piątek, 1 stycznia 2010

miejsca — Samotność, jaką człowiek może znieść i nie umrzeć, ma granice tak samo, jak napięcie elektryczne

Niewielka księgarnia, po brzegi – dosłownie pękająca w szwach – wypełniona przeróżnymi tomiszczami, znajdująca się w centrum Fabletown na Seasame Street 28B, w jednej ze starych, nowojorskich kamienic, pamiętających przynajmniej czasy prohibicji. „Dr du Savoir” – czyli dokładnie: „Doktor Wiedza” – to wspaniałe miejsce dla wszystkich tych, którzy dużą estymą darzą słowo pisanie. Można tam bowiem znaleźć przekrój literatury od dziecięcej, poprzez fantastyczną, aż do tej faktu, z różnych epok, spod pióra różnych autorów i w różnych wydaniach – są tam gratki dla fanów wydań albumowych, ale także kieszonkowych, z dużą ilością rysunków i bez nich – bowiem przybytek należący do Lilii Faucheux, babci Belle, to także biblioteka i antykwariat, gdzie można sprzedać swoje wiekowe, zapomniane książki, które przez jego pracownicę będą traktowane z miłością i szacunkiem, czy też po prostu przysiąść na pufie przy oknie i na chwilę oddać się w ręce Anny Kareniny, króla Lira, czy zabijać potwory wraz z Geraltem. To także niejako wrota na pięterko – na które można się dostać po zabiegowych schodach. Zapach kurzu bolesnej przeszłości. 

Malutkie mieszkanko na piętrze, będącym de facto stryszkiem, księgarni „Dr du Savoir”, należące do właścicielki i pracownicy. Dwupokojowe, jasne i dość skromne, będące azylem dla obu pań – po brzegi wypełnione wspomnieniami: wiekowymi meblami, starymi książkami, niepasującą do siebie zastawą i tą jedyną filiżanką z ułamaną krawędzią w herbaciane róże. Nie ma tam zdjęć – są za to obrazy, również zakupione na pchlich targach w odrestaurowanych przez Belle ramach, bo ona tylko to potrafi naprawić: nie umie siebie, nie umie swojego małżeństwa; potrafi reperować jedynie antyki, w rzeczywistości całkowicie bezwartościowe, bowiem nie może z  n i m  dzielić swoich malutkich sukcesów, obecnie jedynych, jakie posiada. Zapach próby wstania z kolan. 

Miejscowość z baśni – dosłownie i w przenośni. Rochefort en Terre, położone w regionie Bretania, w departamencie Morbihan, to miasteczko z nieco ponad pół tysiącem mieszkańców, gdzie słońce świeci jaśniej, wiatr pachnie świeżością, a deszcz jest ciepły. Wokół pachnie winogronami, lawendą i pomarańczami. Niby zaściankowe, żyjące według zapomnianych w innych regionach tradycji, a jednak mające w sobie dużo piękna – i wspaniałą winnicę, Corvo Bianco, która zapewnia znakomitej większości rodzin całkiem przyzwoity zarobek. Jest więc to taki punkt na ziemi, będący nie tylko bajkowym – bo to właśnie tam Belle się wychowała na kartach swej historii – ale i rzeczywistym – lub: nie tylko rzeczywistym – które jeszcze kiedyś chciałaby zdążyć zobaczyć – ale i bajkowym. Rochefort zaś samo w sobie dało jej wiele: przede wszystkim cudowne wspomnienie młyna, który zamieszkiwała z ojcem, gdzie po kątach rozrzucone były jego narzędzia i zabawki do naprawienia oraz stworzenia, maleńkiej biblioteczki wiejskiej, z której powieści znała na pamięć, co zatarło wszystkie obelgi, z jakimi się tam zderzała. Dało jej też miłość i to największa wartość, jaką kiedykolwiek posiadała… Ulatniający się, tęskny zapach radości.



Ponownie Faulkner, randomy, kocham muzykę z Wiedźmina i dobrze mi z tym oraz moja radosna twórczość. Zapraszam serdecznie do odwiedzin i zakupów, kochani! : D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szablon wykonała Night Tear. Źródło: WallPaper. Obsługiwane przez usługę Blogger.