. Co właściwie chciał osiągnąć? Nie miał pojęcia nawet gdzie Huck bywa. Prócz kilku barów w nieciekawej okolicy, nic nie przychodziło mu do głowy. Zresztą to i tak wydawało się bezcelowe. Najchętniej odpuściłby, ale myśl, że coś jest nie tak, nie dawała mu spokoju. Nie potrafił zignorować tego przeczucia...
    Zdał się na instynkt. Zatrzymał się pod jednym z barów. Trip Trap... Kojarzył tą nazwę, choć nie był pewny skąd. Zaklął pod nosem. Jeśli okaże się, że Huck siedzi tam i pije w najlepsze, to najpewniej mu tego nie daruje. Wszedł do środka, jednak nigdzie nie zauważył brata. Na wszelki wypadek postanowił spytać barmanki.
    - Szukam kogoś... gość z hakiem zamiast ręki... - jakoś słowo „brat” nie chciało mu przejść przez usta, na dodatek był coraz bardziej zirytowany tą sytuacją.
    - Był tutaj, kazał to oddać gdyby ktoś o niego pytał. - odpowiedziała barmanka wyjmując spod lady znajomy zegarek – Myślę, że może mieć kłopoty... - zaczęła, ale już jej nie słuchał.
    Zabrał zegarek i ze złością opuścił bar. W myślach przeklinał brata. Cholerny idiota... Co chciał udowodnić? Jak tylko go znajdzie to nauczy go rozumu. Miał chęć roztrzaskać piekielny zegarek o bruk, jednak powstrzymał się. Zamiast tego rzucił go tylko gdzieś na tylne siedzenie auta. Byle dalej.
    Rozejrzał się i ruszył w stronę uliczki za barem. Zbyt dobrze znał Hucka, wiedział czego może się po nim spodziewać. Jeszcze ta dramatyczna akcja z zegarkiem. Znając życie znów postanowił zrobić coś głupiego. Davy był na niego wściekły za to, że dał się tak wciągnąć w ten cyrk.
    Nie spodziewał się jednak tego co zobaczył. Przez ułamek sekundy stał bez ruchu, patrząc na rozgrywającą się przed nim scenę. Jego brat leżał na ziemi, nie broniąc się już nawet przed spadającymi na niego kopniakami i ciosami. Zresztą i tak nie miał jak się bronić, jego hak leżał kilka metrów dalej, dziwnie wygięty, zupełnie jakby ktoś go zdeptał. Znów przeniósł wzrok na napastników. Czwórka. Niektórzy mieli przy sobie noże.
    W tej krótkiej chwili cała złość na brata minęła. Może i jeszcze dzisiaj życzył Huckowi wszystkiego co najgorsze, ale w tej chwili wiedział jedno – nie pozwoli na to. Nigdy. Niezależnie od osobistej urazy, nie pozwoli skrzywdzić brata. Cała jego nienawiść i wściekłość, z którymi walczył przez cały dzień, skoncentrowała się teraz na tej grupce.
    Ruszył w ich kierunku. Pierwsi dwaj napastnicy, którzy go dostrzegli na chwilę zostawili Hucka.
    - Spiedalaj stąd jeśli nie chcesz... - zaczął jeden z nich, ale głos uwiązł mu w gardle. On, oraz jego towarzysz zaczęli gwałtownie się krztusić. Z ich ust wypływała woda, a oni sami coraz bardziej próbowali złapać choć odrobinę powietrza. Pozostała dwójka wydawała się zbita z tropu. Jeden chciał uciekać, drugi próbował się bronić. Davy poczuł pchnięcie nożem, choć wściekłość zdawała się niemal całkowicie tłumić ból. W odpowiedzi na atak, jednym ruchem skręcił napastnikowi kark. Odszukał wzrokiem ostatniego z napastników. Szybkim ruchem wyciągnął ostrze, które martwy już osiłek wbił mu między żebra. Na nożu nie było nawet kropli krwi, co niespecjalnie go dziwiło, nie krwawił, bo w końcu nie mógł umrzeć w normalny sposób.
    - Czym ty u diabła jesteś? - spytał przerażony napastnik, wycofując się. Nie zdążył jednak daleko uciec. Davy dopadł go wbijając mu trzymany w dłoni nóż w gardło.
    W końcu mógł odetchnąć z ulgą. Rozejrzał się by upewnić się, że nikt nie zdołał uciec. Dwaj pierwsi napastnicy leżeli w kałużach wody, jednym wstrząsały jeszcze ostatnie drgawki, ale jakoś niewiele go to obchodziło. Dopiero teraz zauważył również, że w trakcie walki musiał zmienić formę, na tę przypominającą morskiego diabła. Znów wrócił do swojej normalnej postaci i podszedł do brata.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uklękł na ziemi obok niego. Wiele w życiu widział, ale to co ci dranie zrobili Huckowi wydawało mu się ponad jego siły. Nie żałował, że pozabijał ich wszystkich.
      - Huck... - odezwał się w końcu nie wiedząc co powiedzieć. Uniósł lekko głowę brata, tak by moc zobaczyć jego twarz. W tej chwili miał chęć przeprosić go za wszystko, niezależnie od tego po czyjej stronie była wina.
      - Trzymaj się, wszystko będzie dobrze... - powiedział. Chciał wziąć brata za rękę, jednak zamiast na dłoń, natrafił na kikut, co spowodowało kolejną falę wyrzutów sumienia. Nie ważne, który z nich bardziej zawinił, teraz ważne było tylko by Huck żył. Nawet jeśli nigdy mieliby się nie pogodzić, ważne żeby on żył...
      Davy nerwowo zagryzł wargę. Miał moc. Skoro mógł zabić swoją magią to równie dobrze powinien być w stanie również uleczyć brata. Co prawda nigdy wcześniej tego nie robił, ale to nie mogło być trudne. Ostrożnie dotknął jednej z licznych ran brata. Niech chociaż przestanie krwawić... Skupił się z całych sił. Magia zawsze przychodziła mu z łatwością, nie musiał nawet specjalnie się starać. Teraz jednak miał wrażenie jakby to pochłaniało całą jego energię czy wręcz sprawiało ból. Zignorował to jednak. Wytrzyma, ważne że to działało...

      [Biedny Hakuś. Normalnie nic tylko go utulić. Ah, wątek jest mega! <3]

      - (nie)kochający braciszek, Davy Jones

      Usuń
  91. [Również witam. :) Dziękuję bardzo i przybywam po wątek, zwłaszcza że uwielbiam Haka. :) Jakieś pomysły?]

    Katrina

    OdpowiedzUsuń
  92. [Może oboje będą na jakiejś wystawie i Margaret zobaczy jak Jones przygląda się dość intensywnie jakiemuś obrazowi, który będzie przedstawiał do złudzenia ten skradziony? Będzie chciała zagadać, ale on ją zauważy i będzie miał taki morderczy błysk w oku i ona wtedy ucieknie? xD ]
    Mercedes

    OdpowiedzUsuń
  93. [Chyba że ściana. ;) Widziałaś CaptainWall? ^^]

    Widząc ulgę na twarzy brata uśmiechnął się nieznacznie. Był pewien, że niedługo opanuje tą zdolność na tyle by móc całkowicie wyleczyć Hucka. Może i było ciężko, ale było warto... Pamiętał, że tak samo czuł się w pierwszych dniach swojego nowego życia, kiedy jeszcze nie panował nad mocą. Zwłaszcza niekontrolowane przemiany były wyczerpujące i podobnie bolesne. Zapewne gdyby nie był zwykłym człowiekiem tylko czarownikiem czy innym magicznym stworzeniem byłby w stanie opanować moc szybciej. Niemniej skoro już kiedyś mu się udało, teraz też się uda.
    Przerwał na chwilę by zaczerpnąć tchu.
    – Nie martw się bracie, nie dam ci umrzeć. – powiedział łagodnie.
    W tej chwili czuł się zupełnie jak kiedyś, gdy wszystko było jeszcze najzupełniej normalne. Pamiętał jak opiekował się młodszym bratem, jak pilnował by Huckowi nie przytrafiło się nic złego, a kiedy trzeba wyciągał go z kłopotów.
    Pośpiesznie otarł bratu łzy. Wiedział jak bardzo Huck nie znosił okazywać słabości. Już pewnie samo wyznanie o strachu przed śmiercią kosztowało go aż nazbyt wiele.
    Davy zawahał się. Chciał coś jeszcze powiedzieć, ale powstrzymał się. Pod wpływem emocji znów mógł zrobić coś czego będzie potem żałował. Już teraz chodziły mu po głowie głupie myśli by przeprosić brata, choć tak naprawdę nie było za co. To tylko wina strachu przed stratą brata... Huck był wszystkim co mu pozostało. Jedyną bliską osobą, jedyną rodziną i jedynym co łączyło Davego z człowieczeństwem. Kochał go, choć nigdy mu tego nie mówił.
    Słowa Hucka oderwały go od tych myśli. Niech to szlag... Huck musiał zauważyć, że coś było nie tak. Spojrzał na brata, a później na leżące nieopodal zwłoki napastników.
    – To nie jest najlepszy pomysł. – powiedział w końcu.
    Wiedział, że nie będzie w stanie wytłumaczyć się z poczwórnego zabójstwa. Gdyby udało mu się uzdrowić Hucka, mogliby pozostać poza podejrzeniami, a całą winę przypisano by nieznanym sprawcom. Zwykła bójka, wypadek przy użyciu nielegalnych czarów... cokolwiek. W Fabletown prawo było wyjątkowo surowe, inaczej szybko wiele postaci pozabijałoby się nawzajem. Morderstwo było karane zwykle śmiercią. Co prawda Davy wiedział, że tak łatwo nie udałoby im się go zabić, ale pozostawała gorsza alternatywa – mogli z powodzeniem uwięzić go na całe wieki, jeśli nie na wieczność.
    – Będzie dobrze. – powtórzył tylko, wracając do leczenia brata.
    Postanowił wykorzystać jak najwięcej mocy. Musiał jak najszybciej zabrać stąd Hucka.
    Zacisnął zęby starając się nie okazywać, że jest to dla niego wyczerpujące. Jeszcze tylko trochę, już prawie... Kręciło mu się w głowie, miał wrażenie że coś jest nie tak, choć sam nie był pewien co dokładnie. Odetchnął jednak z ulgą widząc wyraźną poprawę.
    – Jak się czujesz? Dasz radę wstać? – spytał pomagając bratu usiąść.
    Teraz najważniejsze było by jak najszybciej się stąd oddalić zanim ktokolwiek ich zauważy. Poza tym Huck nadal był w nie najlepszym stanie.

    [Biedactwo moje :* No nie? ;)]

    - Davy Jones

    OdpowiedzUsuń
  94. Alice zdziwiła się słysząc słowa pana Haka. Co? Jak można wstydzić się talentu?
    - Jak można wstydzić się talentu, panie Hak? – była wręcz zdruzgotana. Złączyła dłonie z tyłu głowy. – Nie. Nigdy nie wstydziłam się talentu. Chyba raczej trzeba powiedzieć inaczej. Zepsuto we mnie wiarę.
    Łza poleciła z oka, a i zagryzła wargę z zdenerwowania. Na myśl o tamtym życiu, tym, że zmarnowała połowę swego życia, poczuła krew w ustach.
    Zepsuto ją.

    [Mam zamiar stworzyć gify z Alice i Hakiem. Podesłać Ci potem.;)]
    Alice

    OdpowiedzUsuń
  95. [Zerknij na bonus pod koniec filmiku: https://www.youtube.com/watch?v=KqXR-GRTnhE Taki piękny trójkąt miłosny się tworzy xD]

    Ostrożnie pomógł mu wstać. Nawet kiedy Huck oparł się o ścianę, Davy nie był pewien czy brat za chwilę nie upadnie. W końcu ledwo trzymał się na nogach. A nadmiar alkoholu, który wtłoczył w siebie jego braciszek, tylko utrudniał sytuację.
    W milczeniu podniósł leżący nieopodal hak. Na wszelki wypadek rozejrzał się jeszcze dookoła, chcąc upewnić, że o niczym nie zapomniał. Jak najszybciej wrócił do brata. Wolał nie zostawiać go nawet na chwilę, w obawie, że Huck nagle poczuje się gorzej i upadnie.
    – Dam radę. – odparł z uporem. Nawet jeśli Huck miał rację i tak nie zamierzał się do tego przyznawać. Z drugiej strony liczył się czas. Powinni jak najszybciej się stąd oddalić. Na dodatek młodszy Jones nadal był w złym stanie i potrzebował pomocy. Po krótkiej chwili milczenia kontynuował – Mam niedaleko samochód. Zawiozę cię do jakiegoś szpitala. W razie czego w Woodlands mamy też prywatnego lekarza, który nie będzie zadawał zbędnych pytań... – dodał.
    Ostrożnie, by przypadkiem nie sprawić bratu dodatkowego bólu, pomógł mu oprzeć się na sobie. Powoli ruszyli razem w stronę wyjścia z uliczki. Nie miał pojęcia ile zajęło im przebycie tych kilkudziesięciu metrów, ale czas dłużył mu się niemiłosiernie. Odetchnął z ulgą, kiedy dotarli w końcu do samochodu.
    Pomógł Huckowi wsiąść, po czym sam zajął miejsce za kierownicą. Najgorsze mieli już za sobą...
    Zerknął na brata, po czym uśmiechnął się nieznacznie.
    – Czemu akurat krokodyl, co? – spytał z lekkim rozbawieniem – Ze wszystkich wodnych potworów padło właśnie na krokodyla... Dlaczego?
    Odpalił samochód i ruszył przed siebie.

    [Aww <3 Zaraziłaś mnie tym. ^^ Swoją drogą jak to czytam i piszę to w głowie non stop mam piosenkę „I'd come for you” Nickelback. xD PS. Wybacz jak coś będzie niegramatycznie, ale od tego gorąca ledwo myślę...]

    – Davy Jones

    OdpowiedzUsuń
  96. [Co powiesz na wątek z Bigbym? :)]

    Wolf

    OdpowiedzUsuń
  97. Zdziwiła się odpowiedziała. Jakby było to takie łatwe. Co jeżeli do końca życia będzie robić obrazy i chować je po kontach domostwa? Brak jeszcze kota na ramieniu, mruczenia, wina w ręku.
    Zaimponował Alice, sam nie miał lepszego żywota, a przełamał się w pokazaniu tego, co potrafi. Dowodem tego było występy Hucka w Trip Trap. Co w takim razie powstrzymało Alkę do wystawienia swoich obrazów?
    Wyciągnęła z kieszeni papierosy i zapalniczkę. Zapaliła jednego z nich, zaciągając się. Z powrotem wcisnęła rzeczy do kieszeni.
    Przybliżyła się do mężczyzny, po czym powiedziała, mącąc papierosem między palcami:
    - To pomóż mi, jeżeli nie masz jeszcze dość mnie.

