niedziela, 22 marca 2015

I want my hapilly ever after and blood of eternal boy.


muzyk od siedmiu boleści / pianista w Trip Trap / 34 lata na karku / pustka w sercu / brak celu / majątek ze statku w piwnicy / samotność jedynym towarzyszem / nadal hak zamiast dłoni i dobrze / trochę śpiewa, trochę gra na czym się da


Druga gwiazda na prawo i prosto aż do poranka.
Dawniej bywało różnie. Lepiej, gorzej. Zawsze jednak coś stało mu na przeszkodzie. Ile razy coś mu się udawało, tyle też razy po jakimś czasie się paprało. Nie mniej pozostawała nadzieja na lepsze czasy, na zwycięstwo. Trzymał się jej kurczowo, nie bacząc na protesty załogi i ich krzywe miny. Musieli być mu wierni niezależnie od tego, jak bardzo był upierdliwy. Był kapitanem, trzymał w ich garści. Do tego wszystkiego nie bał się zabijać. Każdy, kto spróbowała mu się sprzeciwić lądował za burtą lub kończył z kulką w głowie. Tylko jednej istocie udało się uniknąć tego losu. Istocie, która drażniła go swoim radosnym krzykiem, każdym rudym włosem i każdym kołem zatoczonym na niebie. Nawet oddech tej jednej istoty potrafił go zirytować.

Kapitan Hak zawsze dotrzymuje słowa. Powiedziałem, że nie ucierpi jeden włos na jego głowie. I proszę, oto ten jeden włos. Reszta jest moja.
Skończyły się jednak czasy klęsk i nadeszło wreszcie zwycięstwo. Przyniosło  je nieznane i niepożądane zdarzenie. W Fabletown zyskał nowe możliwości, choć stracił ich równie wiele. Przymknął jednak oko na straconą załogę, na doskwierającą samotność i na dziwne poczucie beznadziei. Liczył się tylko fakt, że wreszcie stanął ponad Piotrusiem. Gdyby tylko chciał, mógłby zabić bachora i uniknąć sprawiedliwości. Dla odmiany nic nie stało na przeszkodzie. On jednak wolał pastwić się nad dorastającym chłopcem i ubliżać mu przy każdej okazji. Bo nic innego nie potrafiło dać mu szczęścia.

Nie wygrasz dopóki mamy wiarę, zaufanie i magiczny pył!
Właściwie to nigdy nie był szczęśliwy. Jakby definicja tego słowa i cały jego sens nigdy nie zostały mu przedstawione. Wiecznie było źle, wiecznie coś nie tak. Nawet, gdy już zwyciężył. Nadal tak jest, a on nadal cierpi. Nawet, gdy wreszcie przestał być czarnym charakterem. 
Beznamiętnie i nałogowo czyta "Piotrusia Pana", z równym niedowierzaniem ogląda wszystkie jego ekranizacje. W każdej z nich doszukuje się prawdy, której odnajduje tylko strzępki. Nie patrzy jednak na Piotrusia, którego ujęto doskonale. Patrzy na samego siebie i załamuje ręce. Był przecież wielkim piratem, który budził strach i potrafił zabijać. Zaginieni Chłopcy nie byli tak wielkim problemem. Jeden zginą z jego haka, to pojawiał się drugi, ale żaden nie był wyzwaniem. To Piotruś był nieuchwytny. Ludzie jednak tego nie widzą, a Kapitan Hak jest dla nich życiową ofermą o dziwnym uzależnieniu.

Jesteś stokfisz! Powiedz to! Głośniej!
Ku swej rozpaczy Hak nie może z tym nic zrobić. Dociera do niego, że wszystko, co dawało mu strzępki radości zniknęło. Nie na już celu, nie ma załogi. Nawet wierny Swądek zniknął we mgle bez pożegnania. Kapitan zatonął bez okrętu. Popadł w depresję z samotności. Wszyscy, którzy o nim słyszeli odepchnęli go na wstępie, nie dając drugiej szansy. Został...
Sam.
Stary.
Skończony.
I tylko tykanie zegarka, które przyprawia go o dreszcze mówi mu, że nic się nie zmieniło.
Bo i tak skończy w paszczy krokodyla. 

Kamraci
--------------------------------------
karta zmodyfikowana
tylko nie wiem, czy na lepsze
czy mówiłam już jak ubóstwiam
Colina O'Donoghue?
samego Haka zresztą też
górą piraci!
Do odważnych świat należy!

202 komentarze:

  1. [Bachorki z Nibylandii <3 Hak szukający miłości i uprzykrzający życia bachorkom z Nibylandii <3]

    Przyszły Jack Frost

    OdpowiedzUsuń
  2. To ja powitam grzecznie w imieniu administracji, cześć!
    Życzę dobrej zabawy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje i dobra zabawa na pewno będzie! Tym bardziej, że szukałam bloga o tej tematyce już nie wiadomo ile. Także dzięki za stworzenie czegoś tak cudnego :D

      Usuń
  3. [ Ach hak! jak ja cię dawno nie widziałem! :) Nie wieżę w twoją poprawę, ale kto wie ]

    Przyszły Piotruś Pan

    OdpowiedzUsuń
  4. [Mnie się łatwo nie pozbędziesz. Też czekałam na takiego bloga. :D
    Taka ze mnie szalona dziewczyna, że zdecydowałam się na Meridę. Co za dużo Elsy, to nie zdrowo. ;)
    Niech oni zostaną przyjaciółmi! Kiedyś tam. Proszę? On mógłby ją po raz pierwszy ujrzeć w Pudding n' Pie i rudzielec zapadłby mu w pamięć, ona by go kojarzyła jako "tego muzyka z Trip Trap" i na przykład po jego występie podeszła pogratulować czy coś. :)]

    Mariot aka Merida

    OdpowiedzUsuń
  5. [Chyba na ciebie... chyba że pójdziesz odpisać Narine, to się wezmę i zacznę. :D]

    I tak wiesz kto...

    OdpowiedzUsuń
  6. [Trzeba sobie radzić, nie ma co. Co do wątku bardzo chętnie coś stworzę, ale póki co nie mam konkretnego pomysłu oprócz takiego, że oni to się nie polubią. :c]

    Elsa

    OdpowiedzUsuń
  7. Mariot nienawidziła swojej pracy. Gdy tylko przekraczała próg Pudding n’ Pie stawała się całkiem inną osobą, jeszcze bardziej oddaloną od dawnej Meridy niż normalnie. Dumnym krokiem wkraczała do przebieralni, robiła sobie mocny makijaż i ubierała odważną bieliznę. Gdy powoli zaczynała wyglądać jak atrakcyjna zdzira (bo lepszego określenia nie mogła znaleźć) wychodziła na scenę. Wtedy zaczynało się jej własne przedstawienie. Najgorsze w tym wszystkim było to, że wyginanie się w erotycznym tańcu przed napalonymi facetami i ściąganie z siebie bielizny szło jej niezwykle dobrze. Tak, jakby urodziła się stworzona do uprawiania striptizu. Co za ironia losu!
    Czasami potrafiła przesiadywać przed lustrem godzinami i zastanawiać się, co powiedzieliby jej rodzice, gdyby ją teraz ujrzeli. Byliby zadowoleni ze zmian, które w niej zaszły? Przeraziliby się, widząc osobę tak odmienną od dobrze im znanej Meridy? Uznaliby, że stracili córkę bezpowrotnie? Dwie ostatnie opcje były najbardziej prawdopodobne, zwłaszcza że według rodziców Merida pozostawała niewinnym dzieckiem nawet, gdy miała szesnaście lat. Na pewno nie byliby zadowoleni z tej zmiany. Była księżniczką, a zachowywała się jak pierwsza lepsza panna z domu uciech! Powinna mieć swoje szczęśliwe zakończenie, a tymczasem z trudem wiązała koniec z końcem! No chyba że trafił się jakiś niezwykle hojny mężczyzna w kwiecie wieku i postanowił jej zapłacić ekstra za występ…
    Nienawidziła Pudding n’ Pie z całego serca i przed pracą unikała tego miejsca jak ognia. Potrzebowała chwili wytchnienia od swojego życia, dlatego udała się do Trip Trap, z zamiarem upicia się szklanką whisky. Gdy tylko wkroczyła do baru, odniosła wrażenie, że znalazła się w innym świecie. Rozejrzała się nieco zaskoczona wokół; jeszcze nigdy nie była w konkurencyjnym barze, zazwyczaj spędzając dni we własnej kawalerce i powstrzymując się przed stłuczeniem gładkiej powierzchni lustra.
    Już miała podejść do baru, gdy usłyszała muzykę. Jak zaczarowana odwróciła się w stronę siedzącego przy pianinie mężczyzny i dała się ponieść pięknej, spokojnej melodii. Na chwilę oderwała się od problemów codziennego życia i wróciła do tych beztroskich chwil spędzonych na przejażdżkach po lesie, wtedy, kiedy jeszcze była Meridą. Przymknęła powieki i po raz pierwszy od wielu dni szczerze się uśmiechnęła. Gdy tylko muzyka się skończyła, zaczęła klaskać najgłośniej ze wszystkich ludzi w barze. Powolnym krokiem podeszła do mężczyzny i uśmiechnęła do niego.
    — Przepiękny występ — powiedziała, gdy przystanęła. Nie miała nawet najmniejszych problemów z nawiązywaniem kontaktów z ludźmi; od zawsze była niezwykle otwartą i bezpośrednią osóbką. — Długo już grasz?
    Zastanawiało ją, ile lat pracy musiałaby poświęcić, żeby zagrać w taki sposób. Chwilowo osiągnięcie tego celu było dla niej nieosiągalne. Może gdyby i tutaj była księżniczką… ale nie była i, chcąc nie chcąc, musiała się z tym pogodzić.

    [Masz takie coś, o.]
    Mariot

    OdpowiedzUsuń
  8. [Jones taki mega! <3
    Ano, przestała. Miała już swoje, raz, a jak wiadomo: los się dwa razy do tej samej osoby nie uśmiecha. Co innego Hak, może teraz mu się uda :)
    Właściwie, to skąd pomysł na to oryginalne imię? Po psie z bajki? :D Musiałam zapytać.
    Wątek. Pomysł mam. Czy Huck, tak krócej, mogę?, chciałby zostać klientem Anji? Skoro potrzebuje towarzystwa... Mógł chcieć je w ten sposób znaleźć.]

    Anja

    OdpowiedzUsuń
  9. [Mnie do głowy przyszło jeszcze coś takiego, że Elsa mogłaby wynająć albo chcieć wynająć Haka na jakieś firmowe przyjęcie, ponieważ doszłyby do niej słuchy, że jest bardzo dobry w tym, co robi. Mogliby się trochę pokłócić co do wynagrodzenia. Co ty na to?]

    Elsa

    OdpowiedzUsuń
  10. [Nie dziwię się, bo to bardzo zacny tytuł!
    Haha, na to nie wpadłam, geniusz w spódnicy :D

    To dobrze, w takim razie pomysł mamy, jej! Chcesz zacząć?]

    Anja

    OdpowiedzUsuń
  11. [A dzięki :D Ja lubię teksty o rudym bachorze <3
    Chciałabym tu coś z nimi, ale nie wiem, jak daleko mogę się posunąć i czy w ogóle chcesz, o xD]

    Jack

    OdpowiedzUsuń
  12. [Możemy w tym momencie, nie ma sprawy. No i tak, zaczynasz! c:]

    Elsa

    OdpowiedzUsuń
  13. [A bo ja tu już o romansach myślę z dramą w tle... może być czy niet?]

    Jack

    OdpowiedzUsuń
  14. [Ja tu miałam plan! A ty zepsułaś :( taka drama, że oni ten i potem to i w ogóle :(
    Dobra, przyjdę jutro ;)]

    Jack

    OdpowiedzUsuń
  15. [Chodziło mi o coś takiego, że spotkali się kiedyś w barze, wypili trochę za dużo, skończyli w łóżku, byli trochę skrępowani tym, co zaszło, ale doszli do wniosku, że nawet było fajnie i można by to powtórzyć na trzeźwo. Od tamtej pory mogliby się spotykać tylko na seks, ale któregoś z nich mogłoby to zacząć męczyć, że to tylko cielesność bez uczuć. To tak w skrótowym skrócie :)
    Co sądzisz?]

    Jack

    OdpowiedzUsuń
  16. [Czy nie wiesz, że to nieładnie podglądać czyjeś karty!? Niu, niu, niu. Powiedziałabym coś więcej, gdyby nie to, że ja też podglądam i nawet się do tego przyznaję na lewo i prawo. O! :D

    Panie Hak, powiem bez ogródek, że chcę wątek. Jeszcze nie jestem pewna jaki, ale Mąż na pewno będzie zazdrosny o takiego przystojniaka, a to dobrze. Nic tak nie poprawia jakości związku jak odrobina zazdrości. Dodam może jeszcze, że osobiście nigdy nie lubiłam Piotrusia Pana i Hak był na mnie bohaterem o rysach tragicznych. Wydaje mi się, że Roszpunka sądzi dokładnie to samo. To dość przewrotna istota.

    A tak na marginesie to ona powinna go kiedyś okraść. A co!]

    Elle Rider (Rapunzel)

    OdpowiedzUsuń
  17. [Cześć! Przyszłam wyżebrać jakiś wątek, bo Hak <3]

    Ava

    OdpowiedzUsuń
  18. [Oh, Huck zdecydowanie mógłby zawrócić w głowie Avie, świadomie czy nie, to już jak wolisz, a uczucie to pewnie i tak nie będzie odwzajemnione (a szkoda xD). Mógłby jakoś ją wykorzystywać do swoich celów, Ava taka niewinna, więc nikt by się niczego złego po niej nie spodziewał, szczególnie, że jest tylko zwykłym człowiekiem :)]

    Ava

    OdpowiedzUsuń
  19. [Jak bez ręki, to bierę w ciemno! : D Cześć! Bardzo dziękuję za powitanie. :3 Hm, tak myślę, może Hak (tu pozwolę sobie założyć, że cienko przędzie) będzie chciał kupić coś-cokolwiek w antykwariacie Fiffy? Wiem, ze to sztampa i nie wiem, co mógłby potrzebować pirat – nowe haka? ;d – ale to może być ciekawe wyjście do znajomości zakrapianej rumem. : D]

    F. Wright

    OdpowiedzUsuń
  20. [ I niech się Kovu wypcha jak tutaj jest kapitan Hak :D
    Błagam niech pomysły łaskawie do mnie wrócą ... Jakoś nie widzę by miał powód wpaść do kwiaciarni, prędzej ona zapuści się do Trip Trap, zainteresuje się tym jak on wygląda i może być wyjątkowo zachwycona jego grą na pianinie ;) ]

    Elizabeth aka Kiara

    OdpowiedzUsuń
  21. [Chociaż ktoś! Próbuję nowych autorów namówić na zrobienie kogoś z Atlantydy, ale za tą bajką nie przepadają.
    Wyobraziłam sobie, jak zbliża się zamknięcie lokalu... Helga liczy dokładnie napiwki, Hak gra sobie coś smętnego, a gdzieś w tle brzęk obijającego się siebie szkła. I potem taka zaspana, nijaka rozmowa o kwintesencji bycia złym. <3 ]

    Helga

    OdpowiedzUsuń
  22. [Komplement od Haka i to jeszcze o takiej twarzy!;3 Wątek by może im zrobić? Jakoś się może dogadają przy butelce wódki? ]

    Savannah

    OdpowiedzUsuń
  23. [ Jakiś pomysł na wąteczek? Może, a nie nie mam pomysłu ;/ ]

    Piotruś

    OdpowiedzUsuń
  24. [<3
    Zaczynanie nie jest straszne xd tylko od czego zaczynamy? Jak Hak przychodzi do Jacka tym razem z czymś do picia, bo przecież można czegoś się napić?]

    Jack

    OdpowiedzUsuń
  25. [ Będę bardzobardzobardzo wdzięczna za zaczęcie ^__^ ]

    Beth

    OdpowiedzUsuń
  26. [Jak chcesz, to ja mogę zacząć przecież, nic na siłę, a mnie to rybka, tylko moje zaczęcie będzie dość... kulawe xd bo akcja wychodzi od Haka.]

    Jack

    OdpowiedzUsuń
  27. [ Genialny pomysł, kto zaczyna? Och biedny Piotruś i Hak, jeszcze nie wiedzą co ich czeka xd ]

    Piotruś

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mogę dać cię do powiązań, za niedługo, jako wróg numer 1?

      Usuń
  28. Jack nadal nie wiedział, jak do tego wszystkiego doszło, serio. Jak w jednej chwili mógł sypiać sam, a w drugiej leżeć obok obcego, rozgrzanego ciała? To wszystko potoczyło się tak szybko! Odczuwał głęboką samotność, anonimowość, nikt się nim nie przejmował, chociaż próbował zwrócić na siebie uwagę. Potem znalazł się w tamtym barze i poznał samego Kapitana Haka. Kto by się spodziewał, że zobaczy w nim tyle smutku. Może dlatego wtedy się do niego przysiadł, ponieważ czuł się wtedy podobnie. I to pewnie to spowodowało, że wylądowali w jednym łóżku, zupełnie nadzy. Obaj potrzebowali bliskości fizycznej i ją dostali. Jack czuł się zawstydzony nad ranem, ale musiał przyznać, że bardzo mu się to podobało.
    A potem jakoś samo się potoczyło. Częstsze spotkania raz tu, raz tam, które opierały się tylko na fizyczności. Z początku Jackowi to odpowiadało. Nie czuł się do końca sam, ani też nie musiał się zwierzać nikomu, odsłaniać przed sobą, co tak naprawdę siedzi mu w głowie. Bo przecież zdjąć przed kimś ubrania to żaden problem. Ale pokazać mu całego siebie…
    Na dzisiaj też się umówili w mieszkaniu Jacka. Nie było ono jakieś super duże ani wypasione, ale jemu w zupełności wystarczało. W środku można było dostrzec dużo nawiązań do samej zimy. Jack siedział na parapecie i obserwował ulice. Próbował też odnaleźć sylwetkę Haka, którego w głowie nazywał po imieniu od jakiegoś czasu, ale ciii…

    Jack

    OdpowiedzUsuń
  29. [ Oooo Hak :D W każdym razie lubiłam go bardziej od Piotrusia xD To jak, wąteczek? Tylko u mnie z pomysłami koślawo. :c ]

    Mulan

    OdpowiedzUsuń
  30. No to zaczynam xd

    Dumny jak zawsze Peter kroczył wolno lecz pewnie wgłąb długiego korytarza. Coraz bardziej wkurzony przeczesał swe blond włosy do tyłu. Nie dość, że nic nie idzie po jego myśli to jeszcze nieudana konferencja. Wyjął niezgrabnie piętnastą już fajkę z tylnej kieszeni. Zapalił ją i po chwili rozkoszował się napływającym do jego buzi cudownym smakiem tytoniu. Tak, miał z tym skończyć, ale po co? I tak kiedyś umrzemy. Poczuł niezwykłą chęć na dziwki. Coś z życia trzeba mieć, no nie? Wrócił się więc i wywalił fajkę do śmieci. Poszedł w stronę swojego biura i zajrzał do ostatniej szafki na klucz, właśnie tam znajdowały się kluczyki do auta i biura. Wziął je. I szybko podszedł do winy, by nikt go nie zatrzymał. Gdybym poleciał poszło by szybciej- pomyślał. Nie, tu jesteś zwykłym człowiekiem. Nibylandia nigdy nie istniała- skarcił się szybko. Nie lubił myśleć o przeszłości. Oczekiwania na windę były dość długie. Od razu pomyślał, kogo ja zatrudniam?
    -Kurwa.-warknął do siebie. Ze znudzenia zaczął wystukiwać bliżej nieokreśloną melodię paznokciami. Winda wreszcie otworzyła się wsiadł szybko do niej. Oczekiwania nie trwały zbyt długo. ŁUP winda zatrzymała się na parterze a do środka wparował nie kto inny jak najmniej spodziewany się wróg Piotrusia. Hak nie zauważył, że w windzie jest ktoś prócz niego i wybrał 13 piętro. Peter dość znacząco zakasłał a wystraszony Hak natychmiast się odwrócił. Przez długi czas w grobowej ciszy mierzyli się wzrokiem.

    OdpowiedzUsuń
  31. [Może być i tam;3 Nala będzie od niego hajsy ciągnąć na glamour co Ty na to? :D]

    Savannah

    OdpowiedzUsuń
  32. [A Hak będzie taki dobroduszny, czy raczej będzie tu to działać w myśl zasady ja Ci coś dam... jak Ty dasz coś mi?:D
    Jak zaczniesz będę Cię na rękach nosić, bo ja na zajęciach siedzę i z telefonu to tak źle się pisze dłuższe teksty... *,*]

    Savannah

    OdpowiedzUsuń
  33. [Hahaha! Ok w takim razie grzecznie czekam :D]

    Savannah

    OdpowiedzUsuń
  34. [ Ooo okey :3 W takim razie zaczynam ]

    Gdy wybiła godzina dwudziesta trzecia, Mulan mogła wreszcie zamknąć bar. Wygoniła ostatnich dwóch pijaczków, warcząc pod ich adresem nieprzyjemnie. Czasami zastanawiała się czy to przez fakt, iż od poniedziałku do czwartku lokal był stosunkowo wcześnie zamykany ma tak mało klientów. W prawdzie na początku gdy go przejęła, cieszył się dużą popularnością, ale ciągłe bójki chyba przyniosły mu złą sławę. Mulan chciała by dochody były większe niż te, co ma aktualnie. Wystarczało jej na opłatę rachunków, na pensję dla siebie i pracowników, ale jeśli tak dalej pójdzie... będzie musiała kogoś zwolnić, a nie chciała tego robić.
    Po dłuższej chwili stania przy oknie i wpatrywaniu się w spływający po szybie deszcz, obróciła się na pięcie, podchodząc do baru. Zrobiła sobie drinka, po czym usiadła przy najbliższym stoliku. Musiała pomyśleć nad czymś by lokal nie upadł, a ponoć najlepsze pomysły wpadają podczas sączenia alkoholu i wpatrywania się w źródło problemu. Nawet przez moment przeszło jej przez myśl, że powinna popatrzeć w lustro. Uśmiechnęła się na krótko do siebie, fatalna myśl!

    Mulan

    OdpowiedzUsuń
  35. [ŁoBorzeThorze! Jak super – dziękuję, że zaczęłaś. <3 Jest super i maniera mówienia Haka rozwala totalnie. : D Odpisze jak najprędzej się da, ale nie obiecuję, że to nastąpi dzisiaj – licencjaty party soft. :c BTW, nowy gif jest świetny, ale wychodzi za ramkę posta niestety. :<]

    Zachwycona Fifka Wright

    OdpowiedzUsuń
  36. Życie, czy to przedtem czy teraz, nie było dla niej łaskawe. Owszem, w końcu dostała swoje szczęśliwe zakończenie, jednak w porównaniu z latami biedy w bidulu, ten niecały idealny rok był teraz niczym zaledwie mgliste wspomnienie. Nagle, nie wiadomo dlaczego, znalazła się tu, i znowu była nikim. Kolejną dziewczyną z sierocińca, o którą nikt nie dba. Gdyby się uparła, zapewne odnalazłaby Dymitra i babkę, po co jednak miała drugi raz przechodzić przez to samo, dla kilku ulotnych chwil? Wolała zostać realistką, nie marzyć już, że jest księżniczką, nawet jeśli była to najszczersza prawda. Zajmowała się tym, czym zapewne i tak by się w tamtym świecie zajmowała, gdyby nie była taka dociekliwa i uparta. Razem w Paryżu , tak, jasne.
    Przynajmniej miała praca. Jaka by nie była, żadna praca nie hańbi, z czegoś musiała żyć i opłacić siebie i psa... Co prawda nie swojego, tylko jakąś tutejszą znajdę, ale imię dała mu takie same. Może więc jednak nie tak do końca pragnęła zapomnienia? Nikt jednak nie powiedziałby, że ta Anja, ta dziwka, jak ją nazywali, ma coś wspólnego z rodziną królewską. Ba! Wyśmialiby ją, gdyby zdradziła, z jakiego rodu pochodzi. Dlatego się nie wychylała, bez słowa sprzeciwu spełniała swoje obowiązki, pobierając mizerny procent. Zawsze zresztą liczyła na napiwki, te okazywały się często całkiem hojne, co w zupełności jej wystarczało.
    Dzisiaj już prawie godzinę siedziała bezczynnie, sama, jej koleżanka po fachu już dawno miała zajęcie. Zamierzała poczekać jeszcze chwilę, a jak nic się nie zmieni, pójść na salę i na własną rękę kogoś poszukać. Hajs się musi zgadzać, jak mówił szef, i wolała potem nie tłumaczyć się, dlaczego w tę noc zarobiła mniej niż zwykle. Na szczęście w ciągu niecałych dziesięciu minut dostała info, że ktoś na nią czeka w jednym z pokojów. Ktoś, dla kogo miała się postarać... Zawsze się starała.
    Poprawiła włosy, nałożyła na usta nową warstwę szminki, na krótką jedwabną koszulkę nocną narzuciła szlafroczek w tym samym kolorze. Nie musiała przechodzić przez bar, żeby dostać się na zaplecze, dlatego w tym stroju niepostrzeżenie przemknęła, aby po chwili wśliznąć się już za drzwi. Mężczyznę dostrzegła od razu, potem dopiero jego hak. Przełknęła szybko ślinę, ale uśmiechnęła się, i przekręciła klucz w zamku.
    - Teraz nikt nie będzie nam przeszkadzać - powiedziała, rozluźniając nieco pasek od szlafroku i zbliżyła się do łóżka.

    [Jest dobrze, u mnie może być gorzej, bo pomimo kilku takich postaci, nigdy jeszcze wątku bezpośrednio w pracy nie miałam, więc Anja jest moją świeżynką.]
    Anja

    OdpowiedzUsuń
  37. [Przepięknie dziękuję za miłe słowa, tym bardziej, że bałam się ze zepsuję postać ukochanej od zawsze Arielki!
    Kapitana uwielbiam! I ten zegarek tykający, jedna z lepszych bajkowych postaci! I ten Twój jest idealny, zarówno wizerunkowo (najlepiej dobrany wizerunek ever), jak i charakterologicznie <3]

    Ariel

    OdpowiedzUsuń
  38. [Dziękuję ;3 Kapitan Hak też niczego sobie ;>]

    Anka

    OdpowiedzUsuń
  39. Nawet taka osóbka jak Elizabeth potrzebowała rozrywki. Nie mogła wiecznie siedzieć w kwiaciarni, a z niej szybko przemykać ulice i zamykać się w swoich czterech ścianach. W małym mieszkanku czuła się po prostu bezpiecznie i najbardziej naturalnie. Nie musiała się strofować, ale odosobnienie jej na pewno nie pomagało co widać było po tym jak gada do wszystkich roślinek. Już powoli ich imiona jej się mylą. Dlatego też tego wieczora postanowiła udać się do Trip Trap. Z początku czuła się nieco nieswojo, ale przy dobrej muzyce płynącej z pianina, szybko się rozluźniła. Z początku siedziała przy barze popijając od dłuższego czasu jednego drinka, który nie chciał przejść za bardzo przez jej gardło. Trunek to dla niej nowość, tak samo jak papierosy, których dym nieznośnie drażnił jej nos.
    Wsłuchiwała się w dźwięki wygrywane przez dość intrygującego mężczyznę. Hak zamiast dłoni wcale nie utrudniał mu gry na instrumencie. Nawet na chwilę przymknęła oczy i kołysała się lekko póki muzyka nie porwała jej do tańca. Nie znała się na tym za bardzo, ale chyba nie szło jej tak źle. Miała w sobie wrodzoną, kocią grację. Jej spojrzenie co chwila krzyżowało się ze wzrokiem ciemnowłosego pianisty. Lekki uśmiech błąkał się po jej twarzy przez cały czas. Wprawił ją w dobry nastrój, kiedyś pewnie zaczęła by mruczeć z zadowolenia, ale teraz powstrzymywała ten odruch. Gdy muzyka zaczęła cichnąć bez problemu wmieszała się w tłum zapełniający lokal. Wręcz zakradła się do pianina, o które lekko oparła swoje drobne ciało.
    -Niezła gra.- Pochwaliła z lekkim uśmiechem. Jej oczy lśniły wesoło.

