piątek, 26 grudnia 2014

Anchors Aweigh. Sail on to victory. And sink their bones to Davy Jones...

Cruel and cold like winds on the sea
Will you ever return to me
Hear my voice sing with the tide
My love will never die

Przyszedł na świat dawno temu, w jednym z wielu małych, portowych miasteczek baśniowej Anglii. Jak wielu podobnych mu chłopców od zawsze marzył o innym świecie. O odległych morzach pełnych przygód, o poszukiwaniu ukrytych skarbów i spotkaniach z mistycznymi stworzeniami zamieszkującymi głębiny. Jednak życie nie było bajką, a wszystkie niezwykłe marzenia stanowiły tylko ucieczkę od przytłaczającej rzeczywistości. Od przytłaczającej biedy, od problemów w domu, od ojca pijaka, ciągłych domowych awantur i przemocy. Dorastał patrząc na poświęcenie matki, starającej się go chronić przed ojcem, od najmłodszych lat pracował i oszczędzał każdy grosz, by pewnego dnia wyrwać się z domu i miasteczka. Marzył o zaciągnięciu się na jeden z okrętów żeglujących do Nowego Świata, marzył o nowym początku w miejscu oddzielonym od domu przestrzenią całego oceanu. Miał zaledwie piętnaście lat, gdy znajdował się już na wyciągnięcie ręki od celu i gdy wszystkie jego plany przepadły. Matka, która niedawno wydała na świat jego młodszego brata, zmarła. Przed śmiercią wymuszając na Davidzie obietnice, że zaopiekuje się młodszym bratem. Małym Huckelberrym
Nienawidził brata. Nienawidził też matki, która zostawiła mu dzieciaka i przywiązała go do znienawidzonego życia, od którego tak bardzo chciał uciec. Początkowo miał nadzieję, że słaby i chorowity braciszek podzieli los ich matki. W końcu tak byłoby lepiej dla wszystkich. Niemniej czas mijał, a mały Huck rósł i nabierał sił. David dotrzymał obietnicy. Zrezygnował z zaplanowanej podróży i został z bratem. Mijały lata, w czasie których starał się jak najlepiej zaopiekować bratem. Wychowywał go, opiekował się nim i chronił przed ojcem, tak jak kiedyś robiła to ich zmarła matka. Wraz z upływem czasu pokochał braciszka, który był dla niego nie tylko jak brat, ale wręcz jak syn. Był jego jedyną rodziną i jedynym powodem, dla którego starał się przetrwać kolejny dzień w tym znienawidzonym miejscu. Za wszelką cenę chciał oszczędzić bratu własnych rozczarowań, chciał ochronić go przed całym światem i całym złem, często nawet kosztem samego siebie. Stworzył dla niego iluzję szczęścia, podarował mu dzieciństwo, którego sam nigdy nie miał. Nie zawsze układało się dobrze, czasem miewał chwile zwątpienia, gdy marzył o tym by zostawić brata i wyrwać się wreszcie z tego przeklętego miejsca. Od czasu do czasu zamiast nędznej i ciężkiej pracy w poracie wypływał na krótko w morze. Głównie na statkach handlowych, pływających do sąsiednich, europejskich portów. Kilkuletni braciszek ciężko znosił nawet tak krótką, ledwie parudniową rozłąkę. David zawsze zapewniał go wówczas, że pewnego dnia obaj wypłyną w morze, popłyną do Nowego Świata i zaczną całkiem nowe życie, pełne przygód niczym z bajek o dzielnych żeglarzach i skarbach. I tak mijały kolejne miesiące, z czasem nawet lata. Aż nadszedł dzień, który wszystko zmienił. 
David jak zwykle pracował wówczas na statku handlowym. To miał być ledwie kilku dniowy rejs, ot do Kopenhagi i z powrotem. Wszystko układało się dobrze, statek był już niedaleko Danii, gdy w okolicy wyspy Juist dopadł ich sztorm. Statek roztrzaskał się o skały, cała załoga zginęła pochłonięta przez rozszalałe morze lub wyrzucona na ostre skały. Jedynie on ocalał. Uratowała go syrena. Jej pocałunek ochronił go przed utonięciem. Zabrała go bezpiecznie na brzeg i została przy nim, póki nie doszedł do siebie. W jednej chwili wszystkie baśnie stały się prawdą. Choć wiedział, że nie powinien, od pierwszego wejrzenia zakochał się w swej wybawicielce. Z wzajemnością. Połączył ich krótki romans niczym z bajki. Cudem ocalały żeglarz i piękna syrena. Przy niej po raz pierwszy był naprawdę szczęśliwy. Chciał zostać z nią na wyspie i już nigdy nie wracać do swojego świata... Nie mógł jednak zostawić kilkuletniego brata samemu sobie. Z bólem serca odszedł wraz ze statkiem, który przybył na miejsce niedawnej katastrofy.

