niedziela, 25 czerwca 2017

Jestem twierdzą... Chociaż drzwi tylko na klamkę zamknięte...

Cillian G. Rasputin
Cillian G. Rasputin













Śmierci nie ma. Śmierć to tylko minus, coś, co się nie stało, ostatni raz nie uderzyło serce. To nieuderzenie to śmierć. Coś, co miało się stać i się nie stało, a zaraz potem wszystko inne w życiu tego człowieka też się już nie dzieje.





--------------------------------------------------------------------------------
Serdecznie wszystkich zapraszam do wizyty u psychologa - doktora Rasputina :D

14 komentarzy:

  1. [Powodzenia z drugą postacią, bo naprawdę mi się podoba. :) No i wielki plus za Fassbendera!]

    Brian O'Connor

    OdpowiedzUsuń
  2. [Ra ra Rasputin Russians greatest love machine...
    Przepraszam musiałem :) Ty wiesz jak ja na niego czekałem ;) Nie ma że nie! Porywam na wątek cię! Ro Ivana mego zapraszam tak w szczególności :D
    No i do reszty moich panów (tak między nami to mam pomysł na wątek z Erwinem...chyba że wolisz z kimś innym).]

    Lucek
    Willard
    Ivan
    Erwin

    OdpowiedzUsuń
  3. [no calkiem niezly ci on wyszedl ;) duzo weny i pomyslow G.]

    OdpowiedzUsuń
  4. [O ja, widzę kolejna postać. Podziwiam! :D Nazwisko szczerze mówiąc, totalnie mnie rozwaliło. Postać świetna... Mam nadzieję, że będziecie mieć wiele owocnych wątków i zabawy! <3]

    Shadow Mortem

    OdpowiedzUsuń
  5. [No to już ci mówię co mi to w głowie siedzi xD
    Ivan:
    Tutaj mam dosyć pokręconą wizję ich relacji. Nie bij xD
    Możemy zrobić tak, że podczas gdy Rasputin sobie chodził po świecie żywych po raz pierwszy, i był już kochankiem carycy (oraz połowy Moskiewskich kobiet etc.) to poznał Ivana, jako całkiem wysokiego rangą oficera wojsk carskich. Mogłoby dojść między nimi do kilku ostrzejszych spięć i nawet mógłby zostać odsunięty przez cara od kilku ważniejszych rzeczy. Mógłby też poznać się kim tak naprawdę jest Ivan i zależałoby mu jeszcze bardziej aby odsunąl się od rodziny królewskiej... Ivan wtedy postanowiłby sie pozbyć Rasputina. Więc razem z tymi spiskowcami i zabiłby twojego biednego pana... A teraz po latach w Fabletown spotykają się (nie wiem konkretnie kiedy twój pan przybył tutaj). Zwonariew nic się nie zmienił. Nadal butny, łakomy na władzę, oraz z zapędami sadystycznymi. Jednak zgłasza sie o pomoc (chociaż w życiu tego nie powie, tylko nazwie to "ofertą, której nie można odrzucić"). Powiedzmy, że Ivan bardzo chciałby posiąść jedną rzecz, która należała do ostatnich z dynastii Romanowów i tylko Rasputin wie gdzie to jest (bo ktoś mu z carskiej rodziny powiedział). Tak więc...Cillian mógłby polecieć do Rosji i jeszcze zapłacono by mu chociażby za samo wskazanie miejsca, gdzie ów przedmiot jest. W ich przypadku myślałem raczej o relacji takiej....średniej bym powiedział, z początku wrogowie, a później tacy na swój sposób neutralni.
    Odnośnie Erwina to też mam pomysł xD
    Nie wiem jak długo Cillian jest w Fabletown i czy nie wyjeżdżał wcześniej...ale no nic pomysł można swobodnie zmodyfikować w razie gdyby coś xD. Otóż, pomyślałem że Erwin i Cillian mogli swego czasu się spotykać. Możemy zrobić tak, że König wraca z jakiejś misji woskowej i zostaje bez dachu nad głową (bo mieszkanie mu zalało, albo coś) i prosi/błaga Cilliana aby pozwolił mu przenocować, tylko jedną noc a później się wynosi. Tylko żeby jakoś nam nudno nie było, to może okazać się, że no cóż... ktoś nie lubi naszych panów (albo tylko tego jednego), no i mogą albo obudzić się w jakimś nieznanym miejscu, albo ktoś może zapragnąć ich sprzątnąć po cichu na miejscu. Zaczęłoby się więc jakieś prywatne dochodzenie, kto, gdzie, jak i dlaczego. Doszliby do dziwnego wniosku, że jakiemuś doczesnemu bardzo zależy na ich śmierci itp.
    Podoba sie? Czy może mam pomyśleć nad czymś zupełnie innym?]

