czwartek, 1 stycznia 2015

Don't talk to strangers,
you might fall in love

Lucy Crale
zdradziecka nimfa —— 'Błękitnooka' —— piosenkarka w Moonriver Burlesque —— niegdyś strażniczka skarbu Nibelungów i podwładna króla Oberona —— Królowa Katastrofy —— nałogowa uciekinierka —— zbuntowana królewna —— była rezydentka więzienia Golden Boughs Retirement Village, na wolności dzięki ojcu —— syreni głos —— długowieczność —— magiczne moce powróciły —— tęsknota za morzem —— zaręczona z piratem —— Jolly Roger nowym domem —— dedykacja dla Hucka i taty :*

54 komentarze:

  1. [Miło mi napisać pierwszy komentarz pod nową kartą. Z wielkim opóźnieniem, ale dziękuję bardzo za przemiłe powitanie. Fajnie wiedzieć, że Cian jest waszym pierwszym klawiszem, mam nadzieję, że będzie fajnie. Pozdrawiam i kolejnch 200 komentarzy życzę.]

    Cian

    OdpowiedzUsuń
  2. [ I ja ci za to cierpliwe czekanie jestem niezmiernie wdzięczna <3
    Awwww <3 Miłość zawsze pomaga ^^
    Ach te gify XD <333333 ]

    Sam tego chciał, a mimo wszystko jej pewność siebie i władczość zaskoczyła go. Lucy była kobietą pełną sprzeczności i on nie potrafił w pełni je pojąć. Tak delikatna i nieśmiała, momentami wydawała mu się wręcz krucha. Tymczasem była przecież nimfą zwodzącą często na śmierć. Dowiedział sie tego nie tak dawno, ale przeczuwał coś podobnego już od pierwszego ich spotkania. Przecież czuł od niej tę siłę, tę moc. Ale przy nim Łabądek nie często pokazywała swoje pazurki. Tym większą przyjemność sprawiała mu w momentach, gdy już to robiła. Nikt inny nie potrafił go zaskoczyć, wszyscy wydawali sie tacy przewidywalni. Lucy przewidywalna nie była.
    Och z jaką łatwością potrafiła go ona doprowadzić do szału! Te delikatne, ostrożne ruchy. Doskonale wiedział, że robiła to celowo. Jej uśmiech mówił wszystko. Huck mógł tylko się poddać. Zresztą, jej jednej mógł pozwolić na wygraną. Nikomu innemu, on przecież nie przegrywa, ale Lucy... To inna bajka. Jego bajka. Jego pani. Jego miłość.
    Błękitne oczy jeszcze chwilę świdrowały go na wylot, a potem był już tylko dotyk. Jej ręce błądzące po jego skórze i je usta. Składała kolejne pocałunki na jego ciele i Jones nie był w stanie zrobić nic ponad zamknięcie oczu i nerwowe oblizanie warg. Ta chwila była tak idealna, choć pirat bliski był zwariowania. To były jego granice. Zbyt mocno jej pragnął, zbytnio chciał stać się z nią jednością. A Lucy tak bezczelnie to wykorzystywała i przeciągała w nieskończoność każdą sekundę. Bawiła się nim! Och jakże ona się nim bawiła. Okrutna bogini...
    Wszystkie myśli uciekły mu z głowy. Pozostało coś, co dla Hucka zwykle było abstrakcyjne. Jako kapitan Hak doskonale to znał, ale Huckelberry'emu było to obce. Tu i teraz. Tylko tu i teraz. Dawno już zapomniał jak cudownie żyje się chwilą. Zero zmartwień i tylko czysta radość, rozkosz, przyjemność. Chociażby obserwowanie spod przymrożonych jak Lucy pozbywa się resztek ubrań. Na sam ten widok serce zabiło mu szybciej. Jak on dawno... jej nie widział. To były już tysiące lat odkąd mógł przyglądać się jej w całej okazałości. Do tej pory nawet nie wiedział jak bardzo za tym tęsknił. Och jak cholernie tęsknił. Tak bardzo, że aż odebrało mu mowę. Lucy zajęła się jego spodniami. A potem... Potem stali się jednością. Jego ciało przeszył dreszcz, a z ust wydobył się krótki jęk. Dwa ciała i dwie dusze złączone w jedno. Dwa serca bijące w równym rytmie. Dwa równe oddechy.
    Jego dłoń samowolnie powędrowała do jej uda. Musiał jej dotknąć, upewnić się że była prawdziwa. Z nim. Razem. Przecież był potworem, przecież wszystko stracił. To było tak nieprawdopodobne, że znów miał ją u boku, że po prostu musiał. Musiał sprawdzić. Ale ona ta była. Najprawdziwsza na świecie. Ciepłe, nagie ciało. Jej westchnienie doprowadziło go do szału. W tamtej chwili, w niej, poczuł wreszcie, że jest w odpowiednim miejscu. W domu. Szczęśliwy i spełniony. Teraz musiał tylko... Odwdzięczyć się jej równie wielką przyjemnością, jaką ona sprawiała jemu. Jego lewa dłoń, ta której nie miał, jakby zadrżała, gdy ta druga, prawdziwa, ulokowała się na biodrze Lucy. Gdyby miał je obie... Ale miał tylko jedną i nie było nad czym rozważać.
    - Och Lucy - westchnął, odchylając głowę do tyłu. - Tęskniłem, Łąbądku.

    [Ciii, wszystko gra XD <3 Jest przecudownie ;) ]

    wierny sługa kapitana Lucy <3

    OdpowiedzUsuń
  3. [Odpiszę Ci najpierw jako Fel, bo do Miyuki dojdę za moment. I mam tu mniejsze zaległości. :D
    Tak, sam początek mamy już ustalony. Teraz musimy się zastanowić nad sprawą :D
    Generalnie możemy pojechać tutaj miksem z dwóch moich aktualnych wątków. Fabletown nawiedziła jakaś nawałnica kradzieży. Podejrzanym w sprawie jest Willard - i to on zostaje zatrzymany, aczkolwiek kradzieże wcale się wtedy nie zmniejszają. Fel podejrzewa o to swojego prawie-byłego męża, który też świętoszkiem w tej sprawie nie jest, i wjeżdża mu z buta na mieszkanie (do którego notabene miała klucze, sam jej dał, tylko w zupełnie innym celu), ale on wraca wcześniej niż się spodziewała, nakrywa ją, wybucha awantura stulecia, Fel próbuje jego wkurw tysiąclecia ogarnąć i w międzyczasie słyszy od niego, żeby zapytała swojej koleżanki, która teraz podobno pracuje w burlesce.
    No więc łącząc fakty, Fel udaje się do burleski, gdzie "napada" Lucy. I tutaj musimy ustalić, jak może potoczyć się współpraca, co mogą po drodze odkryć, żeby na końcu okazało się, że to nie Willard jest winny, ale ktoś bardzo, bardzo do niego podobny - być może nawet ktoś, kto używa nielegalnego glamour. :D]

