poniedziałek, 1 stycznia 1990

Wszyscy jesteśmy nieśmiertelni, dopóki nie umrzemy


Amara Celeste
 — pogodynka — wolontariuszka w schronisku — mistyczny potwór o srebrnej grzywie —  przypisują jej dobroć, odwagę, moc i cnotę 
  
 Przez wieki wielu stworzyło o mnie historie, które przechodziły na kolejne pokolenia. By ujrzeć me oblicze wywabiali mnie bezbronnymi dziewicami. Uważali mnie za potwora, podczas gdy sami grywali w pokera z diabłem. Przypisywali mi magiczne zdolności, których pragnęli tak bardzo. Jednak ich śmiertelne dusze nie miały szans w starciu ze mną. Uciekałam, by nie zranić tych, którzy tak pragnęli mej śmierci. Był też i On. Jeździec Dzikiego Gonu na rumaku czarnym jak noc, w którą się spotkali. Ten, który odbierał ludzkie dusze i pustoszył kolejne wioski. Nie pragnął mego rogu, czy srebrnej grzywy. Bogowie postanowili, zadrwić raz jeszcze. Spragniona miłości i dobroci, ofiarowałam mu się całkowicie. Wtedy zjawiła się czarownica, która postanowiła wszystko zakończyć. Wysłana przez gwiazdy, zesłała na nich paskudną klątwę. Uciekłam i już nigdy nie przestałam biec. Szukałam sposobu, by znowu pojawił się u mego boku. Nauczyłam się, że nie wolno wierzyć we wszystko, co mówią ludzie. Moja historia została splamiona krwią. Choć tego nie chciałam, sprawiło mi to nieznane mi wcześniej poczucie satysfakcji. Czekając na dosłownym skraju tęczy, gdzie ptaki  śpiewają, kwiaty piękne tańczą, samotnie śpię pośród nich.

When a unicorn is slain,
 men have destroyed again the image of beauty 
                                                   that they seek
                                   
                                                      

                                                                HISTORIA 
                                                                      POWIĄZANIA 

















NIE MAM NIC DO UKRYCIA         
fc. Emilia Clarke; cytaty ― Emma Bull, Nicholas Stuart Gray        
miało być tajemniczo, ale wyszło jak wyszło        
          

87 komentarzy:

  1. [Cześć ;3 Udanej zabawy oraz wielu owocnych wątków życzę! Cudowna karta! :D]

    Chelsey

    OdpowiedzUsuń
  2. [ O matko, o matko, o matko! Jednorożec! I Emilia Clarke! <3 Kocham cię! Też raz byłam tu z jednorożcem i rozważałam ten wizerunek :D Nawet ostatnio rozważałam czy nie wrócić, ale dobrze, że tego nie zrobiłam, bo teraz jesteś ty <3 Jak jeszcze powiesz, że znasz"Ostatniego jednorożca" to w ogóle jestem twoja :3
    Karta jest taka magiczna, no Amana skradła mi serduszko. Nie mogę przestać się zachwycać <333
    Chcę wątek :> I już XD
    No i oczywiście życzę dużo dobrej zabawy i żebyś została z nami jak najdłużej. Czyli ogółem witam! ]

    Huckelberry Jones

    OdpowiedzUsuń
  3. [patrze sie na imie i mam zaciesz xD dla gwoli wyjasnienia tak nazwalam postac na rpg-u i nawet mam sentyment ;) Nie mniej milo widziec ciebie Ice i twa postac. Milego pobytu ]

    Eliza

    OdpowiedzUsuń
  4. [Witaj! :D
    Jaka cudowna karta, przeczytałam ją chyba z 5 razy i pewnie zrobię to po raz 6 za moment xD Pięknie wymyślne imię i nazwisko, wizerunek, kolorystyka karty... No wszystko takie idealne :D
    Jeśli jednorożec i nimfa mogłyby się zaprzyjaźnić, to ja cię z całego serduszka do siebie zapraszam, na super-magiczne powiązanie i wątek <3]

    Administracja & Lucy

    OdpowiedzUsuń
  5. [ Pochwały się należą, nie ma co <3 I masz racje - oboje są stworzeni do kochania ^^ Powiem ci, że z tą bajką miałam tak samo XD W dzieciństwie mnie przerażała, ale i tak ją kocham. No cudeńko i tyle :3 Co do Dany też się zgadzam, że została zrobiona trochę na główną bohaterkę, a z czasem nawet w charakterze trochę się rozwinęła x3 (ty jednorożce, gra o tron, jeszcze Colina kojarzysz jak ja ma cię tu nie kochać? XD )
    Jestem jak najbardziej za powiązaniem! Mój kapitan to podróżował tu i tam, więc na pewno byłaby okazja do spotkania się. No i jeszcze, że taka śliczna panienka to by się nie odgoniła od jego flirtu XD Moze przybył w jej strony, bo usłyszał o jednorożcu ( jako pirat umiałby docenić wartość takiego cuda :3 ), a trafił na cud dziewczynę.
    Może Amara chciała uciec ze swoich stron i napatoczyła się na jego statek? Hak mógłby zażądać jakiejś wygórowanej ceny... Można też pójść w mniej przyjazną relację i wtedy to Haczek by ją uprowadził, jako że wpadła mu w oko. Albo pójść w tę stronę, że rzeczywiście tak ją tam podrywał, że wreszcie temu uległa, a na koniec bezczelnie porzucił. Ach ci piraci XD Mógł też ją spotkać pod postacią jednorożca. Kto wie... Może jakimś sposobem ocaliła mu życie, gdy biedny zbłądził na lądzie w ciemną noc... Może obiecał jej coś poważnego, a tu w Fable Amara zażądałaby wypełnienia obietnicy?
    Kurcze XD Pierwszy raz od dawna mam aż tyle pomysłów. Może cię jakoś natchnęłam i wybierzesz coś z tego chaosu ;) ]

    oczarowany pirat

    OdpowiedzUsuń
  6. [Mujeju, jednorożec, jak dobrze widzieć jednorożca! Powiem ci, że sama się wahałam nad zrobieniem rogatej kobyłki, ale wygrał koniec końców pierzasty potwór... I teraz widzę, jak dobrze, że tak się stało. Nie dałabym rady ująć rogacza tak ładnie jak ty. :D
    Karta świetna, a ten kolor idealnie pasuje. <3
    No to co, witam i życzę masy wątków. I w razie czego zapraszam do siebie, ale ostrzegam, że trochę powolna jestem jeśli chodzi o odpisywanie (kolega nade mną, o ile to wciąż Huck i nikt mi się nie wbił, poręczy :D).]

    Bazil Valesky

    OdpowiedzUsuń
  7. [ To brzmi bombowo! :D Dwoje takich, co to im serduszka złamano i teraz igrają z uczuciami innych XD Oni to kurczę całkiem podobni do siebie są XD Kto obudzi się pierwszy i ucieknie z sypialni XDDD Idealnie podsumowane.
    Masz rację, że to raczej nie bohater, ale na róg i łzy mógłby się skusić. Wgl wszystko to brzmi sensownie i składa się do kupy :3 Będzie bomba powiązanko <3
    Co do tego, jakby się już uwolniła… Zatopienie statku by nie wyszło nawet jakby chciała – Jolly Roger wyciągnięty z dna i magiczny do tego, nie łatwo go rozwalić XD Także mogłaby spróbować, a wtedy Hakuś trochę by się pozbierał i zaproponował układ. Ten to ma dar słowa, więc zaraz by kombinował XD Mógłby obiecać, że dowiezie ją bezpiecznie do brzegu, ale chciałby coś w zamian. Amara by go wyśmiała, ale w końcu dotarłoby do niej, że sama nie ucieknie ze statku. I tutaj można by wkroczyć z jej czarami. Zgodziła by się, ale sama zażądała czegoś więcej oprócz podwózki. Albo mogłaby rzucić jakąś klątwę na kapitana, żeby na pewno dotrzeć na brzeg bezpiecznie. Wtedy mamy otwartą furtkę do wydarzeń w Fabletown, bo albo klątwa, która znów zaczęłaby działać na Haka po ich przypadkowym minięciu się na ulicy albo ta dodatkowa przysługa, którą obiecał jej za dawnych czasów.
    Albo można zrobić jeszcze tak, że po odwózce na najbliższy brzeg, o tym całym rozejściu się w swoje strony jeszcze kilka razy by się spotkali w krainie baśni. Można by zrobić coś w stylu, że przypadkowo lądowali w tych samych miejscach i zwykle wtedy mieliby podobny lub sprzeczny cel. Byłoby ciekawie na dłuższą metę. Można by zrobić takie sile „znowu ty? Nienawidzę cię” XDDD Po jakimś czasie, nawet niechętnie, mogli by być zmuszeni do współpracy po to, żeby przeżyć.
    Kurdę, ja to bym im jakoś magicznie tę relacje utrudniła. Niechciane, magiczne połączenie, którego nie umieliby się pozbyć. To ono mogłoby ich wtedy ściągać w te same miejsca i tym samym wkurzać. O! Może nawet uniemożliwiałoby im zabicie się nawzajem XD ( podejrzewam, że za którymś razem próbowaliby się ukatrupić).
    Lubię skomplikowane relacje xD To dlatego xD <3
    Daj znać co o tym myślisz ;) Czy wolałabyś jednak zakończyć na jednorazowym spotkaniu czy kombinujemy ile wlezie i komplikujemy im życie xD ]

    ten z wieszakiem zamiast dłoni

    OdpowiedzUsuń
  8. [Ojej, dziękuję <3
    Oh, to odetchnęłam z ulgą, bo od dawna nie mogę znaleźć dla Lucy przyjaciółki, wszystkie ode mnie uciekają xD
    Patrząc po opisach, to one i tak już nieźle w ludzkich życiach namieszały (i odwrotnie), więc w Fabletown tym bardziej muszą narozrabiać <3 Oczywiście Amara potrafiła przybrać ludzką postać przed Fabletown? I jeszcze pytanko, czy wyobrażasz sobie ją w jakiejś epoce i miejscu? Chodzi mi o umiejscowienie w czasie i przestrzeni ich ewentualnego spotkania w przeszłości :D
    Jeśli chodzi o powiązanie ja bym tu widziała chyba jakiś las niedaleko Renu, gdzie mogłyby się spotkać, gdy Lorelei zejdzie ze skały, by odetchnąć ;) Amara mogła też zawędrować i schronić się w królestwie Oberona, gdzie nimfa spędzała dużo czasu. Wówczas Lorelei mogła zaopiekować się (może rannym?) jednorożcem, który pewnego dnia ukazał się jej jako człowiek. Albo Oberon kazał złapać jednorożca, Lucy było go jej szkoda, więc gdzieś tam dokarmiała po kryjomy, aż w końcu Amara się zmieni w człowieka, a nimfa będzie chciała ją po cichu uwolnić. Możemy je wpakować w coś niebezpiecznego i właśnie magicznego, bo Lucy miała wówczas jeszcze swoje wodne moce.
    Na razie rzucam tylko kilka luźnych pomysłów, daj znać, czy coś by ci pasowało :D]

    Lucy

    OdpowiedzUsuń
  9. [Ojej, jak mi się Amara podoba. Cudowna <3 o karcie już nie wspominam choć tez jest piękna. Jak już skończyłam się zachwycać to witam serdecznie i zapraszam do siebie.]

    Raven

    OdpowiedzUsuń
  10. [Jaka ładna karta, jaki ładny jednorożec...znaczy się pani ładna. I do tego pogodynka :D Mam nadzieję, że zabawisz u nas długo i że w pracy nie będziesz narzekać na pewną istotę nazywaną "Lucyferem" :D.
    Życzę dużo weny i mnóstwa ciekawych wątków. A w razie chęci to zapraszam do siebie :)]

    Lucyfer

    OdpowiedzUsuń
  11. [Zdecydowanie...poza tym, Lucek jest zdecydowanie takim stworzeniem, które robi dosyć sporo szumu i też wszędzie go pełno...więc byłoby zdecydowanie ciężko aby się nie znali.
    Mam właściwie taki pomysł.
    Może skoro obje za ludźmi nie przepadają, to jakoś można by połączyć. Poza tym...może Lucek kiedyś w przeszłości, jakoś coś zrobił...co rozwścieczyło twoją panią? I teraz do tej pory ma o to do niego żal? (mógł kiedyś zwabić/wskazać ludziom miejsce gdzie przebywała, albo coś w tym stylu)
    A teraz spotykają się tutaj w Fabletown...gdzie pracuja razem. Lucek nawet z początku mógłby nie zajarzyć z kim dokładnie ma do czynienia i próbowałby nieco poderwać/zbajerować Amarę.
    I później można jakoś pociągnąć dalej taką znajomość :D
    Co ty na to?]

    Lucyfer

    [http://demotywatory.pl/uploads/201304/1365603852_xvykcf_600.jpg - takie coś w internetach znalezione *Yoda mode off*]

    OdpowiedzUsuń
  12. [Lucek zjawiał się na ziemi głównie w jednym celu. Aby uprzykrzyć innym życie. Nie ważne, czy człowiek, czy inna istota.
    Poza tym to mógłby się nawet do tego przyznać (przecież po kiego miałby być anonimowym!). Oczywiście przyznałby sie do tego jak już nieco tym ludziom ucieknie, czy coś...
    I jak najbardziej mi się podoba to, że Amara będzie go wykorzystywać :D Będzie ciekawie :)
    Kto zaczyna?]

    Lucyfer

    OdpowiedzUsuń
  13. [ Hahaha XD Nie mogę z tej klątwy <3 Słodziaszny króliczek XD Wgl wszystkie te pomysły,co ci przeszły przez głowę XD Bezpłodność XD To by dopiero była kara, ale Lucy bardziej by się załamała niż on XD Przywiązanie duszy do statku to akurat by Hakowi nie przeszkadzało - to jego największa miłość zaraz po kochanej nimfie XD Także służba zdecydowanie najlepsza :D
    Mogłybyśmy jeszcze do tego wszystkiego wymyślić jakąś mini przepowiednię, przez którą to właśnie co chwila by na siebie wpadali. Najlepiej, żeby za jej wypełnianie wzięli się dopiero w Fabletown. Może mieliby kogoś pokonać, albo ocalić... Wtedy właśnie, dopiero po tych wszystkich niemiłych, wspólnych przejściach, mogli by się chcąc, nie chcąc trochę polubić. Znaczy nadal mówiliby, że się nienawidzą i w ogóle, ale tak podświadomie dostrzegli by właśnie te ich podobieństwa. Albo chociaż ze względu na Lucy XD Tak niegrzecznie podejrzałam, że Amara i i Lucy mają być przyjaciółkami, wiec wypadałoby, żeby nasze postacie koniec końców trochę się ogarnęły XDDD <3

    I moje pytanie wtedy: Czy z wątkiem jedziemy od początku ich znajomości i baśniowej krainy, czy to będą tylko wspomnienia i obmyślamy im spotkanie tutaj, w Fabletown? :> ]

    ukorzony sługa - mały, słodki króliczek

    OdpowiedzUsuń
  14. [ Mi też to jest zupełnie objęte, bo tak jak mówisz obie opcje są kuszące x) Więc skoro rzekłaś Fabletown to niechby tak było XD
    Spokojnie, ja mogę przepowiednię wymyślić XD To zresztą można nawet w trakcie, bo oni raczej od początku nie będą o tym wiedzieli. Musi to jakoś wyniknąć XDDD
    Tylko wtedy powiedz mi czy bardziej idziemy w pokonanie jakiegoś wroga czy ocalenie kogoś... Moża w sumie jedno i drugie XD
    Zresztą trzeba obmyślić teraz jak się w tym Fabletown spotkają. Jak tu wykminimy, to się przepowiednia sama ułoży XD
    Tylko jak ich tu teraz spotkać XD Ona pogodynka, on muzyk w małej spelunie. Tak sobie myślę... Skoro Amara lubi przygody to pewnie tutaj jej to nie przeszło, co? Może podsłuchałaby jakąś rozmowę, której słyszeć nie powina była ( plany mordersta, kradzieży, porwania, jakiejś klątwy ogromniastej? ) i postanowiłaby śledzić jednego z tych, co rozmawiali ( wiem, bardzo konkretnie XD ). Podczas gdy go śledziła nasz tajemniczy osobnik spotkałby się z Hakiem ( stary znajomy, albo wręcz przeciwnie jakiś zagorzały wróg ) no i już to byłoby dla niej pretekstem do przyciśnięcia znienawidzonego pirata do muru i wypytania. Wtedy nasza przepowiednia mogłaby dotyczyć właśnie śledzonego kolesia i podsłuchanej przez Amarę rozmowy. Chcąc rozwikłąć cała tę zagadkę nasza dwójka ( Hak zmuszony do współpracy albo zaintrygowany sprawą, albo najlepiej oboje działaliby na własną rękę i znów na siebie wpadli )dotarłaby do jakiejś biblioteki. Właścicielką byłaby jakaś wróżka, która nagle dostałaby olśnienia i jak zaklęta wyrecytowawszy im przepowiednię. Usłyszeliby, że jak ja wypełnią to nie będą się musieli więcej widzieć, wiec tym chętniej by się tego podjęli ( oczywiście po wypełnieniu przepowiedni i tak by się widywali, ale to już z innych powodów, które wymyślimy gdy zajdziemy już tak daleko XD).
    Co do samej przepowiedni... Mogłoby się rozchodzić o Adwersarza. Bo widzisz sporo osób tu u nas na blogu zakłada, ze to Piotruś Pan nim jest. Pisałam już z przyszłą autorką tej postaci i ostatecznie wychodzi na to, że dokładnie to cień Piotrusia jest Adwersarzem. Także Hak już jest z nim związany ( a tak poza tym Piotruś na którego spadały wszystkie winy to bękart Hakusia, ale mniejsza o to - tu wszędzie króluje patologia XD ). Jakby jeszcze Amarze wymyślić jakieś nieprzyjazne powiązanie z Piotrusiem lub nawet samym cieniem, to mielibyśmy przedmiot naszej przepowiedni. No i w dodatku cała sprawa wcale nie musiałaby się udać, bo to w końcu wielki Adwersarz nie do pokonania XD Czyli w sumie wyszło by, że ich wyznaczono na obrońców. Przy okazji mogliby cały czas wzajemnie się obwiniać, że wcześniej się tym nie zajęli i przez to nastąpiła cała tragedia z ucieczką z krainy baśni. Byliby przymusową drużyną XD
    Tylko wtedy trzeba rzeczywiście dopracować to, co twoja pani podsłuchała i osobę śledzonego typa XD
    Co ty na to? - Strasznie się nakręciłam na ten wątek i dlatego zasypuję cię tym chaosem <3 Wybacz, to wszystko z miłości XD
    Też się nie mogę doczekać ich wymiany zdań XD I oj jesteśmy zue <3 ]

    OdpowiedzUsuń
  15. Uśmiechnął się pod nosem widząc ludzkie poczynania. Myślał, że będzie to zdecydowanie trudniejsze… A tu proszę! Wystarczyło znaleźć jednego dzielnego męża i reszta sama przyjdzie. Należało szepnąć kilka słów o istocie nazywanej przez Lucyfera „wybrykiem natury”, czyli konia z rogiem, tudzież jednorożca.
    Nie widział powodu aby miał się nie przedstawiać. Przecież niech wiedzą komu to znalezisko zawdzięczają! Jemu. Potężnemu Lucyferowi, panu (prawie)wszystkiego!
    Kiedy wyruszyli we wskazane przez niego miejsce uśmiechnął się pod nosem. Wiedział, że to będzie istna rzeźnia. Jednorożec pewnie tak łatwo się nie podda, albo zaatakuje ich, albo zacznie uciekać a oni będą stworzenie gonić. Albo będą się przed nim bronić. Żałował, że nie będzie mógł tego zobaczyć…w końcu inne miejsca wzywały.
    Chociaż…właściwie to mógłby się wybrać i poobserwować z jakiejś dosyć sporej odległości cała tą bitkę. W końcu zobaczyłby, czy ktoś zdążył zranić jednorożca, czy może to jednorożec wszystkich wybił.
    Widząc efekt bitwy nieco posmutniał. Liczył na ciekawsze widowisko. A tutaj takie coś…przecież równie dobrze mógłby popatrzeć jak dwóch pijanych chłopów się bije o kawałek ziemi po pijanemu. Albo jak młodzi chłopcy biją się o coś innego.
    Pokiwał głową z politowaniem i zniknął. Temu zniknięciu towarzyszył tylko cichy szelest liści oraz lekki podmuch wiatru.
    Od tamtego wydarzenia minęło kilka wieków pełnych różnych wydarzeń. Pełnych okrucieństw sprowadzonych na świat przez Lucyfera. Lucyfera, który obecnie wylegiwał się w łóżku i zastanawiał czy warto iść do roboty. Pomimo największych niechęci jednak wstał i wybrał się do stacji telewizyjnej.
    Zdziwił się widząc wśród personelu pewną ładną kobietę. Uśmiechnął się delikatnie do niej. Przez myśl nawet przemknęło mu to, że może to nie będzie taki zły dzień? Może uda mu się zbajerować w jakiś sposób piękną nieznajomą?Pewnie stałby jeszcze przez kilka minut i wpatrywał w nieznajomą przez cały wieczór, gdyby nie fakt, że obok niego zmaterializował się szef.
    - Boruta. Za pięć minut zaczynamy, a ty jak zwykle zjawiasz się za późno i jeszcze…- powąchał.- Dzisiaj akurat jesteś trzeźwy. Ale to nie zmienia faktu, że się spóźniasz…idź do studia i się przygotuj.- warknął.
    Lucyfer przyzwyczaił się do charakteru swojego szefa. Chcąc uniknąć niepotrzebnych kłótni poszedł do tego studia i zaczął się przygotowywać. W końcu jakoś musiał zarabiać na swoje utrzymanie.

