poniedziałek, 1 stycznia 1990

...


Dawniej
bardzo bardzo dawno
bywało solidne dno
na które mógł się stoczyć
człowiek




Z AKT POLICYJNYCH FABLETOWN.
Sporządzone przez: starsza aspirant Jonna Marlow.



Dimitrij  Władimirowicz Iljanow

lat 26 | Rosjanin | ateista
mieszkanie na pierwszym piętrze w przeznaczonej do rozbiórki kamienicy 
nr. 14 przy jednej z gorszych uliczek, Brooklyn
nauczyciel historii w Zespole Szkół im. H. C. Andersena w Fabletown
właściciel sfatygowanej łady samary 
w kieszeniach głównie płótno, w portfelu także
Podejrzany o morderstwo powiązanego z lokalną grupą mafijną Dougala Hucley’a, znanego w środowisku jako Kruz. Śledztwo w toku.


Rysopis
Mężczyzna średniego wzrostu, szczupły, ale umięśniony, zwinny i szybki. Trudny do zaklasyfikowania typ urody, czy przystojny – to zależy od gustu. Włosy koloru brązowego, lekko falowane, sięgające ramion.
Oczy w ciemnej oprawie, odcień między piwnym a orzechowym. Nos skrzywiony u nasady, prawdopodobnie ślad po dawnym złamaniu. Usta kształtne, broda raczej wąska. 
Najczęściej nosi wpuszczoną w spodnie koszulę z narzuconą na nią, rozpiętą kamizelką, rzadziej pospolity, jednokolorowy t-shirt.
Znaki szczególne:
- stara, okrągła blizna na lewym przedramieniu, rozmiar wskazuje na ślad po postrzale,
- świeższe blizny po szwach na klatce piersiowej z prawej strony i na plecach, prawdopodobnie w następstwie ciężkiej rany postrzałowej i/lub operacji.


Portret psychologiczny 
Według opinii biegłych umiarkowanie niebezpieczny. Nieprzewidywalny, porywczy, działa pod wpływem impulsu, chaotycznie, chwilami nieracjonalnie. Przyciśnięty do muru, okazuje odwagę. Niekonwencjonalne metody rozwiązywania problemów wydają się jego specjalnością. Odznacza się charyzmą, wykorzystywaną - prawdopodobnie bezwiednie - zarówno w pracy, jak i kontaktach międzyludzkich. Podobno dobry nauczyciel, pasjonat dwudziestowiecznej historii. Według pracodawcy osoba o nieposzlakowanej opinii, solidna i wiarygodna, choć ze skłonnością do stanów depresyjnych. Inni pracownicy Zespołu Szkół nie są w stanie powiedzieć o nim niemal niczego. 
Oględziny miejsca zbrodni zdają się potwierdzać, że choć Iljanow potrafi planować z wyprzedzeniem, w decydującym momencie ulega emocjom. 
Ujawnia cechy romantyka. Wiele wskazuje na to, że pojmuje świat w uproszczony, baśniowy sposób, sugerując się czarno-białym podziałem na dobro i zło, co powoduje dysonans ze stanem faktycznym bacznie obserwowanego otoczenia. Duma nie pozwala mu przyznać się do porażki; okazuje ją w raptowny, nader gwałtowny sposób, typowy dla dzieci rewolucji. Bardzo przywiązany do wolności, pojmowanej przede wszystkim jako kierowanie własnym życiem.

Przeszłość
W większości niejasna. W Fabletown po raz pierwszy widziano go pięć lat temu. Wszystkie pieniądze wydał na podróże, głównie do Europy. Przynajmniej raz odwiedził Paryż. Kilka lat spędził w Rosji, najpierw studiując w Petersburgu, potem przez parę miesięcy podejmując dorywcze prace w Moskwie. Do Ameryki wrócił ponad pół roku temu. Choć nie przyznaje się do tego, można wywnioskować, że tęskni za baśniową wizją Rosji. Kiedy mówi o Fabletown, w jego głosie pobrzmiewa zadawniona uraza. 

