czwartek, 1 stycznia 2015

Don't talk to strangers,
you might fall in love

—— Zawsze byłam niezwykłą dziewczyną. Matka często powtarzała, że moja dusza jest niczym kameleon, że brak mi moralnego kompasu, który wskazywałby północ, że mam zmienny charakter i wewnętrzny brak zdecydowania, tak nieokiełznany jak wzburzony ocean. I jeśli miałabym powiedzieć, że nie planowałam takiego obrotu spraw, skłamałabym. Bo urodziłam się, by nie należeć do nikogo i należeć do wszystkich, by nie mieć nic, a łaknąć wszystkiego. Mam w sobie to pragnienie doświadczenia piękna świata i obsesję na punkcie wolności, która tak ekscytuje i przyprawia o zawrót głowy.
Lucy Crale
nimfa Lorelei —— 'Błękitnooka' —— piosenkarka w the Moonriver Jazz Club —— niegdyś dumna strażniczka skarbu Nibelungów —— królewna —— syreni głos —— mentalny kontakt z morskimi stworzeniami —— długowieczność —— magiczne moce powróciły —— Jolly Roger nowym domem —— była rezydentka więzienia Golden Boughs Retirement Village, na wolności dzięki ojcu —— tęsknota za morzem —— zakochana w piracie —— —— dedykacja dla Hucka i taty :*
Czasem mam wrażenie, że jest ze mną coś nie tak. W głowie bez końca szumi kuszący głos, który każe mi robić wszystko na opak, wbrew mądrym radom, nakazom i zakazom. Nie rozmawiaj z obcymi, strzeż skarbu jak oka w głowie, nie zadawaj się z ludźmi, nie rób głupot. Odkąd tylko pamiętam, pragnęłam wyrwać się z miejsca, w którym akurat przebywałam. Najpierw rodzinna chata i miasteczko, potem królestwo Oberona i skała nad Renem. Imponowali mi wędrowcy przybywający z dalekich stron i bardowie dzielący się pieśniami z odległych krain. Czułam, że tak jak oni, nie potrafię usiedzieć w miejscu, nie znosiłam bezczynności i monotonii. Modląc się do germańskich bogów błagałam o cud.
I chyba nikt nie zdołał przemówić mi do rozsądku.
Marzyłam o tym, że kiedyś sama zostanę podróżniczką i zwiedzę te wszystkie krainy, których okręty przybijały do portu nad Renem. I pojawiła się ku temu okazja, wspanialsza niż mogłabym sobie kiedykolwiek wymarzyć. Ah, przyznam szczerze - zaczęło się dość niewinnie. Zderzenie dwóch baśni, dwojga bohaterów z różnych światów, na pozór zupełnie innych od siebie. To była piękna noc na wspólną podróż w nieznane, z gwiazdami odbijającymi się w naszych oczach, pod przykryciem letniego nieba. Zupełnie jak Bonnie i Clyde, z własnym wytęsknionym happily ever after, własnym sposobem na życie. Ta myśl tak głęboko zakiełkowała w moim umyśle, że budziłam się w środku nocy pełna niepewności, gdzie właściwie jestem. Senne obrazy mieszały się w głowie i przyprawiały o zawrót. I miałam wówczas wrażenie, że moje życie to bajka: opowieść o wodnej nimfie, pełna iluzji, muzyki, piratów, skarbu, wielkiej miłości i wiecznej ucieczki. Jednak po niefortunnej serii wydarzeń moje marzenia roztrzaskały się i rozprysły jak milion gwiazd na nocnym niebie. Ale ja pragnęłam tego dalej, skrząca się i rozbita. Zalewając się łzami, łkałam do księżyca przeklinając swoją własną głupotę, błagając o kolejną szansę. Szansę, którą dostałam dopiero w Fabletown, a na którą z pewnością nie zasłużyłam.

Wybacz, ojcze. Nigdy nie należałam do twojego świata.
Bracie, kocham cię, ale nasze drogi znowu się rozejdą.
Tytanio. Jesteś i będziesz mi matką, i chyba rozumiesz lepiej niż ktokolwiek inny.

Bo wbrew wszelkim oczekiwaniom, mój książę jest piratem, kapitanem najpiękniejszego okrętu, jaki kiedykolwiek widziałam. Nie potrzebuję murowanego zamku, pięknych sukien i uroczystych balów. W duszy nigdy nie będę księżniczką. Wolę być po stokroć wolnym piratem, niż przeżyć życie jako bogata księżna zamknięta w wytwornym pałacu. Tkwiąc stulecia na skale rozumiem wolność lepiej niż ktokolwiek z was. Wiem. Każda bajka ma swój kres. Czasem jej treść nam nie wystarcza, pragniemy czegoś innego, nowego. Przekraczamy jej ramy w poszukiwaniu szczęścia w inny sposób. Tym sposobem jest plan. Koncepcja zdobycia kuszącej wolności i niezależności, podyktowana całkowitym szaleństwem na punkcie skarbu.
Show must go on. Przedstawienie musi trwać. A my w tym czasie podbijemy wszystkie morza świata i postawimy tawernę na karaibskiej plaży. Aż padniemy na nasze pirackie pyski. Nie mamy nic do stracenia, nic do zyskania, nie pragniemy niczego oprócz tego, by nasze życie stało się dziełem sztuki. Żyć szybko. Umrzeć młodo. Być szalonym. Dobrze się bawić. Być wolnym.

Historia —— Bliscy —— Moonriver
Notki:
Caribbean, we are coming!


Król i Królowa Katastrofy
zbiorą załogę i tyle ich zobaczycie.
Żegnaj Nibylandio.
Żegnaj moja nadreńska kraino.
Żegnaj Fabletown.
Świecie, nadchodzimy.



Starsze karty: I - II
Historia Lucy powstała na podstawie połączenia kilku legend dotyczących skały Lorelei oraz pomysłu (i notki fabularnej!) autorki Hucka, więc brawa dla niej :D
Dla zainteresowanych: coś o postaci.
Cytaty: u góry - inspirowany Ride Lany del Rey; w zakładkach - Song of the sea Nolwenn Leroy.
Twarz: Margot Robbie. GG: 8022070

200 komentarzy:

  1. [Pierwszy komentarz. :D
    To co, zaczniemy ustalać nasz wątek? Alice czeka. :D
    Ta karta. <3]

    Ali & Jack

    OdpowiedzUsuń
  2. [Przepraszam, że musiałaś tyle czekać. Mam na głowie maturę i trochę nie daję rady.]

    „Nie mogła zrobić nic innego”. Nie. Oczywiście, że mogła. Wystarczyło, by zatarła ślady. Wylała zatrute wino. Nikt by jej nie szukał. Nikt nie pomyślałby, że ona też chciała zabić Kruza. Byłaby bezpieczna.
    Podwójnie bezpieczna.
    Przecież przyszła do niego sama. O morderstwie wiedzieli tylko oni dwoje. Wokół nie było nikogo. Broń leżała zaledwie dwa metry od niego, w szufladzie biurka. Gdyby ją zabił, miałby absolutną pewność, że nikt nie podda policji właściwego tropu.
    Kurwa, o czym ja myślę?! Zacisnął zęby. Potarł skronie. Przecież ją uwielbiam. Potrafię zrobić z siebie błazna tylko po to, by wgapiać się potem w jej uśmiech. Chcę, żeby przychodziła, chcę z nią rozmawiać. To wygląda trochę tak, jakby będąc obok, oddawała mi część swojego blasku. Może… może ona faktycznie nie mogła inaczej? Może to tylko moje myśli idą tym torem. Może ona jest po prostu światłem, a ja… mrokiem? Omal nie pokręcił głową. Nie. Mrokiem to byli Rasputin, Cruella albo Urszula. On jest inny. Z resztą… Lucy też chciała zabić Kruza. Tylko że tego nie zrobiła. A ja owszem.
    Nie wiedzieć czemu, przypomniała mu się jego własna, wcześniejsza myśl. „Na ogół, gdy dochodzi do konfrontacji dobra ze złem, temu złemu przytrafia się tragiczny wypadek, który zdejmuje z dobrego obowiązek odebrania mu życia”. Może to właśnie był ten „wypadek”? Lucy, światło, nie musiała zabijać, bo zrobiłem to ja. Ma czyste ręce. Więc to tak? Znów jestem w cudzej bajce? Westchnął ciężko.
    - Dziękuję – powiedział wreszcie. – Dziękuję, że przyszłaś.
    Uśmiechnął się, słysząc jej poweselały głos.
    - „Zadowoli, jak najbardziej. Za co pijemy? Za nowy początek? Może za wolność?”
    Ujął swój kieliszek.
    - Za wolność. – Szkło brzęknęło przy toaście. Zamoczył usta w winie. W tym świecie wszystko jest na odwrót, pomyślał przelotnie. Piekne nimfy piją wino z mordercami, niewinne dziewczynki tańczą na rurach, a w piratach budzi się sumienie.
    Odstawił kieliszek na blat stołu. Musieli się zastanowić, co dalej.
    - Jak ci się układa z Huckelberrym? – zapytał. Nie ze wścibstwa. Po prostu ktoś musi uważać na tego starego durnia, żeby znów nie próbował się zabić. Raz już go powstrzymał. Drugi raz mógł nie zdążyć. Zwłaszcza biorąc pod uwagę, że w perspektywie miał dożywotni pobyt w celi. – Wybacz, że pytam.
    Miał jeszcze do zrobienia tyle rzeczy… tyle spraw do załatwienia. Musi zadbać o tych dwoje, Huck to wybiórczo porządny facet. Nie pozwoli, by Lucy spadł z głowy włos… Jeżeli na przykład Kruz nie był sam i ktoś jednak wpadnie na jej trop, ochroni ją. Poza tym, córka Maxwella. Trzeba ją wyciągnąć z sekty. Oprócz tego, znaleźć Anastazję. Nie pokazywać się jej, nie ujawniać, tylko upewnić się że żyje i ma się dobrze. Tylko tyle… albo aż tyle.
    Trzeba utrudnić policji zadanie. Zyskać więcej czasu.
    - Zabrałaś z mieszkania Kruza mój amulet. Czy było tam coś jeszcze? Coś, co mogłoby wykazać, że byliśmy z nim jakoś powiązani?

    OdpowiedzUsuń
  3. [Sądzę, że możemy coś zrobić z Lucy i Alą. Coś totalnie dziwnego! :D]

    Alice

    OdpowiedzUsuń
  4. [Tak, chyba ta groteskowa Alicja będzie w moich opowiadań (które niedługo zacznę pisać u mnie na blogu). Nowa Alicja jest bardziej osadzona w realiach Fabletown.
    Nie po zobaczeniu Jones zmieniłem zdanie co do wizerunku, ale fakt... ;) Serial jest super, dawno już obejrzałem wszystkie odcinki i powiem Ci, że niesamowicie zekranizowali komiks. Serial ma w obie klimat
    Jak najbardziej za, mam jeszcze do napisania jedną tajemnice Ali (która tez zresztą może mieć ciekawe powiązanie z naszym wątkiem), więc to będzie dobre połączenie. :D
    I powiem Ci, że dołączyłem do wiktoriańskiego Londynu jako Aaron Kośmiński. U mnie karat już się tworzy. ;)]

    Alice

    OdpowiedzUsuń
  5. [Jestem za :) Ucieczka przez okno brzmi ciekawie, zaklęcie też może się przydać… zresztą, zobaczymy „na miejscu” ;P Wszelka improwizacja mile widziana, jakby co.
    I tak, komentarz był składny.
    Co do powtarzania… nie wiem, czy tu się nazywa powtarzaniem, bo na razie staram się robić arkusze maturalne poprzednich lat i po prostu ćwiczyć. Oprócz tego chodzę na konsultacje… Tak na serio powtarzać (czyli przewertować wszystkie podręczniki) zamierzam od początku marca, po feriach zimowych. Na szczęście póki co nie mam (jeszcze) większego stresu. Matmy się boję, bo to moja pięta Achillesa, ale z reszty wiem, że zdam. Teraz staram się tylko wypracować jak najlepszy wynik.]

    - Właściwie… nie układa. To wszystko jest chyba zbyt skomplikowane, przynajmniej dla niego. Sam wiesz, ile krzywdy mu wyrządziłam. Nie wiem nawet, czy chce mnie jeszcze widzieć na oczy…
    Westchnął. Dlaczego tu nic nie może być proste? To wina tego świata, czy może raczej ich samych, ich zachowań? Ona płacze, bo zdradziła. Huck chce się zabić z tego samego powodu. Dlaczego to się w ogóle stało? Dziwne bywa to życie… dziwny ten świat.
    Skrzywił się, kiedy zapytała o poszukiwania.
    - Beznadziejnie – przyznał zmęczonym głosem. Przez chwile można było sądzić, że skończy na tym temat. Wyraźnie bił się z myślami. – Czasami… - jednak się odezwał, z wyraźnym wahaniem, jakby nie nawykły do takich zwierzeń. – Czasami chciałbym, żeby dała jakiś znak. Żebym chociaż wiedział, że dobrze robię, szukając jej. Byłem we wszystkich miejscach, które istniały w naszej baśni. Pytałem ludzi. Przetrząsałem Internet w poszukiwaniu jakiejkolwiek wzmianki. I nic. – Zapatrzył się na wytarte czubki swoich butów. – Czasami myślę, że pięć lat to zbyt wiele. Że ułożyła sobie życie, może nawet ma kogoś. I co? Znajdę ją? I co potem? Jestem… zawsze byłem nikim. Co ja jej mogę dać? – z trudem panował nad swoim głosem. Od tylu lat nikomu tego nie powiedział, przed nikim się nie otworzył. Nie do tego stopnia.
    Dokładnie przeanalizował jej relację. Było tyle rzeczy, które mogli pominąć. Cholera.
    - Nie wiem… Gdy znalazłam twój amulet, byłam jeszcze bardziej przerażona, mogłam o czymś zapomnieć. Nie pamiętam, nie wiem, przepraszam…
    Kiedy zobaczył, jak kryje twarz w dłoniach, poczuł się jeszcze bardziej winny. Jakim prawem ją w to miesza? Powinien wygonić ją do domu, niech zniknie w cholerę… Ona i wszyscy, którzy cokolwiek dla niego znaczyli. Wtedy, w tamtym mieszkaniu… Kiedy Kruz otworzył mu drzwi, przestał nad sobą panować. Zaplanował, że spróbuje negocjować i dopiero, jeżeli to nic nie da, zabije. Ale… zamordował go od razu. Nie strzelił raz, władował w niego tyle, żeby mieć pewność, że się nie ruszy. Nie myślał wtedy. A gdyby zauważył Lucy? Co by zrobił? Poczuł na karku zimny pot.
    Usiadł na kanapie obok nimfy i, po chwili wahania, objął ją ramieniem.
    - Spokojnie – Przywołał na twarz uśmiech. – Jeżeli nawet znajdą coś, co cię obciąży, zeznasz, że cię zmusiłem. Potwierdzę to. A o mnie… o mnie się nie martw... W więzieniach podobno nieźle karmią… Na szczęście to nie Teksas ani Ohio – błaznował, przywoławszy z pamięci stany, w których za morderstwo wciąż groziła kara śmierci. – Będę miał sporo czasu na przemyślenia… - Zapatrzył się w zadumie gdzieś w przestrzeń. Mrugał, nie pozwalając, by zamroczyły go łzy. Chłopaki nie płaczą.
    Zmarszczył brwi. Coś dopraszało się o jego uwagę. Jakiś szczegół. Coś przeoczyli. O czymś nie pomyśleli… Omal nie chlasnął się w czoło.
    - Jestem durniem – wycedził. – Totalnym idiotą! Kruz miał laptop. Na pewno zachował sobie moje maile. I dane. Jego ludzie znali mój adres z Petersburga. I mieli dokumentację z tego, co ja tam… - Przełknął ślinę. – Trzeba zniszczyć te dane. Za wszelką cenę.

    OdpowiedzUsuń
  6. [Dzięki wielkie.
    Bardzo się cieszę, że Leszy się spodobał. :)
    I Lucy i Charlotte wydają się bardzo ciekawe, więc w sumie ciężko się zdecydować. A masz jakieś pomysły?]

    Wilczan

    OdpowiedzUsuń
  7. [ Wybacz, że tyle to trwało x) Jakoś ostatnio ciężko mi idzie z pisaniem ;-;
    Teoretycznie jest już po świętach, ale tak myślę… Mimo wszystko realizujemy plan ze świętami u naszych duszyczek? ]


    Zastanawiał się dłuższą chwilę jak można nienawidzić czyichś słów, czyichś czynów, a jednocześnie nie nienawidzić człowieka, który jest ich sprawcą. Wiele razem z Lucy przeszli, to prawda, oboje wiele stracili, oboje cierpieli. Ale Jones zawsze należał do egoistów, aczkolwiek w jej towarzystwie… Jakoś nie potrafił tak całkiem o niej zapomnieć. O jej bólu i stratach. Przecież żałowała, widział w jej oczach ciężar popełnionych błędów i zadawał sobie pytanie, czy to coś zmienia. Odpowiedź wciąż mu uciekała, przeciekała przez palce, nie pozwalając się uchwycić.
    Siedział więc dalej niewzruszony na tym samym dywanie i wpatrywał się tępo w podłogę. Nie był pewien, czy jest w stanie komukolwiek ofiarować kolejną szansę. Tyle razy pożałował tego, że komuś zaufał. Niejednokrotnie cierpiał. Ludzie i baśniowcy wciąż na nowo zadawali mu ból. Najgorzej było, gdy zaczynał już wierzyć w to, że komuś na nim zależy. Co zawsze, bez wyjątku, okazywało się kłamstwem. Dlatego też nie odpowiedział, uparcie milczał, gdy jego niebieskooka ukochana wstała i wyrzuciła linę za okno, milczał, wciąż skupiając się na jakże fascynującej podłodze.
    - Nie jadłem, nie obchodziło mnie jedzenie, bo myślałem, że już nie będę żył – wydukał cicho, prawie niesłyszalnie.

    Huck
    [ Na razie tylko tyle, może w kolejnym odpisie uda mi się bardziej rozpisać x) ]

    OdpowiedzUsuń
  8. [Witam również. Miło słyszeć, że to nie tyko moja przypadłość. ;)
    Dziękuję za miłe powitanie. I jakby co, z chęcią zapraszam do siebie po powrocie z urlopu. Zazwyczaj cierpię na nadmiar pomysłów, więc na pewno coś fajnego się wymyśli. A tymczasem jeszcze raz dziękuję i pozdrawiam. ;)]

    Raven

    OdpowiedzUsuń
  9. [Hej. :) Wracam po długiej przerwie. A ponieważ mieliśmy mieć fajny wątek, to wpadam spytać czy nadal masz na niego ochotę? :)]

    kochający kraken,
    Walter

    OdpowiedzUsuń
  10. [Ja też się cieszę z własnego powrotu do rodziny. <3
    Cicho, ja też mam zaległości przez zniknięcie. Na dodatek nie mam kompletnie poczucia czasu, więc nie jesteś sama. ;)
    A co miało być poprzednio? Bo mi się kojarzy, że chyba kraken miał zobaczyć Lucy jako pierwszą osobę w Fabletown i teraz za nią drepcze grzecznie jak piesek, chce ją chronić i jest w nią ogólnie ślepo zapatrzony jak w obrazek... Czy tak? :)]

    Walter

    OdpowiedzUsuń
  11. [Staże są najgorsze - niby praca, ale nie praca. Eh, ja to jestem mistrzem w jak najbardziej nieproduktywnym wykorzystywaniu czasu - niezależnie czy go mam czy nie mam.
    Mi się pomysł na powiązanie bardzo podoba. Przy okazji kraken będzie miał motywacje by w wątku z Hakiem być miłym dla kapitana mimo, że go nie lubi. :D Chyba że chciałabyś coś jeszcze dodać, rozbudować. Powiedzmy - znali się wcześniej, spotkali przy jakiejś okazji? Jak wolisz.
    Wątek możemy zrobić jakiś kryminalny. Z tego co pamiętam Lucy chyba miała jakieś kłopoty i w coś tam się wplątała (dobrze kojarzę?). Kraken kiedy w końcu by ją spotkał to pewnie by się nieźle przyczepił i zaczął robić za prywatnego ochroniarza. Pytanie tylko co na to Lucy - czy zdawałaby sobie sprawę z kontroli jaką ma nad nim i możliwości rozkazywania mu, czy raczej dopiero próbowałaby to zrozumieć?
    Przepraszam, że chaos jak zwykle. ;)]

    Walter

    OdpowiedzUsuń
  12. [Dziękuję za powitanie. :D
    Haha, ta aktorka od razu mi się z Tobą skojarzyła (powiem szczerze), gdy ją zobaczyłem na ekranie. ;)
    Boskość w odwrotnym temu znaczeniu.
    Ja mam ochotę coś Luckiem podziałać, więc ja stawiam na Upadłego. A jak u Ciebie?]

    Lucyfer

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hulaj duszo, piekła nie ma.

      Usuń
    2. [Myślę, że możemy zacząć od tego, kiedy Lucy idzie do "Gwiazdy Zarannej" o rozmowę o pracę. ;)
      Nic się nie stało! :D]

      Lucifer

      Usuń
    3. [O! Jak dla już wszystko jest ustalone. Nie martw się, zacznę, spróbuję się przełamać. :D]

      Lucifer

      Usuń
  13. Co za zajęcie może mieć demon, jak nie bawienie się ludzkimi emocjami, a przy okazji karaniem ludzkiej niedoskonałej istoty Ojca? Po coś w końcu Upadły przekroczył bramy Piekła, aby chociaż na chwile poczuć smak dawnej nostalgii.
    Lucifer Morningstar doskonale o tym wiedział, bo uwielbiał wręcz przebywać wśród ludzi. Te głupie byty jednak nie są takie złe, jak kiedyś sądził, przy tym także tracąc o zdaniu o tym tworze Ojca. Bolesne to jakże było, bolesny upadek…
    Ból zawsze pozostanie. Przecież Lucifer to nie zło wcielone, Lucifer to jeden z pierwszych indywidualistów!
    Mężczyzna wziął łyka alkoholu, nie przestając grać na fortepianie. Gdy nagle do kasyna weszła pewna blondynka.

    [Mam nadzieję, że jakoś wyszedł ten początek. :)
    Jeżeli mogę zaproponować… jak chcesz, to możesz zalinkować w karcie stanowisko Lucy ---> http://fabletown-ny.blogspot.com/2010/01/gwiazda-zaranna-czyli-nie-tylko-alkohol.html ;)]

    Lucifer

    OdpowiedzUsuń
  14. [ Ciiiii. Grunt że odpisałaś ty moje kochanie <3
    Może i coś o Gretel wyjść XD Choć pola do popisu nie ma tu wielkiego, bo była i zniknęła XD Ale ciii, wszystko można podkręcić. I of kors, będziemy im życie uprzykrzać aż miło, ale powoli, stopniowo będziemy łagodzić ten wielki konflikt i leczyć ich z tej żałości XD I żeby wyjazd skończył się katastrofą, to mi się bardzo podoba :3 ]

    Nie zareagował od razu na to, co mówiła. Próbowała, udawała… Rozumiał, ze to było jedyne, co mogła w takiej sytuacji zrobić. Tylko, że on nie miał już na to siły. Codziennie udawał, że wszystko gra, wymuszał od siebie uśmiech dla innych, żartował, czasem nawet się zaśmiał. Żył dzień po dniu w tej szarej rzeczywistości i coraz bardziej miał dość. Wszystko to widział w swoim dywanie, na którym wciąć klęczał i w który bezwiednie się wpatrywał.
    Przetarł dłonią twarz, przeczesał palcami włosy i podniósł się do pionu. Czuł się obco w jej towarzystwie. Lucy tak wiele o nim wiedziała, znała go od strony, od której nie poznał go nawet własny brat. Gdyby nie te wszystkie późniejsze okropieństwa, to by mu to nie przeszkadzało. Ba! Cieszył by się, że ktoś zna go lepiej niż on sam. Tylko, że tak wiele się zmieniło, a ona nadal tyle wiedziała. Czuł się przed nią obnażony, a ona wciąż była dla niego zagadką.
    Chciał jakoś odpowiedzieć na jej udawanie pogodne słowa, chciał zaaprobować tę grę pozorów, pociągnąć ją, ale głos uwiązł mu w gardle. Zdołał tylko cicho doczłapać do miejsca, z którego widział ją idealnie. Przyglądał się przez chwilę jej poszukiwaniom soli i spróbował przypomnieć sobie tamten wieczór nad Renem. Gwiazdy lśniły złotem, woda szumiała cicho swoją odwieczną pieśń, a oni dwoje siedzieli i jedli rybę. Pamiętał jak pierwszy raz usłyszał jej perlisty śmiech, jak błyszczały wtedy jej błękitne oczy. Wtedy jeszcze byli względem siebie nieśmiali. Choć może to wciąż za duże słowo. Pamiętał tak wiele… I równie wiele zapomniał. Zatarł się w jego głowie smak jej ust, bliskość jej ciała w dzień i w nocy, zapomniał jakie to było uczucie, gdy kładł głowę na jej kolanach, a ona bawiła się jego włosami.
    Potrząsnął głową i wrócił do rzeczywistości. Lucy wciąż szukała soli po szafkach. Mimowolnie ucieszył się z tego powodu, bo czuł ciepło na policzkach. Nie podejrzewał siebie o to, że może się jeszcze zarumienić. Tym bardziej na wspomnienie tak prostych, błahych czynności. Odchrząknął cicho i sięgnął dłonią do odpowiedniej szafki i podał błękitnookiej solniczkę. Ich palce ledwie się musnęły, ale on i tak poczuł niezwykłe mrowienie, wiec gdy tylko Lucy przejęła solniczkę, szybko cofnął dłoń. Kilka razy zacisnął ja w pięść i odetchnął ciężko.
    - Ja… Tak nie potrafię – wydukał reszcie – Nie potrafię przeprowadzić z tobą zwykłej rozmowy. To dla mnie zbyt wiele. I tak już nic nie pojmuję – stwierdził, przyglądając się jej wprawnemu przygotowywaniu ryby – Ale… - zamknął oczy, wyobraził sobie fale jednostajnie obijające się o burtę Jolly Rogera, uspokoił się – Chętnie znów ziem tak przygotowaną rybę.

    Huck

    OdpowiedzUsuń
  15. [Haha, dzięki. :D Osobiście wygląda mi na taką depresyjną dziewczynę (i dlatego ją wybrałam na wizerunek Faith ;)).

    Nie musisz się spieszyć. Jeżeli nie masz ochoty na odpis, to tego nie rób. Nie zmuszaj się. :-]]

    Lucifer & Faith

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [Gif. <3 Powiązania. <3 Podlinkowanie. <3
      Niedługo pewnie podrzucę Ci odpis, a przynajmniej się postaram. :D Choruję aktualnie, a moja głowa ledwo co wyrabia...]

      Lucifer

      Usuń
  16. [Hej. Odchodzę z bloga. Niestety, brakuje mi czasu. Gdybyś mimo to chciała kontynuować nasz wątek indywidualnie, odezwij się do mnie na maila morrigan@onet.pl.
    Jeśli nie chcesz - po prostu dziękuję. Za przygodę, emocje i dylematy. Za wszystko, za co tak lubię nasz wątek.]

    OdpowiedzUsuń
  17. [Miałam właśnie o to napisać. ;) Pani jest niestety nieznana.
    Co do wątku... myślę, że jak Ci pasuje. Mi to zdecydowanie obojętnie, a jak na razie moja cała 'wena' przenosi się na napisanie karty Świerszczyka.]

    Alice

    OdpowiedzUsuń
  18. [Wiem. <3

    Mam ten sam zamiar, aby pozmieniać kartę swojej postaci. :) Wątek możemy zacząć gdy wszystko u siebie wykonamy?

    Jeżeli chodzi o wątek. Nie wiem co Pan Świerszcz i Lucy mogą mieć ze sobą wspólnego *brak pomysłów*... ale możemy go wcisnąć do wątku Alice/Lucy. Nie wiem. Przypadkowo pan pedagog wpadł w szemraną sprawę? :D]

    Sama chyba wiesz kto

    OdpowiedzUsuń
  19. [ Wybacz, wybacz, wybacz. Tyle mi na to zeszło x) Ale to przez to zamieszanie na koniec roku. I potem początek wakacji, to kuzyni przyjechali i tak jakoś czasu nie miałam. ]
    Najpierw oboje zasiedli za tym jego pokracznym kuchennym stolikiem nad rybą. On wpatrywał się w swój talerz z ciekawością, wdychając apetyczny zapach, a ona wpatrywała się w niego. Huckowi cisza nie przeszkadzała, była rozwiązaniem idealnym, perfekcyjnym kompromisem na tamtą chwilę. Gotów był zagłuszyć wszystkie te głosy tłukące się po jego głowie, wszelakie przeczucia dobre i złe, i zacząć jeść. Wtedy Lucy przemówiła, a jej dźwięczny, słodki głos przeszył go na wskroś i zakuł w serce. Wysłuchał wszystkiego, co miała do powiedzenia, wpatrując się cały czas w nic niewidzące oko ryby. Próbował nawet zrozumieć, ale z tym szło mu już gorzej. Była potworem, ale dzięki niemu się zmieniła. Tymczasem on właśnie przez nią stał się potworem, przez to, że złamała mu serce. Tylko, że to nie sama jej zdrada najbardziej go bolała. Bo nawet wtedy, gdy targały nim najpotężniejsze emocje, ta wielka wściekłość, gniew i rozpacz, nawet wtedy potrafił jej wybaczyć. Tylko że ona nie chciała wtedy jego wybaczenia, wybrał inne życie.
    Nawet się nie zorientował, kiedy zaciśniętą pięścią uderzył w blat stołu. Oczy miał zaciśnięte i znów usilnie odganiał wspomnienia. Zresztą jak codziennie. Wszystkie błędy przeszłości bolały go z dnia na dzień coraz bardziej, ciążyły mu na sumieniu. Już bez Lucy, czy Lorelei, było mu ciężko. Może jej obecność przywracała mu dobre wspomnienia, ale zdecydowanie nie powstrzymała tych złych.
    - Przestań – poprosił, zakrywając dłonią ucho i mimowolnie przykładając hak do drugiego – Przestań, proszę. To dla mnie za wiele, za dużo informacji. Nadal nie rozumiem czego chcesz. Po prostu to powiedz, czego oczekujesz. Nie tłumacz przeszłości, bo to już nic nie zmieni. Chciałaś nie chciałaś, pod wpływem chwili, morskie więzi i inne bzdury. Słyszałem jak się tłumaczysz, słyszałem jak on się tłumaczy. Dość. Teraz to już tylko nieprzyjemne wspomnienie, które nie pozwala mi spać w nocy.
    Przerwał na chwilę i westchnął głębiej. Był już tym wszystkim serdecznie zmęczony. Więc postanowił zagrać inaczej. Tak jak na co dzień, tak jak z wszystkimi. Tak powinno być łatwiej. Policzył w myślach do trzech, przywdział uśmiech na twarz i uniósł głowę. Położył ręce na blat stołu i wbił tępe spojrzenie w swoją rozmówczynię.
    - Żadnych więcej wżynań miłości, żadnych wspomnień. Tylko tu i teraz. Jesteśmy w Fabletown – przemówił spokojnie bezbarwnym głosem.
    Wiedział, że nie mogą tak po prostu zacząć żyć ze sobą, jakby części ich życia nigdy nie było. Natomiast zapomnienie o sobie oznaczało powrót do stanu dotychczasowego. Oni nawzajem byli swoimi problemami, które trzeba było jakoś rozwiązać.
    Powoli wstał od stołu, otrzepał się odrobinę, wysilił się na tyle, by ten sztuczny uśmiech mu nie zbladł i skłonił się elegancko.
    - Huckelberry Jones. Nie ma już Haka. Mieszkaniec tej rudery o wątpliwym uroku, pianista w Trip Trap. Pijak, facet w depresji, drań, dupek, maruda i zrzęda, bez celu w życiu, za to pieniędzy mi nie brak. Czasem zdarzy mi się być dżentelmenem, czasem zdarzy mi się marzyć o krwi i śmierci, czasem brak mi innych gwiazd. Tu i teraz. Oto kim jestem.
    Miał nadzieję, że to coś da, że nie będzie musiał jej opowiadać o tych potwornościach które zrobił i które przeżył. Był zupełnie kimś innym niż Hak, którego niegdyś poznała. Brak mu było tamtej iskry, tamtej dobroci. Zastąpiły je inne cechy, z których nie był dumny.

    Huck

    OdpowiedzUsuń
  20. [Dziękuje bardzo za powitanie (: To przez te białe włosy, prawda? Teraz, jak o tym wspominałaś dopiero widzę, jak bardzo są podobne.
    Chętnie stworzę jakiś wątek. W końcu ktoś, kto może znać, albo słyszeć o Wiedźmie Morskiej ^^ Masz może jakiś pomysł?]
    Rebel

    OdpowiedzUsuń
  21. [Mogłyby się spotkać, kiedy Lucy zwracała się do morskich stworzeń o pomoc w odnalezieniu ukochanego. Morska Wiedźma miała ogromną moc, ale i cena za jej usługi zawsze była proporcjonalna do prośby. Może zanim Lorelei zdecydowała się na cokolwiek, ojciec Ren ją wygnał. A teraz spotykają się ponownie, obie odmienione i pozbawione swoich zdolności. Co ty na to?]
    Rebel

    OdpowiedzUsuń
  22. [ Tak, wzięło mnie na zmiany XD A u Ciebie też cudna karta *o* Taka bardziej bad Lucy <3 Och kochana. I uwierz mi, rozumiem Cię. Ja też byłam tu martwa przez całe wakacje x) Dopiero kilka dni temu się w sobie zebrałam i zdecydowałam, że trzeba też Haczka dogarnąć.
    W każdym razie nie mam czego wybaczać, bo sama też wszystkich dookoła przepraszam za brak aktywności z mojej strony ;)
    A na odpis czekam niecierpliwie <3 ]

    Hakuś

    OdpowiedzUsuń
  23. [Rebel jest w mieście dopiero od niedawna, więc nie mogłyby zostać razem przeniesione. Ale reszta jak najbardziej mi odpowiada:)]

    Rebel Haprer

    OdpowiedzUsuń
  24. [Witam również :)
    Bardzo się ciesze z powrotu, bo sentyment mam do was ogromny. Zmiany w fabule mi się szalenie podobają, bo teraz jest nawet jeszcze bardziej baśniowo niż było, więc ja akurat jestem zachwycona. :)
    No wiesz ja poprzednio też jakoś energii do pisania nie miałam. O wenie już nie wspomnę...
    Dziękuję! <3 Lee był w tej roli tak absolutnie uroczy i "o mój boże", że zakochać się można. Perfekcyjnie mi pasował do mojej wizji postaci. W ogóle napad weny miałam, bo nie sądziłam, że w dwa dni zrobię tą kartę. Ale cieszę się, że się podoba. :)
    Wątek z powiązaniem wręcz obowiązkowy! W końcu Lorelei. <3 Naszych postaci chyba nawet by się bez powiązania wykreować nie dało, więc no... przeznaczenie.
    Im bardziej zawiłe powiązania i relacje - tym lepiej. Masz jakieś konkretne pomysły? Jeśli chodzi o przeszłość to ograniczamy się do "kanonu" i znajomości ze świata baśni na linii on - właściciel skarbu, ona - strażniczka skarbu? Czy może coś ubarwiamy? W ogóle jak widzisz historię Lucy jako nimfy - trafiła na skałę, gdy skarb już spoczywał na dnie Renu czy wcześniej? Bo można by im było dać jakąś bardziej rozbudowaną relację. Może nawet Oberon trochę by jej w życiu namieszał. W zależności czy poszlibyśmy w kierunku bardziej pozytywnym - może chciał jej pomóc by była szczęśliwa, lub w kierunku bardziej negatywnym - z jego inicjatywy zostałaby ukarana przez swego ojca, bo przestała strzec skarbu. Jak to widzisz?
    Co do Fabletown to tak sobie myślę, że można wykorzystać motyw z Twojej historii, gdzie piszesz, że Lucy coraz bliżej do swego dawnego ja. Może bliska obecność skarbu, którego niegdyś pilnowała miała w tym swój udział? Coś jak szósty zmysł i wrodzony instynkt - w końcu przez całe wieki jej głównym celem była właśnie ochrona skarbu, teraz kiedy znów znalazła się w jego pobliżu - mogło się w niej odezwać właśnie jej dawne ja. Z tego powodu też nasze postacie mogłyby dość często na siebie trafiać w Fabletown. No i znów pytanie - idziemy w coś bardziej pozytywnego czy wręcz przeciwnie. Bo można przejąć, że skoro Oberon się zmienił dość drastycznie od czasów Nibelungów, to mógł zmienić też swoje podejście do Lorelei. Może sam z siebie chciałby ją uwolnić od wpływu skarbu, od kary jej ojca, a nawet mógłby chcieć jej pomóc z problemem tego, że nie potrafi kochać. Z drugiej, bardziej mrocznej, strony - Oberon jest dumny i skłonny do przedmiotowego traktowania innych. Mógłby postrzegać Lucy jako w pewnym sensie swoją własność, która nie wywiązała się ze swoich obowiązków. (Może wtedy zagiąć czasoprzestrzeń - pilnowała skarbu w czasach świetności Nibelungów, a kiedy odeszła skarb trafił w łapy Fafnira i tak dalej, wtedy Oberon miałby powody do bycia na nią wściekłym). To już wedle uznania, bo opcji jest masa i pewnie jak jeszcze chwilę pokombinuję to kolejne pomysły mi się zalęgną. Napisz co o tym myślisz i czy tez masz jakieś propozycje. :)

    P.S. Możesz zapisać celtyckie/germańskie, bo jednak się nieco bardziej inspirowałam utworami celtyckimi i angielskimi (bo Sidhe, Avalon, Córka Króla Elfów i Sen Nocy Letniej). Choćby też pod tym względem, że w celtyckich legendach Oberon konsekwentnie jest przedstawiany jako sidhe lub elf, a w germańskich to w każdej wersji jest praktycznie z innej rasy - mroczny alf, krasnolud, karzeł, elf i tak dalej. Do zawodów nie musisz go wpisywać, chyba że jako "inne". :)]

    Oberon

    OdpowiedzUsuń
  25. [Zdecydowanie. Jesteście taką blogową niszą - jedyną w swoim rodzaju. :)
    Widać, bo naprawdę jest wszystko ślicznie dopracowane.
    W ogóle jak zobaczyłam jakie my komentarze autorskie piszemy z pomysłami to aż jestem w szoku. To dopiero wena... :D

    Takie połączenia są najciekawsze, bo trudno wybrać jedną wersję. Zwłaszcza jeśli wszystkie i tak dotyczą tej samej postaci. :) Co do personifikacji Renu to głowy nie dam, bo jakoś się specjalnie nie zagłębiałam pod tym kątem, aczkolwiek wiem, że córki Renu występują w kilku wersjach. Chodzi mi po głowie, że w starszej Eddzie był motyw Alfa, który był pierwotnym właścicielem złota. Ale to bym musiała sprawdzić bo nie pamiętam za dobrze tej wersji. :)
    No i tutaj dochodzi moje zmiksowanie różnych wersji legend. Ostatnio coś bardziej odpływam od germańskich utworów na rzecz celtyckich i zachwycam się Tuatha Dé Danann. Dlatego gatunkowo zrobiłam z Oberona akurat sidhe. :) W każdym razie sidhe są jak magnes na nieszczęścia, jakby miały jakiś szósty zmysł pod tym względem (co też mi perfekcyjnie pasowało do Króla Olch zwiastującego śmierć). Wtedy mogli właśnie spotkać się jeszcze za ludzkiego życia Lucy. Powiedzmy normalnie nie zwróciłby uwagi na śmiertelniczkę, ale właśnie ten szósty zmysł i jakby przeczucie jej tragicznej historii, sprawiło, że się zainteresował. Może skoro kombinujemy w tym kierunku, że Oberon miał wpływ na powstanie Lorelei to może Ren przemienił ją w nimfę, a Oberon podarował jej magiczną moc, by była potężniejsza niż inne córki Renu. Jak uważasz?
    Ha, w ogóle coś jest z tym Renem i miłością, bo się w obu naszych historiach ten motyw przewija.

    Dla mnie pomysły super - moje klimaty po prostu. :)
    Jestem za. On mimo wszystko miał pewnego fioła na punkcie swojego skarbu (aż sobie wyobrażam Oberona jak gada jak Gollum "mój ssskarb!" :D), więc ten pomysł z innym traktowaniem Lucy mi się bardzo, ale to bardzo podoba i idealnie pasuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kolejny pomysł też jest naprawdę świetny. Chociaż ja bym zmodyfikowała tą ochronę, bo przecież chroniła pierścień i skarb przed obcymi. W końcu Oberona jako właściciela chronić nie musiała. A z kolei każdego innego "właściciela" pierścień i tak zabije, więc jej ochrona nie pomoże. Za to mogłoby to powiązanie działać na tej zasadzie, że Lucy musiałaby być posłuszna właścicielowi skarbu. I przykładowo gdyby Adwersarz zdobył pierścień, mógłby wykorzystać również Lucy i jej moce - np. zmusić ją do czegoś. W tym wypadku odebranie jej mocy mogłoby też być ochroną dla samej Lucy. Akurat w tym czasie Oberon miał swoje epizody największego altruizmu, więc mógł celowo chcieć rozdzielić Lucy od skarbu, by nie tylko nie ucierpieli inni, ale też by pomóc jej samej. Wtedy odebranie mocy byłoby niejako skutkiem ubocznym uwolnienia jej od skarbu. Co myślisz? I cała reszta jak mówisz - z obwinianiem, potem z wyciągnięciem z więzienia, wyjaśnieniem wszystkiego itp.
      Co do dalszej relacji. Na chwilę obecną widzę Oberona mniej więcej w proporcji 3/4 postaci przesadnie wręcz pozytywnej i 1/4 czarnego charakteru. I w sumie wspomniany wcześniej altruizm, chęć pomocy i tak dalej, nie wyklucza pogardy wobec tego jak się stoczyła i dość chłodnego traktowania. (Co w sumie też nie musiałoby wcale być celowym działaniem). A plan przejęcia władzy w Fabletown brzmi kusząco i można by było go wpleść w historię. W końcu chce by obecnie Oberon nie był już tak perfekcyjną postacią, jaką chciał być, i żeby trochę się tych jego złych cech odezwało, więc akurat. Nie mówiąc już, że znów specyfika sidhe, którzy nie są tacy wspaniale spokojni jak nordyckie/germańskie elfy tylko są tacy "bardziej" pod każdym względem. Bardziej olśniewający, bardziej zaangażowani we wszystko, bardziej zapatrzeni w siebie i swoje ideały, bardziej emocjonalni niż się wydaje, bardziej smutni i nostalgiczni, bardziej okrutni i tak dalej. Czyli jak najbardziej mógłby w jednej chwili szczerze współczuć Lucy i chcieć dla niej dobrze, a w drugiej odnosić się z pogardą i nawet lekką wrogością i wcale by się to nie wykluczało. :)
      No dla mnie idealnie! Ten wątek to nam wyjdzie zabójczy. :) Mam nadzieję, że pomogłam z tym połączeniem obu wersji w jedno?
      Wybacz, że tak chaotycznie. Nie dość, że napad weny to jeszcze natłok takich genialnych pomysłów. :)]

      Oberon

      Usuń
  26. [ Biedna i zagubiona jest przeurocza, więc to żaden problem XD <3
    A niech mają, bo pewne długo tego szczęścia nie użyją XD Znając nas jeszcze moment i chwilka, a ich życie znów zostanie urozmaicone jakimś nieszczęściem XDDD ]

    Szczery śmiech rozbrzmiał w czterech ścianach miejsca, które szumnie nazywał domem. Odkąd się tam wprowadził, te kilka ponurych pokoi zapomniało co to radość. Może zanim urządził mieszkanie na piracką modłę ktoś się w nim cieszył. Kto wie, może nawet mieszkała tu szczęśliwa para, która śmiała się razem przed telewizorem i może uśmiechali się do siebie szczerze. Huck wiedział tylko tyle, ze wraz z jego przybyciem do tego domu wpełzł mrok, smutek i cierpienie, którego nie rozpraszał najmniejszy uśmiech. Aż do teraz.
    Gdy Lucy zaczęła się śmiać, wokoło zapanowała jakaś dziwna jasność. Kolory na obrazach nabrały intensywności, moc zapachów uderzyła nagle jego nozdrza, a dźwięki… No cóż. W tamtej chwili liczył się tylko jej śmiech. Jego dom ożył jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, a Jones nie potrafił się temu nadziwić. Coś brutalnie wyrwało go z tej monotonnej szarości i pchnęło ku światłu.
    Czuł się zagubiony i zbity z tropu. Takiej reakcji się nie spodziewał. Wszak, co on takiego zrobił? Powiedział prawdę, podjął ryzyko, wyciągnął dłoń i zaproponował kompromis. Nic takiego, a nagle wszystko uległo zmianie. Nie potrafił pojąć, co właśnie się stało. Słyszał ciche słowa wypowiedziane radosnym tonem, czuł ciepłe łzy przesiąkające przez jego koszulę. Po plecach przebiegł go przyjemny dreszcz, gdy tak nagle się w niego wtuliła. W jego głowie ucichły wszystkie myśli na rzecz jednego, jedynego słowa.
    Tęskniłem.
    Położył uniesione do tej pory ręce na jej plecach. Żałował, ach jak żałował, że nie może chwycić jej w ręce, podnieść i przytulić. Tylko zrobiłby jej krzywdę. Zamiast tego niepewnie poruszył lewą ręką i metalową protezą pogładził jej plecy. Każdy jego ruch był pełen obaw, niepewny, drżący. Jakby był małym, nieśmiałym chłopcem, który pierwszy raz ma do czynienia z kobietą. Stał więc cały spięty, jedyną dłonią przyciskając ją delikatnie do siebie i hakiem wodząc po tym ukochanym przez niego ciele. Tak mało chwili było im dane, tak wiele wciąż mieli wtedy do przeżycia razem. Właściwie czemu mieliby nie spróbować żyć od nowa. Powoli, poznać nowych siebie, zobaczyć jaką drogą powiedzie ich los?
    Nie zgadzał się z jej słowami. Wszystko się zmieniło, cały on się zmienił. Świat się zmienił, moralność się zmieniła, prawa się zmieniły, wszystko. Zostało mu tylko to samo nazwisko, bo nie potrafił od tak go zmienić. Był cholernym sentymentalistą, to fakt.
    Chciał coś powiedzieć, usilnie szukał słów, ale ich nie znajdował. Przecież był mistrzem słów! Ileż to razy oszukał innych na słówku, ileż to razy roztropnie dobierał zdania w spisywanych umowach, przebierał w słowach, mówił o co pytano, nie zdradzając tego, czego nie chciał. Słowa, zdania, litery, głoski. Teraz wszystkie mu się wymykały.
    Zawsze cię kochałem, nigdy nie przestałem.
    To jedyne, co przychodziło mu do głowy. Ale tego powiedzieć nie mógł. Żadnych więcej wyznać miłości, sam tak zarządził. Może kiedyś będą na to gotowi, może kiedyś znów będzie miedzy nimi tylko miłość… Może… W tej chwili potrzeba im było cierpliwości i wyrozumiałości. Właśnie tak.
    Zamknął oczy i schylił głowę, by odurzyć się choć na chwilę jej słodkim zapachem.
    Moja Błękitnooka.