    Lucyfer
    [Mam nadzieje, ze nic nie pomieszałem]

    OdpowiedzUsuń
  16. [Oh, no to pięknie, bo w takim przypadku możemy sobie poszaleć :D
    Ok, więc pierwsze spotkanie niech będzie w lesie. Może nawet Amara wiedziała, że w okolicy grasują nimfy, szczególnie Lorelei, która pilnuje skarbu, a do tego sprowadza okręty na skały, mając zgubny wpływ na mężczyzn :D Naszego jednorożka ktoś napada i próbuje schwytać, a na pomoc przychodzi jej jakaś dziewczyna, która sprawia, że rzeka zmywa z brzegu złych ludzi (scena a la Arwena i Frodo kontra Nazgule nad rzeką) xD Zaopiekowałaby się ranną Amarą, przyznała, że jest Lorelei, a ta stwierdziłaby tylko, że hmm, nimfy nie są takie złe :D Już wtedy by się zaprzyjaźniły, bo podobne charakterki <3 Amara mogłaby też jej obiecać w zamian, że Lorelei może ją wezwać (w jakiś sposób?), gdyby miała kłopoty, a jednorożec na pewno przybędzie i jej pomoże.
    Potem mogłyby spotkać się raz jeszcze w baśniowym świecie lub dopiero w Fabletown. Jeśli w baśniowym świecie, to pomysła mam takiego: Lorelei poznaje Haka, potem zdradza go z jego bratem pod wpływem magicznego uroku, ale gdy już się uwalnia od czaru zaczyna szukać pirata. I tu może wezwać na pomoc Amarę, która przed laty obiecała zrewanżować się za ocalenie życia. Generalnie w historii mam tak, że gdy Lucy zaczyna szukać Haka, na królestwo jej ojca Oberona (choć jeszcze nie wie wówczas, że jest jej ojcem xD) napada Adwersarz, więc elfi król odsyła nimfę do Fabletown bez jej zgody właściwie. Nie mam jednak ustalonego, ile czasu spędziła na tych poszukiwaniach: tydzień, miesiąc czy rok przed zesłaniem. Więc gdyby wezwała Amarę, mogłyby jeszcze przeżyć jakieś wspólne przygody (nawet niekoniecznie dotyczące samych poszukiwań pirata), po czym Lucy zniknęłaby w dziwnych okolicznościach przeniesiona przez Oberona do NY. I tu może wyjść zabawnie, bo Lorelei opowiadałaby jej o tym, jaki tu Hak jest cudowny i jak bardzo go kocha i chce odnaleźć, bo tyle mu zła wyrządziła, więc sama tęcza xD Potem Amara trafi na Haka, jak macie w ustaleniach z Zuzajs. Nie wiem, czy zorientuje się, że to o nim mówiła jej nimfa, czy nie, ale jak już się spotkają w Fabletown, to będzie takie Że co?! To o nim mi cały czas opowiadałaś?! On jest niby taki cudowny?! Pffff! xDD
    No i teraz Fabletown... Mogły się znów spotkać, gdy Lucy jeszcze odbijało, imprezowała w barach, uwodziła facetów i okradała :D Nie mam tylko konkretnego pomysłu co do fabuły. Możemy je w coś wplątać, w stylu: Lucy ucieka, wpada na Amarę i ciągnie ją ze sobą do jakiejś kryjówki, bo policja, bo jakieś długi, bo okradła nie tego co trzeba xD Nimfa już nie ma swoich mocy, więc łatwo nie będzie xD Ale za to przyjaciółki na śmierć i życie, bo tyle razem przeżyć <3
    Daj znać, jak to widzisz!]

    Twoja bestfrendforewerendewer, Lucy

    OdpowiedzUsuń
  17. To miał być kolejny, zwyczajny dzień. Wszystko dookoła promieniało wręcz tą ohydną normalnością. Nienawidził takich dni, ale to one przeważały w jego życiu. Przynajmniej odkąd znalazł się w Fabletown. Betonowa dżungla składająca się z ludzi równie szarych, co budynki. Nad tym wszystkim unosił się okropny dym, który Huck musiał codziennie wdychać. Tutaj nie było niesamowitych przygód do przeżycia, brakowało wiernej załogi, która byłaby na każde jego zawołanie. Jeśli już coś oryginalnego się napatoczyło to byli to wrogowie. Nigdy wcześniej Jones nie podejrzewał, ze tyle istot może go nienawidzić. Pamiętał wszystkie te listy gończe, groźby słane pod jego adresem, gdy rabował porty, obietnice stryczka. Nie mniej w baśniowym świecie to wszystko nie miało znaczenia, gdy żeglował magicznym okrętem. Zresztą dla niego liczba złorzeczących mu ludzi nie pokrywała się z liczbą wrogów czy też istot łaknących jego śmierci. Miał wrażenie, że raczej wzbudza…. Powszechny respekt i strach. Tylko że w Fabletown delikatniusie księżniczki potrafiły mordować swoich dawnych prześladowców, a najmniejsze zwierzaki przyjmowały ludzkie postacie. Nagle ci, którzy się go bali, stali się realnym zagrożeniem. No a on, wielki, groźny pirat, stał się ponurym dziwakiem łaknącym własnej śmierci i snującym się po ulicach bez celu przed sobą. Wszystko było nie tak, jak być powinno.
    Tym razem siedział z książką na kanapie. Owinął się w ciepły kocyk, na nos wsunął okulary i czytał. Lektura pochłonęła go całkowicie, choć co chwilę krzywił się i kręcił głową. Kapitan imieniem Szekspir przebierający się w różowe spódniczki. Niedorzeczność i bzdura. Przecież takie rzeczy nie mają prawa bytu. Buntował się przeciw tej wizji tym bardziej, że sam był kapitanem i kiedyś jego ukochana przezwała go właśnie Szekspirem.
    Nagle zadzwonił zostawiony na drugim końcu domu telefon. Akurat gdy Huck był w połowie zdania. Podirytowany odłożył książkę na bok i z kocem na ramionach podreptał w stronę komórki. Nie miał ochotę na bzdurne rozmowy, a gdy spojrzał na wyświetlacz odechciało mu się ich jeszcze bardziej. Miał dosyć gierek i wplątywania go w sprawy, z którymi nie chciał mieć związku. Jeszcze do niedawna był przekonany, że dzięki ucieczce z Nibylandii raz na zawsze odciął się od problemów. Problemów z wrednymi manipulantami, którzy uważają go za zabaweczkę tak jak Piotruś Pan. Okazało się jednak, że takich spryciarzy jest niestety więcej, a jeden z nich postanowił pobawić się piratem. Przynajmniej próbował.
    - Co tym razem? – spytał ozięble, odebrawszy telefon.
    - Czekaj na mnie tam gdzie zwykle za dziesięć minut. Przyjdź sam – oznajmił mu znany, kobiecy głos.
    - A z kim miałbym przyjść do cholery? Nie rób z tego wszystkiego cyrku. Przyjdę, ale nie licz na nic więcej niż zwykle – oznajmił i rozłączył się pośpiesznie.
    Te wszystkie głupie gierki… Najpierw Jones zauważył, że ktoś go obserwuje. Zakapturzone dzieciaki, podejrzani motocykliści, czasem skąpo ubrane panienki. Zapamiętał kilka twarzy i okazało się, że nadzwyczaj często kręcą się one w jego pobliżu. Potem był tajemniczy telefon. Gdy Huck odebrał komórkę, rozbrzmiałą cisza, a po chwili niski, prawdopodobnie zmodulowany głos powiedział jedno słowo. Clara. Potem pojawiła się blondynka. Blondynka imieniem Clara. Ustawicznie proponowała mu dziwaczne zadania w zamian za które miała czekać go nagroda. Huck nigdy nie dowiedział się jaka konkretnie, bo każdą ofertę odrzucał. Zawsze jednak przychodził na spotkania, bo Clara wiedziała trochę o jego występkach i za nie stawienie się na miejscu groził Huckowi nalot policji. Tego pirat wolał uniknąć, bo stróże prawa nigdy za nim nie przepadali.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poza tym musiał przyznać, że czasami propozycje blondynki były kuszące. Łatwa kradzież, duże oszustwo, pojedynek z jakimś mafiosem w ciemnej uliczce i wszelkiego typu interesy na ciemno. Takie życie Jones miał we krwi i do takiego życia go ciągnęło. Adrenalina, brak monotonii, intrygi i złowróżbne uśmiechy… Brakowało tylko morza i oddanej mu załogi, którą Clara proponowała zastąpić gangiem. Nie mniej zawsze odmawiał, choć czasem sprawiało mu to więcej trudności. W słuszności jego postępowania upewniała Hucka tylko pewność, że za tym wszystkim kryje się jakiś idiota pragnący zabawy. Jakby Jones był tylko pionkiem.
      W tym wszystkim musiał być jakiś haczyk, którego Huck nie chciał szukać. Znał ten typ manipulanta i nazbyt kojarzył mu się on z Nibylandiią, by dla samej rozrywki miał rzucić się w wir zdarzeń i patrzeć jak się rozwijają. Jeśli kiedyś zechce wrócić do piratowania to zrobi to na własną rękę, a nie na życzenie tajemniczego głosu z telefonu.
      Nieśpiesznie ubrał się do wyjścia, odłożył okulary do czytania i schowawszy za pasem jeden ze swoich pistoletów, który miał przy sobie odkąd wylądował w Fabletown, udał się na miejsce spotkania. Na zewnątrz było niesamowicie zimno. Śnieg przykrył całą dzielnice i nie zamierzał prędko ustąpić. Dzięki temu przynajmniej mniej osób kręciło się po chodnikach, bo w podobnych warunkach zdecydowana większość wybierała poruszanie się za pomocą taksówek. Zresztą tym razem Huck też był na to skazany. Skoro miał tylko dziesięć minut…
      Zapłacił kierowcy i wyszedł z pojazdu. Apartamentowiec Woodlans natychmiast przytłoczył go swoim majestatem i wprawił w podły nastrój. Z tym budynkiem wiązały się same przykrości. Przeklety brat, cholerny Król Elfów i tym podobne nieprzyjemności. W tym również spotkania z Clarą. Huck czuł, że coraz bardziej drażni swoim postępowaniem Gracza, że nieuchronnie zbliża się moment w którym zaczną mu grozić, żądając wykonania jakiegoś zadania.
      Clara zjawiła się po kilku minutach, ale Jones i tak zdążył już porządnie przemarznąć. Widok rozedrganej blondynki tylko bardziej go podirytował. Nie potrafił pojąć dlaczego ten cały Gracz, jak nazywał tajemniczy głos z telefonu w swoich myślach, wybrał akurat ją na swojego posłańca. Mała, wystraszona i krucha.
      - Mam tego dość, Claro. Grozisz mi za każdym razem, każąc przychodzić w to cholerne miejsce, a ja zawsze ci potem odmawiam. Dokąd nas to zaprowadzi? Czego twój pan chce tym razem?
      - Nie jest moim panem – odparła blondynka – I żąda śmierci.
      Na chwile zapadła krępująca cisza. Pirat nie mógł powstrzymać się od zmarszczenia brwi. To jedno słowo w ustach tej konkretnej kobiety zabrzmiało bardzo groteskowo, choć jego sens pozostawał wciąż ten sam. Mimo to Huck o mało co się nie roześmiał.

      Usuń
    2. - Śmierci? Mojej? Zdenerwował się, że nie chcę być jego pieskiem?
      - Nie. Dla ciebie ma inny plan.
      - Gorszy niż śmierć?
      Odpowiedziało mu wymowne milczenie. A więc tak. Los gorszy od śmierci.
      - Co będzie jeśli odmówię?
      - Wtedy ja będę musiała… - załkała Clara.
      - To powodzenia – mruknął Huck i uśmiechnął się promiennie – Tylko sama nie daj się zabić.
      Blondynka pobladła momentalnie, choć przecież mróz tak ładnie zaróżowił jej poliki. Widać że wizja morderstwa wcale jej nie odpowiadała. Jones nie zamierzał jednak ugiąć się tylko dlatego, że pewna wątpliwa dama boi się splamić swoje rączki krwią.
      - Nie chcę – oznajmiła – Nie jego – i po tych słowach wyciągnęła z torebeczki mały pistolet.
      Huck westchnął ciężko i szybkim ruchem wyciągnął swoją broń.
      - Kto lepiej zabija? Pirat czy była księżniczka?
      W odpowiedzi dziewczyna schowała pistolecik i uroniła kilka łez.
      - On jest już zniecierpliwiony – oznajmiła – Następnym razem nie będzie wyrozumiały. Mówi że ostatni raz puszcza ci bezczelność płazem. Jesteś skończonym durniem skoro rezygnujesz z zabawy – po tych słowach odwróciła się na pięcie i odeszła.
      - Czy ty z nim teraz rozmawiasz?! – krzyknął jeszcze Huck, ale Clara nie raczyła mu odpowiedzieć.
      Zostały po niej tylko ślady na śniegu.
      - Cholera – podsumował pirat.

      [ Pirat 007 zgłasza się. Kombinujemy jak widzisz wiele XD Kto ma umrzeć Hakuś nie pyta ( oj głuptasek ), ale ta pani blondyna jak widać nie jest tym zachwycona XD Dlaczego wymyślanie takich konkretów jest takie trudne? Nie umiem dobrze w spiski :”)
      Trochę po czasie, ale tobie też SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU!!!!! <3 ]

      zbuntowana marionetka wielce tajemniczego Gracza, czyli zdziwiony Hakuś

      Usuń
  18. [ Ale oczywiście znalazłaś wszystkie ukryte karty i linki? XD Lubuję się w takich rzeczach :D
    Wątek i powiązanie, bardzo chętnie. Tylko pytanie, jakie?
    Spotykamy ich a Fabletown czy nieco wcześniej, gdy Pan był jeszcze w gangu albo jak właśnie zaczął uciekać przed policją? ]

    OdpowiedzUsuń
  19. [Witam Szanowną Autorkę i dziękuję za miłe słowa pod moją KP. Chęć na wątek jest, pomysł z romansem i dramą również mi się podoba. Tylko teraz jak to ładnie wszystko sklecić?]

    Olgierd Von Everec

    OdpowiedzUsuń
  20. [Iii co dalej? W sensie z tymi łzami, bo nie wiem, jaki to ma punkt zaczepienia w naszej historii. Przecież chyba nie widać od razu, że ona jest jednorożcem, jeśli sama tego nie powie?]

    Olgierd Von Everec

    OdpowiedzUsuń
  21. [ Witam po raz kolejny! :) Cieszę się, że nowy twór się podoba. A Pani po raz kolejny kradnie moje serce! Najpierw Vergara, teraz Clarke. Co do BAA - wszyscy tam wymarli, więc również przebywam na urlopie, ale w Fabletown planuję zabawić na dłuuugi czas, w końcu jakiś blog, który całkowicie odpowiada moim klimatom. :D A wątek z Panią to zawsze przyjemność, więc nawet nie trzeba pytać, czy mamy ochotę, odpowiedź zawsze będzie pozytywna! ]

    Terrence

    OdpowiedzUsuń
  22. [ Gif cudowny! Zapiszę go i umieszczę gdzieś w KP jak tylko między naszymi postaciami wytworzy się więź! :D
    Jeśli chodzi o wątek, to ja na jakiś romans/miłość zawsze chętny. Przydałby się ktoś, kto obudzi uczucia w widmowym jeźdźcu. No i do tego nie mieszka w Fabletown jakoś długo, zaledwie kilka tygodni, więc przydałoby się wytworzyć więź z miastem, znaleźć powód do zostania na dłużej, a Amara byłaby idealnym materiałem, że tak to ujmę. :D
    I znowu postała mi postać o inicjałach T.B, jak jak na BAA. ]

    Terrence

    OdpowiedzUsuń
  23. Uśmiechnął się nieco do kobiety. Podobała mu się, było w niej coś takiego, czego dawno nie doświadczył. Uczucie, którego nie potrafił poprawnie nazwać.
    - Tak, jak diabeł.- powiedział patrząc jej prosto w oczy.- Właściwie to, chyba coś planowałem…ale widocznie, skoro nie pamiętam, to nie było to nic ważnego.- puścił jej oczko.
    Uśmiechnął się nieco. Lubił takie, które brały sprawy w swoje ręce. To było bardzo ciekawe doświadczenie. Zawsze kobiety, które zaczynały z nim flirt odznaczały się temperamentnym charakterem i nie mógł się przy nich nudzić. Chociaż, zazwyczaj to on zaczynał różne flirty i on czynił pierwsze kroki. A tutaj, taka niespodzianka.
    - Ale, ty wiesz z kim masz do czynienia…ale ja niestety nie znam twojego imienia.- powiedział i zrobił nieco smutną minę.- A bardzo by mi ono ułatwiło sprawę.- dla odmiany się uśmiechnął. Przecież ten wieczór z piękną nieznajoma/koleżanką z pracy mógł być naprawdę ciekawy.
    Delikatnie dotknął jej dłoni i podniósł ją do swoich ust, delikatnie ją całując. Uśmiechnął się pod nosem, coś czuł, że jedno drugiemu zawróci w głowie. I że ta znajomość będzie co najmniej intrygująca. A to mu się podobało. Nie przepadał za rutyną, lubił kiedy coś się działo ciekawego w związku. Bo w swoim życiu zauważał sporo rutyny. Przybywa na ziemię, robi nieco szumu, wraca do piekła pije z Ruskami i Polakami, ogarnia burdel tam panujący, pojawia się na ziem po raz kolejny…i tak w kółko. Dobrze o tym wiedział, chociaż za każdym razem inaczej robił na złość ludziom.
    - Tutaj niedaleko jest przyjemna restauracja. Może się wybierzemy tam?- zapytał lekko się uśmiechając. Trochę to wszystko go zaskoczyło, ale na szczęście miał kilka sprawdzonych miejsc i wydawało mu się, że kobiecie spodoba się w „Bella Note”. Przecież to taka przyjemna restauracja…i co najważniejsze sprawdzona!
    I chyba był to najbardziej neutralny grunt. Taka wizyta w restauracji, na sam początek znajomości, to bardzo dobry pomysł. Grunt to pokazać się z jak najlepszej strony.