    Felice Fletcher

    OdpowiedzUsuń
  4. [No dobra, to teraz Miyuki.
    Trochę to wszystko wyszło pogmatwane. :D Ale to miało być tak - aby jakiś czas temu Lucy i Miyuki mijały się głównie bez słowa aż do momentu, w którym Lucy przychodzi z jakąś sprawą do Tytani, a ta akurat jest czymś bardzo zajęta i odsyła ją do mniej zajętej Miyuki. Tak by się zaczęła ich znajomość. Przy kolejnych "podróżach" do Tytanii, dziewczyny mogły zamieniać parę słów i od słowa do słowa zaczęły się zaprzyjaźniać. :D
    A cyrki z Mordredem zaczną się trochę po 14. lutym - w chwili, w której Miyu zobaczy swojego crusha u boku Lucy, w dodatku wszystko wygląda na to, że są w całkiem ciepłych i bliskich relacjach.
    Miyuki miała zamiar wpaść na Jolly Rogera z przyjacielską wizytą, ale że ma problemy z panowaniem nad swoimi nerwami, wpada tam z awanturą stulecia i wyzywa Lucy od wszystkiego, co najgorsze i możliwie najbardziej puszczalskie, bo co, bo oBożeszumiącytwójpiratjużciniewystarczaoglądaszsięterazzarycerzamitak? I w sumie w trakcie Lucy zacznie ogarniać, z jakim rycerzem mogła widzieć ją Miyuki, po czym ze śmiechem gasi swoją towarzyszkę tekstem, że kocha Mordreda. :D Dalej możemy to pociągnąć jakąś niemrawą rozmową i zmuszaniem Miyu do wyznania mu, że go polubiła. A ona się będzie zapierać rękami i nogami. :3]

    Miyuki Fuyuhime

    OdpowiedzUsuń
  5. [ A więc ta niebieska diwna konsystencja to galaretka?! Bloody hell... XD ]

    OdpowiedzUsuń
  6. [Chciałaś powiedzieć, moją ulubioną szefową. :D :D
    Nadgodzin się raczej nie przewiduje, burleska to nie striptiz (a nagością powinny się bardziej martwić tancerki), więc nie ma obaw. :D
    I właśśśśnie próbuję zwerbować Hakusia, zobaczymy, czy się uda! :D
    No i cześć. :3 Lecimy z trzecim wątkiem? xD]

    Margot Werner

    OdpowiedzUsuń
  7. [Oh, nowa karta, gratuluję ;) Mnie to jeszcze tu nie spotkało, ciekawe dlaczego... ;)
    Słuchaj, jak załatwisz mi wizę i bilety, wypróbuję Twój sposób i dam znać czy podziałało :D
    Ej, nie obwiniaj go o każdego zombie, bez przesady! (chociaż pewnie każdy to jego sprawka, ale obwiniać go o to od razu nie musisz! :D) Gif cudowny, szkoda że nie ma takiej opcji związku na fejsie ;)
    My tu gadugadu, a nawet nie zapytałam: masz ochotę na jakiś wątek? Się mijamy na tym blogu, nie wiem nawet czy kiedykolwiek coś pisałyśmy...]

    Oscar Wielki i Potężny

    OdpowiedzUsuń
  8. [Cześć i dziękuję bardzo! :3]

    ANALISE

    OdpowiedzUsuń
  9. [Nie zdążyłam nawet napisać, że robię sobie jaja i naprawdę nie czuje się pokrzywdzona o takie drobiazgi, ale Night Tear jest szybsza niż ja uderzam w klawiaturę! Mam nadzieję, że nie zabrzmiałam jak jakiś debil czy coś, głupio mi ... D:
    Jest sentyment oczywiście, przyjemnie się wraca choć nie pobyłam za długo (tym razem mam nadzieję na dłużej).
    Przemysł muzyczny, a to tylko seryjni mordercy... :)
    Dziękuję i wzajemnie! Długiego utrzymywania bloga!]

    Cash

    OdpowiedzUsuń
  10. [Wybacz, że tak późno zawitałam! Dla mnie nie znajdziesz czasu, proszę Cię :D Nie wiem jak Ci pasuje, ale zrobiłabym z nich te najlepsze przyjaciółki! Możemy zostać współczesności i już uznać, że maja wspólną przeszłość ( wspominki w kursywie, to lubię!) A jak byśmy już celowały w teraźniejszość, to Amara może pomóc jej w przygotowaniach, choć pewnie będzie ciągle marudzić na jej wybranka serca. Panna młoda musi mieć przecież piękną suknię! A wszystko będzie pięknie, bo Amara nie jest już w więzieniu, kto by się spodziewał, co wytłumaczę niedługo w karcie :D Rzucimy czar zapomnienia i wszyscy zapomną o tym maluteńkim wykroczeniu xD Tak więc jestem gotowa na wątek i by zabrać Ci trochę tego cennego czasu <3]

    Amara

    OdpowiedzUsuń
  11. [ Oczywiście, że tak! To jest zbyt idealne żeby to w jakikolwiek sposób przerwać XD <3 ]

    Jej bliskość była upajająca. Wyraźnie czuł jej oddech na swoje skórze, a jej dłonie, och jej dłonie! Były ciepłe, tak ciepłe. W tamte chwili był pewien, że żaden dotyk nigdy nie sprawił mu tyle przyjemności. I żaden go tak bardzo nie podniecił. Chciał się odwdzięczyć jej tym samym, zamknąć ją w swoich ramionach, dotykać i tylko tym doprowadzać do granic. Problem był jednak taki, ze miał tylko jedną dłoń i dopiero teraz w pełni to do niego dotarło. Nigdy przedtem nie przeszkadzał mu ten brak, jak właśnie w tamtej chwili. Na chwilę poczuł się niedoskonały i niegodny jej, gdyż nie mógł się w pełni odwdzięczyć. Ale musiał przynajmniej spróbować, z jedną dłonią.
    Tym razem dotknął jej pleców. Chwilę potem usłyszał te cudowne słowa padające z jej ust i poczuł dotyk jej twarzy na swoim policzku. Już nie było centymetrów pomiędzy ich ciałami. Mimo to przyciągał ją jeszcze bardziej, popychając ku sobie jedyną dłonią i tym, co zostało z jego drugiej ręki. Tymczasem z jego ust wydobył się kolejny jęk, tym razem głośniejszy i zsynchronizowany z westchnieniem Lucy. Huck musiał przyznać, choć nie było to odpowiednie przemyślenie na taki moment, że z żadna inną kobietą tak się nie czuł. Żadna inna nie była w stanie zmusić go... do wydawania z siebie podobnych dźwięków.
    - O tak, my love... - wydusił z siebie, przyciskając twarz do jej szyi.
    Tymczasem jego dłoń zjechała po jej kręgosłupie w dół do jej pośladków, które tak uwielbiał. Choć tak po prawdzie to nie było takiego fragmentu jej ciała, którego by nie ubóstwiał. Zdecydowanie była jego ideałem. Taka piękna, taka pachnąca, miła w dotyku, pełna wigoru. Ile ona miała lat? Nie mniej niż on, a być może nawet więcej niż on. I nadal potrafiła wyczyniać z nim takie rzeczy. Potrafiła stać się dzika!
    - Powiedz mi jak bardzo mnie pragniesz - wyszeptał jej prosto do ucha, a jego biodra poruszyły się równo z jej, po czym oboje westchnęli. - W ten sposób mógł bym się budzić każdego dnia - dodał.
    Uwielbiał ja prowokować. W dzień i w nocy, ale w łóżku najbardziej. Podczas dnia Lucy reagowała śmiechem lub rumieńcem, ale w takich chwilach... Wciąż pamiętał jak potrafiła mu odpowiedzieć. I to nie zawsze słowem. Pamiętał jak zszokowany był ich pierwszym razem. Pamiętał jak wyjątkowo delikatny był i jak ona po chwili zażądała by przestał być delikatny. Samo wspomnienie tamtych chwili nakręciło go jeszcze bardziej, choć chwile temu przekonany był, że bardziej pobudzonym być by nie mógł. A jednak panienka Crale po raz kolejny zdołała zmusić go do przekroczenia własnych granic.