    [ Jest fajnie :D ]
    Kiara

    OdpowiedzUsuń
  40. [No jasne, że tak! Tak się zastanawiam, a co gdyby Hak wziął Ariel za Wendy i chciał się na niej zemścić, a tu taka pomyłka?]

    Ariel

    OdpowiedzUsuń
  41. [Może będzie na jednym z jego występów? I kiedy Huck siądzie gdzieś sobie przy barze/stoliku, aby się czegoś napić, Ava do niego się przysiądzie, aby powiedzieć kilka miłych słów. Może być? :)]

    Ava

    OdpowiedzUsuń
  42. [Ja rzuciłam pomysłem, więc ty zacznij <3]

    Ava

    OdpowiedzUsuń
  43. [Panienka ma ochotę, ale nie wie na co ;3]

    Anka

    OdpowiedzUsuń
  44. [och, jej, dziękuję Ci bardzo za miłe słowa :) ja tam nie jestem do końca z tego zadowolona, ale skoro czuć od niego lwem, to dobrze :D
    zaimponował mi Twój Hak, bardzo, ale to bardzo miło się na niego patrzy i czyta.]

    Dane

    OdpowiedzUsuń
  45. Z każdym kolejnym dniem gubiła w tej miejskiej dżungli, do której siłą została zesłana, jakąś część samej siebie… Chociaż w zielonych, kocich oczach widoczna wciąż była odwaga i pewność siebie, dobroć serca i empatia, złamały się równie szybko co kręgosłup jej moralności; nie była już tą znaną wszystkim z bajki Nalą – królową lwich serc, dobrą żoną i matką; jako człowiek stała się jeszcze większym drapieżnikiem niż za swojego kociego życia i szczerze powiedziawszy nie robiło to na niej większego wrażenia. W tym świecie było to całkowicie normalne, nawet najczystsze serca bajkowych postaci zostały zjadane przez egoizm i zło… niczym w krzywym zwierciadle zobaczyć można było prawdziwy świat baśniowych stworów, w którym to żyli długo i szczęśliwie było nic nie znaczącym pierdoleniem.
    Pomimo tego jednak, że charakter jej nieco się załamał i przybrudził w kilku miejscach, wciąż dostrzec można było w niej coś dziwnie majestatycznego. Coś co sprawiało, że miało się ochotę pochylić przed nią głowę, wykorzystywała to w każdy możliwy sposób, tak samo zresztą jak i swój urok osobisty, jakim to obdarzyła ją wiedźma biorąc fortunę za swoje hokus-pokus, które zresztą po jakimś czasie okazało się felerne, bo niekiedy, najczęściej w najmniej oczekiwanych momentach pojawiał się jej ogon, lwie uszy, czy szpony godne drapieżnika… I pomimo tego, że kochała swą prawdziwą naturę przyznać musiała, że nie było to zbyt wygodne, ani też bezpieczne, zwłaszcza, że groziło odesłaniem na owianą złą sławą farmę. Nie spieszno jej było do tego, by ograniczono jej wolność, więc łapała się każdej możliwej okazji, żeby tylko uciułać odpowiednią sumkę i znów odwiedzić wiedźmę urzędującą w podejrzanej okolicy.
    Słyszała JEGO historię, słyszała o majątku, jaki rzekomo posiadał, obserwowała go już od pewnego czasu, czając się w ukryciu, pozostając niezauważoną… Swego czasu była mistrzynią polowań. Pojawiła się w tym podrzędnym barze z tajemniczym uśmiechem, leniwym spojrzeniem lustrując wszystkie bajkowe stwory ukryte w ciałach zwykłych ludzi, a kiedy poczuła na sobie dość natarczywe spojrzenie, odwróciła wzrok przez krótką chwilę przyglądając się siedzącemu przy barze mężczyźnie z pozornym zainteresowaniem. Nie trwało to jednak zbyt długo, ułamek sekundy wystarczył, by sprawnie wmieszała się w tłum znikając mu z pola widzenia. Zwinnie, niczym kot, drapieżny kot którym przecież w głębi ducha nadal była lawirowała między gośćmi podrzędnej knajpy, by po tuż po tym pojawić się tuż za jego plecami.

    [Pierwsza moja taka postać, pierwszy mój wątek, mam nadzieję, że nie zjebałam XD]

    Savannah

    OdpowiedzUsuń
  46. [Kombinujmy, mamy nawet jakieś tam wspólne muzyczne podłoże... Może by tak szorstka, męska przyjaźń? Dane mógłby wpaść na niego przy wybiegu dla krokodyli... just sayin' :)]

    OdpowiedzUsuń
  47. Kolejny nudny dzień w tej zapchlonej dziurze. W Whitmore Industries zarabiała znacznie więcej i nie musiała tyle harować, ale tamte czasy minęły. Teraz zmywała szminkę ze szklanek i polewała drinki bandzie zboczeńców. Na szczęście zdołała sobie już stałych bywalców wychować. Niech no tylko któryś spróbuje złapać ją za tyłek! Paskudna robota. Przeklinała ją każdego dnia. Miała jednak swoje plusy. Nie musiała rozkładać nóg, by przeżyć, i sama wybierała tych, którzy zasługiwali na noc z nią. Nie była nowicjuszką. Ona była, jest i będzie zła, a cała banda tych cholernych księżniczek i książulków nie jest w stanie jej tak nagle dorównać. Zabawne, dopiero teraz odkryli, jak fajnie jest być kanalią i żyć ponad prawem?
    Liczyła te parszywe napiwki, mając nadzieję, że tym razem będzie więcej niż ostatnio. Obsługiwała dzisiaj prywatną popijawę siedmiu krasnoludków, którzy nie byli w stanie wyjść z knajpy o własnych siłach, ale za to hojnie jej podziękowali za przelewanie niekończącej się ilości alkoholu do szkła. Skąd oni mieli tyle pieniędzy?
    - Jest w porządku, ale i tak nędznie – mruknęła, dopiero teraz przypominając sobie o obecności Haka. Nie słyszała jego gry, nie słyszała chrapania klientów. Przebywanie w tym miejscu było dla nią rutyną. Działała trochę jak maszyna. Zresztą była w wojsku, uczyła się, wypełniała rozkazy i rzadko głośno marudziła. Pewne stare nawyki się nie zmieniają. Nawet nie zauważyła, w którym momencie melodia ucichła i mężczyzna się przesiadł. Zdecydowanie bardziej wolała towarzystwo tych prawdziwych niecnych charakterów. Haka nawet lubiła, ale żaden mężczyzna nie zasługiwał na jej zaufanie. To podły gatunek.
    - Raczej nie bywam uczciwa, więc nie mam porównania – odpowiedziała, chowając dzisiejsze łupy do kieszeni. W kasie nie musiało się zgadzać. Zresztą to był bar. Tutaj non stop wołali o piwo i shoty. Kto by to liczył? Na pewno nie Helga. – Powinniśmy się niedługo zwijać – dodała, rozlewając dla nich alkohol. Strasznie podobał jej się jego hak, wyobrażała sobie, jak wbija go w czyjeś serce i robi nim piękną dziurę. Aż oblizała usta. Wskazała brodą na szklankę.

    Helga

    OdpowiedzUsuń
  48. [Ok, to będzie prawdziwe rozpływanie się, ale: HOOK. <3
    OUAT stało się przyjemniejsze do oglądania kiedy przystojny pirat uraczył nas swoją obecnością tam. :D Nie boli mnie nawet, że tak zniszczyli ten serial, bo przynajmniej było na kogo popatrzeć. A jeszcze odkąd przyjaciółka nazwała tak najnowszy koci nabytek w swoim domu to 'Hook' kojarzy mi się tylko ze zwariowanym stworzeniem.
    Coś tak myślę, że Pocahontas mogłaby towarzysko wpaść czasem do konkurencji, jeśli oczywiście masz jeszcze miejsce na jakiś wątek z kolejną panną. ;)]

    Rebecca

    OdpowiedzUsuń
  49. [Tak, tak, tak! Jakiś jeziorko musi tam być, zdecydowanie! To kto zaczyna? :3]

    Ariel

    OdpowiedzUsuń
  50. [Wpadać będzie, ale powiedz mi czy coś więcej kombinujemy, żeby się nie urwało po 2 odpisach czy chcesz spróbować taki spontan i liczyć, że damy radę to pociągnąć w trakcie? ;)]

    Rebecca

    OdpowiedzUsuń
  51. To nie tak, że Ariel tęskniła za dawnym, podwodnym życiem. Nogi, które otrzymała dzięki zaklęciu były spełnieniem jej największych marzeń, osiągnięciem szczęścia i spełnieniem. Wcale nie tęskniła za długim ogonem, który jedynie sprawiał kłopoty. Ani jej się śniło wracać do głupich sióstr, nadopiekuńczego i surowego ojca Trytona, czy też przebrzydłej Urszuli, która już raz ją wmanewrowała w niemałe kłopoty. Tutaj było jej po prostu dobrze. Tęsknotę za Florkiem rekompensowała jej lewa noga, tęsknotę za Sebastianem – prawa. Oglądała się godzinami w lustrze, tańczyła do utraty tchu i robiła wszystko aby tylko móc z nich korzystać. Nie oddałaby ich za nic w świecie.
    Nie umiała jednak być do końca obojętna przechodząc obok barów sushi lub sklepów rybnych, dlatego od czasu do czasu, obklejała się plastikową folią i skakała przed supermarketami, krzycząc, że jest bezbronną rybą i błaga o to żeby jej nie zabijać. Z tych samych powodów walczyła o likwidację oceanariów i delfinariów, i dlatego też nazbyt często pojawiała się nad małym jeziorkiem, które dalej jednak było namiastką dawnego domu. I chociaż za nic w świecie nie zamieniłaby ludzkich wygodnych staników, na ten z muszli, na który była skazana przez tyle lat, to jednak nieraz wskakiwała do zimnej wody nie przez tęsknotę, a raczej poprzez niewytłumaczalny dla niej pociąg, którego w żaden sposób nie umiała pohamować. A kiedy leżała już na brzegu, trochę zmarznięta, w lepiących się do mokrego ciała ubraniach, powracała pamięcią do swoich marzeń, które zostały zrealizowane. I leżała tak, napawając się swoim spełnieniem i szczęściem aż nazbyt często, tak jakby nie miała wystarczająco dużo zajęć. Lubiła jednak przyglądać się księżycowi, o którym śniła na dnie oceanu, który był dla niej tak odległy, jak teraz odległy jest sam ocean i poprzednie życie.
    Nie była uważna, nie wierzyła w czyhające na wszystkie eks księżniczki niebezpieczeństwo. Czuła się jakby od zawsze była człowiekiem, a do tego nie była zbyt rozważna, co nie wróżyło niczego dobrego. Nic więc dziwnego, że nie zorientowała się, że nie jest sama tak jak zazwyczaj. Poza tym Ariel uparcie wierzyła w dobro, myśląc, że nie ma istot złych, są po prostu istoty, które nie są rozumiane przez resztę. Możliwe, że była zbyt naiwna i możliwe, że wcale jej bajka przez to nie skończy się dobrze.

    [Dobra, początek jest beznadziejny, wiem, ale to dlatego, że trochę już wyłączyłam myślenie a też nie wiem jak zachowa się Hak, nie miej mi za złe! :>]

    Ariel

    OdpowiedzUsuń
  52. Każdy szanujący się złodziej powinien wiedzieć, kiedy przyznać się do porażki. O statusie oszusta nie świadczy przecież odsetek spraw rozwiązanych pomyślnie, ale ten procent pomyłek i klęsk, który został w zwycięstwo przekształcony. Ot, życie jest sztuką improwizacji i dostosowania się.
    Elle Rider była przykładem istoty, która jednocześnie wyglądała na absolutnie dostosowaną i…niedostosowaną.
    Zacznijmy od początku. Otóż El wiedziała doskonale, że pewne rzecz się opłacają, a inne nie. Siedzenie całe życie w wieży: nie. Czytanie setek ksiąg: tak. Wyjście za mąż za pierwszego spotkanego w życiu mężczyznę: i tak i nie. Tu rzecz jasna wkrada się przewrotny żart, cecha charakteru, która wyostrzyła się u Rapunzel po przekroczeniu progu Nowego Świata. O, lubiła to, że ten świat był mniej ugrzeczniony.
    - Bo, rozumiesz, to nie jest tak, że ja coś ukradłam. To nawet nie forma przywłaszczenia. Potraktujmy to jako nieporozumienie - wypaliła na powitanie.
    Sprawa wyglądała kiepsko. Prawdziwy początek leżał w haku. W haku Haka, jeśli mamy być dokładniejsi. Jeśli by ktoś zapytał, Elle miała zamiar w ogóle nie przyznawać się do tego, że usłyszała o takim jednym kupcu, który hakiem Haka byłby zainteresowany. No bo, przecież to logiczne, na hak Haka łatwiej się nadziać niż się dzięki niemu nadziać. Ot, logika!
    A jednak w przypływie impulsu, Elle Rider, szanowana żona, ex-księżniczka i bardzo mądra kobieta, postanowiła popełnić ten czyn karalny i opłacalny tylko w pięknej teorii. Teraz trzymała hak Haka w swoich dłoniach, a sam Hak stał naprzeciwko niej. Okolica piękna. Ciemna uliczka, obdrapane kamieniczki z obu stron, niewielki teren zielony w pobliżu. Po brawurowej ucieczce Elle postanowiła, że nie będzie chować głowy w piasek, ale zagra w karty otwarte. To znaczy, spróbuje się wywinąć, najlepiej tak, żeby Flynn o niczym się nie dowiedział, a ona wyszła z tego nieporozumienia obronną ręką. Jak uciekała, tak się zatrzymała. Odwróciła w stronę bestii. Z odwagą grała oszusta większego, niż nim była.
    Uśmiechnęła się szeroko, krótkim dmuchnięciem pozbyła się włosów zasłaniających jej oczy, a później strzepnęła niewidzialny pyłek ze skórzanej kurtki. A później zerknęła ni to wyczekująco, ni to diagnozująco. Ot, rzucać hak i uciekać, czy jeszcze się powstrzymać?

    Elle Rider

    OdpowiedzUsuń
  53. Stała tuż za nim przyczajona niczym drapieżnik na swoją zwierzynę… i w gruncie rzeczy nie odbiegało to tak bardzo od prawdy, pomijając oczywiście rozszarpanie go pazurami, które pomalowane teraz na czerwono, nie były aż tak zabójcze jak jej dawne szpony. Nie chodziło tu dziś bowiem o jego życie, a o coś, dla niektórych, znacznie cenniejszego – pieniądze. Swoją drogą rodziła się tu całkiem ciekawa ironia losu… Tęskniła za swoim lwim wcieleniem, a jednocześnie robiła wszystko, by ukryć je przed światem, nakazywał jej to chyba instynkt samozachowawczy, bo gdyby nie zasady, do których chcąc czy nie, musiała się zastosować, najchętniej dumnie kroczyłaby ulicami tej betonowej dżungli na swoich czterech łapach, za którymi zatęskniła teraz nieco bardziej. Widząc jak odwraca się w jej stronę przywołała na twarz całkiem przyjemny, tajemniczy uśmiech i przez dłuższą chwilę, nie mówiąc zupełnie nic lustrowała go świdrującym, przenikliwym spojrzeniem dużych, zielonych oczu. Przyznać musiała sama przed sobą, że wyglądał całkiem przyjemnie… Znacznie od niej wyższy, o ciemnych włosach chociaż zdecydowanie lepiej byłoby mu z grzywą i jasnych oczach utkwionych w jej twarzy… Mogła trafić zdecydowanie gorzej.
    Kiedy usłyszała słowa mężczyzny jej uśmiech stał się odrobinę bardziej drapieżny, a w zielonych tęczówkach błysnęła jeszcze lepiej dostrzegalna dzikość. Trzeba jej było przyznać, wiedziała jak w połączeniu ze swoją naturą wykorzystać to co dała jej wiedźma, zdzierając z niej przy tym resztki oszczędności. Szczerze powiedziawszy była bez grosza przy duszy i nie stać by jej było nawet na pięćdziesiątkę i tak pewnie rozrobionej z wodą wódki. Skinieniem głowy odpowiedziała więc twierdząco na jego propozycję, z doświadczenia, małego bo małego, wiedziała, że takie sprawy najlepiej załatwiać przy drinku.
    -Savannah Black – odezwała się w końcu, nie zdradzając tak od razu swojego prawdziwego „ja”… w końcu odrobina tajemniczości jeszcze nikogo nie zabiła.
    [Już mi tak nie mów, bo się zaczerwienię!:3]

    Nala lecąca na hajsy.:D

    OdpowiedzUsuń
  54. [U mnie ciekawy Derek, a u Ciebie moja ulubiona narracja w karcie. Cześć, dziękuję za powitanie! Kapitana Haka to bym się chyba nie podjęła, ale niewątpliwie to ciekawy wybór! ;)]

    Daniel Valdes

    OdpowiedzUsuń
  55. Panienka, kawa, porozmawiać, no i ten hak... Na pewno nie pochodzi z tej bajki, ale naprawdę miło czasem spotkać kogoś kto tak jak ona idealnie nie wpisuje się w to dziwaczne społeczeństwo. Nigdy też nie zastanawiała się jak ją ludzie postrzegają, ale starała się nie przesiąknąć złem, które jest tak powszechne w tym świecie i chyba nawet jej się udało. Nie straciła swojego optymizmu, chęci przygody, więc nie jest źle. A to, że mogą ją brać za kogoś nieco nienormalnego jakoś jej nie przeraża. Nie ma zamiaru się zmieniać tak jak większość. Zresztą uparcie wierzyła, że kiedyś znów każdy wróci na swoje miejsce, do dawnego domu. Na prawdę tego chciała, ale problem tkwił w tym, że nie rozumiała co się tutaj stało.
    -Z chęcią.- Odpowiedziała w końcu i odsunęła się od pianina. Miał rację było tu duszno, a ją już ciągnęło na zewnątrz by zaczerpnąć świeżego powietrza. No i czyjeś towarzystwo też jej dobrze zrobi.- Jestem Kia...- Urwała w połowie. O tym imieniu powinna zapomnieć, ale to tak jakby zapomniała kim naprawdę jest, a tego nie chciała. Rodzina dawała jej doskonały przykład tego jak można się zmienić w tym świecie i nie chciała brać z nich przykładu. Westchnęła.- Elizabeth.- Dokończyła zerkając na niego.

    OdpowiedzUsuń
  56. Codziennie rano miała jeden prosty rytuał: najpierw rozwalała budzik o ścianę, a później, brylując między kawałkami starej, ale bardzo sprawnie działającej maszyny – w końcu te nowe ustrojstwa nie przeżyłyby tyle spotkań z twardą powierzchnią, co ten jeden – z przekleństwami na ustach podchodziła do okna, którego ciężkie zasłony z impetem rozsuwała, aby później nie powstrzymać cisnącego się jej na usta Dżizus kurwa, ja pierdole. Później zbierała resztki budzika, który zawsze składała, w całość i nakręcała na tę samą godzinę przez sześć dni w tygodniu – nie potrafiła się go pozbyć pewnie dlatego, że był to pierwszy zakup, jaki zrobiła z byłym już mężem w Walii. Przedmiot miał dla niej wartość sentymentalną: niszcząc go, miała poczucie, że rozłupuje czaszkę swojemu eks i prostuje zwoje jego mózgu, bo widocznie tylko to mogło mu pomóc mu zebrać się w sobie i c o ś zrobić, skoro inne tragiczne wydarzenia go nie ocuciły.
    Widocznie to ona była głosem rozsądku, który dostrzegł, że bajka w brutalny sposób się skończyła – albo też nigdy nie istniała i wiele lat żyli w chorej ułudzie, nie chcąc się pogodzić z tym, że świat wcale nie jest kolorowym miejscem, gdzie jednorożce skaczą po kwiatkach i puszczają z dup tęcze. Musiała się wziąć w garść, inaczej niechybnie zginęłaby. Dlatego też przejęła antykwariat, którego ochrzciła „Staruszki” i odkryła w sobie nowa pasję i smykałkę. Okazało się bowiem, że panna Wright świetnie sobie radzi w odrestaurowywaniu starych mebli i obrazów, a zapach farb, lakierów, kurzu i wieloletniego nieużytkowania działał na nią kojąco, szczególnie w połączeniu z umorusanymi dłońmi. Księżniczką więc przestała być już dawno – chyba w momencie, kiedy po raz pierwszy wylądowała w Fabletown – więc nie musiała się krygować. Nie trzymały jej w ryzach konwenanse, status społeczny, więzy krwi ani diabelnie niewygodne gorsety.
    Po tamtym życiu zostało jej ledwie odrobinę wdzięku, śpiewny głos, który ćwiczyła wiele lat oraz kocia, elegancka maniera poruszania się, przez co nawet w najgorszych ogrodniczkach, flanelowej koszuli w czerwoną kratę i z wielkimi okularami na nosie mogła sprawiać wrażenie wielkiej damy. Tylko jej twarz pozostawała zawsze chłodna, chociaż nie bez wyrazu i rozświetlała się jedynie, gdy stary dzwonek nad drzwiami do antykwariatu rozbrzmiewał głośno po pomieszczeniu, informując, że ma klienta – szybko więc wyskoczyła z zaplecza i stanęła za ladą, próbując wyglądać nieco przyjaźniej. Oczywiście, jako estetka od razu doceniła nietypową urodę przybysza – był przystojny na jakiś ostry, szorstki sposób, co niebywale jej się podobało; pewnie też dlatego, że odrobinę przypominał Dereka, przynajmniej do czasu, kiedy nie uniósł ręki i nie pokazał, że zamiast dłoni ma tam ostry hak.
    — Dzień dobry – powiedziała mimo to uprzejmie i zadarła jedną jasną brew; jej zielone oczy rozbłysły. – Czy to aby na pewno zgodne z przepisami BHP? – Zażartowała, bo w zasadzie nie była przecież złą dziewczyną: zwyczajnie samotną i smutną. – Haki? Szuka pan... haków? Dobrze... – zamyśliła, rozglądając się po pomieszczeniu; klient nasz pan, a Ophelie na pewno nie chciała takowego stracić, szczególnie że mówił z zabawną i całkiem uroczą manierą. – Proszę się nie krepować – zachęciła go, aby również przeszukiwał „Staruszki”. – Nie myślał pan, żeby odwiedzić sklep wędkarski? Tam na pewno mają jakieś haki... – dodała nieśmiało, wytężając umysł. – O, mam tutaj – chwyciła zydelek i wspięła się na niego, a później na stolik, aby z jednej z najwyższych półek ściągnąć bogato rzeźbioną skrzynię, którą wytypowała całkowitym przypadkiem; niski wzrost bywał wyjątkowo irytujący – coś... – dokończyła niepewnie, kiedy postawiła drewniane pudło na ladzie. – Może w środku... gdybym tylko... – burczała. – Nie mogę otworzyć – przyznała ze wstydem po chwili siłowania się z zamkiem.

    Fiffy

    OdpowiedzUsuń
  57. [ Jezusku, dwa dni i 60 komentarzy? Jak tak można?
    Miała być słodka, bo przecież w filmie nie była złą postacią. Cieszę się, że Ci się podoba. Zapewne masz już mnóstwo wątków, ale jeśli chcesz jakiś z moją czarownicą to zapraszam ]

    Maleficent


    [ Drań czy nie, już się taki stał i to nie jego wina, to jego sposób na przetrwanie w tym trudnym i złym świecie. Chciał renifera, to ma renifera, a na życie to on nie musi już zbierać, więc pracuje tam głównie dla przyjemności c: ]

    Samuel

    OdpowiedzUsuń
  58. [To było smutne…]

    Tak, cóż, niestety Jack był facetem, miał coś w spodniach i niestety nie był w stanie dać mu tego, czego chciał. Niestety, nie zawsze dostajemy to, czego chcemy. Jack też nie dostał tego, czego chciał, więc właściwie jechali na tym samym wózku.
    Jack siedział oczywiście bez butów i skarpetek po turecku na tym parapecie. Chuchnął na szybę, a potem narysował płatek śniegu. Bardzo tęsknił za swoją mocą, za lataniem, za tworzeniem śniegu. Chyba przez to było mu tak źle i pogrążał się w namiętności z Huckiem.
    Podkulił nogi pod głowę i oparł brodę o kolana. Ponownie spojrzał w dół i dostrzegł, patrzącego się w jego okno Jonesa. Uśmiechnął się do siebie lekko. Nie, to nadal był krępujące, ale mniej niż wtedy.
    Chwilę jeszcze odczekał, a potem podszedł do drzwi i otworzył je przed nosem gościa.
    - Zapraszam – powiedział, zamykając za nim. – Co masz dobrego dzisiaj? – zapytał wpatrując się w siatkę, która po chwili wziął, żeby Huck mógł się ze spokojem rozebrać.
    Czuł od niego alkohol, ale zwyczajnie to ignorował. Bo co mu do tego? Chyba wolał nie wiedzieć, czym to mogło być spowodowane.
    Poszedł do małego salonu i postawił siatkę na ławie. Mieszkanie nie było duże, ale dzieliło się na kilka mniejszych pokoi, które Frost mógł urządzać jak chciał. To nadal nie było to, o czym marzył, ale przyzwyczajał się do tego wszystkiego. Szło mu to dość nieudolnie. Ale kiedyś w końcu zrozumie i przestanie chcieć.