Over waves and deep in the blue
I will give up my heart for you
Ten long years I’ll wait to go by
My love will never die

Nie potrafił już jednak żyć na lądzie. Nie potrafił również wyrzucić z serca uczuć do pięknej syreny, do ukochanej Nadine. Po raz pierwszy od kilku lat, jego serce było rozdarte między miłością do brata, a miłością do ukochanej, którą musiał porzucić. Wszystko się zmieniło. Niemal całe dnie spędzał nad brzegiem morza, tęskniąc za wolnością i szczęściem, które przez krótką chwilę odnalazł na wyspie Juist. Coraz częściej pragnął wyrwać się z lądowego więzienia, wrócić na morze i w ramiona ukochanej. Jednak za każdym razem, kiedy postanawiał wprowadzić te myśli w czyn jego mały brat zdawał się robić wszystko by go powstrzymać. Mały Huck z całych sił zmuszał go do poświęcenia mu swojej uwagi. Pakował się w kłopoty i buntował, byle tylko zatrzymać brata przy sobie. I tak mijały lata, choć z roku na rok było coraz trudniej. W końcu przyszedł dzień, gdy nawet desperackie próby młodszego braciszka nie były w stanie zatrzymać Davida na lądzie. Wiedział, że oszaleje jeśli nie wróci na morze. Zwłaszcza, że oto nadarzyła się szansa na nowe życie.
Niebezpieczny rejs do jednej z kolonii na Karaibach miał być początkiem nowego życia. Choć David nie mógł zabrać brata ze sobą, zdecydował się popłynąć. W ciągu tej jednej podróży miał zarobić więcej niż przez lata ciężkiej pracy w porcie za marne grosze. To miała być upragniona przepustka do podróży i nowego życia, gdzieś w Nowym Świecie. Chciał by Huck to zrozumiał, by wytrzymał te parę miesięcy. Starał się tłumaczyć, przekonywać wizją wspólnej przyszłości, podarował mu nawet zegarek, na którym brat miał odliczać czas do jego powrotu. W końcu odszedł. Bez wylewnego pożegnania, na które nie miał siły. Jedynie z obietnicą szybkiego powrotu.
Na morzu znów odżył. Niczym nieograniczona przestrzeń oceanu na moment przywróciła mu spokój ducha. Po latach więzienia na lądzie znów czuł, że żyje. Radość nie trwała jednak długo. Po szybkiej i spokojnej podróży przez Atlantyk, statek dotarł wreszcie na Karaiby. Wówczas zjawił się On. Czarnobrody. Demon w ludzkiej skórze. Był piratem, największym postrachem Karaibów. Niektórzy mawiali, że był kiedyś zwykłym rzezimieszkiem, póki nie zapragnął sprawdzić jak jest w piekle. Miał wówczas wypełnić całą ładownię siarką, którą nakazał