    Lucyfer

    OdpowiedzUsuń
  24. [ Oj tam od razu poniosło! Jest super. Kobieta-jednorożec i jeździec widmo. Średniowiecze też jak najbardziej pasuje, chociażby ze względu na to, że udałoby się pokazać jak długi okres przetrwało to uczucie, mimo że się nie widzieli przez całe wieki. :) Piosenka może nie jakaś najlepsza, ale akurat jej słucham i jakoś tak mi się skojarzyła jak przedstawiłaś propozycję - https://www.youtube.com/watch?v=0zGcUoRlhmw . W każdym razie, wchodzę w to!
    A co do spotkania w Fabletown, to faktycznie mógłby ją zobaczyć w telewizji, a następnego dnia czekałby na nią pod pracą, czy coś w tym stylu. ]

    Terrence

    OdpowiedzUsuń
  25. [ Jasne! :) Dla Pani z przyjemnością. Tylko z góry przepraszam, jeśli nie będzie super, ale choroba robi swoje. :) ]

    Terrence

    OdpowiedzUsuń
  26. Burton należał raczej do osób, które śpią spokojnie. Koszmary nawiedzały go tak rzadko, że prawie wcale. Nie miewał też niepokojących snów. Tej nocy jednak było inaczej. Umysł przeniósł go w miejsce, które tak dobrze pamiętał, i za którym tak bardzo tęsknił.
    Wczesna wiosna, roku Pańskiego 1250, mała wioska w Europie Zachodniej. Resztki śniegu powoli topniały, odsłaniając trawę, a pierwsze kwiaty przebiły się już na powierzchnię. Ludzie powoli dochodzili do siebie po najostrzejszej zimie od kilku lat. Tego pamiętnego dnia nie zanosiło się na nic nadzwyczajnego. Niebo było bezchmurne cały dzień, a delikatne słońce sprzyjało chwili relaksu. Żaden z mieszkańców nie był świadom tego, miało już niedługo nastąpić.
    Późnym wieczorem ludzie zaczęli powoli rozchodzić się do swoich domów, od razy po wejściu ryglując drzwi od wewnątrz. Okolica była dość niebezpieczna, dlatego też bezpieczeństwo było priorytetem. Na zewnątrz została tylko niewielka grupka osób – kilkoro dzieci, paru pijanych mężczyzn i jedna kobieta, próbująca zapędzić całe towarzystwo do chat. Nie zdążyła. Bezchmurne niebo rozświetliła błyskawica, a powietrze przeszył potężny huk. Potem nastąpiła cisza, nawet bełkot wstawionych wieśniaków ucichł, światła we wnętrzach gwałtownie pogasły. Ludzie wiedzieli, co się dzieje. Nadchodziło to, w co nikt z nich nie chciał wierzyć, ale jednocześnie coś, czego bał się każdy żywy osobnik – Dziki Gon, Widmowi Jeźdźcy, którzy zabijali i porywali co tylko się dało. Czas jakby się zatrzymał, powietrze zrobiło się ciężkie. Jedynym dźwiękiem był tętent kopyt, pochodzący jakby ze wszystkich stron, nawet spod ziemi. Wszyscy obecni rozglądali się dookoła, próbując dostrzec niebezpieczeństwo, i po chwili im się to udało. Były ich dziesiątki, a czerwone oczy ich koni świeciły w ciemności niczym oczy drapieżników, czyhających na swoje ofiary.
    Jednym z Jeźdźców był właśnie on, Terrence. W dłoniach ściskał lejce i pędził przed siebie razem zresztą, w głowie mając tylko jedno – porwanie jak największej ilości osób. Spojrzał przed siebie. Grupka ludzi uciekała w popłochu, próbując znaleźć jakiekolwiek spojrzenie, ale początek orszaku już prawie ich dosięgał. Po chwili byli już łapani za ubrania i wsadzani na konie, po czym znikali bezpowrotnie w kłębach gęstej mgły.
    Większość Jeźdźców wybierała przypadkowe ofiary, ale Terrence miał dziwną obsesję na punkcie selekcji. Wybierał tych najbardziej atrakcyjnych, najlepszych, a następnie wysyłał ich na inny świat. Tym razem jego uwagę przykuła dziewczyna o włosach, które w ciemności wyglądały jak czyste srebro. Biła od niej jakaś dziwna energia, która przeszywała całe jego ciało. Nie była człowiekiem i czuł to wyraźnie. A moment, w którym ją chwycił, tylko to potwierdził – potężny odrzut zwalił go z konia, jakby odrzucając od nieznajomej i nieomal pozbawiając przytomności. Odgłos kopyt powoli się oddalał, a kompani zostawili go wśród ludzi. Uciekł nawet najwierniejszy czarny kompan.
    Pulsowało mu w głowie, a obraz przed oczami rozmazywał się. Zdążył jednie rzucić ostatnie spojrzenie na zdezorientowaną twarz dziewczyny, po czym odpłynął.

    [ Starałem się, żeby było dobrze, więc mam nadzieję, że nie zawiodłem. :) Motyw odrzutu wziął się stąd, że jakoś sobie wyobraziłem, że to był niekontrolowany odruch obronny. Liczę, że się nie gniewasz za takie kombinowanie. :P ]

    Terrence

    OdpowiedzUsuń
  27. Ledwie zdążył się skrzywić i pomyśleć o powrocie do domu, do ciepłego koca i przyjemnej lektury, a już zrozumiał beznadziejne położenie. Wszystko przez ten głos. Jakże mógłby pomylić go z jakimkolwiek innym po tym wszystkim, co razem przeszli. Jakimś potwornym zrządzeniem losu ciągle na siebie wpadali ciągle byli zmuszani do… no cóż, pracy obok siebie. Choć ani jednemu z nich wcale to nie leżało. Oczywiście, jak zwykle, Amara pojawiła się w tym momencie jego życia, w którym zupełnie się jej nie spodziewał. Nawet ich pierwsza rozmowa była dla niego czymś niespodziewanym. Spodziewał się niegroźnego jednorożca, a dostał rozjuszoną kobitkę z pazurkami. I choć do głowy przyszło mu wtedy tysiąc sprośnych żartów o dosiadaniu konia, to prędko się przekonał, że przy niej nie mają one sensu. Zawsze lubił zadziorne, agresywne kobietki, ale gdy zaczynały mieć one nad nim władzę również poza łóżkiem, to przestawało się to robić zabawne.
    - Witaj. Ty z rogiem, a bez serca. I wypraszam sobie. Posiadam jeszcze resztki godności – powiedział z szerokim uśmiechem – Ty zaś serca nigdy nie miałaś nawet odrobiny. Za to sexapilu ci nie ubyło. Gdybyś tak swoją brutalność ograniczała do sypiali, to moglibyśmy się dogadać – dodał, nie mogąc się powstrzymać od podobnej uwagi, która z pewnością nie przypadła jej do gustu.
    Całkiem rozumiał jej nienawiść do okropnego pirata, który ją uwięził. Nie zmieniało to jednak faktu, ze całą tamtą aferę mogła rozegrać inaczej. Nawet mogliby się lubić. Zresztą. Nienawidziła tę wersję Jonesa, która gdzieś po drodze się zagubiła. Zresztą w ciągu choćby krótkiej wymiany zdań Celeste na pewno to zauważy. Brakowało mu tak wiele z tamtego bezczelnego drania.

    Do klatki zbliżył się dopiero, gdy załoga ochłonęła z zachwytu nad zdobyczą i rozeszła się do swoich zadań. Nie miał ochoty na zdumione spojrzenia podkomendnych, którzy nie zrozumieliby i nie uszanowaliby jego wrażliwej strony. Żaden z nich nie pojmował tego, co Hak w sobie skrywał i nie było potrzeby by próbowali tego dokonać. Wystarczyło, że Jones mógł teraz usiąść nieopodal schwytanego jednorożca i ponapawać się jego pięknem.
    Przyniósł pięknemu stworowi wodę. Wbrew powszechnym opiniom nie był bez serca i potrafił uszanować swoich więźniów. Zwłaszcza tych nadzwyczajnych. Zwłaszcza tych, przy których mógł być sobą. Przecież jednorożec nie wyśmieje go za pełne zadumy milczenie, za zastanawianie się nad słusznością jego występku. Bo o dziwo Hak wątpił w to, czy dobrze zrobił. Niby czekała go za jednorożca ogromna nagroda, ale z drugiej strony ten wyjątkowy zwierz tak cierpiał w ciasnej klatce.
    Wtem usłyszał głos. Myśl, która nie pochodziła od niego. Posiadał poczucie humoru, tego czarnego też, a mimo wszystko nie pomyślałby o niczym podobnym w tamtej chwili. Postanowił jednak zignorować ten niestosowny żart i wyciągnął dłoń, by musnąć przepiękną sierść. Jednorożec był tak blisko. Te wiele oczy, ta błyszcząca grzywa i jedwabiście gładka sierść.
    To wszystko… zniknęło. W jednej chwili dotykał końskiego grzbietu, a w drugiej kobiecej talii. Mimowolnie otworzył usta, a jego źrenice się rozszerzyły. O to miał przed sobą piękno w czystej postaci. Blade, jędrne ciało, białe włosy opadające na śliczne piersi i te niesamowite oczy.
    - Co do cholery? – wyszeptał, a coś w nim drgnęło.
    Na raz zapragnął tej kobiety, która była też magiczną bestią.
    - Witaj, śliczna – dodał jeszcze z tym rozbrajającym uśmiechem na ustach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi

    1. - Prędzej zaprosiłbym cię w butach do łóżka, niż zaczął ci się zwierzać z takich rzeczy – oznajmił – Ta blondyna to nie twoja sprawa, choć zdecydowanie łączy was to samo, pełne pasji uczucie do mnie – przyznał ze wzruszaniem ramion – W nic nie wchodzisz. To raczej rola mężczyzny – dorzucił bezczelnie – Poza tym ja nic nie knuje, tylko to mnie próbuje się wciągnąć do knucia. Cholerny manipulant chce mnie sprowokować do popełnienia jakiejś zbrodni. Zupełnie nie wiedzieć czemu.
      Ziewnął potężnie i pokręcił głową, mierząc Amarę spojrzeniem. Nie zestarzał się ani o dzień od ich ostatniego spotkania. Z nim zresztą było tak samo. Dla nich obojga czas się zatrzymał. Choć Celeste była nieśmiertelna, a on po prostu miał szczęście do wpadania na krainy, w których czas się zatrzymał.
      - Nie mam ochoty na kolejną przygodę z tobą, Amarciu. Skończyłem z tym – oznajmił, choć szczerze wątpił by Kobyłka pozwoliła mu na wycofanie się, gdy sama miała ochotę na zabawę.
      Podsumowując, czekał go fatalny dzień.

      zły pirat, który lubi głaskać

      Usuń
  28. Zapach wilgotnej ziemi drażnił nozdrza. Walczył z utratą przytomności, leżąc w kałuży udeptanego przez kopyta błota, a ból głowy stawał się coraz silniejszy. Wiedział, że jest całkowicie bezbronny. Jeśli w wiosce został ktoś oprócz dziewczyny, to prawie na pewno będą chcieli się zemścić. Z resztą, może to odnosić się nawet do niej samej – z pozoru bezbronnej, ale jednak będącej pierwszą osobą w historii, która w jakiś niewyjaśniony sposób złapała Jeźdźca Dzikiego Gonu. „Uziemiła” go. Bez swojego rumaka nie mógł powrócić tam, skąd przyszedł. Ale wrócą po niego, na pewno wrócą wraz z kolejną burzą. Dusze są dla nich tak cenne, że nie zostawiają ich tak po prostu, a on ofiarował im swoją wieki wcześniej. Ból się nasilał, rozrywał czaszkę od środka. Terrence przekręcił lekko głowę, a jego policzek dotknął chłodnej ziemi. Chciał spojrzeć na dziewczynę, poprosić o pomoc, ale jego usta jedynie lekko się rozwarły, nie opuściły ich żadne słowa. Jej włosy były ostatnim co przykuło jego uwagę, zanim stracił przytomność.
    Jego ubrania dalej były mokre, ale zapach się zmienił. Pachniało domem. Oczywiście, domem jako miejscem, które większość osób ma, w którym się mieszka, a nie jego własnym – tego Burton nie pamiętał. Tak naprawdę nie wiedział nic o swojej przyszłości, nie znał nawet swojego prawdziwego imienia. To wymyślił sobie sam. Dołączenie do Gonu, ofiarowanie im swojej duszy, pozbawiło go całej tożsamości. Nie był jednak w stanie określić kiedy to się stało, ani gdzie. Pierwszym wspomnieniem był widok potężnego Erlkinga, przywódcy orszaku, który włączył go w szeregi Widmowych Jeźdźców. O dziwo, Terrence należał do ochotników, to wiedział na pewno. Oddał im się dobrowolnie. To był jedyny sposób na przetrwanie, a w dość krótkim czasie zaczęło mu się to podobać na tyle, że obiecał sobie nigdy nie opuszczać swoich demonicznych kompanów. Już zawsze miał przemierzać z nimi świat, szukając kolejnych dusz do kolekcji.
    Poruszył się lekko na czymś, co po chwili okazało się posłaniem, a mokry materiał zsunął mu się z czoła. Ból ustąpił. Nie był jednak pewien, czy to rzeczywistość, czy po prostu umarł i znajduje się już w innym świecie. Ba, nie wiedział nawet, czy jego dusza ma możliwość pójścia do takiego miejsca, czy po jego śmierci po prostu zniknie na zawsze, w końcu tak naprawdę nie był człowiekiem, a nikt nigdy nie mówił o niebie dla nieludzi.
    Powoli otworzył oczy. Pierwszym, co ujrzał, był drewniany sufit, oświetlony pomarańczową poświatą, pochodzącą najprawdopodobniej od świeczek. Wiejski dom. To stwierdzenie nasunęło się samo. Mogło to oznaczać tylko jedno – żył i faktycznie został uwięziony w świecie ludzi. Burton usiadł i dopiero wtedy ją zobaczył. Siedziała na krześle, tuż przy miejscu, w którym leżał, i uważnie go obserwowała. Emanowała od niej dziwna energia, którą przecież już dobrze poczuł. Mokry płaszcz ciążył mu na ramionach. Dopiero po chwili uświadomił sobie swoje położenie.
    – Czy został ktoś jeszcze? Ktoś oprócz Ciebie? – wymamrotał w pośpiechu, zrywając się na nogi. Lekko zakręciło mu się w głowie, ale zignorował to. Wiedział jak ważna jest ta odpowiedź. Jeśli nie został nikt, to już tu nie wrócą. Następnej nocy pojadą do następnej najbliższej wioski. Po dziewczynę nie wrócą. Jeśli przetrwała Łów, to nie może być człowiekiem, a oni takich nie zabierają. W pomieszczeniu jednak nie było nikogo prócz tej dwójki.
    – Muszę dotrzeć do najbliższej wioski. A Ty... – spojrzał na dziewczynę. – Powiesz mi, gdzie ona jest. – Normalnie pewnie złapałby ją za ramiona i potrząsnął, ale bał się. Była zbyt potężna, potrafiła się oprzeć jego mocy. Ściągnął czarne, zrobione ze skóry rękawice i rzucił je na posłanie, tuż po tym podnosząc z niego mokrą szmatkę i przecierając dłonie. To był jego pierwszy samotny raz w świecie ludzi. Pierwszy, odkąd stał się Jeźdźcem.

    [ Amara to bardzo sympatyczna Pani, nie będę nawet ukrywać, dlatego ten wątek zatrzymam w serduszku i mam nadzieję, że nam się nie urwie. :D ]

    Terrence

    OdpowiedzUsuń
  29. Długie, blade palce przeczesały powoli mokre włosy, po czym mężczyzna odrzucił szmatkę na miejsce, z którego ją wziął. Gdy tylko dziewczyna przemówiła, jego ciemne oczy powędrowały w jej stronę. Jej głos, mimo chwilowego ostrego tonu, miał w sobie nutę delikatności, był uspokajający, jednakże nie na tyle, by wyrównać nerwowy rytm jego serca, spowodowany złą nowiną.
    – Tylko Ty. – powtórzył cicho, jakby do siebie, a jego dłonie zacisnęły się w pięści tak mocno, że przybrały jeszcze bardziej upiorny kolor. Wezbrała w nim na tyle silna złość, że gdyby nie strach, prawdopodobnie wyrządziłby tej istocie krzywdę. Z tyłu głowy miał jednak świadomość, że oddzielony od Gonu jest tak naprawdę bezbronny, a radę dałby mu nawet muskularny człowiek.
    Bez słowa złapał rzuconą przez nią koszulę, po czym zsunął z ramion kompletnie przesiąknięty płaszcz, pod którym znajdowała się jedynie mokra czarna koszula. Tej oczywiście też się pozbył. W trakcie przebierania, ani na chwilę nie spuścił dziewczyny z oka. To, czym była, nie dawało mu spokoju Za wszelką cenę chciał odkryć czym była i jakim cudem zwaliła go z konia.
    – Terrence. Terrence Burton. – rzucił krótko w odpowiedzi na jej pytanie. Wiedział, że imię to nie będzie jej nic mówić. Wymyślił je sam, więc nikt poza nim samym go nie znał. Z resztą, pewnie mógłby skłamać, a ona i tak by się nie domyśliła, przecież już nigdy się nie spotkają.
    Burton powolnym krokiem podszedł do okna i wyjrzał na zewnątrz. Jego oczy od razu powędrowały w stronę miejsca, w którym ujrzał dziewczynę, a następnie w stronę miejsca, w którym upadł. Dzieląca je odległość w pełni pokazała to, jak silna była siła, która go odrzuciła. Bał się ziemskiego życia i tego świata, więc w głębi duszy żałował, że po raz kolejny chciał się pokusić o najlepszy kasek. Gdyby nie ta dziwna obsesja na punkcie najbardziej atrakcyjnych, utknąłby tu teraz ktoś inny.
    – Jesteśmy Dzikim Gonem, Widmowymi Jeźdźcami, orszakiem Erlkinga. – po tych słowach odwrócił się w stronę dziewczyny i zmierzył ją wzrokiem. Coś majestatycznego było nawet a sposobie, w jaki siedziała. – Polujemy na ludzi, a konkretnie ich dusze. Ta wioska miała być naszą kolejną zdobyczą.
    Z jego ust wydobyło się ciche westchnienie. Wiedział już, że dziewczyna mu nie pomoże, a on sam nie był w stanie zwalczyć lęku na tyle, żeby wyruszyć w nieznane. O świecie ludzi wiedział tylko tyle, że jest pełen niebezpieczeństw, nie był w stanie zwalczyć lęku. Usiadł na wąskiej ławie przy stole, nie mówiąc ani słowa więcej. Z blatu podniósł nóż, po czym zaczął leniwie obracać go w palcach.
    – Dlaczego nie mogłem Cię zabrać? – spytał, nie mogąc już dłużej wytrzymać ciekawości, ale też nie patrząc na dziewczynę. Cała jego uwaga skupiona była na narzędziu, które miał w dłoni.

    Pan Widmo

    OdpowiedzUsuń
  30. Nigdy wcześniej nie trzymał w ręku noża, który służył do czegoś innego niż zabijania. A przynajmniej nie robił tego od momentu, w którym rozpoczął nowe życie. Część Jeźdźców w ogóle nie jadła, ale Terrence należał do tych, który jedli, tylko że bez użycia jakichkolwiek sztućców, dlatego też narzędzie wywołało w nim swego rodzaju fascynację. Z rozmyślań wyrwał go dopiero głos nieznajomej.
    – Uważaj na słowa, skarbie. – rzucił krótko, jednocześnie z całym impetem wbijając tępy nóż w blat drewnianego stołu i wyciągając go po sekundzie. Na jego twarzy zagościł lekko drwiący uśmiech. Wzrok Burtona powędrował z powrotem na ostrze, a palec prześlizgnął się po ostrzu. – Trochę tępy.
    Ostatni komentarz rzucony został jakby od niechcenia. Próbował grać, w jakiś sposób nastraszyć dziewczynę. Tym samym osłabiłby swój lęk przed nią. Dopiero jej kolejne słowa sprawiły, że jego usta opuścił dość melodyjny, cichy śmiech.
    – Uwierz mi, że chciałem. Nawet nie masz pojęcia jak bardzo pragnąłem uczynić Cię częścią mojej kolekcji. Może wciąć chcę. – ostatnie zdanie wypowiedział ciszej niż resztę. Podobała mu się ta zabawa. Oboje grali, czuł to. On udawał nieustraszonego, a ona starała się nie odkryć od razu swojej najważniejszej karty, którą jest prawdziwa forma, prawdziwa natura.
    Dziewczyna złapała rękojeść ostrza w tym samym miejscu, w którym on ją trzymał. Ich dłonie się dotknęły. Terrence uniósł wzrok i spojrzał jej prosto w oczy, tak głęboko jak tylko się dało. Ona też patrzyła na niego. Nie odwrócił się nawet wtedy, gdy nóż niebezpiecznie zbliżył się do jego krtani.
    – Możemy spróbować. – odparł szeptem, zaciskając dłoń i delikatnie przekręcając ostrze w jej stronę. Jego usta wykrzywiły się w półuśmiechu, ale oczy pozostały raczej chłodne. Odzyskiwał pewność siebie. Gdyby chciała go skrzywdzić, to już by to uczyniła.
    Nagle drzwi trzasnęły, a wszystkie świece zgasły. Spowiła ich ciemność, jedynym źródłem światła była słaba, srebrzysta poświata księżyca, wpadająca przez okno. No i oczywiście włosy dziewczyny, które jakby promieniowały. Czy chciał czy nie, musiał przyznać, że w tym konkretnym momencie wyglądała wręcz pięknie.
    – Taką pomocą nie pogardzę. – mruknął, wyplątując nóż spomiędzy ich dłoni i odłożył go na stół. W głębi duszy powoli zaczynał czuć, że tak naprawdę nie chce wracać. Zaczęły się w nim budzić jakieś ludzie uczucia. Nie znał dziewczyny, nawet nie spytał o jej imię, ale chyba zostałby z nią w tej pustej wiosce. Wystarczyłoby jej jedno słowo.