    Jack

    OdpowiedzUsuń
  59. [Domyślam się. I jak, już widziałaś ouat'owego Piotrusia? :D]

    Hades

    OdpowiedzUsuń
  60. [Hak! Uwielbiam Haka, uwielbiam aktora! Co to Alladyna, i postaci, wolałam Dżina XD]
    Jasmine

    OdpowiedzUsuń
  61. [ No tak, zwłaszcza w porównaniu z moimi 6 xD
    Nie wiem jak można byłoby połączyć nasze postaci w swoich bajkowych wersjach, ale teraz mogą zrobić coś takiego: Moja panna ma teraz cudowne życie i Hook może jej trochę tego zazdrościć. Melissa kupiła sobie ostatnio yacht, więc Berry mógłby po pijaku do niego wbić popływać sobie i usnąć gdzieś pod pokładem. Melissa weszłaby na pokład rano, bo chciałaby coś tam zobaczyć i lina, którą wcześniej Hook przywiązał do relingu poluzowałaby się i razem popłynęliby gdzieś tam. Zobaczymy jak nam się to rozwinie, jeśli chcesz oczywiście c: ]

    Melissa

    OdpowiedzUsuń
  62. [Dziękuję c:
    Ojej, Abigail by go ukochała <3 Uwielbiam Haka od zawsze i wizerunek też, dlatego wątku nie odpuszczę. :)]
    Śnieżka aka Abigail

    OdpowiedzUsuń
  63. [Taki głupiutki momentami :P Co powiesz na wątek między naszą dwójką ?]
    Jasmine

    OdpowiedzUsuń
  64. [Jakbyś coś podrzuciła, to bym zaczęła, bo coś dziś nie mam pomysłów :C]
    Abigail

    OdpowiedzUsuń
  65. [Teoretycznie to ja uznałam że jakoś cierpię na niedobór wątków ostatnio, i to nie tylko tutaj. Teoretycznie fajnie by było ich jakoś powiązać, bo lubię powiązania. Teoretycznie, to siedzę w pracy, i nie mam żadnego pomysłu, bo mózg mi wsiąknął ;_;
    Pomocna bardzo ja]
    Jasmine

    OdpowiedzUsuń
  66. [Żadna bajka nie trwa wiecznie, eh, taka kolej życia! :D
    Wiem, że pewnie już robi Ci się od tego słabo, ale również pochwalę dobór gifów, a także samą kartę, bo genialnie przedstawiony Hak!]

    Flynn

    OdpowiedzUsuń
  67. [Mnie się pomysł bardzo podoba. O, i jak on by ją uratował (co jest bardzo prawdopodobne, bo z niej czasem bardzo nieogarnięte dziecię wychodzi), to ona by się za nic w świecie nie chciała przyznać, że coś jej groziło, bo przecież ona by sobie świetnie sama poradziła.]
    Abigail

    OdpowiedzUsuń
  68. Tak samo jak nie do końca ogarnęła ten świat, bo przecież dwunożne istoty jakby na własne życzenie komplikują sobie życie, nie ogarniała wszystkich bajek, a raczej jej wiedza kończyła się tylko na tej, z której przybyła. Nie interesowała się tym, bo w tym miejscu każdy stawał się kimś innym. Osobowości się zmieniają, wygląd, zainteresowania, a niewielu pozostawało sobą. Smutne, ale prawdziwe. Dlatego też podsuwając jej pseudonim ''Hak'', który w sumie jest bardziej niż oczywisty, z niczym jej się to nie skojarzyło i żadna myśl się nie nasunęła.
    Gdy w końcu wyszli na zewnątrz, a męczący tytoniowy zapach ich opuścił, odetchnęła wręcz z ulgą. To nie jest dla niej, zdecydowanie nie. Tęskniła za zapachem sawanny i innych zwierząt, ale pewnie już nigdy nie będzie dane jej tego poczuć.
    -Też nie jesteś stąd.- Bardziej stwierdziła niż zapytała. Po niektórych to po prostu widać. Nie każdy bez problemu wtopił się w szarą masę. Beth starała się, ale co ma poradzić, że czasem ma nieodpartą chęć wyskoczenia na balkon i ryczenia na całe gardło, albo syknięcia na szczekającego psa. No i krótkie paznokcie są do prawdy mało praktyczne.- Ciężko przywyknąć.- Dodała spoglądając na ciemne niebo. Mimo, iż na nieboskłonie nie wisiały ciężkie chmury nie dało się dostrzec gwiazd. Kiedyś lubiła podziwiać gwiazdy i odgadywać kształty, w które się układały. Zresztą teraz to są tylko gwiazdy, w tamtym życiu miały inne znaczenie. I kojarzyły się z dwiema bliskimi osobami.

    [ I wgl świetne gify *__* ]

    OdpowiedzUsuń
  69. [Z mojego doświadczenia wynika podobnie, spontany nigdy nie idą w parze z ciekawym wątkiem. No dobrze, skoro tak... jakoś musieli trafić do tego Fabletown, pewnie niezłe zamieszanie było przez pierwszy tydzień – co ty na to, żeby Huck przyczepił się na chwilę do Pocahontas, bo ona chociaż zagubiona to raczej szybko zrozumiała co się dzieje dookoła, włamała się do jakiegoś mieszkania i na chwilę tam przekoczowała na gapę zanim Peter Pan ogarnął ten bajzel. No a Huck nie chcąc się wychylać bez jej zgody się przyczepił na chwilę i chociaż początkowo mało go nie pozabijała jak poszedł za nią, to później odpuściła i żyli sobie tak na kocią gapę. Któregoś razu dzięki temu mógł Huck ją jakoś uratować przed wilkiem/kotem/innym zwierzakiem, bo glamour od razu każdy nie dostał, więc nie było bezpiecznie na ulicach, no a Pocahontas jak to ona, kocha zwierzęta i myślała że jej nic nie będzie, a tu hyc, rzuciliby się na nią.
    Później jak już wszyscy ogarnęli się z życiem tutaj to właśnie ich drogi się rozeszły, bo Rebecca znalazła inne mieszkanie, za które zaczęła płacić i zostawiła Hucka samego sobie. No a w ramach tego koleżeństwa dawnego czasem wpada do tego baru posłuchać jak gra, bo grał przecież jeszcze jak tam niby mieszkali pod jednym dachem. Nie powie mu tego, ale pewnie jest trochę wdzięczna za uratowanie tyłka tamtej nocy :D Teraz mogłaby się jakos rola odwrócić, mogłaby go zobaczyć jakby nad ranem wracała z wycieczki promem jak wymyka się z tego apartamentowca, a wie że tam nie mieszka więc może się włamał, może czegoś szuka, pewnie by zagadała... Pasuje ci coś takiego?]

    Rebecca

    OdpowiedzUsuń
  70. [I super c: A więc, skoro dałaś pomysł, zacznę. C: Tylko uporam się z pozostałymi odpisami. c:]
    Abigail

    OdpowiedzUsuń
  71. [Fragment ze skrzydełkami był zaczepką w stronę Kapitana i miałam nadzieję, że napiszesz :D Już kilka pomysłów chodzi mi po głowie, zastanawiam się tylko nad relacją między nimi. Czy będą wrogami z nawiązaniem do przeszłości, czy wręcz przeciwnie i zaprzyjaźnią się? Bell mogłaby włamać się dowiedziawszy się o skarbie w piwnicy, Huck nakryłby ją na tym i wówczas rozpoznaliby się z czasów nibylandzkich. A może będą razem przesiadywać w Trip Trap obmyślając plan zemsty na Piotrusiu? :D Jak sądzisz?]

    Bella

    OdpowiedzUsuń
  72. Sprawa wyglądała ciężko i tego nie ukrywała. W weekend owszem, nie mogła narzekać, przychodziło kilkanaście osób, co jakiś czas. A to młodzi, którzy chcieli się napić potajemnie przed rodzicami, a to ktoś opłakiwał rozstanie, ktoś chciał ponarzekać na ciężki tydzień w pracy. A weekend i bar taki jak ten nadawał się wręcz idealnie. Zresztą... kto chciałby opijać swoje smutki w drogiej restauracji przy dobrym, aczkolwiek drogim alkoholu? Lepiej było przyjść tutaj, do Trip Trap, barmani uprzejmi, alkohol w miarę tani, a równie dobry, do tego dzielnica pasująca do nastroju. Jednak te ciągłe bijatyki, wymiana sprzętu, coraz bardziej doprowadzały do ruiny owy lokal.
    Kobieta przeniosła wzrok na muzyka, po czym uśmiechnęła się lekko. Czemu miała pokazywać swój zły humor pracownikom? Oni mięli własne problemy, a bar to jej problem.
    - Chyba za sprawą magicznego pyłku. - Rzuciła po chwili, upijając łyk drinka. - Co zrobisz, ludzie i ten świat już tacy są... - Mruknęła, patrząc się w przestrzeń przed sobą.

    Mulan

    OdpowiedzUsuń
  73. [Hiccup z Prawa wojny :D Tyle znajomych nicków. Tu mam nadzieję dłużej zabawić jednak :> ]

    Flynt

    OdpowiedzUsuń
  74. [A ja właśnie wątpię, że Ząbek będzie miała dużo wątków. :D No, ale nie namawiam.
    I mam nadzieję, że nie zapomnisz, bo podoba mi się nasz tamtejszy już wątek. :D]

    Elise vel. Ząbek

    OdpowiedzUsuń
  75. Savannah miała to szczęście (może raczej nieszczęście, bo trudno raczej czymś dobrym nazwać obdarcie ze swej pierwotnej skóry i zmuszenie do poruszania się w tym śmiesznym ciele, którego zalety po jakimś czasie w końcu zaczęła dostrzegać), że jeśli tylko chciała mogła pozostać w tym świecie, po którym kręciły się przeróżne cuda i dziwy, anonimowa… Oczywiście pod warunkiem, że w trakcie rozmowy z kimś nie wyrosną jej nagle lwie uszy, szpony, albo ogon, bo i takie rzeczy się zdarzały… Przeklęta wiedźma, najprostszą robotę spaprać potrafi, a zdziera fortunę! Wtedy znacznie łatwiej domyślić się szło kim tak naprawdę jest i z jakiej bajki się urwała, o ile oczywiście przygody Króla Lwa były znane ów delikwentowi, który miał to (nie)szczęście nawiązać dialog ze zdziczałą w nowym świecie Nalą. A nawet jeśli nie, nie trudno było zauważyć wtedy, że kryje się w niej prawdziwe zwierzę.
    Ona o Haku słyszała, odrobiła lekcję i zapoznała się pobieżnie z niektórymi historiami, szczególną uwagę zwracając oczywiście na tych, którzy mieli coś do zaoferowania… Jego skarb, który ponoć przemycił z bajkowego świata był tym czymś czego szukała. Bestia nie płacił dużo za dziwki, które werbowała, Skaza za tą marną jedną czwartą etatu płacił jeszcze mniej, trudno się wiec dziwić, że zaczęła szukać innego, łatwiejszego źródła dochodu, które, sądząc po wyrazie warzy Kapitana znalazła. Rzec by się chciało nawet, że to sam Hak, jakoby nieco naiwnie, wpakował się w jej łapska, niemal śliniąc się na jej widok.
    Przysiadła na barowym stołku, odrzucając do tyłu kaskadę blond włosów i nie spuszczając spojrzenia z jego twarzy, dawała mu to pozorne zainteresowanie, którego najprawdopodobniej oczekiwał. Szczerze powiedziawszy nie tego spodziewała się po owianym złą sławą czarnym charakterze, ale narzekać na to, że ma znacznie ułatwione zadanie, nie miała zamiaru. Upiła łyk drinka, zaraz po tym leniwie oblizując pociągnięte czerwoną szminką wargi i westchnęła cicho w odpowiedzi na jego słowa.
    -Chyba nikt tak naprawdę nie jest stąd… - rzuciła słysząc wzmiankę o egzotyce swojego imienia, którego wybór był kierowany najprawdopodobniej czystym sentymentalizmem.
    -Wątpię jednak, żeby moja historia była ciekawsza od przygód pirata. – dodała z nieco może zaczepnym uśmiechem i tajemniczym błyskiem w zielonych tęczówkach, które bezustannie utkwione były w jego twarzy.

    [W ogóle tak po chwili pomyślunku doszłam do wniosku, że ona będzie na początku taka sucz co to od niego tylko hajsy wydębić chce, ale później można by im wprowadzić bardziej zawiłe relacje :D]

    Savannah

    OdpowiedzUsuń
  76. [Dziękuję za wszystkie pochwały, zarumieniłam się! :D
    Haha, genialny pomysł! Że ja nie wpadłam na to, by to wszystko połączyć xD
    Byłabym wdzięczna za zaczęcie, bo już zdążyłam sobie trochę zaległości porobić :D]

    Bella

    OdpowiedzUsuń
  77. - Piotruś... - syknął Hak w stronę roześmianego Piotrusia – Dorosło się, co? Gdzie teraz twoja Wandzia i cała ta Dzyń? Przyjaciele cię opuścili – dodał głosem okropnie przesyconym jadem patrząc na burmistrza z nienawiścią w oczach. Zdawało by się, że chce go uderzyć.Peter wyprostował się i zmierzył swego największego wroga wzrokiem.
    -A jak tam twoi przyjaciele, co Hak? Masz ich w ogóle?-zadrwił nawet nie starając się pohamować. Ja rządziłem w Nibylandii i ja rządzę tu-pomyślał Peter. Zaśmiał się obmyślając pewien plan.
    -A czy to ważne?-spytał z sarkastycznym uśmiechem- Może przejdźmy do rzeczy?-dodał pewnie. Och jak oni się nienawidzą. Peter spojrzał na swego towarzysza i chciał już zadać uderzenie, lecz coś go powstrzymało.
    -Ale po co do rzeczy?Może się pogodzimy? Po co to wszystko?-zaczął Peter, wcale nie zamierzał się z nim godzić, przez chwilę można poudawać
    -No, Kapitanie. Ze mną się nie pogodzisz?- gdy chciał Peter potrafił być naprawdę przekonujący, w końcu nie z byle powodu jest burmistrzem. Uśmiechnął się prze mile. Hak spojrzał na niego podejrzliwie.
    -No nie wiem- odparł bardzo niepewnie James Huckelberry. Peter uśmiechnął się coraz szerzej i coraz bardziej niechętnie. Czy wam sprawiałoby przyjemność uśmiechanie się do wroga?
    -No, proszę cie. James?-ach nawet ten fałszywy uśmiech wyglądał u niego cudownie.

    [ Sorry, że tak późno. Wiem, że to nie jest spełnienie marzeń, ale starałam się!:D]

    OdpowiedzUsuń
  78. [Ależ nie mam ci tego za złe! Co więcej - to świetna postawa, innej się nie spodziewałam :D
    Hej! Weny dziękuję, wątków dziękuję i wzajemnie.
    Czy znalazłoby się miejsce, ochota i czas na jeszcze jeden wątek? :)]

    Talon

    OdpowiedzUsuń
  79. [Pisząc „smutne” miałam na myśli to, że Hak musi się napić, nim się skonfrontuje z Jackiem.]

    No, było dziwnie, zdecydowanie. A szkoda, bo Jack wolał tę atmosferę, gdzie nie czuli dziwnego skrępowania czy coś, tylko od razu zabierali się do rzeczy. Jakkolwiek by to nie brzmiało, rzecz jasna.
    Jack rozpakował alkohol. I kto by pomyślał, że zacznie pić takie rzeczy? Ach, ten świat był taki dziwny i bezsensowny!
    - Przyniosę szklanki – poinformował go i poszedł do kuchni. Wolał już o tym wszystkim nie myśleć. Niemyślenie było fajnie i przydawało się w niektórych sytuacjach. Jak wtedy, za pierwszym razem. A teraz przyszedł czas na rozmyślania, a Jack tego nie chciał. A to wracało. Niestety. Jak pieprzony bumerang. Może powinien jednak zerwać ich ten niepisany układ.
    Postawił dwie wysokie szklanki na stoliku i wlał do nich dość sporo ginu. A co, niech ich kopnie szybko i skutecznie. Jack miał mieszane uczucia, więc chciał je w jakiś sposób stłamsić i zrobić z nich jedno – pożądanie. A rano, kiedy Huck opuści jego mieszkanie, znowu będzie tak samo. Idealnie.
    Zrobił im porządne drinki i przesunął szklankę w jego stronę. Jak będzie chciał, to sam ją sobie weźmie.
    - Znalazłem jakiś film – powiedział w końcu, bo pirat się nie kwapił za bardzo do niczego, co go nieco irytowało. – Jakiś dramat, mówią, że ciekawy – poruszał myszką, ustawiając wszystko na dużym ekranie telewizora. Laptopa miał podpiętego do tv, więc mogli oglądać na dużym ekranie. Jack zaczynał się mniej więcej w tym wszystkim ogarniać, uznawał to za osobisty sukces. A po co ten film? Cóż, przecież nie będą tak siedzieć i się upijać w ciszy. A może?

    Jack

    OdpowiedzUsuń
  80. [Chwila, bo się zgubiłam... Zaczynamy od tego co się wydarzyło około 5 lat temu (tyle rzekomo postaci są w Fabletown) i potem jakoś przeskoczymy do teraźniejszości? ;p]
    Rebecca

    OdpowiedzUsuń
  81. [Nadal nie mam pomysłu, ale mogę dodać że Jas może go pokochać. Tak, nadal ślinię się na widok Colina xD]
    Jasmine

    OdpowiedzUsuń
  82. Plotki o skarbie w piwnicy krążyły po półświatku już od jakiegoś czasu. Słyszała o nim od jakiegoś pijaka w barze, od klienta, którem dostarczała glamoury, od chłopca rozdającego gazety… Była to jedna z tych legend, o których kompletnie nic nie było wiadomo: co? gdzie? ile?
    Bella nigdy nie traktowała tej plotki poważnie, choć marzyła jej się taka fortuna w piwnicy, tym bardziej, że zalegała z ostatnią wpłatą za wynajem mieszkania. Aż któregoś dnia los się do niej uśmiechnął. Podsłuchała rozmowę dwóch miejscowych złodziejaszków. Jeden z nich twierdził, że wie, do kogo należy owy skarb, po czym padło nazwisko ‘Huckelberry Jones’. Belli nic to nie mówiło, jednak postanowiła działać i ubiec złodziejaszków. Plan dziewczyny opierał się na tym, iż włamie się do wspomnianego pana Jonesa i zabierze tyle, ile się da. Tuż po niej, do piwnicy wkroczą prawdziwi złodzieje i cała wina spadnie na nich. Zacierała ręce na samą myśl.
    Znalezienie adresu nie było większym problemem. Było nim za to włamanie się do domu i piwnicy w taki sposób, by właściciel tego nie zauważył. Zatrzymała się za rogiem budynku. Nie wierzyła, że to robi, że upadła tak nisko. Szybko jednak zorientowała się, że w tym dziwnym świecie panują dość specyficzne zasady i jeśli się do niech nie dostosujesz – zginiesz śmiercią głodową.
    Jej skromne magiczne umiejętności pozwoliły otworzyć drzwi piwnicy bez większych komplikacji i, co ważniejsze, bezgłośnie. Zeszła schodkami w dół i nogi ugięły jej się w kolanach. Pomieszczenie wypełnione było wszelkiego rodzaju kosztownościami i drewnianymi skrzyniami. Podeszła bliżej, nie mogąc uwierzyć w to, co widzi. Złoto, diamenty, biżuteria, cenne posążki… Tylko raz w życiu widziała tyle dobra na raz, a było to w…
    - Zaraz… - szepnęła sama do siebie. Podeszła do jednej ze skrzyń i wyciągnęła z niej długi naszyjnik ze złota i pereł, zakończony dużą kameą. Mogłaby przysiąc, że widziała go na okręcie w Nibylandii. Tamtą skrzynię również, i tamte pierścienie… Nie usłyszała nawet, jak drzwi piwnicy otwierają się, a na schodach pojawił się tajemniczy pan Jones. Bella podniosła wzrok i wypuściła z dłoni naszyjnik.
    - Hak?! – krzyknęła zaskoczona, nie mogąc uwierzyć w całe zajście. Miała nadzieję, że wszystko to, co wiązało się z Nibylandią, zostawiła daleko za sobą. Już samo pojawienie się tu Piotrusia wywołało u niej spazmy i nawrót nerwicy. A teraz on, Kapitan!
    - Nie wspominaj mi o nim! – straciła cierpliwość słysząc jego słowa.

    OdpowiedzUsuń
  83. Uśmiechnęła się słuchając jego wyznania na temat dawnego domu. On bynajmniej nie ma problemu w byciu człowiekiem, chodzeniu na dwóch nogach i obsługi niektórych urządzeń. Na prawdę czasem było jej ciężko zachowywać się po ludzku, ale wiedziała jak wygląda farma i ani jej się śniło tam wylądować.
    -Za to moim domem od zawsze był ląd. Gorące ziemie Afryki, zapach traw i innych zwierząt...- na krótką chwilę się rozmarzyła, ale szybko się ogarnęła.- Nasz świat się rozpadł, więc wylądowałam tutaj. Ty byłeś kapitanem, a ja...- obawiała się, że będzie się śmiać, że nie do wierzy- była księżniczką...- zaśmiała się krótko- lwią księżniczką wszystkich zwierząt na sawannie. A teraz skończyłam w tym podłym miejscu i pracuję w kwiaciarni.- Wyjaśniła wzruszając ramionami. Gdy był jeszcze sobą nawet nie wyobrażała sobie, że istnieje drugi świat, do którego mimo jej woli zostanie wepchnięta. Nigdy nawet nie śniła, że będzie człowiekiem i będzie musiała obsługiwać czajnik by napić się czegoś ciepłego, albo zakładać czapkę by nie zmarznąć.
    -Ale było minęło, a tego co mamy teraz nie zmienimy.- Dodał weselej. Mimo wszystko w głębi siebie chciała odnaleźć sposób by wrócić do dawnego domu, by wszystko było jak dawniej, na swoim miejscu.

    [Jego nie da się nie kochać ;D ]

    OdpowiedzUsuń
  84. [ Spoko, spoko to nawet lepiej, że się nie pogodzili, bo taką miałam nadzieję :) ]

    Gdy Piotruś usłyszał słowa tego przygłupa, nie wytrzymał. Nie przejmując się trzęsieniem windy i dziwnymi odgłosami podszedł co raz bliżej Haka. Złapał go za kołnierz i walnął mocno nim o ścianę.
    -Nie waż się mówić przy mnie o tej pieprzonej Nibylandii! I wiesz co bez przyjaciół jest mi tu o wiele lepiej! A to, że tobie nic w życiu nie wychodzi to nie moja wina! Masz po prostu pecha!- darł się Piotruś. Coraz mocniej nim uderzając, ale powstrzymał się gdy ujrzał iskry wściekłości swojego wroga. Nie wiedząc co się dzieje został mocno popchnięty w stronę drugiej ściany w windzie. Natychmiast złapał się za tył głowy i z nie lada wyciskiem odepchnął go od siebie. Stanął na środku i machał rękami w geście poddania. W gębie był mocny. Haka to jednak nie interesowało pchnął go jeszcze parę razy, ale nagle przestał. Winda gwałtownie zjechała na sam dół. Trwało to krótko. Nogi trzęsły się Peter' owi. Spojrzał na Haka, który wciąż miał mord w oczach co wciąż przerażało Piotrusia. BUM! Peter zaczął walić w drzwi windy z nadzieją, że jakoś się otworzą, ale jego nadzieja okazała się złudna. Zostaniemy tu na zawsze-zaczął się straszyć.
    -Słabo tu masz, zero bezpieczeństwa! I ty ludzi tu wpuszczasz?-zadrwił z niego, normalnie podszedł by i go walnął, ale nie tym razem. Wszyscy myślą, że Piotruś to pewny siebie i silny facet, ale myśl, że mógłby zamieszkać tu do końca życia z nim i umrzeć tu, go zabija.

    OdpowiedzUsuń
  85. Organizowanie firmowej imprezy nie należało do najłatwiejszych zadań. Okazało się, że miała o wiele więcej rzeczy do zrobienia niż sądziła. Na początku chciała zlecić to odpowiednim ludziom i rzeczywiście to zrobiła, ale później okazało się, że wtedy nic nie jest tak, jak sobie tego życzyła, więc ostatecznie wszystko spadło na nią. Mimo tego nawet jeśli zajmowała się wszystkim sama, nadal pojawiała się niezliczona liczba problemów. Nic nikomu nie pasowało, nic się ze sobą nie łączyło i wszystko było do bani. Elsa marzyła tylko o tym, aby to wszystko się zakończyło, a przyjęcie nareszcie odbyło, żeby mogła w końcu o tym zapomnieć i odpocząć. Czuła, że nie nadaje się do tego typu rzeczy, chociaż wymagano od niej tego. Coraz częściej miała wrażenie, że w ogóle nie nadawała się do tej pracy. Nie było na nią zbyt wielu skarg lub na całą gazetę, ponieważ mimo wszystko starała się wykonywać swoją robotę rzetelnie, ale była bardzo zmęczona. Nie tylko sobą, ale również tym, czym się zajmowała.
    Oprawa muzyczna na imprezie była bardzo ważnym elementem. To nie ona, ale jej zastępca wpadł na pomysł, aby zgarnąć do tego zadania pianistę, który grał w Trip Trap. Mówiono, że jest genialny, a jako, że Elsa nie chciała zbyt długo trudzić się z szukaniem muzyka, postanowiła osobiście udać się do miejsca, gdzie pracował muzyk i złożyć mu propozycję. Miała nadzieję, że przy okazji usłyszy jego grę, ponieważ wolała mieć pewność, że nie zatrudnia jakiegoś amatora. Nie mogła sobie na to pozwolić, ale kiedy przekroczyła próg Trip Trap i przywitały ją dźwięki pianina, przy którym siedział mężczyzna, stwierdziła, że jego gra jej się podoba. Mimo tego kiedy podeszła do niego, nie dała tego po sobie poznać. Oparła się o instrument, czekając, aż muzyk skończy grać. Nie chciała mu przerywać. Muzyka była bardzo przyjemna dla uszu. Uśmiechnęła się wewnątrz, kiedy zobaczyła, jak barmanka uderza mężczyznę. Skinęła głową, gdy pianista jej się ukłonił. W takich chwilach przypominało jej się Arandelle. Tam wszyscy jej się kłaniali.
    – Nazywam się Elsanna Winters – swoją drogą uważała swoje imię i nazwisko za w pewnym sensie niesamowicie zabawne. – Jak już wiesz, jestem naczelną redaktor w tutejszej gazecie. Od razu powiem o co mi chodzi. Organizuję w budynku swojej gazety przyjęcie z... jakiejś tam okazji. Potrzebna jest oprawa muzyczna. Proponuję ci, abyś zagrał na tej imprezie. Oczywiście nie za darmo.