    Alice

    OdpowiedzUsuń
  98. [O tak! Uwielbiam tą wersję. W ogóle uwielbiam Christinę Ricci, a w tym filmie była boska. ;) A Johnny taki uroczy. No i jeszcze kocham Jeźdźca i jego skomplikowane dialogi xD
    Lato... Ja mam już dość.
    Hahaha, wizja Haka i szczeniaczków jest tak uroczo zabójcza <3
    Z pomysłami też u mnie kiepsko, więc jakby co możemy pójść na łatwiznę i niech się już znają - obojętnie czy to z Fabletwon, czy z przeszłości... Chociaż mi się strasznie wizja Haka i szczeniaczków podoba <3]

    Katrina

    OdpowiedzUsuń
  99. [ Z miejsca uwielbiam za wizerunek i samą postac, no bo...kapitan hak ♥ Jak dla mnie Huckelberry i Isaac mogą się już znac, ewentualnie pznac w jakiś ciekawy sposób... A ich relacja może wyglądac tak, że będą sobie bez przerwy dogryzac, a tym wszystkim bedą się w pewien sposób przyjaźnic? ]

    Isaac

    OdpowiedzUsuń
  100. [No wiesz, podłoga to jednak prawdziwa miłość xD]

    Zerknął na brata, po czym zwolnił nieco. Może i zajmie to trochę dłużej, ale starał się jechać spokojnie i dość ostrożnie. Teraz gdy większość emocji zaczęła powoli opadać, znów zaczął się czuć podirytowany. Co prawda wszystko wydawało się w porządku... Huck był cały i najpewniej niedługo dojdzie do siebie, na dodatek pomimo porannej kłótni teraz jakoś normalnie rozmawiali. Pewnie to po prostu wina tego koszmarnego, męczącego dnia.
    Uśmiechnął się słysząc wyjaśnienia Hucka.
    – Czyli powinienem to chyba uważać za komplement. – odpowiedział z rozbawieniem. Coś w tym rzeczywiście było. Chyba faktycznie miał w sobie coś z krokodyla.
    – Że też pamiętasz takie rzeczy... – skomentował z lekkim lekceważeniem wzmiankę o dzieciństwie. Miał chęć rzucić jakiś złośliwy żart odnośnie sentymentalizmu brata, ale z drugiej strony to było w pewien sposób miłe. Z trudem powstrzymał westchnienie. Może całkowite odcinanie się od przeszłości nie było wcale takie dobre? Zwłaszcza, że zawsze lubił wspomnienia z lat, gdy byli jeszcze dziećmi i wszystko było prostsze.
    – Jeśli o wspomnieniach mowa to mam ten twój piekielny zegarek. Miałem chęć go wyrzucić, ale pewnie miałbyś o to żal. – dodał sięgając na tylne siedzenie, po czym oddał zegarek bratu. – Zabierz to jak najdalej...
    W końcu dojechali do szpitala w sąsiedniej dzielnicy. Miał nadzieję, że nikt nie będzie zbytnio dociekał co się właściwie stało. A nawet jeśli, to wymazanie pamięci paru osobom nie było by szczególnie trudne.
    – Postaraj się nie mówić zbyt wiele o tym co się stało. – powiedział. Co prawda Huck obiecał, a na jego słowie zawsze można było polegać... ale Davy i tak wolał przypomnieć mu o tym, nawet kilka razy jeśli będzie taka potrzeba.
    Pomógł bratu wysiąść z samochodu. Na szczęście zaparkował na tyle blisko wejścia do szpitala. Szybko też pojawił się jeden z ratowników, który zaoferował swoją pomoc.

    [Dobra krótko, bez ładu i składu. Na dodatek przepraszam, że z takim opóźnieniem, ale trzeci dzień nie śpię od tych upałów i czuję się jakbym miała zaraz umrzeć z gorąca. :/ ]

    – Davy Jones

    OdpowiedzUsuń
  101. Alice uniosła brwi. Ten to miał coś do tego, że mała Alice pali? Cóż, uczy się od najlepszych. Od tej cholernej Gąsienicy…
    Uśmiechnęła się, słysząc wyrazy pomocy u Hucka. Było to takie miłe doświadczenie, że takiej wariatce jak Ali ktoś pomaga. Nie byle jaka osoba, a sam sympatyczny pirat z jedną dłonią!
    Zdziwiła się, dlaczego winien jest facet, z którym dopiero zaczęła tworzyć jakieś sensowne relacje? Fakt, że niektóre odruchy nie powinny mieć miejsca. Nie, lecz czy coś się za tym więcej kryło… za tą kruchą skorupą?
    Alice zaciągnęła się papierosem, trzymając uniesionego niedopałka między palcami, zapytała:
    - Jakie winy? Em, nieważne – Alice błyskawicznie zmieniła temat, wypuszczając głąb dymu z ust.
    Zakrztusiła się. Podeszła do popielniczki i zgasiła papierosa. Dodała:
    - Jaki niedobre, fuj!
    Dłonie splotła swe z tyłu, podchodząc do Hucka skocznym krokiem.
    [Przełamałem się! :D]
    Alice

    OdpowiedzUsuń
  102. [Ha, ja to mam zapłon z odpisywaniem. ;)
    W sumie też wolę wątki z jako taką znajomością niż od zera, więc jestem jak najbardziej za. A jakiś pomysł masz, czy razem myślimy?]

    Wartki Potok

    OdpowiedzUsuń
  103. [Mam słabość do nawróconych czarnych charakterów xD A skoro już o tym mowa to pozwól, że się pozachwycam Hakiem - Colin <33 Colin jako Hak <33]

    Hunter

    OdpowiedzUsuń
  104. [Jejku dziękuję! *.* Strasznie się męczyłam z pisaniem karty i powoli już zaczynałam mieć dość, więc tym bardziej się cieszę, że jest ok. No i hej! Kocham piratów, więc chętnie bym Cię na jakiś wątek namówiła. ;)]

    Oberon

    OdpowiedzUsuń
  105. [Piraci są boscy, a do Haka zawsze miałam słabość. Pamiętam jak oglądałam kiedyś "Hooka" to cały czas Hakowi kibicowałam. :)
    Kombinujemy! Potrzebuję jakiegoś kopa by się odblokować.]

    Oberon

    OdpowiedzUsuń
  106. [Najlepiej być żoną Hooka ;) Nie wiem czemu, ale nigdy nie przepadałam za Zagubionymi Chłopcami, nie mówiąc już, że Piotruś we mnie budził instynkty mordercze ;>
    Dziękuję! Może nawet by mu się udało go okraść i Hak ściągnąłby na siebie klątwę. Ale w porę by się zorientował co się dzieje i jakoś pozbył złota...]

    Oberon

    OdpowiedzUsuń
  107. [Piotruś powinien dorosnąć. ;) W sumie dlatego bardzo lubię tą wersję "Hook" z dorosłym Piotrusiem. "Czym byłby świat bez Kapitana Haka?" *.*
    Teraz fajnie by ich było w coś wplątać, bo sami z siebie pewnie by za bardzo za swoim towarzystwem zbytnio nie przepadali. Może jakiś wspólny interes? Albo Hak by się czymś naraził? Albo Oberon potrzebowałaby kogoś do pomocy w jakimś podejrzanym interesie, a znajomy pirat wydałby mu się odpowiednią osobą? A może Ty masz jakiś pomysł...]

    Oberon

    OdpowiedzUsuń
  108. [Wiesz, ja mu dorośnięcia życzę na złość xD Poza tym Hak taki biedny, Piotruś mu życie uprzykrza, Krokodyl na niego poluje i nawet nie ma go kto pocieszyć! *.*
    A to jest bardzo dobry pomysł. Hak mógłby mu podwędzić jakąś magiczną księgę żeby spróbować sprowadzić statek. W sumie wcześniej mógł nawet poprosić Oberona o pomoc, ale ten by mu odmówił, więc Hak postanowiłby działać na własną rękę.]

    Oberon

    OdpowiedzUsuń
  109. [Wiesz zbyt lubię Haka. ^^ Chociaż sama idea stojąca za postacią Piotrusia i nawiązanie do brata Barriego jest moim zdaniem przepiękne. W ogóle Barrie był świetnym człowiekiem, więc sentyment do niego mam. ;)
    Dobrze poszło. :) U mnie z zaczynaniem niestety kiepsko - bardzo ciężko mi wychodzą początki i piszę je strasznie wolno.]

    Oberon

    OdpowiedzUsuń
  110. [ A ja witam przystojnego Kapitana Haka. :) Jest może ochota na wątek? :D ]

    Scarlet

    OdpowiedzUsuń
  111. [No i który lepszy? https://www.youtube.com/watch?v=dovqp1oVeI4 :D]

    - Davy Jones

    OdpowiedzUsuń
  112. [W ogóle jak tu nie kochać samego Barriego? Wspaniały człowiek.
    Nie ma sprawy i cieszę się, że jednak Ty zaczniesz. :D]

    Oberon

    OdpowiedzUsuń
  113. [Eh, w końcu jestem! :D I obiecuję ogarnąć się z odpisywaniem, bo nareszcie mam wolne ;) Stęskniłam się za Fabletown <3
    Jak tam komputer? Wrócił, czy dopiero jutro go dostaniesz? :D]

    Oczywiście, że miała swój pomysł. Dużo lepszy, jak z początku sądziła, pomysł. Od razu wpadło jej do głowy to, by owych porywaczy po prostu zawołać. Zasymulować, że coś się dzieje lub udać, że się dusi. Zeszliby na dół, dostaliby po głowie i tyle, a z resztą już by sobie poradzili. Nie wyglądali na zbyt inteligentnych. Otworzyła nawet usta, by poinformować o tym Hucka, jednak ugryzła się w język. A jednak - jego plan był o niebo lepszy. Oczywiście mogła go niesprawiedliwie wyśmiać, jednak nie zrobiła tego.
    - Masz rację – przyznała, jednak mimowolnie zmierzyła go nieprzyjaźnie wzrokiem – Przypadkiem naruszyłam głupią granicę, co pewnie, a nawet NAPEWNO potraktowałeś zbyt dosłownie. Jednak nie czas na osobistą niechęć i kłótnie. Jesteśmy dorosłymi ludźmi.
    Wyrecytowała wszystko niczym wiersz, po czym westchnęła zrezygnowana i podeszła do niego. Jacht był na tyle duży, że dodatkowe wyjście faktycznie mogło istnieć. Musieli je tylko znaleźć i dobrze wszystko zaplanować. Nie mieli wiele czasu, bo jacht prawdopodobnie coraz bardziej oddalał się od brzegu. I mieli tylko jedną szansę – w przeciwnym razie, mogłoby to się źle dla nich skończyć.
    Przetarła czoło i spojrzała mu prosto w oczy, co przyszło jej zaskakująco łatwo.
    - Rozejm? Przynajmniej na czas uwolnienia się z tej łajby – zaznaczyła stanowczo.
    Nie widziała innego wyjścia jak najzwyklejsza współpraca. Razem wpadli w to bagno i razem musieli się z niego wygrzebać. Choć chyba trafniejszym określeniem byłaby „mielizna”. Musiała na jakiś czas głęboko schować swoją urazę, bo inaczej do niczego wspólnie nie dojdą. Tak, chyba w końcu zaczęła trzeźwo myśleć.

    Virginia

    OdpowiedzUsuń
  114. [Hakuś ma małą przewagę w scence z kobietami, bo Reginka na niego leci, podczas gdy Jack dostaje po pysku <333 Cudny filmik xD]

    - Davy Jones

    OdpowiedzUsuń
  115. [Na razie został opublikowany jeden gif z nimi. ;) Zajrzyj do kart Alice.]

    Ali

    OdpowiedzUsuń
  116. Dopiero teraz uświadomiła sobie, jak Huckelberry Jons musiał być nieszczęśliwy... Jego smutek był wypisany na twarzy, a teraz się umocniło. Serce Alice łamało się na drobne kawałki. Nie chciała na to patrzeć, jak ktoś taki pogarsza się z dnia na dzień. Nic przeszłość do tego nie ma, nie było ważne dla Ali. Sama lepsza nie była w swej historii.
    Wzruszyło ramionami na odpowiedź Hucka. Kiedy zapytał ją, dlaczego się tak cieszy, wpadła mu w ramiona, mocno go przytulając.
    Mogli już nie być samotni wśród ludzi… Czy jest jeszcze jakaś szansa?
    - Nie chcę twojego smutku. Nie chcę, abyś był taki…
    [Napisane jeszcze krócej, ale mam nadzieje, że zadowalające. ^_^]
    Alice

    OdpowiedzUsuń
  117. Pierwszy raz była zadowolona z siebie. Udało się.
    Uszczęśliwiła kogoś, dała komuś powód do radości… Sama nie potrafiła w to uwierzyć, bo zawsze spotykała się z niechęciem. Teraz było inaczej.
    - Nie ma czego przekazywać, Huck, wystarczy tylko ktoś, komu wreszcie zaufać - skinęła głową. – Smutek odejdzie, a z nim twa samotność…
    Odwzajemniła uśmiech, szeroko się uśmiechając.
    - Zasługujesz na lepsze.
    [Starania wyszły na dobre! A gifów będzie więcej.]

    Alice

    OdpowiedzUsuń
  118. [Dziękuję, dziękuję, ale tak musiało wyjść, jak to postać trzecioplanowa i więcej tu moich wyobrażeń, niż poparcia w baśniach.
    Co do wątku, taki hak Haka (hohoho) to rzecz mocna, może nawet magiczna, która wiedźma by nie chciała dostać takiego artefaktu. Może, więc tak - moja Ilta będzie tak nagabywać o to. Poza tym ona opuściła tamten świat wiele lat wcześniej, zawsze osoba, która coś jej może powiedzieć, co się tam działo. Taki poysł na początek]
    Ilta

    OdpowiedzUsuń
  119. [Zdjęcie <3]

    - Właśnie że trzymasz - mówiąc to pociągnęła nosem, i wreszcie odsunęła się od niego, jednak nie daleko, żeby wciąż mógł ją obejmować. - Ale nie przestawaj, jest miło...
    Otarła oczy, spoglądając na niego. Faktycznie, było miło, dobrze było mieć kogoś, kto potrafił słuchać i w jakiś sposób pocieszyć. To prawda, miała brata, jednak... on dzielił te same smutki i wspomnienia, a ktoś całkiem bezstronny czasami był lepszą osobą do zwierzeń. I chociaż nie zamierzała nic więcej powiedzieć, wreszcie się uspokoiła, dzięki niemu. Mogła więc spokojnie wyswobodzić się z jego objęć, jednak... głupi pomysł. Powoli odsunęła się jeszcze bardziej, czując jak jego uścisk się rozluźnia, a po chwili jego ręce zsunęły się po jej ciele. Dobrze było czuć go przy sobie, jednak co za dużo to nie zdrowo.
    - Wiesz... dziwny z ciebie pirat. Albo może nie dziwny, bo żadnego innego nie znam, jednak... trochę miękki jesteś, wiesz? - zmierzyła go wzrokiem, ciekawa jak zareaguje. - Co nie znaczy, że mi to przeszkadza. W sumie to może nawet lepiej, sama nie wiem, ale to ciekawe połączenie. Wyglądasz tak groźnie, oczywiście nie boję się ciebie, ale sam musisz przyznać, że twój wygląd a charakter to dwie różne rzeczy. No, chyba że normalnie taki nie jesteś, w takim razie zwracam honor.
    Uśmiechnęła się lekko, pierwszy raz od dłuższego czasu. Dobrze się jej tu siedziało razem z nim, co z tego, że ulica była twarda i zimna, a ona wyglądała na pewno koszmarnie w rozmazanym makijażu. Skoro nie uciekał z krzykiem to chyba nie było aż tak źle, żeby mógł się przestraszyć. Albo po prostu był taktowny, a ona i tak będzie musiała się poprawić, zanim pójdzie do domu, nie chciała straszyć dzieci po drodze.
    - Nie mogę cię rozgryźć, Huck. Dlatego pewnie nie będę mogła znowu spać, i znowu z twojej winy, ale teraz chciałabym wiedzieć, dlaczego zabrałeś mi telefon? Jest aż tak atrakcyjny? Możesz mi go już oddać, jednak ciągle chciałabym wiedzieć po co ci on był.
    W tym momencie zupełnie nie przypominała dziewczyny sprzed chwili, ani też tej z rana. Jeśli kiedykolwiek miałby ujrzeć jej prawdziwe oblicze to właśnie teraz, gdy grzebała w torebce w poszukiwaniu chusteczek jednorazowych, gdy zaczęła wycierać sobie nimi twarzy, i gdy ciągle obserwowała go mokrymi wciąż oczami. Stanowił zagadkę, a Gretel już nie wiedziała czy naprawdę chce, żeby trzymał się od niej z daleka, bowiem... podobała się jej myśl, że mogłaby go kiedyś rozgryźć. Dotrzeć do tego, kim naprawdę jest Kapitan Hak. A brzmiało to o wiele lepiej od unikania go. Żeby go poznać, powinna spędzać z nim więcej czasu, a perspektywa ta nie wydawała się już taka straszna jak jeszcze podczas ich porannej rozmowy.