    kapitan, który zawsze chętnie przejmie stery

    OdpowiedzUsuń
  12. [Tak, mamy. :D Ale zostawmy jednak Jolly Rogera, przerywanie prób w miejscu pracy zdecydowane nie jest w stylu Miyuki. :D]

    Miyuki Fuyuhime

    OdpowiedzUsuń
  13. [Myślę, że to nie w stylu Harleya. :D Harley zna się z Margot jeszcze z czasów przed Fabletown, spotkali się już w wielkim świecie i razem pracowali - a teraz jest bywalcem Moonriver i wie, kto tam się potrafi kręcić. I jakie wtyki może mieć Margot. Stąd też wyśle ją właśnie tam. Pewnie wie, że Lucy się bawiła w kradzieże, bo to w towarzystwie zawsze wychodzi, ale na pewno by jej nie podkablował. Skoro Felice nie miała oporów (miała, ale kto musi o tym wiedzieć), żeby wydać własnego męża, kto wie, co zrobi z rzekomą dobrą znajomą. :D
    Ale mogło być tak, że podsunął jej po prostu, że w Moonriver może być ktoś, kto lepiej niż on orientuje się, co się dzieje. No bo on tam tylko napić się przychodzi, czasem tylko pogadać ze starą znajomą. Więc Felice postanawia wykorzystać stary kontakt - czyli Lucy - do ogarnięcia w miarę sprawy. :D
    I myślę, że to mogłoby być tak - że Lucy stwierdziła, że pomoże jak będzie tylko umiała, postara się odnowić kontakty i zajrzeć, kto teraz i co najlepszego może wyprawiać, może chodzi o jakieś zlecenia - dopóki Felice nie spotkałaby dziwna sprawa. Otóż złapała na gorącym uczynku kogoś, kto powinien aktualnie siedzieć w celi - i jak się okazało, faktycznie cały czas siedział.
    Łącząc fakty, mogłyby z Lucy dojść do tego, że może chodzić tutaj o coś grubszego - i ktoś, kogo wsadziła, rzeczywiście jest niewinny, a ktoś zabawia się jego kosztem, za pomocą nielegalnego glamour.
    Faktycznie możemy wmieszać tutaj Oscara, chociaż Lucy musiałaby wtedy wymóc na Felice, że nie zaszkodzi klubowi i jego reputacji (chociaż wtedy Felice mogłaby jej po prostu rzucić, że utrudnia śledztwo, no ale... pomyślimy nad tym). Mogą dotrzeć do Oscara - ale nie chcę mieszać w to autorki, która zupełnie nie jest aktualnie zaangażowana w sprawę, więc trop poprowadzi ich dalej, do jeszcze innej nielegalnej wiedźmy.
    Co Ty na to?]

    Felice Fletcher

    OdpowiedzUsuń
  14. [Ale sporo, na pewno więcej ode mnie :D
    Nie no, nie mogłabym tam zostać, a co z moją najlepszą żoną? Baker przyjeżdża ze mną do Polski, także trzeba uknuć plan przemytu :D
    Możemy coś kombinować, aczkolwiek być może, to dopiero takie knucie cichutkie ze Skipper, Nadusia się znowu pojawi. Więc jeśli wolałabyś odnowić nasze siostrzane znajomości, możemy się do tego momentu wstrzymać. Chyba że uda się nam pociągnąć dwa wątki, daj znać co myślisz ;)]

    Oscar Wielki i Potężny

    OdpowiedzUsuń
  15. [ Uwierz mi, że ja też XD <3 123! :D Oł yeah, mamy rozmach XD <3 ]