    Elsa

    OdpowiedzUsuń
  86. [No wyszedł. Niech pije, żeby sobie przypomnieć czasu piratów czy jak to tak widzisz, ale bez kitu, żeby tak… Jakby się Jack dowiedział, to już więcej by się nie zobaczyli :/]

    Jack uśmiechnął się lekko. No, w końcu coś, w czym był dobry, będąc w tym miejscu.
    - Cóż, siedziałem w mieszkaniu przez kilka dni, kiedy tu przybyłem, więc… Co nieco odkryłem. A potem dowiedziałem się o takich magicznych cudach – bo jak inaczej można nazwać tę całą technologię? – Spędziłem długi czas, żeby to wszystko jakoś w miarę zrozumieć, nie obyło się bez błędów, ran, płaczu, potu, krwi – zaśmiał się cicho. No dobra, rozmawiali o czymś, więc Frost uznał to za jakiś tam sukces. Kolejny. Dobrze mu szło. – Jeszcze dużo przede mną, ale strasznie mnie zaciekawiły filmy. Czyli te ruszające się obrazki w płaskich pudłach. Więc spróbowałem kilka razy i proszę – znowu się uśmiechnął i wziął łyka drinka. Poczuł przyjemne gorąco, ale też lekko się skrzywił. Nie przywykł do alkoholu. Nie był piratem, jak Huck, nie miał doświadczenia. A piraci pili codziennie. Chyba. – Jak jesteś głodny, to w lodówce coś powinno być – dodał jeszcze szybko, a potem puścił film. Wyrzucił z siebie dużo słów przed chwilę. I to dla niego było wiele, więc musiał odetchnąć. Tak, znowu wróciło to skrępowanie. Bo może powinni porozmawiać o czymś innym, co dotyczyło bezpośredni nich, czy coś… Najwidoczniej nie byli w tym najlepsi.
    Odłożył laptopa na bok, a potem oparł nogi na stoliku. Był u siebie, to mógł. Starał się nie zerkać na siedzącego obok mężczyznę. Jeszcze przyjdzie na to czas. Ale mimo tej niezręczności, czuł się dobrze.

    Jack

    OdpowiedzUsuń
  87. Dla niej była to już codzienność. W końcu po kilku latach każdy by się przyzwyczaił, chociaż początkowo było trudno. Jasne, próbowała robić coś innego, ale nigdzie nie dała rady, i wpadła w to. Bo właściwie dlaczego nie? Starała się, w myśl zasady żadna praca nie hańbi. A skoro utrzymała się w zawodzie już prawie czwarty rok, to chyba dobrze jej szło. Co nie znaczy, że nie zmieniłaby go, gdyby tylko nadarzyła się okazja. Żadna jednak nie przyszła, więc Anja żyła sobie dalej, odsypiając w dzień, siedząc w barze w nocy. Po około roku dopadła ją zwyczajowa rutyna, w której dobrze się jej funkcjonowało do tej pory.
    Po tak długim czasie na pierwszy rzut oka potrafiła już wyczuć nastrój klientów. Wiedziała już, że mężczyzna jest zakłopotany i niepewny, a do jej obowiązków należało, aby się rozluźnił, zanim przejdą do rzeczy. Bo nie mogło mu się nie podobać, musiał to pokochać na tyle, żeby wrócić. Nie tylko raz, najlepiej ciągle, w regularnych odstępach czasu. Stali bywalcy byli najlepiej widziani, to oni płacili więcej, wybierając swoją ulubioną dziewczynę, to oni zostawiali jej na stoliku dodatkowe, tylko dla niej banknoty. Kiedyś kochała, a teraz oddawała swoje ciało nie temu, który był dla niej wszystkim. Zostawił ją, a ona za to płaciła, w jakimś sensie odgrywając się na nim. Chciała kiedyś mu powiedzieć, prosto w twarz, że sam jest sobie winien, że to przez niego, bo była sama, a ten świat dla kobiet nie jest przyjazny.
    Jednak nie na to był teraz czas, dlatego powoli podeszła do mężczyzny, wlepiając w niego spojrzenie swoich wielkich oczu. Uśmiechnęła się, rozwiązała pasek, i usiadła mu okrakiem na kolanach. Zawsze dążyła do perfekcji, więc jeśli ktoś przyznawałby medale w zawodzie prostytutki... Na pewno znalazłaby się w ścisłej czołówce.
    - Rozluźnij się, nie ugryzę cię - powiedziała, przesuwając palcami po jego klatce piersiowej. - No, może ugryzę, ale na pewno ci się to spodoba.
    Zaśmiała się cicho, wdzięcznie odrzucając głowę do tyłu, eksponując przy tym szyję. Tak, wiedziała już, że niektórzy to lubią, więc próbowała. Miało być idealnie, zapłacił za to, a ona zrobi co musi.

    [Wiesz, nie to, że nie miałam wątków o tej tematyce, miałam, ale... Nigdy z perspektywy prostytutki. Dlatego właśnie chciałam spróbować, wszystko jest dla ludzi :D]

    Anja

    OdpowiedzUsuń
  88. [mam nadzieję, że wybaczysz mi moje założenie - najpierw chciałam, żeby nie znali się w ogóle i dopiero poznali, ale teraz przyszło mi do głowy coś innego... enjoy! (hopefully) :)]

    Biegł przez wysoką trawę, nie do końca zdając sobie sprawę z tego gdzie jest i dokąd tak goni. Ziemia była jakaś inna, bardziej wilgotna, nigdzie nie było też rachitycznych, skarlałych krzaków i powykrzywianych drzewek. Poza zieloną trawą, sięgającą aż po horyzont, nie było nic. Oprócz rosnącego poczucia, że coś tu się bardzo nie zgadza, które Simba starał się zignorować, nie było nic nad czym można by było się zatrzymać, zastanowić; czegoś co podpowiedziałoby mu gdzie jest i przed czym właściwie ucieka. Był sam, nigdzie w pobliżu nie było ani Nali, ani Kiary - nawet Timona i Pumby; o Zazu nie wspominając. Nad Cmentarzyskiem Słoni zbierały się burzowe chmury, ale nie patrzył w ich stronę, gdy już znalazł się na szczycie Lwiej Skały. Patrzył za siebie - ogień trawił całą sawannę, obracając w perzynę każdą roślinę i każde, najmniejsze nawet stworzenie.
    I znów budził się zlany potem, wiedząc, że wcale nie tak to wyglądało, ale nie mogąc się oprzeć wrażeniu, że wolałby jednak skończyć w pożarze. Była to jedna z niewielu nocy, które postanowił przespać, a nie przeczekać i oto co mu przyszło - pobudka o piątej, w przepoconej pościeli, z sercem wyrywającym się z klatki piersiowej. Chłodne nowojorskie powietrze trochę go orzeźwiło, gdy wyszedł na chwilę na swój malutki balkon. Jakoś wiązał koniec z końcem, chociaż łatwo nie było; praca, jakakolwiek by się nie trafiła, stanowiła dobrą odskocznię od myślenia o starym świecie. Gdyby tylko mundies wiedzieli, co się wyprawia w Fabletown...
    Lubił odwiedzać zoo, chociaż na początku ludzka koncepcja zamykania wielu niebezpiecznych zwierząt na małej przestrzeni wydawała mu się dość głupia. Zwykle chodził tam wieczorem, na godzinę lub dwie przed zamknięciem, ubrany tak by nie wyróżniać się z tłumu. Czasem jednak wybierał się też w dzień, szukając tak bardzo potrzebnego w tej chwili spokoju...
    Niestety, jego ulubiony wybieg był zamknięty, akurat dziś, po prawie bezsennej nocy... Hudson westchnął, odwracając się plecami do klatki, w której normalnie przebywało małe stadko: dwie lwice i lew. Z przepastnej kieszeni bluzy wyciągnął jabłko i pogryzał je od czasu do czasu, spacerując wolno po wysypanych żwirkiem alejkach. Małpy, papugi, zebry, żyrafy... W pewnym momencie parsknął śmiechem, prawie że dławiąc się kawałkiem jabłka. Ktoś tutaj odbywał właśnie sentymentalną podróż aleją pamięci i Simba miał zamiar dobrze to sobie zapamiętać. Najciszej jak tylko mógł zakradł się za plecy kapitana i - starając się nie wyrywać go z zamyślenia - zaintonował cichym, monotonnym głosem:
    -Tik... tak... Tik... tak... Tik...- gdyby ktoś zobaczył go teraz, mógłby pomyśleć, że zwariował: stał w odległości dwóch metrów za - pozornie - obcym facetem i udawał zegarek z kukułką, tylko po to, żeby sprawdzić jak mocno Huck walnie go w łeb, gdy się zorientuje.

    OdpowiedzUsuń
  89. [Ahhh, to nie gwarantuje, że będzie xD Jak ostrzegam wszystkich, mam lamerskie pomysły. Ale spoko spróbuje.
    Mam propozycje, skoro Hak i tak ma ochotę rozszarpać wszystkich Zagubionych Chłopców, powiedzmy, że może Talon pomoże mu z jednym? Wariatem do potęgi milionowej, który bardziej szkodzi niż pomaga, ma chore zachcianki, szkodzi społeczeństwu, ale nikt nie potrafi go znaleźć oprócz właśnie Chłopców? Jedynie Talon miałby na tyle odwagi, by wyjść na przeciw Hakowi i nie dość, że pozbyć się pasożyta, to jeszcze pomóc piratowi w zemście.
    Co ty na to? Jeśli słabe, pisz śmiało - zgłoszę się najwyżej jak zwolni się miejsce :)]

    Talon

    OdpowiedzUsuń
  90. Chwyciła swoją szklankę i pociągnęła spory łyk alkoholu, który stanowił jedną z niewielu rzeczy, które w tym Nowym Świecie przypadły jej do gustu… Kiedy pierwszy raz po pojawieniu się tutaj spróbowała czegoś z zawartością procentów, skończyło się na tym, że upiła się butelką piwa i odpalając papierosa, omal się przy tym nie udusiła. Po jakimś czasie jednak przywykła i nawet polubiła ten gorzkawy smak i palenie w przełyku, kiedy wlewała do gardła coś mocniejszego. Ponadto alkohol stanowił swego rodzaju ucieczkę od problemów i zdecydowanie pomagał uciszyć głos sumienia, który jeszcze czasami odzywał się w jej głowie, gdzieś tam w odmętach czarnych myśli.
    Zmarszczyła nieznacznie brwi wsłuchując się w jego słowa, by podsumować je śmiechem… Tak, słysząc o szczęśliwych zakończeniach i o tym, jakoby to jej miało się powodzić lepiej, najzwyczajniej w świecie zaśmiała mu się w twarz, kręcąc przy tym głową.
    -Każda historia ma drugie dno… – odezwała się w końcu, na krótką chwilę odwracając spojrzenie od jego twarzy. – I pewnie w oczach wielu ludzi wyglądać będzie zupełnie inaczej, ale koniec końców i tak nie ma to najmniejszego znaczenia… Możesz być królem, pławiącą się w luksusach księżniczką, pożartym przez wilka kapturkiem, czy kimkolwiek innym, a i tak bez pytania Cię o zgodę zostaniesz wepchnięty w paszczę tej przeklętej betonowej dżungli i staniesz się nikim. Twoje pieprzone szczęśliwe zakończenie trafi szlag, a dom i rodzina przestanie istnieć… Król będzie żebrakiem, piękna księżniczka dziwką, pirat przygrywa w podrzędnym barze, a ja? – urwała podnosząc do ust szklankę i nie skąpiąc sobie kolejnej porcji alkoholu. Ponownie spojrzała na twarz siedzącego obok mężczyzny, zupełnie jakby dostrzegając w nim coś więcej niż źródło tak potrzebnych pieniędzy… Czyżby niezależna lwica zatęskniła za towarzystwem i możliwością rozmowy? Zamyśliła się przez chwilę, może była to wina tych wypitych wcześniej kilku drinków, a może po prostu, najnormalniej w świecie doskwierała jej samotność, bo z kim niby miałaby porozmawiać?
    -Mój drogi, były piracie… Uwierz, mi wcale nie powodzi się lepiej. Daleko mi do tego cholernego żyli długo i szczęśliwie. Ty przynajmniej nie musisz się martwić, że nagle wyrośnie Ci ogon. – palnęła, w sumie bez zastanowienia… i nutkę tajemniczości trafił szlag, ale cóż, w końcu i tak by się dowiedział z kim ma do czynienia.

    Savannah która zaczyna zachowywać się jak cywilizowany człowiek?

    OdpowiedzUsuń
  91. [Nie no, zakładałam że ta przeszłość to tylko bazą taką będzie, bo jednak niewiele zmienia to w ich codziennych relacjach, więc nie wiem czy rozpisywanie się o tym będzie miało większy sens. :P Nie musisz nic zmieniać, ja to jakoś sensownie poprzesuwam najwyżej, chyba że chcesz zostać przy tym opisywaniu przeszłości]

    Rebecca

    OdpowiedzUsuń
  92. -Ale nikt się o tą prawdę nie prosił… Spójrz na siebie, mogłeś bezkarnie latać za jakimś gnojkiem w śmiesznym wdzianku z chęcią obdarcia go ze skóry, a teraz? Twoja prawda Kapitanie… - przerwała na moment kładąc ten bardzo irytujący wszystkich jej rozmówców, sarkastyczny nacisk na ostatnie słowo, upiła łyk alkoholu i obojętnie wzruszyła smukłymi ramionami, robiąc przy tym najbardziej niewinną minę, na jaką tylko było ją stać.
    -Jest taka, że gdzieś po drodze do tego przeklętego nowego świata zgubiłeś jaja. – dokończyła, zupełnie nie przejmując się tym, że jego hak może zaraz skończyć wbity w jej czaszkę, bo podobno z piratami nie należało zadzierać… Ale przecież Nala już dawno przestała przejmować się tym co wypada, a co nie.
    -Wyrwano nas z naszej rzeczywistości, zabrano wszystko i wszystkich i jeszcze oczekują, że będziemy wdzięczni… - prychnęła pod nosem, wywracając oczami – I już w zasadzie sama nie wiem kto tu się bardziej stoczył Ty czy ja. A może raczej, kto jest bardziej żałosny… Pirat grający na fortepianie, nie plądrujący wiosek, nie siejący postrachu na morzach i oceanach, będący w tym świecie nie mniej zagubiony niż przestraszona księżniczka, czy może ex-lwica, była królowa, która siedzi z ów piratem przy barze i myśli jak by go urobić, żeby zarobić? Ciężki wybór panie Jones. – spojrzała na niego, unosząc ku górze swoją szklankę, w której pozostało jeszcze trochę alkoholu, w niejakim geście toastu. I w jednej chwili wszystko stało się jasne. Przyznała się właśnie do swych pierwotnych zamiarów i w zasadzie nie zrobiło to na niej większego wrażenia, czuła naglącą potrzebę porozmawiania z kimś, a Hak wydawał się być do tego wręcz idealny. Zresztą co niby miałaby do stracenia, skoro i tak straciła już wszystko… A lew, tak samo jak i człowiek(którym była niejako wbrew własnej woli) był istotą społeczną, nic więc dziwnego, że po jakimś czasie zaczęła w końcu szukać nowych znajomości… Zastanawiała się jedynie, dlaczego odnalazła je w gościu, którego miała zamiar oskubać?!

    Savannah taka miła ;3
    Obelgi, rzucanie wyzwiskami i przedmiotami... Ach, jak ładnie nam się ta przyjaźń zaczyna

    OdpowiedzUsuń
  93. [Tak! Powiązanie z przeszłości! Mógł jej wtedy podarować jakiś wisiorek, czy coś, co ona ciągle nosiła przy sobie. Teraz mogli na siebie wpaść w jakimś barze, albo on dowiedziałby się, że Jasmine tutaj też przebywa. przez jakiś czas przyglądał jej się w ukryciu, i pewnego dnia mógł zauważyć jak jakiś gościu ją szarpie, czy coś. Wtedy bum! Reaguje, wali faceta w ryj, ją ratuje z opresji, ale ona z początku go nie poznaje. U, albo mógłby ją spotkać w barze, przysiąść się, bo zauważył że ma jakiś podłu humor. Od słowa, do słowa, mógłby jej wyjawić, że kiedyś poznał dziewczynę, która była dla niego ważna, i ona dopiero po kilku głębszych połączyłaby wszystkie fakty, i poznałaby go. Boże, ale pomieszane. Rozumiesz coś?]
    Jasmine

    OdpowiedzUsuń
  94. [Czyli mordobicie :D Jeśli pozwolisz, zacznę nieco później, bo teraz muszę się położyć na jakiś czas i odespać cztery dni w pracy :p No, chyba że Ty wolisz zacząć :D]
    Jasmine

    OdpowiedzUsuń
  95. -Serio, serio.- Zapewniła poważnie.- Cieszę się, że nadal można to dostrzec. Nie chciałabym zgubić swojego prawdziwego ja, jak niektórzy.- Po części miała na myśli swoją rodzinę. Ojciec i matka nie przypominają choćby w najmniejszym calu pary królewskiej, a Kiarze już odechciało się próbowanie nawrócić ich na właściwą drogę. Widać w tym świecie przeszłość ma małe znaczenie, każdy startuje z czystą kartą.- I poza tym miałam mniej zadbany manicure, ale nie przejmuj się nie mam ochoty z nikogo zrobić sobie podwieczorku.- Dodała z rozbawieniem i ruszyła dalej przed siebie. Nie pozostawało jej nic więcej jak spróbować podejść do tego z humorem. Zamartwianie się nikomu nie pomorze, a nadzieja na powrót do dawnego życia zniknęła.- Więc jeśli ja jestem, a raczej byłam lwem to we wróżki też uwierzę.- Stwierdziła patrząc na niego. Dobrze, że trafiła na kogoś kto również nie należy do tego świata. Przy zwykłych ludziach musiała uważać na to by nie powiedzieć o kilka słów za dużo. Chociaż i tak pewnie by ją tylko wyśmiali i stwierdzili, że jest nienormalna. Standardowy scenariusz. Przystanęła dostrzegając, że jeszcze się z nią nie zrównał.
    -No chodź, przecież już nie gryzę.- Puściła mu oczko. Zapięła kurtkę, gdy silniejszy podmuch wiatru przyprawił ją o deszcz. Przydałoby się tutaj więcej Słońca i temperatura tak gdzieś plus dwadzieścia. Wiecznie marznęła i czasem głupio się czuła zakładając na siebie więcej warstw ubrań niż inni.

    [Co do wątku z Mustangiem to hmhm... Pomyśle chodź do mnie! Chwilowo mam pustkę w głowie, ale jak na coś wpadnę to od razu napiszę. I wgl na początku nie ogarnęłam, że to toja druga postać xD ]

    OdpowiedzUsuń
  96. Ogarnęła ją potworna wściekłość. Po pierwsze, z tego powodu, że ktoś nakrył ją na włamaniu i pokrzyżował jej misterny plan wzbogacenia się, a co za tym idzie – choć częściowej zmiany jej nędznego życia na lepsze. Po drugie, właścicielem kosztowności był sam Kapitan Hak, czego mogła się domyślić, a mimo to była zaskoczona jak nigdy dotąd. Po trzecie, oglądał ją sobie jak jakiś eksponat z muzeum, wspominając przy tym chwile, o których wolała zapomnieć. A po czwarte – czemu to właśnie on miał rację?!
    - Gdybym wiedziała, że to wszystko należy do ciebie, omijałabym ten dom szerokim łukiem – fuknęła, śledząc wzrokiem każdy jego ruch. Miała wrażenie, że coś knuje i Bella za moment pożałuje, że tego dnia wyszła z domu. Z dawnego pirata, teraz tak bardzo niepodobnego, pozostał jednak wredny błysk w oku i podejrzany uśmieszek. I nienawiść do Piotrusia. Kiedyś nie potrafiła zrozumieć okropnego uczucia, jakim Hak obdarzył chłopca. Nie potrafiła zrozumieć żadnego negatywnego uczucia. Wówczas w Nibylandii pojawiła się Wendy, a wraz z nią zazdrość, jaka dopadła Dzwoneczka. Bo dlaczego Piotruś spędzał z nią tak wiele czasu? Czy lubił ją bardziej niż małą wróżkę, która tak wiele dla niego poświęciła? I wszystko się posypało, wszystko się skończyło...
    Skrzyżowała ręce na piersiach, wciąż uważnie przyglądając się Kapitanowi.
    - Jaki znowu plan, hm? – spytała niby od niechcenia, niby bez zaciekawienia. A jednak. Zrobiła krok w jego stronę. Wciąż czuła podświadomy lęk do pirata, a jednocześnie zdawała sobie sprawę z tego, że w tym świecie byli niemal równi, i bynajmniej nie miała na myśli wzrostu.
    - Znowu chcesz mnie wykorzystać, tak?! – niema krzyknęła i dziobnęła go palcem w klatkę piersiową – Owszem, może zmądrzałam. Może nawet dotarło do mnie, że Piotruś nigdy mnie nie… - w tym momencie przełknęła ślinę i urwała w połowie zdania. I tak powiedziała już zbyt wiele. Powinna po prostu wyjść i nigdy już tu nie wracać. A jednak wciąż stała naprzeciwko dawnego wroga, wpatrując się w niego z mętlikiem w głowie.

    Bella

    OdpowiedzUsuń
  97. Jadmine nie wracała do wspomnień zbyt często. Żyła tym, co miała teraz. Czyli pracą w Open Arms, kłótnuami z Alladynem, oraz okradaniem swoich klientów. Gdy w jej głowie pojawialy się wspomnienia, szybko je odganiała, aby nie czuć tego bólu, który towarzyszył hej za każdym razem gdy wspominała. A najczęściej wspominała dom, rodzinę, przeżyte momenty.
    -bądź grzeczna, Jasmine. Taka dziewczynka jak Ty, powinna być grzeczna-ochrypły głos starszego mężczyzny, który nad nią leżał, wręcz wgryzał się w jej głowę. Jęknęła, na chwilkę na niego spoglądając. Uśmiechnęła się nawet, myśląc że to w czymś jej pomoże.
    Jak od dłyższego czasu już robiła, wykorzystała chwilę gdy jej klient zniknąl w łazience. wyciągnęła wtedy wszystko z jego kieszeni, podała to Dzwoneczkowi, i jak gdyby nigdy nic się nie stało, ubrała się, poczekała aż Greg,bo tak miał na imię jegomość który ją dziś wynają, wyjdzie z łazienki. Gdy już się pojawił, posłała mu uśmiech, i wraz z mężczyzną wyszła z pokoju, a następnie z hostelu. Dzień był nieco chłodny, dlatego Jasmine zapięła płaszcz, oraz owinęła się wzorzystą chustą. Rozejrzała się na boki, jakby kogoś szukając, by po chwili zawiesić swoje spojrzenie na Gregorym. Mężczyzna ewidentnie czegoś szukał, uporczywie grzebiąc w kieszeniach. Jas wciągnęła głęboko powietrze, nie odzywajac się anu słowem. Mimo wielkich prób ukrycia strachu, ten nadal był widoczny w jej oczach. I to chyba byl błąd z jej strony, bo mogla się odezwać, powiedzieć cokolwiek. Ona zamiast tego tylko stała, i patrzyła.
    Nue minęła sekunda, kiedy została popchnięta na ścianę budynku, a ręce mężczyzny znalazły się po jej bokach, utrudniając ucieczkę.
    -Myślałaś że jesteś taka sprytna, co Jasminko?-słowa te wręcz ociekały złością. Jasmine zamknęła oczy, nic nie mówiąc. Tylko czekała na to, co się stanie dalej. Mocne szarpnięcie spowodowało że spojrzała na Grega.
    -Odpowiadaj, suko! Albo nie ręczę za siebie! - krzyknął, po raz kolejny potrząsając Jasmine, jakby ta była zwykłą, szmacianą lalką.
    -Ja...-zaczęła, jednak nie dokończyła. Mocny uścisk na szyi odbierał jej możliwosć oddychania. Łapała powietrze niczym ryba wyrzucona z morza. Z przerażeniem spojrzała na swojego klienta,który już kipiał ze złości.
    -Szmata. Jesteś jak każda inna-wycedził przez zęby,unosząc rękę, by następnie uderzyć Jasmine w policzek. Zamknęła oczy, bez słowa przyjmując cios. W końcu zdążyła się już przyzwyczaić.
    Jasmine
    [Wybacz, zaczynam z telefonu, bo mi się przed chwilę zepsuł laptop, więc pewnie szału nie będzie tutaj]

    OdpowiedzUsuń
  98. Abigail musiała radzić sobie z różnymi problemami, zaczynając od braku pieniędzy po rozpadające się meble i półki, dotknięte zębem czasu. Nie narzekała jednak zbytnio, no bo po co? I tak lepsze to, niż sprzątanie po siedmiu karzełkach. Wyobrażacie sobie, jak to jest prać ubrania siedmiu spoconych mężczyzn?
    Tym razem było jednak trochę gorzej, bo nie chodziło o złamane krzesło czy skrzypiące zawiasy, a o cały regał, który uginał się pod stosami książek i wyglądał, jakby trzymał się ostatkiem sił. A więc, chcąc zapobiec katastrofie,
    wspięła się na drabinę, chcąc zdjąć choć część asortymentu obciążającego półki. Nim jednak zdążyła cokolwiek zrobić, regał upadł, a książki rozsypały się po całej podłodze. Abigail w ostatniej chwili uskoczyła, jednak częściowo została przygnieciona, nie mogąc się wydostać.
    Wtem rozległ się odgłos otwieranych drzwi i potencjalny wybawca wszedł do księgarni.
    - Pomocy! - zawołała, obracając się nieco, by zobaczyć, do kogo woła.
    [Wybacz, że z lekkim poślizgiem, ale przez ostatnie dni wisiało nade mną widmo nie zdania sprawdziany z geografii i nie miałam czasy pisać.]
    Abigail

    OdpowiedzUsuń
  99. Jackowi zrobiło się miło na to przyjemne dla ucha słowa ze strony samego kapitana Haka. Więc jednak opłacało się siedzieć w domu przez długie dni, aby zrozumieć, o co chodzi w tych wszystkich sprzętach elektronicznych. Zdecydowanie było warto.
    Podał mu tytuł filmu. Był to jakiś dramat, podobno bardzo dobry, dlatego właśnie wybrał ten tytuł. A może powinni obejrzeć komedię. Może śmiech rozładowałby to napięcie, którego zawsze pozbywali się w inny sposób… Z drugiej strony dzięki takiemu gatunkowi będą mogli porozmawiać na temat filmu. Czyli w końcu o czymś.
    - Jak ci się nie spodoba, to mów, znajdziemy coś innego – spojrzał na niego, a potem uśmiechnął się lekko. Czasami żałował, że nie jest tym dawnym Jackiem Frostem, który z łatwością mówił ludziom to, co sam myślał, robił, co chciał i zawsze potrafił znaleźć odpowiednie słowa do zaistniałej sytuacji. Chociaż nie był też do końca pewny, czy akurat w tej znalazłyby coś dobrego.
    Sięgnął po swoją szklankę i napił się. Alkohol im pomoże, tak jak wtedy, Jack to wiedział.
    - Tyle się o tym wszystkim naczytałem, że prawie nic nie pamiętam – odezwał się nagle. – Wiesz, o tym wszystkim – wskazał na telewizor. Najważniejsze miał w głowie, tyle na razie mu wystarczy.
    W każdym bądź razie chciałby coś zrobić, cokolwiek, w związku z Huckiem, ale nie bardzo wiedział, czy mężczyzna tez sobie tego życzy, dlatego po prostu siedział z wbitym wzrokiem w ekran.

