poniedziałek, 1 stycznia 1990

Dodatkowe


Francuski szyld głosi Fabrique de Chapeaux i zatrzymuje na chwilę. Gdybyś znał europejski język, wiedziałbyś, że obdarta, łuszcząca się farba zaprasza cię do Fabryki Kapeluszy. Wygląda i pachnie starością. Wepchnięta między nowoczesne budynki kamienica. Tylko szaleniec mógłby mieszkać i pracować w czymś takim. Jednak gdy jakiś odważny w końcu tam wejdzie, zostanie oderwany od pełnego światła dnia i wpadnie w mroczne wnętrze sklepu z kapeluszami, zegarami i często potłuczonej porcelany. Wisząca w oknie zasłona koloru purpury nadaje niepokojącego blasku, gdy promienie słońca starają się przez nią przebić. Klient w końcu dostrzeże w ciemnej oddali pochyloną i mamroczącą coś pod nosem postać. Nagle ta odwraca się i z cylindrem w ręku, przywita gościa z szaleńczym uśmiechem na twarzy. Znaleziony w godzinach nocnych przez samozwańczego właściciela został dosłownie przez niego przejęty, a powykrzwiane schody i potłuczona porcelana zdobyła jego serce.  Zwisające ze ścian tapety w prążki w jakiś sposób przypomniały mu o domu. Wąskie korytarze, gdzie porozrzucane są książki, obrazy spadły ze ścian, a deski wystają z podłogi. Łóżko pokryte kurzem, powykrzywiane, z rozprutym materacem i tak samo zniszczonym baldachimem. Do tego poskręcane w, zdawać by się mogło, bezmyślne spirale schody, przekrzywione i wiszące na jednym zawiasie drzwi; dalej znajdują się zakurzone draperie, figurki psów, klaunów, wijących się drzew, strachów na wróble, a nawet znalazła się porcelanowa dynia. Gdyby nie wszechogarniający mrok, Kapelusznik mógłby się tu poczuć jak u siebie. Wszelkie krzywizny, kratki i szachownice – to było coś, co od niemożliwie długiego czasu podniosło go na duchu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szablon wykonany przez drama queen. Obsługiwane przez usługę Blogger.