    [ Whoa. Też coś naskrobałam, chyba nie jest najgorzej xD <3 ]

    Hakuś

    OdpowiedzUsuń
  27. [Hej ^^ W zamian mogłaby jej oddać coś o czym nie miała pojęcia, że posiada. Wspomnienie, które tkwiło w jej podświadomości. Wspomnienie tego, że została - może bezwiednie - "oczarowana" przed Davyego Jonsa.
    Mógł być tego nieświadomy, bo ona niby przestała być 100% nimfą, ale w jakiś sposób mógł sprawić, że go zapragnęła, że nie mogła przestać o nim myśleć. Jego namiętność i pożądanie, mogły na nią wpłynąć. Jak myślisz?]
    Rebel

    OdpowiedzUsuń
  28. [Oj daj spokój, ja też za wiele czasu nie mam, więc żaden problem. :)
    Hahaha, bo my teraz się bawimy w Tolkiena i tak jak on przerabiamy po swojemu te same źródła. Swoją drogą już wiem jaki Tolkien musiał mieć ubaw i radość z weny. Na pewno taki jak my teraz. :D
    Zachwycaj się! Ja się nim non stop zachwycam. <3 (I przez niego mam co i rusz jakieś dziwne skojarzenia ;)).

    A dawaj polećmy na całość. Tak mi teraz przyszło do głowy, skoro już mamy wplątywać śmiertelną przeszłość Lucy to... Może miłością, która złamała jej serce był Hagen, syn Oberona? Akurat - przybył z daleka nad Ren, bo miał misję od tatusia. Zakochał się w Lucy, może liczył, że jakoś się z całej historii wywinie i po wszystkim ułoży sobie życie z piękną dziewczyną i tak dalej. Ale tatuś mu boleśnie uświadomił, że nie ma szans. On nie chcąc mieszać ukochanej w magiczne sprawy (pomijając już fakt, że przeznaczone mu było zginąć w bardzo niemiły sposób) wolał odejść i złamać jej serce. Wtedy dobry i troskliwy ojciec Ren, który zmienił Lucy w nimfę postanowił dla jej dobra pozbawić ją pamięci, zwłaszcza jeśli wiedział o planach Oberona, który chciał jedną z nimf zrobić strażniczką skarbu... I tutaj można nawet dać im pierwsze spotkanie, gdy była nimfą. Akurat ze wszystkich córek Renu - ona by wpadła Oberonowi w oko przez swoją tragiczną historię.
    W ogóle bardzo, ale to bardzo mi się podoba pomysł by Ren był takim dobrym ojcem, który tą swoją niby surowością chciał chronić swoją córkę - ostrzegał, martwił się i tak dalej. Dla mnie bomba motyw! :D
    Z tymi duszami w sumie dobra myśl. Król Olch porywał dusze, więc czemu ona również nie miałaby tego robić. Zainspirowałaś mnie teraz by wymyślić, po co mu były te dusze... To jest świetna myśl! Nawet to by mógł być lepszy motyw do wątku niż proponowane plany przejęcia władzy w Fabletown. Świetna myśl. :D

    Brzmi super. :)
    Można przyjąć, że fizycznie skałę mogła opuszczać tylko w uzasadnionych przypadkach - jak spotkanie z Oberonem. Ren miał też inne córki, które pod jej nieobecność pilnowały skarbu. Ale już np. opuszczenie skały z innych powodów - jak historia z Hakiem - mogłoby być potraktowane jako zdrada, dlatego kochający tatuś Ren mógł ją kryć i nawet chcieć sprowadzić siłą.
    Tak, pięknie jest! :D

    Hahaha, tak! <3 Boże jakie to piękne, leżę i kwiczę! <3 Totalnie mam to przed oczami. Zdecydowanie wybór Lee na wizerunek to był boski wybór! :D
    Tak, wszystko pięknie i idealnie mi pasuje.
    Można w sumie wykorzystać ten podrzucony przez Ciebie motyw dusz (tylko nad tym jeszcze trzeba pomyśleć). Wtedy akurat byłby dodatkowy motyw zwrócenia jej mocy. Może nie identycznych, bo nie chciałby już z niej robić strażniczki i wiązać z pierścieniem, ale właśnie dać tą drugą szansę. Chciałby znów dla niego pracować, to niech mu zdobędzie trochę dusz doczesnych, albo nawet Baśniowców (bo te mogłyby mieć większą wartość). Jak uważasz?
    W sumie jakby Ci opcja z przeszłością pasowała można też oddać Lucy utracone wspomnienia. Skoro Oberon chciałby wyjaśnić nieporozumienia, mógłby pójść na całość i wyjaśnić jej całą jej przeszłość. Ale to raczej opcjonalna propozycja.

    Jej, ale nam się historia tworzy... <3]

    Oberon

    OdpowiedzUsuń
  29. [I albo nas uznają za następczynie Tolkiena... albo oskarżą o plagiat. :D
    Na sto procent, przy takim przypływie weny to nawet nie może być inaczej.
    On aż się prosi o najróżniejsze skojarzenia. Było go jak dla mnie boleśnie mało. Za to jak się pojawiał to rzucał na kolana i nie dało się o nim przez pół filmu zapomnieć. :D Hahaha, no wiesz założę się, że żadna elfka nie jest tak fabulous jak on! xD

    Dziękuję. <3 Właśnie Skipper mnie dzisiaj totalnie zastrzeliła wizją Hagena z buźką Legolasa i nadal jestem porażona tym widokiem. Podałam jej jakby co moje gg, Tobie też dam - 60664974. Powiem Ci, że miałam chęć ją z miejsca zasypać moimi pomysłami, ale nie wiedziałam czy Ci się w ogóle ten pomysł na przeszłość Lucy spodoba. Cieszę się, że się spodobał i doczekać się nie mogę. <3

    Bardzo mi się podoba i na pewno trzeba będzie coś wymyślić. W sumie pasowałoby bardziej coś uniwersalnego, niekoniecznie związanego z Fabletown, może bardziej z nim właśnie.

    Dokładnie. Wszystko bardzo fajnie i moim zdaniem nic dodać nic ująć.
    Jeśli Skipper by faktycznie chciała zrobić Hagena, to ten element bym jeszcze musiała przemyśleć, bo nie wiem czy pasowałyby jej takie relacje jakie mi siedzą w głowie. Ale fakt to by dopiero się działo. <3
    Nie wiem czy kojarzysz "Córkę Króla Elfów" Lorda Dunsanego. Chyba moja najukochańsza książka fantasy. Tam był taki motyw, że Król Elfów na koniec książki widząc, że jego córka nie będzie szczęśliwa w świecie ludzi, ale też z dala od ukochanego i ich syna, rzuca takie super ekstra zaklęcie, które właśnie pochłania całe ludzkie miasteczko i przekształca we fragment jego królestwa. Brzmi idealnie jak to co mówisz.
    Jeszcze z wykorzystaniem dusz zastanawiałam się też nad nimi jako źródłem mocy. Tutaj też taki pomysł, jeśli pojawiłby się Hagen, to można wykorzystać dusze do jakiegoś ekstra mrocznego i potężnego zaklęcia, by wskrzesić Hagena, który w swojej historii zginął.
    Ale to myślę, że nam wpadnie do głowy już w trakcie wątku, bo pewnie nim dojdziemy do tego etapu to nam jeszcze milion pomysłów wpadnie po drodze. :)

    Myślę, że można lecieć i już coś zaczynać. Chyba że najpierw jeszcze by się pogadało ze Skipper na gg, bo jeśli faktycznie by mi się synek pojawił to może by się też nam jakieś szczegóły zmieniły, jak sądzisz? :)]

    Oberon

    OdpowiedzUsuń
  30. [Haha, dzięki. <3 Myślę, że wyszedł mi ciekawej od jego poprzedniej wersji.
    Chętna na sesję ze Świerszczem? :D]

    Świerszcz&Alice

    OdpowiedzUsuń
  31. [Przypominam się :) Co z naszym wątkiem?]
    Rebel

    OdpowiedzUsuń
  32. [No to witam się oficjalnie. ;)
    Bałam się w sumie, że mi Hagen za grzeczny wyszedł, ale już nawet w ustaleniach z Haczkiem z niego charakterek wyłazi, więc ufff... Wypracowanie Ci na gg napisałam. :)
    Możesz w ogóle też podejrzeć moje ustalenia z Hakusiem i dać znać co Ty na to. W sumie Hagen mógł być wtajemniczony w sprawę Haczka, tylko wtedy brakuje mi jednego elementu. Na pewno by Lucy powiedział, że Hak jest w Fabletown... i co? Jak tam mieliście w wątku z Hakiem ich pierwsze spotkanie? Dałoby się nagiąć, że Lucy się od Hagena dowiedziała o Haku i poleciała go szukać? :)]

    - Hagen

    OdpowiedzUsuń
  33. [ Wybaczam, Tobie wszystko wybaczę <3
    I tak, pamiętam plan ze świętami xD Ło matko, to już tyle czasu :’) I w tym roku koniecznei im zróbmy święta xD Niech ich jeszcze śnieg zasypie, siedzenie pod jednym kocem przy kominku i jakaś kłótnia by nie było za słodko – to będzie piękna <3 Jak ja kocham naszą dwójkę ^^
    Powiem tak – oba pomysły bomba i, tak jak dodałaś na końcu, można by je połączyć :> Byłaby wtedy wielka złość z obu tron – znowu XD Bo nie może być za słodko. Znowu potraciliby wiarę w siebie nawzajem i w ogóle, a potem jeszcze bardziej przygniotła by ich rzeczywistość, bo tę parę spokojnych, wspólnych chwil było takie piękne <3
    I nie ma sprawy, że przeczytałaś co planujemy XD Też mi się zdarza tak robić u innych, zwłaszcza jak ktoś z Tobą albo Skipper coś knuje, wy moje słonka <3
    I tak – to że Hak przybył nad Ren po skarb też uważam za świetny pomysł, robi się ciąg przyczynowo skutkowy XD Także w ogóle bomba ^^ No i przy okazji nasza patologiczna rodzinka się powiększa XD I przecież do tego wszystkiego będzie można dodać jeszcze ich znajomość z Hagenem, o którego Hak byłby zazdrosny, gdy się tylko dowie, że w ogóle Lucy się z nim zna XD Wiec do ich dramy można jeszcze dorzucić to, że Hak (na razie nie wtrącając w to wszystko przeszłości Lucy i Hagena ) uważa, że jego ukochana jest za blisko z jego dobrym znajomkiem :3
    Także trzeba by tylko jeszcze to jakoś połączyć zgrabnie. Wyjście na wspólną kolacje wydaje się dobrym pomysłem. Lucy w eleganckiej sukience i Hak w garniturze i muszcze <3 Także może Lucy rzeczywiście pokręciłaby się po jego domu, gdy dajmy na to Huck poszedł po bułki na śniadanie XD Znalazłaby skarb, w tym jakiś zaklęty przedmiot znad Renu, ale chwilowo by to przemilczała. Potem na wieczór wybraliby się do tej restauracji, wyniknęła by sytuacja z człowieczkiem, który oskarżałby Lucy, Hak by się wściekł, a wtedy Lucy wyciągnęłaby na wierzch sprawę ze skarbem i w restauracji wyniknęłaby niezła jatka.
    Myślę, że podejść powinien facet ( brat jakiegoś uwiedzionego przez Lucy mężczyzny), bo Hak mógłby się na nim wyładować XD Uzewnętrzniłaby się ta jego agresywna natura :>
    Zgadzam się, że było by piękne XD Ale i bez tego jest pięknie <3 Oni są idealną parą :3 I wgl jak widzę gify z Hakiem, na których widać tylko blond włosy ( a nie twarz jego serialowej „ukochanej” eggghh ) to wyobrażam sobie, że to Lucy XD
    A teraz zabieram się za odpis dla Ciebie :* ]

    OdpowiedzUsuń
  34. Słodki szept, delikatna dłoń w jego włosach. Nie chciał się budzić, tak dobrze mus się spało. Pierwszy raz od tak dawna. Nie miał koszmarów, nie budził się w środku nocy. Został by chętnie w łóżku jeszcze przez parę godzin. Bał się, ze gdy tylko się podniesie wszystko to, co wydawało się słodką alternatywą dotychczasowego życia zniknie, zamieni się w przyjemne wspomnienie jak pęknięta bańka mydlana. To też tylko coś mruknął i uśmiechnął się przez sen. Ta dłoń w jego włosach była tak realna…
    Ospale zamrugał powiekami i westchnął cicho, widzą ją tak blisko. To nie był sen, to wszystko było prawdą. Rzeczywistość nigdy nie wydawała mu się tak cudowna, jak w tamtej chwili. Błękitne oczy wpatrzone w niego, te słodkie usta układające się w najpiękniejszy na świecie uśmiech. W swoim życiu spotkał wiele kobiet. Było ich tak wiele i spora ich część posiadała nieziemską urodę. Jednakże nawet najpiękniejsza z nich nie mogła się równać z Lucy. Z jego Błękitnooką.
    Przekręcił się na bok, by lepiej ją widzieć. Kikut lewej ręki ułożył sobie pod głowę, a prawą dłonią uchwycił te drobną, piękną rączkę, którą Lucy wyciągnęła w jego stronę. Uśmiechnął się pobłażliwie i pokręcił delikatnie głową.
    - Mnie także jest niezwykle miło – ogłosił – Ale cóż to za obyczaje, że poznaję imię damy dopiero po tym, jak spałą ona w moim łóżku – dodał, odsłaniając zęby.
    Kiedyś może powiedziałby to nawet dosadniej, ale był to i tak spory krok do przodu. Tu w Fabletown jakoś ta jego bezczelna pewność siebie ukryła się gdzieś na dnie jego jaźni. Skoro powracała, to był to dobry znak. Może za jakiś czas będzie mógł pozwolić sobie na więcej i nie będzie się obawiał swoich naturalnych odruchów, nie będzie się powstrzymywał przed robieniem tego, na co nachodziła go ochota. Bo w tamtej właśnie chwili przyszła mu do głowy myśl, jak cudownie byłoby przyciągnąć Lucy do siebie, zamknąć ją w swoich ramionach, pocałować i zmusić do tego, by jeszcze chwilę z nim poleżała. A może i nie tylko poleżała…
    Tylko że chwilowo czuł się jak nieśmiały nastolatek, który zapomniał, co powinno się robić, jak powinno się zachowywać w towarzystwie kobiety. Nie przeszkadzało mu to. Liczył się tylko fakt, że była obok, że postanowili dać sobie kolejną szansę.
    Podniósł się do pozycji siedzącej i przeciągnął. Poprzedni dzień porządnie go zmęczył, ale Huck czuł się prawdziwie szczęśliwy. Nie pamiętał dnia, gdy czuł podobną ekstazę, gdy tak długo się uśmiechał. Wypełniały go pozytywne emocje. Na chwilę dał się im ponieść i zamknął oczy. Przez otwarte okno wpadało światło, które teraz ogrzewało mu przyjemnie twarz. Odetchnął głęboko i raz jeszcze się rozciągnął. Spanie w ubraniach nie należało do przyjemnych, ale poprzedniego wieczoru nie myślał o przebieraniu się.
    Otworzył oczy, ziewnął i spojrzał na przyglądającą mu się Lucy. W promieniach słońca wpadających przez okno zdawała się lśnić. Drobna, krucha blondynka, która potrafiła tak zmienić jego życie. Piękność nie do podrobienia. Jego anielica.
    - Tak intrygujący jest budzący się pirat? – spytał z przekąsem, ale nie bez uśmiechu – Jak się zaczniesz śmiać to nie ręczę za siebie – dodał i rozejrzał się za swoim hakiem, który roztropnie ściągnął tuż przed zaśnięciem – Wiesz może gdzie odłożyłem moją metalową protezę…. – zaczął i spojrzał jej głęboko w oczy – pani? – zakończył, unosząc prowokacyjnie jedną brew.
    Och jakże mu tego brakowało! Och jak on za tym tęsknił! Och z jaką chęcią po prostu by ją teraz dotknął! Och jak życie szybko z beznadziejnego mogło zmienić się w piękne!

    Huck

    OdpowiedzUsuń
  35. [Jesteś! Siostro <3
    Fotka sexi, klimatyczna, i od razu wiedziałam że to właśnie ta ;)
    Zrobimy. Ale pomyśl trochę za mnie, bo ja umieram, a jeszcze kolos w poniedziałek, w weekend praca... Nie mam kiedy żyć, a co dopiero myśleć :( Ale zacznę, jak na coś zacnego wpadniesz.]

    Esmeralda

    OdpowiedzUsuń
  36. [Haha, wielkiego ona ma tego Zająca. ;) Dziękuję za komplement! Miło to widzieć, że jednak coś mi tam wyszło. <3
    Masz jakiś pomysł?]

    jim&ala

    OdpowiedzUsuń
  37. [Nie ma problemu. Sama nie mam czasu bywać codziennie i czasem na trochę znikam, więc rozumiem i nie masz mnie za co przepraszać. :)
    Już na gg wam napisałam, że mi to pasuje. Nawet umieściłam to w zakładce, więc jak widać podoba mi się ten pomysł. ;)
    Myślę, że te dodatkowe rzeczy będziemy wymyślać już w trakcie pisania. Poza tym dostałam od Skipper pięć komiksów Fable, jestem po lekturze pierwszego, więc trochę się też z kanonem zapoznam i pewnie to i owo mnie zainspiruje. :)
    Myślę, że co trzeba to mamy, więc można zaczynać.
    W takim razie czekam na początek. I bez pośpiechu - w tygodniu sama mam mniej czasu, więc bez presji. :D]

    Oberon

    OdpowiedzUsuń
  38. [Jezu, nie wiem jakim cudem dopiero teraz zobaczyłam twój komentarz, skoro zaglądam codziennie D: Taka gapa ze mnie, ale mam nadzieję, że się nie obrazisz! Wpadam bo jasne, że mam ochotę na jakiś wątek. Oczywiście jeśli wciąż chcesz się na to pisać :D]
    Roszpunka

    OdpowiedzUsuń
  39. [Cieszę się, że się podobają :D <3
    To z nudów XD Człowiek wariuje jak siedzi chory w domu :")]

    <3

    OdpowiedzUsuń
  40. [ W moim blogowym życiu też <3 Matulu tak, pamiętam jak zaczynałyśmy :”) Najwyraźniej żyć bez siebie nie możemy XD
    Lucy może nawet ten skarb znaleźć w pokoju, bo tak sobie teraz myślę, że w wątku z Oberonem uznałyśmy, że postawimy na wisiorek, który Hak nosiłby ze sobą jako pamiątkę z tych dobrych dni nad Renem <3 To by nie musiała Lucy się pałętać po piwnicach. Zresztą to już akurat obojętne :3
    Oj tak z tymi świętami <3 To będzie takie urocze. Można nawet bardziej zakombinować tak teraz pomyślałam, że skoro Jolly Roger stoi w najbliższym porcie ( nie ma to jak wygrać swój stateczek w blogowym konkursie XD ) to tam mógłby ją Hak zabrać na te święta <3 Statek w lampkach choinkowych i choinka na pokładzie i w kajucie <3 A potem kłótnia XD
    Ten gif <3 awwww! Takki cudny :3
    Dokładnie, na gifach to jest ona i tyle <3 Tak, ślub im zrobimy XD <3 Ale najpierw jakieś boskie zaręczyny XD Hakuś będzie musiał być oryginalny i błyskotliwy w tym temacie XD Ja to ich nawet widzę dalej, jak rozmawiają o dzieciach :3 Hakuś który się boi popełnić błąd ojca albo z Lucy w szkole rodzenia XD Matko oni są dla siebie stworzeni i już. Będziemy ciągnąć ich wspólne życie do oporu. Zobaczysz oni się będą starzeć razem z nami :*
    Matko nic mi nie mów o Swan, nie cierpię i już. Ja nie wiem, może jakbym zobaczyła ją w czyś innym z inteligentną rolą, ale taka głupia i jeszcze z Hakiem, na którego nie zasługuje. Dah, nie i tyle XD
    Rozumiem cię z samopoczuciem. Ja umieram od zeszłej środy i nic mi nie chce przejść. To jest straszne :< Ale nie jest chaotycznie, jest cudnie :”) ]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Patrzył na nią jak oczarowany, a na jego ustach błądził błogi uśmiech. W głowie miał pustkę, a serce przejęło nad nim kontrolę. W tamtej chwili nie pamiętał złego. Zatonął w jej oczach, jak wtedy gdy ujrzał ją po raz pierwszy. Złote włosy, słodki uśmiech, ocean w jej spojrzeniu. Zawsze kochał morze, a ono przyszło do niego pod jej postacią. Piękne, niezmierzone, nie raz już targane sztormem. Nienawidził sztormów, ale jeszcze bardziej nienawidził ciszy na morzu. Ale ta ustała, nie był sam. Ona była tuż obok, na wyciągnięcie ręki. Tak jak tamtego dnia, niezapomnianego dnia nad Renem, gdy kręcił się po porcie z tym bezczelnym uśmiechem. Wtedy pojawiła się ona, drobna, skromna dziewczyna, która nie lękała zadawać się z piratem. Och co to były za dnie i noce nad Renem. Gwiazdy już nigdy nie świeciły mu tak jasno jak wtedy.
      Jej słowa były słodkie i urocze. Siedziała tam owinięta w swój sweterek i…
      Pocałowała go. Pocałowała. Ujęła jego twarz i zrobiła to.
      Szerzej otworzył oczy i zdębiał. Przez krótką chwilę nie wiedział co się dzieje. Jej słodkie, słodkie usta. Trwało to ledwie krótką chwilę, ale poruszyło go doszczętnie. Tak wiele lat, tak wiele setek lat bez smaku jej ust. Jak on mógł to znieść? Żyć bez niej, samotnie ze złamanym sercem. Dobrze, że nie udało mu się zabić, dobrze, ze go ocaliła. Choćby dla tego jednego pocałunku. Dla tych paru sekund był gotów zaprzedać duszę, obalić świat do jej stóp. Gdy się odsunęła trwał, zdumiony nadal w jednej pozycji, nie będąc w stanie wypowiedzieć choćby słowa.
      Mówiła dalej, jak gdyby nigdy nic, a on mógł tylko patrzeć szeroko rozwartymi oczyma. Ze smutkiem w oczach podała mu hak. Jego ukochany kawałek metalu, do którego tak przywykł w tamtej chwili nie liczył się ani trochę. Nie tak dawno zrobił przecież wielką drakę, bo ktoś odważył się tknąć jego hak, nie porzucił go nawet gdy pobito go do omdlenia. Ocknął się i zamiast od razu dać się do szpitala rozglądał się z tym kawałkiem metalu, który teraz Lucy wyciągała w jego stronę.
      Zamrugał powoli, zamknął rozdziawione usta, wziął do dłoni hak. Przyjrzał się promieniom odbijającym się w metalu i rzucił go na podłogę. Uklęknął na łóżku i przyciągnął swoją Błekitnooką do siebie, by odwzajemnić jej się zachłanniejszym pocałunkiem. Nie myślał o tym, co robi. Pragnął tego z całego serca i dał się temu pragnieniu ponieść. By jeszcze raz posmakować jej ust, by poczuć jej delikatne dłonie na torsie. Prawą dłoń trzymał na jej plecach, a lewą chciał dotknąć jej policzka, ale uświadomił sobie, że jej nie ma. Wtedy wróciła też trzeźwość myślenia, a on się przestraszył.
      Wielki kapitan Hak przestraszył się pocałunku.

      Usuń
    2. Odkleił swoje usta od jej i odchrząknął. Czuł się niezręcznie i nie chciał jej spojrzeć w oczy. Zabrał dłoń z jej pleców i podrapał się nią po karku, spuszczając wzrok. Niezgrabnie opuścił łóżko, by stanąć na drewnianej podłodze. Spał w butach, cudownie. Podniósł z ziemi hak, bez słowa umieścił go tam, gdzie powinien być i pośpiesznie, trochę niezdarnie ruszył do korytarza.
      - Kupię coś na śniadanie – rzucił i już go nie było.
      Policzki płonęły mu rumieńcem. Miał nadzieję, ze Lucy tego nie zauważyła, bo teraz pewnie chichotała by cicho tam, gdzie ją zostawił.
      - Przeklęty głupek – skarcił siebie trochę za głośno, ubierając płaszcz – Nie mogłeś się powstrzymać? – dorzucił, tym razem zdecydowanie za głośno i Lucy pewnie go usłyszała.
      - Zaraz wracam. Czuj się jak u siebie – krzyknął na odchodne i wyszedł z mieszkania.
      Delikatnie zamknął drzwi i zatrzymał się. Skrzywił się na całej twarzy i delikatnie postukał się w czoło pięścią. Starał się powstrzymać wszystkie napływające mu do ust przekleństwa. Jak mógł dać się tak ponieść, to było nieodpowiednie. Przecież nie powinien był. Jednym słowem zachowywał się jak mały chłopiec po pierwszym pocałunku.
      Z otumanienia wyciągnęła go schodząca po schodach sąsiadka. Kobieta w podeszłym wieku o nienagannej moralności. Zwolniła kroku, otaksowała spojrzeniem jego wygniecioną koszulę i rozczochrane włosy, oceniła sytuację i z wyrazem degustacji wypisanym na twarzy czym prędzej się oddaliła.
      - To nie tak, pani Warren – rzucił jeszcze w ślad za nią i na nowo oblał się rumieńcem.
      Mamrocząc coś pod nosem zapiął płaszcz i ruszył schodami w ślad za sąsiadką. Sprawdził zawartość kieszeni w poszukiwaniu czegoś, czym mógłby zapłacić za rzeczy na śniadanie, które zobowiązał się kupić i podirytowany opuścił budynek.

      [ PS. Natknęłam się na ciekawy artykuł o angielskich nazwiskach i ich znaczeniu. Na nazwisko Lucy niestety nie wpadłam, ale dowiedziałam się że „jones” oznacza silny pociąg do drugiej osoby. To tylko dowód na to, że Hak kocha baaardzo silnie XD
      No i przepraszam za to coś na górze XD To dopiero jest chaos. ]

      Hakuś

      Usuń
  41. [Spokojnie, u mnie z czasem też różnie bywa, więc nie musisz się martwić. Chociaż ja wręcz przeciwnie, czas mam głównie w tygodniu. Ha, z tych naszych wspólnych ustaleń to niedługo jakaś powieść wyjdzie. Znając życie jeszcze nam masa nowych pomysłów przyjdzie do głowy. ;)
    Cieszę się, że się podobają! <3 Słyszałam, ale akurat nie oglądałam, bo nie mam cierpliwości do półgodzinnych reklam. :) Ok, odpisik jest.]

    Nie spodziewał się, że po swoim przybyciu do Fabletown odnajdzie Lorelei akurat w takim miejscu. Informacje jakie zdobył na jej temat, sprawiły że zawiódł się na niej jeszcze bardziej. Najpierw bez słowa opuściła skałę, lekkomyślnie porzucając swoje obowiązki, a teraz jeszcze nie była w stanie zachować choć odrobiny godności. Wykorzystywała pozostawioną jej resztkę mocy niczym pospolita złodziejka, bez krzty szacunku do siebie samej. Oberon nie miał pojęcia co stało się z jego dawną, wspaniałą Lorelei. Jednak chociaż w jego mniemaniu jak najbardziej zasługiwała na karę, oburzała go sama myśl, by miała być ukarana w taki sposób, by ktokolwiek inny miał czelność ograniczać jej moc i wolność. Jeśli ktoś miał do tego prawo, to tylko on. Lorelei była jego wyjątkowym dziełem i należało jej się równie wyjątkowe potraktowanie.
    Z tą myślą udał się wprost do Golden Boughs. Choć niezależnie od wszystkiego, był zdecydowany zabrać Lorelei z tego miejsca, wolał najpierw się z nią spotkać i poważnie rozmówić, a dopiero potem kupić jej wolność. Wciąż jeszcze nie był pewny co powinien zrobić – ukarać ją, całkowicie odbierając moce, by niemal niczym nie różniła się od zwykłej śmiertelniczki, czy może dać jej ostatnią szansę na naprawienie swych błędów. Wszystko zależało od tej jednej wizyty.
    – Dobrze pan zna naszą laleczkę, co? – spytał z uśmiechem strażnik. Szybko jednak zrezygnował z żartów i uśmieszków napotykając pełen pogardy wzrok gościa.
    – E... to znaczy. Proszę tu poczekać, zaraz ją przyprowadzę... – mruknął niechętnie, zostawiając Oberona w pomieszczaniu do spotkań z więźniami.
    Pokoik był mały, prosto urządzony i dość nieprzyjemny. Jak zresztą całe to miejsce.
    Zrezygnował z zajęcia miejsca przy stojącym pośrodku stoliku. Parę razy przespacerował się po maleńkim pomieszczaniu w oczekiwaniu na Lorelei. Kiedy w końcu strażnik ją przyprowadził, Oberon niemal jej nie poznał. I nie chodziło wcale o jej nieciekawy wygląd, czy okropny więzienny strój. Zmieniła się. Nie była już dawną, zachwycającą Lorelei. Przypominała mu raczej prostą i nie wartą uwagi ludzką dziewczynę, jaką była kiedyś. Nawet jej piękne, błękitne oczy wydawały się inne, jakby dziwnie przygaszone. Być może to utrata mocy tak ją zmieniła. Albo po prostu się stoczyła. Nawet gdyby teraz odebrał jej resztę mocy i tak zapewne niżej już by nie upadła.
    Przez chwilę przyglądał jej się z nieukrywaną pogardą, sam nie mogąc uwierzyć, że kiedykolwiek będzie oglądał ją w tak żałosnym stanie.
    – Zmieniłaś się. – odezwał się w końcu, czekając aż strażnik wreszcie zostawi ich samych.

    Oberon

    OdpowiedzUsuń
  42. [Ależ nie ma problemu, ja sama ostatnio średnio stoję z czasem ze względu na klasę maturalną. Taki leniwy wątek bez zobowiązań jeśli chodzi o ramy czasowe tworzonych odpisek będzie w sam raz! I jestem kompletnie za powiązaniem, Holly też potrzebuje koleżanki :D Skąd w takim razie by się znały?]
    Roszpunka

    OdpowiedzUsuń
  43. [ 28? Wow XD <3 My geniusze :3
    Tak, Skipper też podłapała i teraz będziemy się wszystkie tylko nakręcać XD I masz świętą rację, zadymą by się to wszystko skończyło i wszyscy patrzyliby najpierw w osłupieniu jak para młoda obrzuca się jak mówiłaś tortem XD Pewnie nikt by nie wiedział co robić XDDD
    Też ich kocham <3 Haha, są świetni ^_^ I też w sumie pomyślałam, że możemy pomyśleć nad wspólną notką :D
    Bez napisu byłoby idealne :”D
    Mały Hakuś XD Już to widzę XD <3 ]

    Wtargnął do sklepu szczękając zębami i drgając z zimna. Na własnej skórze przekonał się, że wielkimi krokami zbliża się zima. Nie miał nic przeciwko też malowniczej porze roku, ale wychodząc z domu nie ubrał się adekwatnie do panującej temperatury. W myślach błagał tylko o to, by nie złapał przeziębienia. I jeszcze o kilka innych rzeczy… Na przykład, żeby nie zrobił się cały czerwony na twarzy, gdy wróci do swojej klitki i zobaczy Lucy. Niestety na samą myśl o tym czuł jak poliki mu płoną. Przynajmniej mógł się choć tak ogrzać, bo rzeczywiście, gdy w jego głowie pojawiało się jej imię, to nagle w żyłach krew mu buzowała.
    Podszedł do lady, przyklepał trochę rozwichrzone włosy i uśmiechnął się. Młoda sprzedawczyni, która zdążyła uznać go za stałego klienta, zrobiła mały kroczek w tył. Fakt, uśmiech nie był jego naturalnym odruchem. Postarał się jednak zignorować reakcję dziewczyny i wyciągnął kilka monet z kieszeni płaszcza. Położył je z brzękiem na ladzie.
    - Wymyśl mi jakieś dobre śniadanie za tę cenę – poprosił z zakłopotaniem.
    - Ponury kaleka najpierw się uśmiecha, a potem nieśmiało prosi. Musi z niej być prawdziwa diablica – stwierdziła i mrugnęła do Hucka – To co? Jakieś świeże bułeczki, coś w tym guście?
    Trochę zbity z pantałyku pierwszą uwagą dziewczyny Jones zdołał tylko rozewrzeć i zamknąć usta. Musiał przy ty wyglądać jak wyjątkowo głupia ryba. Na dodatek znów poczuł ciepło rozlewające się po jego twarzy.
    Głupek, głupek, głupek.
    - Po prostu coś na dobre śniadanie – odparł i spuścił wzrok.
    Chwilę potem opuścił sklepik z plastikową torbą w dłoni. Sam do końca nie wiedział, co było w środku. Był zbyt oszołomiony porankiem, by zwrócić uwagę na to, co sprzedawczyni upchnęła mu do siatki na zakupy. Zresztą nie miało to większego znaczenia.
    Przemierzając powoli schody prowadzące do jego mieszkania, powtarzał sobie w myślach, że musi zachować choć odrobinę godności. Przecież nie mógł zachowywać się jak mały chłopiec, tak nie wypadało. Musiał nad sobą panować, trochę się ogarnąć, ochłonąć, uspokoić. Znów stanął przed tak dobrze znanymi mu drzwiami i nabrał powietrza w płuca. Wyobraził sobie fale obijające się o burty Jolly Rogera i uśmiechnął się na myśl, że statek stoi w najbliższym porcie. Zraz jednak błękit widzianych przez niego oczami wyobraźni fal zamienił się w oczy olśniewającej blondynki.
    - Do czorta – szepnął do siebie i wszedł do mieszkania – Wróciłem – oznajmił głośniej, rozdziewając się z płaszcza i butów.

    [ Znaczenia nazwisk to ciekawa sprawa XD Ale, ale, jak zrobimy im te ślub to Lucy też będzie Jones <3 XDDD ]

    Hakuś

    OdpowiedzUsuń
  44. [ O tak! Król i królowa katastrofy XD Cali oni, idealnie ujęte :3 Alkohol, bójka, kłótnie XD Cudne weselicho.
    Lucy Jones brzmi cudownie <3 Pasuje jej idealnie XD
    Matko ja też się cieszę, że ją przejęłaś <3 Jak ją wymyśliłam to naet mi się nie śniło, że ktoś ją przejmie. A przejęłaś ty i zrobiłaś z niej takie cudeńko ^^ No i co racja, to racja – ich wspólna historia ciągle się cudnie rozrasta <333
    W sumie to pierwsze spotkanie to dobry pomysł (też nad nim ostatnio rozmyślałam XD kurcze czytasz mi w myślach ). To by było niezłe jakby się przypadkiem spotkali i przeżyli wspólną przygodę <3 Taka notka byłaby idealna, więc jestem za! Najlepiej wplątać ich w jakieś tarapaty, dać im trochę pobiegać i wgl XD <3
    Tak, niech sobie posiedzą, śniadanko, Hakuś zaproponuje, potem po nią przyjdzie – wszystko elegancko ^_^ I tak, niech się trochę czasu podąsają XD Zdążą zatęsknić i zasmutać przez to, co zrobili :”) Zresztą tak jak mówisz mieliby wtedy czas, żeby się podowiadywać rzeczy XD Lucy odzyskałaby pamięć, Hak dowiedziałby się tylko, że ona się zna z Hagenem, a potem to już gruba draka XD
    Hakuś z katarkiem w szaliku i ze śniegiem we włosach, a Lucy okrywa go kocykiem i robi herbatkę z rumem <3 Idealnie i uroczo :3 <3
    Tamto zdjęcie też było świetne, ale to jest takie ujmujące i aww <3 Więc rozumiem XD ]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. - Wygnieciuch? – powtórzył i z uśmiechem obejrzał się w lustrze, gdy już odebrała od niego siatkę z zakupami.
      Już sąsiadka dała mu wcześniej do zrozumienia, że nie wygląda przyzwoicie, a dziewczyna w sklepie tylko to potwierdziła. Rzeczywiście nie prezentował się zbyt elegancko. Wyglądał jak wyprany, wytarmoszony i jeszcze wytrzepany. Wszystko wskazywało jednoznacznie na to, że powinien się przebrać i ogarnąć. Wypadałoby też zaproponować coś Lucy, której złociste włosy sterczały na wszystkie strony. Dla niego nawet tak wyglądała pięknie, nie mniej na pewno chciała się odświeżyć.
      Ziewając zwrócił się w kierunku kuchni. Przystanął tuż obok niej i oparł się o blat, na który wyciągała zakupy. Dopiero teraz dowiadywał się za co zapłacił. Sprzedawczyni go nie zawiodła i spakowała mu artykuły spożywcze w sam raz na porządne śniadanie. Nawet dorzuciła coś więcej. Wydało mu się wręcz przerażające, że dziewczyna za sklepu trafnie znała, że może coś takiego dorzucić. To też gdy Lucy posłała mu pytające spojrzenie, tylko szeroko się uśmiechnął i wzruszył ramionami. No bo cóż takiego miał jej powiedzieć? Słowa wydawały mu się zbędne.
      - Wyciągnę talerze i kubki – zadecydował po chwili i zrobił to.
      Talerzyki miały, rzecz jasna, motywy marynistyczne po brzegach. Jak większość rzeczy, które posiadał. Z kubkami było o drobinę gorzej, bo nie tak łatwo było znaleźć coś pirackiego i nie dziecięcego. To też wybrał dwa swoje ulubione. Jej podał lazurowy zdobiony kolorowymi rybkami, a sobie zostawił ciemnogranatowy z gwiazdami. To wraz ze sztućcami, masłem i innymi pierdołami wystawił na stół, a potem podrapał się po karku.
      - Najpierw śniadanie czy wolałabyś się odświeżyć? Mogę ci użyczyć jakąś świeżą koszulę. Co prawda za pewne w tym utoniesz, ale zawsze to coś czystego w czym nie spałaś – rzucił z półuśmiechem – Osobiście potrzebuję choć krótkiego, szybkiego prysznica. Sąsiadka okazała mi wielką wzgardę, gdy minęła mnie na schodach.
      Mówiąc to cały czas patrzył na swoją Błękitnooką, która tkwiła w jego kuchni o poranku jak gdyby nigdy nic. W tamtej chwili był w stanie wyobrazić sobie ich wspólne, zwykłe życie. Każdy poranek wyglądałby podobnie do tego. On mógłby co chwila tonąć w jej oczach, a w Trip Trap rozbrzmiewałyby miłosne piosenki, bo do pracy chodziłby z sercem na jedynej dłoni. Czyż nie byłoby to cudowne? Potem wracałby do domu i zastawał ją i znów zaczynałby śpiewać z radości. Na samą myśl o tym uśmiechnął się błogo i zamarł w pół ruchu.
      - Jakbyś chciała też skorzystać z łazienki, to ja w tym czasie przygotowałbym wodę na herbatę, a potem sam bym się ogarnął – oznajmił, ziewając po raz kolejny.
      Potem znów na nią spojrzał, na jej piękną buźkę i słodkie usta. Policzki momentalnie zapłonęły mu rumieńcem, więc odwrócił twarz i powachlował się dłonią, starając się jakkolwiek ukryć swoją reakcję.
      Cholera. Reaguję na nią całym sobą.