    Jack

    OdpowiedzUsuń
  100. Odetcie, będącej już Ophelie, wiele czasu zajęło, zanim przyzwyczaiła się do tego świata. W końcu trafiła tam jako jedna z pierwszych, pozostawiając swoje królestwo i w zasadzie całe swoje życia na kartach papieru jakiejś starej książki, czy też na ekranie telewizora. Ten czas jednak, jaki spędziła poza swoją bajką wykorzystała skrupulatnie, aby zbudować sobie w głowie pewien system i wypełnić każdy dzień zadaniami do tego stopnia, aby pękał w szwach – aby nie myślała o tamtej krainie, z której została brutalnie wyrwana i o tym, co już w Walii jej się przytrafiło. Nauczyła się koegzystować ze zwykłymi ludźmi, płacić podatki, wypełniać PIT-y; pozbyła się z maniery książęcej, które wiele lat jej uczono, a nawet dostrzegła zalety przekleństw i niektórych sprzętów elektronicznych – nie wszystkich, co prawda, bo wiele z nich zwyczajnie ją nadal przerażało, ale, na wszystkie świętości!, mikrofala i suszarka do włosów to wynalazki geniusza; tak samo jak leki przeciwbólowe, których nie trzeba było ważyć tydzień wcześniej, aby je spożyć w pełnię księżyca. W ogólnym rozrachunku, nie licząc rozwodu, było jej całkiem dobrze – miała swój własny mały biznes, dzięki któremu mogła się utrzymać, a że niektórzy w dzielnicy ją lubili, wiele rzeczy dostawała albo na kreskę albo z rabatem. Nie musiała się więc aż tak panicznie martwić o wydatki, jak niektórzy – jej klient właśnie wydawał się do takowych zaliczać. Oczywiście jednak, jak przystało na prawdziwą damę, nie miała zamiaru tego w żaden sposób komentować, a skupiła się jedynie na poszukiwaniach tego, czego oczekiwał od niej mężczyzna – co wcale proste nie było, a nie chciała stracić potencjalnego kupca w „Staruszkach”.
    — Hmm... – zamyśliła się nad drewnianą, bogato rzeźbioną skrzynią pachnącą cedrem. Żałowałaby, gdyby musiała użyć na tym młotka, bo przedmiot był doprawdy piękny, ale zamek niestety odmówił im współpracy, więc w zasadzie wiele możliwości nie mieli, a wrodzona intuicja podpowiadała jej, że coś w środku jednak może się znajdować. – Och, ja, eee – urwała, zaskoczona prepozycją klienta. – Jasne, proszę – rzuciła, nieco zgryźliwie, bowiem już sam sobie przesunął skrzynię do dogodniejszej pozycji. – Mówiłam, nie działa – wzruszyła bezradnie ramiona, kiedy mężczyźnie również nie udało się poruszyć wieka, gdy nagle kluczyk zaskoczył. – Niemożliwe – wyrwało jej się, ale i jej oczy zabłysły, kiedy stary mechanizm wreszcie zadziałał. Później zaś, uchyliła z wrażenia usta, kiedy jej oczom ukazał się rząd przeróżnych haków ułożonych w rząd na czerwonym aksamicie. – Jeden na co dzień, drugi do teściów i do kościoła – burknęła pod nosem, niedowierzając i spojrzała zaskoczona na przybysza, który nieświadom, mówił do siebie na głos. – Piękne? – Uniosła brew. – No cóż, rzecz gustu – dodała, bo chociaż faktycznie zrobione były z najwyższą dbałością o szczegóły, to i tak uważała je za niebezpieczne przedmioty. Jego szarmancki uśmiech, włączył w jej głowie czerwoną lampeczkę, bowiem jej były mąż robił to w ten sam sposób, kiedy chciał ją do czegoś przekonać. – Nie wiem, naprawdę – przyznała szczerze. – Powinnam je wycenić, powinnam... – zamknęła z impetem wieko, warcząc pod nosem, bowiem nie mogła znieść jego świdrującego wzorku. – Jak mi pan pomoże wszystko tu – ręką wskazała na antykwariat – ogarnąć, może pan sobie jeden wziąć – rzuciła w końcu, mając wrażenie, że jeszcze pożałuje swojej decyzji. – Musze wszystko posegregować... ułożyć. Pan patrzy, jak to się chwieje – brodą wyznaczyła jedną z wielu wieżyczek ułożonych ze starych rupieci. – Czy one... należały – urwała, ostrożnie dobierając słowa. – Czy one należały do pana w tamtym życiu? – Wydusiła z siebie w końcu; nie lubiła rozmawiać o tym, co było kiedyś i nie wiedziała, jak na to zapatruje się owy mężczyzna, dlatego wolała być ostrożna.

    Fifka

    OdpowiedzUsuń
  101. Słuchała go uważnie. Rozumiała co miał na myśli. Może sama w życiu nie dopuściła się żadnych okropności, ale miała styczność z tymi, którzy poddawali się chciwości, chęci zemsty, czy po prostu swojej mroczniejszej cząstce. Jednak nikt zły się nie rodzi, to otoczenie i osoby czynią nas lepszymi bądź wręcz przeciwnie. Jedni sobie radzą z pokusami inni niestety nie. Beth nie potępiała takich osób, raczej było jej przykro i prędzej odczuwała żal niż złość.
    -Nie, nie jesteś.- Zaprzeczyła.- Każdy z nas popełnia błędy, mniejsze lub większe. Taka nasza natura, obojętnie kim byliśmy, czy kim jesteśmy. Niektórzy po prostu mają więcej... mroku w sercu i nie potrafią się z nim uporać.- Dodała ze smutnym uśmiechem. Doskonale pamiętała rozmowy z ojcem, matką, czy innymi. Wiele ją nauczyli, ale zdawała sobie sprawę, że to już przeminęło i pewnie nie wróci.- I z chęcią zobaczę tą fontannę, bo wcześniej nie miałam okazji.- Przyznała nieco się rozpromieniając. Może i powinna być bardziej ostrożna decydując się pójść z kimś na spacer, ale ostrożność nigdy nie była jej mocną stroną. Poza tym nie sądziła by ten mężczyzna miał podłe zamiary wobec kogokolwiek, nawet jeśli ma hak zamiast jednej dłoni.

    OdpowiedzUsuń
  102. Kilka chwil. To było kilka chwil, które przeleciały Jasmine przed oczami. Nie wiedziała skąd wziął się ten mężczyzna z hakiem zamiast ręki. Nie potrafiła pojąć, dlaczego już kiedyś słyszała ten głos, i czemu on był tak znajomy. Zrozumiała jedynie to, że ktoś stanął w jej obronie,prawdopodobnie pierwszy raz, od kiedy zawitała do Fabelown. Pierwszy raz w końcu poczuła się bezpiecznie, i nie nawiedziła jej ta sama myśl, która pojawiała się za każdym razem, gdy naraziła się jakiemuś klientowi - że może skończyć o wiele gorzej, niż tylko z posiniaczoną twarzą. Bo nigdy nie wiadomo, co takiemu opryszkowi chodzi po głowie.
    Jej klient - damski bokser - upadł z głośnym jękiem na brudny chodnik, bełkocząc coś pod nosem. Głównie rzucał obelgami w stronę Jasmine, która spoglądając na niego, prychnęła jedynie jak rozjuszona kotka. Sama zapewne by sobie nie poradziła, gdyby nie jej wybawca. Dziwnie znajomy wybawca.
    -Dupek-zuciła jedynie w stronę leżącego mężczyzny, który widocznie zwijał się z bólu, ale to nie powstrzymywało go przed tym, aby powoli zacząć wstawać. To był znak dla Jasmine. Chwyciła Haka za rękę, ciągnąć go z całych sił. Nie chciała, aby przypadkiem przed jej miejscem pracy wywołała się bójka, i tak już miała zbyt dużo problemów na głowie.
    -Ja Ci bardzo dziękuję, ale na nas już pora. No, nie ociągaj się, idziemy! Musimy!-rzuciła w stronę swojego wybawiciela, spoglądając przed siebie. Na ulicy nie było nikogo oprócz nich. Znokautowany facet już praktycznie siedział na chodniku, zbierając siły. A oni musieli uciec. Jak najdalej, i jak najszybciej.
    -Na Allaha, ja i moje pieprzone szczęście-warknęła pod nosem, odwracając głowę w tył. Przyjrzała się Jonesowi przez moment, stwierdzając w głowie po raz kolejny, że musiała już kiedyś go gdzieś spotkać. Tylko nie była tego pewna w stu procentach.
    -Mógłbyś szybciej? Naprawdę, byłabym wdzięczna-powiedziała, dmuchając na kosmyk ciemnych włosów, który przez przypadek opadł na jej twarz.
    Jasmine

    OdpowiedzUsuń
  103. Niezadowolony Peter, gdy już miał mu coś powiedzieć, odebrał telefon.
    -Tak?-spytał do telefonu.
    -Jest awaria z windą. Pzepraszamy za wszelkie utrudnienia. Już po panów ktoś jedzie.-zaczęła mówić sekretarka. Jest! Uratowani- ucieszył się Peter.
    -Dziękuję pani, dziękuj! Dostanie pani ogromne wynagrodzenie!-krzyczał zadowolony burmistrz. Rozłączył się i spojrzał na kapitana.
    -No to do zobaczenia innym razem. Może w innym świecie. Zaraz ktoś po nas przyjedzie. Miło było znowu się spotkać, no , ale cóż czas leci-zaśmiał się radosny do granic możliwości Churl. Poprawił koszule przeczesał włosy i spojrzał na swego towarzysza wyglądał na zdziwionego i również uszczęśliwionego.Zaczął coś mówić.

    [ Sorka, że tak późno i znowu krótki, ale nie umiem długich pisać. :) Pozdrawiam! ]

    Peter

    OdpowiedzUsuń
  104. W odróżnieniu od Hucka, Simba zaczął rechotać jak głupi gdy tylko były pirat zorientował się, co jest grane. Śmiał się też, gdy Jones rzucił się na niego, by powalić ich obu na ziemię w iście zapaśniczym stylu. Mniej śmiesznie było gdy już obaj wylądowali na ziemi... No... Przynajmniej Dane na ziemi, a Jones trochę na nim, ale i tak warto było - warto było dla min wszystkich gapiów. Lew dźwignął się z podłoża, ale nie wstawał jeszcze. Na razie siedział na ziemi i spoglądał na kapitana od dołu, jakby podziwiał maszty Wesołego Rogera.
    -Dopóki inni ludzie pokpiwają razem ze mną, nie widzę w tym nic złego.- oznajmił, uśmiechając się szeroko.- A od kiedy lwiego wybiegu pilnuje mój zięć, jakoś odechciało mi się tam chodzić. Zresztą, lwy są leniwe, dzisiaj nawet nie chciało im się wyjść.- dodał, wyciągając rękę do Jonesa, jakby prosił o pomoc, toteż pomoc została mu udzielona i z pomocą Huckleberry'ego podciągnął się, żeby stanąć na nogach.
    -A ty? Rzadko można cię spotkać poza twoją norą w słoneczne dni. Stało się coś, czy zebrało ci się na sentymenty?

    OdpowiedzUsuń
  105. [ Czy kapitan Hak jest chętny na wątek z Królową Śniegu? Co prawda charaktery całkiem różne, ale Twój pan mnie urzekł i wątek jest musem. xD Niestety, nie potrafię wymyślać, toteż w tej kwestii liczę na Ciebie... a ja obiecuję, że zacznę! ]

    Joanne vel Królowa Śniegu

    OdpowiedzUsuń
  106. W swojej pracy spotkała już wielu mężczyzn, i nie wszyscy byli delikatni. Po niektórych przez kilka dni siedziała w domu, żeby kolejni nie zobaczyli siniaków czy innych śladów na jej ciele. Dlatego była gotowa na wszystko, niektórzy nazywali to ryzykiem zawodowym, i Anja całkowicie się z tym zgadzała. Niebezpieczeństwo bowiem wiązało się z każdym zawodem, nawet jeśli było się kwiaciarką. W każdym momencie można było się skaleczyć, czy zostać napadniętym przez jakiegoś świra, który miał chrapkę na zawartość kasy. Tak więc, nawet jeśli nie było przyjemnie, zawsze uśmiechała się, a na łzy bólu czy upokorzenia pozwalała sobie dopiero w samotności.
    Owszem, jego hak początkowo ją przeraził, zapłacił jednak, a ona miała do wykonania zadanie, dlatego się nie wycofała. Teraz, gdy spoglądała mu w twarz, widziała, że nie tylko ona nie czuje się komfortowo. Co było jej osobistą klęską, bowiem mogła czuć się koszmarnie, ale klient zawsze miał być zadowolony. Westchnęła, czując sobie jego palce na swojej skórze, tak jak powinna. Musiał wiedzieć, że sprawia jej przyjemność, to był jeden z obowiązkowych punktów tego zawodu, sprawić, żeby mężczyzna uwierzył w siebie. Zadrżała od zimna haku, i też trochę ze strachu, który, nie wiadomo czemu, szybko jej przeszedł.
    - Mroczną stronę? Oh, bardzo chętnie ją poznam, nie musisz się powstrzymywać. - odpowiedziała z uśmiechem.
    Położyła obie dłonie na jego twarzy, pod palcami czuła lekki zarost, co w niczym jej nie przeszkadzało. Pochyliła się i pocałowała go lekko, na zachętę, by po chwili przenieść ręce na guziki koszuli, które zaczęła powoli rozpinać. Nigdzie się nie śpieszyła, mieli przecież całą godzinę, prawda? A to bardzo dużo czasu, mógł z nią zrobić co tylko chciał, podczas gdy ona ciągle by się uśmiechała i zapewniała, jak jest jej dobrze. Była przecież świetna, w tym co robiła.
    - Powiedz mi na co masz ochotę, chcę wiedzieć, co mogę dla ciebie zrobić - odsunęła twarz od niego, jedną ręką wciąż rozpinała guziki, a drugą zsunęła szlafrok z prawego ramienia. - Jestem tu tylko dla ciebie, jeśli czegoś pragniesz, zrobię to.

    [Znalazłam taki piękny gif Haka do powiązań :D
    Wybacz długość, staram się w miarę na bieżąco odpisywać, a że trochę tego mam, nie jestem w stanie rozpisać się tak, jakbym chciała.]

    Anja

    OdpowiedzUsuń
  107. Stała tak jeszcze przez krótki moment, w całkowitym milczeniu. Powoli docierało do niej, jak wiele zmieniło się z jej nędznym życiu i co powinna ze sobą tak naprawdę zrobić. Wróciły obrazy z jej ostatnich chwil w Nibylandii i uczucia, jakie nią wówczas targały. No bo kto był temu wszystkiemu winny? Ona? Hak? Nie, nic z tych rzeczy… Piotruś, o tak! Żyła w jakimś cholernym śnie, oderwana od rzeczywistości. A kiedy wszystko do niej dotarło – Nibylandia została gdzieś w tyle.
    Zerknęła w końcu w stronę drzwi. I po raz kolejny wysłała Kapitanowi podejrzliwe spojrzenie - było w nim jednak coś w rodzaju wyzwania. Wolno ruszyła w stronę schodów i pokonała kilka stopni, by zatrzymać się w połowie drogi. Oparła się ramionami o drewnianą barierkę.
    - Masz rację – zaczęła z powagą i lekkim zamyśleniem wypisanym na twarzy – Sądziłam, że tutaj zapomnę o wszystkim i tak z początku było. Nie będę tego ukrywać. Jednak, gdy zobaczyłam go na fotelu burmistrza, z tym głupim uśmieszkiem na twarzy… - zamilkła na moment – …zapragnęłam zedrzeć mu tą minę z buźki raz na zawsze. I długo walczyłam z tym uczuciem, wiesz? Bo nie sądziłam, że jestem zdolna do takich czynów.
    Wyprostowała się, a na jej twarzy powoli pojawiał się szeroki uśmiech, któremu towarzyszył szereg złowrogich myśli o tym, co zrobi gdy już dorwie go w swoje ręce. Już zapomniała, po co tu przyszła. Wszelka złość w stosunku do Jonesa minęła, choć wiedziała, że wszystko może się jeszcze zdarzyć.
    - Jeśli obiecasz mi, drogi Kapitanie, że to nie jest kolejna głupia zagrywka i twoje pirackie słowo jest czegoś warte… Zgadzam się na wszystko.
    Uśmiechnęła się zawadiacko i oparła plecami o ścianę. Może właśnie tak miało być? Wróciła jej pewność siebie i siły do działania. Nie miała nic do stracenia i zawsze był jakiś ‘plan B’, bo gorzej już być raczej nie mogło.
    - A teraz, panie Jones, którędy do kuchni? Mam nadzieję, że zabrałeś z „Rogera” trochę rumu?

    [Haha, nie przejmuj się, jeszcze się rozpiszemy xD]

    Bella

    OdpowiedzUsuń
  108. [Dziękuję bardzo! :3]

    Melody

    OdpowiedzUsuń
  109. [ Opcja z balem pasuje mi bardziej, toteż zgodnie z umową – zaczynam! :)) ]

    Dlaczego oni tak się do siebie uśmiechają?
    Joanne siedziała przy jednym ze stolików, wciśnięta w srebrną, długą suknię i czarne szpilki. Czerwone usta zanurzyła w tego samego koloru winie, rozglądając się dookoła.
    Ludzie się śmiali, wymieniali przyjazne uśmiechy i spojrzenia, a gdzieś w kącie całowała się jakaś para. Królowa Śniegu nie rozumiała tego wszystkiego... ciepłe uczucia? Co to w ogóle było?
    Odsunęła się na krześle od stolika i ruszyła w stronę balkonu. Chciała się przewietrzyć. Kiedy przechodziła obok jakiejś kobiety, ta automatycznie się odsunęła... bo poczuła chłód.
    Joanne wreszcie dotarła na balkon i oparła się o ścianę, wdychając nocne powietrze. Chociaż było zimno, ona nic takiego nie czuła.

    Joanne

    OdpowiedzUsuń
  110. [Ależ mnie nie trzeba di wątku namawiać. Napewno nie z Hakiem i napewno nie z takim. Co do pomysłu jednak... Nie mam konkretnego, ale mam zarys jakiś. Może spotkaliby się gdzieś przez czysty przypadek. Oboje by się nie poznali w pierwszej chwili, Hak zacząłby razmowę, Wendy nie ukruciłaby jej od razu jak zwykle gdy jacyś mężczyźni do niej zagadują. Jakoś tak by wyszło że by się zakolegowali, może nawet wyniknęłoby z tego coś więcej i zaczęłybyśmy, kiedy to Hak przez przypadek dowiaduje się że jego Wedy to tak naprawdę nieco starsza Wendy Piotrusia Pana i stara się zrobić wszystko żeby nie doszła do tego kim jest i nie odnalazła Piotrusia, bo wtedy ją straci. ]

    Wendy

    OdpowiedzUsuń
  111. [Myślę, że mogłybyśmy wejść w ich życid kiedy spotykają się od jakiegoś czasu, Hak zna Willa i się dość dobrze dogadują, do niczego jeszcze między nimi nie doszło (w sensie seksy,a nawet buziaczki), ale oboje już są praktycznie pewni, że chcą zeby było z tego coś więcej.
    Co do dowiedzenia się to Will mógłby zachorować i Hak mógłby zaproponować, że zajmie się nim jakiś czas (w sobotę) kiedy Wendy będzie musiała zejść do cukierni, bo jedna z jej pracownic wzięła chorobowe i przez przypadek znalazłby list, który przed odstawieniem jej spowrotem do domu napisał do niej Piotruś, bo nie umiał jej powiedzieć prosto w twarz, że żałuje że muszą się rozstać i będzie ją pamiętał.]

    Wendy

    OdpowiedzUsuń
  112. Przymknęła lekko oczy, delektując się ciszą i chłodnym, nocnym powietrzem. W pewnym momencie zarejestrowała ruch. A potem usłyszała pytanie.
    — Dobry wieczór — odpowiedziała kulturalnie, spoglądając na mężczyznę... z hakiem zamiast dłoni? Czy tylko jej zaśmierdziało to Kapitanem Hakiem? — Każda noc jest do takich celów dobra.
    Cóż, była zwykłą outsiderką, toteż nikogo nie powinna taka odpowiedź zdziwić. To nie było tak, że wszystkich ludzi dookoła chciała powybijać łopatą czy coś, ale po prostu lepiej czuła się we własnym towarzystwie.

    Joanne

    OdpowiedzUsuń
  113. Jej życie było pasmem porażek przepełnionych tęsknotą za Piotrusiem. Sama nie rozumiała jak może kochać go tyle długich lat. Patrzyła jak jej koleżanki się zakochują w rożnych chłopcach, a potem się odkochują stwierdzając że to młotki. Jak wchodzą w związki a potem je kończą w mniej lub bardziej bolesny sposób. Jak wychodzą za mąż i się rozwodzą, a ona wciąż kocha jednego i tego samego chłopca, którego nie widziała od lat. To chore! Owszem,w międzyczasie w jej życiu pojawił się przystojny Włoch imieniem Filippo. Wszystkie koleżanki jej zazdrościły. Filippo był przystojny, seksowny, świetnie gotował i kochał ją ponad wszystko. Jednak to nie było to. Traktowała go raczej jak przyjaciela, kogoś by nie czuć się samotną. Kochała go, ale na swój sposób i on to akceptował. Dlatego był taki wspaniały i właśnie dlatego Wendy tak rozpaczała po jego śmierci. Wtedy już całkiem odechciało jej się mężczyzn. Spotkała już dwóch najwspanialszych na świecie i była pewna, że kolejnego tak wspaniałego już nie ma. Jednak się znów pomyliła, na szczęście albo nieszczęście.
    Naprawdę uwielbiała Hucka. Naprawdę. Był jedną z najwspanialszych osób jakie kiedykolwiek poznała. Na dodatek było między nimi coś, coś czego zabrakło między nią a Filippo. Czuła czasem jakby już wcześniej go kiedyś poznała, a innym razem całkowicie ją zaskakiwał. Jakby był jej znany i obcy jednocześnie. Nie potrafiła tego określić. Na dodatek Will wprost za nim przepadał. To właśnie dzięki Huckowi postanowiła przestać wreszcie myśleć o przeszłości i Piotrusiu i zająć się teraźniejszością, wreszcie nauczyć się być szczęśliwą.
    Trochę jej głupio było prosić Hucka żeby został z jej synem na kilka godzin zanim wróci jej druga współpraciwnica, bo musi wyjść na chwilę załatwić coś pilnie w urzędzie miasta. Normalnie zabrałaby małego ze sobą na duł, ale miał gorączkę i źle się czuł. Nie chciała żeby się męczył. Z nieco przepraszającym wyrazem twarzy otworzyła mu drzwi. Z delikatnym uśmiechem przyjęła od niego kwiaty przytulając go na przywitanie.
    - Dziękuję - powiedziała nieco zmieszana. - Naprawdę strasznie mnie rozpieszczasz - dodała uśmiechając się ciepło do niego.
    Wstawiła kwiaty do wazonu i nalewając do nich wody zaczęła tłumaczyć:
    - Mały właśnie zasnął. Jak dobrze pójdzie pośpi jeszcze godzinkę, dwie. Obiad jest przygotowany, lerzy w lodówce. Wystarczy go odgrzać. Na wieczorne podawanie leków powinnam wrócić... - mówiła ze skupieniem zastanawiając się czy o czymś zapomniała. - I jak wrócę zrobię nam wszystkim coś dobrego na kolację - obiecała posyłając mu promienny uśmiech. - Strasznie ci dziękuję,że zgodziłeś się nim zająć. Nawet nie wiesz jaka jestem ci wdzięczna. Nie wiem co bym bez ciebie zrobiła - zapewniła szczerze. Pocałowała go lekko w policzek w podzięce po czym posławszy mu znów uśmiech wyszła już lekko spóźniona rzucając mu na odchodne:
    - Tylko nie zdemolujcie mieszkania, łobuzy.

    Wendy

    OdpowiedzUsuń
  114. [Wpadłam podziękować za miłe słówka po kartą Nikki :D Jak znudzi nam się wątek u Dzyń, to może coś wymyślimy z nią i z Mustangiem xD
    Odpis ode mnie będzie jutro, bo dziś mam urwanie głowy :(]

    OdpowiedzUsuń
  115. [Dzień dobry.
    Czy czas i chęć pozwolą na kolejny wątek?]

    Lily

    OdpowiedzUsuń
  116. [Lily dowiedziała się jakiś czas temu, że nie jest sama w tym świecie i że inne postacie również przeniosły się razem z nią. Odnalazła kilkoro ze swych przyjaciół i znalazła pracę, przez co zaczyna odżywać wewnętrznie.
    Wynajęła mieszkanie w Fabletown, które, jako dość obskurne, wymagało renowacji. Zaczęła oczywiście od posprzątania, kilku dodatków i roślin, bez których nie wyobraża sobie nowego życia. Kupiła więc kilka czerwonych pelargonii i glinianych doniczek, a później zabrała się do ustawiania ich na zewnętrznym parapecie swojego okna. Jedną z nich postawiła na tyle niefortunnie, że ześlizgnęła się lądując wprost na chodniku. No prawie.
    Huck mógł wtedy iść do pracy lub z niej wracać, albo zwyczajnie znaleźć się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwym czasie. Przechodząc akurat pod oknami Lily doniczka wyląduje na jego głowie i tutaj jak wolisz - albo tylko ją rozetnie, albo mężczyzna straci przytomność. Kobieta od razu pobiegnie na dół i w przypadku pierwszym opatrzy ranę, a w przypadku drugim zadzwoni po karetkę i pojadą razem na pogotowie. Jak się obudzi, będzie przy nim siedziała i jakoś to dalej rozwiniemy.