    [Jest krótko, i mniej słodko, ale ona twarda jest, i chociaż się rozkleiła, to długo to nie mogło trwać. :)]

    Pozbierana Gretel

    OdpowiedzUsuń
  120. Miała swoje życie. Swoje problemy, przemyślenia, i... jeszcze więcej swoich problemów, które musiała jakoś rozwiązać. Z niemalże podziękowaniem chodziła do pracy, i do późna tam siedziała, by po prostu nie przebywać w domu. Coraz częściej myślała o tym, co powiedziała jej mercedes - żeby odejść. Zostawić Ala, zostawić mieszkanie w obskurnej kamienicy, i zacząć życie na własną rękę. Poradziłaby sobie, bardzo dobrze by sobie poradziła. Mogłaby wynająć jakąś tanią kawalerkę, którą ładnie by urządziła. Miałaby spokój i ciszę, Radża wieczorami przysypiałby na jej kolanach, podczas gdy ona w spokoju mogłaby czytać jakąś książkę. Albo oglądać głupie seriale. Albo po prostu siedzieć. W ciszy, i spokoju, jak już było wcześniej wspomniane. Zero awantur, wyzywania, i bicia. Tylko ona. Ona, jej ukochany kot, i mieszkanie. Ach, jakże piękne marzenia.
    Chodziła, bijąc się z tymi marzeniami. Nie mogła zostawić jakoś Aladyna, w końcu tyle razem przeżyli, a Jasmine nadal wierzyła, że kiedyś będą mieli szczęśliwe zakończenia. Jakże naiwna była...
    -Cholerny dupek z Ciebie, Al-powiedziała pewnego dnia, kiedy to po kolejnej kłótni, o mało co nie nabawiła się siniaka pod okiem. W ostatniej chwili zdążyła się uchylić chwycić torebkę, i trzaskając drzwiami wybiec z domu. Kroki swe od razu skierowała do baru, gdzie za godzinę miała zacząć jej zmianę. Chwała Allahowi, że miała tą pracę, że miała się gdzie podziać na kilka godzin, i wrócić dopiero nad ranem. Albo późnym popołudniem, prosto z mieszkania przyjaciółki.
    Wchodząc do miejsca pracy, nie umknęło jej uwadze, że kogoś brakuje. Byli prawie wszyscy oprócz Haka, który był nieobecny już któryś raz z rzędu. I to było dziwne, bo nigdy tak długo go nie było. Niewiele myśląc, spojrzała przelotnie na zegar wiszący na ścianie, a potem rzucając jedynie że idzie zobaczyć co z Kapitanem, wyszła z baru, kierując swe kroki w stronę mieszkania Huckelberry'ego Jones'a.
    Zapukała, stojąc przed drzwiami. Cisza, która jej towarzyszyła, zaczynała lekko Jasmine denerwować. Rozejrzała się na boki, po raz kolejny stukając w drewno, tym razem głośniej, jakby złośliwiej. Nic, zero reakcji. Mruknęła przekleństwo pod nosem, wyciągając z włosów wsuwkę. Jakby nie patrząc, Aladyn co nieco ją nauczył, na przykład jak pokonywać zamki w drzwiach. Kilka sekund później stanęła w mieszkaniu Kapitana, z przerażeniem rozglądając się po pomieszczeniu. Bywała u niego, i jak zawsze, bywał tu lekki nieład i rozgardiasz, teraz jednak mieszkanie wyglądało jak typowe miejsce napadu. -O cholera-mruknęła, wychodząc z mieszkania, zamykając za sobą drzwi. Wprawiło ją to w lekkie zakłopotanie, oraz niepokój, i niewiele myśląc, zbiegła po schodach, w stronę wyjścia. Miała zamiar iść na policję, do baru, gdziekolwiek, byleby powiadomić kogoś o zniknięciu Hucka.Przecież nie mogła tego tak zostawić. Hak był... był jej bliski, bardzo bliski.
    Pochłonięta chaotycznymi myślami, ruszyła przed siebie, czym prędzej. I raczej nie przystanęłaby po dziesięciu minutach marszu, gdyby z uliczki obok nie usłyszała znajomego głosu. I wierzcie mi, lub nie, ale usłyszała głos Kapitana, mimo iż ten stał dość daleko. Odwróciła głowę w prawą stronę, po czym rzuciła się do biegu. Gdyby brała udział w biegu w szpilkach, pewnie byłaby pierwsza na mecie.
    -Huck!-niemalże wrzasnęła, rzucając się mu na szyję. Żył, i nic mu nie było, choć był lekko zdziwiony jej osobą, jak i... jej obecnością tutaj. Przyjrzała mu się uważnie, po czym robiąc krok w tył, przechyliła głowę w bok. Wyglądał źle, po prostu źle. Nie tak jak kiedyś - ubrany w jakieś łachy, nieco rozczochrany, spoglądał na nią nadal ze zdziwieniem.
    -Co Ty robisz, Huckelberry?-zapytała. -Wszyscy na Ciebie czekają, w głowę zachodzą, gdzie ty jesteś. Co się stało?-zadała kolejne pytanie, podchodząc ponownie w jego stronę.

    [Wybacz mi. Wybacz, wybacz, wybacz, ale pewne sytuacje oderwały mnie od dostępu do laptopa i internetów. Ale jestem, i zaczęłam, jak obiecałam, choć dość późno. Ale niech zostanie mi to wybaczone, ok? <3]
    Jasmine

    OdpowiedzUsuń
  121. [ Hej! :)
    Ja także kochałam tą baśń, a Kai był dla mnie pierwszą miłością dzieciństwa! Ha ha :D Dlatego gdy zobaczyłam, że nikt go nie prowadzi od razu się na niego rzuciłam.
    Zapraszam oczywiście do wątku! ]
    ~Kai

    OdpowiedzUsuń
  122. [ No to żółwik, bo ja też nie mam pomysłu xD
    Może narazie odpuśćmy, i napiszmy do siebie dopiero jak któraś strona na coś wpadnie, albo zróbmy burze mózgów. ]
    ~Kai

    OdpowiedzUsuń
  123. ( Wracam do żywych C:
    Haha, to będzie niezłe tak coś czuję, ale co z wątkiem...hmm...może zaczną kogoś podrywać, Huck będzie twierdził, że on jest w tym lepszy, Isaac powie to samo o o sobie, mogą się założyć, a potem te "podrywane" osoby się dowiedzą i...no resztę się dopowie *za dużo filmów* ewentualnie się z kimś pobiją, któregoś złapie skurcz w nodze w wodzie albo co xd)

    Isaac

    OdpowiedzUsuń
  124. [ Przepraszam, że ja dopiero teraz piszę, ale chyba mam pomysł na wątek pomiędzy Huckiem a Scarlet.
    Otóż tak! Załóżmy, że oni się już znają. Od trzech lat i się lubią. Co prawda nie jest to jakaś super przyjaźń, ale wiesz. XD I idzie sobie ta moja Scarlet, a tu złodziej! No i kradnie jej torebkę! A tu pojawia się skądś Kapitan, ratuje jej dokumenty (i resztę), a Kapturek w podzięce zaprasza go do siebie. Na kawę i ciacho, oczywiście. :) Nie, to nie jest sarkazm. Na kawę i ciacho.
    Może być? :3 ]

    Scarlet

    OdpowiedzUsuń
  125. Stała, jakby ktoś wmurował ją w chodnik. Cała ta sytuacja, która była związana z Huckiem, była bardzo, bardzo dziwna, i Jasmine do końca nie wiedziała, jak postąpić, dlatego też na chwilę obecną, po prostu wlepiła w niego pełne zdziwienia spojrzenia, kiedy to on przed nią się kajał, jakby coś jej zrobił, i teraz tego bardzo żałował, a na dodatek plótł okropne bzdury, od których aż uszy bolały.
    Za co ona, miała by go niby, do ciężkiej cholery ukarać?! Owszem, nieraz miała chęć, żeby zdzielić go raz a porządnie w łeb, kiedy to wpadł mu tam jakiś głupi pomysł, ale nigdy się do takiego czynu nie posunęła.I teraz też nie miała zamiaru go w jakikolwiek sposób karać.
    -Jaki John, do cholery? Nie jesteś John Smith, jesteś Huckelberry Jones, kapitan Jolly Rogera!-niemalże wykrzyknęła, kładąc mu rękę na ramieniu. Nie wiedzieć czemu, przed oczami pojawiły jej się obrazy z przeszłości, jak to inni klękali u jej stóp, a ona jak teraz, kładła im rękę na ramieniu, jakoby to miało w jakiś sposób pomóc.
    Jasmine zamrugała kilkakrotnie, odganiając od siebie obrazy wspomnień, po czy, spojrzała na mężczyznę, również kucając, tak by mogła mu spojrzeć prosto w oczy.
    -Hak, posłuchaj mnie. Nie mam za co Cię karać. I nie jesteś nikim. Jesteś najwspanialszym mężczyzną jakiego znam. Wspaniałym piratem, oraz kapitanem. Wstań, Hak. Zabieram Cię stąd. No, już, nie mamy czasu do stracenia-powiedziała, wstając, i ciągnąc go również w górę. W między czasie wyciągnęła z kieszeni spodni telefon, jakby podświadomie wiedziała, że będzie potrzebna im pomoc, że być może już za chwilę będzie niebezpiecznie. Wystukała numer, który znała na pamięć, rzuciła coś w stylu macie tu być, do cholery, w ciągu minuty, inaczej będziecie mieć ze mną do czynienia, po czym na koniec podała jeszcze dokładny adres, i rozłączając się, spojrzała w stronę wejścia do klubu.
    -A co do za podłe miejsce, na Allaha? Wygląda jak najtańszy klub z dziwkami, jaki ktoś mógł otworzyć-mruknęła, odgarniając kosmyk włosów za ucho.
    Jasmine

    OdpowiedzUsuń
  126. Huck był zdenerwowany, nie, zmieszany, a Alice doskonale to czuła. Ha! Przechytrzyła pirata, jednak czasem to nie wariat potrzebuje takiej wielkiej pomocy…
    - Jestem dosyć empatyczną osobą, Huck. Wyczuwam emocje jakie są wokół ludzi. Myślisz, że dlaczego, tak bacznie wszystkich obserwuje zza baru? – oprała z dumną i skinęła głową.
    Nikomu o tym jeszcze nie wspominała, lecz co ma do tracenia?
    [Wiem, że krótko… :c
    Jakie tam bzdury, fajnie Ci to wyszło. ;)]

    Alice

    OdpowiedzUsuń
  127. [ Mi się bardzo podoba twój pomysł. ;)
    Nie zmienię nic, ponieważ i tak jestem ogołocona z pomysłów. Chcesz zacząć? ]
    ~Kai

    OdpowiedzUsuń
  128. ( Oba pomysły są ciekawe xd pierwszy byłby zabawny *kocha męczyć swoje postacie*, ale w drugim więcej by się działo xd Więc nie wiem, możemy napisać jeden, a potem, kiedyyś tam ten drugi xd Ten drugi byłby fajny na takie zapoznanie się, jak uważasz? )

    Isaac

    OdpowiedzUsuń
  129. [ No to ja zacznę. Dla mnie nie ma problemu. Lubię zaczynać. :D ]

    Kai rozejrzał się po lokalu, polerując szklankę na piwo. Typowy bar. Grała muzyka, słychać było krzyki klientów i szczęk naczyń, przy barze siedzieli jacyś ludzie i bełkotali pijacko, a na środku pomieszczenia tańczyła półnaga kobieta. Odłożył ścierkę, oraz szklankę i oparł się o blat. Oh, jak on uwielbiał tą pracę. Gdyby tylko nie ten szef...
    Odwrócił się, aby napełnić kolejne z naczyń piwem i podać je jakiemuś blondynowi. Następnie zbliżył się do kogoś, kto dopiero się zjawił.
    Przyjrzał się postaci. Wysoki mężczyzna, brunet, starszy od niego o... Dziesięć lat? Ale zamiast jednej dłoni miał, miał hak. Kai szybko odwrócił wzrok od tego szczegółu, i posłał niebieskookiemu uśmiech, jakim darzył większość ludzi, którzy odwiedzali bar.
    - Co podać? - Zapytał głośno, aby przekrzyczeć muzykę. W tym miejscu była troche zbyt głośna, jak na imprezie, a nie w zwykłym barze.
    ~Kai

    OdpowiedzUsuń
  130. ( Jasne, zacznę dzisiaj jak dam rade, a jak nie to jutro, kiedy uda mi się dorwać komputer xd)

    Isaac

    OdpowiedzUsuń
  131. - Robi się. - Przytaknął, schylając się przy barze i zaczynając mieszać różne rodzaje alkoholu i soków. Po zmieszaniu wszystkich składników, ozdobił szklankę w słomkę i postawił drink przed klientem. Zerknął na dłoń mężczyzny, w której znalazł zainteresowanie. Dziwna ta proteza... Prawdopodobnie pełniła role jakiejś broni?
    Rozejrzał się następnie po lokalu, nie chcąc wyjść na wścibskiego.
    - Najmocniejsza mieszanka, jaką miałem. - Mruknął, kierując słowa w stronę nieznajomego. - Dobra na zatopienie smutków. Relaksuje, ale zabiera też rozum. Mimo iż to drink, to łatwo odpaść. - Dodał opierając się o blat.
    Zaczął sprawdzać wzrokiem wszystkich w lokalu. Znał tych ludzi, przynajmniej większość. Stali klienci.
    - Nie często tu pan bywa, prawda? - Zagaił nie odwracając wzroku od striptizerki kusząco wywijającej na podeście. Nie kręciło go to, ale to było jedyne, na czym mógł się teraz skupić. Jeden z facetów, otaczających tancerkę zaczął być zbyt nachalny. Ale inni zaraz się go pozbyli.
    Dlaczego on tu w ogóle pracował? Ach, przecież to była najwygodniejsza dla niego posada. A zbyt dużego pola popisu nie miał, ze swoim wątpliwym wykształceniem.
    ~Kai

    OdpowiedzUsuń
  132. [Wiedziałam, że na ten haczyk Cię złapię :D
    Może być w Trip Trap, w końcu to mojej zależy na haku, na informacjach. ]
    Ilta

    OdpowiedzUsuń
  133. [Cieszę się, że komputerek wrócił :D O tak, te cudowne baterie… Ja swój mam zaledwie 5 lat (a kupiłam nowiutki ze sklepu), a już raz musiałam wymienić. I teraz chyba znów muszę ;/ Najgorzej, jak trzeba go gdzieś zabrać na zajęcia, a tu bateria ledwo żyje :< I po mieście z ciężką ładowarką chodzić, brrrrrr xD]

    Skrzywiła się nieco słysząc, że ją lubi, choć w głębi duszy, w tym właśnie momencie, zaciekawiła ją postać pirata. Z natury, słowo „pirat” doprowadzało ją do szału – miała to we krwi – i jeszcze dziś rano bez zastanowienia odparłaby, że woli zginąć niż współpracować z kimś takim. Jednak wciąż zbyt rzadko docierało do niej, że jest w Fabletown, a nie na Montressor. Udało jej się tu przetrwać, jednak gdyby nie znalazła pracy? By przeżyć musiała kraść lub jeszcze gorzej? Wszystko się zmieniło, przeszłość nie miała już znaczenia. A teraz, gdyby jednak Huck miał wobec niej inne plany, GORSZE plany? Mógłby nienawidzić jej równie mocno jak ona jego. A tymczasem, tylko wysłuchał jej żołnierskiej paplaniny, którą raczyła go obrzucić, po czym stwierdził, że ją lubi. Nieco ją to rozbroiło, nie miała jednak zamiaru tego okazywać. Nie potrafiła. Gdzieś tam w głębi wciąż wysłuchiwała dwóch sprzecznych głosów.
    - Pokaż! – podeszła do tajemniczego włazu. Miał rację, otwór przypominał dodatkowe wyjście. Posiadał jednak podwójne drzwiczki: pierwsze, które otworzył mężczyzna i drugie, najwyraźniej zamykane od zewnątrz. Virginia pchnęła je, jednak nawet nie drgnęły.
    - Są zamknięte, pewnie na kłódkę od zewnątrz – westchnęła i odwróciła się do pirata – Potrzebujemy jakiegoś łomu. Lub czegokolwiek, czym możemy to podważyć.