    Ivan
    Erwin

    OdpowiedzUsuń
  6. [Ja nie wiem jak, ani co, ani gdzie, ani kiedy, ani cokolwiek, ale się witam i wyrażam duuużą chęć o wątek! xD Samo nazwisko robi "wow", także jeśli i ty masz chęć na jakąś relację z Frostem to zapraszam!]

    Jack

    OdpowiedzUsuń
  7. ["Trochę" spóźniona, życzę powodzenia z drugą postacią :D I serduszko aż rośnie, gdy widzę, że mam jednego pracownika w szpitalu więcej ;) Dużo weny! :)]

    Verity

    OdpowiedzUsuń
  8. [Cieszę się iż pomysł z Ivanem przypadł do gustu xD
    Jeśli chodzi o snajpera, to możemy tak zrobić. W sumie, to Erwin ma trochę problemów (jak chociażby uzależnienie od narkotyków), no i taki terapeuta mógłby być potrzebny i to bardzo :) Poza tym...tak sobie pomyślałem, to może nawet byliby na swój sposób...przyjaciółmi, takimi co to w razie czegoś to sobie pomogą.
    Mam takie pytanie, kto zaczyna? Ja, czy ty?
    Bo w sumie w przypadku wątku z Erwinem to chyba byłoby lepiej, żebym to ja zaczął. Wtedy od razu akcja do przodu by szła.
    A w przypadku Ivana, to mógłbyś ty zacząć od np. czasów, kiedy to Rasputin poznał sie na Ivanie i chce go odsunąć od cara i rodziny carskiej.]

    Ivan
    Erwin

    OdpowiedzUsuń
  9. Był pewny, że będzie miał do czego wrócić z kolejnej misji wojskowej. Niby odradzano mu tą podróż, bo w końcu „jesteś już stary Erwin”. Może dla innych, ale nie dla niego oraz papierów jakie posiadał. Nie odczuwał swojego wieku. Nie odczuwał tych 108 lat (jeśli liczyć od faktycznej daty urodzenia), czy też tych 66 (jeśli liczyć od momentu kiedy „zmartwychwstał”). Ba! Nawet nie odczuwał tych 33 lat, które towarzyszy mu od chwili śmierci!
    Czuł się młodo oraz pewnie. Przebijał doświadczeniem swoich młodszych kolegów oraz „równolatków”, w końcu miał przed nimi więcej czasu na przygotowania, oraz inne sprawy! Może właśnie dlatego ciągle co jakiś czas jeździł? Aby się sprawdzić, oraz po to żeby…żeby po prostu pokazać innym kto jest lepszy? Kto tutaj rządzi? Może też było tak, że podświadomie chciał zginąć? Albo po prostu kochał wojny oraz wszelakie konflikty zbrojne. Wszak wychował się w czasach I wojny, konfliktów które po niej nastąpiły, oraz brał udział w II wojnie…w której umarł.
    Właściwie to cały powrót potoczył się szybko. Szybko wrócił do NYC, bardzo szybko stanął pod drzwiami swojego mieszkania i już nawet miał je otwierać, kiedy wyszedł dozorca kamienicy, który oznajmił, że jego mieszkanie oraz kilka innych zostały zalane. Że najlepiej byłoby żeby przenocował dzisiaj (oraz ewentualnie jutro) w hotelu, albo u znajomego. Teoretycznie mógłby w hotelu, ale nie przepadał…mógłby niby w motelu „Open Arms”, ale cholernie nie lubił tego miejsca, była to dla niego czysta speluna, z której nad wyraz często korzystały prostytutki…
    Mógłby też zatrzymać się w hotelu „Transylwania”, albo każdym innym jakich jest w Nowym Yorku. Jednak nie chciał. Raz, że miał cholernie mało pieniędzy przy sobie. Dwa, że o tej porze banki są nieczynne żeby wybrać pieniądze. Osobiście nie korzystał z możliwości płacenia telefonem…(no dobrze czasami korzystał), a z tego co pamiętał to nawet karty bankomatowej nie miał…no i właściwie to chyba bateria w telefonie padła mu jakiś kwadrans temu. Ech…pech po całości.
    Chyba nawet nie do końca przemyślał tego, żeby przejść do jakiegokolwiek znajomego. Po prostu po krótkiej chwili namysłu jego nogi poniosły go do domu Cilliana Rasputina- jego terapeuty, którego podświadomie traktował bardziej jak kumpla a nie lekarza. Chodził do niego bo czasami ktoś musiał mu jakąś receptę wystawić.
    — Cześć…słuchaj bo taka głupia sprawa jest – powiedział, kiedy psycholog otworzył drzwi od mieszkania. – Dopiero co wróciłem z misji wojskowej…mieszkanie mi zalało, nie mam pieniędzy przy sobie…czy…mógłbyś mnie przenocować dzisiaj? Tylko jedna noc, mogę nawet w łazience w wannie spać – powiedział. Nie on błagał o możliwość noclegu. – Jutro z samego rana się wynoszę, obiecuję – dodał.

