czwartek, 1 lutego 1990

ETAP II + WYNIKI



Wyniki Etapu I
Huckelberry Jones - 10 punktów - bardzo ładna praca, idealnie 700 słów, co jak widać zostało nagrodzone. Gratulujemy.
Katrina Grant - 10 punktów - podobnie jak u Haka, praca świetna, tak samo maksymalna ilość słów, wielki plus za świetne wybrnięcie ze zgłoszenia w Eliminacjach oraz łazienkę.
Oberon Alder - 9 punktów - praca bardzo dobra, nie było się do czego przyczepić, jednak uznałyśmy, że Oberonowi jak i Scarlet przyznamy punkt mniej, ponieważ mimo wszystko Hak i Katrina jako jedyni dobili liczbą słów do górnej granicy.
Scarlet Blackbourne - 9 punktów - sytuacja taka sama jak u Oberona, z tym że Scarlet zasługuje na wielkiego plusa za wprowadzenie postaci niekanonicznej. Tak trzymać.
Alice Kingsleigh - 8 punktów - ciekawa praca, jednak ze względu na błędy stylistyczne i językowe postanowiłyśmy odjąć jeden punkt. Drugi poleciał za długość, żeby w jakiś sposób nagrodzić tych, którzy słów mieli więcej.
Henry Drake - 8 punktów - tutaj było najtrudniej, bowiem praca bardzo się nam spodobała, niestety żeby ocena była sprawiedliwa, musiałyśmy odjąć punkt za przekroczenie terminu. Kolejny, jak w przypadku Alice, zabrałyśmy za liczbę słów.

Z zabawą pożegnali się:
Virginia Dare
Mercedes Jones
Celine Tiny


Zasady oceniania
(z nieco inną punktacją jak przy poprzednim etapie)
Co musicie zrobić podane macie w głównym poście (link powyżej). Chciałam tylko opisać na jakiej podstawie Wasze wypowiedzi będą ocenianie. Ocenie podlegają następujące rzeczy: wywiązanie się z zadania głównego oraz pobocznych (2 punkty); kreatywność (4 punkty); poprawność stylistyczna i językowa (4 punkty). Razem do zdobycia jest 10 punktów, w przypadku kilku takich samych wystawionych ocen pod uwagę będzie brana długość komentarza, żeby w jakiś sposób wyłonić zwycięzców. Przypominam również o długości słów: od 600 do 800.

Zadanie Etapu II
W tym zadaniu postanowiłyśmy postawić na kreatywność, czego mogliście się domyślić już przy punktacji zmienionej specjalnie dla tego Etapu. Hasłem przewodnim zadania jest: Pogodzenie się z sytuacją. Wasza postać, po spotkaniu osoby, której nie widziała całe pięć lat, ciągle tęskni za Fabletown i nie wie co się dzieje, ale postanawia to w jakiś sposób zaakceptować i ponownie wdrążyć się w tryb życia, jaki prowadziła poprzednio. I to tyle. Żadnych więcej wymagań, w przeciwieństwie do poprzedniego etapu chcemy zobaczyć, czym też dacie radę nas zadziwić. Możecie wykorzystać spotkaną wcześniej osobę albo całkowicie przeskoczyć w czasie, tak żeby od zdarzenia w Etapie I minęło już kilka godzin czy dni. Możecie zrobić cokolwiek, im bardziej twórczo tym lepiej, w końcu to oceniamy w tym Etapie. Pamiętajcie tylko o decyzji, którą podjęła Wasza postać w poprzednim zadaniu, a reszta należy do Was. Zadanie poboczne: musicie zdecydować czy Wasza postać postanawia zostać i żyć dalej przy boku dawno nie widzianej osoby, czy też zrobi wszystko, żeby razem z nią powrócić do Fabletown.
PS: Nie zabijajcie proszę swojej postaci, ani nie wysyłajcie jej z powrotem do Fabletown, to jedyne ograniczenia. Postarajcie się też tylko zdecydować co do zadania pobocznego, nie podejmując w związku z tą decyzją jeszcze żadnych działań. Czas macie do 20 sierpnia.

Niech bogowie kreatywności będą z Wami!