    [Pomysł z wyjściem jest jak najbardziej ok! :D]

    Virginia

    OdpowiedzUsuń
  134. [W teraźniejszości to już ze Skipper mam wątek, gdzie Henry się z Davym dogadał, więc możemy dać tylko tą przeszłość. Ale jakby Ci coś wpadło do głowy to daj znać. :) No i przepraszam, że dopiero teraz.]

    Słysząc jak wspomniał o statku, Hendrik uśmiechnął się krzywo. Może i co dzień powtarzał sobie, że nienawidzi tego przeklętego okrętu, ale i tak w głębi duszy nie potrafił o nim zapomnieć. Czasem miał wręcz wrażenie, że stanowił jedność z Latajacym Holendrem.
    - Gdybyś tylko go widział w czasach jego świetności... - powiedział z nieukrywaną nostalgią – Kiedyś był najwspanialszy ze wszystkich. Zainwestowałem w niego całe oszczędności życia, ale warto było. Był cudowny, wy angole nigdy nie umieliście budować takich statków. - powiedział z lekkim rozbawieniem.
    Szanował Hucka, choć czasami nie mógł odpuścić sobie uwag dotyczących wyższości holenderskich statków, nad angielskimi. Widać nawet po tylu latach nie pozbył się starych przyzwyczajeń. Zwłaszcza, że Jolly Roger też był niczego sobie, choć w pewnym sensie też był przeklęty. Wszystko co miało jakikolwiek związek z Davy Jonesem było przeklęte...
    Przechylił butelkę do dna.
    - Chętnie wróciłbym na morze. - przyznał już nieco swobodniej. Rum idealnie zagłuszał wszystkie ponure myśli i wspomnienia. - Ale nie z moją załogą. Zresztą sam ich widziałeś. - mruknął z niesmakiem. Gdyby nie ta paskudna szkieletowa załoga nie miałby zapewne nic przeciwko byciu nieśmiertelnym i żeglowaniu przez wieczność.
    - Czemu nie poprosisz brata by oddał ci Jolly Rogera? - spytał nagle, po dłuższej chwili milczenia.

    Henry

    OdpowiedzUsuń
  135. Striptizerka zupełnie olała natręta i zajęła innych gości tańcem. Kai prychnął rozbawiony, patrząc na zdziwioną minę mężczyzny i jego koleżków wyśmiewających go.
    - Nie interesuje Cie to... - Powtórzył bezgłośnie chłopak, zwracając wzrok na klienta siedzącego przy barze. Więc co go "interesuje"?... Dziwny gość.
    Kai postawił przed sobą nową, w miare czystą szklankę i począł mieszać nowe smaki alkoholów. Upił łyk z naczynia łapczywie i oblizał usta. Nie powinien pić w pracy, ale kogo to obchodziło? Jego szefa? Klientów?
    Wbił wzrok w niebieski kolor napoju. Dobra mieszanka. W smaku, zapachu i działaniu. Ciekawe co by się stało, gdyby w czasie zmiany zapił by się do niekontaktowania? Zaczął myśleć, unosząc lekko kąciki ust.
    - Smakuje? - Zapytał nie odwracając wzroku od swojej szklanki, która spoczywała w jego dłoni, mężczyzny nadal męczącego drinka.
    Starał się. Jak zawsze, przy każdym napoju. Lubił tą pracę, lubił robić drinki. Dla niego był to rodzaj... Sztuki. Poprzez te kolorowe mieszanki, wyrażał swe emocje. Do tego pomagał je wyrazić innym.
    ~Kai

    OdpowiedzUsuń
  136. Alice natychmiast się desperacko roześmiała.
    - Co, może rozglądałam się nad tym, aby mnie ktoś nie porwał! – krzyknęła i rozłożyła ręce w bezradności.
    [Coraz krócej…]
    Alice

    OdpowiedzUsuń
  137. [Prawda? A porównanie po prostu boskie. <3 No dobra, czas się w końcu odblokować z wątkami. Mam nadzieję, że jest jako tako.
    No i jejku, jakie piękne zdjęcie! Te oczka <333]

    Najchętniej ulotniłby się stąd jak najszybciej. I tak praktycznie nie mieli o czym ze sobą rozmawiać. Nawet krótka pogawędka w samochodzie wydawała się dość niezręczna. Żaden z nich nie mówił tego co naprawdę myśli, bo nawet jedno słowo mogło zadziałać jak iskra i doprowadzić do kolejnego wybuchu i kolejnej awantury. Rozsądek zmuszał Davyego do tego by dławić to w zarodku, w przeciwieństwie do tego co podpowiadała mu jego natura. Mimo wszystko został.
    Jakaś pielęgniarka zadała mu kilka pytań o Hucka, odpowiedział że jest jego batem. Kazano mu poczekać na korytarzu, więc czekał. Przynajmniej miał jakąś kontrolę nad sytuacją. Może nawet pozwolą mu niedługo zabrać stąd Hucka...
    Kiedy w końcu zauważył Hucka uśmiechnął się nieznacznie, zwłaszcza słysząc jego słowa. W milczeniu wszedł do sali, słuchając brata.
    – Jesteś cholernym idiotą. – przerwał mu, nie kryjąc swojej irytacji.
    Przysunął sobie jakieś krzesło i usiadł na nim. Przez cały czas nie spuszczał wzroku z brata.
    – Po co ci to było? Mówiłem żebyś odpuścił, zapomniał. Oddałbym ci tego przeklętego Jolly Rogera i nasze drogi w końcu by się rozeszły. Inaczej to się nigdy nie skończy. – wyrzucił z siebie, choć tym razem, w przeciwieństwie do tego co wydarzyło się rano, nie zamierzał się kłócić. W tej chwili był już raczej zmęczony, sam chciał się nareszcie uwolnić od Hucka. Nawet jeśli nadal uważał go za najbliższą osobę i ostatnią więź z człowieczeństwem i tak chciał z tym wreszcie skończyć. Wiedział, że nigdy mu nie wybaczy. Wiedział też, że Huck nigdy nie będzie nawet starał się o wybaczenie. Młodszy Jones miał rację, nie obędzie się bez kazania i wymówek. Może wcale tak wiele się nie zmieniło?
    – Zamiast tego... Po co u diabła, był ci ten cały cyrk? Chciałeś coś udowodnić? – spytał zirytowany. Nawet jeśli przez tamtą krótką chwilę znów byli braćmi i wszystko co mówli i robili było szczere i tak miał wrażenie, że Huck zrobił to z egoistycznych pobudek. Młodszy brat, zawsze potrafił zagrać mu na emocjach. Już jako dziecko wiedział jak zwrócić na siebie uwagę.
    – Zawsze mi to robiłeś. Wystarczyła najdrobniejsza kłótnia żebyś zaczął mnie prowokować i żądał tych głupich dowodów na to, że mi zależy. Tak samo jak wtedy, kiedy nie chciałeś, żebym płynął na tamtą wyprawę. Też musiałeś wdać się w jakąś cholerną bójkę... – chociaż od dawna chciał wręcz wykrzyczeć to Huckowi w twarz, ale teraz gdy przyszło co do czego ciężko było mu wydusić z siebie te słowa. Nie lubił takich rozmów. Nigdy nie był w tym dobry. Zresztą i tak zazwyczaj od razu wybuchał wściekłością.

    – Davy Jones

    OdpowiedzUsuń
  138. Scarlet szła właśnie chodnikiem, wracając ze spożywczaka. Niestety, nie udało się jej dostać malin, ale cóż... Przynajmniej w tym dniu miała wolne!
    Dla niej każdy dzień, w którym nie musiała iść do pracy, był piękny. Nawet wtedy, gdy lało, a ona sama miała nastrój depresyjny wręcz - miała wolne!
    I być może to przez to zamyślenie pozwoliła jakiemuś złodziejowi na zabranie jej torebki. Scarlet przez chwilę stała skołowana, a potem ruszyła w pościg.
    - Hej!!! Oddawaj to! - krzyknęła głośno, biegnąc za złodziejem.
    No bez jaj! Nie po to pracowała, żeby jakiś Julek Szczerbiec czy, kuźwa, inny Marcowy Zając kradli jej pieniądze! Scarlet była tak wściekła, że bardziej się chyba nie dało...
    Dziękowała w myślach, że nałożyła trampki chociaż. Odległość między nimi stawała się jednak coraz dalsza, a Czerwony Kapturek opadał już z sił.

    Scarlet

    OdpowiedzUsuń
  139. Pociągnął kolejny, większy łyk ze szklanki. Przejechał wzrokiem po całym lokalu. Nic szczególnego się nie działo. Typowy dzień w Pudding'N Pie.
    - Więc, jest pan piratem? - Zapytał, mimo iż znał odpowiedź. - Każdy ma swoje gusta, a jednak ja także bardzo cenie rum. Stary, dobry alkohol. - Mówił powoli, uparcie patrząc przed siebie. Zamrugał oczami, chcąc w jakiś sposób się rozbudzić. Odstawił szklankę i dolał sobie kolejnej porcji napoju.
    Raz się żyje.
    - Najlepiej zasięgnąć opinii od każdego. Aby dogodzić wszystkim, a raczej większości, bo wszystkim dogodzić nigdy się nie da. - Ciągnął.
    Chwycił podany, a raczej wręcz rzucony, w jego stronę pusty kufel po piwie. I napełnił go złotym płynem, już drugi raz. Oddał go klientowi, który rozmawiał o czymś żarliwie z kolegą. Po takiej porcji alkoholu, ich rozmowa składała się tylko w niezrozumiały dla innych bełkot, mimo to Kai zaczął im się uważniej przyglądać, na chwile zapominając o mężczyźnie, z hakiem zamiast ręki.
    ~Kai

    OdpowiedzUsuń
  140. [ Ale oni sie znajo. XDD ]

    Scarlet cudem tylko nie rzuciła się Huckowi na szyję, gdy ten podał jej skradzioną torebkę.
    - O matko... Jak on zapieprzał! - sapnęła, łapiąc oddech po tym szalonym biegu. - Dziękuję, życie mi ratujesz.
    Oparła się o ścianę i zamknęła oczy. Trzeba popracować nad kondycją... Mimo dość energicznej "pracy fizycznej" Scarlet miała naprawdę beznadziejną kondycję.
    - Wpadniesz do mnie na kawę? - zapytała mężczyznę. - Mam też jakieś ciastka. Skusisz się?
    Znała Kapitana Haka od trzech lat i w zasadzie się lubili. Byli jak tacy koledzy - parę razy skoczyli na piwo.
    Spojrzała na hak Hucka i zastanowiła się, czy taka proteza jest wygodna. Przecież to mogło się o coś zaczepić czy straszyć ludzi na ulicy...
    Powróciła spojrzeniem na jego twarz i uśmiechnęła się delikatnie. Czekała na odpowiedź Hucka, zastanawiając się, czy ma w domu na tyle kawy. O, kupowała jakieś dwa dni temu, także akurat o to nie musi się martwić... Ale miała takie dziwne wrażenie, że o czymś zapomniała.

    Scarlet

    OdpowiedzUsuń
  141. (Z góry przepraszam, że tak późno, ale pisałam to z trzy razy i za każdym razem mi się usuwało xd)
    Na dworze dopiero co zrobiło się ciemno, chłodny wiatr owiewał ludzi krążących po mieście,które jeszcze długo miało nie zasnąć. Księżyc wsiał nisko na niebie i zdawał się otulać go swoim światłem Idealna pora. Zawsze lepiej czuł się po zmroku. Wyszedł z mieszkania z myślą, że dobrze by było się przespacerować, ale jak tylko poczuł na skórze zimne powietrze stwierdził,że lepiej będzie wejść do jakiegoś baru i napić się whiskey. Już po chwili znalazł się w jakimś lokalu, którego nazwy nawet nie pamiętał i pił wybranego przez siebie drinka z lodem w szklance z grubym dnem.Jego niebieskie spojrzenie przejeżdżało mu ludziach bawiących się na parkiecie lub żywo dyskutujących przy stolikach umieszczonych pod ścianą. W pewnym momencie przekręcił się na swoim krześle, przy okazji potrącając jakiegoś faceta i wylewając na niego alkohol.
    - Oops - uśmiechnął się szeroko, ukazując zęby, a jego oczy zabłysły niewinnie.

    Isaac

    OdpowiedzUsuń
  142. - Nudzi? - Mruknął spokojnie.
    Fakt, czasami stawało się to zwyczajnie nudne, mimo to kochał tą prace. Robienie drinków było w pewien sposób jego pasją, więc zdobył się na takie poświęcenie i zaczął tutaj pracować. Warto.
    - Nie, raczej... Nie. Czasem jest nawet ciekawie. To przyjdzie ktoś znajomy, to jest awantura, lub trafi się jakiś przyjemny klient. - Wzruszył ramionami, zerkając na mężczyznę.
    - A ty? Jak pracujesz? - Zapytał, nawet nie zwracając uwagi, że z "pan" przeszedł na "ty". Za chwile znowu wrócił do wpatrywania się w ludzi, stojących przy podeście dla striptizerki. Jak może ich to interesować?
    Upił kolejny, spory łyk alkoholu, a napój rozpłynął się po jego ciele przyjemnym, ciepłym uczuciem. Oblizał usta, rozkoszując się ostrym smakiem.
    - Zresztą, nawet jeśli bym się nudził, i tak nie miałbym wyboru i musiał tu siedzieć. -
    ~Kai

    OdpowiedzUsuń
  143. Wyrwała się z natłoku myśli.
    - Proszę – mruknęła, kiwając głową stronę kuchni.
    Zaczęła iść w stronę pokoju, aż stanęła u progu drzwi. Zapytała się, nie odwracając wzroku do Hucka:
    - Może jakiś mały dodatek

    Alice

    OdpowiedzUsuń
  144. [Oczywiście, że jest chęć. :)
    Co do pomysłu... Mogliby się już znać, np. Łowca po tym jak odszedł ze służby u Złej Królowej, mógł na jakiś czas zaciągnąć się na Jolly Rogera. W Fabletown mogliby utrzymywać kontakt już od dawna. A żeby się coś w wątku działo to można dać jakąś kryminalną sprawę, w którą Huck byłby zamieszany albo która by go interesowała. Albo Łowca by się w coś nie do końca uczciwego wplątał, Huck by się dowiedział, a ponieważ oboje starają się nie być czarnymi charakterami, Huck by się jakoś wtrącił... No nie wiem, a Ty co myślisz?]

    Hunter

    OdpowiedzUsuń
  145. [Przecudne są <3]

    Miał chęć jakoś skomentować słowa brata, odgryźć się lub chociaż powiedzieć dobitnie co myśli o tych wszystkich bajkach, którymi tak przejmował się Huck. Jednak wyznanie brata całkowicie go zaskoczyło. Nie był na to przygotowany. Nigdy nie przypuszczał, że Huck może naprawdę tak myśleć. Zawsze uważał, że brat przesadza i wyolbrzymia swoje emocje i problemy. W innych okolicznościach nawet nie potraktowałby tego poważnie i uznał, że braciszek znów dramatyzuje. Teraz nie było w tym jednak ani odrobiny przesady czy dramatyzmu. Znał Hucka, wiedział że był w tej chwili absolutnie szczery. Widział ile kosztuje go to wyznanie... I to było najgorsze.
    – Wspaniale... – mruknął pod nosem ze złością. Był wściekły. Na Hucka, za to jakim był idiotą, i na siebie samego, że nadal się tym wszystkim przejmował.
    – Dlaczego? – spytał nie wiedząc nawet co powinien powiedzieć. W tej chwili nawet cieszył się, że Huck unikał jego wzroku. Sam nie dałby rady spojrzeć bratu w oczy. Najpewniej nie zachowałby wówczas spokoju i znów skończyłoby się to awanturą, jak dziś rano. Mimo wszystko był wściekły na brata. Nigdy nie spodziewałby się po nim czegoś takiego...
    – Dlaczego Huck? – powtórzył – Chyba nie chodzi o nią? – spytał w końcu.
    Wiedział, że musi go o to zapytać. Miał nadzieję, że brat nie był aż tak głupi by tracić chęć do życia z powodu jakiejś kobiety, która nawet nie była tego warta. Nie mógł jednak opędzić się od tej obawy. Nigdy wcześniej nie rozmawiał z nim na ten temat, zwykle również lekceważył brata gdy ten mówił o odebranej miłości. W tej chwili już nawet prędzej uwierzyłby, że jego brat po prostu zwariował w Nibylandii niż, że nie chciał żyć z takiego powodu.