Nawyki i inne osobliwości:
- będąc u siebie, pije herbatę ze szklanki,
- codziennie na godzinę przed zamknięciem przychodzi na pływalnię, woda go wycisza,
- przygotowując się do lekcji, nie układa sobie tekstu wykładu, woli improwizować,
- niemal zawsze ma przy sobie ukryty pod ubraniem pistolet, 
- od czasu popełnienia morderstwa nienawidzi ciszy; brak dźwięków powoduje u niego widoczny niepokój,
- wyraźnie boi się jeździć koleją,
- lubi muzykę, zwłaszcza brzmienie fortepianu,
- potrafi docenić piękno krajobrazu,
- bardzo dobrze zna angielski, ale nie jest w stanie całkowicie pozbyć się rosyjskiego akcentu, który nasila się, gdy Iljanow się denerwuje.

ŻYCIEM SPISANE:

 >Poprzednia< karta 
>Do odważnych świat należy!
Dymitr pochodzi z bajki „Anastazja” z 1997 roku, którą obejrzeć można >tutaj<,  a przeczytać streszczenie >tutaj<. W karcie poukrywane są zdjęcia. Wizerunek autorstwa SEnigmaticX, co chyba oczywiste, osoba na nim przedstawiona nie ma realnie nic wspólnego z moją blogową postacią. Cytat z T. Różewicza
Zazwyczaj piszę długie komentarze, ale nie wymagam tego od innych. Jeżeli zastanawiacie się, czy w trakcie wątku możecie ranić/poturbować moją postać, odpowiedź brzmi: tak.
Uprzedzam, słabo stoję z czasem, ale staram się odpisywać nie rzadziej niż raz w tygodniu.

13 komentarzy:

  1. [Zgłaszam się po wątek! :D Możemy stworzyć coś ciekawego.
    Ta rodowitość Marceliny i Dymitra.]

    Wołga

    OdpowiedzUsuń
  2. [To ja się formalnie przywitam i pochwalę kartę, bo bardzo fajnie napisana. :)
    Jakbyś miała chęć na jakiś wątek to zapraszam serdecznie do Ravena. Coś czuję, że może nam jakaś ciekawa historia wyjść.]

    Raven

    OdpowiedzUsuń
  3. [Nowa karta zawsze pomaga. Życzę dużo weny. O naszym wątku pamiętam i powoli się biorę za nadrabianie zaległości, więc jakby co - nie zapomniałam o Tobie. ;)
    Poza tym życzę dużo nowej weny. ;)]

    - Henry Baskerville & Davy Jones

    OdpowiedzUsuń
  4. [Hej! Dzień dobry :) Przywitałam się pod poprzednią kartą i powiem ci - ta nie ustępuje tamtej ani o centymetr, a co więcej. Przewyższa ją :) Bardzo mi się podoba sposób w jaki jest skonstruowana, a sama historia wciąga. Do tego te nawyki - łał, można lepiej poznać Dimitrija :D
    Zaproszę ponownie do wątku z moją Marianne i oczywiście życzę powodzenia na blogu! :) I z maturą!]

    Marianne

    OdpowiedzUsuń
  5. [Mam ochotę. Odpiszę. Daj mi tylko jeszcze trochę czasu. Przepraszam za to, ale życie... Jest ciężkie. A ja jestem leniem. I mam poprawki. Dlatego czasu potrzebuję, jeszcze trochę :)]

    Nadine

    OdpowiedzUsuń
  6. [To ja powitam i pochwale nową kartę! :D Powoli zabieram się za odpisy, chociaż ciężko z czasem ;)]

    Lucy

    OdpowiedzUsuń
  7. ["wyraźnie boi się jeździć koleją" <3
    Powodzenia na maturze!]

    R.Rolf
    Pocahontas

    OdpowiedzUsuń
  8. [Miałam kiedyś Anastazję, to była moja pierwsza postać na blogu. Szkoda że nie miałaś wtedy Dymitra, na pewno byłoby super :) Niestety, nie odpiszę już na Twój wątek, bo zupełnie nie wiem o co w nim chodziło, ale postaram się zacząć nowy. Mam nadzieję, że to nie problem? Coś wymyślę i na dniach pojawi się komentarz.]