6 komentarzy:

  1. Po pierwotnym szoku, jakiego doznał, Hak potrząsnął zdecydowanie głową. Jeszcze przez chwilę miał wrażenie, że śni, ale potem zrozumiał, że ona naprawdę przed nim stoi. Spoglądała na niego tymi błękitnymi oczyma i uśmiechała się nieznacznie. Tak niewinnie. Ubrana była tak samo, jak wtedy, kiedy ją poznał. Jej blond włosy odbijały światło, które swoje źródło miało gdzieś za plecami kobiety. Wyglądała jak anioł i Jonesowi wydawało się niemożliwe, że to właśnie ona złamała niegdyś jego serce.
    Zamknął otwarte delikatnie usta i głośno przełknął ślinę. Nie wiedział, co powinien zrobić, więc stał jak otępiały w miejscu. Jeszcze niedawno zdecydowany był zgodzić się na powrót do dawnego życia, ale wraz z pojawieniem się Lucy jego nastawienie się zmieniło. Co jeśli ona czekała w Fabletown? Zresztą musiałby poświęcić coś najbliższego jego sercu, by wrócić do dawnego życia. Tym czymś byłby oczywiście jego okręt, Jolly Roger, a bez niego życie w Nibylandii nie miałoby sensu. Hak pogubił się do końca. Postać stojąca przed nim jeszcze bardziej to komplikowała.
    - Zniknij - wyszeptał błagalnie, a głos mu się załamał.
    Nie mógł zaprzeczyć faktowi, że nadal kochał Lucy. Jednakże na poważne rozmowy i spotkanie po latach nie był gotowy. I wiedział, że nigdy nie będzie. Teraz miał inne zmartwienia, którym powinien był poświęcić swoją uwagę w całości, a przy niej nie było to możliwe.
    Wyraz twarzy kobiety drastycznie się zmienił. Jej oczy zapłonęły nienawiścią i przybrały kolor krwi, a włosy zaczęły unosić się dookoła jej głowy. Jasny strój zniknął, a w jego miejscu pojawiła czarna sukienka, która przy zetknięciu z podłożem zaczęła płonąć. Paznokcie u rąk kobiety urosły w zatrważającym tempie, a obnażone zęby okazały się ostrymi kłami.
    - Nie proś o to, Hak. Nie uciekaj. Przed przeszłością nie da się uciec!
    Mężczyzna cofnął się o krok do tyłu, a plecami natrafił na framugę drzwi, przez które wszedł do ciemnego pomieszczenia. W jego oczach widać było strach. Serce waliło mu jak oszalałe, chciało uciec z jego piersi. W zdrową dłoń machinalnie pochwycił wiszący u pasa rapier, a twarz zasłonił hakiem.
    - Nie trzeba było mnie odrzucać! Nękam cię od wtedy, nieprawdaż? Będę nękać cię po kres twych dni, mały Jonesie...
    - Młodszy, nie mały - bąknął w odpowiedzi, jedną nogą wychodząc już za drzwi.
    Kobieta, która już w żadnym calu nie przypominała Lucy, zaśmiała się histerycznie i postąpiła krok do przodu. Jedną ręką sięgała w stronę Haka, jakby chciała go pochwycić lub przynajmniej zranić. Na szczęście nie dosięgała. Teraz przypominała bardziej demona, niż anioła.
    Nie chciał od niej uciekać, wbrew temu, co widział, coś go do niej ciągnęło. Niechętnie opuścił broń i utkwił spojrzenie w czerwonych teraz oczach kobiety. Rapier momentalnie wypadł z jego dłoni i Hak stał jak ogłupiały, zahipnotyzowany. Jeszcze chwila i grzecznie podszedłby do zjawy, ale uratował go przypadek. Na chwilę Jones stracił równowagę i przewrócił się do tyłu, upadając w śnieg za drzwiami. Ledwie dotknął podłoża, przejście się zamknęło, a Lucy i jej mroczna wersja zostały tylko wspomnieniem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chłód był nieprzyjemnym kontrastem z ogniem, który płonął w tamtej chwili we wnętrzu Haka. Po całym ciele przeszły go ciarki i mężczyzna westchnął ciężko, unosząc się na łokciach.
      - Za jakie grzechy? - wyszeptał w eter.
      Nie spodziewał się odpowiedzi, a jednak ją otrzymał.
      - Przeszłość należy do przeszłości. Nie rozdrapuj ran i pogódź się wreszcie z tym, co zaszło... Musisz żyć dalej. Pytanie tylko gdzie i... kiedy...
      Odwrócił się powoli, marszcząc brwi i pocierając zdrową dłonią zziębnięte ramię. Zaraz też odnalazł spojrzeniem czarodziejkę, która już wcześniej powitała go za drzwiami. Odchrząknął niezręcznie i podniósł się na nogi.
      - Zdecydowałeś już? - spytała.
      - Tak - odparł po chwili - Chcę wrócić.
      Czarodziejka kiwnęła głową z wyrozumiałością. Jakby takiej właśnie odpowiedzi oczekiwała. Zakasała też zaraz rękawy i już miała żądać najbliższej sercu Haka rzeczy, gdy ten zaśmiał się głośno. Prędko też został obdarzony oburzonym, pytającym spojrzeniem. Było oczywiste, że pirat wykazał się zupełnym brakiem manier czy poszanowania.
      - Chyba źle się zrozumieliśmy. Chce wrócić. Ale do Fabletown... - uściślił.
      Zanim jednak skończył drugie zdanie, czarodziejki już nie było. Urażona zatoczyła krąg swoją suknią i zniknęła. Został po niej tylko stopiony śnieg w miejscu, gdzie przed chwilą stała. Wielki kapitan znów został sam. Jednak nie czuł już żalu, wątpliwości czy innych bzdur. Nie był zagubiony. Pogodził się z zaistniałą sytuacją, a nieprzewidziane zwroty akcji i kłody podkładane mu pod nogi były jego codziennością. Nawet w Fabletown, gdzie wcale nie miał łatwo.
      - Miło by było, gdyby i ona wróciła - dodał już do siebie.
      Rozejrzał się dookoła z nikłym uśmiechem na twarzy i ruszył dalej przed siebie. W głąb lasu, zostawiając tajemnicze drzwi za sobą. Na chwilę zostawił tam także swoją przeszłość i poczuł się niewiarygodnie dobrze. Nie liczyło się to, że sypał śnieg, że był sam i nie wiedział, jak wrócić. Wreszcie zdał sobie sprawę z tego, że dostał więcej czasu niż inni. Dostał więcej niż dwie szanse. Ciągle jeszcze mógł żyć długo i szczęśliwie.