      [ Mam wrażenie, że dziś dość chaotycznie pisze XD Nie umiem się skupić, więc przepraszam za wszelaki brak logiki i poplątanie XD

      przyszły pan mąż

      Usuń
  45. [ To było idealnie przemyślane przez los, mówię ci XD Normalnie przeznaczenie i takie tam.
    To będę czekać na znak od ciebie na GG <3 Yay ^^ Rzeczywiście aktualnie obie jesteśmy nakręcone XD
    Moce zawsze się mogą jakoś potem przydać, coś się po drodze wymyśli :D Mogłaby chociażby w chwili uniesienia użyć „kontroli nad mężczyznami” na Haczku XD Jego by to tylko rozjuszyło, a przecież to tylko przypadek, bo odwykła od używania ich. Albo można też spróbować w inną stronę coś wykombinować XD
    Oj tak, przynajmniej pretekst żeby się nie rozstali znowu skłóceni XD Bo Haczek chory 9 no i rozgniewany, więc żeby się znów zabić nie próbował XD ona mu chyba tego nigdy nie zapomni, zresztą słusznie XD), najlepiej jeszcze niech na zewnątrz będzie wichura i będą „skazani” na siebie <3
    Oj tak, szkoda :/ Tylko te kilka zdjęć z Tarzana rzeczywiście x) Kurde XD Byłoby tak fajnie, a jej filmografia wszystko utrudnia XD ]

    Z uśmiechem na ustach odprowadził ją wzrokiem do łazienki i jeszcze przez chwilę gapił się na drzwi. Wszystkie jego myśli były poplątane, chaotyczne, ale przyjemne. Najchętniej cały by się im oddał. Żałował czasu, który stracili, a cieszył się na ten, który zyskali. Może wiele się zmieniło, ale przecież oboje wciąż się kochali… Jakby mógł w to wątpić? Widział jak się uśmiechała, jak na niego patrzyła, jak się zachowywała. Zresztą uratowała mu życie, udowodniła, że jej na nim zależy. Jak nikomu innemu na całym świecie. Miał tylko ją. To i tak lepiej niż dotychczas, gdy nie miał nikogo. Była to przyjemna odmiana.
    Pławiąc się w przyjemnych myślach, nalał do czajnika wody i postawił go na kuchence. Zaraz potem skierował się do szafy, by poszukać jakiejś koszuli dla Lucy. Przy okazji wybrał też świeże rzeczy dla siebie i ułożył to wszystko na krześle stojącym najbliżej łazienki. Zza drzwi słyszał lejącą się wodę i sam ten dźwięk sprawił mu przyjemność. Jego dom zdawał się… żyć. Była to tak przyjemna odmiana po dołującej ciszy, która witała go każdego dnia. To też przystanął na chwilę, zamknął oczy i napawał się odgłosem płynącej wody. Prędko jednak tego zaniechał, bo umysł zaczął mu podsyłać wizje tego, co działo się za drzwiami. O tyle, o ile był to sielski obrazek, to speszył Hucka niesamowicie.
    - Durny pirat – wymamrotał pod nosem, wracając do kuchni – Nie umiesz być przyzwoity? - zapytał sam siebie i od razu wewnętrzny głos odpowiedział mu, że nie.
    Wcześniej nigdy mu to nie przeszkadzało, ale od tego czasu tak wiele się zmieniło. Lata w Fabletown był tak bardzo inne od tego wszystkiego, co było przedtem. Nie spodziewał się, że jeszcze kiedyś Kapitan Hak będzie przebijał się na powierzchnię przez Huckelberrego. Jednak wystarczyła Lucy, a on już inaczej reagował. Najtrudniejsze było poukładanie sobie tego wszystkiego w głowie i poprawne reagowanie. Miał mętlik w myślach.
    Sprawę ułatwił gwizdek czajnika, który oznajmił, że woda się zagotowała. Jones podskoczył do niego w mgnieniu oka i wyłączył. Przygotował torebki herbaty, zalał je wodą i postawił na stół. Zaraz też wygrzebał z szuflady łyżeczki, a z szafek cukier i miód. Do swojego kubka tradycyjnie dolał parę kropelek swojego ulubionego, złocistego trunku, który zawsze był pod ręką. Robiąc to wszystko półświadomie zaczął nucić jakąś zasłyszaną ostatnio w radiu piosenkę. Nawet nie pamiętał kim był wykonawca i mało go to obchodziło. W tamtej chwili nie myślał nad tym kogo utwór po cichu podśpiewuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wtem usłyszał otwierane drzwi do łazienki.
      - Na najbliższym krześle – rzucił już z kuchni, a dopiero potem sam ruszył się z miejsca – Zalałem herbatę. Cukier i miód leżą na stole jakbyś chciała – dodał zbliżając się do łazienki.
      Rzucił na nią ledwie okiem i po raz kolejny tego ranka oniemiał. Owinięta jedynie w ręcznik, błyszcząca się w świetle odbijającym się od kropelek wody, świeża i delikatna. Zamknął rozdziawione niepotrzebnie usta i sam czmychnął do łazienki.
      - To teraz ja znikam na chwilkę – poinformował tylko i zamknął za sobą drzwi.
      Oswobodził się z przyjemnością z wygniecionych ubrań i wpakował pod prysznic. Letnia woda ogrzała go przyjemnie po niedawnym wypadzie w chłód świata zewnętrznego. Włosy wreszcie poddały się jego woli no i oczywiście poczuł się o wiele czystszy, bardziej rześki i zdrów. Krótki prysznic to było to, czego było mu trzeba. Pozwolił też trochę mu się odprężyć, co przydało się po tych wszystkich rumieńcach i spuszczanym wzroku. To też gdy wreszcie wyszedł wreszcie z łazienki owinięty w biodrach czarnym ręcznikiem czuł się jak nowo narodzony. Teraz wystarczyło już tylko się ubrać i zasiąść do śniadania.

      chwilowo nie rumieniący się Hakuś

      Usuń
  46. [Również witam. :)
    Długo myślałam nad wizerunkiem i po prostu jakoś nie mogłam sobie wyobrazić innej blondynki, która miałaby w sobie ten urok i jednocześnie chłód co Charlize. Uwielbiam ją i bardzo się cieszę, że Ci się podoba (i sprawdza w innej roli niż Zła Królowa ;)).
    Ja też bardzo lubię. Mają niesamowity klimat, no i nic innego piękniej nie pasuje do klimatu Halloween. ^^
    Lucy jest wspaniałą postacią z genialnie dopracowaną historią, więc wizja wątku bardzo kusi. ;)
    Hmmm... Nasze damy mają w sumie dość podobną historię - obie były zwykłymi dziewczynami, obie stały się mitycznymi istotami przez złamane serce, obie mają na swój sposób magiczne głosy i w sumie obie bywają zabójcze. :D Gdyby nie to, że tu Niemcy, tu Irlandia to nawet by się można było pokusić o zrobienie z nich sióstr z takim bajkowym motywem, że obie przeżyły dość podobne historie. To by było naprawdę odjechane. xD Tylko niestety zbyt duża odległość, więc z powiązaniem może być kłopot. Chociaż jak czytałam historię Lucy to widzę, że ukochany zabrał ją do Anglii, więc tutaj można by było wpleść im jakieś spotkanie. Może wtedy kiedy Lucy rozstała się z ukochanym (jak rozumiem została wtedy na trochę w Anglii?). Mogłybyśmy wykorzystać motyw złamanego serca i tego, że wówczas spotkanie z Banshee nie zwiastuje śmierci. Tylko oczywiście Lucy jako nimfa w Banshee by się nie zmieniła, za to mogłaby znaleźć w Etain w pewnym sensie bratnią duszę. Co o tym sądzisz? Bo chyba innej opcji powiązania w tej chwili nie widzę. Ale może Ty masz jakieś ciekawe pomysły? :)
    A tak na marginesie to zakochałam się w tej piosence "Medhel an Gwyns" z Twojej karty. :)]

    Etain

    OdpowiedzUsuń
  47. [ O tak, jakiś wspólny wyjazd po świętach byłby fajną sprawą. Tak samo jak wypadek XD <3 Psucie im krwi sprawia nam dziwna przyjemność XD Ale tak – szpital, siedzenie przy łóżku i trzymanie za rączkę. No i wypytywanie znudzonych lekarzy po raz setny o to, czy wszystko w porządku XD
    I masz racje XD Te święta w tym tempie przyjdą nim nas zdąży choćby zmrozić porządniej XD U naszej pary pory roku zmieniają się jak w kalejdoskopie XD Wychodzisz latem wracasz zimą :”) Magiczna sprawa :D
    Tak, tak, wisiorek z łabędziem był, choć bardziej wiązał się z poprzednią miłością Swan niż z Hakiem XD A jednak na zdjęciach i przeróbkach rzeczywiście ten motyw bardzo często się pojawia przez nazwisko Emmy ( hate her so much ) x)
    W sumie wykorzystać to by można, stworzyć im historyjkę z łabędzim wisiorkiem XD Czemu nie. Ułożyć pod to jakąś cudną przygodę i wisiorek będzie nasz, a nie durnej Swan z Once XD <333 ]

    Czy to z przyzwyczajenia, czy przez niedopatrzenie, gdy zbyt rozproszony był widokiem Lucy w samym ręczniku, nie wziął ze sobą rzeczy. Nigdy nie brał ich do łazienki. Po kąpieli zwykle lazł do szafy, zostawiając mokre ślad na podłodze i dopiero tam się ubierał. Nie był przyzwyczajony do tego, że ktoś mógł na niego patrzeć. Prędko zdał sobie sprawę z tego niedopatrzenia i przykładnie zbeształ samego siebie w myślach. Głupi, głupi, głupi. Po stokroć głupi pirat. Za późno jednak było na jakikolwiek odwrót. Zresztą… Czy powinien się tak przejmować? Niby z przyzwoitości, ale jakoś nie potrafił do końca być na siebie zły. Cóż to było takiego? Był u siebie w domu z kobietą, którą kochał, a też nigdy nie wstydził się samego siebie. Już i tak oboje najedli się zażenowania. To też tylko westchnął ciężko i zabrał się za ubieranie.
    Nawet by się nie domyślił, że podeszła, gdyby się nie odezwała. Odwrócił się w jej stronę by zobaczyć jeszcze, jak z gracją myknęła do kuchni. Uśmiechnął się do siebie i pokręcił głową. Bardzo mu się to wszystko podobało.
    - Przystojniaku – powtórzył po cichutku, a oczy błysnęły mu żywiej.
    Nie da się ukryć, że posiadał nie najmniejszy pierwiastek narcyzmu. Niegdyś uwielbiał powtarzać jaki to jest wspaniały i podkreślać te słowa powalającym uśmiechem. Głupiutkie dziewuszki zwykle chichotały w odpowiedzi, kobiety z charakterkiem wywracały oczyma, ale uśmiechały się pod nosem, a mężczyźni rzucali mu tylko złowrogie spojrzenia. Nikt jednak nigdy się nie kłócił. Jeśli już to podobne uwagi były ignorowane, choć zwykle znalazła się jakaś odzywka.
    - Już pędzę – poinformował podniesionym głosem, zapinając rozporek spodni.
    Nałożył na palce swoje ulubione pierścienie, w ucho wpiął kolczyk, z którym się nie rozstawał, na szyję zarzucił jeden z licznych wisiorków i powoli zapinając od dołu koszulę ruszył na bosaka do kuchni. Wygniecione, zużyte ubrania porzucił na podłodze łazienki, w myślach planując zrobić w najbliższym czasie pranie.
    Lucy siedziała za stołem, trzymając kubek z parującą herbatą w dłoniach. Przysiadł naprzeciwko niej, podrapał się po bliźnie przecinającej mu pierś i zapiął ostatni guzik koszuli. Nigdy nie zapinał się pod szyję. Zostawiał najwyższe guziki luzem, przez co można by powiedzieć, że nosił dekolty głębsze niż najrozpustniejsze kobiety. Tylko, że był mężczyzną i nikogo to nie peszyło.
    - Smacznego – powiedział, rozciągając ramiona na boki i napinając plecy.
    Uśmiechnął się do Błękitnookiej i sięgnął hakiem po jedną z bułek, nadziewając ją bez problemu na swoją metalową protezę.
    - Gdy się człowiek przyzwyczai, to bywa przydatne – rzucił przy okazji, unosząc jedną brew.
    Zanosiło się na najwspanialsze śniadanie od wieków.

    pirat z kubeczkiem w gwiazdki

    OdpowiedzUsuń
  48. [ Z naszym ostatnim przypływem wen to przeciąganie może się udać XD
    O tak! Po ślubie na statku <3 Idealne to będzie :D
    W serialu ten motyw nie jest mocno rozwinięty. Po prostu Emma dostała breloczek z łabędziem od swojego pierwszego wybranka i zatrzymała go, gdy ten odszedł, by pamiętać że nie może nikomu ufać. Także przy gifach i zdjęciach motyw łabędzia bardziej przez nazwisko się pojawia. No i Hak bardzo długo wołał ją po nazwisku, zamiast po imieniu. Także dla niego to była „łabędzica” jeśli mimo wszystko pokusić się o tłumaczenie XD Ale u nas możemy to ciekawiej wymyślić. Pierwsze spotkanie byłoby dobrym pretekstem, miałybyśmy jakiś motyw do obcykania XD No i po wszystkim Hakuś mógłby Lucy nazywać Łabądkiem. Skoro brata przezwał Krokodylem, to czemu by Lucy nie miała być Łabądkiem XD
    I tak by the way pisałam to przy tej muzyczce -> https://www.youtube.com/watch?v=58TBZnvyGwQ
    Stąd końcówka odpisu XD <3 ]

    Zaśmiał się cichutko na jej słowa i ściągnął bułkę z haka. Mimowolnie otarł nim czubek nosa, robiąc tę minę, którą niegdyś zarezerwował dla ładnych panien. Dziw, że nie wyszedł z wprawy po tak długim czasie. Najwyraźniej co raz wlazło w krew, to już tam zostaje. No a on uwielbiał popisywać się swoim kawałkiem metalu. To była jego chluba i duma.
    - Pomylić bułkę z taką śliczną rączką? W życiu. Mówiłem, mam już wprawę. Kwestia przyzwyczajenia. No i do ratowania dam z opresji bardzo przydaje się broń, która jest ci przedłużeniem ręki. Ledwie cię przeciwnik widzi, a już wie, że nie ma żartów.
    Przerwał, gdy jej ręką musnęła jego czoło, odgarniając mokre włosy. Nie mógł oderwać od niej oczu, gdy tak się nad nim pochylała. Czuł się jak zaczarowany, zakochany po uszy i był w stanie tylko westchnąć cicho. Potem jeszcze Lucy palcem otarła mu brodę, a on rozpłynął się pod jej dotykiem. Na chwilę zamknął oczy, poddając się jej całkowicie. Gdy znów uniósł powieki, chowała się za parą buchającą z kubka.
    Uśmiechnął się chyba już po raz setny i pochylił głowę. Potem ujął swój kubek w gwiazdy w dłoń i uniósł go w górę, jakby wznosił toast i sam też na parę sekund schował się w parze buchającej z herbaty. Ciepły napój z domieszką rumu rozgrzał mu przełyk i dopełnił jego szczęścia. W tamtej chwili wszelkie głupstwa jakie popełnił wydawały się nic nieznaczące. Skoro i tak wylądował naprzeciwko Lucy to cała reszta była tylko nieznośnym czasem przejściowym. Utknął w takiej, a nie innej historii, co zrobić. Skoro ona miała być jego jedynym szczęściem, to i tak dobrze.
    Odgryzł jeszcze kawałek bułki, a potem odsunął się od stołu i wstał. Uniósł wskazujący palec do góry, prosząc swoja towarzyszkę, by poczekała. Zniknął na moment w głębi mieszkania tylko po to, by włączyć radio. Ukryta w nim płyta ruszyła, a całe mieszkanie wypełniły słodkie dźwięki muzyki. Wrócił do kuchni z szarmanckim wyrazem twarzy, ukłonił się i wyciągnął swoją jedyną dłoń do siedzącej Lucy.
    - Można prosić? Piosenka trochę niedorzeczna, ale i tak… Udowodnię, że nawet z hakiem zamiast ręki potrafię zachować… No cóż. To i owo. Obiecuje, że nie skrzywdzę ślicznych rączek – to mówiąc ujął dłoń ukochanej i ucałował ją delikatnie – Czuję się jak cholerny dzieciak, zagubiony chłopiec. Pani wybaczy, ale pani towarzystwo mnie onieśmiela – szepnął jeszcze z błyszczącymi oczyma.

    pragnący udowodnić, że hak posiada zalety, Hakuś

    OdpowiedzUsuń
  49. [ Wygrałaś moją dozgonną miłość <3 XD A tak w ogóle to wow, kolejna karta do podmianki będzie XD
    Mnie po prostu ta piosenka powaliła, jak na nią wpadłam. Po prostu się zakochałam XD I ooo – miałaś „Black Heart” jako budzik :3 Jak uroczo. Ja to uwielbiam pirackie klimaty, przed zaśnięciem czasem szant słucham XD Także jak zobaczyłam „pirate love song” to „Black Heart” stało się obowiązkowym punktem do odsłuchania na mojej liście ulubionych melodii.
    O tak :3 Łabądek, bo nie znał jej imienia <3 Od teraz zaczynam to wykorzystywać w wątku XD jak uroczo. Ich symbol :”) Teraz gify, na których Hak mówi „Swan” już nie będą mi się źle kojarzyć XD Od dziś to Lucy jest łabądkiem, wiec i gify nabierają innego znaczenia XD <3 ]

    Prawą dłoń ułożył na jej tali i przyciągnął do siebie. Na chwilę oboje zapomnieli o tańcu i tylko stali tak, patrząc sobie w oczy. Mógłby to robić godzinami, bo to te oczy śniły mu się po nocach. Przez te setki lat zapomniał naprawdę wiele, zapomniał nawet jak to jest kochać, ale nigdy nie byłby w stanie zapomnieć tych błękitnych oczu.
    Obdarzył ją delikatnym, najsłodszym uśmiechem na jaki go było stać. Hakiem delikatnie ujął jej dłoń i postąpił pierwszy krok. Widział jak patrzyła na kawałek metalu, który miał zamiast ręki. Ten smutek i lęk w błękitniej otchłani jej oczu. Musiał jej pokazać, ze to nic nie zmienia. Hej, spokojnie, to wciąż ja. Trochę pokiereszowany, ale nie ma strachu. Skoro on się przyzwyczaił to i ona przywyknie. Taki hak to w gruncie rzeczy wcale nie straszna rzecz. Owszem, czasami tęsknił za dłonią, ale ten kawałek metalu… Bardzo się do niego przywiązał i potrafił zrobić z niego użytek na wiele sposobów.
    Powoli, płynnie, niby płynąc w powietrzu, tańczyli w jego kuchni. Nic innego się nie liczyło. Była tylko melodia i ich dwoje. W tamtej chwili zrozumiał jak musieli czuć się zagubieni chłopcy, gdy latali. Przyjemne myśli, a już stopy odrywają się od ziemi. Mógłby przysiąc, że nie z Lucy poderwali się w powietrze i zaraz ulecą ku gwiazdom.
    Uniósł hak z jej dłonią w górę i zmusił ją do zrobienia piruetu. Prawą dłoń wciąż trzymał w pogotowiu na wysokości jej tali. Tak pięknie zawirowała, że okręcił ją jeszcze raz, a potem złapał i postąpił krok w bok. Tak cudownie się poruszała, była taka lekka i zwiewna, tonęła w białej koszuli, która kręciła się dookoła niej tylko delikatnie muskając skórę. Nie mógł się na nią napatrzyć. Tamta chwila należała tylko do nich, do nikogo więcej. Och gdyby tak mogła wyglądać cała ich historia. Byliby najszczęśliwszymi istotami na świecie. Mogliby tak przetańczyć całe życie. Wszystko byłoby tylko ich wspólną piosenką na dwa głosy.
    Po raz kolejny zakręcił nią, ale tym razem nie odwrócił jej już do siebie przodem. Przytulił się do jej pleców, złożył brodę na jej prawym ramieniu i objął ją w pasie. Piosenka dobiegała końca. Zamknął oczy, policzył do trzech i puścił ją. Już i tak na zbyt wiele się dziś odważył. Delikatnie odwrócił ja do siebie i spojrzał jej w twarz. Odruchowo, niewiele nad tym myśląc, odgarnął jej hakiem włosy za ucho. Zimna stal musnęła przy okazji jej policzek, a Huck pożałował że nie może tego poczuć. Przy niej częściej będzie mu doskwierać brak dłoni. Nigdy nie chwycę cię w dłonie, by unieść do gwiazd.
    Czuł, jak ta myśl zaczyna wpływać na jego wyraz twarzy, więc szybko uśmiechnął się i musnął hakiem czubek jej noska. Byłą taka piękna.
    - Co powiesz na kolacje we dwoje dziś wieczorem w jakimś eleganckim lokalu… Łabądku? – spytał, a oczy znów mu zaświeciły.
    Jego łabądek. Tak ją nazwał, gdy spotkali się pierwszy raz. Długa szyja, jasne lico, ta zwiewność i delikatność odpowiednia łabędziom. Cała Lucy.

    jej rycerski pirat

    OdpowiedzUsuń
  50. [ Bonus? Moja dozgonna miłość ci nie wystarczy? XD Wymagająca bestia z ciebie <3 To dostaniesz jeszcze moją duszę ;) Jakby nie wystarczył ci jednoręki pirat za męża dla Lucy XD
    Oj tak szanty, wakacje, morze <3 Idealnie. Szantowe koncerty? Zazdroszczę <3 Oj tak, wena po nowych „Piratach” będzie na pewno. Ja już się doczekać nie mogę, wszak to mój ukochany film ^^
    Przerobić cały serial? Czemu by nie XD Trzeba zewsząd czerpać co ciekawe :3
    Jak w tamtym odpisie dałaś fragment z mokrą grzywką to zdałam sobie sprawę, że gdzieś widziałam takie zdjęcie XD No a że to piękne zdjęcie, to stwierdziłam że podmienię :3 ]

    - Jasne że pamiętam – wyszeptał z zadowolenie – Jak mógłby zapomnieć?
    Ilekroć widział te białe stworzenia unoszące się na wodzie to mimowolnie wracał myślami do tamtych dawnych dni. Wszystko dookoła przypominało mu Lucy, choć wcześniej przynosiło mu to raczej ból i smutek. Teraz miał ochotę głośno się roześmiać. Jak mógł przez tak długi czas wspominać najcudowniejszą istotę, jaką spotkał w życiu z żalem? Po co tak się zamęczał?
    Ledwie zdążył podchwycić jej odpowiedź, a jego Łabądek stał już na palcach z ustami przylgnęła do jego warg. Nie było sensu się opierać, zresztą nie miał na to ochoty. Tamta chwila była zbyt piękna, a on był w stanie tylko otoczyć ją ramionami. Tak bardzo ją kochał, serce waliło mu tak szybko, a on czuł się z nią jednością. Nie chciał jej wypuszczać, nie chciał się odsunąć, chciał by ten słodki mement trwał wiecznie. Po co miałby wychodzić chociażby z domu, skro tutaj z nią było mu tak dobrze? Wolałby zostać na całą wieczność w tym skromnym mieszkanku i całować ją co chwilę. Bez niej był tylko Huckelberrym, z nią był prawdziwym sobą, przy niej wracał Hak. Wracało nawet coś więcej, byli jednością.
    Gdy skończyli, oparł czoło na jej czole, a czubkiem nosa dotknął jej drobnego noska. Dłonią pogładził jej policzek i otarł ślady po łzach szczęścia, które uroniła. Kto by pomyślał, że wzruszy się usłyszawszy jedno słowo. Takie jej łzy mógł oglądać, byle nie cierpiała, byle to nie były łzy smutku. Wolał ją radosną, szczęśliwą, promieniejącą.
    - Musisz… - powtórzył tak cicho, jakby głośniejsze słowo mogło ją spłoszyć – Musisz.. – powtórzył z przykrością – Ja też powinienem iść do pracy – przyznał z półuśmiechem – Och łabądku… Tak bardzo nie chcę wypuszczać cię z ramion. Tak bardzo się boję, że to się źle skończy, choć wiem że to głupie – wyznał cicho i złożył krótki pocałunek na jej czole.
    Odsunął się o krok, otaksował ją wzrokiem i po raz wtórny zatopił się w jej oczach. Chciał ją idealnie zapamiętać, by do wieczora żyć jeszcze jej widokiem. Już na samą myśl o tym, ze Lucy zniknie za zamkniętymi drzwiami, wzbierała w nim tęsknota. Jak on mógł żyć tak długo bez niej? Jak miał funkcjonować w pojedynkę, nie mogąc jej dotknąć, zachłysnąć się jej zapachem czy znów zarumienić się przez jakiś głupi gest.
    - Ja… cieszę się, że tak to wszystko wyszło – powiedział jeszcze – Teraz będzie tylko lepiej – obiecał i ścisnął jej dłoń w swojej – Musi.

    rozanielony Hakuś

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [ Nie powiesz mi, że to nie wygląda jak nasi kochani podczas pierwszego spotkania ->
      https://s-media-cache-ak0.pinimg.com/564x/76/25/24/762524c61feae523aae39a96c8e3b087.jpg
      <3 ]

      Usuń
    2. [ Awwww, to takie urocze :3 ]

      Usuń
  51. [Zgadzam się, a przynajmniej z większością. Charlize jest przecież jeszcze młoda to jak ma być po niej widać starzenie się. W Śnieżce i Łowcy miała 36 lat dopiero. :D O tak, ona jest wręcz stworzona do jakiejś mrocznej baśni.
    Powiem Ci, że wątek z Charlotte mnie trochę kusił, bo ten sam klimat w końcu. No ale do rodziny mnie tak pięknie na czacie przyjęłyście, że nadal jestem pod wrażeniem. :)
    Przestudiowałam wszystko co napisałaś, historię w karcie Oberona (i się zakochałam), notkę Hagena, więc chyba mniej więcej wszystko ogarniam. Jak coś to będę się dopytywać. :) Myślę, że autorka Oberona nie będzie miała wyboru skoro już mnie do rodziny przyjęłyście. ^^
    Wyczytałam z historii u Oberona, że jego żona była z Tuatha De Danann, więc w sumie Etain jako Banshee jak najbardziej zaliczałaby się do grona poddanych. W takim wypadku nie widzę ograniczeń by w którymś momencie nie mogła się spotkać z Lucy. Tylko najlepiej byłoby zrobić im powiązanie z czasów przed Hakiem, by nie psuć efektu gdy Hak przedstawia mamusi swoją ukochaną. :)
    Można w sumie tak jak mówisz dać sam początek, gdy Lucy dopiero została przemieniona w nimfę. W sumie zaproponowałam Skipper, by Hagen spotkał Etain na samym początku, przed swoją śmiercią. Akurat zbiegłoby się w czasie z przemianą Lucy. Może nawet Etain przewidziałaby również jej śmierć? W sumie pomysł z pomaganiem fajny, tylko czy Lucy potrzebowałaby pomocy skoro nie pamiętała w ogóle dawnego życia i myślała, że jest nimfą od zawsze... Jak w ogóle widzisz początki Lucy jako nimfy?
    No wiesz, zawsze można też zacząć po prostu od tego jak Hak przedstawia Lucy swoją mamusię... xD

    Serialu nie znam, ale piosenka od pierwszej chwili mi się spodobała, bo jest w moim stylu. :) W sumie mam podobnie z tą piosenką, którą sama wrzuciłam w kartę. Też trafiłam przypadkiem przez reklamę serialu w tv, dogrzebałam się, że to ponoć znana szkocka piosenka, tylko nieco przerobiona na potrzeby serialu. Czasem można przypadkiem trafić na coś fajnego. :)
    Cudna! A pani, która śpiewa jaki ma śliczny głos.]

    Etain

    OdpowiedzUsuń
  52. [ Dajesz duszę, a ta mówi, że woli czekoladki XD Weź tu zrozum. I spokojnie, ty jakieś uprzedzenie do haka Haczka masz XD On nie wydziobie oczu, a i z obrączką problemów nie będzie XD Właśnie wyobraziłam sobie wkładanie obrączki na hak i śmiechłam XD <3
    Ciii, o wieku Johnnego nie mówimy XD I tak jest genialny <3 Zna się na piraceniu XD
    Wysyłamy ;) Rzeczywiście dziwnie by było, gdyby obsługiwała ich koleżanka-kelnerka XD śmiechom nie byłoby końca, a przecież tam ma się tragedia wręcz rozegrać XD Oj matlu.
    Podejrzewam, że ta nasza głupawka na shout’cie nie pozwalała się skupić XD Chciało się być na bieżąco, trzeba było pilnować czy ktoś cię aktualnie nie obgaduje i wrzucać swoje trzy grosze XD <3
    Zaś co do sąsiadki to też już ją ubóstwiam XD Ona samym wzrokiem będzie przypominać im o moralności i innych bzdetach XDDD Ach ten jej karcący wzrok. ]

    Przez resztę dnia nie potrafił się na niczym skupić. Wciąż na nowo rozpływał się we wspomnieniach, czego nie omieszkał mu wypomnieć szef, gdy Huck przysiadł przed pianinem i zamarł z głową wspartą na ręce i szerokim uśmiechem. Jego współpracownicy kręcili głowami i pytali się czy wszystko gra. W odpowiedzi miał ochotę się roześmiać. Pytali właśnie teraz, teraz gdy wszystko zaczynało się układać. Jakoś jego dąsy i posępne milczenie nigdy nikogo nie martwiły. Dziwne to społeczeństwo, w którym uśmiech i radość bierze się za oznaki nienormalnego zachowania. Mało go to jednak obchodziło. Wszystkich obdarzał uśmiechem, wszystkim życzył miłego dnia, odegrał kilka ciepłych piosenek, szczególną uwagę poświęcając tej z dzisiejszego poranka. Takiego koncertu goście Trip Trap jeszcze nie słyszeli.
    Jak minął ten dzień? Nie potrafił odpowiedzieć na to pytanie stojąc przed lustrem. Przekręcił się bokiem i krytycznym spojrzeniem obdarzył swój strój. Jasna koszula, czarna muszka, czarna kamizelka i eleganckie spodnie. Jego skromnym zdaniem nie wyglądało to najgorzej. Choć w sumie wolał modę bajkowego świata. Tutaj dziwnie patrzyli nawet na to, że praktycznie codziennie nosił koszulę. A bluzki, swetry, podkoszulki? Niezbyt za tym wszystkim przepadał, no może ewentualnie swetry z golfami. W sumie to mimowolnie powoli przekonywał się do niektórych rzeczy „tutejszych”, „zwykłych” i „normalnych”. Przy tym nie zapominał o swoich preferencjach.
    Pochylił się do lustra, oblizał zęby, uśmiechnął się i przeczesał palcami włosy. Już wcześniej wypolerował swój hak, a teraz nie wiedział co ze sobą począć. Nie chciał wychodzić za szybko, by nie wyjść na narzucającego się. Dlatego też poprawiał wszystko po raz setny. Kolczyk w uchu, niezauważalnie przekrzywiona mucha, pojedynczy włos opadający na czoło.
    - Przystojniaku – powiedział cicho, przywołując słowo, którym pożegnała go Lucy – Nie da się ukryć – przyznał samemu sobie z nonszalanckim uśmiechem – Trochę pewności siebie i powalasz mój drogi - przemówił poważnie do swojego odbicia i uniósł brew.
    Po raz setny odkąd się ubrał, zerknął na zegar i westchnął z ulgą. Mógł wreszcie wychodzić. Chwycił karteczkę z adresem, która tak miła była jego sercu, sprawdził czy ma portfel kieszeni i na koniec zarzucił na siebie marynarkę, a na nią ciepły płaszcz. Nie żaden ze swoich skórzanych, niestety na ie było za zimno, a jeden z tych kupionych już w Fabletown. Że też Docześni mogli ubierać na siebie tyle warstw odzieży i czuć się z tym komfortowo. Nie mniej zamierzał wytrwać w swoim postanowieniu i nie zmieniać stroju. Opuścił mieszkanie, które ostrożnie zakluczył i w podskokach ruszył schodami w dół. Na samej klatce, tuż przed tym jak opuścił budynek, spotkał jeszcze sąsiadkę… Te samą, która mijała go rano, jak szedł po śniadanie do sklepu. Uwzięła się czy to tylko zbieg okoliczności, że właśnie teraz wchodziła z piwnicy? Nieważne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na zewnątrz już się ściemniało. Z radością zadarł głowę i spojrzał w niebo. Kochał gwiazdy, zawsze mu pomagały, choć kiedyś był więźniem ich dwóch. Te czasy jednak minęły, a on teraz miał cel przed sobą. Zanim jednak dotarł pod drzwi Lucy, wstąpił do kwiaciarni, w której załatwił sobie wcześniej kwiaty. Mieli mu je odłożyć na teraz, o ile zdążyłby przed zamknięciem. Zdążył. To były średniej wielkości bukiecik niebieskich kwiatów najróżniejszych gatunków. Ładnie podziękował, zapłacił i ruszył już po swojego Łabądka. Naprawdę nie mieszkała daleko. Aż dziw, ze nigdy wcześniej się nie spotkali. Choć on nie zwracała zbytniej uwagi na mijających go mieszkańców Fabletown. Z góry zakładał, że to nic nie da. A przecież gdyby było inaczej, to może spotkałby ja już wcześniej.
      Zadzwonił do drzwi, a serce waliło mu jak oszalałe. Dopadł go przyjemny stres, a każda sekunda wydłużała się w nieskończoność. Chciał już ją ujrzeć, znów być blisko, ująć pod ramię i powoli przespacerować się pod wieczornym niebem do restauracji. To był szczyt jego marzeń.

      [ Tak bardzo pierwsze spotkanie -> http://pompeiiablaze.tumblr.com/image/132464890462
      XD Wgl na tej stronie -> http://pompeiiablaze.tumblr.com/tagged/killian-jones
      arcisze Haczka z Swan są takie, że ją można spokojnie jako Lucy interpretować XD <3 ]

      wystrojony Hakuś

      Usuń
  53. [ Musisz koniecznie dodać do zawodów XD I co racja, to racja. Romantyzm w Fable skoczył o sto procent xDDDD <3
    O, Ben mógłby naprawdę nieźle wypaść w Piratach <3 A manga przerobiona w jeden wieczór <3 Genialna ^^
    Myślisz, że może zmienić zdanie po ślubie? XD Warto spróbować ]

    Drzwi się otworzyły, a jego od razu zwaliło z nóg. Lucy wyglądała olśniewająco. Czarna sukienka ładnie kontrastowała z jej jasną karnacją, a odpowiednio dobrany makijaż podkreślał piękno jej oczu. Jeszcze nigdy jej takiej nie widział. W czasach, w których się poznawali, w tamtym świecie… Panowały inne reguły. Nie potrafił powiedzieć, że wyglądała wtedy gorzej. Przecież zawładnęła całym jego sercem nie tylko przez swój uroczy charakter, wygląd dołożył swoje pięć groszy. Jak nie więcej. Po prostu teraz… No cóż, sprytnie podkreśliła wszystkie swoje atuty, co przyprawiło go o przyjemne dreszcze. Seksapil w najlepszym wydaniu.
    Otrząsnął się dopiero po chwili i skarcił za stanie w drzwiach z rozdziawionymi ustami. Odchrząknął cicho i wszedł do środka. Cały czas śledził ruchy ukochanej. Nie potrafił odkleić wzroku od jej kreacji.
    - Wyglądasz… Powalająco – wydukał wreszcie z uśmiechem.
    Stanął grzecznie pod ścianą, dając jej czas na dokończenie przygotowań i zapatrzył się w kwiaty, które miał jej za chwilę wręczyć. Spojrzenie miał rozanielone, nieobecne, a usta wciąż wygięte w uśmiechu. Cieszył się na to, co właśnie się zaczynało. Cieszył się tak jak tamtego dnia, gdy ją poznał. Wtedy też wiedział, że przyszedł w jego życiu czas na zmiany. Tylko że tym razem będzie inaczej, nie zmarnują tej szansy, czuł to. Przecież nie dopuściłby drugi raz do tego samego. Gdyby znów postawiono go przed tamtym wyborem… To zapewne porwałby ją ze sobą, nie bacząc na wszelkie protesty. Oboje trochę by pokrzyczeli, ale było by inaczej. Tak, jak będzie teraz.
    Uniósł spojrzenie znad kwiatów, gdy stanęła przed nim już w pełni wyszykowana. To był obrazek idealny, który miał mu zapaść w pamięć na bardzo długo. Jego Łabądek przybrał czarne piórka i aż promieniał szczęściem. Och ile on by dał, by zawsze była taka szczęśliwa. Wciąż nie mógł odżałować tych wylanych przez nią w areszcie łez podczas ich rozmowy. Zapewne w samotności wylała ich nawet więcej, nie raz i nie dwa z powodu jego osoby. Z jego winy. Teraz musiał jej to wynagrodzić oceanem szczęścia.
    - Nie wiem co powiedzieć – przyznał wreszcie – Twój widok zwalił mnie z nóg – oznajmił odklejając plecy od ściany i stając naprzeciw niej – No i mam coś dla ciebie – dodał wyciągając bukiet w jej stronę.
    Już nie mógł doczekać się wyjścia na zewnątrz. Choć chętnie zerkał tu i tam po jej mieszkaniu, to mimo wszystko już chciał znaleźć się na zewnątrz. Głównie dlatego, że zrobiło mu się strasznie gorąco. Warstwy ubrań zrobiły swoje. W restauracji prędko pozbędzie się i płaszcza i marynarki. Koszula z kamizelką wystarczą w zupełności.
    - To co? Pani gotowa do drogi? Wieczór jest przyjemnie chłodny – oznajmił ciepłym głosem – Ale ostrożnie, bo jeszcze przyćmisz wszystkie dzisiejsze gwiazdy – dodał, nonszalancko unosząc brew.

    pirat z serduszkami w oczach

    OdpowiedzUsuń
  54. [Ona to w ogóle kobieta kameleon, bo tak potrafi się zmienić do roli, że wow. Haha, no właśnie. Aż mi się skojarzyło z tym jak kiedyś córka mojej kuzynki stwierdziła, że ja to już jestem naprawdę stara (a miałam wtedy 21 lat xD).
    Tym bardziej, że ja i tak będę ją molestować o wątek, bo postać ma cudowną. :) Dziękuję, też tak uważam. I pomyśleć, że się martwiłam czy się tu zaaklimatyzuję...
    Jak najbardziej. W sumie każde z nich mogło spotkać się z Etain osobno, a potem wspólnie. Może nawet podczas, któregoś romantycznego spotkania widzieliby ją oboje. W sumie kto powiedział, że banshee można przed śmiercią zobaczyć tylko jeden raz, prawda?
    Jeszcze nie. Dopiero się jej rozpisałam z propozycją. :) Ja jej tego powiązania nie odpuszczę, bo po prostu nie mogę. <3 Zaproponowałam Skipper by w czasie spotkania w świecie baśni Etain się Hagenem w pewien sposób fascynowała (bo umarł i wrócił), a on jednak by wolał trzymać dystans, bo trauma związana ze śmiercią i tak dalej. No i nie wiem jak ona, ale ja bym chyba wolała im głębsze relacje zbudować praktycznie od zera w wątku, więc nie wiem czy coś takiego Ci na rękę. Chociaż jeśli masz jakiś ciekawy pomysł to daj znać, może mnie zainspirujesz również do podrzucenia Skipper nowych pomysłów. :)
    Za to tak mi teraz przyszło do wniosku, że w sumie to Etain powinna mieć pewien problem z synową, będącą jednocześnie byłą dziewczyną Hagena, z którą na dodatek ten się wciąż przyjaźni. To by było w najlepszym wypadku dość niekomfortowe... :D

    Bo to bardzo znana piosenka. Ale kto by się spodziewał, że trafisz na nią przez ciastka. :) Mi się chyba aż tak ciekawe odkrycie nigdy nie przytrafiło.
    Dlatego uwielbiam soundtracki. Potem są dziwne sytuacje bo potrafię nie znać filmów czy seriali, ale soundtracki znam wręcz na pamięć. ;)]

    Etain

    OdpowiedzUsuń
  55. [ Zgadzam się, że Boże Narodzenie bardziej romantyczne niż Walentynki XD O dziwo . Oj tak – kocyk, herbatka, kominek <3 To moje marzenie na każdą zimę ^^
    Nie powiem, też bym ze śmiechu nie wyrabiała XD I zdecydowanie nadawałby się na kogoś takiego jak Norrington XD Byłby niezły ubaw.
    No bo oni tak genialnie są oddani na tych rysunkach <3 Jak prawdziwi aktorzy ^^
    Sąsiadka Haczka naszą panią Hudson XDDDD Padłam.
    I oj tak XD Nasze serduszka zdecydowanie mają inne plany na wieczór niż my im przewidziałyśmy XD Biedaki dwa <3 ]

    Uśmiechnął się w odpowiedzi na uwagę o jego wyglądzie. Nawet się trochę napuszył teatralnie, zadzierając nieco nosa. Lubił być komplementowany, a ostatnią pochwałę na temat swojego wyglądu usłyszał dawno temu. Jeśli miałaby być ze sobą szczery, to tamtą pochwałę usłyszał Hak, a nie Huckelberry. Kolejna rzecz jaka się zmieniła. Na szczęście wystarczyła Lucy, by naprowadzić wszystko na prawidłową drogę.
    - Czy ja wiem czy nice bardziej – rzucił jeszcze, odprowadzając ją wzrokiem, gdy poszła włożyć kwiaty do jakiegoś wazonu – Na pewno inaczej, ale wolę jednak skórę, wysokie buty i szablę przy boku.
    Była to cała prawda, bo choć doceniał uroki eleganckiego stroju, to wolał piracką ekstrawagancję. Wielkie kapelusze, targane wiatrem skórzane płaszcze. To były jego klimaty, a nie muszka pod szyją, która co chwilę delikatnie się przekrzywiała. O butach to aż żal było mówić. Może i błyszczały się ładnie, ale nie posiadały stukającego o pokład obcasa i złotych klamr, które tak uwielbiał. Ogółem w całym stroju brakowało mu trochę świecidełek. Nawet na wisiorki nie mógł sobie pozwolić w tym ubraniu, zmuszony był ograniczyć się do kolczyka i pierścieni.
    Gdy wyszli od razu mu ulżyło. Chłodne powietrze oddaliło w zapomnienie chwilę duchoty i zmierzwiło odgarniętą przed chwilą przez Lucy grzywkę Hucka. Lubił to uczucie, choć jeszcze bardziej lubił gdy zamiast wiatru miał we włosach jej dłoń. Na samą myśl o tym przechodziły go przyjemne ciarki. Uśmiechnął się więc słodko do swojej towarzyszki i podał jej ramię, którego mogła się chwycić. Przyjemnie było czuć jej bliskość jej dotyk, nawet jeśli przez warstwy ubrań.
    - Cóż, gwiazdy schowały się zawstydzone – uznał – I słusznie. Bo nawet nie mają co konkurować z twoim blaskiem – dokończył z łobuzerskim uśmiechem.
    Wiedział, że jego teksty nie są wielce górnolotne, ale wiedział też, że kobiety lubiły być komplementowane. Choć zwykle tego nie okazywały. Lucy na ten przykład z początku czułą się chyba zażenowana, gdy co chwila raczył ją jakimiś słodkimi słówkami. Wciąż pamiętał jak wywracała oczyma lub kręciła głową. Ale przywykła do tego i miał nadzieję, że choć trochę sprawia jej to przyjemność. Ludzie zwykle dziwnie reagowali na jego bezczelną otwartość. Przynajmniej kiedyś, gdy okazywał ja na każdym kroku. Jako Hak nie należał do tych, co chowali swoją opinię za murem z grzecznych słówek. Zawsze walił prosto z mostu. Kiedyś… Teraz poddał się manierze skrywania swoich myśli nawet przed samym sobą. Zresztą, to się już nie liczyło, bo ona była obok.
    Szli powoli, napawając się ciemnością i ciepłym światłem lamp. Ulice były raczej opustoszałe, zresztą nic dziwnego o tej porze dnia i roku. Choć Huck nie do końca to rozumiał. C tak ciekawego mieli do robienia w domach? Przecież noc była piękna, a chłód nie dokuczał zbytnio. On uwielbiał spacerować właśnie o tej porze, a już z ukochaną do towarzystwa to było niczym spełnienie marzeń.
    - Czasem jak patrzę w niebo – zaczął nagle tonem bardzo zbliżonym do szeptu – zdaje mi się, że widzę czubki masztów, bocianie gniazdo i całe olinowanie. Wtedy ziemia zaczyna chwiać mi się pod nogami, a ja czuję zapach morza. Umysł lubi płatać mi takie figle… - ciągnął rozmarzonym głosem – Nawet gdy jestem trzeźwy – dodał po chwili już bardziej radośnie – A jakie są twoje dobre myśli Lucy? Kiedyś pokażę cię odrobinę pewnego magicznego pyłu i wtedy to dobre myśli będą tym, co oderwie twoje stopy od ziemi – obiecał.

    rozmarzony Hakuś

    OdpowiedzUsuń
  56. [ Jejciu niech w tym roku będzie dużo śniegu <3 Ja dziecię zimy, ja tego pragnę XD <3
    Zabiłaś mnie tym zdjęciem i gifem.. Po prostu zabiłaś XD
    Biedna sąsiadka XD Na pewno ma chorobę morską XD Niania dla małych Haczków XDDD Padłam, będzie im opowiadać straszne historie i opowiadać zabawne rzeczy o rodzicach XD <3
    O tak! Czytałam to i się zachwycałam :3 Bardzo dobrze napisana książka ^^ I rzeczywiście tam była „Gwiazda Zaranna” XD Fajny zbieg okoliczności ( to wszystko to przeznaczenie )]

    Tak przyjemnie patrzyło mu się w gwiazdy z Lucy uczepioną jego ramienia. Serce biło mu szybciej, a krew buzowała. Dzięki temu wszystkiemu nawet nie czuł chłodu, albo po prostu nie zwracał na niego uwagi. Jakby mógł w takiej chwili, gdy było mu tak dobrze. Ledwie zaczęła się noc, a dla niego mogłaby trwać wiecznie. Trudno, że w szarym mieście, trudno, że z dala od szumu fal, trudno, że wśród betonowych murów. Dla niego było idealnie tak, jak było.
    - Nie przejmuj się – powiedział, zerkając w zatroskane oczy Lucy – To tylko spadająca gwiazda. Niczego nie zmieni – obiecał i musnął opuszkiem palca czubek jej nosa – Wiem, ze nie wolno gwiazdy, któż mógłby to wiedzieć lepiej ode mnie, ale mogę obiecać ci jedno. Od dziś to ja jestem od pilnowania, by spełniły się twoje życzenia. Żadna gwiazda mi się nie przeciwstawi, nie ma szans. Także proszę się uśmiechnąć, łabądku, bo będzie tak, jak sobie zażyczyłaś.
    Wydeklamowawszy to wszystko, uśmiechnął się szeroko i po chwili ruszyli dalej. Skoro jego Błękitnooka chciała zaćmić wspomnienia znad Renu, to ta noc musiała być wyjątkowa. Nie mogli zmarnować z niej ani minuty. Wszak by przyćmić blask Renu z tamtych dni… Nie łatwe to było zadanie. Nad Renem śmiali się, bawili, flirtowali i patrzyli sobie w oczy. Oboje byli wtedy trochę inni, a jednak tacy sami. Radości nie było końca, a świat mienił się wszystkimi kolorami tęczy. Teraz, gdy oboje mieli za sobą bagaż przejść, nie tak łatwym było spojrzenie na świat z optymizmem. Choć gdy tak szli w ramię w ramię, mimo wszystko wydawało się to wykonalne.
    Niebawem na horyzoncie zamajaczyło Bella Notte, do którego zmierzali. Zaraz też zwolnił kroku, by jeszcze mogli ponapawać się przepiękną nocą. Ale zaraz zmienił zadanie, widząc jak Lucy mimowolnie drży. On był ubrany lepiej, ona ratowała się przed zimnem przywierając do jego ramienia. Nie było sensu przedłużać spaceru. Przecież w restauracji też spędzą miłe chwile.
    - Ty drżysz, łabądku – szepnął jej prosto do ucha – Nie mogę pozwolić, byś mi tu zamarzła. Bella Notte już niedaleko, zaraz się ogrzejesz…
    Miał ochotę dodać jeszcze coś głupiego, ale poniechał tego w ostatniej chwili. Czasem lepiej było zostać w słodkiej tonacji, niżeli przemieniać delikatny, nieśmiały uśmiech w wybuch śmiechu lub wywrócenie oczyma. Choć na język już mu się cisnęły najrozmaitsze powiedzonka o gorącu, płonięciu i innych duperelach. Jeszcze będzie czas, by je wykorzystać. Maja przecież całą noc dla siebie.