    Pan widzę-że-podpis-zaczyna-ewoluować :D

    OdpowiedzUsuń
  31. Zaśmiał się cicho słysząc ją.
    - Ależ jaki panie.- powiedział rozbawiony.- Nie jestem aż taki stary…mów mi Lucjan, albo Lucek. Tak jak większość.- puścił do niej oczko. Może niby miał wiele tych latek na karku…tyle że sam stracił rachubę i przestał liczyć, ale najważniejsze było to, że nie wyglądał tak staro. Co było bardzo dobre, ponieważ chyba by się zastrzelił, albo utopił w wodzie święconej, gdyby miał wygląd starszego schorowanego dziadka.
    Nie drążył tematu jej imienia. Nie widział w tej chwili sensu aby tego robić. Jeszcze pewnie znajdzie się ku temu kilka innych okazji. Jeszcze jakiś czas może żyć w tej nieświadomości. Ta nieświadomość przecież go nie zabije, ani nic nie zrobi. Jego nie idzie tak łatwo wykończyć.
    Słysząc ją zaśmiał się. Zastanawiał się, czy potwierdzić, czy może powiedzieć coś innego. Przecież nie na darmo przybrał nazwisko „Boruta”. Taki „Boruta” to był takim diabełkiem- szlachcicem. Ogólnie według Lucka, był spoko ziomkiem.
    - Możliwe...- powiedział i uśmiechnął się tajemniczo.- Ale trafię z pewnością…- puścił do niej oczko.
    Kiedy kobieta wyszła z pokoju w, którym do niedawna stali i rozmawiali, Lucyfer zniknął. Zastanawiał się, czy ma zjawiać się samochodem, czy może na piechty przejdą. W sumie to nie było tak daleko i mogliby spokojnie przejść. Poza tym, jak się zdążył zorientować, niektóre kobiety lubią takich „eko” panów, a inne wręcz przeciwnie. Ale tym razem zaryzykuje i postawi na opcję „eko”. Najwyżej powie, że samochód u mechanika, czy coś w tym stylu. Miliony wymówek przychodziły mu do głowy i miał w tym wprawę.
    Lucek nigdy nie miał problemu z tym aby cokolwiek na siebie założyć. Na ogół zakładał to co było czyste i nie wydziwiał. A jeśli musiał się wystroić, to zakładał czarny garnitur, pewnej niemieckiej firmy. W końcu było go stać…ale za co? Niby jako prezenter kroci nie zarabiał, ale jeszcze był na tyle sprytny aby się ustawić na przyzwoitym poziomie.
    O siódmej zadzwonił do drzwi mieszkania „pani od pogody”- jak zaczął ją nazywać w myślach. Spojrzał na nią i nieco się uśmiechnął. Skąpa sukienka, która pasowała do kobiety idealnie. Przypuszczał, że ma ognisty temperament.
    - Gotowa?- zapytał lekko się uśmiechając. Miał nadzieję, że spotkanie nie będzie najgorsze i ogólnie rzecz biorąc nie wypadnie okropnie. Chociaż może przy którymś spotkaniu…?

    Lucek

    OdpowiedzUsuń
  32. Jego dłoń zadrżała lekko pod wpływem jej dotyku. Czuł w środku lekką nerwowość, ale lęk opuścił go całkowicie. Pozwolił pociągnąć się na środek chatki. Nie była aż tak ciasna, jak mogło się z pozoru wydawać. Przeczuwał, co za chwilę się stanie, ale nie chciał przyznać, że nigdy w życiu nie tańczył i nie wiedział jak się to robi. Postanowił jednak dzielnie stawić temu czoła. Gdy wykonała krok w przód i w tył, jego stopy nieporadnie podążyły za jej, a on sam zachwiał się niebezpiecznie, w ostatniej chwili odzyskując równowagę.
    – Przepraszam. – bąknął cicho, przenosząc wzrok na jej stopy i skupiając na nich całą uwagę, żeby po raz kolejny nie popełnić głupiego błędu. Na tym jednak się skończyło. Gdy tylko dziewczyna wykonała kolejny ruch, Burton, próbując za nią podążyć, zahaczył stopą o jej stopę. W głowie od razu zanotował, że musi nauczyć się tańczyć.
    Jej usta znalazły się niebezpiecznie blisko jego, dzieliło je dosłownie kilka centymetrów. Terrence zamarł na chwilę, a jego oczy powędrowały w dół ku wargom srebrnowłosej. Już prawie zrobił ruch, zbliżył się, gdy ona się odsunęła. Drażniła się z nim, bawiła, ale jemu to nie przeszkadzało. Z lekkim uśmiechem odwzajemnił ukłon, po czym powrócił na ławę, tym razem siadając tyłem i plecami opierając się o krawędź blatu. Cały czas spoglądał na dziewczynę, a ciekawość w nim wzbierała. Jej słowa sprawiły, że zaśmiał się krótko, i rozluźniły atmosferę.
    – My nie potrzebujemy snu, Panienko. – odparł, wzruszając lekko ramionami. Nie spał odkąd stał się Jeźdźcem. Teoretycznie mógłby, ale uważał to za zwyczajną stratę czasu.
    – Nie martw się, nie zrobię Ci krzywdy. – dodał pospiesznie, biorąc ze stołu małe jabłko i wgryzając się w nie. – Śpiące ofiary nie sprawiają takiej frajdy.
    Przełknął odgryziony kawałek, po czym oparł łokcie o blat i przymknął oczy, odchylając głowę. Jego myśli wyłączyły się całkowicie. Jedyne, co miał przed oczami, to uśmiechnięta twarz dziewczyny.

    [ Całkowicie się z Panią zgadzam, są świetni. :D ]

    W takim razie czekam na więcej!

    OdpowiedzUsuń
  33. Jego myśli powędrowały w stronę dwóch możliwych wersji przyszłości. Wiedział, że już za kilka godzin zmuszony będzie podjąć decyzję. Zostanie w opuszczonej wiosce z dziewczyną, której tak naprawdę nie zna, i stawi czoła nieznanemu? A może po prostu zrealizuje swój pierwotny plan, uda się do kolejnej wioski i tak zaczeka na Gon, aby razem z nimi powrócić w zaświaty i znowu całkowicie wyzbyć się wszelkich ludzkich uczuć? Mimo, że z pozoru był rozdarty, w głębi duszy znał już odpowiedź.
    Wprawnym ruchem wyrzucił ogryzek na okno. Raczej nie pozostał już nikt, kto mógłby narzekać na śmieci. Jego oczy powędrowały ku śpiącej dziewczynie. Na pierwszy rzut oka wydawało się, że śpi spokojnie, ale Terrence zauważył wąską strużkę potu spływająca po jej czole. Była nerwowa. Dosłownie sekundę później jej ciałem zaczęły wstrząsać małe dreszcze, a z ust wypłynęło ciche, niezrozumiałe mamrotanie.
    Burton nie wiedział jak się zachować, nigdy wcześniej nie spotkał się z czymś takim. Ostatecznie jednak powoli zsunął się z ławy i cicho podszedł do śpiącej dziewczyny. W tym samym momencie ta zaczęła trząść się bardziej. Wtedy podjął decyzję, żeby ją obudzić. Jego dłonie chwyciły dość mocno jej ramiona i potrząsnął nią kilka razy, do momenty kiedy się obudziła.
    — Wszystko w porządku. To tylko zły sen. — wymamrotał, widząc przerażone spojrzenie półprzytomnej wciąż-nieznajomej. Rękawem koszuli otarł jej czoło. Mimo jej całej bezbronności w tamtym momencie, nawet przez chwilę nie pomyślał, że mógłby ją kiedykolwiek skrzywdzić.
    Ostrożnie się odsunął i w odpowiedzi na jej pytanie pokręcił głową, wymyślając w pośpiechu kłamstwo:
    — Nie, nie. Myliłem się. Obrali inny cel. — każda wymówka była dobra, byle tylko pobyć z nią odrobinę dłużej. — Czuję to... w środku. — dodał pospiesznie, uśmiechając się przy tym lekko. Naprawdę liczył na to, że pozwoli mu zostać.

    Strażnik snów

    OdpowiedzUsuń
  34. [ To może być jako takie powiązanie w przeszłości, bo Pan w Nibylandii był chłopcem, miał jakieś 12 lat. Dorastał już tym świecie.
    Wolałabym chyba by poznali się kiedy Peter był już dorosły albo chociaż takim nastolatkiem, bo w dalekiej przeszłości Nibylandii był raczej chłopcem, który niczym nigdy się nie przejmował. ]

    Peter Pan

    OdpowiedzUsuń
  35. Rękaw mokry od potu dziewczyny przywołał na jego twarz delikatny uśmiech. Burton powoli opuścił rękę, po drodze niby przypadkowo muskając dłonią jej policzek. Ciepło, które poczuł w momencie dotknięcia jej delikatnej skóry sprawiło, że serce Jeźdźca przyspieszyło w nieznany mu dotąd sposób.
    Podniósł się w tym samym momencie, w którym ona wstała z łóżka. Jej słowa sprawiły, że ironicznie wywrócił oczami. Po nocy kwater na pewno było pod dostatkiem, nie było co do tego żadnych wątpliwości. On miał już jednak na oku konkretną.
    — Odkupię jabłko. — rzucił z lekkim uśmiechem błąkającym się na bladych wargach. Jej twarz nie zdradziła, że wyczuła kłamstwo, dlatego w głębi duszy odetchnął z uglą. Był bezpieczny. Przynajmniej chwilowo.
    — Nie jestem raczej typem, który używa przezwisk. W sumie nie miałem zbytnio ku temu okazji. — popatrzył na nią jeszcze przez chwilę, po czym podszedł to lekko rozpadającej się drewnianej komody. Korzystając z okazji, że już tam był, planował „pożyczyć” kilka ubrań od właścicieli. Byłyby miłą odskocznią od tego, co do tej pory zmuszony był nosić codziennie. Nie chciał przyznawać tego na głos, ale te kilka godzin z dala od Gonu zaczynało mu się podobać.
    — Chyba to wezmę. — mruknął do siebie, uważnie oglądając idealnie białą, jak na chłopów, koszulę. Na chwilę całkowicie zapomniał, że nie był sam. Dopiero słowa dziewczyny sprawiły, że ponownie zwrócił na nią uwagę, pospiesznie wrzucając ubranie tam, skąd je wziął.
    — Mogę pójść z Tobą, oczywiście jeśli chcesz. — nieznacznie rozłożył ręce, a jego brwi powędrowały do góry. Nie pogardziłby odrobiną świeżego powietrza, a już szczególnie w tak doborowym towarzystwie. Amara jednak sprawiała raczej wrażenie osoby, która chciałaby pobyć przez chwilę w samotności.
    Postanowił nie ciągnąć dalej tematu. Odprawił dziewczynę krótkim skinięciem głową, a potem tylko patrzył jak ta wychodzi przez drzwi i oddala się pospiesznym krokiem. Powolnym krokiem podszedł w stronę łóżka, na którym spała dosłownie parę minut temu, i zaciągnął się świeżym jeszcze zapachem. W głębi duszy dziękował Bogu za wyczulone zmysły.
    Po tym dość dziwnym incydencie w jego wykonaniu, po prostu usiadł i jakby zamarł w bezruchu. Miał w tym wprawę, mógł tak czekać miesiącami – ostatecznie robił to razem z innym Jeźdźcami w przerwie między jedną zimną a drugą, regenerując się i oczekując na ponowne rozpoczęcie łowów. Do rzeczywistości przywrócił go dopiero odgłos kroków.
    — Wróciłaś. — rzucił na powitanie, gdy tylko dziewczyna przekroczyła próg, a na jego twarzy zagościł szeroki uśmiech.

    Terrence

    OdpowiedzUsuń
  36. [ Prawie bym zapomniał! Czy mógłbym prosić moją ulubioną autorkę o numer GG bądź też maila? :D Mam parę szybkich pomysłów co do rozwinięcia wątku. :D ]

    Wierny fan :D

    OdpowiedzUsuń
  37. [Dziękuję, miło mi bardzo. Zwłaszcza, że jestem chora i naprawdę ciężko mi się myśli. :)
    O proszę, jak fajnie. Powiązanie brzmi super. W ogóle można jeszcze bardziej urozmaicić. Skoro Amara jest nieśmiertelna mogli się spotkać dużo wcześniej, nim jeszcze Nuada zginął i związał się z Dzikim Gonem. Wtedy spotkanie przy okazji sprawy z jednym z jeźdźców mogłoby wypaść ciekawiej, bo może dogadaliby się ze względu na coś z przeszłości? Może nawet na zasadzie odwdzięczenia się za jakąś przysługę, albo może jakiś układ - coś za coś?]

    Nuada

    OdpowiedzUsuń
  38. — Mógłbym zapłacić chociażby w naturze. — rzucił jakby od niechcenia coś, co w jego mniemaniu było dość zabawne. Nie miał wcześniej w życiu zbyt wielu okazji do żartowania, dlatego zdawał sobie sprawę, że jego wyobrażenie mogło być całkowicie różne od rzeczywistości. Podniósł się z posłania, staranie wygładzając pościel. Zawsze starał się zostawiać rzeczy w takim stanie, w jakim je pierwotnie zastał. Jej słowa sprawiły, że uniósł lekko brwi. Szczerze mówiąc, to nie był w stanie wyobrazić sobie siebie w roli kury domowej, no ale ostatecznie Amara okazała mu już wystarczająco dużo litości.
    — Coś czuję, że będziesz miała niezły ubaw. — mruknął cicho, udając obrażony ton głosu, po czym podniósł ze stołu ścierkę, a następnie zaczął zawzięcie usuwać każdy, nawet najmniejszy ślad brudu z blatu stołu. Od pracy nie oderwał go nawet fakt, że dziewczyna co chwilę na niego spoglądała. Było to w gruncie rzeczy dość przyjemne uczucie. Pierwszy raz był w centrum uwagi tak wspaniałej istoty.
    Dziewczyna opuściła chatę i udała się na dwór, a Terrence podążył za nią wzrokiem, który można było wręcz uznać za tęskny. Przez okno obserwował każdy ruch dziewczyny, która akurat krzątała się przy pobliskiej studni. Nie czekając długo, porzucił szmatkę na prawie czystym stole i również udał się na zewnątrz. Pierwszy raz od poprzedniej, pamiętnej nocy.
    — Może Ci pomogę? — spytał lekko podniesionym głosem tak, aby mogła go wyraźnie usłyszeć. Było to jednak pytanie retoryczne, bowiem już po chwili był przy niej, spychając ją lekko na bok i własnoręcznie wciągając z powrotem na górę wiadro pełne wody. Nie mogąc się powstrzymać, obdarzył ją przy tym jednym ze swoich najbardziej czarujących uśmiechów.
    — Kobiety nie powinny się męczyć. — dodał na swoje usprawiedliwienie, chociaż tak naprawdę nie miał pojęcia, jak postępować z osobnikami płci pięknej. W końcu do tej pory tylko je porywał.
    Terrence odstawił napełnione wiadro na ziemię, po czym podwinął rękawy koszuli ponad łokcie, a wzrok skierował na Amarę. Po raz kolejny całkowicie pochłonęła jego uwagę, sprawiając, że zapomniał o otaczającym ich świecie.

    Ter

    OdpowiedzUsuń
  39. [O, brzmi super i wcale nie brniesz za daleko. Dla mnie brzmi bomba, bardzo mi się podoba.
    Jak dla mnie pomysł super! W ogóle bogowie mogli nie być zadowoleni z ich relacji i wpływu jaki Amara mogła mieć na Nuadę. Można też zrobić, że była przy nim przez te lata, gdy stracił rękę i nagle się okazało, że przestał być potrzebny. Wszyscy z wyjątkiem Amary by się wtedy od niego odwrócili. A potem właśnie w momencie, gdy dostał srebrną rękę i właśnie widziała już co się święci mogła go odwodzić i ostatecznie by się rozstali. I w sumie nie tylko to by mu mogła wypomnieć, ale też, że była przy nim, kiedy reszta go zostawiła. Jak uważasz? :)]

    Nuada

    OdpowiedzUsuń
  40. Jej słowa sprawiły, że z ust Bartona uciekł nagły, niekontrolowany śmiech. W głębi duszy musiał przyznać, że żart był jak najbardziej udany i na miejscu. Nieświadomie udało jej się odkryć jego sekretne zamiary. Nie tylko chciał jej pomóc, ale też w pewnym stopniu zaimponować. Własne ciało było ostatnią rzeczą, której się wstydził.
    — Cóż, mogłabyś naciągnąć mięsień albo dwa, a tego byśmy bardzo nie chcieli. — wzruszył lekko ramionami, opierając dłonie na biodrach. Dopiero teraz tak naprawdę miał okazję w pełni zapoznać się z miejscem, w którym przyszło my wylądować.
    Na pierwszy rzut oka wioska ta nie różniła się tak naprawdę niczym od tych, które do tej pory odwiedzał. A może była to po prostu kwestia tego, że był za bardzo zajęty porywaniem kolejnych dusz, żeby zwracać uwagę na detale.
    Główny „plac” w postaci studni i paru małych, teraz opustoszałych stoisk sprzedawców, otoczony był przez małe, ale zadbane z zewnątrz domki. Prawie każdy z nich ozdobiony był jakimś kolorowym elementem. No i do tego świeże powietrze, które przy każdym wdechu przyjemnie drażniło jego nozdrza. Chyba faktycznie mógłby spędzić tu jakiś czas, może nawet resztę nieskończoności. Cisza, spokój, kontakt z naturą. Z rozmyślań wytrącił go dopiero jej dotyk. Owinęła ręce wokół jego pasa i przylgnęła tak blisko jak tylko się dało, a on, nie czekając długo, odpłacił jej tym samym i schował dziewczynę w swoich ramionach, jakby ukrywając ją przed światem.
    — Nie przejmuj się. — powiedział cicho, całkowicie ignorując wodę, która powędrowała również na jego buty. Nie mógł do końca uwierzyć w to, co się dzieje. Trzymał w objęciach dziewczynę, którą jeszcze tak niedawno chciał porwać, skreślić jej duszę, dodać do swojej kolekcji. Nastrój pogorszyło dopiero jej pytanie. Nie dlatego, że nie chciał odpowiadać. Nie znał odpowiedzi na jej pytanie. Postanowił jednak być szczery. Intuicja podpowiadała mu, że mógł jej bez przeszkód zaufać.
    — Nie pamiętam. — mruknął cicho, marszcząc czoło. Jego dłoń lekko zacisnęła się na plecach dziewczyny. — Jedyne co wiem to to, że przyłączyłem się dobrowolnie. Wszystko było lepsze niż śmierć. Ale nie wiem skąd pochodzę. Nie wiem kiedy mnie zabrali. Nie wiem ile mam lat, ani jak się tak naprawdę nazywam. — z każdym wypowiedzianym słowem jego głos cichł coraz bardziej, a on sam powoli zamykał oczy. Po raz kolejny starał się sobie przypomnieć, ale wiedział, że to nic nie da. Jego pamięć o tamtych latach została wymazana całkowicie.