    [Smutne Ci dobrze wychodzą. ;)]

    – Davy Jones

    OdpowiedzUsuń
  146. Spojrzał na mężczyznę unosząc brwi.
    - Jakby to... - Przygryzł wargę, myśląc na tym jak wytłumaczyć to co powiedział wcześniej. - Po pierwsze, to jest mniej istotne, tak mi zwyczajnie wygodniej. Mieszkam blisko, nie mam żadnego wykształcenia. Można powiedzieć, że nic innego nie umiem. A tego drugiego, ważniejszego, powodu nie zdradzę. Przepraszam. - Uniósł kąt ust i wzruszył ramionami.
    - Trip Trap? Mają tam muzykę na żywo? - Przekrzywił ciekawsko głowę. - Czyli grasz na pianinie. Lubisz to? - Zapytał.
    Odruchowo zaczął zastanawiać się, czy wygodne jest granie z hakiem zamiast ręki. W końcu, służy on tylko jako jeden palec. Ale cóż, skoro on daje rade, to znaczy, że to możliwe.
    ~Kai

    OdpowiedzUsuń
  147. W jednej chwili widział zirytowany wzrok tego kolesia, a w drugiej przeniósł spojrzenie na mężczyznę, stojącego obok i obejmującego go ramieniem, jak gdyby nigdy nic. Ciekawe jak by to wyglądało, gdyby nikt się nie wtrącił? Cóż,teraz się tego nie dowie. Przewrócił oczami na słowa znajomego, dosłownie sekundę potem znowu zakładając maskę niewinności.
    -Och, Huck, mój drogi braciszku - zaczął słodko, ukazując zęby w uroczym uśmiechu, mimo tego, że jego głos przesycony był sarkazmem. Miewał nastroje, kiedy ignorował każdego, a zły nastrój aż od niego emanował. Kiedy tylko poszkodowany się oddalił z jego uśmiech zgasł. Przeszył mężczyznę uważnym spojrzeniem. Miał wrażenie, że nigdy się nie zmieni, zawsze pozostanie tym samym i jedynym Huck'iem, ratującym go z domniemanej opresji. Nachylił się ku niemu lekko.
    - Dałbym sobie radę z tym pajacem - powiedział, tak, żeby tylko Huck mógł to usłyszeć i wzruszył obojętnie ramionami - Ale miło, że jesteś, mam się z kim napić - dodał, puszczając mu oczko i zamówił u barmanki kolejną szklankę whiskey.

    Isaac

    OdpowiedzUsuń
  148. - Może coś się tam znajdzie – odrzekła Alice, otwierając jedną ze szufladek i stawiając butelkę z rumem na stolik. – Proszę, dolej sobie to do herbaty lub opróżnij sobie całą zawartość.
    Uniosła wzrok na Hucka.
    - „Dodatek” moim do herbaty jest wódka, może wtedy lepiej zaczniemy gadać o obrazach – mówiąc to, wyciągnęła z lodówki alkohol i wzięła spory łyk do ust. Resztę dolała sobie do herbaty.
    - Trzeba sobie jakoś radzić.
    Wzruszyła ramionami.
    Może herbatka z dodatkiem da zapomnieć Ali o żenującej sytuacji. No bo przecież, nie ma to jak napić się z przyjacielem!
    [Coś ostatnio zbyt Ali się upija. :D]
    Alice

    OdpowiedzUsuń
  149. [Dziękuję! I witam właściciela przepięknych oczu ;)]

    Adalind

    OdpowiedzUsuń
  150. [W sumie pakowanie się w kłopoty jakoś do Haka pasuje. Kojarzy mi się z Once jak tam Hak w kółko dostawał od kogoś łomot. xD
    Co do pomysłu to może coś mi się uda wymyślić. Wolałabyś go wpakować w jakąś grubszą aferę czy raczej coś drobniejszego?]

    Hunter

    OdpowiedzUsuń
  151. - To dobrze, że kochasz swoją prace. Z przyjemności pobierasz także zysk. Gratuluje. - Powiedział obojętnie, uśmiechając się delikatnie.
    - W tym świecie robić to co chcesz to naprawde trudna sztuka. - Wzruszył ramionami, jakby mówił o czymś codziennym.
    Obrzucił pogardliwym spojrzeniem ludzi stojących przy podeście striptizerki. Jak można tak doszczętnie się zepsuć? Zamiast spędzać czas z dziewczyną, lub żoną wolą oglądać półnagą kobietę, która i tak nie zwróci na nich większej uwagi. Idioci.
    Opróżnił swoją szklankę, mocno ją przechylając. Otarł kciukiem dolną wargę.
    - Aż mi szkoda tych wszystkich facetów, którzy ją oglądają. - Prychnął, wskazując ruchem głowy na tancerkę. - Większość z nich widzę codziennie, takie gapienie się to chyba ich jedyna rozrywka. Nieudacznicy. -
    ~Kai

    OdpowiedzUsuń
  152. [Witam, witam i dziękuję bardzo : ) Mi osobiście bardzo podoba się historia Kapitana Haka, nigdy nie pałałam do jego bajkowej wersji, ale ta opisana w Twojej karcie mnie wzruszyła. Wydaje mi się, że on i Śnieżka mają dość dużo wspólnego ze sobą, zwłaszcza w sprawach sercowych. Co sądzisz o wątku w barze, gdzie obydwoje zapijaliby smutki?]
    P.S. Piękne oczy na zdjęciu *.*
    Snow White

    OdpowiedzUsuń
  153. [A ja kocham jak zmieniasz, bo wiesz, że nałogowo odwiedzam Twoją kartę (połowa wyświetleń to zapewne ja) i sprawdzam czy nie ma nowego :D]

    Ta sytuacja była dziwna, nie powinna mieć miejsca, i bardzo ją krępowała. Ale z każdą chwilą było coraz lepiej, chociaż nie chciała tego przyznać przed samą sobą. Mimo to była równocześnie tak dobra i inna niż wszystko co do tej pory znała, że naprawdę trudno jej przyszło wysunięcie się z jego ramion. I teraz, wciąż blisko ale jednocześnie daleko, nic już nie było takie samo. To właśnie ją przerażało, zmiany, których nie potrafiła określić czy są dobre czy złe. A ten moment, cała rozmowa... Zamknęła na chwilę oczy, bo już samo patrzenie na niego sprawiało, że nie wiedziała co o tym wszystkim myśleć.
    - Chyba nikt wcześniej nie miał łatwo, a tutaj... Bardzo łatwo jest uwierzyć w drugą szansę, w nowy początek i szczęśliwe zakończenie, to nic złego Huck - otworzyła oczy, szukając spojrzeniem jego, i uśmiechnęła się niepewnie wzruszając lekko ramionami. - Ja jestem szczęśliwa, może dzisiaj nie poznałeś mnie od tej strony, ale tutaj odżyłam, wreszcie sobie radzę i jestem kochana... Wiem, że każdy na to zasługuje. A jeśli przeszłość boli, cóż. Niech boli, tylko uświadomi ci w ten sposób jakim jesteś szczęśliwcem, że teraz możesz pójść inną drogą, z innymi ludźmi, i dostać to, na co każdy zasługuje. Nawet taki arogancki pirat jak ty.
    Gretel wierzyła, że o przeszłości nie powinno się zapominać, ta droga była jednak najłatwiejsza. Bo nie chciała pamiętać, i zwykle jej to wychodziło, dopóki jakiś drobiazg nie wywoływał fali wspomnień, czego był świadkiem. Było to złe i tak strasznie było jej wstyd, ale Huck... Pomógł jej, chociaż nie musiał, nie znali się, to było ich drugie spotkanie, a wcześniejsze... Nie należało do najlepszych. A mimo to zaopiekował się nią w jakiś sposób, dlatego wiedziała, że jeśli tylko będzie chciał, to dostanie to czego pragnie. Tak samo jak ona.
    - Bajki? - prychnęła, potrząsając głową. - Bajki nie istnieją. Czy coś co nie istnieje może kłamać? Nie sądzę piracie, nie sądzę... A zatem masz dziwne hobby, ale dziękuję za zwrot.
    Odebrała od niego telefon, wsadziła go do torebki i wstała z ziemi, otrzepując sukienkę. Podążyła za jego wzrokiem, uśmiechnęła się lekko jednak tego nie skomentowała. Ubrała się tak, bo mu to obiecała, nie miał pojęcia ile ją to kosztowało, bo naprawdę nie był to jej styl. Wychodziła z założenia, że jeśli się ma co pokazać, to powinno się to robić, a skoro ona miała nogi... Cóż, ta sukienka była jedyną w jej szafie, która miała przyzwoitą długość. Chyba powinna pójść na zakupy. Ale oczywiście on o tym też się nie dowie, nigdy.
    - A teraz przydaj się na coś i odprowadź mnie do domu, bo w końcu przez ciebie musiałam przychodzić tu nocą, a ulice po zmroku nie są bezpieczne, nawet dla mnie. Zwłaszcza dla mnie, przecież co ja mogę, jestem tylko bezbronną dziewczyną, samą w wielkim mieście.

    [Trochę inaczej niż miało być, ale tak chyba wyjdzie ciekawiej, nie uważasz? Aj bo przy niej może, ona nikomu nie powie :3]

    Wykorzystująca go Gretel

    OdpowiedzUsuń
  154. [Również witam i szalenie dziękuję za miłe słowa, zaskoczyłaś mnie nieźle. :)
    Może w takim razie jakiś wątek?]

    Marid

    OdpowiedzUsuń
  155. Scarlet posłała Huckowi jeden ze swoich najweselszych uśmiechów, po czym powiedziała:
    — Pewnie, chodźmy!
    Ruszyli powoli w stronę mieszkania kobiety. Przez dłuższą chwilę szli w ciszy, a każde z nich zastanawiało się nad czymś innym.
    Scarlet próbowała sobie przypomnieć, czy jej wybawiciel lubi czekoladowe ciasteczka. Co prawda nie znała osoby, która by ich nie uwielbiała, ale... No cóż, wszystko może się zdarzyć. Naprawdę nie chciała go ugościć smakołykami, które by mu nie smakowały. No przecież tak się nie robi...
    — Jak ci życie mija, Huck? — zapytała po chwili wesołym tonem, spoglądając na niego. — Dawno się nie widzieliśmy.
    Patrzyła na mężczyznę ze szczerym zaciekawieniem. Miała nadzieję, że u niego wszystko było w jak najlepszym porządku. A gdyby tak nie było, to mu tego życzyła.

    Scarlet
    [ Wybacz, że tak krótko, no ale... jakoś tak weny nie mam. ;; ]

    OdpowiedzUsuń
  156. - Życiowo przegrani. - Podsumował, odwracając wzrok od podestu.
    Na prośbę klienta chwycił, pustą już, szklankę.
    - Robi się. - Odpowiedział uśmiechem, mieszając kolejną porcję alkoholu. Niepewnie, ponieważ drink był naprawde mocny i widział jak łatwo się nim upić, ale skoro ten mężczyzna tego potrzebował, to niech pije.
    Postawił przed nim zamówienie, ze skinieniem głowy.
    - Proszę. - Rzucił krótko, opierając się o szafkę z tyłu i krzyżując ręce na piersi.
    Klient, ten który siedział razem z kolegą przy kolejnej dolewce piwa, zaczął się głośno, pijacko śmiać, wręcz zagłuszając muzykę, odstawił z hukiem kufel. Kai spiorunował go wzrokiem.
    Jak można tak zachowywać się w miejscu publicznym?
    To znaczy... Lokalu. Nawet takim!
    Chłopak, odwracając wzrok od innych, zaczął bawić się swoją szklanką, przekręcając ją w dłoniach i co jakiś czas upijając pare łyków.
    - Słyszałeś o tym morderstwie? Zabili naszą pracownice. - Zaczął, spoglądając na mężczyznę z hakiem zamiast dłoni.
    ~Kai

    OdpowiedzUsuń
  157. [W sumie jemu taka smutna historia pasuje, ma taki głębszy przekaz ;) W takim razie pozwolę sobie zacząć :D]
    Chyba każdemu zdarzają się w życiu gorsze dni, tygodnie, miesiące. Śnieżka przeżywała aktualnie na swoje szczęście tylko gorszy wieczór, który spędzała przy stoliku w barze, popijając co chwilę nowego drinka. Większość podchodzących mężczyzn odchodziła równie szybko jak przyszła, słysząc za sobą, że każdy jest taki sam i tylko na jednym im zależy. Makijaż był już delikatnie rozmazany przez ciągłe przecieranie załzawionych oczu. Zdecydowanie nie wyglądała na szczęśliwą, ale nikt ze znajomych nie odważył się do niej podejść i pocieszyć.
    [Trochę krótko i słabo, wybacz, ale to w sumie takie wprowadzenie do akcji ;) ]

    Snow White

    OdpowiedzUsuń
  158. - Jak dobrze się z kimś upić – odparła Alice, wlewając sporą porcję trunku do herbaty. – Nie lepiej niż samotnie.
    Zmarszczyła czoło na widok tego, jak zwiększała się zawartość kubka herbaty. Ile ona tam tego wlała? Miała nadzieję, że znów nie wyląduję gdzieś nad ranem poza Fabletown. Chociaż z Huckiem nie pogardziłaby taką sytuacją.
    Piła, żeby nie myśleć o świecie. Chcę przestać, ale trunki dają jej ukojenie. Nie przejmuje się tym, co jest wokół, co myślą inni, co jest źle…
    Alice, kiedy się ogarniesz? – pomyślała i przewróciła oczami.
    Wzięła do jednej ręki alkohol, a w drugiej herbatkę z dodatkiem.
    - Zapraszam do salonu! – powiedziała wesołym tonem.
    Poszła w kierunku pomieszczenia, siadając na kanapie, a przy tym stawiając napoje na stoliku.
    - To co, jak myślisz, gdzie mogę zacząć sprzedawać swoje obrazy?
    Czas na szybką zmianę temu!

    [Dwójka pijaków. :P Haha! Ale przecież liczy się jakoś. Nie sądzisz?]

    Alice

    OdpowiedzUsuń
  159. [Jestem cierpliwym człowiekiem, więc nie ma sprawy. ;) Na wątek oczywiście mam ochotę, tylko nie potrafię znaleźć żadnego powiązania oprócz Trip Trap, przynajmniej na razie. Jeśli masz jakiś wymarzony wątek, którego do tej pory nie miałaś okazji poprowadzić, pisz, może ze mną się uda. Albo spróbować powiązać ich przez brata, tylko z autorką Davy'ego nic jeszcze dokładnie nie ustaliłyśmy.]