    Dzięki niej czuł się zdecydowanie lepiej. Silniej, pewniej. Znów gotów był rzucić wyzwanie światu i przeciwstawić się niedogodnościom losu. Dla niej. Kimże była ta kobieta, że odszukała kapitana Haka we wraku człowieka? Jones nie potrafił odpowiedzieć na to pytanie. Zresztą nie potrzebował tego. Wystarczyła mu świadomość, że to była jego kobieta. Potężna i niebezpieczna nimfa, która dla niego była delikatnym, wrażliwym dziewczęciem. Oboje mieli na siebie silny wpływ. Niszczeli w odosobnieniu i nabierali sił, gdy stawali się jednością. Dwie połówki całości.
    No i stali się całością. Reagując wzajemnie na każdy swój najmniejszy ruch. To była ich chwila, ich wieczność. Huck był pewien, że Lucy czuła dokładnie to samo co on. Albo raczej jej uczucia były dopełnieniem jego. Szybciej, mocniej, więcej. Chciał jej całej, chciał jej dla siebie. Tu i teraz i na wieki. Żeby mogli się tak kochać już zawsze. Bez świata, bez zmartwień,bez kłótni, bez innych ludzi. Tylko oni dwoje. Powiedz mi jak bardzo mnie pragniesz. Musiał wiedzieć, że ona chce tego samego. Musiał ją choćby w ten najgłupszy sposób potorturować, czekając na jej słowo zanim spełni jej niewypowiedziane prośby. To była tylko gra, taka niedorzeczna, niepotrzebna gra, ale on lubił w nią grać. Był jej... Szekspirem. Czyż nie tak go nazywała? Mistrzem słowa, który lubował się w wysublimowanych postępach i sprośnych żartach. Ponad to rodowitym Anglikiem. Wszystko sie zgadzało.
    No i powiedziała mu. Powiedziała jak bardzo, bardzo go pragnie, a on rozpływał się w jej każdy słowie. A ty spełnisz tę prośbę, prawda? Tak, tak, tak! Do stu beczek rumu, do czorta, siarka i żółć, cholera jasna TAK! Gotów był spełnić każdą jej prośbę, ale taką najchętniej. Nie potrzebował zachęty w postaci jej obietnicy. Choć była to bardzo miła obietnica. Przeżywać w ten sposób każdy nadchodzący poranek... Nie potrzebował zachęty pod postacią jej szybszych ruchów, które na chwilę odebrały mu całkowicie władzę nad samym sobą. Zacisnął mocniej dłoń na jej pięknym ciele i westchnął tuż obok jej ucha. Głośno, wyraźnie. Jakże mógłby zatrzymać dźwięki dobywające się z jego ciała? Poczuł się niczym instrument, na którym tylko ona potrafiła prawidłowo grać. Ale przecież on też potrafił zrobić to samo z nią, czyż nie?
    Kapitanie! Och jak on tęsknił za tym słowem! Ileż peności siebie mu ono dawało, ileż władzy i dzikości. Jako kapitan był nieobliczalny, łaknął krwi i zemsty, wody i soli, kolejnych sztormów, z którymi mógłby walczyć! I Lucy musiała to odczuć, bo tym jednym słówkiem odblokowała to, co zostało uśpione przez szare Fabletown. A kapitan Hak wyraźnie słyszał, że jego nimfie podoba się jego władczość. Teraz to ona jęczała mu do ucha, gdy przyśpieszył, próbując przejąć inicjatywę. Na jego ustach błądził ten buntowniczy uśmiech, którego już dawno nie pokazywał światu.
    - Uważaj, co mówisz, kochanieńka - ostrzegł ją szeptem i delikatnie ugryzł jej miękką, pachnącą szyję.

    ten kapitan wie jak zadbać o maszt i żagle na jego okręci ;p

    OdpowiedzUsuń
  16. [Tak, był moim pierwszym pomysłem. I nawet stwierdziliśmy chyba, że mógłby wyjść fajny wątek w wikińskich klimatach. :)
    A ja mam trochę mało czasu. W sumie jakbyś nadal chciała popisać o wikingach, to możemy sobie zrobić taki powolny wątek z odpisami raz na ruski rok, żeby nie mieć problemów z wyrobieniem się.
    Poza tym - dziękuję za życzenia i ogarnięcie moich spraw, zapis idealnie mi odpowiada. ;)]

    Hati

    OdpowiedzUsuń
  17. [Bardzo dobrze, będziecie chociaż mieć motyw do kłótni i dram. Ale jajecznica jest tego warta. :D
    Nie śpiesz się, muszę trochę odświeżyć Duncana, bo z Ktulem mam trochę do przerobienia.]

    Duncan

    OdpowiedzUsuń
  18. [Hmm... A nie chcesz swojej Lucy awansować w przyszłości, na przykład? :D To by nam dało spore pole do popisu! :D]

    Margot Werner

    OdpowiedzUsuń
  19. [Widzisz jaka ja uniwersalna jestem. ;)
    Ja się w ogóle dowiedziałam, że Gary Oldman starał się o rolę Merlina w najnowszym gniocie o Królu Arturze i Murzynach Okrągłego Stołu. Miałam wyczucie. I muszę kogoś namówić na Merlina. ;)
    To nie tęczoza... to dendrofilia. xD
    Czeka na Ciebie, więc jak już Hak Cię zaobrączkuje i zmusi do skończenia kariery w burlesce to praca na Ciebie czeka. ;)
    Buziaczki ;*]

    - Nimue

    OdpowiedzUsuń
  20. [Cześć skarbie :3
    Napisać coś musimy, pytanie tylko co. Chcesz zacząć od naszego spotkania w Fable i epickiej kłótni? Czy już po tym fakcie? ;) W sumie to byłoby ciekawe, bo Nadine traktuje Haka jak młodszego braciszka, więc jeszcze zmyje jej głowę że go skrzywdziła :D Nie tylko za przelecenie Dejwida. Ciekawie by było. Daj znać co myślisz, może masz lepszy pomysł.]

    Nadine

    OdpowiedzUsuń
  21. [Bardzo, bardzo dziękujemy :)
    I możemy tylko zapewnić, że będzie ciekawie!]

    Dorothy

    OdpowiedzUsuń
  22. [Bardzo dziękuję za powitanie. Oby Leszy się tu zakorzenił (ach, ale ja kocham słabe żarty tematyczne)]

    Lachlan

    OdpowiedzUsuń
  23. [Uprzejmie witam piękną królewnę Lucy i od razu powiem, że ładny nowy wygląd karty. :D Musimy coś w końcu napisać i tyle, nie odpuszczę.]

    Sweeney

    OdpowiedzUsuń
  24. [Myślę, że brzmi sensownie. :D
    To czekam w takim razie na zaczęcie u Miyu ;)]

    Miyuki Fuyuhime

    OdpowiedzUsuń
  25. [ Nie ma to jak planować fikcyjny ślub i tak bardzo się nim ekscytować XD <3 ]