    [ Wiersz bardzo piękny! :D Nawet odrobinę pasuje do całości wątku! ]

    Ter

    OdpowiedzUsuń
  41. Jego czoło przeorały zmarszczki, dodając Burtonowi trochę lat. Jego mózg pracował na najwyższych obrotach, a on sam znalazł się jakby w innym wymiarze, stał się nieobecny. Próbował przypomnieć sobie chociaż jeden najmniejszy detal, cokolwiek. Wystarczyłoby znaleźć w pamięci nazwisko, a potem całą resztę odnalazłby sam. Po słowach dziewczyny skierował na nią wzrok, a ta mu w tym pomogła, ujmując jego twarz.
    — Ale mimo wszystko przyjemnie byłoby wiedzieć, kim się jest. Było. — poprawił się szybko, a na jego twarz zawitał nieznaczny uśmiech. Nie miał dziewczynie za złe ciekawości. Było to wręcz logiczne, że przyjmując kogoś pod swój dach, chcielibyśmy wiedzieć coś więcej o tej osobie.
    Jej niespodziewane odskoczenie wytrąciło go odrobinę z równowagi. Czoło ponownie się zmarszczyło. Nie wiedział, co tak bardzo przeraziło Amarę, ale ta już po chwili wkładała w jego dłonie uchwyt wiadra, więc nawet nie miał czasu się nad tym zastanowić. Zaczepił wiadro na hak i powoli opuścił je do wnętrza studni. Jego wzrok co chwilę uciekał w stronę obserwującej go dziewczyny. Bycie w centrum czyjejś uwagi było dość przyjemnym uczuciem i nie mógł tego już dłużej ukrywać.
    — Wszystko w porządku? — spytał, słysząc jej plątające się słowa, ale zanim uzyskał odpowiedź, srebrnowłosa pędziła już w stronę chatki, na odchodne rzucając mu tylko jedno polecenie. Drewno. Nie wydawało się to jakąś ciężką robotą, chociaż wcześniej nie miał z tym do czynienia.
    Odniósł napełnione wiadro pod same drzwi, gdzie je zostawił. W głowie zanotował, żeby o nim nie zapomnieć. Nie chciał mieć do czynienia z rozdrażnioną kobietą. Udał się w stronę pieńka z wbitą weń siekierą. Mimo reszt śniegu zalegających na ziemi, Burton nie czuł zimna. Nie chcąc się zbytnio spocić przy rąbaniu, zsunął z ramion koszulę i przewiązał ją w pasie. Jedyną osobą, która mogła go w tej sytuacji podejrzeć, była nowa towarzyszka, ale zbytnio mu to nie przeszkadzało. Po minucie powietrze wypełnił odgłos rozłamującego się na kawałki drewna, a on całkowicie poddał się temu zajęciu, całą swoją siłę koncentrując w każdym ruchu rąk.

    Typowy samiec

    OdpowiedzUsuń
  42. [No i super. Jasne nie ma problemu, jak się uda to może jeszcze dzisiaj coś naskrobię. :)
    Czyli robimy sobie wątek przez przeszłość aż do czasów obecnych i zaczynamy w na samym początku, na przykład jeszcze przed pierwsza bitwą i sobie to wszystko ładnie po kolei rozegramy, tak? A szczegóły już będziemy kombinować na bieżąco? ;)]

    Nuada

    OdpowiedzUsuń
  43. [Świetnie, już się cieszę w takim razie. Postaram się niebawem zacząć.]

    Nuada

    OdpowiedzUsuń
  44. Z każdym uderzeniem siekiery czuł, że schodzi z niego odrobina napięcia, które czuł od zeszłej nocy. Jakaś część Burtona zdążyła się już pogodzić z tym, że najprawdopodobniej zostanie tu na stałe. Nie wróci już do Gonu. Będzie żył zwykłym, ludzkim życiem. Sam, albo u boku kobiety, którą dopiero co poznał. Jakkolwiek dziwnie to mogło brzmieć, on nie miałby nic przeciwko. Była nie tylko istotą bardzo piękną i uroczą, ale też zwyczajnie przyjazną.
    Po rozrąbaniu ostatniego kawałka, z ulgą upuścił siekierę tuż obok swojej stopy, nie fatygując się nawet, żeby na powrót wbić ją w pieniek. Z resztą, narąbał tyle, że starczy im na następne dwa, może trzy dni, jeśli noc będzie wystarczająco ciepła. Wyprostował się i przeciągnął nieznacznie, przymykając przy tym oczy. Niewielkie stróżki potu spływały po jego plecach i ramionach, ale pospiesznie otarł je koszulą, zostawiając ją potem na miejscu, w którym przed chwilą pracował. Zebrał kawałki drewna na kupkę, po czym stopniowo zaczął przenosić je pod drzwi i układać w stosy tak blisko ściany, jak to tylko było możliwe, aby w razie deszczu wystający dach uchronił je przed namoknięciem, po czym chwycił w dłoń pełne wody wiadro, pod pachę wkładając kilka kawałków drewna, i wszedł do środka, szczelnie zamykając za sobą drzwi. Z pozoru zabieg ten mógł wydawać się zbędny, szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że byli w wiosce zupełnie sami, no ale bezpieczeństwo przede wszystkim. Amara krzątała się w części służącej za kuchnię.
    — Przyniosłem wodę. I drewno. — rzucił na przywitanie, zerkając na nią. Stała przy drewnianym stole i zacięcie coś kroiła, a tuż obok niej leżało coś, co wyglądało jak przyprawy. Zapowiadało się na to, że będzie dobrze. Podążając za jej poleceniami, najpierw pospiesznie rozpalił ogień, po czym przelał przyniesioną wodę do kociołka i ustawił go nad paleniskiem. Mimo całej przyjemności, ziemskie, ludzie życie potrafiło być męczące.
    Powoli się wycofał i ułożył wygodnie na posłaniu, doskonale eksponując muskularny tors. Cała jego uwaga skupiła się na dziewczynie, która, gdy tylko woda zaczęła się gotować, od razu zsypała do środka warzywa i doprawiła. Izba prawie od razu wypełniła się przyjemnym zapachem.
    — Nie szkodzi. Przydałoby się trochę więcej wody, żeby wystarczyło na kąpiel. No chyba, że nie masz takich planów na dzisiejszy dzień. — ostatnią uwagę skwitował uśmiechem. Spodobało mu się droczenie z nią, mimo że momentami wciąż sprawiała wrażenie przestraszonej. Uwagę o jabłkach zdecydował się zignorować. Były dość dobre, fakt, ale nie należały do jego ulubionych. — Powiedz tylko słowo, a polecę do studni.

    Leń

    OdpowiedzUsuń
  45. — Nie pogardziłbym taką możliwością, panienko. — odparł równie żartobliwie, zadziornie unosząc przy tym brwi. Nie mówił tego już tylko po to, żeby się z nią podroczyć. Faktycznie pragnął bliskości. Nie tylko emocjonalnej, ale też tej cielesnej. Z nią.
    Dziewczyna wstała, a Burton podążył za nią wzrokiem, ani na chwilę nie zmieniając pozycji. Dopiero teraz zwrócił uwagę na idealne proporcje i kształty jej ciała. Już miał się odezwać na ten temat, jednakże Amara sprowadziła jego myśli na inny, bardziej przyziemny temat. Zupa była gotowa. Jej uwaga sprawiła, że cicho się zaśmiał.
    — Czyżbyś czuła się rozproszona? — mruknął dość niskim głosem, drażniąc się z nią. Nie miał zamiaru się ubierać, przynajmniej jeszcze nie teraz. Podświadomie wiedział, jak na nią działa. Było to widoczne nie tylko w jej zachowaniu, nerwowych gestach, ale też w sposobie, w jaki mówiła. Jedyne co zrobił, to usiadł na posłaniu, aby nie zakrztusić się w trakcie jedzenia.
    Przytknął do ust brzeg miski i przechylił ją, jednym potężnym łykiem opróżniając zawartość prawie do połowy. Normalny człowiek najprawdopodobniej krzyknąłby z bólu i skończył z poparzonym przełykiem, ale on był na to odporny. Jego organizm ignorował ból prawie całkowicie. Gdy tylko zaczęła mówić, cała jego uwaga skupiła się na niej, a z każdym kolejnym słowem jego twarz przybierała bardziej poważny wyraz. Mogło jej się wydawać, że prosi o wiele, ale to było dokładnie to, czego on sam chciał.
    — Wcale nie brzmi tak przerażająco, jak myślisz. — na jego ustach pojawił się delikatny uśmiech. — Sam miałem Cię prosić o pozwolenie na zostanie.
    Odstawił miskę na podłogę i wstał, uważając przy tym, żeby nie trącić jej stopą i nie narobić bałaganu. Nie miał ochoty już niczego dzisiaj sprzątać. W ułamku sekundy znalazł się u boku dziewczyny, siadając na ławie przy stole, a jego oczy cały czas obserwowały jej twarz. Była na tyle blisko, że mógłby ją pocałować, zbliżyć się, a ona nie miałaby wystarczająco dużo czasu na reakcję. Chwilowo jednak powstrzymał zapędy.
    — Załóżmy tu dom. — wybąkał, gdy tylko zakreśliła tajemniczy symbol i wytłumaczyła jego znaczenie. Wiedział, że ostatecznie może pożałuje swoje decyzji, ale w tamtej chwili właśnie tego chciał. Pragnął z nią zostać. Niekontrolowanie nachylił się w stronę dziewczyny. Jego powieki opadły, a wargi delikatnie musnęły jej usta.

    [ Ja zawsze piszę się na wszystko, co Pani Z. zaproponuje. :) ]

    gołąb

    OdpowiedzUsuń
  46. Wywrócił oczyma i westchnął ciężko. Ledwo ją zobaczył, a wiedział już, że łatwo nie będzie. Teraz jego obawy się sprawdzały, a prześliczna posiadaczka jednorożcowej natury jak zwykle chciała postawić na swoim. W takich momentach Huck zaczynał się zastanawiać po co ją wtedy wypuścił z tej cholernej klatki. Równie szybko mu się to przypominało, gdy jego wzrok znów padał na jej osobe. Była wtedy równie piękna co zawsze, ale bez ubrań i za kratami była też dużo bardziej przekonująca. Zwłaszcza dla mężczyzny ze złamanym sercem, który szczęścia szukał w ramionach kobiet. No… Nie tylko w ich ramionach.
    - Złoczyńca, znowu pojawia się to cudowne słowo. Co wszyscy mają z tym powierzchownym ocenianiem mnie? Pirat nie równa się złoczyńca, skarbie. Ale długo by opowiadać, a ty i tak byś nie uwierzyła, więc nie ma po co zagłębiać się w ten temat. Ech… Gdyby można było wrócić do tamtych chwil gdy byłaś taka chętna i golusieńka to byłoby łatwiej, a tak pozostajesz tylko prawdziwa, uparta ty. Oj Amaruś – nie miał najmniejszej ochoty na sprzeczki z nią, ale nie miał też ochoty na podejmowanie tej gry.
    Kolejna przygoda z Kobyłką przy ramieniu, kolejna cholerna przygoda. W tym szarym, cholernym mieście. Tylko że tym razem pewnie skończyło by się to o wiele tragicznej niż zwykle. Że też Jones musiał być cholernym piratem, który tylko potrzebował takiego impulsu jak białowłosa ślicznotka, by rzucić się chętnie w wir niebezpieczeństw.

    Głos miała jak anielica i tak też wyglądała. Zresztą nie miał się co dziwić, w końcu była jednorożcem. Nie mniej jednak dawno nie popadł w podobny zachwyt i pożądanie. Z drugiej jednak strony było postanowienie dowiezienia cennego łupu na miejsce i zgarnięcia nagrody. Przecież to wszystko najprawdopodobniej było tylko szczwaną sztuczką, a zdobycz czmychnęłaby mu przy pierwszej okazji… Kolejnym argumentem przemawiającym jednak za otworzeniem klatki był fakt, że znajdowali się na środku morza, a ona była delikatną kobietą, ewentualnie narowistą kobyłką. W obu przypadkach morze stanowiło dla niej równie wielką przeszkodę do pokonania, co dla przeciętnego człowieka. Zbyt wiele mil od brzegu.
    Gdy jej dłoń dotknęła jego policzka, przeszedł go przyjemny dreszcz.
    - Niw ciebie więżę, piękności ty moje – odezwał się, wreszcie odzyskawszy rezon. – Ja tylko pragnę dostarczyć jednorożca komuś, kto umiałby o niego zadbać. Choć te kraty rzeczywiście mogą ci się wydawać mylące – mówił, nie odrywając od niej wzroku. – Moi chłopcy są bardzo płochliwi, wystraszyłaś ich trochę – oznajmił podnosząc jedną brew i uśmiechając się flirciarsko.
    Kochał te grę. Kochał igrać z kobietami i niebezpieczeństwem. To były największe z uciech jego życia, nic innego nie mogło mu przynieść równie wielkiej radości. Zepsuty do szpiku kości, doświadczony przez życie, szukał piękna i okazji do zabawy. Niczym mały, zagubiony chłopiec, którym tak naprawdę był.
    - Przekonaj mnie, a cię ocalę – obiecał. – Słowo honoru.
    Kapitan Hak zawsze dotrzymuje słowa. Zawsze.



    Jej dłoń wylądowała na jego policzku i Huck zrozumiał, że już przegrał. Nie było mowy o sprzeciwianiu się, robieniu scen i wracaniu do domu. Musiał puścić w zapomnienie kocyk, książkę i okulary. Ona pewnie nawet nie potrafiłaby go sobie wyobrazić w tak nie niegodziwej sytuacji.
    - W bok robi się skok – podsumował i znów się uśmiechnął. Uśmiech był jego maską, odpowiedzą na wszystko, deską ratunku. – Ten pirat niestety gdzieś się zapodział, a ja dorosłem i nabrałem ogłady. Wiem, że to się źle skończy, wiem, że pożałujemy. Szczególnie ja, zapewne. Ale do czorta, niech ci będzie. Proponuję niezwłocznie udać się za moją blondwłosą znajomą i albo podjąć jej zadanie, albo poobserwować.
    Skrzywił się delikatnie i pokręcił głową.
    - Kobieto… Skąd ty wzięłaś ten dar przekonywania? Niby wiem, że najchętniej byś mnie zabiła, a jednak zgadzam się. Chyba śmierć z twojej ręki jest równie pociągająca co ty sama – podsumował ze wzruszeniem ramion.

    bezsilny i bezręki, oddany sługa

    OdpowiedzUsuń
  47. [ On na pewno by jej nie pamiętał, bo Peter teraz po latach, ma wrażenie że Nibylandia była jednym z przytułków do których trafił albo jakąś rodziną zastępczą.
    Wolałabyś by się spotkali kiedy Peter był jeszcze w gangu czy już w Fabletown? ]

    OdpowiedzUsuń
  48. [Witam serdecznie, chociaż z wielkim opóźnieniem. :)
    Przepiękna karta i naprawdę bardzo fajna, oryginalna postać. Życzę dużo weny i dobrej zabawy, no i jeśli znajdzie się chęć - zapraszam do siebie. :)]

    Oberon

    OdpowiedzUsuń
  49. [Puszczę płazem tę piłkę ze względu na uczucie do Gry o Tron. xD
    Po przeczytaniu wolontariuszka w schronisku przyszłoby mi do głowy, by udawać psa, ale chyba jednak dwumetrowy wilk nie przejdzie :C.
    Ale z drugiej strony może w ramach wolontariatu wyprowadzać psa, który zgodnie ze swoją naturą pobiegnie do brata-wilka jak szaleniec.
    O tej porze nie mam zbyt dobrych pomysłów.
    Ps. Cudna karta, mega podoba mi się oprawa graficzna. Tekst też bardzo wciąga :D]


    Bigby

    OdpowiedzUsuń
  50. Czas jakby się zatrzymał, a wszystko dookoła straciło znaczenie. Całkowicie zatopił się w pocałunku, starając się zapamiętać delikatność i smak jej ust, oraz sposób w jaki odwzajemniała jego pocałunek. Nigdy wcześniej nie doznał takiego uczucia. Miał wrażenie, że jego serce płonie i chce wyskoczyć na zewnątrz. Biło tak szybko, że wydawało się to aż nierealne. Czuł się ludzki. Czy to możliwe, że był w stanie tak szybko się zauroczyć, może nawet zakochać?
    Ciepły oddech dziewczyny owiewał jego lekko już rozgrzane, lecz wciąż blade wagi. Dłonie Burtona powędrowały do góry, wzdłuż jej rąk, aż do policzków. Delikatnie ujął jej twarz. Mógł wyczuć jej lekkie zdenerwowanie, ale nawet to nie powstrzymało go przed nieznacznym pogłębieniem pocałunku. Marzył o tym, żeby ten moment trwał wiecznie.
    Po chwili jednak dłoń Amary zawędrowała w jego włosy, a sama dziewczyna uchyliła się. Górne zęby lekko przygryzły dolną wargę, gdy ciepłe usta dotarły w region ucha. Nigdy wcześniej nie był z nikim tak blisko, nigdy nie czuł się tak jak przy niej. A ona znowu lekko się z nim drażniła i to tylko pogłębiało przyjemność.
    — Z przyjemnością. — odparł cicho. Za oknem robiło się już ciemno, a niebo było bezchmurne, pokryte płaszczem maleńkich, świecących punkcików. — Chodźmy.
    Wstał i chwycił jej dłoń, delikatnie pociągając za sobą. Jego palce splotły się z jej palcami. Powoli poprowadził dziewczynę przed drzwi, na zewnątrz. Jego wzrok powędrował ku jej twarzy, po czym w górę, ku niebu. Znowu byli sami. Wciąż dane mu było rozkoszować się kawałkiem ich wieczności.

    [ Ojej. :( Będzie mi Cię ogromnie brakować, no ale cierpliwie poczekam! I przy okazji podrzucę kolejną piosenkę budzącą we mnie skojarzenia z naszą parką. :D https://www.youtube.com/watch?v=0RyInjfgNc4 ]

    w pułapce miłości

    OdpowiedzUsuń
  51. [Witam serdecznie na blogu! :)
    Naprawdę świetny pomysł na postać. Co może być bardziej bajkowego niż jednorożec? Karta jest po prostu przepiękna i wizualnie i w treści. Jestem pod wielkim wrażeniem, bo naprawdę dałam się zaczarować. Mam nadzieję, że Amara zostanie z nami jak najdłużej. Życzę dużo dobrej zabawy, samych ciekawych wątków, no i zapraszam do siebie.]

    - Administracja
    (& Hagen Alder)

    OdpowiedzUsuń
  52. Uśmiechnął się delikatnie widząc ja w dzisiejszej kreacji. Przygryzł nieco wargę i dyskretnie od czasu do czasu na nią zezował. Uśmiechał się delikatnie, wydawało mu się, że przejrzał „tajemniczą nieznajomą”. Chodzi jej pewnie o to aby on myślał, że ją poderwał, ale w rzeczywistości jest na odwrót. Szczwana z niej bestia.
    Wprowadził ja do środka restauracji i zachował się niczym gentelman żywcem wyciągnięty z podręcznika do savoir-vivre. W końcu nie na darmo przez tyle lat uczył się kilkunastu rzeczy związanych z etykietą i manierami. Oczywiście…tylko i wyłącznie po to aby jakoś się rozeznać pomiędzy tymi ludźmi, kiedy był na ziemi po dosyć dłuższej nieobecności. Pamiętał jak czuł się tutaj dosyć dziwnie.
    - Cóż, czy gdybym spotkał cię za pierwszym razem w barze i zaprosił na kolację to miałabyś o mnie takie samo zdanie jak podczas tego, kiedy zaprosiłem cię w pracy? – zapytał z czystą ciekawością w głosie. Uśmiechnął się delikatnie i odsunął kobiecie krzesło aby ta mogła usiąść. Po chwili sam zajął miejsce naprzeciwko niej.
    - Powiedz mi…to jak cię nazywają? – uśmiechnął się szelmowsko. W końcu może teraz się dowie. W końcu nie wypadało wchodzić baśniowcom do głowy i przeszukiwać ich w celu dowiedzenia się jak się nazywają. A już nie na pierwszej randce.
    - Co ciebie podkusiło żeby pracować w telewizji jako pogodynka? Z cała pewnością lepiej wyglądałabyś podczas prowadzenia wieczornych wiadomości – posłał jej szeroki uśmiech. W końcu należało jakieś komplementy jej posłać.