    [ Jej ale smuteczek mnie naszedł, gdy Lucy się wystraszyła, że zmarnowała życzenie :”) Oni tacy słodcy i nieświadomi, aż się serduszko łamie. ]

    Hakuś, obrońca marzeń

    ~ napisałabym „gorący pirat” ale sama też muszę się przecież powściągać <3

    OdpowiedzUsuń
  57. [Oczywiście, że z sentymentem! Bloga naprawdę miło wspominam i cieszę się, że ktoś mnie pamięta. Wprowadzenie zmian chyba trochę uporządkowało fabułę, a na pewno przyciągnęło autorów. Bardzo dziękuję za powitanie :)]

    Morgan Myers

    OdpowiedzUsuń
  58. [ Jesień też jest piękna – zwłaszcza z tą mgłą <3 Ta aura tajemniczości jest cudna ^^
    Matko nie – Sherlock pirat mnie zabija XDDD
    Oj kurcze tak, sąsiadka z plejadą historii z życia wziętych XD Bogata przeszłość, czarne karty w historii… Rezolutna z niej by była kobitka :D hahaha
    Oj tak! Mi też się to mega podobało :D Wg świetne pomysły – motyw z krokodylami w fontannie mnie ujął :3 No ogółem świetna książka ^^
    Tak – traktujmy to jako okres przejściowy XD To dobre wyście :D Przynajmniej utrzyma nasze biedne serduszka i ich biedne serduszka w całości do czasu aż będzie lepiej <3 ]

    Jej opowieść o gwiazdach, o jej krainie ujęła go za serce. Bardzo miło słuchało się jak opowiadała z niejaką tęsknotą, z rozmarzeniem. Jej słodki głosik nabierał wtedy cudownego ciepła, a twarz jej promieniała. Taką ją właśnie pamiętał – czarującą, rozmowną, ciepłą i przekonującą. W chwilach takich jak ta mógłby jej uwierzyć praktycznie we wszystko i nie był pewien, czy cokolwiek mogło złamać czar tego momentu. Choć jeśli miałby być ze sobą szczery, to przy swoim łabądku po prostu tracił głowę, a logiczne myślenie zostawiał w domu.
    - Nigdzie się nie wybieram – odparł na jej stwierdzenie – Także gdy to chwilowo przestanie c wystarczać, nadal będę pod ręką – zapewnił ze śmiechem i mrugnął do swojej ukochanej.
    Zanim zdążył powiedzieć cokolwiek więcej, zareagować na jej kolejną uwagę, już przekraczali próg Bella Notte. Lokal był przyjemnym miejscem, a przede wszystkim ciepłym. Tam Lucy nie mogła już marznąć. Przez myśl przeszło mu, że może nie miała nic cieplejszego do ubrania i tylko się zgrywała, ale zaraz odrzucił tę opcję. Na pewno dobrze sobie radziła. Miał wrażenie, że pod względem psychicznym i zaradności jest silniejsza od niego. Wątpił by jej choć na myśl przyszło odebranie sobie życia, podczas gdy on stoczył się na samo dno. Ciekaw był, co ona robiła w tym czasie, ale nie zamierzał pytać. Wszak obiecali sobie zapomnieć o tym, co było. Liczyła się tylko przyszłość. Ich wspólna przyszłość.
    - Pozwolisz, że zabiorę twój płaszcz – szepnął jej do ucha, pomagając jej ściągnąć wierzchnie okrycie.
    Odwiesił też swój płaszcz, a potem wrócił z uśmiechem i położywszy jej rękę na plecach poprowadził w głąb pomieszczenia. Pozwolił jej wybrać stolik i odsunął krzesło, by mogła na nim usiąść. Dopiero potem sam zajął swoje miejsce. Ściągnął marynarkę i po raz kolejny poprawił muszkę, co zaczynało powoli go irytować. Przy tym wszystkim nie uszło jego uwadze to, jak Lucy zareagowała na wszystkie jego ruchy. Trochę się motał, to prawda, ale czy było to aż takie zabawne? Posłał jej szeroki i uśmiechnął się szerokie. Z pewnością było to aż tak zabawne.
    - Idealne miejsce – stwierdził, przeczesując włosy dłonią – Dziwnie się czuje w tym stroju. No i to na kolacji z taką ślicznotką.
    Na stoliku srał maleńki bukiecik i świeczka. Na karty menu musieli poczekać, aż przyniesie je kelner bądź kelnerka. Huck bardzo dawno nie był w podobnym miejscu. W sumie nie przypominał sobie kiedy ostatnio, jeśli w ogóle, był w jakiejś eleganckiej restauracji. Na ogół wybierał bary i butelki rumu. W takich miejscach łatwiej było mu się odnaleźć. Zresztą sam w takiej restauracji wyglądałby głupio i rzucał się w oczy, a tego unikał jak ognia. Choć mógłby pobawić się w filantropa i chodzić do najlepszych miejsc w mieście, wydawać fortuny na to, by zajmować najlepsze stoły i mieć tę swoją prywatność, to jednak wolał wmieszać się w tłum. Cały ten skarb, za który przelał tyle krwi, nie dawał mu teraz szczęścia.
    Szczęście dała mu dopiero ona. Spojrzenie jej błękitnych oczu raz to wbite w treść menu, które otrzymali, a raz w niego. Te zadziorne spojrzenia, te słodkie uśmiechy, jej zapach i powalająca kreacja. W tamtej chwili nie pragnął niczego tylko jej.

    cieplutki pirat <3

    OdpowiedzUsuń
  59. [ Tak :3 I można nosić cieplusie sweterki, jak ja kocha sweterki <3
    Zgadzam się w zupełności. Tak fajnie to wszystko tam powtykane :3 Jarałam się jak głupia, gdy rzeczywiście jakiś motyw z Piotrusia się pojawiał ^^ W sumie jak to z hakiem samym wyszło to też nie pamiętam XD Trochę śmiesznie wyszło, że akurat tego nie pamiętamy. Ale tak! Tematyka marynistyczna <3 Najlepiej pirackie fantasy <3 Za pirackie fantasy można mnie kupić XD
    54? Idziemy jak burza XD
    Co do samego wątku. Może być i wstawiony nasz drogi przybysz XD Haczek i tak i tak się wścieknie i mu przywali ^^ A potem rzeczywiście lepiej niech wyjdą XD Haczek sam się zorientuje, ze g chcą wypraszać za bójkę, więc czmychnie do drzwi, a Lucy za nim :3 Biedaczki nasze… ]

    Bella Notte było przyjemnym miejscem. Od razu mu się tam spodobało. Atmosfera była naprawdę przyjemna, wnętrze przystrojone adekwatnie do nadchodzącego okresu świąt. Nigdy nie lubił Gwiazdki, ale to dlatego, że zwykle spędzał ją sam. Nie był przyjemności w siedzeniu na mrozie i popijaniu świątecznego pączku, który się komuś ukradło. Tym bardziej w odpowiedni nastrój nie wprawiała go pijana załoga, która rechotała całą noc i wymieniała się historyjkami. Oni też tęsknili do rodzin i ciepła kobiety. Tylko, że oni mieli co wspominać i dobrze się razem bawili. Jednak nadchodzące święta zapowiadały się inaczej, to też i widok przepięknych ozdób nie sprawiał mu przykrości, a radość. Już nie mógł się doczekać tego, co czekało go z Lucy w przyszłości. Skoro obecna chwila była wręcz idealna, to czego mógł się spodziewać po kolejnych?
    Wiedział tylko tyle, że będą szczęśliwi. To było jedynym pewnikiem, a serce podpowiadało mu, że nie myli się w tej kwestii. Kto wie… Może za jakiś czas razem zamieszkają? Na pewno. Przecież nie mógł bez niej żyć. Będą razem mieszkać, będą mogli robić, co zechcą. Było go na to stać. Oświadczy się jej, będą rodziną. Razem na zawsze. Długo i szczęśliwie. Nareszcie dostanie swoje szczęśliwe życie, swoje happily ever after - zupełnie inne niż niegdyś przewidywał.
    - Nad morze? Zawsze – odpowiedział, ściskając jej dłoń, która wylądowała na jego – Wiesz, że nie odmówię niczego błękitnym falom, ani tobie. Nawet wiem gdzie dokładnie się wybierzemy – dodał z nutką tajemniczości i błyskiem w oczach.
    Jolly Roger. Zabierze ją na swój okręt. Będzie miał wszystko, co kocha pod ręką. Tak, to brzmiało idealnie. Skoro to miłość do morza była tym, co niezaprzeczalnie było ich cechą wspólną, to od tego powinni zacząć. Nie mógł wyjść z podziwu dla jej genialnego pomysłu i już cieszył się na kolejny dzień, choć ta noc jeszcze się porządnie nie zaczęła. Byli dopiero na starcie, a wszystko już idealnie się układało.
    - Lucy… Tak się cieszę, ze to wszystko potoczyło się w ten, a nie inny sposób… - zdążył jeszcze powiedzieć, zanim przy ich stoliku stanął mężczyzna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie był to kelner, jak z początku podejrzewał Jones, a najwyraźniej jeden z klientów Bella Notte. Co gorsza śmiał się bezczelnie zwrócić do jego ukochanej i to w zupełności ignorując jego samego. Huck naburmuszył się z lekka i odchrząknął znacząco. Nie chciał zaczynać kłótni z nieznajomym, bo mogłaby na tylko zepsuć dobry humor jemu i Lucy. Do tego doprowadzić nie zamierzał.
      - Pan pozwoli, ale za to my się chyba nie znamy. Ponadto pani jest ze mną. Rozsądnie byłoby więc żeby pan się zastanowił zanim powie coś jeszcze. Dodam, że jestem człowiekiem burzliwym i znam się na agresji, a bardzo nie lubię, żeby przerywać mi tak przyjemne chwile. A teraz słucham…
      Wątpił, by do mężczyzny dotarło wszystko, co powiedział. Od nieznajomego silnie czuć było alkoholem i choć Huckelberry nie należał do przeciwników dobrych trunków, to „mężczyźni” o słabych głowach, którzy nie potrafili się kontrolować mocno go irytowali. Przy tym zapominał o wszystkich głupotach, jakie sam popełnił pod wpływem. Zawsze gotów był zaręczyć, że umie zachować nad sobą panowanie.
      Zresztą w tamtej chwili nie miało to znaczenia. Liczył się tylko ten bezczelny idiota i nieprzyjemna sprawa, jaką najwyraźniej miał do Lucy. Joneswi wcale się to nie podobało, ale ograniczył się do zaciśnięcia dłoni w pięść, ostrzeżenia po przez uniesienie haka i uśmiechnięcia się sztucznie. Czekał.

      [ To będzie takie przykre… Musimy to przetrwać, dla naszych mordeczek <3 ]

      mający ochotę czemuś przyłożyć, Hakuś


      Usuń
  60. [ Świąteczne motywy i przydługie rękawy <3
    Powiem ci, że od jakiegoś czasu się na to zasadzam :D I zamierzam kupić przy najbliższej okazji ^^ Także „Morza Wszeteczne” są na mojej liście :3 Najpierw jednak „Gra o Tron”, w której jestem aktualnie zakochana *-* <3
    Może tak być XD Ostatnio rzeczywiście mocno się wczułyśmy i wciągnęłyśmy XD <3 To wszystko przez ich szczęście :> ]

    Najpierw wryło go w krzesło, a wszystkie negatywne emocje zaczęły w nim buzować. Nieznajomy najzwyczajniej w świecie go zignorował! Wszystkie te starannie dobrane słowa po to, by uniknąć zamieszania nie odniosły oczekiwanego skutku. Powoli, z każdym kolejnym słowem pijanego mężczyzny, uwaga gości Bella Notte kierowała się ku ich stolikowi. Huck był tym wszystkim już mocno podirytowany. I wtedy dopiero się zaczęło.
    Krótka, niewesoła historyjka. Kilka trafnych oskarżeń i jakoś dziwnie znajomo brzmiące zakończenie tego wszystkiego. Bo czyż i on nie kochał jej całym sercem? Czyż i on nie próbował skończyć ze sobą, gdy ją stracił? To wszystko, co mówił nieznajomy, mogłoby równie dobrze być historią Jonesa i to było najgorsze. Przecież on też mógł być tylko…. Tylko zabawką… Głupi, naiwny pirat w rękach potężnej nimfy.
    Cały świat rzuciłbym jej do stóp, przebiegło mu przez myśl. Może tego właśnie chciała? By ktoś to zrobił…. Te ponure myśli wcale mu się nie podobały i najchętniej przegoniłby je machnięciem ręki, ale obecność nieznajomego i jego kolejne słowa skutecznie mu to uniemożliwiały. W tamtej chwili wszystko mu się pomieszało. To też czekał na jakiś znak od ukochanej, słowa zaprzeczenia, zapewnienia, że to tylko brednie pijaka. Tymczasem Lucy spuściła wzrok! Siedziała tam milcząca, piękna i przepełniona najwyraźniej poczuciem winy. Tego było już za wiele na serce biednego pirata po przejściach. Tym bardziej, ze wszyscy w restauracji wstrzymywali oddech, wyczekując jakiejś reakcji. On już miał jedną na podorędziu.
    Jego oczy zaszyły wściekłą czerwienią, oznajmiając całemu światu, że uwierzył nieznajomemu i bardzo go to gniewało. Dłoń zacisnął w pięść i jeszcze na siedząco zamachnął się w stronę pijanego mężczyzny. Bezbłędnie trafił w nos, który cicho kliknął pękając. Nieznajomy zatoczył się w tył i chwycił za twarz, a Huck tym czasem podniósł się ze swojego miejsca. Jeszcze jeden i drugi cios, a zdezorientowany mężczyzna klęczał na podłodze ociekając krwią, a zewsząd zlatywała się ochrona. Huck posłał jeszcze nieznajomemu wściekłe spojrzenie czerwonych oczu i kopniakiem obalił go całkowicie na podłogę. Obutą w błyszczący but stopą z wyczuciem przygniótł twarz mężczyzny.
    - Ostrzegałem. Powiedziałeś za dużo – wysyczał tylko – Koniec przedstawienia – dodał głośniej, kierując to do wszystkich przypatrujących mu się gości lokalu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bez zastanowienia odwrócił się plecami do tego wszystkiego i wyszedł z Bella Notte, nie oglądając się za siebie. Nie miał nawet co rozmawiać z ochroną, która i tak wyrzuciłaby go na zewnątrz. Zresztą nie bezpodstawnie. W końcu urządził im wszystkim niemałe przedstawienie. Jak miał się niby powstrzymać? Tyle słów, tyle złych słów i żadnego zaprzeczenia, usprawiedliwienia z jej słodkich ust. Skąd mógł wiedzieć, czy ona też go kocha? Przecież tamtego biednego, martwego już chłopaka zapewne też zapewniała o miłości. Niby wiedział, że niegdyś wabiła mężczyzn na śmierć że skały, ale przecież poznanie go miało zakończyć tę jej potworną karierę. Skoro tak się nie stało, to całą ta ich wspólna historyjka mogła być tylko bajeczką uknutą przez sprytną morską wiedźmę. Czy naprawdę nie był niczym więcej jak tylko zabawką? Nie chciał, by to była prawda.
      - Nie, nie, nie… - powtarzał, kręcąc się w kółko na chodniku przed lokalem.
      Za nic miał chłód i ziąb, które teraz były jedynym, co próbowało ostudzić jego wewnętrzny ogień. Był tak wściekły, tak rozżalony. Wciąż nie czół, by dał upust złym emocjom przez tę krótką, żałosną imitację bitki. Praktycznie rozłożył na łopatki chłopaka, który był tak pijany i zaskoczony, że się nie bronił. Teraz z pięści Hucka spływała na ziemię krew nieznajomego.
      Przy tym wszystkim nawet nie pomyślał o zostawionych w restauracji marynarce i płaszczu. Teraz wystarczyła mu ubrudzona krwią koszula i kamizelka. Uniesiony szałem i wonią krwi przeciwnika omal nie wyglądał znów jak pochłonięty zemstą krwiożerczy pirat z Nibylandii. Tak skrajne zachowania, emocje, postawy, a tylko jedna kobieta. Przez nią stracił całą kontrolę nad sobą. Owinęła go sobie wokół palca i mogłaby nim zagrać tak, jakby sobie tylko wymarzyła. Nawet nie potrafiłby się sprzeciwić.
      Nie zdołał zrobić nic więcej jak tylko krzyknąć ku ciemności kryjącej się za nielicznymi gwiazdami. W tym nieludzkim krzyku wyraził całe swoje zagubienie, złość, rozżalenie i bezsilność. Los lubił mu udowadniać, jak słaby jest.

      ;-;

      Usuń
  61. [Dziękuje bardzo za miłe powitanie :) Też uważam, że Angelina w blondzie wygląda cudownie. Chociaż jak dla mnie, to ona jest istną pięknością w obojętnie jakim kolorze włosów.
    Przyznam szczerze, że postaci Lorelei w ogóle nie kojarzę, tak właściwie to nie znam chyba żadnej germańskiej legendy. Karta postaci bardzo mi się podoba, jest przejrzysta i widać, że przemyślana. Podoba mi się też fakt, że Lucy była w więzieniu :) Wiem, wiem, dziwna jestem.]

    Aurora

    OdpowiedzUsuń
  62. [ „Gra” jest cudowna <3 I serial i książka. Polecam z całego serduszka, bo się zakochałam w bohaterach i fabule ^^ No i podejrzewam, że po gifach i innych takich pewnie kojarzysz mniej więcej co i jak XD Zanim zaczęłam czytać i oglądać też już kojarzyłam. I masz rację – Emilia jest śliczna, ale w serialu wygląda tak dziecięco XD
    Zdecydowanie uzależnienie XD Haha XD A ja odetnę sobie dłoń i wstawię hak XD
    „Moda na sukces” jako źródło pomysłów XD Why not.
    Krócej będzie dynamiczniej i zdecydowanie wygodniej w tym wypadku XD Oj zaraz zacznie się jatka :”) A ten gościu rzeczywiście ma pecha XDDD ]
    Zatrzymał się gwałtownie, gdy z drzwi lokalu wypadła Lucy, prawie na niego wpadając. Posłał jej tylko krótkie spojrzenie i odwrócił się bokiem. Był rozgoryczony i rozgniewany. Wszystko wyszło nie tak, jak powinno. Huck czuł się tak, jakby to jemu ktoś przywalił w twarz. Przy czym sam nadal miał ochotę coś rozwalić, kogoś zbić. Jak tak dalej pójdzie będzie musiał zainwestować w worek treningowy.
    Wysłuchał wszystkiego, co miała do powiedzenia. Starał się być cierpliwy i utrzymać nerwy na wodzy, ale to nie było wcale łatwe. Łypał na około swymi czerwonymi od gniewu oczyma i raz po raz zaciskał jedyną dłoń w pięść. Niestety jej słowa zamiast go uspokoić, tylko rozjuszyły go jeszcze bardziej. Pomyśleć, ze ledwie co zażegnali kryzys, a już na drodze do szczęścia pojawiła się kolejna przeszkoda.
    - Zamilcz – wykrzyknął rozkazującym tonem, wbijając w nią spojrzenie roziskrzonych oczu.
    Pozwolił wybrzmieć ciszy, która na chwilę zapanowała pomiędzy nimi. Podczas tych paru sekund siłowali się wzrokiem. Ona przerażona i przygnębiona, on wściekły i zły. Właśnie w takich chwilach wychodził z niego diabeł, w takich chwilach składał brzemienne w skutki obietnice zemsty. Podobne sytuacje nigdy nie kończyły się dobrze.
    - Masz mnie, powiadasz. Czy już nie słyszałem tej historyjki? Mówiłaś, że po tym jak mnie spotkałaś, to wszystko się zmieniło. Ponoć skończyłaś z TYM! Tymczasem z ust nieznajomego słyszę krótką opowiastkę. Gówno mnie obchodzi jakiś zmarły przez ciebie dzieciak, pod tym względem nigdy nie byłem lepszy. Przeraża mnie to, że jego historia brzmi identycznie jak moja!
    Wszystko to wyrzucił z siebie na jednym oddechu. Ręce mu drżały, a pierś szybko unosiła się i opadała. Do tego wszystkiego dochodziły jeszcze oddechy ich obydwoje, które w zimnym powietrzu zamieniały się w obłoczki pary. Z boku mogliby wręcz wyglądać komicznie. Dwoje rozchełstanych ludzi stojących przed restauracją i gapiących się na siebie.
    - Skąd mogę wiedzieć? – spytał już spokojniej – Jaką mam gwarancję? Wcześniej też mnie miałaś i zostawiłaś, a potem jak słyszę podobnie było z innymi. Niby czym się różnię? Powiedz mi łaskawie, bo chyba jestem ślepy, Lorelei – wysyczał przez zęby, postępując o krok w jej stronę.

    [ Oj głuptasek mój, niedowiarek durny x) ]
    em…

    OdpowiedzUsuń
  63. [ Oj musisz przeczytać :3 Gwarantuje, że cię powali ^^ To są właśnie te klimaty <3
    No cóż XD Trudny żywot pirata… Ale co tam ręka XD ]

    Zdecydowanie przestał myśleć racjonalnie. Zepchnięty d tej pory w głąb jaźni gniew, teraz przejął nad nim kontrole. Zazgrzytał zębami, a jego brwi zmarszczyły się gniewnie. Zaczynał mieć tego wszystkiego szczerze dość. Kłamstwa, oszustwa i jeszcze raz kłamstwa. Sam nie należał do świętoszków, ale nie mógł znieść tego, gdy ktoś pogrywał z nim nieczysto. Zaś Lucy od samego początku kantowała. Skąd miał wiedzieć co jest prawdą, a co złudzeniem? Jak miał zaufać?
    - Marnego pirata? – powtórzył z wściekłością – Skoro jestem taki marny i okropny to po co złaziłaś do mnie z tej skały, co? Mówiłaś, że wcale tego nie żałujesz, ale skąd do czorta mam wiedzieć czy to miłość czy zabawa ci to wynagrodziła?!
    Nie chciał w to wierzyć, tak bardzo pragnął, by to wszystko było tylko złym snem. Przecież było im tak dobrze ze sobą. Z drugiej jednak strony nie chciał przeżywać na nowo tego samego, co dotknęło go w przeszłości. Wystarczył mu jeden raz, serdecznie dziękował za powtórkę. Tymczasem świat wysyłał mu wyraźne sygnały, że takowa może się zdarzyć.
    - Powiedziałem tak, bo wtedy nie miało to sensu. Tłumaczenie, że jesteś nimfą, że źle robiłaś. Cholera byłem w depresji!!! Podpowiedzieć ci coś? To właśnie ten najbardziej podobny fragment do historyjki tamtego chłopaka. On też chciał ze sobą skończyć. I tu ciekawostka. Z tych samych powodów co ja! – wykrzykując to wszystko z dna swojego serca, pozbywając się wszystkich leżących u na sercu podejrzeń, zamaszyście gestykulował, by jakkolwiek rozładować wypełniające go napięcie.
    Nie chciał się uspokoić, nie w tamtej chwili. Jak wykrzyczy to wszystko, będzie mu łatwiej. Przecież nie mógł znów stawiać wszystkiego na jedną kartę. Już raz tak zrobił i jak się to skończyło? Może rzeczywiście bez sensu wciąż na nowo i na nowo wyciągał tę samą sprawę, ale wszystko zdawało się do tego odnosić.
    - Jakie mam podstawy, by nie wierzyć tamtemu facetowi? Od ciebie nie dostałem żadnych zapewnień. W chwili gdy cię oskarżał, gdy szukałem u ciebie wsparcia, reakcji… milczałaś, spuściłaś wzrok. Tak ciężko było pomóc mi tego wysłuchać w tamtej chwili?! Przecież wiesz, że jestem nieufny!
    Wziął głęboki oddech, ale hamulce już dawno mu puściły.
    - Przecież wiesz, że mnie skrzywdziłaś! – wykrzyknął, oskarżycielsko wskazując na nią palcem – Nie wiem po co miałabyś to robić. Po co kiedykolwiek coś takiego robiłaś. Może bawi cię ludzkie cierpienie, może miałem być tylko tym, który zrobi dla ciebie wszystko czego zażądasz. Nie wiem. Nic już nie wiem – oznajmił, cedząc słowa.

    [ Ja jak to pisze to strasznie marszczę brwi XD Robię te wściekłe miny i wgl xDDD ]

    opętany złością pirat

    OdpowiedzUsuń
  64. [ Z lekkim opóźnieniem, ale co tam :D
    Dzięki bardzo za powitanie :D]

    Faust

    OdpowiedzUsuń
  65. [ Łoooo *o* Ja chcę taki zestaw <3 Arrrrr!
    O tak! Też się jaram przeogromnie :3 Sherciu <3 Wgl 2017 pod względem serialowo kinowym zapowiada się świetnie :D ]

    Och on doskonale wiedział, ze w kółko rozpamiętuje to samo. Nawet nie było mu z tym źle, bo cały czas czuł ból tamtej chwili. Nie tylko Lucy go zdradziła. Całe życie jego zaufanie było wykorzystywane przeciw niemu, więc teraz Huck nie potrafił ufać wcale. Najwyraźniej nawet jej, choć przez jakiś czas myślał, że jest inaczej.
    - Na zaufanie trzeba zasłużyć – warknął – Tymczasem ledwie daje ci kolejną szansę, a już pojawiają się problemy! I tak, samo ratowanie mi życia nie było aktem łaski. Zaś co do pieniędzy, to na ich zdobycie jest tysiąc innych sposobów! Sam nie jestem aniołem, ale nigdy nie użyłbym twojego sposobu!
    Cały czas krzyczał, nie potrafił uspokoić głosu, a tym bardziej siebie. Siły na okazywanie wściekłości mu nie brakowało, a i lata wydawania rozkazów gwarantowały, że tchu w płucach nie zabraknie mu do końca tej kłótni.
    Tymczasem Lucy zaszła go z zupełnie nieoczekiwanej strony. W pierwszej chwili miał nawet ochotę roześmiać się ej w twarz. Ta durna błyskotka… Już wcześniej przysporzyła mu trochę kłopotów i wyglądało na to, że to nie koniec. Skoro ona używała tego za argument…
    - Znalazłaś go? – zaczął dość spokojnie – I tak po prostu, bez słowa, wzięłaś sobie. O kim to źle świadczy? O mnie? Raczej nie. Ja ten wisior ZNALAZŁEM! Do cholery jasnej. Tak, przyznaje się bez bicia. To po skarb popłynąłem nad Ren. A czego się spodziewałaś? Jestem piratem! Myślałaś, że po co przybyłem? Handlować? Podziwiać widoki? A o tobie ani słowem nie słyszałem dopóki nie znalazłem się na miejscu!
    Nigdy by mu do głowy nie przyszło, że to on będzie postrzeżony jako ten zły. Nie w tej historii, nie w tamtym momencie. W tamtych czasach nie pragnął tak bardzo krwi, nie parał się zbytnio abordażami. Interesowało go złoto, ukryte skarby, przygody… Jak jednak widać wszystko da się przekręcić na swoje. Z poszkodowanego zrobić złoczyńcę.
    - Zresztą po co pytasz, skoro i tak nie uwierzysz? Jestem cholernym piratem i w tej kwestii się nie mylisz, ale nie rób ze mnie tego złego. O nie. Nie odwracaj kota ogonem. Nawet się porządnie wytłumaczyć nie umiesz, a atakujesz mnie! Jakie świadectwo sobie dajesz? Zresztą czy gdybym to ja tak działał wtedy, to chciałbym się zabić? Czy skoro miałbym nic do ciebie nie czuć to pozwoliłbym ci u siebie zostać, zaprosiłbym na kolacje?! – zacisnął dłoń w pięść, a na twarzy zrobił się czerwony – Wcale nie ułatwiasz mi zrozumienia siebie. Ani trochę – warknął jeszcze oskarżycielsko.

    [ Z serii wściekły Hakuś:
    http://pirateherokillian.tumblr.com/post/140353925118/the-home-stretch-countdown-to-5b-a-killian
    http://67.media.tumblr.com/45635a0067c7f62012cb70f1570362b1/tumblr_ofrzkgooqM1v100b4o1_500.gif
    Nie mogłam się powstrzymać XD ]

    krzyczący kapitan

    OdpowiedzUsuń
  66. [ Ja nawet teraz serio bym chciała XD Jestem zżarta na piratów i wszystkie pirackie duperele XD Arrrr! Co tam księżniczki i książęta - piraci lepsi XD Zawsze <3
    Once to teraz, co poniedziałek XD W 2017 nowy sezon Doctora Who, nowy Sherlock, nowa Gra o Tron <3 Wszystko <3 A z filmów to czekam min. na Piękną i Bestię *o* Na wiele rzeczy czekam XD
    Och :3 Niebezpieczna szklanka <3
    Spokojnie – wyszło dobrze. Aż się serduszko kraja :”) Przynajmniej nie będą mieć nudno w tym związku XD Nie porzygają się miłością. Gdzieś kiedyś wyczytałam, że taka relacja zdrowsza od wiecznego dogadywania się XD Nie pamiętam czemu, ale tak było. Także ten. Zdrową relacje mają XD ]

    - Jak ty nic nie rozumiesz – wycedził przez zęby – Nie masz pojęcia przez co przeszedłem! Mam prawo nie ufać, wszelakie prawo. Mam dość zawodzenia się na innych. Masz racje. Nie chcę ci zaufać, ale to dlatego, ze na to zaufanie nie zasłużyłaś. Możesz tysiąc razy przepraszać, a ja tysiąc razy wybaczać, ale nie proś bym zapomniał! To nie ty zostałaś porzucona, to ty porzuciłaś! – wypomniał jej po raz tysięczny z wściekłością.
    Jak mogła tego nie rozumieć, jak mogła nie dostrzegać jak bardzo się starał przez tych ledwie parę chwil, które spędzili w szczęściu. Oczekiwała niemożliwego i jeszcze wypominała mu to, że jest za słaby by zaufać! Zaufać po tym wszystkim, co się stało i co przed chwilą usłyszał. Jakim prawem miałby zaprzeczyć słowom nieznajomego? Tak naprawdę nic o niej nie wiedział, nie miał pojęcia ki była. W tamtej chwili to do niego dotarło. To była obca kobieta. On zakochał się w córce rybaka. Małej, niewinnej dziewczynie o nieziemsko pięknych oczach. Nie w przebiegłej, kłamliwej nimfie, która zabijała bez zmrużenia oka. Może to jego własne odbicie w niej go przeraziło? Przecież ukochana miała go uczynić dobrym człowiekiem, tymczasem wcale nie była od niego lepsza.
    - nie obchodziło mnie do cholery czy to znajdziesz! – wrzasnął na wspomnienie o wisiorku – To była, kurwa, pamiątka! Durny wisior znaleziony na plaży! Wyobraź sobie, że przede mną też ochroniłaś ten swój kochany skarb. Brawo. Udało ci się. Tylko przy tym rzeczywiście podęłaś brzemienną decyzję. Dla nas obojga.
    Nienawidził jej. Każdą komórką ciała obwiniał ją o wszystkie krzywdy, które go w życiu spotkały. Przecież gdyby nie stanęła na jego drodze to może pokochałby prawdziwą córkę rybaka. Nadal miałby dwie dłonie, nadal byłby blisko z bratem, miałby rodzinę i byłby szczęśliwy. Gdyby nie ten cholerny Ren i cholerna nimfa.
    - Też tego żałuję – warknął za nią na całe gardło – Gdyby nie ty to może byłbym szczęśliwy i w jednym kawałku! A ty mordowałabyś dalej wszystkich głupców zakochanych w złocie!
    Jeszcze chwilę stał wściekły w miejscu. Oddychał ciężko, ale adrenalina powoli zaczęła opadać. Dotarł do niego chłód nocy i pierwsze spadające z nieba płatki śniegu. Zadrżał i przeczesał włosy dłonią. Zanim ruszył w drogę powrotną do domu, jego spojrzenie padło na nieszczęsną błyskotkę. Westchnął ciężko i schylił się po nią. Złoto zalśniło w jego dłoni.
    - To dobre wspomnienia – powiedział do siebie – Może niech lepiej zostaną tylko wspomnieniami – stwierdziwszy to, założył wisiorek na szyję.
    Potem odwróci się w stronę swojego domu i postawił pierwsze kroki w tamtą stronę. Nie zamierzał wracać do restauracji po marynarkę i płaszcz. Tylko by się wygłupił. Kupi sobie nowe. Tylko najpierw musi znieść ten potworny mróz.
    Na zewnątrz.
    I w sercu.
    Witaj pustko, dawno cię tu nie było.

    Pirat z dziurą w sercu

    OdpowiedzUsuń
  67. [ Coś co można zgapić? Hymm… Na razie to ta klątwy snu i wspólne serca XD Przepowiednie śmierci i rozdzielanie się na dobrą i złą połowę. Nożyce odbierające magię i wyjątkowo brak klątw zapomnienia XD Za to brat z ponownego związku ojca Haka, którego Haczek sam ubił. No ogólnie na wesoło. Za dużo Capitan Swan, za mało Rumpelsztyka i Belli :”) Czyli jednym słowem nie mam pojęcia co można by ukraść XD
    Co do twojego pomysłu to zdecydowanie mi się podoba :3 To byłoby mega słodkie. Oboje chcieli uciec, ale pomyśleli trochę i się rozmyślili <3 Ach ta nasza pani Hudson XD Tylko wprowadzi w błąd biedną Lucy.
    A ja tak sobie myślę. Może żeby się bardziej zirytowali i rzeczywiście posunęli do „ucieczki” to może powinni nagle zacząć wpadać na siebie w takich najzwyklejszych sytuacjach? No i oczywiście by się kłócili, ale tylko o tyle, o ile odważyliby się do siebie odezwać. Np. oboje chcieliby kupić ostatnią paczkę mandarynek XD W każdym razie można by coś takiego. Albo popodsyłac im „znaki wszechświata” XD Typu Lucy natknęłaby się w jakimś sklepie na zestaw piracki z hakiem dla dzieci XD Bo wszak czas prezentów te sprawy. No a Hak mógłby się natknąć się na no nie wiem.. plakaty niebieskich oczu? XD W każdym razie. Wychodzi na to, że nie mam żadnych sensownych pomysłów.
    Dobra, dobra – już nie bredzę XD ]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Maszerował szybkim krokiem, nawet nie patrząc przed siebie. Za bardzo zajęty był swoimi myślami, wściekaniem się na cały świat, a zwłaszcza na Lucy. Cały ten wieczór miał być tak wspaniały, to wszystko miało wyglądać zupełnie inaczej. Tymczasem po raz kolejny go zawiodła. Co jeśli to wszystko od początku była tylko jej zabawa? Co jeśli tylko udawała, grała? Może teraz szła śmiejąc się w niebogłosy z głupiego pirata, który tylko się ośmieszył. Dał się zmanipulować pięknym oczom i szerokiemu uśmiechowi. Potrzebował obruszonego nieznajomego, by przejrzeć na oczy. Najgorsze w tym wszystkim było to, że teraz wszystko co znał, okazało się kłamstwem. Wszystkie marzenia, plany snute na przyszłość, wspomnienia… Ona była wszędzie w jego myślach, zawładnęła jego duszą. Wsączyła mu ten magiczny jad do serca. Całe jego życie okazało się jednym wielkim kłamstwem. Jak mógł wcześniej nie zauważyć, że to wszystko od dawna należało do niej? Każda jego myśl.
      Jak głupi musiał być myśląc, że zdołają zostawić przeszłość za sobą. Przecież sam był cholernym sentymentalistą, a przeszłość codziennie go prześladowała. Może ją to zabolało, widział, że tak było, ale naprawdę zniszczyli sobie nawzajem życie. Chociaż… Jak on niby zniszczył je jej? Przecież to ona była podłą nimfą, która bawi się ludźmi. Sama zlazła z tej durnej skały, to nie jego wina, że tego żałowała. Przecież to on był tym poszkodowanym! To jego serce roztrzaskano na tysiąc kawałeczków, jemu kazano żyć ze świadomością, że był gorszy od brata, że nadaje się tylko do porzucania. Wszyscy to robili, nie tylko Lorelei. Ona była o tyle gorsza, że rozpaliła w nim nadzieję. Już dwa razy! Przypomniała mu, co to szczęście, jak się uśmiechać, co znaczy kochać i pożądać, a potem to wszystko zabrała.
      - Tak jest lepiej – zapewnił samego siebie – Uwolniłem się, będzie mi łatwiej. Nie będę żałował. Od teraz żyję pełnią życia – postanowił.
      Naprawdę chciał mieć szczęśliwą rodzinę. Kochająca żona, która witałaby go po pracy, dzieci, które nauczyłby wszystkiego, co sam umiał. Wyjeżdżali by razem na wakacje, pływali razem po morzu. Czy to tak wiele? Tutaj w Fabletown nie widział dla siebie innej przyszłości niż założenie rodziny. Po prostu musiał się otworzyć… Wszak Lucy nei była jedyną kobietą na świecie. Problem polegał na tym, że Jones nie potrafiłby zaufać nikomu, tym bardziej przypadkowo poznanej ślicznotce. We wszystkim dopatrywałby się zdrady. Zresztą jaka kobieta zechciałaby się do niego zbliżyć? Facet z metalem zamiast dłoni. Wszystko przez te cholerną nimfę, wszystko przez nią.
      Gdy dotarł do domu, na jego ramionach pełno było drobinek śniegu, a on cały był przemarznięty. Z westchnieniem ulgi wszedł do ciepłego budynku i zaczął wspinać się po schodach. Był już późno, ale mimo wszystko znów natknął się na panią Warren. Ta kobieta najwyraźniej nie miała innego życia ponad śledzenie sąsiadów. Choć teoretycznie tylko wychodziła od znajomej mieszkającej piętro niżej od Haka. Samego pirata obrzuciła badawczym, krytycznym spojrzeniem, a potem zerknęła na drzwi w ślad za nim.
      - Nie ma jej – burknął gniewnie, wiedząc, o czy myślała starsza kobieta.
      Wściekle wkroczył do mieszkania i trzasnął drzwiami. Było tam ciemno, zimno i pusto. Przerażająco pusto. Choć w tamtej chwili o to nie dbał. Chciał uwolnić się z tych śmiesznych ciuchów, w których męczył się dla tej podłej kłamczuchy. Tak wiele był gotów poświęcić, a tymczasem jego uczucie mogło być tylko odrobiną magii. Tej cholernej, pierdolonej magii, która zrujnowała mu najpiękniejsze chwile życia.
      Gniewnie ściągnął buty i jednym z nich nawet rzucił w ścianę, na której został mokry odcisk. To jednak nie pomogło, więc darował sobie rzucanie drugim i pomaszerował w stronę kuchni. Po drodze zrzucił z siebie kamizelkę i koszulę, a także niewygodne spodnie. Było mu zimno, ale zawsze lepiej niż na zewnątrz. W kuchni odszukał butelkę rumu i chwyciwszy ją w dłoń udał się do swojego łóżka, na którym czekał ciepły koc. Czekała go bezsenna noc i hektolitry alkoholu.

      Huck, zawodowy rzucacz butami

      Usuń
  68. [Witam i dziękuję za kolejny miły komentarz. :)
    No proszę, nie zwróciłem na to uwagi, ale rzeczywiście coś w tym jest. Może jakiś zaginiony krewny, haha. ;)
    Dogadaliby się... albo by się pogryźli. Za to może z Lucy się dogadamy, bo w sumie lubię takie klimaty, gdyby mój pomysł na wilczka nie przeszedł, pewnie bym się upierał na Hatiego. A tu u Ciebie widzę Nibelungi i inne ciekawe legendy, więc może się coś wymyśli. ;)

    Jak najbardziej mi takie coś pasuje, bo w opowiadaniu właśnie z myśliwego i wilka zrobiono jedną postać. Więc jest OK. :)]

    Zoltan

    OdpowiedzUsuń
  69. [W takim razie to ja jestem za tym, by pokombinować coś już w Fabletown. Bo po co sobie utrudniać, prawda? :)
    Poza tym jak piszesz no to tak... Teoretycznie wilkołaki niby są długowieczne, ale ja właśnie chcę by Zoltan był taki dość młody, bo w tym jego urok. Właśnie jak myślałem nad postacią to miałem wizję, że jeśli byłby Hati, to Hati byłby starą duszą, a jeśli pan "od towarzystwa wilków" to musi być młodziutki. :)
    W kwestii Fabletown. Zoltan raczej nie ma długiego stażu pracy w Trip Trapie, więc nie wiem czy to by pasowało do historii twojej Lucy. Ale tak sobie myślę, że w sumie to nawet się mogli spotkać w więzieniu. Biorąc pod uwagę, że Zoltan święty nie jest i niejedną staruszkę (i nie tylko) ma na sumieniu, to raczej szeryf mógł go wpakować na trochę do więzienia - czy to za podejrzenia, czy też naprawdę zjadł jakąś Doczesną babcię. :D Wtedy znajomość z sąsiedniej, albo i jednej celi. Skoro ona uwodzicielka, a on straszny pies na baby to mogli ich zamknąć razem, by innym nie przeszkadzali. A żeby było ciekawiej to mogli się nie znosić, bo każde próbowało drugim manipulować i jak na złość im nie wychodziło. Ale ostatecznie można z nich zrobić takich "kumpli z kicia". Potem ona wpada do Trip Trapu do Haka, a tu Zoltan za barem i jakże miłe spotkanie. No i rzecz jasna by nudno nie było, to od razu można ich w coś wpakować razem.
    Co ty na taki kierunek? Czy kombinujemy jeszcze inaczej?]