    Nadine

    OdpowiedzUsuń
  9. [Hej ;) Wysłałam ci wiadomość na maila :D]

    OdpowiedzUsuń
  10. Kac (z niem. Katzenjammer) – złe samopoczucie występujące kilka godzin po spożyciu nadmiernej ilości napojów alkoholowych. Kac moralny - złe samopoczucie psychiczne kilka godzin po spożyciu nadmiernej ilości napojów alkoholowych, związane z czynnościami które wykonywało się w trakcie upojenia.
    Choć przysłowiowe jabłko pada niedaleko od jabłoni, to Roszpunka jakimś cudem była odporna na pierwszą odmianę wyżej wymienionego kaca. Wydaje się jednak, że los spłatał jej okrutnego figla, zrzucając wszystkie fizyczne dolegliwości na biedną psychikę cierpiącą dwa razy mocniej - za każdym razem, kiedy wyczyniała pod wpływem procentów mniej lub bardziej głupie rzeczy musiało minąć kilka dni zanim była w stanie spojrzeć w lustro bez odrazy wymalowanej na twarzy. W takich sytuacjach wmawiała sobie, że alkohol nie jest żadnym wyjściem i że już nigdy nie ucieknie w jego objęcia... Aż do kolejnego tygodnia, w którym cykl zapętlał się powodując błędne koło.
    Nie inaczej było w tej sytuacji. Przynajmniej tak wydawało się biednej Długowłosej, która ze skonsternowaną miną obserwowała sylwetkę jakiegoś mężczyzny, która zastała jej oczy kilka chwil po przebudzeniu. Wykonała szybki rachunek sumienia: zeszłego wieczoru w Trip Trap faktycznie dużo wypiła, ale cały czas towarzyszył jej Pascal. A może... A może myślała, że tam był przez cały wieczór i noc? W końcu osobliwy przyjaciel potrafił po prostu zniknąć z ludzkich oczu, korzystając z magii wynikającej z jego postaci kameleona. Dobrze - westchnęła Roszpunka w duchu - załóżmy więc, że Pascal się ulotnił. Pamięta, że siedziała przy barze, ale później... Później film gwałtownie się urywa. Jasne, że z pomocą szkockiej i innych trunków była zdolna do głupich rzeczy, ale na Boga, nigdy przenigdy w życiu nie wylądowała z kimkolwiek z tego powodu w łóżku. I choć wydaje się, że powyższe przemyślenia trwały długie momenty pełne psychicznego napięcia, to tak naprawdę zabrały ledwo kilkanaście sekund. Wystarczająco dużo, by Holly otworzyła szeroko oczy zdając sobie sprawę z tego co mogło się wydarzyć. Mogło, nie musiało - wszak zarówno ona, jak i mężczyzna nie byli pozbawieni ubrań, ba, nawet się nie dotykali podczas beztroskiej drzemki - ale mózg Roszpunki samo prawdopodobieństwo takiej sytuacji uznał za pewnik. Alarm zwany gwałtownym szokiem i wyrzutami sumienia uruchomił się, powodując gwałtowne wyskoczenie Holly z łóżka i zasłonięcie dłonią ust, by urwać przerażony krzyk. Jasnowłosa przełknęła ślinę, rozglądając się na prawo i lewo jakby w poszukiwaniu ukrytej kamery - kiedy jednak żadna rozbawiona ekipa filmowa nie wyskoczyła zza drzwi... Biedaczkę znów ogarnęła powaga sytuacji. Dłoń ułożyła na pokrytej swoimi malunkami ścianie, chcąc powstrzymać drżenie przynajmniej jednej ręki i jakkolwiek podeprzeć się w obawie przed omdleniem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. - Holly, ty idiotko - szepnęła, mrugając kilkukrotnie jakby w nadziei, że oblicze pokoju zmieni się i zlikwiduje męski podmiot na jego środku. Tak jednak się nie stało - Co ja narobiłam - wymamrotała pod nosem słysząc doskonale jak łamie jej się głos. Powolnym ruchem odsunęła dłoń od twarzy i starając się ze stresu nie przewrócić przeszła kilka kroków by dostąpić do blatu kuchennego. Pusta szklanka zapełniła się wodą, jednak Roszpunka jakby nie miała wystarczająco odwagi żeby się napić. Trwała tak moment w bezruchu, trzymając naczynie i sparaliżowanym, mechanicznym wzrokiem przesuwając po sporej kawalerce. Przy drzwiach leżały jej buty - ułożone prosto, co mogło świadczyć o istnieniu świadomości kobiety w momencie ich zdejmowania - a na drodze od drzwi do łóżka, ku uldze Holly nie znajdowały się żadne porozwalane ubrania. Może jednak nie było tak beznadziejnie... By się upewnić, spojrzała w dół na stan swojego stroju. Miała na sobie dłuższą koszulę - rozpoznała w niej element zawartości własnej szafy, co również przemawiało na korzyść uciszenia paniki - co uspokoiło Roszpunkę na tyle bardzo, że była w stanie przejść przez mieszkanie ponownie i usiąść na krześle. Położenie jej osoby w tym a nie innym miejscu dało jej jednak jedną możliwość - ujrzenia twarzy swojego towarzysza, z którym niestety - lub stety - spędzonego czasu nie pamiętała. Zmarszczyła delikatnie brwi i otworzyła szeroko oczy czując, jak dłoń dziarsko dzierżąca szklankę z wodą znów zaczyna drżeć. Rozpoznała w obliczu mężczyzny osobę, z którą dzieliła przestrzeń swojej pracy. I choć nie rozmawiała z nim chyba praktycznie nigdy dłużej niż przez kilka sekund - cóż, niektóre podmioty grona pedagogicznego nie były zbyt towarzyskie i wylewne - to w jej oczach pojawił się już obraz zrujnowanej kariery zawodowej. Wszystkie argumenty uspokajające ją sprzed ledwie minuty wyparowały, a biedna Holly nie mogła zrobić nic innego, jak wciąż tkwić na tym głupim krześle i wpatrywać się w lico Dymitra z przerażeniem.