    Lucek

    OdpowiedzUsuń
  53. Nie wiedział, gdzie chciała go zabrać. No i oczywiście nie miał szans się nawet domyślić, biorąc pod uwagę fakt, że był tu całkowicie po raz pierwszy. Przez chwilę miał ochotę rzucić jakimś żartem i wyprowadzeniu w las i zamordowaniu tam, ale odpuścił. Nie chciał psuć atmosfery, która w jakiś dziwny sposób sprawiała, że jego serce cały czas biło jak szalone.
    Przeniósł wzrok na dziewczynę. W świetle księżyca jej włosy wydawały się jeszcze bardziej srebrne, a ona sama wyglądała jak jakaś majestatyczna, nieludzka istota. No ale przecież nie mogła być. Gdyby była, wiedziałby. Jednakże, patrząc na to z innej strony, człowiek nie zwaliłby go z konia za pomocą jakiejś potężnej magicznej siły.
    Na twarzy Burtona zagościł szeroki uśmiech, gdy tylko dziewczyna ścisnęła jego dłoń. Wyglądało to prawie tak, jakby dawał jej jakiś poczucie bezpieczeństwa w tej pustce i głuszy. W końcu nie było z nimi nikogo innego. I w sumie chciał, żeby się tak przy nim czuła. Nie chciał już budzić tego niewielkiego lęku, który wyczuwalny był na początku ich znajomości. On sam czuł się przy niej jak w domu.
    Amara zaczęła prowadzić go w stronę ciemnej kolumnady drzew, a żart, o którym tak niedawno myślał, nagle nabrał ponurego sensu.
    — Chyba mnie tam nie zamordujesz i nie porzucisz zwłok na pożarcie dzikim bestiom, co? — mruknął cicho, uśmiechając się do niej zadziornie. Chciał przerwać ciszę, która tu, w głuszy, napawała go dziwnym niepokojem, mimo że miał przy sobie tak cudowną osobę. Nie chodziło o to, że to ona przyprawiała go o to poczucie niepokoju, wręcz przeciwnie. Ona była ostoją spokoju, bezpieczeństwa. Chodziło o te wszystkie dźwięki zwierząt, pohukiwanie sów. Nigdy wcześniej nie miał z tym do czynienia.
    Niespodziewanie dziewczyna zatrzymała się, odwiązała z pasa jego koszulę i wcisnęła mu ją w ręce. Z ust Burtona wydobył się cichy śmiech.
    — Wedle rozkazu, szefowo. — rzucił krótko, pospiesznie naciągając ubranie na ramiona i zapinając aż po samą szyję. W międzyczasie spróbował jeszcze swojego triku ze słodkimi oczami, no ale niestety nie wyszło, a dziewczyna odwróciła się.
    Burton zaczepnie dźgnął ją palcem w bok.
    — Możemy ruszać dalej. — z jego ust nie schodził uśmiech. Nie wiedział, jak ona to robi, ale czuł się przy niej zaskakująco dobrze.

    [ Tak jakoś słuchaj wyszło. :D Ja tam pomagać lubię! I oczywiście również się cieszę, że wraz z Amarą stanęłyście na drodze mojej i Pana Widmo, nawet nie wiesz jaki to zaszczyt. :D Skoro już o piosenkach mowa, to ta - https://www.youtube.com/watch?v=dpaN5WCe_UA – kojarzy mi się z naszą dwójką, ale już w czasach współczesnych. :D ]

    gorrrący jak zupa, jak to stwierdziła Le Fouve po przestalkowaniu naszego wątku :D

    OdpowiedzUsuń
  54. [Cieszę się, że w łagodnej, bo gdyby tak na mnie smoka zesłała, to chyba nie byłoby ratunku. :D
    Ano, właśnie. Myślę, że mogłoby się tu pojawić coś w stylu żartobliwej rozmowy, a potem od słowa do słowa oczywiście wymiana zdań, czy wszystko w porządku, nic nie zagraża itp, jak to Szeryf, dbający o swoich ludzi :D. Ewentualnie, jeśli chcemy trochę wrażeń, potem pies może się nieoczekiwanie spłoszyć przez jakąś burdę i nie dość, że trzeba będzie ją zgasić to jeszcze pomóc niewieście odnaleźć zagubione zwierzę.]
    Bigby

    OdpowiedzUsuń
  55. Materiał przykrył ramiona i tors, a Burtonowi od razu zrobiło się odrobinę cieplej, mimo że w jego przypadku temperatura ciała ani otoczenia nie odgrywała większego znaczenia. Mimo wszystko, dzięki okryciu zawsze było jednak przyjemniej we własnej skórze. Jedynym minusem było to, że dziewczyna przestała ukradkiem zerkać na jego mięśnie, no ale to pewnie było do nadrobienia.
    — Czytam Ci w myślach. — postukał się lekko palcem wskazującym w skroń, a z ust wydobył się dość melodyjny jak na mężczyznę śmiech. — Strzelam, że smakuję dość dobrze, chociaż mogę się okazać ciężkostrawny.
    Miał dodać coś jeszcze, ale pocałunek Amary skutecznie go uciszył, a on całkowicie zatopił się w smaku jej ust, nawet jeśli była to tylko sekunda.
    Nocą
    Ukradkiem
    Skradniesz mi duszę
    Rankiem
    Znikniesz
    We mgle
    Wczorajszej
    Skroplonej
    Kwaśnym Winem
    Znów
    Nocą
    Mnie zbudzisz
    Cierpkim bzem
    Ogłuszysz
    Znów będę
    Mdlał
    Z rozkoszy

    Z jego ust wydobyło się ciche westchnięcie, gdy nieskazitelnie białe zęby dziewczyny w kuszący sposób wbiły się w jego wargę, po czym ją puściły. Chciały móc zatrzymać czas. To, w jaki sposób się z nim drażniła, było tak przyjemne, że aż nie do zniesienia. Marzył o tym, żeby złapać ją za ramiona, przykuć do drzewa i po prostu całować, smakować jej ust.
    — A co gdyby ten Wielki Pies zjadł Zająca, którego ostatecznie do życia przywróciłby Jednorożec? — rzucił żartobliwie, ściskając dłoń dziewczyny odrobinę mocniej. Tutaj, w głuszy, na obcym terenie, był zdany całkowicie na nią. Ufał jej jednak do tego stopnia, że wiedział, że nie skrzywdzi go, ani też nie wprowadzi na niebezpieczny obszar.
    Dowód na to ukazał się dosłownie parę minut później, gdy tylko ich oczom ukazało się potężne, dość mrocznie wyglądające drzewo, z niepokojąco poruszającymi się gałęziami, które prawie od razu ich zaatakowały. Ku zdziwieniu Terrence'a, drobna dziewczyna powaliła go na ziemię z siłą godną zapaśnika, i do tego zasłoniła własnym ciałem. Nie wiedział o co chodzi, ale był to już drugi raz, gdy zachowała się inaczej od przeciętnego śmiertelnika.
    — Wiedziałem, że prędzej czy później to nastąpi. — puścił jej oczko, również wstając. Nie chciało mu się jednak bawić w otrzepywanie się, i tak planował oglądać te obiecane gwiazdy z pozycji leżącej.
    Przeszli przez przejście, które ukazało się dopiero po tym, jak mordercze gałęzie się uspokoiły, a nowy widok sprawił, że Burtonowi na chwilę zaparło dech w piersiach. Jego bystre oczy zaczęły omiatać otoczenie jak szalone. Źródło, jezioro, które aż zachęcało, żeby się w nim wykąpać, łuki skalne, wyglądające na starożytne, albo nawet prehistoryczne. Wszystko to komponowało się ze sobą tak idealnie, że mężczyzna przystanął, całkowicie zauroczony. To miejsce aż zachęcało, żeby zostać w nim na dłużej.
    Jego dłoń prześlizgnęła się po dole pleców dziewczyny, aby ostatecznie objąć ją w pasie i przysunąć jej drobne ciało bliżej, wtulić w swój bok. Nawet mrok, który od tak dawna miał w sobie, zaczął powoli zamieniać się w światło.
    — Nie miałbym nic przeciwko temu, aby umrzeć w takim miejscu. Do tego w takim towarzystwie. — ostatnie zdanie wypowiedział po krótkiej pauzie, spoglądając na dziewczynę. Dopiero dostrzegł, jak bardzo pasowała do tego miejsca. Zupełnie tak, jakby był to po części jej dom.

    [ Gwiazdy są, krzaczki są, jest super. :D Ja obiecuję, że na chacie byłem i jestem bardzo grzeczny, to te zbereźniki sprowadzają mnie na złą drogę! :D Taka przegrana pozycja mi pasuje, ponieważ również mam słabość do Ciebie i do naszego wątku. ]
    ukradnę gwiazdy

    OdpowiedzUsuń
  56. (Ciekawe gdzie jeszcze na siebie wpadniemy, co? <3 Wątek bankowo, w końcu Amara to pani serca Kapturkowego braciszka. Kapturek zrobi wszystko, żeby Terry był szczęśliwy, a w związku z tym może się trochę między nich mieszać. Wie jak to jest tęsknić, bo tęskni za swoim wilkiem i jak tylko rozpracuje sytuację, szybko będzie ją naprawiać :D Ewentualnie możemy założyć, że Amara i Jose znają się z okresu, kiedy Jose była małą dziewczynką i Terry się nią opiekował, jednocześnie spotykając z panną Celeste. No i zamiast Amara widzę ciągle Amaltea Kapturek

    OdpowiedzUsuń
  57. [ Mnie się z kolei bardzo podoba Twoja karta. :) Prosta i estetyczna, po prostu cieszy oczy, więc wątpię, abym musiała cokolwiek Ci zdradzać, skoro najwyraźniej świetnie sobie radzisz.
    Muszę zdradzić, że ja również planowałam zapożyczyć dla Kidy twarzyczkę Emilii i dobrze, że wcześniej przejrzałam karty i zakładki dokładnie, bo byłby problem. No i nie sądzę, aby Amara miała jakiś powód do zazdrości... Tak samo jak wątpię, aby była w stanie skrzywdzić Nedakh. Myślę, że raczej obie wyszłyby z potyczki cało. ;)
    Ja również życzę weny i wielu ciekawych wątków. ]

    Kida

    OdpowiedzUsuń
  58. Nie był z nią jeszcze tak blisko, nawet wcześniej, gdy jeszcze byli w chatce. Promieniujące od niej ciepło przyciągało go w każdym tego słowa znaczeniu. Chciał ją posiąść. Tak, to chyba było dobre określenie. Ale nie w tym cielesnym znaczeniu. Obudziła w nim człowieka, a to nie udało się jeszcze nikomu do tej pory, dlatego nie mógł jej stracić. Byłoby to równoznaczne z ponowną utratą siebie, uczuć, emocji. To krótkie życie u jej boku, które wiedli zaledwie od parunastu godzin, podobało mu się bardzo. Przywiązał się w tempie tak szybkim, że dla postronnego widza mogłoby wydawać się to nierealne, ale tak właśnie się stało. Gdy tylko Amara zaczęła mówić, calą swoją uwagę skupił na potoku słów, chłonąc każde z nich.
    — Chyba wierzę. To znaczy, ostatnio zacząłem. — uśmiechnął się do niej dość wymownie, licząc na to, że dziewczyna zrozumie sugestię.
    Ter usiadł powoli na trawie, delikatnie ciągnąc dziewczynę ze sobą. Gdy tylko ta znalazła się przy jego boku, od razu objął ją ramieniem i przyciągnął bliżej, nawet na chwilę nie przestając słuchać. Zgadzał się z nią w każdej kwestii, mimo że nie powiedział tego na głos. Nie chciał odchodzić, nawet tego nie planował, i nie chciał też, żeby ona odchodziła.
    Jej prośba o uciszenie sprawiła, że lekko się uśmiechnął. Nie miał nic przeciwko temu, żeby kontynuowała, ale i tak postanowił ją spełnić. Chłodna dłoń powędrowała do lekko zaczerwienionego policzka dziewczyny, powieki opadły, a usta ponownie dotknęły jej, delikatnie, niczym podmuch wiatru.

    zatykacz ust

    OdpowiedzUsuń
  59. [Wątpliwości do takiej cudnej Amary? :) Ach, dziękuję Ci bardzo. <3 Widzę, że mojemu tatusiowi zaproponowałaś ciekawe powiązanie, to w sumie mogę się pod nie trochę podczepić - w końcu jedno miejsce akcji. Albo może coś za czasów "pierwszego życia", gdy jeszcze Hagen nie do końca rozumiał dlaczego aż tak ciągnie go do magicznego świata. Mógł wówczas jakimś cudem ją wytropić, albo rozpoznać, że nie Amara wcale nie jest zwyczajnym człowiekiem? No chyba że bardziej odpowiadałyby Ci klimaty "drugiego życia", kiedy Hagen to już rasowy zajebisty Legolas. Może jakaś wspólna przygoda lub wyprawa? Nie wiem, jeszcze chyba moja wena się całkiem nie zregenerowała. :)
    Tak z dnia na dzień wręcz lepiej. W szpitalu kompletnie mi nie szło zdrowienie, w domu to leci piorunem. :)]

    - Hagen Alder

    OdpowiedzUsuń
  60. Noc na polanie minęła tak szybko, że nawet nie zdążył się zorientować. Ostatecznie zmęczenie dało w kość tak bardzo, że nie pamiętał w jaki sposób dotarł do chatki, ani tym bardziej jak wylądował na ciepłym posłaniu. Gdy tylko rozbudził się tyle, by być świadomym otoczenia, jego nozdrza zostały zaatakowane przez zapach świeżego chleba. Burton otworzył oczy, a następnie uniósł się lekko na łokciach, aby jeszcze odrobinę zaspanym wzrokiem ogarnąć pomieszczenie.
    Amara stała przy stole i z ogromnym zacięciem kroiła chleb. Cóż, gdyby był człowiekiem, to na pewno już by go zamordowała. To dość dziwne skojarzenie przywołało uśmiech na twarz mężczyzny, który zwlekał się z łóżka tylko po to, żeby kilka sekund później stanąć za nią i objąć ją od tyłu w pasie, przytulając do swojego szerokiego torsu.
    — Jeśli nie dodałaś trucizny, to na pewno jest dobry. — chwycił chleb zębami wprost z jej dłoni. Smak był nieziemski.

    16.01.17
    Poprzedniego dnia po raz pierwszy od przybycia do Fabletown postanowił zapoznać się z lokalnym programem telewizyjnym. W końcu po coś jednak kupił to ustrojstwo i trzeba było z niego skorzystać chociaż raz. Po paru nudnych newsach przyszła pora na prognozę pogody. Już miał się poddać i zmienić kanał, gdy nagle na ekranie ukazała się twarz, której miał już nigdy nie zobaczyć.
    I właśnie dlatego tu teraz stał — przed wejściem do budynku lokalnej stacji. Chłodny zimowy wiatr smagał jego policzki, więc Burton postawił kołnierz płaszcza, licząc na to, że zapewni mu to jakąkolwiek ochronę. Nie wiedział, ile będzie czekał, ale nie mógł odpuścić. W końcu szukał jej przez tyle lat, wieków.
    Drzwi otworzyły się z cichym trzaskiem, a Burton skierował wzrok w ich stronę. Stała tam, zupełnie taka jak kiedyś. Srebrzyste włosy dalej wydawały się promieniować dziwną poświatą, a w oczach dalej kryła się ta delikatność, którą przecież dobrze pamiętał. Na jego twarzy pojawił się przepełniony smutkiem uśmiech.
    — Amara. — to było jedyne, na co mógł się zdobyć. Wypowiedziane słowo, imię, chowało w sobie cały ból, który przez okres rozłąki nie opuszczał go nawet na chwilę. Zrobił krok w jej stronę, a jego spojrzenie skrzyżowało się z jej spojrzeniem. Dziękował Bogu za to, że znowu dane mu było patrzeć w te oczy.

    [ Co tu dużo mówić — pomysł świetny, jak najbardziej mi się podoba i nie mam zastrzeżeń. :) Ach, ta ich miłość, pełna wzlotów i upadków. Może teraz uda im się w końcu znaleźć zasłużony spokój. :D https://www.youtube.com/watch?v=WpyfrixXBqU ]

    męczennik

    OdpowiedzUsuń
  61. Pozostała część dnia mijała w ekspresowym tempie. Czułe słowa, niespodziewane żarty i wybuchy śmiechu, skradzione pocałunki wypełniały każdą wolną chwilę. Gdy stali na dworze i opowiadali sobie różne historie, Burton trzymał jej dłoń mocno, nie chcąc puścić nawet na sekundę. Bał się, że dziewczyna ulotni się jak marzenie senne, zniknie we mgle niczym ofiary Gonu. Taka strata bolałaby go bardzo, jednakże już wkrótce miała się po części urzeczywistnić.
    Drobna dłoń wyszarpnęła się z jego uścisku. Zmieszane oczy mężczyzny od razu powędrowały w stronę przestraszonej twarzy. Terrence nie miał pojęcia co się dzieje, a sytuację pogorszył jeszcze fakt, że Amara pognała prosto w las, nawet nie oglądając się za siebie i zostawiając go, stojącego pośrodku wioski z lekko rozwartymi wargami. Nie umiał znaleźć wytłumaczenia dla jej zachowania. W każdym razie logicznego. Zostawiła go? A może zrobił coś nie tak i ją odstraszył? Kilka razy wykrzyczał jej imię, próbując ściągnąć ją z powrotem, ale bez rezultatu.
    — Co to, do cholery, było? — rzucił, gdy tylko ta wróciła, cała zdyszana i wyraźnie zakłopotana. Niby nie wypadało odzywać się tak do damy, ale całkowicie nie panował nad swoim językiem. Chciał po prostu wyjaśnienia jej dziwnej, pozornie bezsensownej ucieczki.

    16.01.17
    Czas wydawał się biec wolniej niż kiedykolwiek wcześniej. Terrence stał przed wejściem jak słup, a wchodzący i wychodzący z budynku ludzie rzucali mu ukradkowe, lekko zdziwione spojrzenia. Ostatecznie komu chciałoby się stać tyle godzin na mrozie, w oczekiwaniu na coś, a raczej kogoś, kto może nigdy nie nadejść? Starał się jednak nie myśleć o ewentualnej klęsce swojego planu. O ile można to było w ogóle tak nazwać — nie wiedział nawet, czy kobieta jest dzisiaj w pracy, a jeśli jest, to o której kończy. Liczył po prostu na szczęście.
    Gdy tylko ją ujrzał, serce od razu zaczęło mocniej bić. Zupełnie tak, jak wtedy, gdy spędzali czas w pustej wiosce, całkowicie zatopieni w sobie. Czas wypełniały pieszczoty, niespodziewane pocałunki, wspólne spacery do lasu. Nie liczyło się nic innego, cały świat stracił znaczenie. Teraz jednak było inaczej, a jemu przyszło zmierzyć się z rzeczywistością, jednakże już bez niej przy boku.
    Amara odwróciła się, rzucając przed siebie i całkowicie ignorując jego krótkie przywitanie. Nie takiej reakcji się spodziewał, ale nie liczył też na to, że rzuci mu się w ramiona. W końcu to ona odeszła, widocznie mając ku temu jakiś powód. Rozpalona nadzieja zaczęła przygasać, lecz mimo to ruszył za nią. Nie mógł odpuścić.

    Terrence

    OdpowiedzUsuń
  62. [Dzień dobry przemiłej pani. Chyba się zakochałam. Czy "On" w powiązaniach także do przejęcia?
    E-mail do mnie: pejzaz.sentymentalny@gmail.com
    Chętnie poznam tego pana bliżej.]

    OdpowiedzUsuń
  63. [Dziękuję, a co do bycia fabulous to nieskromnie powiem tak... xD
    Jak miło mi to słyszeć i to jeszcze od takiego cudownego jednorożca. <3
    Pomysł bardzo mi się podoba. Zwłaszcza, że nawet w jednym z moich źródeł, na których opieram Oberona ("Córka Króla Elfów") jest motyw, że miał swoje jednorożce, które żyły spokojnie w jego królestwie (a przynajmniej póki jego wnuk, nie zaczął mu na te jednorożce polować). Czyli idealnie się składa. W sumie Amarę mógł poznać na samym początku, kiedy dopiero budował swoje królestwo i dopiero co zrezygnował z czarnej magii. Perfekcyjny moment i na to by się czegoś od Amary nauczył i żeby mu ładnie poprawiła wizerunek. No i nawet idealny na wszelkie komplikacje, bo w tych czasach cała jego zmiana na dobre była raczej pozą niż czymś szczerym. Mógłby mieć jakieś przebłyski pozytywnych uczuć i tak dalej, ale pewnie zbyt małe by móc naprawdę się zmienić. Pytanie czy Amarze by to nie przeszkadzało?
    Jest super, pomysł bardzo mi się podoba. :) No i wybacz mi ten chaos powyżej, ale przeziębiona jestem i umieram.]