      [ Takie optymistyczne zakończenie tym razem, zupełnie nie w moim stylu xD Równo 800 słów. Wyszło dziwnie, ale trudno. ]
      Huck

      Usuń
  2. WTEDY…
    Alice stała tam, wpatrzona w swojego dawnego przyjaciela. Pusty wzrok utkwił w nim, co było w tym najdziwniejsze, nie doznała szoku, spowodowane widokiem tego mężczyzny.
    Żadne słowa nie były dane, choćby nawet opisać to uczucie. Lecz w tamtym momencie stało się czymś innym. Czyżby coś nowego? Niepokój. Brak jakiegokolwiek zaufania ze strony Ali. Chciała się mylić.
    Stała tam, niczym zaklęta. A gdy głos Kapelusznika zabrzmiał, drgnęła. Miał ten dziwny ton. Beznamiętny, zarazem chłodny, jak inne postacie z tamtejszej „Krainy Czarów”.
    - Alice. – Na dźwięk tego tonu, po ciele dziewczyny przeszedł dreszcz. Jakby zimny podmuch nadchodził. Owinął dziewczynę i obdarzył nieprzyjemnym odczuciem.
    W pierwszych chwili chciała tylko jednego. Odejścia przyjaciela.
    Gdy podszedł do niej, cofnęła się do tyłu.
    - Czy ty też jesteś potworem?
    Śmiech rozległ się z ust mężczyzny, tak bardzo niewiadomy, że Alice zmarszczyła oczy. Ten uczynek zbił z tropu dziewczynę.
    - I kto to mówi, Alice? Niewdzięczna jesteś, skarbie moje – odrzekł, stając na przeciwko niej.
    Jego oczy błyszczały, twarz zdawał mieć zmęczoną, ale wypełnioną pogardą. Obrzydzeniem skierowanym do Alice, która niczego nie była świadoma.
    Dlaczego?, pomyślała, chcąc nie okazać paniki. Wyłącznie patrzyła się na Kapelusznika, jaki pragnął dostrzec coś w niej… dawną dziewczynkę. Wesołą i ułożoną. Na miarę małego dziecka w niebieskiej sukieneczce.
    Za późno na nostalgię, trwogi i wspomnienia, bo nowa era nastała.
    Niespodziewanie uderzył ją, przez co Alice wylądowała na ziemi. Krzyknęła, pod wpływem bólu zadanego na policzku.
    Nie spodziewała się takiego zwrotu wydarzeń. Z wrażenia nabytego, nie potrafiła patrzeć na Kapelusznika. Dalej leżała na trawie, próbując wstać o własnych siłach. Nie udało się, ktoś inny to już zrobił. Chwycił dziewczynę za ramię, ściskając tak mocno, że Ali nie mogła wydusić z siebie słow. Uścisk był tak mocny, a przyjaciel szarpał Alice.
    Otrząsnąć się z szoku, razem z tym opanować krew, spływającą po kąciku ust.
    - Co się dzieje? – wydusiła z siebie, z oczami wpatrzonym w dół.
    Gdyby tylko mu się wyrwała, mogłaby wrócić do drzwi. Kto wie, a może wskazówka tajemniczej postaci, byłby przepustką do ostatniej nadziei? Nic nie zostało przesądzone, a Alice zawsze miała w sobie ostatnie pragnienie do dalszej walki.
    Gdyby tylko… zyskała te kilka minut…
    - Alice, musimy iść – odrzekł bez zastanowienia Kapelusznik, przyglądając się dziewczynie od stóp do głów.
    To spojrzenie, którą ją obdarzył, spowodowało, że Ali uniosła twarz z zaciekawienia.
    Chciała tylko… chciała czegoś. Wytłumaczeń. Tak…. Czy kiedykolwiek prosiła o coś? O cokolwiek? Nie, w tym tkwi sęk.
    – Jednak najpierw, panienko, musimy się przebrać. – Przez jego usta przemknął cień uśmiechu. Za to w głosie kpinę, co mocno i widocznie upokorzyło Alice.
    Jej strój mówił sam za siebie, jak i uczucia mocno zauważalne. Wypisane na Ali, w rodzaju „otwartej księgi”. Potargana biała koszula nocna, mocne siniaki na nogach i rękach. Obita młoda twarzyczka. Wielkie zagubienie w tym świcie oraz ból.
    Nie uzyskała odpowiedzi na nurtujące pytania, które szeptem wypowiadała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi

    1. POTEM…
      Szli. Ich droga nie miała mieć końca.
      Wbrew temu, co nakazał Kapelusznik, zrobiła to. Zerwała się ze swej smyczy. Pobiegła, bo czuła, że drzwi są gdzieś blisko. Nie myliła się. Wspólnie z narastającym pragnieniem, żeby obudzić się z koszmaru…
      Dobrze wiedziała, że Kapelusznik jest tuż za nią.
      Przekroczyła drzwi. W nich nic nie zastała, opadła tylko na trawę, niczym bezwładna marionetka.
      Po drugiej stronie nie było nic.
      Nic. Żadnego przejścia, żadnego ratunku, jakie wstępowały w innych bajeczkach. To nie było piękna historia, która skończy się dobrze. Po prostu wielka pustka, zdmuchnięta nadzieja w sercu.