    Morgan Myers

    OdpowiedzUsuń
  160. [Strasznie przepraszam, że z takim opóźnieniem się odzywam...
    To jakby co możemy tak zrobić, a jakiś dodatkowy wątek wykombinujemy sobie w trakcie. I nie ma sprawy, zacznę. Pewnie zajmie mi to parę dni, bo po nieobecności muszę trochę ogarnąć co i jak, no i naskrobać opowiadanie do zabawy. :)]

    Katrina

    OdpowiedzUsuń
  161. Alice uniosła brew. Sięgając po flaszkę i pijąc ją z gwinta. Po chwili odłożyła alkohol, uśmiechając się.
    - Sam zgadnij – odparła.
    Położyła dłonie na kanapie.
    Nigdy się nie zastanawiała nad takimi rzeczami. Tym bardziej na taki zasięg. Nie lepiej coś mniejszego? Jakieś bary, czy co… Lecz chyba bardziej się nie da. Może warto zaryzykować.
    Chciała się podzielić tym, co czuła. Mogła być wtedy inaczej postrzegana, nie jako wariatkę, lecz normalnego człowieka.
    - Co myślisz o Trip Trap? Nie wiem, nie mam pojęcia, czy można zorganizować tam coś takiego…

    Alice

    OdpowiedzUsuń
  162. [Eh. Ja zmieniłam, ale teraz sama nie wiem... Tamto mi już nie pasowało, to sama nie wiem, a najlepiej to całą kartę powinnam, ale zero weny i pomysłu -.-]

    - Huckelberry? Nie możesz wątpić, to nic nie da. Też długo wątpiłam, jeszcze przedtem, i... Nic dobrego z tego nie wyszło. Męczyłam się w domu, bałam się odejść, nie wierzyłam, tak samo jak ty. Ale w końcu... - wzruszyła lekko ramionami, zawahała się, dopiero po chwili dotknęła lekko jego ramienia. - W końcu to zrobiłam. Ruszyłam naprzód, opuściłam dom. Było warto, bo dzięki temu znalazłam się tutaj. W miejscu, gdzie zaczęcie wszystkiego od nowa stało się wreszcie możliwe. To najlepsze co mnie spotkało, to miasto może i jest dziwne i przeraża mnie wciąż tak samo jak początkowo, bowiem w niczym nie przypomina Zaczarowanego Lasu, ale jednak jest anonimowe. A to najlepsze co może się zdarzyć, Huck. Nikt cię tu nie zna tak dobrze jak ty, każdy zaczyna od nowa, i wiem że też mógłbyś... - przerwała, zdając sobie sprawę, że i tak za dużo już mu zdradziła.
    Nie była skrytą osobą, jednak on był nieznajomym, z którym do dzisiejszego ranku nie zamieniła ani jednego słowa. Niestety, słowotok nie był czymś, z czym można było walczyć, i najlepiej po prostu było kazać się jej zamknąć. Ale on tego nie wiedział, a Gretel nie miała ochoty wyjść na przesadnie szczęśliwie nastawioną do świata idealistkę. Nie była taka, chociaż faktycznie, na co dzień była z niej całkiem pozytywna osoba. Mimo to nie uśmiechało się jej udzielanie porad ludziom, którzy zapewne wcale nie mieli na to ochoty.
    - W każdym razie, zrobiłeś duży krok w przód. Poznałeś mnie, prawda? - uśmiechnęła się szeroko, mrugając do niego. - A musisz przyznać, że zrobiłam twój zwykły dzień dniem zdecydowanie niezwykłym. To dobry początek. Nie musisz dziękować, ale polecam się na przyszłość.
    Chciała choć trochę odsunąć ponury nastrój, który sama wprowadziła. Na tę chwilę miała dosyć użalania się nad sobą czy słuchania jego narzekań. Może to spotkanie było nieco dramatyczne, jednak spacer zawsze działał kojąco. Miała misję, postanowiła że gdy dojdą już do jej mieszkania, Huck będzie całkiem inną osobą. Było to ciężkie do zrealizowania, ale za sukces postanowiła uznać nawet najmniejszy uśmiech pirata, bo to już byłoby coś.
    - No proszę, przykładny dżentelmen z ciebie, kapitanie. To w tym świecie rzadko spotykane - z powagą, pod którą kryła uśmiech, ujęła go lekko pod rękę. - Mam nadzieję, że lubisz spacerować. Zajmie nam to dłuższą chwilę, jednak noc jest piękna, gwiazdy świecą, a z tobą obok nikt mnie nie zaatakuje pod latarnią. Czego chcieć więcej?
    Ruszyła powoli chodnikiem, zastanawiając się czy przypadkiem nie skręcić raz czy dwa w zła uliczkę. Pewnie by zauważył, o ile znał dzielnicę wystarczająco dobrze, ale być może nie zwróciłby jej na to uwagi. To w końcu on ukradł jej telefon tylko po to, żeby musiała ponownie się z nim spotkać, dlatego co mogło być złego w zapewnieniu mu swojego towarzystwa jak najdłużej?

    [Będzie fajnie! I jeszcze Lucy przyszła, Gretel już ostrzy sobie pazurki, żeby jej oczy wydrapać :D]

    Gretel

    OdpowiedzUsuń
  163. Słuchał słów brata w milczeniu. Wiedział, że nie potrafi mu pomóc. W końcu nie potrafił nawet do końca zrozumieć problemów, z którymi zmagał się Huck. Z jednej strony był zły na brata, z drugiej miał również żal do siebie, że nie potrafi w jakiś magiczny sposób tego wszystkiego rozwiązać. Kiedyś potrafił pomóc Huckowi, potrafił go zrozumieć. Nawet jeśli problemy brata wydawały mu się wtedy dziecinne czy śmieszne, zawsze umiał mu pomóc. Teraz wszystko było inne, zbyt abstrakcyjne i trudne do zrozumienia. Davy od setek lat nie myślał ludzkimi kategoriami, choćby dlatego nie lubił wspomnień z dawnego życia, które było zbyt oderwane od rzeczywistości.
    Nie miał pojęcia co powinien powiedzieć bratu.
    – Huck... – zaczął w końcu – Przecież to... Nadal możesz coś zrobić ze swoim życiem. – powiedział, choć nie brzmiało to zbyt przekonująco.
    – Oni cię wcale nie porzucili. – dodał w końcu, po krótkiej chwili wahania. To nie był dobry moment by o tym rozmawiać, ale Huck powinien wiedzieć. – Tylko niewielu trafiło razem z tobą do Fabletown. Jolly Roger nie został wcale w Nibylandii tylko wrócił na swoje miejsce... Nadal mogę ci go zwrócić, mogę też pozwolić ci porozmawiać z członkami załogi, którym nie udało się przeżyć, o ile będziesz chciał. Oni naprawdę byli ci lojalni i nigdy by cię nie opuścili. – dodał.
    Pozostawała jeszcze kwestia Lucy, o której wolał nie wypominać. Nawet jeśli sam o nią pytał, nie chciał o tym rozmawiać z bratem. To tylko pogorszyłoby już i tak niełatwą sytuację. Zwłaszcza, że mimo wszystko zabolało go, że to właśnie ona miała być tym najlepszym w życiu Hucka, podczas gdy to właśnie przez nią wszystko się posypało.
    Davy usiadł na brzegu łóżka. Przez chwilę zastanawiał się czy w ogóle powinien to mówić, ale być może była to ostatnia okazja do normalnej rozmowy. W końcu skoro już zaczęli rozmawiać bez wrzeszczenia na siebie i obrzucania pretensjami, warto było się przełamać.
    – Wiesz czemu tak nienawidzę tego twojego zegarka? Nie chodzi tylko o przeszłość, ani o to kim jestem. Chodzi o czas... Ludzie żyją tak krótko, lata mijają jak cholerne sekundy na zegarku. Wysłałem cię do Nibylandii, bo tam nie ma czasu. Owszem, chciałem cię ukarać i zmusić żebyś zobaczył świat chociaż po części w taki sposób jak ja, ale chciałem też żebyś po prostu żył, a nie umarł jak wszyscy po paru głupich chwilach. Nawet jeśli zmarnowałeś sobie życie, to nie marnuj czasu jaki ci został. Huck, korzystaj z tego czasu. – powiedział, po raz pierwszy w ciągu całej tej rozmowy, patrząc na brata.

    [I znów nowe zdjątko <3 Ja się w końcu muszę wziąć za przebudowę karty i za opowiadanie, bo mam taką piękną wizję jak to się Davy stał tym kim się stał xD W ogóle to wybacz mi ostatnio nieogarnięcie, ale w upał mi się mózg wyłącza, a jak się ochładza to myślę tylko o spaniu. Udzieliła mi się Twoja faza na głębokie wyznania ;)]

    - Davy Jones

    OdpowiedzUsuń
  164. [Mam nadzieję, że Lucy przypadła ci do gustu :D W karcie za dużo konkretów nie napisałam, reszta będzie w powiązaniach :) Ale się cieszę na ten wątek, jakikolwiek będzie! xD <3
    Dobra, no to myślimy :D Jeśli chodzi o Lucy, sądzę, że za całe zajście z przeszłości teraz obwinia tylko siebie. Wolność uderzyła jej do głowy i przez to wyszło jak wyszło z Davym ;) Może nawet szukała Haka po tym wszystkim, ale bez skutku. Jak sądzisz? Wówczas, w teraźniejszości ucieszyłaby się na jego widok, choć pewnie od razu by tego nie okazała.
    I jaki wątek kombinujemy? :) Może tak bardziej dramatycznie, bo emocjonalnie to na pewno ;) Oboje raczej sobie w Fabletown słabo radzą, jakoś im się specjalnie nie powodzi i chyba określenie "wrak emocjonalny" byłoby dobre xD Podrzuć coś i znów coś razem złożymy :D]

    Lucy

    OdpowiedzUsuń
  165. [Ochota jest. :) Pomysł też by się jakiś znalazł, choć zależy czy wolisz coś z wspólną przeszłością, znajomość z Fabletown czy pierwsze spotkanie. To do tych trzech propozycji są takie trzy pomysły:
    1) Możemy dać coś z młodości albo wręcz dzieciństwa Hucka, bo on chyba właśnie z Angli pochodził(?). Mógł ją spotkać przez przypadek, a ponieważ nie była mu pisana śmierć nic mu się nie stało, ale to spotkanie mogło mieć na niego jakiś dziwny wpływ. Wedle legendy jeśli człowiek nieszczęśliwy spotka banshee to nigdy już nie może zaznać szczęścia. Mogliby się teraz spotkać, ona dowiedziałaby się o smutnych losach Hucka i starałaby mu się za wszelką cenę pomóc, bo czułaby że jest temu winna.
    2) Mogli poznać się jakoś na początku pobytu w Fabletown. Adalind mogła mieć jakieś problemy, a Huck z dobrego serca by jej pomógł. Ona byłaby mu bardzo wdzięczna i cieszyła się, że kapitan nie był do niej negatywnie nastawiony, ze względu na to kim jest. Mogli się zaprzyjaźnić. Taka relacja trochę jak brat i siostra.
    3) Wpadłaby na niego przypadkiem na ulicy. Wiedziałaby, że Huck ma niedługo umrzeć i starałaby się temu za wszelką zapobiec i go ostrzec. On mógłby na początku być sceptycznie nastawiony, ale później by jej uwierzył. Taka akcja w stylu "Oszukać przeznaczenie". ;)
    Coś z tego by pasowało?]

    Adalind

    OdpowiedzUsuń
  166. [Brrrry :) tak jak mówisz, Simba zawsze git, więc postanowiłam - wbrew logice i rozsądkowi - wrzucić go tutaj. Znowu. Obiecywałam sobie, że nie, ale oto jesteśmy. Karta oczywiście ta sama, bo leń ze mnie śmierdzący, ale mam nadzieję, że Kapitan nie odmówi nam wątku :) w każdym razie, lecę sobie teraz na Bay, żeby tam pozaczynać, a Ty się zastanów, czy Huck byłby zainteresowany dywanem z bajkowego lwa w salonie :)]

    Dane

    OdpowiedzUsuń
  167. [Haha, a mnie się ten pomysł bardzo podoba! ;D
    Nawet powiem więcej: ona nie wie jeszcze o haku, a on może nie wiedzieć, kim ona jest naprawdę ;) Tak sobie myślę, że Lucy nic mu wcześniej o sobie nie mówiła (albo mówiła, ale ominęła fakt, że jest nimfą xD) i Hak mógł być cały czas przekonany, że ona jest zwykłym człowiekiem. Wyszedłby taki fajny motyw, że podczas tej rozmowy w celi dowiedzą się o sobie więcej, niż dotąd ;) Ale to już są takie szczegóły ich rozmów :D
    A sama fabuła jest fajna :D Mogliby spotkać się np. na pomoście gdzieś nad wodą. To byłoby takie miejsce, które najbardziej kojarzy im się ze sobą nawzajem: szum fal, widok mew i te sprawy ;) Do tego, oboje mogliby być nieco wstawieni. Wówczas tłumaczyłoby to, że Huck nie do końca uwierzy własnym oczom, a i wtedy też zgarnęłaby ich policja za krzyki lub też coś innego (przez przypadek coś zniszczą? xD). No i trafią do tej celi, gdzie całą noc będą powoli trzeźwieć i pogadają ;) A co dalej - będziemy myśleć na bieżąco :D Może rozstaną się nad ranem, jak już ich wypuszczą i pożegnają się jakby nigdy nic, bo żadne nie zrobi "tego pierwszego kroku" w żadną stronę. Ale Lucy nie wytrzyma i przyjdzie na jego koncert... Rany, jakie to piękne... *.* xDD
    Daj znać i zaczynam! <3]

    Lucy

    OdpowiedzUsuń
  168. [no nic, będęczekać i chlipać sobie tutaj :(]
    Hudson

    OdpowiedzUsuń
  169. Nie odpuszczał, ale cieszyła się z tego. Było widać, że jest zainteresowany sztuką Alice. Zachwyca się nią, a przynajmniej miała takie wrażenie. Po jego reakcji lub uczuciach.
    Odwzajemniła niechętnie uśmiech.
    - Masz rację – przyznała, trapiąc się po głowie.
    Skrzywiła się. Czasem musi się zastanowić nad tym, co mówi.
    - Co myślisz o Bella Notte? Nigdy tam nie byłam, nie mam zwyczaju bywać w takich miejscach…
    Zaczerwieniła się. Zaproponowała Trip Trap, bo zna to miejsce, jak i również jest zaprzyjaźniona z właścicielem. Bała się postawić na coś innego niż głupią miejscówkę.

    Alice

    OdpowiedzUsuń
  170. Oparła się o drewniany słup dużej tablicy obwieszczającej nazwę portowej mariny. Zakręciło jej się w głowie, więc pośpiesznie zaczerpnęła kilka głębszych oddechów i przymknęła na moment zmęczone oczy. Powietrze było przesiąknięte wilgocią i zapachem dymu unoszącego się z ogniska na drugim końcu portu – wakacyjny biwak studentów. Lucy westchnęła ciężko i rozejrzała się wokół, wciąż oparta plecami o słup. Nawet nie pamiętała, jak się tu znalazła.
    Miała dziś niezwykle podły dzień. Po nieprzespanej nocy i prawie dziesięciu godzinach pracy dowiedziała się, że zerwanie umowy o wynajem mieszkanie wisi w powietrzu, a właściciel nie chce słyszeć o przedłużeniu terminu płatności. Zalegała za dwa miesiące. Cały wieczór spędziła w barze, wydając ostatnie oszczędności - także te, które długo odkładała na comiesięczną opłatę za mieszkanie. Już przestało ją to obchodzić i było wszystko jedno, czy dzisiejszą noc spędzi w swoim łóżku, czy na bruku. Nachylając się nad kolejnym drinkiem, rozpłakała się jak mała dziewczynka nad stłuczoną porcelanową lalą. Huśtawki nastrojów były u niej na porządku dziennym. Czarny tusz spływał jej po policzkach, gdy wychodziła na ulicę. Niedługo potem znalazła się w porcie.
    Odgarnęła jasne, nieco splątane wiatrem włosy do tyłu i zerknęła w kierunku zatoki. Bramka, przy której stała prowadziła na stary, drewniany pomost, przy którym cumowały nieduże jachty i małe motorówki należące do policji. O tej porze nie było tu żywego ducha, i dobrze. Nie chciała, by ktoś widział ją tu samą, w takim stanie. Wolnym i niepewnym krokiem ruszyła przed siebie, by kilkanaście uderzeń serca później zatrzymać się, dokładnie w połowie pomostu. Tu cichły odgłosy miasta, a w jej ciężkiej od zmęczenia głowie zaczynały szumieć morskie fale. Przychodziła tu kiedy tylko mogła. Było to jedno jedyne miejsce w Fabletown, które przypominało jej o domu i o szczęśliwych chwilach, które nigdy nie wrócą. Oparła się o drewnianą barierkę, a wspomnienia same przypływały, dużo bardziej realistyczne niż zazwyczaj. I znów ten ścisk w sercu.
    - Coś ty zrobiła, idiotko… - jęknęła do siebie, a łzy pomieszane z czarnym tuszem kapały do czarnej jak noc wody.