    Oberon

    OdpowiedzUsuń
  64. Zdyszana dziewczyna zatrzymała się tuż przed nim, a mocne dłonie Burtona chwyciły jej ramiona, aby nie dopuścić do ewentualnego upadku. Nawet mimo lekkiego rozzłoszczenia jej zachowaniem, nie chciał, aby srebrnowłosej stała się jakakolwiek krzywda. Obiecał sobie, że będzie ją chronił tak długo, jak ta mu na to pozwoli, a nawet i jeszcze dłużej.
    — Nic takiego. — cicho wyrecytował jej własne słowa, w głowie układając już miliony scenariuszy. Nie miał wcześniej do czynienia z osobnikami płci żeńskiej, ale domyślał się, że w ich języku „nic” zawsze znaczy „coś”. Nie chcąc jednak drążyć tematu, powoli strzepnął niewidzialny kurz z jej ramion, po czym je puścił. Atmosfera robiła się odrobinę dziwna. — Wątpię, że ktokolwiek tam jeszcze został.
    Ostatnie słowa wypowiedział z lekką ironią w głosie. Dziki Gon najprawdopodobniej oczyścił już cały pobliski obszar, a oni byli jedynymi, którzy pozostali. Amara zdawała się o tym nie pamiętać, albo po prostu tak bardzo chciała bardziej ukryć swoją tajemnicę, że pomieszały jej się pewne fakty.
    W głębi duszy zaczął się obawiać, że dyskusja przekształci się w kłótnię. Nie chciał tego, o oczywiste, mimo że znali się tak krótko i mogli odmiennie postrzegać pewne sprawy. Do tego oboje zdawali się być uparci do granic możliwości — ona coś urywała, a on zawzięcie chciał odkryć co.
    — Postaram się. — mruknął, całą uwagę skupiając na tym, jak jej klatka piersiowa falowała pod jego chłodną dłonią. Przez skórę dało się wyczuć delikatne bicie serca, pompującego krew. Przynajmniej to świadczyło o tym, że w jakimś stopniu jest człowiekiem. Uspokoił się.
    Wszelkie myśli i wątpliwości rozwiały się całkowicie, gdy go pocałowała. Nie zwlekał z reakcją. Ręce szybko owinęły się wokół talii dziewczyny, niczym dwa węże, przysuwając drobne ciało bliżej, a usta żarliwie wpiły się w jej usta. Całkowicie poddał się emocjom.

    16.01.17
    Wiatr nieustannie siekł go w twarz, gdy podążał za Amarą, starając się przy tym nie stracić jej z oczu. Nie wiedział tak naprawdę, czego się spodziewać. W końcu od ich spotkania minęło parę ładnych wieków, równie dobrze mogła już nie być tą dziewczyną, którą tak dobrze pamiętał. Szła pewnym krokiem, prawie że truchtając, ale on nie odpuszczał — uparcie „przyklejony” był do jej pleców, idąc tylko odrobinę z tyłu. Gdyby przyspieszył, znalazłby się ramię w ramię z nią.
    Znaleźli się przed drzwiami do mieszkania, należącego do dziewczyny. Gdy ta szukała kluczy w torebce, Burton stanął obok, zachowując jednak odpowiedni dystans. Nie chciał zrobić czegoś nietaktownego, przestraszyć jej, ale też starał się nie robić sobie nadziei. Nic nie bolałoby bardziej niż rozczarowanie.
    — Chętnie. — odparł, lekko zaskoczony tym, że w ogóle się odezwała, ale mimo to dźwięk jej głosu zadziałał dokładnie tak jak wtedy. Jego serce mimowolnie przyspieszyło, a na duszy zrobiłoby się lżej, gdyby takową posiadał.
    Powoli wszedł do środka, od razu zamykając za sobą drzwi. W mieszkaniu było przytulnie, lecz starał się na tym nie skupiać — mogłoby to doprowadzić do niekoniecznie adekwatnych do tej sytuacji odruchów. Zsunął płaszcz z ramion i powiesił go na wieszaku. Pragnął jedynie wyjaśnień.

    bezduszny wąż?

    OdpowiedzUsuń
  65. Całkowicie zatracił się w pocałunkach. Wpijał się w jej usta, pozwalając wypłynąć na wierzch całej miłości, którą do niej czuł, i która teraz wypełniała go w środku. Nie zauważył nawet, kiedy znaleźli się w środku, marzył tylko o jednym — niech czas się zatrzyma, właśnie teraz, w tym konkretnym momencie. Jedna z jego dłoni powędrowała w górę, wzdłuż pleców dziewczyny, aby ostatecznie wsunąć się w jej miękkie włosy i przyciągnąć nawet bliżej.
    Niespodziewanie, ciszę, do tej pory przerywaną jedynie ich oddechami, wypełnił hałas. Burton dosłownie w ostatniej chwili podtrzymał Amarę, która potknęła się o wiadro, ratując ją tym samym przed upadkiem, który mógł się okazać dość bolesny.
    — Cholerne wiadro. — mruknął cicho, śmiejąc się przy tym. Sytuacja była dość komiczna, ale postanowił zdusić. Dziewczyna wydawała się być już wystarczająco zawstydzona.
    Rumieńce sprawiły, że wyglądała bardziej uroczo niż zwykle. Chcąc ją odrobinę rozluźnić, Terrence przesunął dłonią po zaczerwienionym policzku dziewczyny.

    16.01.17
    Pospiesznie omiótł mieszkanie wzrokiem. Na pierwszy rzut oka wydawało się nie odbiegać wyglądem od przeciętnego lokum w Fabletown. Nie za duże, odrobina bałaganu — w tej kwestii przypominało jego „norę”, jak to lubił nazywać miejsce, w którym mieszkał. Szczególną uwagę poświęcił jednak wzrokowej analizie dość zaniedbanej kanapy, mimo wszystko nie pasującej do ogólnego wystroju wnętrza. Nie odrzucała go jednak. Zastanawiał się tylko, dlaczego Amara zdecydowała się na jej zakup, pamiętając przy tym, jaką wagę przywiązywała do szczegółów, gdy jeszcze razem mieszkali.
    Mimo tej chwili gapienia się, która mogła wydać się nietaktowna, usiadł na kanapie, wręcz zapadając się do środka. Opuszkami palców przesunął po śladach pazurów, znajdujących się tuż obok niego. Pies. Dziewczyny, czy poprzedniego właściciela kanapy? O ile takowy istniał. Równie dobrze ona mogła ją tak urządzić.
    — Nie ma sprawy. — rzucił krótko, wyciągając nogi przed siebie. Dopiero teraz zauważył, że nie zdjął butów i po cichu zaczął liczyć na to, że Amara ich nie zauważy, ewentualnie przymknie na to oko. Do tego było to obuwie, które stanowiło nieodłączny element jego ubioru jeszcze z czasów, gdy przemierzał świat z Gonem.
    — Czarna jest w porządku. — jego uwagę przykuł męski sweter, leżący na drugim końcu kanapy. Jakim cudem nie zauważył go wcześniej, no i co ważniejsze — do kogo należał? Bynajmniej nie do niej.
    Dziewczyna pojawiła się tuż przy nim, wręczając mu kubek, po czym siadając obok. Ta bliskość sprawiła, że jego serce zaczęło zachowywać się w sposób, w który nie powinno. A przynajmniej jeszcze nie teraz. Jeszcze nie, czy może już nie? Na dodatek z trudem powstrzymywał się od zapytania, do kogo należy ubranie, które zauważył dosłownie sekundę temu.
    — Wprowadziłem się dopiero niedawno. — zaczynało się robić odrobinę niezręcznie. Ważył każde słowo, starając się zdradzać jak najmniej emocji, mimo że w środku miał ich pełno. Ostatecznie po prostu przybrał najobojętniejszy wyraz twarzy, na jaki było go stać. — Nie, dziękuję.
    Pociągnął spory łyk z kubka, a gorący napój poparzył go w przełyk, jednakże bez jakiejkolwiek reakcji ze strony poszkodowanego. Burton utkwił oczy w dziewczynie, świdrując ją wzrokiem, analizując każdy detal twarzy. Była dokładnie taka, jaką ją zapamiętał.

    będzie ślub i wesele?

    OdpowiedzUsuń
  66. Jego ramiona oplatały Amarę całą noc. Trzymał ją blisko i mocno, żeby nie mogła mu uciec, nawet gdyby chciała. Po raz pierwszy od tak dawna jego umysł był całkowicie czysty — zero wątpliwości, strachu. Cieszył się, że po prostu z nim była, nie oczekując niczego w zamian.
    Obudziło go lekkie ciągnięcie za włosy. Był jeszcze na tyle zaspany, że jego zdolność określenia, co to było, całkowicie zanikła. Jedyne, co zrobił, to poruszył się niespokojnie, nie wypuszczając przy tym dziewczyny z objęć. Jej ciepłe ciało wystarczało, żeby nie potrzebował żadnego okrycia.
    Powoli otworzył oczy, za lekką mgłą widząc twarz dziewczyny. Wspomnienia poprzedniej nocy stopniowo zaczęły nawiedzać jego umysł, przywołując tym samym zmęczony uśmiech na twarz Burtona. Był szczęśliwy, tak naprawdę i w pełni szczęśliwy. A to wszystko dzięki jednej, małej osóbce.

    16.01.17
    Spojrzeniem dokładnie analizował każdą nitkę swetra. To, w jaki sposób był rzucony, sugerowało, że mężczyzna najprawdopodobniej tu mieszka, bądź też mieszkał, a teraz po prostu nie było go w domu. No chyba, że należał do przypadkowego gościa-bałaganiarza, ale to nawet w jego głowie nie brzmiało zbyt wiarygodnie, dlatego postanowił odrzucić tę teorię. Z resztą, czy to było ważne? Odeszła. Miała prawo rozpocząć nowe życie. Bez niego. Pociągnął kolejny łyk herbaty, starając się zagłuszyć własne myśli, skupić uwagę na czymś innym.
    — Cieszę się, że Cię znalazłem. — odpowiedź wyciekła z jego ust zanim zdążył ją przemyśleć. Skarcił się w duchu, obiecał sobie przecież, że będzie okazywał jak najmniej emocji. Nie chciał ponownie przechodzić przez to, co wtedy.
    Amara zaczęła mówić. Słowa opuszczały jej usta istną kaskadą, a on chłonął każde po kolei, jakby od tego zależało jego życie, jednak twarz dalej pozostawała obojętna. Przeprosiła, ale jakoś umknęło to jego uwadze. Skupił się raczej na ostatnim wypowiedzianym przez nią zdaniu w tej części monologu. „Nie powiedziałam Ci, kim tak naprawdę jestem” — właśnie ten temat potrafił spędzić mu sen z powiek, gdy jeszcze byli razem. Czym była i czy naprawdę było to aż tak przerażające, że musiała przez to odejść?
    — Jaka klątwa? — brwi mężczyzny zsunęły się u nasady nosa, a on sam odstawił kubek na niewielki stolik, starając się przy tym nic z niego nie strącić. Zauważył jej próbę otarcia łzy. Miękkie serce znowu wygrało, więc po prostu bez słowa przysunął się bliżej i objął ją ramieniem, licząc, że to w jakimś stopniu uspokoi srebrnowłosą i skłoni do dalszych wyznań. Chciał po prostu poznać prawdę, wiedzieć, dlaczego jego serce zostało nakłonione do bicia dla niej, a potem złamane.

    pan dobre serce

    OdpowiedzUsuń
  67. Dni mijały w mgnieniu oka. Burton odnosił wrażenie, że 24 godziny to zdecydowanie za mało, szczególnie biorąc pod uwagę to, jak dobrze czuł się przy boku Amary. Każda wspólnie spędzona chwila była na wagę złota, a on sam uważnie notował w pamięci wszystkie detale. Zapach skóry podczas kąpieli, ścisk drobnych dłoni na jego szerokich ramionach, jej zaspany głos. Oprócz tych wszystkich drobiazgów, dobrze zapamiętał też jedną, nieustannie powtarzającą się czynność — codzienne wyprawy do lasu, nawet po składniki, których mieli już cały zapas. A on pytał, prosił o wyjaśnienia za każdym razem, gdy zdyszana i pachnąca ziemią wracała do chatki. Nigdy jednak nie dostał odpowiedzi, a to tylko podkręcało determinację i chęć docieknięcia prawdy o tej uroczej istocie.
    Siedział na ziemi, zaplatając cienkie, giętkie gałązki w najróżniejsze kształty. Niby nie było w tym jakiegoś głębszego celu, chciał po prostu udekorować czymś ich nowy dom, a konkretniej właśnie chatkę, w której mieszkali. Rozpięta koszula odrobinę zsuwała się z ramion, ale on zdawał się nie zawracać sobie tym głowy, cała jego uwaga skupiona była na dość zwinnych i szybkich ruchach palców. Co jakiś czas rzucał jedynie ukradkowe spojrzenia na dziewczynę, jednakże ta zdawała się również być pochłonięta swoimi pracami i kręceniem się w pobliżu studni. Promienie słoneczne sprawiały, że jej skóra wydawała się iskrzyć. Terrence uśmiechnął się na myśl o tym. Była piękna i mógłby powtarzać jej to godzinami. Z resztą, od czasu do czasu i tak już to robił. Nie należał raczej do tych, którzy zbyt długo kryją się ze swoimi uczuciami.
    Kończył właśnie formować z gałązek niewielkiego konia. Na widok „dzieła” jego twarz rozpromieniła się. Przypominało mu to o jego rumaku, który przepadł razem z Gonem. Jedyne co pozostało, to wykombinowanie jakiegoś czarnego barwnika, bądź też po prostu farby. Pospiesznie obiecał sobie, że wybierze się na spacer po opuszczonych domostwach, i może uda mu się coś znaleźć.
    Wyprostował się, a kręgi wskoczyły na miejsce z głośnym trzaskiem. Przeniósł wzrok na Amarę. Z pozoru wszystko było normalne, jednakże coś w jej zachowaniu go zaniepokoiło. Nie pracowała już, a na delikatnej twarzy malował się strach. A może po prostu mu się wydawało? Już miał wstać i do niej podejść, gdy ta chwyciła upleciony przez niego parę dni wcześniej koszyk i udała się w las, podobno w poszukiwaniu grzybów. Westchnął zrezygnowany, lecz mimo to uśmiechnął się z przyzwoleniem. Nie miał siły po raz kolejny dociekać, lepiej było przez parę dni to ignorować. Ostatecznie i tak zawsze wracała, dość szybko zresztą.
    Obserwował Amarę, gdy ta znikała między drzewami, prawie że pędząc. Powoli podniósł się z ziemi i udał do studni, aby nabrać kilka wiader wody. Planował przygotować dla nich długą, relaksującą kąpiel. Gdy tylko skończył i zapełnił wannę, na jego twarzy zagościł niewielki uśmiech, który równie szybko znikł. Dziewczyny nie było dłużej niż zwykle.
    Burton w pośpiechu wyszedł na dwór, nawet nie zamykając za sobą drzwi, po czym pędem podbiegł do skraju lasu. Kurtyna drzew skrywała za sobą mnóstwo niebezpieczeństw, dziwnych rzeczy, na które nie był przygotowany.
    — Amara! — krzyknął, opierając się dłonią o pień pobliskiego drzewa. Powoli zaczynał podejrzewać najgorsze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 16.01.17
      Znowu trzymał ją w objęciach. Było to uczucie tak magiczne i przyjemne, że z trudem powstrzymał uśmiech — pora nie była odpowiednia. Jak tylko porozmawiają, to wtedy powie jej o wszystkim, co czuł przez te lata, i może w końcu zdobędzie się na okazanie radości z ponownego spotkania.
      Dziewczyna zawzięcie opowiadała, a jego wzrok skupił się na jej ustach. W głębi duszy cieszył się, że wyćwiczył podzielność uwagi, bowiem to gapienie się sprawiło, że zaczął sobie przypominać, jak dawno, dawno temu w trakcie wspólnych kąpieli scałowywał z delikatnych warg krople wody. Nie chciał jednak zdradzić czegokolwiek, więc zebrał się w sobie tak bardzo, jak tylko mógł, i zamknął oczy. Nie wolno mu było się teraz rozproszyć.
      — Klątwę? O czym ty mówisz? — w jego głosie pobrzmiewało lekkie niedowierzanie, a on sam odchylił się lekko, aby bez przeszkód móc na nią spojrzeć. Dlaczego nie powiedziała mu wcześniej? Przecież razem mogliby znaleźć jakieś rozwiązanie.
      Jej ostatnie słowa sprawiły, że serce Jeźdźca na chwilę zamarło.
      — Ja również nie przestałem. — wyszeptał w odpowiedzi. Drobna dłoń dotknęła jego klatki piersiowej, lecz on szybko ją chwycił i przysunął bliżej swoich ust, składając delikatny pocałunek na każdym z palców.
      Chrzanić głupie gadanie jakiejś wiedźmy. Nie pozwoli jej odejść po raz kolejny.

      szczęściarz

      Usuń
  68. — A no tak…może…być może – przecież nie przyzna się do tego, ze zapomniał o tym, czy też raczej, że sądził, że kobieta o nim zapomni. Jednak mówi się trudno, nie będzie się czepiał o szczegóły, najważniejsze, że są tutaj razem i być może uda mu się poderwać nową koleżankę z pracy. A jak nie, to się mówi trudno. Nie będzie płakał z tego powodu.
    — Jeśli? Czyżbyś próbowała mi obrzydzić siebie w jakiś sposób? – zapytał pół żartem pół serio. Co to jest jeden wieczór? Przecież to nic, zupełnie nic. Przynajmniej w jego mniemaniu.
    Spojrzał na kelnera. Ci to zawsze mieli idealny czas na pojawianie się. Zamówił dla siebie carpaccio z wołowiny. Jakaś przystawka mięsna musiała być. Nie był jakimś królikiem, żeby żywić się sałatami.
    Nie przepadał za tym, kiedy czegoś nie wiedział. Czuł się wtedy bardzo okropnie, zawsze miał wtedy wrażenie, że jak ktoś nie chce się mu przedstawić oznacza to, że jest egzorcystom i zechce coś mu zrobić. A to nie była zbyt pociągająca wizja, kiedy zamiast przyjemnego wieczoru, znajdują się w kościele i odprawiane są na nim rytuały polegające na tym, żeby przegonić go do piekła. Nie było to przyjemne. Ani dla Lucyfera ani dla egzorcystów.
    — Czy ja wiem? Chyba nie, telewizja pozwala mi rozwinąć skrzydła… - uśmiechnął się delikatnie przy tym. – Poza tym, bardzo podoba mi się to, że mówię ludziom co się dzieje. Zresztą, musze przyznać, że jest to zdecydowanie lepsze niż bawienie się w podróże. Nie przepadam za tym – skłamał. Nie przepadał za różnymi odprawami celnymi dlatego podróżował poprzez korzystanie ze swoich umiejętności. Nie korzystał z samolotów, dla niego za długo i oczywiście też za dużo różnych formalności.
    — Mogę wiedzieć co ci się podoba? Oczywiście oprócz bycia tajemniczą – upił trochę wina. – Może mamy wspólne zainteresowania, a nawet o tym nie wiemy? Może kiedyś byliśmy w tym samym miejscu? – powiedział to zupełnie nieświadomie. Ale skąd mógł wiedzieć, że dzisiejsza towarzyszka wieczoru chce się na nim zemścić za coś co miało miejsce…parę set lat temu.