podpalić. Jako jedyny z całej załogi przetrwał w toksycznym dymie. Nikt nie wiedział co się wówczas stało, wiadomo jedynie, że Czarnobrody wyszedł z ładowni odmieniony. Od tamtej chwili stał się uosobieniem największych koszmarów, a spotkanie go na morzu równało się ze spotkaniem z samą śmiercią. A jednak nie wszystkim pisana była śmierć. Część ocalałych po ataku Czarnobrodego otrzymała możliwość ocalenia życia i przyłączenia się do pirackiej załogi "Zemsty Królowej Anny". W tamtej chwili David gotów był zrobić wszystko byle zachować życie i dotrzymać obietnicy danej bratu, nawet zawrzeć pakt z diabłem...
Życie wśród piratów nie było lekkie, ani szczególnie pociągające, choć i tak wydawało się lepsze niż życie na lądzie. Jednak mimo starań, David nie był w stanie w pełni się ugiąć i podporządkować. I choć początkowo hardość sprawdzała na niego jedynie problemy, z czasem zwróciła uwagę samego Czarnobrodego. Być może kapitan chciał się pozbyć kłopotu, a może miał w tym jakiś głębszy cel... Niezależnie od motywu zaangażował Davida w niektóre ze swych spraw, odsłaniając tym samym część swoich sekretów. Największym z nich był Old Davy. Morski diabeł, z którym Czarnobrody zawarł pakt w czasie swej duchowej podróży do piekła. David szybko zrozumiał w jaki sposób działał kapitan. Zrozumiał też, że już nigdy nie wróci do brata, gdyż dołączając do załogi Czarnobrodego podpisał na siebie wyrok i skazał na wieczne potępienie. Mimo wszystko nie zamierzał się poddawać. Zwłaszcza, że zyskał niespodziewaną pomoc.
Jedni nazywali ją czarownicą lub morską wiedźmą, zaś miejscowi mówili o niej Królowa Voodoo. Była jedyną osobą, którą Czarnobrody darzył szacunkiem, a może nawet pewnym lękiem. Z niewiadomych przyczyn postanowiła pomóc Davidowi jedynie w zamian za obietnicę, że pewnego dnia on pomoże jej. Zgodził się, a ona wyjawiła mu sekret starego diabła i sposób pokonania go. Nie zwrócił nawet uwagi na ostrzeżenia o cenie jaką przyjdzie mu zapłacić w przypadku zwycięstwa. W tamtej chwili liczyło się tylko to, by uwolnić się spod demonicznej władzy kapitana "Zemsty Królowej Anny" i toby wrócić wreszcie do domu, do czekającego na niego brata. W tajemnicy, sukcesywnie realizował plan Królowej Voodoo. Zdołał nawet zabić starego diabła. Nie zdążył jednak złamać należących do Old Davy'ego paktów, gdyż sam zginął z ręki Czarnobrodego.