    Lucy

    OdpowiedzUsuń
  171. [Obojętnie jaka śmierć, więc mi to pasuje. Zabić się Hakowi nie damy, za to pomysł zapowiada się naprawdę świetnie. No to jak nie masz żadnych dodatkowych uwag czy zastrzeżeń to bym mogła coś pokombinować z początkiem.]

    Adalind

    OdpowiedzUsuń
  172. Scarlet także wahała się z odpowiedzią. Starała się iść przez życie z uśmiechem i uniesioną głową, ale przecież to nie zawsze się udawało. Ciężko było odpowiadać na wszystko milczeniem lub uśmiechem, bo czasem miało się ochotę wybuchnąć płaczem i tyle.
    — U mnie podobnie — odpowiedziała w końcu. — Raz tak, raz tak. Ale nie ma co się załamywać! Pewnego dnia może wszystko się ułoży — powiedziała z całym swoim optymizmem. Bo co innego jej zostało? — I pewnie, że mam coś słodkiego. Zawsze coś mam.
    W końcu dotarli do jej mieszkania, które nie było duże, ale za to przytulne. Składało się z wąskiego przedpokoju, małej kuchni, niewielkiej łazienki, sypialni i dużego pokoju. Dominowały tutaj kolory brązu i zieleni, a umeblowanie nie było jakieś drogie. Pachniało kawą i jagodami, które Scarlet po prostu uwielbiała pałaszować. A co!
    — Zapraszam do kuchni — powiedziała wesoło, kiedy już zdjęli buty.

    Scarlet

    OdpowiedzUsuń
  173. [Haha, twoje odpisy zawsze wychodzą :D Ja właściwie też dawno nic większego nie pisałam, bo był tu mały zastój (jak doniosłam na GG xD). No i ten upał… brrrr... Okropność :<
    Jaki ładny opis w powiązaniach! <3
    Jak dalej kombinujemy? Może przez przypadek zrzucą coś na policyjną motorówkę, w której ktoś będzie? Zacznie się jakaś kłótnia?]

    Wyczuła czyjąś obecność na pomoście. Choć osoba ta była wciąż bardzo daleko, dobrze wiedziała, że wolno idzie w jej stronę. Po zachodzie słońca, prócz magicznych umiejętności, wyostrzały się także je zmysły. Jednak tu, w Fabletown, nie było okazji, by móc w jakikolwiek sposób z tych mocy korzystać.
    Już po chwili zapomniała o tajemniczym osobniku, w środku nocy, na tym samym pomoście. Jej myśli wciąż zajmował ktoś inny. Ktoś, kto najbardziej kojarzył jej się z morzem. Hak. Często zastanawia się, jak potoczyły się jego losy. Miała nadzieję, że jest szczęśliwy, gdzieś tam, w innym świecie.
    Dzwon w kościelnej wieży wybił północ, a odgłos poniósł się echem po tafle spokojnej zatoki. Lucy wciąż tkwiła oparta o barierkę, z głową spuszczoną w dół. Wyobrażała sobie różne kształty w delikatnych falach, a w pewnym momencie, siłą woli stworzyła nieduże spirale wybijające w górę i opadające w morską toń niczym szklane węże. Łzy ponownie spłynęły po jej policzkach, jednak wytarła je pospiesznie słysząc, że tajemnicza postać jest dużo bliżej. Chciała odwrócić się i upewnić, że tamten nie ma złych zamiarów. Uświadomiła sobie nagle, że spacer o tej porze w końcu nie jest niczym normalnych. W tym momencie usłyszała szept, cichy i stłumiony. Kilka niewyraźnych słów i… jej imię. Zamarła w bezruchu, nie mogąc nawet przełknąć śliny. Bo od razu poznała ten szept, ten głos. Ciarki przeszły jej po plecach. Bała się odwrócić i choćby zerknąć. Zamknęła oczy. „Przecież to niemożliwe”, skarciła samą siebie, nabierając przy tym odwagi na jakikolwiek ruch.
    Odwróciła się, a nogi niemal ugięły się pod nią.
    - Hak? – jęknęła, jakby nie swoim głosem, nie będąc nawet pewna, czy wypowiedziała jego imię na głos. „Przecież to niemożliwe”, powtórzyła ponownie, tym razem patrząc mu prosto w oczy. Mężczyzna, z potarganymi włosami, w starym skórzanym płaszczu. Z błyszczącymi oczyma, tymi samymi co kiedyś.
    „Przecież to niemożliwe”
    - Wiem, to tylko sen, prawda? – szepnęła zakrywając dłońmi oczy. Znów zakręciło jej się w głowie, od emocji i alkoholu. Nie mogło tu go być. To zbyt nierzeczywiste, zbyt piękne. „To przecież niemożliwe”. I znów bała się spojrzeć, jakby od tego miało zależeć jej życie. Chwyciła się dłonią drewnianej barierki i twardo spojrzała przed siebie.
    - To ty. Naprawdę ty.

    Lucy

    OdpowiedzUsuń
  174. Alice nie mogła uwierzyć, że zgodziła się na to. Czuła się inaczej niż przedtem. Otworzyła się przed drugim człowiekiem, a przecież tak trudno było jej dojść do siebie, po wydarzeniach z psychiatria. A to dzięki piratowi z bajeczek, które czytała… Ironia?
    Zarumieniła się, chichocząc lekko pod nosem. Schowała twarz w dłoniach, aby ukryć swoje emocje.
    - Nie wierzę w to, że temu uległam – przyznała.
    Tylko pozostaje jeden problem, czy właściciel zgodzi się na to wszystko? Uda się to?

    Alice

    OdpowiedzUsuń
  175. [Kurczę, świetny ten Hak! Jak u mnie napisane - wątek być musi. Pirat i syrenka, a to dopiero. Jest jakiś pomysł? Zarysik jakiegoś pomysłu, który moglibyśmy dopracować? Bo u mnie, wstyd przyznać, pustka. Hak mógłby kiedyś złapać Ariel, czy coś... Heh, heh, myślę!]

    Ariel Clearwater

    OdpowiedzUsuń
  176. [Takie paplaniny to ja lubię. Zawsze coś ciekawego z nich wychodzi <3. Mógł ją złapać i było tak, jak napisałaś. Udzielała mu jakiś rad, choć sama w miłości to niezła była, ale wiadomo lepiej porady dawać komuś, a samemu ciężko się zastosować. W Fable na siebie wpadną przez rynek muzyczny, no i jakoś się do siebie zbliżą. Skusiłaś mnie tymi miłośnikami morza i plażą! Może pianista Ariel skręcił nadgarstek i będzie potrzebowała kogoś na zastępstwo. I tak właśnie na siebie wpadną. Jeśli pasuje to daj znać czy zacząć, czy się tym zajmiesz :)]

    Ariel Clearwater

    OdpowiedzUsuń
  177. Cholera! Cholera jasna, psiakrew i inne takie! Czy Ariel była tak bardzo pechową osobą? Czuła się tak, jakby los z niej kpił i za każdym razem podkładał jej kłody pod nogi, ale mało tego! Za tymi kłodami zawsze było bagno, w którym lądowała za każdym razem. I weź się tu z tego czyść. Jeśli tak dalej pójdzie to wody jej zabraknie. Ileż razy można się budzić, z przysłowiową, ręką w nocniku? Gdyby tylko miała trójząb swojego ojczulka to każdemu teraz strzeliłaby nim w tyłek, tak bardzo była zła, a przy tym tak smutna, że miała ochotę usiąść na ziemi po turecku, jak mała dziewczynka schować twarz w dłoniach i zacząć szlochać.
    Całe miesiące walczyła o to, aby właściciel lokalnego baru pozwolił jej amatorskiemu zespołowi wystąpić w weekend, gdy w lokalu zbiera się najwięcej imprezowiczów. Łaziła za właścicielem dzień w dzień, tydzień w tydzień. Proponowała mu różne rzeczy, puszczała kawałki zespołu. Ba, była dla niego nawet miła! Walczyła o to jak lwica, a przecież kiedyś była syrenką, księżniczką w dodatku i przyzwyczaiła się do tego, że miała to, co chciała. A tu proszę, wytrwale dążyła do celu, chcąc czuć się odrobinę szczęśliwą w Fabletown. Muzyka właśnie dawała jej małą cząsteczkę, drobne poczucia szczęścia. I wywalczyła ten koncert, który miał odbyć się w przyszłą sobotę…
    … a pianista złamał nadgarstek.
    Nie mogła się z tym tak pogodzić. Miała się poddać? Po tylu staraniach miała zadzwonić do właściciela lokalu i powiedzieć, że rezygnują? Wyśmiałby ją i wziąłby za amatorkę. Byliby spaleni na samym starcie. Musiała szybko coś wymyśleć. Zespół bez pianisty kulał. I wtedy Ariel przypomniała sobie, że o kimś słyszała. Ciężko jej było znaleźć kogoś, kto pianistę znał. Jeszcze ciężej było zdobyć jego adres, ale w końcu jej się to udało.
    Stała przed mieszkaniem owego pianisty, uniosła rękę do góry i energicznie zapukała, przestępując z nogi na nogę. Przygryzła wargę i czekała. Nie mogła się teraz wycofać, ale była ciekawa, kim jest nieznany pianista i, co najważniejsze, czy zgodzi się jej pomóc.

    Ariel Clearwater

    OdpowiedzUsuń
  178. Nie była jakąś nieśmiałą osobą. Głupio się jednak czuła w tej sytuacji. Stała przed drzwiami nieznanego pianisty, którego chciała prosić o przysługę. Dziwna sytuacja, prawda? Nie miała jednak wyjścia, bo ten koncert naprawdę był dla niej ważny, nawet bardzo. Musiała, więc przełknąć wstyd i powiedzieć, to co musiała. Zapomniała jednak, jak się mówi, gdy drzwi się tylko otworzyły i zobaczyła mężczyznę, który w nich stał. Nie spodziewała się takiego powitania, nie wiedziała gdzie podziać wzrok, ale ostatecznie nie mogła nie spojrzeć na mężczyznę. I wtedy coś ją tknęło. Wydawał jej się dziwnie znajomy. Pierwsza myśl była taka, że zapewne minęła go kiedyś przypadkiem na ulicy i zapamiętała jego wygląd, bo trudno by nie. Był naprawdę przystojny i możliwe, że gdy się na niego natknęła to nawet się za nim obejrzała. Ale nie… Chwilę później dostrzegła kikut, nie miał dłoni. I coś czuła, że gdy mężczyzna gdziekolwiek wychodzi zakłada na ten ubytek hak. Ale on pianistą? Była niemal pewna, że gdy się przedstawi to ją pozna. No, ale nie pasowało też to, że kapitan był miły. Bo taki właśnie był. Czyżby ziemia zrobiła im psikusa? On złagodniał, a ona stała się, na pozór, wredna i niedobra?
    Weszła do środka, gdy ten się nieco odsunął. A tak, chorowanie. To dopiero paskudna rzecz. Ariel tego nienawidziła. Bóle głowy, katar, kaszel. Prawdziwa okropność i udręka. Nie miała wtedy siły na nic, nawet na śpiewanie.
    — Jasne, proszę się ubrać — zachichotała. Nie mogła powstrzymać śmiechu. No przecież, jeśli się nie myliła do tego z kim ma do czynienia, a była niemal pewna, że nie, to on próbował ją kiedyś uwieść! — Nazywam się Ariel — powiedziała — i jestem tu, bo słyszałam, że mieszka tu pianista, a ja potrzebuję pianisty.

    Ariel Clearwater

    OdpowiedzUsuń
  179. Wolał nie mówić już nic więcej o załodze. Postrzegał śmierć zupełnie inaczej i nie zamierzał udawać, że tak nie jest. Zresztą już i tak zdecydował, że jeśli zwróci bratu ukochany okręt to na pewno, o ile Huck będzie tego chciał, pozwoli mu też na należne pożegnanie z załogą. Więcej nie warto było nawet wspominać, zwłaszcza teraz gdy widział, że jego młodszy brat i tak nie jest w najlepszym stanie.
    Za to kolejne słowa Hucka, choć nie wypowiedziane w złej intencji i tak zabolały. O wiele mocniej niż mógł się tego spodziewać. Nie wiedział co powiedzieć. Z jednej strony Huck miał sporo racji, wieczność była czymś przerażającym, zwłaszcza dla prostych ludzi, takich jakimi byli w młodości. Davy na początku również tak myślał. Ale z drugiej strony... Wieczność, moc, potęga... To było coś wspaniałego, coś uzależniającego i niezwykłego. W głębi duszy miał o to żal do brata, chciał by Huck mógł stać się do niego podobny, nieśmiertelny, bez względu na cenę, nawet jeśli w ten sposób go niszczył. I jeszcze ta prośba... Z ukrytą pretensją o to co było kiedyś.
    – Nie uciekłem. – odpowiedział w końcu – Kiedy wyjeżdżałem obiecałem ci, że wrócę. I wróciłbym gdybym tylko mógł, gdybym miał pewność, że nie zrobię czegoś złego. Nadal nie do końca panuję nad tym kim jestem. – starał się jak najbardziej odłożyć emocje na bok i spokojnie wyjaśnić to bratu, bez unoszenia się, bez pretensji czy żalu – Teraz również nie mam pewności czy jeśli zostanę przy tobie, nie stanie się coś złego. Kiedyś naprawdę możesz przeze mnie zginąć. – uśmiechnął się ironicznie – Podobno w bajce zawsze kończysz swój żywot w paszczy krokodyla.
    Poklepał brata po ramieniu. Wolał uniknąć jednoznacznej odpowiedzi, albo chociaż odsunąć ten temat na przyszłość. Wiedział, że skoro już zaczęli rozmawiać powinien w końcu wyjaśnić bratu wszystko do końca. Nigdy nie powiedział Huckowi co się wydarzyło podczas tamtej wyprawy, chociaż powinien był. Teraz kiedy Huck mimo wszystko obdarzył go takim zaufaniem i przyznał się do swoich problemów, czył że jest mu to winien. Ale nie teraz i nie tutaj.
    – Zobaczę czy pozwolą cię wypisać i zabrać do domu... - dodał zmieniając temat, po czym wyszedł z sali by znaleźć któregoś z lekarzy.

    [Biedny Huck <3 Też ich kocham <3
    Z Anglii. W końcu Davy to anglosaski stworek. Poza tym w sumie mam pewne plany co do jego przeszłości, do których mi Anglia idealnie pasuje, więc jest super. W ogóle wybacz nieogarnięcie, ale jak wiesz ja w upały nie funkcjonuję, ale to już norma.]

    - Davy Jones

    OdpowiedzUsuń
  180. Podejrzewała, że on również podejrzewał, kim ona była. Przynajmniej na pewno miał wrażenie, że ją znał. A znał. Ich znajomość była całkiem zabawna, jakby spojrzeć na to z perspektywy czasu. Gdy Ariel została przez niego złapana bała się, ale tylko przez kilka minut. Potem zaczęła dyskutować z kapitanem i strach minął.
    Gdy założył hak na dłoń i przyodział płaszcz, tak charakterystyczny dla niego strój, wyglądał jak on. Prawdziwy Huck w swojej wspaniałej okazałości. Nadal był równie charakterystyczny. Ariel… jej pozostało tylko imię i włosy. Nigdy w życiu ich nie farbowała. Były bajkowo czerwone.
    — Ariel, Ariel — pokiwała głową z uśmiechem. — Wypraszam sobie. Nigdy nie byłam rybą, tylko syrenką. To coś całkowicie innego, kapitanie — mrugnęła do niego i rozejrzała się po mieszkaniu. — Nie jak na statku, ale klimatycznie. Podoba mi się — stwierdziła i znów spojrzała na niego. Uśmiechnęła się delikatnie do Hucka i podeszła do niego. Był naprawdę przystojnym mężczyzną i dobrze się prezentował.
    — Och, oczywiście. Nie wiedziałam tylko, kim był ten pianista. Jeśli powiedzieliby mi twoje imię — mrugnęła do niego. — W ten weekend mój zespół ma występ w miejscowym barze. Niestety, mój pianista złamał nadgarstek. Potrzebuję kogoś na zastępstwo. Potrzebuję ciebie.