    Jeśli się spodoba, to daj znać. :)]

    Lily

    OdpowiedzUsuń
  117. [Zacznę, ale jutro jeśli nie masz nic przeciwko. :)]

    OdpowiedzUsuń
  118. Nie sądziła, że uda jej się jeszcze kiedyś wyjść na prostą. Brak częstego kontaktu z ludźmi, szare brooklyn'skie kamienice i niesprawiedliwe zdobywane pieniądze z każdą sekundą coraz mocniej przyciągały ją do dna. Czysty przypadek obudził ją z tej monotonii, pozwalając na uczciwą pracę, a dopełnieniem namiastki szczęścia było spotkanie swych dawnych przyjaciół za którymi stęskniła się tak bardzo.
    Z obskurnego motelu na Brooklynie przeniosła się do nieco bardziej przytulnego pokoju który, choć niewielki, spełniał jej wszelkie oczekiwania. Była tutaj skromna kuchnia i dość mała łazienka, lecz na nowy start nie potrzebowała jednego z tych pięknych apartamentów Woodlands, na które i tak nie miała złamanego grosza.
    Za wychudzoną pensję, którą teraz regularnie otrzymywała na początku każdego kolejnego miesiąca, powoli i spokojnie nadawała swojemu mieszkaniu dodatkowych kolorów. Dzięki drobnym dodatkom, regularnym porządkom i męczącemu odmalowywaniu ścian wygrała walkę z ponurą szarością, wprowadzając na pierwsze piętro kamienicy sporą ilość słońca.
    Dzisiejszy dzień był dniem wolnym od pracy. Każdego popołudnia, gdy wracała z kawiarni przez uliczki Fabletown, po swojej prawej stronie mijała uroczą kwiaciarnię, w której florystka codziennie wykładała inną kompozycję kwiatową. Po krótkim spacerze i skromnych spożywczych zakupach skusiła się na czerwone pelargonie, które zdobiąc liczne parapety Nowego Jorku od czterech lat kojarzyły jej się z nadchodzącą wiosną.
    Surowe, gliniane doniczki idealnie komponowały się z ostrą czerwienią kwiatów, a piękne słońce, które dzisiejszego dnia zawitało na niebie aż prosiło o otworzenie wszystkich okiennic. W dłonie chwyciła dość ostre nożyczki i przycięła kilka połamanych listków, zwilżyła i przygniotła doniczkową ziemię po raz ostatni, po czym chwytając pelargonię jedną ręką, drugą otworzyła okno na oścież.
    Tego niestety nie przewidziała. Parapet, na którym ustawiła swój nowy nabytek przechylony był delikatnie w kierunku głównej ulicy. I choć za wszelką cenę starała się złapać doniczkę lawirującą na krawędzi, to niedokładne i niestabilne jej ustawienie sprawiło, że właśnie leciała w stronę ruchliwego chodnika.
    - Uwaga! - krzyknęła nagle, lecz na ostrzeżenie było już za późno.
    Doniczka z kwiatami przełamała się na pół o głowę ciemnowłosego mężczyzny, który tuż po uderzeniu opadł bezwładnie na ziemię. Zakryła dłonią usta i po kilkusekundowym szoku rzuciła się biegiem do wyjścia, w międzyczasie nerwowo wybierając numer 911.

    [No i jestem! :)
    Jeśli opisałabym w rozpoczęciu przyjazd karetki i motyw w szpitalu to pewnie zanudziłabym Cię na śmierć. Dlatego, jeśli chcesz to opisz co Ci pasuje z kontaktu z doniczką lub przejdź od razu do przebudzenia Hucka w szpitalu, gdzie Lily będzie wytrwale czekać i siedzieć przy jego łóżku.
    Biedactwo, ale go załatwiła. :x]

    Lily

    OdpowiedzUsuń
  119. Zajęła miejsce przy stole, z zadowoleniem wypisanym na twarzy. Właśnie wyjawiła swojemu byłemu wrogowi to, co ciążyło jej na sercu przez ostatnie miesiące i czuje się z tym wspaniale. Nie podejrzewała, że tkwią w niej aż tak skrajne emocje, jak chęć zemsty i świadomego skrzywdzenia kogokolwiek. Wystarczyła jedna rozmowa, by wszystko sobie uświadomiła. Sięgnęła po butelkę.
    - Długo jesteś w Fabletown? – wypaliła nagle z zaciekawieniem. Nie widziała go nigdy wcześniej lub po prostu tego nie pamięta. W tym mieście ciężko kogokolwiek rozpoznać, nawet przyjaciela czy członka rodziny. Pokręcone miejsce.
    Nie miała pojęcia, czym Hak, a raczej Huckelberry obecnie się zajmuje. Jego mieszkanie wyglądało dość schudnie, choć zauważyła już kilka nawiązań do jego poprzedniego stanowiska: marynistyczne obrazki na ścianach, trupia czaszka przy wejściu, no i zapas rumu, który dojrzała w kuchennej szafce. A sądząc po słowach, jakimi ją powitał, wewnętrznie nie zmienił się nic a nic.
    Mocnym szarpnięciem odkorkowała starodawną butelkę i wzięła łyk rumu. Od razu kaszlnęła – pomimo przyzwyczajenia do tutejszego alkoholu, ten był niesamowicie mocny. Dobrze znała ten zapach. Tak właśnie pachniał Jolly Roger, był cały przesiąknięty rumem. Przypomniała sobie jedną w pierwszych akcji, jaką zarządził Piotruś, a która polegała na podarciu żagli na głównym maszcie okrętu. Uśmiechnęła się do siebie, widząc w myślach minę Kapitana, gdy dojrzał nadlatującą hałastrę.
    - Teraz mam na imię Bella – rzuciła po chwili, wyciągając rękę w jego stronę.


    [W ogóle nie uwierzysz! xD Muszę ci to napisać, bo nie wytrzymam xD
    Wczoraj przed snem przeglądałam sobie karty, zastanawiałam się nad wątkami, itd, itd... I tu proszę, jaki mnie sen nawiedził. Otóż Nikki (która we śnie wyglądała inaczej, niż w mojej karcie, ale mniejsza o to :D) przesiaduje w Trip Trap, gdzie jest barmanką i wówczas zauważa ją jakiś gość. Okazuje się, że rozpoznał w niej zabitą prostytutkę i nieźle się zdziwił, bo sam osobiście kilka dni wcześniej ją zabił!
    Budzę się rano i nagle mam olśnienie, że twój Mustang jest zabójcą :D
    Sen był oczywiście nieźle chaotyczny i wiele z niego nie pamiętam, ale sam fakt... xD]

    Bella

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [A no i to nie jest prima aprilis, jak coś xD]

      Usuń
  120. Kiedy znaleźli się w pomieszczeniu, Jasmine odetchnęła głęboko, jakby właśnie poczuła że z jej ramion ktoś ściągnął ogromny ciężar. Oparła się plecami o drzwi, przymykając na moment oczy. Chwila spokoju i wytchnienia, tego właśnie w tym momencie potrzebowała. Żadnego ukrywania się, żadnych ucieczek, nic takiego.
    Słysząc jego głos, uchyliła jedną powiekę, by spojrzeć na mężczyznę. Gdy pokłonił się jej, wymawiając te krótkie słowa, momentalnie się wyprostowała, mrugając kilkakrotnie. Wspomnienia wróciły bardzo szybko, w głowie pojawiły się obrazy sprzed lat. Jego, już dorosłego wówczas mężczyznę, oraz ją, nastoletnią dziewczynę. Wtedy tak bardzo jej zaimponował, tak bardzo zawrócił jej w głowie, jednak nie miała odwagi, żeby mu o tym powiedzieć. Odruchowo dotknęła miejsca, gdzie spoczywał złoty wisiorek, który podarował jej pewnego, słonecznego dnia. Delikatny uśmiech zawitał na twarzy Jasmine, a ona sama postąpiła kilka kroków w stronę Haka. Uniosła rękę, dotykając jego ramienia, następnie szyi, oraz policzków. Jakby nie wierzyła w to, że stoi przed nią, żywy i prawdziwy, jak kilkanaście lat temu.
    -Tyle lat-powtórzyła, kiwając przy tym głową. Tyle lat, w których myślała o nim dzień w dzień, zastanawiała się, gdzie jest, i jak mu się wiedzie. Zniknął tak nagle, nic jej nie mówiąc dokąd się udaje.
    -Zdajesz sobie sprawę, jak za Tobą tęskniłam? Zniknąłeś, tak nagle-powiedziała, opuszczając w końcu dłoń. Przechyliła głowę lekko w bok, nadal się uśmiechając. -Każdego dnia, zastanawiałam się, co u Ciebie-dodała.
    Jasmine
    [nie ma sprawy, każdy ma przecież ważne i ważniejsze sprawy :D]

    OdpowiedzUsuń
  121. Joanne spojrzała na wysuniętą w jej stronę paczkę cygar. Co prawda nie paliła... ale tylko tych zwykłych papierosów, jakie mieli w tym świecie. Zdarzyło jej się kiedyś zapalić jedno czy dwa cygara. I nawet nie było tak źle.
    — Dziękuję, zapalę — powiedziała tym samym tonem, ale jednak przeważyła w nim uprzejmość.
    Chwyciła cygaro między dwa palce i wyciągnęła je. Co prawda szkodliwość dla zdrowia była taka sama, jak w przypadku zwykłych papierosów, ale Joanne i tak je wolała.
    — Ma pan zapalniczkę? — spytała, patrząc się na wysokiego mężczyznę.

    Joanne

    OdpowiedzUsuń
  122. [Ależ nic się nie stało – jeśli wolisz taką długość, to mogę się dostosować, dla mnie nie ma problemu. : D]

    Ophelie doskonale znała to spojrzenie, którym klient „Staruszek” wpatrywał się w haki ułożone na aksamicie – spojrzenie pełne tęsknoty i pustki, którą może wypełnić właśnie ten jeden przedmiot lub osoba, na którą się patrzy; spojrzenie mocne i świdrujące, niemalże palące, ale zrozumiałe tylko dla kogoś, kto naprawdę wiele utracił w swoim życiu. Panna – niestety już panna, a nie per pani – Wright doskonale to pojmowała, dlatego nie miała zamiaru robić mężczyźnie pod górkę. Skoro zawartość skrzyni była dla niego tak ważna, postanowiła ułatwić mu coś, do czego ona widocznie nie miała prawa – odnaleźć promyk nadziei. Chociaż więc nie była herosem – a jeśli była, to po opuszczeniu królestwa i trafieniu do Nowego Jorku już dawno o tym zapomniała – nigdy nikomu nie przysięgała, że będzie tą dobrą postacią w bajce, to uznała, że skoro nie może uszczęśliwić kogoś – to pomoże przybyszowi, który odwiedził jej antykwariat.
    — Wspaniale! – Niemal klasnęła w dłonie z niemałą ulgą, bowiem miała upiec dwie pieczenie na jednym ogniu: dać mężczyźnie to, czego chciał, a sama otrzymać względny porządek w swojej graciarni. – K-kapitan? – Uniosła zaskoczona brwi, kiedy się przedstawił. – Hak? – Dodała, nie mogąc powstrzymać lekkiej ironi. – To dość wymowne – stwierdziła, zerkając na hak, który miał zamiast dłoni. – Przykro mi jednak, n-nie znam... – przyznała ze wstydem. Kiedy bowiem uciekła z byłym już mężem do Walii, obiecała sobie, że nie będzie wracała do tego, co było w tamtym świecie i uparcie się tego trzymała, dlatego też nie miała pojęcia o niektórych postaciach i historiach, chociaż pewnie, kiedy wróciła do Fabletown powinna to nadrobić; dla swojego własnego bezpieczeństwa. – Fiffy, po prostu Fiffy, panie Jones – przedstawiła się jednak z szerokim uśmiechem i poprawiła okulary na nosie. – Kiedyś, tu pana zaskoczę – zakpiła sama z siebie – Księżniczka. Na dodatek Łabędzi – nienawidziła tego określenia, po kojarzyło jej się z nieprzyjemnym wypadkiem, który zakończył jej karierę baletową. – No dobrze, to... byłabym wdzięczna, gdyby mógł mi pan pomóc z górnymi partiami – zbliżyła się do mężczyzny i zadarła głowę, aby spojrzeć w jego twarz; była od niego dużo niższa. – Wytrzeć kurze, poukładać to tak, żeby nie spadło. – Dodała. – Niestety... mam pewne trudności z wchodzeniem na stołki i no... – zarumieniła się – mam tendencję do spadania z nich – wydusiła z siebie w końcu, co oczywiście było prawdą, bo nierzadko nie mogła utrzymać równowagi przez pogruchotany kręgosłup i nie do końca sprawną nogę. – To by było zadanie dla pana – klepnęła go przyjacielsko w ramię.

    Fiffy Wright

    OdpowiedzUsuń
  123. Szczerze mówiąc, sama Jasmine nie spodziewała się, że jeszcze kiedykolwiek na swojej drodze spotka Huckelberry'ego. Miała po nim jedynie wspomnienia, którymi żyła od momentu, aż zniknął z Agrabahu. Tyle musiało jej wystarczyć, nic więcej. A teraz stał przed nią, jak kiedyś. Mogła usłyszeć jego głos, zobaczyć jego uśmiech, dotknąć go. Był żywy, jak wtedy, i nadal robił na niej ważenie jak przed laty.
    -Hej, nie byłam wtedy taka mała-powiedziała, tupiąc przy tym lekko nogą o chodnik. Cóż, niektóre rzeczy się nie zmieniają. Tupała nogą za każdym razem, jak coś jej nie wychodziło, bądź nie pasowało. Zaśmiała się sama do siebie, odgarniając kosmyk włosów za ucho, po czym uniosła głowę, by spojrzeć na Haka. Rozumiała, w końcu przecież nie był kimś, kto podporządkowywał się władzom. A cóż, w Agrabahu zwracali na to szczególną uwagę. Tropili i gnębili wszystkich tych, którzy im się nie podporządkowywali, robili coś według własnego widzimisię.
    -Chodźmy. Tutaj niedaleko jest świetna kawiarnia. musimy nadrobić te wszystkie lata, kiedy się nie widzieliśmy-powiedziała, odpychając się nogą o drzwi. Po chwili uchyliła je nieco, spoglądając czy zagrożenie w postaci rozjuszonego do granic możliwości klienta minęło.
    -Droga wolna, chodźmy-powiedziała, wychodząc na pustą ulicę.
    Jasmine

    OdpowiedzUsuń
  124. Jadąc w karetce, która po wezwaniu pod jej kamienicę przyjechała w niespotykanie krótkim czasie, przestraszona miała nadzieję, że mężczyźnie nic szczególnego się nie stało. Ratownikom opowiedziała całe zdarzenie krok po kroku, choć tak naprawdę nie było czego opowiadać prócz tego, że był to nieszczęśliwy wypadek, który sama spowodowała, a mężczyzna, będący teraz poddawany pełnej kontroli znalazł się pod jej oknem zupełnym przypadkiem.
    Lekarz w szpitalu nie udzielił jej żadnej szczególnej konsultacji, dając jedynie do zrozumienia że wszystko jest w porządku i że jeszcze tego samego dnia pacjent wyjdzie stąd w towarzystwie silnego i nieznośnego bólu głowy. Nie była upoważniona do tego, aby udzielał jej informacji o stanie mężczyzny, dlatego usatysfakcjonował ją sam fakt, że brunet po szybkim odzyskaniu przytomności nie będzie miał żadnych poważniejszych powikłań.
    Siedziała w białej, surowej na pierwszy rzut oka sali, na której znajdowali się tylko we dwoje i czuwała przy jego łóżku na wypadek, gdyby zaraz miał się przebudzić. Czuła się w obowiązku wyjaśnienia mu w jaki sposób się tutaj znalazł, tym bardziej że efektem ubocznym utraty przytomności są okresowe zaniki pamięci, przez które może nawet nie pamiętać gdzie znajdował się tuż przed zetknięciem z doniczką.
    Kiedy jego powieki zaczynały się powoli unosić, kamień spadł jej z serca i dopiero wtedy poczuła naprawdę niewyobrażalną ulgę. Nie miała zbyt dużej styczności z tutejszymi lekarzami, jednak domyślała się że i oni nie są nieomylni, więc ucieszyć mógł ją jedynie widok świadomego i nieco zdezorientowanego nieznajomego.
    Zamierzała wyjaśnić mu wszystko, tak jak od początku miała w planach, lecz zanim w ogóle się do tego zabrała, pozwoliła zadać mu wszystkie cisnące się na język pytania i przyswoić do wiadomości fakt, w jakim miejscu się znajduje.
    - Nazywam się Lily - powiedziała w końcu, próbując swym spokojnym głosem wyprowadzić go z zamętu panującego w jego myślach - Zaatakowała pana moja pelargonia, która postanowiła urządzić sobie skok życia i rozbiła się wprost na pana głowie. Stracił pan przytomność. - dokańczając wykrzywiła usta w przepraszającym uśmiechu, po czym podniosła się z miejsca i przybliżyła do łóżka mężczyzny.
    Było jej bardzo głupio, dlatego choć wszystko znajdowało się tam na swoim miejscu, to kosmetycznie poprawiła kant poduszki na której leżał, a także ułożyła fragment kołdry który zmarszczył się od jego poruszenia. Mężczyzna miał na sobie swoje rzeczy i, pozbawiony jedynie butów, leżał na łóżku jedynie po to, aby w pełni odzyskać świadomość i w nagłym wypadku bólu pourazowego poprosić o przeciwbólowe leki.
    - Dziś będzie mógł pan wyjść, jeśli tylko pozwoli na to ból i ogólne samopoczucie - wyjaśniła po chwili, przyglądając się jego czuprynie i próbując dojrzeć, jakich rozmiarów przybrał guz będący pamiątką po wypadku - Bardzo pana przepraszam za to, co się stało i mam nadzieję, że mogę to panu jakoś zrekompensować. - dodała po chwili i ponownie zajęła miejsce na krześle, układając na udach swoją torebkę, która zdawała się być nieco cięższa niż zwykle.
    Odpięła zamek i włożyła do środka jedną z dłoni, zdając sobie sprawę o czym tak naprawdę zapomniała, a co było pierwszą rzeczą, o którą nieznajomy się upomniał.
    - Och, proszę wybaczyć! - uśmiechnęła się lekko z zakłopotania i wyciągnęła białą, materiałową chustkę, w którą owinięty był przedmiot poszukiwań mężczyzny - Uznałam, że lekarzom mógłby nie do końca przypaść do gustu, więc pozwoliłam sobie przechować go dla pana. - wysunęła w jego stronę prawą dłoń, na której spoczywał ostry i wypolerowany hak - Więc... Jak się pan czuje, kapitanie?
    Jego poprzednia tożsamość nie była dla niej zagadką, w końcu tak rozpoznawalny znak nosiła tylko jedna, znana jej z historii osoba.

    Lily

    OdpowiedzUsuń
  125. [Jaka fajna postać :D z byłym kapitanem Hakiem nie mogę odmówić sobie wątku ;D Co Ty na to żeby Jones uznał moją Meg za kogoś z Nibylandii? Przypuśćmy, że plotki zaprowadziły go do antykwariatu, a tam najmłodziej wyglądać będzie moja pani?
    Wiem, mało oryginalne, możemy nad czymś innym pomyśleć jeśli chęć jest ;D]

    jeszcze Ophelia / niedługo Megan

    OdpowiedzUsuń
  126. [Nie ma sprawy.]

    Nie wiedziała nawet jak i kiedy tak zbliżyła się do Hucka. Ich relacja nie rozwijała się w zawrotnym tempie, właśnie przez tą powolność Wendy nawet niezauważyła kiedy Jones stał jej się tak bliski. Przecież ona nigdy nie zostawiłaby Willa z nikim, nawet z Robertem, który był jej najlepszym przyjacielem. A zostawiając go z Huckiem nawet nie pomyślała o tym co się może złego wydarzyć.
    Jej życie po powrocie na ziemie było ciężkie. Każdego dnia martwiła się czymś. Czy wystarczająco dobrze się nauczyła na klasówkę, czy dobrze wypadła w szkolnym przedstawieniu, czy rodzice będą dumni,czy może wyjść za Filippo mimo iż wciąż kocha Piotrusia, czy jest wystarczająco dobra dla swojego męża, czy będzie dobrą matką, jak sobie poradzi bez Filippo, czy aby nie zaniedbuje Williama, jak zapłaci rachunki... Wszystko ją stresowało i powodowało że była spięta i nierzadko rozdrażniona. Jednak przy Hacku było inaczej. Przy nim była taka spokojna, jakby wiedziała, że wszystko będzie dobrze.
    To był ciężki dzień, ale wracała do domu z uśmiechem na ustach wiedząc, że w środku czeka na nią jej syn i... no właśnie. Kim był dla niej Jones? Nie potrafiła go nazwać, ale była pewna, że musiał być dla niej kimś bardzo ważnym, bo od kilku miesięcy ani razu nawet nie pomyślała o Piotrusiu,nie zatęskniła za nim, jakby pogodziła się ze stratą i wreszcie zaczęła nowy rozdział w swoim życiu.
    Weszła do swojego mieszkania z połową ciasta czekoladowego i tuzinem różnych babeczek.
    Nie zdążyła się odezwać gdy z pokoju wypadł jej mały szkrab krycząc głośno "mama".
    Wendy odstawiła szybko to co trzymała w pojemnikach i przytuliła mocno syna.
    - Chyba już jesteś zdrowy - zażartowała. - Jak się dzisiaj bawiłeś z Huckiem? - spytała.

    OdpowiedzUsuń
  127. Joanne spojrzała na mężczyznę i starała się wesoło uśmiechnąć... wyszła jej z tego jedynie parodia, ale cóż. Ponoć liczą się chęci.
    — Joanne Hastings, miło mi pana poznać. — Skinęła głową. — Tak, Nowy Jork pod wieloma względami nie przypomina spokojnego, cichego miejsca, w którym kiedyś się znajdowałam. Wręcz przeciwnie. Całe masy ludzi przytłaczają... Zaś co do czucia się nikim, nie odnoszę takiego wrażenia. Raczej nie zaprzątam sobie głowy takimi rzeczami. — Włożyła wyjęte cygaro do ust, a po chwili wydmuchała obłok dymu. — Co pana tu sprowadziło?
    Joanne była dzisiaj wyjątkowo wygadana, naprawdę...

    OdpowiedzUsuń
  128. Nie przepadała za tego typu spelunkami. Kręciło się tu zbyt wiele trolli i innych niezbyt ciekawych typów. Z drugiej strony atmosfera była przyjemnie swojska, jak w nadmorskich karczmach, które pamiętała ze świata baśni. No i nigdzie indziej nie serwowano prawdziwego rumu. W tej chwili, po ciężkim dniu nie miała ochoty na drogie i eleganckie drinki, tylko na szklaneczkę rumu. Jak kiedyś. Nieopodal baru kręciło się parę znajomych twarzy, ale dopiero widok mężczyzny przy pianinie sprawił, że mimowolnie się uśmiechnęła. Aż dziwne, że dotąd jeszcze na niego nie trafiła. Zdecydowanie za rzadko tu zaglądała. Kapitan Hak. Kto by pomyślał, że dzielny kapitan Hak wyląduje w miejscowej spelunce i do tego przy pianinie. A tak dobrze się zapowiadał... Od chwili kiedy trafili tu ze świata baśni Urszula była niemal pewna, że starzy dobrzy znajomi ułożą sobie życie jak trzeba. W końcu to bohaterowie mieli tutaj pod górkę.
    Wstała ze swojego miejsca i podeszła do pianina, przy którym muzykował.
    - Kope lat Hak. Pamiętasz mnie, prawda? - uśmiechnęła się zadziornie - Co robisz w tej spelunce? Myślałam, że wielki kapitan Hak tak łatwo nie odpuszcza. Marnujesz się mój drogi. - dodała nie mogąc się powstrzymać. To było tak żałosne widzieć jego w tym stanie. Bez statku, zarabiającego grosze w jakimś podrzędnym barze. Nie takiego go zapamiętała. Jak w ogóle mógł zaprzepaścić taką szansę na ułożenie sobie życia w nowym świecie?

    [Krótko i jakoś nijako, ale jest. I się rozkręci na pewno :) ]

    - Urszula (Vanessa)

    OdpowiedzUsuń
  129. Kochała swojego syna nad życie. Dopiero teraz dotarło do niej jak wielkim zaufaniem musiała darzyć Hucka, że zostawiła go ze swoim małym skarbem. Naprawdę często zdarzało jej się że ze sporym opóźnieniem patrząc dopiero po swoich czynach widziała co czuje do danej osoby. A pełnym zaufaniem od czasu poznania Piotrusia nie obdarzyła nikogo. Miała swego rodzaju uraz. Piotruś obiecywał jej że zostanie z nim na zawsze, że będą żyć wiecznie w Nibylandii, że nic jej z nim nie grozi. A co było potem? Wbrew temu co opisują książki obudziła się pewnego dnia w swoim pokoju i jedyne co jej zostało po Piotrusiu to krótki list: "Przepraszam Wendy, ale tak będzie lepiej. Nie mogę pozwolić żeby Hak jeszcze raz spróbował zrobić ci krzywdę. Nie zniósł bym tego gdyby coś ci się stało. Wybacz mi.

    Zawsze twój
    Piotruś Pan"

    Gdy przeczytała to zaraz się rozpłakała. Przez lata pielęgnowała swoją nienawiść do Haka obwiniając go za to że rozdzielił ją z Piotrusiem. A Pan? Zaufała mu, kochała go, a on ją zostawił. Co prawda dla jej dobra, ale to wystarczyło by nie ufała już nigdy nikomu. Dopiero Huck to zmienił. Zmienił nie tylko to. Już się nie starała wziąć w garść przy Willu, ona się uśmiechała, bo naprawdę wierzyła że może być tylko lepiej.
    - Żartujesz sobie, Huck. Zajmij się Willem a potem wio do domu? Nie jestem taka okrutna. Umiem się odwdzięczyć - zapewniła posyłając Jonesowi pełen wdzięczności, znaczący uśmiech.
    - A jak, mamo? - spytał niewinnie chłopiec na szczęście nie rozumiejąc co Wendy miała na myśli.
    Kobieta się omal nie roześmiała, a na jej policzki wpełzły delikatne rumieńce zupełnie jakby miała kilkanaście lat.
    - Hmmm... Mam na przykład ciasto czekoladowe - uratowała sytuację, bo chłopiec od razu się ożywił na dźwięk tego słowa. Wszyscy przenieśli się do ich kuchnio-salono-jadalni razem z ciastem i babeczkami. Teoretycznie William powinien zjeść najpierw kolację, ale gdy był chory mama pozwalała mu na wiele odstępstw od reguł. Podczas jedzenia słodkości Wendy wysłuchała o tym w co i jak się bawili z Huckiem, o tym jak budowli fortecę i że musi ją zobaczyć. Will prawie już zasypiając poprosił mamę czy mogą jej na razie nie rozmontowywać. Wendy zgodziła się nawet żeby chłopiec w niej spał dzisiejszej nocy.
    - Widzę, że ktoś tu jest śpiący...
    - Nie... - wymamrotał chłopiec ziewając. Wendy uśmiechnęła się tylko pod nosem.
    - Tak, oczywiście, Skarbie. Ale już się zbierzemy, zobaczymy tą twoją fortecę, poczytam ci bajkę... Powiedz ładnie Huckowi dobranoc.
    - Dobranoc - powiedział mało zadowolony chłopiec po czym zsunął się z krzesła i podbiegł do Hucka po czum pocałował go w policzek na dobranoc. Wendy mimowolnie uśmiechnęła się z rozczuleniem i wzięła chłopca na ręce.
    - Położę go tylko spać... - zwróciła się do Hucka dając mu tym samym delikatnie do zrozumienia żeby jeszcze nie wychodził po czym udała się z chłopcem do jego pokoju.



    OdpowiedzUsuń
  130. [Wpadłam, żeby się pożegnać. Na jakiś czas, z przyczyn osobistych, odchodzę z bloga. Ale z pewnością tu wrócę, kiedy tylko się ogarnę. Z tobą i z Zeddem pisało mi się najlepiej, więc chciałam napisać wam to osobiście ;)
    Bella.]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [ Nie miałam jak się z Tobą skontaktować, więc tu powiem, że bardzo mi przykro :< Bo i mi z Tobą pisało się bardzo dobrze. I gdybym ja odchodziła, to na pewno Ciebie też bym żegnała osobiście :c Będę czekać aż wrócisz, z nadzieją, że tego doczekam ;)]

      Usuń
    2. [Zaglądam co jakiś czas i wrócę na pewno ;) Na razie jednak muszę poukładać sobie pewne sprawy - dość niespodziewane i przykre. Jednak gdy tylko się ogarnę i będę w stanie napisać tu coś logicznego, z pewnością znów dołączę!]