      Roszpunka

      Usuń
  11. Cała nadzieja na inny scenariusz niż ten, który zakładał jej spanikowany umysł, rozpadła się w momencie w którym Dymitr się odezwał.
    Biedna Holly pochyliła się w przód i przymykając oczy podparła czoło na zaciśniętych pięściach. Wzięła głęboki oddech czując jak jej serce zaczyna wariować. Miała ochotę powyklinać cały świat i wszelkie istniejące lub wymyślone bóstwa, może i nawet zrobić to na głos, bo przecież już wszystko było jej jedno - ale wtedy przypomniała sobie o jednym ważnym fakcie. Jej głowa gwałtownie podniosła się, a kobieta wciąż milcząc - co można było uznać za coś dziwnego, szczególnie w tak stresującej sytuacji - zacisnęła wargi w cienką kreskę. Wpadła na pomysł, który miał w sobie tyle szaleństwa co geniuszu.
    Podrywając się z krzesła szybko dopadła do białej, drewnianej komody, otwierając najniższą z jej szuflad. Szybkim ruchem dłoni odgarnęła ubrania by dostać się do małej, skórzanej saszetki schowanej na samym dnie mebla. Roszpunka była pełna nadziei w powodzenie swojego planu, przynajmniej do momentu w którym chwyciła woreczek. Był... pusty. Jej dłonie trzymały prawie niewyczuwalny w wadze przedmiot, a palce zaczęły znowu drżeć w nerwowym odruchu.
    - Pascal - stwierdziła na głos doskonale wiedząc że jej głos drży od złości. Palce zacisnęły się na gładkiej tkaninie saszetki - skoro była ona pusta, to... Tylko ten mały, podstępny gad mógł ukraść jej zawartość. W zeszłym tygodniu Holly wydała sporą sumkę u szemranej wiedźmy tylko by uzyskać kilka kropel eliksiru zapomnienia. Miała w planie zaprosić Williama na obiad - wiedząc doskonale, że idiota się zgodzi - dolać mu specyfik do drinka i z ulgą zauważyć, że jej dawny Książę zapomniał o wszystkim co dotyczy jej osoby. Plan był idealny - Holly mogłaby wreszcie żyć w spokoju i bez strachu przed byciem nękaną przez dawną miłość. Nie była osobą konfliktową, teoretycznie wciąż mogłaby z tym żyć... Ale w Willu po kolejnych odrzuceniach obudziła się nutka szaleństwa, co wprawiało Lambley w niepokój. Jeśli jeszcze dodać drugi magiczny czynnik, Gertrude, która już niewątpliwie była niebezpieczna - mogła wyjść z tego mieszanka wybuchowa z którą Holly nie mogłaby sobie poradzić nawet jeśli by chciała.