    Zoltan

    OdpowiedzUsuń
  70. [ Oh, co za postać!:) Intrygująca, emanująca gracją, ale też zdystansowaniem i chłodem. Kopciuszkowi przydałaby się dobra znajoma, na nocne przechadzki przede wszystkim. Może wspólny wątek? Spotkanie Lucy i Nicoletty, gdy druga spaceruje o zmroku z winem i papierosem między ulicami? Inne pomysły? Jestem bardzo otwarta i ciekawa:) ]
    Nicoletta

    OdpowiedzUsuń

  71. [ Bo żeby to ogarniać, to trzeba od początku XD Ale nie jest nudno przynajmniej XD
    Matko – Oberon? Toż to Hak się załamie XD
    O – to dobre. Jakby ją zauważył z Hagenem to wnerw na nowo :D A Lucy mogłaby go z Aurorą zobaczyć, bo w sumie to z nią prowadzę wątek umiejscowiony w czasie po kłótni z Lucy, a przed świętami xD Biedne mordeczki, dobijemy ich całkowicie.
    Oj to z mandarynkami to tak rzuciłam XD Bo dręczył mnie brak konkretnych pomysłów XD Do bezpośredniego spotkania jeden na jeden nie może dojść, bo by im jeszcze przypadkiem przeszło za wcześnie. ]

    Skulił się na łóżku pod kocem i wbił spojrzenie w otwarte okno. Na zewnątrz panowała ciemność, wewnątrz też panowała ciemność. Tak samo było w jego duszy. Brakowało tam tylko tych białych drobinek śniegu, które widział za szybą. Uparte wbijanie w nie spojrzenia pomogło mu trochę się uspokoić, choć nie wyciągnęło z niego wściekłości. Nic nie było w stanie tego zrobić, a najwyraźniej widać to było po jego oczach. W ciemności nocy to ich czerwony, potworny blask był najlepiej widoczny. Zwłaszcza, gdy ponad krwistymi tęczówkami gniewnie marszczyły się ciemne brwi.
    Westchnął ciężko i upił resztkę rumu, a zaraz potem pusta butelka przeleciała przez pokój i rozbiła się o ścianę. Drobinki szkła rozsypały się po podłodze, a na ścianie został mokry ślad. Huck zignorował to całkowicie i przetarł twarz dłonią. Opatulił się szczelniej kocem i stoczył się z łóżka i na bosaka podreptał ku oknu. Na parapecie trzymał małą fiolkę z zatyczką w kształcie czaszki wypełnioną do połowy różowym płynem. Śmiertelna trucizna.
    Uniósł fiolkę w dłoń i zebrał do niej łzy, które wypłynęły mu z oczu. Nie było ich wiele. Obiecał sobie, że nie będzie rozpaczał. Przecież stało się dobrze. Mimo to tych kilku kropel nie potrafił powstrzymać. Przecież nie mógł tak z chwili na chwilę przestać kochać. Nawet jeśli to był tylko urok, to bardzo sugestywny.
    Zakręcił fiolkę i pogładził jej szklaną ściankę hakiem. To były jego dwie najpotężniejsze bronie, które nie działały tylko na niego samego. Dwa symbole okropnej przeszłości, która teraz wydała się niezwykle pociągająca. Te wszystkie podróże po szerokich morzach, potwory, skarby, walki na szable. Lucy była tylko wspomnieniem, a on nie żałował wizyt w portowych burdelach. Wtedy… Nie żałował na głos, bo w głębi łkał, a i czasem wypowiadał jej imię ku udręce portowych „dam”. Co za zaklęcie może być tak potrzebne? Jaki urok jest tak okrutny? Co za magia może zmusić do miłości?
    Oparł czoło o szybę i zamknął okno. Miał już dość tych wszystkich natrętnych myśli. Chciałby wsłuchać się w ciszę, która panowała w jego mieszkaniu. Ciszę… Potworną ciszę, w której tak często łkał, krzyczał, cierpiał. Przecież jeszcze rano panowała tu tak cudowna atmosfera. Czy po prostu dał się omamić?
    Potem wrócił do łóżka i zatopiwszy się w pościeli, spróbował zasnąć. Problem był taki, że czuł tam jej zapach. Jakby zostawiła cząstkę siebie zostawiła tam, gdzie spała. Otworzywszy oczy przez chwilę był gotów przysiąc, że widzi ja tuż obok, tak jak rano, gdy patrzyła na niego roziskrzonymi oczyma. Nie mógł znieść tego wrażenia, wiec zabrał koc i przeniósł się na kanapę przed telewizorem. Chciał zasnąć, ale nie było to takie proste. W dodatku cały czas był przekonany, że gdy już wpadie w objęcia snu, to powitają go koszmary.
    Tak też się właśnie stało.

    Hak śpiący na kanapie

    OdpowiedzUsuń
  72. Jaka piękna nowa karta. <3 I jakie piękne smaczki w powiązaniach. <333 Normalnie przecudne zmiany i już się nie mogę doczekać nowej wersji historii. ;**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. <33333333333333333333333333333
      [tęcza i kolorowe kucyki xD]

      Usuń
  73. [ Tak, tak – wspominałaś o tej wyprawie z Hagenem. Akurat fajnie by się to składało :D Także rzeczywiście Hak mógłby ich tam razem zobaczyć przy okazji. No a Lucy zobaczyłaby go z Aurorą i piękna wścieklizna u obojga XD U mnie się jeszcze tak fajnie poskładało, że wątek z Oberonem mi wychodzi w tym czasie po kłótni, a przed świętami. Bo w sumie dzięki kłótni Hakuś idzie z wisiorem do Oberona i prosi o zdjęci klątwy XD Tak się akurat ładnie ułożyło czasowo.
    Nie mogłam się powstrzymać z tym gifem xD Toż to jest cudowny narcyz, no <3
    I tak – kanapa! No nie mogłam się powstrzymać po tym całym gadaniu o niej XD I spokojnie, ja doskonale rozumiem. Zbyt wielka radość w człeku, a tu takie smęty trzeba pisać. Ale i tak wyszło ci ślicznie :* <3]

    Tak jak się spodziewał, męczyły go koszmary. Najróżniejszego rodzaju. Tu trochę wściekłości, tam trochę tęsknoty i w jego podświadomości utworzyła się wybuchowa mieszanka. Słodkie uśmiechy, trzepotanie rzęs, a zaraz potem furia straszniejsza od najgorszego sztormu. A po środku tego wszystkiego on – mały, bezradny człowiek. Był zmuszony patrzeć na to wszystko szeroko rozwartymi oczyma i śledzić ruchy jego potwornej wybranki. Był marionetką na sznurkach, za które pociągała. Raz delikatnie, przymilając się i wdzięcząc, a potem szarpała bezlitośnie, aż w końcu zanurzyła dłoń z ostrymi pazurami w jego piersi i ścisnęła nią serce.
    Obudził się nagle, od razu przechodząc do pozycji siedzącej. Ból i strach były tak realne, że bezlitośnie wyrwały go ze świata nocnych mar. Jak widać to, co wydarzyło się tylko w jego umyśle, miało równie wielkie znaczenie w rzeczywistości. Cały był oblany potem, a ręce mu się trzęsły. W dodatku spało mu się bardzo niewygodnie. Kanapa dobra była do oglądania telewizji, ale nie do spędzania na niej niespokojnej nocy. Nic dziwnego, że wszystko go bolało, a każdy ruch sprawiał dyskomfort, skoro rzucał się przez sen. A rzucał się na pewno, bo koc wylądował na podłodze metr dalej, a poduszki leżały tuż obok na ziemi.
    Westchnął ciężko i przetarł twarz dłonią. W ustach czuł słony smak łez, a włosy kleiły mu się do czoła. Powrócił wrak człowieka, którym był przez większość czasu spędzonego w Fabletown. To miejsce go wykończyło i nie dało nic w zamian. Z przebywaniem w tym szarym świecie wiązały się same minusy. Od jego przybycia nie wydarzyła się jedna na tyle dobra rzecz, by miał powód do zastania tutaj. Nic nie trzymało go w miejscu. No… Jeszcze do niedawna nie miał za bardzo innej opcji, ale przecież teraz Jolly Roger kołysał się na falach w porcie.
    A gdyby tak uciec? Od wspomnień, od niej? Uciec jak najdalej? Przecież i tak nikt o to nie dbał. Niby był brat, ale tak naprawdę go nie było. Niby był Hagen, ale ich znajomość nie opierała się na zbyt wielkiej zażyłości. Teoretycznie jeszcze współpracownicy z Trip Trap… Daleki kuzyn… Dawna przyjaciółka, której od dawna nie widział… Nikt, kto by po nim płakał. Tylko Jolly Roger był mu prawdziwie oddany, a nawet nie był człowiekiem! Czy mógł liczyć jedynie na wierność drewna i lin poskładanych w jedną całość? Co prawda dla niego ten okręt był czymś więcej, ale nigdy nie będzie mógł się równać z ciepłem kobiety, z kochającym sercem i słodyczą ust. No ale w zamian nie przysporzy bólu, smutku, nie zawiedzie, nie złamie serca.
    Wystarczyłoby spakować się… Spakować, przenieść rzeczy na okręt… Może mógłby uciec jeszcze przed świętami? Przecież nigdy i tak ich nie obchodził. Nie widział potrzeby, by tym razem to zmieniać, a czasu powinno mu wystarczyć na przeniesienie się z mieszkania na statek.
    Wstał z kanapy, rozciągnął się i jęknął smutno. Poczłapał do kuchni, by zrobić sobie śniadanie, a w myślach wciąż układał plan ucieczki na szerokie wody. Może ta perspektywa nie wywoływała uśmiechu na jego ustach, ale zdecydowanie pomagała walczyć z tak świeżym widmem wielkiej kłótni. Zwłaszcza, że nawet zwykłe kubki mu o niej przypominały.

    Haczek, który spróbował się ogarnąć po głupawce na shoucie XD

    OdpowiedzUsuń
  74. [ Też się nie mogę doczekać Tytanii XD Zwiększy się powód nienawiści między Hakiem, a Oberonem XD Przynajmniej z teściową się będzie Hakuś dogadywał xDDD
    Cichej, cichej. Jest ciekawie :* Nie przejmuj się, mój mózg też nie za bardzo ogarnia xD Ciężko go zmusić do wysiłku xp ]

    Nawet się nie zorientował, kiedy wylądował z kubkiem gorącej kawy tuż przy oknie. Nieprzytomnym wzrokiem śledził przechadzających się ulicą ludzi i ich nic nieznaczący pośpiech. Mali ludzie, małe sprawy, mały świat. Oni wszyscy byli tak inni i odlegli. Każdy ze swoimi małymi tragediami, a jednak na każdej twarzy lśnił uśmiech. Dzieciaki cieszyły się śniegiem, kobiety plotkowały o tym, co kupią mężom i kochankom pod choinkę, a panowie szukali pretekstów, by w te chłodne dni ogrzać swoje wybranki. Wszyscy oni byli dla Hucka okropnym widokiem, ich radość tylko wyzwalała w nim gniew. Jakim prawem dla nich świat dalej się kręcił, kiedy jego całkowicie się zatrzymał? Czy to było sprawiedliwe? Przecież ci na dole na pewno też robili złe rzeczy, nie wierzył w ich nieskalane złem serca. Nawet najcnotliwsza księżniczka musiała czasem marzyć o krwi swoich wrogów na małych, jasnych rączkach, każdy książę musiał znajdywać przyjemność w mordowaniu smoków… Prawda? Przecież to niemożliwe, że tylko Jones kochał się w mrocznych uczynkach. Niemożliwe…
    Zostawiwszy niedopitą kawę na parapecie, zaczął się ubierać. Ciepłe skarpety i bokserki, grube, czarne spodnie i zielony sweter z golfem. To nie był dzień na pokazywanie przywiązania do pirackich ciuchów. Było zimno. Na zewnątrz i w jego sercu. Zwłaszcza w jego sercu. W porównaniu z tym chłodem śnieg na ulicach nie miał większego znaczenia. Zdawał się wręcz nierealny, tak jak wszystko pozostałe. A to dlatego, że ponownie nawiedziło go to potworne uczucie pustki. Nic nie dawało powtarzanie sobie, że musi zacząć na nowo, poszukać szczęścia gdzie indziej. Nie chciał tego wszystkiego. Chciał starych dobrych dni i tamtego szczęścia, tamtego ciepła i jej. Cały czas jej pragnął, choć nienawiść rozgorzała w nim na nowo.
    To przez czary, powtarzał uparcie, nie od końca w to wierząc.
    W każdej najprostszej czynności widział ją. Przechodząc obok łazienki widział ja w białym ręczniku, ociekającą wodą i błyszczącą. Idąc dalej widział jak kręciła się w jego koszuli z uśmiechem, momentami miał wrażenie, że czuje jej dłonie we włosach lub na twarzy. Wystarczyło na dłuższy moment zamknąć oczy. Przez to wszystko serce mu się krajało. Jeszcze poprzedniego poranka tak cudnie im się tańczyło przy jednej z jego ulubionych piosenek. Teraz nie będzie mógł jej spokojnie słuchać, bo zaraz przypomni sobie ten taniec, to jak kręciła się z wdziękiem, to jak go całowała, to jak on całował ją. Czy to możliwe, że to zawsze były tylko czary?
    Musiał wyjść, w mieszkaniu wszystko mu ją przypominało. Do wyjścia miał wiele pretekstów. Praca, zakupy, odwiedzenie Jolly Rogera. Nawet głupi spacer był lepszy od siedzenia na miejscu i rozpamiętywania poprzedniego dnia. To przynosiło mu tylko ból. Ona przyniosła mu ten ból, przecież przez nikogo innego tak nie cierpiał. No… Prawie. Ona i Davy byli siebie warci pod tym względem. On wiecznie porzucał, ona oszukiwała. Dwie morskie bestie pomiędzy które wpadł. Dlaczego nie mógł mieć normalnego życia, normalnej rodziny, a nawet normalnej śmierci? Och gdyby jego losy potoczyły się inaczej. Niestety nie mógł już ich zmienić. Mógł tylko mieć nadzieję na lepsze jutro. Jolly Roger był ta nadzieją. Ostatnią już chyba w tym potwornym, szarym świecie pewłnym potwornych, szarych ludzi.

    [Tak dziwnie pisze się takie smęty po tych wielkich radościach na gg i shoucie XDDD <3 ]

    depresyjny Hakuś

    OdpowiedzUsuń
  75. [Teraz to samo pojawienie się Tytanii ile zmieni w naszych wątkach, relacjach i powiązaniach. :) No proszę jak ciekawie. XD Ty mi też wybacz. Zwłaszcza, że ten wątek to ja piszę któryś dzień, bo nie mogę się odkleić od fazy z Tytanią. :) Wybacz chaos...]

    Zaskoczyła go nieco jej reakcja. Wydawała się zarówno przestraszona, jak i rozgoryczona, co kompletnie nie pasowało do Lorelei. W końcu już w przeszłości zdarzało się, co prawda niezwykle rzadko, że z jakiegoś powodu był na nią zły lub rozczarowany, gdy coś nie układało się po jego myśli. Nigdy jednak się go nie bała. Nawet teraz gdy rozważał ukaranie jej za tak niegodne zachowanie, nie uważał by powinna się go obawiać. Prędzej spodziewałby się po niej, że odważnie wytłumaczy się ze wszystkiego i przekona go, by jednak dał jej szansę. Najwyraźniej ten świat zmienił ją bardziej niż się tego spodziewał. To nie była już jego dawna Lorelei. Ona nigdy by się go nie obawiała... Równie nietypowe było jej rozgoryczenie i pewien żal, który dało się wyczuć nie tylko w jej głosie, ale i całej postawie. Przez chwilę Oberonowi przeszło przez myśl, że być może miała do niego jakiś żal, choć nie miał pojęcia jaki. W końcu to ona bez słowa wyjaśnienia odeszła. Porzuciła swoją misję, królestwo, które było dla niej jak dom, do którego zawsze mogła się udać, no i jego samego. Czy przez te wszystkie lata nie był dla niej kimś więcej niż jedynie jej władcą? Czy nie dbał o nią bardziej niż jej mistyczny ojciec Ren? Jeśli ktoś miał prawo odczuwać żal czy rozgoryczenie to właśnie on. Musiała wiedzieć, że wystarczyłaby jedna prośba by zwolnił ją ze służby i pozwolił jej odejść, jeśli tego właśnie chciała. Wiele lat minęło nim zdecydował się jej wybaczyć. A teraz? Teraz nie poznawał jej zupełnie. Może zmieniła się już w chwili, gdy porzuciła skałę? Sam już nie wiedział co powinien o niej myśleć. Był nią rozczarowany i zły, że musi oglądać ją w takim stanie. Z drugiej strony miał wrażenie, że coś ważnego mu umknęło, że wydarzyło się coś o czym nie miał pojęcia. Nie znosił niewiedzy, ani poczucia bycia odsuniętym na bok, zwłaszcza w sprawach, które w jakiś sposób były dla niego ważne. Jak Lorelei. Nawet jeśli teraz była już tylko żałosnym cieniem samej siebie, wciąż zajmowała ważne miejsce w jego życiu i sercu.
    – Nie uważasz, że to ty jesteś mi winna wyjaśnienia? – odpowiedział pytaniem na jej pytanie.
    – Szukałem cię w tym świecie i czego się dowiedziałem? Że moja wspaniała Lorelei odbywa karę niczym pospolita złodziejka, że tutejsze wiedźmy ograniczyły ci resztki twoich mocy, bo wykorzystywałaś je w całkowicie bezmyślny i niegodny sposób. Na koniec jeszcze widzę cię w tym stanie, a ty nawet nie próbujesz mi wyjaśnić co się z tobą stało. Zmieniłaś się nie do poznania i uważasz, że nie masz mi nic do powiedzenia? – nie starał się nawet ukryć swojej irytacji tym wszystkim.
    Miał chęć wspomnieć jeszcze o przeszłości i tym, co wydarzyło się w świecie baśni, ale w tej chwili był już dostatecznie rozczarowany Lorelei, by wypominać jej jeszcze przeszłość. Mimo wszystko w głębi duszy miał nadzieję, że prędzej czy później dowie się od niej również tego. Wszystko w swoim czasie. W tej chwili o wiele ważniejsze był to co wydarzyło się w Fabletown i co ściągnęło jego wspaniałą nimfę na samo dno.

    Oberon

    OdpowiedzUsuń
  76. [ Jak będą mieli ślub przez Tytanię i Oberona to to będzie ślub stulecia <3 Impreza jakiej Fabeltown nie znało XD Och <3 Lucy będzie mieć dobrą mamusię, tak słodko :3
    Kurczę masz rację XD Smutno, wesoło, smutno, wesoło. Te huśtawki nastrojów, jak kobiety w ciąży. Jeszcze przywykniemy do tak zmiennego nastoju XD Wszak co chwile będzie się zmieniać, nasze zmienne bestyjki.
    Ze skrzydłem łabędzia? Ło XD No proszę ^^ ]

    Na ulicach leżały śnieżne zaspy, w których odbijało się blade, zimowe słońce. Chodnik był oblodzony, tak samo i jezdnia. Do tego wszystkiego dochodził przeszywający, zimny wiatr i wszechobecny mróz, który przyjemnie szczypał policzki i nos. Gorzej że marzły tez palce dłoni i stóp, bo w tym nie można już było odnaleźć najmniejszej przyjemności. Huckowi nie przeszkadzały warunki pogodowe, nigdy specjalnie nie narzekał na zimę, bo to latem i wiosną częściej trafiały się sztormy na morzu. Choć te zimowe były bardziej niebezpieczne.
    Poprawił golf swojego swetra, podciągając go wyżej pod brodę i spuścił wzrok na lód pod swoimi stopami. Nie mógł zebrać swoich myśli do kupy i był kompletnie roztargniony. Trzy razy zgubił drogę do portu, bo to tam właśnie zmierzał. Potrącił kilka osób, którym czym prędzej zniknął z oczu, kryjąc się pod postawionym kołnierzem płaszcza. W tamtej chwili żałował, że nie ma kaptura, który skuteczniej odciąłby go od niepożądanych, naładowanych wstrętem spojrzeń. Tacy radośni ludzie ze świętami w sercach, a potrafili obdarzyć tak okropnymi spojrzeniami. Jakby otoczenie, w które wkraczał nie tylko wyczuwało, ale i przejmowało stan jego ducha. To był cos potwornego, widzieć smutek i ciemność z własnego umysłu. A może to właśnie przez swoje samopoczucie i żal tak, a nie inaczej postrzegał przestrzeń dookoła? Pogubił się już w tym wszystkim.
    Zatrzymał się w pół kroku i oparł plecami o najbliższą kamienicę. Skostniałą dłonią przetarł twarz i zamknął oczy. Nawet nie mógł spokojnie przejść z punktu A do punktu B, bo w głowie wciąż miał Lucy. Te wszystkie słowa, które z siebie wyrzucił. Czy w choć jedno z nich naprawdę wierzył? A jeśli tak, to czemu czuł się teraz tak podle? Nie mógł przecież zamknąć tych wszystkich emocji na dnie serca, bo wiedział, że to go zabije po cichu. Nie należał do ludzi, którzy mogli tłumić uczucia i dawać sobie czas na dokładne przemyślenie wszystkiego. Był impulsywny, wybuchowy. Może potrafił dobierać słowa, gdy tego potrzebował – taki mały talent, który przydawał się przy zawieraniu niewygodnych umów – ale gdy tylko jakaś myśl zaczynała mu ciążyć, to wyrzucał ją z siebie. Tak było łatwiej… Prawda?
    Odetchnął głęboko, przy okazji wypuszczając z ust obłoczek dymu. W tym obłoczku zawarło się więcej jego cierpienia, niż mógłby przypuszczać. Niezrozumiały sposobem wraz z tą odrobiną powietrza wyrzucił z siebie niepotrzebne, plączące się myśli i zmartwienia. Jeszcze chwilę oczyma wyobraźni widział jaśniejąca w promieniach słońca twarz Lucy, która uśmiechała się smutno, a w jej błękitnych oczach skrzyły się łzy. Po chwili na szczęście wizja ta zniknęła, a nieoczekiwanie pojawiły się inne. Uspakajające, dające nadzieję na lepsze jutro.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przecież ona nie była jedyną kobietą, którą się zachwycił, jedyną, która zachwyciła się nim. Przed Lucy i po niej były przecież inne. Tak wiele innych kobiet. Blondynki, brunetki, rudowłose. W towarzystwie niektórych spędził o wiele więcej czasu niż z nimfą, którą tak długo brał za miłość swojego życia. Czemu tak pochopnie odrzucił pozostałe kandydatki na jego życiową partnerkę? Przecież nic im nie brakowało, a niektóre naprawdę dały mu chwile pełne szczęścia. W sumie Lucy była ledwie maleńkim fragmentem jego życia, a jakimś cudem przytłumiła całą resztę. Zwykłej kobiecie bez magicznych mocy na pewno by się to nie udało.
      Nim się zorientował stał już w porcie na drewnianym pomoście. Tutaj wiatr był ostrzejszy, bo ciągnął od strony morza. Jones szczelniej opatulił się płaszczem i wbił wzrok w widoczne już z tej pozycji żagle Jolly Rogera. Ten widok podniósł go odrobinkę na duchu i na parę kolejnych sekund pozwolił skupić się na zupełnie innym temacie. Choć mimo wszystko to chwile spędzone na tym cudownym okręcie z Lucy natrętnie pchały się na pierwszy plan umysłu Hucka. Przecież tyle kobiet postawiło swoje stopy na Rogerze…
      - Ty też ją lubiłaś najbardziej, prawda? – spytał cicho z daleka swój ukochany statek – Oj kochana łajbo… Co się z nami stało? Dlaczego nie możemy zapomnieć o tej morskiej wiedźmie? – wyszeptał, choć określenie, którego użył ukuło go w serce.
      Nie pasowało do niej określenie wiedźma. Była Łabędziem, cudowną istotą. Była czymś więcej niż zwykłą kobietą, ale przecież też była zdrajczynią i oszustką. Podłą kłamczuchą, która podarła jego serce na kawałeczki. Tak?...

      pogubiony Hakuś z zaróżowionymi od mrozu pultaskami

      Usuń
  77. [Dzień dobry i dziękuję za powitanie :)
    Twój wizerunek także cudowny! Uwielbiam Margot Robbie.❤
    Dziękuję raz jeszcze i w razie pomysłów zapraszam na wątek.]

    Margaery

    OdpowiedzUsuń
  78. [Dziękuję za powitanie! <3
    Ale jakie rozrabiajcie, ty w nas w ogóle nie wierzysz. XD]

    Bazil Valesky

    OdpowiedzUsuń
  79. [Oj tak, w sumie takie oko nie zaszkodzi. Mogą być nawet dwa, bo jedno może nie nadążyć. XD
    Ale mi się tych wąciszów zbiera, zaraz nie będę się wyrabiać. No ale kij z tym, kombinujmy! :')]

    Bazil Valesky

    OdpowiedzUsuń
  80. [ Oj tak XD Rozmowę na Święta trzeba rozplanować. Hahah XD Masz racje. Oni tak niewiele tak naprawdę wiedzą XD Kochane głuptaski.
    No tak XDDDD Oj tam, Luśka raz jeszcze się przejdzie do tatusia XD i dopiero się dowie, że to jej tatuś. Tyle informacji naraz. Oni oboje powariują nam XD ]

    Wolnym krokiem pokonał odległość dzieląca go od okrętu i zatrzymał się na chwilę ze łzami wzbierającymi w oczach. Tak bardzo tęsknił za morzem i życiem pirata. Wtedy wszystko wydawało się takie proste. Głębsze uczucia spychał na dno duszy i zakrywał brutalnością, żądzą przygody i braniem tego, czemu zachciał. Teraz zastanawiało go czy była to słabość, czy raczej siła? Trochę się już w tym wszystkim pogubił. Tutaj nie był ani dobry, ani zły. Był nijaki i to bardzo go drażniło. Zły w byciu złym, zły w byciu dobrym. Taki nijaki ktoś, kto nie zasługiwał na nic ponad to, co dostał od losu.
    Dla mnie jesteś idealny, zdawał się skrzypieć Jolly Roger, nic nie musisz w sobie zmieniać.
    Zaciągnął się przerażająco zimnym powietrzem i wszedł na pokład. Wiatr szarpał jego płaszczem jak za dawnych dni. Zaraz też przed oczyma stanęły mu obrazy z tamtych lat. Duchy tańczące na skraju jego świadomości, wspomnienia, którym nikt już nie wróci życia. Smee krzątający się w swojej czerwonej czapeczce, chłopaki uwijające się przy olinowaniu w rytmie nuconej szanty. Był tam nawet on sam. Stał na mostku kapitańskim w czerwonym płaszczu z wielkim kapeluszem na głowie i śmiał się szczerze. Wszystko to spowijały zimne, słoneczne promienie. Tak wiele by dał, by znowu było tak samo. Miałby przed kim udawać, że nic się nie stało. Smee przybiegłby zaraz do niego i bezbłędnie rozgryzłby sprawę co do joty i potem pozwolił wyżalić się Jonesowi w zaciszu kapitańskiej kajuty. Mały, tłuściutki, inteligentny dureń. Jakże Huck za nim tęsknił.
    Przespacerował się po Jolly Rogerze, gładząc wszystkie elementu statku, który zdawał się mruczeć pod jego dotykiem. Jones czuł w palcach magię spowijająca ten okręt, jego bijące gdzieś w głębi serce. To było jak spotkanie najlepszych przyjaciół po długim czasie rozłąki. To też mimo zimna, mrozu, mimo śniegu osiadłego w najrozmaitszych częściach statku, Huck poczuł rozpierające go od środka ciepło. Tego właśnie potrzebował, Roger zawsze wiedział jak go podnieść na duchu. Ba! Dzięki tej stercie desek, jak ktoś mógłby powiedzieć, Huck nawet się uśmiechnął, choć serce miał w strzępach.
    Oparł się z rozmarzeniem o burtę i wbił spojrzenie w miarowo poruszająca się wodę, która odbijała się o boki Jolly Rogera. Ten jednostajny ruch miał w sobie coś magicznego, magicznego w ten przyjazny piratowi sposób. Tak… W tamtej chwili znów był piratem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. - Klaruj do wyjścia… -wyszeptał cicho – Lewa na burt i cała naprzód – dodał, zamykając oczy i wystawiając twarz na wiatr – Kiedy kapitan się goli, sztorm ucicha powoli – przypomniał sobie z rozbawieniem jedną z przyśpiewek ukochanego bosmana, które zawsze mu schlebiały.
      Westchnął jeszcze ciężko i otworzył na powrót oczy. Wtedy też cały czar prysł. Wszystko przez tego jednego samotnego ptaka, który błąkał się między zacumowanymi żaglówkami, a jego okrętem i stroszył piórka. Biały jak dopiero co spadły śnieg z wyraziście czerwonym dziobem. Co gorsza zwierzak patrzył wprost na pirata tymi swoimi bystrymi oczyma. W tym spojrzeniu była niewypowiedziana prośba, jakieś nieme błaganie.
      - Nie mam nic dla ciebie, ślicznotko – oznajmił ze smutkiem – Wiesz… Znam… Znaczy znałem takiego jednego Łabędzia. Byłybyście zazdrosne o swoją urodę nawzajem – stwierdził z rozbawieniem – Ty stroszyłabyś piórka, a ona karmiłaby cię smakowitymi kąskami z nadzieją, że się roztyjesz i tytuł piękności będzie bezpiecznie trwał przy jej osobie. Wiem coś o tym… To już kiedyś się działo…
      Odepchnął się od burty i odwrócił się od łabędzia, który uparcie się w niego wpatrywał. Czy musiał wszędzie widzieć ją? Co takiego uczynił, że pokarało go takim losem? Co gorsze nie potrafił nic z tym zrobić. Miotał się z miejsca na miejsce, wciąż próbując oderwać myśli od tej jednej osoby, a jednak wszystko prowadził z powrotem do niej. Jakby w jego życiu nie było nic innego, a przecież tak wiele lat radził sobie w pojedynkę.
      - Ale wciąż o niej myślałeś, idioto. Jak o utraconym skarbie. Rozdrapywałeś ranę, a teraz już na wieki zostanie blizna. Każdą myślą pogłębiałeś swoje uczucie – wytłumaczył sobie samemu.
      No właśnie. Tyle lat tak daleko od niej, a jednak wciąż nazywał to wtedy miłością… Nie. Musiał porzucić ten temat. W tamtej chwili przydałoby u się coś do roboty, co odciągnęłoby skutecznie jego myśli w zupełnie inny kierunku. Przecież kiedyś sobie radził, teraz też to przezwycięży. Da radę, musi. Przecież się nie zabije… Nie tym razem, to nie było dobre wyjście.

      Hakuś na Jolly Rogerze <3

      Usuń
  81. [A dziękuję. Cieszę się, że kp zostało tak pozytywnie przyjęte i nie wymagało mnóstwa poprawek. mam nadzieję, ze w miarę dobrze się wpasowałam, bo szczerze pisząc bałam się, że za dużo morduję i przypadkiem zrobię z kochanej Skórki jakiegoś seryjnego mordercę (aż za bardzo)]

    Elisabeth

    OdpowiedzUsuń
  82. [Jakoś tak mam słabość do wilczków. :)
    Jak w starym, klasycznym kryminale... Podoba mi się! :D
    Pomysł bomba, kupuję go w 100% i z wielkim zachwytem, bo brzmi genialnie!
    Albo faktycznie coś wiedzą, bo coś widzieli, ale na przykład nie zdają sobie z tego sprawy, że to było ważne. Wtedy nawet morderca nie musiałby starać się ich wrobić, co mógłby zwyczajnie chcieć się ich pozbyć. Co ostatecznie mogłoby się okazać trudne, bo nimfa i wilkołak to ostre połączenie i biedny morderca sobie zęby połamie. Samym motywem do współpracy może być po prostu chęć wyjaśnienia całej sprawy raz na zawsze. Nawet mogą na początku chcieć udowodnić, że to wina tej drugiej osoby i będą sobie wchodzić w drogę. Dopiero połączą wysiłki jak się zorientują, że jest ktoś trzeci... I jak?]

    Zoltan

    OdpowiedzUsuń
  83. [ Haha XD Przynajmniej jest ciekawie :3 ]

    Ponad połowę dnia spędził kręcąc się po Jolly Rogerze. Zajrzał pod pokład i do wszystkich kajut, sprawdził olinowanie, wdrapał się nawet do pełnego śniegu bocianiego gniazda. Ciągle się uwijał i próbował czymś zająć rękę, a także myśli. Nie było to trudne, bo na statku pozostawionym tak długo samemu sobie była masa roboty. Wymiany, małe renowacje, trochę sprzątania. Zanim się obejrzał cały był oblany potem, który nieprzyjemnie zamarzał na jego ciele. Nie mniej to wszystko było u potrzebne, bo żaden wieczór w Trip Trap, żadna smętna piosenka i żaden rodzaj alkoholu nie pozwoliłyby mu osiągnąć takiego stanu ducha. Praca pomogła mu wpaść w pewien rytm i zacząć myśleć czysto mechanicznie. Żagle do zacerowania, liny do wymienienia, burty do odmalowania, kadłub do oczyszczenia, księgi z kapitańskiej kajuty do odkurzenia. Zniknęło gdzieś użalanie się nad sobą i zapowiedź powrotu do depresji, a pojawiła się szczera troska o jego najukochańszą łajbę. Huck nie rozumiał tego do tej pory, ale by być szczęśliwym potrzebował się o kogoś troszczyć.
    Przysiadł na swoim własnym łóżku w swojej własnej kajucie i wzdrygnął się z zimna. Na morzu zimą ograć mógł tylko rum i grube koce. Przynajmniej gdy miało się zwyczajny okręt. Na tym panowały inne zasady i już na samą myśl o tym Jones się uśmiechnął. Magia zniszczyła mu tak wielką część życia i odsunęła od niego osoby najbliższe jego sercu. To przez nią porzucił go Davy, to ona odstręczyła go od zastępczej matki i to w końcu magia okazała się przyczyną wszelkiej niezgody między nim, a Lucy. Jednak też właśnie magia zapewniła m najcudowniejszy statek jaki żeglował kiedykolwiek po siedmiu morzach i za razem najwspanialszą przyjaciółkę, ukochaną łajbę. Choć innym wydawało się to niedorzecznością, on naprawdę kochał te pływającą stertę desek.
    - Zimno mi, Jolly Rogerku – stwierdził i już po chwili kajutę wypełniło ciepłe powietrze.
    Było to uczucie podobne do tego, które ma się gdy w zimnym, kamiennym pokoju ktoś rozpali ogień w kominku. Ogarnia wtedy człowieka taka niewysłowiona błogość, że ma tylko ochotę owinąć się kocem i położyć. Dokładnie to poczuł wtedy Huck i dokładnie to zrobił. Podniósł ze swojego kapitańskiego łoża koc, strzepnął go jednym, szybkim ruchem i owinąwszy się w niego, położył się. Dawno nieużywane łóżko zaskrzypiało przyjemnie i przywitało go chłodem, a także wonią dawnych dni. W pościeli wciąż dało się wyczuć zapach rumu i soli, a także cygar, które palił Smee, gdy do niego przychodził. Bosman jako jedyny miał wstęp do sypialni, większość zatrzymywała się w gabinecie i mogła jedynie zerknąć przez otwarte drzwi, jeśli Huck zapomniał je zamknąć, na łóżko kapitana.
    Czasami Jones przyprowadzał tu jakąś dziewczynę, która wyjątkowo mocno pragnęła spędzić noc na statku. Jeśli byłą ładna, miała ciekawy charakter i wiedziała jak poprosić, to znajdowała dojście do tej zamkniętej przed większością kajuty.
    Huck zaciągnął się zapachami dawnych lat i na chwilę oddał się miarowemu kołysaniu. Tak bardzo kochał uczucie, gdy okręt przechylał się na boki, uciekając niedoświadczonym szczurom lądowym spod nóg. On opanował sztukę chodzenia po statkach lata temu, gdy jako dzieciak ledwie zaciągnął się do marynarki. Co to były za dni. Nie w głowie mu były dziewczęta i alkohol, a jedynym marzeniem było poznanie tego, co kryło się za horyzontem. Chciał żeglować aż po wieczność i oddać swe kości głębinom po wcześniejszym stoczeniu boju z najpotworniejszymi monstrami z wszystkich mórz. Dziecinne mrzonki, które z wiekiem bardzo się zmieniły.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obawiając się zaśnięcia, poderwał się nagle do pionu. Przez wielkie okno wpadały do środka zimne promienie słońca. Już musiał zasnąć, oddał się marzeniom i na jakiś czas znów stał się chłopcem. Tym zręcznym cwaniakiem, co małymi rączkami podkradał jabłka ze straganów… Teraz miał już tylko jedną dłoń i to błyszczącą od zdobytych szablą pierścieni, a każdy z nich miał swoją historię, a każdy z ich pochodził z innego czasu i miejsca. Och ile historycy i archeologowie mogliby dać za jego pamiątki i biżuterię. Na Jolly Rogerze znajdowała się część dorobku niektórych krain i kilka magicznych durnostołków, których przeznaczenia już nie pamiętał.
      - Cholera – wymamrotał, przecierając dłonią oczy.
      Przez krótką chwilę miał wrażenie, że słyszy harmider dochodzący z pokładu, że to załoga już pracuje pełną parą. Zaraz jednak dotarła do niego przykra prawda, a cień uśmiechu zniknął z jego ust. Jedyne co mógł zrobić to z niezadowoleniem podrapać się po zaroście.
      Wstał z łóżka i rozprostował kości. W kajucie wciąż było przyjemnie ciepło. Co gorsza zasnął w pełnym ubraniu i to jeszcze pod kocem, a na zewnątrz szalał przecież mroźny wiatr. Jones mógł się tylko domyślać jak na to wszystko zareaguje jego organizm. Zdecydował się więc na małe kroczki, A Jolly Roger zrozumiał go bez słów i temperatura minimalnie zmalała. Tymczasem pirat przeszedł się do swojego biura. To właśnie tu znajdowały się wszystkie jego ukochane księgi, mapy niestworzonych lądów i magicznych krain. Po szufladach poupychane kryły się sekstanty i inne pomocne w żegludze cudeńka, a na półkach regałów stały najrozmaitsze drobiazgi. Tak jak wszystko na tym okręcie miały one swoje historie.
      Przystanął przy ciemnym stole i oparł się na nim, wbijając spojrzenie w zmaltretowany jego hakiem i niejednym nożem blat. To także tutaj właśnie pewnego razu usiadła blondwłosa piękność o twarzy skrytej pod kapturem. Usiadła i postanowiła utrudnić mu w miarę swoich możliwości skupienie się na mapach. Ich celem była piękna, magiczna Anglia, o której ona usłyszała tyle z jego ust. Starał się mówić o swoim rodzinnym kraju tak często, że jego Łąbądek musiał uciszyć go pocałunkiem. Wtedy też w zapomnienie poszły wszystkie mapy i skarby tego świata. Jeden pocałunek, a był już cały jej. Po nocach szeptał jej imię, choć tyle dziewcząt było przecież przed nią. Kilka razy wcześniej deklarował nawet swoją miłość, obiecywał związać się w przyszłości i powtarzał kocham. Jednak zawsze potem znikał na horyzoncie tylko po to, by już nigdy nie wrócić. Z nią było inaczej, ona wylądowała na horyzoncie obok niego.
      - A gdyby tak… przeprosić? – wyszeptał do wspomnienia, które bawiło się zwisającą z jego szyi błyskotką – Czyż nie było by cudownie?
      Jednak podświadomość odpowiadała mu przecząco, choć mara wciąż trwała przed nim jak żywa i chichotała niewinnie. W jej oczach krył się sens istnienia, kryły się wszystkie gwiazdy i śmiech jego nienarodzonych dzieci. Tam było wszystko, dlatego właśnie tak kochał te oczy. Dlatego właśnie tak je nienawidził. Przecież była tam też Nibylandia, był tykający zegarek i obietnica śmierci. Nie zabrakło przelanej krwi i rozdzierającego, dziecięcego płaczu. Nie mógł dłużej patrzeć w te oczy, więc odwrócił twarz. Odwrócił twarz od marzeń i snów.
      - Musisz się ogarnąć, Jones - przemówił niczym niegdyś jego przełożony – Życie jest ciężkie, mały – dodał słowa brata – Jeśli tylko zechcesz, dasz radę – zakończył słowami porzuconej matki i westchnął ciężko.

      Usuń
    2. Już się nauczył, że kraina wyobraźni jest tą najniebezpieczniejszą. To co kryło się w nim samym najłatwiej mogło go zniszczyć. Więc musiał uciec gdzieś, gdzie walka będzie łatwiejsza, gdzie będzie mógł się zapomnieć i oddać bezwstydnym rozkoszom. Jedyną odpowiedzią wciąż wydawało się morze.
      Najpierw jednak wypadałoby przygotować statek i przynieść odpowiednie rzeczy z domu. Po drodze trzeba zrobić zakupy i może zagrać jeszcze coś w Trip Trap… Z samego sentymentu do tego lokalu, który był jedynym jego sensem egzystowania w Fabletown.
      Tydzień, góra dwa i powinien być gotowy do wyruszenia w rejs.

      Błądzący wśród wspomnień, smutny Hak


      Usuń
  84. [Córeczko ;*
    Dziękuję! Wiem i aż mi niesamowicie miło, że tak na mnie czekaliście. :D
    Jesteś moją bratnią duszą jeśli chodzi o gust muzyczny ;)
    Przybywam po wątek! :)]

    Tytania

    OdpowiedzUsuń
  85. [Witam również! :)
    Cieszę się bardzo, że wszystko pasuje, bo nie mogłam się powstrzymać przed wizją podziemi z piękną gadziną. Czyli ufff. :D No to dziękuję za formalności, dziękuję za miłe słowa... i zapraszam na wątek. Z krakenkiem fajnie nam się kombinowało, ale nie wyszło to może ze smokiem coś akurat wpadnie. Do trzech razy sztuka, prawda? ;)

    Aw <3 Jak ja kocham ten gif! Ale tradycja słodkich gifów jest podtrzymana, bo mam smoczka z serduszkiem ukrytego w karcie. ;)]

    Drake

    OdpowiedzUsuń
  86. [ Trochę to trwało, ale jestem x) Ostatnio dopadł mnie brak weny i czasu i tak to wyszło. W każdym razie już jestem. Nie widzisz, głos tracisz, biedna dziecino ty moja <3 ]

    Tak jak się podziewał, na zewnątrz było potwornie zimno w porównaniu do temperatury, jaka panowała w pomieszczeniach na Jollym Rogerze. Mimo to raz jeszcze przemaszerował się powoli po pokładzie, pogładził burty i maszty, by wreszcie ze smutkiem ruszyć ku drewnianej kładce. Z uczuciem przemijania, zanikania i tracenia pokonał te kilka kroków dzielących go od drewnianego pomostu, który wydawał mu się rzeczą niebywale przyziemną w porównaniu z rozkołysanym pokładem. Chociaż pojawiło się w nim też inne uczucie. Wszak patrzył teraz na Fabletown z pozycji morskiego przybysza, jakim zwykł być. Cichy, niewidzialny najeźdźca, który zamierzał niebawem umknąć w nieznane. Do tego wszystkiego dochodziło jeszcze to dziwne uczucie, prosty, stabilny, płaski grunt był tak obcy po tym, jak do snu ukołysały go fale.
    Uśmiechnął się pod nosem i na sekundę zamknął oczy, oddając się powoli opadającym z nieba, pojedynczym ścieżynkom. Nie miał pojęcia czy to zaczyna, czy kończy prószyć, ale mało go to obchodziło. Liczyły się te małe, zimne igiełki, które czuł, gdy śnieg stykał się z jego ciepłą twarzą.
    Z niepojętych powodów coś go rozśmieszyło, więc wybuchnął śmiechem tak jak stał. Śmiał się jak dziecko, kręcąc wokół własnej osi i łapiąc na język białe płatki. Śmiał się długo, nie dbając o łapanie kolejnych oddechów i o obolałe płuca. Śmiał się głośno, tak że maszerujący już o tej godzinie ludzie oglądali się na jego postać. Śmiał się z całych sił, wykorzystując resztki radości, więc w końcu śmiech przerodził się w szloch, który po cichu umilkł, rzucając Hucka na kolana w śnieg. Niechciane łzy zamarzły mu na policzkach, a on znowu musiał się uspokoić. Ledwie łapał rytm, dłuższy oddech, ledwie oswajał się z myślą rozstania, a już powracał ból, powracał smutek, powracały wspomnienia.
    Bo i jak miałby teraz uniknąć obrazu Lucy uczepionej jego ramienia, która z szeroko otwartymi oczyma schodziła z nim na ląd? Anglia prężyła się dumnie przed nimi, olśniewając i zdumiewając. Jego mały Łabądek był oszołomiony, a on był z siebie taki dumny. Przywiózł ją do Anglii, o jejku, jejku. Gdyby wtedy wiedział to, co teraz. No właśnie… Co by wtedy zrobił? Uciekłby stamtąd? Do końca życia unikałby brata? Powiedział by jej? Bezsensowne gdybanie.
    Wstał z kolan, otrzepał się ze śniegu, wytarł łzy ramieniem i żwawym krokiem ruszył przed siebie. Pójdzie teraz do sklepu, jak normalny człowiek, kupi sobie coś na śniadanie i może trochę rumu, a potem wszystko na spokojnie przemyśli. Będzie dobrze. Musi być. Jakoś to ogarnie, poukłada sobie. Przecież nie może być już gorzej. Skoro spadł na samo dno to pozostawało mu jedno. Odbić się z całych sił.

