sobota, 1 stycznia 2000

Historia Czarnego Psa


Pamiętałem słowa dziewczynki i jej zabawy. Duszyczkę, która mnie zauroczyła. Urocza osóbka, jaka dopiero dorastała. Lecz ta malutka kobiecina, ukształtowała u mnie litość nad innymi. Nie była to rzecz duża, lecz tylko lekka. Drobna. A byłem wtedy jak Mała. Ja, szczeniak, który dopiero dorastał na potężne zwierzę. Szedłem swoimi drogami, jako dosyć sporych rozmiarów kundel. Wydawałem się istnieć jako inny rodzaj psiska, może w dziwnej frazie, taki jedyny w swoim rodzaju. Co mi z tego jednak było? Bo i tak, każdy postrzegał mnie jako potwora. Oni się mnie bali, ludzie. A ona nie. Nigdy nie czuła przede mną strachu, energii, jaką zazwyczaj odnajdowałem w innych człekach.
Fascynujące, myślałem, patrząc codziennie na chudą twarzyczkę Małej. Która w nocy, bawiła się ze mną, uciekając od rzeczywistości, jaka była dla niej od początku ciężka. I ja jej nie potrafiłem pomóc, gdy słyszałem odgłos klamry od paska, jaki po chwili uderzał o ciało dziecka.
Tylko gniew we mnie narastał... i tak aż do pewnego dnia, podczas, gdy ujrzałem ją. Wychodzącą
z domu. Jak wypłakała się w moje futro, jak powiedziała, że nie chce już tego. Nienawidzi tego pieprzonego otoczenia w charakterze bólu i krwi zapieczętowanej.
A wtedy, z domu wyskoczył jej ojciec, który chwiał się w obie strony z butelką wódki w dłoni. Szedł, i ledwo co krzyczał mamrocząc niezrozumiane słowa. Ona zaś, schowała się za mną, przestraszona, kolejny raz płacząc histerycznie.
Wyszczerzyłem zęby, a pijaczyna odsunął się, unosząc ręce w górę.
- Zobaczysz. Przyjdziesz do domu na kolanach po żarcie, a ja zatłukę cię na śmierć! – groził Małej, roztrzaskując szklaną butelkę o ziemię. Szkło roztrzaskało się w drobny mak, a ziemia uzyskała kolor wina.
I uwolniła się ze mnie furia, jaka długo się we mnie dusiła. Zaszczekałem głośno, wtem, rzuciłem się na alkoholika.
Przygniotłem go mocno do ziemi, wbijając przy tym mocno swoje pazury w jego ręce. Krzyczał, szarpał się, lecz ja byłem silniejszy. Wraz z tym, Mała chciała mnie odciągnąć od początku mordu, lecz nawet ona nie podziała na mnie uspokajająco. Przeciwnie. Jak ona mnie wtedy nakręciła…
Zacząłem rozrywać mężczyznę na kawałki, aż złość we mnie nie ustała. Moje kły skopały się w krwi mężczyzny, jak i pazury, a także trochę futra ubarwiło się, tworząc czerwone akcenty.
Kiedy odwróciłem się, ona trzęsła się z szoku, jakiego doznała. Widząc wnętrzności ojca, jego ciało rozerwane. Przede wszystkim - mnie. Zasłoniła aż usta dłonią. Spoglądając to na mnie, a to na zwłoki.
- Jesteś potworem - powiedziała drżącym głosem, odchodząc z miejsca, a raczej biegnąc już do domu.
Pierwszy raz poczułem się dobrze ze sobą, a w jej oczach dostrzegłem to, co wcześniej nie widziałem. Strach.

A pewnego dnia, pies został schwytany.
Zabity za swój makabryczny czyn.
Dziecko się nad nim pochyliło, mówiąc:
Ostatni raz, pieseczku, powiedź to swoje „hał hał”
Tak się oto, Zjawa Czarnego Psa narodziła.
Skąpany w krwi złych, powiadam szczerze.
Bo on po Ciebie też przyjdzie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szablon wykonany przez drama queen. Obsługiwane przez usługę Blogger.