czwartek, 20 kwietnia 2000

Look at you


Klątwa. Jednak nas dopadła, kochany.
Nikt nie jest w stanie przed nią uciec, co zamierzała dowieść po raz kolejny.  Kręciła właśnie dzisiejsze wydanie wiadomości. Stała przed kamerą i z uśmiechem wskazywała zmiany pogodowe jeszcze nieświadoma tego, co się stało. Minął tydzień od ich rozstania lecz gdy tylko zamykała oczy, widziała jego twarz. Nieświadomie nawiedzał ją w myślach i snach. Przepraszam, żałuję — Te słowa już na zawsze miały za nią chodzić. I dobrze, że żałujesz, bo kochałam cię jak cholera i ty o tym doskonale wiesz. Teraz jednak miał być bezpieczny. Porzuciła plany złamania klątwy i starała się o nim zapomnieć. Każdej nocy układając się do snu i spoglądając na gwiaździste niebo, widziała ich dwójkę leżącą na magicznej polanie. Czy to nadal były te same gwiazdy, czy  one już dawno się wypaliły tak jak ich miłość? Przecież nic nie może wiecznie trwać.
Do studia wbiegł zasapany mężczyzna i skierował się prosto do samego scenarzysty wiadomości. Mówił z wielkim przejęciem, jakby wydarzyło się coś naprawdę niezwykłego. Jednak tym razem przekazując gorące wieści, nie wymieniał uśmiechów jak to miał w zwyczaju. Wydarzyło się coś złego, Amara czuła to w kościach. Zbliżyła się bardziej, ale niestety nie potrafiła nic wyłapać. Przeprosiła operatora kamery, który nagrywał jej część programu i podeszła do doręczyciela wiadomości, który właśnie skończył rozmawiać.
— Przepraszam mam pytanie. Co takiego się wydarzyło?
— Ślicznotko, musisz obejrzeć program aby się dowiedzieć. Wszystko będzie nagrane i puszczone w telewizji jeszcze dzisiaj. — Jego głos nie był przekonujący. Skrzypiał jak stara, zardzewiała huśtawka. Ona nie zamierzała mu łatwo odpuścić.
— Pracuję tu, nie może mi pan zdradzić tej tajemnicy? Pięknie proszę? —  Zrobiła piękne oczy i posłała mu istnie rozbrajający uśmiech, licząc że jej rozmówca nie będzie zbyt uparty i zadziałają na niego jej kobiece wdzięki. 
— Chodzi o pewnego mężczyznę. Znaleziono jego ciało, pod jednym z budynków. Najprawdopodobniej popełnił samobójstwo. — Właśnie kierował się do wyjścia, ale zdążyła złapać go za rękaw koszuli.
— Czy zidentyfikowano ciało? — spytała zanim straciłaby kolejna szansę. Powoli przeczuwała najgorsze.
— Nazywał się Terrence Burton, proszę pani. Przepraszam, ale muszę już iść. — Puściła trzymany kawałek materiału. Nie potrafiła uwierzyć w to, co właśnie usłyszała. Ten, którego tak kochała zniknął na zawsze. Kolejne łzy spłynęły po jej lekko zaróżowionych policzkach. Nie chciała płakać, a szczególnie nie tu przy wszystkich. Zwolniła się wcześniej i wróciła do pustego mieszkania, w którym już nigdy miała go nie spotkać. Po ich rozstaniu zostało tu jeszcze kilka jego rzeczy, których zapomniał zabrać. Jego koszula, która nadal pachniała jego męskimi perfumami i miłością, którą ją darzył. Przytula ją do siebie, starając się wyłapać jego ostatnie tchnienie. Nie ma go. Czy to możliwe?
 Zapłacą wszyscy ci, którzy mi cię odebrali. Ty też, Ter. Myślałeś, że to skończysz, ale zapomniałeś o mnie. 
Ja też mam coś do powiedzenia.

Amara Celeste zostaje uznana za winną popełnionych czynów. Oskarżona z zimną krwią zamordowała trzy kobiety, które jak sama twierdzi podejrzewała o przyczynienie się do śmierci jej ukochanego. Nic więcej nie mówi, ale na podstawie zeznań świadków i dostarczonych dowodów, skazujemy ją na 25 lat pozbawienia wolności, bez możliwości wpłacenia kaucji. Sprawę uznajemy za zakończoną.  




I suppose                                       
 I'm okay                               
But I'm not infallible                                                                      







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szablon wykonany przez drama queen. Obsługiwane przez usługę Blogger.