niedziela, 1 stycznia 2012

I’m a New York woman born to run you down

— A tak właśnie było w przypadku dziewczynek urodzonych po zaćmieniu, u których stwierdzono wręcz niepoczytalną skłonność do okrucieństwa, agresji, gwałtownych wybuchów gniewu, a także wybujały temperament. 
— A. Sapkowski

Dawno, dawno temu...

Gdy światem rządziły siły natury, a ludzie wierzyli w magię bardziej niż dzisiaj, w pewnym nadreńskim miasteczku na świat przyszła dziewczynka. Na imię dano jej Nadine, bo tylko nadzieja mogła utrzymać ją przy życiu. Rodzice do majętnych nie należeli, a do wyżywienia poza nią mieli jeszcze czwórkę starszych dzieci i sędziwą babkę. Nadine, jako najmłodsza, tylko wszystkim przeszkadzała. Wszystkim, poza babką. To ona ją wychowała i pokochała całym sercem. Dzięki niej Nadine wyrosła na dobrą i uczynną dziewczynę. Niestety, babka odeszła, a wraz z nią cała miłość, której Nadine mogła zaznać w rodzinnym domu. Dlatego go opuściła, postanawiając poszukać szczęścia gdzie indziej. W końcu nadzieja zawsze była z nią.
Wkrótce okazało się, że została jej tylko nadzieja, bo szczęścia nie zaznała nigdzie. Ostatnią deską ratunku był zamek bogatego barona, u którego chciała poprosić o pracę w zamian za schronienie. Gdy zapukała do bram, wyglądała żałośnie. I chociaż ładna z niej była dziewczyna, długi czas wędrówki nie wpłynął na nią korzystnie. Nic dziwnego więc, że baron wziął ją za żebraczkę, wyśmiał i wygonił spod swoich drzwi. Nadine, chociaż starała się być twarda, w tym momencie została złamana. Schowała swoją dumę, nic jej już z niej nie zostało, i płacząc nad własnym losem zawędrowała nad brzeg Renu. Tam, siedząc wśród skał, wyrażała swój żal. Ten lament usłyszał Pradawny Duch Renu, a wyczuwając w niej dobre i czyste serce, zaoferował jej swoją pomoc. Nadine zgodziła się, w końcu dostała szansę na nowe życie i nie miała nic do stracenia, nic nie zostawiała za sobą. Dzięki potędze Pradawnego, Ren wystąpił z koryta i zatopił zamek barona wraz ze wszystkimi mieszkańcami. Wtedy też narodziła się nixe.
Od tej chwili wszystko było proste. Nadine zyskała nieśmiertelność, oszałamiającą urodę, wspaniały głos i urok, któremu nie potrafił oprzeć się żaden mężczyzna. Mogła zmienić swoją postać kiedy tylko chciała, chociaż Duch wolał, żeby została przy tej wodnej i trzymała się z dala od ludzi. A ona go słuchała, przecież zawdzięczała mu wszystko. Wywiązywała się ze swojej obietnicy, zatapiała tylko tych, których serca przepełnione były złem i nienawiścią. Tych o dobrym sercu, którzy znaleźli się na dnie, mogła wyciągnąć i obdarzyć ponownym życiem poprzez pocałunek. I przez długi czas jej to wystarczało, ale w końcu zapragnęła czegoś więcej.
Coraz częściej wypływała na brzeg i siedząc pośród skał przyglądała się z ukrycia ludziom. Intrygowało ją ich życie, zastanawiała się czy i jej wyglądałoby podobnie, gdyby nie łaska Pradawnego. No i był też on. Był myśliwym, młodym i pięknym, a ona oczu od niego oderwać nie potrafiła kiedy tylko pojawiał się w okolicy. Po wielu dniach i nocach odważyła się wyjść z ukrycia. Pierwszy raz od przemiany przybrała swoją dawną postać, znowu była zwykłą dziewczyną z miasteczka. Gdy ją zauważył, serce jej zatrzepotało, a sama Nadine znowu poczuła się kochana. Zapomniała już jak cudowne było to uczucie, jak dobrze było mieć osobę, która cię nim darzy. Każdej nocy wymykała się, przybierała ludzką postać, i widywała się z nim. Obiecywał jej wiele, przyrzekał miłość, przynosił słodkie maliny i kwiaty. A ona mu wierzyła.
Wierzyła też, że Pradawny Duch nie zauważy jej zniknięć. Naiwna była, a gdy ją o nie zapytał, wyznała prawdę. Zawiodła, ale Duch był mądry. Zamiast zabraniać jej spotkań z ukochanym, polecił sprawdzić wierność jego przysięgi. Nadine nie miała żadnych wątpliwości, dlatego zgodziła się na ten plan. Kolejnej nocy, gdy myśliwy przyrzekł jej miłość i wierność, odeszła. Tylko po to, żeby po chwili ukazać mu się w swej syreniej postaci. Uwiodła go, tak jak polecił jej Duch, a młodzieniec nie mógł się jej oprzeć. Złamał swoje obietnice oraz serce Nadine, która w rozpaczy odkryła swoją porywczą i agresywną naturę. Pierwszy raz ubrudziła swoje ręce krwią, pierwszy raz w szale rozszarpała człowieka, pierwszy raz zakosztowała ludzkiego mięsa. A wody Renu zatopiły dowody jej zbrodni.