    Ona była jego szczęściem. Teraz to wiedział. Wraz z Lucy pojawiła się w nim nadzieja na przyszłość, której przez tak wiele lat sobie odmawiał. Czuł się pusty i nie widział przed sobą celu, nie miał po co żyć. Do czasu. Wszystko się zmieniło, bo teraz już mógł marzyć. O wspólnym życiu, o rodzinie. Nie było więcej samotność, istniała istota, którą on mógł się opiekować. Choć nigdy jeszcze tego nie robił. To była wizja czegoś nowego, nieznanego, kuszącego. Najdziwniejsze jednak było to, że myślał o tym wszystkim właśnie w tamtej chwili. Nie dość, że z Lucy wcale nie znali się długo i ponad to przeszli przez wiele złego, nie raz raniac siebie wzajemnie, to on przecież nigdy wcześniej nie myślał na poważnie o tym, by założyć własną rodzinę… Tak, marzył o tym. Wcześniej jednak słowem rodzina określał brata i kochający rodziców, których nigdy nie miał. Przez jakiś czas używał tego wyrażenia w odniesieniu do Czarnobrodego, który nauczył go pirackiego fachu, aż wreszcie myśląc o Smee i najbliższej załodze. Jednak nigdy nie myślał wtedy o kobiecie, nawet jak już Lucy poznał. Była jego światem, miłością, światłością, nadzieją i wiarą. A mogła być także rodziną. Czyż nie tak to jest w tym zwykłym świecie? On i ona zakochują się, kupują dom i tworzą własną rodzinę, wychowują dzieci, pielęgnują ogródek . I choć osobiście chętnie wiele rzeczy by z tej sielskiej wizji wyrzucił, to jednak stworzenie z Lucy czegoś podobnego było niezwykle pociągające. Ich dwoje i niezmierzony bezkres mórz.
    Tak bardzo za nią tęsknił. Tak długo był sam. Tyle samotnych, zimnych nocy przepędził w Fabletown. Ileż to było? Dziesięć lat? I to tylko w tym cholernym miejscu. Wcześniej wieki spędził w Nibylandii. Jak to się mogło stać, że po tylu długich latach, po czasie praktycznie nie do zliczenia, ich miłość nadal była tak świeża i mocna? Choć może to było tylko złudzenie. Wszak zadawali sobie tyle bólu, tyle nieporozumień przeżyli… Ale czy ta chwila mogła kłamać? Trzymał ją w ramionach. Trzymał ją mocno, jakby bał się wypuścić.
    Jej pocałunek był słodki i pełen namiętności. Był wszystkim, czego Jones potrzebował. No i jeszcze te blond włosy spływające na jego twarz. Tak pięknie pachniały, prawie jak ocean. Ona cała była jak ocean, dlatego ja kochał. Bo nic nie może konkurować z morzem o serce mężczyzny. Lucy była jak morze. Piękna, dzika, zmienna, wolna. Pokazywała mu to nawet w tamtej chwili. To wszystko zawierało się w jej cichym śmiechu, ruchach, jękach. Jak on dobrze ą znał od tej strony. A ona znała jego. Podniosła się do siadu i wbiła w niego to wiele mówiące spojrzenie. Wyglądała pięknie, idealnie. Pot spływał ukradkiem po jej ciele. I jeszcze och… jeszcze to oblizanie warg. Jones był jak zahipnotyzowany. Jego jedyna dłoń machinalnie wyciągnęła się ku jej nagiemu ciału…
    Tylko na tyle cię stać?
    Czysta kpina! I to jeszcze z zadartą w górę brwią. O nie, to była jego rola. Czyż nie? Więc uśmiechnął się buntowniczo i podniósł ku niej. Teraz oboje praktycznie siedzieli, a on miał doskonały dostęp do jej szyi i piersi. Znów poruszali się rytmicznie, znów szybciej po tej przerwie na prowokację. Huck czuł, że oboje są już bardzo blisko tego cudownego uczucia spełnienia.
    - Stać mnie na wiele więcej, kochana – warknął wręcz, prawie agresywnie przyciągając ją ku sobie.

    Szekspir i jego maszt <3

    OdpowiedzUsuń
  26. [Dziękuję bardzo :) starałam się wykreować Verity jak najlepiej :)]

    Verity Coeur

    OdpowiedzUsuń
  27. [Wiem, bo w sumie mam obecnie podobnie. Niby teraz już więcej czasu, ale jakoś nadal nie do końca ogarniam. :)
    No i super, nie musimy się śpieszyć.
    Nibelungi są pod inną nazwą opisane w Eddzie, więc mniej więcej jeden czas co i wikingowie i inne mity.
    Myślę, że na pewno za dnia nie miał czego ścigać, więc mógł schodzić na ziemię. Tak w sumie sobie przyjęliśmy też z Miyuki na potrzeby wątku. Można też zawsze dać akcję przed tym. Czyli z młodości Hatiego, zanim zaczął ścigać Księżyc.
    Lubię wymyślać to może coś pomogę. Powiedz Ty mi tylko czy widzisz swoją postać tylko w scenerii nad Renem czy może bardziej odległa Skandynawia też by wchodziła w grę?]

    Hati

    OdpowiedzUsuń
  28. [Dziękuję za powitanie! Szczerze mówiąc nie miałabym pojęcia jak ugrać wątek z Lorelei, więc na ten moment się wstrzymam, ale mam nadzieję, że będę tutaj na tyle długo, żeby móc popisać po trochu z Wami wszystkimi :). Co do Bigby'ego to jak dobrze pójdzie, może napiszę kiedyś jakąś notkę, co by przybliżyć moją interpretację tej postaci, bo w to, że inni ją znają, nie wątpię. Tymczasem życzę owocnych wątków oraz sobie i innym, aby blog trwał i trwał jak najdłużej!]

    Bigby Wolf

    OdpowiedzUsuń
  29. [Przepraszam, że do odpowiedzi na powitanie zbierałam się tak długo, ale sesja żyć nie daje!
    W każdym razie; bardzo dziękuję i również mam nadzieję, że zagrzeję tu miejsce. :)]

    Blanche Snow

    OdpowiedzUsuń
  30. // Mogli kiedyś próbować poderwać siebie nawzajem za starych czasów, jeszcze może w Fabletown? Ale oboje zaprawieni w boju, to im nie wyszło? Albo Twojej mogło wyjść, tylko nie uwiodła Księcia na długo, bo to taka dusza co to szybko się zakochuje i jeszcze szybciej odkochuje, więc jego serce pognało dalej, poza jego kontrolą? Jakoś to tam można dograć.

    Prince

    OdpowiedzUsuń
  31. // Tak dlugo nad tym myslalam, zeby Ci odpisać, bo chciałam to dobrze przemyśleć. Rzecz w tym, ze Pronce sam przybywając do Fable z Homeworldu, nie mial żadnej kasy. Musiał sprzedać swoje tytuły, a potem je znów odkupił, więc nie ma już kasy, ale tak naprawdę pasożytuje na majątku ex-żony, więc nie wiem czy mógł mieć coś cennego. Raczej nie. Chyba, ze jakiś sygnet rodziny, ale tego to by łatwo nie dał sobie ukraść. Zresztą jako zawodowy krętacz, spodziewa się takich przekrętów więc ostatecznie mogła może zwinąć coś niewartościowego, ale chyba by nawet nie próbowała?
    Sama nie wiem. Uwodzić tp się mogli, póki nie zauważyli, że oboje są "spłukani" i może zostali przyjaciółmi w Fabletown? Takimi wiesz, najlepszymi, przy zachowaniu charakteru obu z nich, więc Huck będzie miał powód do zazdrości, a wam się w związku nie będzie nudzić. Co?

    Prince

    OdpowiedzUsuń
  32. // Jesli wolisz cos z Lirą zagrać to możemy grać tą dwójką, a z Princem i Lucy spróbować później.