      Usuń
  131. Och, odnośnie charakteru Jasmine nie zmieniła się zbyt wiele. Nadal lubiła stawiać na swoim, i mieć wszystko pod kontrolą. Nadal była zadziorna, i pewna siebie. Nawet taki podstarzały oprych, jakim był jej klient, nie za bardzo zrobił na niej wrażenie, ukazując swą siłę.
    Gdy usłyszała pytanie, które zadał Hak, Jasmine odwróciła głowę w jego stronę, po czym uśmiechnęła się smutno, i znów spojrzała przed siebie.
    -Był moim klientem. Uderzył mnie dlatego, bo go okradłam-powiedziała, z kieszeni płaszcza wyciągając plik banknotów, który należał do mężczyzny.
    -Cóż, mam nieco... lepkie ręce-dodała po chwili, śmiejąc się przy tym. Już nawet nie zwracała zbytniej uwagi, gdy któryś z jej klientów podnosił na nią rękę, czy też wyzywał. To było częścią jej pracy, przywykła. Bo nie miała innego wyboru.
    -Nie musisz się martwić na zapas. Większość z nich i tak nie zauważa tego, że coś im znika-Jasmine wzruszyła przy tym ramionami, wsuwając dłonie w kieszenie płaszcza. Skręciła następnie w prawo, gdzie ulica prowadziła prosto do kawiarni, gdzie mieli zamiar się udać.
    Jasmine

    OdpowiedzUsuń
  132. - Co cię obchodzi czy mam pieprzonych przyjaciół, czy ich nie mam?! Co?! Nie potrzebuje nikogo, mogę żyć samotnie! - darł się, Hak zbyt często wytykał mu, że brakuje mu przyjaciół, może trochę. Ale nigdy by się do tego nie przyznał, jeszcze przed swoim największym wrogiem, nigdy. Zaśmiał się czując się dość pewnie by odejść. Drzwi windy otworzyły się i Piotruś po prostu odszedł, zostawiając Haka samego. Pomachał mu ręką idąc tyłem do niego.
    - Miłego dnia, panie Huckelberry! - rzucił tylko, nawet nie odwracając się w jego stronę. Chciał jak najszybciej zapomnieć o tym wszystkim, o tym, że prawie się poryczał, Jones przypominał mu całą żałosną Nibylandię, wkurzało go to. Gdzie jest Jones tam i wszystkie jego wspomnienia, które teraz zaczęły mimowolnie powracać. Nawet te o których zdążł już dawno zapomnieć, bolało go, że nie ma przy nim przyjaciół. Jones zawsze wiedział gdzie go dotknąć by zabolało najmocniej. Sercem jest wciąż wśród Nibylanckich przyjaciół, których nie ma teraz przy nim, gdy tak mu ich brakuje.

    Piotruś

    OdpowiedzUsuń
  133. [Daj spokój, nie wiem czego się czepiasz. : D]

    Ophelie nie myślała o swojej bajce – zdecydowanie wolałaby ją zapomnieć; pogrzebać gdzieś na dnie swojej świadomości i nigdy nie pozwolić jej wyjść na wierzch, bo to zwyczajnie bolało. Pamiętanie bolało, każde jedno cholerne wspomnienie, jakiego doświadczała podczas bezsennych nocy było gorsze niż miliony cienkich, ale długich i diabelnie ostrych sztyletów wbijanych w jej pogruchotane, ciało, które i bez tego znajdowało się w stanie agonalnym. Wolała też nie wracać do tego, co było, bo zbyt wiele razy przekonała się – nierzadko w brutalny sposób – że swój limit na szczęście wyczerpała bardzo dawno temu i teraz na takowe zwyczajnie nie ma szans. Nie skupiała się jednak na swojej opowieści, ale też nie dążyła do tego, aby poznać historie innych – myślenie, że ktoś ma gorzej od niej w jakiś egoistyczny sposób podbudowywało ją na duchu i zwyczajnie nie chciała dowiedzieć, że ktoś ma to swoje pieprzone długo i szcześliwie, stąd wynikała jej nieznajomości bajki, z której pochodzi pan Jones – chociaż nie zaprzeczała, że gdzieś to jej się obiło o uszu. Nie miała zamiaru jednak grzebać w swojej pamięci, bo jeszcze dotarłaby do czegoś, czego nie pragnęłaby wyciągać i znowu cierpiałaby niepisane katusze – wolała tego nie robić szczególnie na oczach swojego nowego znajomego.
    — Wspaniale – odparła więc, urywając temat tego, kim kiedyś była; liczyło się tu i teraz: stała się Fiffy Wirght, właścicielką „Staruszek” w śmierdzącym Fabletown, leżącym w okropnej, zmakdonaldyzowanej Ameryce. – J-ja... jasne, już – na chwilę zniknęła na zapleczu i przyniosła szmatki do wycierania kurzy. – Do wyboru do koloru – zaśmiała się i musiała przyznać, że obecność mężczyzny działa na nią całkiem nieźle: jakby był czymś w rodzaju plastra, dzięki któremu goją się jej rany. – Będę ci w takim razie dozgonnie wdzięczna – zachichotała uroczo i wyciągnęła zza lady kilka lakierów i farb, którymi miała zamiar tchnąć nowe życie w starą toaletkę. – Dziękuję, panie kapitanie – zasalutowała mu wesoło i na chwilę zapadła między nimi cisza, chociaż Ophelie co chwilę uśmiechała się pod nosem, widząc, jak pan Jones wyczynia cuda na chybotliwym zydelku, na którym ona niestety przez chory kręgosłup nie miała takiej koordynacji ruchowej. – Hm? – Mruknęła zaskoczona jego nagłym pytanie. – Och... j-jak tu trafiłam to od razu wyjechałam do Walii i tam pracowałam – urwała, bo ciężko jej było mówić o tym wszystkim. – Byłam baletnicą, no ale... los nie zawsze jest łaskawy – westchnęła ciężko. – Wróciłam tu i zobaczyłam zagracony lokal, a musiałam jakoś zarobić no i szybko okazało się, że chociaż nie mogę naprawić swojego życia, to mogę naprawiać stare meble – uśmiechnęła się smutno i blado, wskazując na antyki wokół niej. – A pan, co tu robi? – Zapytała szybko. – Mam na myśli... co pan robi, żeby przeżyć – wbiła w niego łagodne spojrzenie zielonych oczu.

    Fifka

    OdpowiedzUsuń
  134. -Cóż, przybywając tutaj, musiałam sobie jakoś poradzić. Nagle nie miałam już tłumu służących, którzy dawali mi wszystko, czego zapragnęłam. Nie miałam całego majątku, zniknął pałac, tata, i wszyscy, których kochałam. Został jedynie Aladyn, który, cóż, również prawością nie grzeszy, a jakieś ciemne interesy są u niego codziennością-powiedziała, wzruszając przy tym ramionami. Każdy, kto tutaj przybył ze swojej bajki, musiał jakoś nauczyć się żyć w nowym, nieznanym, i całkiem dziwnym świcie. Musiał sobie jakoś poradzić. Nawet taka Jasmine, która z księżniczki zamieniła się w prostytutkę, oraz złodziejkę. Ale radziła sobie, i nie mogła narzekać, bo mogła skończyć o wiele gorzej. Mogła w ogóle nie mieć tego obskurnego, dwupokojowego mieszkania, i mogła być zupełnie sama.
    Kiedy weszli do kawiarenki, skierowała swoje kroki w stronę jednego ze stolików, który stał nieco oddalony od reszty. Zajęła jedno z krzeseł, po czym spojrzała na Haka, uśmiechając się przy tym delikatnie.
    -Powiedz, co u Ciebie? Jak sobie radzisz w tym dziwnym świecie?-zapytała
    Jasmine

    OdpowiedzUsuń
  135. Nigdy nie osądzała ludzi po ich przeszłości, ponieważ sama nie miała się czym chwalić. Co prawda, jako Biała Królowa zawsze pozostawała sprawiedliwa i szlachetna, jednak jej rządy dobiegły końca wraz z nowojorskim deszczem i od tamtej pory niektóre z jej posunięć powinny zostać zapomniane.
    Uśmiechnęła się ciepło w jego kierunku.
    - Jakbym miała uciec, to zostawiłabym cię na chodniku - puściła mu oczko, po czym ciągnęła dalej - Czytałam twoją historię nieraz i musisz się tłumaczyć. Ten świat zmienił nie tylko ciebie - wyjaśniła, nieświadomie dając mu do zrozumienia, że ona również nie należy do tej rzeczywistości.
    Choć spędzili w tym mieście już pięć lat, to nadal wydawało jej się, że któregoś słonecznego dnia wszystko powróci do normy i ona znów znajdzie się w swojej pięknej Antydii. Niestety, nic na to nie wskazywało, a do swego baśniowego świata mogła uciec jedynie poprzez spisane niedbale zbiory baśni i bajek, nie zawsze oddających prawdę w stu procentach.
    - Zobaczę, czy dam rade nas stąd wydostać - powiedziała, reagując na jego aluzje, po czym wyszła z sali w poszukiwaniu pielęgniarek.
    Po kilku minutach była już z powrotem, a tuż za nią podążała pulchna blondynka w białym kostiumie. Bez słowa podeszła do mężczyzny, zadała kilka mało znaczących pytań, po czym obejrzała jego głowę, a w szczególności miejsce urazu. Gdy nie dostrzegła żadnych przeciwwskazań, wręczyła mu upragniony wypis z załączoną receptą na silne leki przeciwbólowe, po czym z krótkim do widzenia na ustach zostawiła ich samych w pomieszczeniu.
    Brunetka poprawiła swoją torebkę na ramieniu, po czym podeszła nieco bliżej.
    - Pozwolisz odwieźć się do domu? - spytała nagle, wysuwając rękę w jego kierunku, aby pomóc mu wstać z łóżka - Albo dać się zaprosić na jakiś obiad? O ile oczywiście po tym wszystkim masz apetyt - skrzywiła się lekko w uśmiechu, nadal mając lekkie wyrzuty sumienia.

    Lily

    OdpowiedzUsuń
  136. Abigail nie lubiła, gdy udowadniano jej, że sama nie da sobie rady. A tak właśnie się poczuła, gdy musiała skorzystać z pomocy przypadkowego mężczyzny, który wszedł do jej księgarni, zastając kompletny chaos.
    Zignorowała więc jego wyciągniętą rękę i stanęła na równe nogi, starając się robić dobrą minę do złej gry.
    - W czym mogę służyć? - Spojrzała podejrzliwie na jego hak, po czym schyliła się, zbierając książki. Cały czas stała odwrócona tyłem, nie patrząc na potencjalnego klienta.
    Od jakiegoś czasu nie cierpiała swojej pracy. Założyła księgarnię pełna entuzjazmu i chęci, licząc, że mieszkańcy Fabletown przyjmą ją z otwartymi ramionami. Okazało się jednak, że już po miesiącu przekonała się, że jednak nie będzie tak różowo, jak się jej wydawało.
    I tak skończyła z kilkunastoma pożyczkami i z liczbą sprzedanych książek nie przekraczającą pięć miesięcznie.
    - Pomóc gdzieś dotrzeć? - dodała, będąc pewną, że mężczyzna po prostu zabłądził i tak naprawdę nie chciał nic u niej kupić.
    Abigail

    OdpowiedzUsuń
  137. -Jakoś nie potrafię sobie wyobrazić, abyś mógł być aniołkiem. To tak bardzo do Ciebie nie pasuje-powiedziała z rozbawieniem, kręcąc głową na boki. Hak, grzecznym i poukładanym mężczyzną. Pamiętała, że zawsze pakował się w jakieś kłopoty, ściągał na siebie uwagę. Raz chyba nawet ratowała jego skórę przed żołnierzami swego ojca. Wtedy również coś przeskrobał, i gdyby nie jej wstawienie się, zapewne byłoby z nim wtedy bardzo źle.
    Podparła brodę na splecionych dłoniach, po czym z uwagą spojrzała na Haka, zastanawiając się nad zadanym pytaniem. Po chwili zwróciła głowę w stronę kelnerki.
    -Poproszę białą kawę-powiedziała z uśmiechem, odgarniając kosmyk włosów za ucho.
    -Mówisz że szkoda strzępić języka? Nie widzieliśmy się dość długo, dużo się u nas pozmieniało. Spotkaliśmy się tutaj. Gdzie potem się wybrałeś, jak opuściłeś Agrabah?-zapytała, przechylając przy tym głowę w bok. Miała tak wiele pytań, które pojawiły się przez te wszystkie lata, kiedy to nie widziała swojego rozmówcy. I chciała zadać je wszystkie, chciała znać odpowiedź na najmniej ważne pytanie.
    -Opowiedz mi wszystko. Wszystko, co się wydarzyło-powiedziała z uśmiechem, nie spuszczając z niego wzroku.
    Jasmine

    OdpowiedzUsuń
  138. Spojrzała na swojego towarzysza i wzruszyła ramionami.
    — Klient. Dał mi zaproszenie na ten bankiet, ponieważ chciał mi podziękować za dobrze wykonaną robotę. Nie wypadało mi odmówić, chociaż naprawdę nie chciałam tu iść... a poza tym, muszę utrzymywać dobre kontakty z moimi klientami. Jestem prawnikiem — westchnęła.
    Nie wspomniała, że ów mężczyzna był dość bogaty i wpłacał do kancelarii spore sumy. Gdyby się tu nie pojawiła, mógłby odebrać to jako osobistą urazę, a tego Joanne nie chciała.
    — Ciężko panu grać? — Kiwnęła głową w stronę jego haka. — Nabył pan to w jakiejś... dawnej historii? — zapytała spokojnie. Równie dobrze mógłby być kimś z bajki, ale przecież w Fabletown znajdowały się też istoty niemagiczne.
    Zawiało lodowatym wiatrem. Joanne ani drgnęła.

    Joanne

    OdpowiedzUsuń
  139. Szła korytarzem krok w krok obok mężczyzny, na wypadek gdyby nagle utracił równowagę i szukał osoby, na której mógłby się na moment wesprzeć. Kątem oka doglądała, jak mu idzie samodzielny marsz, lecz nie dopatrzyła się żadnych złych oznak, które ostatecznie zmusiłyby ich do powrotu na pustą i oziębłą salę szpitalną.
    Uśmiechnęła się z ulgą, kiedy docierali już do drzwi, a z mężczyzną nadal nie działo się nic niepokojącego.
    - Widzę, że w kwestii restauracji mamy takie samo doświadczenie - powiedziała żartobliwie, po czym dodała - Zaraz coś wymyślimy. Najpierw jakoś musimy się stąd wydostać - zapięła guziki od swojego płaszcza, a następnie oboje przeszli przez szerokie drzwi budynku.
    Kiedy znaleźli się na zewnątrz, owiał ich dość chłodny, choć przyjemny wiatr. Przystanęli na chwilę, rozglądając się w ciszy dookoła, kiedy brunetka przypomniała sobie że oboje dostali się tutaj szpitalną karetką. Na nic zda się więc poszukiwanie jej ukochanego garbusa.
    - Pojedziemy do mnie - odparła dość pewnie i niespodziewanie, a w tym samym momencie dostrzegła na horyzoncie nadjeżdżającą, żółtą taksówkę.
    Brunetka wyszła dwa kroki naprzód i dłonią zamówiła im dość wygodną podwózkę do domu. Na pewno nie pozwoliłaby mu tułać się z nią autobusami, w których wytrzęsłoby ich za wszystkie czasy.
    Opuściła powoli dłoń i zerknęła w jego kierunku, przechylając nieznacznie głowę i zastanawiając się, czy mężczyzna w ogóle ma na to ochotę. Nowy Jork obfitował w restauracje i liczne bary, do których mogliby się wybrać, a ona zamiast tego proponuje mu wizytę u siebie.
    Bardzo nieelegancko, Lily.
    - Oczywiście, jeśli ci to nie przeszkadza. Nie chcę, abyś czuł się niezręcznie - powiedziała w momencie, kiedy nadjechała ich taksówka i przybierając ciepłą barwę głosu podeszła do drzwi samochodu. Otworzyła je i oparła łokieć na ich krawędzi, wolną dłonią wskazując na tylną kanapę taksówki - Zrobimy jakieś małe zakupy, a potem dam ci popis swoich kulinarnych zdolności, hm? - z ostatnim słowem uniosła kąciki ust w szerokim uśmiechu.

    Lily

    OdpowiedzUsuń
  140. [Jestem, a jak! <3 Udało mi się nawet wcześniej powrócić, niż to planowałam :D I bardzo dziękuję, mam nadzieję, że jakoś się tu z nią odnajdę :D
    Piszę pod Hakusiem, choć nie wiem, z kim popiszemy? ;) Kapitan mógłby wpadać do cyganki na partyjką pokera :D Albo w jej sklepiku znajdzie swoją lunetę z Rogera? xD
    Albo wiem! Esmeralda przepowie mu przyszłość, która okaże się dość zaskakująca :D
    Chyba że masz może jakieś pomysły z innymi swoimi postaciami? :)]

    Genevieve

    OdpowiedzUsuń
  141. [Hienka i ja dziękujemy c:]

    Ed

    OdpowiedzUsuń
  142. [Ok, więc mam taką propozycję :D
    Jones przechadza się ulicą i trafia akurat na mały występ Genevieve. Cyganka śpiewa albo tańczy i zbiera pieniążki od przechodniów ;) Kiedy tłumik rozchodzi się, kapitan wpada na pomysł, by dziewczyna wywróżyła, czy jego plan zemsty na Piotrusiu wypali. Prosi ją o wróżbę, oczywiście o niczym wcześniej jej nie mówić. Siadają, ona wyciąga karty i po kolei wyczytuje z nich, co widzi na temat Hucka. Wychodzi na jaw, że planuje on (wraz z Dzwoneczkiem xDD) zemstę na burmistrzu. Cyganka widzi też niebezpieczeństwo i postanawia ostrzec Jonesa, a dokładnie krokodyla z zegarkiem w żołądku, którego Pan przyprowadził z Nibylandii, tak na wszelki wypadek dla bezpieczeństwa :D Dalej coś już wymyślimy ;)
    Co o tym sądzisz? ;)]

    OdpowiedzUsuń
  143. Kąciki jej ust drgnęły w nieznacznym uśmiechu.
    — Przywykłam do zimna — odpowiedziała zgodnie z prawdą. — Pan był Kapitanem, a ja Królową. Rzeczywiście, Fabletown to zupełnie inne miejsce. Tutaj nie ma znaczenia, czy był pan księciem albo zwykłym pomywaczem w kuchni... — stwierdziła.
    Poprawiła białe włosy i westchnęła. Gdyby życie w Fabletown zależało od tego, kim było się wcześniej, to na pewno byłaby kimś więcej niż zwykły prawnik. Oczywiście, że pod wieloma względami było to sprawiedliwsze, że nie miało to większego wpływu na pozycję, ale dla wielu także niewygodne.

    Joanne

    OdpowiedzUsuń
  144. [W sumie to przydałby się wątek, nie? :D Dzwoneczek z Hakiem na pewno mogliby mieć coś wspólnego, tym bardziej, że Gary (jej pracownik) to tykający Krokodyl.
    Jeśli będziesz chętna, to daj znać, chociaż wiem, że Huckiem masz ich pod dostatkiem. Może wtedy Jane? Będzie chciała od niej trochę pyłku, aby oderwać się od rzeczywistości? Czekam!]

    Lily/Celie

    OdpowiedzUsuń
  145. [Uraz ma ogromny, wręcz go nienawidzi, ale nie potrafi powiedzieć co by było, gdyby stanął teraz przed nią. Pewnie sentyment by wygrał, ale obecnie jest twarda i uparta twierdząc, że ma go szeroko w d... nosie. :D
    Także z Hakiem mogą się dogadać. Powiedzmy, że mogliby nawet pałać do siebie niejaką sympatią pod warunkiem, że Celie będzie trzymała go z daleka od Krokodyla. To co, zwykłe spotkanie w pralni? Nie będzie nudno?]

    Celie / L.

    OdpowiedzUsuń
  146. [Możemy zrobić tak, że to on wzbudza w niej odrobinę tej tkliwości jako że jest jedyną osobą, która równie mocno nienawidzi Pana. Raczej sama nie zjawiłaby się tam, aby podziwiać gwiazdy, ale mógłby do niej zwyczajnie zadzwonić i dać znać, gdzie jest i gdzie ma przyjść. W końcu czemu miałaby odmówić? Przyniosłaby jakąś niespodziankę, ale musisz wziąć pod uwagę, że ją prowadzę trochę inaczej, niż Lily, więc i inne będzie jej zachowanie. :D]

    Celie / L.

    OdpowiedzUsuń
  147. [Ja mogę zacząć, nie ma żadnego problemu, ale nie wiem czy dzisiaj się z tym wyrobię. Najpierw na pewno dostaniesz odpis od Lily i w razie czego, zaczęcie od Dzwoneczka. ;)]

    Lily | Celie

    OdpowiedzUsuń
  148. [Ssę w damsko-męskich, dlatego zgłaszam się o wątek u pana. Natomiast brak mi pomysłu, co jest normą, ahoj.]/Mr Gold

    OdpowiedzUsuń
  149. [Ej, to ma sens! Tylko musimy wymyślić, co takiego Hak mógł od niego chcieć, żebym mogła zacząć, wiedząc po co właściwie przychodzi.]/Mr Gold

    OdpowiedzUsuń
  150. Wsiadła do taksówki i poczekała, aż brunet podąży za nią i przymknie drzwi. Podała kierowcy dokładny adres supermarketu, który mieści się tuż koło jej kamienicy, po czym oparła się wygodnie i zerknęła przez samochodową szybę.
    Wzrok przeniosła z powrotem na mężczyznę, kiedy zadał jej pytanie.
    - Co takiego robię? - powtórzyła po nim, jakby nie dosłyszała, co było oczywiście świadomym zagraniem - Jestem psychologiem. Mam w domu prywatny gabinet, więc nie przestrasz się, jak gdzieś w łazience natkniesz się na notes z dziwnymi zapiskami - uprzedziła pół żartem, pół serio, przechylając nieznacznie głowę i posyłając w jego stronę jeden ze swoich uśmiechów.
    Starała się nie wynosić pracy poza gabinet, jednak nie zawsze jej się to udawało. Czasem, w najmniej oczekiwanych momentach, do głowy przychodziło jej kolejne pytanie, które powinna zadać, kolejna analiza słów danej osoby, kolejny sposób, aby pomóc i rozwiązać nękające pacjentów problemy.
    Chciała zapamiętać wszystko, stąd właśnie brały się notatki i świstki papieru, które w wolnej chwili starała się regularnie segregować.
    - I tak przy okazji, mam na imię Lily - wysunęła dłoń w jego kierunku i mrugnęła porozumiewawczo - A Ty, czym takim zajmujesz się w naszym magicznym Fabletown? - spytała, ściszając delikatnie głos przy magicznym słowie, aby nie wzbudzać zainteresowania kierowcy.
    Za oknem mijali właśnie kolejną przecznicę, która przybliżała ich do celu. Zostało im tylko kilka minut drogi, więc w głowie powoli zaczęła tworzyć listy zakupów i pomysł na dzisiejszy obiad.

    Lily

    OdpowiedzUsuń
  151. [Cześć, dzień dobry :)
    Wiem, bardzo długo czekasz już na odpis, niestety się nie doczekasz. Świetnie mi się prowadziło Ankę, mogę śmiało powiedzieć, że w ostatnim czasie to była ta postać, z którą się najbardziej zżyłam. Chodzi o to, że wzięłam dobie za dużo na głowę, matura, koniec roku, administrowanie i postać... Bardzo żałuję, nasz wątek był świetny i chętnie bym go pociągnęła. Może dałabym radę jakoś jeszcze z Ancią, ale na naprawdę długo ją zostawiłam, i wiem, że nie odnajdę się już w wątkach i odpisach. Wrócę jednak z nową postacią, za jakiś czas, a jako administratorka ciągle działam. Mam nadzieję, że wybaczysz mi to wycofanie się i zostawienie Cię bez wątku. Zapraszam jednak na maila, w Administracji jest, jakby była ochota na stworzenie czegoś z moją nową postacią.]

    Anja

    OdpowiedzUsuń
  152. W swoim cygańskim życiu niczego dotąd nie planowała. Bez wątpienia oszczędziło to jej wielu rozczarowań i przykrych sytuacji, a każdy dzień był nowym wyzwaniem. W Fabletown było podobnie. Budziła się i kładła spać kiedy tylko chciała, otwierała swój kramik o różnych dziwnych porach, a uliczne występy były zależne tylko i wyłącznie od jej humoru.
    Dziś obudziła się z uśmiechem na ustach. Poranek, choć chłodny, powitał ją jasnym słońcem wpadającym przez okienko do jej małej karawany. Ubrała się i zjadła coś pożywnego w towarzystwie przyjaciół, którzy podobnie jak ona, nie spieszyli się na łeb, na szyję do pracy. Każdy jej dzień rządził się swoimi prawami – bez rozkazów gburowatych szefów i marudzących współpracowników. To właśnie nazywała wolnością.
    Miała cichą nadzieję, że jej występy dają ludziom choć trochę radości. Przystając na moment, mogą zapomnieć o problemach dnia codziennego, uśmiechnąć się, poklaskać, może zaśpiewać i zatańczyć razem z nią. Może udawało jej się wprowadzić trochę koloru wśród szarych, ciemnych ulic dzielnicy. Zabrała z szafki kilka niezbędnych rekwizytów i wyszła na ulicę widząc, że kilku stałych widzów zwolniło kroku, by zaczekać na występ. Genevieve rzuciła im ciche bonjour i uśmiechnęła się szeroko. Tuż przed sobą postawiła mały, czerwony kapelusik na datki, a na drewnianym stoliczku – stary boombox. Zagrała na flecie kilka melodii, które znała od dzieciństwa i które wywoływały smutek na twarzach wielu słuchaczy, zwłaszcza tych starszych – najwyraźniej przypominały o przeszłości. Zaśpiewała krótką piosenkę po francusku, po czym zatańczyła swój cygański taniec, który bez wątpienia był najważniejszym punktem przedstawienia. Ludzi przybywało z każdą minutą, a brzdęk wrzucanych do kapelusika monet był coraz częstszy. Widzowie klaskali, gwizdali, a ona kręciła się w rytm odtwarzanej muzyki.
    Ukłoniła się z lekką zadyszką, uśmiechem dziękując za wszelkie datki i miłe słowa. Zarobione pieniądze pośpiesznie wrzuciła do głębokiej kieszeni kolorowej sukienki, po czym rozejrzała się z zaciekawieniem. Zdarzało się, że po występach proszono ją o wróżby lub o coś ze sklepiku, więc cierpliwie czekała, że tłumik rozejdzie się do końca. Pozostała tylko jednak osoba – mężczyzna oparty o ścianę jednej z kamienic. Genevieve nie była pewna, czy czeka on właśnie na nią. Jego wzrok błądził gdzieś w jej kierunku, jednak nie potrafiła odgadnąć jego intencji. Przez moment spoglądali na siebie.

