wtorek, 2 lutego 2010

See hate will rise so don't come closer

I never wanted to be,
what they told me to be
Fulfill my fate then I'll be free
God knows how long
I tried to change fate

Nowy Jork z pozoru przypomniał rzeczywistość jeszcze mniej niż Avalon czy mityczny Tir na nÓg z opowieści, jakie pamiętał jeszcze z dzieciństwa. Okazał się jednak bardziej rzeczywisty niż wszystko dotąd. Fabletown jest jak czyściec z opowieści chrześcijan. Szare, pełne bólu i smutku miejsce, w którym potępione dusze walczą o swój byt i drugą szansę, w którą tak usilnie wierzą. Albo już nawet nie starają się wierzyć tylko płyną z prądem, byle przetrwać kolejny dzień. Szybko zrozumiał, poznał reguły nowego świata i nauczył się nie tylko gry, ale i oszukiwania losu. Nawet jeśli w duszy tęskni za górami i skalistymi wybrzeżami Lothian, za nierealnymi krainami ukrytymi przed oczyma śmiertelników, nigdy o tym nie mówi. Tak jak w przeszłości - ukrywa swoje prawdziwe myśli i uczucia pod setkami perfekcyjnie wykreowanych masek. Czasem jedynie zdradzają go oczy, w których można dostrzec ból i nienawiść do świata, tak nie pasujące do reszty jego zachowania. Z pozoru ma wszystko, o czym większość mieszkańców mogłaby jedynie pomarzyć - dom, pieniądze, niezależność... pieniądze. Mimo to Mordred nie jest szczęśliwy.
Wciąż nie potrafi znaleźć sobie miejsca. Przestronny apartament na ostatnim piętrze w Woodlands jest dla niego jedynie schronieniem, nie domem. Wszyscy Baśniowcy, których zdołał oczarować lub kupić sobie ich lojalność, to jedynie nic nie znaczące istoty, nie przyjaciele. Pieniądze to jedynie złudzenie i namiastka władzy, a nie wymarzona królewska korona. Cały ten nowy świat, całe Fabletown to miejsce pozbawione jakiegokolwiek celu i sensu innego niż przetrwanie.
Chociaż nie jest tu zbyt długo, czasem ma wrażenie, że minęło już wiele lat. W bardzo krótkim czasie nauczył się wszystkiego, co potrafił. Poznał dziwne urządzenia i wynalazki Doczesnych - radio, telefon, elektryczność... Zamienił nawet rumaka na konie mechaniczne i nauczył się prowadzić, sam nie wiedząc jakim cudem przy swoich umiejętnościach zdobył prawo jazdy. Prawdziwą fascynacją okazała się jednak nowoczesna i skomplikowana broń Doczesnych. To właśnie pod wpływem tej fascynacji nabył sklep z bronią, który traktuje raczej jako swoje hobby niż źródło dochodów. Wciąż uczy się obsługi broni palnej, chcąc dojść do równej perfekcji w strzelaniu, co we władaniu mieczem. Często spędza również czas wśród Doczesnych, którzy nie mają o niczym pojęcia, ani nie oceniają go za to kim jest i co robił w przeszłości. Dla nich jest tylko kolejnym, zwyczajnym człowiekiem. Z Baśniowcami jest o wiele trudniej. Nawet jeśli dla większości przeszłość nie ma już znaczenia, niektórzy wciąż postrzegają go jako tego złego - zdrajcę i zabójcę Króla Artura. Niektórzy krzywo patrzą na jego pochodzenie, przez co Mordred woli być postrzegany jako syn Lota i Anny Morgause. Zdecydowanie odcina się od związków zarówno z matką, jak i z ojcem. Tym bardziej frustruje go fakt, że nie jest w stanie zapomnieć o przeszłości. Rany zadane Excaliburem nigdy tak naprawdę się nie zagoiły. Nawet dziś co jakiś czas blizny krwawią, a ból dotkliwie przypomina mu całą przeszłość, na nowo rozpalając w jego sercu wściekłość i nienawiść do świata. Choć mimo to jakoś sobie radzi. Wkłada kolejną z masek, ukrywa się za cynicznym uśmiechem i udaje, że jego życie ma jakiś sens, inny niż to by po prostu trwać...

Ciąg dalszy nastąpi wraz z powiązaniami :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szablon wykonany przez drama queen. Obsługiwane przez usługę Blogger.