    Prince

    OdpowiedzUsuń
  33. [Druga Adminka moich kochanych pałsztajnów. <3 Zastanawiałam się cały czas, która to postać, bo nie pamiętałam/nikt mi nie powiedział. Mniejsza :D I szalenie ciekawa postać, musimy wątek jakiś stworzyć, koniecznie! ;)
    I dziękuję bardzo, starałam się, by była bardzo zła. I na pewno zostanę z Wami długo. Mam ambitny plan pomęczenia wszystkich przynajmniej kilka lat. :D]

    Asherah Connor & Morgana Le Fay

    OdpowiedzUsuń
  34. // Chociaż obawiam się, że Lira nie będzie przepadała za Lucy. Z uwagi na to, że poczuwa się do bycia JEDYNĄ córką Oberona, a w dodatku na pewno denerwuje się, że Lucy była pierwszą córką, dlatego jako córki jej ojca, ani swojej siostry jej pewnie nie uznaje. XD

    OdpowiedzUsuń
  35. [O ogarnianiu rzeczywistości nic mi nie mów nawet, bo do dzisiaj aż się na czaciku nie odzywam przez małą wpadkę. Pomyliłam Cię z kimś o nicku Huckelberry, bo mi się skojarzyło z piesełem, bo Ty w administracji masz nick Kundel Baskervillów. Także... serio, brak słów na to wszystko. xD Niemniej to ja. ;)
    Ależ nie ma za co, należało się! <3 A co do spotkania w przeszłości - czytałam całą kartę i mogłybyśmy zrobić tak, że Lucy spotkała Morganę po tym, jak przybyła do Anglii. Poszukiwała Hucka i trafiła gdzieś w okolice jeziora Avalon. Morgana chciała jej pomóc, ale wtedy nadeszło to zesłanie Lorelei do Fable, więc nie udałoby się, a koniec końców by się spotkały wtedy już tutaj.
    Zaś co do powiązań, ja nie miałabym nic przeciwko, ugodowa jestem i wiem, że sporo powiązań było z poprzednią Morganą, więc nie chcę tak bardzo psuć tutejszych rzeczy. ;D
    Także jak coś, czekam na ustalenia i piszemy! ;)]

    Asherah Connor & Morgana Le Fay

    OdpowiedzUsuń
  36. [Cieszę się, że się podobało :D Planuję założyć nowe miejsce pracy, a gdy już powstanie, serdecznie zapraszam nowożeńców! Wam z pewnością słodyczy nie brakuje, ale chyba nie odmówicie swemu ulubionemu jednorożcowi <3]

    Amarcia

    OdpowiedzUsuń
  37. [Dziękuję za przemiłe przywitanie!
    Zdecydowanie muszę teraz zrobić zakładkę z powiązaniami "wanted undead or alive", żeby team Bollywood się rozrastał.
    Gdybyś miała kiedyś ochotę na wątek, to ja nawet mam zalążek pomysłu. Tak tylko mówię :D ]

    Shandar Bhandari

    OdpowiedzUsuń
  38. [W takim razie zaraz zapoznam się z zakładką i szablonem zgłoszeń!
    Ja tam nawet lubię trochę poczekać na odpis, także potrzebuję w moim życiu ludzi takich, jak Ty. Jeśli zaś chodzi o pomysł, to jest bardzo prosty: Sindbad już z doświadczenia wie, że przebywanie w pobliżu syren to tak samo dobry pomysł, co wkładanie palców do blendera. W moim idealnym scenariuszu, on i Lucy poznają się w jakichś niezobowiązujących okolicznościach, ona wspomina, że wieczorem będzie śpiewać w Moonriver Brulesque, on jest szczęśliwy, że ktoś wreszcie traktuje go jak człowieka. Pojawia się wieczorem, ale jak tylko słyszy jej śpiew, wychodzi. Bo syrena, blender te sprawy. To piękna okazja, żeby Lucy poczuła się urażona na przykład. A on poczuł się głupio.
    Jak Ci się to widzi? ]

    Shandar Bhandari

    OdpowiedzUsuń
  39. [Uwierz, siebie także. Potem serio - przestałam się udzielać, bo po prostu umarłam z własnej głupoty, hahahah. xDD No geniusz jak nic, normalnie muszę gdzieś to opisać, będzie śmiech dla pokoleń! xD A przy okazji rozśmieszam ludzi, lubię to. ^^
    Właśnie tak próbowałam sięgnąć po jakiś fragment czasu, gdzie tam nie było opisanego, a ja lubię w takie luki się wpasowywać, więc wymyśliłam coś takiego. I wiek jak najbardziej mi pasuje. ;)
    Przyznam szczerze i bez bicia - nie czytałam, ale motyw mi się szalenie podoba. A jakby taki prawdziwy, zagorzały wyznawca Starej Religii się znalazł, to naprawdę by się udało. Tym bardziej, że zaślepieni swoim wymysłem, że Lorelei to Pani Jeziora, więc pomoc kogoś wtajemniczonego byłaby wręcz pożądana. :D
    No i już pisałam w tej sprawie do Oberona, spytałam właśnie czy, pomimo zmiany autorki i w ogóle chce kontynuować tamto powiązanie, bo ja jestem otwarta na wszystko i nie chcę nic zmieniać. Tym bardziej, że ciekawie by się potoczyło własnie, jakby Morgana wyczuła, że Lucy to jej krewna. Tym bardziej starałaby się jej pomóc i, rzecz jasna właśnie nie zdradzając niczego. Bo powiedzmy, nawet może by wątpiła w to albo uważała, że się myli. No, jakoś by to wszystko wyszło z czasem.
    Ewentualnie jakaś przygoda, podczas której by Lucy odesłało do Fable, a jakiś czas później i Morgana by się w nim znalazła i ponownie by się spotkały. I właśnie dowiedziałaby się, że są spokrewnione, bo w końcu by musiała powiedzieć prawdę.
    Hm, a moce... jak najbardziej by się przydały. Może nawet jakiś motyw z próbą "przywołania" portalu i znalezienia się z powrotem w tamtych czasach, bo Morgana opowiedziałaby swoją historię Lucy, która nie wiem... jakoś by chciała wesprzeć w dążeniu do celu Morgańcię moją, żeby w końcu dostać koronę Camelotu na przykład. :D]

    Morgana Le Fay

    OdpowiedzUsuń
  40. [Dziękujemy za miłe słowa i również mamy nadzieję, że wkrótce pojawi się Jefferson i razem z Verity zyska szansę na szczęśliwe zakończenie :) A notki możliwe, że się pojawią - sesja to doskonały czas na wyrażenie swoich zdolności twórczych :D]

    Verity

    OdpowiedzUsuń
  41. [Dziękuję pięknie za powitanie!
    Muszę przyznać, że przeczytałam dopiero dziewięć pierwszych tomów (pozostałe nadrobię w najbliższym czasie), ale Kopciuszek w wersji szpiega zdążyła podbić moje serce. :) Bardzo mi się ten pomysł spodobał i mam nadzieję, że nie zawalę.
    I nie byłabym sobą, gdybym nie pochwaliła nowego wyglądu karty Lucy, bo jest pięknie!]