      Nadszedł już koniec…
      Wstała, ocierając swoje zniszczone fatałaszki. Odwróciła się pospiesznie.
      Kapelusznik stał już za nią, ze skrzyżowanymi rękami na piersi. Jednak nie był na nią zły, co uspokoiło Alice. Był tutaj jedynym, który przetrwał w swoim szaleństwie (ledwo… umiarkowanym). Zaczęła mu w pewien sposób ufać. Te kilka godzin zmieniły wszystko.
      - Nie licz na nic, to byli oszuści – zaczął, podchodząc do niej. Gdy stanął naprzeciwko Ali, ujął twarz dziewczyny w dłoniach. – Oszukali cię, Ali.
      Nie rozumiała go. Nie rozumiała obliczalności mężczyzny, która w każdej sekundzie mogła się znów ujawnić.
      Już nie zrobił tego, nie uderzył Alice za nieposłuszeństwo. Tylko zrobił coś, czym zaskoczył Ali. Głaskał ją po blond włosach, przyciągając coraz bardziej dziewczynę do siebie. Otoczył ją ramionami, ściskając jednocześnie mocno materiał koszuli.
      Nie chciała, aby przestawał. Może dlatego, że nigdy nie myślała, że uczyni takie kroki w ich relacji. Od krzywdy, do dziwnych zbliżeń. Nie mających przy tym żadnych podstaw… czy to oto w tym chodziło? Czy jakiekolwiek powody, stały się w tamtym czasie ważne?
      Dzieliło ich zaledwie kilka centymetrów, czegoś, co miało w sobie zupełne szaleństwo. Czekała tylko na ból, kolejne wymierzone cierpienie…
      Nie stało się tak, jak dziewczyna przypuszczała. Kapelusznik odszedł od niej, zostawiając i idąc dalej w ciemność. Dogoniła go, próbując dotrzymać kroku mężczyźnie.
      Alice milczała, próbując ukryć rumieńce na policzkach, zakłopotanie, to…
      - Idziemy szukać drogi. Wydostać się z tego, Alice – odpowiedział Kapelusznik, nie spuszczając wzroku z drogi. – Musimy odnaleźć Fabletown.
      Przytaknęła. Nie mogli zostać w tej Krainie.

      [800 słów. Haha! Postarałem się w tym, mam też nadzieję, że tekst mi wyszedł.
      Mad Alice, nie mogłem się powstrzymać…]