    Erwin
    [Zacząłem jak obiecałem]

    OdpowiedzUsuń
  10. Znowu nowa „partia” jak to nazywał Ivan. Nowi ludzie, nowe młokosy, które trzeba nauczyć jak trzymać broń i jak z niej strzelać. Podobała mu się strasznie jedna rzecz; to jak się go bali. Jego! Ivana Zwonariewa! Diabła w ludzkiej skórze…i to dosłownie!
    Lekko przygarbiony spoglądał na nich z dozą wyższości, ale na każdego tak spoglądał, nawet na cara, bo czymże jest marny car – człowiek, wobec diabła, który do tego jest oficerem. Odpowiedź brzmi: „Niczym”. Czuł, że ktoś się przez chwilę mu przyglądał, nawet wiedział kto to konkretnie był. Rasputin, pupilek cara i rodziny. W szczególności caryca go na swój sposób pokochała, bo potrafił uleczyć małego carewicza.
    Nie czekając dłużej przeszedł do pałacu, żadnych kontroli, nic. Mógłby nawet pójść i obudzić cara w środku nocy i nie zostałby wyproszony, wyrobił sobie przyzwoitą opinię, co było mu bardzo na rękę. Swoje kroki skierował tam, gdzie zazwyczaj urzędował Rasputin, jego rywal. Nie było to tak, że się go obawiał, ani nic…traktował go po prostu jako potencjalnego rywala i starał się trzymać go na dystans.
    — Rasputin – powiedział wchodząc do laboratorium. – Tęskniłeś za mną? Dawno się nie widzieliśmy, prawda? – zapytał uśmiechając się parszywie. Zwonariewowi można zarzucić wszystko, ale nie to, ze mundur źle na nim leżał. Był jakby stworzony pod niego. Może gdyby miał więcej mięśni, oraz nieco przyjemniejszą twarz, to z pewnością pół Moskwy by się w nim podkochiwało. Ale jemu na miłości i kochankach nie zależało. Niby miał żonę, która jednak została w Polsce i nocami straszy po jednym z tamtejszych zamków, ale mu to nie przeszkadzało. Jego żona na co dzień żyje jako wdowa, po mężu, który zginął w więzieniu carskim.
    — No, co tak się nie odzywasz? Widziałem cię – powiedział bez ogródek. Spojrzał na jakieś fiolki, średnio go to wszystko interesowało. – Zastanawiałeś się, jak pomóc carewiczowi? Słyszałem, że miał atak…to smutne – powiedział to takim tonem, jakby wcale go to nie obchodziło, albo wręcz przeciwnie, jakby życzył małemu następcy rychłej śmierci. Jemu i całej rodzinie królewskiej.

    Ivan

    OdpowiedzUsuń
  11. Uśmiechnął się lekko w kierunku swojego terapeuty. Właściwie to zastanawiał się dlaczego do niego chodził. Niby coś tam pomagał…ale dla Königa takie gadanie to było czymś dziwnym. Zazwyczaj był osobą bardzo skrytą w sobie, nie dzielił się swoimi przeżyciami. Przy nim jednak czasami uchylał rąbka tajemnicy i tak jego terapeuta wiedział o tym, że przez długi czas po powrocie do żywych śniły mu się koszmary, jest mu ciężko odnaleźć się w niektórych sprawach, że nie przepada za żydami…kilka takich drobnostek. Bo nigdy nie zwierzał się ze swoich zawodów, albo uniesień miłosnych. Niby ludzie teraz inaczej patrzyli, na takich jak on…ale dla niego ciągle było to coś…wstydliwego?
    —Dzięki – powiedział. – Wiesz, że wystarczyłaby dla mnie kanapa, albo i kawałek podłogi. Byleby się nie lało i było w miarę ciepło – dodał. Surowość i spartańskie warunki nie robiły na nim większego wrażenia. Podobnie jak różne wygody. Znał obie skrajności.
    Niemalże od razu zdjął buty, które postawił tak aby nikomu nie zawadzały.
    — Jak widzisz byłem – powiedział. Przeszedł do salonu i usiadł na kanapie, kładąc torbę obok siebie. Spojrzał na Cilliana. – Jeśli tylko chcesz o tym słyszeć. Ale widząc ciebie, to ty masz już na dzisiaj dość cudzych wynurzeń. Więc po co cię zamęczać? – zapytał. W sumie to mógł mu się wygadać, chociaż nie odczuwał takiej potrzeby. Mógł też posłuchać co się u niego przez ten czas działo. – Ale może zanim ja cokolwiek zacznę opowiadać…usłyszę co u ciebie? Nudny, a może coś ciekawego miało miejsce? – spojrzał wyczekująco. Wyprostował się i założył nogę na nogę. Mógł rozmawiać, mógł milczeć…było mu to naprawdę obojętne.