    Haczek i jego po uszy w świątecznym nastroju zanurzona autorka

    OdpowiedzUsuń
  87. [Mam nadzieję, że dobrze tutaj poszeryfujemy, może odrobinę chaotycznie, ale starania tez się liczą :D A czas to wróg każdego autora, więc na spokojnie! Samo aresztowanie jest już dobrym startem, a jeżeli jest chęć, to możemy wpleść obawy Bigby'ego co do uczuć, które Hak może możliwie żywić do Śnieżki (jeju, dziwnie mi tak, bo w sumie zrobiłam z niej obiekt jego zainteresowań bez otrzymania na to zgody :c), a z jakiegoś źródła zorientowałby się, że Lucy to jego jedyna szansa na dowiedzenie się czegoś więcej bez bezpośredniego kontaktu z piratem. Albo po prostu pojedziemy z jakimś jej wybrykiem, a on akurat znajdzie się w pobliżu i jakoś Lucy skojarzy... Przysypiam nieco, więc tym bardziej jestem otwarta na propozycje XD]

    #wolf

    OdpowiedzUsuń
  88. [ To dobziu, że wybaczasz <3 83? Jesteśmy niezłe XD
    To przyśpieszenie rzeczywiście się przyda XD Bo nie wyrobiłybyśmy się do świąt. A się bałyśmy, że za szybko nam z tym pójdzie XD
    Wyszło tak jakoś dziwnie, ale to ta godzina x) ]

    O dziwo wszystkie otwarte sklepy były zapchane ludźmi. Ranne ptaszki wyleciały ze swoich gniazdek i poustawiały się w kolejkach po wędliny, jajka i inne pierdoły. To też Jones ograniczył się do sklepiku nieopodal jego kamienicy. Tego, w którym za bladą stała uśmiechnięta, młoda sklepikarka. Ta, która ostatnim razem dorzuciła pudełko w kształcie do jego porannych zakupów, gdy z jego twarzy wyczytała obecność Lucy w jego mieszkaniu. Niczym mała wiedźma, która zawsze wiedziała, czego klient chce. Tym razem Huck chciał jak najszybciej opuścić jej sklep, choć jeszcze do niego nie wszedł.
    Odezwał się mały dzwoneczek u drzwi, a ona już wiedziała. Takie przynajmniej odniósł wrażenie. Otrzepał się więc na progu ze śniegu, zmierzwił sobie włosy, rozejrzał się po sklepie. Chciał jak najbardziej odwlec w czasie chwilę, w której będzie musiał przemówić do bystrej sklepikarki. Było to jednak nieuniknione i wreszcie musiał zbliżyć się do blatu.
    - Masz może rum?
    - Jedną butelkę chowam pod blatem na czarną godzinę. Wszak w okolicy mieszka pewien depresyjny pirat – odparła głosem pełnym współczucia.
    Obdarzył ją lodowatym spojrzeniem i wykrzywił się delikatnie. Nie mógł być przecież aż tak otwartą księgą. Czy on na czole miał wypisane: „zraniony po raz kolejny” ? Dla pewności przetarł czoło dłonią, ale nie został na niej żaden ślad.
    - Mam coś na twarzy, ze tak patrzysz – rzucił, oglądając się miarę możliwości w haku – Przynieś mi jakiś jogurt. Ale taki z chrupkami. Zapłacę też za rum, ale przyjdę po niego jutro… Albo później. Przyda mi się taka rezerwowa butelka.
    Skinęła tylko głową i wybrała się na poszukiwania jogurtu dla Jonesa, który czuł się w tamtej chwili jak skończony idiota. Zresztą uczucie to nie minęło nawet, gdy dostał się już na klatkę. Pogardliwe spojrzenie sąsiadki tylko je wzmożyło. Bezwstydna podglądaczka.
    Dopiero w mieszkaniu powróciło poczucie bezpieczeństwa, choć tylko na parę minut. To nie był kochany Jolly Roger, który obroniłby go w razie potrzeby. To było puste mieszkanie, w którym wciąż jeszcze widział jej widmo sprzed kilku dni. Jak siedziała przy stole, kręciła się w ręczniku przed łazienką, leżała razem z nim na łóżku.
    - Ty jej nigdy nie przestaniesz kochać, palancie – poinformował samego siebie i westchnął głęboko.
    Potem zaczęło się pakowanie. Przynajmniej częściowe. Wszystko, co najpotrzebniejsze wkładał do wyciągniętych spod łóżka kartonów, które liczyły już swoje lata i ledwie utrzymywały zawartość w swoim wnętrzu. Jones starał się być delikatny, ale z jedną ręką i hakiem takie operacje do prostych nie należały. Najgorsze załamanie przeszedł, gdy jeden z kartonów rozdarł się pod jego metalową protezą, a po chwili rozleciał na kawałki. Wszystkie włożone do niego starannie rzeczy rozleciały się po podłodze. To przelało czarę goryczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Huck ryknął na samego siebie i pięścią uderzył w podłogę. W całym mieszkaniu znalazłoby się niejedno pozostałe po takim wylądowaniu napięcia wgniecenie.
      - Mógłbym przeprosić – stwierdził, osuwając się do pozycji siedzącej – Tylko co by to dało? Kolejne chwile złudzenia. Już mniejsza czy to prawdziwe, czy jej morskie sztuczki… Tylko… Przecież my dalej byśmy się krzywdzili… Musisz się wziąć w garść. Oboje musicie spróbować inaczej. Ona da sobie radę, teraz może nawet lepiej – zapewnił samego siebie i wrócił do pakowania kartonów.
      Popołudniu wybrał się do Trip Trap. Ktoś pozawieszał tam już choinkowe lampki i przystroił bar girlandami. Nie brakowało żadnych świątecznych dupereli, to i Huck musiał wziąć się za świąteczne piosenki. Szumowinom zbierającym się w tej obskurnej klitce było to, co prawda, wszystko jedno, ale barmani i przełożona byli stanowczy. Żeby nie psuć klimatu. Jeszcze trochę i nie będzie miał kto im tego klimatu robić. Chyba, że znajdą sobie nowego muzyka.
      Do tego wszystkiego Zoltan jeszcze go podirytował. Chciał rozmawiać o nieobecności Jonesa podczas ostatnich dni, chciał rozmawiać jego wściekłości, o czerwonych z wściekłości oczach. Huck nie mógł już tego słuchać. Rozmawianie o problemach nie miało sensu, zwłaszcza z kimś takim jak głupi barman, z którym jest się daleko spokrewnionym.
      Do domu wrócił wycieńczony i wściekły. Miał się już kłaść, ale jeszcze sąsiad z naprzeciwka miał tysiąc pytań do. Jakby tego dnia wszyscy zmówili się, by zirytować Hucka do granic możliwości. Choć w sumie Valesky robił to praktycznie każdego dnia odkąd się wprowadził. To po prostu była nieodpowiednia chwila, nieodpowiedni dzień, nieodpowiednie życie.

      Obudził się obolały i zmęczony bardziej, niż gdy się kładł. W dodatku męczyły go koszmary przeplatane sennymi marzeniami. Byli tam wszyscy, których znał i wszyscy się śmiali. Była krew, którą wylewał z wielu ludzi przez wiele lat, tylko że tym razem wylewała się z niego. To jednak nie miało znaczenia, on chętnie przyjął swoją pokutę, bo widział, ze ją to cieszy. Właśnie ten fakt najbardziej przeraził go po przebudzeniu.
      - Trzeba pozanosić kartony na Rogera – zakomenderował sennym głosem samemu sobie – Ale najpierw do sklepu. Najlepiej do marketu…

      podirytowany życiem Hak

      Usuń
  89. [Brawo! Mam nadzieję, że jest odpowiednio słodki? ;)
    Oby nam się tylko znowu nie skończyło na pomyśle na powiązanie... xD
    Gdzieś kiedyś czytałam taką analizę Tolkiena, i tych jego "zapożyczeń", i najlepsze było to, że niektóre dialogi ze Smaugiem czy jego monologi, były niemal słowo w słowo przepisane, a zmiany były w szczegółach tylko. Ale niestety nie pamiętam już dokładnie, bo za Tolkienem nie przepadam i czytałam to jako ciekawostkę. :)
    Mam nawiązania do Smauga?! No nie wierzę... Łamiesz mi serce, bo nawiązania miały być do Skyrima i do Draco... Nie umiem pisać! :(
    Miał możliwość i pewnie nawet nie raz to robił. Obstawiam nawet, że gdyby wcześniej nie próbował to by sobie nie poradził z dłuższym wytrzymaniem w ludzkiej postaci. Prędzej coś jak nasz kochany Fafnir, który był takim bardziej smokiem - intelektualistą, a więc znał wiedzę tajemną i smoczą magię na tyle by - jak Fafnir - zmienić się w razie potrzeby w człowieka. Aczkolwiek w smoczej formie też przecież jest cała masa interakcji, więc tu też można coś wymyślić, prawda? :)
    Drake raczej by na skarb po Fafnirze nie dybał, ale mógłby się zainteresować jego śmiercią. Może akurat obaj się dość dobrze znali, bo jak pisałem wcześniej trochę tych podobieństw między nimi było. W sumie to Drake mógł nawet trochę o skarbie wiedzieć i powiedzmy wyczułby go... trafiając tym samym na pilnującą go Lucy. Ona mogła próbować potraktować go jak każdego innego intruza (bo akurat byłby w ludzkiej postaci), a wtedy okazałoby się, że jej magia na niego nie działa (nie wiem jak to jest w legendach, ale mi się już tak wbiło do głowy, zapewne przez gry o smokach, że smoki są generalnie odporne na magię). No i tutaj nie wiem jakby to alej pociągnąć, bo nie wiem czy ciekawiej by było jeśli Lucy wiedziałaby, że Drake to smok, czy lepiej żeby nie wiedziała i poznała potem prawdę w jakiś spektakularny sposób. Jak uważasz? :)]

    Drake

    OdpowiedzUsuń
  90. [Noo skoro dzięki znajomościom, to Lucy nasunęłaby mu się faktycznie jako pierwsza (to dopiero początek a ja już mocno średnio radzę sobie z wplataniem jego szeryfowania do wątków ;;), więc jestem jak najbardziej za! Teraz tylko wypada chyba określić swoje priorytety, a po nich inne istotne rzeczy jak miejsce akcji, ale cheja, nie bez takich rzeczy się zaczynało. Niemniej wydaje mi się że to obustronna neutralność, bo dla Wolfa Lucy była raczej kolejnym Baśniowcem, któremu się nie udało i okej, nie do końca jej wina, co najwyżej mogła mu podpaść właśnie przez te znajomości i ich wpływ na przebieg kary. Ale to nie ten typ człowieka, który widzi winę tylko w jednym miejscu, toteż to raczej średni punkt zaczepienia jeżeli chodzi o kształtowanie relacji. W sumie możemy ją wciągnąć w całe rozwiązywanie sprawy, nie wiem, może chcieć jakoś odpokutować, myśląc, że Bigs po prostu skrywa tę urazę czy niechęć i w końcu jakoś się wplącze, takie sytuacje. Ewentualnie faktycznie możemy (możemy i możemy, postaram się powtórzyć to jeszcze parę razy, bo im więcej powtórzeń, tym lepiej) posadzić ją na dywaniku u szeryfa po tym, jak ponownie coś zbroiła, a on tak przy okazji napomknie o tych samobójstwach, może (o!) ją aresztuje na jakiś czas, coś w tym kierunku?]

    #wolf

    OdpowiedzUsuń
  91. [Również witam ponownie, zwłaszcza że ciebie akurat pamiętam. ;)
    Aż nie wiem czemu nikt nie zdecydował się na legendy arturiańskie. Tylu fajnych i dzielnych rycerzy. A dziękuję, Heath to dla mnie od zawsze idealny Percival, więc cieszę się, że się podoba. :)
    Też nie mam zbyt wiele czasu i pewnie poza świętami będę tu głównie w weekendy, więc chociaż nie będzie pośpiechu. Jakby się opierać na wersji, w której Percival jest synem Gwaine'a, który jest synem ciotki Morgany to bylibyśmy wtedy dalekimi kuzynami... Chociaż ja wolę opcję, w której Percy jest siostrzeńcem Króla Rybaka (stąd nawet pomysł na nazwisko ;)), więc pokrewieństwo w sumie nie takie ważne, grunt że jakoś się nasze legendy łączą. :)
    To powiedz mi tylko, wolisz by nasze postacie już się jakoś znały z przeszłości, miały jakieś powiązanie czy raczej coś od podstaw im będziemy tworzyć?]

    Percy

    OdpowiedzUsuń
  92. [ Setna strona to będzie mega party XD Trzeba będzie to uczcić!
    W listopadzie XD Ale my naiwne byłyśmy xD My to musimy przyśpieszać żeby na święta było, a my o listopadzie mówiłyśmy XD ]

    Ziewnął przeciągle i rozłożył ramiona na boki. Najchętniej w ogóle by się nie ruszał, ale miał świadomość, że to tylko pogorszyłoby jego stan. To też mimo piekącego bólu mięśni i zmęczenia zaczął się ubierać. Nawet nie zastanawiał się nad tym, co właśnie wciąga na grzbiet. Znaczenie miało tylko to, że mógł się jako tako pokazać wśród ludzi i nie wyróżniać się zbytnio. Co było dość nietypowym dla niego zachowaniem. Zwykle nie przeszkadzało mu to, ze wytykali go palcami. Nie interesowało go zdanie innych. Był sobą i nosił to, co chciał. Teraz jednak nie miał na to ani siły, ani ochoty. Najchętniej zapadłby się pod ziemię.
    Wychodząc z mieszkania był nieobecny. Schowany z grubym szalikiem, ze wzrokiem utkwionym w jakiś punkt przed sobą. Nawet świeży śnieg, którego tony leżały dookoła nie zdołał go zmusić do skupienia się. Zimno, chłód, śnieg, zaspy. To wszystko nie miało znaczenia. Natomiast te wszystkie dekoracje, lampki… Ta wielka przystrojona choinka na środku miejskiego placu. To go drażniło, irytowało.
    Zatrzymał się przed tym ogromnym, iglastym drzewem i zadarł głowę do góry. Na czubku drzewka kołysała się złota gwiazda. Wbił w nią wzrok i uśmiechnął się mimowolnie. Ludzie przystawali tak jak i on, patrzyli chwilę na choinkę, a potem odchodzili, zajęci swoim własnym życiem. Wszyscy gdzieś pędzili, w końcu święta były już niewyobrażalnie blisko. Do Hucka jakoś to nie docierało. Zapatrzył się w ozdobę na czubku choinki i stał w miejscu nie czując nawet mrozu.
    Gdy się otrząsnął, nawet nie był w stanie stwierdzić ile casu minęło. Był przemarznięty i nie czuł palców od nóg, ale wcale mu to nie przeszkadzało. On do nikogo i do niczego się nie śpieszył. Do swojej ucieczki był praktycznie przygotowany, a świętami się nie przejmował. Miał cały czas dla siebie.
    - Dziękuje gwiazdeczko – wyszeptał jeszcze – Gwiazdy nigdy mnie już nie opuszczą, co?
    Jego wzrok prześliznął się jeszcze po ozdobach wśród których dostrzegł szklanego łabędzie, ale już się na nich nie skupił. Spokojnym krokiem ruszył dalej, chcąc wrócić już do przenoszenia rzeczy na Rogera. Wystarczy, że odbębni zakupy. Kto wie, może już tego wieczoru uda mu się zostawić ostatni karton na statku? To by było coś.
    Gdy wszedł do supermarketu w sklepowym radiu leciało akurat All I want for Christmas is you. Jones zdobył się tylko na wywrócenie oczyma i prędko zgarnął do koszyka to, co uznał za potrzebne. Na tym, tak jak i na ubieraniu z rana, też zbytnio się nie skupił. Jakieś mięso, coś słodkiego, obowiązkowo alkohol. Pot prosto powędrował do kasy, gdzie kasjerka okazała mu najwyższą pogardę. Nie przejął się tym, bo wszystko to, co realne było dla niego jak nieprzyjemny sen. Marzył tylko o chwyceniu swojej Lucy w ramiona i wydukaniu słów przeprosin. Potem jednak przypominało mu się jej zakłamanie, jej zdradliwość i dwulicowość, co tylko bardziej godziło go w serce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. - Dziękuję – wydukał i ruszył w stronę wyjścia.
      Niemało też brakowało, a opuściłby sklep nawet jej nie zauważywszy. Na szczęście ona zobaczyła jego i przydreptała na paluszkach, by poklepać go po ramieniu.
      - A niech mnie! Znowu się spotykamy – stwierdziła uradowana Aurora, a on wziął ją w objęcia.
      Była to spontaniczna reakcja na widok starej, dobrej znajomej. Ba! Osoby będącej najbliżej miana przyjaciółki, za którą bardzo się stęsknił. Nie widzieli się praktycznie odkąd… Odkąd do jego życia wróciła Lucy. Nie wiedzieć czemu Aurora schowała się tedy w cieniu… A może to on ją zaniedbał? A może jedno i drugie?
      - Aurora – krzyknął radośnie – Dobrze cię widzieć. Nawet nie wiesz jak dobrze.
      Towarzystwo byłej księżniczki było w tamtej chwili tym, czego najbardziej potrzebował.

      nieświadomy zranienia Lucy przez wylewne przywitanie z Aurorą, Hakuś

      Usuń
  93. [Weź tym się w ogóle nie przejmuj. Też nie mam czasu na tyle wątków ile mam pomysłów, więc wiem coś o tym. Ale racja - trzeba korzystać ze świąt i przełamać naszą złą passę. xD
    Cicho, tylko żartowałam. :D
    W sumie to Tolkien nawet napisał swoją wersję sagi o Sigurdzie i Gudrun, bo wszelkie mity i stare dzieła można nawet przepisać po swojemu i wydać, bo praw autorskich do tego nie ma. O koniach nie wiedziałam! :)
    Hmm... Z autorką Oberona jeszcze szczegółów nie omówiłyśmy, ale z tego co mamy obecnie to wynika, że Oberon bardzo nie lubi smoków i raczej pomysły do wątku są oparte na niezbyt przyjaznych relacjach.
    Można w sumie zgapić trochę z Fafnira, który wiele lat żył jako "człowiek" i raczej ze smokiem nie był kojarzony. Tylko pytanie czy Oberon - jeśli miał już sporą wiedzę na temat smoków i tak dalej - nie rozpoznałby, że Drake to tak naprawdę smok. Za to pomysł na pokrewieństwo z Fafnirem brzmi świetnie, faktycznie to by mogło nieźle namieszać, żeby zrobiło się ciekawie. Chociaż jak na razie to bardziej by się nadawało do wątku z Oberonem niż bezpośrednio z Lucy. Bo chyba Oberon by nie narażał strażniczki skarbu na kontakt ze smokiem? Chyba że albo Lucy zrobiłaby jakąś samowolkę (tylko z jakiego powodu?) albo Drake by się tak dobrze kamuflował, że naprawdę by go wzięli za czarownika...
    Ewentualnie jeśli spotkaliby się poza skałą to może podobnie jak miałyśmy w pomyśle z krakenem? Widzę, że zmieniłaś trochę postać i nie wiem czy nadal masz w historii Lucy motyw jej poszukiwań, kiedy to wędrowała po różnych krainach.
    W takim razie łap chaos ode mnie. ;)]

    Drake

    OdpowiedzUsuń
  94. [Haha, coś Ty, to jest zupełnie inny psiak. :P Niepowiązany ze swoim poprzednikiem. :D
    Nad jego oficjalnym zawodem jeszcze się zastanowię. :D Plus dziękuję za miłe słówka. <3]

    Set & Jim

    OdpowiedzUsuń
  95. [Cześć! :)
    Dziękuję, bardzo się cieszę, że się podoba. Trochę się obawiałam, że wyjdzie nie tak jak trzeba. :) To jest zdecydowanie najpiękniejsza i najbardziej magiczna bajka, która na głowę bije całego Disneya razem wziętego. <3
    Pewnie, że mam ochotę. Dwie wodne dziewczyny na pewno się od pierwszej chwili dogadają. :) Pomysły jakieś?]

    Saoirse MacCodrum

    OdpowiedzUsuń
  96. [ Laurka <3
    Turbo-przyśpieszenie – oj tak XD W sumie nawet całkiem się z tym przyśpieszeniem udało. Tylko Hak nie widział Lucy z Hagenem przez to wszystko XD Także wymyśliłam coś troszkę innego ;)
    To jest idealna świąteczna komedia romantyczna XD
    90 <3 Awww :D ]

    Spotkanie dawnej znajomy poprawiło mu humor na resztę dnia. Wystarczyło go nawet na kolejny, wigilijny dzień. Nie przejmując się świętami, ale będąc w dobrym nastroju postanowił wziąć się do pracy. To też z nowym zastrzykiem sił poprzenosił wszystko to, co potrzebne na Jolly Rogera. Dochodziło ledwie południe, gdy ostatni karton znalazł się na pokładzie, a Huck wciąż miał siłę, by zrobić coś więcej. Nie żeby całkowicie wyparował mu z serca smutek, ale jakimś cudem udało mu się go zepchnąć na drugi plan i oddać się żmudnej pracy. Jednak gdy praca się skończyło, poczuł dziwna pustkę. Skrzywił się delikatnie i stwierdził, ze jeszcze raz musi wrócić do mieszkania. Wypadało poinformować kogoś z sąsiadów, że go nie będzie. Przecież może jeszcze kiedyś wróci i nie chciałby żeby ktoś zabrał mu w tym czasie mieszkanie… Tak w sumie to całkiem je lubił. Choć z zupełnie niewiadomych powodów. Przecież spędził w tych czterech ścianach tak wiele przykrych, nudnych dni, że nie sposób było je zliczyć. Tymczasem on pamiętał te dobre, chwile z uśmiechem na ustach czy w towarzystwie nowych znajomych. Jednak nade wszystko to mieszkanie kojarzyło mu się teraz z tym, czego pragnął w głębi serca. Z rodziną, kochającą żoną, która w jego wyobraźni wyglądała zupełnie jak Lucy. Wszystko przez te parę ciepłych chwil.
    Westchnął ciężko i strzepnął płatki śniegu z włosów. Zimna bezsprzecznie najechała na Fabletown. Kto by pomyślał, że pogoda zmieni się tak prędko i zaatakuje z całych sił. Przecież jeszcze tak niedawno był całkiem ciepło i przyjemnie. Teraz świat okrył się białym puchem niczym ciepłą pierzyną. Jonesowi całkiem podobało się to porównanie i dzięki niemu przychylniej spojrzał na otaczający go śnieg.
    Może i głowę zapełniały mu bzdurne myśli, które miały odegnać smutek z serca, ale nie był nimi na tyle pochłonięty, by przeoczyć znajomą twarz. Hagen stał całkiem niedaleko, ale chyba nie zauważył zbliżającego się pirata. Jones uśmiechnął się na myśl o spotkaniu kolejnego znajomego. Miał już nawet zaczepić Aldera, gdy dotarły do niego słowa. Półelf rozmawiał przez telefon.
    - Lucy oddzwoń. Przecież wiesz, że mi na tobie zależy. Chcę tyko pomóc…
    Hak dłużej już nie słuchał. Wcześniej nawet nie podejrzewał, że coś podobnego może go tak dotknąć. Przecież Lucy miała prawo zadawać się z kim tylko chciała i Hagen też. W końcu nigdy nie powiedział Alderowi, że nadal chciałby z nią być i że Lucy w ogóle jest w Fabletown. Wymienił jej imię, ale skąd półelf miałby wiedzieć, że to właśnie ona? Zwłaszcza jeśli Łabądek przed nim zataiła istnienie pewnego pirata, z którym kiedyś była. Oboje mieli do tego prawo, tak? Skoro mogli by być razem szczęśliwi, to Jones nie miał prawa stawać im na drodze. Czyż nie tak?
    Zawrócił na pięcie i ruszył z powrotem do portu. Niech sobie zajmują jego mieszkanie, on musi się na dobre odciąć od Fabletown i tego potwornego bólu. Chociażby teraz, tuż przed świętami. Przecież to nie miało znaczenia. Prawda? Chociaż…

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zatrzymał się przed sklepem, w którym reklamowali świąteczne ozdoby. Lampki, bombki, łańcuchy… Jolly Roger wyglądałby przepięknie, gdyby go tak nimi ozdobić. Lucy na pewno by się spodobało… Tak samo jak spodobałaby jej się choinka na statku. Niedorzeczne, ale piękne, prawda? Roger wszystko by przetrwał, nawet taką wielką, świąteczną niedorzeczność.
      - Cholera. Jesteś przeklętym idiotą Hak… - jęknął i wszedł do skelpu.

      Dekorowanie Rogera zajęło mu resztę dnia, ale przy okazji sprawiło trochę przyjemności. Przynajmniej w chwilach, w których zapominał o podsłuchanych słowach Hagena. Wciąż się nad tym zastanawiał i za każdym razem bolało go to bardziej. To nie to samo co permanentne zdradzenie go z bratem, ale fakt że ktoś w rodzaju przyjaciela mógł być z jego ukochaną…
      - Nawet idioto nie spytałeś, czy kogoś ma – warknął na samego siebie, kończąc układanie lampek na barierkach – Przecież równie dobrze mogła być mężatką! – skarcił samego siebie.
      Najtrudniejsze okazało się wstawienie choinki do wybranej przez niego kajuty, ale jak zwykle magia Rogera bardzo mu pomogła. Choć przy tym wszystkim uderzała Jonesa niedorzeczność tego, co robił.
      - Jeszcze zażyczysz sobie kominek i dopiero będzie – wyszeptał do siebie – Biedny jesteś ze mną Jolly.
      W odpowiedzi znalazł tylko kominek w ścianie kajuty, który choć nie miał prawa bytu, to przyjemnie ogrzewał pomieszczenie. Jakby jego ukochany statek z całych sił próbował pomóc piratowi w osiągnieciu celu. Gdyby było inaczej, to Jonesowi nic z tego by się nie udało. Roger potrafił wyrazić swój bunt i dezaprobatę, a Huckelberry doskonale o tym wiedział.
      Mimo to zapadł już wieczór, gdy wszystko było skończone. Gwiazdy świeciły na nieboskłonie, a Jones stał przygnębiony na dziobie. Twarz owiniętą miał grubym szalikiem, ale mimo to pociągał zaczerwienionym nosem. Od tego wszystkiego nabawił się chyba przeziębienia. Jednak nie to zatruwało w tamtej chwili jego szczęście.
      - I co teraz, Jolly? Gdzie mam płynąć i po co? Sam przeciw sztormom na środku morza? To bez sensu…
      ”Idź do niej”, zdawał się skrzypieć w odpowiedzi statek, a Huck nie mógł go nie usłuchać. W milczeniu zszedł z pokładu i udał się w kierunku domu, który odwiedził ledwie raz, a którego adres wyrył mu się w pamięci. Po drodze myślał o pewnym leżącym pod choinką prezencie, który mimowolnie zdobył i spakował, jakby już wtedy na kogoś czekał. Jakby już wtedy wiedział, że do niej pójdzie błagać o przebaczenie. Nie wiedział, czy to magia świąt, czy coś jeszcze innego, ale mało go to obchodziło. Chciał wszystko naprawić, nawet jeśli wtedy miał rację i był tylko zabawką. Jej zabawką mógł być po kres czasów. Zawsze i wszędzie.

      Zadzwonił do drzwi i pociągnął nosem. Cały trząsł się z zimna, a śnieg nieubłaganie wpadał mu za kołnierz. Przestąpił z nogi na nogę, nawet podskoczył kilka razy, ale to nic nie dało. Tymczasem drzwi nikt nie otworzył.
      - Proszę… Przecież w Wigilię powinnaś być w domu.

      Pragnący przeprosić Hak

      Usuń
  97. [Ja też Cię przepraszam, że dopiero teraz, ale naprawdę mam jakiś szalony ten grudzień. :)
    No to lecimy z relacją. Z jednej strony powiem Ci, że Tytania by nie była zachwycona faktem, że jej mąż ma jakiekolwiek dzieci, bo chcąc nie chcąc bolałby ją fakt, że jakaś kobieta (i to jak widać nie jedna) miała Oberona dla siebie. xD Ale z drugiej strony nie umiem sobie wyobrazić by nie lubiła Lucy. No i tak sobie myślę, że Tytania mogła chcieć mieć córkę, ale Lirazel z Oberonem stworzyli tak obsesyjną relację, że dla Tytani już tam za bardzo nie było miejsca, więc mogła traktować Lucy jak córkę, zwłaszcza że Lucy taka zaniedbana przez swojego tatusia była. :D Więc ja bym szła w relacje pozytywne. Poza tym jakoś nie widzę Tytani w roli by złość na męża wyładowywała na Lucy. Niby charakterek ma godny męża, ale tutaj jednoznacznie winny jest Oberon. xD
    Myślę, że tak. I też tak myślę. Jeśli Lucy miała kłopoty to Tytania mogła sama tak zdecydować. Może nawet to by nie była tylko jej inicjatywa, ale również Oberona, tylko jemu by za bardzo nie wypadało. Można też to pociągnąć tak, że jeśli Oberon był początkowo trochę zły na Lucy (o ile dobrze kojarzę) to Tytania by stwierdziła, że sama się zatroszczy o Lucy, bo ta ma kłopoty, a ojciec jeszcze ją dodatkowo stresuje. :D
    Co do Lucy i Haka to w ogóle Tytania może być wielką zwolenniczką ich miłości i co i rusz interweniować jakoś by im pomóc. Jak myślisz? :)
    Co do konkretnego pomysłu to w sumie zależy chyb w którym momencie osadzimy akcję - przede wszystkim czy Lucy już wie, że jest córką Oberona. Bo chyba to nam bardzo dużo by zmieniło w relacjach między nimi. :)]

    Tytania

    OdpowiedzUsuń
  98. [Liczymy strony XD Już blisko :3 No i ba, że jesteśmy fabulous! Jakżeby inaczej XD]

    Jeszcze raz nacisnął odpowiedni numerek i przestąpił z nogi na nogę. Mróz szczypał go w nos i policzki, ale nie zamierzał ruszyć się z miejsca. Musiał jej wszystko powiedzieć, przyznać że jest skończonym głupkiem, że żyć bez niej nie może, że ją kocha i chce z nią żyć po wieki, założyć rodzinę, zestarzeć się przy niej, ocierać jej łzy, być powodem do uśmiechu, przepraszać za każdym razem, gdy ją urazi. Tylko, że jej nie było. Nikt nie odpowiadał, drzwi się nie otwierały, a on stał przed kamienicą i po raz setny naciskał numerek obok jej nazwiska.
    Wtem drzwi się otworzyły, a z klatki wyszedł mężczyzna. Jego nos wyglądał nieciekawie, ale chyba nie było tragicznie skoro nie pędził na pogotowie. Mamrocząc minął Jonesa i zatrzymał się nieopodal, by zapalić papierosa. Może musiał odetchnąć od rodzinnego gwaru, a może chodziło o jeszcze coś innego, to bez różnicy. Dla Hucka byłą to szansa.
    - Przepraszam – zaczepił nieznajomego – Czy umie mi pan powiedzieć kiedy Lucy Crale wróci do mieszkania? – zapytał z nadzieją i wbił spojrzenie w mężczyznę.
    - Te babsko już nie wróci – odburknął tamten – Oddała klucze i złamała mi nos. Wyniosła się głupia krowa.
    Wystarczyło ledwie jedno uderzenie serca, a mężczyzna leżał w śniegu, a z nosa leciała mu krew, której odrobina została także na pieści Jonesa. Pirat odwrócił się na picie i przeklinając samego siebie zniknął w śnieżnej nocy. Spóźnił się, o bogowie spóźnił się! Opuściła mieszkanie, wyprowadziła się! Może też chciała uciec z tego przeklętego miasta… Tylko gdzie? Gdzie mógłby jej teraz szukać? Czy w ogóle została w tym świecie, a może uciekła do świata baśni? Tak wiele pytań, a żadnej odpowiedzi. Jak mógł być takim cholernym głupcem? Czemu zwlekał tak długo?
    Schował twarz w dłoni i załkał na głos. Nikt nie mógł go usłyszeć, bo wszyscy siedzieli w domach z rodzinami i jedli świąteczne kolacje. Tylko on, naiwny głupiec, błąkał się po ulicach z sercem w kawałeczkach, bo liczył, że tej magii starczy i na cud dla niego.
    - Och Lucy… Przepraszam – wydukał i ruszył wolnym krokiem przed siebie.
    Stracił całą ochotę na uciekanie, ale też nie miał pomysłu na to, co powinien ze sobą zrobić. Pociągnął nosem i postąpił kolejny krok przed siebie. Śnieg skrzypiał pod jego butami, a z niektórych mieszkań o otwartych oknach dobiegały go dźwięki kolęd. Wesołe pieśni witające małe dzieciątko, wesołe pieśni witające Boga. Huck tego nie rozumiał, choć przecież kiedyś, dawno temu ktoś uczył go wiary. Teraz już nawet nie był pewien tego, kto to robił. W głowie słyszał tylko szumy tamtych, dawnych słów. Bo i jak miałby wierzyć w tego całego Boga? W życiu spotykały go same nieszczęścia. Nawet teraz, kiedy chciał przeprosić, spotykał się tylko z rozczarowaniem.
    Dalej brodził w śniegu, obejmując się rękoma i wytężając wzrok, by zobaczyć cokolwiek przez spadające drobinki. Podświadomie szedł w kierunku Jolly Rgera, teraz tam był jego dom, tam mógł się teraz upić na umór i pocierpieć w ciszy. Pewnie uroni kilka kolejnych łez. Kto by pomyślał. Dorosły facet, a taka beksa. Powinien… Jakoś inaczej reagować, przyjąć to wszystko po męsku, ale ile można. Ile można udawać kogoś innego, ile można zgrywać potwora bez uczuć. Mówili o nim bestia, bo mordował kobiety, dzieci i starców. Mówili, że nie ma serca, że cieszy go widok krwi niewinnych. Tymczasem on czuł. Poczucie winy rozrywało mu serce za każdym razem, gdy zabijał. Te wszystkie krzyki i błagania zostały mu w pamięci, echem rozbrzmiewały w jego głowie. Nigdy nie był bez serca. Hak Jones był bardzo emocjonalnym człowiekiem, ale był też dobrym aktorem. Potrafił udawać, że inni go nie obchodzą tak długo, że wreszcie sam w to uwierzył. No i jak tu się wtedy dziwić, że nie zasłużył na cud?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zatrzymał się na chwilę zdezorientowany i rozejrzał po okolicy. Wszystko wyglądało identycznie, a wszystkie kształty były zamazane. Świat był tylko zlepkiem spadających śnieżynek, które widział przez łzy. To wszystko nie miało sensu. On przecież nie prosił o tak wiele. Tylko Lucy, tylko jego Lucy, z którą pokłócił się przez swoją przeklętą głupotę. Zwątpił i zostawił, choć wiedział jakim koszmarem były wszystkie te lata przeżyte bez niej. Nigdy wcześniej nie zrobił nic tak głupiego, niczego tak bardzo nie żałował, a przecież czynił rzeczy straszne.
      Wtem w oddali dostrzegł ciemną plamkę. Maleńką i niewyraźną pośród wirującej wokół bieli. Postać idąca ulicą, jak się domyślił. To też bez zastanowienia ruszył w tamtą stronę. Zbłąkany nocą wędrowiec był jego jedynym punktem orientacyjnym, choć człowiek spacerujący ulicami w noc Wigilii mógł być potencjalnie niebezpieczny, to Huck się nie bał. Zresztą nie pamiętał nawet tego razu, kiedy ostatnio się bał. Strach był rzeczą śmieszną, niezrozumiałą i rzadko zaszczycającą Jonesa swoja obecnością. Jeśli on już czegoś się bał, to była to tylko śmierć, a nie ludzie czy inne bestie. Takich można było zabić.
      Ciemna plamka rosłą w oczach, zmieniając się w ludzka postać. Nadal dzieliła ich jeszcze spora odległość, między nimi była ściana śniegu, ale Hucka już w głębi duszy wiedział. Mimowolnie przyśpieszył kroku i przymrużył oczy. Serce zabiło mu szybciej, w miarę jak zbliżył się do tajemniczej postaci.
      - Lucy…? – szepnął do siebie, a potem szerzej otworzył oczy.
      Przecież to nie mogła być prawda. Ona wyjechała, uciekła. Przecież on nie zasługiwał na cud…
      - Lucy! LUCY!
      Rzucił się biegiem w jej stronę, po drodze gubiąc szalik. Co za znaczenie miało jego zdrowie w zestawieniu z takim cudem? Nic się nie liczyło, bo oto Huckelberry Jones dostał kolejną szansę. Nie zasłużył, zużył wszystkie szanse, nie poprawił się, nie zmienił na lepsze, nie zrobił nic dobrego, nie był księciem, ani bohaterem, a jednak pozwolono mu paść na kolana i błagać o przebaczenie.
      - LUCY! – wydarł się na całe gardło, które bolało go niezmiernie – LUCY!
      Biegł jak oszalały, aż znalazł się tuż przed postacią, która parę chwil temu była ledwie maleńką plamką. Teraz widział wyraźnie. Zaczerwienione oczy, zamarznięte na policzkach łzy, złote włosy przyprószone białymi drobinami śniegu. Drżała z zimna i smutku.
      Padł na kolana, choć śnieg sięgał mu teraz prawie do pasa. Z oczu spływały mu świeże łzy, ale tym razem były to łzy szczęścia. Bez pytania ujął jej dłoń w swoją i ucałował. Nie wiedział od czego zacząć i drżał. To wszystko wydawało mu się niemożliwie. Bał się, że wiatr zadmie mocniej i ona zniknie, okaże się tylko imaginacją jego wyobraźni.
      - Przepraszam… Nie robię tego często, wiec doceń to, kochanieńka – wtrącił, chcąc dodać swojej wypowiedzi coś, z dawnej bezczelności – Przepraszam, Lucy. Nie powinienem… Żałuję… To co powiedziałem… Ja… To było głupie. Miałaś rację. Powinienem ci zaufać… Jestem przeklętym głupcem, ale błagam wybacz mi. Ja nie mogę żyć bez ciebie. Nie chcę… Ja cię kocham.
      Ostatnie zdanie zawisło w powietrzu, paląc go żywym ogniem. Minęło tak wiele lat odkąd te słowa padły z jego serca, a nie tylko z ust. Wtedy też mówił to do niej.