    Genevieve

    OdpowiedzUsuń
  153. - Czarujący jak zwykle - odparła z uśmiechem, puściwszy do niego oczko. Zdecydowanie się tu marnował. Z jego urokiem i talentem przywódczym, powinien raczej zasiadać za biurkiem burmistrza niż za pianinem. Długo wypatrywała go w Fabletown, ale nigdy nie sądziła, że znajdzie go tutaj... no chyba że w roli gościa.
    - Zdecydowanie dłuższa. Chyba zjawiłam się w samą porę by przypomnieć ci kim właściwie jesteś Hak. - powiedziała z przekąsem, ale i lekką satysfakcją, że udało jej się poruszyć odpowiedni temat.
    Usiadła przy stoliku naprzeciw niego i zamówiła szklaneczkę rumu. Było prawie jak dawniej. Gdyby tylko Hak znów był takim, jakim go uwielbiała, prawdziwym postrachem mórz i żywą legendą. Wtedy byłoby idealnie.
    - Zastanawia mnie czemu nadal ci się to nie udało. W tym świecie Piotruś nie ma już swojej magii. - dodała udając obojętność. Sama również nie cierpiała tego dzieciaka. I wcale nie chodziło tu o sympatię dla kapitana, ale również fakt, że Potruś był koszmarnie irytujący i potrafił zajśc za skórę każdemu. Oderwała się jednak od tych myśli słysząc pytanie Haka.
    - Nadal trzymam się fachu wiedźmy. - odpowiedziała krótko. W końcu w Fabletown były tylko dwie wiedźmy, przynajmniej te oficjalne.
    - Powiedz mi lepiej jakim cudem tutaj trafiłeś. Nie uwierzę, że nie przeniosłeś się tutaj ze swoimi skarbami, więc na brak pieniędzy raczej nie narzekasz, czyż nie?

    [Wierzę na słowo :)]

    - Urszula (Vanessa)

    OdpowiedzUsuń
  154. Cała ta sytuacja w szpitalu nieźle ją rozstroiła i tak naprawdę poczuła się lepiej dopiero wtedy, kiedy zobaczyła jego uśmiech poza murami szpitala. Być może właśnie to rozkojarzenie miało wpływ na fakt, że podczas krótkiej przejażdżki taksówką przedstawiła mu się po raz drugi, ponieważ ze stresu ten pierwszy raz umknął sprytnie jej pamięci. Do rzeczywistości sprowadziło ją lekkie drgnięcie brwi mężczyzny, na co oczywiście zareagowała małym zakłopotaniem, bo podejrzewała jak głupio musi wyglądać to, że po raz kolejny podaje mu swoje imię. Właśnie przez to nie zareagowała w żaden sposób na jego odpowiedź o wykonywanym przez niego zawodzie.
    Muzyk? Pomyślała nieco później i przyglądała mu się zarazem, kiedy wysiedli z samochodu i kiedy mężczyzna szybko podszedł do kierowcy, jakby chciał uprzedzić ją z zapłatą za przejazd. Niestety, była aktualnie w takim zamyśleniu, że prawdopodobnie taksówkarz sam musiałby upomnieć się o swoje pieniądze. Na szczęście Hak wyszedł z inicjatywą, a ona dzięki temu powróciła do niego myślami i uśmiechnęła się lekko w podziękowaniu, kiedy z powrotem stanął koło niej.
    - Uśmiechnięty, rozmowny, kulturalny... - powiedziała z aprobatą, kiwając teatralnie głową i wskazując kierunek drogi do supermarketu - Faktycznie nie jesteś tym samym kapitanem, o którym kiedyś przyszło mi czytać - dokończyła, kiedy oboje zaczęli powoli zmierzać w stronę sklepu.
    Bezwzględny pirat, zaślepiony wizją zemsty na małym, nieco denerwującym chłopcu. To naprawdę do niego nie pasowało, ale domyślała się, że ten uroczy uśmiech może być tylko maską - przykrywką prawdziwego, czarnego charakteru, który może kiedyś niespodziewanie się przed nią ujawni. Na razie cieszyła się tylko, że jest świadkiem jego dobrej części i że wygląda o wiele przystojniej, niż jego bajkowa i książkowa wizja francuskiego, wąsiastego arystokraty.
    Podniosła wzrok i napotkała jego spojrzenie.
    - Na świecie jest tyle różnych pasji. Dlaczego akurat muzyka? - spytała i przeszła przez drzwi supermarketu, przytrzymując je za sobą.
    Wolała ukryć w pytaniu fakt, że jest jednorękim artystom. Nie wiedziała, jakby na to zareagował.

    [Tak strasznie długo czekałaś. Wybacz!]
    Lily

    OdpowiedzUsuń
  155. [Przepraszam za tak długą nieobecność :< Jutro będzie odpis, obiecuję! <3]

    Gen

    OdpowiedzUsuń
  156. Fortepian... Kochała muzykę tak bardzo, a sama nie potrafiła grać na żadnym z instrumentów. Zazwyczaj to jej grano i choć miała tyle czasu, aby uczyć się od mistrzów, nie skorzystała z tego przywileju i tak do tej pory musi słuchać talentu innych ludzi. Nie żeby jej to przeszkadzało, uwielbiała odczytywać co takiego muzycy mają na myśli, kiedy przenoszą uczucia na klawisze lub struny. Piękne jest to, że każdy z nich jest w stanie zinterpretować jeden utwór zupełnie inaczej.
    Słuchała go uważnie, kiedy odpowiedział jej dlaczego właśnie tym się zajmuje, czego oznaką było jej lekkie przytakiwanie. W międzyczasie chwyciła podręczny koszyk i bez słowa podała go mężczyźnie, podczas gdy ona powoli zaczęła pakować do niego potrzebne rzeczy do przygotowania obiadu.
    - Kiedyś musisz coś dla mnie zagrać, kapitanie - powiedziała z uśmiechem, odwracając się przez ramię, po czym chwyciła ziele angielskie i wrzuciła je do koszyka.
    Usłyszała jego pytanie, tak samo jak stwierdzenie o jednej dłoni i haku. Jej obawy dotyczące wspominania o nim uleciały w jednej chwili, gdyż mężczyzna sprawiał wrażenie być do niego bardzo przywiązanym. Zresztą, w końcu przez tyle lat ten hak był przedłużeniem jego ręki, więc teraz zaczęła zastanawiać się, dlaczego pomyślała o tym jako o kalectwie. Brunet zapewne posługiwał się nim lepiej, niż niejeden mężczyzna swoją własną dłonią.
    Idąc do tej pory o dwa kroki przed mężczyzną, zwolniła lekko i zrównała się z nim, dorzucając ostatnie, niezbędne warzywa i kierując się do kasy.
    - Wyeksportowano mnie z Antydii - zaczęła powoli, zdając sobie sprawę, że nie każdy zna jej ziemie pod tą nazwą - Z Krainy Czarów, mówiąc bardziej potocznie. Słyszałeś kiedyś o nas? Opowiadają naszą historię w bardzo różny sposób, a co za tym idzie nie zawsze prawdziwy - uniosła na niego wzrok i pytająco przechyliła głowę, gdy już przystanęli nieopodal kasy.

    Lily

    OdpowiedzUsuń
  157. [Eeeh, i znów przyszłam się pożegnać :< Nie dam rady pogodzić studiów i aktywności na blogu, choć sądziłam, że jakoś to będzie. Weny brak, pomysłów coraz mniej... Muszę skupić się na pisaniu pracy, bo już i tak jestem do tyłu z materiałem. Szkoda, bo czuję się tu naprawdę dobrze - to jeden z tych wyjątkowych blogów ;)
    Życzę ci samych ciekawych wątków, a dla Jonesa długiego, szczęśliwego życia w Fabletown! :D Do zobaczenia!]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pozostawiam GG, może kiedyś się jeszcze zgadamy ;)
      8022070

      Usuń
    2. [ No i znów mnie zasmuciłaś :< Ale cóż... To tylko mogę Ci życzyć byś się trzymała ;) I na GG może się kiedyś uda zgadać :) ]

      Usuń
    3. [Ja również uważam ją za materiał dla Pięknej :D i w ogóle widzę mojego kochanego kapitana <3 Mój punkt do podziwiania w serialu, hm.
      Dziękuję za przywitanie i jakby co, zapraszam na jakiś watek c:]

      Belle

      Usuń
  158. [Dobra, pomysł, pomysł... Może na samym początku zbytnio by się nie lubili? Mogliby sie wręcz nienawidzić, dogryzac, zabijać wzrokiem, a po pijaku czasem lądować w łóżku, bo w sumie Bells juz taką księżniczką nie jest. Stopniowo, wymyślając tak jakies dalsze akcje mogliby wiesz, darzyć sie większym szacunkiem. Takie, w sumie to nie jest taki zły. Czy cos. ]

    Bells

    OdpowiedzUsuń
  159. [No człowieku, podoba mi się to :D Juz se wyobrażam jak w trakcie poszukiwania miasta sie żrą. I żeby dodac cos, to policja mogłaby ich zamknąć na dobe :D
    Będę potworem jak poproszę o zaczęcie czy cooos? ]

    Bells

    OdpowiedzUsuń
  160. [ Gdzie, mam dobre serce :D]

    Belle

    OdpowiedzUsuń
  161. [*Moment fangirla bo Colin* Przybywam z propozycją wątku! W końcu!]
    Alice - ariel

    OdpowiedzUsuń
  162. [Widzisz? Same plusy wątku!
    Teraz jeszcze tylko pomysł by się przydał, masz cos?]
    Ariel

    OdpowiedzUsuń
  163. [Cześć! : D Jako że Fifka zniknęła, przybyłam się zapytać, czy może chciałabyś coś z Annie, bo w sumie, to pisało mi się bardzo miło, a jeśli chodzi o profesję mojej postaci, to niewiele się zmieniło, więc nie będzie wiele myślenia. ;]

    Annie Ridley

    OdpowiedzUsuń
  164. [ Pam, param, pam, jak najbardziej. Jak będzie pomysł na rozwinięcie klasycznego wątku Pan-Hak, może na plus, może na minus, a może miszmasz gorączkowany, to proszę dać znaka, napiszę pierwsza.

    *Nie może się wysłowić z powodu wspomnień związanych z raczkującym shipem Captain Swan z OUAT* Tak! No, to czekam z niecierpliwością ]

    James Cook

    OdpowiedzUsuń
  165. [Bardzo mi miło! : D Myślę, że do całej poprzedniej koncepcji możemy dodać syna – Hak mógłby nieco niesfornego i nieuważnego pięcioletniego syna Annie uratować z opresji (jako że chłopiec nie ma ojca, mógłby w kapitanie ulokować coś na kształt synowych uczuć, ale to może z czasem) i wtedy odwiedziny w antykwariacie, nowa rąsia w zamian za sprzątanie, które pewnie trochę trwa (i to nie jeden dzień, jeśli Jones chce całą swoją kolekcję) no i zacieśnianie więzi z młodym, który pewnie chętnie nauczy się grać na gitarze. : D]

    A. Ridley

    OdpowiedzUsuń
  166. [Cześć :3 Miałam się odezwać, jak ewentualnie wrócę z Anką. Cóż, nie wyszło, ale Ana dostała się w bardzo dobre ręce, mam nadzieję, że tam Ci z nią coś super wyjdzie. Mimo to przyszłam, bo jak mówiłam, wróciłam z panią. Co prawda całkiem inna niż Anka, ale ufam, że i tutaj damy radę coś stworzyć, bo nie ukrywam, że z Tobą jako Hookiem pisało mi się świetnie. Także jeśli coś to zapraszam :)
    A Raczkiem odpiszę po maturze, dobrze? Tak za tydzień jakoś, bo wszystkie pisemne po piątku będą już za mną, więc powinnam wtedy ogarnąć.]

    A. Cancer & A. Zane

    OdpowiedzUsuń
  167. [Przykra sprawa, że ich usuwasz, jednak mi także się z Tobą dobrze pisze, więc z chęcią wymyślę coś dla Eve i Hook'a.]

    Eve

    OdpowiedzUsuń
  168. [Może być samochód. : D No i wtedy Hak przyprowadza młodego do Anki (pewnie ma tarczę na mundurku ze swoim nazwiskiem, więc jeśli nawet milczy, to Jones będzie wiedział, gdzie iść - w końcu w FT wszyscy się znają). Super, będę bardzo wdzięczna. ;]

    A.R.

    OdpowiedzUsuń
  169. [ Och... :( A Mustang był taki fajny Smutna usunięciem Mustanga Mally

    OdpowiedzUsuń
  170. [Czemu Ty to robisz i co chwilę zmieniasz mu zdjęcia na jeszcze lepsze?! Człowiek się napatrzeć na poprzednie nie może, a tu takie nowe cudowne, i oh <3
    U mnie z pomysłami zawsze jest kiepsko, wolę zaczynać, ale pomyślmy... Oł. Co Ty na to, że Ava sobie go upatrzy przypadkiem w barze? Normalnie nie chodzi do takich miejsc, za dużo alkoholu, a tego unika, mogła się jednak wybrać z koleżanką z pracy, żeby się odprężyć czy coś. A to ogólnie dziewczę z dobrego domu jest, balet, pianino, te sprawy, więc jak zobaczy i posłucha jak gra tylko poczeka aż będzie miał przerwę, podejdzie i: w tym utworze za szybko przechodzisz na C, powinieneś dłużej przytrzymać A, a najlepiej poprawić całą technikę. Co Ty na to? :D Od razu mówię, nie znam się na graniu, na cymbałkach umiem i na gitarze coś, więc improwizacja będzie wielka, lepsza niż w Dziadach! :3]

    Ava Zane

    OdpowiedzUsuń
  171. [Jakie piękne nowe zdjęcie i gif! <3 Przyszłam podziękować za rozpoczęcie, wszystko gra i trąbi, i przeprosić, bo muszę do końca tego tygodnia skończyć licencjat, więc pewnie dopiero ruszę z kopyta w weekend. ;]

    Annie

    OdpowiedzUsuń
  172. [Z Hakiem zawsze! ;) I wątku Kapelusznika z Hakiem już się nie mogę doczekać. Może nawet dzięki takiej motywacji szybciej mu napiszę kartę.
    A tak w ogóle gif z kapitanem przy pianinie mnie zauroczył.
    No, ale wracając do wątku. Pomysły? Propozycje?]

    Dorothy

    OdpowiedzUsuń
  173. [ Je tam, wymyślasz, dobrze jest! Może tak na sucho faktycznie nie brzmi zjawiskowo, ale gdy wyobraźnia zadziała - wszystko cacy, mnóstwo opisów i rozważań. Plus wiadomo, że początkowo nie da się WSZYSTKIEGO ustalić. Bo ja to lubię zmieniać scenerie, hohohoho. Bardzo chętnie zacznę - za momencik ]

    James

    OdpowiedzUsuń
  174. [ Rozumiem, też miewam chwile, gdy moja wena leci sobie na Hawaje i wypoczywa ,-, Nic na siłę. Wątek - zawsze - zwłaszcza, że uwielbiam z tobą pisać <3 Mogłybyśmy wszystko ustalić na gg, aby nie śmiecić pod kartą, bo chwilowo pomysłu nie mam, ale coś się zawsze wymyśli. ;)
    gg - 50964179 ]

    Mally Fortis

    OdpowiedzUsuń
  175. [Bo Colin taki mraśny jest, to dlatego! <3
    Jak mówiłam - wielka improwizacja, Konrad/Gustaw się może schować! Tak, udziela mi się ten klimat maturalny, ale na szczęście już po polskim, i Stanisław był <3
    Jeśli chcesz. Jeśli nie poczekasz tydzień na coś ode mnie, bo ożyję dopiero po pisemnych.]

    Ava Zane

    OdpowiedzUsuń
  176. [Trochę mi gify szalały, ale jest i jest dużo fajnych odnośników z Johnnym, więc mam nadzieję, że Kapelusznik się podoba. ;)
    Haha, to może być zabawny wątek, więc w sumie jestem na tak.
    W tej chwili nie mam innych pomysłów, bo przez robienie Kapelusznikowi karty jestem na fazie z Krainy Czarów. :)]

    Kapelusznik & Dorothy

    OdpowiedzUsuń
  177. [To dawaj kombinujmy najpierw z Kapelusznikiem, bo mam straszną fazę ;)]

    Kapelusznik

    OdpowiedzUsuń
  178. [Morcik tak idealnie pasuje. Sekretne okno to jeden z tych filmów, które mi się nie nudzą i zawsze jak leci w tv to oglądam :)
    Ja też. To by dopiero był pokręcony team. (I czemu mam wizję chlania herbaty z rumem?) Hahaha, tylko żeby się Hak przy okazji zbytnio nie naćpał ^^
    Nie myślisz? Pomysł jest bomba - wesoły i odpowiednio szalony, czyli idealny.]

    Kapelusznik

    OdpowiedzUsuń
  179. [Johnny zawsze super ;) Czasem sobie żartuję, że on w każdej roli jest taki uroczo "dżoniasty" xD
    A jak cudnie smakuje! ^^
    Bardzo chętnie zacznę i nawet zaraz coś na brudno sklecę, żeby jutro już podesłać :)]

    Kapelusznik

    OdpowiedzUsuń
  180. [Ona mogłaby mu zrobić jakiś bardzo morderczy specyfik (to już za tym drugim razem) i poprosiłaby za niego dwa lub trzy klejnociki, które, tak mi się wydaje, są bardzo cenne poza światem magicznym. Och, ile ona by na nich zyskała!]

    Eve

    OdpowiedzUsuń
  181. [Właśnie widzę. I wielka szkoda, bo i Mustang i Jane byli świetni.
    Ale w sumie sama chyba też zrobię czystkę w postaciach, bo coś ostatnio mi weny brakuje, a w głowie mam tylko Królową ;)
    Aż dziwne, że Mustang się nie cieszył popularnością :(]

    - Urszula

    OdpowiedzUsuń
  182. Cook zgarnął najlepszy towar w dzielnicy. Same topy, czyściutki, pachnący, jak żywa natura krusząca się w niezgrabnych palcach samego Boga. Zaśmiał się jak oszalały pod nosem, ciesząc się swą zdobyczą, chowając się za ladą jak niedorozwój, i prawdopodobnie nim będąc. Tego akurat nie próbował ukryć. Cóż.
    - Wracaj mi tu, Jimmy, no już! Pod trójką polało się wino... Któregoś dnia zabiję tych ludzi, wybiję ich co do nogi, jak słowo daję...
    Cook po raz ostatni przytknął do nosa pełną po brzegi samarę i wcisnął ją pod długą, siwą skarpetkę, upewniając się, czy nie będzie go uwierać, uwzględniając przy tym każdą ewentualną reakcję fizyczną na otaczający go świat, wszelkie ruchy, jakie mógłby wykonać przy prawdopodobnych w lokalu czynnościach, niedogodności związane z poprawianiem pozycji torebeczki w ciągu zmiany...
    - Cook! Do jasnej...
    - Idę, idę, Jezu Chryste, okresu nie dostań! - wyłonił się powoli zza lady z kpiącym, acz dość sympatycznym uśmieszkiem na ustach, przewidując minę koleżanki, która równie ironicznie traktowała jego seksistowskie występki przeciw krwawiącym, jak wszystkie inne kobiety, feministkom. Metaforycznie również - głownie za sprawą jego istnienia. Szczegół.
    - Wiesz, że mnie kochasz, no weź.
    Trzepnęła go w tyłek ścierką i wskazała na stolik, który, faktycznie, opuszczono w stanie - lekką ręką - opłakanym.
    - Siedzi baba na cmentarzu, trzyma nogi w kałamarzu. Przyszedł duch, babę buch... - wyliczał pod nosem, bujając biodrami. Czy ludzie po drugiej stronie czują się jak naćpani?, zastanawiał się, wycierając wino mopem, co chwila pogwizdując, robiąc obrót...
    - Dwa aniołki w niebie piszą list do siebie, piszą , piszą i rachują, ILE KREDEK PO-TRZE-BU-JĄ! - Wrzasnął gorączkowo. Nie rachowali martwych, nie kalkulowali, kto przechodzi z życia do wyższego Nieba. Ogarniały kredki. Puenta była jasna. Klarowna. Same potrzeby. Pojedyncze ogniwa prostoty. Kelnerki śmiały się wraz z nim, klaskały w dłonie, zabawnie chowały twarze w dłoniach. Istna sielanka. Nibylandia go nie opuszczała.
    Czy tego chciał, czy nie.
    Raz, dwa, trzy, cztery, idzie sobie Hackelbery...
    Jamesa natychmiast opuścił nastrój wesołości. Wyprostował się i cały najeżył, gdy tylko dzwoneczek nad drzwiami dał o sobie znać.


    [ Słodziuśki Jezusie, kiedyś ty napłodziła pod kartą prawie dwieście komentarzy?!
    Przepraszam za to, co na górze, umiem lepiej. Obiecuję, że to się pokaże ]

    OdpowiedzUsuń
  183. [A gdzie Jane?:( W końcu się zmotywowałam i znalazłam odpowiednią ilość czasu. Przepraszam, że tak długo to trwało]

    Każdemu zdarzają się gorsze dni. Prawda? To nie jest tak, że jak jest dobrze, to się nie może coś spieprzyć. A Amelii było dobrze. Złapała parę tłumaczeń, spłaciła długi, wyszła na prostą.I już chciała powiedzieć "No nareszcie spokój" kiedy wpadła jak śliwka w kompot i dostała tłumaczenie, które wcale ale to wcale jej nie szło. Termin gonił, pieniądze uciekały, a ona siedziała nad tomiszczem i patrzyła na drobno zapisane kartki, rozumiejąc co drugie słowo. W końcu nie wytrzymała, trzasnęła książką, długopisem i stertą kartek, laptop prawie wylądował na podłodze, a przecież nie stać jej na nowy i postanowiła, że dzisiaj się upije.
    Według głupiego powiedzenia, wychodząc z domu nie miała zamiaru wyglądać tak dobrze. Białe włosy puściła luźno, żeby zwracać uwagę, umiejętnie podkreśliła oryginalną urodę makijażem, a figurę czarną sukienką. Jak już się upijać, to z klasą i w jakimś towarzystwie. Miała zamiar iść do Pudding'n'Pie, ale kiedy przywitały ją tłumy, i to większe niż zwykle, postawiła na wizytę w Trip Trap. Mniejsza elegancja, ale komfort i alkohol ten sam.
    W barze było...Tłoczno, ale do wytrzymania. Parę osób już miało w żyłach alkohol rozcieńczony krwią, ale to była norma. Od razu zwróciła też uwagę paru podpitych facetów, ale o ile nie błysk zębów, a ostrzegawczy błysk z oku kazał im zostać na miejscu. Usiadła przy barze, zamówiła białego ruska i już chciała poderwać faceta obok, kiedy ktoś zaczął grać na pianinie. Nie było to mistrzostwo świata. Po prostu ją to zaskoczyło. Zrezygnowała ze swojego wygodnego miejsca i ruszyła w stronę grajka. Gwizdy jej nie wzruszały. Parła uparcie na przód. Gdy znalazła się już na miejscu, pierwsze co rzuciło jej się w oczy to hak, drugie co zauważyła, to ruch po swojej prawej stronie a potem poczuła czyjąś dłoń na swoim pośladku, a po chwili usłyszała tuż przy uchu obleśny, pijacki głos
    - Chodź mała, widzę, że jesteś sama. Zabawmy się- Pierwsze co zrobiła, to zrzuciła rękę ze swojego tyłka. Reakcja druga, jej ręka wylądowała w bolesny sposób na rodzynkach oblecha. Reakcja trzecia, słodki uśmiech i słowa
    - Wybacz, ale ja jestem z nim- ścisnęła na pożegnanie genitalia, i kołysząc biodrami podeszła do pianisty, usiadła na stołku obok niego i pocałowała w policzek, przy okazji szepcąc
    - Jeśli wydasz, że się nie znamy, to cię skrzywdzę- była to realna groźba, ale powiedziała to z uśmiechem. Był to marny sposób na pozbycie się napastnika, ale nie chciała robić burdy, kiedy dopiero co pojawiła się w barze.

    [Może być?]

    Amelia/Kida

    OdpowiedzUsuń
  184. [Cieszę się, że się podobało. Czuję ciekawy wątek nosem]

    Uniosła kącik warg. Wieczór był wygrany Przynajmniej dla niej. Absztyfikant, któremu pogroził Huck już i tak był niegroźny, a na pewno jego genitalia nie były w stanie pracować.W tych drobnych kobiecych rączkach było więcej siły niż mogło by się wydawać. I tak, sporo mężczyzn powinno się jej obawiać.
    - Amelia. Ale jak wolisz, na gwiazdę się nie obrażam- odpowiedziała cicho. - Właśnie sprowadziłeś sobie na głowę dużo alkoholu i niekoniecznie przyjemne towarzystwo- dodała jeszcze, dopijając swojego drinka. Odstawiła szklankę na pianino i nie czekając na pozwolenie dołączyła się do gry. Kiedyś miała ambicje nauczyć się czegoś porządnie. Stanęło na językach, ale coś ta pobrzdąkać na pianinie też potrafiła. Korzystając z okazji, trąciła kolanem nogę mężczyzny. Nie znała go i co z tego? Długo już była sama. Choć długo to pojęcie względne, w końcu przeżyła parę tysięcy lat na Atlantydzie, zanim znalazła się w Nowym Świecie. Ale powoli przestawiała się na to, że 5 lat tutaj, to całkiem dużo. Kiedyś nie była sama. Miała przyjaciół i kogoś, kogo podobno kochała. Ale ich już nie ma i nie ma nadziei, że wrócą. Musiała nauczyć się korzystać z życia. I teraz miała ochotę z tego skorzystać.
    - Aha, to, że uratowałeś mnie przed jednym niedorobem, nie znaczy, że Ty jesteś bezpieczny- powiedziała z uśmiechem nie bawiąc się w szepty, ponieważ przy barze rozgorzała jakaś poważniejsza bijatyka i nikt już nie zwracał na nich uwagi.

    [Krócej, ale to wina dzisiejszego lenistwa]

    Amelia

    OdpowiedzUsuń
  185. [Dziękuję! :) Do końca się wahałam między Jennifer, a Olivią Wilde, więc ciesze się, że ostateczny efekt się podoba ;)]

    Morticia

    OdpowiedzUsuń
  186. [Na wątek zawsze jest chęć, więc się zgłaszam. :)]

    Morticia

    OdpowiedzUsuń
  187. [Wybacz, że przerwałam nasz wątek, ale jakoś przestałam czuć... postać.]

    Eve

    OdpowiedzUsuń

Szablon wykonała Night Tear. Źródło: WallPaper. Obsługiwane przez usługę Blogger.