    Erwin

    OdpowiedzUsuń
  12. Zaśmiał się, a głos jego rozniósł się lekkim echem po pomieszczeniu. Cały Zwonariew. Nie należało go lekceważyć, należało za to trzymać go blisko siebie i nie denerwować go, bo to mogło się zakończyć źle. Już gdy jest spokojny jest wystarczająco niebezpieczny.
    - Jedyną wesz łonową jaką widzę jesteś ty - warknął. Podszedł do niego, tak że niemalże stykał się z nim nosem. Na szczęście nie było jakiejś wielkiej różnicy wzrostu. - Co ty tak do mnie nieprzyjemnie? Ja tutaj grzecznie, a ty tak brzydko. Coś wyczuwam, że popadłeś w niełaskę cara. A szkoda, szkoda - machnął lekko ręką po czym wycofał się o pół kroku. Odwrócił się na pięcie i przespacerował soę po pomieszczeniu oglądając poszczególne probówki. - Szkoda takiego szarlatana - mruknął do siebie, ale tak żeby jednak i rywal słyszał.
    Usłyszał kroki. Szybkie...ktoś biegł. Podkute buty odbijały się echem, był to ktoś lekki, coś zadźwięczało. Chyba szabla. Może to jakiś podoficer.
    - Rotmistrzu Zwonariew - powiedział zziajany.
    - Melduj. Ale szybko Stiepanowicz - warknął na niego. Młody, średniego wzrostu i postury. Brunet z ciemnymi oczami. Żonaty z dwójką dzieci...żona brzydka nie była.
    - Car wzywa. Wzywa też i pana - zwrócił się do Rasputina. Zwonariew powoli wyszedł.
    - Stiepanowicz do mnie! - krzyknął a podoficer bez wahania ruszył w ślad za nim. Bał się Zwonariewa, podobnie jak każdy. Było w nim coś co nie dawało czuć się przy nim w stu procentach komfortowo.

    [Czarnobyl przy nich to pikuś. W ogóle to myślałem przez chwilę czy Lucka na moment nie wrzucić do wątku xD]

    Ivan

    OdpowiedzUsuń
  13. Pokiwał głową. Niektórzy zastanawiali się po co im pokój, a Erwin momentami zastanawiał się po co mu mieszkanie w tej dzielnicy. Albo w ogóle po co mu mieszkanie. Mógłby przecież jeździć na misje, a po nich przenocować w jakimś tanim motelu i tyle. Ale chyba mieszkanie dawało mu pozory normalności.
    - Czyli co? Dalej mi będziesz to wypominać? - zapytał. - To było ile? - zastanowił się jednak żadna konkretna data mu nie przychodziła do głowy. - Dawno temu - spojrzał na niego. - Nie. Nie jestem głodny. Ale z chęcią umyłbym się...
    Chciał powiedzieć że ma wrażenie, że po prostu śmierdzi tymi przeklętymi Arabami, ale nie powiedział. Przecież powoli małymi krokami pozbywał się wszelakiego rasizmu. Chociaż do tej pory niecierpiał czarnych. Czarnych i Arabów oraz Żydów.
    - Poza tym co może być ciekawego w pracy terapeuty? Słuchasz godzinami jak ktoś ci pieprzy że ma problem bo kłóci się z mężem albo żoną. Albo przyjdzie ci jakieś dziecko, które jest fochnięte na rodziców bo nie chcą mu kupić nowego Iphone. Albo zjawi się jakiś debil, który nie chce współpracować i mentalnie zatrzymał się w poprzednim wieku - westchnął. Byłby gotów oddać wszystko żeby wrócić "do siebie". Chociaż mimo wszystko podobało mu się tutaj. Trchnika wojenna w szczególności.

    Erwin

    OdpowiedzUsuń
  14. [Frost taki zapomniany... :< No cóż, przeżyjemy! xD
    W takim razie co powiesz na wizytę Jacka u doktora? Przyjdzie z czystej ciekawości pogadać, bo już niejednokrotnie słyszał o psychologach i jest zaintrygowany tym co oni potrafią zrobić.]

    Jack

    OdpowiedzUsuń

Szablon wykonała Night Tear. Źródło: WallPaper. Obsługiwane przez usługę Blogger.