    Cindy

    OdpowiedzUsuń
  42. [Sindbadowi nie robi żadnej różnicy, czy to nimfa czy syrenka. Jak ma włosy w soli morskiej i hipnotyzuje śpiewem, to on robi zwrot przez sztag i tyle go widzieli.
    Rzeczywiście zagalopowałam się z pomysłem. Wszystkiemu winne komiksy i gra, które wyglądają, jakby w Fabletown mieszkało czterdzieści osób.
    Mówiąc o samej scenie, w której on się orientuje, że z tym śpiewem jest coś nie tak - myślę, że poznałby po samym śpiewie. Lata doświadczeń. A jego wyjście mogłoby być o tyle widoczne, że pewnie miałby specjalne miejsce w loży albo tuż pod sceną. W końcu przywileje dyplomaty na coś się przydają.
    To swoją drogą, bo jednak potrzeba mocniejszego powodu, żeby nawiązali znajomość. W tym momencie nie potrafię na żaden wpaść, bo moja głowa zawodzi wtedy, gdy najbardziej jej potrzebuję.]

    Shandar Bhandari

    OdpowiedzUsuń
  43. [ Dziękuję za powitanie. ;) Cieszę się bardzo, że Mare Ci się spodobała. Kiedy tylko znalazłam te gify wiedziałam, że będą pasowały i akurat z nich jestem bardzo zadowolona. Mam nadzieję, że moja Śnieżka faktycznie okaże się strzałem w dziesiątkę.
    Twoja Lucy również jest niezwykle interesująca. Nigdy bym ne pomyślała, że można tę postać przedstawić w ten sposób. Punk dla Ciebie!
    Co do użycia Baśniogrodu... Określiłam tym mianem zbiór wielu krain, z których pochodzą mieszkańcy Fabletown, a nie konkretną krainę, w której urodziła się Mare, ale jeśli źle to brzmi, to zmienię, nie ma problemu. ;) ]

    Mare

    OdpowiedzUsuń

  44. [ Nawet jak będą na to leki, to ja ich brać nie będę XDDD <3
    Przepraszam za zwłokę >,< Znowu mi głupio, ze musiałaś tyle czekać ]

    Jedyne, co docierało do jego świadomości, to ej głos. Ten słodki, wszechobecny głos, który wymawiał jego imię. I to było prawdziwe. Jakże prawdziwe. A on przecież nigdy się tego nie spodziewał. Spędził tak wiele czasu w tym potwornym Fabletown i nigdy nie liczył na to, że ten nowy świat będzie dla niego prawdziwy .Wszystko miał z mistyfikację, podstęp, oszustwo. Oczywiście to Lucy wywróciła jego światopogląd do góry nogami. Któż inny byłby w stanie go przekonać, że może żyć od nowa? Musiał jej tak wiele powiedzieć, podziękować, przeprosić, wyrazić słowami wszystko to, co w niej kochał. Była przecież jego ideałem bez skazy…
    - Lucy… - zdołał tylko wydusić. – Och Lucy!
    Nie był w stanie powiedzieć nic więcej. Tylko ona. Wypełniała całą jego świadomość, jej imię płonęło w jego jaźni wielkimi literami. Lucy, Lucy, Lucy, Lucy, Lucy. Cztery litery, fałszywe, zmyślone, oszukane, przypadkowa, nic nieznacząca zbitka. L.U.C.Y. Kłamstwo. Ale jakże mógłby się gniewać? Jakby mógł nienawidzić? Sam kłamał i oszukiwał, nic dziwnego, że zakochał się w kobiecie, która też to potrafiła. Była na tyle dobra, że nawet on nie doszukał się podstępu. Cudownie.
    Potem wszystko się zatrzymało, zwolniło, jakby zasnęło. Huck widział tylko błękitne oczy, które natarczywie się w niego wpatrywały. Powieki powoli unosiły się i opadały, a on nie mógł oderwać wzroku. Jeszcze te jasne kosmyki, w których błądziło jasne światło. Wiedział, że zapamięta tę chwilę na bardzo długo. Czyste piękno przed nim i czyste szczęście w nim. Dosłownie, bo jego ciało ogarnęła niesłychana błogość. Jego ciałem wstrząsnął dreszcz spełnienia.
    -Lucy… Czy…? Jesteś szczęśliwa? – spytał drżącym głosem.
    Zanim jednak zdążyła mu odpowiedzieć, przytulił błękitnooką do siebie i westchnął głośno w jej ramię. Nie chciał kończyć tej chwili. Wolałby na wieki zastygnąć w tych uczuciach, w tej pozycji, w tym świetle, wśród tych zapachów. W jej ramionach. Bo nagle poczuł się bardzo słaby i bezbronny, a ona była jedyną siłą, która mogła pomóc mu przetrwać to okropne życie. Choć sama miała trwać w wieczności, gdy on już dawno rozpadnie się w proch. Ale nie chciał o tym myśleć w tamtej chwili.
    - Jak mógłbym cię uszczęśliwić? Wszystko, czego chcę to twoje szczęście – wyszeptał bardzo cicho.
    Tak cicho, że nie miał pewności, czy go usłyszała.

    szczęśliwy pirat

    OdpowiedzUsuń
  45. [Dziękuję za powitanie :) Masz śliczną kartę i jeszcze skarb Nibelungów ^^ Jakbyś się ewentualnie nudziła czy coś to zapraszam na wspólny wątek :)]

    OdpowiedzUsuń
  46. [ Niby nie muszę, ale i tak wina się czuje XD ]