      Alice

      Usuń
  3. Odruchowo zamknęła oczy. Wiedziała co się teraz stanie. Tym razem nie było drogi ucieczki. Może to i lepiej? Czekała, ale nic się nie stało. Kiedy w końcu otworzyła oczy zauważyła, że Jeździec stał naprzeciw niej wyciągając w jej kierunku dłoń. Nie miała pojęcia czego chciał. Ostrożnie wstała i drobnymi kroczkami starała się wycofać. Jeździec nie reagował, nadal stał w miejscu z wyczekująco wyciągniętą ręką. Co to miało znaczyć? Wolała nie wiedzieć. Gdy tylko odeszła na odpowiedni dystans, rzuciła się do ucieczki. Kątem oka zauważyła, że duch natychmiast dopadł swojego konia, by ruszyć w pościg. W duchu wciąż przeklinała niewygodną i krępującą ruchy sukienkę. Słyszała zbliżający się tętent kopyt. Czuła, że traci oddech od tej szalonej ucieczki, ale i tak biegła najszybciej jak mogła. Byle tylko dopaść mostu... Kamieniste pole nie było jednak dobrym miejscem na szaloną ucieczkę. Potknęła się, upadła. Skołowana rozejrzała się dookoła, ale poza nią na polu nie było nikogo, żadnych duchów czy bezgłowych zjaw.
    Zaklęła pod nosem. Ten dzień był zbyt dziwny. Czuła się jakby nie trafiła ponownie do Sennej Kotliny, ale do jakiegoś dziwacznego snu, gdzie na każdym kroku nawiedzały ją zjawy. Miała tego serdecznie dość. Początkowo poważnie zastanawiała się nad propozycją czarodziejki, ale jeśli miałaby znów utknąć w tym szaleństwie, to chyba by oszalała. Coś się zmieniło. Albo Senna Kotlina nie była już taka jak kiedyś, albo to ona sama nie była już dawną Katriną. Nowy świat zbytnio ją zmienił.
    Wstała, otrzepując sukienkę i ruszyła w kierunku domu. Na dzisiaj miała dość wrażeń. Jutro zdecydowała wrócić do czarodziejki i poprosić ją czy mogłaby prosić o powrót do Fabletown. Reszta dnia upłynęła spokojnie, na codziennej rutynie. Katrina była tak zmęczona dzisiejszym dniem, że nawet nie zauważyła, kiedy udała się na spoczynek.
    Następnego dnia wstała nieco później niż zwykle. Obudziła ją jedna ze służących oznajmiająca, że czeka na nią Brom. No tak, pewnie przyszedł w sprawie dzisiejszej potańcówki... Zupełnie jakby miała na to czas...
    Nieco rozdrażniona pośpiesznie doprowadziła się do porządku, przeklinając brak łazienki i bieżącej wody oraz gorset. Miała chęć wcale go nie zakładać, ale wolała nie siać zgorszenia w miasteczku. Zeszła na dół z zamiarem spławienia adoratora, ten jednak zupełnie zaskoczył ją zaproszeniem na jutrzejszą potańcówkę. Coś tu było nie tak. Bardzo, ale to bardzo nie tak.
    Katrina mruknęła jedynie coś wymijająco i szybko udała się na drogę. Wszystkie wczorajsze wydarzenia powtórzyły się co do joty – dziwny człowiek na drodze, drzwi, czarodziejka, Jeździec... Nawet zarzucanie tajemniczej kobiety pytaniami nie przyniosło odpowiedzi. Na pytanie o to, dlaczego znów przeżywa to samo, czarodziejka odpowiedziała jedynie zagadkowym uśmiechem.