    Lucek

    OdpowiedzUsuń
  69. [A może Amara zaliczałaby się do grona osób, które Luba toleruje, tak jak było wspomniane w karcie? :D]


    Luba/Chelsey

    OdpowiedzUsuń
  70. [Witam również formalnie i oficjalnie Amarko kochana. :)
    Przyznaję się bez bicia, że ja po prostu muszę mieć dwie postacie, bo jakoś tak przy jednej zaczyna mi trochę odwalać. Czyli też mam nadzieję, że mi się ładnie ułoży.
    Ochotę na wątek z Tobą oczywiście mam! <3]

    Duncan & Drake (D&D ;))

    OdpowiedzUsuń
  71. Serce biło szybko, jednakże nie w ten podekscytowany sposób, w który biło pod wpływem jej obecności — teraz był to po prostu zwykły strach. Obawa, że dziewczynie mogłoby się coś stać, a on nie był w stanie zapewnić jej wystarczającej ochrony. Sama myśl o tym sprawiła, że obudziła się w nim chwilowa nienawiść do samego siebie. Przecież tak bardzo ją kochał i tyle razy o tym zapewniał, ona zresztą robiła to samo, a teraz po prostu pozwolił jej samej pognać w las na Bóg wie jak długo.
    Od pewnego rodzaju dyskomfortu psychicznego odciągała go jedynie szorstka kora, ściągając z powrotem do bolesnej rzeczywistości przy każdym, nawet nieznacznym poruszeniu dłonią. Nie wiedział jak długo tak stał. Po parokrotnym wykrzyczeniu jej imienia, z każdym razem odbijającego się echem w głuszy, głos utknął Burtonowi w gardle. Nie miał już siły. Nawet jego wyczulony słuch nie dawał żadnej poszlaki, mogącej naprowadzić na położenie dziewczyny.
    Zrobił krok w głąb, a liście i gałązki ze ściółki zaszeleściły pod naciskiem niepewnej stopy. Dłonią cały czas dotykał pnia drzewa, trzymając się go niczym ostatniej odrobiny nadziei i walcząc ze strachem, z samym sobą. Wiedział, że jeśli postara się wystarczająco mocno, to ostatecznie się oderwie i pójdzie dalej. Znajdzie ją, choćby nie wiem co.
    Walka została przerwana przez odgłos pospiesznych kroków. Dziewczyna prawie na pewno biegła, może nawet przed czymś uciekała, no a na pewno szła bardzo szybkim krokiem. Odepchnął się zrobił kilka kolejnych kroków w stronę odgłosów. Po chwili mógł ją znowu zobaczyć.
    — Jesteś tu. — odetchnął z wyraźną ulgą, porywając ją w ramiona i wtulając twarz w srebrzyste włosy. Ignorował nawet koszyk, który pod wpływem pociągnięcia zakołysał się w drobnej dłoni i uderzył w jego udo. Cieszył się po prostu, że wróciła cała i zdrowa.

    16.01.17
    Delikatnie gładził dłonią jej ramię, które wciąż emanowało ciepłem, tak jak lata temu. Nawet przez warstwę ubrań. Była tak drobna i krucha, szczególnie w jego ramionach, że wyglądała jakby dało się ją zgnieść jednym solidnym uściskiem. Nic nie uzasadniało tej obawy, lecz mimo to przesunął dłoń w górę, w kierunku jej włosów, i powoli zaczął się nimi bawić, co jakiś czas owijając pojedyncze kosmyki wokół palca wskazującego. Trzymanie jej w ramionach było jak naturalny odruch.
    Przymknął oczy, gdy jej czoło dotknęło jego, a usta oddzielała niewielka odległość. Ciepły, świeży oddech dziewczyny owiał jego twarz, sprawiając, że Burton odrobinę zadrżał. Miał ochotę ją pocałować, nawet nie zwracając już uwagi na to, co miała do powiedzenia, na kolejne wyjaśnienia. Chciał po prostu posmakować jej ust, bardzo tego pragnął, dlatego zebranie się w sobie było tak ciężkie.
    — Znajdę sposób, żeby pozbyć się tej durnej klątwy. — wymamrotał, przysuwając dziewczynę nieznacznie bliżej. Zrobiłby wszystko, byle tylko znów jej nie tracić, nie dać jej odejść. A klątwa? Na pewno był jakiś sposób, żeby ją złamać. O ile w ogóle była prawdziwa. Uparcie powtarzał w głowie, że starucha mogła być po prostu bardzo „dowcipnym” osobnikiem, albo po prostu kimś chorym psychicznie. A przynajmniej chciał w to wierzyć. Wszystko było lepsze, niż wizja ponownego rozstania.

    przepraszamy, że tak słabo wyszło :(

    OdpowiedzUsuń
  72. [ Wybacz, że tyle to trwało, ale zupełnie nie miałam głowy do pisania >,< Ale już jestem i bardzo przepraszam <3 ]

    Jego relacja z Amarą do łatwych nigdy nie należała. Co więcej akurat ona miała prawo wytykać mu jego bezduszność i inne pirackie przywary, bo doznała rzeczywistej krzywdy z jego strony. Jeśli jednak iść tym tokiem rozumowania, to równie dobrze on mógłby ją nazywać ta złą. Huckowi jednak ten podział na czarne i białe już dawno przestał się podobać i skończył z przypasowywaniem każdej napotkanej osoby do jednej bądź drugiej grupy. Sam był idealnym przykładem na to, że każdy ma swoją ciemną i jasną stronę, całą paletę bar w duszy, wiec w rezultacie jest tylko odcieniem szarości.
    - Łapanie za słówka to moje hobby – odparł po cichu, ale Kobyłka była zajęta wygłaszaniem swoich poglądów, więc Jones nie mógł mieć pewności, że w ogóle usłyszała jego wtrącenie.
    Zresztą wszystkie te słowa traciły jakoś na znaczeniu, gdy w grę wchodził pogoń za nieznanym. Niezbyt mu się to uśmiechało, ale gdzieś w głębi jego duszy, jakaś maleńka cząsteczka nawet się ucieszyła na myśl o przygodzie. I pomyśleć że wcale nią tak dawno temu byle ryzyko i najmniejsza szansa na przygodę były całym jego życiem. Rutyna była jego zabójcą, zresztą to akurat się nie zmieniło. Fabletown po prostu dawało mniej możliwości, a on został sam i uznał, że winne temu jest jego usposobienie. Gdyby się jednak zastanowić to opanowanie chorej wręcz żądzy niebezpieczeństwa i innych żądz zresztą wcale nie zmieniło jego samotnej sytuacji.

    Zaśmiał się cicho i pokręcił głową. Kobieta stojąca w klatce była niemożliwa. Każde jej słowo i ruch były idealnie doprecyzowane. Hak dostrzegał to doskonale i podświadomość krzyczała mu do ucha, by trzymał się od niej z daleka, ale jednak… Jednak był tylko mężczyzną, piratem. W dodatku właścicielka śnieżnobiałych włosów przyjemnie połechtała jego przerośnięte ego i z każdym słowem coraz bardziej go sobie zjednywała. Pomyśleć, że jeszcze przed chwilą gotów był posiedzieć w milczeniu przy cierpiącym, niezwykłym stworzeniu i oddać się w sidła nieprzyjemnych wspomnień. Teraz miał przed sobą zupełnie inną perspektywę i dla niej był gotów popełnić niewyobrażalne głupstwo.
    - Jak sama zauważyłaś, nie ma co porównywać cię do mieszkanek burdelu, kochaniutka. Raz, że masz zupełnie inne podejście do sprawy – powiedział z rozbrajającym uśmiechem, zbliżając się do krat. – Dwa, że jesteś tysiąckrotnie piękniejsza. Trzy, że jesteś o wiele bardziej niezwykła. Masz może jakieś imię, jednorożku?
    Przepadł, zginął, przegrał. Choć nie do końca wierzył w słowa pięknej panny, to zwiodła go pewność swojej przewagi. Byli na morzu, na magicznym statku, jego statku. Dokąd miałaby uciec, co miałaby zrobić? Zapewne chciała tylko poprawić swoja sytuację. A jak dokonać tego inaczej jak nie przez osobę kapitana? TAKIEGO kapitana, dodała jego narcystyczna cząstka. Przecież jego osoba była lepszą opcją niż zimne, nieczułe pręty krat. Dlatego zdecydował się otworzyć klatkę.
    Skończony głupiec, naiwny pirat, narcyz o przerośniętym ego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi

    1. Na aluzję do ich pierwszego spotkania nie był w stanie odpowiedzieć inaczej niż przewróceniem oczu. Zawsze to robiła. Za każdym razem gdy na siebie wpadali. Czy to w biegu, czy to już po wszystkim, czy to szeptem w kryjówce. Zawsze powracał temat cholernej klatki, z której niepotrzebnie ją wypuścił. Gdyby tego nie zrobił byłby sporo bogatszy i pewnie nigdy więcej nie natknął by się na tę magiczna Kobyłkę. Tak wiele spraw potoczyłoby się zupełnie inaczej.
      - To nie zaloty, nie przeceniaj się – dodał jeszcze na zakończenie, gdy już ruszyli w ślad za blondwłosą Clarą. – To tylko zabawa, która cholernie wlazła mi w krew. I wysilałem się dostatecznie wiele, by znaleźć niejedna kobietę, kochanieńka. Ba! Kilka z nich nawet mówiło o wielkiej miłości.
      Nie miał zamiaru opowiadać Amarze o Lucy. Przecież wrogom nie zwierza się ze swoich słabości, a nimfa zdecydowanie była jego słabym punktem. Dla niej jednej gotów był zrobić wszystko, nawet oddać życie. Lepiej wiec, by żądny jego śmierci jednorożec się o tym nie dowiedział.

      narcyz z przerośniętym ego

      Usuń
  73. [No proszę. Mam nadzieję, że równie się zgrałyśmy z wyzdrowieniem i też już u Ciebie wszystko dobrze. :)
    Też wolę by był tylko jeden jednorożec, zresztą nawet jakby były inne to zakładam, że dopiero wiele wieków później, więc ja bym nie kombinowała i pozostała przy jednej, jedynej Amarze. :)
    U mnie też nie ma problemu, chociaż wolałabym to zrzucić na Ciebie, bo mam trochę wątkowych zaległości i byłoby mi zwyczajnie wygodniej. :)
    Piękne i jakże idealne awokado!]

    Oberon

    OdpowiedzUsuń
  74. Uśmiechnął się na dźwięk jej słów. Nie musiał ani odpowiadać, ani mówić, że też ją kocha. Na pewno to wiedziała, w końcu codziennie okazywał to tak bardzo, jak tylko mógł. I na pewno ją kochał. Czuł to całym sobą, z każdym uderzeniem widmowego serca, które od dawna nie pełniło już życiodajnej funkcji, a jedynie tą odpowiedzialną za uczucia.
    Obserwował dziewczyną uważnie, gdy delikatny materiał sukienki zsuwał się z jej ramion, odsłaniając perfekcyjną skórę i to, co do tej pory dane mu było oglądać jedyne w lichym świetle księżyca. Była piękna. A nawet nie piękna — to było zdecydowanie coś więcej, ale nie znał tak wielkich słów, aby całkowicie oddać to, jaka była w jego oczach.
    Opuszki chłodnych palców delikatnie muskały jej nagie ramiona, niczym podmuchy tego wiosennego wiatru, powoli zmierzając w stronę pleców, a następnie w dół kręgosłupa. Starał się uważnie zapamiętać fakturę jej skóry, chłonął każdy cal. Usta Burtona zbliżyły się do ucha Amary, jedynie zaczepiając o płatek, po czym powolnym ruchem powędrowały wzdłuż linii szczęki, aż do ust, gdzie się zatrzymały.
    Pozwolił jej zdjąć swoją koszulę, nawet nie protestując, a gdy tylko kawałek materiału znalazł się na mchu, Terrence odkopał go na bok, razem z sukienką. Nie chciał, żeby tym razem cokolwiek im przeszkodziło. Chciał mieć ją tylko dla siebie, na wyłączność. Czuł, jak w ekspresowym tempie rozpala się w nim pożądanie. Oplótł ramiona wokół talii dziewczyny, po czym przyciągnął ją bliżej. I zaczął całować tak, jak jeszcze nigdy dotąd nie całował. Tak, jakby to był ostatni raz.

    16.01.2017
    Znowu była tak blisko, w zasięgu jego ręki. Opleciona ramieniem i przyciągnięta tak blisko, jak to tylko było możliwe. W głębi duszy czuł, że mógłby teraz zrobić wszystko, byle tylko nadrobić te lata, które musiał spędzić w męczarniach z dala od niej. Lata samotności, z których każdy kolejny rok bolał bardziej niż poprzedni i przynosił kolejną nawałnicę wspomnień. Nie przestał jej kochać ani na sekundę i to właśnie dlatego ta rozłąka tak bardzo złamała mu serce.
    — Nie potrzebuję twojego pozwolenia, jestem dorosły. — burknął, teraz już odrobinę obrażonym tonem. Nie chciał, żeby mówiła mu co ma robić, szczególnie jeśli w grę wchodził ich związek, który przecież był dla niego najważniejszą rzeczą w życiu, największym priorytetem. Ona sama była dla niego numerem jeden i jedyną kobietą, z którą chciał spleść swój los.
    — Żadna głupia klątwa nie stanie nam na drodze. — obserwował dziewczynę, gdy ta wyżywała się na Bogu ducha winnej lampie, ale teraz sam już zaczynał pozwalać emocjom na kontrolowanie swojego zachowania. Energicznie wstał z kanapy, o mało co nie przewracając na podłogę stojącego przed nim stolika. Już miał podejść do Amary i chwycić ją za ramiona, gdy rozległo się donośne pukanie do drzwi. Burton jedynie spojrzał na dziewczynę, unosząc brwi.

    oddany Terrence

    OdpowiedzUsuń
  75. [Cześć! Niestety, z powodu ograniczonego wolnego czasu i weny, która ostatnio mnie opuszcza, chciałabym cię bardzo przeprosić, bo niestety muszę zrezygnować z naszego wątku. Miałam nadzieję, że uda mi się wszystko pogodzić, ale od dłuższego czasu nie jestem w stanie się za to wszystko zabrać. Tym bardziej mi głupio, bo fajnie zaczęłaś nasz wątek :<
    Mam nadzieję, że nie masz mi tego za złe i jeszcze kiedyś uda nam się coś razem napisać ;)]

    Lucy

    OdpowiedzUsuń
  76. Kosztował jej ust, które były niczym rozgrzewający łyk kawy w chłodny poranek. Mózg przestał myśleć, a Burton zatracił się kompletnie. Czuł tylko ją — ciepło skóry, delikatne, ale wciąż wyczuwalne bicie serca, oddech na swoich wargach. Pożądanie płonęło w nim coraz bardziej, więc po prostu przyciągnął ją bliżej.
    Dotknęła go. Mimo namiętności pocałunku, wciąż mogło się wydawać, że była odrobinę niepewna, ale to wystarczyło, żeby doprowadzić Burtona do granic wytrzymałości. Naparł na nią całym ciężarem ciała, popychając przy tym bardziej w stronę wanny i zsuwając dłonie niżej, żeby prawie że zmiażdżyć uściskiem jej pośladki. Po cichu liczył, że w trakcie tej „przepychanki” obejdzie się bez bolesnych upadków.
    Na chwilę się oderwał. Przyszła pora, żeby wejść do wody, chociaż po części nie miałby nic przeciwko temu, żeby oddać się przyjemnościom nawet i na podłodze. Wszędzie, byle tylko z nią. Usiadł, a gorąca woda sięgnęła aż pod pępek. Nozdrza wypełniły się słodkim zapachem kwiatowych olejków. Z każdą kolejną sekundą bez dotyku pragnął jej bardziej i bardziej. Gdy w końcu ją dostał, od razu zatopił palce w srebrzystych włosach i przyciągnął bliżej, spajając usta w namiętnym pocałunku. Niczego bardziej nie chciał.
    Powietrze wypełniły ciche jęki obojga kochanków i przyspieszone, ciężkie oddechy. Oplótł silnymi ramionami jej talię, a usta skierował wzdłuż niebieskiej siatce żył ku szyi, aby tam pozostawić kilka delikatnych, ledwo wyczuwalnych pocałunków. Przy każdym ruchu bioder dziewczyny miał wrażenie, że umiera z przyjemności i zmartwychwstaje, aby zaraz trafić do raju.
    Niespodziewanie zabrakło mu tlenu do oddychania, a przed oczami znalazła się falująca tafla wody. Przez chwilę nie wiedział co się stało, nie mógł się odnaleźć, dopóki usta Amary ponownie nie złączyły się z jego ustami. Wtedy wiedział, że była to część drażnienia się, gry, w którą oboje teraz grali. Szybkim ruchem wyciągnął ich na powierzchnię i spojrzał na srebrnowłosą z szerokim uśmiechem. Nie wiedział jeszcze, co chce z nią zrobić, wiedział jedynie, że jej pragnie.
    Szerokie dłonie spoczęły na jej ramionach i delikatnie popchnęły ją do tyłu, tak, żeby plecami dotknęła rozgrzanej już od wody ścianki wanny. Ułamek sekundy spędził po prostu na nią patrząc, analizując idealne ciało i każdy skrawek pokrytej kroplami wody skóry. Po chwili wepchnął się biodrami pomiędzy jej uda, dłonie zaciskając na krawędzi wanny, tuż nad głową Amary. Czubkiem nosa wędrował wzdłuż jej szczęki, chłonąc przy tym jej zapach i rozkoszując się delikatną fakturą skóry. Grał na zwłokę, ale tylko po to, żeby trochę się z nią podrażnić. Dopiero, gdy niewielka dłoń niecierpliwie zacisnęła się na jego łopatce, jednym płynnym ruchem „utorował” sobie drogę do środka i z całym impetem wszedł w dziewczynę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 16.01.2017
      Cały czas obserwował drzwi. W mieszkaniu zapanowała cisza, zakłócana jedynie przez szczęk klucza w zamku. Burton nawet nie drgnął, gdy do środka niczym wicher wtargnął mężczyzna z rozwianymi włosami. Zmierzył go tylko wzrokiem, od razu po tym spoglądając pytająco na Amarę. Jeśli był to kochanek dziewczyny, to nie miał tu już czego szukać.
      — Dokładnie. — rzucił krótko, odwracając się od niej i chwytając w dłoń swój płaszcz. Chciał znaleźć się jak najdalej stąd. Nie zdążył jednak zrobić nawet kroku, bo nieznajomy już przy nim był i ściskał jego dłoń, wyrzucając z siebie przy tym potok słów. Zrobiło się strasznie dziwnie. Terrence odprowadził go wzrokiem, gdy ten wychodził wciąż paplając. Kim on mógł być?
      — Kto to był? — ponownie obrzucił spojrzeniem srebrnowłosą, wskazując przy tym na zamknięte drzwi i zupełnie ignorując jej wypowiedź o kolejnej wiedźmie. Po przybyszu pozostał jedynie zapach, dziwnie podobny do tego, który posiadała ona. Zupełnie, jakby byli rodziną.
      Nie mógł się jednak długo gniewać. Drobne ciało Amary rzuciło się w jego ramiona, a on po prostu ją objął. I trzymał. Trzymał tak mocno, że zaczął się zastanawiać, czy nie odcina jej przypadkiem dopływu tlenu. Przymknął oczy i złożył pocałunek na srebrzystych włosach. Cieszył się, że tu jest. Że oboje tu są. Razem.

      love me like you do

      Usuń
  77. [Witam również i dziękuję za miłe powitanie. :)
    Z zaproszenia z wielką chęcią skorzystam, bo postać jest naprawdę fajna. Jakieś pomysły?]

    Mordred Deschain

    OdpowiedzUsuń
  78. [Cieszy mnie, że zdjęcie pasuje, bo to jest rzecz, z którą zawsze mam problem. Zwłaszcza, że Dan Stevens był już zajęty i nawet nie mogłam się zdać na gust ludzi od castingów.
    Jestem absolutnie zaintrygowana tym, co wymyśliłaś. Tak od pierwszego to ostatniego iksa. Mój ulubiony typ wątków to takie, w których coś się dzieje, dzieje się bardzo dużo rzeczy albo coś ważnego zmienia się w życiu postaci. I magia Bardzo lubię magię. ]

    Matthew Stanford

    OdpowiedzUsuń
  79. [Bardzo podoba mi się ten pomysł!
    Spodziewaj się zaczęcia jeszcze dziś.]
    Matthew Stanford

    OdpowiedzUsuń
  80. [To tak jak ja, kiedyś namiętnie pisałam na każdym blogu o Texasie, szkoda że w tym momencie żadnego takiego nie ma :( Ale jest Billy, a z nim nie będę się nudzić, coś tak czuję ;)
    Jeśli ochotę na wątek masz, to jak najbardziej możemy coś w Fable naskrobać - w końcu mój pan ma słabość do pięknych kobiet, nawet tych zajętych. Także chętnie przygarnę jakiś pomysł :)]

    Billy

    OdpowiedzUsuń

Szablon wykonała Night Tear. Źródło: WallPaper. Obsługiwane przez usługę Blogger.