Come, my love, be one with the sea
Rule with me for eternity
Drown all dreams so mercilessly
And leave their souls to me

To mógł być już koniec. Na krótką chwilę odszedł w błogi spokój, w kojącą ciemność. Reszty dokonała jednak Ona. Królowa Voodoo. Wyrwała go ze świata duchów i sprowadziła z powrotem. Zrobiła również coś więcej. Podarowała nowe, całkiem inne życie. Śmierć starego morskiego diabła całkowicie zachwiała równowagą między światami, pogrążyła świat zmarłych w chaosie, który można było naprawić tylko w jeden sposób. Wycięła mu serce i złożyła w skrzyni, w której nie tak dawno spoczywało serce Old Davy'ego. W tamtej chwili David Jones odszedł, a narodził się Davy Jones. Nowy morski diabeł mający przywrócić zachwianą równowagę w świecie duchów.
Wraz z nowym, odmienionym życiem otrzymał w darze również Hilo. Zaświaty dla zmarłych na morzu. Od tej chwili miał sprawować władzę nad duszami, miał zapewnić im spokój. Przyjął swoje zadanie i zgodził się zająć miejsce swego poprzednika. Wykorzystał nowo nabyte diabelskie moce, by dokończyć pewne sprawy. Uwolnił wszystkie potępione dusze, które Old Davy otrzymał jako zapłatę od Czarnobrodego. Nie mogąc zapewnić im spokojnego spoczynku w Hilo, zwrócił im wolność zmieniając je w ptaki krążące swobodnie nad morzem. W tamtej chwili obiecywał sobie, że będzie sprawiedliwy, że wykorzysta swą nową moc tylko w słusznej sprawie i nie nagnie jej do własnych celów. Szybko złamał to przyrzeczenie. Podmorskie królestwo, zaświaty, nowa niesamowita moc, władza... wszystko to całkowicie go porwało. W krótkim czasie od bycia nikim, od biedaka z portowego miasteczka, od jeńca piratów, stał się jedynym władcą mórz, panem zaświatów. Diabłem, sprawującym absolutną władzę nad wszystkim co znajdowało się w morzach. Wreszcie, po raz pierwszy mógł spełnić wszystkie swoje marzenia, mógł robić wszystko czego zapragnął. Zapomniał o obietnicy danej bratu, zapomniał o Anglii i lądzie. Zapomniał o całym swoim życiu, dając porwać się nowemu życiu. 
Poświęcił wiele lat na poznawanie i rozwijanie swych mocy. W bardzo krótkim czasie prześcignął swego poprzednika, a legendy o zmiennokształtnym morskim diable Davym Jonesie stały się znane na wszystkich morzach. Z szaloną przyjemnością czerpał garściami ze swojej pozycji i mocy, czując się wszechmocny i niczym nieograniczony niczym bóg morza. Nawet jeśli zamiast roli bajkowego bóstwa wybrał rolę diabła. Życie bez serca okazało się pod wieloma względami łatwiejsze. Bez żalu i wyrzutów robił co chciał, układał swoją misterną zemstę na Czarnobrodym. Stworzył swoje własne piekielne królestwo i był szczęśliwy. Przynajmniej tak mu się wydawało. Niedokończone sprawy z ludzkiego życia nie pozwalały o sobie zapomnieć. A w ich przypadku brak serca był raczej problemem niż ulgą... Wrócił w ojczyste strony, lecz po tylu latach nie odnalazł brata, który podobno zaciągnął się na jakiś statek. Odnalazł za to Nadine, swoją syrenę z wyspy Juist. Tym razem nie było już jednak wielkiej miłości i szczęścia. 
Dawne uczucia pozostały jedynie mglistym wspomnieniem. Nie było już wielkiej miłości, podniosłych uczuć, ani tęsknoty. Był jedynie namiętny romans. Oboje byli potworami, okrutnymi bestiami bez zahamowań i bez dawnych ograniczeń. I było im ze sobą dobrze, na swój sposób. Zniknęły dawne ograniczenia i przeszkody, ale zniknęły też dawne uczucia. Davy Jones nie pragnął stałości ani spokoju, nie chciał życia na wyspie, ani spokojnego związku. Nie chciał ograniczać się do morza, skoro mógł posiadać ocean. Wiele razy odchodził, wiele razy wracał, wiele razy chciał zabrać ją ze sobą na niebezpieczne wody Atlantyku i w mroczne otchłanie Pacyfiku. Chciał i mógł dać jej wiele, niemal wszystko. Wszystko prócz swego serca.

Play the song you sang long ago
And wherever the storm may blow
You will find the key to my heart
We’ll never be apart