    To samo powtarzało się każdego dnia. Co rano budziła się przezywając na nowo ten sam dzień. W kółko i w kółko. Na dodatek wydawało się, że tylko ona pamięta te wydarzenia. Nawet miejscowa wiedźma mieszkająca w lesie, nie rozumiała o co właściwie chodzi. Czas mijał, a ten jeden piekielny dzień powtarzał się w nieskończoność. W ten sposób minęło już parę tygodni, może nawet miesięcy? Nie miała już siły walczyć. Sama nie wiedziała czy pogodziła się z tym wszystkim, czy po prostu poddała. Teraz chciała już tylko poznać odpowiedź. Tego dnia postanowiła zrobić coś innego. Za każdym razem, niezależnie od decyzji spotykała Jeźdźca bez głowy, a ten za każdym razem wyciągał do niej dłoń. Zawsze wtedy uciekała, a on znikał. Teraz postanowiła zrobić inaczej. Nawet jeśli miała przypłacić tą decyzję głową, była na to gotowa. Pogodzona z losem i tym, że tkwi w jakimś koszmarze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znajomy tętent kopyt oznajmił pojawienie się zjawy. Odważnie zbliżyła się do bezgłowej postaci i ujęła wyciągniętą przez niego dłoń. Jeździec bez trudu podniósł ją i posadził przed sobą na koniu. Ruszył w głąb lasu. Katrina początkowo starała się zapamiętać drogę, ale jechali zbyt szybko, na dodatek las zdawał się wręcz rozstępować przed duchem. Nie miała pojęcia jak długo jechali. W końcu znaleźli się pod dziwnym, martwym drzewem, stojącym samotnie na środku polany.
      – Po co mnie tu przywiozłeś? – spytała zsiadając z konia i rozglądając się po nieznanej okolicy.
      Jeździec bez słowa podszedł do drzewa wskazując coś. Gdy przyjrzała się temu bliżej zauważyła wyryte w korze symbole. Były dość słabo widoczne, co oznaczało zapewne, że musiały być bardzo stare.
      – Wiesz co się tu dzieje? – zapytała, choć i tak nie mogła uzyskać żadnej odpowiedzi. Ani słowa, ani choćby skinienia głową. Jak miała pojąć czego właściwie chciał od niej upiór? Na pewno nie miał złych zamiarów, inaczej już dawno skróciłby ją o głowę.
      – Ty też przeżywasz wciąż ten sam dzień? – dodała uważnie obserwując swojego widmowego towarzysza. Jeździec poruszył się niespokojnie. Wskazał również na coś i chociaż nie zrozumiała, co chciał jej przekazać, domyślała się odpowiedzi. Najwyraźniej nie ona jedyna tkwiła w tym koszmarze. Nigdy nie sądziła, że znajdzie wsparcie ze strony zjawy terroryzującej miasteczko. Widać od początku pragnął jej coś przekazać, a odpowiedź musiała kryć się tutaj. Na tej polanie, wśród dziwnych znaków na drzewie.
      Uśmiechnęła się.
      – Wróć ze mną...

      [Mam nadzieję, że pogodzenie może oznaczać rezygnację? ;)
      Przepraszam za taki okropny chaos wypowiedzi, ale bardzo to musiałam skracać...]

      Annalee vel KATRINA :)

      Usuń

Szablon wykonany przez drama queen. Obsługiwane przez usługę Blogger.