      Hak, który chyba postradał rozum

      Usuń
  99. [Próbujemy dorównać takim dobrym kartom, jak Twoja ;) I tak! Zróbmy z nich przyjaciółki <3 Bardzo dziękuję za pochwały :D Cóż imię wyszło ze stronki o jednorożcach, gdzie szukałam jakiegoś ukrytego znaczenia, ale cii. Niech kobietki się rozerwą i namieszają w ludzkich życiach xD Coś czuję, że to powiązanie będzie dosyć magiczne]

    Amara

    OdpowiedzUsuń
  100. [ Oj nie płacz <3 Wszystko idzie ku dobremu :3 <3 ]

    Otulił ją ramionami i przytulił z całych sił. Nie obchodziło go, że oboje klęczą w śniegu na środku ulicy. Co to miało za znaczenie, skoro ona była tu przy nim i wciąż go kochała. Nie uciekła, była tu, naprawdę była tuż obok. Czuł ją w swoich ramionach i nic więcej nie potrzebował. Mógł tam trwać do końca świata, byle już nigdy nie musiał przeżywać czegoś podobnego.
    - Kochem cię, wariatko – zaśmiał się jakby to wszystko co przeszli było tylko głupim żartem – I wcale nie musisz się zmieniać dodał. Chcę cię taką, jaka jesteś. Taką cię kocham.
    Po tych słowach delikatnie odkleił się od niej tylko po to, by spojrzeć jej w twarz i odszukać jej piękne usta. Nachylił się do niej i gwałtownie pocałował, przy okazji okrywając ją połami swojego płaszcza. Otuli ją, ukryje przed światem i już na zawsze będą razem. Na zawsze złączeni tym durnym pocałunkiem w śniegu.
    To był długi, namiętny pocałunek. Stęskniony, pełen radości i nadziei. Śnieg sypał im na głowy, przykrywał nogi, a oni trwali w tym durny pocałunku, jakby miał być ich ostatnim. Serce przy sercu, grzejąc się nawzajem i nie zważając na nic. Czas się nie liczył, chłód się nie liczył, nic się nie liczyło oprócz ich dwójki. Było to bardzo niedorzeczne, ale czymże jest miłość jeśli nie jedną wielką niemożliwą niedorzecznością?
    Zresztą nawet gdy skończyli i oparli się nawzajem o swoje czoła, to było tak, jakby wcale nie skończyli. Wciąż byli równie blisko, wymieniali się oddechami i uśmiechali. Huck uznał nawet w duchu, że nie przeżył chwili szczęśliwszej nad tą właśnie. Czuł w sobie wielką moc i pewność siebie, jakich już od dawna nie uraczył. Ta pogoń w śniegu, ta utrata nadziei i ten świąteczny cud. Dostał kolejną szansę, choć wcale na to nie zasłużył i nie mógł jej tym razem zmarnować.
    - Szukałem cię. Szkoda, że dopiero dziś – wyszeptał – Już nigdy więcej, proszę. Nigdy więcej tego nie róbmy. Nie pozwolę na to – obiecał – Żadnych głupich zasad. Powiem ci wszystko, co będziesz chciała wiedzieć o mojej przeszłości. Będę codziennie powtarzał jak bardzo cię kocham. Niestety czasem powiem coś głupiego – zaśmiał się przez łzy szczęścia – Ale już taki jestem, Lucy. Jestem skończonym durniem, który łatwo się wścieka i irytuje. Nie bierz tego do siebie, Łabądku. Za każdym razem będę wspaniale przepraszał. Tylko nigdy nie wierz w słowa, które wypowiem w gniewie. Postaram się je powstrzymać, ale jestem tylko cholernym piratem, tak? – dodał z uśmiechem i pocałował ją raz jeszcze.
    Tym razem krótko, delikatnie.
    A potem stracił resztkę równowagi, gdy Lucy zbyt gwałtownie się poruszyła. Gdy upadli jedno po drugim na bok, zaśmiał się i przewrócił się na plecy, by jego najwspanialsza na świecie Lucy nie leżała na śniegu. Jej blond włosy oblepione śniegiem spływały teraz na jego twarz. To było tak piękne i niesamowite, że mógłby tak leżeć bez końca. Ale właśnie wtedy kichnął. Bardzo delikatnie i w dodatku przekrzywił głowę na bok, ale jednak kichnął, psując cały ten magiczny klimat.
    - Uwaga – uprzedził – Tylko nie protestuj – dodał radośnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bez dłuższego zastanowienia chwycił ją mocniej i podniósł się do pozycji siedzącej. Potem przyszła pora na trudniejszy wyczyn. Uśmiechnął się jednak szeroko i uniósł Lucy w ramiona, a potem powoli podniósł się do kolan i na końcu zupełnie się wyprostował. Sprawiło mu to trochę trudności, ale warto było dla wyrazu twarzy jego błękitnookiej. Huck wiedział, ze nigdy tego nie zapomni.
      - Fajnie? – spytał i podrzucił ją w ramionach – Nie martw się, nie nabiję cię na hak – obiecał i mrugnął do niej – A teraz zapraszam do siebie na święta. W końcu mamy Wigilię, czyż nie?
      Zanim cokolwiek odpowiedziała ruszył przed siebie, jakby doskonale wiedział, gdzie się znajduje. Bo przecież doskonale wiedział, tak? Zresztą… Do Rogera trafiłby nawet z zamkniętymi oczyma, tym bardziej gdy napędzała go myśl o pokazaniu Lucy tych wszystkich światełek i ozdób.
      Spodobałyby się jej. Tak właśnie myślał, gdy je wieszał. Przecież nawet kupił jej prezent, choć wtedy nie planował odnalezienia jej i rzucenia się na kolana. Podświadomie wiedział chyba lepiej, skoro tak się przygotował. Zresztą, nawet gdyby nic nie przygotował, to i tak by ja tam zabrał. To na Jolly Rogerze był teraz jego dom, ta były wszystkie jego rzeczy. Nie było sensu udawać się do ciemnego, pustego mieszkania. Choć dopiero po paru krokach zrozumiał, że Łabądek nie spodziewa się ujrzeć tego okrętu. Przecież nic jej nie zdążył powiedzieć. Na tę myśl zaśmiał się radośnie i ucałował czubek jej głowy.
      - Kocham cię – powiedział nagle po raz kolejny – I muszę nadrobić wszystkie te dni, kiedy ci tego nie mówiłem – dodał, stawiając kolejne kroki.
      Śnieg nie przestawał padać, a on szedł bardziej na wyczucie niż z pamięci. Przy tym nic nie mówił. Podczas całej tej wędrówki panowała miedzy nimi przyjemna cisza, podczas której cieszyli się swoją bliskością. Słowa nie były potrzebne, powiedzieli to, co mieli. Teraz był czas na to, by wreszcie to do nich dotarło. Wszak całe te zdarzenie wydawało się tylko snem. Cudownym snem, choć przecież Jones czuł ją w ramionach.
      - Nie jest ci zimno? – spytał cicho, nachylając się do jej twarzy.
      Kątem oka widział już łunę bijącą od oświetlonego statku, ale nic nie powiedział. Uśmiechnął się słodko i wysłuchał odpowiedzi ukochanej. Upewnił się przy tym, że patrzyła na niego, a nie na tę ogromną niespodziankę, do której się zbliżyli. Dzięki temu wszystkiemu Lucy w niczym się nie zorientowała, dopóki nie stanął na pomoście.
      - Najdroższa… Witaj z powrotem – wyszeptał jej prosto do ucha i skinął głową w kierunku okrętu.

      zaziębiony, zmęczony i kosmicznie szczęśliwy, Hak

      Usuń
  101. [Według tego co czytałam i z własnej interpretacji, stwierdziłam, że potrafiła zmieniać postać :D Jednorożce według chińskich przesądów były cztery duchowe stworzenia, w tym jednorożec, a każdy z nich symbolizował coś innego. Chodzi mi jednak o to, że według tego jednorożce pojawiły się wraz ze stworzeniem świata i tej wersji się trzymam :)
    Co do samego wątku, to podoba mi się opcja z lasem. Mogą ścigać ją jakieś mroczne stworzenia, stanie się ranna, a Lucy saves a day! :D Mogłaby się jej odwdzięczyć wtedy, lub dopiero gdy będą już w Fabletown i tak nawiążą przyjaźń. Ponarzekajmy na facetów i niech mają za swoje, te niewdzięczne bestie xD A Amara nie przepada za Hakiem, więc będzie dokuczać nimfie pod tym względem <3]

    jednorożuś

    OdpowiedzUsuń
  102. [Przez ten gif na końcu nie mogę się skupić. Ehh, ;D
    Margot jest prześliczna i także bardzo utalentowana, a na tą ładną buźkę zawsze fajnie popatrzeć. ;)
    Z chęcią bym wzięła jakiś wątek, tylko trzeba coś wymyślić! Nie wiem czy Lucy chodzi do klubu, więc stawiałabym na to, że prędzej spotkaliby się w kasynie, gdzie śpiewa. Tak mi wpadło do głowy, że może Ryan byłby jej stałym słuchaczem. Pieniądze pewnie w kasynie też by tracił, ale głównie mógłby przychodzić tam ze względu na Lucy, oczarowany jej śpiewem. I w sumie tutaj się pomysł urywa, bo nie wiem co mogłoby być dalej. c; ]

    Ryan W.

    OdpowiedzUsuń
  103. [No właśnie, jestem! Gif musiał być, jak to tak Jas bez tego gifa? Dziękuję za pochwałę, starałam się :P A co do nich - niech zrobią sobie babski wieczór i narzekają na facetów, o!]
    Jasmine

    OdpowiedzUsuń
  104. [ Łoooo – zaraz stówa!
    Kanapę? Może być XD
    Jaki chaos? To piękne jest <33333 ]

    Stali razem na pokładzie Jolly Rogera i nic więcej się nie liczyło. Było tak jak gdyby od czasów ich wspólnego rejsu minęło ledwie parę dni, a nie wieków. Znów we dwoje, znów w tym miejscu, choć tak wiele się zmieniło. Oni się zmienili. Słońce wzeszło i wzeszło tysiąckrotnie, niewzruszone ich prywatnymi tragediami, bezlitośnie wyznaczało upływający czas. Teraz go nie było, tego cudownego słońca, które tak umiłowała sobie większa część ludzkości. Uśmiechom tej dwójki, ich rozpalonym miłością sercom sprzyjał księżyc. Jak zawsze blady, zimny i odległy, ale zawsze obecny w tych najcenniejszych chwilach. Był z nimi tej pierwszej nocy nad Renem, był gdy wyruszyli we wspólną podróż, był podczas ich spotkania po latach tu w Fabletown i był też teraz. Zdawał się cieszyć ich radością.
    - Jolly Roger – powtórzył rozmarzonym głosem Huck i uśmiechnął się na widok rozradowanej Lucy.
    Nic nie mogło przynieść mu większej ulgi niż uśmiech wymalowany na jej różanych usteczkach. Te błękitne oczy, o których śnił wielokrotnie błyszczały jak najprawdziwsze szafiry, gdy biegała po pokładzie. Jones bez trudu wyczytywał z jej twarzy te wszystkie wspaniałe wspomnienia. Jeszcze niedawno sam przeżywał je w swej głowie. Teraz wystarczyło stanąć z boku i patrzeć, bo kamień spadł mu z serca i zniknął nie wiadomo gdzie.
    Potem zadała pytanie. Zrobiła to tak lekko, z taką prostotą i szczerą radością, że przez chwilę nie docierał do niego sens jej słów. Było to bowiem pytanie o gorzkiej odpowiedzi, na samą już o niej myśl Huckelberry czuł cierpki smak i ogromne poczucie winy. Nic dziwnego, ze spuścił wzrok i westchnął przeciągle. To byli jego przyjaciele, jego wierni ludzie, których stracił.
    - Nie – odparł wreszcie – Nie, Lucy. Nie ma ich. Nie ma mojego drogiego Smee, nie ma całej reszty chłopaków. Straciłem ich. To długa i przykra historia, na która jeszcze przyjdzie czas. Opowiem ci ją, jeśli tylko tego zechcesz. Nie znam odpowiedzi gdzie teraz są i czy w ogóle są, ale mogę przekazać ci to, co wiem. Tylko to chyba nie ten moment. Mamy święta, nie? Chyba powinniśmy zacząć od czegoś radośniejszego – zaproponował.
    Zbliżył się do niej powolutku, delikatnie ujął jej dłoń i ucałował zziębniętymi ustami. Czuł się winny wszystkim niewypowiedzianym słowom, czuł się winny każdej odpowiedzi, której jej nie udzielił, a której ona pragnęła. Było tego tak wiele, minęło tyle czasu… On też miał pytania, oczywiście. Bał się usłyszeć odpowiedzi, gdyż jego serce mogłoby po raz kolejny nie wytrzymać. Zwłaszcza jeśli okazałoby się, że stał się przyczyną jakichś jej nieszczęść lub niepowodzeń. Nie mniej musiał zapytać. Tylko jeszcze nie teraz. Powolutku. Miał przecież inne plany.
    Pociągnął ją ostrożnie za sobą i wprowadził do wnętrza statku. Poprowadził pachnącą solą plątaniną korytarzyków i wskazał odpowiednie drzwi. Łabądek jeszcze tego nie wiedziała, ale po drugiej stronie czekała udekorowana choinka i ciepły kominek. Przygotowana na jej cześć niedorzeczność, na którą Roger łaskawie pozwolił. Był jeszcze ten prezent, który grzecznie czekał pod drzewkiem, aż nimfa ujmie go w swe drobne dłonie.
    - Mogę prosić twoją kurtkę? – spytał – Tam będzie ci w niej za gorąco – zapewnił.
    Potem pomógł jej ściągnąć wierzchnie krycie i odłożył do niewielkiego pomieszczenia znajdującego się tuż obok. Sam już nie pamiętał do czego służyły te wszystkie pokoje i czy wcześniej w ogóle się tu znajdowały. Jolly Roger potrafił zamienić się w istny labirynt. Kajuty pojawiały się i znikały jeśli tylko okręt miał taki kaprys, a jedyną osobą, która nigdy się na nim nie zgubiła był właśnie Jones. W skrócie rzecz ujmując chłopiec i jego zabaweczka.
    Odłożył też swoje rzeczy, a potem spojrzeniem i gestem zachęcił błękitnooką do otworzenia drzwi. Niezmiernie ciekaw był jej reakcji i późniejszych chwil. Chciał tylko zasiąść z nią w kącie, wziąć w ramiona i tulić do piersi przez całą noc. O niczym innym tak bardzo nie marzył. Dlatego właśnie nigdy więcej nie mógł już jej stracić. Nigdy.

    zakochany na zabój, kapitan

    OdpowiedzUsuń
  105. [Mogłaby ją wezwać na przykład wrzuceniem monety do jakiegoś zbiornika wodnego (xD) albo ... W sumie to nie udało mi się wymyślić drugiej opcji, bo chyba kreatywność mi szwankuje :'( No cóż, jak czas pozwoli, to napiszę zgrabne rozpoczęcie, jak to Amara ucieka przed dawnymi problemami, w dodatku ranna, i natrafia na nimfie, która zdaje się być jej ostatnią nadzieją. Dalsza część będzie podobna do tego, co już napisałaś, a z biegiem czasu pokombinujemy, co dalej jak już poznają. Trochę spontaniczności nikomu jeszcze nie zaszkodziło! :D]

    Amaruś, do swojej psiapsi

    OdpowiedzUsuń
  106. [ Jestem zajęta o.o
    Ja tu się uczę... W końcu jestem kujonem :D ]

    OdpowiedzUsuń
  107. [Witam Szanowną Autorkę i dziękuję za powitanie. Wątpię, czy akurat mnie masz na myśli, bo z tego co pamiętam nie zdarzyło mi się mieć postaci o tymże nazwisku na tym grupowcu, a i styl pisania nie należy do moich "codziennych" czy też "firmowych". Aczkolwiek chęć na wątek mam, jak najbardziej - nie wiem tylko, co konkretnie mogłybyśmy napisać, o.]

    Olgierd Von Everec

    OdpowiedzUsuń
  108. [Będę czekać w takim razie i również myśleć. Zdradzisz mi jeszcze, proszę, z jakiej animacji/kreskówki pochodzi Twój awatar, a konkretniej ten zwierz?]

    Olgierd Von Everec

    OdpowiedzUsuń
  109. [Byłabym wdzięczna!]

    Olgierd Von Everec

    OdpowiedzUsuń
  110. Według legend jednorożce są nieśmiertelne. W takich historiach jednak zawsze znajdzie się haczyk. Nic nie moze istnieć wiecznie, a przy tym nie zaburzać równowagi świata. Amarę i tych sobie podobnych mógł zranić jedynie sztylet wykonany z czystego srebra bez żadnych domieszek. Miało to stanowić nawiązanie do koloru jej pięknej grzywy, a stało się jej przekleństwem. Z początkiem świata nie musiała martwić się o swe życie. Wtedy bowiem nikt nie był w stanie jej zagrozić. Wraz z pojawieniem się ludzi, którzy dopiero zaczynali posługiwać się kamieniami, czuła się równie bezpieczna. Nie spodziewała się, że tak szybko uda się im zdobyć nowe umiejętności, a ich mózg rozwinie się tak szybko. Dla pewności skryła się w lasach, w których żaden z nich nie miał prawa jej znaleźć. Jednakże Aara nie była z tych, którzy kryją się przed nieznanym. Potrzebowała towarzystwa, nie zamierzała spędzić swej wieczności w samotności. Pewnego, bliżej nie określonego dnia wybrała się do wioski ludzi. Zabrała ubrania, które z pewnością należały do jednej z mieszkanek. Bowiem wraz z przemianą, nie potrafiła wyczarować ani odrobiny materiału. Te istoty, którymi gardziła od początku ich istnienia, wyglądały na iście niegroźne.
    — Ma panienka ochotę skosztować mej dziczyzny? — spytał, a w jej kierunku wyciągnął ostrze z nadzianym na nie kawałkiem mięsa. Zaskoczona odskoczyła natychmiast. Czy on próbował ją zabić? — Naprawdę smaczna.
    Gdy mężczyzna delektował się swym posiłkiem, ta zrozumiała, że nie pragnął jej skrzywdzić. Nie miał prawa wiedzieć kim ona jest. Wyglądała bowiem jak oni, czemuż mieliby chcieć skrzywdzić jednego z nich.
    Przed sobą ujrzała kobiety, które tańczyły wokół ognia i wyśpiewywały historie swych mężów. Amara z czystej ciekawości podeszła bliżej, ale szybko wciągnięto ją w wir zabawy. Musiała zwolnić kroku, by dostosować się do tych ludzkich matek.
    — Mój na otwarte wody się wybrał, lecz później gdy wrócił się tego wypierał. Widział rzeczy, o których inni nie słyszeli. Podobno kobietę na wielkiej skale widzieli. Jemu jednemu przeżyć się dało, ale to mu rozum odebrało. — Straszne te rymy wydały się Amarze. Puściła dłoń kobiet i zniknęła w tłumie. Nie miała bladego pojęcia, kim była owa kobieta lecz historie, które słyszała o nimfach, kończyły się podobnie. Miała dość już tego miejsca, wiec postanowiła, że wróci do lasu. Na jej drodze pojawiło się jednak trzech rosłych mężczyzn. Z ich oczu potrafiła wyczytać, czego pragną. Jednorożca zapłodnić jest banalnie łatwo, lecz klacz przy narodzinach zjada swe dziecię. Temuż istnieje tylko ona, stworzona wraz ze światem, a jej gatunek skończy się wraz nią samą.
    — Nie widziałem cie ty wcześniej, ale zaraz będzie nam dane się bliżej poznać. — Uśmiechnął się paskudnie. Mogłaby zaatakować, gdyby nie blask ostrza, które trzymał w lewej dłoni. Leworęczny przeciwnik zwykle jest o wiele trudniejszy do pokonania. — Myślisz, że nie wiemy czym jesteś?
    Ujął swą broń i przystawił do jej gardła. Amara poczuła, jak srebro zaczyna spalać tkanki jej skóry. Ból był straszliwy, lecz nie mogła dać tego po sobie poznać. Złapała jego dłoń, która trzymała rękojeść i spróbowała ją odepchnąć. Był jednak zbyt silny, a ona w swej postaci pozostała już zbyt długo, by wykorzystać swoją moc. Zużyła resztki swej energii by wrócić z powrotem w zwierzęce oblicze, a ostatkami zaczęła uciekać w stronę lasu, który od zawsze był jej domem. Ten, któremu nie dała rady stawić czoła, rzucił srebrnym ostrzem i trafił ją w podbrzusze. Dobrze wiedział, gdzie wycelować by bolało najmocniej, a jednocześnie nie uszkodzić żadnego organu. Amara zdawała sobie sprawę, że zaraz przyjdą po jej martwe ciało i zbezczeszczą je do swych niecnych planów i obrządków religijnych. To dawało jej siłę, by biec dalej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I wtedy przypomniała się jej pieśń kobiety przy rozpalonym ognisku. O kobiecie, która zesłała na nich los, na który zasługiwali. Tylko ona mogłaby jej pomóc. Skała, o której mówili znajdowała się tuż przy wschodnim skraju lasu. Jeśli byłaby szansa, że nadal gdzieś tam jest, może udałoby się jej przeżyć. Skoncentrowała swe myśli na tym miejscu, by móc zmaterializować się choćby w pobliżu. W jej głowie pojawił się obraz strumyka, który rozciągał się przez tamte tereny i łąka pełną kwiatów, gdzie małe leśne skrzaty budowały swoje domki. Zjawiła się tam z przeraźliwym rżeniem o pomoc. Miała nadzieję, że ją usłyszy, że opowieści byłe prawdziwe. Jej srebrzysta krew plamiła krwistoczerwone kwiaty. Pozostało jej niewiele czasu, lecz wtedy poczuła dotyk zimnej dłoni. Zbyt delikatnej na ludzką.

      [Help me! <3 Friends foreva in przyszłość. Jak dla mnie, to całkiem nieźle zaczynają swą znajomość xD Mam nadzieję, że coś sensownego wyszło, ale zwykle początki są trudne, wiec się nie zniechęcamy! ]

      ranna Amara

      Usuń
  111. [ Witam ponownie uprzejmą Panią. :D Ja na wątek zawsze chętnie, mimo że chwilowo męczy mnie gorączka. A brak czasu całkowicie rozumiem! ]

    Terrence

    OdpowiedzUsuń
  112. [ Nawet nie przeszło mi przez myśl, że to mogłaby być karna kanapa XDDD
    Nie poruszajmy już tematu basenu, gdyż jest on bardzo drażliwy XDDD ]
    Powiódł spojrzeniem za palcem Lucy i ujrzał jemiołę. Delikatnie zmarszczył brwi na ten widok i uśmiechnął się nieznacznie. Jolly Roger był zmyślnym statkiem, a na dodatek niesłychanie romantycznym. Przebiegła bestia z desek zdawała się mieć własny rozum i duszę, a w sercu Haka miała miejsce zaraz po Lucy. Tym bardziej żałował, że teraz na całym statku było tak cicho. Żadnych pijackich pieśni, które zwykle tej porze załoga wyśpiewywała na całe gardło, żadnych kłótni miedzy marynarzami, żadnych śmiechów i przekleństw. Cisza była czymś nienaturalnym na tym statku. Zresztą oni wszyscy byli przyjaciółmi Jonesa, a on nie potrafił za nimi nie tęsknić. Razem się cieszyli i razem cierpieli, choć często ich beształ i nie raz porządnie wydarł na nich mordę. Ale chyba nie mieli mu tego za złe, tak przynajmniej zapewniał go Smee, a był z niego kawał inteligentnego chłopa.
    Poddał się grzecznie jej pocałunkowi i trochę się rozchmurzył. Usta Lucy były najlepszym lekarstwem na wszystko. Jak on mógł choćby na chwilę o tym zapomnieć? Znów pożałował słów wypowiedzianych tamtego wieczoru przed restauracją. To było głupie, nierozważne, idiotyczne, szalone…
    - Aaaapsik! Apsik! Apsik!
    Musiał gwałtownie przerwać ich pocałunek, tylko po to by kichnąć. To całe strojenie Rogera, bieganie w mrozie, potem jeszcze klęczenie w śniegu i na koniec ten moment, gdy razem z Łabądkiem obalili się na biały puch. Nie mogło się to skończyć inaczej niż przeziębieniem.
    Potarł swój czerwony nos i uśmiechnął się do błękitnookiej. Dotyk jej chłodnej dłoni był tak przyjemny, że na chwilę zamknął oczy i westchnął cicho z ulgą. Potem jeszcze odgarnęła mu grzywkę z oczu i trzymając za rękę wkroczyła w głąb kajuty. Poczuł się na chwilę jak małe dziecko, które potrzebowało opieki. Konkretnie jej opieki. Z radością oddałby się w jej ręce i pozwolił zrobić ze sobą wszystko. Choć po jego głowie, rzecz normalna, chodziło kilka pomysłów na to, co on mógłby zrobić z ukochana nimfą. Tylko, że to całe przeziębienie jakoś odebrało mu siły i nawet nie potrafił wymyślić żadnego sensownego tekstu, który mógłby rozbawić Lucy i pchnąć rozmowę na tego pokroju tematy.
    Ocknął się dopiero, gdy zakryła usta dłońmi i wielkimi oczyma spojrzała ku kominkowi. Na ten widok zaśmiał się szczerze, czego już dawno nie robił. Rzeczywiście nie było rzeczą normalną, że centralnie w środku kupy desek unoszących się na wodzie znajdował się kominek. Gdyby to wszystko pozbawione było odrobiny magii, to Jolly Roger dawno temu spoczywałby w sfajczonych kawałkach na dnie zatoki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. - Przyznam się, że zareagowałem podobnie, gdy to ujrzałem po raz pierwszy. Mój kochany stateczek zdaje się jednak wiedzieć lepiej. Przemądrzały okręt – stwierdził i ujął dłoń ukochanej.
      Podprowadził ją bliżej kominka i zatrzymał się, by trochę ogrzać zziębniętą dłoń. Po krótkiej ledwie chwili stwierdził jednak, że lepszym sposobem będzie ogrzanie jej w maleńkiej rączce Lucy. Splótł ich palce razem, a potem staną twarzą na wprost nimfy, kominek mając za plecami. Kilka długich sekund wpatrywał się intensywnie w oczy ukochanej
      - Powiedz mi, czemu jesteśmy tacy głupi? – spytał z uśmiechem – To przecież jasne, ze bez siebie nie możemy żyć.
      Dłonią pogładził jej policzek, potem szyję i ramię. Na sam koniec ujął jej rączkę i namiętnie ucałował jej knykcie. Tak bardzo kochał każdą jej najmniejszą część. Tak bardzo pragnął zatrzymać ją na zawsze przy sobie.
      - Słońce ty moje, gwiazdy moje… Powiedz mi, czy chciałabyś coś wiedzieć? Wolę najpierw mieć tę rozmowę za nami, żebyśmy znów się nie pożarli w najmniej dogodnym momencie – stwierdził i uśmiechnął się buńczucznie, a jego oczy zabłyszczały buntowniczo.

      [ Łooooo! Podczas pisania tego coś wpadło mi do głowy. A gdyby tak matka Piotrusia była uosobionym Jolly Rogerem? Może statek jest zaczarowaną kobietą, która zakochała się w swoim kapitanie i jakimś cudem udało jej się na kilka dni stać kobietą? Albo zakochała się jako kobieta i widząc, ze on jej tak nie kocha poszła do jakiejś wiedźmy. Wiedźma załatwiła jej kilka namiętnych dni i nocy z Jonesem, a potem zamieniła dziewczynę w okręt, który zatonął u wybrzeży Anglii i dopiero potężny Davy wyciągnął go stamtąd i podarował Hakowi XD To by była dopiero drama, gdyby teraz wróciła do ludzkiej postaci. Nie dość, ze Hak straciłby statek, to jeszcze drama, bo ona matką Piotrusia XD Albo nawet niechby Jolly był inną kobieta niż matka Pana, ale i tak była by to ciekawa postać *o* Bo przecież Hak kocha swój statek.
      Pisanie w okolicach pierwszej w nocy kończy się takimi przemyśleniami :”) ]

      Hakuś, definitywnie z gorączką

      Usuń
  113. [Hej, hej. Pamiętasz jeszcze o mnie?

    Coś Ci wysłałam na maila jakby co, mam nadzieję, że dotarło, bo ostatnio mi trochę gmail świrował. :)]

    Drake

    OdpowiedzUsuń
  114. [Oo, bardzo mi się podoba pomysł z tym, aby mu coś zwinęła. :D Więc ja z chęcią bym szła w tym właśnie kierunku. Co prawda teraz ich relacja przez to musiałaby być nieco negatywna, a te nie są do końca moją mocną stroną, ale to zawsze z czasem w wątku będzie można naprawić na nieco cieplejsze relacje.
    Myślę, że dawniej, kiedy Lucy robiła te wszystkie rzeczy Ryan mógłby dać się jej omotać, bo nieco przypominałaby mu Roszpunkę. Możemy więc uznać, że ten X czas temu go omotała, a on sam jakby w jakiś sposób na to pozwolił, właśnie przez to, że mu tak przypominała Roszpunkę. :3 A rzecz, którą mu ukradła również mogłoby być coś co należało do niej. Myślałam nad tym, że mógłby to być jakiś pierścionek, który nosiłby na szyi na łańcuszku, bądź coś w tym stylu. Chyba, że w przeszłości znaleźliby się w jego mieszkaniu, gdzie trzymałby coś cenniejszego i sporo większego niż pierścionek, ale też cennego. I teraz Ryan może przypadkiem zobaczyłby ją własnie w kasynie, rozpoznał tą co mu ukradła coś cennego i chciał to odzyskać. Muszę tylko się zastanowić nad tym co to mogłoby być, aktualnie mam po prostu pustkę w głowie.]

    Ryan W.

    OdpowiedzUsuń
  115. [ Yay :D
    (Nie karna) kanapa jest cudowna <3 XD
    A co do tego jak się zastanawiałaś czemu stateczek byłby dobry mimo wszystko dla Lucy – myślę, że będąc zaklętą chciała szczęścia kapitana i zazdrosna się zrobi dopiero, gdy na stałe będzie kobietą XD Byle tylko toś ją wziął jak już wrzucimy z Pentdragon odpis do Poszukiwanych XD To wtedy będzie kolejna świetna drama <3]

    Uniósł ręce do góry w geście poddania i zaśmiał się, zajmując miejsce na kanapie. Nie miał co protestować, zwłaszcza, że ledwie chwilę potem Lucy zajęła miejsce tuż przy nim. Uwielbiał, gdy brała jego dłoń i hak w swoje drobne rączki. Wprawiała go w tak dobry nastrój, że niemal zapomniał już o tym nietrafionym pytaniu o załogę. Jego Łabądek mógł popełniać takie gafy dowoli, a on by jej to wybaczył. Przecież wybaczał już więcej i wychodził ona to, że gotów wybaczyć jest wszystko. Była całym jego światem. On, Lucy i Jolly Roger. Tak mógłby przejść przez resztę swojego życia i byłby szczęśliwy.
    No i wtedy padło pierwsze pytanie. Niby rzucone żartem, a jednak nuta zazdrości była bardzo wyraźna. W takim wypadku nie mógł nie spoważnieć. Zwłaszcza, że zapytała o Aurorę. Kolejna przykra sprawa, bo śpiąca królewna opuściła Fabletown. Stracił kolejną przychylną mu duszę, choć wcześniej sam zerwał z nią kontakt i teraz tego żałował. Jones jednak prędko się ogarnął, bo jego kochana nimfa nagle go puściła i zauważył, że przerażająco pobladła. Uśmiechnął się więc uspokajająco.
    - Nie ma powodów do zazdrości – zapewnił – Z nią nic takiego mnie nie łączyło, nigdy. Przyjaciółka. Choć to pewnie zbyt mocna słowo. Tam w markecie to było nasze spotkanie po długiej rozłące. Dawno się nie widzieliśmy. No a teraz ona wyjechała .Nasza znajomość polegała w sumie na tym, że pomogłem jej znaleźć pracę, gdy była w kropce – prychnął z rozbawieniem – Wiesz co, Łabądku? Boję się chwili, gdy wpadniesz na którąś z kobiet, z którą nie skończyło się na przyjacielskiej pomocy. Bo będąc szczerym… Nigdy nie byłem aniołkiem, a przed poznaniem ciebie… i po tym, jak myślałem, że rozstaliśmy się na zawsze… Po prostu trochę ich było – wymamrotał, rumieniąc się ze wstydu i drapiąc po karku.
    Głupio było się przyznać przed tą jedyną, że były też inne. Nie jedna, nie dwie przetoczyły się przez jego łóżko. Czasami mówił, że kocha. Czasami gotów był się oświadczyć, by któraś grzała mu łóżko na stałe. Nigdy nie łączyło go z nimi to, co z Lucy, ale nie potrafił też powiedzieć, że na wszystkie był obojętny. Co innego, że któregoś ranka budziły się same, a on był już hen, hen na morzu.
    - Ale możesz mi wierzyć lub nie… Żadna nie liczyła się dla mnie tak jak ty – zadeklamował, spoglądając jej głęboko w oczy.
    Zaraz też w jego głowie wykwitło pytanie… Może on i był z wieloma kobietami, a jak to było z Lucy? I wtedy właśnie przypomniał sobie o czymś bardzo ważnym. O pewnym półelfie i jego telefonicznej rozmowie. Skoro byli już w tym temacie to przecież mógł spytać. Tak bardzo chciał znać odpowiedź, tak bardzo pragnął uspokoić rozszalałą w nim na nowo zazdrość.
    - I jeśli jesteśmy w tym temacie… - zaczął – To kim jest dla ciebie Hagen Alder? Słyszałem jak do ciebie dzwonił. Znam go dość dobrze, ale nigdy nie wspominał, że cię zna. A ta rozmowa… Mówił, że mu na tobie zależy. Ja wszystko zrozumiem, chcę tylko wiedzieć… - wyszeptał ostrożnie i ujął jej dłoń, ściskając ją delikatnie.

    zazdrosny pirat

    OdpowiedzUsuń
  116. [Dobrze, a ja proszę o ten obiecany gif i artystkę (:]

    Olgierd Von Everec

    OdpowiedzUsuń
  117. [Prawda? Aż żałuję, że ostatnio nie miałam tyle czasu ile bym chciała na bloga. Bo jak tylko zobaczyłam tak zacnego Oberonka to nie mogłam sobie odpuścić tej rodzinki. :)
    Niby Tytania ma charakter godny mężusia, ale to raczej Oberon by oberwał... i te wszystkie jego zdziry. xD Szczegóły, Tytania by go najchętniej miała na wyłączność od zawsze. xD
    Też mi się wydaje, że Tytania by o wszystkim wiedziała, bo po pierwsze żona, a po drugie ułatwiłoby to relację naszych pań. Bo gdyby nie fakt, że Lorelei jest córką Oberona, to Tytania pewnie byłaby potwornie zazdrosna, że jej mąż faworyzuje jakąś nimfę i raczej by jej życie zatruła. A tak nie miałaby nic przeciwko Lorelei i nawet mogłaby właśnie chcieć dla niej dobrze.
    Bardzo, ale to bardzo mi się taka relacja między paniami podoba. :)
    Co do tych miłości to Tytania raczej by Lucy kładła do głowy coś wręcz przeciwnego i wybijałaby jej z głowy głupotę w stylu miłości od pierwszego wejrzenia. Prędzej przez Lirazel Lucy mogła sobie wyrobić taką dziwną opinię na temat wielkiej miłości od pierwszego wejrzenia. Tytania prędzej by jej próbowała wytłumaczyć, że życie to nie bajka. Aczkolwiek przez Tytanię i tatusia Lucy mogła sobie wbić do głowy trochę zły wzorzec (skoro już przy tym jesteśmy). xD
    W końcu tak pięknie się z Hakiem kłócicie, prawie jak my z Oberonkiem. <3
    Pomysł mi się podoba, więc pewnie - tak by chyba było najlepiej wystartować. Z mocami można zrobić tak, że Oberon oddał jej te, które jej zabrał, a Tytania zwróciłaby jej te, które władze Fabletown jej ograniczyły. Tutaj można nawet niezależnie od Oberona tą część wątku pociągnąć, bo sama Tytania mogłaby uznać, że Lucy należy się zwrot mocy i sama się wstawi do innych wiedźm za nią. Co myślisz?
    W ogóle można też trochę sobie poprzeplatać motywy z mojego wątku z Haczkiem. Tytania się trochę w swatkę pobawi, żeby im pomóc. A potem to ja sobie życzę wyprawić córeczkę do ślubu, o! :D
    Historia jest prześliczna. Chyba sobie wpiszę Woglindę w powiązania jako "wróg numer jeden" :D]

    Tytania

    OdpowiedzUsuń
  118. [A dzięki, dzięki... starałam się go wykreować właśnie w taki sposób, bo jestem ogromną fanką zarówno gry i komiksów i nie chciałam skrzywdzić jego cudownej postaci :D. A co do wpisania to nie ma sprawy, wersja z dmuchaniem chatek pasuje bardziej zważywszy na Pana-Ojca-Wiatra niż Czerwony Kapturek, który w fabule i tak nie odgrywa większego znaczenia (przynajmniej w kwestii Bigby'ego). :D

    A na wątek zawsze mam chęć, zwłaszcza... chciałam napisać piękną panią, ale nie wiem dlaczego nie wyświetlają mi się zdjęcia w Twojej karcie oprócz ostatniego gifa :C Widzę, że niebieskooka, ale nie mam ochoty przegryzać jej gardła. :D

    A skoro podpadła szeryfowi to...
    Można by pójść w kierunku jakiejś skargi, bądź zgłoszenia - tzn. wnioskuję (mam nadzieję, że dobrze, ale nie oceniaj, Bigby nie umie używać nawet mikrofalówki!), że pracuje w kasynie. Więc jakiś sfrustrowany klient, przegrawszy wszystkie oszczędności mógłby oskarżyć ją o kradzież, a mimo że to małe wykroczenie (ale nad wszystkim trzeba czuwać, od tego jest prawo?) Bigby mógłby po prostu nie dowierzać w paplanię podchmielonego chłopaczka i najpierw (mimo niechęci) zbadać sprawę na własną rękę, bez wzbudzania niepotrzebnych trosk odwiedzić ją w miejscu pracu i:
    - lub zapytać o tę sprawę
    - lub po prostu obserwować i szukać podejrzanych zachowań.
    No chyba że wymyślisz coś ciekawszego, bo moje pomysły czasami wołają o pomstę do nieba.

    Ale syrence nie odmówię. <3]

    Bigby

    OdpowiedzUsuń
  119. [ Oj te nasze kanapy XD <3
    Jak ja pragnę by ktoś ją przejął XD Tylko najpierw z Pendragon musimy dodać do Poszukiwanych, a tak jak jej podesłałam część to powiedziała, że obrobi jeszcze ze swojej strony i od tamtej pory o ty milczy XDDD
    O! Tak :3 Ona może podsyłać wizje :D To by genialnie pasowało. Jestem jak najbardziej za ^^ <3 ]

    Uśmiechnął się ciepło i pokręcił głową. W takich chwila jak ta, nie docierało do niego, że ma do czynienia z nimfą, której nie obce jest morderstwo i widok krwi. Wydawała się taka delikatna, czysta i bezbronna. Czuła i pragnąca z całych sił jego szczęścia, nawet kosztem własnego. To zawsze chwytało go za serce, choć zwykle znajdował upodobanie w brutalności i krzywdzie, a inne kobiety… Cóż. Te wredne, zadziorne, bawiące się nieszczęściem innych zwykle najlepiej zapadały mu w pamięć. Tylko z Lucy było inaczej.
    - Jesteś przesłodka, jak tak mówisz – oznajmił z bezczelnym uśmiechem. – Jakżebyś mogła się wciskać, kiedy ja usychałem z tęsknoty? Żadna inna kobieta, a już na pewno Aurora, nie równa się tobie – wygłosił i kichnął dostojnie.
    Może była to hiperbolizacja i widoczne wyolbrzymienie, ale jak mógłby porównać kogokolwiek do Lucy? O żadnej innej kobiecie nie marzył, żadnej nie chciał na towarzyszkę życia. Aurora nawet nie umywała się do jego Łabądka. To była tylko przyjaciółka. Wyjątkowo rzeczywiście nawet na chwilę, nie stała się kimś więcej. Choć nie o każdej swojej znajomej mógł to powiedzieć. I niestety, czego się wstydził w tamtej chwili niezmiernie, nie żałował swych innych znajomości. Nie w ten sposób, w który powinien przy tej jednej, jedynej.
    Zaraz jednak jego myśli popłynęły w zupełnie innym kierunku, a i postawa błękitnookiej się zmieniła. Trochę się rozpromieniła, nawet uśmiechnęła z rozbawieniem, a on mimo wszystko westchnął z ulgą. Może była to z jego strony ogromna hipokryzja, wszak sam przyznał się do bycia z licznymi kobietami, ale myśl o tym, że jego Lucy mogła być z kimkolwiek innym niż on potwornie go przerażała. Był zaborczy. Zdecydowanie zaborczy, okropnie zaborczy, nieznośnie zaborczy. Dlatego fakt, że Hagen był bratem Łabądka zrzucił mu kamień z serca. Lecz tylko na chwilę, bo zaraz pojawiły się wyrzuty do półelfa i liczne pytania. Wtedy właśnie Lucy zabrała się za wyjaśnienia.
    Tak wiele słów, tak wiele imion, tak wiele znajomych. Mimowolnie zmarszczył gniewnie brwi na wspomnienie Elfiego Króla Oberona, który okazał się ojcem jego anielicy. Jak z czegoś o tak potwornym wnętrzu, mogło powstać takie cudo? Lepiej! Jak Oberon mógł wychować takie cudo, skoro nawet gdy o tym nie wiedziała, Lucy traktowała go jak ojca? To wszystko było tak skomplikowane i niezrozumiałe, że Jones musiał się skupić, by nie zgubić jakiegoś wątku. Na szczęście część tej historii słyszał już wcześniej wciągu ostatniego tygodnia, co wiele mu ułatwiło.
    Westchnął ciężko, pokręcił głową, potarł czerwony nos i psiknął kolejny raz. Potem uśmiechnął się rozczulająco i dłonią przeczesał swoje ciemne włosy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. - Mam swoją księżniczkę. Kto by pomyślał – podsumował powoli. – Wiesz… Jak już jesteśmy w tym temacie… W sensie twojej rodziny… To chyba też mam dla ciebie historyjkę – oświadczył. – Jeśli chodzi o samego Hagena, to poznałem go dopiero tutaj, w Fabletown. Wydał mi się naprawdę… dobrym towarzyszem rozmów. Głównie narzekaliśmy na to, jaka to magia jest okropna – rzekł, uśmiechając się głupkowato i wzruszając ramionami – Czasami o tobie mówiłem, ale po nim nie było znać żadnej reakcji. Także tego, że jest twoim bratem, przewidzieć nie mogłem. Zaś jeśli chodzi o Tytanię i Oberona… - ciągnął, kiwając powoli głową i krzywiąc się nieznacznie. – Ją poznałem w Nibylandii. Walczyliśmy przeciw wspólnemu wrogowi i to nas w sumie do siebie przekonało. Wyświadczyliśmy sobie kilka przysług, więc tutaj opinię mogę wystawić jak najlepszą. W dodatku po spotkaniu tutaj… Była w sumie taką moją dobrą wróżką.
      Przerwał na chwilę i wziął głębszy oddech. Nieznacznie poprawił też swoją pozycję na kanapie i stłumił ziewnięcie. Robiło się późno, a to był dzień pełen wrażeń. W dodatku nie było widać końca, bo po tych wszystkich zwierzeniach…. Pod choinką wciąż czekała niespodzianka na jego blondwłosą boginię.
      - Niestety o twoim ojcu już tak wiele dobrego powiedzieć nie mogę – przyznał z grymasem niezadowolenia. – Chyba się nie polubiliśmy. Poszedłem do niego… - tu przerwał, by zrobić głupi uśmiech i oblać się rumieńcem. – Poszedłem oddać ten przeklęty wisiorek. Chciałem tylko udowodnić… że to nie o skarb chodziło nad Renem. W każdym razie twój ojczulek przyjął mnie chłodno, trochę zbeształ, ostatecznie pomógł i odprawił. Przy okazji wyznając, że jesteś jego dzieckiem, a Tytania żoną. Wcześniej tego nie wiedziałem, teraz mi aż nadto. Moja księżniczko.

      Hak i jego porąbane relacje z rodzinką Lucy

      Usuń
  120. [Cześć! Również udam, że pierwszy raz widzisz tą kartę i w ogóle. :) No i ach, tyle serduszków! <3
    Wbijam po obowiązkowy wątek do mojej prawie siostry. Kombinujemy jakieś epickie powiązanie? Tutaj czy na gg? :)]

    Prawie braciszek

    OdpowiedzUsuń
  121. [Mi tam wszystko jedno, więc jak Tobie wygodniej. :)
    Kombinujemy! Ja mam takie ładne, pisane wierszem, szkopskie Nibelungi to z nich w sumie będę lecieć z pomysłami. :)
    Bez związku z Hagenem to trochę ciężko, bo to raczej Hagen robił rzeczy nie związane z Dankwartem, a nie na odwrót. Podoba mi się pomysł by najpierw się poznali tak normalnie, a potem on ją niejako przedstawi Hagenowi. Biedaczek będzie miał podwójne poczucie winy. W ogóle Dankwart przeżył, bo się z Hagenem pokłócił i poszedł załatwić sprawę po swojemu, a nie tak jak chciał braciszek. Jeszcze jakby się okazało, że Lucy przez to skoczyła ze skały to już w ogóle by się czuł winny, że namieszał (i że w ogóle ich ze sobą poznał). Więc... super! :D
    I pewnie! Sądzę, że jego wiedza ograniczałaby się tylko do tego, że wiedział o Oberonie i jego udziale we wszystkim, ale o Lucy, ani o ożywieniu Hagena nic by nie wiedział. No i w sumie idealnie mi tu teraz pasuje wątek z Terrym, który mi rozwiązuje dziurę w chronologii i wszystkie wątkowe komplikacje. I nawet daje okazję do tego by Dankwart był w Fabletown od niedawna. :) O, jestem za! Niech Lucy mu pracę załatwi.
    No i właśnie - pierwsze spotkanie czy kolejne? Bo tutaj obie opcje mi pasują. Z Hagenem będę robić pierwsze spotkanie, bo muszą być emocje, dramat i w ogóle. :D Można by w sumie było zrobić, że Lucy spotkał pierwszą i to ona by mu uświadomiła, że Hagen żyje, Oberon go ożywił i w ogóle to ona i Hagen są rodzeństwem (już widzę jedno wielkie wtf jakie by było xD), więc w sumie można zrobić pierwsze spotkanie i to wpleść. A można zrobić akcję, że już to było i nasz wątek zacząć już po spotkaniu z Hagenem i całych tych rodzinnych zawiłościach i może wtedy wpakować ich wspólnie w jakąś przygodę (lub kłopoty), może związaną ze wspólnym miejscem pracy itp?
    No i w ogóle jak ogarniamy im relacje? Zwłaszcza te obecne jak już wszystkie zawiłości rodzinne wyjdą na jaw.]