Jednak nawet bez serca pozostały w nim resztki uczuć. Wypaczone przez diabelskie moce, lecz nadal silne. Jak choćby pragnienie zemsty. Przez wiele lat nieśpiesznie dopracowywał swój plan zemsty na Czarnobrodym, nad którym zyskał władzę. Bawił się nim i swoją mocą, pozwalając swemu wrogowi zatracić się we własnej potędze, stracić czujność... Wszystko zmieniło się, gdy odkrył w załodze "Zemsty Królowej Anny" swego młodszego brata. Zapomniane uczucia do Hucka na nowo odżyły, choć były inne niż wcześniej. Z okrutną determinacją zniszczył Czarnobrodego. Za siebie i za brata, który naiwnie dał się omamić i wplątać w diabelską sieć. W jednej chwili skończyło się panowanie Czarnobrodego na wodach Morza Karaibskiego. Statek przepadł, zaś kapitan i jego załoga trafili na wieczną, potępieńczą służbę do Davy'ego Jonesa. Przynajmniej większość z załogi. Ocalił niewinnych, podobnie jak ocalił swojego brata. 
Nie tak miało wyglądać ich spotkanie, mieli spotkać się ponownie najwyżej po kilku miesiącach, a nie dziesięciu latach. A jednak nie było wyrzutów ani żali, lecz radość z ponownego spotkania. Choć każdy z braci przeżywał to na swój sposób. Davy zabrał brata do swojego świata, pokazał mu swoje królestwo, wszystkie swoje dzieła. Znów było niemal jak dawniej. Znów miał swego małego braciszka blisko siebie. Znów chronił go przed złym i okrutnym światem. Tym razem stworzył bajkę, spełnienie wszystkich dziecięcych marzeń małego Hucka. Podarował mu magiczny okręt i życie pełne baśniowych przygód i ukrytych skarbów. Nie było piractwa, ani mroku. Ukrywał nawet swoje diabelskie oblicze, podobnie jak niegdyś ukrywał całe zło jakie ich otaczało. 
Przez krótki czas miał naprawdę wszystko. Swoje królestwo, dusze, moce, brata i swoją syrenę. Później wszystko zaczęło się psuć. Wszystko przez tę przeklętą dziewczynę, która omamiła mu brata i zaczęła niszczyć perfekcyjnie poukładane życie Davy'ego. Jakby tego było mało, również jego syrena, jego piękna Nadine musiała zapragnąć czegoś, czego nie był w stanie jej dać. Jego serca. Odszedł bez żalu, a przynajmniej tak mu się wtedy wydawało. Zwłaszcza, że jego myśli o wiele bardziej zaprzątała sprawa brata, który wyraźnie wymykał mu się spod kontroli. Nie mógł na to pozwolić. Postanowił udowodnić bratu jego zaślepienie i niestałość uczuć jego ukochanej Lucy. Gdy tylko spotkał ją pierwszy raz rozpoznał, że nie była człowiekiem lecz nimfą. Bez trudu omamił ją, a następnie uwiódł. Nie musiał nawet specjalnie się starać, moc jaką posiadał nad wodnymi stworzeniami tylko ułatwiła mu zadanie. Oto ile warta była ta "wielka miłość"...
To co stało się później było do przewidzenia. Doprowadził brata na skraj wytrzymałości, odebrał mu jego wyidealizowaną miłość i sprawił, że młodszy Jones po raz pierwszy się zbuntował. W przypływie furii Davy odciął bratu dłoń, a następnie wysłał do Nibylandii, jedynego miejsca, gdzie czas nie płynął. Wszystko po to by Huck miał całą wieczność na przemyślenie swych błędów.

Wild and strong you can’t be contained
Never bound nor ever chained
Wounds you caused will never mend
And you will never end