    Rybcia bez nóżek, Arielka

    OdpowiedzUsuń
  181. [ Jak miło <3 Wątku nie odmówię, znasz mnie :D
    Mam jako tako pomysł na relację, a może nawet watek, jeśli chciałabyś napisać retrospekcję. Hak ze swoją załogą, przybyłby pewnego razu do Arendelle, byłoby to jeszcze przed koronacją, rodzice Elsy pojechali w odwiedziny do znajomych z innego królestwa, a władza spoczywała w rękach Elsy. Skończyły mu się zapasy, królestwo prezentowało się dość bogato. Jak to piraci, zaczęliby plądrować port, potem posuwając się dalej. Księżniczka musiałaby jakoś załatwić ową sytuację. Mocy by nie użyła, nie chcąc robić nikomu krzywdy. Stawiłaby czoło Hakowi. Wzięłaby szablę, wiszącą na ścianie, wyszła z zamku, podpytując i flirtujac z niektórymi kamratami, aby wydobyć informację, gdzie znajduje się ich dowódca. Nie wiem czy by go zdradzili, a jeśli nie - to weszłaby na sam pokład, gdy wzięliby już wszystko co się dało i wyzwała Haka na pojedynek. No cóż, wiadomo kto by wygrał, ale ciche szanse zawsze są. Gdyby Elsa odniosła zwycięstwo, zwróciłby wszystko co zgrabił i odpłynął, nigdy tu nie wracając, a gdyby Hak... Pozostawiam to w Twojej inwencji twórczej. I tylko wspomnę, że nie miałabym nic przeciwko przetrzymywaniu zakładników, bo w końcu Elsa jest warta sporą sumkę czy nawet na jakiś okres wcielenia jej do swojej załogi, choć podobno kobieta na statku przynosi pecha. Potem coś się wymyśli, mogliby wypłynąć w tym czasie i nawet jeśli Elsa by wygrała, byliby już daleko na morzu, wrzucając ją do jakiegoś pomieszczenia i przetrzymując jako zakładnika. W portach próbowałaby uciec i za którymś razem by się jej udało, choć aby wątek zbyt szybko się nie kończył, na drodze mogliby napotykać jakieś przeszkody, typu gigantyczny kraken, inny piracki okręt, syreny i takie tam.
    W Fabletown mogliby się ponownie spotkać i... w tym momencie mam pustkę w głowie
    Co o tym myślisz? :) ]

    Lysse Snow

    OdpowiedzUsuń
  182. [ Świetnie, że ci pasuje! Też nie mogę się doczekać tego wątku :D
    Wszystko odnośnie kwestii Fabletown jeszcze się wymyśli, na razie skupmy się na retrospekcji, która wygląda na długą podróż. Moja znajoma będzie tworzyła Annę, która też chciałaby mieć jakiś fajny wątek z Hakiem, można by to jakoś pomieszać... Się zobaczy.
    Mogłabym prosić, abyś zaczęła? W końcu to Hak przybywa do Arendelle c: ]

    Uradowana Lysse Snow

    OdpowiedzUsuń
  183. — Dla mnie wielka — powiedziała, wywracając oczami. Nie dała się jednak wodzić za nos. Wiedziała, że Huck mógł się z nią tylko tak drażnić. Taki typ, tego nikt nie zmienił. Uśmiechnęła się do niego zadziornie i puściła mu oczko. Był piratem. Wiedział też, że Ariel nie lubiła być porównywana do ryb. Już przerabiali ten temat, kilka temu, gdy została przez niego złapana, jak właśnie, rybka.
    — Może i nie zrobisz, ale zawsze można stworzyć jakieś pozory — wzruszyła ramionami — oczywiście, jeśli ma się na to finanse. — Ona sama mieszkała w małej kawalerce. Jej zespół był mały i nie zarabiała kokosów. Poza tym była też ograniczana przez to, kim właśnie była. Jeśli stałaby się sławna trudno byłoby ukrywać wszystkie syrenie dziwactwa. Chciała być znana tylko w swojej dzielnicy, aby mieć pieniądze i robić to, co robić kochała, czyli śpiewać i koncertować. Nawet dla małej, aczkolwiek wiernej publiczności.
    — Napiję się — powiedziała. Życie na ziemi nauczyło ją używania używek, a przede wszystkim alkoholu. Czasami to było po prostu potrzebne do wyluzowania się, albo dotrzymania towarzystwa. Nie lubiła jednak się upijać, choć czasami się zdarzało, tylko doprowadzać do stanu wesołości.
    — Więc zgadzasz się — powiedziała powoli, obserwując go. Odebrała szklankę, którą jej dał i upiła małego łyka. — Chcesz czegoś w zamian? — zapytała. Cóż. To pirat, żyje na ziemi, ale to nadal pirat.

    Arielka

    OdpowiedzUsuń
  184. [Haha, Lucy przyda się taka bura na sam początek xD
    Zapomniałam o jednym: w notce napisałaś, że Hak dał Lucy wybór. Zastanawiam się, jak z tego wybrnąć? :) Bo jednak, mimo wszystko nie wybrała jego. Z Davym mamy takie powiązanie, że po tym wszystkim jeszcze się widywali, a potem ich drogi się rozeszły. Jednak Lucy cały czas kochała Haka, więc może uznamy, że wówczas przeważyła ta mistyczna morska więź między nią a Davym? Czego oczywiście potem żałowała ;) Jak sądzisz?]

    Otworzyła usta, jednak nie potrafiła wypowiedzieć nawet słowa. Dłoń zacisnęła się na drewnianej barierce z taką siłą, że kilka drzazg przebiło jej skórę. Nie zwróciła na to jednak najmniejszej uwagi. Łzy znów spłynęły po jej policzkach. Płakała zbyt często, ze zbyt błahych powodów. Ludzie tego nie robili, jednak ona wciąż nie uważała się za człowieka. Ta ludzka rzeczywistość okazała zbyt trudna dla delikatnej, nie znającej życia nimfy wodnej, a płacz był jedynym sprzeciwem, na jaki mogła sobie pozwolić.
    Na moment spuściła wzrok próbując przyjąć jego słowa. Zawsze wyobrażała sobie, że Hak jest teraz kimś ważnym, kimś szczęśliwym, ma piękny dom i kochającą rodzinę. Pragnęła, by tak było. Miała nadzieję, że zapomniał o niej. I tylko ona pokutuje z swoją głupotę i brak doświadczenia. Przecież ludzie tak robią. Zapominają i żyją dalej. Wiele razy widziała to z góry, ze swojej skały. Sądziła, że i on zapomniał. Bo ona nie potrafiła. Serce nimfy nigdy nie odpuszczało, nie wybaczało i nie było tak elastyczne jak ludzkie. Dłoń na barierce zacisnęła się jeszcze mocniej.
    - Hak, kochany, ja… - jęknęła przez łzy. „Jestem nimfą”, dodała w myślach, „Nie jestem taka jak inni ludzie”. Nic mu nigdy nie powiedziała. Bała się, że nie zrozumie i wystraszy się jej. Obserwowała go tak długo, miała w sobie tyle uczuć i tyle nadziei, że obawiała się, iż ta jedna jedyna informacja wszystko zniszczy.
    - Gdybym wiedziała, że tu jesteś… - zaczęła po chwili ciągnąc nosem. Próbowała się uspokoić i w końcu powiedzieć coś logicznego. – Nie, to moja wina. To wszystko moja wina.
    „Powiedz mu o wszystkim!”, myślała gorączkowo, „Przecież nie możesz pozwolić, by odszedł! By znów zniknął!”. Łzy płynęły ciurkiem po policzkach, słone jak morze. Nic już nie mogła wypowiedzieć.
    Barierka nagle pękła. Spróchniałe deski i zardzewiałe gwoździe ustąpiły i niemal cały rządek z hukiem spadł wprost na łodzie poniżej. Lucy straciła równowagę, jednak utrzymała się jakoś na pomoście. Dopiero wówczas dało się zauważyć, iż najbardziej ucierpiały motorówki należące do policji. Oboje z początku nie dostrzegli, że ze środka wygramoliło się kilku mundurowych, który najwyraźniej szykowali się do nocnego patrolu.

    Lucy

    OdpowiedzUsuń
  185. Ona także tęskniła za morzem. Była zła na siebie, że doceniła dopiero głębię oceanu, gdy to straciła. Życie na ziemi momentami bywało okrutne, a tam, w czeluściach wodnych mogła być naprawdę szczęśliwa. Za późno zorientowała się, co tak naprawdę miało dla niej największą wartość. Żałowała, że to wszystko tak się potoczyło, ale nie mogła tego zmienić. Często patrzyła w niebo i myślała, że jest idealnym odbiciem morskiej tafli, a gwiazdy to małe rybki pływające to tam, to tu. Były to jej wyobrażenia, ale uśmiechała się na myśl o nich. Nigdy nikomu jednak o tym nie mówiła. Musiała grać twardą, a takie rozmyślania raczej niszczyłyby jej opinię, którą starała sobie wyrobić.
    — Wiem o czym mówisz — uśmiechnęła się i dodała: — Też tęsknię za morzem. Ironia losu, no nie? — uniosła brew i wzruszyła ramionami. Nie miała chyba wyjścia. Musiała się z tym pogodzić. Nie mogła zmienić rzeczywistości, nikt nie mógł, ot co.
    — O — mruknęła zaskoczona, ale po chwili jej twarz rozświetlił uśmiech — no to świetnie! — uniosła szklaneczkę z trunkiem na znak toastu i upiła małego łyka. Skrzywiła się nieznacznie. To, że piła nie oznaczało, że alkohol jej smakował.
    — Przysługę… — powtórzyła powoli, jakby analizując to słowo. — Okey, niech będzie przysługa, więc jakby coś to walisz do mnie, jeśli w czymkolwiek będę mogła ci kiedyś pomóc, pomogę — powiedziała, kiwając głową i znów upiła łyka. — A co serwujesz na obiad? — zapytała. Właściwie nigdzie jej się nie śpieszyło. Nie chciała mu też przeszkadzać, ale przyznać musiała, że lubiła rozmowy z kapitanem. Były… jedyne w swoim rodzaju.

    Arielka

    OdpowiedzUsuń
  186. [No czeeeść! C:
    Czy ja też już mówiłam, że ubóstwiam Colina? <3
    Hak wyszedł świetnie, mam słabość absolutnie do każdych piratów (i brunetów), więc mogę się tylko zachwycać. Ale, czy Elsa Ci przypadkiem o tym nie wspominała? xD
    Jestem za napisaniem wątku, bo w końcu skoro zacna siostrzyczka już się załapała, to ja nie mogę być gorsza! Huck mógłby się się spotkać z Aną gdzieś na mieście, widziałam też, że oboje grają na pianinie, co już jest jakimś punktem zaczepienia... A Ana szuka pracy, więc może szanowny pirat by mógł w czymś doradzić? A może rozpoznałby w Ani siostrzyczkę Elsy? Słyszałam, że podobno ci dwoje za sobą nie przepadają xd
    Napisz mi, co tam uważasz, Kapitanie c:]

    Ana

    OdpowiedzUsuń
  187. [Hello again :) Wisiałam Ci wątek na Katrinie, ale niestety ją usunęłam. Po dłuższej przerwie i zaznajomieniu się w końcu z "Wilkiem wśród nas" jakoś tak wyszło. W każdym razie jeśli mimo wszystko nadal masz chęć na wątek ze mną to daj znać. :)]

    Annalee

    OdpowiedzUsuń
  188. [ Zmiękkczony Hakuś? Aww, brzmi tak słodko jak Killian wyznający Emmie miłość <3
    O porwaniu wiem, Elzusia mi mówiła, nie mamy przed sobą tajemnic (no, prawie c;). W czasie waszego wątku jest jeszcze księżniczką, a to czas, kiedy odpychała od siebie Anę, więc spotkanie z Kapitanej mogłaby mieć już po tym, jak Elsa została królową. Rudość by usłyszała, że widziano go gdzieś w porcie, gdzie często się kręciła, więc pewnie zachciałaby przemówić mu do rozumu ze spóźnioną reprymendą... :D
    Co do zostawiania w bieliźnie nie mam nic przeciwko, bo mawiają, że jestem masochistką jeśli chodzi o moje postacie xD Nie, tak naprawdę pomysł bardzo ciekawy, a Hak bardzo przystojny... C:
    Nie przeczę, że Ania mogła by coś w nim zauwarzyć. Ale pamiętaj, chłopcy, którzy zadzierają z młodszą księżniczką z Arendelle, źle kończą - patrz: Hans c:
    So, skoro Hakuś na się zmiękczył, a Ani temperament tylko nabrał na pikanterii, to może to być bardzo ciekawe połączenie, którego nie moge się doczekać c:]

    Ana

    OdpowiedzUsuń
  189. [Ja jestem jak najbardziej na tak, bo uwielbiam panów piratów i marynarzy. ;)
    Pomysł...
    Hak mógłby co jakiś czas być gościem w Lucky Pawn. Powiedzmy potrzebowałby trochę gotówki, więc sprzedawałby coś ze swojego skarbu, albo okazjonalnie nawet współpracował załatwiając swoimi sposobami jakiś magiczny przedmiot, dzięki czemu w czasie gdy w Fabletown rządziła cała ta "mafia" Croocked Mana, Hak mógł spać spokojnie i nie obawiać się, że będzie miał kłopoty. Wtedy też mógł poznać Coco, która zazwyczaj siedziała w lombardzie i to ona się z nim rozliczała. Teraz kiedy to ona przejęła interes i rządzi w Lucky Pawn to jest z niej taki trochę Pan Gold xD Możemy pójść troszkę w tym kierunku i dać im taką odrobinę toksyczną relację, że niby wszystko fajnie, robią sobie interesy, współpracują, mogą nawet się w miarę lubić, ale mimo wszystko ona czasem zmusza Haka do rzeczy, których on już nie chce robić.
    Żeby było ciekawiej można też dać powiązanie z przeszłości. Powiedzmy Hak zanim trafił do Nibylandii - piracił sobie na Karaibach. A w tamtych rejonach wiara w Coco była szczególnie silna. Mogli więc się spotkać w jakiś niezbyt przyjaznych okolicznościach. Powiedzmy ktoś pragnął zemsty na Haku, nasłał na niego Coco, ale ta go ostatecznie oszczędziła, bo wyczuła że kapitan naprawdę nie jest zły tylko nieszczęśliwy, wiele przeszedł itp. Przez tamto spotkanie Coco może też wiedzieć trochę za dużo o Haku, bo poznając jego strach i koszmary, dowiedziała się dużo o jego życiu. (Może dlatego teraz Hak czasem postępuje wbrew sobie podczas współpracy z nią? Obawia się, że wykorzysta tą wiedzę przeciwko niemu?). I jak?
    Jeśli nie kojarzysz "Wilka wśród nas" to przepraszam jak coś brzmi niezrozumiale, postaram się pomóc i wyjaśnić. :)]

    Annalee

    OdpowiedzUsuń
  190. Wzięła łyk herbaty, chwiejąc się lekko na prawą stronę. Najwidoczniej alkohol zaczął działać, przez co Alice może zacząć szaleć… W dziwnym tego słowa sensie.
    - Ale wiesz co! – zaczęła. – Jeżeli mi nie wyjdzie nic, ty to za mnie zrobisz.

    Ali

    OdpowiedzUsuń

Szablon wykonała Night Tear. Źródło: WallPaper. Obsługiwane przez usługę Blogger.