    A teraz jej plan awaryjny wymyślony w trakcie kilku sekund szlag trafił. Mogła przecież wykorzystać kropelkę eliksiru by wymazać z głowy Dymitra wspomnienie ostatniej nocy. Mogła... Ale Pascal znowu wszystko zepsuł, prawdopodobnie kradnąc magiczny płyn i sprzedając go za grosze w obskurnej bramie w centrum miasta.
    Roszpunka wzięła kolejny głęboki wdech. Nie mogła dać ponieść się emocjom. Prawdopodobnie zrobiła to i tak zeszłego wieczoru... I widząc, jak to się skończyło wolała nie czekać na powtórkę. Podniosła się na nogi i zirytowanym odruchem kopnęła w szufladę powodując głośne jej zamknięcie. Kontrastowo do swojego obecnego zachowania i kolejnych wypowiedzianych słów, uśmiechnęła się do Dymitra:
    - Proszę, czy możemy o tym nie rozmawiać? - utrzymała na swojej twarzy życzliwy grymas tylko przez moment, po chwili marszcząc groźnie brwi i podnosząc wieko wiklinowego kosza stojącego na prawo od jej nogi. Pascal zwykł sypiać w swojej zwierzęcej postaci na samym czubku sterty ubrań, ale teraz miejsce na materiale było puste.
    - Cholera - mruknęła pod nosem, doskakując do kuchennego blatu i otwierając drewniany chlebak. Kolejne miejsce było puste. Gdzie ten gadzi podmiot się chował!? W głębi ducha Holly wiedziała, że go tu nie znajdzie. Bezradnie więc opadła na krzesło, chowając twarz w dłoniach na moment by znowu się uspokoić. Z tych wszystkich nerwów jej włosy znowu złamały urok nałożony na nie przez jedną z wiedźm i sięgały już do lędźwi. Jasnowłosa podniosła głowę, bezradny wzrok błękitnych oczu wbijając w Rosjanina jakby mając nadzieję, że on rozwiąże wszystkie problemy Wszechświata:
    - Nie widziałeś tu może kameleona?

    Roszpunka

    OdpowiedzUsuń
  12. [ Szkoda, że odchodzi, ale jak najbardziej to rozumiem :) Jeśli tylko będę miała więcej czasu, to odezwę się do ciebie o kontynuację wątku prywatnie, ale na razie nawet z tymi na blogu ledwie sobie radzę x)
    Mi też bardzo fajnie się z Tobą pisało. Stworzyłaś niesamowitą postać i cieszę się, że Hakuś miał tę przyjemność poznać Dimitrija :D Miło mi też słyszeć, że i Tobie przypadł do gustu nasz wątek ^^
    No cóż. To w takim razie trzymaj się, szerokiej drogi i może jeszcze kiedyś na siebie wpadniemy w blogosferze... Przy dobrych wiatrach ;) ]

    OdpowiedzUsuń

Szablon wykonała Night Tear. Źródło: WallPaper. Obsługiwane przez usługę Blogger.