    Jej dotyk koił nerwy, jej słowa odgoniły strach. Był w odpowiednim miejscu. I będzie w nim, gdy po raz kolejny przyjdzie zwątpienie. Już nie będzie musiał walczyć w pojedynkę, bo o to przy nim leżało potwierdzenie, że życie nie straciło całkowicie sensu. Mógłby żyć tylko dla niej, jeśli po nic więcej. Wszystko będzie dobrze, może nawet wróci choć część dawnego Kapitana Haka. Przecież na chwilę zdołała go w nim rozbudzić. I najwyraźniej tego właśnie chciała. Widział to w jej oczach, gdy szeptem zdradzała mu swoje odczucia. Wyraźnie tęskniła za tamtym życiem. Jones też tęsknił i temu zaprzeczyć nie mógł.
    Niestety nie potrafił jej tego dać. Teraz było Fabletown, betonowa dżungla i brudne morza. Zero szafirowych wód i kryjących się w ich głębinach magicznych stworów. Właśnie to go zabijało, powolutku zatruwało mu duszę. Tyle okropnych lat spędził w ty przeklętym miejscu i wiedział jedno. Nie chciał tego dla niej. Tej nudy i jednostajności… Z drugie jednak strony oznaczało to bezpieczeństwo. Własny dom, rodzina, spokój. On o tym nie marzył. Pragnął przygód, niebezpieczeństwa, krwi. Zawsze tego chciał. Pytanie jednak brzmiało, czego chciała jego Lucy. Bo jej nie potrafiłby niczego odmówić.
    Dopiero jej słodkie usta zdołały uspokoić burze myśli w jego głowie. Została tylko ona. Błękitne oczy, w których tonął, za którymi tęsknił przez te wszystkie wieki. Byli rozdzieleni przez całą wieczność. Więc teraz powinny się liczyć tylko ich wspólne chwile, skradzione pocałunki i zaczepne słówka. Dwójka nastolatków w kilkusetletnich ciałach.
    Znów się położyli, a Lucy przykryła ich kocem. To mu wystarczyło. Wcale nie chciał więcej. Wystraszone serce na powrót zaczęło bić w równym rytmie. Zamknął oczy i odetchnął głęboko. Nie miał siły na uśmiech, więc tylko ją przytulił. Musiał być silny dla niej, ale równocześnie nie mógł jej okłamywać. Nawet uśmiechem. Nie. Jeśli ktoś miał wiedzieć, że coś było nie tak, to właśnie ona. Chciała dla niego szczęścia, wiedział, że mówiła prawdę, wiedział, że przyjemność jej sprawia wodzenie palcami po jego bliznach. Zapewne interesowała ją historia związana z każdą z jego dawnych ran. Jego słodka, urocza, naiwna Lucy.
    Uśmiechnął się. Tylko teraz, ten jeden raz. To jedno kłamstewko. Tylko dla niej.
    Hej! Wszystko gra, my love.
    - Wątpiłaś? – szepnął jej wprost do ucha, które zaraz potem pocałował.
    Prawą ręką przyciągnął ją jeszcze odrobinę bliżej siebie. Jakby chciał przygarnąć ją wprost do swojego serca. Gdyby tylko mógł… Pragnął też chwycić jej dłoń w swoją, oderwać te delikatne paluszki od własnych blizn i spleść ze swoimi. Na to jednak zabrakło mu dłoni. Posiadał tylko bezużyteczny kikut. Ale przecież cały czas się uśmiechał.
    Hej! Wszystko gra, my love. Po co komu druga dłoń?

    rozpływający się w tym cieple Hakuś

    OdpowiedzUsuń
  47. [Może poznałyby się w jakimś zamieszaniu? Tylko nie wiem kogo by można w to jeszcze wmieszać. Stwórzmy problem i wciągnijmy w to nasze postacie :) Może coś z jakimiś mafijnymi czy kryminalnymi motywami? One mogłyby się znaleźć gdzieś po prostu o złego dnia o złej porze ;) Albo mogę nie być takie do końca niewinne i też się do czegoś przyłożyć. Może być przemycane coś magicznego, niebezpiecznego i one też mogą chcieć z tego skorzystać? To takie luźne pomysły, daj znć co Ty na to :)]

    OdpowiedzUsuń
  48. [Dodam Ci spamerski komentarz pod kartą, a co! :D
    Widzisz no, przyszli kurde jacyś niedobrzy ludzie i ukradli Burtonowi twarz, teraz jakoś tak trochę dziko wygląda, no i z pozoru odmłodniał. Niedługo Ci Briana przyprowadzę. :D]

    Burton

    OdpowiedzUsuń
  49. [A niech przejmują, i tak w moich rękach ten wizerunek był najsuperowszy, najseksowniejszy i w ogóle, nie możesz zaprzeczyć! :D
    A tak w ogóle, to może dzisiaj się z jakąś notką pojawię, o!]

    super świetny piękny władca wszystkich niewiast

    OdpowiedzUsuń
  50. [Nie pyskuj mi tu! (Co z tego, że to ja Ci ciągle pyskuję :D) No, w każdym razie notka gotowa, ale obiecałem sobie, że opublikuję dopiero jak będzie komplet online, czyli Ty, Fenikseł i Skip. :D Co prawda jeszcze nie konkursowa, ale nad konkursową już powoli zaczynam pracować.
    No to ja, no! :D]

    OdpowiedzUsuń
  51. [W sumie nic specjalnego w niej nie ma, po prostu ostatnio mam jakiś do dupy okres i nic nie mam siły robić, ale myślenie o Was zmotywowało mnie do napisania, nawet jeśli straaasznie zardzewiałem i boję się jaki będzie odbiór. :D]

    super świetny piękny władca większości niewiast i Hagena

    OdpowiedzUsuń
  52. [Fenikseła już zawołałem, powoli się zbiera. :D
    Tak, Hagena, niewiasty nad niewiastami! :D]

    OdpowiedzUsuń
  53. [ Zawsze moja wina XD <3 Norma ]

    Westchnął ciężko i uśmiechnął się smutno. Niby wcale nie spędzili razem aż tak wiele czasu, a jednak ona znała go na wylot. Potrafiła go przejrzeć. Problem tkwił w tym, że on wcale nie miał ochoty się tłumaczyć. Może i był emocjonalny, ale niekoniecznie popierał dzielenie się wszystkimi swoimi uczuciami od razu ze światem. Zwłaszcza gdy sam nie do końca je rozumiał. Dlatego przez dłuższą chwilę po prostu milczał.
    - Nic się nie dzieje – zapewnił, odgarniając włosy z twarzy Lucy. – Naprawdę nic.
    Przez chwilę patrzyli sobie głęboko w oczy i Huckelberry czuł, że jego ukochana nie czuje się usatysfakcjonowana jego odpowiedzią. Ale on nie chciał rozdrapywać sprawy. Wolał po prostu chwilowo o tym nie myśleć. Tamta chwila była idealna, więc po co mieliby zajmować się jego obawami? To tylko popsułoby im humory. Wtedy Jones czułby się winny.
    - Nie przejmuj się, honey – dodał po chwili. – Wiem, że chcesz mi pomóc, ale teraz to nie ważne. Proszę… Nie… Nie chcę na razie o tym rozmawiać – przyznał cicho i spuścił wzrok.

    [ Przepraszam, ale nie potrafię wycisnąć z siebie więcej, a już nie chcę przedłużać twojego oczekiwania XD Wybacz… ]

    Hakuś, któremu smutno, że tylko na tyle go stać

    OdpowiedzUsuń
  54. [Początkowo zrobiłam wersję jeszcze szybciej przeskakującą, tak że te twarze prawie się zlewały i podjarałam się, że tak ładnie wygląda, ale potem zmieniłam, bo mówię oczopląsu dostać można, nikt tu nie będzie zaglądał xD Także to i tak jest delikatniejsza wersja :D
    Też mam nadzieję, że czasu będę miała wystarczająco, żeby tu się zakorzenić na długo, a co do wątków to narazie próbuję się odnaleźć w tych wszystkich postaciach, kto jest kim itd, bo strasznie was dużo xd więc jak wszystko poogarniam to się zgłoszę :D]

    Jaga

    OdpowiedzUsuń

Szablon wykonała Night Tear. Źródło: WallPaper. Obsługiwane przez usługę Blogger.