    Aragorn xD

    OdpowiedzUsuń
  122. [Witaj ponownie kundelku! :) Również się cieszę z powrotu. Zwłaszcza że takie fajne zmiany tu zaszły. Miło mi, że Ci się mój Mothman podoba. Trochę miałam tremę czy zrobienie z niego pani Ćmy zamiast pana Ćmy się spodoba, ale ufff. :D
    Poczekam spokojnie na Twój powrót. Sama nie mam obecnie zbyt wiele czasu, więc niby mam limit wątków, ale dla Twojej Lucy zawsze znajdzie się miejsce. <3]

    Acheron

    OdpowiedzUsuń
  123. [ Myślę, że jak najbardziej można pojechać z Trip Trapem ;) I tylna uliczka idealnie by pasowała. Bo jak mówisz – główne wejście nie zrobiłoby efektu, bo Lucy pewnie trzymałą by Hakusia z daleko od Trip Trap w takim wypadku XD ]

    Ze spokoje wysłuchał całej historii, jaką opowiedziała mu Lucy. To wszystko było dla niego aż nadto skomplikowane i nie wszystko układało się w logiczną całość. A już relacja jego ukochanej z Hagenem, który miał być jej bratem zupełnie zbiła go z tropu. Zapominanie, klątwy, czary, kłamstwa i oszustwa. Czym można sobie zasłużyć na taki los? Jak można dalej patrzeć rodzinie w oczy? On nie miałby tyle wyrozumiałości dla nikogo innego niż jego Łabądek. Jej tylko mógłby wszystko przebaczyć, to też podziwiał ją za to, że nadal mówiła o swojej rodzinie tak ciepło i czule. Tak niesamowita mogła być tylko jego błękitnooka anielica.
    Na jej ostatnie słowa uśmiechnął się do niej, choć nie bez wysiłku. Był już tym wszystkim wykończony. Ten dzień zdawał się nie mieć końca, a Huck czuł coraz wyraźniej ochotę na zapadnięcie w sen. Ta kanapa byłą taka wygodna, ciepło bijące od kominka takie przyjemne i jeszcze delikatne dłonie Lucy, które trzymały jego zziębniętą rękę.
    - Nie ma o czym zapominać – zaczął cicho, wpatrując się w jej profil jak w obrazek. Patrzyła na choinkę, a w jej oczach odbijał się blask kolorowych lampek. Był to widok tak rozczulający, że Jones na chwilę zgubił wątek i musiał zastanowić się nad następnymi słowami – Nasze życia są cholernie pogmatwane i chyba wieki zajęłoby mi zrozumienie tego wszystkiego. W każdym razie cieszę się z tego, że jesteś tutaj, ze mną, tuż obok i że mogę się cieszyć twoją obecnością. To co było spróbujemy ogarnąć, gdy trochę oprzytomnieję. Co ty na to? – rzucił tak lekko jak mógł i ucałował jedną z jej dłoni.
    Potem oparł się wygodniej i przymknął oczy. Jak wiele on by dał, by teraz najzwyczajniej zapaść w sen. Roger tak przyjemnie kołysał się na boki, a może była to już pobudzona przez senność wyobraźnia pirata? Czuł się jak małe dziecko w kołysce. Tylko że przecież w takiej chwili nie mógł zasnąć! Leniwie uniósł więc powieki i wbił spojrzenie w Lucy. Cały czas siedziała na miejscu. Cud, który cicho przycupnął u jego boku i bał się gwałtowniejszym ruchem zaburzyć jego spokój.
    - Najdroższa - szepnął, a usta wygiął w błogim uśmiechu – Może zrobisz mi tę przyjemność i zainteresujesz się tym, co leży pod drzewkiem? Tak jak cały czas cię obserwuję, tak usilnie unikasz tego miejsca wzrokiem. Albo zauważyłaś i wstyd ci się domagać, albo jesteś moim ślepym aniołem o cudnie błękitnych oczach – stwierdził nonszalancko, a na koniec pociągnął nosem.
    To ostatnie niestety zniszczyło cały ton wypowiedzi, ale Huck nie zamierzał się przejmować. Jeśli zdrowiem miał przypłacić te jakże szczęśliwe chwile u jej boku, to sam by się wpędził do grobu. Lepsza choroba i czuła ręka do opieki, niż zdrowie i samotność. Tego był pewien.
    - A moją wizytą u twojego ojca się nie przejmuj, ani tym wisiorkiem. Zrobiłbym to jeszcze raz po tysiąckroć, jeśli wynik miałby być taki sam. Bo w końcu mogę z dumą rzec, że wyparłem się złota dla ciebie, że nie jestem chciwym głupcem. Chociaż pewnie jestem, ale po prostu moja miłość do ciebie jest silniejsza nawet od tego – wymamrotał po chwili zastanowienia i zmrużył oczy.
    Och jak mu było w tej chwili błogo i dobrze.

    zaspany Hak

    OdpowiedzUsuń
  124. [Dokładnie tak. Szczegóły nam już wyjdą na żywioł. :)
    Pytałam jak historię ustalałyśmy dla Duncana na gg i mamy wolną rękę. :) Tak ustalałyśmy i w skrócie to jest tak - obaj byli na dworze Burgundzkim, więc i nad Renem. Na początku raczej się trzymali cały czas razem, potem Hagen się bardziej zaangażował w służenie tatusiowi i sprawę skarbu, co się Dankwartowi nie podobało, a potem Hagen wolał spędzać czas z Lucy, podczas gdy Dankwart raczej siedział na dworze Burgundzkim. No i się pokłócili tuż przed samym wyjazdem Hagena do zamku Gudrun, więc w sumie wychodzi na to, że widzieli się po raz ostatni tuż przed śmiercią. Jak chcesz to można nawet dorzucić wątek, że Duncan chciał powiadomić Lucy co się stało, ale jak przyjechał to dowiedział się, że już skoczyła ze skały. To jak wolisz. :)
    Tak. W sumie to się nie przyłączył dobrowolnie tylko trochę pod przymusem, ale wyszło na plus. A co, też jakoś byś chciała to wplątać?

    W sumie to biorąc pod uwagę, że pewnie ze Skipper trochę potrwa nim zaczniemy wątek, to nawet można nasz zacząć od pierwszego spotkania i pewnie się zgra chronologicznie. xD Mnie w sumie wszystko jedno, bo lubię i pierwsze i kolejne spotkania i w ogóle każdy typ wątku mi pasuje - ważne by było ciekawiej. Coś ciekawego na początek... Hmmm... Jakbyśmy robiły pierwsze spotkanie to można by wtedy było wykorzystać motyw Dzikiego Gonu - późna pora, Lucy wraca z kasyna, a tu burza i zjawiają się jeźdźcy Gonu. xD W późniejszej akcji to może w kasynie zjawiłby się ktoś kogo Lucy kiedyś jakoś skrzywdziła i Duncan by stanął w jej obronie? Ewentualnie by było ciekawiej można zrobić coś takiego, że wracaliby razem z pracy (Duncan by ją rycersko odprowadzał do domu) a tu jakieś typy się zaczaiły na Lucy. Mogliby być uzbrojeni i Duncan zamiast się z nimi bić skorzystałby z jakiejś mocy Dzikiego Gonu, przy okazji będzie małe zaskoczenie dla Lucy. Albo dawaj - Lucy ma jakiś problem pokłóciła się z rodzinką/Hakiem/coś innego się stało nie bardzo wie co ze sobą zrobić, nie chce być sama to wpadnie do Duncana pogadać. No nie wiem - może coś trochę pomogłam? :)]

    Brat twojego brata ;)

    OdpowiedzUsuń
  125. [Siemka :3
    Za brata lepiej kciuków nie trzymaj, bo jeszcze ktoś się nim zainteresuje, i będzie klops, bo tak jakby go nieco uśmierciłam. Jestem zła. Aczkolwiek, na pewno pokręci się trochę przy Haku, więc mogą się z Lucy za bardzo nie polubić :D]

    Gretel

    OdpowiedzUsuń
  126. [Hmmm, nie. Bo mam cały pomysł, od dawien dawna. I kilka postaci do oddania w związku z nim. Więc... chwilowo nie żyje. Zacznę się martwić co z tym fantem zrobić jak ktoś się nim zainteresi, ale raczej na to nie liczę. Chwilowo zimny trup, Hakuś nawet na pogrzebie był, o czym pisałam w mojej cudownej notce na powrót, którą potem zgubiłam, taka zdolna ja! Może kiedyś ją odtworzę, pasuje, bo ma Grejczel taką wielką dziurę w historii, że to aż boli.
    O rude? Jaka ruda się do niego zabiera? ;) W sumie kiedyś miałam rudą... Na początku bloga :D I to Hakuś się do niej w burdelu dobierał :D
    Hmm... nie wiem jak się Lucy układa z Hakiem, ale może się na Gretel natknąć w jego mieszkaniu? Bo jak wróciła przygarnął ją na kilka nocy, nie mogła jeszcze wrócić do swojego mieszkania, za dużo wspomnień.]

    Gretel

    OdpowiedzUsuń
  127. [Hmm... miała mu do mieszkania wbić, ale jeśli było zamknięte, mogła na statek :D Hakuś zgodził się ją przygarnąć, więc Lucy nie ma wyboru, biedactwo <3]

    Gretel

    OdpowiedzUsuń
  128. [No i dobrze ;) Patologia się rozrasta :D
    Dwie baby to o dwie za dużo, ale da radę. Nie ma wyboru chwilowo :D Czyli rozumiem, że pomysł mamy, a jak się potoczy to się zobaczy - chcesz zacząć czy ja mam?]

    Gretel

    OdpowiedzUsuń
  129. [Przepraszam, że dopiero teraz odpisuję, ale życie mnie trochę wymęczyło. :)
    Dokładnie tak. Czyli wychodzi na to, że to wszystko wina Oberona, bo on widać taki strasznie kochliwy od pierwszego wejrzenia. :D
    Aha, ok. Nie chciałam wam nic psuć w wątku, ale skoro tak to można tak zrobić. Niby to Oberon jej moce odebrał, ale mógł chcieć by wszystko zostało załatwione formalnie i by się Woodlands nie czepiało, więc akurat Tytania by to załatwiła. Z ćwiczeniami też dobry pomysł, bo faktycznie biedna Lucy mogła wyjść z wprawy. Można w ogóle zrobić im taki wspólny dzień - najpierw odzyskanie mocy i mały trening, a potem taki trochę babski wieczór, żeby miały okazję sobie pogadać o tym wszystkim i tak dalej. Co myślisz?
    Ok, to możemy tak zrobić. :)
    Jasne mogę zacząć, o ile Ci nie przeszkadza, że to jednak potrwa, bo ciężko mi się pisze początki. Jak widać po tym ile Annabel czeka na moje zaczęcie. xD]

    Kochająca mamusia

    OdpowiedzUsuń
  130. [Wiedziałem, że Ty docenisz mój cudownie porąbany gif. :) I nie mam pojęcia kto mu na to pozwolił, na pewno ktoś bardzo nieodpowiedzialny. xD
    Wiem i bardzo mi miło. Wpadam, bo z Tobą muszę mieć koniecznie jakiś wątek. (Mam sentyment ;)). Co prawda nie wiem czy ja tu mogę szaleć z powiązaniami rodzinnymi, póki nie miałem jeszcze okazji pogadać z autorką Morgany, no ale... Mam nadzieję, że się nie pogniewa. :)]

    wujek Mordred

    OdpowiedzUsuń
  131. [No to formalnie jesteś już moją bratanicą. :)
    Damy radę! Jak pisaliśmy z Victorem i Charlotte to chociaż nie musieliśmy się przejmować naszą zabójczą częstotliwością odpisów, więc teraz też sobie popiszemy na luzie jeśli chodzi o czas. ;)
    W sumie to możesz zerknąć jaką epopeję walnąłem Annabel. Ale w skrócie. Z Tytanią robimy relację niczym z "Merlina" z Samem Neilem, więc Mordred i Mab jako papużki nierozłączki. A jeśli o Oberona chodzi to niezależnie co ustalimy, ja bym chciał by relacje mieli pozytywne. Skomplikowane i burzliwe, ale koniec końców pozytywne. Bo Mordredowi bardzo przydałby się brat. :)
    Czyli tak - on i Lucy mogliby się spotkać w przeszłości, bo wychodzi na to, że Mordred od czasu Camlan aż do Fabletown był z Mab, a więc potem również w królestwie Oberona. Skoro Lucy była zaufanym doradcą Oberona i bywała w jego królestwie to wtedy mogła spotkać Mordreda. No i tu w sumie właśnie zależy co wykombinujemy z Annabel...
    Myślę, że będę wolał kombinować by Mordred i Oberon w Fabletown raczej się trzymali razem (w sumie to i tak obaj mieszkają w Woodlands). Za to można by było pokombinować by Mordred nie był wtajemniczony w zawiłości rodzinne brata i nawet jeśli znałby Lucy z przeszłości to w ogóle nie miałby pojęcia o tym kim ona naprawdę jest i tak dalej. Loki, hahaha xD
    No w sumie pomysł na historię może i zależy w sporej części od Oberona i chyba najlepiej będzie nad nim pomyśleć jak już będziemy mieć to z Annabel omówione, ale za to możemy pomyśleć nad relacjami Lucy i Mordreda - tymi obecnymi. :)]

    Mordred Deschain

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [Ok, miałem dać znać jak już z Annabel ogarniemy powiązanie - no to jestem. Mam nadzieję, że się jeszcze za odpisywanie nie wzięłaś. No to uzupełniam:
      Mordred poznał Oberona niedługo po tym, jak Oberon poznał Tytanię. Historia na chwilę obecną wygląda tak, że Mab zabrała umierającego Mordreda spod Camlan do swojej krainy, potem rzecz jasna jak Mab wyszła za Oberona to królestwa się połączyły, więc Mordred poznał Oberona. I na początku się raczej nie lubili. Oberon był zazdrosny o Tytanię, na dodatek Mordred go drażnił i w ogóle. Czyli jakby w tym czasie spotkali się z Lucy to Oberon raczej by zachwycony nie był. Później kiedy Oberon się dowiaduje o swoim pochodzeniu to "troszeczkę" się wkurza. I wtedy okazuje się, że ten wkurzający Mordred to jego przyrodni brat, który na dodatek idealnie go rozumie i podziela wrogość do pewnych osób, które namieszały im obu w życiu (np. Pani Jeziora). Wtedy relacje zmieniają im się na neutralne i stopniowo coraz lepsze. Mordred trochę w tym momencie szuka akceptacji Oberona i momentami przesadnie zabiega o jego uwagę/uznanie i w ogóle bardziej chce się dogadać niż Oberon, który jest trochę zdystansowany do faktu posiadania brata. W tym momencie Mordred mógłby być wręcz zazdrosny o Lucy, bo nie wiedząc kim ona naprawdę jest dla Oberona, byłby zły, że jakaś nimfa ma wysoką pozycję i jest traktowana przez Oberona jako doradca (bo sam by chciał mieć tą pozycję :)). Czyli raczej by jej za bardzo nie lubił. Za to kiedy by się okazało, że to córka Oberona pewnie niezależnie od przeszłości Mordred by był bardziej po stronie Lucy. Widzę, że i ona i Hagen byli takimi dziećmi, które Oberon spłodził, bo miał w tym jakiś cel, który potem realizował. Mordredowi by się to za bardzo kojarzyło z jego własną sytuacją, bo sam był takim dzieckiem, które przyszło na świat w jakimś celu i potem sobie przy jego pomocy realizowano różne plany. Niby się trochę zerwał ze smyczy, ale kiepsko mu to wyszło. Czyli strasznie by go to irytowało, że jego brat zachowywał się w taki sposób względem swoich dzieci. Nie mówiąc już o tym, że historia w rodzinie lubi się powtarzać i cud, że Lucy i Hagen nie zrobili sobie "Mordreda juniora". Tutaj pewnie też by Lucy dość nieźle zrozumiał i był przeciwko zabawie Oberona w odbieranie wspomnień. Z drugiej strony Mordred nie uważa rodziny Oberona za swoją rodzinę tylko za rodzinę brata i raczej zbyt się nie integruje. Dla niego ważna jest przede wszystkim Mab, no i brat, chociaż relacje mają pt. "to skomplikowane" (szczegóły możesz sobie podczytać w naszych ustaleniach z Annabel). No i chyba na razie to tyle. Jeszcze zobaczę jak mi się ułoży historia z mamusią. :)]

      Mordred Deschain

      Usuń
  132. [ Jestem za XD Użyjesz słowa dramatyzm i zawsze będę za XD
    Hahaha XD Ona cały czas patrzy. Jak Hakuś kiedyś to zrozumie to się chyba aż przeżegna XD On tylu lat być śledzonym i czuć się tak swobodnie XD Big Brother jak nic ]

    Miał jeszcze na tyle siły, by poprzyglądać się jak Lucy rozpakowuje drobiazg od niego. Oczy jej świeciły, gdy rozrywała ozdobny papier, a on tylko się uśmiechał. Nie znał większej radości nad obserwowanie szczęścia swojej ukochanej. Najpiękniej w tym wszystkim wypadł moment, gdy już do jego Łabądka dotarło co takiego trzyma w dłoniach. Szklana kula z małym okrętem w środku. Taki drobiazg, a cieszy.
    Lucy z entuzjazmem rozpętała burzę wewnątrz kuli, a on nie potrafił powstrzymać śmiechu. Śnieżne płatki wirowały przez chwilę, by opaść na pokład, maszty i liny maleńkiego stateczku. Brakowało tylko kilku szczegółów, a hak byłby gotów przysiąc, że złożył w ręce ukochanej swój własny okręt, a więc i swój najcenniejszy skarb, do którego był niezwykle przywiązany. Tylko ona sama była dla niego cenniejsza niż Jolly Roger.
    - Nic nie szkodzi – wybełkotał cichutko - Wystarczy mi, że tu jesteś.
    Potem ona powiedziała te dwa cudowne słowa i pocałowała go w policzek. Jones zapragnął, żeby tak wyglądał już każdy wieczór, żeby miał ją zawsze przy sobie. Tak bardzo podobały mu się te myśli, że już nie usłyszał kolejnych słów ukochanej. Oczy mimowolnie mu się zamknęły, a on sama zapadł w letarg. Jeszcze docierały do niego dźwięki, których nie rozróżniał, jeszcze czół jej dotyk, ale już coraz bliżej był krainy snu. Czuł się bezpieczny jak nigdy. Na swoim cudownym okręcie ze swoją cudowną wybranką. Więcej nie potrzebował.
    Tak też zapadł w sen. Od dawna nie spał tak dobrze i spokojnie. Ostatni raz podobnej ulgi doznał w noc, kiedy Lucy u niego nocowała. To był wieczór po jego próbie samobójczej. Kto by podejrzewał, że tak wiele może się zmienić w przeciągu paru minut. Od tamtego czasu przeżyli jeszcze te potworną kłótnie, która zmąciła jego spokój i wszystkie sny przemieniła w koszmary. Teraz z powrotem wpływali na spokojne wody.

    Obudził go jakiś szmer, jakieś poruszenie. Zignorował to jednak i tylko przewrócił się na bok. Teraz czuł wyraźnie pulsujący w głowie ból, który był pamiątką po wieczornej gorączce. Starał się go zignorować, bo przecież tak dobrze mu się spało, ale sen już nie wracał. Mimo to Huck nie otworzył oczu, bo byłoby to stanowcze zerwanie z opcją dalszego odpoczynku. W jego głowie kołatała tylko jedna myśl. Jeszcze pięć minut. Mając świadomość, że nie często dane jest mu tak spokojnie spać, chciał tę chwilę rozciągnąć jak najdłużej. W skutek czego zaczął się wiercić w miejscu. Przez to wszystko tylko bardziej się rozbudził i gdyby nie wciąż zamknięte oczy to spokojnie mógłby wstać.
    Wreszcie też się poddał i uniósł z trudem powieki. Pierwszym co zobaczył było obicie kanapy. Wprawiło go to na sekundę w konsternację, bo przecież jego łóżko nie powinno być kanapą. Dopiero o chwili wszystko zaczęło mu się przypominać. Cudowna Wigilia. Wtedy właśnie dotarł do niego kolejny fakt i tym razem to on wprawił go w osłupienie. Gdzie jest Lucy i jak spała? Przecież w jego ostatnich chwilach świadomości umościła się w rogu kanapy i na swoich kolanach złożyła jego głowę. Teraz zdecydowanie jej tam nie było, była tylko poduszka.
    Podniósł się do pozycji siedzącej i podwinął pod siebie nogi. Zamglonymi oczyma wpatrywał się w kominek. Pokręcił nawet głową i uśmiechnął się delikatnie, jego kochany okręt był pod niektórymi względami doprawdy niemożliwy. Kominek na statku. Czy coś go jeszcze zaskoczy

    półprzytomny pirat

    OdpowiedzUsuń
  133. [Pewnie, że tak! :) Będzie bardzo uroczo <3

    Jak widać mi właśnie tak samo. Dzięki i nie obiecuję kiedy się za to wezmę, bo sama nie mam pojęcia. ;*

    W sumie to chyba mamy tak, że po prostu Tytania otworzyła Hakowi portal żeby mógł się wreszcie na dobre wydostać z Nibylandii. I pewnie, można zrobić, że Tytania celowo wybrała Świat Doczesnych i Fabletown, bo wiedziała, że Oberon tam wysłał wcześniej Lucy i byłaby okazja by się w końcu ona i Hak spotkali. W sumie to nie wiem jak wy macie z czasem - które z was przebywa dłużej w Fabletown? Bo faktycznie to by było mega urocze! <3]

    Tytania

    OdpowiedzUsuń
  134. [Dziękuję za przywitanie!
    Miłe słowa sprawiają, że robi mi się ciepło na serduszku.
    Armie jest komediowy, ale Man form UNCLE dowodzi, że potrafi patrzeć w kamerę z obłędem w oczach. Gdyby nie to, Bestią zostałby Armitage, ale on już nie sprawia wrażenia kogoś miłego, a tak mi się zawsze kojarzył komiksowy Beast.
    Pomyślę nad sprawą pracowni i dam znać. Jeszcze sobie układam w głowie powiązania.]

    Matthew Stanford

    OdpowiedzUsuń
  135. [Witam, witam :3 Również mam taką nadzieję i dziękuję za miłe słowa. Sama zachwycam się wizerunkiem Lucy i Twoją piękną kartą :D Margott jest cudna <3]

    Millie Salome.

    OdpowiedzUsuń
  136. [Ja też :D Chociaż już się trochę odblokowałem, więc zawsze to połowa (no... jedna trzecia) sukcesu.
    Jeszcze pewnie nam się sporo w tym wszystkim pozmienia, ale relacje raczej się zbytnio nie będą zmieniać. :)
    No to tak:

    Podejrzenia o nieeleganckie kontakty Oberona i Lucy byłoby bardzo w jego stylu, w końcu ten epicki kanon z Mordredem czającym się w sypialni Gwen, by ją przyłapać na nieeleganckich spotkaniach z Lancelotem, mówi sam za siebie. xD Jestem za tym by się dowiedział o wszystkim dopiero teraz - od Lucy. Będzie kolejny pretekst do wkurzania się na Oberona. :)

    Tak, podobieństwo jest dość spore. Nawet mimo różnicy charakterów i potrzeb - podobnie na to wszystko reagowali, bo zapędzali się w działania destrukcyjne - krzywdzenie i wykorzystywanie wszystkich dookoła, pochopne i głupie decyzje, pakowanie siebie i swoich bliskich w kłopoty (on skrzywdził przybranych braci, ona Haka, chociaż żadne z nich nie chciało nikogo zranić), no a pobyt Lucy w więzieniu to już w ogóle. Pewnie jakby Mordred trafił do Fabletown bez towarzystwa Tytanii, też by pewnie szybko wylądował w więzieniu. Czyli właśnie - jakby sobie trochę pogadali to szybko by wspólny język znaleźli. Jeszcze by się mogło namieszać jakby nagle się okazało, że Lucy wciąż jeszcze zła na Oberona, nagle woli swojego wujka, bo ten ją lepiej rozumie i ma podobne problemy. I taka trochę ironia losu - najpierw Mordred był zazdrosny o Oberona, a teraz Oberon by się zrobił zazdrosny o Mordreda, że ten mu córkę podkrada. xD
    W ogóle od tego można by było zacząć. Spotkaliby się po raz pierwszy od wielu lat. Lucy po raz ostatni mogła z Mordredem się widzieć jeszcze jak była strażniczką, rozmawiać ze sobą mogli jeszcze wcześniej, więc w sumie tak naprawdę by się nie znali. Co najwyżej wiedziałaby tylko, że to brat Oberona, bo pewnie Mordred nie raz mógł zrobić jakąś scenę, w której by otwarcie nazywał Oberona bratem. Mogli wpaść na siebie przypadkiem, on raczej nie byłby zainteresowany rozmową z Lucy i próbowałby ją jakoś zbyć, ale ona chciałaby porozmawiać, dowiedzieć się czy to naprawdę jej wujek, ewentualnie wyjaśnić kwestię jego niechęci do niej (mogła np. podejrzewać, że Mordred też wiedział o wszystkim i może nie lubił jej z jakiś dziwnych powodów, wiedział o czymś o czym Oberon jej nie powiedział czy cokolwiek). Zaczęliby rozmawiać, Mordred też by się wkurzył, że nikt mu nic nie mówi... i dalej już jakoś by się ze sobą dogadali. I w sumie można by było zrobić taki trochę spokojny początek z poważnymi rozmowami i tak dalej. A potem, jakby już się dogadali możemy urozmaicić wątek jakąś akcją. W planach z Annabel mamy coś takiego, że Oberon raz na zawsze uleczy Mordreda z tych ran po Excaliburze, ale użyje do tego mocy pierścienia... i trochę przez to Mordred będzie miał magicznych kłopotów (jeszcze nie mamy w 100% doprecyzowane jakich). Skoro Lucy przez wiele lat pilnowała Skarbu, też mogła odczuwać jakiś jego wpływ lub efekty uboczne. Mordred mógłby w pierwszej kolejności opowiedzieć wówczas o swoich problemach Lucy, zamiast Oberonowi. Co myślisz?

    Z Hakiem jeszcze nie mam kompletnie nic ustalonego, ale niezależnie od jego relacji z Tytanią - Mordred raczej ma bardzo negatywne podejście do "true love". Raczej by go wielka miłość Lucy, starania Tytanii, ani sprzeciw Oberona kompletnie nie obchodziły. Nawet jakby przyszło co do czego, to mógłby niechcący zranić Lucy sprowadzając jej wielkie miłosne rozterki do poziomu zwykłych dość niskich instynktów. Czyli tutaj bym nam raczej relacji nie komplikował. Ewentualnie jeśli coś fajnego wymyślimy z Hakiem, co można by było wpleść do naszego wątku, to wtedy coś sobie pożyczyć, bo tak w ciemno to w sumie nie bardzo wiem czy możemy kombinować. :)

    Ogarniam. Jakoś :D U mnie też chaos, więc się nie przejmuj.]

    Mordred Deschain

    OdpowiedzUsuń
  137. [Witam również najserdeczniej, jak potrafię! Trzymam kciuki za pobyt na blogu, a gdyby nimfa potrzebowała kolejnej osoby, która się na niej zawiodła i drogi przyjaźni się rozeszły, by może znów się zejść to zapraszam, Marzenka służy ramieniem.]

    Thorne

    OdpowiedzUsuń
  138. [Dziękuję za oferowaną pomoc, pewno się kiedyś zgłoszę :D Przyznam, że Lucy jest naprawdę śliczna więc tylko pozazdrościć temu piratowi, który zdobył jej serce. Jeśli znajdziesz czas na kolejny wątek, to chętnie coś z Tobą napisze :)
    Ps. Mężczyzna do towarzystwa jest jego zawodem więc tak też proszę go zapisać <3]

    ~Książę Czaruś~

    OdpowiedzUsuń
  139. [Ala to Ala, tajemnicza bestia. :33 Jak zawsze jestem chętna na wątek z Tobą! <333]

    a. i świerszczyk

    OdpowiedzUsuń
  140. [Kurczę blaszka, chcę coś w końcu z Tobą napisać. :c]

    Gareth Burton

    OdpowiedzUsuń
  141. [Mi się w końcu udało naprawić komputer i zrobić lifting karty, chociaż mam ochotę jeszcze coś zmienić, no ale nie wiem co. Wybredny jestem i marudzę, norma. :D
    A pomysły to zależy. Budujemy coś negatywnego, pozytywnego, czy może trochę tak i trochę tak, taką mieszankę?]

    Burton

    OdpowiedzUsuń
  142. [ Ty zawsze wszystko wygrywasz, kochanie <3 Moja pani dostaje wszystko, czego chce XD <3 ]

    Bardzo powoli rozciągnął się na boki i spuścił nogi na ziemię. Wtedy właśnie ją zobaczył. Pochylała się delikatnie nad stołem, energicznie pracując rękoma. Otoczyła ją pomarańczowa poświata padająca od kominka, która sprawiała, ze cienie ślizgały się delikatnie po jej ciele przy każdym ruchu. Jones był jak sparaliżowany. Nie potrafił nawet drgnąć. Lucy była brana tylko w spodnie i podkoszulkę. Jej ramiona były więc odsłonięte, a Huck mógł błądzić spojrzeniem po czystej, delikatnej skórze. No i ta poza… Ledwie pochylona, ale to wystarczyło. Zwłaszcza, że spodnie miała idealnie dopasowane do swojego rozmiaru. W tamtej chwili nikt i nic na świecie nie byłoby wstanie przekonać Huckelberrego, że widok przed jego oczyma nie jest najpiękniejszym na świecie.
    - Cholera – wyszeptał tylko i przygryzł delikatnie dolną wargę.
    Wtedy ona się odwróciła. Powolutku i z gracją, której nigdy jej nie brakowało. W pomieszczeniu unosił się zapach pierników, które najwyraźniej robiła. Potwierdzała to mąka na jej rękach i nosie. I na dekolcie. Ta ostatnia myśl sprawiła, że Huck automatycznie złączył nogi, a na twarzy poczuł gorąc. Ogółem zrobiło mu się potwornie gorąco, a oddychanie okazało się większym wyzwaniem niż się spodziewał. Uśmiech Lucy, jej ruchy, kołysanie bioder gdy stawiała krok za krokiem... Jej piękne oczy, w których wielokrotnie już utonął.
    Tak długo nie miał jej przy sobie. Jak on wytrzymywał wszystkie te lata. I jak się przez te lata potwornie zmienił. Bo choćby teraz… Cała ta sytuacja wydała mu się dość niekomfortowa i zawstydzająca. Przed laty zareagowałby inaczej. Choć teraz sytuacja była trudniejsza. Napięta. Ale z drugiej strony zeszłego wieczoru wyznali sobie miłość i przebaczyli nawzajem. Po raz setny.
    - Słońce ty moje… - wyszeptał z trudem. – Pani moja… Możesz mnie wyśmiać, jeśli zechcesz, możesz zbesztać, możesz zrobić co zechcesz. Ja jednak muszę powiedzieć… Że bardzo cię pragnę – wyznał, patrząc jej prosto w oczy.
    Mięśnie mu się napięły, a cały świat zniknął sprzed oczu. Została tylko ona. W podkoszulce i spodniach, umorusana mąką. Była jego światłem, jego życiem, jego sensem istnienia. On marzył tylko o tym, by jej dotknąć. No… Nie tylko dotknąć. Czuł się bardziej jak wygłodniały drapieżnik, który ma przed sobą zwierzynę. Pragnął przyciągnąć ją do siebie, całować, dotkać, wdychać zapach jej skóry. Delikatnie oczyścić z mąki. Mieć ją na własność i żeby ona miała na własność jego.
    Wiedział, że ona rozumie. Znała go, a ponad to wiedziała, że jest tylko mężczyzną. A to był poranek. Rankiem mężczyzna nie potrzebuje takiego widoku jaki on otrzymał, by poczuć głód. Nie żeby ten widok mu przeszkadzał. Jedynym problemem było to, że musiał jakoś rozwiązać swój problem… I choć on doskonale wiedział, jak chce to rozwiązać, to tylko uśmiechnął się głupkowato.
    - Lucy… Jeśli mamy w spokoju zjeść śniadanie czy porozmawiać… To musisz mi na chwilę wybaczyć, ale chyba będę musiał udać się do łazienki… - oznajmił z buntowniczym uśmiechem, cały czas wpatrując się w jej oczy.
    Chciał coś jeszcze dodać, w jego głowie pojawiło się wiele zaczepnych słów, ale nie zdecydował się na żadne z nich.
    - Jesteś po prostu za piękna – stwierdził.

    [ Wybacz XD Po prostu musiałam. Hak też człowiek i ma swoje potrzeby XD Także mam nadzieję, ze jakoś to przetrwałaś <3 ]

    zdecydowanie rozbudzony, Hakuś

    OdpowiedzUsuń
  143. [Lubię iść po bandzie. :D I przy okazji — bardzo dziękuję za miłe słowa pod notką.
    No, to wracając do wątku, bardzo podoba mi się drugi pomysł, bo to, że Burton myśli, że umarła, wcale nie oznacza, że tak naprawdę umarła. Ostatecznie może się okazać, że żyje, i że w rzeczywistości nie jest wcale taka idealna, za jaką ją uważał, że poukładała sobie bez niego życie i w ogóle, wiesz. :D A Lucy mogłaby przykładowo wejść do jego biura w kasynie, w jakiejś sprawie, i właśnie tak jak mówisz, zobaczyłaby to zdjęcie. I Baśniowcem też jak najbardziej mogłaby być, to by nawet jakoś wyjaśniało to, że akceptowała prawdziwą naturę Burtona.]

    Burton

    OdpowiedzUsuń
  144. [Twoja Lucy też ma bardzo smutną historię i kibicuję jej, aby jednak z Panem Piratem wszystko się ułożyło. :D
    Nie wiem czy to Bigby ma się trzymać na baczności, czy raczej sama Felice, która świętą udaję, ale święta nie jest (ale za to świetnie radzi sobie z wtrącaniem mężów za kratki! :D), w każdym razie - łatwo tu też nie będzie. :D
    Bardzo chętnie skorzystam z zaproszenia, ale przychodzę w sumie z pustymi rękami, bo nie chcę też i pakować Lucy w żadne kłopoty, szczególnie, gdy jest na warunkowym. ;)
    Może spodoba Ci się coś z moich propozycji w dopisku autorskim, a jak nie - zapraszam do Miyuki, gdzie chyba będzie z czasem je więcej łączyło. Może nie teraz, ale w przyszłości - prawdopodobnie. :D]

    Felice Fletcher / Miyuki Fuyuhime

    OdpowiedzUsuń
  145. [Mówisz, że Joker i Harley Quinn w wersji Fabletown? :D Mi pasuje!
    Zróbmy z nich rozbójników. :D]

    Indrid Cold

    OdpowiedzUsuń
  146. [One chyba sobie powinny przybić piątkę. Felice też nękają demony przeszłości - a tak dokładniej jeden i, spoiler alert, nie poradzi sobie z nim, chociaż będzie próbowała. :D
    Wersja z poznaniem męża Fel w więzieniu raczej odpada, bo więźniem był jeszcze jako Baśniowiec (znaczy w baśniowym świecie), po zakończeniu swojej przygody, rozpowszechnionej później przez Grimmów.

    Ale abstrahując - przyszedł mi do głowy pewien pomysł, aby stworzyć między naszymi paniami... jakąś dziwną przyjaźń (blond power i te sprawy). Mogły się poznać w jakichś nieprzyjemnych okolicznościach - może też i Fela była policjantką, która prowadziła Lucy do celi? (Felice jest zastępcą szeryfa od dość niedawna, wcześniej harowała na swoją pozycję jako stróż prawa)
    Tak czy siak - Lucy pracuje w kasynie, w kasynie kręcą się różne dziwne typy. Co Ty na to, aby Lucy była takim... swoistym wtykiem Felice w tym mrocznym półświatku?]

    Felice Fletcher

    OdpowiedzUsuń
  147. [Myślę, że Felice raczej nie protestowała, bo wtedy była świadoma, jak bardzo niewiele niewiele znaczy jeszcze w szeregach policji. A tak poza tym - skoro (świadomie lub mniej) wsadziła swojego męża za kratki za kradzież, zapewne jest też myśli, iż każdy występek powinien być ukarany. Tak ją przynajmniej widzę.
    Chyba że to występek dla dobra ogółu, wtedy da się to usprawiedliwić. ;)
    W międzyczasie w jej życiu na nowo pojawił się Harley i występował, chociaż w krótkich epizodach, przy okazji grając jej na nerwach i ewentualnie zszywając, gdy postanowiła zagrać bohaterkę.

    Taki pomysł mi pasuje, teraz wypada wymyślić samą akcję. Musi to być coś z bogatym człowiekiem i przy tym hazardzistą, inaczej nie mieszalibyśmy w to kasyna. ;)]

    Felice Fletcher

    OdpowiedzUsuń
  148. [Dalej się nie mogę nadziwić jaka ta Margot jest śliczna.
    Czeeeść i dziękuję ślicznie za powitanie! <3 Mi samej również mocno się tęskni do wiosny i lata, a kiedy zobaczyłam zdjęcia z tej sesji Claire to wiedziałam, że gdzieś muszę je upchać. I znalazłam na to wręcz idealne miejsce. Ostatnim razem nam wątek nie wyszedł, a zapowiadało się tak ciekawie... Nawet myślałam, aby jakoś spróbować napisać teraz to co miałyśmy pisać wcześniej, mam co do tego mieszane uczucia i no po prostu nie wiem. :D Na wątek z Twoją panią oczywiście chętnie bym się skusiła. Jeszcze nie wiem jak daleko mogę puścić wodze fantazji tutaj, żeby nie przesadzić. Potrzebuję chwilki, żeby się całkiem wczuć w bloga.:D ]

    Kenna

    OdpowiedzUsuń
  149. [ Niech mają XD Zaraz i tak znów będzie masakra XD <3 ]

    Nie pamiętał jak dokładnie znalazł się tuż przy niej. To wszystko zadziało się tak szybko, a krew szumiała mu w głowie, buzowała w całym ciele. Czuł się tak rozbudzony, jak nigdy w Fabletown. Nigdy odkąd ona zniknęła z jego życia. Żadna kobieta nie potrafiła tak na niego zadziałać, żadna. Tylko Lucy. Trzymając dłoń na jej plecach i ustami muskając jej słodki nosek czuł się wniebowzięty. Jej skóra smakowała tak słodko, jak boski nektar, ambrozja. Mógłby się w niej zatracić na zawsze.
    Gdy cicho westchnęła, po plecach przeszły go ciarki. Obezwładniający dreszcz. To już był dla niego za wiele. Nie obchodziła go herbata, niech sobie stygnie. On miał ciekawsze zajęcie. Najpierw długi, namiętny pocałunek. Delikatnie przygryzł jej dolną wargę, jednocześnie przyciskając ją do siebie z całych sił. Potem się przesunęli w stronę parapetu, przy okazji rozrzucając poustawiane na nim rzeczy. Huck się tym nie przejął. Jolly Roger potrafił magicznie posprzątać, więc czym się tu przejmować. W takiej chwili, gdy jej usta smakują morzem i słońcem, a on morze pogłębić ten cudowny pocałunek.
    Lucy przerwała pocałunek i z tym zadziornym wyrazem twarzy, dosłownie rzuciła mu wyzwanie w twarz. To tylko wycisnęło z jego ust krótki śmiech, który przerwał delikatnie przygryzając skórę jej szyi. Jego ręka bezwstydnie wślizgnęła się pod jej podkoszulek tylko po to, by pogładzić jej jedwabistą skórę.
    - Za stary? - szepnął jej prosto do ucha. Jego nos cały czas dotykał jej skóry, jego oddech wywoływał u niej gęsią skórkę. Byli tak blisko siebie, prawie jakby byli jednym ciałem. Tak... Przy niej czuł się jak w domu. Ona byłą jego domem - Czy ty właśnie we mnie zwątpiłaś? - dodał, tym razem całując jej ucho - Będę cię musiał rozczarować - oznajmił - Moje ciało praktycznie się nie postarzało, a w mojej duszy płonie żądza młodzika. Nie masz co liczyć na kochanego staruszka - zaśmiał się, a zaraz potem wtulił twarz w zagłębienie pomiędzy jej szyją, a lewym ramieniem. Jego dłoń wciąż błądziła po jej plecach pod koszulką. Tak bardzo żałował, że nie posiada drugiej ręki, którą też mógłby badać jej ciało. Tak jak kiedyś, jak ostatnim razem.
    Siedziała na parapecie z głową odchyloną do tyłu, z tymi złotymi włosami spływającymi ku jej ramionom, ku plecom. On powoli przesuwał się z pocałunkami wzdłuż jej barku, przy okazji nosem zsuwając jej ramiączko podkoszulki i stanika. Jones inhalował się zapachem jej ciała, za którym tak tęsknił. Pragnął, by powietrze już na zawsze był przesycone tym właśnie zapachem, pragnął być częścią jej na wieki. Byli sobie przeznaczeni, czuł to, czuł całym sobą. W żyłach krążyło mu płynne szczęście zamiast krwi.
    Swoim niepełnym ramieniem, którego w tamtej chwili nawet nie dopełniała metalowa proteza, pokierował jedną z nóg Lucy na swoje biodro. Nimfa w mig pojęła jego gest i sekundę potem jej długie, śliczne nogi zakleszczyły się wokół niego. Teraz mógł ją podnieść w ramionach ponad parapet. Tylko odrobinkę. Jego kikut zastąpił dłoń na jej plecach, a jego jedyna dłoń przemieściła się w dół na jej pośladki. Tak bardzo za tym tęsknił. To pożądanie go zabijało. Chciał poczuć jej skórę na swojej skórze, jej usta, jej dłonie. Chciał wycałować ją od stóp przez łydki i uda aż po brzuch i wyżej. Chciał po tych wszystkich latach, po tych wszystkich wiekach, po tej niezliczonej, cholernej ilości czasu ujrzeć swoją ukochaną bez tych wszystkich niepotrzebnych ubrań.
    Oddech mu przyśpieszył, serce waliło jak szalone. Znów przycisnął swoje usta do jej i nie oderwał ich, dopóki oboje nie westchnęli równocześnie. Wtedy poświęcił kilka sekund na to, by po prostu na nią popatrzeć. Była piękna, idealna. A w jej oczach widział odbicie swojego własnego pożądania.
    - Ja... - wydyszał. - Lucy... Jestem cały twój. Na wieki - obiecał i przycisnął ą bliżej siebie, jakby wciąż jeszcze dzieliła ich jakaś odległość.
    Oboje już wiedzieli aż za dobrze, jak się to wszystko skończy.


    [Moja wina, przyznaję się bez bicia<3]

    Hakuś, który w tej chwili bardzo nie lubi ubrań

    OdpowiedzUsuń
  150. [Długowieczność to coś co lubimy. Tacy powinni się znać i nawet lubić. Na wątek, to ja bardzo chętnie. Jakieś pomysły? I dziękuję ślicznie za powitanie.]

    Anthony Miller

    OdpowiedzUsuń
  151. [Dziękuję bardzo :D
    Owszem inspirowałem się postacią Zwonariewa z "Czasu Honoru" (i tak dobrze pamiętasz, facet miał pseudonim "Bocian"), ale też trochę czerpałem z "Belfra" i postaci pana Molendy :D
    Dziękuję bardzo, sam mam nadzieję, że ktoś się skusi na Białą Damę :D
    Aha i jeśli miałabyś ochotę na jakiś wątek to ja z wielką chęcią, może coś się wymyśli?]

    Ivan

    OdpowiedzUsuń
  152. [Myślałem trochę, gdzie mogliby się spotkać zanim trafili do Fabletown, ale niestety nic sensownego nie wymyśliłem...
    Ich pierwsze spotkanie w Fable? To może wykorzystajmy fakt, że Ivan swego czasu był zastępcą szeryfa w Fabletown i to on mógł prowadzić śledztwo odnośnie tych dziwnych zgonów aka samobójstw mężczyzn, wtedy pewnie jakieś dwie rozmowy, czy może i nawet kilka rozmów odbyłby z Lucy...
    Mógłby jakoś nawet namówić ją wtedy aby chociaż udawała skruchę, czy coś (bo jednak Ivan to diabeł, a diabły rzadko kiedy dobrze czynią; co nie?).

    Kurcze, przyznaję, że jakoś coś słabo mi z tym pomysłem wyszło....nawet tego bym zalążkiem nie nazwał. Ale cóż, może wspólnymi siłami jakoś coś dodamy albo wymyślimy coś zupełnie nowego ;)]

    Ivan

    OdpowiedzUsuń
  153. [Dziękuję Ci bardzo. :)
    Poproszę jako "inne" albo tylko jako wolontariusza, ponieważ obecny zawód jest przejściowy. Mam już swój plan na przyszłość postaci i tak naprawdę padło na pierwszy lepszy (byle techniczny) zawód. Przepraszam jeśli niechcący mi się coś zdbulowało z istniejącym miejscem pracy. :)
    Dziękuję jeszcze raz. W zabawie na pewno wezmę udział. Ba, nawet już co nieco tworzę u Percy'ego.]

    Owen

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [Dobra, żeby nie robić zamieszania i potem jeszcze się nie okazało, że mi posadka zniknie - wpisz mi od razu redaktora w Fabletown News, a ja sobie swoją wizję będę realizować powoli. ;)]

      Usuń