I tym razem nie czuł najmniejszego żalu. Lub tak mu się wydawało. Utrata kontroli nad bratem, wysłanie go na wygranie i rozstanie z Nadine pchnęły go głębiej w mrok. Coraz częściej rola władcy mórz i opiekuna Hilo wydawała mu się zbyt monotonna. Spełnianie własnych zachcianek w pewnym momencie stało się już nużące. Znalazł więc kolejne zajęcie. Zaczął tworzyć potwory. Swoje perfekcyjne istoty mające zasiedlać jego królestwo, służyć mu i widzieć w nim swego ojca. Tak powstała przerażająca i wynaturzona rasa istot z głębin. Nie raz wykorzystywał ofiary swoich paktów do upiornych eksperymentów nad doskonaleniem własnego dzieła. 
Mniej więcej w tym samym czasie spotkał Kapitana Obeda Marsha. Zawarł z nim i jego załogą pakt. W zamian za bogactwa z podwodnych złóż i obfite połowy dla mieszkańców osady Marsha, zażądał ofiar z ludzi oraz mieszania krwi ze stworzoną rasą. I tak maleńka osada założona przez grupkę żeglarzy, stała się niezwykłym portowym miasteczkiem zwanym Innsmouth. Mieszkańcom nigdy nie brakowało bogactw morza, a on osiągnął wreszcie sukces w swych dążeniach. Nowa rasa istot z głębin i ich hybrydy posiadała niesamowite magiczne moce i zdolna była żyć wiecznie. Był dumny ze swego dzieła, niczym ojciec. Odrażające, potworne "potomstwo" widziało w nim nie tylko ojca, lecz i stwórcę, godnego czci niczym bóg. Wkrótce doczekał się nawet własnego, krwawego kultu ze strony zarówno swoich dzieł, jak i ich częściowo ludzkich krewnych zamieszkujących Innsmouth. Był szczęśliwy w swoim niewielkim przerażającym świecie rodem z koszmarów, który stworzył od podstaw. 
Czasem jedynie w irracjonalny sposób odczuwał pustkę, której nie były w stanie wypełnić mu jego monstrualne kreacje. O ile tęsknotę za bratem skutecznie tłumił całą swoją skrywaną nienawiścią i odrazą, o tyle tęsknota za Nadine bywała przytłaczająca. Nawet brak serca nie zawsze pomagał. Kiedyś nawet postanowił uczynić pierwszy krok i dać jej szansę powrotu. Jednak nie odnalazł jej nigdzie - ani u wybrzeży jej dawnej wyspy, ani nigdzie na Morzu Północnym. Wrócił więc na Pacyfik, do swojego koszmarnego królestwa pełnego jego wymarzonych, perfekcyjnych potworów. Czas mijał, powoli mijały też resztki uczuć, minęła nawet ta nieznośna tęsknota. Z przyjemnego odrętwienia wyrwała go dopiero silna magia, niezwykle podobna do jego własnej. Przez chwilę myślał, że to może jedna z jego kreacji opanowała nowe, niezwykłe moce. Prawda okazała się jednak zupełnie inna. Dziwniejsza i bardziej zaskakująca niż mógł przypuszczać.

Cruel and cold like winds on the sea
will you ever return to me
Hear my voice sing with the tide
Our love will never die

Miejscowi nazywali ją Asenath, choć naprawdę nazywała się Katja. Katja Jones. I była jego córką... Z niedowierzaniem wysłuchał jej historii, nie wiedząc co właściwie czuje, ani co powinien czuć. Chyba pierwszy raz, odkąd jego serce spoczęło bezpiecznie w skrzyni, czuł tak wiele, tak gwałtownych i sprzecznych uczuć. Od wściekłości i żalu na Nadine, która nie powiedziała mu ani słowa o córce, przez wyrzuty do samego siebie o wszystkie stracone lata, gdy nie było go przy jego jedynaczce, aż w końcu po całą gamę ciepłych uczuć, które nagle obudziła w nim Katja. Spotkanie z nią było jak przebudzenie z głębokiego snu. Była taka jak on, oboje byli dla siebie jedynymi istotami zdolnymi w pełni zrozumieć siebie nawzajem. Choć dopiero się spotkali, Davy czuł jakby znali się od zawsze. W jednej chwili Katja stała się dla niego wszystkim, całym jego światem. Nie potrzebował już niczego więcej. Przez jakiś czas oboje zdawali się zaślepieni odnalezieniem siebie nawzajem do tego stopnia, że zapomnieli o całym otaczającym ich świecie. Dopiero z czasem, gdy euforia minęła, przyszedł czas na dalsze wyjaśnienia. Od córki dowiedział się o Nadine, o Duchu Renu i innym świecie, miejscu o nazwie Fabletown. Katja nie musiała go nawet namawiać na podróż do tego miejsca. 
Podwodne królestwo, a wraz z nim Hilo sięgało każdego ze światów. Bez trudu zabrał więc córkę do świata doczesnych, do Nowego Jorku i baśniowej dzielnicy Fabletown, zdecydowany by raz na zawsze dokończyć wszystkie niedokończone sprawy...


Odred z ziemniaka dla każdego, kto przeczytał ten kawał tekstu. ;p

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szablon wykonany przez drama queen. Obsługiwane przez usługę Blogger.