Nic już nie było takie łatwe jak wcześniej. Nadine, ze złamanym sercem, nie była już tą grzeczną i posłuszną podwładną. Zaczęła się buntować, a przez zdradę jednego mężczyzny przypisała im wszystkim niecne zamiary, przez co już nikt na wodach Renu nie był bezpieczny. Coraz częściej wychodziła na ląd tylko po to żeby uwieść, a potem zatopić i bezlitośnie zabić. Nie liczyło się czy żeglarz był dobry czy zły, według niej każdy zasługiwał na ten sam los. Dla niej każdy był potworem, który tylko czekał żeby skrzywdzić kolejną niewinną dziewczynę. Duchowi się to nie podobało, coraz częściej dochodziło między nimi do kłótni, aż Nadine nie wytrzymała i odeszła.
Płynąc wzdłuż Renu znalazła się w końcu w morzu. Była rozdarta, Pradawnemu Duchowi zawdzięczała wszystko, i chociaż pragnęła wolności postanowiła zostać. Jednak nie wróciła do Renu. Jej nowym domem była wyspa Juist, już na morzu, ale wystarczająco blisko stałego lądu i ujścia rzeki. Czuła się jak w domu, a jednocześnie z dala od niego. Idealne miejsce żeby zostać na dłużej. Oraz znaleźć więcej ofiar i dalej mścić się na wszystkich niewiernych mężach. Nie wiedziała, że to nie przypadkiem tyle statków przybijało do wyspy. Wśród żeglarzy krążyły legendy o pięknej syrenie, o jej pocałunku i niesamowitym głosie. Legendy, które nie były już prawdą, a mimo to każdy chciał ujrzeć ją na własne oczy. Było jej to na rękę, i chociaż wielu śmiałków przybywało na Juist, żaden z niej nie wrócił. No, może oprócz jednego.
David Jones był inny. Dowiedziała się o tym gdy wyciągnęła go z morza podczas szalejącego sztormu. Zrobiło się jej żal młodego chłopaka, był taki piękny, taki podobny do jej myśliwego... Nie potrafiła patrzeć jak umiera zdradzony przez szalejące morze. Gdy się obudził, siedziała na plaży w swojej ludzkiej postaci, była ciekawa kim jest. Wyczuła że jest nią oczarowany, schlebiało jej to. Zranione serce znów zabiło mocniej, a oni spędzili razem cudowne chwile. Zrozumiała gdy musiał odejść, pozwoliła mu. Nie liczyła na nic więcej, był tylko mężczyzną, żeglarzem który czuł zew morza. Zdziwiła się gdy po latach do niej wrócił. Ale nie był już tym samym Davidem dla którego kiedyś straciła głowę.
Przez długi czas krążyli wokół siebie, chociaż żadne z nich nie wypowiedziało na głos tego, co ich łączy. Do czasu. Kiedy mu zaufała, chociaż przysięgła sobie nigdy więcej nie ufać mężczyznom, wystraszył się zobowiązań. Nie chciał stałego związku, nie chciał obietnic, nie chciał jednej kobiety przy swoim boku. Po raz kolejny ktoś ją zranił, znowu musiała poskładać swoje życie. Niestety, jego nie mogła zabić. Zresztą, sama była sobie winna. Jak mogła wymagać zaangażowania od kogoś, kto nie ma serca? Podczas kłótni padło wiele ostrych słów, kazała mu już nigdy więcej nie wracać. A potem patrzyła, ze łzami w oczach, jak odpływa. Gdy emocje opadły zrozumiała swój błąd. Wymagała za dużo, przecież było dobrze tak jak było, po co chciała to zmieniać? Postanowiła odejść, wypłynąć na pełne morze i go poszukać, przeprosić. Nie oddaliła się jednak za daleko. Gdy tylko opuściła wyspę, Pradawny Duch Renu, po wielu latach, odezwał się do niej. Był zły. Przez ten cały czas nie zwracał uwagi na to co robi, dopóki była w pobliżu. Ale odejście na zawsze to co innego. Rozgniewany zatrzymał ją, a potem, w ramach kary, wysłał daleko od domu.
Wylądowała w obcym miejscu zwanym Fabletown. To tutaj, po raz kolejny, musiała zacząć życie od nowa. Życie na lądzie, życie zgodne z obowiązującymi w tym dziwnym świecie zasadami. Była przerażona i samotna, ale już nie z takimi rzeczami sobie radziła. Przystosowała się, znalazła pracę, kupiła karnet na basen. Zakochała się w wysokich szpilkach i krótkich, może aż za krótkich, spódniczkach. Ale dzięki temu poczuła, że znowu ma władzę. Władzę nad mężczyznami, którzy pożerają ją wzrokiem gdy mija ich na ulicy. Nie musi się nawet specjalnie starać, syreni urok pozostał, chociaż z ogonem się rozstała. Najbardziej jednak schlebia jej to jedno, wyjątkowe spojrzenie, którym jest często obdarzana. Codziennie gdy się budzi i kładzie spać czuje je na sobie, a w środku wypełnia ją satysfakcja. Ponieważ wygrała, po raz kolejny postawiła na swoim. Może nie dokładnie tak jak planowała, ale liczy się końcowy efekt. A takie zakończenie było warte wszystkiego co ją w życiu spotkało.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szablon wykonany przez drama queen. Obsługiwane przez usługę Blogger.